Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Pogarda, duma i miłość" ODCINEK 22
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 9:06:47 13-09-11    Temat postu:

Odcinek świetny! Akcja na polowaniu jest super napisana..
William jest coraz bliżej zdobycia serca E. i jak się okazuje także jej ręki
czekam niecierpliwie na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:44:17 24-09-11    Temat postu:



Z samego rana pan Reliance spotkał się w gabinecie ze swym synem.
- Matka mówiła, iż chciałeś ze mną porozmawiać.- odezwał się Alistair, zajmując krzesło wskazane mu przez ojca.
- Owszem.- potwierdził Johnathan, spoglądając na syna.- Mamy z twą matką pewne plany względem Elizabeth. Myśleliśmy, iż rosądnym byłoby wydanie ją za hrabiego Williama Swanna.- powiedział po chwili.
- Wybacz ojcze mą bezczelność, lecz czy nie postradałeś zmysłów?- uniósł się gniewem panicz Reliance.- Hrabia Swann to nieodpowiedzialny, wieczny kobieciarz i hulaka. Nie pozwolę, by Lizzie jakkolwiek z nim wiązać.- dodał ostrzegawczo.
- Rozumiem, lecz jestem zdania, iż swymi czynami udowodnił dostatecznie swą przemianę.- odrzekł mu ojciec.- Poza tym jest o wiele lepszym kandydatem niż na przykład pan Midwall.- zaznaczył, unosząc brwi ku górze.- Hrabia Swann jest od niego bogatszy, przystojniejszy i młodszy. Na dodatek wygląda na to, że nie tylko on jest zainteresowany Lizzie, ale także ona nim.- dodał.
- Skąd wysnułeś ojcze tak absurdalny wniosek?- spytał z oburzeniem Alistair.- Elizabeth nigdy nie obdarzyłaby względami człowieka o takiej reputacji.- zapewnił.
- Twa matka to zauważyła, a jak sam wiesz, potrafi ona wyczytać całą prawdę z czyichś oczu, gestów, a nawet sposobu mówienia. Zawsze pierwsza wie, kto jest w kim zakochany.- przypomniał mu Johnathan.- Dlatego też nie mogła tu zajść pomyłka.- stwierdził pewnie, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Ach tak... Rozumiem.- westchnął.- W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak zaakceptować Waszą decyzję.- poddał się wreszcie.- Ale jeśli on skrzywdzi Lizzie, wyzwę go na pojedynek i zabiję.- dodał gniewnie.
- Alistair, nawet o tym nie myśl.- zbeształ go pan Reliance, złowrogo marszcząc czoło.- A jeśli to Ty zginiesz? Jesteś moim jedynym synem, pierworodnym... Kto przejąłby interesy po mojej śmierci? Pomyślałeś o tym?- zwrócił się do niego z wyrzutem.- A Twoja matka i siostra? Myślisz, że były by szczęśliwe?- zapytał, spoglądając mu prosto w oczy.
- Przepraszam, ojcze.- odrzekł Alistair skruszony, wstając i lekko kłaniając się mu.- Obiecuję, iż nie uczynię nic niemądrego.- przyrzekł, kładąc rękę na sercu.- I postaram się być miłym dla hrabiego Swanna.- dodał na koniec.

Przez kolejne dwa miesiące Elizabeth jakimś dziwnym trafem, co chwilę spotykała hrabiego Swanna. Czy to na spacerze, w operze, czy w teatrze, ciągle widziała jego. Wydało jej się to podejrzane, więc postanowiła wypytać o to matkę.
- Mamo, chciałabym Cię o coś zapytać.- zwróciła się do niej, kiedy siedziały razem na tarasie, popijając herbatę.
- Słucham, skarbie.- odrzekła Margareth, a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
- Ostatnio, gdziekolwiek się nie wybierzemy, zawsze spotykamy hrabiego Swanna. Czy masz z tym coś wspólnego?- spytała, spoglądając na matkę podejrzliwie.
- Ja?- powiedziała pani Reliance, udając zdziwioną.
- Mamo...- Elizabeth zmrużyła gniewnie oczy.
- A nawet jeżeli, to co w tym złego?- spytała Margareth, rozkładając ręce.- Dobrze wiem, Lizzie, że żywisz do niego pewne uczucie...- zaczęła, obserwując reakcję córki. Gdy ta chciała coś powiedzieć, powstrzymała ją gestem ręki.- I nie zaprzeczaj, bo ja nigdy się nie mylę w tej kwestii.- dokończyła.
- Ech, masz rację, mamo...- poddała się Elizabeth.- Nawet nie wiesz, jak nienawidzę siebie za to, że dałam mu się uwieść.- dodała ze smutkiem.
- I nie powinnaś, Lizzie. Kochanie kogoś nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie.- odrzekła Margareth, poważniejąc.- Wraz z ojcem uznaliśmy, że hrabia Swann jest godnym kandydatem do Twej ręki. Swoim zachowaniem dostatecznie udowodnił, iż się zmienił.- poinformowała ją.- Jeśli chciałabyś go na męża, masz naszą aprobatę.- dodała z uśmiechem.
- Naprawdę?- spytała panienka Reliance z niedowierzaniem. Nie była w stanie ukryć swej radości z tego powodu.
- Tak, Lizzie.- potwierdziła pani Reliance.- Jeśli jednak masz nadal jakieś wątpliwości, opowiem Ci pewną historię z mojego życia.- mówiła dalej, a jej wzrok stał się nieobecny, jakby wędrowała do przeszłości.- Masz ogromne szczęście, iż pokochałaś kogoś z arystokracji. Ja...- urwała, wbijając wzrok w podłogę.- Mnie Bóg nie obdarzył taką łaską.- dokończyła po chwili.
- Jak to?- zdziwiła się Elizabeth.- To znaczy, że nie kochałaś taty?- spytała.
- Na początku nie, ale po paru latach ślubu go pokochałam... Chociaż nie wiem, czy można to nazwać miłością...- zamyśliła się chwilę.- To raczej coś na kształt mocnego przywiązania, podziwu i szacunku do jego osoby.- wyjaśniła.- Jest to jedynie niepełny substytut miłości, ale mi wystarcza całkowicie.- dodała z uśmiechem.
- Ach, rozumiem.- odrzekła Lizzie, słuchając uważnie słów matki.
- Zanim poznałam Johnathana Reliance'a, byłam zakochana, z wzajemnością, w lokaju o imieniu Edward.- rozpoczęła swą opowieść.- Kiedy się poznaliśmy miałam szesnaście lat, on dziewiętnaście. Przeżyłam z nim cudowne dwa lata tajemnych schadzek, pocałunków w ukryciu, listów miłosnych i spojrzeń, których znaczenie znaliśmy tylko my dwoje.- mówiła z zapartym tchem.- Ale potem rodzice przedstawili mi Johnathana Reliance'a, mojego narzeczonego, odpowiedniejszą partię dla panny z wyższych sfer, na dodatek kuzynki króla.- westchnęła na to wspomnienie.
- Czy nie mogłaś uciec z Edwardem?- spytała ponownie Elizabeth, poruszona historią matki.
- Oczywiście, że mogłam.- powiedziała Margareth z uśmiechem.- Edward namawiał mnie na to gorąco, ale...- przerwała, wzdychając.- Kiedy wyobraziłam sobie życie z nim, z dala od mojej rodziny, w ubóstwie, wyklęta przez matkę i ojca... Nie mogłabym tego znieść.- kontynuowała dalej.- Prawda jest taka, że nie potrafiłabym odnaleźć się w jego świecie. Musiałabym ciężko pracować, zrezygnować z noszenia pięknych sukien, używania drogich perfum, chodzenia na bale...- wymieniała, błądząc wzrokiem gdzieś daleko.- Poza tym, jako posłuszna córka, musiałam spełnić oczekiwania rodziców. Byłam raczej rozsądna, niż romantyczna, więc wybrałam Johnathana. Edward uszanował moją decyzję. Był nawet na naszym ślubie. Wtedy widziałam go po raz ostatni. Następnego dnia wyjechaliśmy do centrum Londynu.- zakończyła.
Elizabeth nic nie odpowiedziała. Siedziała, patrząc przed siebie, i myśląc o tym, co powiedziała jej matka.

Po południu William wybrał się na przejażdżkę konną. Miał wiele rzeczy do przemyślenia. Przede wszystkim to, że ostatnio wszędzie spotykał panienkę Reliance, i miał przeczucie, iż to jej matka aranżuje te "przypadkowe" spotkania. Ucieszyła go ta myśl, ale wiedział, że nie powinien dzielić skóry na niedźwiedziu.
Kiedy przejeżdżał niedaleko lasu, na pobliskiej łące zauważył Junonę, klacz panienki Reliance. Ona sama siedziała nieopodal, na tym samym obalonym pniu drzewa, przy którym spotkali się pierwszy raz. Podjechał bliżej, zeskoczył z konia i powoli usiadł obok niej.
Elizabeth aż podskoczyła, wyrwana z zamyślenia. Ujrzawszy Williama, chciała wstać i odejść, ale hrabia złapał ją za rękę, sadzając z powrotem.
- Proszę, niech panienka nie odchodzi.- powiedział, spoglądając na nią.
- Ja... Ostatnio myślałam bardzo dużo o panu...- zaczęła niepewnie.
- Elizabeth...- wymówił jej imię z niezwykłą czułością.- Chcę jedynie wiedzieć, czy mam u panienki choćby niewielką szansę.- odrzekł, spoglądając na nią pytająco.
Wbiła wzrok w ziemię, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Tak, ma pan szansę. Dużą szansę.- wyznała w końcu. W tamtej chwili ogromny kamień spadł jej z serca.- Kocham pana, chociaż tak długo chciałam zaprzeczać swoim uczuciom. Przepraszam... Pewnie raniłam pana moją pogardą wobec pańskiej osoby...- mówiła, spoglądając na niego niepewnie.
- Po pierwsze, mów mi William, a po drugie... Nie masz za co przepraszać. Zasłużyłem sobie.- odrzekł. Widząc, że panienka Reliance chce zaprzeczyć, położył jej palec na ustach.- Nie zaprzeczaj. Taka jest prawda.- westchnął.- Popełniłem w swoim życiu wiele niewybaczalnych grzechów, i wiem że nie zasługuję na Ciebie, ale...- urwał.- Nie zwykłem przejmować się czyimś zdaniem, nawet Boga.- dokończył, gładząc jej policzek. Potem ukląkł, kładąc dłoń na sercu.- Panno Elizabeth Swann, kocham panią całym sercem, i uroczyście obiecuję, iż będę Ci wierny do końca moich dni.- przysiągł.
Elizabeth wstała, ujęła jego dłoń, by on również wstał. Potem ich usta złączyły się w subtelnym pocałunku.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 14:32:39 25-09-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:24:21 26-09-11    Temat postu:

Alistair martwi się o E., trudno mu pewnie uwierzyć w przemianę W.
Historia matki E. jest smutna, poświęciła swoje szczęście w imię zasad i luksusu. Na szczęście ostatecznie pokochała męża
Jeeeest! Nareszcie doczekałam się pocałunku między E. i W.
Czekam niecierpliwie na kolejny odcinek


Ostatnio zmieniony przez Aneta:) dnia 20:34:11 26-09-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:33:00 03-10-11    Temat postu:

Nareszcie udało mi się coś napisać... Mam nadzieję, że odcinek się spodoba



Nie minął nawet tydzień od tamtego dnia, a William udał się do rezydencji państwa Reliance, by poprosić o rękę panienki Elizabeth. Miał nadzieję, że przekonał ich do siebie. Jednak najbardziej martwiło go to, jak potraktowany zostanie przez Alistaira. Brat panny Reliance zawsze określał jasno swe stanowisko wobec hrabiego.
William zastukał kołatką w ogromne, dębowe drzwi. Otworzył mu lokaj.
- Witam pana, hrabio Swann.- skłonił się nisko.- W czym mogę pomóc?- spytał.
- Chciałbym porozmawiać z panem Johnathanem Reliance.- odrzekł William.
Lokaj poprowadził go w stronę gabinetu. Przechodząc obok salonu, hrabia dostrzegł Alistaira. On też go zauważył. W jego spojrzeniu nie było jednak nienawiści, czy pogardy- lecz nutka zainteresowania. Ucieszyło to Williama. Od razu poczuł się bardziej pewny siebie.
Siedział sam w gabinecie jakieś piętnaście minut, nim pojawił się pan Reliance. Przywitali się uściskiem dłoni, a potem usiedli naprzeciwko siebie.
- Jaką masz do mnie sprawę, młody człowieku?- spytał Johnathan, spoglądając na niego uważnie.
William wziął głęboki oddech.
- Chciałbym prosić pana o rękę panienki Elizabeth.- odrzekł, spoglądając niepewnie na pana Reliance.
- No nareszcie.- zaśmiał się lekko, słysząc jego słowa.- Oczywiście masz moją zgodę.- powiedział po chwili.- I nie martw się o Alistaira. Rozmawiałem z nim. Nie będzie więc czynić Ci żadnych przykrości. Byłbym niezwykle rad, gdybyście kiedyś się zaprzyjaźnili.- dodał.
William wstał i ukłonił się mu nisko.
- Dziękuję bardzo.- powiedział, prostując się.- Również mam nadzieję, iż pana syn zechce zostać mym przyjacielem.-
- Dobrze, więc teraz pozostaje Ci porozmawiać z Elizabeth. Możesz odejść.- zezwolił mu Johnathan.
Hrabia Swann skłonił się ponownie i ruszył w kierunku drzwi.
- Ach, i jeszcze jedno, panie hrabio.- zatrzymał go pan domu. William stanął i odwrócił się w jego stronę.- Tak jak moja żona, lady Moore, i wielu innych, wierzę w pańską przemianę...- zaczął, po czym westchnął, robiąc pauzę.- Mam nadzieję, iż moja wiara okaże się słuszna.- spojrzał na niego znacząco.- Jeśli zranisz Elizabeth, hrabio, konsekwencje będą nieuniknione. Wiesz zapewne, co wtedy uczyniłby Alistair. I choćbym nie wiem jak próbował go powstrzymać, on zapewne zrobi wtedy to, co jest jego obowiązkiem jako starszego brata.- mówił ze smutkiem.- Dlatego nie możesz mnie zawieść, Williamie.- dodał na koniec.
- Rozumiem. Obiecuję, że pana nie zawiodę.- odrzekł hrabia Swann, ponownie się kłaniając.
Potem opuścił gabinet, udając się do ogrodu, gdzie czekała na niego Elizabeth.

Dwa dni póżniej hrabia William Swann wyprawił wspaniałe przyjęcie, na którym miał zamiar ogłosić swe zaręczyny z panienką Reliance.
Ailyn, słysząc o tym, zdenerwowała się bardzo. Dekorując dom parę razy upuszczała różne rzeczy, nie potrafiąc skupić się na pracy.
Albert akurat przechodził obok, z tacą pełną zastawy.
- Co z Tobą?- spytał, kładąc tacę na pobliskim stole.
- Nic takiego. Po prostu nie spałam tej nocy zbyt dobrze.- odrzekła wymijająco Ailyn, wbijając wzrok w podłogę.
- Hmm...- zamyślił się lokaj, spoglądając na nią.- Chodzi o hrabiego, tak? Jesteś zazdrosna o to, że wybrał panienkę Reliance...- zgadł po chwili.
- Ależ skąd! Ja... nie...- zaprzeczyła, mocno kręcąc głową.
- Ailyn, wiem dobrze, że o to Ci chodzi.- skarcił ją pan Jenkins, po czym westchnął lekko.- Tak to jest na tym świecie. Arystokraci muszą wybierać sobie żony ze swego stanu. Gdyby hrabia chciał ożenić się z Tobą, całkiem zniszczyłby swoją i tak zszarganą opinię... Poza tym on kocha panienkę Elizabeth.- wyjaśnił.- Przykro mi to mówić, ale Ty byłaś tylko jedną z wielu kochanek... Oczywiście uważam, iż William postąpił karygodnie, wykorzystując Cię, ale czasu nie da się cofnąć...- powiedział ze smutkiem.- Dlatego musisz zapomnieć o paniczu dla własnego dobra.- poradził jej, po czym zajął się zastawą.

Pod wieczór do rezydencji Swannów zjechali okoliczni arystokraci, a także goście z centrum Cardiff. Lady Moore była chyba najbardziej radosną osobą na sali. Pamiętała dobrze wspaniałe bale, jakie organizował ojciec Williama, Arthur. Miała głęboką nadzieję, że i to przyjęcie dorówna tamtym swoją wspaniałością.
Pan Midwall stał pod ścianą, popijając wino. Spode łba obserwował Williama i Elizabeth, wirujących wspólnie na parkiecie. Widać było, że są szczęśliwi, co niezwykle działało mu na nerwy.
- Czemu akurat on?- mówił do siebie, zaciskając lewą dłoń w pięść. Wiedział, że musi szybko coś zrobić, aby nie dopuścić do ich ślubu. Rozważał wiele opcji. Pierwszą było podstawienie mu jego młodszej córki, Ofelii, ale była ona jeszcze dzieckiem, które raczej nie zainteresowało by hrabiego, lubiącego piękne kobiety. Drugim rozwiązaniem, najbardziej słusznym, wydawało się wyzwanie Swanna na pojedynek. Niestety, pan Midwall nie był tak dobrym strzelcem,jak William, dlatego też nie mógł pozwolić sobie na takie ryzyko.
Westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Miał nadzieję, iż zdąrzy wymyślić coś, co zapewni mu zwycięstwo.

Po wielu tańcach William poprosił wszystkich gości o uwagę. Potem, wraz z Elizabeth, stanął na środku sali.
- Chciałbym ogłosić, iż panienka Elizabeth i ja zaręczyliśmy się, oczywiście za zgodą jej rodziców i brata.- ogłosił, wskazując na państwa Reliance stojących nieopodal. Potem William sięgnął do kieszeni swego fraka, wyjmując prześliczny, złoty pierścionek ze sporym, szafirowym okiem.- Ten pierścionek należał do mej matki. Dostała go od mego ojca właśnie w dniu zaręczyn. Teraz ja daję go Tobie, Elizabeth.- powiedział, ujmując delikatnie jej dłoń, po czym powoli wsunął pierścień na palec narzeczonej.
Na sali rozległy się brawa i wesołe okrzyki na ich cześć. Następnie każdy z gości podszedł, by złożyć im gratulacje.
W tym samym momencie na środek sali wbiegła Ailyn.
- Stać! Stać!- krzyknęła.- Zanim ogłosicie zaręczyny, musicie się wszyscy o czymś dowiedzieć.- powiedziała, spoglądając na Williama.
Wzrok wszystkich osób na sali skierował się na służącą. Zapadła głęboka cisza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 18:50:04 08-10-11    Temat postu:

odcinek przeczytałam ale ostatnio nie mam czasu komentować także jutro napisze coś więcej :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:57:52 08-10-11    Temat postu:

Spoko
Rozumiem Cię doskonale...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:36:24 09-10-11    Temat postu:



- A więc co masz do powiedzenia?- spytał pan Reliance, spoglądając na Ailyn, marszcząc brwi.
- Ja jestem służącą hrabiego Swanna. Dwa miesiące temu zmusił mnie on, abym spędziła z nim noc. Wczoraj dowiedziałam się, że jestem w drugim miesiącu ciąży...- odrzekła.
Wśród gości dało się usłyszeć szmer.
- William... Jak mogłeś...- spoliczkowała go Elizabeth.
- Ale to, co ona mówi, to nieprawda... Owszem, spędziłem z nią noc, ale to było pięć miesięcy temu, zanim Cię poznałem...- tłumaczył się hrabia.
Jednak panienka Reliance oddała mu pierścionek, odwróciła się i wyszła, a tuż za nią jej rodzice.
- Zostałeś ostrzeżony, obiecałeś i nie dotrzymałeś słowa. Pożałujesz tego.- syknął Alistair i również opuścił dom. W jego ślady poszła większość gości.
Jedynie lady Moore pozotała na parkiecie.
- O co tu chodzi?- spytała zdezorientowana.
Ailyn rozpłakała się i wybiegła z sali, w stronę pokoi dla służby.
Albert podszedł do swego pana, a jego surowy wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego.
- Williamie, powiedz, ale szczerze, czy to, co powiedziała, jest prawdą?- zapytał surowym tonem.
- Przysięgam, że po tamtej nocy, która miała miejsce pięć miesięcy temu, nie tknąłem jej ani razu.- zapewnił hrabia Swann, kładąc rękę na sercu.
- Ech, cóż... Czuję, że nie kłamiesz, paniczu.- westchnął Albert.- Niestety to, że Ailyn jest w drugim miesiącu ciąży, to prawda. Byłem z nią wczoraj u lekarza, bo zemdlała. Nie chciała mi powiedzieć, kto jest ojcem...- urwał.
- Ale jeśli to nie William, to kto?- spytała lady Moore.
- Albercie, czy mógłbyś dowiedzieć się, z kim Ailyn się spotykała?- poprosił hrabia Swann.- Nie chcę stracić Elizabeth z powodu kłamstw zazdrosnej służącej. Boże, gdybym wiedział, do czego jest zdolna, to w ogóle bym z nią nie zaczynał.- dodał załamany.
- Moim obowiązkiem jest to uczynić. Obiecuję, iż oczyszczę Twe imię, hrabio.- odrzekł pan Jenkins, kłaniając się lekko, po czym opuścił salę.

Elizabeth płakała przez całą noc. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało na przyjęciu.
Kiedy William jej się oświadczył, była naprawdę szczęśliwa. Spełniło się to, o czym marzyła od kiedy go poznała- miała zostać panią Swann.
I wtedy właśnie do jej snu wdarła się ta służąca, Ailyn. Słowa tej dziewczyny wbiły się w serce Elizabeth niczym szpony. Ale najgorsza była myśl, że William ją zdradził, i to po tym jak ją poznał, adorował, udawał zakochanego... Myślała, że on naprawdę się zmienił.
- Od samego początku miałam rację... Ludzie się nie zmieniają. Kto był kobieciarzem, zostanie nim na zawsze.- stwierdziła, zakrywając twarz kołdrą.

Następnego dnia, kiedy William odpoczywał na tarasie, po powrocie ze spotkania z pracownikami należącego do niego tartaku, jeden z lokaji przyniósł mu pocztę. Albert wziął wolne, by zbadać sprawę Ailyn, więc zastępował go młody, 20 letni chłopak o imieniu Steven.
William znudzony przeglądał listy, aż natrafił na ten, którego najbardziej się obawiał. Było to wyzwanie na pojedynek od Alistaira Reliance.


"Wyzymam hrabiego Williama Swanna na pojedynek na śmierć i życie, w sprawie uszczerbku czci mej siostry, Elizabeth.
Bronią będą proste pistolety, po obu stronach ma znajdować się dwoje sekundantów.
Będę czekał na pana dnia 20 września 1541 roku, na łące pod lasem, niedaleko rezydencji pana George'a Midwall'a.

Alistair Reliance."


Zmiął kartkę, zaciskając powieki. Wiedział, że nie może dopuścić do tego pojedynku. Miał jedynie trzy dni, aby to zrobić.
Pojedynek z pewnością będzie wyrównany, ponieważ zarówno panicz Reliance, jak i on, byli wybitnymi strzelcami. William nie chciał jednak ani sam zginąć, ani zabić brata Elizabeth.
Westchnął ciężko. Nagle usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i ujrzał lady Katherine Moore. Wstał, kłaniając się jej i składając pocałunek na dłoni.
- Jakże się miewasz, hrabio?- spytała, siadając na fotelu obok niego.
- Szczerze mówiąc, to źle.- odrzekł, osuwając się na swój fotel.- Mam nadzieję, że Albert wyjaśni tę sprawę, nim przyjdzie mi pojedynkować się z bratem panienki Reliance.- dodał.
- Słucham?- spytała lady Moore zaskoczona słowami hrabiego.
William podał jej list Alistaira.
- Panicz Reliance wyzwał mnie na pojedynek.- powiedział.
- 20 września... To za trzy dni...- stwierdziła ze smutkiem.
- Tak, niestety.- westchnął.- Cała nadzieja w Albercie.-
- A pan Johnathan? Czy nie może powstrzymać swego syna? Wydaje mi się, iż nie chciał, by Alistair z kimkolwiek się pojedynkował. To jego pierworodny, dziedzic całego majątku...- przypomniała lady Moore, oddając mu list.
- I zapewne próbował go odwieść od tego zamiaru. Ale, jak mi to powiedział w dniu, kiedy prosiłem o rękę Elizabeth, nie zawsze jest w stanie zapanować nad jego porywczością... Z resztą pewnie zgadza się z nim. W końcu zraniłem jego córkę.- wyjaśnił hrabia Swann ze smutkiem.
Lady Katherine zamilkła, wpatrując się horyzont.

George Midwall ledwie mógł ukryć swą radość, kiedy usłyszał słowa służącej hrabiego. Świętował to wydarzenie, zapraszając swego przyjaciela, hrabiego Butlera.
- Nigdy nie przypuszczałem, iż aż tak dopisze mi szczęście. Martwiłem się, że już straciłem szansę na zdobycie ręki panienki Reliance, a tu taka niespodzianka.- mówił podekscytowany Midwall, popijając whisky.
- Cóż, wydaje mi się, że to niezbyt dobry powód do świętowania...- odezwał się nieśmiało hrabia Butler.
- Może dla Williama Swanna nie, ale dla mnie to wspaniały powód. Andrew.- zwrócił się do przyjaciela.- Uzyskałem szansę i nie zmarnuję jej. Jutro po południu odwiedzę panienkę Elizabeth.- postanowił, spoglądając na płomienie tańczące w kominku.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 19:47:21 09-10-11, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:41:29 09-10-11    Temat postu:

Co do odcinka 15:
W. wreszcie odważył się poprosić o rękę E.
Żal mi jednak Aylin i przeczuwałam, że coś wymyśli, żeby tylko przeszkodzić zakochanym
Właśnie przeczytałam odcinek 16 i... wiedziałam!!! Po prostu wiedziałam! A. mówi o ciąży! Biedna E.... Jestem ciekawa pojedynku więc wstaw za nie długo nowy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:06:44 10-10-11    Temat postu:

Ok, postaram się
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:34:43 23-10-11    Temat postu:

Potwierdzając to co już napisałam u siebie kochana - jestem!
Wiem, że długo musiałaś czekać na mój komentarz, ale ciężko z czasem ostatnio bywa, a ja mam wiele do nadrobienia. Właśnie - jak nadrobię zaległości, to wrzucę lepszego koma. Na razie tyle
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:24:11 25-10-11    Temat postu:

Dzięki...
Będę w takim razie czekać niecierpliwie, bo interesuje mnie niezwykle Twoja opinia...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 3:22:25 12-11-11    Temat postu:

Wybaczcie, że tak krótko, ale ostatnio weny brak...

Nowa postać:

Chris Rock jako Anoki(23l.)- znajomy Ailyn, pracuje w zakładzie szewskim.



Albert dotarł do rodzinnej wioski Ailyn. Miał nadzieję, że tam znajdzie odpowiedź na nurtujące go pytanie- kto jest ojcem jej dziecka?
Naprawdę chciał wierzyć Williamowi. Wyczuwał także, kiedy jego panicz kłamał, w końcu znał go od małego.
Z drugiej strony Ailyn również była dla niego jak córka. Obiecał jej matce, że będzie strzegł tej dziewczyny, i zawiódł. Młody hrabia ją wykorzystał.
Kiedy rozmawiał z nią po przyjęciu, trzymała się kurczowo swojej wersji. Pomyślał sobie, jak mogłaby okłamać jego, swojego opiekuna? To niemożliwe... Ale była również rozgoryczona odrzuceniem hrabiego, co z kolei mogłoby rozbudzić w niej pragnienie zemsty...
- Ech, nie wiem, co mam myśleć... Chciałbym wierzyć obojgu, ale któreś z nich na pewno kłamie.- mówił do siebie, idąc piaszczystą drogą, między niewielkimi, drewnianymi domami.
Był okropnie rozdarty. Darzył ojcowską miłością zarówno Williama, jak i Ailyn. Nie wyobrażał sobie nawet, co będzie, gdy dowie się, że któreś z nich kłamało.

Zasłonięte zasłony sprawiały, że cały pokój zalany był mrokiem. Elizabeth siedziała na łóżku, przykryta kołdrą. Mimo, że było już popołudnie, ona nadal miała na sobie koszulę nocną. Jej oczy czerwone były od płaczu, a włosy miała w totalnym nieładzie.
Nagle rozległo się pukanie, a potem drzwi się otworzyły. Do pokoju weszła Margareth, siadając na brzegu łóżka. Przygarnęła do siebie córkę, tuląc mocno do swej piersi.
- Lizzie... Nie możesz całego dnia spędzić zamknięta w ciemnym pokoju...- powiedziała, głaszcząc ją po głowie.
- Ale ja... Ja nie mam ochoty wychodzić... Chcę umrzeć...- zaniosła się szlochem Elizabeth.
- Przestań mówić takie okropne rzeczy.- skarciła ją matka, ujmując jej twarz w dłonie, tym samym zmuszając do spojrzenia na siebie.- Nie możesz dać mu satysfakcji... Jeśli naprawdę jest ojcem tego dziecka, nie jest wart Twoich łez. To tylko jeden z wielu zawodów miłosnych, jakie przeżyjesz.- wyjaśniła, po czym ponownie ją przytuliła.- Zejdź chociaż na obiad.- poprosiła.
- Dobrze, mamo.- zgodziła się Elizabeth, wstając z łóżka.
- Pomogę Ci się ubrać.- zaoferowała się Margareth, podchodząc do szafy i uchylając jej drzwi.

Prowadząc swoje dochodzenie, Albert dotarł do szewca Marcusa Andersa. Miał u niego pracować bliski przyjaciel Ailyn, chłopak imieniem Anoki.
- Szukam pana pracownika.- odezwał się pan Jenkins, wchodząc do zakładu pana Andersa.
- Którego? Mam ich trzech.- spytał szewc, na chwilę odrywając się od roboty.
- Anoki'ego.- odrzekł.
- Ma pan szczęście, że dziś to akurat on mi pomaga.- powiedział pan Anders, prowadząc go na zaplecze zakładu. Na małym stołku siedział tam wysoki, czarny chłopak, o szczupłej sylwetce i kręconych włosach. Wykańczał właśnie skórzany but.
- Anoki, zostaw na razie tą robotę. Masz gościa.- powiedział pan Anders.
- Dobrze.- odezwał się chłopak, odkładając but na pobliski stolik. Potem wstał, podchodząc do Alberta.
- Ja pójdę zająć się swoją robotą.- poinformował ich szewc i zostawił ich samych.
- Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc?- spytał chłopak.
- Nazywam się Albert Jenkins, jestem lokajem hrabiego Swanna. Ty masz na imię Anoki, tak? Podobno jesteś dobrym znajomym mej podopiecznej, Ailyn.- zagadnął.
- Owszem, znam ją bardzo dobrze. I wiem, że pracuje w rezydencji Swannów. O panu też słyszałem.- odrzekł Anoki.
- Przyszedłem tu, bo jest pewien problem z Ailyn...- zaczął Albert niepewnie.
- Co? Jaki? Jest chora?- przerwał mu zaniepokojony.
- Nie, nie o to chodzi. Ona po prostu jest w drugim miesiącu ciąży, i powiedziała, że ojcem jest hrabia Swann, przez co stracił on swą narzeczoną.- wyjaśnił Albert uspakajającym tonem.
- W drugim miesiącu ciąży?- powtórzył zszokowany Anoki, osuwając się na krzesło.

Następnego dnia, po południu, pan George Midwall udał się w odwiedziny do domu państwa Reliance. Kazał zerwać ze swego ogrodu najpiękniejsze róże i ułożyć w bukiet.
Kiedy był już na miejscu, zsiadł z konia, podszedł do drzwi i delikatnie zapukał. Otworzył mu lokaj, po czym zaprowadził go do ogrodu, gdzie spacerowała Elizabeth.
Podszedł do niej, wręczając róże.
- Witam, panienko Reliance. Chciałbym tym bukietem przywrócić uśmiech na Twej twarzy.- powiedział, uśmiechając się lekko.
Elizabeth spojrzała ze smutkiem na kwiaty, po czym oddała z powrotem w jego ręce.
- Niech mi pan wybaczy, ale nie mogę tego przyjąć.- powiedziała, nawet na niego nie spoglądając.- I proszę mnie nie adorować. Nigdy nie wyjdę za pana.- dodała, mijając go, po czym zniknęła między drzewami.
George był tak zszokowany tym, co się stało, że aż upuścił bukiet. Róże rozsypały się po kamiennym chodniczku, uwalniając ze wstążki, którą były związane.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 3:54:33 12-11-11, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:08:20 12-11-11    Temat postu:

Albert czuje się rozdarty... nie dziwie mu się ale coś czuję, że Anoki będzie w to wszystko zamieszany.
Żal mi E. ale nie powinna się poddawać i wierzyć na słowo kobiecie, której nie zna zamiast ukochanemu
Czekam na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:37:47 28-02-12    Temat postu:

Przepraszam za tak długą nieobecność, niedługo postaram się wstawić kolejny odcinek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:30:55 18-03-12    Temat postu:



Ailyn rozwieszała pranie na tyłach domu. Ciągle myślała o tym, co zrobiła na przyjęciu. Odczuwała wyrzuty sumienia, ale jednocześnie bała się wyznać prawdę.
Z zamyślenia wyrwał ją odgłos zbliżających się kroków. Po chwili ujrzała Alberta powoli zmierzającego w jej kierunku. Wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego. Cofnęła się do tyłu, gotowa do ucieczki.
- Ailyn, musimy poważnie porozmawiać.- odezwał się, spoglądając na nią nieco delikatniejszym wzrokiem.
- O co chodzi?- spytała drżącym głosem.
- Wiesz, kiedy Twoja matka oddawała Cię pod moją opiekę, miałaś 12 lat. Spojrzałem na Ciebie i od razu pokochałem. Byłaś dla mnie jak rodzona córka.- urwał, wzdychając ciężko.- Tak samo panicz Swann od zawsze był dla mnie jak syn. Jego zachowanie bardzo mnie raniło, także to, jak potraktował Ciebie.- mówił, co jakiś czas spoglądając na nią.- Kiedy zaczął się zmieniać ogarnęła mnie niewysłowiona radość. Widząc to, jak stara się o panienkę Reliance, wybaczyłem mu wszystko.- dodał.
- Przepraszam, ale do czego pan zmierza?- przerwała mu lekko zdezorientowana Ailyn.
- Moja droga.- westchnął, spoglądając na nią smutnym wzrokiem.- Już wyjaśniam.- zaznaczył.- Młodego hrabiego i panienkę Elizabeth połączyła prawdziwa miłość. Takiego uczucia nie wolno niszczyć nikomu, nawet Tobie.- dodał stanowczym tonem, spoglądając jej ponownie w oczy.
Ailyn spuściła wzrok czując narastającą panikę.
- Wiem, że skłamałaś. William nie jest ojcem dziecka, które nosisz pod sercem, prawda?- spytał Albert, ujmując ją za podbródek, zmuszając do spojrzenia mu w oczy.
Ailyn jednak uparcie milczała i uciekała wzrokiem na bok.
Pan Jenkins westchnął, puszczając jej podbródek i odwrócił się w stronę pobliskich drzew.
- Podejdź tu, Anoki!- zawołał.
Ailyn zwróciła wzrok w tamtą stronę. Na widok czarnoskórego chłopaka, który wyłonił się zza drzew nieomal zemdlała.
- Co Ty tu robisz?- spytała zdenerwowana.
- Pan Jenkins odnalazł mnie.- odrzekł Anoki.
- Zostawię Was samych.- powiedział Albert i oddalił się w stronę domu.
- Czy to prawda, że jesteś w drugim miesiącu ciąży?- spytał Anoki, spoglądając na nią smutnym wzrokiem.
- Tak, to prawda.- potwierdziła Ailyn, unikając spojrzenia na niego.
- Dlaczego skłamałaś, że to dziecko hrabiego Swanna?- spytał, marszcząc czoło.- Przecież dwa miesiące temu byłaś ze mną.- dodał.
- Anoki, ja...- zaczęła i urwała, nie mając pojęcia, co powiedzieć.
- Chcesz się na nim zemścić za to, że Cię wykorzystał i porzucił? Albo może zrobiłaś to z zazdrości?- dopytywał Anoki.
Ailyn jedynie spojrzała na niego zapłakanymi oczyma.
- Kocham Cię i chcę, abyśmy byli razem.- powiedział, tuląc ją do siebie.- Razem z naszym dzieckiem.- zaznaczył.- Za tydzień skończę naukę i będę mógł założyć swój warsztat. Mam już dom i pieniądze. Ożenię się z Tobą i zrobię wszystko abyś była szczęśliwa.- obiecał.- Wiem, że hrabia Cię skrzywdził, ale nie możesz niszczyć jego szczęścia.- dodał, gładząc ją po włosach.
- Masz rację. Przepraszam, postąpiłam okropnie. Naprawię to i wyznam wszystkim prawdę.- wyszlochała Ailyn, wtulając się w jego ramię.

Lady Katherine Moore siedziała w swoim gabinecie, wypełniając papiery. Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi. Potem uchyliły się i stanął w nich lokaj.
- Przybył Albert Jenkins wraz z dwoma osobami.- odezwał się, uprzednio lekko kłaniając.
- Przyprowadź ich do mnie.- poleciła mu lady Moore, odkładając papiery na bok.
Lokaj ponownie się skłonił i zniknął za drzwiami.
Po parunastu minutach powrócił, prowadząc pana Jenkinsa, Ailyn i jakiegoś czarnoskórego chłopaka. Potem oddalił się, zostawiając ich samych z panią domu.
- Witaj, Albercie. Miło mi Cię widzieć.- odezwała się lady Moore, obdarzając każdego z gości serdecznym uśmiechem.- Widzę, że jest tu również panienka Ailyn.- dodała.
- Mi również miło panią zobaczyć.- skłonił się nisko Albert.- Owszem, to moja podopieczna, Ailyn. A ten młodzieniec stojący obok niej, to Anoki, jej przyjaciel.- przedstawił chłopaka stojącego obok.
- Zapewne masz do mnie jakąś sprawę.- odgadła lady Katherine, zapraszając ich gestem, aby usiedli. Albert zajął miejsce naprzeciwko lady Moore, a Anoki i Ailyn usiedli na niewielkiej sofie znajdującej się przy ścianie.
- Właściwie to nie ja mam do pani sprawę, lecz ma podopieczna.- odrzekł pan Jenkins, spoglądając znacząco na Ailyn. Lady Katherine również przeniosła na nią swój wzrok.
- A więc słucham.- zwróciła się do niej.
Dziewczyna wstała, nerwowo poprawiając sukienkę.
- Chciałam powiedzieć, że ojcem dziecka, które noszę, jest Anoki, a nie hrabia Swann.- wyznała w końcu.- Postąpiłam podle i chcę, aby pani powiadomiła wszystkich o tym, jaka jest prawda. Napisałam nawet oświadczenie.- dodała, spoglądając na nią prosząco, po czym podała jej arkusik papieru.
- Ailyn, dziękuję iż wyznałaś prawdę.- odrzekła lady Moore z wyraźną ulgą, biorąc do ręki kartkę.- Oczywiście spełnię Twoją prośbę. Zaraz napiszę listy w tej sprawie i polecę memu lokajowi, aby rozniósł je po okolicznych domostwach.- zapewniła z uśmiechem.
- Dziękuję.- powiedziała Ailyn, kłaniając się nisko.
- Nie ma za co, dziecinko.- zwróciła się do niej z czułością lady Moore.- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa.- mówiła dalej.- A ty, Anoki.- spojrzała na chłopaka, który natychmiast zerwał się na nogi.- Dbaj o nią.- dokończyła, posyłając mu uśmiech.
- Przyrzekam, iż będę o nią dbał najlepiej, jak się da.- odrzekł, kładąc rękę na piersi.
- W takim razie możemy wracać.- odezwał się Albert.
Kiedy goście opuścili gabinet, lady Moore od razu wzięła się za pisanie.

Pani Reliance siedziała w salonie, przeglądając pocztę. Większość listów adresowana była do jej męża i, sądząc po nazwiskach nadawców, dotyczyły interesów.
Nagle natrafiła na kopertę zapisaną pięknym pismem lady Katherine Moore. Zastanawiała się nad treścią listu, który wysłała. Margareth czuła jednak, iż musiała napisać coś ważnego. Jako że był on zaadresowany do całej rodziny, powiadomiła poprzez lokaja, pana Reliance, Alistaira oraz Elizabeth. Wkrótce wszyscy pojawili się w salonie.
- Przepraszam, że odrywam Was od zajęć, ale lady Moore napisała do nas list. Przeczytam go więc.- zwróciła się do nich, po czym otworzyła delikatnie kopertę, używając nożyka, wyjęła arkusik papieru, rozłożyła i zaczęła powoli czytać.

"Szanowni Państwo Reliance, droga panienko Elizabeth, panie Alistairze,
Piszę do Was, by przekazać ważną wiadomość. Dziś koło południa odwiedził mnie lokaj hrabiego Swanna wraz z jego służącą, Ailyn, oraz pewnym młodzieńcem imieniem Anoki. Służąca wyznała prawdę na temat swej ciąży- to nie William Swann jest jej sprawcą, lecz ów Anoki. Dlatego też oczyszczam z winy młodego hrabiego, i z radością witam go po raz wtóry wśród towarzystwa.
Jeśli jednak któreś z Was nie daje wiary spisanym przez mą rękę słowom, niechże mnie odwiedzi, posiadam bowiem oświadczenie, jakie dała mi Ailyn.
Mam nadzieję, że i Wy radujecie się, wiedząc iż hrabia William Swann jest niewinny.

Z poważaniem,
Lady Katherine Moore."

Wszyscy słuchali w skupieniu. Kiedy pani Reliance zamilkła, składając list z powrotem na pół, Elizabeth zerwała się na równe nogi.
- Mamo, pokaż mi, proszę, ten list, bo nie uwierzę, że to prawda.- zwróciła się do Margareth. Ta spełniła jej prośbę.
Dostawszy list do swych rąk, panienka Reliance od razu zatopiła w nim swój wzrok. Jej oczy zaszkliły się od łez, mimo że serce wypełniła niewysłowiona radość.
Alistair przyglądał się siostrze, a Johnathan tkwił w zamyśleniu. Margareth usiadła obok niego.
- Cóż, w takim razie wiesz, co powinieneś zrobić.- zwrócił się do syna pan Reliance.
Alistair jedynie potwierdził skinieniem głowy. Czuł się naprawdę głupio, bo tak łatwo uwierzył w oskarżenia przeciwko hrabiemu, i bez namysłu wyzwał go na pojedynek. Wstał, powiadamiając wszystkich, że idzie do Williama, aby odwołać pojedynek i przeprosić.
- Mogę jechać z Tobą?-poprosiła brata Elizabeth.
- Ależ naturalnie, Lizzie. W końcu to Twój narzeczony.- odrzekł z lekkim uśmiechem, pomagając siostrze wejść do powozu.

William szedł właśnie do gabinetu swego ojca, by podpisać parę ważnych dokumentów. Jego myśli krążyły wokół pojedynku z Alistairem Reliance, który miał się odbyć nazajutrz. Wynajął już sobie sekundantów i przygotował najlepszy pistolet. Wynik tego pojedynku mógł być naprawdę różny- zarówno William, jak i młody pan Reliance wybornie strzelali.
- Paniczu.- usłyszał za sobą głos pana Jenkinsa. Odwrócił się i prócz niego ujrzał Ailyn wraz z jakimś czarnoskórym chłopakiem.
- Słucham.- odrzekł, marszcząc lekko czoło.
Albert odchrząknął, spoglądając znacząco na Ailyn. Ta od razu podeszła bliżej, pochylając przed Williamem głowę.
- Panie hrabio, przepraszam.- zaczęła nieśmiało.- To, co powiedziałam na balu było kłamstwem. Anoki jest ojcem mojego dziecka.- wyznała, ukradkiem ocierając łzy.- Ale niech się pan nie martwi, ja powiedziałam już prawdę lady Moore, i ona obiecała rozesłać wszystkim listy z wyjaśnieniami.- dodała, na chwilę spoglądając na niego.
- Ailyn...- westchnął William.- Dziękuję Ci, żeś to uczyniła.- odrzekł, odczuwając wyraźną ulgę.- Wiem, iż miałaś powód, by to wszystko zrobić. Zraniłem Cię i również winien Ci jestem przeprosiny.- spojrzał na nią.
- Mimo to nie powinnam tak się mścić.- odpowiedziała, ponownie schylając głowę.- Jeszcze dziś się stąd wyniosę do Anoki'ego.- poinformowała.
- Oczywiście.- hrabia skierował wzrok na czarnoskórego chłopaka.- Dostaniesz więc stosowną odprawę.- dodał.
- Mam pieniądze, niedługo zbuduję własny warsztat, dlatego uważam, że to zbędne.- odezwał się Anoki, patrząc hrabiemu Swannowi w oczy.
- Rozumiem, że nie chcesz moich pieniędzy, ale należą się one Ailyn za lata jej służby.- odrzekł William, również na niego spoglądając.- Mam również dla Ciebie kolejną propozycję. Jestem w posiadaniu pewnego budynku znajdującego się w centrum Twojej dzielnicy. Z chęcią bym Ci go podarował, ale wiem, że się na to nie zgodzisz, prawda?- spytał.
- Zapłacę za niego.- potwierdził jego słowa Anoki.
- Dobrze. Przyjdź do mnie jutro w tej sprawie.- zgodził się hrabia, po czym skierował wzrok na swego lokaja.- Albercie, wypłać Ailyn właściwą kwotę ze schowka znajdującego się w moim gabinecie.- zwrócił się do niego, podając mu klucz.- Ja muszę udać się do domu państwa Reliance.- dodał, zostawiając ich na korytarzu.

William właśnie wyszedł na ganek, kiedy przed jego dom zajechał powóz, z którego wysiadł Alistair Reliance. Podszedł do niego powoli, cały czas patrząc mu prosto w twarz.
- Witam, hrabio Swann.- skłonił się lekko.
- Witam.- odrzekł hrabia, również kłaniając.- Cóż pana do mnie sprowadza?- spytał.
- Otrzymaliśmy list od lady Moore.- poinformował Alistair.- Pragnę pana przeprosić za moje zachowanie i odwołuję jutrzejszy pojedynek.- dodał. W jego głosie dobrze słyszalna była szczera skrucha.
- Cieszy mnie to niezmiernie.- wyznał William z wyraźną ulgą.- Ja naprawdę nigdy nie skrzywdziłbym pana siostry.- zapewnił.- Mam również nadzieję, iż kiedyś staniemy się dla siebie przyjaciółmi.- dodał.
- W takim razie zacznijmy od tego, abyśmy mówili sobie po imieniu.- zaproponował panicz Reliance z uśmiechem.- Mów mi Ałistair.- wyciągnął do niego rękę.
- A Ty mów mi William.- odrzekł hrabia, ściskając jego dłoń. Potem oboje wymienili przyjacielski uścisk.
- Williamie, jest jeszcze pewna młoda dama, która chciałaby się z Tobą zobaczyć.- odezwał się Alistair.- Lizzie!- zawołał, spoglądając w stronę powozu. Po chwili jego drzwi się otworzyły. Hrabia Swann, widząc panienkę Elizabeth, od razu podbiegł, by pomóc jej wysiąść.
- Porozmawiajcie, a ja tu poczekam, tylko żeby to nie trwało za długo.- powiedział Alistair, wsiadając do powozu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 6 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin