Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Blask Twoich oczu - odcinek 88
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 23, 24, 25, 26, 27  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 13:56:11 16-04-10    Temat postu:

Fajny odcinek

Julietta może liczyć na Raula, a on na nią. Problemy są wpisane w związek dwojga ludzi, więc będzie się wzajemnie wspierać. Na pewno wszystko się ułoży. Rodrigo wyzdrowieje, a Roger wyjdzie z więzienia.

Luis Reynoso widział ich w czułych objęciach. Jest wściekły. Doszedł jednak do wniosku, że to dobrze iż Rodrigo nie zginął, lecz żyje. To powoduje większe cierpienie jego i jego syna. Poza tym chce mieć Juliettę dla siebie. Ją również zamierza skrzywdzić. Oczywiście w jego plany wpisuje się także Roger. Na razie ktoś go ubiegł, ale więzienie to za mało. Jeszcze wymyśli dla niego coś znacznie gorszego

Fernando sporo zarobił na gniewnych Paoli i Paolo. Ma pozycję i pieniądze. Nagle spostrzegł znajomą dziewczynę, którą nie widział przez lata. To oczywiście Thelma! Fernando był jej szefem i kiedyś bardzo ją skrzywdził. To ponowne spotkanie nie będzie niczym dobrym

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:50:37 21-04-10    Temat postu:

Odcinek 66

Thelma od razu go poznała. Nie zmienił się przez te lata. Wciąż widniał na jego twarzy ten bezczelny uśmieszek, którego tak nie cierpiała. Skąd on się tu wziął?, zastanawiała się gorączkowo. Drżała na samą myśl o tym, że stoi tu teraz z nim twarzą w twarz. Miała nadzieję, że już go nigdy nie spotka. Nie zapomniała jak ją potraktował. Przez jego kłamstwa i intrygi straciła pracę i pieniądze. To przez niego musiała pozować do erotycznych zdjęć, żeby zarobić na wyjazd do Kolumbii i dołączyć do brata. Czuła odrazę do tego mężczyzna za każdym razem jak na nią patrzył lubieżnym wzrokiem. Teraz też dosłownie pożerał ją wzrokiem. Chciała się uwolnić z jego uścisku i uciec jak najdalej, ale trzymał ją zbyt mocno.
– Teraz mi już nie uciekniesz. – Roześmiał się. – Myślałem o tobie czasami. Mam nadzieję, że ty też.
– Chyba śnisz! – krzyknęła Thelma.
– Pokazujesz pazurki, to lubię u kobiet. Może wypróbujemy twoją energię u mnie. Jestem pewien, że potrafisz dać rozkosz mężczyźnie. Już nie mogę się doczekać, kiedy dotknę twego nagiego ciała. Widziałem już je, ale nie na żywo, niestety. Muszę przyznać że na tych zdjęciach wyszłaś po prostu oszałamiająco. Nigdy nie przypuszczałem, że pod ubraniem kryjesz takie skarby. Chodź ze mną, mieszkam tu niedaleko. Spędzimy miłe chwile.
Puścił do niej oczko i jeszcze mocniej zacisnął dłoń na jej ramieniu. Dziewczyna bezskutecznie próbowała się uwolnić z jego uścisku.
– Puszczaj!
– Ani mi się śni. Teraz jesteś tylko moja. Nie pozwolę ci odejść, zapomnij o tym.
– Nie słyszałeś co mówiła. Puszczaj! – Usłyszał męski głos za swoimi plecami. – Thelma od razu rozpoznała mężczyznę, który stanął w jej obronie. To był Miguel!
– Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. – Fernando puścił dziewczynę i podszedł z zaciśniętymi pięściami do mężczyzny. – Zmykaj stąd jeżeli nie chcesz dostać w ryj! – powiedział.
Widząc, że on nadal stoi w miejscu zamachnął się i to był jego błąd. Miguel zrobił unik i uderzył przeciwnika prosto w nos, z którego od razu popłynęła stróżka krwi, po czym złapał Thelmę za rękę i oboje wybiegli z uliczki, a następnie przebiegli na drugą stronę.
– Nic ci nie jest? – zapytał przestraszonej dziewczyny. Thelma potrząsnęła głową. – Kto to był? Czego chciał? – Dziewczyna milczała jak zaklęta. – W porządku, jeżeli nie chcesz nie mów.
– Dziękuję! – W końcu odezwała się kiedy pierwszy szok minął.
Miguel lekko się uśmiechnął: – Nie ma za co. Chodźmy gdzieś, żebyś mogła się uspokoić. Może do jakiejś kawiarenki. Napijemy się czegoś, a potem odwiozę cię do domu, zgoda?
– Nie chcę sprawiać kłopotu – rzekła.
– To żaden kłopot. Sprawisz mi prawdziwą przyjemność swoim towarzystwem. Idziemy? – spytał i wyciągnął do niej rękę. Thelma z lekkim wahaniem podała mu swoją dłoń.

***


Rebeca czuła wyrzuty sumienia po tym co zrobiła. To przez nią niewinny człowiek trafił do więzienia. Ale już było za późno, żeby cokolwiek zmienić. Fabiana oczekiwała od niej wdzięczności za to co kiedyś dla niej zrobiła. Nie dostała się na studia, była załamana. Wtedy na pomoc przyszła Fabi, przyjaciółka jej zmarłej matki. Dzięki niej mogła studiować na najlepszej uczelni w kraju, którą ukończyła z wyróżnieniem. Zawsze będzie jej zobowiązana, że dzięki jej protekcji i wpływom mogła dalej się uczyć. Ale teraz musiała za to płacić wysoką cenę. Musiała się odwdzięczyć i dlatego zgodziła się na tą podłą intrygę. W rozmowie z Robertem przyznała, że czuje się teraz z tym źle. To cudowny człowiek. Spotykali się od pewnego czasu i była szczęśliwa. Wcale nie przeszkadzała im różnica wieku między nimi. Wprost przeciwnie. Czuła się przy nim wyjątkowo. Nie podjęli jeszcze decyzji o wspólnym zamieszkaniu, ale ona sądziła że to tylko kwestia czasu. On nie spieszył się z tą decyzją. Nie rozumiała dlaczego. W końcu byli dojrzałymi, dorosłymi ludźmi, a nie jakimiś małolatami kryjącymi się przed rodzicami. Jej rozmyślania przerwał Roberto, który tego dnia ją odwiedził.
– O czym myślisz? – zapytał.
– O Rogerze.. Mam poczucie winy. Niewinny człowiek siedzi w więzieniu. Ale jest już za późno.
– Nie powinnaś ulegać Fabianie – odparł. – To szalona kobieta. Zrobi wszystko, aby tylko go zniszczyć. Jest zaślepiona nienawiścią. To jest okropne co wymyśliła. Ona jest podła, ale ty? Nie musiałaś jej pomagać...
– Przecież dobrze wiesz, że...
– Rozumiem, że ona ci w przeszłości bardzo pomogła, ale nie będziesz chyba przez całe życie jej wdzięczna. Będziesz jej zawsze posłuszna? Nie możesz dać się wykorzystywać. Niech sama sobie radzi.
Rebeca zastanowiła się nad słowami mężczyzny. Miał rację. Powinna nauczyć się mówić „nie” tej kobiecie. Nie wiadomo co następnym razem wymyśli. Może to być coś bardziej okrutnego i podłego. Z tą kobietą nigdy nic nie wiadomo.
– Masz rację – rzekła po chwili milczenia. – To co ja mam teraz zrobić?
– Nic. Poczekajmy na rozwój wypadków. Roger na pewno ma świetnych prawników, którzy go z tego wyciągną . Jestem tego absolutnie pewien. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. A propos, jak wy namówiliście tego człowieka, żeby oskarżył Rogera. Kto to w ogóle jest?
– To były pracownik Rogera. Został zwolniony parę lat temu. Podobno próbował okraść firmę. Nie trzeba go było długo przekonywać. Za kasę niektórzy potrafią skoczyć w ogień – stwierdziła. – Ale nie tylko on będzie brał w tym udział. Fabi dała mi mnóstwo kasy abym jeszcze posmarowała kogo się da.
– Nie rób tego! – odrzekł Roberto ujmując ją delikatnie za dłoń. Spojrzał jej głęboko w
oczy. – Będziesz jeszcze bardziej tego żałować. Czas abyś wreszcie sprzeciwiła się Fabianie i zerwała z nią wszelkie kontakty. To toksyczna osoba. Nie pozwól sobą rządzić. Zwróć jej pieniądze. Czas już abyś się od niej uwolniła.
– Masz rację – odrzekła po chwili zastanowienia. – Nie mogę już więcej przykładać ręki do jej podłości. Dość tego! – Pogładziła mężczyznę po policzku. – Co ja bym bez ciebie zrobiła?
– Zginęłabyś marnie. – Roześmiał się i ucałował jej dłoń.

***

Miguel odwiózł Thelmę i odprowadził prawie pod same drzwi. Szli w milczeniu wsłuchując się w delikatne trele ptaków i szum wiatru. Dziewczyna czuła się coraz swobodniej w jego towarzystwie. Miło spędzili ten czas. Dziękowała losowi, że Miguel znalazł się w tej okolicy i uwolnił ją od Fernanda. Nawet nie chciała myśleć co by było gdyby jej nie obronił.
– Jeszcze raz dziękuję – rzekła gdy znaleźli się przy drzwiach.
– Nie ma za co. Każdy na pewno zachował by się tak samo.
Znowu zapadła między nimi cisza. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Żadne z nich nie mogło ani nie chciało oderwać wzroku. Miguel podszedł do niej bliżej, tak że ich twarze dzieliły dosłownie centymetry. Zastanawiał się czy i tym razem mu ucieknie. Ale nie. Stała z miejscu nie odrywając od niego wzroku. Delikatnie dotknął jej policzka.
– Czy ktoś ci mówił, że jesteś śliczna. – Gdy dziewczyna zarumieniła się i spuściła wzrok dodał: – Głupie pytanie. Na pewno słyszałaś to nieraz.
Nachylił się i delikatnie ją pocałował. Thelmie cały świat zawirował przed oczami. Zamknęła oczy i oddała pocałunek. Pozwoliła ponieść się emocjom. Jeszcze nigdy nie czuła się tak wyjątkowo i wspaniale jak teraz. Oderwali się od siebie. Dziewczyna zawstydzona spuściła wzrok. Serce biło jej jak oszalałe. Bała się, że on może usłyszeć jego bicie.
– Do zobaczenia – szepnął jej do ucha, po czym się oddalił w kierunku ulicy.

***

Przez kraty przedostawały się silne promienie słońca. Roger wpatrywał się w cienie na podłodze. Nie wiedział co przyniesie mu jutro. Kiedy stąd wyjdzie? Czy w ogóle to nastąpi? Miał nadzieję, że tak. Tam, na wolności czekali na niego wszyscy: Juli, Gloria i … Larysa. Tutaj miał wiele czasu na myślenie. Ani razu nie pomyślał o Gabrieli. Zrozumiał, że to była pomyłka, nie powinien wiązać się z tą kobietą. To prawda była niezwykle piękna, ale uroda to nie wszystko. Ważne jest to co w środku. Uświadomił to sobie dziś kiedy go odwiedziła. Zapewniała go, że nie wierzy w te oskarżenia i będzie go wspierać. Wyczuł jednak w jej głosie jakiś fałsz. Ta kobieta coś ukrywała. Że też dopiero teraz to dostrzegł. Kiedyś był nią zauroczony. Nawet myślał, że zakochany. Ale to minęło. Teraz myślał tylko o Larysie. To ona zaprzątała jego myśli i powodowała, że w tej beznadziejnej sytuacji w jakiej się znalazł mógł się uśmiechać. Co u niej? Czy też myśli o nim tak często jak on o niej? Oby. Pluł się w brodę, że dopiero teraz uświadomił sobie ile ona dla niego znaczy. Dlaczego tak późno? Nie umiał odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Przed oczami stanął mu obraz wszystkich kochanych mu osób. Juli była zrozpaczona na widzeniu. Nie chciał widzieć u niej łez. Ale nie mógł nic na to poradzić. Luis Eduardo starał się jak mógł, aby go z tego wyciągnąć ale na wszystko potrzeba czasu. Musieli udowodnić, że jest niewinny. Na szczęście adwokat załatwił wiedzenia z rodziną. Do teraz zastanawiał się jak udało się Gabrieli spotkać z nim. Na pewno powiedziała, że jest jego narzeczoną i dlatego ją wpuścili. Nie chciał sobie tym teraz zaprzątać głowy. Miał inne zmartwienia. Rodrygo! Kto go postrzelił i dlaczego? Nic nie przychodziło mu na myśl. Jego rozmyślania przerwał głośny, metaliczny dźwięk. Po chwili do środka wszedł wysoki strażnik.
– Mendoza, masz widzenie – rzucił i wyprowadził go z celi.
Po chwili znaleźli się w sali widzeń. Była do połowy zapełniona. Strażnik zdjął więźniowi kajdanki i posadził go naprzeciw kobiety siedzącej przy stoliku w rogu, a następnie stanął w progu drzwi. Roger od razu rozpoznał swego gościa.
– Fabiana... – powiedział tylko.
– Miło cię widzieć, kochany zięciu. – Uśmiechnęła się kobieta.


Fernando Santos(Martin Karpan)- Dawny szef Thelmy, gdy ta jeszcze mieszkała w Wenezueli. Chciał ją uwieść, ale nie udało mu się. Czy teraz osiągnie swój cel? Na pewno nie da za wygraną i nie pozwoli jej o sobie zapomnieć. Jest właścicielem domu mody, w którym pracują Paola i Paolo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 12:25:54 26-04-10    Temat postu:

Fajny odcinek

Miguel pojawił się jako rycerz w lśniącej zbroi i obronił Thelmę przed tym stukniętym Fernandem Bardzo dobrze, bo ten idiota znów zaczynał być niemiły. Ta dziewczyna jest najbardziej pechowa w tym serialu, ale od teraz ten pech zaczyna chyba znikać. Świetnie czuje się w towarzystwie Miguela. Doszło między nimi do pocałunku i jestem pewien, że na tym ta znajomość się jeszcze nie skończy

Rebeca musiała wypełnić polecenie Fabiany z wdzięczności za to, że kobieta w przeszłości pomogła jej dostać się na studia. Okazało się, że przekupili kogo trzeba aby wsadzić Rogera do więzienia. Sporo osób w tym uczestniczyło. Za pieniądze można wszystko. Kupili jakiegoś oszusta, który został kilka lat temu zwolniony przez Rogera z pracy za malwersacje. A on z zemsty i dla kasy chętnie się zgodził brać udział w tej farsie. Dobrze, że Roberto uświadomił kobiecie, że nie powinna więcej pomagać Fabianie. Oby udało jej się wyplątać z tej całej nieciekawej sytuacji

Roger coraz częściej myśli w więzieniu o Larysie. Uświadomił sobie, że kocha właśnie ją, a nie Gabrielę, która wydaje mu się fałszywa. Słusznie Biedak nie martwi się o siebie, lecz o córkę, matkę i sytuację w jakiej znalazł się jego przyjaciel Rodrigo. W międzyczasie ktoś go odwiedził. To Fabiana Ona ma tupet Jest po prostu genialna. Nie mogę się doczekać ich rozmowy w kolejnym odcinku Ironia, fałsz i obłuda mile widziana

Czekam na newik i pzodrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:37:17 30-04-10    Temat postu:

Odcinek 67

Patrząc na osobę siedzącą naprzeciw niego nie wiedział kompletnie co myśleć. Nigdy by się nie spodziewał jej tutaj ujrzeć. Jej mina bynajmniej nie zwiastowała, że mu współczuje. Wręcz przeciwnie. Ona była szczęśliwa, odczytał to z wyrazu jej twarzy.
– Prędzej spodziewałby się tutaj biskupa niż ciebie – powiedział w końcu, gdy pierwszy szok minął.
– Jest mi przykro, że cię rozczarowałam. – Fabiana udała smutną minę. – Mam jednak nadzieję, że cieszysz się z naszego spotkania. Bo ja bardzo się cieszę. Tak dawno się nie widzieliśmy.
– Czego chcesz?
– Przecież jesteśmy rodziną, bardzo bliską rodziną. Powinniśmy się nawzajem wspierać, nie sądzisz? – spytała nie kryjąc ironii w głosie.
– Nigdy nie chciałaś mieć z nami nic wspólnego, więc nie wierzę że po tylu latach zmieniłaś zdanie. Przyszłaś się napawać sytuacją w jakiej się teraz znalazłem.
– Nie przeczę – odparła Fabiana już poważniejszym głosem, a potem szeptem dodała, aby nikt nie słyszał: – Mówiłam ci, że kiedyś zapłacisz za śmierć mojej córki. Już nadszedł najwyższy czas.
– Wiedziałem, podejrzewałem, że to intryga z czyjejś strony, ale nie miałem pojęcia, że mogłaś to być ty. A w ogóle po co mi to mówisz? Przecież mógłbym powiedzieć swojemu adwokatowi.
– I tak nic mi nie udowodnisz. A po co ci to mówię? Niech pomyślę. – Zastanowiła się przez chwilę, poprawiając w tym czasie włosy. – Chcę, żebyś mnie zapamiętał kiedy będziesz tu siedział. Będę ci się śniła po nocach. To moja zemsta.
– Jesteś chora! Powinnaś się leczyć. Myślisz, że Gabriela byłaby zadowolona widząc, co ty...
– Nie wymawiaj jej imienia, nie wolno ci... Zabrałeś mi ją i teraz za to płacisz.
– Dlaczego po tylu latach? Mogłaś zrobić to wcześniej.
– Mogłam, ale nie chciałam. – Cicho się roześmiała. – Zemsta to danie, które smakuje najlepiej, gdy wystygnie.

***

Fernando wściekły wszedł do domu mody. Koszulę miał zaplamioną krwią, nos go bolał jak diabli. Oby tylko nie był złamany, pomyślał cały czas przykładając chusteczkę mimo że krew już dawno nie płynęła. Nie chciał, żeby ktoś go zobaczył. Pech chciał, że idąc korytarzem spotkał Paolę wychodzącą z łazienki. Spojrzała na niego.
– Co ci się stało? Zderzyłeś się z tramwajem? – zapytała.
– Coś w tym stylu – odparł. – Muszę się przebrać. Są może jakieś czyste koszule?
– W garderobach powinno coś być. Przynieść ci?
– Nie, dzięki poradzę sobie.
Fernando wszedł do garderoby modelów, a Pao chciała iść do siebie, gdy z oddali usłyszała za sobą głos.
– Tu jesteś złotko. Gdzie ty się skryłaś za mną?
Paola teatralnie wywróciła oczami i powoli się odwróciła. Zbliżał się do niej Paolo z tym niegasnącym, idiotycznym uśmieszkiem na twarzy.
– Czy ty się nigdy nie poddajesz?
– Nigdy. – Podszedł do niej i poklepał ją po pośladkach.
– Trzymaj swoje łapy z daleka ode mnie. Mam ci to jakoś specjalnie wytłumaczyć. – Stanęła w bezpiecznej odległości.
– Coś ty taka niedotykalska?
– Tylko dla ciebie – rzuciła. – Czy ty nie rozumiesz po ludzku? Ile razy mam ci powtarzać, że mnie nie interesujesz.
– Kłamiesz, ja wiem swoje. Widzę po twoich oczach, że ci się podobam.
– Możesz pomarzyć!
W tej chwili Paolo mocno przyciągnął ją do siebie i obdarzył namiętnym pocałunkiem. Dziewczyna zawsze reagowała na niego tak samo. Na początku go odpychała, ale później całkowicie się poddawała. I tak było tym razem. Gdy się opamiętała odepchnęła go od siebie. Chłopak z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy powiedział: – Miałem rację. Nie wiem, czemu ty zawsze zaprzeczasz. – Zwilżył górną wargę koniuszkiem języka: – Może to powtórzymy, tyle że u mnie. Co powiesz na wieczór?
Paola prychnęła.
– Nigdy w życiu. A jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz to...
– To co?
– Urwę ci jaja i podam na tacy. – Z tymi słowami odwróciła się na pięcie i zniknęła w swojej garderobie.

***

Rebeca siedziała w swoim samochodzie i patrzyła na budynek Aresztu Śledczego. Czekała na Fabianę. Miała nadzieje, że tam jest. Bo gdzie indziej. Nie było jej w domu. Chciała tę sprawę załatwić od ręki, nie było na co czekać. Im szybciej tym lepiej.
W tym momencie przez drzwi aresztu wyszła Fabiana. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Rebeca wzięła torebkę i wyszła z samochodu. Zamknęła go i podeszła do kobiety.
– Musimy porozmawiać – rzekła.
– Witaj Rebeco. Skąd wiedziałaś, że mnie tu znajdziesz?
– Domyśliłam się. Przejdziemy się?
Fabiana przytaknęła. Uszły parę kroków nie mówiąc ani słowa.
– Chciałaś ze mną rozmawiać, a teraz milczysz.
Rebeca przystanęła.
– Ja już dłużej nie mogę – rzekła.
– Czego nie możesz?
– Nie będę już ci więcej pomagać w twoich intrygach, już nie. To koniec!
– Nie możesz mi tego zrobić! – Fabiana aż zatrzęsła się ze złości. – Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłam, ty odwracasz się ode mnie? Jesteś niewdzięczna.
– Nie opowiadaj mi teraz o wdzięczności. Nigdy ci nie zapomnę, że mi kiedyś pomogłaś, ale ja nie mogę w nieskończoność... Nie podoba mi się to co robisz.
– Jakoś kiedyś ci to nie przeszkadzało. Skąd ta zmiana? – Spojrzała na nią uważnie.
– Pewna osoba mi uzmysłowiła, że robię źle.
– Kto taki?
– Roberto. Dzięki niemu poznałam co to jest szczęście. Dzięki niemu zrozumiałam co jest w życiu najważniejsze: miłość.
– Miłość jest dla głupców, zapamiętaj to sobie.
– To ja wolę być głupia i szczęśliwa. – Wygrzebała z torebki grubą kopertę i podała ją Fabianie. – Proszę, oto twoje pieniądze. Teraz radź sobie sama, jeżeli chcesz dalej niszczyć Rogera. Ja umywam ręce. Żegnaj!
Udała się kierunku swojego samochodu. Jeszcze słyszała za sobą rozwścieczony głos Fabiany:
– Nie możesz mi tego zrobić!Ty niewdzięcznico! Wracaj tutaj natychmiast, nie skończyliśmy.
– Ale ja skończyłam – powiedziała Rebeca sama do siebie zapalając samochód. – Raz na zawsze. Już nie będziesz mną rządzić. To koniec!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 22:05:26 30-04-10    Temat postu:

Świetny odcinek

Roger wiedział co chciała od niego Fabiana. Kobieta przyszła sobie z niego zakpić, setny raz wypomnieć mu przeszłość i nacieszyć się jego widokiem w więzieniu. Rozkoszowała się swoją zemstą, ale mężczyzna ma rację. Fabiana zwariowała do reszty Rebeca powiedziała jej, że nie zamierza więcej jej pomagać. To doprowadziło Fabi do furii Ciekawe co teraz zrobi i czy będzie sama działać przeciwko Mendozie

Fernando był wściekły po tym jak dostał w nos od Miguela. Zauważyła go Paola. Ona i Paolo jak zawsze świetne sceny, chemia między nimi rewelacyjna, znowu kłótnie i pocałunki. Genialni

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:23:25 05-05-10    Temat postu:

Odcinek 68

Stała tak bezmyślnie wpatrując się w wysoki, odrapany mur. Sama nie wiedziała po co tu przyszła. Po prostu czuła, że musi tu być. Chciała wejść do środka, ale i tak by jej nie wpuścili do Rogera. Bo kim dla niego była? Tylko przyjaciółką. Wpuszczali tylko rodzinę no i … Alicię. Na pewno nagadała im, że jest jego narzeczoną, co pewnie było bliskie prawdy skoro Roger tyle czasu się z nią spotyka. Może nawet się z nią ożeni? Ta myśl była dla niej nie do zniesienia. Tak bardzo go kochała, przez tyle lat. Co zrobi, gdy on się z nią zwiąże na dobre i wezmą ślub?
Drzwi od bramy skrzypnęły, więc szybko schowała się za drzewo. Widziała wychodzącą Alicię. Szła pewnym krokiem ubrana w krótką spódniczkę odsłaniającą jej zgrabne nogi. Wsiadła do auta i odjechała. Jak mogła z nią konkurować? Jest piękną, atrakcyjną, pewną siebie kobietą. Nie dziwiła się, że Roger stracił dla niej głowę. Jaki mężczyzna na jego miejscu nie zdołałby się oprzeć jej wdziękom?
Popatrzyła na zakratowane okna. Gdzieś tam był on. Jak się czuł? Czy dobrze go tam traktują? Tak bardzo chciała dodać mu otuchy, potrzymać za rękę. Tym drobnym gestem wyraziłaby, że sercem i myślą jest przy nim. Czy jeszcze kiedykolwiek go ujrzy? Miała nadzieję, że tak. Trzeba być optymistą, powtarzała sobie. On na pewno niedługo wyjdzie, mocno w to wierzyła. Trzeba mieć nadzieję!

***

Patrzył na piękną długowłosą kobietę siedzącą w towarzystwie starszego od niej mężczyzny. To ona. Jest naprawdę wspaniała, idealna, myślał. Już dawno wybrał ją na swoją kolejną zdobycz. Czas wyjść z ukrycia. Czas na wznowienie gry. Wypatrzył ją dawno, parę tygodni temu, kiedy przypadkiem zetknęli się ze sobą przechodząc na drugą stronę ulicy. Od razu wiedział, że będzie odpowiednia. Od tamtego momentu dyskretnie ją obserwował i śledził. Znał jej zwyczaje. Wiedział o której wychodziła z pracy, kiedy wracała, kiedy szła do fryzjera, kosmetyczki. Poznał jej cały rozkład dnia. Wyobrażał sobie ich następne spotkanie. Już nie mógł się doczekać. To już niedługo, kilka dni. Będzie wdychał zapach jej ciemnych włosów, jego ręce będą wędrowały po jej nagim ciele. Na pewno da mu rozkosz, był tego pewien. Jeszcze nigdy się nie rozczarował. Wstał, zapłacił kelnerce i opuścił lokal. Wsiadł do samochodu zaparkowanego przy rogu ulicy. Oparł głowę o fotel i oddał się grzesznym marzeniom o jego kolejnej zdobyczy.

***

– Naprawdę? – Julietta nie posiadała się ze szczęścia. – Jest szansa na to, że wszystko się wyjaśni.
– Tak, nie dawałbym ci złudnych nadziei – odpowiedział Luis Eduardo siedzący obok Juli na kanapie. Był z nimi także Raul, który cały czas trzymał ją za rękę, dając tym znak rywalowi, żeby nie przystawiał się do jego dziewczyny. – Człowiek, który złożył zeznania to dawny pracownik Rogera, Martin Santabinez. Został wyrzucony za malwersacje i teraz się mści za to składając fałszywe oskarżenia. Niestety jest bardzo wiarygodny, bowiem są świadkowie, którzy widzieli jak twój ojciec wchodził do gabinetu burmistrza i dłuższą chwilę tam siedział.
– To co z tego? Przecież znają się z tatem od bardzo dawna, są przyjaciółmi.
– Ale Martin sądzi, że jak wszedł do nich niosąc jakieś dokumenty, to widział kopertę z pieniędzmi. Podobno obaj byli zmieszani.
– To nonsens! – zaprzeczył Raul, mocniej ściskając dziewczynę na rękę. – On kłamie. W policji pracują idioci, skoro wierzą takiemu dupkowi.
– Niestety, póki burmistrz nie wróci nic do tego czasu się nie wyjaśni. Tylko on mógłby powiedzieć jak jest naprawdę. Wyjechał na kilka dni z Bogoty. A jeszcze ta sprawa zaginionych dokumentów z przetargu. Wszystko wydało się podejrzane, dlatego zatrzymali twojego ojca. Jutro mam spotkanie z sędzią i mam nadzieje, że zostanie wyznaczona kaucja.
– Więc tato może wyjść już niedługo? – zapytała dziewczyna z nadzieją w głosie.
– Tak – potwierdził Luis patrząc w oczy dziewczyny. Ile on by dał, żeby teraz być na miejscu tego blondasa. To on powinien siedzieć zamiast niego i tulić do siebie Juli.
– Dziękuję ci bardzo. – Julietta uśmiechnęła się po raz pierwszy od kilku dni.
– Pójdę już. Do zobaczenia! – powiedział i skierował się w kierunku drzwi.
Raul pocałował ukochaną w policzek i również wstał. Było już późno.
– Ja też powinien już iść.
– Nie! – gwałtownie zaprzeczyła. – Zostań ze mną na noc.
Luis Eduardo kładąc rękę na klamce słyszał ostatnie słowa dziewczyny. Powstrzymując wściekłość wyszedł. Raul zauważył to i nie krył zadowolenia. Nie lubił go i to bardzo, ale nie dał tego po sobie poznać. Julietta była jego dziewczyną, kochała go i nikt jej mu nie odbierze.
– Dobrze, jeśli naprawdę tego chcesz.
– Tak. – Wzięła go za rękę i poprowadziła schodami w górę. W sypialni mocno się do niego przytuliła. – Dziękuję, że jesteś przy mnie wtedy gdy tego najbardziej potrzebuję. Nie wiem jak bym przez to przeszła... Kochaj się ze mną, potrzebuję tego.
Raul odsunął ją od siebie i spojrzał głęboko w oczy, a następnie pocałował. Dziewczyna z ochotą oddała pocałunek. Mocniej przylgnęła do niego zaczynając rozpinać guziki od jego koszuli. Potrzebowała jego, jego bliskości, dotyku przyprawiającego ją o dreszcze. Nawzajem zaczęli ściągać z siebie ubrania, rzucając je na podłogę. Gdy byli kompletnie nadzy pieścili swoje ciała, obsypywali się pocałunkami, szepcząc słowa pełne miłości. Łagodnie upadli na miękkie łóżko. Ich ciała splotły się w namiętnym uścisku, poruszając się jednym rytmem.
Gdy było już po wszystkim Juli przytuliła się do jego nagiej piersi, a on zaczął bawić się jej włosami.
– Jesteś moim pierwszym, jedynym mężczyzną – spojrzała mu prosto w oczy – i chcę, żeby tak pozostało na zawsze! Kocham cię.
– Ja ciebie też, perełko. – Przyciągnął ja do siebie i okrył jej twarz pocałunkami. – Nigdy nie byłem tak szczęśliwy jak teraz. Gdy jesteśmy razem, pokonamy wszystkie przeszkody. – Juli lekko się uśmiechnęła i usnęła w jego czułych objęciach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 18:21:40 12-05-10    Temat postu:

Fajny odcinek

Larysa chciała pójść do celi Rogera aby go zobaczyć, ale jednak nie zdecydowała się na ten krok Szkoda, bo Mendoza naprawdę traktuje ją poważnie i ma już serdecznie dość pięknej, ale jakże wyniosłej Alicii

Fryzjer wypatrzył już swoją nową ofiarę i z pewnością ją zabije. Ciekawe kto jest tą kobietą

Julietta kochała się z Raulem Piękna scenka Luis Eduardo nie ma u niej szans. Jest wściekły. Mimo to pomaga jej w uwolnieniu Rogera. Mam nadzieję, że ta sprawa szybko się wyjaśni

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:54:08 21-05-10    Temat postu:

Odcinek 69

Przebudził się w środku nocy. Czując przy sobie ciepło jej ciała uśmiechnął się patrząc na kobietę śpiącą u jego boku. Była taka piękna! Mógłby tak wpatrywać się w nią godzinami i nigdy nie miałby dosyć. Chciałby zawsze się tak budzić, u jej boku. Odgarnął kosmyk włosów zalotnie spadających na jej czoło. Poruszyła się lekko, ale nie obudziła się. Przylgnęła do niego swoim nagim ciałem. Delikatnie pogładził ją po aksamitnej skórze. Był szczęściarzem, że taka kobieta go kocha. On również ją kochał, z każdym dniem coraz mocniej. Nie sądził, że jeszcze spotka go coś tak pięknego. Po tym, jak była narzeczona porzuciła go przed ołtarzem, obiecał sobie, że nigdy nie pozwoli sobie na miłość. Nie chciał znowu cierpieć. Nie wytrwał w tym postanowieniu. Zakochał się jak wariat. Cieszył się, że zdecydował się wrócić do stolicy. To była najlepsza decyzja w jego życiu. Nie chciał nawet myśleć, jak by się jego życie dalej potoczyło gdyby nie poznał Julietty. Stał by się zgorzkniały i cyniczny. Ona go uratowała. Dzięki niej poznał smak życia. Była taką cudowną, słodką istotą, jego perełką.
Na chwilę posmutniał przypominając sobie twarz swojego ojca leżącego w szpitalu. Nie chciałby go stracić, był dla niego wszystkim. Po śmierci matki poświecił mu całe życie, starając się wychować jak najlepiej. Miał wyrzuty sumienia, że kiedy jego ojciec walczy o życie on cieszy się miłością ukochanej kobiety. Ale potrzebował tego, ona również. Oboje potrzebowali siebie nawzajem w tych trudnych chwilach.

***

Wychodząc jeszcze raz zerknęła na mężczyznę leżącego bezwładnie na łóżku podłączonego do różnych aparatur. Przeszła przez oszklone drzwi i na korytarzu natknęła się na znajomą i bardzo bliską jej osobę.
– Larysa! – Ucieszyła się na widok przyjaciółki.
– Już skończyłaś dyżur?
– Na dzisiaj tak.
– W takim razie zapraszam cię na pogaduchy przy kawie. Co ty na to?
– Nie mam nic przeciwko. – Odgarnęła do tyłu swoje bujne, czarne włosy układające się w lekkie fale.
Kobiety wyszły ze szpitala i skierowały swe kroki do niedaleko znajdującej się tam kawiarenki. Usiadły przy stoliku i zamówiły mocną kawę.
– Powiedz mi co z Rodrigiem? – nagle zapytała Larysa.
– Bez zmian. – Widząc smutną minę koleżanki dodała: – On wygląda tak jakby spał głębokim snem.
– Tak.
– Często odwiedza go taka ładna, elegancko ubrana kobieta.
– Pewnie Laura.
– To jego żona?
Larysa uważnie spojrzała na przyjaciółkę: – A dlaczego tak cię to interesuje, Monico?
– Ja … po prostu jestem ciekawa i tyle, nic więcej. – Spuściła wzrok.
– Znam cię nie od dziś, znam ten wyraz twojej twarzy. On ci się podoba! – odrzekła uśmiechając się lekko.
– Zwariowałaś! – Oburzyła się, ale nie podniosła wzroku. Nie umiała kogoś okłamywać patrzeć mu prosto w oczy.
– Nie umiesz kłamać. On ci się podoba a może nawet... zakochałaś się w nim. Nieraz widziałam, jak patrzysz na niego. Znam ten wzrok.
– No i co z tego? To i tak nie ma przyszłości, nawet jakby się zbudził – odparła smutnym tonem głosu. – Ta kobieta... Laura, tak? To na pewno ktoś dla niego ważny, często u niego przesiaduje.
– Laura jest siostrą Rogera i ma męża.
– Twojego Rogera?
– On nie jest mój i nigdy nie będzie – rzekła upijając łyk gorącej kawy. – Pamiętasz, mówiłam ci o tej jego...
– W końcu kiedyś zrozumie swój błąd i rzuci ją...
– Kiedy to będzie?! On jest teraz w areszcie.
– Sama mówiłaś, że jest niewinny. Na pewno wszystko wkrótce się wyjaśni, zobaczysz?
– Obyś miała rację – cicho westchnęła Larysa spoglądając na czarny jak smoła napar w swojej filiżance.

***

Przeglądając środek gazety z jej zdjęciem uśmiechnął się szeroko. Słodka Thelma! Tak, była bardzo piękna. Zachował magazyn na pamiątkę, żeby podziwiać jej piękne ciało. Chciałby jego dotknąć naprawdę, a nie tylko na śliskim papierze. Mógł sobie tylko pomarzyć. Ale to jest chwilowe. Ona musi być moja! Nikt mi w tym nie przeszkodzi. Miał pewność, że ta dziewczyna jest dla niego stworzona. Chodziło mu oczywiście o sferę fizyczną, a nie duchową. Przypominał sobie czasy kiedy jeszcze u niego pracowała. Zawsze odtrącała jego zaloty, a on nigdy się nie poddawał. Wierzył, że któregoś dnia ją zdobędzie. Pomylił się! Nawet gdy odebrał jej pieniądze, nie zgodziła się pójść z nim do łóżka. Zdarzyło mu się to pierwszy raz. Nigdy żadna kobieta mu nie odmówiła. Jak śmiała! Jeszcze się przekona, że o nim nie można tak po prostu zapomnieć. Postanowił ją odnaleźć. To nie powinno być trudne. Miał w Bogocie wielu przyjaciół i znajomych, którzy na pewno mu pomogą.
– Zawsze dostaję to czego chcę, moja słodka! – Uśmiechnął się do nagiej kobiety w czasopiśmie.


Monica Alvares (Yadhira Carrillo) - przyjaciółka Larysy. Jest pielęgniarką na oddziale intensywnej terapii, gdzie obecnie leży Rodrigo, w którym jest zakochana, chociaż nie chce się do tego przyznać. Czy będzie walczyć o jego miłość jeżeli on się obudzi?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 15:04:43 23-05-10    Temat postu:

Fajny odcinek, ale czemu tak krótki?

Raul kochał się z Juliettą. Ma wyrzuty sumienia. Cieszy się swoim szczęściem podczas gdy jego ojciec leży w szpitalu. Nie ma się jednak co obwiniać, bo przecież byłoby z nim źle gdyby nie wsparcie ukochanej kobiety. Na pewno wszystko jeszcze się ułoży

Larysa rozmawiała ze swoją przyjaciółką Monicą No proszę, pielęgniarka zakochała się w swoim pacjencie, czyli Rodrigu. Zauważyła, że odwiedza go też Laura, siostra Rogera. Ciekawy wątek Oby Larysa znalazła szczęście u boku Rogera, a co będzie z Monicą to jeszcze zobaczymy

Fernando wciąż chce Thelmy Ujawnił się jego charakterek Nie popuści dopóki jej nie odnajdzie. Na razie ma ją przed sobą na zdjęciu, ale czy będzie ją miał fizycznie? Oto jest pytanie dnia

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:16:14 13-06-10    Temat postu:

Odcinek 70

Od aresztowania Rogera minęło kilka dni i ten incydent nie wpłynął korzystnie na wizerunek firmy. Wielu klientów zerwało umowy i odmówiło dalszej współpracy, a to wiązało się z poważnymi stratami finansowymi. Na szczęście nie wszyscy wierzyli w winę Rogera. Ci, którzy go znali wiedzieli, że to jest totalne nieporozumienie, które wkrótce zostanie wyjaśnione. Marcelo dostał wszystkie pełnomocnictwa i teraz to on kierował firmą przez okres pobytu szefa w areszcie. Miał teraz dużo pracy i nie poświęcał Mirandzie tyle czasu ile by chciał. Starał się jak mógł, aby przedsiębiorstwo nie znalazło się w poważnym kryzysie. A tak może się stać, jeśli Rogerowi zostaną postawione zarzuty o korupcję.
Tego dnia od rana odbierał tysiące telefonów. Mimo że był w firmie dopiero parę godzin czuł się już potwornie zmęczony. Jeżeli ta sytuacja potrwa dłużej, to chyba padnę, pomyślał. Zagrzebany w papierzyskach nie zauważył wchodzącej Mirandy. Na jej twarzy malowało się wzburzenie. Chodziła po gabinecie niczym tygrys w klatce.
– Nie mogę patrzeć na to co Luis Eduardo wyprawia. Wykorzystuje okazję, to okropne. Chce się zbliżyć do Julietty. Coraz częściej u niej przebywa i pociesza ją. Kurka wodna, przecież Raul jest od tego! Co on sobie u cholery wyobraża? Powinien zająć się jak najszybszym wyciągnięciem jej ojca z aresztu, a nie tracić czas na zdobywanie jej. I tak mu się to nigdy nie uda. A ty jak myślisz?
Stanęła, założyła ręce na biodra i spojrzała na ukochanego. Marcelo mruknął pod nosem, nie podnosząc wzroku znad dokumentów.
– Tak, masz rację. Absolutnie się z tobą zgadzam.
– To znaczy z czym? – Uważnie na niego spojrzała, podejrzewając, że wcale jej nie słuchał.
Marcelo w końcu na nią spojrzał. Był zdezorientowany.
– No... z tym o czym mówiłaś?
– A o czym mówiłam? – zaczęła się dopytywać. Widząc niepewną minę na jego twarzy rzuciła: – Kurka wodna, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
– Przepraszam skarbie, ale...
– Ty ostatnio w ogóle mnie nie słuchasz i masz mało czasu. Czy ja w ogóle jestem ci jeszcze potrzebna?
– Co ty mówisz? – Zerwał się z fotela i podszedł do niej, zanim zdążyła położyć dłoń na klamce. Położył jej ręce na ramionach i odwrócił do siebie. – Przecież wiesz, że mam teraz nawał zajęć. Musiałem zająć się firmą. Pan Roger mi zaufał, nie mogę go zawieść. Nikt inny nie może tego zrobić za mnie. Chyba, że Raul... Ale on nie ma do tego głowy.
– Wiem. – Miranda uspokoiła się i położyła dłoń na jego policzku. – Przepraszam. Ostatnie dni są dla nas wszystkich ciężkie. Przez to wszystko rzadko się widujemy, tyle co w pracy, a nasz związek na tym cierpi. Kiedy ostatnio wyszliśmy gdzieś razem? Ja nie pamiętam, więc musiało to być dawno – stwierdziła z goryczą.
– Możemy rozwiązać ten problem w ciągu jednego dnia. Już dawniej o tym myślałem, ale teraz jestem absolutnie pewien że jest jedno, bardzo proste rozwiązanie, dzięki któremu będziemy mogli spędzać ze sobą każdą wolną chwilę.
Miranda zerknęła na niego spod oka.
– O czym ty mówisz?
– Zamieszkajmy razem, wprowadź się do mnie. Co ty na to?
Dziewczyna przez chwilę stała w milczeniu zastanawiając się, aż w końcu obdarzyła go promiennym uśmiechem i pocałowała w usta.
– Czy to znaczy, że się zgadzasz?
– Oczywiście, że tak, głuptasie.

***

Siedziała bezruchu bezmyślnie gapiąc się na ścianę, jakby szukała na niej odpowiedniego rozwiązania. Cały plan wziął w łeb. A był doskonały, prawie doskonały. Mógł się udać. Przeklęta Rebeca! Przeklęty Roberto! To wszystko przez niego. Po co się wtrąca w nie swoje sprawy. Póki się nie pojawił, Rebeca we wszystkim była jej posłuszna, mogła nią manipulować. A teraz? Zbuntowała się. Jak ona śmiała mi się sprzeciwić! Nikt nie ma prawa! Rebeca miała jeszcze spotkać się z paroma osobami i ich przekupić, żeby zeznanie Martina było bardziej wiarygodne. To pomogłoby wsadzić Rogera na kilka lat do paki. Nikt by wtedy nie uwierzył w jego niewinność. Teraz zeznanie Martina jest bezużyteczne. Policja go przyciśnie i na pewno powie, że to z zemsty. Wszystko przez Roberta! Po co wracał? Chyba tylko po to, żeby popsuć jej plany. Nie mogła zrozumieć jak mógł aż tak bardzo się zmienić. Stał się zwykłym mięczakiem. Nie zamierzała puścić mu tego płazem. Wygarnie mu wszystko. Tylko musi się z nim spotkać, musi go odnaleźć. Nie zostawił jej żadnego adresu. Ale ona go znajdzie. Wzięła telefon do ręki i wybrała odpowiedni numer.
– To ja... chcę, żebyś mi oddał przysługę... Jaką?... Ach, to nic takiego... musisz tylko zdobyć dla mnie czyjś adres...

***

Jose Sevilla odkąd był burmistrzem, nigdy nie spotkał się z brakiem szacunku do siebie. A teraz to odczuł. Jego pracownik oskarżał jego przyjaciela, Rogera Mendozę, o korupcję. To niedorzeczność. Kiedy wrócił do stolicy dowiedział się o wszystkim. Odwołał wszystkie zaplanowane spotkania, wziął wszystkie potrzebne dokumenty i jak najszybciej pojechał na komendę. Zawsze jeździł z kierowcą, ale teraz sam zasiadł za kierownicą swojego srebrnego lincolna.
Kwadrans później był już na miejscu. Z pewnością siebie przekroczył próg budynku. Od razu spotkał się z komisarzem Leyrą, prowadzącym sprawę Rogera. Był on niskim, łysiejącym mężczyzną. Na nosie miał okulary w drucianych oprawkach, co nadawało mu wygląd mola książkowego.
– Szybko pan przyjechał – powiedział Leyra. – Witam pana burmistrza...
– Darujmy sobie te uprzejmości... – Jose Sevilla gwałtownie mu przerwał. Nie lubił tracić czasu.
– Oczywiście. Zapraszam do mojego gabinetu. Proszę za mną.
Po chwili panowie siedzieli w małym, ale bardzo przytulnym pokoiku. Komisarz chciał nawet zaproponować coś do picia, ale w porę się powstrzymał. Jose Sevilla bardzo cenił sobie swój czas.
– On jest niewinny – powiedział bez ogródek burmistrz.
– Dowody...
– Dowody, jakie dowody? To są jedynie jakieś pieprzone poszlaki, nic więcej. Wierzycie jakiemuś chłystkowi, a nie poważnemu i szanowanemu biznesmenowi. Jeżeli tak, to jesteście bandą idiotów i darmozjadów!
– Pan wybaczy, panie burmistrzu. My wykonujemy tylko swoją pracę. Gdybyśmy nie mieli dowodów...
– gów*o macie, a nie dowody. – Jose Sevilla znowu się uniósł. Z natury był raczej porywczym człowiekiem. – Luis Eduardo Rojos, adwokat Rogera, zapoznał mnie z całą sprawą. Nie mogę pojąć jak można wierzyć w takie oszczerstwa. Pan Martin Santabinez pracował kiedyś w „Mendoza Corporation”. Wiedział pan o tym? Śmiem wątpić. A wie pan za co został wyrzucony? Chciał okraść firmę.
Komisarz Leyra poprawił zsuwające się okulary i spojrzał na zdenerwowanego i wzburzonego burmistrza. W końcu się odezwał:
– To dlaczego mimo to pan go zatrudnił?
– Roger nie chciał niszczyć mu życia, uważał, że każdemu należy dać szansę. Dlatego nie zwolnił go dyscyplinarnie, a powinien. Popełnił błąd i teraz Martin się mści.
– Sugeruje pan, że zrobił to z zemsty? Moglibyśmy tak sądzić, gdyby nie jedna kwestia. Rewizja przeprowadzona w ratuszu, nic nie dała. Nigdzie nie ma dokumentów z przetargu, a jak pan wie, skoro zna akta sprawy, gdzieś tajemniczo zniknęły.
– A szukaliście u Martina?
– Nie mieliśmy podstaw, aby sądzić, że on je ma.
– Gdybyście przeprowadzili gruntowne śledztwo, na pewno domyślilibyście się, że tu śmierdzi na kilometr. – Wyjął ze swojej aktówki, grubą teczkę i podał ją komisarzowi.
– Co to jest?
– Pełna dokumentacja przetargu. Zginęły kopie, prawda? To są oryginały, które trzymam w sejfie w moim gabinecie. Teraz mam nadzieje, że zbada pan dokładnie tą sprawę. Niech się pan postara, dobrze panu radzę.

***

Spojrzał na zegarek. Minęła dwudziesta druga. Niedługo będzie tędy przechodzić piękna czarnulka, którą wypatrzył jakiś czas temu. Dzisiaj się zabawi. Wiedział, że nikt mu nie przeszkodzi, dziś będzie sama. Zawsze zadawał sobie wiele trudu, aby dokładnie poznać rozkład dnia każdej swojej ofiary. Zobaczył w lusterku wstecznym jak powoli idzie pustymi ulicami. Dopisało mu szczęście. Była paskudna pogoda i ludzie wolą siedzieć w domu, zamiast wyłazić na taki ziąb. Wyjął z kieszeni lateksowe rękawiczki i założył je. Nigdy nie zostawiał śladów i dlatego był nieuchwytny. Sprawdził jeszcze drugą kieszeń. Wszystko było na swoim miejscu: nóż sprężynowy i prezerwatywa. Postęp poszedł do przodu i gwałciciele już nie byli tak bezkarni jak kiedyś. Po nasieniu można łatwo dotrzeć do oprawcy.
Kiedy kobieta przeszła obok jego auta, nie zauważając, że ktoś siedzi w środku, odczekał moment po czym cicho wyszedł i podążył za swoją kolejną zdobyczą. Dognał ją po paru sekundach.
– Witaj piękna! – Złapał ją od tyłu i zaciągnął w ciemny kąt.
Przerażenie na jej twarzy podniecało go. Bardzo. Łapczywie ją pocałował. Kobieta się wyrywała, ale nie miała żadnych szans. Napastnik był zbyt silny. Przez cienką bluzkę czuła jak jego silne dłonie ściskają jej piersi. To bolało. Chwilę później brutalnie rozdarł jej bluzkę i podciągnął spódniczkę do góry, a następnie zdarł z jej ciała cienkie figi. Broniła się z całych sił, ale przestała gdy poczuła na swojej szyi coś zimnego. Oprawca z uwagą wpatrywał się w jej ciało. Nie mógł się doczekać chwili, kiedy się z nią połączy. Krzyknęła, gdy ostrym szarpnięciem noża uciął kosmyk jej włosów. Zadowolony z siebie schował go do kieszeni. Gdy ofiara próbowała znowu się wyrwać szarpnął ją z całej siły za włosy i zmusił, aby położyła się na zimnym i mokrym od padającej mżawki asfalcie. Wyjął z kieszeni prezerwatywę i sięgnął do swojego rozporka.
– Teraz kochanie, przeżyjesz seks nie z tej ziemi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 15:19:13 27-06-10    Temat postu:

Fajny odcinek

Marcelo zastępuje Rogera na czas jego nieobecności i ma sporo obowiązków w firmie, której nie powodzi się najlepiej Przez to zaniedbuje Mirandę. Na szczęście zaproponował dziewczynie wspólne zamieszkanie, a ona się zgodziła

Fabiana ma dość Rebeki i Roberta. Odnajdzie tego zdrajcę i sobie z nimi pogada. Lubię tą jej stanowczość

Burmistrz to przyjaciel Rogera i wierzy w jego niewinność Przycisnął komendanta policji, że zarzuty wobec Mendozy są śmieszne. Może tamten przejrzy na oczy i zobaczy, że te oskarżenia są tylko z zemsty. Ale to nie tylko sprawka Santibaneza. Za nim stoi Rebeca i Fabiana

Fryzjer zabezpieczony w nóż i prezerwatywę zaatakował swoją kolejną ofiarę. Biedna dziewczyna nawet nie podejrzewała w jak okrutny sposób dokona żywota

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:29:12 18-07-10    Temat postu:

Odcinek 71

Minęło parę tygodni odkąd Sergio Montes ostatni raz widział się z Pablem. Przez ten cały czas próbował odnaleźć jego siostrę Sandrę. Teraz nazywała się Maria Cortez jak wynikało z przeprowadzonego śledztwa. Dotąd jednak nie natrafił na żaden ślad. Wykorzystał wszystkie kontakty, znajomości i nic. Nie znalazł nawet najmniejszego tropu doprowadzającego go do dziewczyny. Jakby zapadła się pod ziemię. Nie wiedział jak o tym powiedzieć chłopakowi. Pablo chwycił się tej ostatniej nadziei, która w efekcie okazała się daremna. Nie było szansy odnaleźć Sandry. Tak jakby nigdy ktoś taki nie istniał. Być może zmieniła tożsamość i wyjechała gdziekolwiek. Nie istniała żadna Maria Cortez, która mogłaby być jego siostrą. Sprawdził wszystkie osoby tak się nazywające i wszystkie były już albo dawno pochowane, albo dopiero się urodziły albo w podeszłym wieku. Po tylu latach było niemożliwe aby ją odnaleźć. Gdyby została przy swoim nazwisku to owszem. Ale tak? To graniczyło z cudem. A Sergio Montes nie wierzył w cuda. Był rozczarowany, że nie wypełnił zadania.
Kiedy tak siedział na ławce w parku rozmyślając o tym wszystkim, przyszedł Pablo. Spojrzał na detektywa i domyślił się co ma mu do powiedzenia: nie udało się!
– Nie mam dla ciebie dobrych wieści – powiedział Sergio, gdy chłopak usiadł obok niego.
– Domyśliłem się po twojej minie – odparł zasmucony Pablo. – Nie udało się. – Bardziej stwierdził niż zapytał.
– Niestety, przykro mi. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy. Wykorzystałem wszystkie możliwe środki, ale to nic nie dało. Naprawdę chciałem odnaleźć twoją siostrę.
– Wierzę ci. – Pablo podniósł głowę i położył rękę na ramieniu detektywa. – Mimo to dziękuję. – Wstał i chciał odejść, gdy Sergio jeszcze go zatrzymał.
– Poczekaj!
Gdy Pablo przystanął detektyw wyjął kopertę i podał ją Pablowi. W środku były pieniądze.
– Przecież to twoje honorarium.
– Owszem, ale mam taką zasadę, że jeżeli nie wykonam zlecenia cała kwota podlega zwrotowi, bez względu na koszty jakie poniosłem. Tobie ta forsa lepiej się przyda.
Pablo tylko skinął głową i odszedł. Musiał jeszcze powiedzieć Thelmie o wszystkim. Będzie rozczarowana, ale takie jest życie. Widać nie było pisane aby Sandra się odnalazła. Miał tylko nadzieję, że jest szczęśliwa.

***

Roger jeszcze nic nie wiedział o nowych okolicznościach w jego sprawie. Nie wiedział, że być może niedługo zostanie zwolniony dzięki pomocy Jose Sevilly, burmistrzowi miasta, z którym od wielu lat był najbliższym przyjacielem. Luis Eduardo w porozumieniu z jego rodziną postanawiał na razie nie ujawniać tych informacji. Po co dawać złudną nadzieję, skoro jeszcze oskarżenie nie zostało wycofane. Martin Santabinez uparcie twierdził, że Roger dał łapówkę. Komisarz Leyra go przyciskał, ale tamten ciągle trwał przy swoim zdaniu. Nie ugiął się. Wiedział, że Santabinez kłamie i to wkrótce wyjdzie na jaw. To była tylko kwestia kilku dni. Trzeba było go tylko mocniej przycisnąć. Leyra nie mógł sobie darować tego, że zaniedbał swoje obowiązki i nie sprawdził rzetelnie wszystkich dowodów. Ale teraz mógł się zrehabilitować. Nie zamierzał zaprzepaścić tej szansy.
Noc była już w pełni. Jedynie przez małe więzienne okienko zaglądały promienie księżyca. Rogerowi już zamykały się powieki, gdy nagle, spod półprzymkniętych oczu dostrzegł jakąś wręcz oślepiającą jasność, a w jej centrum jakąś postać. Zdumiony zaczął się wpatrywać w to nieziemskie zjawisko. Ku niemu sunęła piękna kobieta cała ubrana na biało, otoczona aureolą złocistych promieni. Kiedy spojrzał w jej twarz, oczy o mało co nie wyszły mu z orbit. Od razu ją rozpoznał.
– Gaby – szepnął tylko.
Kobieta uśmiechnęła się i nachyliła się obok niego. Promienie wokół niej odrobinę przygasły, ale nadal świeciły żółtą barwą.
– Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym cię dotknąć, ale nie mogę.
– Czy... czy to naprawdę, ty? – zapytał oszołomiony i zdumiony Roger wpatrując się w jej twarz.
– Tak. – Jej twarz rozjaśnił promienny uśmiech, a oczy zabłysły. Już wiedział, po kim Juli odziedziczyła ten blask w swoich oczach. Po matce.
– Jesteś aniołem?
– Coś w tym stylu. Przyszłam dodać ci otuchy. Nie martw się, już niedługo ten koszmar się skończy.
– Skąd wiesz?
Anioł popatrzył w górę. : – On wszystko wie. Być może wątpiłeś, ale On nikogo nie opuszcza. Musisz w to wierzyć. Wiara czyni cuda. Wszystko będzie dobrze. Prawda zawsze zwycięża. – Na chwilę zapadła cisza. – Spotykasz się z pewną kobietą.
– Tak – odparł Roger. – Ma na imię tak samo jak ty.
Kobieta spuściła głowę. : – Szukasz czegoś, co jest tak blisko ciebie, ale tego nie zauważasz. Otwórz oczy! Nic nie jest takie jak się nam wydaje. To co w pierwszej chwili jest piękne i czyste, może okazać się całkowitym przeciwieństwem. W pewnym momencie ockniesz się, ale wtedy może być już za późno.
– O czym ty mówisz? – Nie do końca ją zrozumiał.
Ale ona już nie odpowiedziała. Rozpłynęła się w powietrzu i Roger nie wiedział, czy Gaby naprawdę go odwiedziła jako anioł, czy może to wszystko mu się przyśniło.

***

Fabiana nie musiała czekać, aż jej znajomy odnajdzie aktualne miejsce pobytu Roberta Lopeza i ją o tym poinformuje. Mężczyzna sam ją odwiedził.
– Może napijesz się czegoś? – zapytała wprowadzając go do biblioteki i siląc się na uprzejmość. Tak naprawdę od razu by mu powiedziała, co o nim sądzi.
– Nie wpadłem tutaj z towarzyską wizytą – odrzekł mężczyzna. Rozłożył gazetę, którą trzymał w rękach i rzucił obok niej. – To przez ciebie!
– Nie rozumiem. O co ci chodzi?
Roberto wskazał na gazetę. – Przeczytaj.
Fabian wzięła prasę do ręki i zerknęła na tytułową stronę. Jej oczom ukazał się nagłówek: „ Dziennikarka pisma kobiecego kolejną ofiarą Fryzjera! Kto będzie następny? „. Przeleciała szybko wzrokiem tekst. Gdy go skończyła zdumiona spojrzała na mężczyznę.
– Sugerujesz, że to przeze mnie wpadła w łapy jakiegoś psychola? To już szczyt bezczelności!
– Spotkała ją kara, za to, że ci pomagała w twoich podłościach i intrygach.
– Zgodzę się z tobą tylko w jednej kwestii: spotkała ją kara, to prawda. – Wypowiedziała te słowa w spokoju i bez żadnych emocji. Wydawało się, że wcale nie przejęła się śmiercią Rebeci. – Bóg pokarał ją za to, że się mi przeciwstawiła. Gdyby dalej współpracowała nadal cieszyłaby się dobrym zdrowiem. Każdy kto się przeciwstawi mojej woli, źle kończy. Najpierw moja ukochana Gaby, teraz Rebeca. Coś w tym jest. To jakaś klątwa.
– Czy ty się słyszysz? – Roberto poklepał się w czoło. – Idź lepiej do dobrego specjalisty, zanim będzie za późno.
– Nie jestem wariatką. Z moją głową jest wszystko w należytym porządku, za to z twoją nie.
– Nie rozumiem. – Roberto uważnie na nią spojrzał.
Spokojna twarz Fabiany zmieniła się w mgnieniu oka. Zrobiła się purpurowa.
– Jak można do tego stopnia się zmienić? Chyba naprawdę trzeba mieć coś z głową, jeśli z silnego, władczego, pewnego siebie mężczyzny zmienić się w zwykłego mięczaka i nieudacznika. Tak, nieudacznika. Kiedyś wzbudzałeś we mnie szacunek, a teraz litość. Myślałam, że skoro wróciłeś będzie z ciebie jakiś pożytek.
– Przykro mi, że cię rozczarowałem – odpowiedział Roberto nie kryjąc ironii w głosie.
– A może to twoja jakaś gra?
– Już dawno nie prowadzę żadnych gierek, Fabiano. Zostałem za to ukarany. Kobieta, z którą miałem nadzieję ułożyć sobie życie nie żyje. Życie nie ma dla mnie już najmniejszego sensu.
– Jakie to romantyczne, aż się wzruszyłam. – Fabi otarła niewidoczne łzy. – I co teraz zrobisz? Zabijesz się, aby dołączyć do ukochanej?
– Nie. Wyjadę tak jak kiedyś po ślubie Gaby z Rogerem, z tą tylko różnicą, że nigdy nie wrócę. Powrót to nie był dobry pomysł. Żegnaj Fabiano!
To powiedziawszy opuścił jej dom. Fabiana przez pewien czas wpatrywała się w drzwi, za którym zniknął Roberto.
– I dobrze! – skwitowała. – Miałam już serdecznie dość tego mięczaka!

***

Oktawia miała już powoli dość takiego mieszkania z Mauriciem. Zmienił się. Stał się uczciwym, ciężko zarabiającym facetem. Nic nie zostało z jego dawnego życia. Coraz częściej zaczął jej robić wyrzuty. Nic nie robiła. Ba, nawet nie próbowała robić. Czekała na kolejnego naiwniaka, którego mogłaby z łatwością okręcić sobie wokół palca. Jednak na razie żaden się taki nie trafił. Mężczyźni nie są tacy głupi, stwierdziła. Nie traciła nadziei i nadal szukała odpowiedniego kandydata.
Któregoś wieczoru, nudząc się potwornie przeglądała jakieś stare magazyny pozostawione po dawnych lokatorach. W pewnym momencie natrafiła na rubrykę towarzyską a w niej zdjęcie Raula z ojcem. Towarzyszyła im dwójka jakiś nieznanych ludzi. Nie zwracała na nich wagi. Z rosnącym zainteresowaniem zaczęła uważnie czytać. Gdy skończyła, uśmiechnęła się szeroko do siebie. Postanowiła podzielić się tą informacją z Mauriciem. Weszła do salonu, gdzie kochanek oglądał mecz. Gdy weszła spojrzał na nią.
– Coś się stało? – zapytał widząc jej promienną twarz.
Oktawia bez słowa podała mu gazetę.
– Przecież to ten twój niedoszły.
– Owszem i jest teraz potwornie bogaty. Jaka ja byłam głupia, że go wtedy rzuciłam. – Stwierdziła z żalem. – Ale teraz go odzyskam.
Maurico tylko się roześmiał: – Chyba nie sądzisz, że po tym jak go potraktowałaś on przyjmie cię z powrotem. Musiałby być skończonym idiotą i kretynem.
– Zrobię wszystko, aby go odzyskać.
– Powodzenia – odrzekł Mauricio i powrócił do oglądania transmisji.
Kiedy tylko Raul znowu będzie mój rzucę tego palanta, pomyślała. Nie mogę zmarnować takiej szansy. Coś czuję, że teraz moja zła passa przeminie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:59:26 22-07-10    Temat postu:

Fajny odcinek

Detektyw Sergio Montes niewiele zdziała w sprawie odszukania siostry Pabla i Thelmy Sandra pod zmienionym teraz nazwiskiem zapadła się pod ziemię. Nie dało rady jej odnaleźć, a detektyw okazał się uczciwy i oddał chłopakowi całe swoje należne mu honorarium. Pablo będzie musiał więc szukać siostry od nowa, bo na pewno tak łatwo się nie podda Wierzę, że ona kiedyś się jednak odnajdzie

Sprawa Rogera zbliża się do końca. Prawdopodobnie wyjdzie z więzienia. Póki co odwiedziła go zmarła żona Gabriela w postaci anioła. Bardzo mądre słowa padły z jej ust W ogóle fajna to była scenka Oby Mendoza pojął w końcu, że blisko siebie ma właściwą kobietę, czyli Larysę, a tamta "Gabriela" która się wokół niego kręci jest zła do szpiku kości

"Fryzjer" zabił teraz Rebekę To ona była jego ofiarą. Roberto jest tym faktem załamany. Piszą o tym nawet w gazetach. Mężczyzna powiedział to Fabianie, ale na niej nie zrobiło to żadnego wrażenia. Jej zdaniem Rebeca zasłużyła na taki los Cała Fabiana Zginęła marnie, bo nie spełniała jej rozkazów, a Roberto jest w jej oczach mięczakiem. On chce wyjechać i dobrze zrobi. Fabiana ma go już serdecznie dość

Oktawia wraca do gry Ma już dość dobrego i odmienionego Mauricia i chce odzyskać Raula Życzę powodzenia w realizacji tych nierealnych planów

Czekam na newik i pozdrawiam serdecznie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:50:02 15-08-10    Temat postu:

Odcinek 72

W końcu nadszedł ten upragniony przez wszystkich dzień. Dzień w którym Roger Mendoza wyszedł na wolność. Po tych kilku dniach spędzonych w areszcie poczuł prawdziwy smak wolności. A wszystko dzięki swojemu przyjacielowi Jose Sevilly i Luisowi Eduardowi, który starał się jak mógł aby go wyciągnąć. Udało mu się to znakomicie. Trzeba było oczywiście trochę czasu, ale najważniejsze że wycofano oskarżenie. Niemały wkład miał także komisarz Leyra, który bardzo się przyłożył do swojej pracy. Dzięki jego uporowi i taktyce Martin Santabinez przyznał się do wszystkiego chcąc uniknąć wysokiej kary, jaka mu groziła za składanie fałszywych zeznań. Wyśpiewał wszystko. Opowiedział o młodej kobiecie, która go przekupiła i kazała fałszywie zeznawać przeciwko Rogerowi. Tą kobietą była Rebeca Vargas, ale ona już nie żyła i nie można się było dowiedzieć nic więcej. Śledztwo zostało zakończone, a Martin dostał wysoką grzywnę, wpis do akt i dyscyplinarnie zwolnienie z ratusza. Burmistrz osobiście się tym zajął. Naprawił błąd, jaki przed laty popełnił Roger. Był pewien, że teraz nie będzie mu tak łatwo kogoś innego oskarżyć czy nawet dostać tak dobrą pracę. Nie było mu ani trochę szkoda tego szubrawca.
Roger postanowił wszystkim zrobić niespodziankę i nie mówić im kiedy wyjdzie. Polecił też Luisowi Eduardowi nie zdradzać terminu. Kiedy tylko przekroczył więzienne mury i odetchnął świeżym powietrzem na wolności, wsiadł do taksówki i kazał się wieźć prosto do domu. Przez okno patrzył na mijane ulice miasta. Nic się nie zmieniło przez ten czas. Tętniło życiem, jak gdyby nigdy nic.
Gdy w końcu stanął przed drzwiami do swego domu zdecydowanym ruchem nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Jego wzrok od razu podążył do dziewczyny stojącej przy kominku. Uśmiechnął się lekko. Chwilę wcześniej dziewczyna powoli się odwróciła, czując, że nie jest sama i od razu pobiegła w jego kierunku.
– Tato. – Rzuciła mu się w ramiona. Po policzkach kapały jej łzy, łzy szczęścia. Gdy trochę ochłonęła oderwała się od niego i spojrzała mu w twarz. – Dlaczego nic nie powiedziałeś kiedy wychodzisz? Dlaczego Luis Eduardo nas nie zawiadomił?
– Sam go o to prosiłem – odparł Roger. – Chciałem zrobić niespodziankę. Mam nadzieje, że się udała?
– Jeszcze się pytasz? Tak się cieszę, że w końcu jesteś z nami.
Chciała jeszcze raz go przytulić gdy do salonu weszła Gloria, która usłyszała radosne głosy dochodzące z salonu.
– Co się tu... – Nie dokończyła, gdy zobaczyła swojego syna ściskającego się z Juliettą. – Mój Boże! Roger.
– Witaj, mamo.
– Dzięki Bogu już jesteś z nami. – Z całej siły przytuliła go do siebie.
– Mamo, bo mnie udusisz.
W tej chwili do środka wbiegła Lily która wróciła ze spaceru z Laurą.
– Wujku. – Pobiegła do niego najszybciej jak mogła na swoich małych nóżkach. Roger podniósł ją na ręce. – Gdzie byłeś?
Nikt oczywiście nie powiedział małej Lilianie, że Roger był przez ten cały czas w areszcie. Była jeszcze zbyt mała, aby niektóre rzeczy zrozumieć.
– Wyjechałem w interesach – skłamał. – Przepraszam, że się nie pożegnałem, ale taką mam pracę.
Lilly złożyła usta w podkówkę i zrobiła smutną minę. : – Wybaczę ci, jeśli weźmiesz mnie na lody.
– Masz to jak w banku. – Roześmiał się Roger.
Kiedy Lilly poszła do swojego pokoju aby się pobawić, radości nie było końca. Wszyscy serdecznie witali Rogera. Nawet cała służba się zebrała. Oni także bardzo się martwili o swojego pracodawcę, który zawsze traktował ich bardzo dobrze i z szacunkiem.
Gdy już atmosfera trochę się uspokoiła, Roger zapytał:
– Co z Rodrygiem?
Stojąca nieopodal Julietta posmutniała. : – Bez zmian, nadal jest w śpiączce.
– Muszę go odwiedzić – odrzekł Roger szykując się do wyjścia.
– Poczekaj, pojadę z tobą – powiedziała nieoczekiwanie Laura.

***

Schowana za drzewem obserwowała ogromny dom, właściwie willę. Patrzyła w palące się światło w oknach. Na pewno świętują, pomyślała. Nie mogła powstrzymać wściekłości. Wypuścili go. Przeklęta Rebeca, przeklęty Roberto. To wszystko przez niego. Popsuł jej szyki, a teraz uciekł. Jak zwykły tchórz. Ona nie pójdzie w jego ślady. Nie podda się. Zrobi wszystko, aby Roger cierpiał. Och tak, będzie cierpiał. Bardzo cierpiał. Ona nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Jeszcze nie wie co zrobi. Na pewno coś wymyśli. To musi być coś ekstra. Będą wszyscy cierpieć, on i jego córka. Nagle furtka się otworzyła i na ulicę wyszła szczupła, ładna brunetka w towarzystwie młodego mężczyzny. Podeszli do samochodu i przez chwilę przytulali się i całowali zanim on wsiadł do samochodu i odjechał.
Gaby, przez chwilę pomyślała patrząc na dziewczynę. Nie, to nie była jej ukochana, zmarła córeczka. To była ona, córka Rogera. Fabiana była zszokowana. Ta dziewczyna była tak bardzo podobna do Gabrieli. Ten sam uśmiech, ten sam sposób poruszania się, ten sam błysk w oczach. Nie spodziewała się, że jej wnuczka będzie tak bardzo podobna do Gabi. Podobieństwo było zniewalające. Wciąż z ukrycia ją obserwowała zanim dziewczyna weszła z powrotem do domu i zniknęła Fabi całkowicie z oczu.

***

Często tu przesiadywał. Musiał wiedzieć, jaki jest jego stan. Na szczęście bez zmian. Rodrygo wciąż był w śpiączce. Bardzo go to cieszyło. Czuł prawdziwą przyjemność widząc cierpienie na twarzach jego syna i Rogera. Cholerny facet! Wywinął się, wypuścili go. Wolałby, żeby jeszcze troszkę posiedział. Ale to nie było w jego mocy. A może to i lepiej, że jednak wyszedł, pomyślał po chwili. On przygotuje dla niego coś gorszego. Już dawno zaplanował co zrobi, ale to jeszcze za wcześnie aby plan wprowadzić w życie. Niech jeszcze potrwa sielanka, zanim on przystąpi do dzieła. Będzie wiedział, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.
Zauważył, że przy Rodrygo cały czas kręci się niezwykle piękna pielęgniarka. Często do niego zaglądała, siadała przy jego łóżku, brała go za rękę i mówiła coś albo czytała. To nie było normalne. Wykraczało poza jej obowiązki.
Ona się w nim zakochała, stwierdził. Masz pecha malutka! Twój amant chyba się już nie obudzi i prędzej czy później wyzionie ducha. Wybrałaś zły obiekt swoich uczuć, mówił w myślach do siebie opuszczając oddział.

***

Laura położyła Lilly spać i sama zeszła jeszcze na chwilę na dół. Chciała wypić szklankę soku i pomyśleć chwilę. Już tyle czasu minęło odkąd Rodrygo zapadł w śpiączkę, a lekarze nie dawali na razie żadnych nadziei. Ciągle powtarzali to samo. Żal jej było Raula, tak straszliwie cierpiał. Polubiła go tak samo jak jego ojca. To wspaniali ludzie. Boże, dlaczego pozwalasz na takie cierpienie?, pytała się w myślach. Kiedy odstawiła szklankę i chciała pójść na górę, usłyszała dzwonek do drzwi. Kto to może być o tak późnej porze, zastanawiała się idąc otworzyć. Otworzyła szeroko oczy widząc znajomą osobę w drzwiach.
– A co ty tu robisz? – zapytała.
– Chciałem być z rodziną. Nie przywitasz się ze mną, kochanie? – Uśmiechnął się Armando Torres.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 16:46:39 21-08-10    Temat postu:

Fajny odcinek

Roger Mendoza wyszedł na wolności i miał prawdziwie królewskie przywitanie Wszyscy ucieszyli się na jego widok, przede wszystkim córka, matka, siostra, a nawet służba Urocza scenka Dobrze, że w końcu zapanowała sprawiedliwość, a Martin Santibanez zapłaci za swoją intrygę.

On zapłaci, Rebeca nie żyje, ale dobrze wiemy, że główną winowajczynią jest Fabiana A ona dalej obserwuje sytuację z bliska. Zobaczyła swoją wnuczkę, która bardzo przypominała jej zmarłą córkę Gaby. Była zaskoczona, ale mimo to nie zmienia swoich planów.

Nie zmienia ich też Luis Reynoso Przesiaduje u Rodriga, który wciąż nie wybudził się jeszcze ze śpiączki, a jego stan jest krytyczny. Luis zamierza również zniszczyć Rogera i to już niedługo

Laura myślała pewnie, że zacznie tu nowe życie, zbliżyła się do Rodriga, a tu nagle powrócił jej ukochany mężulek Armando Będzie ciekawie.

Czekam na newik i pozdrawiam serdecznie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 23, 24, 25, 26, 27  Następny
Strona 24 z 27

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin