Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Coleman Sisters [20.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13, 14, 15  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:16:17 31-07-16    Temat postu:

Nie ma to jak natrętnie zachęcać Cię do wstawienia kolejnego rozdziału, by później nie napisać chociażby króciutkiego komentarza. Melduję jednak, że przeczytała i to w sumie dawno, więc jeszcze większe pretensje, że nie skomentowałam wcześniej
Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o Ellie - bo jak na razie, pomimo tego całego długaśnego rozdziału, nie za bardzo wiadomo co ją trapi, co dolega. Jest chyba najbardziej zamknięta w sobie ze wszystkich sióstr - bo cała reszta jakoś to odreagowuję na otaczającym ich wszechświecie, a Ellie raczej zamyka się w sobie, udając na około że wszystko w porządku. Ale w jednym ma na pewno rację! Po co Audrey jakiś palant Neal kiedy ma u boku Tony'ego czekam na dalszą relację tym razem świąteczną


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 21:16:53 31-07-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:34:30 31-07-16    Temat postu:

Haha... spokojnie, Natuś, wiadomo, że jest życie poza forum.
Co do Ellie masz rację - jest bardziej zamknięta w sobie niż siostry, jeśli mi się to udało pokazać, to bardzo się cieszę
Gwarantuję, że wszystkiego się dowiesz o wszystkich z czasem Jutro powinno mi się udać wstawić kolejny rozdział, bo dziś to spisuję wynurzenia Riley na póniej, więc w razie czego, zapraszam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:30:35 01-08-16    Temat postu:



    ______Zaparkował swoją [link widoczny dla zalogowanych] w najbardziej szemranej dzielnicy w mieście przed jednym z barów, a raczej śmierdzących spelunek, której adres dostał od Lacey. Ściągnął kask i odwiesił go na kierownicę, uważnie rozglądając się dookoła. Jego wzrok od razu przykuli dwaj mężczyźni, stojący pod barem po drugiej stronie ulicy. Młodszy, z przydługimi ciemnymi włosami, uśmiechał się głupio, a jego starszy, zdecydowanie bardziej napakowany kolega, z czerwoną bandamką na głowie, wsunął w usta trzymanego między kciukiem, a palcem wskazującym papierosa i zaciągnął się głęboko.
    ______Logan zsiadł ze swojej maszyny i ściągając motocyklowe rękawiczki, ruszył w ich stronę niespiesznym krokiem, jednocześnie dyskretnie lustrując wzrokiem okolicę. Z całą pewnością nie była to dzielnica, w której powinna mieszkać niespełna dwudziestotrzyletnia dziewczyna, a mężczyźni stojący przed barem nie powinni być jej znajomymi nawet, jeśli miałaby ich znać tylko z widzenia. Nie potrafił zrozumieć dlaczego Lacey Coleman wybrała dla siebie właśnie takie życie. Przypuszczał, że to swego rodzaju bunt i chęć zwrócenia na siebie uwagi, ale powodów, które nią kierowały nie znał do dziś i wątpił, by kiedykolwiek udało mu się je odkryć. Jedyne czego był pewien to, że Lacey nie była pierwszą i z pewnością nie ostatnią dziewczyną z dobrego domu, która z jakichś sobie tylko znanych powodów wybrała życie na marginesie, delikatnie mówiąc.
    ______Odchrząknął lekko, zatrzymując się przed stojącymi przed barem mężczyznami.
    ______– Szukam Vixie – zwrócił się do nich bez zbędnych grzecznościowych wstępów, po czym ściągnął swoje aviatory i zawiesił je na jasnej koszulce, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego. Młodszy niepewnie spojrzał na swojego kompana, a gdy ten wypuścił z ust dym, prosto w twarz MacBride’a, zachichotał cicho, za co natychmiast zarobił od kumpla jaskółkę w tył głowy.
    ______– Dużo osób ostatnio o nią pyta – mruknął mięśniak jakby od niechcenia.
    ______– Na przykład? – spytał Logan, starając się zajrzeć swojemu rozmówcy w oczy.
    ______– Psy – prychnął i zaraz splunął, jakby samo wypowiedzenie tego jednego słowa było najgorszą zbrodnią, jakiej mógł się dopuścić albo, co najmniej, napawało go niewyobrażalnym wstrętem i obrzydzeniem. – Jesteś jednym z nich? – zapytał, podejrzliwie przyglądając się Loganowi.
    ______– A wyglądam?
    ______Mężczyzna przez chwilę mierzył mecenasa czujnym, badawczym spojrzeniem, a w końcu wzruszył obojętnie ramionami.
    ______– Na pewno bardziej na psa niż na jednego z tych, którym dawała się dymać za kasę albo działkę prochów – prychnął i zaciągnął się jeszcze raz nikotynowym dymem, po czym rzucił peta na chodnik i przydeptał go butem, poprawiając jednocześnie czerwoną bandamkę na głowie.
    ______Logan zacisnął szczęki, a mięsień na jego policzku zadrgał nerwowo. Oczywistym było, co to za środowisko i w jaki sposób zarabia się w nim kasę na działkę prochów, a mecenas MacBride lepiej niż ktokolwiek inny wiedział jak uzależnienie od narkotyków zmienia człowieka; jak sprawia, że ludzie zaczynają robić rzeczy, na które normalnie, nigdy by się nie zdobyli, o których nawet by nie pomyśleli. Przełknął gulę, która stanęła mu w gardle i zmarszczył czoło, przyglądając się mężczyznom z wciąż kamienną twarzą mimo niespodziewanego napływu fali wspomnień, które uparcie, od kilku lat, spychał w najgłębsze zakamarki swojej świadomości, by móc normalnie funkcjonować.
    ______– Muszę się z nią zobaczyć – oświadczył tonem nieznoszącym sprzeciwu, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to niemożliwe. Chciał jednak sprawdzić, ile wiedzą ci dwaj. – Gdzie mogę ją znaleźć? – spytał, a gdy obaj milczeli jak zaklęci, z wewnętrznej kieszeni kurtki wyciągnął portfel, a z niego studolarowy banknot. – Więc? – ponowił pytanie, składając banknot na pół i trzymając go jedynie między palcem wskazującym a środkowym, uniósł wyczekująco brew.
    ______– W szpitalu – odparł mężczyzna w bandamce, wyciągając dłoń po banknot, ale Logan zwinnie mu umknął.
    ______– Albo w miejskiej kostnicy – wtrącił drugi, natychmiast, ściągając na siebie spojrzenie MacBride’a.
    ______Logan założył ramiona na szerokiej piersi, chowając banknot w zaciśniętej pięści i skupiając wzrok na młodszym, zdecydowanie bardziej skorym do rozmowy [link widoczny dla zalogowanych].
    ______– Podobno załatwiła ją współlokatorka. Pożarły się o faceta.
    ______– Przymknij się, Niño – upomniał mięśniak w bandamce. – Vixie była puszczalską dziwką. To się musiało tak skończyć.
    ______– Gdy ją dymałeś jakoś ci to nie przeszkadzało – przypomniał Niño.
    ______– Zmiataj stąd – rozkazał, a gdy chłopak jeszcze przez chwilę uporczywie wpatrywał się w oczy Logana, jakby siłą samego spojrzenia chciał przekazać mu coś istotnego, facet w bandamce niezbyt grzecznie odepchnął go obiema dłońmi. – Ogłuchłeś? Spieprzaj stąd, smarkaczu! – naskoczył na niego i gotów był mu przyłożyć, ale Logan zamknął jego nadgarstek w żelaznym uścisku powstrzymując przed zadaniem ciosu. – A ty co? – fuknął rozjuszony, usiłując się wyszarpnąć. Kiedy mu się to nie udało spojrzał w błękitne tęczówki mecenasa w taki sposób, że gdyby wzrok mógł zabijać, MacBride z pewnością właśnie w tym momencie spłonąłby żywcem.
    ______Logan uśmiechnął się arogancko jednym kącikiem, odważnie wytrzymując wściekłe spojrzenie mężczyzny, jakby całe to starcie i sama jego postawa w ogóle nie zrobiły na nim wrażenia. Dopiero po chwili powoli zwolnił uścisk na nadgarstku mężczyzny. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyciągnął z niej komórkę.
    ______– To jest ta współlokatorka? – spytał, pokazując na wyświetlaczu zdjęcie Lacey.
    ______– Nie znajdziesz jej tu – powiedział cicho Niño, kątem oka zerkając na kumpla, ale ten tylko splunął wprost pod nogi mecenasa, machnął ręką z rezygnacją i wszedł do baru. – Psy ją zgarnęły.
    ______– A facet, o którego się pożarła się z Vixie?
    ______Niño otworzył usta by coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła. Pokręcił tylko głową i cofnął się o krok, wbijając spojrzenie w podłoże pod swoimi stopami.
    ______– To alfons Vixie?... Diler?... Jakiś jej klient?... Kim on jest dla jej współlokatorki? – pytał, ale Niño zupełnie niewzruszony wciąż wgapiał się w czubki swoich butów, jakby w ogóle nie docierały do niego słowa mecenasa. Dopiero gdy Logan westchnął z rezygnacją, przesuwając dłonią po twarzy i włosach, podniósł na niego wzrok.
    ______– Dlaczego wściubiasz nos w nie swoje sprawy? – zagadnął, gdy udało mu się pochwycić spojrzenie MacBride’a. – Odpuść, zanim wpakujesz się w kłopoty.
    ______– Znasz ją? – spytał Logan, wzrokiem wskazując na komórkę, którą wciąż trzymał w dłoniach, a kiedy Niño, wyraźnie speszony, opuścił głowę, starając się ukryć zaróżowione policzki przed jego bystrym spojrzeniem, wszystko stało się jasne. MacBride sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki po niewielki notes. Otworzył go i napisał coś pośpieszenie. – Zadzwoń – poprosił cicho, wsuwając wyrwaną z notesu kartkę wraz ze zwiniętym studolarowym banknotem w kieszeń flanelowej koszuli w niebiesko–granatową kratę, którą chłopak miał na sobie. – Nie jestem tu po to, żeby wam zaszkodzić – zapewnił, gdy udało mu się pochwycić ciemne spojrzenie chłopaka. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, jakby toczyli między sobą jakąś bezsłowną walkę, zrozumiałą tylko dla nich dwóch. W końcu Niño sięgnął do kieszeni swojej koszuli i wcisnął Loganowi w tors studolarowy banknot.
    ______– A ja nie jestem sprzedajnym kapusiem – oświadczył i zawrócił w stronę wejścia do baru.
    ______Logan odprowadził go spojrzeniem i zrobił głęboki wdech. Jeszcze zanim tu przyjechał, wiedział, że Lacey miała rację i nawet nie liczył na to, że zdarzy się cud i zdoła dowiedzieć się czegokolwiek więcej niż wiedziała policja, a mimo to czuł się zawiedziony. Niño był jego nadzieją i jakimś punktem zaczepienia, zwłaszcza, że oddał mu tylko banknot, zachowując kartkę z numerem telefonu, ale w dalszym ciągu w sprawie Lacey było więcej pytań niż odpowiedzi, a Logan nie miał nawet pomysłu, gdzie ich szukać. Skoro jednak był już w tej okolicy, postanowił rzucić okiem na mieszkanie, które Lacey wynajmowała razem z Vixie, a właściwie to z Morganą Baker, która swoją ksywkę, pod jaką funkcjonowała w tym światku, zawdzięczała niczemu innemu, jak swoim ogniście rudym, długim włosom, bo o choć cień przebiegłości, właściwej typowym lisicom nawet jej nie podejrzewał.
    ______Żwawym krokiem przemierzył kilkanaście metrów, dzielące go od kamienicy, w której znajdowało się mieszkanie, gdzie doszło do zbrodni i szybko wszedł na właściwe piętro. Mieszkanie wciąż było zaplombowane policyjną taśmą, ale widać było, że ktoś odwiedził je już wcześniej i bardzo nieudolnie starał się zatrzeć za sobą ślady. Logan na wszelki wypadek naciągnął na dłonie ciemne, gumowe, jednorazowe rękawiczki i ze skrytki za skrzynką na listy, o której powiedziała mu Lacey, wyjął zapasowy klucz. Nim wsunął go w zamek, delikatnie nacisnął na klamkę, a gdy drzwi ustąpiły, pchnął je ostrożnie. Przed wejściem do środka, wyjął z kieszeni kurtki woreczek strunowy, których kilka – podobnie jak jednorazowych rękawiczek – miał przy sobie zawsze, gdy wybierał się na misje rozpoznawcze. Wrzucił do niego zapasowy klucz, by zdjąć z niego odciski palców i być może dowiedzieć się kto oprócz Lacey i Vixie wiedział o skrytce. Zapiął woreczek i chowając go do kieszeni kurtki, ostrożnie wszedł do środka. Już od progu uderzył go odór alkoholu i dymu wymieszany z zapachem zakrzepłej krwi, której plama od razu rzuciła mu się w oczy. Ominął ją i obrzucił wnętrze lokalu badawczym spojrzeniem. Mieszkanie wyglądało na całkiem przytulne i z całą pewnością nie było typową meliną, jakiej się spodziewał. W niewielkim salonie, oprócz rozbitej butelki drogiego wina, plamy krwi na podłodze i zużytych opakowań po medykamentach zostawionych przez ratowników medycznych, nic nie wskazywało na to, że doszło tu do jakiejś walki wręcz czy choćby szarpaniny. Nie był to jednak argument na korzyść Lacey, a wręcz przeciwnie, bo świadczył o tym, że Vixie doskonale znała napastnika i zupełnie nie spodziewała się ataku.
    ______Logan przystanął na środku i wsparł jedną dłoń na biodrze, analizując to, co widział. Nie było śladów walki, ani imprezy zakrapianej alkoholem. Rozbita butelka drogiego wina mogła co najwyżej wskazywać na jakieś romantyczne sam na sam. Vixie albo Lacey. W popielniczce na niskim szklanym stoliku przy kanapie był popiół i choć nie było tam petów, które zostały z pewnością zabezpieczone przez techników kryminalistycznych, MacBride był pewien, że nie było w nich ani grama nikotyny.
    ______Westchnął cicho i pokręcił głową z rezygnacją. O wiele prościej byłoby, gdyby Lacey po prostu z nim porozmawiała. Powiedziała co pamięta, z kim widziała się tamtego feralnego wieczora, a przede wszystkim dlaczego tak uparcie kogoś kryje, bo w co jak w co, ale w szaleńczą, ślepą miłość zwyczajnie nie wierzył. Za nic w świecie nie potrafił sobie wyobrazić zakochanej po uszy panny Coleman, popełniającej z miłości coraz to większe głupstwa i gotowej zabić dla tego uczucia. Może była irytująca, arogancka, cyniczna, pyskata, wulgarna, momentami nieokrzesana, wybuchowa, złośliwa… Jej wady mógłby wymieniać do rana, ale z pewnością była zbyt inteligentna na to, by popełniać zbrodnię z miłości. To po prostu w żaden sposób do niej nie pasowało i wydawało się zupełnie nie w stylu Lacey. Nie miał jednak pojęcia gdzie szukać rozwiązania tej zagadki. Miał zaledwie kilka kawałków puzzli, które nijak do siebie nie pasowały, bo jeśli Lacey faktycznie wzięła winę na siebie, by kogoś chronić, to pytanie zasadnicze brzmiało: kogo chroni i dlaczego to robi? Jeśli natomiast Lacey i jej współlokatorka faktycznie pożarły się o faceta i pod wpływem alkoholu i jakiegoś innego świństwa zaczęły sobie skakać do oczu, to tylko zeznania Vixie mogły ją ocalić.
    ______Wszedł do jednego z pokoi i przystanął przy nocnym stoliku. Chwycił ustawioną na nim ramkę ze zdjęciem i uśmiechnął się pod nosem na widok roześmianych sióstr Coleman. Były tak do siebie podobne, że nie trzeba było ich znać, by już na pierwszy rzut oka mieć pewność, że są rodziną. Mimo niezwykłego fizycznego podobieństwa każda z nich zdawała się być zupełnie inna. Pomyślał, że Lacey, mimo, iż chowała się za jakąś wyćwiczoną pozą osoby, której na niczym ani na nikim nie zależy, była cholernie wrażliwa, skoro trzymała to zdjęcie na nocnym stoliku, co wlało w jego serce odrobinę nadziei, że może jednak nie jest całkiem stracona dla świata. Gdy w kieszeni zawibrował mu telefon, odstawił zdjęcie na miejsce. Wyciągnął aparat i zerknął na wyświetlacz, a potem przesunął kciukiem po ekranie i przystawił telefon do ucha.
    ______– Co jest, Tony? – spytał, kierując się do wyjścia. – Gdzie jestem? – urwał i zrobił głęboki wdech, mając stuprocentową pewność, że jego kumpel nie będzie zadowolony z tego, co usłyszy. – W mieszkaniu Lacey… Tak, wiem, że nie powinienem, ale znalazłem zapasowy klucz. Może da się zdjąć z niego jakieś odciski palców, które mam nadzieję naprowadzą nas na tego Casanovę, którego kryje Lacey… Dobra, będę za chwilę – zakończył, wychodząc z mieszkania i cicho zamykając za sobą drzwi, a kilkanaście minut później był już parę przecznic dalej, w barze, którego obaj byli stałymi bywalcami. Było jeszcze wcześnie i lokal świecił pustkami, więc Logan bez trudu dostrzegł przy barze swojego kumpla. – Co jest takie pilne, że mnie tu ściągnąłeś w trybie natychmiastowym? – spytał, zajmując miejsce na wysokim, barowym stołku. – Chyba nie zrobiłeś tego tylko po to, żeby wyciągnąć mnie z mieszkania Lacey, a jeśli tak, to z pewnością wiesz, że i tak tam wrócę.
    ______Tony powoli odwrócił głowę w jego stronę i uśmiechnął się lekko, ale Logan widząc, że uśmiech nie dotarł do jego oczu, zaraz spoważniał, wpatrując się wyczekująco w twarz kumpla.
    ______– Nie jest dobrze, Logan – powiedział w końcu Tony. – Dziewczyna zmarła jakąś godzinę temu.
    ______– Szlag – warknął MacBride i pochylił się lekko do przodu, wspierając łokieć o blat lady i ściskając nasadę nosa placami.
    ______– Na nożu są tylko odciski Lacey, to ją zastano na miejscu zdarzenia. Obie były pijane, a teraz pokrzywdzona nie żyje. Jeśli nie zdarzy się jakiś cud…
    ______– Nic już nie mów – przerwał mu Logan i kiwnął na barmana. – Na trzeźwo więcej nie zniosę. Nie dzisiaj – mruknął i zamówił dwa szoty czystej. – Audrey już wie?
    ______Tony pokręcił przecząco głową.
    ______– Nie chcę dokładać jej kolejnych zmartwień przed samymi świętami.
    ______– Może uda nam się coś wymyślić – rzucił bez przekonania Logan, sięgając po kieliszki, które barman właśnie przesunął po ladzie w jego stronę. – Napijesz się z kumplem? – spytał, podając Tony’emu kieliszek.
    ______Brunet uśmiechnął się lekko i skinął głową na zgodę. Nim jednak zdążyli wychylić zawartość kieliszków, zabrzęczała komórka Logana. MacBride przewrócił oczami z irytacją i odstawił swój kieliszek, po czym wyjął z kieszeni telefon.
    ______– Co tam, siostrzyczko? – rzucił do słuchawki, siląc się na jak najbardziej beztroski ton. – Święta? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nie zdawałem sobie sprawy, że to już za kilkanaście dni… Tak, znowu mam sprawę, która spędza mi sen z powiek – przytaknął z rozbawieniem. – Jasne, że znajdę czas. Dla ciebie zawsze, przyjeżdżaj choćby dziś… Świetnie, zdzwonimy się. Buziaki.
    ______– Czyżbyś jednak musiał zmienić plany na święta? – zagadnął Tony, wychylając zawartość swojego kieliszka i wycierając usta wierzchem dłoni, spojrzał kumplowi prosto w oczy. Doskonale wiedział, że Logan od kilku lat spędzał każde święta poza Cleveland.
    ______Logan uśmiechnął się kwaśno i opróżnił swój kieliszek, odstawiając go z trzaskiem na blat i dając barmanowi znak, by napełnił szkło ponownie.
    ______– I tak nie mógłbym teraz pozwolić sobie na dłuższy wypad, więc może nawet dobrze się stało. Zapomniałem tylko spytać czy jej cudowny mąż również zaszczyci mnie swoją obecnością.
    ______– Czyżbyś nie przepadał za swoim szwagrem?
    ______– Szczerze? – spytał Logan, a Tony skinął twierdząco głową i sięgnął po kieliszek. – Nie znoszę gnoja i mam przemożną ochotę starcia mu z gęby tego głupiego, aroganckiego uśmieszku.
    ______O’Donnell uśmiechnął się pod nosem i uniósł kieliszek do toastu.
    ______– Odpuść sobie rolę nadopiekuńczego, zazdrosnego, starszego brata, co?
    ______– To moja siostra – jęknął Logan, jakby to miało wszystko tłumaczyć i również sięgnął po swój kieliszek, unosząc go lekko.
    ______– Która już od dawna jest pełnoletnia i może ze swoim życiem robić co jej się podoba.
    ______– Ale to nie znaczy, że mam akceptować wszystkie jej szalone pomysły i decyzje.
    ______– Nie musisz ich akceptować, ale powinieneś je uszanować, bo ma do nich prawo. Każdy odpowiada za siebie i ma prawo swoje życie przeżyć po swojemu, ucząc się na własnych błędach.
    ______– Zrobiłeś się ostatnio strasznym nudziarzem – zauważył Logan, na co jego przyjaciel jedynie wzruszył ramionami, jakby w ogóle nie wiedział o czym mowa.
    ______– Niektórzy ludzie w końcu dojrzewają – mruknął, uśmiechając się gorzko i spojrzał mecenasowi prosto w oczy.
    ______Logan westchnął ciężko, delikatnie trącił swoim kieliszkiem o kieliszek Tony’ego, uniósł go jeszcze w niemym toaście, a potem bez mrugnięcia okiem wlał sobie jego zawartość w gardło. Tego wieczora nie był w stanie zebrać myśli i skupić się ani na swojej siostrze, ani tym bardziej na sprawie Lacey; tego wieczora chciał się po prostu znieczulić, tak jak robił to niezmiennie od kilku lat; raz na zawsze wymazać z pamięci tamten feralny wieczór, albo w jakiś magiczny sposób cofnąć się w czasie i sprawić, by nie doszło do największej tragedii, jaka spotkała go w dotychczasowym życiu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:52:02 01-08-16    Temat postu:

O rety, ale zaintrygowałaś mnie na sam koniec tą tragedią Logana... Teraz będę siedzieć i się głowić, co się mogło stać.
Nie najlepiej potoczyły się sprawy związane z oskarżeniem Lacey. Teraz, kiedy jej współlokatorka zmarła, trudno będzie znaleźć winowajcę, zwłaszcza, że panna Coleman nie chce tej osoby wydać... Ech, czuję, że może mieć przerąbane... Jedyna nadzieja, że albo zmądrzeje i powie Loganowi prawdę albo ten Niño coś powie. W ogóle ta Lacey to bardzo skomplikowany charakterek ma aż dziw że Logan potrafi z nią tyle wytrzymać.
Czekam oczywiście na ciąg dalszy tych historii. Jednak wszystkie siostry Coleman podbiły moje serce, a w szczególności faceci kręcący się koło nich
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:06:40 01-08-16    Temat postu:

Moniś, dziękuję, że zajrzałaś :*
Co do tragedii Logana, to uprzedzam, że musisz się, niestety, uzbroić w cierpliwość i to właściwie tyle, co mogę zdradzić Cieszę się, że wszystkie siostry zyskały Twoją sympatię, a faceci... no cóż, o ile siostrom muszę poświęcić więcej czasu, żeby wszystko wyglądało jak powinno, to faceci jakoś tak sami wychodzą mi tak jak trzeba
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:13:49 01-08-16    Temat postu:

Oni chyba po prostu mają już taki urok nie da się ich nie lubić i cała filozofia
Tak, tak. Wiem. Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość w sumie dobrze, że mam taki wakacyjny trening cierpliwości też przynajmniej moje szkolne dzieci od września nie będą może tak na mnie narzekać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:16:06 01-08-16    Temat postu:

Nie tylko Ciebie, bo i ja od momentu w którym myśli o tym jak narkotyki zmieniają człowieka, zaczęłam się zastanawiać o co mu chodzi, a końcówka to już w ogóle zbija z pantałyku.
Ale z drugiej beczki - w co wpakowała się Lacey?! Mam nadzieję, że ona pójdzie po rozum do głowy, bo jedno to pójście do aresztu w wyniku zranienia trwałego osoby, a drugie to gdy ta osoba umiera. Liczę, że to ją obudzi!
PS. Mam nadzieję, że niedługo doczekamy się Riley
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:26:12 01-08-16    Temat postu:

Monia, jest tu jeden delikwent, którego chyba jednak nie polubicie

Natuś, sprawa z Lacey jest skomplikowana i... obawiam się, że skomplikuje się jeszcze bardziej A Riley pojawi się już w następnym rozdziale
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:03:15 02-08-16    Temat postu:

Jednego już w sumie nie lubię -Neala jeśli nie o niego Ci chodziło, to jestem ciekawa kogo jeszcze masz tam w zanadrzu niezbyt sympatycznego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:29:48 14-08-16    Temat postu:




    ______ Zamknęła oczy i starając się uspokoić oddech cierpliwie czekała aż makijażystki, fryzjerki i cała reszta specjalistów od wszystkiego i niczego zrobią swoje, a przede wszystkim zatuszują wyraźnie odciśnięte na jej twarzy oznaki kilku nieprzespanych nocy. Czuła się zmęczona i pierwszy raz odkąd znalazła się w przedsionku wielkiego świata, przez jej głowę przemknęła myśl, że być może to wcale nie jest życie, jakiego pragnęła.
    ______ – Gotowe – zaszczebiotała stylistka, Maggie, odwracając fotel obrotowy, w którym siedziała Riley, przodem do lustra. Panna Coleman westchnęła cicho i powoli podniosła powieki. Skrzywiła się lekko, nie będąc do końca pewną czy podoba jej się to, co zobaczyła w lustrze. – Wyglądasz odlotowo – zapewniła Meg, wyraźnie zadowolona z siebie. – Zaryzykowałabym stwierdzenie, że w życiu nie wyglądałaś lepiej. Nasz gwiazdor padnie z wrażenia na twój widok…
    ______ Riley uśmiechnęła się krzywo na te słowa i pociągnęła usta bezbarwnym błyszczykiem, puszczając mimo uszu potok słów płynący z ust Meg, z którą w żadnym razie nie chciała wdawać się w dyskusje, zwłaszcza, że była osobą, która lubiła wściubiać nos w nie swoje sprawy i zawsze wszystko o wszystkich wiedzieć, a przy okazji dołożyć coś od siebie, odpowiednio koloryzując daną historię dla lepszego efektu. Poza tym ostatnią rzeczą, jakiej teraz pragnęła Riley, było zwracanie na siebie uwagi Coltona Jeffersona. Jeśli jednak miała być szczera sama ze sobą, to musiała nieskromnie przyznać, że nie miałaby nic przeciw, gdyby padł przed nią na kolana z rozdziawioną buzią. Jej kobieca próżność zostałaby wówczas, pierwszy raz od jakiegoś czasu, naprawdę mile połechtana. Jeszcze nie tak dawno temu jej głównym celem było przecież rozkochanie go w sobie na nowo i porzucenie w chwili, w której najmniej by się tego spodziewał. Wtedy jednak nie wiedziała, że jest szczęśliwym świeżo upieczonym mężem.
    ______ – Laleczko, wyglądasz szałowo! – usłyszała za sobą pełen optymizmu i pozytywnej energii, głęboki, nieco schrypnięty głos fotografa, przed którego obiektywem miała za chwilę stanąć.
    ______ Odwróciła się na pięcie, a kiedy napotkała na swej drodze jego roześmiane, zielone spojrzenie nie mogła się nie uśmiechnąć.
    ______ – Cześć Vanny – przywitała się ciepło, a gdy po bratersku objął ją ramieniem i wycisnął na jej policzku całusa na przywitanie odpowiedziała mu tym samym. – Miło znów cię widzieć – powiedziała, kciukiem delikatnie ścierając ślad swoich ust z jego policzka.
    ______ – Też się cieszę – wyznał szczerze, podchodząc do swojego sprzętu, którego nie pozwalał dotykać nawet swoim asystentom. Był perfekcjonistą i profesjonalistą w każdym calu, a poza tym… Riley zupełnie bezwiednie zagryzła dolną wargę i otaksowała jego idealnie wyrzeźbioną sylwetkę gorącym spojrzeniem, zupełnie nieświadomie porównując go w myślach nie tylko do Coltona, ale też do wszystkich swoich jednonocnych przygód, których ostatnio miała zdecydowanie zbyt wiele. Skrzywiła się lekko, zaskoczona myślą, która zupełnie nagle pojawiła się w jej głowie, że ojciec na pewno nie byłby z niej dumny, gdyby wiedział o jej poczynaniach.
    ______ – Dobrze się czujesz? – spytał zaniepokojony Vanny, na co Riley natychmiast odwróciła wzrok zmieszana, czując jak na jej policzki wylewa się płomienny rumieniec. Nigdy w życiu nie gapiła się na żadnego mężczyznę tak bezceremonialnie, a już na pewno nigdy nie pozwoliła się na tym przyłapać.
    ______ – Jestem zmęczona – mruknęła cicho, odwracając się przodem do lustra i sięgając po gruby pędzel do nakładania różu tylko po to, by zająć czymś ręce. Gdy odszukała go w lustrze spojrzeniem, ustawiał coś w aparacie, całkowicie na nim skupiony, jakby w ogóle nie zauważył jej zmieszania. Odetchnęła z ulgą i zganiła się w duchu za swoje zachowanie, ale trzymanie wyobraźni na wodzy, mając w zasięgu dłoni ciacho, jakim bez wątpienia był Vanny, graniczyło niemal z cudem. Był przystojnym chłopakiem. Wróć. Mężczyzną, bo zdecydowanie zasługiwał na to miano i to wcale nie z racji wieku. Po prostu, niektórzy faceci, nawet mając niemal czterdziestkę na karku, jak Vanny, zachowują twarz chłopca, a inni, gdy tylko testosteron zaczyna się w nich uaktywniać, od razu stają się cholernie męscy i diabelsko seksowni, a z wiekiem tylko zyskują. [link widoczny dla zalogowanych] był niespotykaną mieszanką obydwu tych typów mężczyzn i z całą pewnością był jak wino – im starszy, tym lepszy, w każdym tego słowa znaczeniu
    ______ Riley była gotowa założyć się, że nie ma na świecie kobiety, która by się za nim nie obejrzała. Ciało miał jak młody bóg, urodę śródziemnomorskiego południowca, duszę artysty, a do tego europejski akcent, który sprawiał, że kobiety dosłownie jadły mu z ręki. Był wprawdzie rodowitym Amerykaninem, to jego dziadkowie przed laty przyjechali do Stanów za chlebem, ale kiedyś wymyślił sobie, że jeśli będzie udawał przyjezdnego, uwiarygodni to tylko jego piękny „american dream”, potem udawanie europejskiego akcentu tak bardzo weszło mu krew, że już dawno przestał nad tym panować, a teraz dodawało mu to jedynie uroku. Oprócz tego Giovanni po prostu potrafił cierpliwie słuchać – był dla Riley niemal jak spowiednik. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć; że jest jedną z niewielu osób, jeśli nie jedyną, która niezależnie od tego, jak bardzo miałaby ją to zaboleć, po prostu będzie z nią szczera i otwarcie powie, co myśli. Rzadko się widywali z racji swoich codziennych zajęć i napiętych grafików, ale mimo to już od pierwszego spotkania zawiązała się między nimi jakaś szczególna nić porozumienia.
    ______ – Zapraszam, Cukiereczku – odezwał się, przerywając ciszę, a gdy spojrzała na niego, uśmiechnął się szeroko i wzrokiem wskazał tę część pomieszczenia, w której ustawiono scenografię. – Nim pojawi się nasz gwiazdor, pstrykniemy kilka fotek do twojego prywatnego portfolio – dodał, mrugając do niej porozumiewawczo.
    ______ Riley uśmiechnęła się i kiwnęła głową na zgodę. Vanny miał nadzwyczajną zdolność rozładowywania napiętej atmosfery samą swoją obecnością i to była kolejna z jego zalet, za którą go uwielbiała. Gdy była w jego towarzystwie wszystkie jej problemy zdawały się znikać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    ______ – Vanny... – zagadnęła, zajmując miejsce na kanapie, będącej częścią scenografii, ale gdy podniósł wzrok znad obiektywu i spojrzał jej prosto w oczy, jedynie przygryzła policzek od wewnątrz i wyszeptała nieme „Już nic”.
    ______ Giovanni zupełnie odruchowo nacisnął spust migawki i uśmiechnął się do siebie, kontrolnie zerkając na wyświetlacz LCD swojego aparatu.
    ______ – Bellissima… – mruknął z zadowoleniem i nacisnął migawkę ponownie, akurat w momencie, gdy Riley usiłowała zdmuchnąć z czoła jakiś niesforny kosmyk. – Uwielbiam robić ci zdjęcia, bo prawie nic nie muszę przy nich później robić. Zero obróbki i kombinowania jak będzie najkorzystniej.
    ______ – To miał być komplement? – zaśmiała się Riley, unosząc pytająco brew.
    ______ Vanny wzruszył ramionami i uśmiechnął się łobuzersko.
    ______ – Obiektyw cię kocha, Bella – stwierdził tonem, jakby wygłaszał jakąś oczywistą oczywistość. – Jesteś do tego stworzona... Che Bello… – mruczał pod nosem zachwycony, od czasu do czasu wydając Riley jedynie krótkie polecenia dotyczące zmiany pozy. – Masz to we krwi, Bambolina.
    ______ Bambolina? – zagadnęła Riley zaciekawiona, unosząc brwi niemal pod samą linię włosów.
    ______ – No… – Vanny spojrzał na chwilę w sufit i udając, że szuka właściwego słowa kilka razy energicznie pstryknął palcami. – Laleczko – powiedział w końcu, wcelowując w nią palcem wskazującym. – Jesteś moją ulubioną modelką.
    ______ Riley roześmiała się niemal w głos, pokręciła głową z niedowierzaniem i przeczesała swoje długie, ciemne włosy palcami, a Vanny ponownie wykorzystał moment, uwieczniając tę chwilę na kolejnych ujęciach.
    ______ – Niepoprawny bajerant – stwierdziła rozbawiona.
    ______Sempre e per sempre – przytaknął i zrobił jeszcze kilka zdjęć. – Co jest? – spytał po chwili, widząc, że nagle spochmurniała.
    ______ Riley westchnęła tylko, wpatrując się w głąb holu, w którym pojawił się Colton ze swoją świtą. Vanny podążył za jej spojrzeniem, a potem zmarszczył czoło, przypatrując się jej podejrzliwie.
    ______ – O co chodzi? – spytał, ale Riley bez słowa oparła dłonie na kanapie po obu stronach swoich bioder i zwieszając głowę, wlepiła wzrok w miękki, puszysty dywan pod swoimi stopami. – Nie… – stwierdził po chwili, kręcąc przy tym przecząco głową, jakby nie wierzył, że to, co akurat przyszło mu do głowy, może być prawdą. – Wiem, że długo byliście parą, a chemia między wami, jaką wciąż czuć, patrząc na was na szklanym ekranie jest absolutnie wyjątkowa, ale… – urwał, czując na sobie zbolałe spojrzenie Riley. Zrobił głęboki wdech i przesunął dłonią po brodzie pokrytej kilkudniowym, ciemnym zarostem. – Sądziłem, że już się z niego wyleczyłaś, producenci chyba też, bo mieli plan na naprawdę gorącą sesję, ale w zaistniałej sytuacji…
    ______ – Przestań. Colton zawsze powtarzał mi, i w tym jednym muszę przyznać mu rację, że trzeba umieć oddzielać życie prywatne od zawodowego.
    ______ – I ty świetnie potrafisz to robić, a twoja skwaszona mina w tym momencie to po prostu przypadek – bardziej stwierdził niż zapytał, spoglądając na nią z przyganą.
    ______ – Nawarzyłam piwa i muszę je teraz wypić – powiedziała stanowczym tonem Riley, podnosząc się z kanapy i spoglądając Giovanniemu prosto w oczy.
    ______ – Ty nawarzyłaś? – prychnął Vanny, niemal krzycząc szeptem. – To on cię zostawił, a zaraz potem ożenił się, pewnie tyko po to, by zrobić ci na złość i założę się, że to on uwiódł ciebie, a teraz ty chcesz się zachowywać jakby nic się nie stało?
    ______ – Bo nic się nie stało!
    ______ – Riley!
    ______ – Vanny, proszę – powiedziała cicho, ujmując jego twarz w swoje dłonie i spoglądając w płonące gniewem ciemne tęczówki. – Niech każdy z nas po prostu robi swoje, zgoda?
    ______ Giovanni zrobił głęboki wdech, a w końcu kiwnął głową na zgodę i choć zrobił to bez większego przekonania, Riley odetchnęła z ulgą. Nawet, jeśli Vanny miał rację, nie chciała, by się w to mieszał. To była sprawa między nią, a Coltonem, który najwyraźniej nie zamierzał niczego jej ułatwiać, bo wyraźnie zadowolony, ochoczo wykonywał kolejne polecenia Giovanniego, a nawet sam wychodził z inicjatywą, jeśli chodziło o pozycje w jakich mieli być na kolejnych zdjęciach, bez skrupułów wykorzystując każdą okazję, w której mógł zupełnie bezkarnie obcować z jej zgrabnym ciałem. Riley znosiła wszystko cierpliwie, starając się za wszelką cenę ukryć nie tylko przed Coltonem, ale przede wszystkim przed samą sobą to, że jej ciało wciąż zbyt intensywnie reagowało na jego bliskość, na jego odurzający zapach, dotyk niecierpliwych palców i ciepły, oddech, drażniący wrażliwą skórę.
    ______ Odetchnęła z ulgą, gdy Vanny oznajmił, że skończył pracę. Niemal od razu pobiegła przebrać się w swoje prywatne ubrania. Związała włosy niedbale na czubku głowy i wsunęła na nie ciemne okulary. Miała nadzieję wyjść przed Coltonem i nie musieć zamieniać z nim choćby słowa.
    ______ – Dziękuję, Vanny – powiedziała, podchodząc do Giovanniego. Wspięła się na palce, by na pożegnanie cmoknąć go w policzek. Mężczyzna uśmiechnął się lekko i pokręcił głową z dezaprobatą, a w końcu objął ją i przygarnął do siebie.
    ______ – Trzymaj się, Bambolina – szepnął, wsuwając nos w jej włosy. – Daj znać, jak trzeba będzie obić mu gębę. Albo komukolwiek innemu – dodał, odsuwając ją od siebie na tyle, by móc zajrzeć jej w oczy.
    ______ Riley uśmiechnęła się promiennie i pacnęła go otwartą dłonią w ramię, przyglądając mu się z przyganą, gdy spojrzał na nią, udając obrażonego i teatralnie rozmasowując miejsce na ramieniu, w którym przed chwilą wylądowała je dłoń.
    ______ – Prześlę ci wszystko mailem przed publikacją – zakomunikował.
    ______ – Dzięki. Jesteśmy w kontakcie – powiedziała i poprawiła torbę na ramieniu.
    ______ – Jasne, Bella – zakończył, mrugając do niej, a Riley posłała mu całusa w powietrze i opuściła studio. Przed budynkiem jednak czekała ją niezbyt miła niespodzianka, w postaci grupki dziennikarzy z kolorowych szmatławców. Zawahała się przez moment, ale nim podjęła decyzję, by wycofać się do tylnego wyjścia, zauważyli ją. Zsunęła ciemne okulary na nos, na wypadek gdyby spod warstwy make–upu jakimś cudem jednak widać było oznaki niewyspania i nocnych szaleństw. Westchnęła cicho i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Gdy tylko przekroczyła próg, doskoczyli do niej, otaczając ją z każdej strony i zaczęli się przekrzykiwać.
    ______ – Jak udała się sesja?
    ______ – Będą jakieś nagie zdjęcia?
    – Macie romans?
    ______ Riley przewróciła oczami na te niedorzeczności. Nie miała siły komentować tych bzdur. Chciała jak najszybciej przemknąć obok tych pseudodziennikarzy. Wiedziała, że gdy tylko zjawi się Colton, skupią całą swoją uwagę na nim, więc jej jedynym celem w tym momencie było w miarę szybko dotrzeć do swojego apartamentu, położyć się do łóżka i wreszcie porządnie się wyspać.
    ______ – Czy to prawda, że twoja siostra została oskarżona o morderstwo? – usłyszała. Zatrzymała się w pół kroku na te słowa i mocniej zacisnęła dłoń na pasku swojej torebki. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć, ale była pewna, że czegokolwiek by nie powiedziała, wszystko zostanie przeinaczone i wykorzystane przeciwko niej.
    ______ – Bawisz się w najlepsze, a twoja siostra gnije za kratkami…
    ______ – Nie powinnaś być teraz z rodziną?...
    ______ – Twoje siostry nie mają ci za złe, że nie towarzyszysz im w tych trudnych chwilach?...
    ______ – Twoja siostra już wcześniej miała problemy z prawem…
    ______ Zaczęli ją bombardować ze wszystkich stron, ale kiedy miała ochotę wykrzyczeć im w twarz, by się zamknęli, bo gów*o wiedzą, poczuła jak ktoś chwyta ją za rękę i osłania ramieniem, odsuwając jednocześnie dziennikarzy i torując im przejście. Ochoczo przylgnęła do niego, starając się schować przed nimi w jego szerokich ramionach i pozwoliła zaprowadzić się do samochodu mimo, że już po kilku krokach uświadomiła sobie, że to nikt inny jak sam Colton Jefferson.
    ______ – Wsiadaj – powiedział, otwierając przed nią drzwi swojego wypasionego [link widoczny dla zalogowanych]. Riley nie zastanawiała się długo. Mając do wyboru zostać pożartą przez te sępy albo dobrowolnie wejść do jaskini lwa, bez wahania wybrała to drugie, bo lew był już przecież oswojony.
    ______ Colton zamknął za nią drzwi, obszedł samochód, zajął miejsce za kierownicą i ruszył z piskiem opon.
    ______ – Dzięki – wyrzuciła z siebie Riley, wsuwając ciemne okulary na włosy. – Masz papierosy? – spytała i nie czekając na odpowiedź, sięgnęła do schowka, bo wiedziała, że zawsze tam były. Kiedy jej wzrok spoczął na kolorowej gazecie, znajdującej się wewnątrz, od razu zapomniała o papierosach. Wyjęła magazyn i przebiegła wzrokiem po okładce, a potem po tekście, w którym nie zostawiono na niej suchej nitki, oskarżając o to, że w ogóle nie interesuje się rodziną. Cała opisana tam historia w wielu miejscach, delikatnie mówiąc, mijała się z prawdą, ale mimo wszystko zabolało ją to, co przeczytała na temat siebie i swoich sióstr. – Niech to szlag! – warknęła, ciskając gazetą w deskę rozdzielczą.
    ______ – Riley… – powiedział łagodnie Colton i zupełnie odruchowo położył szeroką dłoń na jej udzie.
    ______ – Skrzynię biegów masz obok – fuknęła, strącając jego dłoń ze swojej nogi i podciągając kolana pod brodę, wlepiła wzrok w widoki zmieniające się za boczną szybą.
    ______ Jefferson uśmiechnął się jednym kącikiem ust. Wsparł lewy łokieć o drzwi i przesunął palcem wskazującym po dolnej wardze, jakby się nad czymś zastanawiał, jednocześnie trzymając kierownicę jedynie między kciukiem, a palcem wskazującym drugiej dłoni, tylko od czasu do czasu korygując nieznacznie tor jazdy samochodu. Przed oczami wciąż miał zdjęcie, które zupełnie przypadkiem zauważył na monitorze laptopa Giovanniego, a z którego uśmiechała się do niego Riley. Ale nie ta zmanierowana gwiazdka, żyjąca od imprezy do imprezy, siedząca teraz obok niego, ale słodka, beztroska i niewinna Riley Coleman, którą poznał w przydrożnym barze w Cleveland.
    ______ Riley odetchnęła głęboko, odchylając głowę na zagłówek i przymykając powieki. Powinna zadzwonić do domu, a najlepiej pojechać tam i dowiedzieć się o co chodzi, bo przecież ta historia nie mogła być całkowicie wyssana z palca, zwłaszcza biorąc pod uwagę nadzwyczajną zdolność Lacey do pakowania się w kłopoty.
    ______ – Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać, kiedy w tak oryginalny sposób wyprosiłaś mnie za drzwi – przerwał ciszę Colton. – Jeśli będziesz potrzebowała pomocy…
    ______ Riley przeklęła w duchu, a czując cisnące się do oczu łzy, ponownie wlepiła wzrok w boczną szybę. Nie wiedziała czy bardziej zabolało ją to, że jednak wcale nie przyszedł prosić o jej łaski, czy to, że mimo wszystko starał się być jej przyjacielem.
    ______ – Nie będziemy przyjaciółmi – odezwała się cicho po chwili. – Zajmij się swoją żoną i waszymi problemami.
    ______ – Nie bądź złośliwa.
    ______ Riley zaśmiała się histerycznie i wsunęła szczupłe palce we włosy, zupełnie bezwiednie zwilżając spierzchnięte usta językiem.
    ______ – Mam być dwulicowa tak jak ty? – spytała, ściągając na siebie jego lodowate spojrzenie i odważnie spoglądając mu w oczy. – Mam oszukiwać ciebie, twoją żonę, a przy okazji siebie i udawać, że wszystko jest w porządku? Przypominam ci, że to ty z nas zrezygnowałeś.
    ______ – Chcesz zwalić wszystko na mnie?
    ______ – Nie muszę. Zatrzymaj się.
    ______ – Odwiozę cię.
    ______ – Nie trzeba.
    ______ – Powiedziałem, że cię odwiozę.
    ______ – Widzisz? Nawet w tak banalnych sprawach musisz mieć ostatnie zdanie. Mam nadzieję, że Jenny jest bardziej cierpliwa ode mnie i będzie w stanie to wytrzymać.
    ______ Colton zacisnął dłonie na kierownicy, aż zbielały mu kłykcie. Nic już nie mówił i tylko od czasu do czasu, zerkał na Riley kątem oka, a ona z premedytacją udawała, że wcale tego nie dostrzega. Atmosfera między nimi jeszcze nigdy nie była tak gęsta jak teraz.
    ______ – Dzięki – bąknęła, nawet na niego nie patrząc, gdy zatrzymał samochód pod hotelem.
    ______ – Riley… – Colton zamknął jej nadgarstek w żelaznym uścisku, powstrzymując ją tym samym przed wyjściem z samochodu, a ona zacisnęła nerwowo szczęki i przymknęła na moment powieki, zbierając się w sobie, by spojrzeć w jego niebieskie tęczówki, dla których kiedyś zupełnie straciła głowę. W końcu odwróciła się powoli przodem do niego, a gdy podniosła wzrok na jego twarz, niemal od razu zatonęła w tym zimnym, stalowym błękicie.
    ______ – Spałaś z nim? – zapytał cicho.
    ______ Riley ściągnęła brwi, zastanawiając się czy dobrze usłyszała i wyszarpnęła dłoń z jego uścisku.
    ______ – Ja nie pytam ciebie z kim sypiasz, chociaż w twoją wierność Jenny nie wierzę ani odrobinę, więc i ty nie powinieneś interesować się tym z kim ja dzielę łóżko. Dzięki za podwiezienie – dodała, wysiadając z auta.
    ______ – Riley! – zawołał za nią i w sekundę znalazł się obok. Chwycił ją za dłoń i szarpnął w swoją stronę tak, że zatoczyła się wprost w jego szerokie ramiona.
    ______ – Daj mi spokój, do cholery! – wrzasnęła. – Nie chcę cię widzieć, rozumiesz? Wystarczy, że muszę oglądać twoją zacną gębę na planie i udawać, że coś do ciebie czuję.
    ______ – Przecież oboje wiemy, że niczego nie udajesz.
    ______ – Wal się, Colton – prychnęła, odpychając go od siebie. – Masz o sobie zdecydowanie zbyt wielkie mniemanie, a ja mam teraz poważniejsze problemy na głowie niż twoje wybujałe ego więc zejdź mi z oczu, a jeśli się nudzisz, to zamiast uprzykrzać mi życie, możesz już zacząć wymyślać jakąś wiarygodną bajeczkę dla Jenny, na poczet naszych zdjęć, które pewnie zobaczy jutro w kolorowych gazetach.
    ______ – Riley… – podjął jeszcze ostatnią próbę, ale uniosła dłonie na wysokość ramion i obróciwszy się na pięcie bez słowa, zacisnęła je w pięści po czym opuściła swobodnie wzdłuż tułowia i weszła do hotelu, nie oglądając się już więcej za siebie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:45:27 14-08-16    Temat postu:

Agula jak cudownie! Choć liczyłam na zaostrzenie sytuacji, w końcu oboje to dość twarde charaktery. Choć i tak najbardziej zastanawia mnie o co temu Coltonowi chodzi - zostawił ją, ożenił się, a teraz wręcz ją nagabuję nie pozwalając o sobie zapomnieć, prawie jakby to jego małżeństwo było cyrkiem i nic dla niego nie znaczyło
Ciekawa jestem czy Riley wróci do domu. To co było w gazetach widać było, że ją ruszyło, ale czy na tyle żeby zainteresowała się tym co się dzieje z siostrą czy może uzna to za zbytnio podkolorowane informacje i zostawi wszystko tak jak jest. Czekam na więcej jak zawsze
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:42:39 15-08-16    Temat postu:

Cudownie, że wciąż tu jesteś Natuś :*
Właściwie to w żaden sposób nie mogę się odnieść do Twojego komentarza, bo cokolwiek bym napisała, to coś zdradzę, a tego nie chcę, więc po prostu zapraszam Cię tu znowu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:44:50 15-08-16    Temat postu:

Jestem, jestem i absolutnie nigdzie się nie wybieram!!!
Skoro nic nie możesz zdradzić to w takim razie czekam na kolejny rozdział, może on nam coś wyjaśni. Bo tak czy inaczej zachowania Coltona jest naprawde niezrozumiałe dla mnie. Nie dość, że się ożenił i w sumie tym swoim szczęśliwym małżeństwem rzucił w twarz biednej i rozbitej Riley, to teraz jeszcze naciska na nią i żąda wyjaśnień, które nie są jego sprawą. Dziwi mnie jego zachowanie, tym bardziej że jakiś wyrzutów sumienia jeżeli chodzi o zdradę żony nie widać w jego zachowaniu. A Riley widać, że powoli tego nie wytrzymuję. Już sama wiadomość o jego małżeństwo ją rozbiła, a chciała go jeszcze odzyskać i rzucić, żeby on też cierpiał. Mam nadzieję, że jednak wróci na święta do domu - może to ją trochę uspokoi i wreszcie przestanie szukać nocnych wrażeń z coraz to nowymi facetami, byleby dać Coltonowi znak, że już nic do niego nie czuję
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:52:17 15-08-16    Temat postu:

Bardzo mnie to cieszy
A Colton, hmm... może jest jak przysłowiowy pies ogrodnika? A może plan Riley częściowo się powiódł? Albo może coś w końcu zrozumiał? Okaże się
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:58:58 15-08-16    Temat postu:

Jestem i ja, co prawda z małym poślizgiem, ale jednak
I też nie rozumiem wcale a wcale zachowania Coltona. Najpierw porzuca Riley, żeni się z inną, a teraz wielce interesuje sie życiem łóżkowym swojej byłej. Kompletnie niezrozumiałe dla mnie to jest.
A Giovanni od razu skradł moje serce, taki troskliwy i opiekuńczy jest wobec Riley. Dobrze, że ma chociaż jednego przyjaciela w tym zwariowanym świecie show biznesu. Chociaż chyba przez chwilę myślała o nim inaczej niż jak o przyjacielu co w sumie nawet nie byłoby takie złe chyba...
Dobrze by było, gdyby Riley jednak wybrała się do domu, jej obecność na pewno by ucieszyła Audrey, a i jej samej ta wizyta mogłaby pomóc.
Czekam także na więcej i na rozjasnienie tych wszystkich pogmatwanych spraw .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13, 14, 15  Następny
Strona 5 z 15

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin