Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ciemna strona. odcinek 56 ! Zapraszam :)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19 ... 27, 28, 29  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
reniuzka
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 20 Gru 2007
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 21:06:41 28-12-10    Temat postu:

Aa tu kiedy można liczyć na jakiś newik??)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Brooklyn
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 10444
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z klatki B
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:27:03 02-01-11    Temat postu:

Odcinek 34



"Gdy zapuka do mych drzwi pytając czy jestem gotów
Ja nie odpowiem nic odrzucę swój niepokój
Krainy mroku, dotrzymam kroku a wokół cisza
zagra melodię, wyświetli obrazy z życia
I przestanę oddychać tym powietrzem pełnym zdrady
I zamknę oczy, żeby nie patrzeć, żeby to zabić
Już bez obawy spoglądać z góry na świat
Trzymając w garściach prawdę zawartą w gwiazdach
Spójrz na te światła w tą bezchmurną noc
I wypowiedz życzenie, które odmieni twój los
Usłyszysz głos dobiegający z daleka
Nie bój się, pomyśl co na nas czeka."

Diana z Harrym siedzieli na ganku, obserwując gwieździste niebo. Blondynka była szczęśliwa, że znajduje się właśnie tutaj razem z chłopakiem. Nie chciała wracać do swojego domu, w którym nie miała już czego szukać.
-Jutro będzie ładna pogoda...- Harry postanowił przerwać ciszę, która go krępowała.Nie chciał podejmować drażliwych dla mniej tematów. Diana spojrzała, na niego wyrywając się z głębokiego zamyślenia.
-Czemu to robisz? -spytała i wzięła łyk gorącej czekolady ze swojego kubka.
-Co?- spytał zaskoczony.
-Pomagasz mi w najgorszych chwilach mojego życia i nie mówisz, że coś chcesz w zamian... To do ciebie nie podobne. -wyznała. Harry spojrzał jej głęboko w oczy i westchnął.
-Zmarzniesz... -odpowiedział i okrył blondynkę szczelniej kocem.
-Dlaczego zmieniasz temat? - spytała. Nie sądziła, że chłopak prowadzi z nią jakąś grę, nawet ufała mu przez ostatni czas. W końcu gdyby było inaczej, nie przywiózłby jej do tak bliskich sobie ludzi.
-Zmieniam się, chyba najwyższy czas być kimś więcej niż dotychczas. Życie nie polega tylko na zaliczaniu panienek, alkoholu i melanżach.- wyznał. Kolejny raz prowadzili ze sobą szczerą rozmowę. Nigdy jednak nie był na tyle odważny żeby wyznać jej co jest przyczyną tej zmiany.
-Może i nie polega, ale z czasem uświadamiasz sobie, że nie masz innych wartości.. Ja na przykład nie mam już rodziny... -powiedziała. Harry dostrzegł w świetle świec łzy na jej policzkach.
-Masz mnie..- szepnął i wlepił wzrok w podłogę. Nie był zwyczajny do takich wyznań. Kiedyś z pewnością takie sytuacje śmieszyłyby go.
-Wiem, ale nie będziemy tutaj wiecznie... Kiedyś będzie trzeba wrócić do Forks i zmierzyć się z problemami...- powiedziała i ukryła twarz w dłoniach. Gdy chciał ją pocieszyć z domu wyszła Emily.
-O! Tutaj jesteście! Przygotowałam wam pokój. Chodźcie, chodźcie.- poganiała ich zadowolona. Weszli do domku , kobieta natychmiast zaprowadziła ich wąskimi schodami na górę. Otworzyła skrzypiące drzwi do jedynego tam pomieszczenia. Diana wlepiła wzrok w jedno dwuosobowe łóżko.
-Może ty masz inaczej w domu, tutaj jest tak.- powiedziała Em, patrząc na dziewczynę.
-Ale...- blondynka próbowała coś powiedzieć. Harry natomiast stłumił chichot.
-Seks uprawialiście? - spytała kobieta. Natychmiast skupili całą swoją uwagę, na jej pytanie.
-Tak, ale to było tak...- Harry chciał coś powiedzieć, ale Emily nie dała mu dojść do słowa, widocznie uznała odpowiedź za wystarczającą.
-Nie musisz mi mówić jak było! Takie szczegóły mnie nie interesują! Jedno łóżko w takim razie nie jest przeszkodą. Miłej nocy wam życzę!- powiedziała i pocałowała ich w policzki.
-Dobranoc.- odpowiedziała Diana. Wiedziała, że żadne tłumaczenia nie dotrą do tej upartej aczkolwiek serdeczniej kobiety.
-A! Harruś, mam nadzieję, że już nie boisz się duchów! W razie czego możesz przyjść spać do mnie i do Johna jak za dawnych czasów!- powiedziała i razem z Dianą zaśmiały się. Po chwili zostawiła ich samych.
-Dobra... Chcesz spać po prawej czy po lewej?- spytała Diana podchodząc do łóżka.
-Mi jest obojętnie- przyznał nieśmiało. Kiedyś natychmiast wykorzystałby taką sytuację, nie szczędził głupich komentarzy w jej stronę...
-Dobra, to ja śpię po prawej a ty po lewej. Naprawdę bałeś się kiedyś tutaj spać sam?- spytała i uśmiechnęła się.
-Miałem pięć lat, albo mniej. Okno trzeszczało podczas wiatru... -wyznał od niechcenia.
-I wierzyłeś w duchy?- nie przestawała się z niego nabijać. Nigdy nie znała go od słabej strony.
-Oj przestań już! - powiedział zawstydzony.
-Dobra, dobra. Mogę iść pierwsza do łazienki? - spytała wskazując na drzwi.
-Idź, tylko uważaj, bo pod prysznicem mieszka potwór!- powiedział ze śmiechem. Diana spojrzała na niego z udawaną litością.
-Nie boję się, będę tak głośno krzyczeć, że go wystraszę.- powiedziała zadowolona i wyszła z pokoju.
Po godzinie oboje leżeli już w łóżku starając się zasnąć.

Następnego dnia w szkole.
Thomas podbiegł do Lilly, która zmagała się z zamkiem w drzwiach od sali. Spojrzała na rozzłoszczonego chłopaka.
-Słyszała pani? Matka chce rozwalić klasę! -powiedział zły i wszedł za nią do sali.
-Thomas, spokojnie. Będę rozmawiać z twoją mamą do skutku.- powiedziała czerwonowłosa.
-Powiedziałem, że jej nienawidzę...- wyznał chłopak i usiadł na pierwszej ławce w środkowym rzędzie. Lilly podeszła do niego i zrobiła to samo.
-Nie powinieneś to twoja matka. Musiało ją to bardzo zaboleć.- powiedziała patrząc na Thomasa.
-Wiem, ale jeśli rozwali klasę nie chcę jej znać. To są moi przyjaciele. Trzeba coś z tym zrobić!- powiedział.
-Nic nie wskórasz nienawiścią do mamy. Będziemy działać i nic niczego nie rozwali. Musicie tylko wykazać się, bo to od was zależy wszystko. Na razie nie mów nic klasie, postaram załatwić to sama- powiedziała pełna nadziei.
-Naprawdę pani wierzy, że się uda?- spytał.
-Twoja mama nie jest chyba taka groźna. -powiedziała z uśmiechem i trąciła go w ramię. Chłopak odwzajemnił uśmiech.
-W sumie to jest w porządku. Pozwalała przez trzy lata na to co się tutaj działo. Teraz tylko lekko się jej odmieniło. - odpowiedział. Nagle do sali wparowała reszta uczniów.
-Pani profesor! Przeczytałem streszczenie lektury! Mogę odpowiadać?- spytał Martin rzucając na ławkę plecak.
-A ja nie! Ale nie dostanę jedynki prawda?- spytał Luis wchodząc do klasy zadowolony. Czekał na Erin, po ich ostatniej nocy poczuł, że znowu żyje. Na chwilę wrócił ten chłopak jakim był kiedyś...
-Spokojnie, zaraz przejdziemy do lekcji. Kogo nie ma?- spytała Lilly otwierając dziennik.
-Piret! Pewnie rozpacza po rozstaniu z Davidem, Diany, bo pewnie chleje i Harrego, bo... Nie wiem!- odpowiedział Martin z końca sali. Lilly na chwilę zatrzymała się od nazwiskiem Piret w dzienniku. Dziewczyny nie było już parę dni, a ona nie wiedziała co powinna zrobić. Może zadzwonić do jej rodziców? Nagle do sali wparował spóźniony David.
-Dzień dobry przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłem spać w nocy! A pani jak noc minęła?- spytał zadowolony i prawie się roześmiał widząc minę Lilly.
-Nie narzekam- odpowiedziała po chwili i zarumieniła się.
-Ja też.- odparł i wyjął książki z plecaka.Lilly skarciła go wzrokiem. Miała zamiar rozliczyć się z nim po lekcjach.
-Martin w takim razie chodź do odpowiedzi. Zobaczymy co zapamiętałeś z tego streszczenia- powiedziała starając nie patrzeć się na Davida.

Piret stała na wysokim klifie z butelką wina. Łzy rozmazywały pozostałości po mocnym makijażu. Stała już tak ponad godzinę patrząc tępo w przepaść... Fale roztrzaskiwały się o wielkie skały, tego ranka morze było wzburzone i otoczyła je wielka mgła. Była pewna, że nikt nie zauważy jej zniknięcia. Zdjęła z siebie biżuterię, najpierw bransoletki potem pierścionki. Wzięła kolejny łyk wina i wyrzuciła butelkę w przepaść. Słyszała huk roztrzaskującego się szkła. Zdawała sobie sprawę, że za chwilę jej mózg rozleci się również na milion takich kawałków pod wpływem żywiołu. Nie przeszkadzało jej to. Zdjęła z siebie czarną bluzę i zsunęła z nóg baletki. Otarła jeszcze łzy i starała uspokoić nerwy.
-Kochałam cię, oddałam ci wszystko co miałam... -wyjąkała. Ciągle przed oczami miała cudowne chwile spędzone w ramionach Davida. Podeszła na krawędź przepaści. Z każdym krokiem była coraz bliżej śmierci, która miała przynieść ukojenie.
-To koniec...- szepnęła i skoczyła w dół...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
PrincessAna
Motywator
Motywator


Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:02:23 02-01-11    Temat postu:

świetny odcinek
już z niecierpliwością czekam na newsa
pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
j17k
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 17 Paź 2008
Posty: 173
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Świętokrzyskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:15:51 02-01-11    Temat postu:

Tak mnie ta twoja telenowela zaciekawiła, że wczoraj przeczytałam wszystkie odcinki Masz talent, bardzo podoba mi się twój styl pisania. A co do ostatniego odcinka to mam nadzieję, że to co się stanie z Piret nie będzie przyczyną końca związku Lilly i Davida.
Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na newsa
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ana1221
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 27 Kwi 2010
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:59:18 03-01-11    Temat postu:

Teraz to już musisz dać jak najszybciej nowy rozdział!
Tym bardziej, że na tym za długo czekałyśmy
Co będzie dalej z Lily i Davidem?
Rozdział jest świetny! Postaraj się dać jak najszybciej nowy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Karolina2603
Obserwator


Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:07:14 13-01-11    Temat postu:

Kiedy kolejne rozdziały ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sandruśqa
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Paź 2010
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:18:56 15-01-11    Temat postu:

kiedy kolejny , juz nie moge sie doczekać, proszę napisz szybko proszę proszę



Zapraszam wszystkich na mojego bloga [link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Brooklyn
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 10444
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z klatki B
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:58:02 24-01-11    Temat postu:

Odcinek 35


"Opuszczasz głowę, ciało zlane potem
Co za skurwysyn trzęsie tym kalejdoskopem?!
Burzowe chmury, którym nie ma końca
Wyciskają z ulic ostatni promień słońca
Trupia szpetota w oczach tłumi szczęście
To oczodoły okien w zbombardowanym mieście
Pęknie tama nieszczęść, wszyscy utoną
Zasną na zawsze przykryci przeklętą wodą
Ręce drżą, nie widzisz już świata ostro
Nie musisz czytać gazet, wiesz jaki masz horoskop."


Aureliusz siedział na szkolnym korytarzu i wkuwał wzory z fizyki. Od pocałunku z Laurą, nie bardzo mógł się na czymkolwiek skupić. Tym bardziej na nauce. Nigdy nie całował się z dziewczyną w ten sposób... A nawet w żaden inny. Nie wiedział co się z nim wtedy stało, ale jedno było pewne- oboje tego chcieli. Po całym zdarzeniu unikali jednak siebie jak ognia. Dziś postanowił się przełamać i porozmawiać z dziewczyną. Zamknął zeszyt i udał się w kierunku sali pod którą stała brunetka.
-Cześć...- zaczął nieśmiało patrząc na swoje buty.
-Aurel? -ucieszyła się. Chłopak spojrzał na nią i szybko ocenił sytuacje. Nerwowo ruszała nogą, podciągała nosem wykonując przy tym dziwne triki głową a jej puste od przećpania oczy właśnie spotkały się z jego wzrokiem.
-Ćpałaś?!-powiedział czując napływające łzy. Dziewczyna zaczęła rozglądać się na boki ruszając nogą coraz szybciej. Pod wpływem narkotyków czuła się pobudzona, rozpierała ją energia.
-Nie!- krzyknęła zirytowana. Nie miała zamiaru przyznać się przed nim do swojej słabości, było jej wstyd.
-Nie kłam, proszę...- powiedział cicho. Powoli tracił nadzieję, że jeszcze można ją z tego wyciągnąć.
-Idź sobie! To nie twoja sprawa! -próbowała sie bronić. Wiedziała jak bardzo go zawiodła swoim postępowaniem. Wierzył w nią, jako jeden z nielicznych, jako jedyny...Nagle obudziła się w nim złość.
-Pójdziesz ze mną.- powiedział w miarę stanowczo jak na niego.
-Aurel mówię ci żebyś spadał.- powiedziała. Chłopak jednak chwycił ją za ramię i wyprowadził na szkolny parking. Podeszli do auta Luisa, chłopak siedział w środku i palił papierosa.
-Co ona zawsze bierze?!- spytał Aureliusz otwierając drzwi samochodu.
-Aurel uspokój się!- pisnęła Laura , patrząc jak Aureliusz wyciąga z kieszeni portfel z Batmanem i płaci Luisowi za towar.
-Też chcesz spróbować?- powiedział Luis podając ukradkiem biały proszek chłopakowi.
-Nie twoja sprawa!- krzyknął Aureliusz. Następnie chwycił Laurę za rękę i oddalił się z nią w stronę lasu za szkołą.
-Co ty do cholery wyprawiasz?- spytała. Nigdy nie widziała, żeby tak się zachowywał.
-Masz! Ćpaj wszystko! Do końca! -powiedział podając jej małą torebeczkę z kokainą.
-Aurel...- szepnęła czując łzy na policzkach.
-Ćpaj! A potem spójrz mi w oczy... - powiedział i oparł się o jedno z drzew. Laura cichutko załkała, następnie wysypała całą zawartość torebki i rzuciła się do ucieczki. Nigdy nie czuła się tak upokorzona i zawstydzona.
-Laura!- krzyknął i zaczął za nią biec potykając się o własne nogi. W końcu dziewczyna zatrzymała się, a on ją dogonił.
-Przepraszam...- szepnął cicho i już po chwili trzymał ją całą w ramionach sam nie wiedział skąd tyle odwagi w nim.
-Za co do cholery?- powiedziała nie mogąc pohamować łez.
-Nie chciałem być taki w stosunku do ciebie...- wyszeptał.
-Spoko... -powiedziała odrywając się od niego. -Też nie chciałam się dziś naćpać. Ale wyszło jak wyszło...- dodała.
-Chodź tutaj...- powiedział i przytulił ją z całej siły ponownie. Był taki słodki. Chciał jej pomóc nie oczekując nic w zamian.
-Nie chcę już tego brać.- powiedziała wczepiając się w niego mocno. Nadal była jednak lekko podrasowana wcześniej zażytym narkotykiem.
-I nie weźmiesz nigdy więcej. Pomogę ci, nie jesteś z tym sama!- powiedział chcąc dodać jej odwagi...


Piret obudziła się w szpitalu. Otworzyła powoli oczy i dostrzegła szpitalne lampy. Żyła... Przecież to nie możliwe?! Miała obudzić się na innym lepszym świecie, bez Niego...
-Córeczko! -usłyszała zatroskany głos swojej matki.
-Ja żyję...- wyszeptała ciężko. Bolał ją każdy mięsień i głowa. Musiała się w coś uderzyć pod wodą.
-Tak się bałam... Jak mogłaś?- powiedziała zapłakana kobieta. Myśl, że jej córka próbowała sobie odebrać życie była straszna. Zawsze dawała i pozwalała jej na wszystko. Co jej strzeliło do głowy?
-Dlaczego nie umarłam?- wypowiedziała kolejne słowa i przymknęła powieki. Nie mogła patrzeć na jaskrawe światło.
-Nie gadaj bzdur! Umówię cię z najlepszymi psychiatrami w Seattle. Wyjdziesz z tego kochanie!- powiedziała kobieta i ucałowała Piret w czoło. Brunetka nie była przyzwyczajona do okazywania czułości przez rodzicielkę.
-David... Chcę Davida...- szepnęła.
-Powinnaś odpocząć.- odpowiedziała matka głaszcząc ją po głowie.
-Nie, proszę muszę się z nim spotkać! -nie dawała za wygraną i zaczęła nerwowo ruszać się.
-Dobrze, pójdę do niego zadzwonić- powiedziała zatroskana kobieta i wyszła na chwilę z sami zostawiając córkę samą...

Lilly sprawdzała testy swojej klasy. Nie mogła uwierzyć w bzdury wypisane przez niektórych. Pracę Martina oczywiście odłożyła na sam koniec, doskonale wiedziała, że czekały tam na nią same niespodzianki.
-David? W którym roku urodził się Wolter?- spytała chłopaka który stał w oknie i palił papierosa.
-Nie w tym który zaznaczyłem.- odpowiedział widząc jej minę.
-Miałeś się nauczyć... Wiesz, że masz trzy punkty na dwadzieścia. To jest ocena niedostateczna.- powiedziała zadowolona i wpisała na jego pracy wielką jedynkę czerwonym kolorem.
-Mogę to poprawić? -spytał podchodząc do niej. Uśmiechnęła się delikatnie udając, że się zastanawia.
-Mogę?- spytał ponownie robiąc głupią minę. Lilly wskazała palcem na swój policzek. Szybko pocałował ją tam.
-Dziękuję! Dostanę łatwiejsze pytania? - spytał głupio.
-Łatwe to były te...Teraz dostaniesz zadania z rozszerzonej matury- powiedziała i uśmiechnęła się do niego.
-Chcesz mnie oblać? - spytał zrezygnowany.
-I tak nie zdasz z innych przedmiotów, bo jesteś cymbał!- powiedziała i wytknęła język.
-Wiewióra! -powiedział i objął ją od tyłu.
-Myślisz, że dyrektorka nie rozwiąże klasy?- spytała tym razem na poważnie.
-Zobaczymy... -powiedział. Nagle usłyszeli dźwięk jego komórki. Sięgnął po nią do kieszeni i odebrał.
-Tak? Jak to w szpitalu? Dobrze już tam jadę!- powiedział i się rozłączył. Lilly spojrzała na niego zaniepokojona czekając na wyjaśnienia.
-Piret próbowała się zabić... Jest w szpitalu.- powiedział i zaczął szukać kluczy od samochodu.
-Co?! - krzyknęła czerwonowłosa.
-Porozmawiamy jak wrócę!- powiedział i szybko pocałował ją w czoło, a następnie wyszedł. Zrozpaczona Lilly została sama.
-To moja wina... Znienawidzą mnie gdy się dowiedzą...- wyszeptała cichutko przez łzy. Czuła się odpowiedzialna za to co chciała uczynić Piret. Gdyby nie zaczynała z Davidem on nadal byłby z brunetką... I nie doszłoby do takiej sytuacji.

Diana leżała w łóżku i przekręcała się z boku na bok. Nie mogła spać w odróżnieniu od Harrego po drugiej stronie łóżka. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie.
-Debil... -szepnęła. Następnie wstała po cichu ze skrzypiącego łóżka i zeszła na dół. W kuchni było ciemno, nie chciała budzić Johna i Emilly dlatego zapaliła małe światło. Podeszła do jednej z szafek gdzie mieścił się alkohol. Tak dawno nie piła, a miała przecież tyle problemów. Uznała, że parę kieliszków wcale jej nie zaszkodzi, być może pomoże zasnąć. Wyjęła z szafki butelkę z nalewką i jeden mały kieliszek. Niespodziewanie usłyszała głos Emilly.
-To nie jest rozwiązanie.- powiedziała kobieta zapalając wszystkie światła. Zmieszana blondynka szukała jakiegoś sensownego wytłumaczenia.
-Ja...
-Tak, wiem chciałaś się napić sama, ale ci przeszkodziłam i się nie napijesz. Przynajmniej nie tego- powiedziała i zabrała jej butelkę.
-Pójde już...- powiedziała Diana cała zawstydzona.
-Poczekaj. -powiedziała Emilly i zajęła miejsce przy kuchennym stole. Diana uznała, że nie powinna się jej sprzeciwiać i również usiadła.
-Gdy dowiedziałam się, że nie mogę mieć dzieci zaczęłam pić... Trwało to dłuższy czas. Wiesz jak z tego wyszłam?- spytała brunetka.
-Nie...- szepnęła cicho Diana.
-Taki mały brzdąc pewnego przyjechał tutaj na wakacje. Pokochałam go jak własnego syna. Dzięki niemu zrozumiałam, że nie warto pić. -wyznała.
-Mówisz o Harrym?- spytała Diana i uśmiechnęła się na samo wspomnienie o chłopaku.
-Tak. Dał mi jakąś dziwną siłę by się zatrzymać. Tobie tez da... Wiem, że coś jest nie tak. Chcesz o tym porozmawiać?- spytała troskliwie. Gdy pierwszy raz zobaczyła Dianę wiedziała, że coś z nią jest nie tak. Znała się na ludziach jak nikt inny.
-Tylko Harry wie o moich problemach...- szepnęła cichutko spuszczając głowę.
-Nie jesteście razem wciskaliście mi ściemę? -spytała zadowolona ze swojego odkrycia.
-Aż tak to widać?- spytała Diana.
-Yhym. Ogólnie to ja dużo widzę. To jak on na ciebie patrzy na przykład...- powiedziała.
-Jak?- spytała zaciekawiona Diana.
-Sama zobacz... Wiesz? Nawet cię lubię. Zabiję go miotłą jak cię skrzywdzi. -powiedziała i obydwie się zaśmiały. -A ciebie grabiami jeśli to ty nawalisz.- dodała pośpiesznie.
-Zapamiętam- powiedziała blondynka.
-To jak? Masz ochotę na zwierzenia?- spytała Emilly patrząc na smutną Dianę.
-Chyba tak...- szepnęła cicho. Nawet nie wiedziały kiedy przegadały całą noc...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
PrincessAna
Motywator
Motywator


Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:28:01 24-01-11    Temat postu:

świetny odcinek
kurcze jaka szkoda że Piret przeżyła
Lily ma teraz poczucie winy
oby tylko nie zerwała z Davidem...
Wow... Aureliusz pokazuje się od innej strony
no no...
Diana znów alkohol Mam nadzieję że już się z Harrym niedługo zejdą

Pozdrawiam i Czekam na nowy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sandruśqa
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Paź 2010
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:53:40 03-02-11    Temat postu:

Przepraszam nie chciałam nikogo urazić Pzdrawiam!

Ostatnio zmieniony przez Sandruśqa dnia 17:01:42 04-02-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Brooklyn
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 10444
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z klatki B
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:03:22 04-02-11    Temat postu:

Sandruśqa napisał:
WIELKI KONURS NA BLOGU [link widoczny dla zalogowanych] JEŚLI MAZ BLOGA I LUBISZ BAWIĘ SIĘ GRAFIKĄ zGŁOŚĆ SIĘ JUŻ TERAZ NIE CZEKAJ naGRODA TO 800 KOMCI


To nie jest miejsce na reklamę
Chyba , że mi zapłacisz to się dogadamy xD
Oczywiście żartuje
Ale tak poważnie to nie chce tu żadnych tego typu reklam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Brooklyn
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 10444
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z klatki B
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:07:59 07-02-11    Temat postu:

Odcinek 36

Ile jeszcze minie dni byś przestał wytykać palcem
ile jeszcze spłynie krwi byś nie widział sensu w walce
ile jeszcze będziesz trwał, często w błędnych przekonaniach
ile jeszcze będziesz prał, brudy co nie są do wyprania
ile jeszcze będziesz wzbraniał się przed szczęściem które widzisz
ile jeszcze będziesz ganiał za tym z czego zwykle szydzisz
ile jeszcze w tobie mocy byś obudził w sobie wiarę
ile bezsennych nocy które traktujesz jak kare
i czy znajdziesz w sobie parę żeby odmienić swój los
ile jeszcze w oczach blasku i kiedy powiesz dość
ile jeszcze będzie zwycięstw, ile jeszcze twych upadków
i czy myślisz czasem skrycie by zejść pierwszy z życia statku
ile jeszcze z diabłem paktów i przekreślonych przyjaźni
ile jeszcze chowasz zła w zakamarkach wyobraźni
ile jeszcze w tobie dobra czy nadzieja gdzieś się tli
nim odkupisz własne winy ile jeszcze minie dni?


-Dlaczego to zrobiłaś?- spytał David stojąc przy szpitalnym łóżku Piret. Dziewczyna patrzała na niego zastanawiając się do ma mu powiedzieć. Nie chciała, żeby był na nią zły, jednak postanowiła wyjawić prawdę.
-Chciałam się zabić, bo... nie wyobrażam sobie życia bez ciebie kochanie- powiedziała, a po jej policzkach popłynęło kilka dużych łez. Chłopak przeszedł się po pomieszczeniu próbując zebrać myśli.
-Do jasnej cholery!- krzyknął i kopnął małe krzesełko mieszczące się w rogu. Przestraszona Piret załkała cichutko.
-Przepraszam- mruknął chcąc się uspokoić. Nie miał zamiaru jej denerwować i narażać na nie potrzebny stres. Wiedział, że chciała zabić się przez ich rozstanie do którego się przyczynił.
-Kochanie...- powiedziała cichutko wyciągając dłoń w jego stronę. Podszedł do niej jednak nie dotknął jej.
-Ja nie mogę z tobą być. To, że próbowałaś się zabić nic nie zmieni. Między nami wszystko skończone.- wyjaśnił sprawiając jej ból. Czuła, że rozpada się na milion małych kawałeczków. Opętało ją znacznie gorsze uczucie niż wtedy pod wodą gdy brakowało powietrza. Spojrzała w jego zimne oczy, nie musiał wypowiadać tych słów wszystko dało się wyczytać z tego chłodnego wzroku jakim na nią patrzył.
-Kocham cię...- szepnęła cichutko. David starał powstrzymać się złość i nie być taki jak zwykle. W końcu rozmawiał z niedoszłą samobójczynią.
-To nie ma znaczenia. Nigdy do ciebie nie wrócę.- powiedział i wyszedł.
Postanowił od razu pojechać do Lili, która pewnie zamartwiała się cały czas...
Wszedł do kamienicy i szybko pobiegł na ostatnie piętro.
-I jak z nią?- spytała Lili gdy znalazł się w salonie. Wyglądała gorzej niż Piret, miała podpuchnięte i czerwone od płaczu oczy, po za tym cała się trzęsła i co chwile podciągała nosem. Obwiniała się o tragedię do jakiej mogło dojść. Wszystko było jej winą! Zjawiła się w Forks wprowadzając zamęt w życie uczniów i wdała się w zakazany romans bez przyszłości.
-Nic jej nie jest. Miała sporo szczęścia, że ktoś ją zobaczył. Parę minut potem byłoby... za późno.- szepnął sam lekko przerażony tym jak mogło to się skończyć Widząc stan Lili przytulił ją mocno do siebie.
-Ona mogła umrzeć...- powiedziała cicho przez łzy chowając się w jego ramionach.
-Już dobrze kochanie... Najważniejsze, że nic jej nie jest.- powiedział lekko nią kołysząc. Po chwili uwolniła się z jego uścisku i spojrzała mu w oczy.
-To wszystko moja wina! Wiesz co teraz będzie jak klasa się dowie? Znienawidzą mnie! Rozwaliłam wasz związek, ona chciała się przez to zabić! - powiedziała wycierając łzy. Czuła, że traci nad sobą panowanie cała sytuacja ją przerastała.
-Uspokój się proszę!- powiedział stanowczo chwytając ją za nadgarstki.
-Zostaw mnie! Moi rodzice mieli rację nie powinnam tutaj przyjeżdżać! Dobrze wiedzieli, że nie dam sobie rady, nie myślałam tylko, że wciągnę w to niewinne osoby! K**wa jaka ja jestem głupia! Nie wiem na co liczyłam!- krzyknęła próbując mu się wyrwać.
-To nie jest twoja wina rozumiesz?! -krzyknął sprawiając, że zamilkła.
-A kogo?- spytała ironicznie.
-Piret sama podjęła taką decyzję i tak prędzej czy później bym ją zostawił. - wyznał patrząc na czerwonowłosą.
-Yhym... Wyjadę tak będzie lepiej dla wszystkich. - powiedziała powstrzymując łzy. Spojrzał na nią i podszedł bliżej.
-Dla kogo?- spytał potrząsając nią delikatnie.
-Dla was! - krzyknęła.
-A to, że cię kocham już się nie liczy? Albo to, że po twoim wyjeździe klasa się rozpadnie? - spytał patrząc jej w oczy. Nie mógł uwierzyć w to co wygaduje.
-Liczy... Poradzisz sobie jakoś... Poradzicie...- szepnęła odwracając się do niego tyłem. Nie umiała patrzeć mu w oczy.
-Pewnie pojawia się problem to chcesz uciec. Pomyśl jak skrzywdzisz tym nas wszystkich! Siebie najbardziej!- krzyknął i zmusił ją, aby na niego spojrzała.
-Puść...- pisnęła.
-To powiedz, że chcesz mnie zostawić i nic dla ciebie nie znaczę... -szepnął jej do ucha.
-Przytul mnie- poprosiła i po chwili cała schowała się w jego ramionach. Sama nie wiedziała co ma robić. Mogła zawalczyć o własne szczęście i o przyszłość młodych ludzi, albo uciec zadając sobie ból i pozostawiając młodzież samą sobie...Drugie rozwiązanie byłoby tchórzostwem.
-Będzie dobrze, Piert pomogą najlepsi specjaliści, a o nas nikt się nie dowie.- powiedział i musnął delikatnie jej usta.
-Muszę się ogarnąć. Spotkamy się dziś wieczorem na klifie?- spytała.
-Tak, będę czekał o dwudziestej.- powiedział i wyszedł.


-Myślisz, że Martin ma jakieś szanse w tej walce?- spytał Thomas odpalając papierosa. Luis siedział na przeciwko niego i dzielił kreski z koki na stole, które miał zamiar wciągnąć.
-Nie... Tamten go skatuje, ale jeśli się na to zdecydował to jego sprawa.- powiedział zwijając banknot.
-Wiesz co się dzieje z Harrym?- spytał zmieniając temat.
-Nie mam pojęcia, od paru dni nie daje znaku życia. -powiedział i wciągnął dwie równe kreski. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi.
-Ku*wa zawsze wtedy gdy na stole mam towar! - powiedział Luis i poszedł sprawdzić kto to. Nagle do mieszkania wparowała śliczna elegancka brunetka. Nie zastanawiają się długo dała Luisowi dwa razy w twarz. Chłopak chwycił się za polik i spojrzał na nią.
-Powiedziała mi! Jak mogliście?!- krzyknęła i zaczęła okładać go pięściami.
-Cass uspokój się!- powiedział Thomas i odciągnął dziewczynę od Luisa.
-Jak mam się uspokoić! Przespał się z moją kobietą!- wykrzyczała i zaczęła mu się wyrywać.
-Przespałeś się z Erin?- spytał Thomas. Luis pokiwał twierdząco głową.
-Widzisz! Jeszcze się z tego cieszy! Wszyscy jesteście tacy sami! Czas stać się aseksualną i poszukać sobie przyjaciela geja! -krzyknęła i rozpłakała się. Rozbawiła chłopaków swoją histerią.
-Zrobić ci drinka?- spytał Luis widząc, że nieco się uspokoiła.
-Mam z tobą pić?! - spytała oburzona jednak usiadła na kanapie. Przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Luis wyjął z barku trzy szklanki i nalał do nich wódki z sokiem. Dziewczyna wypiła szybko swojego drinka i poczuła się lekko rozluźniona.
-Nie chciałem żebyś czuła się zdradzona...- powiedział. Nigdy nie odbił kobiety... kobiecie. Gdyby była mężczyzną z pewnością załatwiliby to inaczej.
-Mam propozycję!- wypaliła i uśmiechnęła się.
-Słucham?- spytał podejrzliwie Luis. Thomas cały czas przysłuchiwał się ich rozmowie.
-Co powiesz na trójkąt?!- spytała zadowolona i nalała sobie do szklanki samej wódki. Chłopcy spojrzeli na siebie zaskoczeni.
-Chodź...- powiedział Thomas i chwycił ją za ramię ciągnąć w stronę wyjścia.
-Nie skończyłam jeszcze z nim rozmawiać!- pisnęła Cassandra.
-Idziemy! -powiedział i zamknął za sobą drzwi. Wyszli przed kamienicę. Szybko wpakował ją do swojego samochodu.
-Czego chcesz?!- spytała siedząc obrażona na siedzeniu pasażera. Chwycił w dłonie jej twarz i po chwili zatopił się w jej ustach. Pocałował ją zachłannie i namiętnie pragnąc więcej. Zaczęła napierać na jego wargi z równie wielką pasją. Oderwał się od niej pierwszy. Próbowali uspokoić swoje oddechy.
-Zastanów się na tym czy chcesz być aseksualna i mieć przyjaciela geja, czy chcesz stworzyć trójkąt z Erin i Luisem czy też chcesz być ze mną... - powiedział patrząc przed siebie. Nagle poczuł jej dłoń na swoim kolanie przesuwała nią coraz wyżej zbliżając się do jego rozporka.
-Zapomniałam o tej ostatniej opcji...- szepnęła i tym razem to ona go pocałowała.
-Weź rękę- szepnął odrywając się od niej. Pokiwała przecząco głową zadowolona.
-Przypomnisz mi jak to jest z facetem?- spytała i przejechała językiem po jego ustach. Czuł, że robi mu się gorąco i że nie będzie potrafił jej odmówić.
-Nie tutaj. Pojedziemy do mnie- powiedział i posłał jej łobuzerski uśmiech.
-Mieszkasz sam?- spytała gdy byli już w drodze.
-Z mamą, ale jest jeszcze w pracy.- powiedział patrząc na jej poczynania. Rozpięła trzy guziczki swojej bluzki.
-Masz prezerwatywy?- spytała bezpośrednio. Nie chciała przecież zajść w ciąże!
-Yhym...-odpowiedział trochę zaskoczony jej pytaniem.
-Daleko jeszcze?- zadała kolejne pytanie wiercąc się na siedzeniu.
-Wytrzymasz- powiedział i uśmiechnął się.
-Na pewno jesteś zdecydowany na związek ze mną?- spytała. Nie chciała być ponownie zraniona. Być może sprawiała wrażenie osoby, która szybko zapomina jednak w głębi serca też miała jakieś uczucia. Postanowiła dać szansę sobie i Thomasowi.
-Jestem. -powiedział gdy zajechali pod jego duży dom...


Diana i Harry siedzieli na łące w milczeniu. Oddalili się nieco od domu byli tu całkowicie sami i wsłuchiwali się w cisze.
-O czym rozmawiałaś z Em?- spytał Harry.
-Opowiadała mi o sobie... O tym jak dowiedziała się, że nie może mieć dzieci i piła...- powiedziała plotąc wianek z fioletowych kwiatków.
-Niechętnie o tym mówi...- powiedział chłopak patrząc na Dianę.
-A ma się czym chwalić? Też chleję jak jakaś psychopatka mimo, że moje problemy to nic w porównaniu z tym co ona przeszła...- wyznała cały czas skupiona na swojej pracy.
-Nie musisz pić.- powiedział chwytając ją za rękę.
-Łatwo ci powiedzieć.- odpowiedziała i powróciła do robienia wianka.
-Być może, chociaż sam piję. - powiedział.
-Nie tyle co ja. Gdy zaczynam nie umiem skończyć rozumiesz? Na drugi dzień pojawia się kac i wyrzuty sumienia. Mówię sobie "nigdy więcej" ale gdzieś w podświadomości wiem, że się napiję gdy tylko poczuję się lepiej. -wyznała to czego nigdy nikomu nie mówiła.
-Chciałbym ci pomóc...- powiedział. Nie mógł pozwolić na to, żeby stoczyła się na samo dno. Zależało mu na niej jak na nikim innym. Stawiał ją nawet ponad przyjaźń z Davidem...
-To dla ciebie!- powiedziała zmieniając temat i ubrała mu na głowę wianek. -Stylowo wyglądasz!- powiedziała rozbawiona jego widokiem.
-Myślę, że tobie będzie w nim bardziej do twarzy.- powiedział wesoło i ubrał wianek na jej głowę.
-Kurczę nie mam lusterka...- powiedziała.
-Jesteś piękna...- wyszeptał zbliżając się do niej. Zamrugała nerwowo oczami onieśmielona jego bliskością i tym co jej powiedział. Przyknęła oczy gdy ją delikatnie pocałował. Pogłębiła pocałunek i zarzuciła mu ręce na szyję. Położyła się na kwiecistej łące pociągając Harrego za sobą.
-Zakochałem się..- wyszeptał i pocałował ją znowu.
-Ja też... W idiocie.- powiedziała zadowolona.
-Znowu mnie wyzywasz.- powiedział gdy już leżała wtulona w niego.
-Bo na to zasługujesz!- odpowiedziała i wtuliła się w niego jeszcze mocniej.
-Skoro ja jestem idiotą to ty idiotką- powiedział i zaczął ją łaskotać.
-Przestań! -krzyknęła roześmiana. -Dobra, jesteśmy parą zakochanych idiotów! Może być?- spytała.
-Dasz buzi i może być! -powiedział.
-Już!- powiedziała gdy cmoknęła go w policzek.
-W kulki sobie lecisz?- spytał i na dobre zatopił się w jej ustach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sandruśqa
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Paź 2010
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:48:16 08-02-11    Temat postu:

BOski rozdzialik, ach dobrze że Piret nic nie jest i że Lili nigdzie nie wyjedzie, pozdawiam i czekam na następny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Brooklyn
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 10444
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z klatki B
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:37:43 08-02-11    Temat postu:

Odcinek 37


"Pozostawieni na rozdrożu mieliśmy jedną opcję
stracone dzieciaki wybrały wolność i oddech
do dziś żyjemy według własnych reguł
pielęgnujemy wartości znane wszystkim od wieków."


Następnego dnia po południu Lilly siedziała w klasie z Davidem, który musiał poprawić sprawdzian.
-Muszę to pisać?- spytał patrząc na test składający się z trzydziestu pytań.
-Tak. Nawet Martin dostał pozytywną ocenę...- powiedziała Lilly siedząc przy swoim biurku.
-Erin jakoś nie poprawia, a też dostała jedynkę.- kłócił się z nią dalej.
-Erin uciekła, a ty za chwilę dostaniesz drugą jedynkę jak mi tego nie napiszesz- powiedziała i uśmiechnęła się sztucznie.
-Zemszczę się...- szepnął pod nosem i wziął się za rozwiązywanie testu.
-Mówiłeś coś?- spytała udając, że nie słyszy.
-Absolutnie nic Kochanie!- powiedział nieco głośniej i wziął się za czytanie pytań.
-Kocie... -zaczął marudnym tonem.
-Co znowu?!- spytała odrywając się od podliczania godzin nieobecności swoich uczniów.
-To jest za trudne.-powiedział za wszelką cenę starając się uniknąć rozwiązywania tego durnego testu.
-Nikt nie powiedział, że będzie łatwe. Było trzeba się nauczyć, albo chociaż słuchać tego co mówię!- powiedziała powracając do swojej pracy.
-Ale ja zawsze słucham tego co mówisz! -powiedział i uśmiechnął się głupio.
-Jasne! Cały czas mi przeszkadzasz, spóźniasz się i zadajesz głupie pytania...- wymieniała.
-Nie moja wina, że nie wysypiam się w nocy... -powiedział drocząc się z nią.
-Źle masz? Możemy to zmienić! - zagroziła mu zadowolona.
-Tak źle szczególnie jak widzę ten test...- powiedział z żalem. Lilly podeszła do niego i wpisała na teście wielką dwójkę czerwonym długopisem. Nie mogła już słuchać jego marudzenia.
-Za to, że przyszedłeś masz tylko tą dwójkę! A teraz spadaj!- powiedziała.
-Wiedziałem!- krzyknął zadowolony i wziął swój plecak.
-Mówiłeś coś?- spytała podejrzliwie.
-Dzięki Kocie!- powiedział i cmoknął ją w policzek, a następnie opuścił salę. Lilly nie pozostała długo w sali sama. Chwilę później weszła do niej dyrektorka, nie miała zbyt ciekawej miny.
-Dzień dobry. Chciałabym porozmawiać. - powiedziała i usiadła na ławce.
-Chodzi o rozwiązanie klasy?- spytała Lilly uważnie obserwując kobietę.
-Tak. Podjęłam decyzję. -powiedziała i wzięła głęboki wdech.
-Jaką?- niecierpliwiła się Lilly. Czuła, że serce bije jej mocniej, spodziewała się najgorszego.
-Nie rozwiążę pani klasy. Thomas zagroził, że wyprowadzi sie z domu jeśli to zrobię... Zostałabym wtedy sama...- powiedziała przerażona.
-Naprawdę nie zrobi pani tego?!- spytała szczęśliwa czerwonowłosa.
-Nie. Jest jednak parę warunków, które muszę z panią ustalić.- powiedziała poważnie.
-Jakich?- spytała zaciekawiona.
-To pani odpowiada za przygotowanie ich do matury i liczę, że wszyscy zdadzą z literatury. Nie wiem jakim cudem, ale to już pani sprawa. Po za tym ja przejmuję klasę jeśli chodzi o matematykę. Wezmę się za nich osobiście z tego przedmiotu.- powiedziała.
-Dobrze. Nie będzie pani żałować!- odpowiedziała Lilly godząc się na wszystko.
-Już żałuję. Jest pani młoda i wierzy w tych ludzi, ale to minie...- powiedziała.
-Pani ich nie zna...- szepnęła.
-Być może... Jest jeszcze jedna delikatna sprawa. Chodzi o Piret Swan... Dostałam telefon od jej mamy. Ta dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo.- powiedziała wstrząśnięta kobieta.
-Tak, już o tym wiem. - powiedziała Lilly ze smutkiem.
-Liczę, że porozmawia z nią pani gdy już wróci do szkoły.- powiedziała.
-Oczywiście.- szepnęła.
-Do widzenia- pożegnała się i wyszła z sali.


David wszedł do domu w salonie zastał swoich rodziców Aureliusza i jakiegoś obcego chłopaka.
-Davidku! Nareszcie jesteś!- powiedziała jego matka i poprosiła aby do nich podszedł.
-O co chodzi?- spytał przyglądając się nieznajomemu.
-Zdziwisz się...- powiedział Aurel patrząc na brata.
-Kochanie zajmij głos!- kobieta zwróciła się do swojego męża.
-To jest twój brat Marcus...- powiedział wskazując na młodego chłopaka, który nie wydawał się być zainteresowany rodzinną rozmową.
-Popierdoliło was?- spytał David i wybuchł śmiechem.
-David jak ty się wyrażasz?!- krzyknęła kobieta. -Rozumiem, że jesteś w szoku, ale musisz przyzwyczaić się do tej sytuacji. Mi tez nie będzie łatwo, ale Marcus zamieszka z nami i będzie chodził z wami do szkoły- powiedziała brunetka.
-To jakieś kpiny?- spytał coraz bardziej nie rozumiejąc o co chodzi.
-Nie, to taka niespodzianka braciszku!- powiedział ironicznie tamten.
-Adoptowaliście go z Etiopii czy jak?- spytał zirytowany.
-Z Kambodży- powiedział Marcus i wziął się za oglądanie drogocennych przedmiotów w salonie. Od razu zauważył, że jego starszy brat również ma charakterek.
-To jest mój syn. Osiemnaście lat temu zdradziłem twoją matkę...- powiedział patrząc z żalem na kobietę.
-Nie mówmy już o tym! - powiedziała brunetka. Już dawno wybaczyła mężowi zdradę , nie było sensu w rozdrapywaniu dawnych blizn.
-Wzruszające! - krzyknął Marcus rozsiadając się na kanapie koło spiętego Aureliusza. -Byś sie wyluzował...- szepnął do brata i szturchnął go. Aurel odsunął się od niego prędko.
-Dobra gów*o mnie obchodzi co było osiemnaście lat temu. On tu zamieszka?- spytał David patrząc na nowego brata.
-Tak. Wyciągnąłem go z więzienia za rozbój z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Wcześniej mieszkał w Seattle.- wyjaśnił ojciec.
-Ładnie!- krzyknął David.
-Przecież też nie jesteś święty- powiedział mężczyzna. Marcus z ironicznym uśmiechem przyglądał się tej rodzinnej scenie. Cóż trzeba było przyznać, że świetnie się bawił. Wkurzony braciszek, drugi zestresowany całym zajściem , pobłażliwa macocha i ojciec kompletnie nie dający sobie rady z obecną sytuacją.
-To nie znaczy, że nie mogę wyrazić własnego zdania! -krzyknął oburzony.
-David zaakceptuj go. Nie masz wyjścia. - powiedział ojciec.
-Idę do siebie droga rodzino! -powiedział zadowolony Marcus i wszedł na górę.
-Chłopcy bądźcie dla niego mili. Jest trochę pogubiony, ale to na pewno dobry chłopak...- przemówiła ciepło kobieta.
-Idę powtórzyć chemię...- powiedział Aureliusz i poszedł do siebie.
-A ja muszę się napić- powiedział David i również poszedł do swojego pokoju... Wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do Lilly, musiał opowiedzieć jej o całym zdarzeniu. Słuchała równie zaskoczona jak on i starała się go uspokoić. Wkrótce nastała noc, a po niej kolejny nowy dzień...

Rano przed szkołą.
-Stary gdzie ty się powiewałeś?- spytał Martin podchodząc do Harrego. Wrócili już z Dianą do codziennego życia. Dziewczyna postanowiła, że będzie dalej mieszkała z ojcem i jego kochaną do póki nie skończy szkoły.
-Trochę tu trochę tam... Musiałem zrobić sobie wolne - powiedział zadowolony.
-Piret próbowała się zabić. Już całe miasteczko o tym gada.- splotkował Martin.
-Co?!- krzyknęła Diana, która właśnie szła w ich stronę słysząc słowa kolegi.
-Próbowała skoczyć z klifu, ale nie wiadomo dlaczego.- powiedział chłopak i odpalił papierosa. Blondynce stanęły łzy w oczach... Jak mogła być taka głupia i zostawić swoją przyjaciółkę na tyle dni... To wszystko wina profesorki...
-Kochanie...- Harry próbował nawiązać z nią kontakt.
-Gdzie ona jest?- spytała Martina.
-Chyba jeszcze w szpitalu. Też planuję ją odwiedzić, jakby nie było koleżanka z klasy...- powiedział beztrosko.
-Jadę do niej!- krzyknęła i pobiegła do swojego auta. Martin z Harrym zostali sami. Wiedzieli, że nie ma sensu zatrzymywać Diany. Powinna teraz być przy Piret.
-Jesteście razem?- spytał chłopak.
-Yhym. Od wczoraj- wyjaśnił dumny Harry.
-Kto by pomyślał... A Luis wrócił do Erin... - powiedział.
-A wróciłem wróciłem!- powiedział chłopak który właśnie się zjawił koło nich z Thomasem i Davidem.
-I tak mam dla was lepszą sensację!- powiedział David i usiadł na masce samochodu.
-Chyba nic nie przebije mojego cudownego związku z Dianą!- powiedział Harry i rozmarzył się.
-Ja tam wiedziałem, że będziecie razem- powiedział pewny David obserwując miny pozostałych zaskoczonych kumpli.
-To co masz do powiedzenia?- spytał Luis wracając do tematu.
-Widzicie tego typa przy moim samochodzie?- spytał David.
-Kto to?- spytali.
-Mój brat. Stary wczoraj mi to oznajmił. Myślałem, że wyjdę z siebie... -powiedział wywołując zaskoczenie wśród kumpli.
-Przynajmniej nie jest taki jak Aurel!- powiedział Thomas.
-Nie, mógł trafić do więzienia za rozbój, ale mój ojciec sobie o nim przypomniał... a że jest prawnikiem to mu jeszcze dużo pomógł. Tak więc mieszkam sobie z nowym braciszkiem pod jednym dachem... -powiedział. Wolał od razu powiedzieć wszystko kolegom bez późniejszych niedomówień.
-Nie możecie się dogadać?- spytał Martin.
-To jakiś popapraniec. - powiedział.
-A ja tam pójdę się przedstawić! Trzeba być kulturalnym jak to pani profesor mówi!- powiedział Martin.
-A idźcie... Pozdrówcie go ode mnie! -krzyknął David patrząc na oddalających się kumpli.
-Tatuś ładnie się zaskoczył- powiedział Harry gdy zostali sami.
-Diana już wie?- spytał zmieniając temat.
-Ale o czym?- spytał zdenerwowany chłopak, nie mógł powiedzieć Davidowi, że Diana wie o jego romansie.
-O Piret! A o czym? -spytał podejrzliwie David patrząc na przyjaciela.
-O Piret wie... Jesteś dalej z wiewiórą?- spytał.
-Tak. O mało nie wyjechała przez tą całą sytuację... -powiedział.
-A powinna...
-To twoje zdanie. Patrz już razem palą... Pewnie chwali się swoim życiorysem...- powiedział patrząc Marcusa i resztę kumpli.
-Olej go... -powiedział Harry.
-Taki mam zamiar. Nie wyobrażam sobie z nim mieszkać...
-A Aurel jak na niego zareagował?- spytał Harry i oboje wybuchli śmiechem.
-Uznał, że musi pouczyć się chemii- odpowiedział David. Niespodziewanie z zakrętu wyjechało czarne BMV i zaparkowało na szkolnym parkingu.
-A to co? -spytał Harry ogarniając sytuację.
-Może to do Luisa?- spytał David.
-Na dilerkę to ona raczej nie wygląda...- powiedział Harry obserwując piękną blondynkę wysiadająca z auta.
-O ku.rwa... Myślisz, że nowa?- spytał.
-Nie wiem, ale mam nadzieję, że będzie chodziła z nami do klasy... -powiedział Harruś.
-Nigdy się nie zmienisz? Diana ci nie wystarcza?- spytał podejrzliwie.
-Wystarcza! Chcę mieć tylko jeszcze jedną piękną koleżankę w klasie i nie mów, że ty tego nie chcesz...- powiedział i już szedł w kierunku blondynki.
-Dokąd?!- krzyknął David.
-Przywitać się! Chodź! Trzeba być kulturalnym jak to mówi twoja wiewióra!- powiedział.
-Cześć... Zgubiłaś się?- spytał Harry zaczepiając dziewczynę.
-Niestety nie. Z kilometra czuć, że to szkoła.- powiedziała przeczesując dłonią włosy.
-Która klasa?- spytał Harry.
-3b ponoć niezłe ziółka, ale lubię wyzwania. -powiedziała i uśmiechnęła się do Davida.
-No to chodzimy razem do klasy!- powiedział Harry.
-Jestem Alexandra, ale mówicie mi Lexi- powiedziała.
-Harry!- odpowiedział wyciągając do niej dłoń, która natychmiast uścisnęła.
-David...- powiedział przedstawiając się jej następnie.
-Co tutaj się dzieje?!- spytał Martin podchodząc do całej trójki z pozostałymi chłopakami. Lexi natychmiast się przywitała z każdym z nich. Doskonale wiedziała, że każdy ślinił się na jej widok, nieważne czy miał dziewczynę czy nie. Była typem dziewczyny, która mogła mieć każdego. Nie była przez to lubiana i tolerowana w damskim towarzystwie. Nie przeszkadzało jej to uwielbiała jak inne zazdrościły jej urody i powodzenia, próbowały ją naśladować...


Alexandra- Lexi (Jessica Alba)

Córeczka tatusia. Po rozstaniu rodziców zamieszkuje z ojcem w Forks. Trafia to klasy Lilly, niestety nie będzie potrafiła znaleźć wspólnego języka z dziewczynami. Nikt nie wie jaka jest naprawdę. Chce, aby ludzie postrzegali ją jako piękność bez problemów.

O sobie: "Lepiej schowaj pazurki i miejsca mi ustąp,
Bo przysięgam, że cierpliwość mam bardzo wybiórczą!
Co? Co? Co? Czy to do mnie na pewno?
I powiedz czy naprawdę chcesz się stać legendą?"

Marcus (Ian Somerhalder)

Brat Davida i Aureliusza. Jest wynikiem romansu ich ojca osiemnaście lat temu. Miał dwa wyjścia: Trafić do więzienia, lub wprowadzić się do niedawno poznanego ojca i jego rodziny. Ironiczny, chamski uwielbia bawić się ludźmi. Czy będzie potrafił dogadać się z braćmi?

O sobie: "Gdybym cofnął czas to dwa razy bym pomyślał,
Nie znałyby mnie psy z imienia i nazwiska.
Narkotyki i alkohol, rozboje i przestępstwa,
Nie byłoby tematu gdybym znał tego następstwa..."
Powrót do góry
Zobacz profil autora
PrincessAna
Motywator
Motywator


Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:17:16 09-02-11    Temat postu:

cudny odcinek
już nie mogę się doczekać newsa
pozdrawiam

i zapraszam do siebie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19 ... 27, 28, 29  Następny
Strona 18 z 29

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin