Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cuando te Sonreis ~10~ 01.09
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BlueSky
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:22:33 12-07-15    Temat postu:

Melduję, że przeczytałam! Porządny komentarz dodam jutro, ale już na wstępie powiem, że należy Ci się mocny kopniak - jak mogłaś tego niedojdę Daniela wcisnąć do tak pięknej sceny? Ja się pytam: no, jak mogłaś?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:02:17 22-07-15    Temat postu:

Hej, gdzie Rafa i Afri?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:27:24 22-07-15    Temat postu:

Chyba gdzieś na wakacjach gdzie i ja powinnam być ale chyba muszę przemyśleć pewne rzeczy w tym opowiadaniu i może wtedy uda mi się coś wstawić - bo jak na razie ten gorąc za oknem i moje przeziębienie powodują, że mogę jedynie leżeć i smarkać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:02:42 22-07-15    Temat postu:

To zdrowiej szybciutko, bo szkoda tego słońca za oknem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:44:34 30-07-15    Temat postu:

To nie jest najwyższych lotów. Wybaczcie. Następny powinien być lepszy



    „Powiedziała, że jednego można być pewnym: gdy ludzie zobaczą, że jesteś samotna, zrobią wszystko, żebyś była jeszcze bardziej samotna”


On chce do ciebie wrócić – te słowa dźwięczały jej w uszach niczym katarynka. I jakimś cudem spodziewała się tego, a może raczej oczekiwała. Od samego początku. Odkąd wróciła czekała i czekała, jakby sama nie była zdolna powiedzieć samej sobie, że on tego właśnie chce. Że jego zachowanie świadczyło właśnie o tym. I nie mogła uwierzyć, że dopiero teraz, gdy mówi to jej Rafael na głos, ta świadomość do niej dociera.
- Nic nie powiesz? - spytał cicho, spoglądając wprost na oświetlony lampkami ogród i malującą się pośrodku niego ścieżkę
- Kiedy miałam 7 lat, udawałyśmy z Clarą, że bierzemy ślub. Ona oczywiście została księżniczką, a ja jej księciem na białym koniu. Założyła wtedy starą podkoszulkę mamy, sięgającą jej do kostek i czarne buty na obcasie, które zgarnęła z szafy. A welon zrobiłyśmy z papieru toaletowego – powiedziała wesołym tonem, uśmiechając się do swoich wspomnień – Ja założyłam białą koszulę taty, którą ciągałam pod podłodze i jego czarno-czerwony krawat, który dostał od mamy na urodziny. I choć nie byłam panną młodą to już wtedy wiedziałam, że chce by mój własny ślub tak wyglądał.
- Z papierem toaletowym na głowie zamiast welonu – wtrącił wesoło, obracając się w jej kierunku i obserwując radosny uśmiech na jej twarzy
- Tak! Z przydługim rękawem koszuli, z krzywo założonym krawatem, z obcasami o 5 numerów za duże. A przede wszystkim tak szczęśliwi. Odgrywałyśmy z Clarą rolę, a bawiłyśmy się jak nigdy wcześniej. Widziałam jej uśmiech na twarzy, a ona widziała mój. A gdy znaleźli nas rodzice nie mogli przestać śmiać się z nas i z naszego pomysłu – dokończyła cicho, opierając łokcie o balustradę tarasu i wpatrując się w ogród – I wiem, że chcesz znać odpowiedź na to pytanie, którego nie jesteś wstanie wypowiedzieć na głos, dokładnie tak samo jak ja nie byłam wstanie być sama ze sobą szczera w kwestii Daniela i jego intencji. Ale jeżeli mam być szczera z Tobą to nie wiem. Nie wiem czego chcę. Nie wiem czy chcę do niego wrócić. Nie wiem czy go kocham. Nie wiem czy kiedykolwiek go kochałam
- Zimno Ci – powiedział dopiero po chwili, jakby musiał przetrawić jej słowa. Zdjął swoją marynarkę i podszedł do niej, zmuszając niemal by odwróciła się przodem do niego. Włożył najpierw jedną rękę a potem drugą przez rękaw, czując jej wzrok na sobie. A gdy w końcu spojrzał jej w oczy, uświadomił sobie, że stoi niebezpiecznie blisko niej, z dłońmi nadal wczepionymi w swoją marynarkę.
- Dziękuję – odparła cicho, jakby bojąc się, że jedno słowo więcej, wypowiedziane za głośno mogłoby zniszczyć nastrój tej chwili.
- Kiedy Cię pytałem co was łączy chciałem znać odpowiedź. Ta jak widać przyszła do mnie sama – odskoczyli od siebie jak oparzeni, słysząc Daniela wkraczającego na taras. Africa spojrzała na Rafaela, który z w pełni uniesioną głową, mierzył wzrokiem Daniela.
- To nie Twoja sprawa – oznajmiła dopiero po chwili, czując jak ciepło z marynarki Rafaela przenika powoli przez jej skórę – I już Ci to mówiłam
- Czy mógłbyś nas zostawić – wycedził ostro – Chciałbym porozmawiać z Africą sam na sam
- My nie mamy o czym rozmawiać. Ale jeżeli masz cokolwiek ważnego mi do powiedzenia, to równie dobrze możesz to zrobić w jego obecności. Bo o ile się nie mylę jesteście przyjaciółmi
- Sam się nad tym zastanawiam – skomentował kwaśno, lustrując wzrokiem Rafaela – Ale jeżeli tak sobie życzysz.
- Mów zanim się rozmyślę – odparła hardo
- Chce ... porozmawiać o naszym ślubie. O nas. O tym co czuję. Do cholery wiem ... wiem, że mnie nadal kochasz – wyrzucił z siebie, podchodząc do niej i łapiąc za ramiona – Nadal możemy być szczęśliwi, wystar.....
- Co?! Czy ty siebie słyszysz?! - oznajmiła wściekle, wyrywając się z jego uścisku – Przychodzisz tutaj i udajesz wielkiego pokrzywdzonego, gdzie tymczasem sam odstawiłeś to całe przedstawienie i nikt nie ukradł Ci głównej roli, więc naprawdę daruj sobie odgrywanie ofiary i człowieka, który wszystkiego żałuję. Nie wiem w jakim świecie żyjesz, ale ja wiem, że w moim świecie nie ma już na Ciebie miejsca
- Mówisz tak, bo nadal jesteś zraniona. Ale uwierz mi kochasz mnie tak samo jak ja Ciebie i ...
- Nie kocham – odparła zimno, odwracając się w kierunku Rafaela, który w milczeniu przysłuchiwał się ich wymianie zdań z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Uniosła się na palcach i sięgnęła jego ust, by po chwili poczuć jak jego ręce obejmują ją w talii i przyciągają jeszcze bliżej jego ciała. I dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to może wcale nie był najlepszy pomysł.
Oderwała się od niego, łapczywie chwytając powietrze i niezbyt sugestywnie oblizując wargi. Spojrzała w jego oczy. A zamiast wściekłości zobaczyła coś czego sama nie potrafiła nazwać.
- Jak widzisz nic już do Ciebie nie czuję – oznajmiła, na powrót odwracając się w stronę Daniela, starając się nie wypaść z roli choć serce waliło jej w piersi jak oszalałe. I nie mogła przejść do porządku dziennego czując wzrok Rafaela na sobie, który powodował dreszcze rozchodzące się po jej ciele. Winę za to wolała zwalić na letni wietrzyk i późną godzinę.
- Bardzo wyraźnie – burknął na tyle głośno, by obydwoje mogli go usłyszeć i jak niespodziewanie się pojawił tak szybko zniknął, zostawiają ich samych. Pogrążonych w ciszy, otulonych ciemnością, z wieloma pytaniami cisnącymi się na język.
- Wszędzie was szukamy chodźcie wreszcie – usłyszeli po chwili głos Martina, wychylające się przez drzwi tarasowe. Zniknął zaraz po tym jak ruszyli w jego kierunku, ale zanim Africa zdążyła przekroczyć próg domu i ponownie znaleźć się pomiędzy tłumem ludzi, którzy odwodzili ją od ponurych myśli, Rafael chwycił jej rękę w łokciu i odwrócił w swoim kierunku
- Nie mieszaj mnie w swoje brudne porachunki – wyszeptał cicho, prosto w jej usta, gdy jego oczy pozostawały zimne niczym sople lodu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:10:30 31-07-15    Temat postu:

Po pierwsze: w przemowie Daniela brakowało mi tylko: wybaczam Ci, że mnie zdradziłaś, zacznijmy od nowa Co za palant
Po drugie: zgadzam się z Rafaelem, że Africa nie powinna go w to wciągać, bo jeśli ona wyjedzie zaraz po ślubie siostry tak, jak planuje, to on zostanie z tym bałaganem i nie dziwię się facetowi, że się wpienia. Poza tym Afri ma na tyle silną osobowość, żeby poradzić sobie sama z tym gnojkiem, a ja ma ochotę pocałować Rafa to niech mu to powie (właśnie wyobraziłam sobie jego minę na te słowa ). Ogólnie Afri zachowuje się trochę jak dziecko, wiem, ze chce, żeby wszyscy po prostu dali jej święty spokój, z Danielem na czele, ale źle się do tego zabiera, a przy okazji obrywa się Rafie.


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 23:31:51 10-01-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:40:24 31-07-15    Temat postu:

Daniel nie jest tą dobrą częścią historii
A Afri może powoli zacznie dochodzić do siebie, zwłaszcza kiedy Rafa jej mówi, że przegina
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:58:27 31-07-15    Temat postu:

Może się ogarnie Niech udowodni wszystkim, że jest dużą dziewczynką i jej facet nie jest potrzebny, a już zwłaszcza taki Daniel, phi!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:44:40 01-08-15    Temat postu:

Nie jestem w tym zbyt dobra - wybaczcie. Ale ten wyszedł zdecydowanie dłuższy
A z innych informacji - to zmieniłam syganturki jeżeli ktoś chciałby wiedzieć i dodałam temat przewodni



    "Wiem, że w nocy nie jest tak samo jak w dzień, że wszystko wydaje się inne, że nocnych spraw nie sposób wytłumaczyć za dnia, bo wtedy nie istnieją, i że noc może być straszna dla ludzi samotnych, gdy już zaczęła się ich samotność."


Czas w końcu dorosnąć – zdecydowała tego ranka, gdy otworzyła zaspane powieki, a wszystkie sceny z poprzedniego wieczora pojawiły się jej przed oczami. Musi raz na zawsze wyjaśnić tą sytuację, bo inaczej sama oszaleje.
Dźwignęła się powoli z łóżka, wsuwając na zimne stopy miękkie, różowe kapcie. W dwie sekundy po tym jak przywarła ustami do jego ust (nadal wyrzekała się nazwać tego pocałunkiem), wiedziała, że popełniła błąd. A przede wszystkim, że w tą całą dziwną i niezrozumiałą dla niej sytuację, wciągnęła go swoim bezmyślnym zachowaniem. A to był przecież jego przyjaciel. Może wcześniej nie szczególnie przepadała za Rafaelem, może nie dogadywali się tak jakby chciała, a może raczej nie w ten sposób, w który to sobie wyobrażała i zdecydowanie jego gburowatość względem niej nie pasowała do jej idealnego obrazka na temat jej związku z Danielem, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że na takie coś nie zasługiwał. Zachowała się jak idiotka, całując go na oczach byłego narzeczonego, z którym prawie wzięła ślub. Jego najlepszego przyjaciela. Niżej upaść już nie mogła.
Wyszła spod prysznica owiana mgiełką kłębiącej pary, z mocnym postanowieniem wyjaśnienia całej sytuacji Danielowi. Rafael nie powinien obrywać za jej szczeniackie zachowanie. I przede wszystkim za to, że chcąc dokopać swojemu byłemu, wykorzystała go i to w tak egoistyczny i niepoprawny sposób. Czas zmierzyć się ze swoimi demonami.
Była jednak przerażona. Co innego udawać, że Daniel jej nie obchodzi i już dawno przebolała całą tą szopkę, którą odstawił w dniu ich ślubu, a zupełnie co innego (przynajmniej z jej perspektywy) to iść do niego i zakończyć wszystko. Może właśnie tego się bała – że gdy powie to co powiedzieć chce, ten etap jej życia raz na zawsze dobiegnie końca i nie będzie mogła wrócić. Może lepiej dla niej było trwać w tym stanie zawieszenia, pomiędzy tym co się stało i tym jak została zraniona, a tym jak sama zamierza na to zareagować i co zrobić. Czuła się podle. Przez ten cały czas oszukiwała sama siebie, a teraz gdy przyszedł na to czas nie była wstanie zrobić tego co powinna. Ręce jej się trzęsły, a serce biło w piersi niespokojnie. Ale musi się wziąć w garść.
Wyciągnęła z szafy swoją czerwoną, mocno przylegającą do ciała sukienkę i nałożyła ją na siebie, jakby strojem chcąc dodać sobie odwagi. Włosy spięła niedbale spinkami, a całość jej stroju dopełniły czarne szpilki. Jeżeli ma zakończyć ten związek raz na zawsze i nie patrzyć nigdy więcej wstecz, zastanawiając się co by było gdyby, to musi wyglądać oszałamiająco. Tak, żeby na własne oczy zobaczył co stracił.
    ---

- Proszę – odparł swobodnie, słysząc pukanie do drzwi, a gdy jego sekretarka pojawiła się w gabinecie, podniósł powoli wzrok znad papierów – Słucham?
- Przyszła panienka Romero – oznajmiła
- Wpuść ją – odpowiedział nieco zdziwiony, wstając zza biurka i czekając, aż dziewczyna wejdzie
- Podać coś? - spytała na powrót sekretarka, gdy Africa stała już w gabinecie, a Daniel lustrował ją wzrokiem
- Nie, dziękujemy. Proszę usiądź – dodał po tym jak drzwi kliknęły cicho i zostali sami
- Postoję
- Czemu więc zawdzięczam tą wizytę – spytał po chwili ciszy, jakby czekając na nią i na to kiedy ona wyjawi powód swojego przybycia. Ale jej jak widać się nie spieszyło
- Chcę wyjaśnić wczorajszą sytuację - oznajmiła swobodnie, choć serce mocno waliło jej w piersi, a sama obecność Daniela przyprawiała ją o bolesne wspomnienia – Między mną, a Rafaelem nic nie ma. Niepotrzebnie wciągałam go w tą całą sytuację, wiedząc doskonale, że się przyjaźnicie i coś takiego może na waszej przyjaźni zaważyć – dodała już pewniej, obserwując jak na jego usta wpływa uśmiech, kompletnie dla niej niezrozumiały – Ale ... to nie była jego wina, rozmawialiśmy, wszedłeś, chciałam ... chciałam Ci coś udowodnić. Nieważne. Przyszłam, bo chciałam to właśnie powiedzieć. Rafael nic nie zrobił, nie powinieneś go o nic winić, to ja...
- Wiedziałem – przerwał jej wpół słowa, pokonując dzielącą ich odległość, łapiąc ją za ramiona i przyciągając do siebie – Wiedziałem, że to nie może być ...
- Nie – powiedziała zimno, wyrywając się z jego uścisku i dystansując się od niego – To, że między mną, a Twoim przyjacielem nic nie ma, nie znaczy, że do siebie wrócimy. A fakt, że nawet teraz po dwóch latach i po tym co ostatnio widziałeś, jesteś przekonany o moim uczuciu, to chyba coś z Tobą nie tak – rzuciła wściekle, mierząc go spojrzeniem – Wyjaśnijmy sobie coś. Jestem tu, bo chcę z tym skończyć. Nigdy więcej do Ciebie nie wrócę. Nie dlatego, że zarzuciłeś mi zdradę w dni naszego ślubu i skazałeś mnie na pośmiewisko przed całą rodziną. Ale dlatego, że to nie mi uwierzyłeś, że to ja zostałam skazana bez możliwości wyjaśnienia. I że nigdy mnie nie szukałeś. Nie przeprosiłeś. I że chciałeś do mnie wrócić, nie wspominając słowem o tym co zrobiłeś, jakbyś liczył na to, że zapomnę o tym tak jak zapomina się kupić mleka, kiedy chcesz zrobić na obiad naleśniki. I że teraz stoisz przede mną i nadal nie poczuwasz się do winy.
- Afri ...
- Nie Daniel. Nie przyszłam tutaj dawać Ci nadzieję, bo jej nie ma. Nie mogę być z człowiekiem, który mi nie ufa, który nie potrafi być ze mną szczery i który udaję, że nic się nie stało, choć zranił mnie najbardziej na świecie i nigdy się nie spodziewałam, że może coś takiego zrobić. Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Kto Ci powiedział, że Cię zdradziłam? - spytała cicho, gdy cała złość zeszła z niej niczym z pękniętego balona. Szybko i błyskawicznie.
- Ja .... nie mogę Ci powiedzieć – odparł cicho, po raz kolejny ją rozczarowując. Spuściła na chwilę głowę, biorąc głęboki oddech
- Jak chcesz – oznajmiła po chwili. Z początku chciała powiedzieć, że rozumie, ale tak naprawdę w ogóle tego nie rozumiała, a pocieszanie go w tej sytuacji nie leżało zupełnie w jej roli - I proszę Cię nie próbuj na mnie więcej swoich sztuczek. Nie podchodź, nie rozmawiaj. Po prostu udawaj, że nie istnieje – dodała spokojnie, po czym wyszła z jego gabinetu.
    ---

Czuła się o wiele lepiej. Wreszcie po tych dwóch latach, zrzuciła cały ból, który jej ciążył. Wreszcie mogła odetchnąć. Była wolna. Po raz pierwszy od dawna. I teraz pozostało jej tylko jedno. Po prostu powiedzieć Rafaelowi, że to wyjaśniła.
Dwie poważny rozmowy jedna po drugiej. Może to trochę za dużo jak na jeden dzień? A w zasadzie popołudnie. Jednak wolała mieć to już za sobą. A potem wyjść z tego budynku, spojrzeć w słońce i uśmiechnąć się do samej siebie. Dotrzeć do domu i malować, malować, malować. Aż zabraknie jej farb, płótna czy pędzli.
Wyszła z windy powolnym krokiem, zbliżając się do jego gabinetu. Czuła jak coś ściska ją w dołku. Zagryzła policzek od środka, starając się nie pozwolić, by jej własne niczym nie uzasadnione obawy, wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Spojrzała na uroczą blondynkę, podchodzącą pod trzydziestkę, która stała na straży wejścia do paszczy lwa. Już miała się odezwać, gdy drzwi rozsunęły się na oścież, a wzrok Rafaela padł prosto na nią.
- Możemy porozmawiać? - spytała siląc się na swobodę, a on kiwnął twierdząco głową, przekazując sekretarce dokumenty i wchodząc zaraz za nią do swojego gabinetu.
Gdy zamknął za nimi cicho drzwi, owiała ją cisza. Tak, że niemal słyszała bicie jego serca. Podeszła do rzeźby stojącej na szklanym stoliku zaraz za drzwiami i musnęła ją delikatnie dłonią, nie bardzo wiedząc jak ma zacząć. Tak skupiła się na swoim strachu (skądinąd bardzo irracjonalnym) przed nim i tą rozmową, że w ogóle nie zastanowiła się na tym, co powie gdy już tu trafi. Miała tylko nadzieję, że gdy już zacznie to nie zacznie się jąkać.
- Ładna – mruknęła cicho, za co została nagrodzona kpiącym uśmiechem z jego strony. Wiedziała, że uważnie obserwował ją od moment, gdy przekroczyła próg tego gabinetu, czuła jego wzrok na sobie nieustannie i może to tak wyprowadzało ją z równowagi
- Przyszłaś tu rozmawiać o sztuce? - spytał ironicznie, nadal stojąc o te kilka kroków od niej, nonszalancko opierając się o blat biurka
- Nie – odpowiedziała spokojnie, choć jego ton wcale nie brzmiał przyjemnie – Przyszłam tu powiedzieć, że wyjaśniłam wszystko Danielowi i nie powinien więcej wracać do tematu. A przynajmniej taką mam nadzieję
- Cudownie – skomentował krótko z nutą ironii w głosie, która niemal rozsierdziła ją do białości
- Masz jakiś problem?! - rzuciła wściekle, patrząc się na niego z ukosa i czekając na odpowiedź
- Cóż ... gdyby nie zachciało Ci się pokazywać co potrafisz, tej sytuacji w ogóle by nie było. Więc tak. Mam jakiś problem – odparł sucho, nieświadomie zbliżając się do niej, tak że teraz stał na wyciągnięcie ręki i wyraźnie górował nad nią wzrostem, choć założyła przecież buty na wysokim obcasie
- To trzeba było nie wtrącać się tam, gdzie Cię nie prosili – oznajmiła buńczucznie, spoglądając mu prosto w oczy
- Och, ja się gdziekolwiek wtrącałem?! - spytał kpiarsko, chwytając się za klatkę piersiową, jakby chcąc dodać swoim słowom jeszcze więcej powagi niżby wynikało to z tonu jego głosu
- A ja?! Czy ktokolwiek prosił Cię byś udawał mojego księcia na białym koniu?! Trzeba było trzymać się od tego z daleka i się nie wtrącać!
- W nic się nie wtrącałem – wyjaśnił szorstko
- A więc te Twoje dobre rady i pojawianie się tam gdzie byłam i gdzie mogłam spotkać Daniela, to może nazwiesz całkowitym nie wtrącaniem się w sprawy, które Cię nie dotyczą co?!
- Chciałem Ci pomóc w niezręcznych sytuacjach, ale jak widać i to odebrałaś nie tak, więc
- Więc, co?! - przerwała zimno, pokonując dzielącą ich odległość tak, że czubki ich butów stuknęły się – No co?! Może nie chciałeś, żebym popłakała się na środku pokoju, widząc Daniela. A może nie chciałeś bym od razu rzuciła się w jego ramiona?! Przeszkadza Ci to, prawda?!
- Nic mi nie przeszkadza – rzucił szorstko, chcąc się odwrócić w drugą stronę, ale złapała go za marynarkę, szarpiąc w swoją stronę – Zostaw
- O tu Cię boli. Chciałeś odgrywać rycerza, ale Ci nie wyszło, więc zmieniasz strategię?!
- Nic nie zmieniam i nigdy nie próbowałem być rycerzem czy księciem na białym koniu, od tego jak widać masz innych facetów u swego boku. A teraz skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy to możesz już wyjść, bo inaczej ...
- Bo inaczej co?! - przerwała mu wściekle – Co mi zrobisz?
- To – odparł rozjuszony i zanim się zorientowała, pochylił się by ją pocałować
W żadnym wypadku tego nie planował. Chciał jej tylko dać nauczkę. Pokazać, że wszystko sobie ubzdurała. I że nie powinna wyskakiwać z takimi zarzutami tylko dlatego, że był na nią zły i niepotrzebnie na nią naskoczył. Ale gdy poczuł jak oddaje mu pocałunek, wiedział, że już nic go nie powstrzyma.
Czuła jego ręce sunące po jej ciele, gdy sama mierzwiła jego włosy i jeszcze łapczywiej odpowiadała na jego pocałunki. Oderwał się od niej leniwie, oddychając ciężko i nie będąc wstanie powiedzieć nawet słowa. Oparł się czołem o jej czoło, czekając na jej ruch, a gdy w końcu odważyła się i ponownie chwyciła jego usta, z jego gardła wyrwał się jęk zadowolenia.
Rozsunął językiem jej wargi i zagłębił się. Jeszcze żywiej, jeszcze mocniej, jeszcze zuchwalej. Czuł ocierające się o niego jej drżące ciało i zanim obydwoje zdążyli się zorientować, owinęła go nogami w pasie, nawet na sekundę nie odrywając się od jego ust. Zaraz potem poczuła za swoimi plecami ścianę, na której oparła niezdolne do stanowczych ruchów ciało. Nogi miała jak z waty i gdyby nie trzymał jej tak stanowczo, to zapewne by upadła.
Odrzuciła głowę do tyłu, gdy oderwał się od jej ust i śmiało zaczął wędrówkę ustami i językiem po jej szyi i dekolcie. Wiedziała jak się to skończy. I niech piekło ją pochłonie, bo chciała tego jak niczego na tym świecie. Zacisnął dłonie na jej pośladkach, odrywając jej plecy od ściany i lądując wraz z nią na blacie dębowego biurka. Ona zrewanżowała mu się tym samym wyciągając przy tym koszulę ze spodni, bo marynarka już dawno leżała na podłodze.
Zwinnie zeskoczyła z biurka, gdy oderwał się od niej dosłownie na chwilę i odwróciła się plecami do niego tak, by mógł rozpiąć jej sukienkę. Milimetr po milimetrze przesuwał suwak w dół, całując raz po raz odkrytą część jej nagiej skóry. Drżała pod wpływem jego pocałunków tak, że musiała się oprzeć dłońmi o blat. W końcu jej czerwona niczym krew sukienka leżała u jej stóp, a jej nagą skórę pokryła gęsia skórka. Szumiało jej w uszach, oddech był płytki i urwany, a serce biło w piersi jak szalone. A gdy pochylił się, by pocałować ją w kark, jej nozdrza owinął jego męski zapach, od którego zakręciło się jej w głowie. Chwilę później pozbyła się jego koszuli, czując pod opuszkami palców jego twarde mięśnie i rozgrzane ciało. Powoli, sugestywnie przesunął kciukiem po jej dolnej wardze, czując wzrastające mrowienie w podbrzuszu. Już nie było odwrotu.
Ciszę, która zapanowała w gabinecie przerywały tylko ich urwane oddechy. Chwyciła sprzączkę paska, przyciągając go do siebie i zręcznymi palcami, rozpięła mu spodnie, a gdy mimochodem musnęła rysującą się tam wypukłość, sapnął niezadowolony i chwycił jej nadgarstki, uniósł ją za ręce do góry tak, że ponownie oplotła jego nogi w pasie.
Jednym zwinnym ruchem zrzucił wszystko z biurka. Położył ją na nim delikatnie, sam lądując pomiędzy jej nogami. Zsunął ramiączko stanika, całując nagą skórę, a chwilę później i ten element jej garderoby wylądował gdzieś za nimi, choć i tak nie bardzo się tym przejmowali. Przygryzła dolną wargę, gdy zsuwał z niej koronkowe figi, a następnie sam pozbył się swoich bokserek. I zanim się zorientowała znowu był przy niej, wnikając językiem w jej usta i błądząc rękami po nagiej skórze. Aż w końcu wszedł w nią jednym pewnym pchnięciem, a z jej gardła wyrwał się jęk rozkoszy, który on stłumił pocałunkiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:26:43 01-08-15    Temat postu:

Nic nas nie łączy, taaa? To NIC właśnie wybuchło w gabinecie Rafaela Aż dziw, że nie zostały tylko popioły Gorrrrrąco się zrobiło Ciekawe jak teraz ogarną własne uczucia
Po przeczytaniu od razu miałam wizje Daniela, który wparowuje do gabinetu Rafy, by powiedzieć mu, że Afri wyjaśniła mu, że NIC ich nie łączy, więc ich przyjaźń pozostaje nietknięta, a oni nadzy na tym biurku... HAHAHAHA, chciałbym zobaczyć jego minę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:13:03 01-08-15    Temat postu:

Czy mam to zrobić? Znaczy, żeby Daniel wparował do ich gabinetu, gdy oni leżą nadzy na jego biurku?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:40:02 01-08-15    Temat postu:

Nieeeee! Mówię czysto hipotetycznie, bo jego mina byłaby bezcenna Ale daj im chwilę wytchnienia, sam na sam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:13:47 01-08-15    Temat postu:

No, a ja już miałam takie dalekosiężne plany wynikające z tego, że Daniel by ich przyłapał
Ale niech Ci będzie choć zaznaczam, że Afri usilnie stara się przekonać, że między nimi nic nie ma może dziwnie zareagować
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:27:21 01-08-15    Temat postu:

Trochę średnio jej to dzisiaj wyszło
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:08:00 01-08-15    Temat postu:

Ale buuum. I pomyśleć, że chwilę wcześniej wyjaśniała Danielowi, że zupełnie nic ich nie łączy. Ale by się zdziwił, gdyby się dowiedział o tym, jak to NIC wygląda w rzeczywistości (zresztą jest dupkiem, więc nie byłoby mi szkoda, gdyby się dowiedział).
No, no. Zawsze między Afri i Rafaelem iskrzyło, ale, gdy zaczynałam czytać ten odcinek, wcale nie myślałam, że tak się skończy. Pytanie tylko co uknułaś dalej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 6 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin