Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiara w ostatni wschód słońca. Nowy rozdział 35
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aneta:)
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 17 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:09:20 31-08-12    Temat postu:

No to czekam oczywiście
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:58:32 03-09-12    Temat postu:

Przepraszam za błędy!



Martin, siedział u siebie w sypialni. Dochodziła już druga w nocy, ale po takich wiadomościach, nie potrafił zasnąć. W jednej dłoni, trzymał zdjęcie USG, a w drugiej, ich wspólne zdjęcie z Cancun, które zabrał z sypialni Eleny. Przez całe trzy tygodnie, czyli odkąd wyjechała, trzymał je przy sobie. W chwilach ogromnej tęsknoty spoglądał na nie, by mógł przetrwać kolejne dni. Wiadomość o dziecku, z jednej strony ogromnie go ucieszyła, bo bardzo chciał je mieć z Eleną, ale z drugiej strony, obawiał się, że jej nie znajdzie i nie będzie miał możliwości poznania własnego dziecka, a to było najgorsze. Chciał być przy niej, przytulić ją i powiedzieć: „Kochanie, wszystko będzie dobrze. Będziemy wspaniałymi rodzicami.” Niestety, było to niemożliwe. Przez te dwadzieścia jeden dni, mogło się bardzo dużo wydarzyć. Mogła kogoś poznać, zaprzyjaźnić się, a co najgorsze, związać się. Mimo odległości, jaka ich dzieliła, czuł ogromną zazdrość, że być może inny mężczyzna, dotyka ją, całuje, pieści, a teraz, może odgrywać szczęśliwego, przyszłego tatusia. Cały czas, powtarzał sobie, że musi ją znaleźć. Nie pozwoli, by inny mężczyzna, zbliżał się do dwóch najważniejszych osób w jego życiu. Tylko, od czego zacząć poszukiwania? Miał tyle determinacji w sobie, że był w stanie odwiedzić każde miasto w kraju, a nawet zagranicą, by ją znaleźć, ale teraz liczył się czas. Chciał, jak najszybciej ją zobaczyć i przekonać się, że wszystko z nią w porządku. W głowie, powoli, tworzył sobie plan, co ma po kolei zrobić, by ją odszukać. Przed czwartą, nareszcie udało mu się zasnąć.
Elena, nadal smacznie spała w swoim łóżku. Przez ciąże, czuła się bardzo zmęczona, ale wiedziała, że na początku jest to normalne. Około dziewiątej, ktoś zapukał do jej drzwi. Leniwie przetarła oczy i powiedziała: „Proszę.”, by ktoś mógł wejść. W drzwiach pojawił się Daniel. Był ubrany w spodnie khaki, a do tego założył biały podkoszulek.
-Nie sądziłem, że jeszcze śpisz.
-Już nie śpię.- zauważyła. –Mam prośbę. Pojedziesz ze mną założyć te konto?- Mężczyzna, zastanawiał się przez chwilę. Pewnie przypomina sobie, swój rozkład dnia.- pomyślała.
-Jasne, ale do godziny musielibyśmy wyjechać, bo po piątej musze być w firmie.- oznajmił, opierając się o framugę.
-Postaram się wyrobić.- rzekła i wygramoliła się z swojego łóżka.- Czemu, tak późno jeździsz do firmy?
-Bo jestem współwłaścicielem i mam ruchome godziny pracy, bo właściciel się w niej nie pokazuje.
-Właściciel, nie musi się w niej pokazywać, bo ma doradców, którzy za niego wszystko robią.- odgryzła się.
-Ci doradcy, to idioci, którzy boją się zaryzykować!- wybuchnął.-Nie da się z nimi współpracować.
-Wydają się mili.
-Są dla ciebie mili, bo muszą. Inaczej być ich zwolniła, co bardzo pomogło by firmie. Bądź tak dobra i ich zwolnij. Zatrudnij kogoś innego, kto by mnie nie ograniczał.
-To są specjaliści, ale się zastanowię.-odpowiedziała i skierował się w stronę łazienki.
Mężczyzna już chciał wychodzić z jej sypialni, ale nagle przystanął, zerknął na nią z cwaniackim uśmieszkiem i przemówił:
-Jedziemy moim samochodem.- Elena już chciała zaprotestować, ale wpadła na coś, co chciała już zrobić wcześniej.
-Zgoda, ale ja prowadzę.- Uśmiechnęła się do niego promiennie, a on natychmiast zbladł.
-Chyba żartujesz…- szepnął, oddychając szybko.
-Mówię całkiem poważnie.- odpowiedziała pewnie.- Możemy pojechać twoim samochodem, ale ja będę siedzieć za kierownicą.- Daniel zrobił zbolałą minę i przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. W końcu powiedział:
-Za bardzo kocham swój samochód, by ci go dać.
-Nie jestem złym kierowcą.- oznajmiła z miną niewiniątka.
-Nie jesteś?!- ryknął śmiechem, aż musiał złapać się za brzuch.- Na prostym odcinku drogi, potrafisz złamać kilkanaście przepisów!
-Nie kilkanaście!- zaprzeczyła.- Najwyżej dwa, ale to jest tylko przekroczenie dozwolonej prędkości i wymuszanie pierwszeństwa. Ale ty, robisz to samo, więc się nie czepiaj.- Daniel tylko pokręcił głową i zaczął tupać nogą, zastanawiając się, co zrobić.- Jeśli dasz mi poprowadzić, to zwolnię doradców.- zachęciła.
-Dobra.- westchnął.- Ale tylko w jedną stronę.- ostrzegł.
-Stoi.- rzekła i weszła do łazienki, by się przygotować, a Daniel poszedł do siebie.
Sofia, Ines i Sergio siedzieli w knajpce i czekali na rodzeństwo Alcarazz. Zadzwonili do nich z samego rana, czy mogą się spotkać, bo mają ważną sprawę do obgadania. Blondynka, doskonale wiedziała o co chodzi, ale na prośbę Martina, nic nie mówiła. Jakieś pięć minut później, do pomieszczenia weszli oczekiwani mężczyźni. Przywitali się z wszystkimi i usiedli na wolnych miejscach.
-Może w końcu powiecie nam, o co chodzi?- odezwał się Sergio, który trzymał za rękę swoją dziewczynę. Sofia z brunetem spojrzeli na blondyna, czekając aż coś powie.
-Zacznę od tego, że…- przerwał na chwilę, biorąc głęboki wdech.- Elena jest w ciąży.- Szatyn z Ines wytrzeszczyli oczy.
-W ciąży?- powtórzył Redondo. Martin tylko pokiwał głowa i się lekko uśmiechnął.- WOW, gratuluję.
-Nie spodziewałam się takiej nowiny.- oznajmiła Ines.- Gratuluję, ale skąd o tym wiesz?
-Widzieliśmy się wczoraj z nią w Torreón i nam powiedziała.- rzekł Sal.
-Niesamowite.- westchnął Sergio i usiadł sobie wygodniej w fotelu.
-Też tak myślę.- odparł blondyn.- Chcę się z nią spotkać, wyjaśnić jej to, ale nie mam pojęcia, gdzie mogę ją znaleźć. Dlatego, chciałem was zapytać, czy mi pomożecie.
-Oczywiście.- odpowiedzieli zgodnie.
-To nie ma jej w tym Torreón?- zapytała Ines.
-Powiedziała nam, że była tam tylko przejazdem.- oznajmiła blondynka.
-Poczekajcie chwilę. Zaraz wrócę.- rzekł Sergio i wyszedł z knajpki. Po kilku minutach, wrócił z kawałkiem złożonego papieru.
-Gdzie byłeś?- zaciekawiła się czerwonowłosa.
-W kiosku.- Przestawił wszystkie szklanki na bok, następnie rozłożył mapę Meksyku. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni, ale nic nie mówili.- Ma ktoś długopis?- Każdy zaczął macać się po kieszeniach, a kobiety grzebały w torebkach. Nagle zadowolona Sofia, wyciągnęła ze swojej poszukiwany przedmiot. Podała go mężczyźnie, a on wziął w kółko miejscowość, w której spotkali się Eleną. –Nie wydaje mi się, że ona była tam przejazdem.- zaczął.- Ale, jestem pewny, że tam nie mieszka.
-Dziennikarka smykałka?- zapytał z uśmiechem Martina.
-Coś w tym stylu.- odpowiedział i kontynuował poprzednią wypowiedź. –Popatrzcie na mapę.- wskazał na skrawek papieru, a wszyscy się pochylili. Zaznaczył wszystkie lotniska w pobliżu.- Skoro kazała wam przylecieć akurat na te lotnisko, to przypuszczalnie musi znajdować się w jego pobliżu. Bo na przykład, gdyby znajdowała się w Monterrey, to powiedziałaby wam, byście przylecieli na tamte lotnisko. Byłoby to o wiele wygodniejsze. Ale z drugiej strony, mogła to wcześniej przemyśleć i wolała dojechać samochodem do was, byśmy nie wiedzieli, gdzie się znajduje. Była swoim autem?
-Tak.
-Ile upłynęło od jej telefonu do waszego spotkania?
-Z trzy godziny?- zapytała się Sofia Sala, a tamten kiwnął głową.- Ale dzwoniła z samochodu, więc była już w drodze.
-Czyli mniej, więcej trzysta kilometrów. –stwierdził i zaznaczył duże kółko, wokół Torreón.- Wydaje mi się, że znajduje się w tych okolicach.
-Duży obszar.- westchnęła Ines.
-Znacie numer konta bankowego Eleny?- zapytał Martin.
-Znam, a po co ci?- dopytywała się blondynka, bacznie go obserwując.
-Napisz mi go na serwetce.- podsunął jej skrawek kolorowego papieru, a Sergio podał jej długopis.- Zadzwonię do znajomego, by przesłał mi wyciąg z jej konta. Wtedy zobaczymy, gdzie płaciła kartą, bo mam nadzieję, że to robiła.
-Nie uda ci się to.- zaprzeczyła czerwonowłosa. –Tajemnica bankowa.
-Jeśli się a znajomości, to wszystko da się ominąć.- wziął od Sofii serwetkę i wyciągnął swój telefon komórkowy. Wybrał numer i przystawił go do ucha. Po kilku sygnałach, odezwał się dobrze znany mu głos.- Cześć Simon. Mam prośbę. Powiem prosto z mostu. Musze kogoś znaleźć i potrzebuje wyciąg bankowy tej osoby. Dałbyś rade szybko to zrobić?- Nastała krótka przerwa, zanim blondyn ponownie się odezwał.- Tak, już podaje.- przedyktował numer konta i znów zaczął słuchać, co tamten ma do powiedzenie.- Dzięki. Ne ma sprawy. Po południu możesz się tym zająć. Na razie.- Rozłączył się i włożył telefon do kieszeni.- Później prześle mi to na maila, bo teraz mają jakieś zamieszanie w banku.- powiedział do przyjaciół i spojrzał znacząco na Sergia.- Znasz kogoś, kto mógłby ją szybciej znaleźć? Kto dojdzie od nitki do kłębka. Cena nie gra roli.
-Jest ich pełno, ale jeden z nich jest najlepszy w swoim fachu. Niezbyt miły facet, ale zna się na swojej robocie. Ma u mnie dług wdzięczności, więc powinien się zgodzić. Poczekaj, zadzwonię do niego.- Teraz on wyciągnął swój telefon i zadzwonił do pewnej osoby. W tym przypadku, musiał dłużej czekać, aż ktoś odbierze. –Martinez, tu Redondo. Mam sprawę.- Sergio, przez kilkanaście sekund się nie odzywał, bo tamten zabrał głos.- Nie, to nic poważnego. Musisz kogoś znaleźć.-Kolejna przerwa.- Będę na pewno.- Rozłączył się i powiedział:
-Wieczorem, mam się z nim spotkać i dać mu potrzebne rzeczy. Sal, Martin, pojedziecie ze mną.- Mężczyźni pokiwali głowami.
-Nic już więcej nie możemy zrobić.- stwierdziła Ines.
-Niekoniecznie. Możemy jeszcze sprawdzić, czy nie kupiła jakiegoś domu, czy mieszkania. Takie informacje są zapisywane w urzędach. Tom z łatwością mógłby to sprawdzić, tylko, że do niego musiałbym pojechać osobiście. On, nie lubi takich spraw załatwiać przez telefon.- oznajmił Sal.
-Zanim pojedziemy do Martineza, możemy się z nim spotkać.- skomentował blondyn.
-Zaczynam się was bać.- rzekła cicho Sofia.
-Ja też.- przyznała czerwonowłosa, a panowie wybuchli śmiechem.
Elena, zeszła na dół ubrana, uczesana i pomalowana. Czekała tylko na Daniela, który jeszcze był n górze. Po kilku minutach, zszedł na dół. Otworzył drzwi przed kobietą i ją przepuścił. Miał cichą nadzieję, że kobieta zapomniała o prowadzeniu jego samochodu, ale niestety tak się nie stało. Od razu wyciągnęła rękę po kluczyki, a on niechętnie musiał jej je oddać. Gdy wsiedli do samochodu, Daniel czule pogłaskał deskę rozdzielczą i powiedział:
-Przepraszam. Zmusiła mnie.- Kobieta na te słowa wybuchła głośnym śmiechem.- Co się nabijasz? On na serio jest dla mnie bardzo cenny. Nie skrzywdź go.- Elena, nic nie mogła powiedzieć, bo z tego śmiechu rozbolał ją brzuch, a z oczu poleciały łzy. Wsadziła kluczyk do stacyjki, odpaliła i ruszyła w drogę. Po dwugodzinnej jeździe, znaleźli się w Laredo. Poszli do jednego z oddziałów amerykańskiego banku i załatwili wszystkie formalności, związane z założeniem nowego rachunku. Przez BlackBerry przelała pieniądze z starego konta na nowe, a tamte zamknęła.
-Skończone.- uśmiechnęła się do Daniela, a on odwzajemnił uśmiech.- Zostało tylko załatwienie paszportu i tego gościa, ale to już twoja działka.
-Jutro pogadam z człowiekiem, który załatwia nowe paszporty i z tym, który będzie wszystko sprawdzał.- odparł.- Wymyśliłaś już nowe nazwisko?
-Tak.- skinęła głową na potwierdzenie swoich słów.- Andrea Redwine.
-Oryginalne.-zgodził się.- Myślałem, że zmienisz tylko nazwisko.
-Stwierdziłam, że lepiej będzie, jak zmienię też imię. Po jakimś czasie, mogą się zorientować, że zmieniłam tożsamość.
-Sprytnie. Możemy już wracać?- zapytał.
-Nie. Jedziemy jeszcze kupić nowy samochód, bo nie mogę jeździć moim mercedesem.
-Racja. Więc do jakiego dilera samochodowego jedziemy?
-Chcę Jaguara.- oznajmiła krótko.
-Nie ma mowy!- oburzył się.- To za bardzo rzuca się w oczy. Może Chevrolet? To jest bardzo amerykańskie.- zaproponował.
-Nie ma mowy!- powtórzyła za nim z tą samą miną.- Za pospolite. Jak nie Jaguar, to BMW. Nie ma innej opcji.
-Dobra. Pojedziemy do salonu BMW.- Tym Rezem on prowadził, tak jak uzgodnili w domu. Po kilkuminutowej jeździe, znaleźli się pod dużym, szklanym budynkiem. Grzecznie się przywitali, gdy tam weszli i na tym grzeczność się kończyła. Przez cały czas, Elena kłóciła się z Danielem o wybór samochodu. Kobieta chciała jak najbardziej sportowy samochód z dużym silnikiem, a mężczyzna, chciał żeby wybrała mały samochodzik o małej pojemności. Po półgodzinnej sprzeczce, pracownik salonu, zaproponował im odpowiednie auto. Gdy tylko je zobaczyli, oboje westchnęli z rozmarzeniem. Było to BMW serii 6 Gran Coupe xDrive. Widok zapierał dech w piersiach. Oczywiście nie mógł się równać z Mercedesem Eleny, ani z Porsche Daniela, ale było również wyjątkowe. Miało szybsze przyśpieszenie. Niewiele, ale jednak coś.
-Podoba ci się.- zamruczała czarnulka.- Chcę go i nie próbuj się sprzeciwiać.
-Nie śmiałbym.- powiedział krótko.
-Idę za niego zapłacić.- Już chciała go wyminąć, ale on złapał ją pod ramie.
-Nie możesz. Jeszcze nie masz nowego paszportu, by go zarejestrować. Kupię go na swoje nazwisko, a późnie, jak będziesz miała papiery, to go sobie zarejestrujesz.
-Ale, ja chcę je kupić za swoje pieniądze.- zaprotestowała i tupnęła nogą jak mała dziewczynka.
-Później je przelejesz z swojego konta na moje. I wtedy będzie za twój pieniądza.- stwierdził.- A tak w ogóle, to skąd masz tyle kasy w banku? Przecież nie masz takiego wysokiego kieszonkowego, a teraz ci się urwie, bo nie wiem czy pamiętasz, ale zmieniłaś konto.
-Od trzech tygodni, pieniądze, które zarabia firma i się należą mojej rodzinie, są przelewane na moje prywatne konto. W końcu, teraz ja jestem właścicielem.- uśmiechnęła się do niego słodko i mrugnęła jednym oczkiem –Musze pamiętać, by podać księgowemu nowy numer rachunku.
-To jest nie fair.- skwitował.- Ja pracuje w pocie czoło, by firma zarabiała jak najlepiej, a ty zgarniasz większość pieniędzy. Musisz jak najszybciej nauczyć się wszystkiego o firmie i pracować razem ze mną, bo czuje się pokrzywdzony.-Elena pogłaskała go po ramieniu.
-Biedactwo. Niedługo zmienię doradców, więc powinno ci się lepiej pracować.- oznajmiła, a Daniel pokręcił głową z rozbawieniem i poszedł załatwić wszystkie formalności.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 17 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:32:37 08-09-12    Temat postu:

Martin strasznie przeżywa wiadomość o ciąży Eleny, chciałby być z ukochaną i wspólnie wychowywać ich dziecko.
Niestety ślad po Elenie zaginął...
Martin jednak nie traci nadziei
Elena natomiast coraz lepiej dogaduje się z Danielem, zdaje się, że już tak nie cierpi i pogodziła się z tym wszystkim co się stało i chce żyć na nowo
Przepraszam, za słaby komentarz ale nie mam dużo czasu, jeszcze musze się spakować
Czekam na kolejny odcinek i całuje :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:39:18 09-09-12    Temat postu:

Anetko, bardzo dziękuję za komentarz :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:32:47 14-09-12    Temat postu:

ZAWIESZAM.

Ostatnio zmieniony przez Kaśka3001 dnia 20:33:59 14-09-12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 3998
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:58:41 14-09-12    Temat postu:

Kaśka3001 napisał:
ZAWIESZAM.


Że co?! Dlaczego?! Nie rób mi tego, proszę!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mina107
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:02:49 15-09-12    Temat postu:

Kaśka3001 napisał:
ZAWIESZAM.


Nieeeee
Powrót do góry
Zobacz profil autora
natalka0125
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Sie 2011
Posty: 6278
Przeczytał: 30 tematów

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Polska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:27:20 15-09-12    Temat postu:

Nie możesz tego zrobić nie zawieszaj proszę cię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:00:53 16-09-12    Temat postu:

Uznałam, że tak będzie lepiej...
Nawet jeśli bym nie zawiesiła, to rozdziały pojawiały by się z dużymi przerwami, przynajmniej teraz, bo mam obecnie mało wolnego czasu. Chęci są, ale brak czasu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:38:40 24-12-12    Temat postu:



Dochodziła już dwudziesta. Trzech mężczyzn siedziało w podrzędnym barze i czekało na tajemniczego pana Martineza. Z wcześniejszego spotkania nic się nie dowiedzieli, bo Elena nie kupiła żadnego domu, więc Tom był bezradny. O równej ósmej w drzwiach stanął wysoki mężczyzna od którego biła męskość i siła. Miał skórzaną kurtkę, czarny podkoszulek i ciemne okulary na nosie, chociaż słońce zaczęło już zachodzić. Przez ułamek sekundy rozglądał się po pomieszczeniu szukając Sergia. Nie szło go nie zauważyć, bo tylko on i bracia Alcarazz wyróżniali się z tłumu. Martinez podszedł do nich zdecydowanym krokiem i usiadł na jednym z krzeseł.
-Więc o co chodzi?- zapytał ściągając swoje okulary. Jego oczy były tak ciemne, że nie można było określi czy są piwne, czy czarne.
-Musisz kogoś znaleźć.- odezwał się Martin i podał mu jedno z zdjęć Eleny.- I to jak najszybciej. Cena nie gra roli.- Martinez podniósł zdjęcie i uważnie się mu przyjrzał. Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. Mimo iż był zimnym, bezuczuciowym facetem, uroda Eleny sprawiła na nim oszałamiające wrażenie. W jednym momencie przestały się dla niego liczyć pieniądze. Chciał po prostu zobaczyć tą piękność na żywo.
-Nie ma sprawy.- zgodził się bez wahania i kontynuował.- Podajcie mi wszystkie informacje i od jutra zabieram się za poszukiwania.
Sergio spojrzał na niego jak rasowy dziennikarz, ale wolał przemilczeć, to co miał w tym momencie do powiedzenia.
-Co chcesz konkretnie wiedzieć?- zapytał Sal uważnie mu się przyglądając.
-Teoretycznie wszystko, ale mam jedno najważniejsze pytanie.- Zrobił krótką przerwę i spojrzał na Martina beznamiętnym wzrokiem.- Dlaczego uciekła? Nie wygląda mi na kobietę, która woli żyć w ukryciu.
-To długa historia.- uciął krótko blondyni wziął łyk piwa, którego nie można było nazwać piwem.- Nie mogłeś wybrać lepszego miejsca?
-Mam czas.- skwitował i kontynuował. –Tutaj ludzie nie zwracają uwagi na innych. W każdym porządniejszym barze, gdyby ktoś zobaczył, że podajecie mi zdjęcie kobiety, mogliby się zorientować kim jestem a zależy mi na anonimowości.- Po wysłuchaniu jego wypowiedzi mężczyźni na przemian opowiadali mu najważniejsze rzeczy o Elenie.

Daniel siedział na kanapie w salonie i samotnie popijał swoje whisky. Coraz rzadziej zdarzało mu się rozmyślać o kobiecie, która zostawiła go niecały rok temu, ale właśnie tego dnia zabrało mu się na wspomnienia. Wspominał by dalej, gdyby nie jego komórka, która rozdzwoniła się w jego kieszeni. Powolnym ruchem odstawił alkohol na stolik, a następnie wyciągnął małe urządzenie z kieszeni. Spojrzał na wyświetlacz i przesunął palcem po ekranie, by odebrać połączenie. Przystawił aparat do ucha i powiedział:
-Cześć John.
-Cześć. Właśnie wylądowałem w Monterrey i postanowiłem do ciebie zadzwonić. Mieliśmy się spotkać jutro rano, ale jeśli to coś ważnego to mogę przyjechać jeszcze dziś.- rzekł John.
-Przyjeżdżaj dzisiaj. Długo się nie widzieliśmy, przyjacielu.- oznajmił
-Dobra, to za pięć minut jestem u ciebie.- zakomunikował i się rozłączył. W chwili gdy Daniel odkładał telefon, Elena schodziła po schodach ubrana w ciemne jeansy, białą bluzkę a na to miała zarzuconą skórzaną kurkę. W lewej dłoni trzymała brązową torebkę od Dolce & Gabbana.
-Idziesz gdzieś?- zapytał spoglądając jak idzie w jego kierunku.
-Za chwilę jadę na miasto.
-O tej godzinie?- zdziwił się i spojrzał na nią jak na idiotkę.- Jesteś blada.
-Nie jestem małą dziewczynką.- zaprzeczyła, wygrzebując z torebki błyszczyk.
-Ale jesteś w ciąży.
-Ciąża to nie choroba. Zapamiętaj to proszę.
-Jak wolisz.- powiedział i sięgnął po szklaneczkę, którą jakiś czas temu postawił na stoliku.- O której wrócisz? Chciałbym żebyś dzisiaj kogoś poznała.
-Mam telefon!- krzyknęła bo właśnie wychodziła z salonu, kierując się do drzwi wyjściowych. Gdy przekroczyła próg, zaczęła grzebać w swojej torebce szukając kluczyków od samochodu. Nie spoglądając przed siebie, szła w kierunku samochodu. Po kilku krokach na jej drodze stanęła przeszkoda w postaci wielkiego, umięśnionego mężczyzny.
-Przepraszam.- powiedział pośpiesznie.- Szukałam kluczyków i nie patrzyłam przed siebie.
-Nie ma sprawy.- odpowiedział swym niskim, seksownym głosem.-Znalazłaś je chociaż?
-Tak, chyba musze zmienić torebkę, bo nic nie potrafię w niej znaleźć.- wyjaśniła, lekko się uśmiechając. Już chciała się z nim pożegnać, ale on ubiegł ją, pytając:
-Jest Daniel u siebie?
-Siedzi w salonie.- odpowiedziała mu od razu.- Przepraszam, ale muszę już jechać. Miło było cię poznać.
-Wzajemnie.- odpowiedział i poczekał aż wsiadła do swojego samochodu, by po chwili odjechać w nieznanym mu kierunku. Wolnym krokiem podszedł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Po chwili zza drzwi wyłoniła się gosposia rodziny i wpuściła gościa do środka. John swoim naturalnym krokiem przeszedł do salonu.
-Cześć stary.- odezwał się, a Daniel, gdy tylko usłyszał jego głos, wstał z swojego miejsca by się z nim przywitać.
-Napijesz się czegoś?
-To samo co ty.- odpowiedział mu i rozsiadł się na kanapie.- Kim była ta kobieta która wychodziła z waszego domu? Nowa zdobycz? Pochwaliłbyś się przyjacielowi.
-To Elena.- powiedział podając mu szklankę z alkoholem.- To nie jest moja nowa zdobycz. Mieszka tu od trzech tygodni.
-Od trzech tygodni-powtórzył.- Racja, w zasadzie to już nie jest nowa zdobycz.
-Powiem jaśniej. Nie mam zwyczaju uprawiać seksu z kobietą, która jest dla mnie jak młodsza siostra.- przerwał i przyglądał się zdziwionej minie przyjaciela.- Jak ją pierwszy raz zobaczyłem, to nie wiedziałem, że to ona. W tamtej chwili myślałem tylko o tym, jak zaciągnąć ją do łóżka.
-Przecież nie jesteście spokrewnieni, więc nie rozumiem twoich oporów.- pociągnął łyk bursztynowego napoju, delektując się doskonałym smakiem.
-Kiedy dowiedziałem się, że to, ta mała dziewczynka, która kilkanaście lat temu latała w różowych sukieneczkach po ogrodzie, to jakoś przestałem na nią patrzeć jak na piękną, seksowną kobietę.
-Tak, seksowna to ona jest.- rozmarzył się John, co jakiś czas popijając malutkimi łyczkami swój alkohol.
-Nie rozpędzaj się tak.- uprzedził Daniel, znając swojego przyjaciela.- Ona nie jest typem kobiet, jakie ty preferujesz. Nie rozumiem, jak tak możesz funkcjonować przeskakując z kwiatka na kwiatek?
-Chciałbym ci przypomnieć, że jesteś taki sam, odkąd Silvanna wyjechała.-odparł zgorzkniało, podnosząc się z swojego miejsca.- Nie zamierzam wiązać się z żadną kobietą na stałe. Jest to za duże niebezpieczeństwo dla niej.
-To nie była twoja wina.- dodał cicho Daniel, przypominając sobie pewne wydarzenie o którym chciałby zapomnieć John.
-Owszem była!- wybuchnął, chodząc nerwowo po pomieszczeniu.- To przeze mnie i moją pracę zniknęła! Gdyby się ze mną nie spotykała, na pewno nic by się jej nie stało!- krzyknął i przypomniał sobie wydarzenie przed dwóch lat. Pamiętał jakby zdarzyło się to wczoraj. Był tak cholernie szczęśliwy z swoją Jennifer. Długonogą blondynką o nieziemsko niebieskich oczach, które spoglądały na niego z ogromną miłością. Miał wtedy dwadzieścia jeden lat, a ona była szczęśliwą dziewiętnastolatką, która nie widziała świata poza swoim Johnem. Mężczyzna od roku pracował w nowojorskim wydziale FBI i zdążył już zaleźć pewnym niebezpiecznym ludziom za skórę. Nowojorscy gangsterzy chcieli jak najszybciej pozbyć się zdolnego, młodego agenta, który narobił im już kłopotu. Gdy pewnego dnia wracał do domu, w którym przebywała Jennifer, zauważył, że drzwi wejściowe były lekko uchylone. Jego serce od razu zaczęło szybciej bić, ale czym prędzej skierował się do środka. Wszystkie rzeczy były poprzewracane i porozrzucane po całym mieszkaniu, ale jej nigdzie nie było, chociaż miała być o tej godzinie w domu. Od razu zadzwonił do swoich kolegów z pracy, ale mimo szybkiej interwencji nie udało jej się znaleźć. Od tamtej chwili przysięgnął sobie, że już nigdy nie dopuści, by jakaś kobieta przechodziła przez takie coś, co Jennifer.
-Nie mogłeś nic zrobić. Przecież nadal nie wiadomo kto za tym stoi.- próbował go jakoś pocieszyć, ale jego słowa mu nie pomagały.
-Miała tylko mnie. Miałem się nią opiekować, a nie doprowadzić do tego, by ktoś ją porwał.- usiadł ponownie na kanapie, wypijając jednym chlustem całą zawartość swojej szklaneczki.- Nie gadajmy już o tym.
-Jasne.- zgodził się i dolał do każdej szklanki whisky.- Na jak długo przyjechałeś do Monterrey?
-Mam miesięczny urlop, a później przenoszą mnie do Meksyku, bym mógł działać na tym terenie.- wyjaśnił na spokojnie i przeszedł do najważniejszej sprawy dzisiejszego wieczoru.- Dlaczego mnie tutaj ściągnąłeś? Przecież wiem, że nie tylko dlatego, bo długo się nie wiedzieliśmy.
-Masz racje. Chodzi o coś innego.- zrobił krótką pauzę i kontynuował.- Spróbuje ci to streścić, bo trochę tego jest. Więc, Elena jest w ciąży. Początek drugiego miesiąca. Zanim przyjechała tutaj, była na wakacjach z paczką przyjaciół, wśród nich był Martin. Możesz się domyślić, co się później wydarzyło.- spojrzał znacząco na przyjaciela, a kiedy ten pokiwał głową, dalej kontynuował swoją wypowiedź.-Kiedy wrócili już do stolicy, Elena nakryła go w łóżku z swoją przyjaciółką. Znienawidziła go i kilka dni później przyjechała tutaj. Stara się każdemu wmówić, że wszystko jest okej, ale prawda jest trochę inna. Kilka dni temu, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży, w przypływie impulsu spotkała się w Torreón z jej drugą przyjaciółką i jego bratem. Nie przemyślała tego, bo jak tylko wróciła, to spytała się mnie co ma zrobić, by nikt jej nie znalazł. Przecież to jasne jak Słońce, że oni powiedzą Martinowi o dziecku, a on będzie chciał ją znaleźć. Jestem też pewny, że wynajmie kogoś, by ją odszukał i dlatego chciałbym cię prosić, byś się trochę rozejrzał, czy ktoś ją szuka.
-Trochę to wszystko przykre, ale nie ma sprawy. Będę miał oczy i uszy szeroko otwarte.- oznajmił, lekko kiwając głową.- Może zacznijmy od takich podstawowych rzeczy. Jakie ma konto bankowe?
-Od parunastu godzin zagraniczne. Pojechaliśmy do Stanów i założyliśmy drugi rachunek. Elena zmieniła też samochód, bo każdy będzie szukał tego, którym wcześniej jeździła. Za kilka dni powinna też mieć nowy paszport, by mogła swobodnie latać, bez strachu, że ktoś ją znajdzie.
-Widzę, że sporo już zrobiliście.- przytaknął przyjacielowi i zrobił porządny łyk Whisky. –Nie uważasz, że ojciec ma prawo wychowywać swoje dziecko?
-Powiedziałem o tym Elenie, to stwierdziła, że patrzę na to z innego punktu widzenia, bo też jestem mężczyzną i że on stracił prawo do jej dziecka sypiając z Ines.- odpowiedział mu na pytanie.
-Może i ma racje, ale powinna to dokładnie przemyśleć. Później chciałbym z nią porozmawiać.- zakomunikował John.
-Dokładnie nie wiem o której wróci, ale za jakiś czas powinna się pojawić.- rzekł Daniel i zaczął rozmowę na całkiem inny temat, których miał teraz pełno, bo od jakiegoś czasu w ogóle nie mógł porozmawiać Johnem, bo albo on nie miał czasu, albo waśnie jego przyjaciel był na jakimś ważnym wyjeździe.
Elena po wyjechaniu z domy, skierowała się do centrum miasta w poszukiwaniu chińskiej knajpki. Po dwudziestominutowym poszukiwaniu, zaparkowała samochód na jednym z wolnych miejsc parkingowych obok dobrze wyglądającego chińskiego baru. Złożyła zamówienie z szczególnym uwzględnieniem, by zapakowali jej na wynos i usiadła na jednym z przygotowanych krzeseł. Musiała przyznać, że obsługę mieli bardzo szybką, bo po zaledwie siedmiu minutach, przy tak dużym ruchu, dostała swoje zamówienie. Zapłaciła należną cenę i wolnym krokiem skierowała się z powrotem w stronę samochodu. Małą paczuszkę położyła na miejscu dla pasażera, a sama odpaliła samochód i pojechała w miejsce, które znalazła jakiś czas temu. Po dziesięciu minutach znalazła się na jednej z polnych dróg. Wysiadła z samochodu z torebką w jednej dłoni, paczuszką z jedzeniem w drugiej i dokładnie zamknęła samochód. Przeszła kilka metrów, co nie było najłatwiejszym wyczynem, bo miała na sobie czarne szpilki, a drużka którą szła, nie była zbyt równa. Gdy wreszcie znalazła się w właściwym miejscu z podziwem spojrzała na widok jaki się wokół niej rozprzeszczeniał. Z tego miejsca miała idealny widok na panoramę Monterrey. W końcu usiadła na jednej z skał, jakie się tam znajdowały i poczuła silne ukłucie głodu. Otworzyła swoją paczkę. Na całej polanie szło poczuć zapach tego dania. Kiedy już chciała zabrać się za jedzenie, poczuła silne mdłości wywołane tym właśnie zapachem. Szybko to odłożyła i zaczęła głęboko oddychać, by tylko jej przeszło.
-To z jedzenia nici.- mruknęła do siebie z lekkim grymasem na twarzy. Siedziała tak z dwadzieścia minut rozmyślając o jej życiu i o tym co teraz nastąpi, aż wyciągnęła z torebki swój stary telefon. Nacisnęła mały guziczek, który znajdował się na samej górze telefonu, by go włączyć. Poczekała kilka sekund i wbiła swój kod PIN. Po kolejnych kilkunastu sekundach, jej telefon zaczął się dławić od nadmiaru wiadomości i informacji o nieodebranych połączeniach. Gdy wreszcie to ustąpiło, przeleciała wzrokiem po nazwiskach, tych którzy próbowali się z nią połączyć. Oczywiście było wiadomo, że najwięcej połączeń miała od Martina. Całkowicie je zignorowała i przeszła do wiadomości. Te od Martina i Ines od razu usunęła nawet ich nie czytając. Przeczytała tylko kilka od Sofii, ale wszystkie miały podobną formę, więc od razu przestała i również je usunęła. Tak samo zrobiła z wiadomościami od Sala i Sergia. Wiedziała, że Daniel i Alice rozmawiali z jej rodzicami, ale uważała że jest im winna małych wyjaśnień. Dlatego wzięła głęboki wdech i wybrała numer do swojego domu w stolicy. Po kilku sygnałach odezwał się głos ich gosposi, więc poprosiła, żeby przekazała słuchawkę jej mamie, jeśli oczywiście znajduje się w domu.
-Elena? To naprawdę ty?- zapytała z nadzieją w głosie Anastasia.
-Tak, to ja.- odpowiedziała krótko, bo nawet jeśli nie rozmawiały przez trzy tygodnie, to jakoś nie wiedziała jak zacząć tą rozmowę.
-Córeczko, bardzo się cieszę, że zadzwoniłaś. Dlaczego się nie odzywałaś?
-Byłam zajęta.
-Czy to prawda, że jesteś w ciąży? Daniel do nas dzwonił, ale jakoś za bardzo nie umiałam mu uwierzyć.
-Mówił prawdę. Dowiedziałam się kilka dni temu.- wyjaśniła, starając się utrzymać naturalny ton głosu.
-Przecież jesteś taka młoda.- powiedziała bezradnie Anastasia, nie rozumiejąc siebie za bardzo.- Wracaj do Meksyku. Przecież sama sobie nie poradzisz.
-Poradzę sobie.- oznajmiła szybko. –To, ze jestem młoda wcale nie znaczy, że jestem słaba. Ciąża to nie jest choroba i myślałam, że będziesz się cieszyć, ale najwyraźniej się myliłam.
-Jak się mam z tego cieszyć, kiedy jesteś kilkaset kilometrów ode mnie i to w dodatku w ciąży?- zapytała z lekką wrogością w głosie. Elena zdziwiła się, bo jej matka nigdy taka nie była. W każdej sprawie miała w niej wsparcie, ale tym razem nie mogła na nią liczyć.- Za dwa dni przyjeżdżamy do ciebie i cię zabieramy. Nie pozwolę byś była sama w takiej chwili. Poza tym chyba musisz porozmawiać z Martinem.
-Po pierwsze nic nie muszę. Jestem już dorosła i mam prawo za siebie decydować. A po drugie, to…- zrobiła przerwę by pozbierać myśli i zastanowić się, czy dobrze robi. W końcu stwierdziła, że musi to zrobić, więc powiedziała:- Za kilka godzin wyjeżdżam do Europy. Nie chcę tutaj dalej być a tym bardziej wracać do stolicy, więc jeśli przyjedziecie tutaj, to już mnie nie zastaniecie.- skłamała i modliła się, by jej własna matka w to uwierzyła. Nigdy jej nie okłamywała, ale w tym przypadku, było to jedynym wyjściem.
-Ale… jak to?- starała wydusić coś z siebie, ale za bardzo jej to nie wychodziło.- Nie zamierzasz nam powiedzieć, dokąd lecisz? Gdzie mamy cię odwiedzić?
-Na razie wam nie powiem, a jeśli chodzi o odwiedzanie, to co jakiś czas będę przyjeżdżać do kraju.
-Nie rób tego!
-Już postanowiłam i nie zamierzam zmieniać zdania.- ucięła szybko.- Musze już kończyć. Pozdrów tatę, kocham was.- powiedziała po czym się rozłączyła i wyłączyła swój telefon. Po jej policzku popłynęła jedna samotna łza, ale szybko starła ją wierzchem dłoni i wstała z zimnego kamienia. Nie rozumiała co stało się z jej matką. Zawsze byłą miła w stosunku do niej, ale teraz wyczuła, że coś jest nie tak. Odniosła wrażenie, że nic nie może jej powiedzieć. Nie rozmawiała z nią przez trzy tygodnie, a jakoś nie poczuła szczególnej ulgi, gdy ją usłyszała. W tym momencie z całego serca zapragnęła porozmawiać z swoim ojcem. On zawsze ją rozumiał i miał z nią lepszy kontakt niż Anastasia. Zabrała tylko torebkę, bo jakoś straciła apetyt i wróciła drogą powrotną do swojego samochodu. Gdy już do niego wsiadała, zadzwonił jej drugi telefon. Szybko go odebrała nawet nie zaglądając kto dzwoni, bo ten numer mieli tylko nieliczni.
-Elena, gdzie jesteś?- usłyszała ciepły głos Daniela.
-Już wracam. Za dwadzieścia minut powinnam być powrotem.- oznajmiła i się rozłączyła, by mogła odpalić samochód i pojechać w kierunku domu. Po dojechaniu do niego, zdecydowanym ruchem wysiadła z swojego nowego autka i podeszła pod drzwi, gdzie czekała już na nią gosposia. Razem z gosposią poszła do salony, gdzie czekali na nią mężczyźni.
-Pozwól, że przedstawię ci mojego przyjaciela Johna Smitha.- powiedział Daniel i wskazała na mężczyznę.
-Miło mi cię poznać.- rzekła czarnulka wyciągając swoją szczupłą dłoń.- Elena Verroni.
-Mnie również, chociaż spotkaliśmy się jakiś czas temu.- uścisnął jej dłoń i spojrzał prosto w te jej cudowne, duże oczy.
-Jesteś Amerykaninem?- zapytała, starając się pociągnąć trochę rozmowę.
-W połowie. Mój ojciec urodził się w Nowym Jorku, a matka jest z Monterrey.-odpowiedział na pytanie, nadal zachwycając się jej urodą. Od czasu, gdy spotkał ją pierwszy raz, strasznie zbladła, a since pod jej oczami stały się wyraźniejsze.
-Może pójdziemy coś zjeść. Gosposia pewnie coś przygotowała. -zaproponował Daniel wskazując na jadalnie.
-Nie jestem głodna, ale z chęcią wam potowarzyszę.- rzekła uśmiechnięta Elena.
-Wszystko w porządku?- zapytał Daniel z troską w głosie.
-Tak, jak najbardziej.- odpowiedziała mechanicznie i poszła razem z panami do jadalni. Gosposia podawała im smakowite dania, a kobieta modliła się, by tylko ten zapach nie spowodował mdłości. Gosposia zapytała się jej, czy czegoś sobie życzy, a ona poprosiła o zieloną herbatę.
-John, opowiedz coś o sobie.- zagadnęła, czekając na swój napój.
-Nie mam zbyt interesującego życia.- oznajmił z uśmiechem na ustach.
-Oprócz tego, że pracuje w FBI i to właśnie on będzie sprawdzał, czy ktoś cie szuka.- dodał Daniel od niechcenia.
-Ooo bardzo ciekawy zawód.- przerwała swoją wypowiedź, bo właśnie przyniesiono jej herbatę. Chciała się jej napić, ale zapach, który wydzielała, sprawił, że jej żołądek zaczął wariować. Szybko oddał ją gosposi.- Może jednak poproszę zwykłą wodę, bez dodatków.- Gosposia skinęła lekko głową i oddaliła się do kuchni, by po chwili przynieść jej szklankę mineralnej wody. Mężczyźni co chwilę na nią spoglądali badawczym wzrokiem, ale nic się nie odezwali.
Po zjedzonym posiłku wszyscy udali się do gabinetu Daniela. Panowie nalali sobie szkocką, a Elena popijała zwykłą wodę mineralną, bo każdy inny napój sprawiał, że z jej żołądkiem działo się coś dziwnego. Kobieta w towarzystwie Johna czuła się bardzo swobodnie. Rozmawiali na przeróżne tematy. John wyjaśnił w jaki sposób będzie sprawdzał, czy ktoś ją szuka. Najdziwniejsze było to, że ani razu nie było wymienione nazwisko Martina, przez co dokładnie nie wiedział o kogo chodzi. Czarnulka wiedziała, że musi być całkowicie z nim szczera, ale jeszcze nie potrafiła mu o wszystkim powiedzieć. Ani razu nie załamała się przy Danielu, tym bardziej nie chciała przy nim. Starała się pokazać, że jest silną kobietą, która nie boi się tego, co ma nastąpić, a bała się cholernie. Johnowi bardzo zaimponowała swoją postawą. Nagle z roześmianej dziewczyny stała się rzeczową kobietą, która wiedziała czego chce. Zauważył, że co jakiś czas odlatuje do innego świata, by po chwili wrócić, jakby nic się nie stało. Możliwe, że robiła to nieświadomie, ale jako agent FBI potrafił takie rzeczy zauważyć. Elena po głębszym zastanowieniu stwierdziła, że wreszcie nadszedł czas, by o coś ich poprosić. Oczywiście musiała jeszcze porozmawiać z Alicią, która już spała, bo bolała ją głowa, o tym, co dzisiaj powiedziała matce.
-Daniel, mogę cię o coś poprosić?- zaczęła niepewnie. Mężczyzna zrobił posępną minę i spojrzał na swojego przyjaciela, który niezauważalnie kiwnął głową.
-Jasne, proś o co chcesz. Postaram się je spełnić.
-Jeśli zadzwoni tutaj ktokolwiek z mojej rodziny, to powiedź im, że wyjechałam do Europy, bo nie mogłam dłużej tutaj być.- skończyła swoją wypowiedź i spojrzała wyczekująco na panów. Daniel zrobił ogromne oczy, a John, z racji swojego zawodu, zachował kamienną twarz.
-Ale czemu? Po co?- dopytywał się pierwszy z nich.
-Rozmawiałam dzisiaj z mamą i była jakaś dziwna i uparła się, że po mnie przyjedzie.- wyjaśniła i pokręciła głową na znak, że nic nie rozumie.- Nigdy nie mówiła do mnie takim tonem. Myślałam, że ona mnie zrozumie, ale tak się nie stało. Wydaje mi się, że nasze relacje z niewiadomych dla mnie przyczyn, uległy pogorszeniu. Musiałam coś wymyśleć, byle tylko tu nie przyjeżdżała.
-Żeby się upewnić, twoja mama może tutaj przyjechać. Co wtedy zrobisz?- wtrącił John.
-Nie wiem. Gdzieś się schowam albo coś takiego.- oznajmiła nie do końca przekonana.
-Dobrze. Zrobię tak jak chcesz, ale żebyś tego nie żałowała później.- doradził Daniel i napił się szkockiej.
-Nie będę.- zapewniła.- A teraz przepraszam, ale pójdę się przewietrzyć. Duszno się tutaj zrobiło.
-Wszystko w porządku? Jeśli chcesz, to pójdziemy z tobą.- rzekła Daniel łapiąc ją za rękę.
-Tak, wszystko dobrze, ale chciałabym pójść sama. Nic mi nie będzie.- uśmiechnęła się do panów i opuściła pomieszczenie.


Sal właśnie podjeżdżał pod posiadłość państwa Verroni, by zabrać Sofii na wieczorny spacer. Pogoda sprzyjała takim wypadom, więc stwierdził, że blondynka bardzo się ucieszy z tego pomysłu. Jeszcze dobrze nie wysiadł z samochodu, a już zauważył że kobieta leci w jego kierunku. Wyglądało to dość komicznie, bo miała na sobie kilkucentymetrowe szpilki.
-Witaj kochanie.-przywitała się namiętny pocałunkiem.- Stęskniłam się za tobą.
-Miło to słyszeć. Już nawet nie wspomnę, że widzieliśmy się kilka godzin temu.- odpowiedział jej i przygarnął ją do siebie by złożyć kolejnego całusa na jej miękkich ustach.
-To co robimy?- zapytała.
-Idziemy na spacer, bo jest fajna pogoda i trochę ruchu nam się przyda. Pasuje?
-Jak najbardziej.- uśmiechnęła się promiennie i spojrzała na swoje buty.- A może podjedziemy do centrum, czy gdzie tam chcesz spacerować i dopiero wtedy urządzimy sobie wycieczkę, hmm?
-Jak chcesz, skarbie.- Otworzył jej drzwi do samochodu i poczekał aż wsiądzie by je zamknąć. Obszedł pojazd dookoła i usiadł na miejscu kierowcy. Przekręcił kluczyk w stacyjce i odjechał spod posiadłości. Całą drogę milczeli, ale za bardzo im to nie przeszkadzało. Nie musieli ze sobą rozmawiać, by cieszyć się swoją obecnością. Gdy po dziesięciu minutach dojechali na miejsce, Sal pierwszy wysiadł z samochodu, by pomóc wysiąść Sofii. Zamknął auto jednym z guziczków na pilocie, który znajdował się przy kluczach, i złapał blondynkę za rękę. Poprowadził ją w stronę dobrze oświetlonego parku, by po chwili spacerować jego uliczkami. Sofia wtuliła się w jego ramie i cieszyła się tą magiczną chwilą.
-Dzwoniła dzisiaj Elena.- zagadnęła i spojrzała na jego twarz, która diametralnie się zmieniła.
-Tak? I dopiero teraz mi to mówisz?- zapytał z niedowierzaniem w głosie.- Co ci powiedziała?
-Nie rozmawiałam z nią. To Anastasia z nią rozmawiała. Elena powiedziała, że leci do Europy, ale nie powiedziała dokładnie gdzie. Mówiła coś, że nie może być już w tym miejscu, gdzie znajduje się obecnie. Anastasia się zdenerwowała. Jeszcze nie potrafi przyjąć do wiadomości, ze jej córka w tak młodym wieku zaszła w ciąże. Dimitris się cieszy, że będzie miał wnuka albo wnuczkę, ale do Anastasii nic nie dociera.- spojrzała smutno w przestrzeń, przypominając sobie minę matki Eleny, gdy z nią rozmawiała.
-W Europie, to my jej nigdy nie znajdziemy.- jęknął Sal.
-Wiesz, dużo o tym myślałam i z jednej strony, to dobrze, że Elena wyjechała.- wyznała nadal nie odwracając wzroku. Brunet gwałtownie przystanął i spojrzał na nią, nie do końca rozumiejąc, co ona do niego mówi.
-Co ty bredzisz? Przecież Elena powinna być tutaj, z Martinem, z nami.
-Ona potrzebuje spokoju, a tutaj na pewno go nie znajdzie. Gdybym była na jej miejscu, prawdopodobnie postąpiłabym tak samo.- wyznała w końcu spoglądając na niego.
-Przecież Martin jej nie zdradził. To jest zwykłe nieporozumienie.- upierał się przy swoim.- Jakby znała prawdę, to postąpiłaby inaczej. Jestem tego pewien.
-A ja nie.- zaprzeczyła, stając w miejscu.- Sam ich nakryłeś i powinieneś wiedzieć, że gdyby nie ty, to prawdopodobnie by do tego doszło. Ona czuje się właśnie w ten sposób oszukana. Ufała im, a tu wywinęli jej taki numer. Elena miała prawo postąpić tak, jak postąpiła.
- Myślałem, ze nie masz już do nich żalu, o to co jej zrobili- dodał cicho przyglądając się jej twarzy.- Mój brat ma prawo poznać swoje dziecko.
-Bo nie mam już do nich żalu, ale staram się zrozumieć Elenę. Przez jeden incydent porzuciła wszystkich a teraz jest niewiadomo gdzie i z kim. Pewnie nie ma się komu wyżalić. A jeśli chodzi o dziecko, to też myślę, że Martin ma do niego prawo, ale chyba powinniśmy dać Elenie trochę czasu na przemyślenie tego. Pewnego dnia sama tutaj przyjedzie i mam zamiar na nią czekać.- wyjaśniła mu i powoli zaczęła iść przed siebie.
-Nie wydaje mi się, by kiedykolwiek tutaj wróciła z własnej woli. Gdyby o tym myślała, to na pewno nie leciałaby do Europy!- zaprotestował, podnosząc głos.
-Chyba się nie dogadamy w tej sprawie.- mruknęła i przyśpieszyła kroku, a Sal wziął kilka głębszych oddechów i poszedł za nią.
-Sofii, co się z tobą dzieje?- zapytał, chwytając ją za ramię i odwracając w swoją stronę.- Jesteś jakaś inna odkąd ona wyjechała.
-Nic się ze mną nie dzieję. To wszystko powoli mnie przerasta. Tęsknie za nią. Miałam tylko ją.- powiedziała cicho i zapatrzyła się w odległy punkt na niebie.- Moja matka wyjechała, ojciec jest w klinice, z Ines nie potrafię rozmawiać, Martin ma swoje problemy, Sergio stał się ostrożniejszy w stosunku do wszystkich, a w dodatku mieszkam w domu w którym wszystko zaczyna się psuć. Myślałam, że oni są idealną rodziną, a właśnie w takim momencie widać, że to tylko złudzenie.- Sal wziął jej głowę w swoje dłonie, zmuszając, by spojrzała mu prosto w oczy.
-A ja? Mam jakieś miejsce w twoim życiu?
-Myślisz, że to przetrwa? Przecież to jest takie kruche… Zauważyłam, że mamy inne poglądy na różne sprawy, przez co niejednokrotnie będą występować spięcia pomiędzy nami.
-Obiecuję ci, że to przetrwa. Nie pozwolę, by jakieś mało ważne sprawy nas rozdzieliły.- Pocałował ją w czubek głowy i mocno przytulił.
Elena siedziała na niewielkiej ławce, która stała pośrodku ogromnego ogrodu o który dbała Alice. Miała już dosyć tego wszystkiego, co działo się wokół niej. Tak bardzo brakowało jej Martina. Jego głosu, dotyku, zapachu. Wszystkiego, co było z nim związane. Kochała go, ale ta miłość wyniszczała ją od środka, a podobno miłość ma uskrzydlać. Z każdym nowym dniem, ból w jej sercu stawał się silniejszy. Z całych sil starała się go ignorować i zazwyczaj jej się to udawało, ale wieczorem wszystko powracało. Ten dzień był dla niej bardzo trudny. Uświadomiła sobie, że nie ma wsparcia w swojej matce, chociaż tak naprawdę, to nigdy go nie miała. To zawsze ona musiała się zachowywać według jej uznania. Idealny domek z kart właśnie runął i wyszło na jaw, że jej życie nigdy nie było idealne, wbrew pozorom. Wszystko zaczynało tracić sens. Wcześniej miała marzenia, plany, a teraz? Myślała tylko o swoim dziecku, które rozwijało się pod jej sercem. Jej jedyny skarb, który jej pozostał. Zdawała sobie sprawę, że nie wszystkim się to podoba, że jest w ciąży, ale ją to nie obchodziło. Sama potrafiła zadbać o swoje dziecko i sprawić, by było szczęśliwe. Teraz żyła tylko i wyłącznie dla dziecka. Gdyby nie ono, to nie wiedziałaby jakby się to dalej potoczyło. Jej rozmyślenia przerwał John, który położył lewą dłoń na jej ramieniu, a prawej trzymał telefon.
-To do ciebie.-powiedział i podał jej aparat.
-Dziękuję.- odpowiedziała i przystawiła telefon do ucha.- Tak? -rzekła do swojego rozmówcy i przyglądała się jak John wraca się do domu. Jego postawa oraz gesty wydawały jej się tak znajome.
-Cześć córeczko.-wyrwał ją z zamyślenia ojciec.- Co tam u ciebie?
-Tato, tak się cieszę, że dzwonisz.- Prawie krzyknęła z radości. –Bardzo za tobą tęsknie.
-Ja za tobą również. Usłyszałem, że wyjeżdżasz do Europy…- urwał Dimitris.
-Nie do końca.-przyznała.- Powiedziałam tak, bo nie chcę, by mama tutaj przyjechała, a to będzie jedyne wyjście, by ją odciągnąć od Monterrey.
-Rozumiem, ale to może być dobry pomysł. Mamy domek w Rzymie. Mogłabyś odpocząć, nabrać do tego wszystkiego dystansu i zregenerować siły, by stawić czoła nowemu życiu.-wyjaśnił jej spokojnym, ojcowskim głosem.
-Nie jesteś na mnie zły, że wyjechałam?- zapytała wprost.
-Jesteś dorosła. Masz prawo decydować o swoim życiu. Ja jedynie, mogę sprawić, by żyło ci się wygodniej.
-Och tatusiu-Po jej policzkach poleciało kilka łez, ale szybkim ruchem dłoni je otarła.- Jesteś niesamowity.
-Wiem, a ty jesteś tego najlepszym dowodem.- Roześmiał się i przekazał córce kilka wiadomości związanych z firmą. Elena słuchała go bardzo uważanie, starając się wszystko zapamiętać. Po kilkuminutowej rozmowie, pożegnała się z ojcem i wstała z ławki. Odwracając się zauważyła Johna, który opierał się o drzewo.
-Od razu wiedziałem, że jesteś córeczką tatusia.-szepnął, gdy zbliżyła się niebezpiecznie blisko niego. Kobieta uśmiechnęła się pod nosem i pochyliła się w jego kierunku. Jego ciało natychmiast się naprężyło, a w głowie zapanowała pustka.
-Wal się.- powiedziała mu, a następnie głośno się roześmiała i wróciła do domu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zbuntowana.com
King kong
King kong


Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 1075
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:46:19 21-01-13    Temat postu:

kiedy kolejny rozdzial?jest super to opowiadanie i te emocje ach uwielbiam levki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 17 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:09:33 22-01-13    Temat postu:

Kochana wiedz że czytam ale teraz mam sesje więcej nie mam czasu za bardzo ... Obiecuje napisać stosowny komentarz po tej całej męczarni! Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shelly
King kong
King kong


Dołączył: 20 Gru 2011
Posty: 1681
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:38:46 26-01-13    Temat postu:

Ja też na pewno nie zapomniałam i oczywiście czytam, stęskniłam się. :c
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:17:45 27-01-13    Temat postu:

Zbuntowana.com cieszę się, że spodobało Ci się moje opowiadanie
Aneta:), karolina1919 Bardzo się cieszę, że macie ochotę, to jeszcze czytać Aneta nie martw się, całkowicie Cię rozumiem. Ja też miałam teraz tyle na głowie, że już nie wyrabiałam i nie miałam czasu napisać jakikolwiek komentarz...

Nowy rozdział powinien pojawić się na początku lutego
Pozdrawiam Kasia
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kaśka3001
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 13 Lis 2010
Posty: 621
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:00:53 22-02-13    Temat postu:

Przepraszam, za małe opóźnienie i zapraszam na nowy rozdział



Martin siedział nad stertą dokumentów, które zawalały jego biurko w gabinecie firmy. Ostatnio właśnie te miejsce stało się jego domem. Jedynie praca pozwalała mu zapomnieć. Spojrzał na kalendarz i zobaczył, że jest dwudziestego siódmego sierpnia. Od ośmiu tygodni nie ma pojęcia, gdzie znajduje się Elena. Detektyw, mimo szczerych chęci, nadal nic nie znalazł. Nie mógł namierzyć jej karty kredytowej, ponieważ przeniosła swoje oszczędności do innego banku. Jednym zdaniem: Rozpłynęła się w powietrzu. Mężczyzna z każdym dniem tracił nadzieję, że ją jeszcze kiedykolwiek zobaczy. Po chwili usłyszał ciche pukanie do drzwi. Nie zdążył odpowiedzieć, bo jego gość, czyli jego ojciec Pedro, był już w środku. Po mimo swojego wieku, nadal utrzymywał się w formie. Gdyby ktoś się spodziewał, że Pedro Alcarazz jest przygarbionym staruszkiem, to grubo by się mylił. Mężczyzna, był tego samego wzrostu co Martin i miał kruczoczarne włosy jak Sal. Nie było na nich widać ani jednego siwego włoska. Samą swoją postawą i wyrazem twarzy budził respekt, dlatego blondyn się zastanawiał, dlaczego ojciec już chce oddać swoją firmę synowi.
-Potrzebujesz czegoś?- zapytał swojego ojca.
-Masz teczkę „Dream Coast” ?
-Tak, gdzieś tu powinna leżeć.- odpowiedział przerzucając papiery z jednego stosu na drugi, gdy wreszcie ją znalazł.-Mam. Właśnie, miałem pogadać z tobą o tym. Według mnie, architekt powinien nanieść małe zmiany. Ten hotele, musi się wyróżniać, ale musi też grać z naturą. Nie możemy postawić szklanego gmachu na środku plaży. To bardziej odstraszy, niż przyciągnie. Jutro mamy telekonferencje z właścicielem, więc możemy mu zasugerować inne pomysły.
-Świetnie.-pochwalił ojciec.- Wiedziałem, że masz smykałkę to takich rzeczy. Jeszcze dzisiaj zlecę, by przygotowali zastępczy projekt. Jak chcesz, to możesz już jechać do domu.- zaproponował.
-Dzięki, ale nie. Jest jeszcze kilka projektów, które musze przejrzeć.
-Musisz nauczyć się żyć bez niej, bo inaczej się wykończysz.-poradził Pedro. –Od prawie dwóch miesięcy, nic o niej nie wiesz i przykro mi, ale nic się na to nie zanosi, że to się zmieni.
-To nie jest takie łatwe!- wybuchnął, gwałtownie podnosząc się z fotela.- Nie chodzi już tylko o Elenę. Schrzaniłem sprawę i nie chce mnie znać. Rozumiem. Ale nie mogę znieść faktu, że prawdopodobnie nigdy nie poznam swojego dziecka. Za kilka lat będzie mogło przejść koło mnie, a ja nawet nie będę o tym wiedział. Nie będę miał możliwości uczestniczenia w jego życiu. I o to, mam ogromny żal do Eleny. Nie ma prawa pozbawiać mnie możliwości poznania własnego dziecka. A nawet jeśli poznam swoje dziecko, to nie chcę być niedzielnym tatusiem, który nic o nim nie wie.- dodał już spokojniej.- Nie szukam jej już, by ją prosić o wybaczenie, bo wiem, że to niemożliwe, ale dlatego, że chce sprawować opiekę nad dzieckiem. Jeśli będzie trzeba, udowodnię swoje ojcostwo w sądzie.
-Nie uważasz, że przemawia przez ciebie złość? Przecież nie chcesz walczyć z Eleną.
-Jeśli nie umożliwi mi dostępu to dziecka, to nie zawaham się z pójściem do sądu.- powiedział stanowczym głosem.- Mam już dość robienia z Eleny, biednej skrzywdzonej kobiety. Gdyby nas wysłuchała, to by wiedziała, że do tej cholernej zdrady nie doszło. Sergio poznał prawdę i teraz znowu tworzą z Ines zgraną parę. O ile mi wiadomo, to nawet gdzieś wyjechali. Ale jak widać, Elena już sobie wyrobiła o mnie zdanie i nie zamierza go zmieniać.
-Lepiej zakończmy ten temat, bo ty też już się na coś uparłeś.- Pokręcił z rezygnacją głową, patrząc na postawę syna.- Odkąd wyprowadziłeś się do swojego mieszkania, matka rzadko cie widuje, dlatego chciałaby, byś przyszedł dzisiaj na kolację. Będzie też Sofia i Sal.
-Przeproś ją w moim imieniu, ale dzisiaj nie mogę. Idę z Sillvaną na jakiś pokaz mody. Bardzo jej na tym zależało, więc się zgodziłem.- Wzruszył ramionami i usiadł przy swoim biurku.
-Silvana?- Ojciec popatrzył na swojego syna wielkimi oczami.
-Tak, spotykamy się od kilku tygodni. Miło spędzamy czas.- podsumował i zabrał się za czytanie dokumentów, dając tym znak swojemu ojcu, że rozmowa już skończona.
-Rozumiem, baw się dobrze.- rzekł ojciec i skierował się w stronę wyjścia z teczką w ręku.
-Dzięki- mruknął w odpowiedzi, po usłyszeniu zamykanych drzwi. Nie minęła minuta, a jego komórka zaczęła dzwonić. Odebrał nie patrząc na wyświetlacz. Po kilku usłyszał przesłodzony głos Silvany:
-Witaj przystojniaku, mam nadzieję, że nie przeszkadzam, ale chciałam ci przypomnieć, że dzisiaj jest pokaz mody.
-Tak, pamiętam. Nie mógłbym o tym zapomnieć.- odezwał się zrezygnowanym tonem.- O której mam po ciebie przyjechać?
- O siódmej, tak jak się umawialiśmy. Stało się coś? Masz taki ponury głos.
-Wszystko jest w porządku, tylko rozmawiałem z ojcem o Elenie i o naszym dziecku.
-Elena, jest w ciąży?- wykrztusiła zaskoczona kobieta. W tej sytuacji jej i Marcusa plany mogą uleć zmianie. Musiała jak najszybciej się z nim skontaktować, by coś z tym zrobić.
-No tak.- odparł Martin.- Nie mówiłem ci o tym?
-Chyba zapomniałeś.-mruknęła.- Ale nic się nie stało.- powiedziała nienaturalnie słodkim głosem.- Muszę już kończyć. Spotkamy się wieczorem. Buziaczki!- Nim Martin zdążył odpowiedzieć, już się rozłączyła.
Sofia właśnie wychodziła z domu, gdy zapiszczał jej telefon. Szybko wyciągnęła go z swojej czarnej torebki i odczytała wiadomość od swojego chłopaka: „Przepraszam, ale nie mogę po ciebie podjechać. Jeśli chcesz, możemy spotkać się za godzinę w parku w centrum. Pamiętaj o dzisiejszej kolacji z moimi rodzicami.” Kilka tygodni temu, mocno by się zdziwiła, gdyby dostała od niego wiadomość, która zawiera same informacje, bez żadnych buziaczków, ani innych podobnych rzeczy. Niestety, dla nich jest to już normalne. Spotykali się coraz rzadziej, bo Sal był ciągle zajęty. Oczywiście nigdy nie tłumaczył jej czym. Jak zawsze uważał, że to nie jest jej sprawa. Na początku, bardzo to blondynce przeszkadzało, ale żeby nie stracić Sala, nic więcej nie mówiła. Dzisiaj jednak nic nie było w stanie popsuć, jej dobrego humoru, bo miała dla Sala dobrą wiadomość. Wolnym spacerkiem ruszyła w stronę parku. Po godzinie marszu, usiadła na jednej z metalowych ławek. Bruneta jeszcze nie było. Pięć minut później zjawił się, tłumacząc, że utknął w korku. Dał jej przelotnego całusa i usiadł obok.
-Mówiłaś, że masz dla mnie jakąś dobrą wiadomość. O co chodzi?- Sofia szybko wyciągnęła z swojej torebki kawałek papieru. Rozłożyła go, bo był zgięty na pół i pomachała Salowi przed oczami, mówiąc z dumą:
-Właśnie masz przed sobą studentkę pierwszego roku szkoły fotograficznej!- Nie spodziewała się po nim wybuchu radości, ale myślała, że przynajmniej jej pogratuluje. Natomiast on tylko spojrzał na nią z kpiną w oczach i powtórzył:
-Fotograf?
-No tak.- powiedziała zmieszana.- Przecież mówiłam ci, że moim marzeniem jest zostać fotografem.
-O ile dobrze pamiętam, to ja ci mówiłem, że latanie z aparatem nie jest dobrym zawodem. Przecież daleko w tym nie zajdziesz. Fotografowanie może być twoim hobby, ale nie pomysłem na życie!- oburzył się i wstał z ławki.
-Myślałam, że się ucieszysz…
-Chyba mnie nie znasz, skoro myślisz, że cieszę się iż moja dziewczyna będzie fotografem.-warknął. Sofia poczuła piekące łzy pod powiekami, ale za żadne skarby, nie chciała mu pokazać, jak te słowa ją zraniły.
-Przecież to zawód jak każdy inny…- szepnęła, ponieważ niebyła w stanie wydobyć z siebie nic głośniejszego.
-No właśnie!- wybuchnął –Postaw się w moje sytuacji. Mam zamiar zostać prawnikiem. Ciężko jest zaistnieć w tym świecie. Będę musiał uczestniczyć w życiu publicznym. I jak będę cię przedstawiał, to co powiem? „Witam państwa, oto moja dziewczyna Sofia. Jest fotografem i lata sobie z aparatem po jakieś łące i fotografuje robaczki, albo robi rodzinne portrety w jakimś podrzędnym studiu” Tak to sobie wyobrażasz?!
-Więc chodzi ci o to, jak ty się będziesz czuł?- wykrztusiła po chwili.- Nie obchodzi cie, co ja sobie pomyślę, albo co chcę robić?
-Nadal nic nie rozumiesz. Jesteś aż tak głupia?- zapytał z furią w oczach.
-Teraz uważasz, że jestem głupia… Doskonale.- Wstała z ławki i nic więcej nie dodając, ruszyła w kierunku domu.
-Gdzie idziesz?- zawołał za nią, ale nawet się nie pofatygował by ją dogonić.
-Obchodzi cię to?- Odwróciła się na moment w jego kierunku.- Przecież nie obchodzi cie nic, co nie dotyczy ciebie.- Sal patrzył na nią w skupieniu przez kilkanaście minut. Już otwierał usta, by powiedzieć, że się myli, ale zamiast tego rzucił:
-Dzisiaj jemy kolacje z moimi rodzicami. Proszę, nie zapomnij o tym.
-Oczywiście.- Pokręciła głową i odeszła. Brunet przyglądał się jak znika za rogiem i z całej siły kopnął w pień drzewa.
-Do diabła z tym!

Elana leżała na hamaku, ciesząc się ciepłymi promieniami słońca. Machinalnie głaskała się po swoim brzuchu. Ciąża była jeszcze nie widoczna dla postronnych obserwatorów, ale ona już zauważyła, że jej brzuch zaczyna się powiększać. Jednym z tych znaków było to, że nie potrafiła się już wcisnąć w swoje ulubione dżinsy. Gdy tak leżała, zastanawiała się, jak będzie wyglądało jej dziecko. Czy będzie miało jej oczy, a włosy swojego ojca. A może na odwrót. Albo będzie podobne tylko do niej lub do niego. Możliwości było wiele, ale w jej marzeniach, zawsze pojawiał się malutki blondyn z ciemnymi oczami i uśmiechem od ucha do ucha. Mimo zdarzeń przed kilkoma tygodniami, Elena chciała, by jej dziecko chociaż w minimalnym stopniu było podobne do swojego ojca. Wspominając Martina, już nie czuła tego dominującego bólu, jak na początku. Owszem, nadal miała do niego żal, za to, co jej zrobił, ale zdała sobie sprawę, że to w niczym jej nie pomoże. Teraz, nazywała go tylko ojcem swojego dziecka. Ojcem, który nigdy go nie pozna. Uśmiechnęła się smutno, gdy to sobie uświadomiła. Już nie chodziło o to, że chciała ukarać blondyna. Bardziej obawiała się tego, że odrzuci swoje dziecko. Skoro była dla niego tylko wakacyjną przygodą, to nie było sensu, obciążać go konsekwencjami ich lekkomyślności. Wiedziała, że sama sobie poradzi i wychowa swojego malucha na dobrego człowieka. Leżała i rozmyślałaby tak dalej, ale kątem oka zauważyła zbliżającego się Johna. W dżinsach i białej koszulce polo prezentował się rewelacyjnie. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Biel materiału idealnie kontrastowała z jego opaloną skórą. W sposobie jego bycia, czy poruszania się, często widziała Martina, ale nigdy nie powiedziała tego na głos.
-Cześć, piękna- Przywitał się z nią całusem w policzek. Już chciała się podnieć, ale stanowczo jej to uniemożliwił, trzymając ją jedną ręką za ramiona. –Nie wstawaj, bo znowu źle się poczujesz.
-Ile razy mam ci tłumaczyć, że wtedy tylko za szybko wstałam?- zapytała patrząc na niego z ukosa, ale nie próbowała już wstawać.
-Tak i tylko dlatego zrobiłaś się trupio blada, a później zielona.- zironizował i podał jej wysoką szklankę z sokiem owocowym. – Jak wchodziłem zauważyłem Alicie, która prosiła bym ci to dał. Boi się, że się odwodnisz, przez te częste wymioty. Byłaś już z tym u lekarza?
- W przyszłym tygodniu mam kontrolną wizytę, więc wtedy mu powiem.- Zrobiła mały łyczek i położyła szklankę na malutkim stoliku, który stał koło niej, gdy John wygodnie rozsiadł się pod drzewem. Oparł się o gruby pień i skierował twarz do Słońca.- Jak było w pracy?
- Nic specjalnego.- odpowiedział, nawet nie otwierając oczu.-Trochę pobrudziłem sobie ubranie od krwi, ale i tak mi się za specjalnie nie podobało.- Otworzył jedno oko i spojrzał na Elenę, która zgromiła go wzrokiem. Nie mógł nie wybuchnąć śmiechem, gdy zobaczył jej minę.
-To nie jest śmieszne!- krzyknęła.
-Według mnie jest.
-Masz dziwne poczucie humoru.
-Możliwe.- przytaknął i puścił do niej oko. –Gdzie Daniel?
-Chyba w firmie. Musiał coś pilnie załatwić przed jutrzejszym wylotem do Australii.
-Myślałem, że macie ludzi, którzy zajmują się takimi wyjazdami.- zdziwił się.
-Bo mamy, ale to jest coś super ważnego, że musi jechać właściciel.- wyjaśniła mu, cały czas na niego spoglądając. Był marzeniem każdej kobiety, ale on konsekwentnie unikał stałych związków. Elena nigdy nie wiedziała dlaczego, ale nie chciała go o to pytać. Była zdania, że jeśli sam będzie chciał jej coś powiedzieć, to powie.
-Daniel jest współwłaścicielem i to mniejszościowym, więc dlaczego nie lecisz z nim, skoro cały ten burdel należy do ciebie?
-Chciałam lecieć do Sydney!- zaprzeczyła gwałtownie.- Ale powiedział, że za żadne skarby nie pozwoli mi tego zrobić i że dopilnuje, bym nawet nie wychyliła nosa poza posiadłość w tym stanie.- Przybrała minę skrzywdzonej dziewczynki, która pobiegła poskarżyć się swojemu starszemu bracie. John spojrzał na nią, jakby wyrosła jej druga głowa i ponownie wybuchł głębokim, szczerym śmiechem, który nie jedną kobietę potrafi rzucić na kolana.- Widzę, że masz ze mnie świetny ubaw.
-Nawet sobie tego nie wyobrażasz.- rzucił, teatralnie ocierając oczy.- Powinnaś o siebie bardziej dbać.- dodał już poważniej.- Podróż do Australii jest bardzo długa. W twoim stanie, przyniosłaby ona więcej szkód niż pożytku.
-Ale mi się już nudzi.- jęknęła.- Od ośmiu tygodni, siedzę i dosłownie nic nie robię. Już mam tego dość.
-Za miesiąc zaczynasz studnia. Do tego czasu powinnaś nabrać sił. Jeżeli poczujesz się lepiej i będziesz miała na to ochotę, to mogę cię gdzieś zabrać, a do tego czasu, będę musiał ci jakoś urozmaicić te straszne leniuchowanie.- posłał jej swój szelmowski uśmiech i skierował swój wzrok na idąca do nich postać. – O! Idzie nasz potwór. –Daniel spojrzał na nich pytającym wzrokiem. Miał na sobie idealnie skrojony, jasny garnitur oraz ciemną koszulę, która pierwsze dwa guziki miała rozpięte.
-Czy ja o czymś nie wiem? – zapytał, kiedy ta dwójka nadal nic nie mówiła.
-Elena mi się poskarżyła, jaki to z ciebie bydlak, bo nie chcesz jej puścić do Sydney. W dodatku grozisz jej, że zamkniesz ją w domu. Nieładnie.- pokręcił głową, udając poważnego, ale za bardzo mu to nie wychodziło.
-Nie powiedziałam nic takiego!- zaprotestowała szybko Elena gdy zobaczyła groźną twarz Daniela.
-Na to samo wychodzi. Może ubrałaś to w inne słowa, ale kontekst jest ten sam.- sprostował z ledwie powstrzymywanym śmiechem.
-Nawet gdybyś nasłała na mnie całe FBI, to nie zmieniłbym zdania. Więc nie licz na to, że ten marny agencik, któremu się poskarżyłaś, wpłynie na moją decyzję.- rzekł z aroganckim uśmieszkiem.
-Och Daniel.- westchnął głośno.- Módl się, by Bóg wybaczył ci te kłamstwa.
-Nie przesadzaj, że uraziłem twoje ego.- zażartował.-Chodźmy do środka. Elena nie powinna tak długo leżeć na słońcu.
-Racja- Podniósł się John i otrzepał swoje spodnie z trawy.
-A może byście tak mnie zapytali o zdanie?- zauważyła kobieta.
-No chyba nie odmówisz takim przystojniakom towarzystwa przy drinku?
-Jakbym mogła.- zaśmiała się i razem z mężczyznami weszła do środka.
Następnego dnia, Elena obudziła się w doskonałym humorze. Nie obudziły ją poranne mdłości, ani nie odczuwała zawrotów głowy przy wstawaniu. Załączyła telewizor i już miała wchodzić do łazienki, by wziąć prysznic, gdy usłyszała nazwisko Martina. Szybko wzięła pilot od telewizora i pogłośniła, by lepiej mogła słyszeć reporterkę, która relacjonowała przebieg wczorajszego pokazu mody.
-Na wczorajszym pokazie mody pojawiła się modelka Silvana Rivera w towarzystwie Martina Alcarazz. Według ostatnich doniesień, młody Alcarazz ma przejąć jedną z największych firm architektonicznych w Meksyku po swoim ojcu, Pedro Alcarazz. Czy nie uważacie, że Martin i Silvana tworzą piękną parę? –Elena już nie słyszała dalszych słów reporterki. Przyglądała się parze, która była pokazywana. Nie sądziła, że widok Martina zrobi na niej takie piorunujące wrażenie. W czarnym garniturze i czarnej koszuli wyglądał rewelacyjnie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wisiała na nim pewna kobieta w długiej, czerwonej sukni, która więcej odkrywała niż zakrywała. Mogłaby tam stać każda inna kobieta i nie zrobiłoby to na niej wrażenia, ale widok Silvany sprawił, że miała trudności z oddychaniem. Nie mogła już dłużej na to patrzeć, więc wyłączyła telewizor i szybkim krokiem skierowała się na dół do jadalni, gdzie Daniel jadł śniadanie.
-Czy jak zwolnię doradców, jest szansa, że nasza firma będzie najlepsza w Meksyku?- zapytała, nawet się nie przywitawszy. Mężczyzna zaskoczony jej pytaniem, zrobił łyk czarnej kawy i odparł powoli:
-Prawdopodobnie tak, ale ostatnio ustaliliśmy, że zwolnisz doradców dopiero, gdy czegoś się nauczysz na temat zarządzania firmą.
-Tak, ale to nie ma sensu. Uczyć się zacznę już teraz, a ci ludzie nie pozwalają ci działać. Blokują wszystkie twoje pomysły w obawie, że są zbyt ryzykowne. Z nimi daleką nie zajdziemy. Jak przylecisz z Australii, to się tym zajmiemy, bo dzisiaj już nie zdążymy przed twoim wylotem.
-Dobrze, ale co cię skłoniło do zmiany zdania?
-Ta firma jest przyszłością moją i mojego dziecka. Nie opłaca się trzymać doradców, którzy wszystkiego zabraniają. Nasza firma musi być najlepsza. Ufam ci i wierzę, że ci się to uda. –wyjaśniła, siadając na miejscu obok. Nalała sobie wody mineralnej i wolno ją popisała, by uspokoić skołatane nerwy.
-Wszystko w porządku.- zaniepokoił się mężczyzna, bo stała się strasznie blada.
-W jak najlepszym.- zapewniła go, nawet na niego nie patrząc.
Blondyn już po śniadaniu pojechał do siedziby firmy. Przywitał się skinieniem głowy z swoją sekretarką i przekroczył próg swojego gabinetu. Teczkę z dokumentami położył na biurku i nawet nie zdążył załączyć laptopa, gdy zadzwoniła do niego Kelly- jego sekretarka, że ma gościa, który pilnie się chce z nim zobaczyć. Mężczyzna zgodził się, by go przyprowadziła i sam rozsiadł się w skórzanym fotelu. Po kilkunastu sekundach drzwi gabinetu się otworzyły i ukazał się w nich Marcus w towarzystwie sekretarki.
-Kelly, zostaw nas samych.- rzekł do sekretarki, która pośpiesznie opuściła pomieszczenie.-Czego chcesz?
-Przyszedłem na przyjacielską pogawędkę.- powiedział z cwanym uśmieszkiem, siadając naprzeciwko Martina.
-Nie przypominam sobie, byśmy byli przyjaciółmi.
-Szkoda, nie sądzisz?
-Do rzeczy.- warknął zniecierpliwiony tą całą rozmową.
-Przestań szukać Eleny. Ona nie chce cie znać.
-A skąd ty to możesz wiedzieć?- zapytał obojętnym tonem.
-Bo mi to powiedziała.- zapewnił spokojnie.- Zrozum, te ciągłe ukrywanie się, źle wpływa na nią i na moje dziecko.- dodał z udawaną troską w głosie.
-Twoje dziecko?- powtórzył nie za bardzo wiedząc o co mu chodzi.
-No tak. Nie wiedziałeś, że spodziewamy się dziecka?- zapytał, czekając na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Martin natomiast po usłyszeniu tej nowiny wybuchł gromkim śmiechem.
- I ty miałbyś być ojcem tego dziecka? Dobry żart, człowieku. Już dawno się tak nie ubawiłem.
-Wiedziałem, że możesz mi nie uwierzyć, więc coś ci przyniosłem.- oznajmił i rzucił szarą kopertę na blat biurka. Martin niechętnym gestem podniósł kopertę i wyciągnął zawartość. Były to zdjęcia Marcusa i Eleny, którzy leżeli uśmiechnięci w zwiniętej pościeli. Momentalnie krew wzburzyła mu się w żyłach, ale za nic w świecie tego nie pokazał. Jego twarz nadal była kamienną maską, jedynie mięsień w jego policzku wskazywał na jakąkolwiek reakcje z jego strony.
-Myślisz, że uwierzę iż te zdjęcia są prawdziwe?
-Nie bawię się w fotomontaż.
-Jeśli chcesz, bym uwierzył w tą historyjkę, to niech Elena ją potwierdzi.
-Nie wiem, czy będzie miała ochotę z tobą rozmawiać, ale zapytam.- Podniósł się z swojego miejsca i ruszył w kierunku drzwi.- Zdjęcia zostawię ci na pamiątkę. Mam jeszcze takich miliony.- zaśmiał się i wyszedł zadowolony z jego gabinetu. Martin przez kilka minut przyglądał się fotografią, nie wierząc, że może być to prawda. Nagle wstał gwałtownie, niemal przewracając przy tym fotel i wyszedł z gabinetu.
-Przekaż mojemu ojcu, że dzisiaj już nie wrócę.- rzucił do swojej zdezorientowanej sekretarki i windą zjechał na podziemny parking. Szybko skierował się do swojego sportowego samochodu i nawet nie zapinając pasów, ruszył z piskiem opon.

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 21, 22, 23  Następny
Strona 22 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin