Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Supernatural - Przebudzenie - Episode 6

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 20155
Przeczytał: 147 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk ciałem, ale Cordoba sercem ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:09:01 20-09-11    Temat postu: Supernatural - Przebudzenie - Episode 6

John i Mary Winchester byli z pozoru normalną rodziną, mieli dwójkę dzieci - Deana, starszego z braci, i Sama, małego chłopczyka, urodzonego tak niedawno. Byli szczęśliwi i bardzo się kochali, aż do czasu, kiedy Mary przyszło zapłacić za pewien dług...Otóż kilka lat temu uratowała życie mężowi, zawierając umowę z demonem. Istota z nadnaturalnego świata zgodziła się na wymianę - ożywi martwego Johna w zamian za życie Mary. Teaz demon przyszedł odebrać to, co należało do niego i Mary zginęła w męczarniach, płonąc w ogniu na suficie. Johnowi i braciom udało się uciec, ale Winchester poprzysiągł, że znajdzie i zabije demona, który zabił mu żonę. W międzyczasie szkolił synów na wojowników, uświadamiając im, że potwory istnieją naprawdę i wszelkie duchy, wampiry, zmiennokształtni i podobne stwory są tylko czubkiem góry lodowej, z którym należy walczyć i oczyścić świat od wymienionego paskudztwa.

W pewnym jednak momencie John zaginął i Dean chcąc nie chcąc musiał nakazać Samowi przerwanie studiów i pomoc w poszukiwaniu ojca.

Po wielu przygodach, walkach z potworami i niebezpieczeństwach odnaleźli Johna, ale ten zmarł dosyć szybko, oddając swoje życie za życie Deana w podobny sposób, jak zginęła Mary (z tym, że John zmarł na atak serca, wciąż była to jednak robota demona).

W międzyczasie okazało się, że bracia sa częścią o wiele większego planu i Dean ma zostać naczyniem dla archanioła Michaela, a Sam dla Lucyfera. Naczyniem zostać może człowiek, który wyrazi na to zgodę i przyjmie danego anioła (Lucyfer wciąż nim przecież był, tylko upadłym) do własnego ciała i pozwoli mu się kierować. Anioły jako takie potrzebują naczyń do poruszania się po Ziemii, ich normalna postać jest dla nas zbyt jaskrawa (i zbyt duża) i jest zdolna wypalić nam, ludziom, oczy.

Wiadomość o nadchodzącym przeznaczeniu i nieuniknionej walce pomiędzy braćmi przyniósł Deanowi anioł Castiel. Nazywany później przez braci Casem poinformował ich o tym, że Bóg pragnie, by Dean przyjął przeznaczenie i walczył przeciwko Samowi, a raczej Lucyferowi w ciele jego brata. Miał do tego prawo jako wysłannik Pana, poza tym to właśnie Castiel - z rozkazu Boga - wyciągnął Deana z Piekła, gdzie straszy brat przebywał po tym, jak zawlekły go tam Ogary Piekielne (zgodził się na śmierć i zaciągnięcie do Piekła oraz niezmierne tortury w zamian za życie Sama, dźgniętego wcześniej śmiertelnie nożem).

Dean nie miał zamiaru się zgodzić na coś takiego, nie chciał przecież walczyć z własnym bratem i powoli, powoli, przekonał Castiela, że może się zbuntować przeciwko rozkazowi, inaczej załatwić sprawę i inaczej powstrzymać Apokalipsę (bo Lucyfer zamierzał powstać i przejąć władzę nad światem). Cas stał się ich oddanym przyjacielem, zginął za nich 2 razy, po czym został przywrócony, prawdopodobnie przez Boga.

W serialu sezon 5 (obecnie emitowany będzie 7) kończy się na tym, że braciom udaje się powstrzymać Apokalipsę w inny sposób, płacą za to jednak bardzo wysoką cenę - Bobby, ich opiekun, traci władzę w nogach, Sam przyjmuje na moment do siebie Lucyfera, skacze do klatki przeznaczonej dla upadłego anioła, ale sam zostaje w niej również zamknięty. Tracą też wcześniej Gabriela, archanioła, który powiedział im, jak otworzyć klatkę dla Lucyfera (używając specjalnych pierścieni, symboli władzy Czterech Jeźdzców Apokalipsy, z którymi bracia musieli walczyć).

Nie wszystkie jednak anioły były tak przyjazne i dobre, jak Castiel. Bracia spotkali na swojej drodze również wrógów, demony (m.in. Crowley), jak i same anioły, pragnące zmusić braci do uległości i oddania się we władzę Michaela. Jednym z takich aniołów był Zachariasz, który pewnego dnia przeniósł Deana do roku 2014, chcąc pokazać mu, jak będzie wyglądał świat, jeśli Winchester nie zgodzi się przyjąć do siebie Michaela. Ukazał mu świat rządzony przez Lucyfera w ciele Sama, zniszczony, opanowany przez ludzi zamienionych w zombie pod wpływem wirusa Croatoan. Jedynym ośrodkiem ludzkości był Camp Chitaqua, miejsce, gdzie udzielono schronienia tym, którzy przetrwali. Znajduje się tam przyszła wersja Deana, bardzo twardy i suchy wojownik, Chuck, człowiek, który w roku 2005 (czyli w "normalnym" czasie był prorokiem i miał wizje tego, co się stanie), kilkunastu żołnierzy i Castiel...który pod wplywem tego, co się stało, stracił całkowicie moc, nadzieję, jest śmiertelny, pije alkohol, zażywa narkotyki, uprawia sex podczas orgii i po prostu czeka na śmierć.

Oto, jak sam mówi o sobie:

FUTURE CASTIEL:

I think it had something to do with the other angels leaving. But when they bailed, my mojo just kind of— psshhew!—drained away. And now, you know, I'm practically human. I mean, Dean, I'm all but useless. Last year, broke my foot, laid up for two months.

DEAN:

So, you're human. Well, welcome to the club.

FUTURE CASTIEL:

Thanks. Except I used to belong to a much better club. And now I'm powerless. I'm hapless, I'm hopeless. I mean, why the hell not bury myself in women and decadence, right? It's the end, baby. That's what decadence is for. Why not bang a few gongs before the lights go out? But then that's, that's just how I roll.


W serialu to, co ujrzał Dean, nie odniosło skutku, nie zgodził się z Zachariaszem, wrócił do swojego czasu i pokonał Lucyfera tak, jak zostało opisane. W sezonie 6 zdarzyło się wiele więcej, ale nasz fanfic nie będzie opierał się na prawdziwym sezonie 6, a będzie jego moją własną, prywatną wersją. Następny post będzie zawierał opening oraz przedstawienie postaci wraz ze zdjęciami.


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 3:10:13 26-09-11, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 20155
Przeczytał: 147 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk ciałem, ale Cordoba sercem ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:34:53 20-09-11    Temat postu:

A teraz obsada - dokładnie taka sama jest w serialu:

Jared Padalecki - Sam Winchester



Jensen Ackles - Dean Winchester / Dean Winchester 2014



Misha Collins - Castiel



Jim Beaver - Bobby Singer



Jeffrey Dean Morgan - John Winchester



Mark Sheppard - demon Crowley



Sebastian Roche - anioł Balthazar



Mark Pellegrino - Lucyfer 2005



Richard Speight Jr - archanioł Gabriel



Misha Collins - Future Castiel (umieszczam inna fotkę przy tym samym aktorze, by podkreślić różnicę między oboma postaciami):



Opening:

http://www.viddler.com/explore/BlackFalcon/videos/7/

A oto odcinek 1...

--------------------------------------

Episode 1 - "The beginning" - "Początek"

Tego wieczora Dean Winchester czuł wewnętrzny niepokój. Dzień nie różnił się niczym od poprzednich, Lisa przygotowywała kolację w kuchni, Ben oglądał jakiś film dostosowany do jego wieku, w okolicy gdzieś odezwał się pies, za moment milknąc, zapewne tak samo senny jak cały piątek.

Dlaczego więc potomek Johna, zmarłego jakiś czas temu łowcy duchów i innych stworzeń z piekła rodem, swoim szóstym zmysłem wiedział, że coś się wydarzy? Od jak dawna...roku, dwóch, a może trzech? - mieszkał tutaj ze swoją małą rodziną i chociaż z każdym nastaniem poranka obawiał się, że kiedyś to się skończy, teraz się nie bał. Teraz o tym WIEDZIAŁ.

Stanął przy oknie, patrząc, jak deszcz powoli spływa po szybie i znika gdzieś w ziemi, a gałęzie tańczą wespół z dosyć silnym wiatrem. Pogoda nie była może bardzo nieprzyjemna, ale jak na obecny nastrój Winchestera, zbyt ponura. Nie mógł się już doczekać poranka i słońca, jakby ta gwiazda miała moc odsuwania wszystkich kłopotów.

- Posiłek gotowy! - zawołała jego dziewczyna, dając tym do zrozumienia, że ma przyjść i pomóc jej w przenoszeniu talerzy na stół.

Nie był głodny. Żołądek miał nakarmiony dziwnymi przeczuciami, pewnością, że gdy się odwróci, musi przyjrzeć się zarówno Benowi, jak i Lisie, by dobrze zapamiętał widok, jaki rozpostarł się za jego plecami. Powinien wyryć go sobie w sercu, by potem wracać do niego w chwilach zwątpienia, gdy tego już...nie będzie.

Odszedł od okna w tej samej chwili, kiedy latarnia na zewnątrz wydała ostatnie tchnienie i zgasła w towarzystwie jednego, krótkiego spięcia.

***

Archanioł. Zabawne. Zacisnął palce dłoni w pięści, by zaraz je rozprostować i znów zagiąć. Powtórzył tą czynność kilka razy, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, co robi. Przecież powinien się już przyzwyczaić. Jego ciało nie zmieniło się ani odrobinę - o ile brakiem zmiany można nazwać rozpryśnięcie się na krwawe kawałeczki po całej okolicy, a potem jak gdyby nigdy nic pojawienie się z powrotem w tym samym miejscu całym i zdrowym.

Nie zmienia to faktu, że wciąż się cieszył. Nikt przecież nie chciałby zginąć w ten sposób, od zwyczajnego, wręcz obojętnego poruszenia palcem nadętego Lucyfera. Co prawda ten ruch spowodował, że Castiel po prostu eksplodował, jednakże parę minut później anioł otrzymał kolejną szansę.

Właśnie, szansę. I nowe moce. Ożywił na przykład Bobby'ego Singera, którego miny nie zapomni do końca...hm, życia.

Mimo wszystko tęsknił. Brakowało mu atmosfery tamtych dni. O tak, z pewnością nie momentu, kiedy kazano mu bawić się w bombę z włączonym zapalnikiem autodestrukcji. Ani nie chwili, kiedy Dean namówił go - a raczej popchnął - do znajomości z pewną kobietą lekkich obyczajów. Castiel aż się wzdrygnął. Cóż to za niemiłe doświadczenie! I ten dom rozpusty! Seks, alkohol, zapewne narkotyki - obrzydliwość. I pomyśleć, że Winchester lubił takie lokale.

Ale tak. To było to, czego nie miał tutaj, w niebie. Przyjaźni. Wokoło aniołowie, każdy załatwiał swoje sprawy, co jakiś czas wchodząc do tego czegoś, co zapewne któryś z braci nazwałby po prostu pokojem i czegoś od niego chciał. Żaden jednak nie wpadał na pogawędkę, raczej tylko zapytać o kolejne polecenia, rozkazy. Stanowisko zobowiązuje. Jednak im wyższe, tym bardziej jest się samotnym.

Kiedy kolejny interesant zniknął z pola widzenia - i to dosłownie - Castiel westchnął. Gdyby chociaż miał możliwość...Nie, co za bezsens. Z nudów zaczął mówić sam do siebie.

- Te diabelskie... - przerwał.

Odmówił szybko cichą modlitwę na przeprosiny za użycie zakazanego słowa w Domu Bożym i kontynuował:

- ...erm, te urządzenia na pewno nie mają zasięgu Niebo - Ziemia. Poza tym co mu powiem? Hej, to ja, Castiel, mam ochotę się rozerwać, bo czuję się jak ziemski księgowy?

Rozerwać. Skrzywił się na to słowo. Nie lubił go. I to bardzo.

I nie miał pojęcia, że niedługo przestanie się nudzić. Przeciwnie, zacznie błagać o powrót czasów, kiedy jedynym jego zajęciem było siedzenie na tyłku i rozporządzanie całym tym interesem.

***

Bobby Singer nie miał zmartwień. Odkąd odzyskał sprawność, korzystał z życia na wiele sposobów. Były to oczywiście jak najbardziej legalne rozrywki, począwszy od spacerów, a kończąc na wycieczkach w odległe miejsca. Zazwyczaj to, co robił, kojarzyło się z tak prozaiczną czynnością, jak chodzenie. Szybko, wolno, jak tylko sobie zażyczył. Zupełnie, jakby chciał się nacieszyć swoimi nogami, póki...mógł ich jeszcze używać.

Co za dziwna myśl. Skarcił sam siebie w duchu. Przecież Lucyfer został zamknięty w pułapce, dzięki zgranemu działaniu całej ekipy. Więcej było w tym zasługi Deana i Sama oraz oczywiście pewnego zbuntowanego anioła, ale i on, Bobby, przyczynił się z pewnością do zwycięstwa.

Okupionego straszliwą tragedią, ale jednak zwycięstwa. Stracili wtedy Sama, młodszego z Winchesterów. Wiedzieli jednak, na co się porywają i co stawiają na szalę. Zresztą Sam doskonale zdawał sobie sprawę, jak to się może skończyć. Powinni się więc cieszyć.

Czy miał wyrzuty sumienia? Nie, bo i dlaczego? Zrobił to, co do niego należało i nic więcej nie mógł na to poradzić.

Dlatego bez najmniejszych oporów ustawił sobie na biurku zdjęcie obu przyjaciół - najlepszych, jakich miał w życiu - Sama i Deana. Stało spokojnie, zupełnie bez ruchu, jak zwyczajna fotografia. Bo przecież nią była, prawda?

Nie patrzył na nią jednak zbyt często. Rana nadal bolała, w końcu syn Johna miał przed sobą całe życie...to znaczy miałby, gdyby był zwyczajnym człowiekiem. Pewnie dlatego Singer nie zauważył, jak w tej samej chwili, kiedy Dean udał się do kuchni, by pomóc Lisie w nakrywaniu do stołu, oczy Sama na zdjęciu rozbłysły na moment na żółto. I zaraz zgasły.


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 23:56:15 23-09-11, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
El Shaarawy
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12255
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:40:24 23-09-11    Temat postu:

Nie widziałam od razu bo w tygodniu nie ma mnie na internecie. Pojawiam się tylko żeby zrobić zadania i od piątku do niedzieli jestem codziennie praktycznie.

Muszę ci przyznać, że temat serialu jest bardzo trudny i czytając nie mogłam się połapać. Musiałam się co jakiś czas zatrzymywać i uważać by nie zgubić wątku. Wszystko jest dla mnie jak nie z tego świata. Ale może z czasem uda mi się coś zrozumieć. Będą jakieś wątki miłosne??

Póki co jak dobrze rozumiem to ci dwaj bracia chcą się zemścić. I teraz jeden z nich nie żyje, tak?? A druga ma rodzinę?
Spodobał mi się ten Castiel. Strasznie zabawna postać i z tego co widzę miał niezłe życie na ziemi. A teraz znów jest w niebie i chyba nie jest mu to w smak. Reszta to dla mnie jedna wielka zagadka, więc będę czekać dalej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 20155
Przeczytał: 147 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk ciałem, ale Cordoba sercem ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:10:27 24-09-11    Temat postu:

Aha, czyli jak coś mam wrzucać, to w weekendy, tak? .

Bo "Supernatural" to serial zakręcony, z mnóstwem wątków i wzajemnych powiązań, to, co się wydawało nie związane z jedną rzeczą, okazuje się z nią bardzo związane w kolejnym sezonie....Jak coś, to pytaj, bardzo chętnie na wszystko Ci odpowiem.

Co do wątków miłosnych, to nie mogę odpowiedzieć bez spoilerów , ale może, może...Jednakże w SPN więcej jest horroru i dramatu, niż miłości, w oryginalnym SPN wątków miłosnych nie było tak wiele, ale jednak były. Czy to Cię nie odstrasza? .

Oni chcieli się zemścić, w serialu zabili demona, który zabił ich matkę, teraz jeden z nich praktycznie nie żyje (poświęcił swoje ciało na przyjęcie Lucyfera, po czym skoczył do Klatki, która zamknęła się za nim i tak uratował świat). Dean, starszy brat, wrócił do domu Lisy i Bena, ludzi, którzy traktują go jak swoją rodzinę i leczy rany po stracie brata. A Castiel (mój ukochany bohater, cieszę się, że go tak lubisz pomagał im w tym wszystkim i teraz wrócił do Nieba. Cas to w ogóle artysta, w serialu on na początku był "sztywnym" żołnierzem Boga, a jak poznał braci, to się zmienil i momentami takie jaja - zazwyczaj przez przypadek - odstawiał, że hej. Wyobraź sobie, że on w ogóle nie wiedział, do czego są komórki, o zobacz:

http://www.youtube.com/watch?v=zoak_xF4Kh4

Crowley, który wystąpi w tym odcinku, to taki demon - wnerwiacz, który wszystkim gra na nerwach, ale ma spore moce i nie tak łatwo się go pozbyć. W zatrzymaniu Apokalipsy miał swój maleńki udział, ale tylko dlatego, że bał się o własny los. Sweeper, czyli Wymiatacz, to mój oryginalny pomysł.

Episode 2 - "Sweeper" - "Wymiatacz"

To był zwykły bar, daleko stąd, porzucony gdzieś na krańcu stanu, jakby zapomniany przez swojego stwórcę. Za ladą stawali już różni, czy to lepsi, czy gorsi barmani, ale jedno zawsze było najwyższej próby - trunki. Nigdy, przenigdy nikt jeszcze nie narzekał na smak alkoholu. Na obsługę, czystość, cokolwiek. Ale nie na lejący się strumieniami płyn.

Ten dzień był inny od poprzednich. Od wszystkich wcześniejszych, należy dodać. W przeciwieństwie do deszczowego wieczora w okolicy domu Winchestera, tutaj panował zaduch. Nie była to jednak duchota taka, jaka opanowuje ludzi podczas upalnego lata. Chodziło bardziej o atmosferę wewnątrz baru. Było tak gęsto, jakby ktoś rozpylił w powietrzu smołę.

Centrum tego dziwnego zjawiska zdawało się znajdować przy stoliku umieszczonym w najdalszym kącie pomieszczenia. Siedział tam jednak zwyczajny człowiek, mężczyzna, biały, o spokojnym spojrzeniu. Owszem, lustrował nim zebranych, ale nie wszczynał żadnej bójki, pił tylko to, co zamówił kilka godzin temu.

Sączył jeden pucharek alkoholu już od tak długiego czasu. Nikt się nie dziwił, nikt nie zadawał pytań. Czasem tylko ktoś rzucił ukradkowe spojrzenie na młodzieńca, ale zaraz szybko odwracał wzrok. Nie, żeby się bał. Ale kiedy tylko przez dłuższą chwilę obserwowano gościa, wydawało się, że skupia on w sobie coś na kształt chmury i jeśli czyjeś oczy zatrzymają się na nim zbyt długo, ta chmura po prostu wydostanie mu się z ust i rozejdzie po knajpce.

Prawą ręką rysował jakieś sobie tylko znane wzory na leżącej na stole serwetce. Wydawałoby się, że nie miały żadnego sensu, ot, takie sobie kreślenie czegoś z nudów. Jednakże jeśli przyjrzeć się dokładniej, palec wyraźnie tworzył tylko jedno, jedyne słowo - "Odpowiedzialny".

***

Nie był zadowolony, o nie. Z całą pewnością to uwłaczało jego godności. Posądzony o zdradę, on, wielki demon Crowley? To się nie mieściło w głowie! Przecież uratował całą Ziemię, ten podły świat, przecież przez współpracę z Winchesterami sprawił, że...

- Nic nie zrobiłeś! - ryknął ktoś z jego prawego boku, a on aż się wzdrygnął.

Za chwilę Crowley otrzymał potężny cios w żołądek, aż zadzwoniły kajdany, na których wisiał.

- Czytasz mi w myślach, Sweeper? - zdołał zakpić demon mimo paraliżującego bólu.

- Za moment wyrwę ci mózg z tej głupiej czaszki, przestaniesz wtedy żartować i ironizować! - irytował się dalej oprawca Crowley'a. - Pomijam już twoje idiotyczne przywiązanie do tej ludzkiej powłoki, ale trzymanie z najbardziej poszukiwanymi złoczyńcami obu światów to już przesada! Co ty chciałeś, wyznać im wszystkie nasze plany?

- Nic nie wiem o żadnych planach! - wyjęczał demon. - Chciałem jedynie uratować własny tyłek!

- I nie udało ci się to! - wrzasnął tamten, przy okazji waląc z całej siły swoją ofiarę w twarz. - Zatrzymali Apokalipsę bez twojej pomocy, nie byłeś obecny przy ich wielkim triumfie!

- Ale gdyby nie pierścienie, nic by nie zrobili! - odważył się Crowley. I zaraz tego pożałował.

- Szkoda tylko, że działałeś bez porozumienia ze mną! - oddech Sweepera prawie zmiótł biednego demona ze skały, do której tenże był przykuty. - Wystarczyłoby, żeby któryś z nich zorientował się, co mają w ręce, a to nie Lucyfer byłby twoim największym zmartwieniem! To była nasza przepustka do zwycięstwa!

- Zwycięstwa? - zdziwił się wiszący.

- Owszem! Ty chyba naprawdę nic nie wiesz - zorientował się Sweeper. - Wyobraź sobie, że posiadacz tych pierścieni może nie tylko wsadzić zbuntowanego syna Bożego do klatki, ale również zapanować nad tym nędznym światem ot tak, jakby wysmarkiwał sobie nos! Wystarczy tylko znać kilka słów i mieć do kompletu jeszcze jeden przedmiot.

- Jaki? - Crowley poważnie się zainteresował.

- Nie licz, że go zdobędziesz! - zadrwił jego rozmówca. - On na pewno ci go nie da.

- Kto? - wypytywanie to zawsze dobry sposób na odsunięcie uwagi Sweepera od faktu, że dawno nie uderzył demona.

- Skrzydlaty - szepnął Wymiatacz. - Ale wiesz co? Mnie na pewno odda z radością. A potem się przede mną pokłoni. Jak wszyscy!

Śmiech odbił się od ściany, gdy Sweeper wychodził.

***

To było dziwne, bardzo dziwne. Owszem, przeżył bardzo...interesujące chwile, niektóre doświadczenia można nawet nazwać...niezwyczajnymi, jak to z alkoholem, albo obudzenie się w szpitalu bez pieniędzy i prawie bez mocy, ale żadne nie było porównywalne z uczuciem pulsującego bólu głowy. Anioły nie miewają migreny. Archanioły też nie, gwoli ścisłości.

Chociaż skąd niby miał to wiedzieć, skoro nigdy wcześniej nie pełnił takiej funkcji? Może to ogólnie znana cecha, a on po prostu o tym nie wiedział? Ale nie, żaden ze znanych mu archaniołów nie wyglądał, jakby pilnie potrzebował pastylki na tak niespotykaną dolegliwość.

Zamknął na moment oczy, chcąc uspokoić natłok myśli i wrażeń, biel pokoju nagle stała się drażniąca i powodowała mdłości. Pierwszym odruchem było pojawienie się w jego wyobraźni obrazu muszli klozetowej, ale zaraz potem nadeszło nieprzyjemne zrozumienie, że w Niebie nie posiadają tak przydatnego przedmiotu.

Zakręciło mu się w głowie z bólu, starał się czegoś chwycić, ale nie mógł. Wokoło było pusto. Tutaj nie potrzebowano stołów, krzeseł, niczego takiego. Nie miał się więc czego złapać i kiedy mdlał, opadł na podłogę jak zeschnięty liść. Zdążył jednak usłyszeć w głowie jeden, krótki syk:

- Módl się. On się przebudził.

Episode 3 - "Impala" - "Impala"

Impala. Zwyczajny samochód moknący w deszczu. Nie, nazwanie tej maszyny zwykłą byłoby błędem i to wielkim. Chociaż strugi wody oblewały ją coraz bardziej, gdyż stała na powietrzu, nikomu z zebranych w pobliskim domu nie przyszłoby do głowy tak jej określać. Dla Lisy była to część jej ukochanego Deana, a więc tak samo ważna, jak i dla Winchestera. Nigdy nie poznała prawdy o tym, jak ogromną rolę odegrał pojazd w walce z Lucyferem, ale kobieta nie miała pojęcia ani o Apokalipsie, ani o śmierci Sama, o niczym.

Tak, Dean nie powiedział wtedy nic ponad krótkie: "Sam odszedł. Nie wróci". Nie wyjaśnił nic więcej, a ona nie pytała. Zajęła się zdruzgotanym człowiekiem, jaki pewnego dnia stanął na jej progu i bardziej interesowało ją przywrócenie go do normalnego stanu, niż zaspokojenie własnej ciekawości.

Skończyli posiłek, kiedy nagle Ben zadał to jedno, ale tak ważne pytanie:

- Tato? - tak zwracał się do Winchestera, chociaż Dean nigdy nie rozmawiał z Lisą na ten temat. Obaj mężczyźni, mały i duży, przyzwyczaili się jednak do siebie na tyle, by zawiązała się miedzy nimi tak poważna więź. - Dlaczego twój samochód sam jedzie?

- Co? - zdziwił się partner Lisy, przez moment nie rozumiejący, o co chodzi chłopcu. Myślał o zupełnie czymś innym, pytanie wyrwało go z rozważań i wspomnień walki Lucyfera z Michałem.

- Słyszę silnik! - zwrócił mu uwagę Ben.

Wtedy i do uszu syna Johna dotarł ten dźwięk. Istotnie, na zewnątrz wyraźnie dało się słyszeć odgłos pracującego napędu. Co prawda Impala nadal stała w miejscu, ale trzęsła się od rosnącego huku.

- Wyłącz to! - krzyknęła Lisa. - Uszy mi pękną!

Dean starał się nie dać opanować przeczuciu, którego go ogarnęło. Wiedział, że żadna rzecz nie uruchamia się sama z siebie, a zbyt wiele miał już do czynienia z podobnymi przypadkami, by nie wiedzieć, co to może oznaczać. Skoczył ku kryjówce umieszczonej w pokoju jego i Lisy; za moment wracając ze strzelbą w ręce.

- Zostańcie tutaj! - rzucił do swojej rodziny, po czym wyszedł przed dom.

Kiedy się rozejrzał, w pobliżu nie było nikogo. Impala wciąż hałasowała, jakby nigdy nie miała przestać. Ostrożnie zbliżył się do pojazdu. Dopiero wtedy wciągnął ze świstem powietrze.

***

Jakkolwiek anioły i demony raczej nie chciały mieć ze sobą nic wspólnego, tych dwóch coś łączyło. Tak samo Crowley, jak i Castiel zachowali taki sam wygląd, jaki mieli na Ziemi. Polubili chodzenie w swoich "skórach", mimo że w ten sposób odcinali się od reszty pobratymców jeszcze bardziej. Chociaż po ostatnich zdarzeniach i tak skazani byli na banicję - może demon miał gorzej, niż Cas, ale i nowy archanioł łatwo nie miał.

Jak teraz. Kiedy zebrał się z podłogi, z radością zauważając, że ciśnienie przestało rozłupywać mu czaszkę, poczuł coś mokrego pod nosem. Jasne, krew. Wytarł się kilkakrotnie rękawem - czerwonego płynu było dosyć sporo - martwiąc się coraz bardziej - cóż to za moc zdolna była wtargnąć do Nieba i wywołać u niego takie objawy? I kto, u licha, się przebudził?

- U licha? Zaczynam przeklinać - zniesmaczył się głośno.

Zanim zdążył się zastanowić, zjawił się przed nim jeden z pomniejszych aniołów, niejaki Aiden.

- Crowley został porwany! - wyrzucił z siebie początkujący świetlisty chłopak.

- Przez kogo? - zainteresował się Cas. Jako Szeryf Nieba musiał się dowiedzieć, chociaż w ogóle nie darzył sympatią tego irytującego demona.

Szeryf Nieba. Określenie nadane przez Deana przypadło mu do gustu, to prawda. Nie zamierzał jednak używać go na codzień, po prostu...Cóż, również anioły potrzebują czasem podbudować własne ego, czyż nie?

- Krążą słuchy, że przez Sweepera - wyszeptał Aiden, rozglądając się na boki, jakby obawiał się, że ktoś ich podsłuchuje.

- Wymiatacz? - skrzywił się archanioł. - A co on może chcieć od tego nędznego osła?

- Podobno Sweeper bardzo się wściekł, kiedy zorientował się w poczynaniach Crowley'a. Uwięził go i torturuje, na dodatek podobno chce zdobyć coś, co zmajduje się na Ziemii i jest w posiadaniu śmiertelnika.

- Co to takiego?

- Nie mam pojęcia, szefie. Wiem tylko, że to nic dobrego.

- Tyle, to i ja wiem - rozeźlił się Castiel. Nie był zły na chłopaka, w końcu nie miał prawa wymagać, by zastępowali Boga i wiedzieli o wszystkim, ale w pewnym momencie po prostu się wystraszył. Coś się szykowało, a on nie miał pojęcia, o co chodzi.

***

Człowiek z pucharkiem skończył wreszcie swój napój i wyszedł przed bar. Ludzie wewnątrz odetchnęli z ulgą, powietrze od razu stało się lżejsze, powrócił gwar głośniejszych rozmów i śmiechy. Młodzieniec - bo mężczyzna ten nie mógł mieć wiecej, niż trzydzieści lat - powolnym krokiem udał się wzdłuż wijącej się przy knajpce drogi w zachodnią stronę, niespiesznie, jakby nikt na niego nie czekał. W ręce nadal miał tą samą serwetkę, która wcześniej zabrał z budynku. Nie była ona jednak czysta, jak możnaby się spodziewać. W tych samych miejscach, gdzie uprzednio znajdował się palec tajemniczej postaci, pojawiły się smugi koloru dziwnie przypominającego krew. Zastygłą i odbarwioną, ale jednak krew.

Po dłuższej chwili wędrówki zatrzymał się, uśmiechnął pod nosem i szepnął cicho:

- Mój Boże, jak miło jest czasem spacerować sobie o zachodzie słońca. Ale spieszę się, niestety.

Sekundę później szosa była pusta.

***

W przeciwieństwie do okolic domu starszego z Winchesterów. Tam, przy wciąż nękanej spazmami silnika Impali, stał Dean i nie mógł wykonać ani jednego ruchu. Strzelba drżała mu w dłoni, ale była opuszczona na dół, ku ziemii, jakby jej ciężar był zbyt duży dla jego ręki.

- Sammy...- szepnął cicho Dean, nie mogąc uwierzyć, że patrzy właśnie na coś tak blisko związane z jego młodszym bratem. Łzy same naleciały mu do oczu, chociaż starał się mrugać, by je powstrzymać.

Pewnie dlatego nie zauważył, że latarnia na zewnątrz zaświeciła się ponownie - co było o tyle dziwne, że żarówka spaliła się przy poprzednim mrugnięciu - i skonała w ostatnim błysku.

Z tego samego powodu nie dostrzegł również mężczyzny stojącego tuż pod nią. Na ustach tejże osoby błąkał się ironiczny uśmiech.


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 0:15:11 24-09-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
El Shaarawy
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12255
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:12:39 24-09-11    Temat postu:

A więc odcinki narazie dopiero dam na telefon, więc skomentuje obszerniej dopiero gdzieś wieczorem.

Ale nie mogłam się powstrzymać by napisać, że oglądnęłam kilka na YouTube filmików z tym Cas. Niby taki sztywny się wydaje, a takie zabawne ma momenty, że nie kiedy nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Chętnie bym obejrzała serial, ale to jeszcze zobaczę czy znajdę czas. Do tego ten Castiel jest przystojny. Tak jak podoba mi się jeden z tych braci - Dean.
Szczególnie spodobał mi się ten filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=u2XpWtF0jQI

Rzadko zdarza mi się oglądać a tym bardziej czytać tego typu historie, ale tutaj akurat się skuszę. Więc jak przeczytam kolejne dwa odcinki to zobaczę jak to będzie i czy mi przypadnie do gustu - ale myślę, że tak. A jakie były w filmie wątki miłosne? Braci czy tego Castiela też?

A więc wracam wieczorem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 20155
Przeczytał: 147 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk ciałem, ale Cordoba sercem ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:00:33 25-09-11    Temat postu:

Przyznam, że z niecierpliwością czekam na Twój komentarz. Mam nadzieję, że nie zniechęcisz się brakiem scen miłosnych . Przyznaję, że SPN jest zupełnie różne od "PiM" i czego innego można się tu spodziewać. To bardziej historia o braterskiej miłości, przyjaźni i walce z tym...co nieuniknione.

Jednakże odpowiem Ci na Twoje pytania, usiłując uniknąć spoilerowania.

Jeżeli chodzi o sceny miłosne, czy też jakikolwiek romans, to Dean w serialu jest typem kobieciarza, chętnie podrywa co ładniejsze kobiety (nic dziwnego, że mu się to udaje, z takim wyglądem!), jednakże nie związał się jednak z nikim na stałe - życie łowcy nie jest dobrą drogą do związku, a pamiętaj, że w każdej chwili takiej kobiecie groziłoby śmiertelnie niebezpieczeństwo. Lisa jest osobą, z którą czuje się dobrze i być może nawet w głębi duszy chętnie by z nią osiadł, ale prawdziwa część jego charakteru wie, że nie wolno mu jej narażać, poza tym polowania to jego życie.

Sam Winchester miał kiedyś dziewczynę, którą bardzo kochał, jednakże demony miały dla niego inny plan i próbowały odciągnąć od niego wszystko to, co kochał. Jessica skończyła w mękach, płonąc w ogniu na suficie, podobnie, jak Mary, jego matka.

Trudno będzie obu braciom pozbierać się po czymś takim...W serialu Sam romansował jeszcze z demonem o imieniu Ruby, ale skończyło się dosyć niemiło i to dla niego.

Castiel to osobna historia, moja ukochana postać (i aktor! Misha Collins jest cudownym aktorem, ale i człowiekiem, przy okazji ma tak genialne poczucie humoru, że zdobył moje serce w kilka sekund. Polecam Ci poczytanie o tym więcej...i przyjrzenie się jego oczom .

Wracając jednak do postaci Castiela - jak pewnie zauważyłaś na filmiku (jeden z moich ulubionych , Cas nie za bardzo miał doświadczenie z kobietami (w końcu jest aniołem i pewnie widziałaś, jak skończyła się wizyta w miejscu, do którego zaciągnął go Dean . Cas zaczął opowiadać kobiecie, że to nie jej wina, że ojciec ją opuścił w dzieciństwie, ta go walnęła, zaczęła krzyczeć i zawołała ochronę .

Kim innym jest Future Castiel, człowiek, którego Dean Winchester spotkał tylko w jednym epizodzie, tym, kiedy Zachariasz przeniósł go do przyszłości (jednej z jej wersji), by zmusić go do zgodzenia się na plan archanioła Michaela. Jak już wiesz z tekstu tam wyżej, w tej wersji przyszłości Cas (zwany w SPN po prostu Future Castielem) zmienił się i po stracie mocy nie tylko zaczął pić i zażywać narkotyki, ale i uprawiać sex z kobietami. Losy jego i wszystkich pozostałych "przyszłych wersji" naszych bohaterów skończyły się tragicznie, za to w moim ficku oczywiście nawiążę do tragicznego zakończenia życia naszych bohatetrów w "wersji 2014" z serialu, ale równocześnie powiąże to w ten sposób, że stworzy to - mam nadzieję - w miarę spójną całość. Innymi słowy, być może nasi bohaterowie, żyjący w roku 2005, spotkają tych z roku 2014 jeszcze raz...A kto wie, co się wtedy zdarzy...


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 17:04:22 25-09-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
El Shaarawy
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12255
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:17:56 25-09-11    Temat postu:

Wiesz, że przez ciebie mam ochotę zobaczyć ten serial, ale ma tyle sezonów, że pewnie długo mi by szło nadrabianie, a ja nie lubię być w tyle. Już nieźle nadrabiam TVD, bo dopiero w wakacje zaczęłam oglądać. I tak samo nadrabiałam nieźle kiedyś GG, ale i tak po 3 sezonie tym się znudziłam, bo serial się zepsuł wg mnie.

Wracając jednak do SPN to dziękuję za sprostowania. I za opisy tych wątków miłosnych. Wiesz?? Nie liczę, żebyś mnie tu obsypywała wątkami miłosnymi w tym, bo wiem, że przy takich opowiadaniach/ serialach jest to trudne. Bo tu bardziej wchodzi w grę akcja. Nie jestem przyzwyczajona, nie będę przeczyć. Ale obiecuję czytać w miarę swoich możliwości i kto wie? Może akurat mi się spodoba. Tym bardziej, że lubię twój styl pisania i jeżeli zamierzasz w akcje wpleść trochę humoru i może czasem jakąś malutką nutkę miłości to jestem za! I będę czytać.

A teraz przejdę do 2 i 3 odcinka. Przeczytałam go już wczoraj i już muszę zaglądnąć jeszcze raz, bo taki mętlik w głowie, że już nie pamiętam wszystkiego dokładnie.
Ale już sobie szybko przypomniałam. Te całe demony, te moce to jak dla mnie jakaś czarna magia. Chociaż nie do końca... bo przecież oglądałam Czarodziejki i to wszystkie 8 sezonów, więc wiem mniej więcej jak to działa z tymi wszystkimi demonami, dobrymi ludźmi, aniołami i duchami. Więc będę mniej więcej czaić o co biega.
Ten gość z tego baru mnie zaintrygował. Któż to może być?? Kompletnie nie mam pojęcia, bo nie miałam styczności z serialu, ale w następnych odcinkach mam nadzieję, że wszystko zacznie mi się rozjaśniać i będę mniej więcej chodzić o kogo i o co biega.
I to wszystko co spotkało Deana. Samochód jego brata, który sam się włączył, a raczej silnik, tak? Chociaż... zapewne nie sam. I ta tajemnicza osoba, która pod koniec odcinka się pojawiła. Chyba nie ma zbyt dobrych zamiarów wobec Deana?
Podobało mi się, że synek Lisy zwracał się do Deana "tato".

Twój Castiel jest świetną postacią. Coś czuję, że z twojego opowiadania bardzo go polubię, bo jego sceny są jakże zabawne i przepełnione taką sympatią. Wróci on jeszcze na ziemię? Ciekawa byłabym jego losów na tamtym świecie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 20155
Przeczytał: 147 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk ciałem, ale Cordoba sercem ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:47:24 26-09-11    Temat postu:

Obejrzyj, obejrzyj, tylko pamiętaj, że przez pierwsze 2 sezony bracia tylko jeżdżą i mordują potwory . Dopiero wprowadzenie Castiela ożywiło serial i nie mówię tak tylko dlatego, bo jestem jego fanką.

Akurat o SPN mogę mówić zawsze i wszędzie, więc nie masz mi za co dziękować. Starając się trzymać kanwy serialu nie mogę za bardzo wplatać tu wątków miłosnych, co nie znaczy, że takowych nie będzie, bo piszę o ludziach i to wbrew pozorom dużo bardziej samotnym, niż inni...

Dzięki, że lubisz mój styl pisania . A ja w poprzedniej wypowiedzi próbowałam dać Ci mały spoiler odnośnie interesujących Cię rzeczy .

Co śmieszniejsze, w jednym z odcinków "Czarodziejek" zagrał Misha Collins, czli mój Castiel .

Skoro dasz sobie radę, bo masz niezłe podłoże serialowe, to raczej nie powinno być źle .

Ten gość z baru niekoniecznie musi być powiązany z kimkolwiek z serialu w oryginale, pamiętaj, że ja wprowadzam swoje postaci, jak na przykład Sweeper. Ale facet z baru, to ten sam, co stoi pod latarnią .

Jedna ważna rzecz - praktycznie przy każdym pojawieniu się (nie zawsze, ale barzo często) demonów, czy innych zjawisk z innego świata, towarzyszy włączenie się silnika, miganie światła, czy coś w tym stylu. Jak Castiel wkraczał (i to dosłownie w serial, lampy prawie trzaskały:

http://www.youtube.com/watch?v=dZ9HvhteCDc

Dzięki za słowa sympatii pod adresem Casa. Już dawno nie byłam tak przywiązana do żadnej serialowej postaci, jak do niego. Może dlatego czujesz włożoną w niego sympatię? Pewnie, że wróci .

Mały offtop - w oryginalnym serialu cholernie się teraz o niego martwię...Ale wróćmy do mojego ficka...

EDIT: Dopiero teraz zauważyłam, że wrzuciłam 3 zamiast 2 epizodów O.o . Na szczęście są krótkie .

Episode 4 - "Crowley" - "Crowley"

Crowley wił się, ale nie można określić jego wicia się jako skręcania z bólu. Było to wicie się iście demoniczne, godne największego plugawego języka, a mianowicie wicie się - wciąż wisząc na łańcuchach - w poddańczych ukłonach przed bardzo ludzko zirytowanym Wymiataczem:

- Jeśli mnie uwolnisz, pomogę ci znaleźć ten przedmiot, dostarczę ci go! I zapanujesz nad tym światem!

- Ale ja nie muszę go znajdować - odparł mu Sweeper. Gdyby był człowiekiem, zapewne ziewnąłby z nudów przy tej odpowiedzi. - Ja dobrze wiem, gdzie on jest. Mówiłem ci to zresztą już przecież.

- Tak, tak, pamiętam, ale podobno potrzebujesz jeszcze pierścieni Jeźdźców, a ja mogę zdobyć je z łatwością. Winchester mi ufa, wystarczy, że spotkam się z nim i powiem, że dzięki tym pierścieniom wróci jego braciszek, albo coś w tym rodzaju.

- Ty mały szczurze - zniesmaczył się Wymiatacz. - Chcesz zdradzić swoich przyjaciół. Ale wiesz co? Ułatwiłbyś mi sprawę. Problem jest jednak inny - po pierwsze, nie kłam, że Dean darzy cię zaufaniem, bo tak nie jest. Pomogłeś im, zgoda, ale w ostatniej chwili zniknąłeś i nie obchodziło cię, co się z nimi dzieje. Po drugie, akurat ta misja jest tak banalna, że może i dałbyś sobie z nią radę. Jednak bardziej wartościowy jest inny przedmiot, a po ten muszę udać się sam.

- Ten, który jest w posiadaniu któregoś z aniołów, tak? - próbował udawać inteligentnego Crowley.

- Dokładnie ten sam. Z tym, że nie ma go "któryś z aniołów", a taki jeden, co ostatnio namieszał tak straszliwie, że miałem ochotę własnoręcznie skręcić mu kark. Na szczęście dowiedziałem się, że najpierw muszę mu coś odebrać, a potem dopiero mogę pokazać mu, co o nim myślę.

- Znam tego biedaka?

- Oczywiście. Mówi ci coś imię "Castiel"?

***

Przez cały ten czas Dean starał się opanować, nie rozkleić się zupełnie, nie poddawać uczuciu rozpaczy, chociaż wiedział, że jego brat jest stracony na zawsze. Nigdy więcej nie przytuli małego Sama, nigdy już się z nim nie pokłóci, to koniec ich wzajemnej podróży, misji, czegokolwiek. Ta bezdenna otchłań pochłonęła nie tylko młodszego Winchestera, ale i duszę starszego z nich. Razem upadli w sam środek czegoś, co w jednej chwili zamknęło się i na zawsze odcięło ich od siebie.

Dlaczego więc teraz na przednim fotelu samochodu leżał sobie spokojnie, zupełnie nieświadomy wrażenia, jakie wywołał, skromny breloczek do kluczy, który Sam miał zawsze przy sobie? Była to pamiątka, jeden z prezentów, jaki dostał od Deana, kiedy razem dorastali, czekając na powrót ojca...Jeden z jego powrotów. Sammy bardzo się wtedy ucieszył, na przedmiocie naklejono bowiem znaczek jego ulubionej drużyny basseballowej. Nosił go potem zawsze przy sobie i z pewnością miał go wtedy, kiedy...ginął. Jakim więc cudem leży sobie teraz tutaj ta tak niewinna rzecz i sprawia, że Deanowi łzy stoją w oczach?

Czyżby Impala została nawiedzona przez ducha jego brata, a hałas silnika był zwiastowaniem odwiedzin Sammy'ego? Czy to miło być pocieszenie, znak, by Winchester nie czuł się tak bardzo samotny i miał świadomość, że jego brat nad nim czuwa?

- Co chcesz mi powiedzieć, braciszku? - szepnął Dean. - Wróciłeś, ale po co?

- Och, a już się bałem, że nigdy go już nie odnajdę! Dzięki, stary! - rozległ się czyjś głos, zbliżający się wraz z krokami do pojazdu.

- Co? - syn Johna drgnął, całkowicie zaskoczony.

Odwrócił się w stronę mówiącego i serce w nim zamarło. To nie może być prawda, ktoś się nad nim znęca, zsyła halucynacje.

- Czemu nic nie mówisz, czyżbyś się nie cieszył z mojej wizyty? - barwa tonu stała smutna, jakby wypowiadający te słowa odczuwał jakąś przykrość. - A może przez te kilka lat tak bardzo spodobało ci się życie z Lisą, że nie interesuje cię już mój powrót?

- Ale przecież ty nie żyjesz! - Umysł protestował, mózg protestował, a serce rwało się do tego mężczyzny, do człowieka stojącego przed Deanem i wyciągającego do niego ręce. Jakby nigdy nic się nie stało.

- Błąd - Sam spoważniał. - Wpadłem tylko do klatki, tak, jak ustaliliśmy, a potem się z niej wydostałem, zostawiając tam Lucka. Szarpał się, ale nie udało mu sie wyjść razem ze mną. Sam jestem tym bardzo zaskoczony, ale widocznie krew, której tak wiele wypiłem przed wspólną akcją, dała mi taką siłę.

- Jaki mam dowód, że nie jesteś demonem, albo czymkolwiek, zesłanym tylko po to, by mnie wypróbować, dręczyć, cokolwiek? - spytał Dean, przełykając kolejną łzę. Był na siebie zły, że maże się jak baba, ale czy ktokolwiek z nas zachowałby się inaczej w tej sytuacji?

- Nie wiem, oblej mnie, czymkolwiek chcesz, przetestuj na każdym możliwy sposób, wypytaj o wszystko, ja i tak nie dam ci innej odpowiedzi.To ja i nic na to nie poradzisz - uśmiechnął się Sam.

- A ten breloczek? A Impala? Co to wszystko ma znaczyć?

Po raz kolejny w życiu Dean marzył, by ktoś zdjął z jego umęczonych ramion odpowiedzialność, by ktoś inny zdecydował, co ma robić - czy zaufać temu...czemuś przed nim, czy raczej odrzucić i być może cierpieć do końca świata? Czemu nie ma przy nim ojca, czemu jego rodzina jest skazana na wieczną mękę, czemu musi podejmować tak straszliwe wybory i to sam? Bo zostali wybrani przed jakieś większe siły do rozgrywek o ten nędzny kawałek Kosmosu, jakim była Ziemia?

- Dean...Już zapomniałeś, że podczas pojawiania się istot z innego świata czasami dzieją się takie rzeczy? Ale może nie stójmy tutaj przez całą noc, wejdziemy może do środka i tam opowiem ci wszystko? Tobie i twojej nowej rodzinie?

- Nie! - starszy Winchester z potwornym wysiłkiem podniósł broń, która nagle stała się ciężka - tylko w jego umyśle, bo musiał mierzyć prosto w brata, ale to nie zmieniało faktu, że ledwo ją uniósł. - Za nic na świecie nie wejdziesz do mojego domu!

- Czyli nadal mi nie wierzysz...- ponownie posmutniał Sam. - Mam propozycję. Spytaj kogoś, czy to ja. Wybierz sobie tego, który pomoże ci zrozumieć. Sam wróciłeś z piekła, a nie chcesz dać wiary, że i ja mogłem to zrobić. Zawsze lepszy, zawsze mądrzejszy, prawda, Dean?

Młodszy syn Winchestera zbliżył się do brata i nagle zmienił ton.

- Czy ty musisz mi wciąż udawadniać, jaki to ja jestem głupi i nieodpowiedzialny? Wciąż gorszy, ten, którego trzeba kontrolować, obdarzać tylko cząstkowym zaufaniem, ten niebezpieczny, ten zły? Cofnij się, Dean, o tak, cofnij się, niech w końcu dotrze do ciebie, że i ja coś mogłem osiągnąć, że i ja jestem coś wart. A jak już się z tym pogodzisz, może łatwiej ci będzie przywitać mnie, jak należy! Jako brata, a nie jako rywala, który wkroczył na twój teren i namieszał w twoim jakże bardzo sielankowym życiu!

***

- Sweeper, Sweeper, Sweeper - pomrukiwał do siebie Castiel. - Czego on może chcieć od tak nieistotnego Crowleya? Po co mu akurat ten demon, który zadawał się z Winchesterami? Dlaczego zniżył się do poziomu kogoś, kto jedynie chronił własny tyłek, dostarczając braciom pierścienie...

Zwolnił. Coś zaczęło mu świtać.

- Pierścienie - powtórzył, by zaraz zacząć rozumieć - może nie wszystko, ale kawałki układanki przypominały już nieco lepiej wzór na pudełku. - Pierścienie! - krzyknął zaraz potem, zdawszy sobie sprawę, o czym wcześniej zapomniał. - Muszę jak najszybciej powiadomić Deana!

Kiedy tylko to pomyślał, powinien znaleźć się w tej samej chwili przed domem Winchestera. Nic jednak się nie działo.

- Co to ma znaczyć? Dlaczego wciąż jestem tutaj? Archanioły nie mają chyba innego sposobu przenoszenia się na Ziemię, nigdy jeszcze co prawda tego nie robiłem, odkąd dostałem awans, ale dotarcie do Nieba nie było trudne...

Czuł się conajmniej idiotycznie - stoi oto w czymś na kształt gabinetu i nie może udać się tam, gdzie chce, posiadając moce równe Rafałowi, Gabrielowi, czy któremuś z innych wysoko postawionych oficjeli.

- Do domu Deana! - wyrzekł na głos, jakby to miało cokolwiek pomóc.

Na próżno, jedyne, co zdążył zauważyć, to fakt, że na moment zniknęła mu noga. Na szczęście zaraz się pojawiła.

- Do domu Deana Winchestera! - powtórzył w rozpaczy, gotów zacząć przeklinać. A to już by była oznaka całkowitej utraty cierpliwości u archanioła.

Poskutkowało. Kiedy jednak się rozejrzał, był chyba bardziej przerażony, niż przed chwilą. A na pewno bardziej zniesmaczony.

Episode 5 - "Bobby" - "Bobby"

- Ja po prostu...Ja po prostu... - zająknął się Dean Winchester. - Ja przecież...Widziałem, ja...

Było już nadto. Bólu, cierpienia, smutku. Syn Johna miał dosyć, niech się dzieje, co chce, niech zabiorą go do piekła, gdziekolwiek, jeśli taka jest wola Boga, Diabła, czy kto tam jeszcze istnieje. Miał przed sobą własnego brata! Zmartwychwstałego po raz kolejny, wciąż przekonującego o swojej prawdziwości, tak samo wyglądającego, brzmiącego i nawet z tym samym uśmiechem na ustach. I jeśli nawet nie był człowiekiem, jeśli nawet zaraz okaże się, że wybór był zły, to Deana nic to nie obchodziło. Być może narażał właśnie Lisę i Bena, być może. Z sercem jednak nie da się walczyć.

- Sam...- Łzy spłynęły ciurkiem po policzku jednego z synów Winchestera, ale nie otarł ich, rzucił tylko gdzieś strzelbę i podszedł do brata. - Sam...O Boże...

W następnej sekundzie obejmował go mocno, jakby nigdy nie miał puścić.

Drugi z mężczyzn zawahał się tylko przez ułamek chwili, ale nikt tego nie zauważył. Oddał uścisk równie silnie, szeptając przy okazji do ucha Deana:

- Przepraszam za to, co powiedziałem. Fakt, że nadal żyję, zaskoczył mnie tak samo, jak ciebie, ale zabolała mnie twoja nieufność.

- Nic nie mów...Nic nie mów, proszę. - Winchester rozkleił się całkowicie.

Kiedy tak stali objęci, Lisa odważyła się wyjść na dwór, by zorientować się w sytuacji. Tylko ona odnotowała fakt, że Impala zgasła i nie wydawała już żadnego dźwięku. Ben został wewnątrz, ale ciekawym okiem obserwował wszystko przez okno. Żadne z nich nie dostrzegło jednak delikatnego błysku w oczach Sama. Żółtego błysku.

***

Najpierw pojawił się przed jego oczami pokój. Konkretniej tapeta. I nie byłoby w tym nadzwyczajnego, bo przecież Dean musiał mieć jakąś na ścianie w swoim domu. Ale na pewno nie TAKĄ, na miłość Boską!

Tuż przed nosem nieco już zagubionego w tym wszystkim anioła pojawiło się coś, co przypominało mu Diabła. Co prawda bardziej miał na myśli rysunki, jakimi ludzie przedstawiali Lucyfera, ale i tak aż nim zatrzęsło. Owszem, to coś miało długie włosy i wyglądało może niezbyt dokładnie tak, jak tamte dzieła, ale...

Postać na ścianie ubrana była w jakieś skórzane odzienie, nie przypominającego niczego, co Castiel widział do tej pory. Dostrzegł tatuaże na gołych rękach istoty i to całkowicie przyciągnęło jego uwagę. Przypominały mu bowiem jakieś znaki, jakby ktoś nakreślił sobie na ciele symbole ochrony przed demonami i złymi mocami. Napisu na samej górze w ogóle nie zauważył. A szkoda, bo może wtedy bardziej by go oświeciło.

- Kim jest ten mężczyzna? - przemknęło mu przez głowę.

Zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, życie zrobiło coś za niego.

- A kim ty jesteś, do cholery? - usłyszał za sobą jakiś kobiecy, lekko zachrypnięty okrzyk, a w następnej chwili poczuł, jak jakaś potężna siła rzuca nim o ścianę i przyciska do cegieł.

Plecami dotykał tego okropnego czegoś ozdabiającego pokój, ale mimo najszczerszej chęci nie mógł się poruszyć. Tuż przed jego twarzą pojawiła się maska. Przynajmniej tak ją określił, bo w rzeczywistości była to wykrzywiona gniewem i złością twarz jakiejś...o nie, na pewno nie damy!

Osoba ta była w nieokreślonym wieku, ale mogła mieć gdzieś między dwadzieścia pięć, a trzydzieści pięć lat, raczej nie więcej. Jej oblicze pokrywał ostry makijaż, usta były krwiście czerwone, a oczy przypominały nieudaną próbę malarską. Co ciekawe, podkreślone zostały czarną kredką, wyraziście kontrastującą z jasnozielonym kolorem włosów.

- Włamujesz się do mojego domu i nie potrafisz nawet wyjaśnić, czemu gapiłeś się jak wmurowany na plakat!

Wyjaśnić, ha! Jak miałby cokolwiek wyjaśniać, skoro przedstawicielka ludzkiego gatunku wbija mu właśnie kolano w żołądek, co stanowczo odbiera mu oddech?

- Zaraz się dowiesz, co to znaczy pojawiać się bez zapowiedzi w mieszkaniu Boskiej Dziewicy! Alfredo, do mnie! - zaryczała nagle straszliwa postać.

Castiel miał złe przeczucia. Ktoś o takim imieniu nie wróżył nic dobrego. I nie pomylił się zbyt wiele...

***

Po powrocie do domu z kolejnego spaceru Bobby zasiadł przy nowo kupionym komputerze, postawił na stoliku kubek gorącej czekolady i uruchomił sprzęt. Przyzwyczaił się już, że w ten sposób spędza większość czasu, szukając informacji o wszystkich podejrzanych zdarzeniach na świecie. Co prawda Dean skończył już z polowaniem, a Sam...Sama po prostu nie było, ale Singer wolał trzymać rękę na pulsie i w razie czego samemu reagować.

Odebrał maile, składające się wyłącznie ze spamu i miał już przejść do dalszych zajęć, kiedy klient poczty zgłosił kolejną wiadomość. Jej temat brzmiał całkowicie niepozornie, brzmiąc zaledwie krótko:

"Zobacz, co mam dla Ciebie".

- Kolejny cholerny łańcuszek! - mruknął rozeźlony łowca i miał już nacisnąć DELETE, kiedy nagle się zawahał. Adres mailowy nadawcy był jakiś dziwny. A potem spojrzał przez przypadek na widoczny na samym dole programu fragment załącznika i zmartwiał.

- Co to ma być? Przecież ten facet nie żyje. To jakiś głupi żart.

W dodatku do poczty pojawiło się zdjęcie Johna Winchestera. Nie była to jednak żadna ze znanych mu fotek. Wyglądała na zrobioną całkiem niedawno. Singer zdecydował się przeczytać maila.

"Tak, to ja, nie mam zbyt wiele czasu, ale muszę Ci coś przekazać. Powiedz synom, żeby za wszelką cenę unikali spotkania z aniołami! Jakikolwiek z nimi związek jest w tej chwili niebezpieczny, wszystko im wyjaśnię za kilka dni!

Twój oddany przyjaciel, John".

Gdy tylko skończył czytać wiadomość, w całym mieszkaniu zgasło światło. Nie była to jedna zwyczajna awaria prądu, Singer wyczuwał to każdym nerwem. Coś nadchodziło.

Episode 6 - "Angel Of Thursday" - "Anioł Czwartku"

Cisza stała się namacalna, Singer wręcz przestał oddychać. Wiedział, że dosyć blisko siebie ma broń, odpowiednio naładowaną strzelbę, ale coś go sparaliżowało. Nie, nie dosłownie, ale lęk ogarnął mu duszę. Jakby pojawienie się stwora - w ten sposób bowiem określił przybysza - całkowicie odebrało mu chęć ruchu.

- Spokojnie, ani drgnij - zaszumiało coś w kącie głosem zrobionym z najdelikatniejszego aksamitu. - Lubię ten stan zawieszenia.

- Kim jesteś? - zamierzał spytać Bobby, ale z jego gardła wydobył się tylko cichy jęk, jakby paraliż objął również struny głosowe.

- Boisz się? - ciemna plama podpłynęła do krzesła, nadal jednak była tylko plamą. - O tak, czuję twój strach. Ogarnia cię, wypełnia i nie pozwala wykonać niczego, co kłębi się w twojej głowie. Masz ochotę mnie wypytać, a potem zastrzelić, albo odwrotnie. Ale nie zrobisz tego. Raz, bo nie możesz, dwa, bo nie chcesz. Pragniesz się dowiedzieć, kim jestem i dlaczego przybywam akurat w momencie otrzymania przez ciebie tego maila, prawda? Bo to nie był przypadek, Bobby, to nie był przypadek...

- Skąd wiesz o mailu? - wydostało się wreszcie z ust Singera.

- Ja wiem wszystko - zaśmiało się cicho coś stojące przed łowcą. - A mniej patetycznie - powiedz mi, czy wierzysz, że to John Winchester jest jego autorem?

- Nie - udało się wypowiedzieć Bobby'emu.

- Wyjaśnię ci coś więc - tchnął stwór. - Ten mail mówi całkowitą prawdę. Strzeż się aniołów, Bobby Singer. Ty i twoi przyjaciele powinni ich unikać jak ognia. Nie dlatego, że coś grozi tym skrzydlatym debilom. Ale dlatego, że jeden z nich ich zabije.

- Kto...

- Kto to będzie, prawda? - zaśmiało się ponownie stworzenie, nadal pozostając niewidoczne. Zdradzę ci jego imię, nie ma sprawy. Anioł Czwartku.

***

Alfredo wtoczył się do pokoju, będąc tak samo grubym, jak wspomniana Boska Dziewica, która wciąż trzymała biednego anioła za gardło.

- A ty czego się tak drzesz, kobieto? - odezwał się basem facet mogący konkurować w podnoszeniu budynków jedną ręką.

- Ten idiota pojawił się tutaj i nie chce mi wyjaśnić, co tu robi! - poskarżyła się Dziewica.

- Bo mu nie pozwalasz! Puść go, to zaraz go wypytam! - wytłumaczył Alfredo.

- O, faktycznie - zreflektowała się Boska i rozluźniła uścisk, jednocześnie cofając kolano.

Castiel zsunął się na podłogę jak właśnie odcięty wisielec. Złapał oddech i spróbował powiedzieć:

- To pomyłka, nie jestem włamywaczem. Zaraz stąd pójdę i...

Mimo tego, jak go potraktowali, czuł się w obowiązku przeprosić za napad, zanim się stąd wyniesie. Szkoda tylko, że nie dostrzegł jakoś różnicy, kto tu napadał tak naprawdę...

- Stul pysk! - przerwał mu Alfredo. - Skoro już tu jesteś, nadasz się nam genialnie do pewnej sceny. Umiesz grać, koleś?

- Nie - Cas starał się odrzec z godnością i przenieść się w końcu do domu Deana, ale na próżno. Za plecami miał mur, z prawej okno, a po lewej potężną postać Alfredo. Naprzeciwko stała Boska Dziewica i z całą pewnością czekała na wyjaśnienia. Utknął. I nie mógł się wydostać.

***

Sam trzymał w ręce widelec i bawił się nim od dobrych kilku chwil. Przed momentem padło pytanie, na które musiał coś odpowiedzieć, a wcale nie miał ochoty. Odkąd zostało wypowiedziane, starszy z braci wpatrywał się z widoczną niecierpliwością w jego twarz i czekał na odpowiedź.

- Obudziłem się jakiś czas temu w opuszczonej chatce. Przez długą chwilę nie miałem pojęcia, co się właściwie wydarzyło i kto przywrócił mnie do życia - odparł wreszcie Sam. - Dopiero potem zrozumiałem, o co chodzi. Ktoś powiedział mi, iż zostałem wybrany...my zostaliśmy - poprawił się. - Mamy posprzątać bałagan, jaki zapanował na świecie.

- Kolejna idiotyczna misja? Gadka o przeznaczeniu i spełnianiu czyichś rozkazów? Już to przerabialiśmy. Zdajesz sobie chyba sprawę, że to brzmi conajmniej nierealnie?

- Owszem, wiem - odrzekł Sam. - Dlatego poprosiłem mojego przyjaciela, by poświadczył, że nie kłamię.

- Przyjaciela? Kim on jest? - spytał Dean.

- Ten sam, który wydostał mnie z klatki. Zaraz go przyprowadzę...w sumie to już się znacie, ale nie sądzę, byś spodziewał się jego wizyty. Ostatnio widziałeś go na pewnym nagraniu, kiedy mówił nam, jak uwięzić Lucyfera, pamiętasz?


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 3:11:17 26-09-11, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 20155
Przeczytał: 147 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk ciałem, ale Cordoba sercem ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:34:01 17-10-11    Temat postu:

Nowe odcinki w zawieszniu, gdyż czekam na przynajmniej jeden komentarz, jeśli nikt nie czyta, skasuję opowieść .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin