Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Please, not YOU! [Levyrroni, Los A] - Rozdział 11 (26.07)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:31:03 12-08-14    Temat postu: Please, not YOU! [Levyrroni, Los A] - Rozdział 11 (26.07)

*Opoko to wstawiam ze specjalną dedykacją dla mojej największej inspiracji, Aneć! Kocham cię, siostra! <333
Grafika autorstwa Sunshine, dziękuję bardzo!
Trochę późno zdecydowałam się wstawić opowiadanie na to forum, ale wcześniej uznałam, że to nie ma sensu, bo sporo osób poodchodziło, a teraz z deka chyba odżywa forum, więc co mi tam. Najwyżej usunę, jak nikt nie będzie chciał czytać.




Tytuł oryginalny: Please, not YOU!
Tytuł polski: Proszę, tylko nie TY!
Rok produkcji: 2013/2014
Autor: CamilaDarien
Moja muza: anetta418
Grafika: Sunshine
Gatunek: romans, dramat
Główna trauma: Levyrroni
Traumy poboczne: Los A
Ilość rozdziałów: ?
Mogą pojawić się wulgaryzmy i sceny erotyczne!

W P R O W A D Z E N I E

Wiedli spokojne, poukładane życie. Świeżo upieczone małżeństwo oczekujące swojego pierwszego, małego potomka. Wszystko niemal w jednej krótkiej sekundzie traci sens, gdy w życiu kobiety pojawia się inny mężczyzna, a w wypadku samochodowym ginie jej mąż. Zrozpaczona wpada w depresję i zamyka się w sobie. Wkrótce wychodzą na jaw dramatyczne okoliczności śmierci bruneta...

O B S A D A










Resztę obsady będę dodawać w miarę rozwoju akcji!


Ostatnio zmieniony przez CamilaDarien dnia 18:27:28 26-07-16, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:21:58 13-08-14    Temat postu:

Obsada bardzo mi się podoba a i wprowadzenie mnie zaintrygowało. Na pewno będę w miarę swoich możliwości śledziła losy bohaterów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:51:41 13-08-14    Temat postu:

*Dziękuję, Aniu za komentarz i zapraszam na pierwszy rozdział

Rozdział 1

[link widoczny dla zalogowanych]

„To był najszczęśliwszy dzień mojego życia. Wyszłam za faceta, którego kocham ponad wszystko i nie zamieniłabym go na żadne skarby świata. Jednak największą radość daje mi wiedza, że rośnie we mnie owoc naszej miłości, nasze maleństwo... Chłopczyk albo dziewczynka, nie znamy jeszcze dokładnie płci dziecka, bo za wcześnie, by to ustalić. Ale co by to nie było i tak będziemy je kochać najmocniej jak tylko się da i postaramy się, by niczemu mu nie zabrakło. Trochę się boję porodu, bo od małego choruje na serce i lekarze mówią, że ciąża w moim przypadku to podwójne niebezpieczeństwo, ale jestem dobrej myśli. Będzie dobrze, musi być! Przysięgam, że moja miłość do Isandro będzie żyła wiecznie!”

Gabriela zamknęła pamiętnik i podeszła do kominka, w którym rozpaliła ogień, ponieważ noce w Acapulco na pozór były raczej zimne. Wybrała się tam razem ze swoim świeżo upieczonym małżonkiem w podróż poślubną. Z tej cudownej okazji Isandro wynajął apartament w hotelu na najwyższym piętrze. Z balkonu widać było piękną panoramę miasta. Oboje byli uszczęśliwieni, że mają tak dużo czasu dla siebie i przez calutkie dwa tygodnie będą wylegiwać się w łóżku, a w przerwach między jednym seksem a drugim, zwiedzać zabytki, jak również inne wspaniałe miejsca tego miasta. Ślub był piękny, a wesele huczne, na jakieś dwieście osób. Nie trwało jednak zbyt długo ze względu na ciążę Panny Młodej, która musiała się bardzo oszczędzać i dbać o swoje zdrowie. Mężczyzna, którego poślubiła dziś rano, był bogaczem z prawdziwego zdarzenia, tak więc trafiła jej się niezła partia i życie w dostatku przez najbliższe sto lat. O ile tyle dożyją! Miejmy więc nadzieję, że nic ani nikt nie zmąci ich szczęścia, w przeciwnym razie brunetka chyba by się załamała.
Gabi usiadła na fotelu i wysunęła dłonie przed siebie, ogrzewając je nad płomieniami, gdy nagle poczuła na swoim nagim ramieniu dotyk ukochanego. Broń Boże, nie siedziała tam w stroju Ewy, po prostu ramiączko jej nocnej koszulki zsunęło się nieco w dół. Momentalnie wstała i odwróciła się w jego stronę, po czym z czułością ucałowała go w usta. Brunet objął ją w talii i zagłębił język w jej słodkich wargach.
- Kocham cię. – wyszeptał, gdy już odsunęli się od siebie.
- A ja kocham Ciebie. – odpowiedziała i ponownie go pocałowała.
Całowali się tak dłuższą chwilę, dopóki mężczyzna nie poczuł nagłej potrzeby pójścia do toalety. Bliżej nie opisał czy chciał się wysikać, czy se zwalić, ale było wiadomo, że to coś pilnego, bo trzymał się kurczowo za spodnie w okolicach krocza. Kiedy zniknął za drzwiami łazienki, kobieta powędrowała do sypialni i położyła się na łóżku, czekając tam na powrót męża. Znużona oczekiwaniem w końcu zasnęła, tak więc gdy po piętnastu minutach Pan Młody wrócił, zastał żonę pogrążoną w błogim śnie. W tej sytuacji nie pozostało mu nic innego jak położyć się obok niej i pójść w jej ślady. Z deka zawiedziony, że z nocy poślubnej nici, przebrał się w piżamę i zrobił to, co postanowił.

*****

Od kilku miesięcy polował na Isandra Caballero. Ten łajdak zabrał mu wszystko, na co on i jego ludzie pracowali przez wiele długich lat. Kiedyś byli najbogatszymi gangsterami w stanie Meksyk, teraz nie mają grosza przy duszy. A to wszystko właśnie przez Isandra, który okradł go z pieniędzy, klientów, a także towaru. Pragnął się na nim zemścić i zabić jak psa. Nie mieć dla niego nawet krzty litości, tak jak i on nie miał skrupułów wtedy, gdy pozbawił go całego majątku. Jednak żeby tego dokonać, musiał w jakiś sposób zbliżyć się do osób z jego otoczenia, by ci doprowadzili go do celu, czyli głównej ofiary. Sebastian dowiedziawszy się więc, że brunet ledwo co się ożenił, postanowił odebrać mu to szczęście, wykorzystując jego świeżo upieczoną żonkę. Z jego informacji wynikało, że obecnie oboje przebywali w Acapulco i świetnie się bawili podczas swojego miesiąca miodowego. Postanowił pozwolić, by ta gnida nacieszyła się trochę ukochaną, zanim zostanie mu ona odebrana, a on sam miał umrzeć z jego własnej ręki. Mimo wszystko planował pojechać do tego uroczego miasta, by śledzić każdy, nawet najmniejszy krok swojego wroga, a przy okazji dowiedzieć się czegoś więcej na temat Gabrieli Lucii Montenegro, bo jak zdążył zauważyć, tak właśnie nazywała się kobieta tego skurwysyna. Przez niego Sergio był też zmuszony sprzedać swoją ukochaną rezydencję, by móc się z czegoś utrzymać. Mieszkał teraz tymczasowo w jakiejś ruderze na obrzeżach miasta, razem ze swoim gangiem oczywiście.
Szybko wyjął telefon z tylnej kieszeni spodni i wykręcił numer na lotnisko. Po kilku sygnałach, po drugiej stronie słuchawki odezwał się niski, damski głos. Mężczyzna zarezerwował bilety na najbliższy lot do Acapulco i rozłączył się. Okazało się, że było akurat jedno wolne miejsce w samolocie na dzisiejsze połączenie, bo ktoś zrezygnował w ostatniej chwili. Zadowolony z takiego obrotu sprawy blondyn podszedł do czegoś, co przypominało szafę i zaczął pakować swoje rzeczy.
- Co Ty ku*wa robisz?! – usłyszał nagle za swoimi placami.
- Nie widzisz?! Wyjeżdżam! – odparł równie podniesionym tonem, co David.
- Jak to, dokąd? – zapytał już spokojniej.
- To pytanie wydaje mi się zbędnie. To jasne, że chcę udupić tego kutasa, który ograbił mnie z pięciuset milionów dolarów! – był naprawdę wkurwiony.
- Zabijesz go?
- Nie tak od razu. – zaśmiał się. – Najpierw zrobię mu to, co on zrobił mnie, czyli odbiorę mu wszystko. Wszystko, co moje! A nawet więcej, bo dobiorę się też do jego pięknej żonki i rozkocham ją w sobie, po czym porzucę. I dopiero, gdy zostanie bez niczego, wtedy go zabiję. – dokończył na jednym tchu, nie przestając się pakować.
- W takim razie życzę powodzenia. – uścisnął dłoń kumpla, a zarazem szefa.
- Dopóki nie wrócę, Ty tutaj rządzisz. – blondyn wręczył mu potrzebne dokumenty.
- Jasne, o nic się nie martw, wszystkim się zajmę podczas Twojej nieobecności. – powiedział, odbierając od niego teczkę.
- Wracam za dwa tygodnie, gdyby coś dzwoń na komórkę. – dodał na koniec i zamknął walizkę.
- No to nara, stary!
- Nara. – odpowiedział szybko na pożegnanie i wyszedł z pokoju, pozostawiając Davida samego.
Wcześniej zamówioną taksówką, udał się na Okęcie, a stamtąd do odprawy. Chwilę potem siedział już w samolocie ze słuchawkami w uszach i czekał na odlot.

*****

Obudziły ją promienie słoneczne, wpadające przez otwarte okno. Przetarła zaspane oczy i spojrzała na śpiącego obok mężczyznę, uświadamiając sobie jednocześnie, że poprzedniej nocy, a dokładnie w swoją noc poślubną, która miała być najbardziej wyjątkowa, zwyczajnie zasnęła jak kamień. Nie mogła w to uwierzyć, a tym bardziej wybaczyć sobie tego postępku.
W tym momencie poczuła, że ukochany poruszył się niespokojnie w pościeli, a chwilę potem po pokoju rozległ się głośny krzyk. Isandro obudził się zalany potem z przerażeniem zarysowanym na jego twarzy.
- Kochany, miałeś zły sen? – zapytała z troską kobieta, gładząc policzek męża.
- Raczej koszmar – poprawił wypowiedź Gabrieli. – Idę pod prysznic – dodał, nie obdarzając żony nawet jednym, krótkim spojrzeniem.
- Isandro! – zawołała za nim, zanim zdążył wejść do łazienki. – Gniewasz się na mnie? – spytała, gdy przystanął i odwrócił się w jej kierunku.
- Za co? – zapytał, choć doskonale wiedział, co Gabi miała na myśli.
- No wiesz… – próbowała mu wyjaśnić. – Zadaje się, że wczoraj… zasnęłam, zanim... no wiesz… – powtórzyła.
- Aaa, o to chodzi – udał, że dopiero teraz załapał. – Nie przejmuj się, kotku. Nic takiego się nie stało.
Nic takiego się nie stało?! Powtórzyła sobie w myślach, nie będąc pewną czy dobrze usłyszała. Tak, właśnie tak powiedział! Czy w ciąży przestała go pociągać? Przemknęło przez jej umysł. Myślała, że będzie na nią wściekły za to, że najważniejsza noc w życiu ich obojga, została przez nią tak bezczelnie zniszczona. A on tymczasem uważał, że NIC TAKIEGO SIĘ NIE STAŁO! No tak, ale po facetach można było się spodziewać takiej właśnie reakcji. Płeć przeciwna nigdy nie traktuje poważnie takich spraw. A szkoda… Wielka szkoda.
Patrzyła na niego nieprzytomnym wzrokiem, a on tylko podszedł do niej i pocałował ją w czoło. Wyjął z szuflady czystą bieliznę i zniknął za drzwiami łazienki. Gabriela siedziała przez chwilę na łóżku, wpatrując się w swoją ślubną fotografię. Byli tacy szczęśliwi. Zastanawiała się, co zmieniło się od wczoraj, że traktował ją tak... hm... obco.
Jej rozmyślenia zostały brutalnie przerwane przez dzwoniące urządzenie. Zaczęła więc w pośpiechu przetrzepywać swoją torebkę, a gdy cała jej zawartość wylądowała na podłodze tuż u jej stóp, okazało się, że jej komórka milczy. Uważnie przysłuchała się melodyjce, która pobrzmiewała w tle, nasłuchując jednocześnie, z której strony dobiega. Nagle jednak zapadła cisza i kobieta zabrała się za zbieranie porozrzucanych po podłodze gadżetów z jej… hm… wyspy skarbów. Tak nazywała swoją torebkę, a jak wiadomo kobieca torebka skrywa różne, intrygujące tajemnice.
Ktoś jednak nie dawał za wygraną i zadzwonił ponownie. Wtedy już wiedziała, że to telefon męża. Obszukała kieszenie jego ślubnego garnituru i w końcu znalazła to hałaśliwe ustrojstwo, które nie pozwalało jej w spokoju posprzątać. Nacisnęła zieloną słuchawkę, nie patrząc na wyświetlacz.
- Halo? – powiedziała do aparatu, czekając na odpowiedź.

*****

Gdy usłyszał po drugiej stronie jej pełny i zmysłowy głos, przepadł. Dzwoniąc do Isandra, sądził, że to właśnie on odbierze telefon, ale widać dotąd niezawodny instynkt gangstera, tym razem go zawiódł. Oparł się ciężko o ścianę pokoju w wynajmowanym hotelu. Tym samym hotelu, w którym przebywali ONI, tyle że w bardziej luksusowych warunkach, niż on. Przetarł spocone czoło zewnętrzną częścią dłoni, cały czas milcząc. Słuchał tylko jej głosu.
- Halo… halo... jest tam ktoś? Proszę się odezwać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:07:52 14-08-14    Temat postu:

Ciekawy początek i myślę że będzie to bardzo ciekawe opowiadanie z pewnością będę czytała i z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
Idol
Idol


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 8:25:43 29-08-14    Temat postu:

Bardzo fajne opowiadanie znam go z innego forum wiec pierwsze odcinki pamietam mam nadzieje , że bedziesz kontynuowac , bo ja na pewno będę czytać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 8:39:22 29-08-14    Temat postu:

Rozdział 2



Zimny strumień oblał jego nagie ciało, zostawiając po sobie jedynie gęsią skórkę i maleńkie ściekające po nim kropelki wody. Taki lodowaty prysznic bez wątpienia pomagał mu w ostudzeniu pożądania. Po tym jak jego żona zasnęła ubiegłej nocy, ciągle bowiem czuł ochotę na dziki seks. Niekoniecznie z nią. Najchętniej to poszedłby do jakiegoś burdelu, bo pragnął, żeby nowo poznana dzi**a zrobiła mu profesjonalnego loda. Kochał Gabrielę, ale uważał, że raz na tydzień mężczyzna musi się wyszaleć. Poprzez pojęcie szaleństwo rozumiał oczywiście zdradę z pełną premedytacją. Isandro był człowiekiem kochającym ryzyko, hazard i ostre bzykanko. Wiadomo, że Gabi będąc w ciąży, nie zapewni mu takich atrakcji, bo może to zaszkodzić dziecku. Uznał więc, że musi skorzystać z usług prostytutki, która za kasę zrobi wszystko, czego on zażąda. W Acapulco bez trudu powinien znaleźć niejedną chętną zdzirę. Wciąż pamiętał, gdy jego ojciec po raz pierwszy zabrał go do klubu, gdzie prowadzono nielegalne interesy. Głównie była to właśnie prostytucja. Miał wtedy 16 lat i wówczas owe miejsce stało się dla niego sensem życia. Już od najmłodszych lat ojciec stopniowo wprowadzał go w tajniki życia seksualnego. No cóż, przykład zawsze szedł z góry, więc nic dziwnego, że teraz był, kim był. Wiedział też, że Sebastian będzie chciał się na nim zemścić za te wszystkie świństwa, które mu wywinął. Dobrze go znał, gdyż niegdyś chodzili do jednej klasy liceum. Pomijając już fakt, że oboje zostali wyrzuceni z tej szkoły za liczne problemy w nauce. W każdym razie ci dwaj panowie pałali do siebie niesamowitą wrogością. Gdyby nikt im nie przeszkadzał w bójkach, już dawno by się pozabijali. Widocznie los z jakiegoś powodu chciał ich obu żywych. Przynajmniej na razie. Isandro jednak wiedział, że kiedyś zabije Sebastiana własnymi rękoma, nawet gdyby sam miał wówczas ponieść śmierć.
Brunet wyszedł spod prysznica i normalnie to trząsłby się jak galareta po takiej dawce zimnej wody, ale nie tym razem. Owinął się szczelnie ręcznikiem i podszedł do lustra.

*****

Nie odezwał się, słuchał tylko jej zmysłowego głosu, który w pewnym momencie przestał brzmieć w jego uszu. Zamiast tego usłyszał nieznośny sygnał przerwanego połączenia. Spojrzał na wyświetlacz telefonu, usilnie nad czymś myśląc. W końcu ponownie wybrał numer do Isandra i czekał, aż kobieta odbierze. Marzył, by jej cudowna barwa głosu budziła go codziennie o świcie, szepcząc cichutko jego imię. Do tego właśnie stopnia człowiek czasem może się zauroczyć tą drugą osobą, nigdy jej nie widząc, a jedynie słysząc. Tak było w przypadku Sebastiana, jednak on sam nie chciał się do tego przyznać. Skarcił się mimowolnie w myślach, gdy po drugiej stronie słuchawki znów usłyszał swojego anioła. Jeszcze może nie do końca była jego, ale z pewnością będzie nad tym ciężko pracował. To tylko kwestia czasu i odpowiednio opracowanej strategii.
- Słucham? – odezwała się Gabriela zrezygnowanym tonem.
- Dzień dobry. – tym razem postanowił zaryzykować i się ujawnić. – Domyślam się, że szanowna małżonka mojego najlepszego przyjaciela. – ostatnie trzy słowa wypowiedział z zachwytem, jakby chciał jej coś przez to uzmysłowić. Na szczęście na razie tylko on wiedział, że to ironia.
- Owszem, jestem żoną Isandra, bo rozumiem, że jego Pan szuka. – wyznała niepewnie.
- Tak, tak. – potwierdził mężczyzna. – Zastałem go?
- W tej chwili mąż bierze prysznic, ale mogę go zawołać. – zaproponowała, przeczesując włosy palcami.
- Nie, proszę mu nie przeszkadzać. – odparł szybko. – Proszę mu tylko przekazać, że dzwonił Sebastian, on będzie wiedział, o kogo chodzi.
- Dobrze. Czy coś jeszcze? – zapytała, ale nie odpowiedział. – Halo, słyszy mnie Pan? – zaniepokoiła się kobieta.
- Tak, przepraszam… Zamyśliłem się. – skłamał. Tak naprawdę chciał jak najdłużej słuchać tylko jej i dlatego zamilkł. – Może Pani powtórzyć? – celowo przedłużał tę rozmowę.
- Pytałam, czy mam przekazać coś jeszcze?
- Ach, tak. – westchnął. – Chciałbym osobiście serdecznie Wam pogratulować małżeństwa i życzyć szczęścia na nowej drodze życia. Może się przydać. – podkreślił dobitnie.
- Dziękuję, ale nie bardzo rozumiem. – odpowiedziała grzecznie.
- Po prostu proszę jutro przyjść z Isandrem do restauracji „La Primavera” w Acapulco. – poprosił, przeglądając znaleziony w pokoju folder reklamowy owego lokalu. – Nie przyjmuję odmowy. – dodał spokojnie, ale tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- No dobrze, przekażę mężowi. – odparła brunetka, słysząc, że Isandro próbuje wydostać się z łazienki.
- W takim razie życzę miłego dnia i proszę poklepać ode mnie po ramieniu Isandra i powiedzieć mu jakie to szczęście, że się przyjaźnimy. – rzekł zupełnie bez emocji i rozłączył się.
Gabriela odłożyła komórkę ukochanego na nocny stolik i czekała, aż ten do niej wróci. Po chwili mąż stanął przez nią w całej swej okazałości i zaczął nerwowo szukać bokserek. Kobieta podała mu brakującą część garderoby i powiedziała:
- Przed chwilą dzwonił Twój przyjaciel.
- Który? – zapytał, ubierając się.
- Sebastian. – odpowiedziała na jednym tchu.
Isandro przełknął głośno ślinę na dźwięk imienia swojego największego wroga. Nie dał tego po sobie poznać, ale w środku gotowało się w nim jak w kotle. Tak naprawdę sikał ze strachu, że Sebastian go dorwie, ale wmawiał sobie, że jest dokładnie odwrotnie.
- Czego chciał? – odezwał się w końcu.
- Zaprosić nas jutro na kolację do restauracji „La Primavera” w Acapulco. Pewnie mówiłeś mu, że wybieramy się tutaj w podróż poślubną, więc on chciałby się z nami spotkać i osobiście nam pogratulować. – wyjaśniła brunetka, podchodząc do okna.
- Nigdzie nie pójdziemy. – rzekł stanowczo, co zaskoczyło jego żonę.
- Dlaczego?
- Bo nie i koniec tego tematu. – rzucił szybko i chciał wyjść z pokoju.
- Ten mężczyzna nalegał na to spotkanie. – tymi słowami zatrzymała go. – Powiedział, że nie przyjmuje odmowy i kazał ci przypomnieć, jak bardzo cieszy się, że jesteście przyjaciółmi. Był naprawdę przekonujący.
Isandro, by nie wzbudzać podejrzeń Gabi, zgodził się pójść z nią na ten zasrany obiad z jego rzekomym przyjacielem. Poza tym ostatnie słowa, które mu przekazała, brzmiały jak groźba ze strony Seby. Nie mógł tego zignorować, bo wiedział, że mężczyzna ma sporo kontaktów, dzięki którym w dwa dni może zorganizować mu pogrzeb. Nie czekając dłużej, brunet opuścił pokój bez słowa wyjaśnienia i ruszył w kierunku windy.

*****
Następnego dnia

Rita przez całą noc wierciła się niespokojnie na łóżku. Nie mogła zasnąć głównie z powodu rozstania ze swoim ukochanym misiaczkiem. Sebastian zostawił ją w najbardziej nieoczekiwanym momencie, a ona nie mogła się z tym pogodzić. Postanowiła więc, że odzyska chłopaka za wszelką cenę. Był tylko jeden zasadniczy problem. Blondyn nie odbierał od niej telefonów, a w domu również nie mogła go zastać. Zupełnie jakby zapadł się pod ziemię. Brunetka myślała nawet nad wynajęciem prywatnego detektywa, co też uczyniła. Był to jej dobry znajomy, więc ufała, że mężczyzna podejdzie do sprawy profesjonalnie i wykona to zlecenie w miarę szybko. Oczywiście za odpowiednią zapłatą.
Szatynka wstała z wyra i poszła do łazienki wziąć prysznic, gdy nagle ktoś podszedł do niej, obejmując ją w pasie od tyłu. Owy mężczyzna zakrył jej również oczy.
- Sebuś? – wymruczała przez zęby Rita, przygryzając jeden z jego palców.
- Pomyłka. – brunet puścił ją i popchnął na kanapę, gdzie było pełno poduszek.
- Isandro! – pisnęła kobieta, opadając w miękki puch. – Kiedy zdążyłeś wrócić z Acapulco?
- Przyleciałem nocnym samolotem, żeby cię zobaczyć. – odparł stanowczo i rzucił się na Ritę z pocałunkami.
Gdyby tylko Sebastian wiedział, że Isandro pierdoli mu także jego kobietę… Yyy… Poprawka. Byłą kobietę! To jednak nie zmienia faktu, że jeszcze podczas ich związku Rita romansowała z mężem Gabrieli. Tak więc ten skurwiel odebrał mu wszystko w każdym znaczeniu tego słowa. Sebastian miał powody, by mścić się na Isandro. Milion powodów!
- Kiedy twoja żona zorientuje się, że cię nie ma, zrobi ci awanturę. – szatynka ledwo wypowiedziała te słowa.
- Najpierw musiałaby mnie znaleźć. – zaśmiał się mężczyzna, ściągając z kochanki koronkowe stringi. – Wrócę tam popołudniowym lotem. – dodał z uśmiechem.
Kobieta uśmiechnęła się figlarnie i przystąpiła do działania. Najpierw pozbyła się ubrania bruneta, a później jego bielizny. Usiadła na nim okrakiem i nadziała się na jego przyjaciela.
- Co jak co, ale w seksie to Sebastian w życiu ci nie dorówna. – wyszeptała, poruszając się to w górę, to w dół i tak na przemian.
- Ten cienias nawet nie potrafi dobrze dogodzić kobiecie, więc nie rozumiem, dlaczego tak za nim tęsknisz. – odpowiedział brunet trochę zdziwiony.
Kobieta nie odpowiedziała na komentarz, którym rzucił jej kochanek. Delektowała się tylko tą chwilą, by po chwili przerwać stosunek i wsadzić sobie jego nabrzmiałego członka wprost do swoich ust. Mężczyzna zamruczał jak kotek, skamlący o jeszcze więcej mleczka. Rita spojrzała na niego triumfalnym wzrokiem, nadal ssając jego przyrodzenie. Wiedziała, że było mu z nią dobrze.

*****

Późnym popołudniem Isandro wrócił do Acapulco, a gdy tylko Gabriela zobaczyła go w drzwiach pokoju hotelowego, od razu zarzuciła go pytaniami, gdzie był, z kim i dlaczego wyszedł, zostawiając ją samą. Jej pretensje były absolutnie słuszne. W końcu była w swojej podróży poślubnej, która miała być najcudowniejsza w jej życiu, a tutaj niespodziewanie dla niej samej owa podróż stała się jej przekleństwem. Cały dzień spędziła zamknięta w pokoju i to w dodatku sama jak palec. Podeszła bliżej do męża, by dać mu w twarz i nagle poczuła od niego alkohol.
- Ty piłeś?! – oburzyła się brunetka. – Tego to się po Tobie nie spodziewałam, Isandro! Wolisz szlajać się po jakichś klubach i chlać do upadłego, zamiast spędzić czas z własną żoną?! – krzyczała jak opętana. Gdyby ona wiedziała, co on tak naprawdę robił, to dałaby mu do wiwatu.
- Uspokój się, kobieto. – odparł z niezwykłym spokojem brunet. – Spotkałem dawnego kumpla i skoczyliśmy na piwko, to tyle na ten temat. – skłamał jej perfidnie prosto w oczy.
- Ach tak! A mnie się wydaje, że to było parę ładnych głębszych, a nie tylko jedno małe piwko! – uniosła się jeszcze bardziej, posyłając mu pogardliwe spojrzenie.
- Wielkie mi halo! – wkurwił się Isandro i chwycił żonę za nadgarstek. – Jeśli chciałaś męża, którym będziesz mogła sobie rządzić i mówić mu, co ma robić, to z góry zapowiadam, że nie dam zrobić z siebie pantoflarza! – krzyknął jej na koniec w twarz, puszczając jednocześnie jej obolałą rękę.
Gabi spojrzała z przerażeniem na mężczyznę, pocierając drugą ręką bolący nadgarstek i stwierdzając w duchu, że w danej chwili nie poznaje człowieka, za którego wyszła. Uznała jednak, że to przez alkohol, ale nawet to go nie usprawiedliwiało.
- Co cię opętało, Isandro?!
- Nic. Idź się przebierz, bo podobno mamy iść na tę cholerną kolację, a w tym stroju chyba nie zamierzasz się pokazać. – rzucił jej jedno suche spojrzenie, mierząc ją z góry do dołu.
- Wiesz co?! Tak nie będziemy rozmawiać! – wrzasnęła Gabriela i trzasnęła drzwiami łazienki, zamykając się tam na klucz.
Nie minęło 15 minut, jak brunet skruszony przyszedł ją przeprosić. Zapukał, a gdy usłyszał ciche „Wejdź” i dźwięk zwolnienia blokady, nacisnął na klamkę. Objął żonę w pasie od tyłu i pocałował ją w szyję.
- Przepraszam. – wyrwało mu się przypadkiem.
- Przeprosiny przyjęte, ale nie zostawiaj mnie już samej w takich chwilach, proszę. – odwróciła się do niego przodem i ujęła jego twarz w dłonie.
- Obiecuję.
- Zaraz się przebiorę i możemy iść. – powiedziała, całując go w usta.
- A może zostaniemy jednak tutaj? – zaproponował, odwzajemniając pocałunek. – Co ty na to?
- Myślę, że twój przyjaciel nie byłby zachwycony tym pomysłem. – powiedziała, odrywając się od męża, by włożyć przygotowaną wcześniej sukienkę.
- Sebastian zrozumie, że młode małżeństwo potrzebuje odrobiny prywatności. – mężczyzna drążył temat, mając nadzieję, że jakoś uda mu się wykręcić od owego spotkania z diabłem.
- Nic z tego, kochany. – oznajmiła stanowczo Gabriela. – Gdybyś nie zniknął na cały dzień, byłby czas na przyjemności, ale wybrałeś inną dużo ciekawszą rozrywkę, a więc teraz bądź mężczyzną i weź to na klatę.
- Świetnie. – odparł beznamiętnym głosem, bo oznaczało to, że przegrał i jednak stanie dziś twarzą w twarz ze swoim największym wrogiem.
- Widzę, że się cieszysz. – uśmiechnęła się brunetka. – Ale teraz wyjdź, bo muszę się przygotować.
Posłusznie opuścił łazienkę i wrócił do pokoju, gdzie przebrał się w wyciągnięty dres z lumpeksu, po czym usiadł na kanapie i cierpliwie czekał na żonę. Jego nastroje zmieniały się jak w jakimś pieprzonym kalejdoskopie. Raz był wściekły i gotowy pozabijać wszystkich dookoła, a kilka minut później jego wyraz twarz łagodniał tylko po to, by żonka nie nabrała podejrzeń. To była maska, którą zakładał na wyjątkowe okazje. A dzisiejszy wieczór niewątpliwie do takich należał.

*****

Czarny samochód marki Huyndai zaparkował przy restauracji „La Primavera”. Wysiadł z niego wysoki, piwnooki, a także oszałamiająco przystojny dżentelmen Sebastian Sergio Vega. Pewnym krokiem przekroczył próg eleganckiego lokalu, by po chwili usiąść przy stoliku na samym końcu sali i delektować się widokiem panoramy miasta. Celowo wybrał to właśnie miejsce, bo olbrzymie okno po jego prawej stronie najlepiej ukazywało piękno okolicy, a on uwielbiał Acapulco. Dlatego między innymi przyjazd tutaj sprawiło mu przyjemność, ale dość już o tym. Minutę później kelnerka podeszła, by odebrać zamówienie blondyna, a on zupełnie nie zwracając na nią uwagi, wgapiał się jak zahipnotyzowany w jeden jedyny punkt i bynajmniej nie był to widok za oknem. A więc co tak go zainteresowało? A raczej kto? Nie kto inny jak Gabriela Lucia Montenegro, piękność, która właśnie w tym momencie ukazała się jego oczom. Ułamkiem sekundy nie omieszkał obrzucić Isandra pogardliwym spojrzeniem, a gdy zauważył, co ten debil ubrał na uroczystą kolację do tak szanowanej restauracji, prawie nie wybuchnął śmiechem. On włożył swój najlepszy, czarny garnitur, a ten wypierdek mamuta postanowił pokazać mu, że nie ma za grosz klasy, wbijając swój śmierdzący zadek w stary, wypierdziany dres. Przemilczmy już fakt, że miał dziurę na kolanie. Sebastian nie mogąc dłużej patrzeć na tę ofiarę losu, szybko przeniósł swój wzrok na kogoś milszego dla oczu. Wyglądała jak księżniczka, zupełnie nie pasowała do tego kretyna i Seba dziwił się, że w ogóle zgodziła się z nim pójść w takim stroju. Wstał od stołu i podszedł do pary. Ucałował dłoń Gabrieli i powiedział:
- Sebastian Sergio Vega. Miło mi panią poznać.
Uśmiechnął się nonszalancko, na co kobieta zareagowała w dość niespodziewany sposób. Wpiła się w jego usta i namiętnie go pocałowała, pozostawiając męża w potężnym szoku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 23:33:15 31-08-14    Temat postu:

Obsada super i mam nadzieję że będziesz pisać dalej i nie usuniesz tego opowiadania.Odcinki świetne i już z niecierpliwością czekam na kolejny szczególnie po takiej końcówce odcinka ciekawe czy to tak było czy to tylko marzenie Sebastiana.Czekam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:28:33 07-09-14    Temat postu:

*Dziękuję za komentarze

Rozdział 3



- Gabriela Lucia Montenegro. Mnie również miło pana poznać.
Dopiero jej słowa były w stanie wyrwać go z głębokiego transu, w którym to wyobraził sobie, jak owa piękność rzuca się na niego i namiętnie go całuje. Jego wyobraźnia okazała się wówczas bardzo bujna, co doprowadziło go do szewskiej pasji. Nie wiedział, jakim cudem w kilka sekund mężczyzna może stracić głowę dla jednej, zwykłej kobiety, która w niczym nie różni się od innych. Szybko uznał więc, że to tylko pożądanie i wrócił do rzeczywistości. Przecież on miał do cholery ją uwieść i porzucić, a nie jak ostatni kretyn zakochiwać się w niej bez pamięci. Dobrze, że jemu to na razie nie groziło, pomyślał. Niechętnie spojrzał na Isandra i z udawaną radością uścisnął go po przyjacielsku, jednocześnie szepcząc mu do ucha:
- Znasz bajkę „Piękna i bestia”? Wyglądasz jak główny bohater.
To powiedziawszy, odsunął się na bezpieczną odległość, żeby ktoś nie wziął go przypadkiem za geja. Uśmiechnął się promiennie do kobiety i nie spuszczając z niej wzroku, ruszył w kierunku swojego stolika. Po drodze o mało nie potknął się o krzesło, na którym ktoś siedział, ale bardzo sprytnie wybrnął z tej sytuacji, udając, że to jego stary znajomy. Przywitał się z nim, choć pierwszy raz w życiu człowieka na oczy widział. Ale czego się nie robi, żeby nie zaliczyć wpadki. Gdy cała trójka dotarła do odpowiedniego stolika, Sebastian, jak na dżentelmena przystało, odsunął Gabrieli krzesełko naprzeciwko siebie, żeby podczas kolacji mógł swobodnie na nią patrzeć, nie wychylając się przy tym gdzieś na boki, by nie wzbudzać podejrzeń. Brunet chciał uczynić to samo, ale blondyn był szybszy. Kobieta podziękowała uprzejmie za owy gest i wszyscy usiedli na swoich miejscach. Po złożeniu zamówienia rozpoczęła się intrygująca dyskusja.
- Kochanie, mówiłam ci, żebyś włożył garnitur. – pierwsza odezwała się czarnowłosa, rozglądając się nerwowo dookoła. – Zobacz, jak Ty wyglądasz wśród tych wszystkich eleganckich ludzi. Dlaczego uparłeś się na ten dres?
- Po prostu nie zwykłem ubierać się jak pingwin. – wyśmiał strój Sebastiana. – Poza tym wydawało mi się, że to zwykła budka z hot-dogami, a nie pięciogwiazdkowy lokal. – dokończył, zwracając się bezpośrednio do blondyna.
Mężczyzna wiedział, że Isandro próbował wyprowadzić go z równowagi, dlatego nie mógł dać mu się sprowokować. Zachował kamienną twarz, a potem zaśmiał się cicho.
- Oj, przyjacielu… Ty to zawsze miałeś świetnie poczucie humoru. Wszystkie laski w szkole na to leciały, a Ty żadnej nie przepuściłeś. – pojechał po całości, żeby zobaczyć reakcję brunetki.
Nie zawiódł się, gdy Gabi wrogo spojrzała na męża i pogroziła mu palcem, ostrzegając, że po powrocie do hotelu, zamierza ostro go przemaglować w tym temacie. O ile w ogóle wrócą tam razem. Sebastian uśmiechnął się do swoich myśli. Biedny Isandro nie wie jeszcze, co go czeka, ale na pewno będzie zachwycony niespodzianką, którą specjalnie na ten wieczór naszykował dla niego blondas.
- Nie zdążyłem jeszcze Wam pogratulować, a więc życzę szczęścia na nowej drodze życia. – powiedział z udawaną szczerością i ponownie spojrzał na Gabrielę, która w danej chwili również bacznie go obserwowała.
- Dziękujemy. – odpowiedziała, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu.
Brunet zaś milczał, nie dając się wciągnąć w tę śmieszną grę swojego rywala. Po chwili cała trójka dostała swój posiłek, a dodatkowo kelnerka nalała im do kieliszków czerwonego wina. Przez chwilę jedli w milczeniu, jednak nagły kaszel Isandra zmącił spokój nie tylko Sebastiana i Gabi, ale też wszystkich gości w restauracji. Zaniepokojona żona spojrzała na bruneta, zastanawiając się, co takiego się stało. Blondyn zaś chcąc wyjść na dobrego przyjaciela w oczach czarnowłosej piękności, zaczął mocno, aż za mocno, poklepywać wroga po plecach. Gdy kaszel ustał, Isandro pochylił głowę i zerknął na talerz, chcąc dowiedzieć się, co było przyczyną tego, że teraz tak cholernie paliło go w krtani oraz w płucach. I nagle zrozumiał, widząc papryczki jalapeno, najostrzejsze ze wszystkich odmian papryk, jakie są uprawiane na świecie. Nie rozumiał jednak, jakim cudem znalazły się one w potrawie, którą zamówił, ale czuł, że to sprawka Sebastiana. Nie mylił się. Wziął się w garść i jakoś przełknął ostatni kęs. Miał minę jakby torturowano go przez miesiąc, co bawiło do łez blondasa. Nie dał jednak tego po sobie poznać. Nie minęło nawet kilka minut, jak zdecydował się na kolejny krok. Musiał działać szybko, bo chciał zapewnić mu jak najwięcej atrakcji. Niby przypadkiem strącił ręką jego kieliszek, który w momencie wylądował na jego pożal się Boże dresach. Isandro wstał od stołu jak poparzony i zaczął krzyczeć.
- Pojebało cię, stary?!
- Przepraszam, to nie było specjalnie. – skłamał. – Ale idź lepiej do łazienki i się powycieraj, bo nie wypada tak siedzieć przy damie z taką wielką, czerwoną plamą w okolicach krocza. Wygląda to jakbyś dostał okres.
Urażony tym komentarzem brunet czym prędzej odszedł i po chwili zniknął za drzwiami toalety dla mężczyzn. Minęło 5 minut i nic. Potem kolejne 10 minut i nadal nic. Nie wracał tak długo, że brunetka zaczęła się już niepokoić.
- Co on tam robi tyle czasu? – zapytała jakby samą siebie, nie oczekując odpowiedzi.
- Może postanowił zrobić generalne pranie i przy okazji wziąć prysznic. – zażartował Seba, uśmiechając się rozbrajająco.
Albo może utopił fiutka w pisuarze, pomyślał.
- Zadzwonię do niego i zapytam, czy wszystko w porządku. – zdecydował mężczyzna i zamiast do Isandra, wykręcił numer do jednego ze swoich ludzi.
- Ej, utopiłeś się tam? – zaczął rozmowę. Musiał być ostrożny i dobrze dobierać słowa, żeby Gabi się nie zorientowała, że coś nie gra.
- No, wsadziłem mu łeb do kibla i spuściłem wodę. – odpowiedział głos po drugiej stronie. Dobrze, że blondyn nie dał na głośnomówiący.
- Dobra robota, a więc skoro już skończyłeś to wracaj tutaj do nas, bo na Ciebie czekamy.
- Gwizdnąłem mu też telefon.
- Co?! Ale jak to wróciłeś do hotelu? – Sebastian tak wczuł się w rolę, że zaczął nawet wierzyć, że gada z brunetem.
- Tak, możesz teraz spokojnie zająć się tą mega seksowną dupcią, a ja tutaj przypilnuję tego skurwiela.
- Dobrze, odwiozę ją. – odparł na koniec i rozłączył się.
- Niech pan powie, że się przesłyszałam. – poprosiła Gabriela, spoglądając na swojego towarzysza.
- Bardzo bym chciał, ale niestety nie mogę. – zrobił smutną minę.
- On sobie chyba ze mnie kpi! – kobieta straciła cierpliwość. – Już drugi raz dzisiaj wykręca mi taki numer.
- Jak to drugi? – zdziwił się.
- Nieważne. – odparła krótko. – To bez znaczenia.
- No dalej, ulży pani. – nalegał.
- Przez całą noc i połowę dnia pił z kolegami, zamiast zostać ze mną. – nie wiedzieć czemu, wyznała mu, co leżało jej na sercu. I to zupełnie obcemu człowiekowi, a czuła się jakby znała go od lat.
- Zostawił cię samą w hotelu w waszą podróż poślubną? – oburzył się Sebastian, zapominając przy tym, że nie zdążyli jeszcze przejść na „Ty”, ale nie spodziewał się takiego wyznania. – Jak on mógł tak postąpić?
- Widocznie mógł. – ze wszystkich sił starała się zapanować nad napływającymi do jej oczu łzami.
- Ja nigdy nie zostawiłbym takiej piękności jak Pani w tak ważnym momencie. W ogóle nigdy bym Pani nie zostawił. – teraz gdy zostali sami, jego głos brzmiał o wiele bardziej szczerze i chyba nawet za bardzo wczuł się w rolę jej ewentualnego męża. – To znaczy nie potrafiłbym zostawić swojej żony. – po chwili opamiętał się i szybko poprawił swoje wcześniejsze słowa.
- To miłe i dobrze o panu świadczy. – przyznała brunetka bez wahania. – Szkoda, że mojego męża nie obchodzi fakt, że w moim stanie nie mogę się denerwować. Ciągle funduje mi takie niespodzianki, że już powoli zaczynam mieć tego dość.
Ona jest w ciąży z tym śmieciem! Przemknęło przez myśl Sebastianowi. Przecież wyraźnie powiedziała „w moim stanie nie mogę się denerwować”, a to mogło znaczyć tylko jedno. Na jego twarzy w momencie wyrysował się głęboki zawód. No sorry, ale jeśli on miał nadzieję, że ta dwójka żyła przed ślubem w celibacie, to się grubo mylił. Te czasy już dawno minęły. Musiał jednak przyznać, że dziecko wszystko komplikowało i przez chwilę rozważał nawet możliwość wycofania się, ale gdy zobaczył w jej oczach łzy, coś w nim drgnęło i postanowił kontynuować swój plan, tyle że z niewielkimi zmianami. Nadal zamierzał zemścić się na Isandrze, jednak brunetkę zdecydował się oszczędzić, co więcej otoczyć ją opieką, by zdołać uchronić ją przed jej własnym mężem i samym sobą.
- Proszę. – blondyn wyjął z kieszeni marynarki opakowanie chusteczek higienicznych i podał je kobiecie.
- Dziękuję. – odpowiedziała, wycierając już nos.
- Chodźmy, odwiozę panią do hotelu. – zaproponował, kiedy Gabi trochę się uspokoiła.
- Nie trzeba, zadzwonię po taksówkę. – odmówiła grzecznie.
- Nie ma mowy. – ten facet tak łatwo się nie poddawał. – Isandro prosił mnie, żebym panią odwiózł. – skłamał.
- Naprawdę, dam sobie radę. – brunetka szła w zaparte. – Nie chcę robić kłopotu.
- To żaden problem.
- No dobrze, w takim razie zgoda. – uległa w końcu i wyszli razem z lokalu.

*****

Podczas nieobecności Sebastiana cały gang musiał dbać o interesy oraz zajmować się domem, w którym mieszkali. Leticia przejęła więc obowiązki gospodyni domowej, a męska część załogi skupiła się na ciekawszych zajęciach. Kobieta sprzątała właśnie w kuchni, gdy w progu stanął Conrado. Od zawsze miał na nią chrapkę i ciągle szukał okazji, żeby ją przelecieć. Zdecydowanym krokiem podszedł więc do blondynki i chwycił ją w ramiona, zanurzając język w jej różowych wargach. Zaskoczona początkowo odwzajemniła pocałunek, ale gdy zorientowała się, że to nie David ją całuje, szybko odskoczyła od mężczyzny i przyjebała mu patelnią w łeb. Brunetowi trochę zawróciło się w głowie od tego uderzenia, ale że był zbyt silny, nie zwaliło go to z nóg. Lekko zirytowany, że nie poszło mu tak łatwo, jak myślał, wytrącił jej z dłoni ów niebezpieczny przedmiot i podjął kolejną próbę zaciągnięcia jej do łóżka. W tym celu przyciągnął ją do siebie jedną ręką, obejmując w talii, zaś drugą zachłannie wsunął pod jej bluzkę, łapiąc za jej jędrną pierś. Ponownie wpił się w jej usta, pomijając delikatność. Zaczęła mu się wyrywać i głośno krzyczeć pomocy. Na szczęście jej krzyki usłyszał David, który właśnie wrócił z obchodu. Nie czekając na nic, pobiegł do kuchni, skąd dobiegał wrzask i rzucił się na nic niepodejrzewającego mężczyznę. Przywalił mu z całej siły w mordę, tak że Conrado upadł jak długi na podłogę, a z jego rozciętej wargi zaczęła sączyć się krew.
- Odwal się od niej! – krzyknął na całe gardło, obejmując mocno roztrzęsioną dziewczynę, która wtuliła się w niego ze łzami w oczach.
- Ej, wyluzuj, stary. Ja tylko żartowałem. – odparł mężczyzna, podnosząc się do pionu.
- Jeśli myślisz, że Leti był0 przed chwilą do śmiechu, to potrzebujesz psychiatry i to najlepszego. – odpowiedział wściekły. – Tknij ją jeszcze raz śmieciu, a załatwię z Sebastianem, że wylecisz stąd na zbity pysk, zrozumiałeś?!
- Jasne, zrozumiałem. – odparł krótko i w mgnieniu oka opuścił pomieszczenie.
- Wszystko gra, maleńka? – zapytał z troską w głosie David.
- Teraz już tak. – odpowiedziała, zmuszając się do uśmiechu. – Ale gdybyś nie przybiegł na czas, nie wiem, jak daleko ta świnia by się posunęła.
- Gdyby cię skrzywdził, zabiłbym go bez skrupułów. – stwierdził zdenerwowany brunet i przygarnął ramieniem ukochaną, by zaprowadzić ją do jej pokoju.
Po drodze blondynka uspokoiła się, bo wiedziała, że jest już bezpieczna. W jego silnych ramionach zawsze znajdowała upragniony spokój, zaufanie oraz bezgraniczną miłość. Od dawna bowiem wiedziała, że to mężczyzna jej życia.

*****

Odwiózł ją do hotelu, w którym zatrzymała się razem z mężem, a w którym chwilowo mieszkał również on. Po wyjściu z samochodu, niczego nieświadoma kobieta, pożegnała się z Sebastianem i już chciała odejść, gdy blondyn zatrzymał ją, nalegając, by dała się odprowadzić pod same drzwi pokoju. Dodał też, że tak się przypadkiem złożyło, iż sam zameldował się w owym hotelu. Po krótkim namyśle Gabriela zgodziła się na propozycję mężczyzny. Pomyślała, że to nic niestosownego, a skoro jej mąż wolał znowu zostawić ją samą, czemu miała nie skorzystać z towarzystwa jego przyjaciela, który wydawał się bardzo nią zainteresowany. Schlebiało jej to, a ów przystojniak cholernie ją pociągał i o ile początkowo starała się to ukryć, teraz nie zamierzała tego robić. Owszem, była mężatką, ale to nie oznaczyło, że inni faceci nie mogli się jej już podobać. Sebastian był szarmancki, miły i w dodatku miał w sobie to coś, co działa na kobiety. Kiedy zobaczyła go dzisiaj w restauracji, poczuła, że nogi się pod nią uginają, a ona sama po chwili spada w niekończącą się nigdy przepaść. A jeszcze to jego tajemnicze spojrzenie, w którym można by się zakochać. No, jednym słowem przepadła. W obecnej chwili była wściekła na Isandra za jego postępowanie, więc nawet nie czuła się winna z tego powodu. Razem z blondynem czekała na przyjazd windy, która wlokła się jak żółw z dziesiątego piętra. Gdy wreszcie metalowe drzwi otworzyły się przed nimi szeroko i wyszło z niej dwoje staruszków, mogli swobodnie wejść do środka i nacisnąć przycisk z cyfrą dziesięć. Jadąc tak w górę stali naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy, gdy nagle winda nimi zatrzęsła i stanęła między czwartym, a piątym piętrem. W efekcie tego czarnowłosa wpadła wprost w ramiona Sebastiana, a on automatycznie objął ją w pasie. Ich spojrzenia ponownie się spotkały, a serca zaczęły bić w przyspieszonym tempie. Ich usta coraz bardziej się do siebie zbliżały, nie myśląc o zdrowym rozsądku. Oboje tego chcieli, to było pewne. Nie muszę więc chyba mówić, że po chwili nastąpiło to, co było nieuniknione, a prędzej czy później i tak by się wydarzyło. Rzucili się zachłannie do swoich rozpalonych do czerwoności warg. Pożądanie było silniejsze, niż cokolwiek innego. Kiedy poczuła smak oraz dotyk jego języka na podniebieniu, jej język momentalnie podjął walkę ze wszystkimi swoimi zmysłami. Ani myślała się wyrywać, bo dawno nie było jej z nikim tak dobrze. Nawet jej własny mąż tak cudownie nie całował. A pachniał jak grecki Bóg, co doprowadzało ją do szaleństwa. Przymknęła delikatnie powieki, by delektować się tą chwilą. Całował ją drapieżnie, ale również z ogromną czułością. Teraz już nie musiał wyobrażać sobie owego wydarzenia, bo właśnie w danym momencie sam tego doświadczył i musiał szczerze przyznać, że czuł się jak w niebie. Jeszcze nigdy żadna kobieta nie działała na niego z taką pasją. Ona jednak była wyjątkiem, z nią jedną teraz i tutaj chciał zatrzymać czas. Tak cholernie ją pragnął, że sam nie wiedział, jak daleko jest w stanie się posunąć. Nawet sama zainteresowana nie miała pojęcia, jak to się skończy, bo o dziwo odwzajemniała każdy jego pocałunek i to z taką namiętnością, że niejeden człowiek mógł o niej tylko pomarzyć. Nie miała czasu, by pomyśleć o mężu, który rzekomo czekał na nią w pokoju hotelowym, bo teraz miała ważniejsze sprawy na głowie. Musiała walczyć z samą sobą, co średnio jej wychodziło, dlatego po chwili przestała, pozwalając Sebastianowi na kolejny ruch. Blondyn uniósł ją lekko w górę, sadzając na swoich biodrach i mocno przypierając do ściany windy. W przypływie emocji sięgnął ręką do jej idealnie wyeksponowanych pleców i zaczął powoli rozpinać suwak jej czerwonej sukni. Poddała się temu całkowicie, nie ustając w pocałunkach. Chyba do reszty postradała zmysły, ale do cholery przecież była kobietą i od czasu do czasu też potrzebowała męskiej czułości z lekkim pazurem, a przy tym również delikatności. Przy Sebastianie czuła się jak prawdziwa księżniczka, a że od kilku tygodni Isandro nie tknął ją nawet jednym palcem, niedziwne było, że tak cholernie tęskniła za bliskością mężczyzny. Przecież ciąża to nie wyrok, a błogosławieństwo. Chwilę później jej sukienka niechlujnie wylądowała na drugim końcu windy i wtedy blondas zobaczył kobietę w innym, zupełnie nowym świetle. Przejęła pałeczkę, ściągając z niego marynarkę i rzucając ją w to samo miejsce, gdzie przed sekundą znalazła się jej główna część garderoby. Seba widząc jej reakcję na swoje działania, zrozumiał, że brunetka nie chce się wycofać. O mało nie oszalał, kiedy wręcz zdarła z niego koszulę, z której w efekcie odleciało kilka guzików i rozprysło się po ciasnym pomieszczeniu. Jego męskość już dawno spuchła, pulsując w spodniach i domagając się natychmiastowego wypuszczenia na wolność. Dostawał więc szału, wiedząc, że jeszcze chwilę musi powstrzymać swoje żądze w niecierpliwym oczekiwaniu na jej pełną aprobatę. Całkowicie zwariował, kiedy jego krawat włożyła sobie w zęby, zamieniając się tym samym w drapieżną, niegrzeczną kotkę. Dopiero teraz odważyła się pokazać na co ją stać, przybierając postać bogini seksu. Albo może raczej diablicy? Rozbawił go ten widok, ale również zachęcił. Wsunął dłoń pod jej stanik i pozbył się go jednym zwinnym ruchem. Natychmiast spotkał się z jej prowokującym spojrzeniem, który sprawił, że zachłannie zaczął ssać jej lewy sutek. Gabi jęknęła głośno, wywołując echo i alarmując jednocześnie o tym, jak było jej cudownie. Sebastian dla równowagi zabrał się też za jej drugą pierś. Ssał, przygryzał i lizał na przemian, aż w końcu kobieta nie wytrzymała. Chwyciła go za krocze, masując jego członka i dając mu tym nie lada przyjemność. Przygryzła dolną wargę w nadziei, że za chwilę skończą się jej katusze. Widząc, że jest rozpalona do granic możliwości, postawił ją na podłogę, pozwalając, by zdecydowała jak dalej rozwinie się ich relacja. Czy zostawi go na pastwę losu i wróci do męża, czy jednak da się ponieść chwili i będzie uprawiać z nim niezapomniany seks w windzie? Los chciał, że jej zdrowy rozsądek rozpłynął się w powietrzu, nie pozostawiając innego wyboru. Wpiła się w jego usta, a ich języki zaczęły tańczyć w rytmie ich walących jak młoty pneumatyczne serc. Walka była zacięta, bo oboje mieli nad sobą przewagę. Żadne jednak nie chciało przerwać aktu nagłej namiętności. Nie przerywając więc pocałunku, brunetka zaczęła siłować się z paskiem od spodni blondyna. Pomógł jej w owej czynności i już po chwili stanął przed nią w samych bokserkach. Teraz mieli równe szanse, zważając na to, że ta sama część bielizny przylegała jeszcze do ich ciał. Nie trwało to długo, bo Seba tak wymanewrował, że znaleźli się na podłodze już zupełnie nadzy. Mężczyzna wtargnął językiem do jej wnętrza, sprawiając, że Gabriela krzyknęła jego imię. Nie wiadomo dlaczego pragnął dać jej jak najwięcej przyjemności. Jedną jej nogę przerzucił sobie przed ramię, by umożliwić sobie lepszy dostęp do jej krainy rozkoszy. Docisnęła jego głowę, starając się nie wybuchnąć. Czując, że jest już wilgotna z podniecenia, przestał, by po chwili wejść w nią jednym, zdecydowanym pchnięciem. Wygięła się w łuk, wbijając swoje długie paznokcie w jego plecy, a z jej ust wydobył się cichy jęk. Zmienili pozycję na wygodniejszą i wtedy ona szybko oplotła go nogami wokoło bioder i dostosowała rytm swoich ruchów do jego pchnięć. Poruszał się w niej coraz szybciej, chcąc doprowadzić ją do orgazmu. Jęknęła, czując nadchodzące spełnienie. Nagle oboje zaczęli szczytować i po chwili słychać było już tylko ich przyspieszone oddechy. Było jej dobrze, a jemu jeszcze lepiej. Na krótką chwilę zapomniała o problemach, oddając się przyjacielowi własnego męża. I kiedy zdała sobie z tego sprawę, było już za późno.


Ostatnio zmieniony przez CamilaDarien dnia 9:08:16 08-09-14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:36:45 15-09-14    Temat postu:

CamilaDarien napisał:
Bliżej nie opisał czy chciał się wysikać, czy se zwalić, ale było wiadomo, że to coś pilnego, bo trzymał się kurczowo za spodnie w okolicach krocza.


To mnie zabiło xD xD xD xD.

Pożarłam wszystkie odcinki naraz, raz, że są ciekawe i między naszą trójką bohaterów aż iskrzy - a już w szczególności pomiędzu Gabi, a Sebastianem , a poza tym styl, w jakim to piszesz, Twoje celne uwagi na temat na przykład ubrania Isandro, albo teksty, jakie sadzi Is do swojeg wroga...Zaczytałam się kompletnie i wiem jedno - tu nikt nie będzie nudny, każdy z bohaterów będzie miał w sobie ogień, o każdym będzie się chciało czytać. To kiedy 4 epizod? .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:38:39 15-09-14    Temat postu:

Dubzel bubzel .

Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 21:39:11 15-09-14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:09:13 15-09-14    Temat postu:

Rozdział 4


Nie planował tego, ale stało się. Czasu nie cofnie i tak po prawdzie nawet nie chciał tego robić. Nie żałował żadnego pocałunku z nią, a tym bardziej upojnego seksu. Co więcej modlił się w duchu, by kiedyś to powtórzyć. Wiedział jednak, że szybko to nie nastąpi, gdyż kobieta działała pod wpływem chwili, a do tego była zła na męża za zostawienie jej w restauracji sam na sam z nim. Ale pewniakiem było, że prędzej czy później sama do niego przyjdzie, błagając o jego bliskość. Usiadł w fotelu, nalewając sobie do szklanki odrobinę whisky. Zaśmiał się na wspomnienie owego incydentu w windzie i duszkiem wypił swój trunek. Nie podejrzewał bowiem, że już pierwszego dnia zrobi krok do przodu i bzyknie żonę swojego największego wroga. Jednak taki obrót sprawy bardzo mu się podobał. Nagle usłyszał dzwoniący telefon i zaczął go nerwowo szukać w kieszeni marynarki. Kiedy go wyciągnął i zobaczył, że dzwoni Rita, szybko odrzucił połączenie. Nie miał czasu, ani ochoty z nią teraz rozmawiać. Zresztą przed wyjazdem rozstał się z nią definitywnie i nie zamierzał dłużej tego ciągnąć. Psuć sobie humoru też nie zamierzał. Rzucił komórkę na stolik i udał się do łazienki, rozbierając po drodze podartą koszulę. Tam wziął szybki prysznic, po czym położył się do łóżka, nie mogąc przestać myśleć o pięknej Gabrieli.

*****

Z butami w ręce szła przez korytarz na bosaka. Miała wrażenie, że zaraz zapadnie się pod ziemię ze wstydu. Oparła się ciężko o drzwi swojego pokoju i zsunęła się pod nimi, siadając na zimnej posadzce. Dopiero teraz pozwoliła popłynąć łzom, które nagromadziły się w jej oczach pod wpływem jednego, nagłego zapomnienia. Zapomnienia, które bez wątpienia będzie ją drogo kosztowało. Próbowała się uspokoić, ale ciężko jej to przychodziło. Nie chciała jednak wejść do pokoju, wiedząc, że jest tam Isandro. Nie zniosłaby tego, że musi go okłamać, bo prawdy na pewno nie zamierzała mu wyznać. Nie potrafiła. Jej zdrada zniszczyłaby ich małżeństwo, które nie trwało nawet dwóch dni. Nie mogła na to pozwolić, bo kochała swojego męża i dlatego w tym momencie czuła niewyobrażalny ból po tym, jakiego występku się dopuściła. Złość na niego zrobiła swoje, ale czy była gotowa zemścić się w aż tak okrutny sposób? Nie umiała po tym wszystkim spojrzeć mu teraz w oczy. Posiedziała jeszcze chwilę pod drzwiami, a gdy zrobiło jej się zimno, postanowiła jednak wejść do środka. Doprowadziła się do jako takiego porządku i powoli nacisnęła klamkę. Pokój był zamknięty, a więc musiała użyć klucza. Wewnątrz okazało się, że Isandro wciąż nie wrócił, choć Sebastianowi powiedział coś zupełnie innego. W związku z tym zaczęła podejrzewać go o najgorsze, ale poczuła też ulgę, bo w tej chwili nie była w stanie dostać z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu. Nie wiedzieć czemu, niby żałowała tego, co zrobiła, ale jednocześnie nie mogła przestać o tym myśleć. Sebastian cały czas siedział w jej głowie i o dziwo nie chciał się stamtąd wynieść. Brunetka bezradnie położyła się na łóżku, cicho szlochając. Czemu właśnie jej to się przytrafiło? Nie wiedziała, a im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej wariowała.
- Jak mogłaś mu na to pozwolić, Ty cholerna idiotko?! – obwiniała się, rozpaczliwie krzycząc.
Potem długo nie mogła zasnąć, a gdy w końcu się jej to udało, śniła o… Zgadniecie o kim? Oczywiście o blondynie. Musiał zrobić na niej piorunujące wrażenie, skoro teraz za każdym razem, gdy zamknęła oczy (lub miała je otwarte), widziała jego przystojną twarz z lekkim zarostem. Nie chciała się obudzić.

*****

Późno w nocy do hotelu wrócił najebany Isandro. Bowiem gdy ludzie Sebastiana o godzinie 22:00, przed samym zamknięciem restauracji, wypuścili go z kibla, nie wytrzymał i poszedł się nachlać. Przed tym rzecz jasna, próbował wystukać po ryjach tym gnojom, którzy go uwięzili, ale efekt był dokładnie odwrotny, bo to on zarobił guza. I to nie jednego. Wpadł do pokoju jak petarda, otwierając drzwi z kopa. Niemal pękły zawiasy, a owy hałas zbudził niczego nieświadomą Gabrielę.
- Gabiiii, kochanieee Ty mojeee! – wybełkotał, potykając się o próg i wywijając orła.
- Isandro? – brunetka przetarła dłonią zaspane oczy i spojrzała na męża.
- Chodź do mnieee... – mężczyzna wstał z podłogi i rozłożył ręce jak do przytulania. – Popieścimy się. – dodał, będąc już blisko łóżka.
- Ja ci zaraz pokażę pieszczoty! – krzyknęła kobieta, wyskakując spod kołdry jak poparzona i chwilę później stała już obok bruneta. – Możesz mi wyjaśnić, do jasnej cholery, jak mogłeś zostawić mnie samą w restauracji z Twoim kumplem?!
- Ależ kochanie, ja wcale cię nie zostawiłem. – powiedział Isandro lekko zdziwiony. – Po prostu ktoś zamknął mnie w kiblu i nie chciał wypuścić.
- Czyżby? – zaśmiała się Gabriela. – Wiesz co, Ty nawet nie umiesz wiarygodnie kłamać.
- Ale skarbie, mówię prawdę, przysięgam.
- A ja myślę, że Ty mnie zdradzasz! – wypaliła na jednym tchu i nagle zamilkła.
Wiedziała, że nie miała prawa oskarżać go o zdradę, podczas gdy ona zrobiła to samo. Czuła, że jeśli zaraz nie wyjdzie na zewnątrz, to zjedzą ją wyrzuty sumienia. Jego wytłumaczenie było dla niej śmieszne, ale zastanawiała się, jak ona by się wytłumaczyła, gdyby mąż dowiedział się o jej skoku w bok. Niewiele myśląc, narzuciła na siebie szlafrok i wybiegła z pokoju, trzaskając drzwiami. Z tego wszystkiego nie zorientowała się nawet, kiedy zdążyła zjechać windą na parter i zapytać w recepcji o numeru pokoju Sebastiana. Bez wątpienia działała pod wpływem silnych emocji, bo nie miała zielonego pojęcia, po co to zrobiła. Bo na pewno nie po to, żeby znowu się z nim kochać. To nie było w jej stylu. Zastanowiła się chwilę, a gdy przemyślała sobie wszystkie za i przeciw, postanowiła jednak porozmawiać z blondynem, by wyjaśnić zaistniałą sytuację. Miała nadzieję, że w ten sposób uciszy własne poczucie winy. Kiedy znalazła się przed pokojem nr 311, zawahała się. Po dłuższym namyśle odważyła się jednak zapukać. Mężczyzna, widząc ją w drzwiach, wciągnął ją szybko do środka i przygwoździł całym swoim ciałem do ściany. Mimo później pory Seba jeszcze nie spał.
- Wiedziałem, że do mnie przyjdziesz. – wyszeptał i z namiętnością wpił się w usta czarnowłosej piękności.
Początkowo odwzajemniła pocałunek, rozpływając się w jego silnych ramionach pod wpływem owej pieszczoty, ale potem opamiętała się i spoliczkowała blondyna.
- Ooo, widzę, że tym razem wolisz na ostro. – wywnioskował. – W takim razie nie ma sprawy.
I znowu zmiażdżył jej usta, całując ją zachłannie i z jeszcze większą namiętnością.
- Przestań, do cholery! – wyrwała mu się. – Przyszłam powiedzieć, że to co stało się w windzie, było błędem, którego będę żałowała do końca swojego życia.
- To może whisky? – zapytał, puszczając ją.
- Ale chcę, żeby to zostało między nami, zgoda? – dokończyła, nie zwracając uwagi na jego pytanie.
- Z lodem czy bez? – wciąż ignorował jej słowa.
- Czy Pan mnie w ogóle słucha?! – nie wytrzymała i podniosła głos.
- Teraz to Pan, a kiedy było ci dobrze, byłem kotkiem.
- Możesz przestać?
- Okej, masz rację. Wódka będzie lepsza.
- Dobra, skoro nie chcesz mnie słuchać, nie pozostawiasz mi wyboru, dlatego powiem o wszystkim mężowi. – powiedziała, tracąc cierpliwość i ruszyła ku drzwiom.
- Zaczekaj. – zastawił jej drogę swoim ciałem. – Obiecuję, że to zostanie między nami. – odparł całkiem szczerze.
- Dziękuję. Trochę nas poniosło, ale uważam, że nie może to wpłynąć negatywnie na Twoje stosunki z Isandrem. Jesteście przyjaciółmi, a ja jestem jego żoną i bardzo go kocham.
- Oczywiście, rozumiem. – odparł krótko.
- Co się stało, to się nie odstanie, ale teraz trzeba zachować zimną krew i zachowywać się jak gdyby nigdy nic. W końcu każde z nas jest dorosłe i z powodu jednorazowego numerku, nie musimy od razu udawać, że się nie znamy. Wystarczy, że oboje doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że to był błąd.
- Tak, też uważam, że źle zrobiliśmy. – skłamał. Wcale tego nie żałował.
- Cieszę się, że podzielasz moje zdanie. – zmusiła się do uśmiechu. – A teraz wybacz, ale pójdę już. – naciskała już na klamkę, gdy chwycił ją za rękę. Spojrzała na niego.
- Dobranoc, Gabrielo. – powiedział krótko i ją puścił.
- Dobranoc. – odpowiedziała i wyszła.
Cholernie go kusiło, żeby za nią wybiec i ją zatrzymać, ale nie mógł. Walczył sam ze sobą, by jednak tego nie zrobić. Było ciężko, ale jakoś dał radę. Wrócił zrezygnowany do łóżka i położył się na wznak, patrząc w sufit. Do diabła z uczuciami! Jestem takim samym sukinsynem jak Isandro, tylko z większymi jajami. Pomyślał.

*****

Następnego dnia

- Chcesz wiedzieć, gdzie ukrywa się Sebastian? – usłyszała w telefonie głos Isandra.
- Wiesz gdzie on jest? – zdziwiła się Rita.
- Owszem, ale ta informacja kosztuje. – odparł brunet, namyślając się.
- Ile chcesz?
- Nie chodzi o kasę. – wyjaśnił. – Masz tylko zabrać stąd tego śmiecia i dopilnować, by nigdy więcej nie wychylał kutasa z twojej szparki.
- To może być trudne, bo nie sypiamy ze sobą, odkąd się rozstaliśmy.
- Lepiej przekonaj go do siebie, bo ten gnojek ostro mnie wk***a i jak nie przestanie fikać, to może stracić coś bardzo cennego.
- Wątpię, żeby się przestraszył. – zaśmiała się szatynka.
- Już twoja w tym głowa.
- A co on ci takiego zrobił? – zapytała ostrożnie.
- Po prostu przyjedź do Acapulco i przekaż mu, że następnym razem wsadzę mu w dupę te papryczki jalapeno. – odparł poważnym tonem. – On będzie wiedział, o co chodzi.
- Skoro tak mówisz, to w porządku. – zgodziła się i po chwili usłyszała sygnał przerwanego połączenia.
Od kilku dni zastanawiała się, gdzie podział się Sebastian, a on tymczasem świetnie bawił się w Acapulco. Tego było już za wiele! Kobieta sięgnęła do szafy po walizkę i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Miała zamiar jechać tam i ściągnąć mężczyznę z powrotem do Meksyku. Szczególnie, że owe zadanie powierzył jej kochanek. Sama też chciała odzyskać blondyna, ale obawiała się, że może to być nieco trudniejsze, niż wszyscy myśleli. Kiedy torba była już pełna ciuchów, oczywiście standardowo trzeba było na niej usiąść, żeby ją zamknąć. Każda kobieta miała zawsze ten sam problem przed podróżą. Po cholerę babom tyle szmatek? Zastanawiał się niejeden facet, ale jak dotąd żaden nie znalazł sensownej odpowiedzi. Spakowana i wyszykowana zeszła na dół i wezwała taksówkę.

*****

Podczas nieobecności Seby w Meksyku zaczęły się sypać jego interesy. Co prawda na wszystko miał oko David, ale i on tu niewiele mógł pomóc w zaistniałej sytuacji. Na jakiekolwiek zmiany musiał się zgodzić szef, a brunet był przez niego upoważniony jedynie do zarządzania i pilnowania porządku. Sprawa była poważna, gdyż gliny zaczęły węszyć i dowiedzieli się o ich machlojkach, a także znaleźli kryjówkę. Większość z ludzi Sebastiana byli poszukiwani przez policję, a więc jasne było, że muszą się przenieść w inne miejsce, by ich nie złapali. Jednak bez jego wiedzy i zgody nie mogli podjąć żadnych kroków. Dlatego David niewiele myśląc, wykręcił numer do kumpla i czekał niecierpliwie, aż ten odbierze.
- Ku*wa mać! – zaklął, kiedy usłyszał automatyczną sekretarkę.
Rzucił telefonem o ścianę, który po drodze zgubił baterię i runął z hukiem na podłogę. Hałas usłyszała blondynka i przybiegła, by zapytać co się stało. Kiedy brunet ją zobaczył, zmienił wyraz twarzy na spokojniejszy.
- Myślałem, że śpisz. – odezwał się, podchodząc do niej.
- Już się wyspałam. – odpowiedziała beznamiętnie. – Możesz mi powiedzieć, co się dzieje?
- Nic. – odparł, chcąc ukryć przed dziewczyną kłopoty gangu.
- Przecież widzę, że jesteś wściekły. – nie dała się nabrać.
- Seba nie odbiera telefonu, a do cholery obiecał, że będziemy w kontakcie! – uniósł się z nerwów.
- Psy są na naszym tropie, prawda? – wiedziała, że tak, bo inaczej ukochany nie miałby takiej miny.
W odpowiedzi złapał jej twarz w dłonie i mocno ją pocałował. Odwzajemniła z tęsknotą, wplatając palce w jej włosy. Ich języki tańczyły w rytmie bicia serc. Toczyli walkę z własną samokontrolą, żeby nie posunąć się za daleko. Po chwili odsunął się od niej, przerywając pocałunek. Uklęknął przed nią i wtulił twarz w jej brzuch, obejmując jej nogi rękami.
- Nie pozwolę, żeby cię zabrali. – powiedział tylko, a ona pogłaskała go po głowie.
- Jeśli będę musiała wrócić do paki, to nawet Ty ich nie powstrzymasz.
- A żebyś wiedziała, że powstrzymam. – odparł, podnosząc się do pionu. – Jeśli będzie trzeba wystrzelam wszystkich jak kaczki, żebyś mogła uciec, Leti. – dokończył, wcale nie żartując.
- Nie rób głupstw, David. – poprosiła. – Nie jestem tego warta.
- Jesteś warta o wiele więcej, niż ja mogę ci zaoferować.
- Nieprawda.
- Prawda i nie dyskutuj ze mną. – uciszył Leticię, przytykając jej palec wskazujący do ust. – Nic nie mogę ci dać, wiem. – zaczął. – Ale kocham cię i prędzej umrę, niż dopuszczę do tego, żeby skazali cię na wiele lat więzienia.
- Ja też cię kocham i nie chcę w zamian niczego oprócz twojej miłości, ale wiesz, że nasz związek jest niemożliwy. – powiedziała, wychodząc z jego pokoju.
Wybiegł za nią i złapał ją w talii, zanurzając język w jej wargach. Tym razem wyrwała się, choć zrobiła to niechętnie.
- Nie, proszę... To nie ma sensu.
- Znajdę sposób, żebyśmy mogli być razem. – obiecał.
- Nie rób tego. Zniszczysz sobie życie. – ostrzegła i nie oglądając się za siebie, odeszła.
Wrócił do pokoju i podniósł z podłogi rozwalony telefon komórkowy. Złożył go do kupy i spróbował ponownie skontaktować się z Sebastianem. Niestety nadal włączała się sekretarka. Rzucił się na łóżko i klnąc pod nosem, spojrzał na zdjęcie blondynki.
- Możesz być pewna, kochanie, że nie wrócisz do pierdla. Nie pozwolę na to, przysięgam.

*****

Kiedy już miał odebrać telefon od przyjaciela, padła mu bateria, a na domiar złego nie mógł znaleźć cholernej ładowarki. Pamiętał, że na bank wkładał ją do walizki, ale nie był pewien do której. Przetrząsał właśnie swoje rzeczy w poszukiwaniu zguby, kiedy usłyszał pukanie do drzwi.
- Obsługa hotelowa! – odpowiedział mu kobiecy głos.
- Nie teraz, proszę wrócić później! – krzyknął, by owe zdanie wyraźnie dotarło do pokojówki.
Po chwili już jej nie było, a Sebastian nadal szukał swojej ładowarki. Niech to szlag trafi! Zaklął. Chyba będzie musiał kupić sobie nową, bo ta najwyraźniej poszła się jebać. Wyszedł w pośpiechu z pokoju, zjechał windą na dół i pojechał do sklepu z takimi i innymi pierdołami. Po długich poszukiwaniach znalazł w końcu identyczny model i poszedł do kasy zapłacić. Wróciwszy do hotelu, zauważył kątem oka Isandra, który podkłada coś pod jego drzwi. Schował się, żeby rywal go nie zauważył, a gdy było już bezpiecznie, wyszedł z ukrycia i sprawdził pozostawioną przez niego wiadomość. Była bardzo czytelna. Otóż była to skórka od banana! Mężczyzna podniósł to żółte paskudztwo ze swojej wycieraczki i udał się złożyć niezapowiedzianą wizytę koledze z liceum. Gdy drzwi otworzyła mu Gabriela, nie dał się oczarować jej spojrzeniem.
- Twój mąż zjadł banana i zapomniał posprzątać. – rzekł obojętnie, wymachując jej przed oczami skórką.
Spojrzała na niego dziwnie, marszcząc brwi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:10:13 15-09-14    Temat postu:

*Aguś, bardzo Ci dziękuję za przybycie, nawet nie wiesz, jaką mi radochę zrobiłaś. Nie spodziewałam się, serio.
I cieszę się, że ci się podoba, więc zapraszam na next


Rozdział 4


Nie planował tego, ale stało się. Czasu nie cofnie i tak po prawdzie nawet nie chciał tego robić. Nie żałował żadnego pocałunku z nią, a tym bardziej upojnego seksu. Co więcej modlił się w duchu, by kiedyś to powtórzyć. Wiedział jednak, że szybko to nie nastąpi, gdyż kobieta działała pod wpływem chwili, a do tego była zła na męża za zostawienie jej w restauracji sam na sam z nim. Ale pewniakiem było, że prędzej czy później sama do niego przyjdzie, błagając o jego bliskość. Usiadł w fotelu, nalewając sobie do szklanki odrobinę whisky. Zaśmiał się na wspomnienie owego incydentu w windzie i duszkiem wypił swój trunek. Nie podejrzewał bowiem, że już pierwszego dnia zrobi krok do przodu i bzyknie żonę swojego największego wroga. Jednak taki obrót sprawy bardzo mu się podobał. Nagle usłyszał dzwoniący telefon i zaczął go nerwowo szukać w kieszeni marynarki. Kiedy go wyciągnął i zobaczył, że dzwoni Rita, szybko odrzucił połączenie. Nie miał czasu, ani ochoty z nią teraz rozmawiać. Zresztą przed wyjazdem rozstał się z nią definitywnie i nie zamierzał dłużej tego ciągnąć. Psuć sobie humoru też nie zamierzał. Rzucił komórkę na stolik i udał się do łazienki, rozbierając po drodze podartą koszulę. Tam wziął szybki prysznic, po czym położył się do łóżka, nie mogąc przestać myśleć o pięknej Gabrieli.

*****

Z butami w ręce szła przez korytarz na bosaka. Miała wrażenie, że zaraz zapadnie się pod ziemię ze wstydu. Oparła się ciężko o drzwi swojego pokoju i zsunęła się pod nimi, siadając na zimnej posadzce. Dopiero teraz pozwoliła popłynąć łzom, które nagromadziły się w jej oczach pod wpływem jednego, nagłego zapomnienia. Zapomnienia, które bez wątpienia będzie ją drogo kosztowało. Próbowała się uspokoić, ale ciężko jej to przychodziło. Nie chciała jednak wejść do pokoju, wiedząc, że jest tam Isandro. Nie zniosłaby tego, że musi go okłamać, bo prawdy na pewno nie zamierzała mu wyznać. Nie potrafiła. Jej zdrada zniszczyłaby ich małżeństwo, które nie trwało nawet dwóch dni. Nie mogła na to pozwolić, bo kochała swojego męża i dlatego w tym momencie czuła niewyobrażalny ból po tym, jakiego występku się dopuściła. Złość na niego zrobiła swoje, ale czy była gotowa zemścić się w aż tak okrutny sposób? Nie umiała po tym wszystkim spojrzeć mu teraz w oczy. Posiedziała jeszcze chwilę pod drzwiami, a gdy zrobiło jej się zimno, postanowiła jednak wejść do środka. Doprowadziła się do jako takiego porządku i powoli nacisnęła klamkę. Pokój był zamknięty, a więc musiała użyć klucza. Wewnątrz okazało się, że Isandro wciąż nie wrócił, choć Sebastianowi powiedział coś zupełnie innego. W związku z tym zaczęła podejrzewać go o najgorsze, ale poczuła też ulgę, bo w tej chwili nie była w stanie dostać z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu. Nie wiedzieć czemu, niby żałowała tego, co zrobiła, ale jednocześnie nie mogła przestać o tym myśleć. Sebastian cały czas siedział w jej głowie i o dziwo nie chciał się stamtąd wynieść. Brunetka bezradnie położyła się na łóżku, cicho szlochając. Czemu właśnie jej to się przytrafiło? Nie wiedziała, a im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej wariowała.
- Jak mogłaś mu na to pozwolić, Ty cholerna idiotko?! – obwiniała się, rozpaczliwie krzycząc.
Potem długo nie mogła zasnąć, a gdy w końcu się jej to udało, śniła o… Zgadniecie o kim? Oczywiście o blondynie. Musiał zrobić na niej piorunujące wrażenie, skoro teraz za każdym razem, gdy zamknęła oczy (lub miała je otwarte), widziała jego przystojną twarz z lekkim zarostem. Nie chciała się obudzić.

*****

Późno w nocy do hotelu wrócił najebany Isandro. Bowiem gdy ludzie Sebastiana o godzinie 22:00, przed samym zamknięciem restauracji, wypuścili go z kibla, nie wytrzymał i poszedł się nachlać. Przed tym rzecz jasna, próbował wystukać po ryjach tym gnojom, którzy go uwięzili, ale efekt był dokładnie odwrotny, bo to on zarobił guza. I to nie jednego. Wpadł do pokoju jak petarda, otwierając drzwi z kopa. Niemal pękły zawiasy, a owy hałas zbudził niczego nieświadomą Gabrielę.
- Gabiiii, kochanieee Ty mojeee! – wybełkotał, potykając się o próg i wywijając orła.
- Isandro? – brunetka przetarła dłonią zaspane oczy i spojrzała na męża.
- Chodź do mnieee... – mężczyzna wstał z podłogi i rozłożył ręce jak do przytulania. – Popieścimy się. – dodał, będąc już blisko łóżka.
- Ja ci zaraz pokażę pieszczoty! – krzyknęła kobieta, wyskakując spod kołdry jak poparzona i chwilę później stała już obok bruneta. – Możesz mi wyjaśnić, do jasnej cholery, jak mogłeś zostawić mnie samą w restauracji z Twoim kumplem?!
- Ależ kochanie, ja wcale cię nie zostawiłem. – powiedział Isandro lekko zdziwiony. – Po prostu ktoś zamknął mnie w kiblu i nie chciał wypuścić.
- Czyżby? – zaśmiała się Gabriela. – Wiesz co, Ty nawet nie umiesz wiarygodnie kłamać.
- Ale skarbie, mówię prawdę, przysięgam.
- A ja myślę, że Ty mnie zdradzasz! – wypaliła na jednym tchu i nagle zamilkła.
Wiedziała, że nie miała prawa oskarżać go o zdradę, podczas gdy ona zrobiła to samo. Czuła, że jeśli zaraz nie wyjdzie na zewnątrz, to zjedzą ją wyrzuty sumienia. Jego wytłumaczenie było dla niej śmieszne, ale zastanawiała się, jak ona by się wytłumaczyła, gdyby mąż dowiedział się o jej skoku w bok. Niewiele myśląc, narzuciła na siebie szlafrok i wybiegła z pokoju, trzaskając drzwiami. Z tego wszystkiego nie zorientowała się nawet, kiedy zdążyła zjechać windą na parter i zapytać w recepcji o numeru pokoju Sebastiana. Bez wątpienia działała pod wpływem silnych emocji, bo nie miała zielonego pojęcia, po co to zrobiła. Bo na pewno nie po to, żeby znowu się z nim kochać. To nie było w jej stylu. Zastanowiła się chwilę, a gdy przemyślała sobie wszystkie za i przeciw, postanowiła jednak porozmawiać z blondynem, by wyjaśnić zaistniałą sytuację. Miała nadzieję, że w ten sposób uciszy własne poczucie winy. Kiedy znalazła się przed pokojem nr 311, zawahała się. Po dłuższym namyśle odważyła się jednak zapukać. Mężczyzna, widząc ją w drzwiach, wciągnął ją szybko do środka i przygwoździł całym swoim ciałem do ściany. Mimo później pory Seba jeszcze nie spał.
- Wiedziałem, że do mnie przyjdziesz. – wyszeptał i z namiętnością wpił się w usta czarnowłosej piękności.
Początkowo odwzajemniła pocałunek, rozpływając się w jego silnych ramionach pod wpływem owej pieszczoty, ale potem opamiętała się i spoliczkowała blondyna.
- Ooo, widzę, że tym razem wolisz na ostro. – wywnioskował. – W takim razie nie ma sprawy.
I znowu zmiażdżył jej usta, całując ją zachłannie i z jeszcze większą namiętnością.
- Przestań, do cholery! – wyrwała mu się. – Przyszłam powiedzieć, że to co stało się w windzie, było błędem, którego będę żałowała do końca swojego życia.
- To może whisky? – zapytał, puszczając ją.
- Ale chcę, żeby to zostało między nami, zgoda? – dokończyła, nie zwracając uwagi na jego pytanie.
- Z lodem czy bez? – wciąż ignorował jej słowa.
- Czy Pan mnie w ogóle słucha?! – nie wytrzymała i podniosła głos.
- Teraz to Pan, a kiedy było ci dobrze, byłem kotkiem.
- Możesz przestać?
- Okej, masz rację. Wódka będzie lepsza.
- Dobra, skoro nie chcesz mnie słuchać, nie pozostawiasz mi wyboru, dlatego powiem o wszystkim mężowi. – powiedziała, tracąc cierpliwość i ruszyła ku drzwiom.
- Zaczekaj. – zastawił jej drogę swoim ciałem. – Obiecuję, że to zostanie między nami. – odparł całkiem szczerze.
- Dziękuję. Trochę nas poniosło, ale uważam, że nie może to wpłynąć negatywnie na Twoje stosunki z Isandrem. Jesteście przyjaciółmi, a ja jestem jego żoną i bardzo go kocham.
- Oczywiście, rozumiem. – odparł krótko.
- Co się stało, to się nie odstanie, ale teraz trzeba zachować zimną krew i zachowywać się jak gdyby nigdy nic. W końcu każde z nas jest dorosłe i z powodu jednorazowego numerku, nie musimy od razu udawać, że się nie znamy. Wystarczy, że oboje doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że to był błąd.
- Tak, też uważam, że źle zrobiliśmy. – skłamał. Wcale tego nie żałował.
- Cieszę się, że podzielasz moje zdanie. – zmusiła się do uśmiechu. – A teraz wybacz, ale pójdę już. – naciskała już na klamkę, gdy chwycił ją za rękę. Spojrzała na niego.
- Dobranoc, Gabrielo. – powiedział krótko i ją puścił.
- Dobranoc. – odpowiedziała i wyszła.
Cholernie go kusiło, żeby za nią wybiec i ją zatrzymać, ale nie mógł. Walczył sam ze sobą, by jednak tego nie zrobić. Było ciężko, ale jakoś dał radę. Wrócił zrezygnowany do łóżka i położył się na wznak, patrząc w sufit. Do diabła z uczuciami! Jestem takim samym sukinsynem jak Isandro, tylko z większymi jajami. Pomyślał.

*****

Następnego dnia

- Chcesz wiedzieć, gdzie ukrywa się Sebastian? – usłyszała w telefonie głos Isandra.
- Wiesz gdzie on jest? – zdziwiła się Rita.
- Owszem, ale ta informacja kosztuje. – odparł brunet, namyślając się.
- Ile chcesz?
- Nie chodzi o kasę. – wyjaśnił. – Masz tylko zabrać stąd tego śmiecia i dopilnować, by nigdy więcej nie wychylał kutasa z twojej szparki.
- To może być trudne, bo nie sypiamy ze sobą, odkąd się rozstaliśmy.
- Lepiej przekonaj go do siebie, bo ten gnojek ostro mnie wk***a i jak nie przestanie fikać, to może stracić coś bardzo cennego.
- Wątpię, żeby się przestraszył. – zaśmiała się szatynka.
- Już twoja w tym głowa.
- A co on ci takiego zrobił? – zapytała ostrożnie.
- Po prostu przyjedź do Acapulco i przekaż mu, że następnym razem wsadzę mu w dupę te papryczki jalapeno. – odparł poważnym tonem. – On będzie wiedział, o co chodzi.
- Skoro tak mówisz, to w porządku. – zgodziła się i po chwili usłyszała sygnał przerwanego połączenia.
Od kilku dni zastanawiała się, gdzie podział się Sebastian, a on tymczasem świetnie bawił się w Acapulco. Tego było już za wiele! Kobieta sięgnęła do szafy po walizkę i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Miała zamiar jechać tam i ściągnąć mężczyznę z powrotem do Meksyku. Szczególnie, że owe zadanie powierzył jej kochanek. Sama też chciała odzyskać blondyna, ale obawiała się, że może to być nieco trudniejsze, niż wszyscy myśleli. Kiedy torba była już pełna ciuchów, oczywiście standardowo trzeba było na niej usiąść, żeby ją zamknąć. Każda kobieta miała zawsze ten sam problem przed podróżą. Po cholerę babom tyle szmatek? Zastanawiał się niejeden facet, ale jak dotąd żaden nie znalazł sensownej odpowiedzi. Spakowana i wyszykowana zeszła na dół i wezwała taksówkę.

*****

Podczas nieobecności Seby w Meksyku zaczęły się sypać jego interesy. Co prawda na wszystko miał oko David, ale i on tu niewiele mógł pomóc w zaistniałej sytuacji. Na jakiekolwiek zmiany musiał się zgodzić szef, a brunet był przez niego upoważniony jedynie do zarządzania i pilnowania porządku. Sprawa była poważna, gdyż gliny zaczęły węszyć i dowiedzieli się o ich machlojkach, a także znaleźli kryjówkę. Większość z ludzi Sebastiana byli poszukiwani przez policję, a więc jasne było, że muszą się przenieść w inne miejsce, by ich nie złapali. Jednak bez jego wiedzy i zgody nie mogli podjąć żadnych kroków. Dlatego David niewiele myśląc, wykręcił numer do kumpla i czekał niecierpliwie, aż ten odbierze.
- Ku*wa mać! – zaklął, kiedy usłyszał automatyczną sekretarkę.
Rzucił telefonem o ścianę, który po drodze zgubił baterię i runął z hukiem na podłogę. Hałas usłyszała blondynka i przybiegła, by zapytać co się stało. Kiedy brunet ją zobaczył, zmienił wyraz twarzy na spokojniejszy.
- Myślałem, że śpisz. – odezwał się, podchodząc do niej.
- Już się wyspałam. – odpowiedziała beznamiętnie. – Możesz mi powiedzieć, co się dzieje?
- Nic. – odparł, chcąc ukryć przed dziewczyną kłopoty gangu.
- Przecież widzę, że jesteś wściekły. – nie dała się nabrać.
- Seba nie odbiera telefonu, a do cholery obiecał, że będziemy w kontakcie! – uniósł się z nerwów.
- Psy są na naszym tropie, prawda? – wiedziała, że tak, bo inaczej ukochany nie miałby takiej miny.
W odpowiedzi złapał jej twarz w dłonie i mocno ją pocałował. Odwzajemniła z tęsknotą, wplatając palce w jej włosy. Ich języki tańczyły w rytmie bicia serc. Toczyli walkę z własną samokontrolą, żeby nie posunąć się za daleko. Po chwili odsunął się od niej, przerywając pocałunek. Uklęknął przed nią i wtulił twarz w jej brzuch, obejmując jej nogi rękami.
- Nie pozwolę, żeby cię zabrali. – powiedział tylko, a ona pogłaskała go po głowie.
- Jeśli będę musiała wrócić do paki, to nawet Ty ich nie powstrzymasz.
- A żebyś wiedziała, że powstrzymam. – odparł, podnosząc się do pionu. – Jeśli będzie trzeba wystrzelam wszystkich jak kaczki, żebyś mogła uciec, Leti. – dokończył, wcale nie żartując.
- Nie rób głupstw, David. – poprosiła. – Nie jestem tego warta.
- Jesteś warta o wiele więcej, niż ja mogę ci zaoferować.
- Nieprawda.
- Prawda i nie dyskutuj ze mną. – uciszył Leticię, przytykając jej palec wskazujący do ust. – Nic nie mogę ci dać, wiem. – zaczął. – Ale kocham cię i prędzej umrę, niż dopuszczę do tego, żeby skazali cię na wiele lat więzienia.
- Ja też cię kocham i nie chcę w zamian niczego oprócz twojej miłości, ale wiesz, że nasz związek jest niemożliwy. – powiedziała, wychodząc z jego pokoju.
Wybiegł za nią i złapał ją w talii, zanurzając język w jej wargach. Tym razem wyrwała się, choć zrobiła to niechętnie.
- Nie, proszę... To nie ma sensu.
- Znajdę sposób, żebyśmy mogli być razem. – obiecał.
- Nie rób tego. Zniszczysz sobie życie. – ostrzegła i nie oglądając się za siebie, odeszła.
Wrócił do pokoju i podniósł z podłogi rozwalony telefon komórkowy. Złożył go do kupy i spróbował ponownie skontaktować się z Sebastianem. Niestety nadal włączała się sekretarka. Rzucił się na łóżko i klnąc pod nosem, spojrzał na zdjęcie blondynki.
- Możesz być pewna, kochanie, że nie wrócisz do pierdla. Nie pozwolę na to, przysięgam.

*****

Kiedy już miał odebrać telefon od przyjaciela, padła mu bateria, a na domiar złego nie mógł znaleźć cholernej ładowarki. Pamiętał, że na bank wkładał ją do walizki, ale nie był pewien do której. Przetrząsał właśnie swoje rzeczy w poszukiwaniu zguby, kiedy usłyszał pukanie do drzwi.
- Obsługa hotelowa! – odpowiedział mu kobiecy głos.
- Nie teraz, proszę wrócić później! – krzyknął, by owe zdanie wyraźnie dotarło do pokojówki.
Po chwili już jej nie było, a Sebastian nadal szukał swojej ładowarki. Niech to szlag trafi! Zaklął. Chyba będzie musiał kupić sobie nową, bo ta najwyraźniej poszła się jebać. Wyszedł w pośpiechu z pokoju, zjechał windą na dół i pojechał do sklepu z takimi i innymi pierdołami. Po długich poszukiwaniach znalazł w końcu identyczny model i poszedł do kasy zapłacić. Wróciwszy do hotelu, zauważył kątem oka Isandra, który podkłada coś pod jego drzwi. Schował się, żeby rywal go nie zauważył, a gdy było już bezpiecznie, wyszedł z ukrycia i sprawdził pozostawioną przez niego wiadomość. Była bardzo czytelna. Otóż była to skórka od banana! Mężczyzna podniósł to żółte paskudztwo ze swojej wycieraczki i udał się złożyć niezapowiedzianą wizytę koledze z liceum. Gdy drzwi otworzyła mu Gabriela, nie dał się oczarować jej spojrzeniem.
- Twój mąż zjadł banana i zapomniał posprzątać. – rzekł obojętnie, wymachując jej przed oczami skórką.
Spojrzała na niego dziwnie, marszcząc brwi.


Ostatnio zmieniony przez CamilaDarien dnia 22:13:02 15-09-14, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 8:34:08 16-09-14    Temat postu:

Czytam, bo to fajne .

Końcówka mnie zabiła. Wyobraziłam sobie gościa, który stoi przed kobietą, macha jej skórką od banana przed nosem - co już samo w sobie jest śmieszne - i jeszcze wali do niej taki tekst. Trudno się nie roześmiać .

Isandro nie miał chyba pomysłu na to, jak zaszkodzić swojemu wrogowi - wiem, że na bananie można się nieźle połamać, ale...banan?! Serio?! Chyba facetowi po prostu pomysłów brakło (nie Tobie, jemu!).

Jakoś wydaje mi się, że Seb ma celniejsze teksty. Ale to nie znaczy, że go bardziej lubię! Problem jest taki, że tu każdy ma coś na sumieniu, więc raczej nie powinno się nikogo lubić - a jednocześnie wszyscy tutaj są super opisani i chce się o nich czytać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:55:40 16-09-14    Temat postu:

Aguś, cieszę się, że ci się podoba I dziękuję za komentarz A banan... No cóż... Faktycznie brakło mu pomysłów i ja sama się śmiałam, jak to pisałam. Zapraszam na kolejny

Rozdział 5


Patrzyła na niego spod brwi, które ze zdziwienia unosiły się jej coraz to wyżej. Sebastian wręczył jej prezent w postaci skórki od banana i rzucił krótkie „nara”, po czym zwiał. Pobiegła za nim, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat owego incydentu.
- Zaczekaj! – złapała go za ramię i momentalnie odwrócił się do niej przodem.
- Co jest? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.
- Od kiedy jesteś tutaj sprzątaczem? – rzuciła bez ogródek. – Bo chyba przeoczyłam ten drobny szczegół, czytając twoje CV.
- Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek ci je pokazywał. – odparł trochę zbity z tropu. – No chyba, że masz na myśli nasz seks w windzie, który był tak wspaniały, że na jego podstawie potrafiłaś stwierdzić, czym zajmuję się na co dzień. – uśmiechnął się na wspomnienie tej chwili uniesienia.
- Nawet mi nie przypominaj i Ty też lepiej o tym zapomnij. – poradziła mężczyźnie, przymykając lekko oczy, by zapanować nad niechcianymi emocjami.
Wykorzystał jej chwilę słabości, łapiąc ją za ramiona i przypierając mocno do ściany. Zadrżała pod wpływem jego dotyku, bo choć był dziki, to jednak podobał jej się w takiej postaci. Na owy gest powieki natychmiast podniosły się jej i teraz patrzyła na blondyna z pożądaniem, ale i strachem. On również był podniecony, ale mimo to powstrzymał swoje żądze namiętności i zamiast pocałunku, na który wyraźnie czekała, wyszeptał jej tylko do ucha:
- Jeśli nie chcesz powtórki z rozrywki, to lepiej mnie nie prowokuj, bo tak na mnie działasz, że już w tej chwili jestem gotów wziąć cię tu i teraz. Wystarczyłoby jedno twoje słowo, a posunąłbym się znacznie dalej, jednak wiem, że upłynęło zbyt mało czasu od ostatniego razu, byś mnie błagała.
Po tym jakże dobitnym przekazie, puścił ją i poszedł w kierunku windy, a ona dotknęła swoich ust, zastanawiając się, dlaczego Seba jej nie pocałował. Naprawdę miała ochotę zrobić to z nim jeszcze raz, chociaż wiedziała, że to szaleństwo i że zdradza w ten sposób własnego męża. To jednak było silniejsze od niej. Nie potrafiła albo może nie chciała nad tym zapanować. Przerażało ją to, a jednocześnie nie czuła się nawet winna. Po chwili skarciła się w myślach i wróciła do pokoju, gdzie zastała swojego wiernego męża, całującego się z pokojówką. Niewiele myśląc, chwyciła ladacznicę za włosy i wyrzuciła ją za drzwi, a Isandrowi walnęła w szczękę z prawego sierpowego. Czuła się oszukana i zdradzona. Ale czy miała takie prawo? Przecież nie dalej jak wczoraj sama bzykała się z jego najlepszym kumplem, a dzisiaj przyłapała go tylko na niewinnym pocałunku. Było to nic w porównaniu z tym, co zrobiła ona. Mimo to postanowiła zrobić mu awanturę, w końcu chyba miała jakieś przywileje jako jego żona. Może niezbyt wierna, ale jednak żona. Mężczyzna po ciosie, który otrzymał, zawył głośno jak wygłodniały wilk i złapał się za szczękę, sprawdzając czy przypadkiem nie stracił wszystkich zębów. Jak stwierdził chwilę później, ucierpiały tylko dziąsła, z których sączyła się krew. Wściekł się i złapał Gabrielę za ramiona. Krzyczał i potrząsał nią mocno, aż upadła.
- Ty cholerny draniu! – nie zamierzała dać się tak poniżać, więc momentalnie wstała i zamachnęła się na niego. Brunet jednak był szybszy i zatrzymał jej rękę w powietrzu.
- Uważaj, bo twoje kolejne słowo może przekreślić wszystko! – ostrzegł, nie puszczając jej.
- Ty już to zrobiłeś, całując się z inną kobietą! – krzyknęła, próbując się wyrwać. – Jak śmiałeś sprowadzić sobie kochankę, wiedząc, że w każdej chwili mogę wrócić?! Jak w ogóle śmiałeś to zrobić?! No powiedz!
- Nie zdradziłem cię, to ona się na mnie rzuciła! Kocham tylko Ciebie, nie rozumiesz?! – puścił ją i rzucił na łóżko.
- Co robisz? – zapytała z deka zdziwiona i przestraszona, gdyż ton jego głosu nie był zbyt przyjemny.
- Jak to co? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Udowodnię ci, że jesteś jedyną kobietą w moim życiu.
Po tych słowach zaczął szarpać jej ubranie, chcąc jak najszybciej się do niej dobrać. Robił to agresywnie, zapominając o jakiejkolwiek delikatności. Zresztą słowo „delikatność” nawet nie istniało w jego słowniku. Potrafił tylko sprawiać ból i ranić. Był brutalem, który nie zasługiwał na tak dobrą kobietę jak Gabriela. Zdradziła go, bo czuła się samotna, ale to nie znaczyło, że jest zimną, wyrachowaną suką. Wręcz przeciwnie, była skrzywdzoną przez los istotą, która potrzebowała miłości i zrozumienia z jego strony. A on co robił? Właśnie próbował ją zgwałcić! Ten zwierzak! Ten pozbawiony skrupułów bydlak!
- Zostaw mnie! – szarpała się z nim, kiedy próbował wepchnąć jej język do gardła.
- Przecież to lubisz, mała. Nie zaprzeczaj. – odparł bezczelnie, całując ją na siłę.
- Nie chcę tak! – krzyczała ile sił w płucach, wycierając usta. – Puść mnie!
Spoliczkował ją i gdy miał zrobić to po raz drugi, drzwi otworzyły się z kopa i do środka wpadł umięśniony mężczyzna, zaalarmowany krzykiem brunetki. Rzecz jasna, był to Sebastian, który nie czekając dłużej, rzucił się z pięściami na Isandra i zaczął nakurwiać go wszędzie, gdzie się dało.
- Takim jesteś ku*wa pieprzonym macho?! A nie wiesz, że kobiety traktuje się z szacunkiem?!
Złapał go na włosy i jego głową uderzył w ostry róg szafy, stojącej nieopodal. Brunet z przeciętym czołem wstał z podłogi i zamachnął się na blondyna, jednak ten zrobił unik i Isandro ponownie zaliczył glebę. Co za gamoń, pomyślał Sebastian, nawet nie potrafi porządnie się bić. Podszedł do niego i kopnął go z całej siły w żebro. Mężczyzna, choć może lepszym określeniem byłby cienias, skulił się z bólu, wydając z siebie przerażające dźwięki.
- Przeproś Panią. – poprosił grzecznie Seba, kucając przy niedoszłych zwłokach kolegi.
Jego prośba spotkała się z milczeniem truposza, a więc wstał i sprzedał mu kolejnego kopa, a gdy to zrobił, dopiero w tej chwili dotarło do Gabrieli, co się dzieje.
- Przestańcie! – krzyknęła!
- Najpierw musi cię przeprosić! Ja tak tego nie zostawię, nie ma mowy! – odparł blondas, przybierając postawę wojownika ninja.
Spojrzała na niego tak, jak jeszcze nie patrzyła na żadnego innego mężczyznę. Nawet na własnego męża. Nikt nigdy nie bronił jej honoru z taką determinacją, z jaką robił to Sebastian. Imponowało jej to i przez chwilę poczuła się dla kogoś ważna. Takiego faceta mogłaby nawet pokochać, pomyślała. Szybko jednak odrzuciła tę myśl, wiedząc, że blondyn nie podziela jej zdania. Przypomniała sobie ich rozmowę na korytarzu, w której wyraźnie zaznaczył, że chodzi mu tylko o seks. Zresztą na co ona liczyła? Na love story z happy endem? To nie telenowela. Poza tym miała męża, którego kochała. A przynajmniej tak jej się wydawało.
- Przeprosisz ją czy mam ci dojebać tak, że nawet operacja plastyczna cię nie uratuje?! – krzyknął Seba wprost do ucha Isandra.
- Spierdalaj, chuju. – wycedził przez zakrwawione zęby.
Sebastian momentalnie chwycił delikwenta za fraki i wymierzył mu najmocniejszy policzek na świecie, po czym wyciągnął go za ucho i jeszcze raz kazał mu przeprosić Gabrielę.
- Aaaaa! – zawył głośno. – To boli, puszczaj!
- Najpierw ją przeproś, powiedziałem!
- Bo co mi zrobisz?!
- To nie jest szczyt moich możliwości, więc lepiej nie prowokuj losu, dobrze ci radzę. – odparł, modląc się w duchu o cierpliwość dla tego gnoja. Nie chciał go zabijać. Jeszcze nie teraz. – No, przeproś ją, do kurwy nędzy! – wrzasnął, przygwożdżając go do ściany i wykręcając mu rękę do tyłu.
- Prze… – zaczął, sycząc z bólu.
- Głośniej! Nie słyszę!
- Przepraszam! – rzucił wreszcie, licząc, że teraz wróg go puści, jednak mylił się.
- Z większym przekonaniem, gnoju!
- Seba, puść go. – poprosiła czarnowłosa, kładąc dłoń na ramieniu kochanka. – Przecież przeprosił.
- Ty w to uwierzyłaś? Bo ja ani trochę. – powiedział, dociskając głowę bruneta do ściany.
- Przepraszam, do cholery! – krzyknął nagle, tym samym uwalniając się z silnego uścisku blondyna.
- Tym razem daruję ci życie, bo ona mnie o to prosi, ale następnym razem jeśli ją tkniesz, zabiję cię! – zagroził tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Swoją drogą powinno ci być wstyd, że kobieta musi cię bronić. – dodał na koniec.
Przed wyjściem zapytał jeszcze Gabi, czy wszystko w porządku, a gdy upewnił się, że nic jej nie jest, wyszedł z pokoju małżeństwa i udał się do swojego.

*****

Miał właśnie wyjść na miasto, by kupić sobie drugą ładowarkę do telefonu, żeby mieć na zapas, gdy usłyszał te przeraźliwe krzyki z ostatniego piętra hotelu. Od razu wiedział do kogo należał owy głos. Jej głos poznałby nawet na końcu świata i nawet gdyby miała wówczas chrypę. Nie czekając więc na nic, odpuścił sobie zakupy i pobiegł schodami dwa piętra wyżej, by uratować swoją księżniczkę. Swoją? Ugryzł się w język. Cholera, przecież ona nie była jego! Zresztą mniejsza z tym, teraz najważniejsze było to, by zdążył na czas ją obronić przed tym kutasem. Wiedział, że tam dzieje się coś złego i bez wątpienia była to zasługa Isandra. Szkoda mu było tracić jakże cenne sekundy na windę, gdyż to znacznie wydłużyłoby mu drogę, a tego właśnie chciał uniknąć. Gdy już wpadł do pokoju, z którego dobiegały jej krzyki i zobaczył tego gnoja, leżącego na Gabrieli i szarpiącego jej ubranie, krew jasna go zalała. W jego żyłach dosłownie się zagotowało, widząc ten niemoralny występek. Tego co zrobił potem, nie żałował ani trochę, bo uważał za swój obowiązek obronić kobietę, którą... Cholera! Która nic dla niego nie znaczyła. Nie mógł się w niej zakochać. Nie teraz, kiedy prawie miał jej męża na widelcu. Zaraz, chwila… Kogo on chciał oszukać? Chyba tylko siebie. To było jasne, że skoro ryzykuje dla niej z ładowarki, która obecnie była mu cholernie potrzebna, to ta kobieta nie jest mu taka obojętna.
Siedział w fotelu i myślał nad swoim zachowaniem, i szlag go trafiał, że po raz pierwszy w życiu nie potrafi zapanować nad emocjami, kiedy ona jest blisko niego. Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Zerwał się na równe nogi i pomaszerował otworzyć w nadziei, że to ONA. Miał rację. Kiedy stanęła przed nim w swojej niebieskiej, krótkiej sukience, miał ogromną ochotę ją pocałować, ale z całych sił starał się nad tym zapanować, bo wiedział, że takie zachowanie w tym momencie nie byłoby na miejscu. Zamknęła drzwi i weszła bardziej w głąb pomieszczenia. Było tam ciasno, ale przytulnie. Położyła dłoń na jego torsie i wyszeptała:
- Dziękuję.
- Za co mi dziękujesz? – zdziwił się mężczyzna i spojrzał w jej piękne oczy.
- Obroniłeś mnie. – wyjaśniła. – Czy to mało, żebym mogła być ci wdzięczna?
- Nie ma sprawy. – odparł, głaszcząc jej rękę. – Każdy na moim miejscu by się tak zachował.
- Nie każdy. – pokręciła głową w zaprzeczeniu i go pocałowała.
Wiedziała, że to co robi, jest złe, ale nie mogła ani nie chciała się powstrzymać. Sama nie rozumiała, dlaczego zawsze wraca do faceta, którego praktycznie w ogóle nie zna, ale to było silniejsze od niej. Silniejsze od jej zdrowego rozsądku. Zaskoczony odwzajemnił pocałunek, przyciągając ją do siebie i zatapiając obie dłonie w jej miękkich i lśniących włosach. Oboje po raz kolejny dali się ponieść szaleństwu. Zarzuciła mu ręce na szyję, zapominając o bożym świecie i pogłębiła pieszczotę. Stykali się języczkami, dając sobie nawzajem tyle przyjemności, o której inni mogą tylko pomarzyć. Całowali się długo, czule i namiętnie. Aż w końcu on rzucił ją na łóżko i próbując do reszty nie zwariować, włożył rękę pod jej sukienkę i zaczął gładzić jej jędrne udo. Pozwoliła mu na to bez żadnego oporu, a sama zajęła się rozpinaniem jego białej, starannie wyprasowanej koszuli. Tym razem nie ucierpiał ani jeden guzik, bo już nie rozbierała go tak drapieżnie jak w pamiętnej windzie. Teraz była spokojna jak lekki powiew wiatru, wpadający przez okno do pokoju i całkiem świadoma swoich czynów. Pragnęła znowu znaleźć się w jego silnych ramionach, wbrew temu co przysięgała przed ołtarzem innemu mężczyźnie. Zasady w końcu są po to, by je łamać, a w objęciach Isandra nigdy nie czuła się jak w niebie. Sebastian natomiast dawał jej tyle rozkoszy, ile gwiazd liczy wszechświat. Była taka szczęśliwa, że chciała zatrzymać czas. Pozbył się jej sukienki i jego oczom ukazały się jej idealne piersi ze sterczącymi sutkami. Dotknął jedną, a następnie drugą, by nacieszyć się tym cudownym widokiem. Uśmiechnął się na samą myśl, bo wiedział, że teraz nic im nie przeszkodzi. Jego telefon nagle nie zadzwoni, bo jest wyłączony, a drzwi mają automatyczną blokadę, tak więc mogą spokojnie oddać się sobie bez reszty. Spojrzała mu głęboko w oczy i zastygła w oczekiwaniu na jego ruch. Był już za mocno podniecony, by dłużej czekać. Ściągnął z niej majtki, a sam również pozbył się resztek swojej garderoby i wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem. Wygięła się w łuk i jęknęła, zaciskając dłonie na prześcieradle.
- Jesteś moja... – wyszeptał jej do ucha.
- I tylko twoja… – potwierdziła, poruszając biodrami w rytm jego ruchów.
Słowa, które wypowiedziała ją przeraziły. Jak mogła powiedzieć, że jest tylko jego? Teraz będzie uważał się za jej właściciela, przeszło jej przez myśl. To pewnie hormony tak na nią działały, ale to nie miało w tym momencie najmniejszego znaczenia. Kochali się jak szaleńcy, tak jakby od tygodni byli na głodzie. A przecież wcale nie minęło tak dużo czasu, od ich pierwszego razu. Kiedy oboje zaczęli osiągać szczyt, zatopili swoje usta w namiętnym pocałunku. Ich instrumenty subtelności tańczyły w rytmie ich przyspieszonych oddechów, dopóki się od siebie nie oderwali. Dopiero wtedy nadeszło upragnione spełnienie, które dało obojgu pewność, że było cudownie. Opadli zmęczeni na poduszki, splatając w jedność palce swoich dłoni i patrząc sobie w oczy.

*****

Samolot, którym leciała miał cztery godziny opóźnienia z powodu szalejącej burzy na całym terenie z Meksyku do Acapulco. Z lotniska wystartował więc dopiero, gdy pogoda znacznie się uspokoiła. Rita była wściekła, że tak długo to trwało, ale nie miała innego środka transportu, żeby wydostać się ze stolicy i pojechać do miasta, którego szczerze nienawidziła. Sebastian kochał Acapulco, zaś ona miała stamtąd niezbyt miłe wspomnienia. Kiedy samolot wylądował, wyszła z niego cała potargana. Niby pierwsza klasa, a wygody zero, do tego obsługa koszmarna. Chyba będzie musiała złożyć skargę, ale zajmie się tym potem, bo teraz miała ważniejsze sprawy na głowie. Rzecz jasna, mowa o Sebastianie. Zamierzała sprowadzić go z powrotem do Meksyku choćby nie wiem co, a mało tego namówić go, żeby do niej wrócił i nadal udawał, że świata poza nią nie widzi. Z tak ambitnie przygotowanym planem bez jakiejkolwiek koncepcji działania, udała się do hotelu, który wskazał jej Isandro. Nie wiedzieć czemu, w recepcji zamiast podać swoje prawdziwe imię i nazwisko, zameldowała się jako Diana Foster. Nie omieszkała też zapytać o numer pokoju blondyna, podając się za jego żonę, a gdy już uzyskała ową informację, z cwaniackim uśmiechem udała się w kierunku windy. Na korytarzu wpadła na Isandra, który wyglądał jak siedem nieszczęść. Chodził jak kaleka, a dodatkowo miał spuchniętą szczękę, rozcięte czoło prawie po czubek głowy oraz podbite prawe oko.
- Co ci się stało? – zdziwiła się Rita na jego widok, choć miała ochotę się zaśmiać. – Tylko mi nie mów, że żonka cię bije, bo nie uwierzę.
- Zamknij się i zejdź mi z drogi. – uciszył ją, przytykając jej palec wskazujący do ust.
- Ej, najpierw powiedz, kto cię tak urządził? – strąciła jego dłoń, chcąc dowiedzieć się czyja to sprawka.
- Nietrudno zgadnąć, moja droga. – odparł, odpychając ją na bok i próbując przejść kilka kroków, co kosztowało go wiele wysiłku.
- Zaczekaj! – zatrzymała go, chwytając za kaptur jego bluzy. – Naprawdę biłeś się o mnie z Sebą? – zapytała, kiedy przystanął. – To znaczy, że nadal mu na mnie zależy. – rozmarzyła się.
- Co Ty pieprzysz, Rita?! – podniósł głos i momentalnie złapał się za bolącą szczękę. – Przecież on nawet o nas nie wie, a nawet gdyby wiedział, to nie sądzę, żeby się tym przejął. Znalazł sobie inną ofiarę, ale na szczęście Gabriela jest zbyt naiwna i wierzy w każde moje słowo, więc tak łatwo mu nie ulegnie.
- Co Ty powiedziałeś?! – oburzyła się szatynka. – Sebastian zainteresował się tą suką?!
- Tak i myślę, że to część jego planu, żeby mnie zniszczyć.
- To o nią poszło? – zapytała, by się upewnić, choć domyślała się odpowiedzi.
- Owszem. – odparł krótko i podpierając się o ścianę, ruszył powoli w stronę recepcji.
- Cholera. – zaklęła cicho pod nosem, odprowadzając wzrokiem kochanka. – Dokąd idziesz? – zawołała za nim po raz ostatni.
- Nie widzisz jak wyglądam? Potrzebuję lekarza i to szybko. – odpowiedział, a nogi dosłownie się pod nim uginały. Czuł taki niewyobrażalny ból, że nie potrafił tego opisać słowami.
Rita przyglądała mu się jeszcze przez chwilę, ale ani myślała mu pomóc. Niech sobie radzi sam, jest już dużym chłopcem, pomyślała. Wtedy winda otworzyła się i wybiegły z niej dzieci, na oko miały góra po sześć lat. Kobieta wzruszyła ramionami i weszła do środka. Bagaże zostawiła w recepcji, żeby obsługa hotelowa się nie nudziła i wniosła jej wszystko na górę. W końcu to ich zasrany obowiązek. Wcisnęła guzik z cyfrą 5 i położyła dłonie na biodrach, czekając na odjazd. Oczywiście zamierzała iść od razu do Seby, żeby przywitać go namiętnym pocałunkiem. Była cholernie ciekawa jego miny, kiedy ją zobaczy. Na pewno się ucieszy, pomyślała. Ta zdzira mi go nie odbierze, chyba że po moim trupie!

*****

Leżeli w swoich objęciach przez długi czas i za nic w świecie nie chcieli przerywać tej cudownej chwili. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że to co wyprawiali, było czystym szaleństwem, które prędzej czy później wyjdzie na jaw, ale nie przejmowali się tym ani trochę. Nie do końca wiedzieli, co tak naprawdę jest między nimi ani jak to nazwać, ale z pewnością nie było to tylko pożądanie. Choć na pierwszy rzut oka mogło to tak wyglądać.
- Mogę wziąć tutaj prysznic? – zapytała, przerywając niezręczną ciszę.
- Oczywiście, a mogę ci towarzyszyć? – zaśmiał się.
- Jeśli chcesz… – uśmiechnęła się do niego i złożyła na jego ustach krótki pocałunek.
W tym momencie oboje usłyszeli pukanie do drzwi.
- Idź, ja za chwilę do Ciebie dołączę. – powiedział, ubierając bokserki.
- Dobrze. – spojrzała na niego uwodzicielsko i zniknęła za drzwiami łazienki.
Sebastian usiadł na łóżku, a na jego twarzy zagościł ten boski uśmiech, który przyciąga dosłownie każdą kobietę. Przez to wszystko zapomniał nawet, co miał zrobić. Przypomniał sobie dopiero w chwili, kiedy usłyszał ponownie pukanie do drzwi. Uparty ten ktoś, pomyślał i wstał z zamiarem szybkiego spławienia nieproszonego gościa. W końcu bardzo mu się spieszyło do łazienki, wiadomo dlaczego... Otworzył i od razu tego pożałował, bo w progu stała jego była laska.
- Witaj, kochanie. – przywitała się z nim, a kiedy na dokładkę chciała go pocałować, odepchnął ją.
- Jak Ty mnie tutaj znalazłaś, do cholery?! – próbował zachować spokój, żeby nie usłyszała ich Gabriela i właśnie wtedy oboje usłyszeli szum wody, która z zadziwiającą siłą uderzała o brodzik kabiny prysznicowej. Rita momentalnie zmierzyła go szatańskim wzrokiem od góry do dołu i dopiero teraz zrozumiała, że nie był sam.


Ostatnio zmieniony przez CamilaDarien dnia 20:58:15 16-09-14, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:03:05 16-09-14    Temat postu:

Boże, kobieto, jak Ty mi potrafisz poprawić humor! Ja już nie będę cytować tego, co mi się podobało w odcinku, bobym musiala chyba cały zacytować. W sensie Twojego stylu, bo jeżeli chodzi o to, co zrobił Isandro, to mam ochotę - mówiąc jego językiem - urwać mu jaja. A może mała zapalniczka by mu się tam przydała...jeżeli wiesz, o co mi chodzi . Sebę za to zaczynam coraz bardziej lubić, chociaż wiem, że nie powinnam, bo wcale nie jest taki grzeczny. Ale na pewno lepszy od swojego wroga i lepiej traktuje Gabrielę, chociaż widzę, że broni się przed uczuciem, które coraz bardziej rośnie zarównie w niej, jak i w nim.

A jeszcze Rita na dokładkę - to się będzie działo.

CamilaDarien napisał:
Jak śmiałeś sprowadzić sobie kochankę, wiedząc, że w każdej chwili mogę wrócić?!


A co, mógł to zrobić, ale miał wybrać inny moment? .

CamilaDarien napisał:
To było jasne, że skoro ryzykuje dla niej z ładowarki, która obecnie była mu cholernie potrzebna, to ta kobieta nie jest mu taka obojętna.


Boskie! .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin