Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Córka mafii (La hija de la Mafia)- Odcinek 19
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Pisać dalej?
Tak
0%
 0%  [ 0 ]
Nie
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 0

Autor Wiadomość
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:01:55 15-10-10    Temat postu:

Przepraszam, że tak długo nie było odcinka, ale nie miałam za bardzo czasu, żeby się do tego przybrać. Odcinek, troszkę krótszy niż zwykle, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ostatni był troszkę za długi i dlatego ten będzie krótki.

Odcinek 6

Rezydencja Patricia Navarro, Bogota, 27 czerwiec 2010
Tego dnia jak każdego siedział w gabinecie przy swoim biurku, paląc przy tym cygaro. To go zawsze uspokajało i pozwalało pozbierać myśli. Nie chciał rezygnować z tej przyjemności. Rozparł się w swoim fotelu, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
– Wejść – odburknął.
Do środka weszło trzech mężczyzn ciągnąc za sobą mocno poobijanego chłopaka.
– Po co go tu ciągniecie? Czy myślicie, że nie mam innych spraw na głowie?
– Szefie chciał gadać tylko z panem. Podobno ma jakąś wiadomość.
Patricio wstał z fotela, zgasił cygaro w kryształowej popielniczce stojącej na biurku i podszedł bliżej do chłopaka. Zauważył, że na jego lewej dłoni jest gips. Zignorował ten fakt, nawet nie pytając co się stało.
– Podobno masz dla mnie wiadomość. Słucham!
Chłopak powoli przełknął ślinę i zaczął opowiadać o wydarzeniach poprzedniego dnia. Patricio z każdą chwilą marszczył brwi. Co za nieudacznicy, pomyślał patrząc na dilera. Nawet nie potrafią być dyskretni, tylko od razu dali się złapać. Wrócił na swoje miejsce za biurkiem i powiedział do swoich ludzi.
– Pozbądźcie się go.
– Nie, błagam! – krzyczał chłopak.
– Twoje lamenty na nic się zdadzą. Jesteś bezużyteczny. Tacy ludzie mi niepotrzebni. Dobrze, że twoich kompanów tamci wykończyli. Oszczędzili nam fatygi. – Znowu spojrzał na swoich goryli. – Sprzątnijcie go a ciało wrzućcie jak zwykle do kanałów.
Kiedy jego ludzie wyszli znowu zagłębił się w swoim fotelu i zapalił cygaro, które zgasił. Musiał się uspokoić. Lorenzo Romero! Ten facet od dawna działał mu na nerwach. Zawsze był o krok przed nim. Rozmyślając o tym usłyszał pukanie do drzwi. Po chwili do pokoju wszedł elegancko ubrany mężczyzna.
– Witaj Flavio – odrzekł Patricio wskazując mu fotel.
Flavio Lopez od dziesięciu lat było jego zaufanym doradcą i przyjacielem. Zawsze znał sposób na rozwiązanie nawet najbardziej skomplikowanych problemów.
– Coś się stało? – zapytał Lopez. – Widzę to po twojej twarzy.
– Możesz się domyśleć kto za tym stoi.
– Lorenzo Romero?
– Tak, pieprzony makaroniarz. Od dawna działa mi na uzębienie. Ma coraz większe wpływy. Nasi chłopcy weszli na jego teren, mieli być dyskretni, ale ci idioci dali się złapać. Jeden przeżył, ale niedługo nacieszy się życiem. – Umilkł na chwilę zagłębiając się w swoich myślach. – Musi być na niego jakiś sposób. Jego potęga musi kiedyś upaść. Tylko jak go zniszczyć?
– Coś mi świta – odparł tajemniczo Flavio. – Ale na razie nic ci nie zdradzę, dopóki się nie upewnię, że plan może się powieść.
– Rozumiem. Informuj mnie na bieżąco.

Hotel Victoria, Santa Marta, 28 czerwiec 2010
Erica siedziała na jednym z foteli w lobby hotelowym. Już niebawem zacznie się mój teatrzyk, pomyślała patrząc na zegarek. Była trochę zdenerwowana. Przecież coś mogło nie pójść po myśli. A jeśli ten cały Martin, teraz mój brat, odkryje, że ja to nie Roxana? Od razu odrzuciła tą myśl. Musi się udać. Nie ma innej opcji, pomyślała dodając sobie odwagi. Rozejrzała się dyskretnie. Wiele miejsc było zajętych. Wśród niektórych osób bez trudu rozpoznała policjantów w kamuflażu. Spojrzała na recepcję, gdzie za kontuarem stał wysoki, przystojny mężczyzna. W innym wypadku na pewno wdała by się z nim w niezobowiązującą rozmowę i próbowała by go poderwać, ale nie teraz. Teraz była Roxaną, a ona nigdy tak nie postępowała. Była niewinną, troszkę nieśmiałą osobą i Erica musiała się przystosować do jej stylu życia. Mam nadzieję, że jakoś to wszystko przetrwam, pomyślała.
W tej chwili ujrzała trzech mężczyzn wchodzących do holu i kierujących się w jej stronę. Dwóch z nich było ubranych w eleganckie garnitury, a ich twarze zdobiły czarne, przeciwsłoneczne okulary. Trzeci z nich uśmiechnął się lekko na niej widok. Natychmiast przypomniała sobie jego twarz. Odpowiedziała mu promiennym uśmiechem i wstała kiedy do niej podszedł.
– Witaj siostrzyczko – odrzekł całując ją w policzek i przytulając do siebie.
Dziewczyna czuła silny zapach jego wody kolońskiej. W pierwszej chwili mężczyzna zrobił na niej naprawdę miłe wrażenie. Gdyby wiedziała, nigdy by nie przypuszczała, że należy do mafii. Nie był ubrany jak pozostali mężczyźni, tylko bardziej na luzie. Miał na sobie czarną koszulkę i jeansy, co sprawiało, że wyglądał na dość miłego i sympatycznego chłopaka. To na pewno dla zmyłki, stwierdzając w duchu.
– Cześć – odparła swobodnie, starając się aby jej głos nie drżał ze zdenerwowania.
– Pięknie wyglądasz, jak zawsze. – Odsunął się od niej i obejrzał od stóp do głów. – Jesteś tak opalona, jak czekoladka. – Roześmiał się.
– Pogoda mi służyła.
– Opowiesz wszystko w samolocie. Będziemy mieli mnóstwo czasu. – Objął ją w pasie i poprowadził w kierunku wyjścia.
W tym czasie, jego ludzie zabrali bagaże dziewczyny do stojącej na zewnątrz taksówki. Kiedy Erica wsiadła do samochodu cicho westchnęła. Udało się, pomyślała. Nic się nie zorientował. Oby inni też nic nie dostrzegli. Zastanawiała się jak to dalej się potoczy, na razie szło jej świetnie. Najtrudniejsze zadanie czekało ją kiedy dotrze do domu. Wtedy pozna całą rodzinę, w tym swojego ojca. Nie wiedząc czemu bała się tego spotkania. Odwagi, powiedziała do siebie w myślach.


Zazwyczaj nie daję spoilerów, ale mogę zdradzić, że Erica już w następnym odcinku spotka się z "rodzinką".


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 22:04:04 15-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 21:26:42 16-10-10    Temat postu:

Krótkie te wypociny pani Basiu, ale najważniejsze, że sensowne i rzetelne

Patricio Navarro to konkurencyjna mafia dla Lorenza Romero Jego ludzie byli jak wiemy mało dyskretni, a co za tym idzie dostali łomot od mafii Lorenza. Jeden przeżył i wygadał wszystko swojemu szefowi. Jednak Patricio niczym nie różni się od swojego konkurenta. Bez zastanowienia kazał pozbyć się nieszczęśnika Sam planuje wraz ze swoim pomocnikiem Flaviem odegrać się na Romero Ciekawe w jaki sposób spróbuje go zniszczyć Lubię takie mafijne walki dwóch wielkich rodzin i może być ciekawie

Mamy też spotkanie Eriki ze swoim braciszkiem. Dziewczyna była zdenerwowana, ale w porę uspokoiła się i dała radę Wszystko poszło po jej myśli i nikt nie zorientował się co jest grane. Oby tak dalej. Teraz jednak znacznie trudniejsza część zadania, czyli spotkanie z reszta "rodzinki", a przede wszystkim z władczym ojcem

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Miguel
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 3921
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mexico City
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 10:01:25 17-10-10    Temat postu:

Jak zawsze świetny odcinek . Zapowiada się bardzo ciekawie następny odcinkiem. Ciekawe jak będzie wyglądać pierwsze spotkanie Erici z "ojcem".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
enemiga
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 30 Gru 2009
Posty: 577
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:03:38 20-10-10    Temat postu:

Już nadrobiłam odcinek, trzy dni aż się za to zabierałam, ale dzisiaj już nie mogłam sobie odpuścić. Stęskniłam się za „Córką mafii”, za tym genialnym mafijnym dziełem, które tak podziwiam!

Odcinek co prawda niezbyt długi, o przyzwyczaiłaś nas do obszernych treści, ale jakość niezmienna, pierwsza klasa.

Mafia Lorenza ma konkurencję i wydaje się, że obie mafie zaczną się zazębiać i w to w tym negatywnym skutku. Będzie ciekawie Erica wkracza do akcji. Początki zawsze są ciężkie, ale z czasem będzie się przyzwyczajać i wczuwać w swoją rolę. Wydaje mi się, że świetnie się sprawdzi. Pierwszy, mały test wstępny, ma już za sobą. „Braciszek” spotkał siostrzyczkę i rozpoznał w niej Roxanę. Dobrze jest.

Czekam na następny odcinek. Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:50:19 20-10-10    Temat postu:

To prawda odcinek był krótki, ale następny będzie długi. Ach, znowu przeholowałam. Postaram się aby niedługo się pojawił.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:31:25 24-10-10    Temat postu:

Zgodnie z obietnicą odcinek jest długi, może aż za długi

Odcinek 7

Bogota, Kolumbia, 28 czerwiec 2010
Przez całą drogę z lotniska do domu, Martin nie odzywał się nawet słowem do siostry. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Ciągle odbierał jakieś tajemnicze telefony i mówił przyciszonym głosem. Erica udawała, że przegląda jakieś kolorowe czasopismo, a tak naprawdę przysłuchiwała się rozmowie. Nic z niej nie zrozumiała, bo chłopak mówił jakimiś skrótami, a nie pełnymi zdaniami. Widocznie rozmówca wiedział o co chodzi, pomyślała odkładając gazetę. Spojrzała za okno. Już blisko, niedługo będę w domu. Dom! Co to takiego dom? Dom to bezpieczny azyl. Miejsce gdzie człowiek czuje się kochany. Erica dawno nie wiedziała co to za pojęcie. Zniknęło wraz ze śmiercią jej matki, ukochanej przyjaciółki, która przez te wszystkie lata była dla niej oparciem. A teraz kiedy już jej nie ma, Erica nie miała domu w duchowym znaczeniu. Była sama i nie pozwalała się nikomu do siebie zbliżyć. Nie chciała, żeby ktoś ją zostawił tak jak jej mamę. Francesca de Marco nigdy nie opowiadała o ojcu, mówiła, że nie żyje, ale Erica nigdy w to nie wierzyła. To na pewno jakiś drań, myślała. Zdecydowała wtedy nigdy już więcej o niego nie pytać.
Samochód gwałtownie skręcił i to wyrwało Ericę z zadumy. Co za wariat, pomyślała trzymając się mocno fotela. Jeszcze zeszłabym na zawał. Spojrzała za okno. Oczy o mało co jej nie wyszły z orbit. Ta dzielnica była luksusowa. Wokół same kilkupiętrowe wille otoczone mosiężnymi bramami, broniącymi wejścia niepożądanych gości. Opanowała się i postanowiła nie przyglądać się zbyt mocno. Przecież Roxana Romero mieszkała tu niemal od dzieciństwa i doskonale znała te tereny. Udawała znudzoną i znużoną, ale z ciekawością przyglądała się domom. Wielokrotnie widywała takie, kiedy dostawała zlecenie na ich obrobienie. Auto zatrzymało się na chwilę, więc dziewczyna wyjrzała przez szybę. Zobaczyła w oddali piękną, ogromną willę w kolorze kości słoniowej. Samochód ruszył, więc mogła wszystkiemu się przyglądać. Mijali wielkie drzewa rosnące wokół wybrukowanej alei, którą jechali. Czuła lekkie wibrowanie pojazdu. W końcu stanęli a drzwi od jej strony otworzyły się. Erica pamiętając wszystko czego się nauczyła z gracją wysiadła z auta. To co zobaczyła wprawiło ją w zachwyt. Z daleka dom nie wydawał się jej taki duży, dopiero teraz zobaczyła jego ogrom. To pałac, pomyślała patrząc na wielopiętrową rezydencję z ogromnymi oknami i balkonami. Chciała przyjrzeć się dokładniej, ale nie mogła. Będę jeszcze miała okazję!
– Witaj w domu, siostra!
Martin pojawił się obok niej i poprowadził ją w kierunku drzwi frontowych, które jak na zawołanie się otworzyły. Powoli weszli do imponującego holu. Erica jeszcze nigdy w swoim życiu nie była w takim domu. Wiedziała, że Lorenzo Romero był bogaty dzięki swoim nielegalnym interesom, ale nie widziała, że aż tak. Z każdego kąta krzyczały pieniądze, ogromne pieniądze. Z takiego widoku aż zakręciło jej się w głowie i upadła by gdyby, nie brat, który ją przytrzymał.
– Co ci jest?
– Nic – odparła, lekko się do niego uśmiechając. – Jestem zmęczona.
W tej chwili usłyszała kroki i cichy szelest. Po krętych schodach schodziła wyjątkowo piękna, rudowłosa kobieta ubrana w jedwabną zieloną sukienkę. Ten kolor jeszcze bardziej odzwierciedlał jej wyjątkową urodę. Erica nigdy jeszcze nie widziała tak pięknej kobiety. Z jej twarzy emanowało ciepło i serdeczność. To na pewno Adriana, moja macocha, pomyślała przypominając sobie jej twarz z fotografii.
– Roxano, nareszcie jesteś w domu. – Adriana serdecznie uściskała ją na powitanie. Dziewczyna mimo że nie znała tej kobiety od razu poczuła do niej sympatię. Jej powitanie nie było udawane i fałszywe. Wręcz przeciwnie, było ono szczere. Zawód, który dotychczas uprawiała wymagał znajomości ludzkiej psychiki i wiedziała, że Adriana to osoba życzliwa i miła. Przekonało ją o tym powitanie. Która macocha przywitałaby tak serdecznie swoją pasierbicę? Adriana puściła Ericę i przyjrzała się jej uważnie. – Wspaniale wyglądasz w tej opaleniźnie. Ach, też bym sobie pojechała na takie wakacje – westchnęła cicho.
– Co stoi na przeszkodzie? – zapytała Erica z lekkim uśmiechem na twarzy.
– Wiesz przecież, że nie mogę. Niedługo zbliża się bal charytatywny na rzecz sierot. Zapomniałaś?
– No tak. – Erica trzepnęła się w głowę. Musiała wiarygodnie wypaść. – To przez te wakacje. Wyleciało mi z głowy.
Adriana uśmiechnęła się serdecznie, wzięła dziewczynę pod rękę i poprowadziła ją w stroną salonu. : – Bardzo mi ciebie brakowało, kochanie. Chodź, musisz mi opowiedzieć jak spędziłaś ten czas.
Dziewczyna na te miłe słowa poczuła się wspaniale. Teraz już wiedziała, że się nie pomyliła co do Adriany. To naprawdę bardzo miła osoba, pomyślała. Tylko co ona robi w takim domu? Gdy miały usiąść na kanapie obitej śnieżnobiałym płótnem, usłyszeli głośne kroki za plecami i czyjś władczy ton.
– Nie tak szybko!
Erica szybko się odwróciła wyswobadzając się z uścisku Adriany. Ujrzała wysokiego, dość przystojnego mężczyznę o świdrującym wzroku od którego poczuła ciarki na plecach. To na pewno mój ukochany tatuś, pomyślała ironicznie. Lorenzo cały czas patrzył na dziewczynę ze zmarszczonym czołem, na którym pojawiły się dwie poprzeczne bruzdy.
– Musimy porozmawiać, czekam w swoim gabinecie! – powiedział lodowatym tonem, a potem zniknął.
Dziewczyna wiedziała, że nie ma co się jemu sprzeciwiać. Powiedział to takim głosem i tonem. Chcąc wczuć się dobrze w swoją rolę posmutniała, żeby pokazać, że było jej przykro jak ojciec ją potraktował.
– Wybacz mu. – Poczuła na swoim ramieniu rękę macochy. – Martwił się jak tylko pokazałam mu artykuł w gazecie.
Ericę zmroziły jej słowa, jednak nie dała tego po sobie poznać.
– Jaki artykuł? – spytała odwracając się do niej.
– Ten o wypadku na motorówce na morzu, w którym zginęła jakaś młoda nieznana dziewczyna. To było tam gdzie ty byłaś. Myśleliśmy, że to ty. Nie odzywałaś się od paru dni i często pływasz na motorówce.
No pięknie, pomyślała. Jeszcze tego brakowało, żeby sobie pływała na jakiejś łajbie. Dobrze, że kiedyś się nauczyłam takie coś prowadzić.
– Słyszałam, że ktoś zginął, ale nie wiem dokładnie kto. To chyba jakaś nieodpowiedzialna turystka. Chodziły plotki, że podobno piła alkohol, a ja jak przecież wiesz nie lubię takich trunków.
– I całe szczęście! Porozmawiamy później. – Adriana zostawiła ją samą i weszła po schodach na górę.
Erica rozejrzała się uważnie, została sama. Zastanawiała się przez chwilę, gdzie może być gabinet Lorenza. Odtworzyła w pamięci plan rezydencji i w końcu podeszła do odpowiednich drzwi. Weszła do środka. Lorenzo siedział na fotelu niecierpliwie czekając na córkę. Kiedy weszła spojrzał na nią srogim wzrokiem, ale nic się nie odezwał. Poczekał, aż dziewczyna usiądzie i dopiero wtedy zabrał głos.
– Dobrze się bawiłaś? – spytał, ale takim tonem, że każdy bał się odezwać. Ale nie Erica. Początkowo się go bała, ale powiedziała sobie w duchu, że nie powinna okazywać strachu. Nie może wzbudzić niczyich podejrzeń. Poradzę sobie, w końcu zawsze wychodziłam cało z każdej opresji, pomyślała.
– Oczywiście, tatku. Jeszcze ci nie podziękowałam za to, że...
– Nie potrzebuję twoich podziękowań tylko posłuszeństwa.
Wypowiedział te słowa z takim chłodem w głosie, że dziewczyna zastanawiała się czy tak właśnie kochający ojciec traktuje swoją córkę. Zrobiło jej się żal Roxany, mimo że jej nie znała. Jeżeli on kocha swoją córkę, to bardzo dziwnie okazuję tą miłość. Chybabym się pochlastała jakbym miała takiego starego, pomyślała.
– Uzgadnialiśmy, że będziesz codziennie dzwoniła. To był warunek twojego samotnego wyjazdu – ciągnął dalej Lorenzo. – Złamałaś zasady!
– Ale tato...
– Cicho, ja teraz mówię. Wiesz, że nie wolno mi przerywać – skarcił ją i przeszedł się po pokoju a potem stanął za krzesłem, na którym siedziała. Kładąc ręce na poręczy krzesła odrzekł: – Od dzisiaj koniec z tym. Już ci więcej nie ulegnę. Teraz gdziekolwiek się udasz będzie zawsze towarzyszył ci ochroniarz. Nigdzie się bez niego nie ruszysz, czy to jasne?
– Ale... – Erica chciała zaprotestować. Nie mogła do tego dopuścić. Jak miała się spotykać z Marcosem albo z Almą, żeby zdawać im relacje.
– To jest moja ostateczna decyzja, moja panno. – Lorenzo wrócił na swoje miejsce. – A teraz możesz już iść. – Odprawił ją jednym ruchem ręki.
Dziewczyna wiedziała, że powinna powściągnąć się od wzburzenia i wyjść z pochyloną głową, tak jakby zrobiła to prawdziwa Roxana, ale natura Erici de Marco wygrała.
– Jak ty mnie traktujesz? Nie możesz mi tego zrobić! – wybuchnęła. – Mam prawo sama decydować o sobie.
Lorenzo spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Bardzo zdziwiło go zachowanie córki, która zawsze była cicha, spokojna i uległa. To było całkiem do niej niepodobne.
– Jak się do mnie odzywasz? Co się z tobą stało?
– Wydoroślałam przez ten czas. Nie chcę tak żyć. Nie możesz mnie zamknąć w złotej klatce! – krzyknęła.
– Zwracaj się do mnie z szacunkiem. Jestem twoim ojcem nie zapominaj o tym – odrzekł.
– A ja twoją córką, a nie własnością. Nie chcę żadnego ochroniarza!
– To dla twojego dobra i bezpieczeństwa. Skończmy tą dyskusję, bo i tak nic nie wskórasz. A teraz zostaw mnie samego.
Erica wyszła z całych sił powstrzymując się, żeby nie trzasnąć drzwiami. Dopiero teraz zrozumiała, jak głupio postąpiła pozwalając sobie na wybuch. No nie, pięknie zaczynam, zbeształa się w duchu. Powoli wchodziła schodami na górę. Nawet nie chciało jej się podziwiać tych wszystkich obrazów, które wisiały na marmurowych ścianach przy schodach. Myślała o sytuacji w jakiej się znalazła.
Zamieniłam jedno więzienie na drugie, tyle że pełne luksusów. I jeszcze jakiś pajac ma za mną łazić. Wdepnęłam w niezłe gów*o!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 21:20:30 25-10-10    Temat postu:

Tak jak pisałem trochę za dużo przeciągania (jedna zlana scenka, zaniknęła nieco wielowątkowość) było w tym odcinku, ale to sobie wyjaśniliśmy na gg i nie będę więcej o tym pisał A teraz co do treści odcinka.

A więc Erica vel Roxana poznała swoje okolice i swój pałac. Dała radę przy poznawaniu macochy i teraz wie, że jest ona jej jak najbardziej przyjazna, po prostu dobra osoba. Nie to co jej "ojciec" Lorenzo Trudna była ta rozmowa i dziewczyna w pewnym momencie zapomniała o swojej roli kiedy to wybuchnęła i jej porywczy charakter wziął górę nad ustalonym i jakże znanym Lorenzowi brakiem charakteru jaki miała Roxana. Erica musiała zacisnąć zęby i pokornie odejść chociaż kłębiło jej się w głowie tysiące myśli. Oj będzie ciężko. Znów jest w więzieniu i co z tego, że luksusowym. Nie będzie mogła donieść policji o nowościach, bo tatuś przydzielił jej ochroniarza. Zaczynają się kłopoty

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
enemiga
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 30 Gru 2009
Posty: 577
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:47:37 28-10-10    Temat postu:

Basiu, jak zwykle świetny odcinek i wcale nie za długi. Dzieje się i to bardzo wiele. Erica wkroczyła w misję bycia Roxaną, czyli tytułową „córkę mafii”. Wiadomo, że żadne lekcje, słowa, wyjaśnienia nie zadziałają tak jak wypróbowanie tego w praktyce i tak też dzieje się z Ericą. Poznała brata, macochę i ojca. Macocha Adriana - wydaje się, że stoi za dziewczyną i na odwrót również relacja wydaje się być całkiem przyjemna. Tylko czy aby nie za wcześnie na taki wniosek? Zobaczymy.

Życie w pałacu mogło wydawać się wspaniałe, bo przecież chyba wszystko jest lepsze od więzienia i krat. Tutaj będzie miała także więzienie, tyle ze w luksusach. A o „umilenie” życia już na pewno postara się Lorenzo, tatuś. Wyjechał z zarzutami pod adresem dziewczyny, a ta nie mogąc już słuchać tego wygadywania, najechała na niego. Bezskutecznie. Choć kto wie. Być może da mu to co nieco do myślenia. O ile tacy ludzie jak Lorenzo mają jakiekolwiek uczucia.

Czekam na kolejny odcinek. Pozdrawiam cieplutko.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jullye
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 3407
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miami
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:04:54 29-10-10    Temat postu:

ODCINEK 1
Bardzo ciekawa fabuła twojej telenoweli przeczytałam pierwszy odcinek i niesamowicie jestem nim zainteresowana Roxana spędzała wakacje w samotności ale i tak była obserwowana wreszcie chociaż na trochę mogła odpocząć od tego swojego cwanego ojca mafioza. Jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej jak akcja pójdzie na przód Ta dziewczyna druga jak pójdzie na układ z policją i zajmie miejsce Roxany to popełni największy błąd... nie tak łatwo przyzwyczaić się z dnia na dzień do życia w drugiej rodzinie i to zupełnie obcej. przyjąć obowiązki dziewczyny której się nie zna i udawać przed wszystkimi ,że to ona jest prawdziwą Roxaną. Policja jak zawsze chce za wszelką cenę posunąć śledztwo i wyłapać mafiozów ale wpadli na genialny pomysł Właśnie dlatego wciągnęła mnie ta telenowela!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jullye
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 3407
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miami
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:16:39 29-10-10    Temat postu:

ODCINEK 2

Przyjęcie nowych mężczyzn do mafii Lorenza to jest to on nie wybiera sobie byle kogo tylko od razu bierze samych włochów Lorenzo w przeszłości walczył i miał ostry sierpowy swoja drogą to bardzo umiał robić w konia swoich rodziców ,którzy i tak nie potrafili go wychować skoro wyrósł na tak bezwzględnego mordercę i mafioza Ciekawa jestem ile teraz by miał już zwycięskich walk na ringu gdyby nie poświęcił się mafii ostatnia scena z drugiego odcinku przypomniała mi scenę z prawdziwych mafijnych historii to jest to !

Ericka musi przyjąć propozycję Marcos bo ta cała Berta załatwi ją w więzieniu :O teraz dziewczyna nie ma wyjścia a tak była uparta. Ona jest bardzo sprytna i przebiegła bo to przecież "cień". Kobiety są o wiele sprytniejsze od mężczyzn nawet w rozszyfrowaniu różnych szyfrów Ona Lorenza już załatwi! stary się prędko nie kapnie kiedy mu zamienią córkę Może to siostra bliźniaczka Roxany ,że tak cholernie do niej podobna albo to tylko sobowtór


Ostatnio zmieniony przez Jullye dnia 22:17:07 29-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:31:12 29-10-10    Temat postu:

Witam nową czytelniczkę. Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę. Cieszę się, że ci się podoba.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jullye
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 3407
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miami
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:41:49 31-10-10    Temat postu:

ODCINEK 3

Ericka nareszcie zaczęła poznawać życie Roxany i dowiedziała się chyba nieprzyjaznych rzeczy. Dziewczyna od tej pory musi zapomnieć o piciu i paleniu co wydaje się być dla niej koszmarem Nie dziwię się ,że od razu po historii z Bertą przyjęła propozycję Marcos i glin Marcos trochę się chamsko do niej odnosi a powinni ją szanować jak księżniczkę bo to ona dla nich ma rozpracować wszystkie tajemnice mafii

Zgredzik całkiem przystojny jeszcze Ericka zakocha się w swoim :"ojcu" i dopiero to by było Nie tak łatwo zmienić dziewczynie swoje dotychczasowe życie ze złodziejki i osoby ,która nie zaznała w życiu luksusu wejść w całkiem inny świat i zacząć tam funkcjonować

Ericzka już jest na tyle cwana ,że udało się jej podsłuchać historię ,która się przydarzyła Roxance po jednym piwie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jullye
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 3407
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miami
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:36:36 04-11-10    Temat postu:

ODCINEK 4

No to Paula i Lorenzo mają wspólne łóżkowe interesy ale dziewczyna go kocha mimo tego ,ze dla niego to tylko czysty seks i zaspokajanie własnych żądzy smutne to wszystko ,że po takich wspólnych scenach angle jest dla niej taki oschły i wychodzi zamykając za sobą drzwi jakby do niczego nigdy nie doszło :O

Manuel i Martin i ich wyjazd z delikwentami na ciemne i szare wysypisko śmieci zapunktował prawdziwa ciemność telenoweli mafijnej ukazana Umiesz pisać i wciągać czytelnik a w opisane sytuacje co mi się bardzo podoba Syn Lorentza przegina bo kompletnie chce się upodobnić do swojego morderczego starego być może jest nawet gorszy niż on


informacja o Roxanie w gazecie :O nie odzywała się do swoich rodziców przez taką ilość czasu ale prędko to ją już nie zobaczą jak za ich córkę podłożą tą drugą więźniarkę

Andrea dzięki tym pomocom na rzecz biednym przykrywa prawdziwe oblicze swojego męża przecież ten facet w ogóle nie docenia jej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:12:57 12-11-10    Temat postu:

Odcinek 8

Rezydencja Lorenza Romero, 28 czerwiec 2010
Powoli wchodziła po schodach, kiedy już się uspokoiła. Nie mogła zrozumieć jak ojciec może traktować tak własną córkę. Jak jakąś rzecz, mebel który może przestawić gdzie mu się tylko żywnie podoba. Teraz była Roxaną i powinna przywyknąć do tego, ale nie mogła. Erica zawsze była wyzwoloną dziewczyną. Nikt nigdy jej nie dyktował co ma robić. Ale czy teraz miała jakiś inne wyjście? Chyba nie!, odpowiedziała sobie w myślach.
Kiedy znalazła się na górze, oczy o mało co nie wyszły jej z orbit. Kolejny raz tego dnia się przekonała, że ta rodzina śpi na pieniądzach i to w dosłownym znaczeniu.. Na podłodze długiego korytarza leżał czerwony dywan, niczym na festiwalu filmowym w Cannes a z sufitu zwisały ogromne żyrandole. Chciała wejść do swojego pokoju, ale musiała dobrze się zastanowić, aby wiedzieć który to. Nie mogła przecież zabłądzić w swoim domu. Przymknęła na chwilę oczy i przypomniała sobie plan i rozkład pomieszczeń w tym pałacu. Gdy się skoncentrowała w jej umyśle pojawił się plan, którego niedawno się uczyła. Już wiedziała, gdzie się znajduje. Otworzyła oczy i szybko odnalazła właściwe drzwi. Weszła do środka. W pokoju była młoda pokojówka. Właśnie brała się za rozpakowywanie bagaży. Erica szybko jej przerwała, mówiąc:
– Sama to zrobię!
Pokojówka otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. : – Panienka?! Przecież to moja praca.
– Tak, wiem. Korona mi z głowy nie spadnie jeśli sama to zrobię. Nie mam nic innego do roboty.
– Nie mogę się zgodzić. Gdyby pan się dowiedział...
– Przecież tata nie musi o niczym wiedzieć. To zostanie naszą słodka tajemnicą. – Podeszła do dziewczyny i delikatnie poprowadziła ją do drzwi. – Zgoda?
– No dobrze.
Kiedy pokojówka wyszła, Erica zamknęła za nią drzwi a potem rozejrzała się po pomieszczeniu. Musiała przyznać, że pokój bardzo jej się podobał. Nie przypominał innych pomieszczeń, jak salonu czy gabinetu Lorenza, gdzie od tego bogactwa i przepychu można było dostać zawrotu głowy. Był kobiecy, ale miał w sobie także coś z małej dziewczynki, jak wielki pluszowy miś spoczywający na łóżku. Erica nigdy w życiu nie dostała takiego od swojej mamy. Nie byli bogaci i nie było ich na to stać. Zresztą nie to przecież było najważniejsze. Dostała od niej wiele miłości i czułości, a to jest więcej warte niż jakiś kosztowne prezenty. Rozejrzała się jeszcze raz. Tak, tutaj było wyjątkowo przytulnie. Największe wrażenie zrobiła na niej fototapeta na ścianie nad łóżkiem przedstawiająca wodospad. Aż nie chciało się odrywać wzroku. Erica doszła do wniosku, że ten pokój musiał-być zaprojektowany przez jakąś kobietę. Może przez matkę Roxany? O Marii Isabeli Romero wiedziała tylko tyle, że nie żyje. Roxi miała wtedy czternaście lat. Była bardzo młoda, kiedy straciła matkę. Tak jak ja, pomyślała Erica. Francesca de Marco odeszła nagle zostawiając ją samą na świecie. Jak piętnastoletnia dziewczyna miała przeżyć nie mając żadnych krewnych? To właśnie wtedy zaczęła się jej złodziejska kariera.
Nie chciała już o tym myśleć, więc się wzięła za rozpakowywanie bagaży. Nie przypadkowo nie pozwoliła zrobić tego pokojówce. Miała w niej swój złodziejski ekwipunek. Pomyślała, że jej się przyda w wykonywaniu misji. Wyjęła małą podręczną walizeczkę i zastanawiała się, gdzie ją dobrze ukryć. Po dłuższym zastanowieniu podeszła do szafy i rozsunęła drzwi. Gdy chciała ją położyć na spodzie, zauważyła jakiś przycisk. Bez namysłu go nacisnęła, co spowodowało otwarcie głębokiego schowku. Uśmiechnęła się do siebie. Niezły bajer, pomyślała i już miała włożyć tam walizeczkę, gdy spostrzegła jakiś gruby zeszyt obity ciemną skórą. Zabrała go a w jego miejsce włożyła swój ekwipunek. Zamknęła schowek i uważnie przyjrzała się swojemu znalezisku. To nie był żaden zeszyt, jak początkowo myślała, tylko pamiętnik. Pamiętnik Roxany Romero! Miała ochotę zajrzeć do środka, gdy usłyszała otwierające się drzwi. Szybko rzuciła go do szafy i zasunęła drzwi.
– Roxi, nareszcie jesteś. Tak się za tobą stęskniłam. – Wysoka blondynka o długich włosach, podbiegła do niej i uściskała ją.
Erica bardzo szybko przypomniała sobie jej twarz. To była przyjaciółka Roxany, Valeria Sanches.
– Ja za tobą też – odparła Erica. Nie wiedziała zupełnie o czym ma rozmawiać z tą panienkę. Jej twarz wcale a wcale jej się nie podobała. Było w niej coś fałszywego. A może tylko mi się zdaje, pomyślała.
– Opowiadaj. – Valeria pisnęła z zachwytu. – To musiało być ekstra być na takim samotnym wyjeździe. A faceci? Poderwałaś jakiegoś?
– Nie ma o czym opowiadać. Wybacz, ale jestem zmęczona.
– O nie, serduszko. – Valeria zawsze tak się zwracała do Roxany. – Muszę wszystko wiedzieć, ze szczegółami. Nawet najdrobniejszymi. – Zachichotała i poprowadziła Ericę w kierunku łóżka, na którym chwilę później usiadły. – Nie wyjdę stąd, dopóki wszystkiego mi nie opowiesz.
Erica patrząc na dziewczynę tylko pomyślała, co za kretynka! Jak ja z nią wytrzymam!


Dzielnica willowa La Merced, Bogota, 1 lipiec 2010
Juan Rodriguez przez całe lata swojej pracy jako agent nieruchomości nie pamiętał czasu, kiedy mu się zdarzyło nie sprzedać jakiegoś domu albo mieszkania. Chyba tylko na początku swojej kariery. Później już nigdy, aż do teraz. Od bardzo dawna próbował sprzedać dom jednego ze swoich klientów, Marco Domeqa. Niestety bez skutku. Nawet niska cena nikogo nie skusiła. Nikt, kto wiedział kim jest Lorenzo Romero, nie chciał mieszkać w jego bliskim sąsiedztwie. Miał nadzieję, że chociaż teraz transakcja dojdzie do skutku. Poprzedniego dnia odebrał telefon od osoby zainteresowanej wynajęciem domu. Był to jakiś mężczyzna, obcokrajowiec jak zorientował się po akcencie. Prawdopodobnie Peruwiańczyk. Chciał przez parę miesięcy razem z żoną i teściem zamieszkać w spokojnej okolicy. Dzielnica La Merced niewątpliwie do takich należała, nie licząc oczywiście sąsiadów, ale wiedział, że Lorenzo nie jest taki głupi, aby zakłócać porządek. Policja miała na niego oko.
Juan usłyszał dźwięk silnika samochodu, więc szybko wyszedł na spotkanie. Na placu, przed domem stało luksusowe auto, z którego wyszła nieprawdopodobnie piękna kobieta. Jej lśniące blond włosy rozwiał wiatr, odsłaniając jej pogodną twarz. Towarzyszył jej ciemnowłosy mężczyzna, ubrany w elegancki, biały jak śnieg garnitur. W sposób jaki trzymał kobietę za rękę domyślił się, że jest to jej mąż. Co za szkoda, pomyślał Juan. Chwilę później kierowca wypuścił jeszcze jedną osobę, siedzącą na tylnym siedzeniu. Był to starszy mężczyzna podpierający się laską. Powolnym krokiem zbliżył się do pary małżonków.
– Pedro Rojos, jak sądzę? – zapytał agent młodego mężczyznę, spoglądając w swoje notatki.
– Tak. A to moja żona Amanda.
– Miło mi. – Kobieta podała mu dłoń, którą on delikatnie ucałował. – Mój ojciec Fernando.
Juan przywitał się z mężczyzną. : – Może obejrzymy dom? – Zaproponował.
– Z miłą chęcią.
Wszyscy weszli do okazałej i budzącej zachwyt rezydencji. Juan zaczął oprowadzać ich po wszystkich pokojach, począwszy od parteru a skończywszy na ostatnim piętrze. Zajęło im to ponad godzinę. Widząc ich twarze wiedział, że dom się im bardzo podoba. Spędził już tyle lat w tej branży i znał się na tym jak nikt inny.
– I co państwo o tym sądzą? – zapytał.
– Wspaniałe – odrzekł Pedro Rojos z wyraźnym peruwiańskim akcentem. Jego żona uśmiechnęła się jakby na potwierdzenie jego słów. – Tylko cena. Wydaje mi się, że jak na taki dom jest zbyt niska.
Juan Rodriguez powoli przełknął ślinę. Nie mógł wyznać prawdy, że nikt tu nie chce mieszkać, że względu na sąsiedztwo. Byli oni obcokrajowcami i na pewno nie wiedzieli kim jest Lorenzo Romero.
To moja ostatnia szansa, pomyślał a potem powiedział :
– Mojemu klientowi zależy na czasie. Zdaje sobie sprawę, że z większą ceną byłoby mu trudno kogoś znaleźć. Zresztą jest człowiekiem zamożnym i nie zależy mu tak bardzo na pieniądzach. Ważniejsza jest dla niego sprzedaż albo wynajęcie domu odpowiednim osobom, a państwo wydają się takimi być.
– Dziękuję bardzo za zaufanie. – Omiótł wzrokiem pomieszczenie. – Właśnie czegoś takiego szukaliśmy. – Spojrzał na swojego teścia, który podszedł do okna i spojrzał w górę.
– Tato, bardzo lubi wieczorami spoglądać w niebo na gwiazdy. Jest astronomem – odrzekła Amanda dołączając do starszego mężczyzny. Spostrzegając dom naprzeciwko zapytała: – A czyja jest ta przepiękna willa?
– Lorenza Romero. Jest biznesmenem. To bardzo spokojni ludzie i bezkonfliktowi...
– Wierzę panu na słowo – przerwał mu Pedro Rojos. – Czy możemy podpisać umowę?
– A są państwo zdecydowani? – Nie wierzył w swoje szczęście Juan Rodriguez.
– Jak najbardziej. Pieniądze ma mój kierowca, w gotówce, tak jak się umawialiśmy przez telefon. Może zejdziemy na dół sfinalizować naszą umowę.
– Oczywiście.
– Poczekaj tu na mnie, kochanie. – Powiedział do kobiety a potem razem z agentem wyszli.
Po kwadransie mężczyzna wrócił, trzymając w ręku umowę. Przez chwilę cała trójka stała w milczeniu patrząc przez okno na samochód Juana Rodrigueza, który wyjeżdżał z podjazdu. Kiedy auto całkowicie zniknęło z ich oczu, kobieta dotknęła ręką głowy i szybkim ruchem ściągnęła perukę. Jej długie ciemne włosy rozsypały się na ramionach.
– Uff, myślałam, że dłużej nie wytrzymam.
– Chyba nie było tak źle? – Uśmiechnął się mężczyzna.
– Następnym razem to ty ją założysz, Ricardo. Wtedy porozmawiamy! – rzuciła.
– Uspokójcie się! – Pierwszy raz odezwał się mężczyzna im towarzyszący. – Nie przyjechaliśmy tutaj na pogaduszki. – Umilkł na chwilę. Podszedł do okna i spojrzał na sąsiednią posiadłość. – Spokojni i bezkonfliktowi. Uwierzyłby kto!
– To co teraz robimy, szefie? – zapytała Alma.
– Musimy się tu jakoś urządzić, wiecie o co mi chodzi. Ten pokój będzie odpowiedni, żeby tutaj zrobić Centrum Dowodzenia. Ricardo ty się tym zajmiesz. A dla ciebie mam inne zadanie. – Spojrzał na swoją podwładną. – Do ciebie będzie należało urządzenie innych pokoi. Nic nie może wzbudzić niczyich podejrzeń. Wszyscy mają uwierzyć, że tutaj mieszkają Pedro Rojos z żoną i teściem.
– Zajmę się tym. Możesz na mnie liczyć – odrzekła Alma. Jej myśli nagle pobiegły w innym kierunku. – Ciekawe jak sobie radzi Erica – zastanowiła się głośno.
– Na pewno lepiej od nas. Nie zapominaj, że jest niezłą aktorką. – Marcos uśmiechnął się szeroko. – Dozna szoku, kiedy się dowie kim są jej nowi sąsiedzi.


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 23:58:22 12-11-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 23:53:34 12-11-10    Temat postu:

Dobry odcinek

A więc Erica coraz bardziej poznaje swój pałac Trafiła do własnego pokoju i nie pozwoliła służącej rozpakować swoich bagaży Musi być ostrożna i takowa jest Wie, że Roxana straciła matkę w wieku czternastu lat. Znalazła tez jej pamiętnik. Nagle pojawiła się jej zwariowana przyjaciółka Valeria, która chce wiedzieć wszystko o jej wypadzie. Trzeba ją będzie jakoś znieść

Juan Rodriguez sprzedał za niską cenę piękną willę w pobliżu willi Lorenza Romero. Trójką nabywców okazali się nasi przemili i genialni policjanci Zabawna scena, ale wiesz jak to rozegrać aby było ciekawie i wiarygodnie. Teraz stróże prawa będą mieli Lorenza na wyciągnięcie ręki. Jednak i tak najważniejszym ogniwem całej operacji jest Erica

Czekam na newik i pozdrawiam


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 23:59:56 12-11-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 3 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin