Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sweet Rascals - [18.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:38:24 26-10-16    Temat postu:

Cieszę się, Monia, że Ty się cieszysz
U tych łobuzów to wszystko idzie sinusoidą, więc różnice jeszcze może być - to w zasadzie na tyle, jeśli chodzi o moje odniesienie do Twojego komentarza
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:40:32 26-10-16    Temat postu:

Tak, tak wiem, że jeszcze wszystko się może zdarzyć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:53:16 13-11-16    Temat postu:

Halo, halo, jest tu ktoś ? Kiedy można spodziewać się czegoś nowego tutaj?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:11:22 14-11-16    Temat postu:

Jestem! Monia, zabij mnie, kochana, ale nie wiem na jakim świecie żyję i nawet nie miałam chwili by cokolwiek wstawić, co zresztą chyba widać też po przestoju jaki ma miejsce przy moich z Agą wspólnych opowiadaniach Masakra jakaś normalnie, ale obiecuję, że dzisiaj coś wstawię, więc proszę o cierpliwość, anielską w tym przypadku :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:40:39 15-11-16    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______Siedział przy biurku w swoim gabinecie i od dobrych kilkudziesięciu minut tępym wzrokiem wgapiał się w rozłożone przed nim papiery, w taki sposób jakby napisane były w innym kompletnie niezrozumiałym dla niego języku i dotyczyły budowy bomby nuklearnej, a nie biznesu, który prowadził od siedmiu lat i którego tajniki znał od podszewki. Mimo, że od rana próbował naprawdę wszystkiego, wciąż nie potrafił skupić się na pracy i zebrać, rozbieganych na wszystkie strony, myśli w jednym konkretnym miejscu na dłużej niż dwie minuty, choć i to w zaistniałej sytuacji graniczyło z cudem.
    ______Od wczoraj czuł się gównianie i nie pomogła mu ani kilkugodzinna rozmowa z kumplami i wlewanie w siebie kolejnych szotów, które zamiast wprowadzić go w przyjemne otępienie, sprawiły, że nigdy jeszcze nie czuł się tak trzeźwy, ani tym bardziej długi nocny spacer do domu, zaraz po tym jak podziękował Rayanowi za jego propozycję podwózki. Przez pół nocy leżał w pustym łóżku i jak ostatni kretyn wpatrywał się w cienie na suficie, jakby naiwnie liczył, że kiedy cierpliwie i wystarczająco długo poczeka, pojawi się tam jakaś magiczna recepta na wszystkie jego zmartwienia. Nie doczekał się jej jednak, a gdy tylko udało mu się zasnąć nad ranem, z błogostanu wyrwał go irytujący dźwięk budzika, potęgując przy tym tylko i tak nieznośny już ból głowy. Wyglądał jak zombie i czuł się niewiele lepiej, tym bardziej, że nadal nie znalazł złotego środka na poradzenie sobie z całym tym bajzlem, jaki w jednej chwili zwalił mu się na głowę, co i raz nieustępliwie wgniatając go swym ciężarem w podłoże. Stąpał po naprawdę niestabilnym gruncie i musiał cholernie uważać, bo jeden niewłaściwym ruch i ugrzęźnie w bagnie na dobre.
    ______Westchnął ciężko i odchylając się na oparcie skórzanego fotela, przetarł palcami piekące oczy, a potem ścisnął nasadę nosa, jakby to miało uśmierzyć bezlitosne pulsowanie, jakie z minuty na minutę, mimo środków przeciwbólowych, coraz bardziej rozsadzało mu czaszkę. Uchylił ciężkie od zmęczenia powieki, a jego wzrok mimowolnie niemal natychmiast padł na leżący na biurku telefon, po który wczorajszego wieczora sięgał niezliczoną ilość razy. Niezależnie od tego jednak jak bardzo pragnął usłyszeć po drugiej stronie linii ten jeden konkretny głos i niezależnie od tego jak długo wpatrywał się w migoczącą w okienku wiadomości kreseczkę, zastanawiając się nad ubraniem w słowa tego co chciałby powiedzieć, za każdym razem kończyło się na tym, że ostatecznie odkładał komórkę z powrotem na miejsce, ganiąc przy tym samego siebie za niewłaściwy kierunek w jakim zmierzały jego myśli.
    ______Pokręcił głową z rezygnacją i wykrzywiając usta w cierpkim grymasie, wbił twarde spojrzenie w bezchmurne niebo za oknem, które swoim nieskazitelnym widokiem i niczym niezmąconą błękitną barwą, zdawało się jawnie kpić z niego i jego samopoczucia. Zaśmiał się niemal w głos jak psychopata i nerwowo obracając między palcami długopis, zacisnął tylko zęby z wściekłości. Zanim jednak zdążył choćby pomyśleć o powrocie do pracy, drzwi od jego gabinetu otworzyły się z rozmachem i do środka jak tornado najpierw wpadł szpakowaty młody mężczyzna w idealnie wykrochmalonym garniturze i okularach w grubych ciemnych oprawkach, a zaraz za nim drugi zdecydowanie tęższy, z ciemną bandamą na głowie, który gwałtownie gestykulując, wykrzykiwał jakieś bliżej nieokreślone włoskie słowa i sądząc po wyrazie jego twarzy, była to zapewne jedna z soczystych wiązanek, jakie Dylan niejednokrotnie miał okazje zasłyszeć z ust swojego temperamentnego włoskiego kucharza, [link widoczny dla zalogowanych].
    ______- Odchodzę! – powiedział stanowczo mężczyzna w okularach i stając przed biurkiem dokładnie na wprost Dylana spojrzał mu w oczy, odruchowo poprawiając palcem wskazującym okulary, wciąż zsuwające mu się z nosa.
    ______- Meglio tardi che mai 1 - mruknął kucharz, zanim McCaine chociażby zdążył zareagować.
    ______- Mów po angielsku makaroniarzu, bo nikt cię nie rozumie!
    ______- Questo è un ristorante italiano, idiota 2 - burknął Włoch, mierząc młodzieńca pełnym politowania spojrzeniem.
    ______- Hej! Stop! – zagrzmiał McCaine przerywając potyczkę słowną obu panów, zanim na dobre się zaczęła i powędrował wzrokiem od jednego do drugiego, jakby bez pomocy słów chciał się dowiedzieć, o co poszło tym razem, bo choć to nie był ich pierwszy spór, to zanosiło się na to, że prawdopodobnie będzie ostatni. - Co tu się dzieje, do ciężkiej cholery? Gaston?
    ______- Mam dość – odparł szatyn, rozkładając bezradnie ramiona. – Z nim nie da się rozmawiać. Za każdym razem jak próbuję ustalić cokolwiek dotyczącego kuchni, Flavio mnie ignoruje. Nie słucha co do niego mówię, odrzuca moje pomysły, wciąż narzeka na zakupy. To jest nie takie, tamto nieświeże, ser powinien mieć zieloną a nie czerwoną etykietę – wyliczył na palcach i spojrzał na Dylana. – Nie wytrzymam dłużej z tym wariatem!
    ______- Sam jesteś wariat, zoticone 3 - krzyknął z oburzeniem Flavio, a kiedy żywo zamachał wielkimi dłońmi, którymi bez problemu mógł wyrywać drzewa z korzeniami, Gaston popatrzył na niego z przestrachem i instynktownie wycofał się o krok. – Piszę na kartce jak głupcowi ... – powiedział opanowanym tonem i przystawił do otwartej dłoni złączony palec wskazujący i kciuk drugiej ręki tak, jakby chciał coś rzeczywiście na niej napisać. – Ser R-O-B-I-O-L-A, a ten kupuje mi ser ricotta! – fuknął, uderzając ze złością jedną dłonią o drugą.
    ______- Bo bazgrzesz jak kura pazurem tymi wielkimi grabiami! – zaczął się tłumaczyć, ale Flavio zbył go machnięciem ręki, a potem pokręcił głową z niedowierzaniem i postukał się palcem wskazującym po nosie.
    ______- Okulary masz, imbecille 4.
    ______- Przestańcie! Ile wy macie lat, na litość boską? – wtrącił Dylan wodząc twardym niebieskim spojrzeniem po swoich pracownikach, a kiedy Flavio wzruszył obojętnie ramionami i zwiesił pokornie głowę mamrocząc coś pod nosem, wrócił wzrokiem do swojego dotychczasowego menadżera.
    ______- To koniec, Dylan – powiedział Gaston, kręcąc głową, jakby w ten sposób chciał nadać swoim słowom większą moc. – Nie będę z nim dłużej pracował. Jestem doświadczonym menadżerem, poświęcam się swojej pracy w stu procentach, ale nie będę tolerował takiego zachowania. Mam mnóstwo innych ofert pracy, lepiej płatnych i w KORZYSTNIEJSZEJ atmosferze. Do tej pory nie odszedłem ze względu na ciebie, ale dłużej nie dam rady. Wybacz, ale to jest moje ostatnie słowo – powiedział takim tonem, jakby ta sprawa w ogóle nie podlegała dyskusji.
    ______- Gaston, może to jeszcze przemyśl. Weź urlop, odpocznij ... – zasugerował Dylan, wpatrując sie w pracownika pełnymi nadziei oczami, ale ten tylko pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się przepraszająco.
    ______- Przykro mi, Dylan. Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś kto wytrzyma z Flaviem. To genialny kucharz, ale ma naprawdę koszmarny charakter – stwierdził z krzywym uśmiechem, a potem ponad biurkiem uścisnął McCaine’owi dłoń i ostatni raz znacząco zerkając na Flavia, skinął mu uprzemie głową i wyszedł z gabinetu, cicho zamykajac za sobą drzwi.
    ______Dylan bezradnie opadł na oparcie skórzanego fotela i przesunął dłońmi po twarzy, mając cichą nadzieję, że to się nie dzieje naprawdę. Kiedy jednak uchylił ciężkie powieki, a przed jego biurkiem nadal stał tylko Flavio, dobitnie uświadomił sobie, że to nie jest sen. Zaśmiał się ponuro pod nosem, a potem wsparł łokieć na podłokietniku i zasłaniając dłonią usta, wbił nieustępliwe spojrzenie w swojego kucharza, milcząc przez nieznośnie długą chwilę.
    ______- No co? – zapytał Flavio i krzyżując potężne ramiona na piersi, umknął wzrokiem i odchrząknął cicho.
    ______- To jest drugi menadżer, który z tobą nie wytrzymał, Flavio.
    ______- Z całym szacunkiem, ale per la stupidità non c'è rimedio 5 - powiedział Flavio i mrużąc groźnie oczy, wsparł zwinięte w pięści dłonie na biodrach. – Co to za menadżer co się nie zna na włoskiej kuchni i nie potrafi rozróżnić podstawowych produktów, już nie mówię o kupieniu odpowiedniego sera.
    ______- Problem w tym, że dla ciebie żaden menadżer nie jest wystarczająco dobry – zauważył Dylan z rezygnacją w głosie.
    ______- Bo zatrudniasz takich patałachów – odparł odważnie Włoch, nonszalancko wzruszając ramionami. – Nie wiem skąd ty ich bierzesz, ale przemyśl …. Te, no…. – zawiesił na moment głos i marszcząc brwi pstryknął parokrotnie palcami, starając się znaleźć w myślach odpowiednie słowo po angielsku. – Swoje kryteria. No właśnie – przytaknął sam sobie i uśmiechając się z zadowoleniem, klasnął w obie dłonie, jednocześnie spoglądając Dylanowi prosto w oczy. – Wyświadczyłem ci przysługę, ragazzo 6. On się po prostu nie nadawał do tej roboty, więc wyjdzie ci na zdrowie jak zastąpisz go kimś kto kocha jedzenie – dodał i wspierając jedną dłoń na biodrze, palcem wskazującym drugiej wcelował w siedzącego za biurkiem McCaine. – Moja babcia zawsze powtarzała: Nessun amore è più sincero dell’amore per il cibo7. Zapamiętaj to sobie – dokończył, a potem mrugnął do zasępionego Dylana i dumnie wyprostował szeroką pierś. – No, to ja idę przygotować obiad dla załogi. Zjesz z nami? – zagadnął, szybko zmieniając temat i przyglądając się szefowi czujnie spod przymrużonych powiek.
    ______Dylan westchnął ciężko i bez słowa skinął mu głową na zgodę, a kiedy Flavio wyszedł pospiesznie z jego gabinetu, przymknął powieki i zaśmiał się pod nosem bez cienia wesołości. W tej chwili brakowało mu już chyba tylko tego, żeby jakimś dziwnym przypadkiem, jego restauracja w niewyjaśnionych okolicznościach poszła z dymem, zostawiając go z niczym. Naprawdę nic by go już nie zdziwiło. Miał wrażenie, że przewrotny los właśnie postanowił wziąć na świecznik jego życie i strzelając rzutkami do celu, utrudnić mu każdy stawiany przez niego krok naprzód i zmuszać do nieustannego zmieniania kierunku. Zamiast poruszać się po ciągłej linii, czuł się tak jakby przez cały czas kręcił się w kółko, ciągle w tym samym otoczeniu.
    ______Pokręcił głową z niedowierzaniem, z ociąganiem podniósł się ze skórzanego fotela i leniwym krokiem podszedł do dużego okna wychodzącego wprost na jedną z zatłoczonych ulic w centrum Chicago. Poprawił podwinięte do łokci rękawy jasnoniebieskiej koszuli i wbijając beznamiętne spojrzenie w spieszących się przechodniów, wsunął dłonie do kieszeni eleganckich spodni, przez chwilę zastanawiając się w jakim kierunku zmierza całe jego popieprzone życie, w którym nic nie było na swoim miejscu, ani w sferze zawodowej, ani tym bardziej w prywatnej. Wiedział, że musi wziąć się w garść i nie miał zamiaru się nad sobą użalać, ale nigdy jeszcze nie miał takiej ochoty zostawić tego wszystkiego za sobą, wyjechać gdzieś w nieznane i spędzić kilka samotnych dni na jakimś totalnym odludziu. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że to niczego nie zmieni. Problemy nie znikną, poczucie odpowiedzialności nie zmaleje, a ciężar spoczywający na dnie jego serca nie stanie się wcale lżejszy, a wręcz przeciwnie. Musiał znaleźć jakieś rozwiązanie, jedyne właściwie dla wszystkich, ale niezależnie od tego jak długo i intensywnie nad tym myślał, nadal miał w głowie tylko pustkę.
    ______Wypuścił ze świstem powietrze z płuc, a kiedy do jego uszu dobiegł cichy stukot kobiecych obcasów, a chwilę później niepewne pukanie do otwartych drzwi, odwrócił się przez ramię, niemal natychmiast tonąc w znajomym błękicie pełnego troski spojrzenia stojącej w progu Diane McCaine. Przełknął z trudem ślinę i uśmiechnął się do niej niewyraźnie, a gdy matka ruszyła w jego stronę powolnym krokiem, natychmiast uciekł wzrokiem z powrotem za okno.
    ______- Dylan… - odezwała się melodyjnym, spokojnym głosem i zatrzymując się obok syna, spojrzała na profil jego napiętej twarzy. Nie doczekawszy się jednak żadnej reakcji ze strony swojego jedynaka, odetchnęła głęboko i zdając się całkowicie na instynkt, wyciągnęła dłoń, objęła drobnymi palcami jego pokryty jednodniowym zarostem policzek, a potem cmoknęła go w skroń i przytuliła do siebie delikatnie.
    ______McCaine zmarszczył brwi i przymykając powieki, odruchowo pogładził przedramię matki opuszkami palców, a kiedy odsunęła się odrobinę, odważnie spojrzał jej w oczy, bez mrugnięcia wytrzymując jej zatroskany wzrok, którym przebiegła po jego zmęczonej twarzy, jakby rejestrowała wszystkie zmiany i usiłowała w ten sposób odgadnąć wszystko to, o czym syn zapewne nigdy jej nie powie, nie chcąc się przyznać do tego, że bywają momenty, kiedy i jemu brakuje siły do walki.
    ______- Nie odbierałeś moich telefonów – powiedziała bez cienia pretensji w głosie.
    ______- Przepraszam, ale nie miałem ochoty z nikim rozmawiać – przyznał szczerze i ponownie wsuwając dłonie do kieszeni spodni, zwrócił się plecami do okna i oparł wąskie biodra o szeroki parapet, spoglądając matce w oczy. – Domyślam się, że rozmawiałaś z ojcem – bardziej stwierdził niż zapytał, wbijając wzrok w czubki swoich butów.
    ______- Chciał wiedzieć od jak dawna znałam prawdę o tym, że straciliście z Nikki dziecko – wyjaśniła, ani na moment nie spuszczając ciepłego spojrzenia z twarzy syna, który jednak za wszelką cenę unikał patrzenia jej w oczy.
    ______- Gdybym nie potrzebował pomocy dla Nikki, nadal o niczym by nie wiedział – odparł oschle i krzyżując nogi w kostkach, zwinął ukryte w kieszeniach dłonie w pięści tak mocno, że miał wrażenie, jakby za chwilę paznokcie miały poprzebijać mu skórę do krwi.
    ______- Nie dogadacie się już, prawda? – spytała, ale Dylan wcale nie musiał odpowiadać, wystarczył widok jego zaciętej miny i jedno spojrzenie w jego pełne zawodu, niebieskie oczy.
    ______- Ta rodzina rozpadła się lata temu, mamo i niezależnie od tego jak wytrwale będziesz próbować, nigdy już jej nie skleisz – powiedział Dylan i unosząc powoli wzrok, w końcu spojrzał Diane w oczy. – Nie marnuj na to czasu. I nie marnuj czasu na człowieka, który nie zasługuje na to by być twoim mężem – dodał zbolałym i niemal błagalnym tonem.
    ______Diane uśmiechnęła się smutno i sprawiając wrażenie nieco zakłopotanej i skrępowanej dociekliwym spojrzeniem syna, zwiesiła głowę. Odruchowo sięgnęła dłonią do włosów i zakładając pasmo za ucho, odstawiła torebkę na parapet, a potem w milczeniu również wsparła o niego biodra.
    ______- Dlaczego wciąż z nim jesteś, mamo? On cię nie szanuje i codziennie cię oszukuje, a mnie najbardziej boli to, że ty wiesz o jego zdradach i mimo to nadal stoisz u jego boku. Naprawdę nie potrafię tego zrozumieć … - oznajmił i kręcąc głową z rezygnacją, zacisnął zęby z wściekłości tak mocno, że na policzku pojawił mu się pulsujący dołeczek.
    ______- Kiedy dowiedziałam się o pierwszej zdradzie, nie odeszłam od Liama, bo byłam z tobą w ciąży, a on obiecywał, że to się nigdy więcej nie powtórzy – wyznała Diane po chwili milczenia, natychmiast ściągając na siebie błyszczące spojrzenie Dylana. – O kolejnej dowiedziałam się, gdy miałeś zaledwie półtora roku, ale nie chciałam niszczyć twojego poczucia bezpieczeństwa i pozbawiać cię szansy na dorastanie w pełnej rodzinie, której mnie nigdy nie było dane mieć – powiedziała i odchrząkując cicho, przesunęła dłońmi po udach ukrytych pod sięgającą kolan spódnicą, nadal nie zaszczycając przy tym syna ani jednym spojrzeniem. – Ignorowałam jego zdrady i udawałam, że nie ma problemu, głównie ze względu na ciebie, a potem…. No, cóż… chyba przywykłam do myśli, że nigdy nie wystarczałam twojemu ojcu i nauczyłam się żyć z nim pod jednym dachem – dokończyła i uśmiechając się blado, wreszcie zdobyła się na odwagę i spojrzała Dylanowi prosto w oczy.
    ______Przez trwającą w nieskończoność chwilę wpatrywał się w matkę pełnym niedowierzania i smutku, ale jednocześnie wdzięczności spojrzeniem, bo miał wrażenie, że Diana McCaine, po raz pierwszy od trzydziestu lat odsłoniła przed nim te karty jej życia, do których do tej pory nie miał dostępu. Był w pełni świadom tego, że między jego rodzicami od dawna się nie układało, ale nie wiedział, że to trwało tak długo i nie miał pojęcia, przez jakie piekło naprawdę przeszła jego matka. On nawet nie potrafił sobie wyobrazić takiego życia, a jako mężczyzna nigdy nie pozwoliłby na to by zakochana w nim kobieta przeżywała podobny koszmar. I tym właśnie definitywnie różnił się od swojego ojca, a największa w tym zasługa matki, która wychowała go na porządnego człowieka. Zawsze stawiała jego dobro i szczęście ponad swoje własne, ale teraz czas by to on zatroszczył się o nią. Musiał zrobić wszystko by matka zaczęła w końcu myśleć o sobie i swoim życiu, nie marnując więcej z cennego czasu, jaki został dany człowiekowi na ziemi.
    ______- A co teraz cię przy nim trzyma? – zapytał cicho, przez moment siłując się z Diane na spojrzenia.
    ______Westchnęła ciężko i wzruszyła ramionami, wlepiając wzrok w jakiś mało istotny punkt na przeciwległej ścianie.
    ______- Nie wiem, synku – przyznała szczerze i zamrugała energicznie, starając się dyskretnie ukryć łzy napływające jej do oczu. – Może to, że nie mam już dwudziestu lat, Dylan. Nie będzie mi łatwo teraz zaczynać wszystkiego od nowa i chyba zwyczajnie po ludzku boję się spróbować. – powiedziała łamiącym się głosem, zaglądając mu głęboko w oczy.
    ______- Wiesz, że ci pomogę – odparł Dylan, sięgając po zaciśniętą dłoń Diane, a kiedy uniosła na niego zaszklony wzrok, powoli splótł z nią palec po palcu i uniósł jej drobną dłoń do ust. – Jesteś cenionym lekarzem. Przebojową i atrakcyjną kobietą, za którą wciąż oglądają się mężczyźni – powiedział z rozbawieniem i wyszczerzył się jak dziecko. – Wiem, bo widziałem, jak byłem z tobą ostatnio na kawie w centrum – dodał, gdy Diane spojrzała na niego z powątpieniem, spod wysoko uniesionej brwi. – W moich oczach jesteś przede wszystkim cudowną matką, która wychowała syna najlepiej jak umiała, zawsze w niego wierzyła, motywowała i stała za nim murem niezależnie od tego, co się działo. Zawsze powtarzałaś, że nie ma rzeczy niemożliwych – przypomniał, wpatrując się w Diane łagodnym jasnoniebieskim spojrzeniem, a kiedy po jej policzku spłynęła jedna samotna łza, bez zastanowienia wyciągnął wolną dłoń i kciukiem delikatnie starł słoną kroplę. - Naprawdę w to uwierzyłem, mamo, a teraz czas byś sama uwierzyła we własne słowa.
    ______Diane pokręciła głową z niedowierzaniem i nie odrywając oczu z twarzy syna, uśmiechnęła się przez łzy, a potem pogładziła Dylana wierzchem dłoni po policzku.
    ______- Wychowałam naprawdę mądrego chłopaka – powiedziała, siląc się na swobodny ton, który wbrew jej woli nadal zdawał się grzęznąć jej w gardle. – Jestem z ciebie dumna – przyznała po chwili, ale Dylan uśmiechnął się tylko w odpowiedzi i zwiesił głowę, bez słowa wpatrując się w ich splecione dłonie. – No, ale nie przyszłam tutaj rozmawiać o sobie – dodała po chwili zdecydowanie pewniejszym tonem i szybkim ruchem otarła mokre od łez policzki opuszkami palców. – Co z Nikki? – zapytała, przykrywając drugą ręką dłoń syna.
    ______Dylan wzruszył ramionami i ostro wciągając powietrze do płuc, wbił wzrok przed siebie.
    ______- Nie wiem – odparł cicho i wyswobadzając dłonie z uścisku matki, przesunął nimi po zmęczonej twarzy, a potem po włosach. – Zdawałem sobie sprawę z tego, że jeśli już to zacznę muszę się przygotować na wszystko, nie przypuszczałem tylko, że Nikki już podczas pierwszej rozmowy z ojcem wywlecze na światło dzienne to co oboje skrzętnie chowaliśmy przed światem przez ostatnie półtora roku.
    ______- Nicole to wybuchowa dziewczyna, zawsze mówiła to, co myślała i nie owijała w bawełnę. Dlatego przykuła twoja uwagę – powiedziała Diane łagodnym głosem i pogłaskała syna po plecach w uspokajającym, pełnym otuchy geście.
    ______- Masz rację – przyznał i uśmiechnął się pod nosem, kiedy przed oczami mignęły mu obrazy z ich wspólnego życia, które przywodziły na myśl wszystko to, co na przestrzeni siedmiu lat sprawiało, że czuł się naprawdę szczęśliwy, a co teraz wywoływało jedynie żal i nieznośny wręcz ból, tkwiąc zadrą na jego duszy.
    ______Zmarszczył brwi i unosząc dłoń, odruchowo rozmasował pierś w miejscu, gdzie wyraźnie wyczuwał pod palcami gwałtowne łomotanie serca.
    ______– Chciałbym jej pomóc, mamo. Naprawdę – powiedział drżącym z emocji głosem i zajrzał jej w oczy, pełnymi nadziei niebieskimi tęczówkami, jak wtedy, gdy był dzieckiem i szukał u niej wsparcia, czując, że po kolejnej porażce opuszczają go nie tylko chęci, ale siła i motywacja do dalszego próbowania. – Ale nie wiem czy jestem w stanie – dodał z rezygnacją.
    ______- Jesteś – odparła Diane z pełnym przekonaniem, natychmiast ściągając na siebie spojrzenie syna. – Tylko, żeby pomóc Nikki, musisz najpierw uporać się z własnym poczuciem winy, kochanie, które nadal tkwi… tutaj … - dokończyła szeptem, kładąc drobną dłoń na jego piersi w miejscu, gdzie zdecydowany rytm wybijało jego serce. – Zrobiłeś, co mogłeś, Dylan, ale sami dobrze wiemy, że walka za dwoje nigdy się nie udaje, niezależnie od tego jak bardzo tej jednej stronie zależy. Teraz musisz być silny dla siebie i dla Nikki, by udźwignąć to wszystko, z czym przyjdzie się wam zmierzyć i przede wszystkim musisz sam sobie odpowiedzieć: co dalej?
    ______Dylan nerwowo przesunął zębami po dolnej wardze i spojrzał matce w oczy, w których wyraźnie dostrzegał pytanie, jakiego nie odważyła się wypowiedzieć na głos.
    ______- Między mną a Nikki nic już nie ma, mamo – powiedział i siąkając cicho nosem, wsparł dłonie na parapecie po obu stronach swoich bioder i wbił wzrok w czubki swoich butów. – Ten związek powoli, ale konsekwentnie wypalał się już od dnia, w którym straciliśmy nasze dziecko, aż w końcu wszystko umarło i wiem, że już tego nie skleimy. A ja nawet już nie chcę tego sklejać. Chcę zamknąć ten rozdział swojego życia raz na zawsze i w końcu zacząć coś od nowa – przyznał szczerze i odchrząknął cicho, czując jak nagle jakaś niewidzialna siła zaciska okrutne palce na jego krtani pozbawiając go nie tylko tchu, ale również utrudniając wydobycie z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
    ______Przymknął powieki i zrobił głęboki wdech, instynktownie zaciskając długie palce na krawędzi parapetu, jakby podświadomie czekał na słowa, które był pewien za chwilę padną z ust matki, bo niezależnie od tego jak bardzo się starał, nie był w stanie niczego przed nią ukryć i dlatego właśnie bywały momenty, kiedy z pełną premedytacją unikał rozmowy z nią. Bo wiedział, że to czego nie powie na głos, matka zobaczy w jego oczach. Zawsze widziała.
    ______- Jest inna kobieta, prawda? – spytała, a Dylan miał ochotę histerycznie się roześmiać na dźwięk tych słów, które były tylko dobitnym potwierdzeniem tego, że był ulepiony dokładnie z tej samej gliny, co Diane McCaine.
    ______Uśmiechnął się półgębkiem i odwracając głowę, ponad ramieniem odważnie spojrzał matce w oczy.
    ______- Zjesz z nami lunch? Flavio przygotował dla całej załogi swój specjał – zagadnął, celowo puszczając mimo uszu zadane przez matkę pytanie, na które i tak znała odpowiedź.
    ______Pokręciła głowę z rozbawieniem, a potem uśmiechnęła się ciepło i ujmując twarz Dylana w obie dłonie, czule cmoknęła go w czoło, jakby nadal był dziesięcioletnim, niesfornym chłopcem, a nie trzydziestoletnim dojrzałym mężczyzną z bagażem doświadczeń.
    ______- Z przyjemnością.
    ______- Zapraszam, więc do stołu – odparł i wyszczerzył się od ucha do ucha, zupełnie jakby nie było tej trudnej dla niego rozmowy, a on sam jeszcze chwilę temu nie zakopywał się w jakimś cholernie ciemnym dole, z którego lada moment może nie zdołać się wydostać. – Wpadniesz w niedzielę do Nellie? Organizujemy urodziny Zoe – dodał, odpychając się od parapetu i wsuwając dłonie w kieszenie spodni, powoli ruszył przez gabinet w kierunku drzwi.
    ______- Bardzo bym chciała, ale w niedziele mam dyżur w zastępstwie za koleżankę z oddziału – oznajmiła ze skruchą i sięgając po swoją torebkę stojącą do tej pory na parapecie, spojrzała na Dylana, który tylko skinął głową ze zrozumieniem. – Odwiedzę Nellie jakoś w tygodniu. Zresztą powinnyśmy się umówić na wizytę, więc tym razem to lekarz przyjedzie do pacjentki, a nie na odwrót.
    ______- Jest źle, prawda? – spytał ze ściśniętym gardłem, a kiedy uniósł wzrok, uśmiech Diane momentalnie zbladł, a ona sama zamrugała energicznie z trudem panując nad łzami. – Niech to szlag… - warknął do siebie, a potem bez słowa objął matkę ramieniem i przyciągnąwszy do siebie, pocałował ją w skroń, bo był w pełni świadomy tego, że nie tylko jemu i jego przyjaciołom odejście Nellie złamie serce…


    1 Lepiej późno niż wcale
    2 To jest włoska restauracja, idioto!
    3 gamoń
    4 imbecyl
    5 Na głupotę nie ma lekarstwa
    6 Chłopiec, młodzieniec
    7 Nie ma szczerszej miłości niż ta do jedzenia.




Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 0:43:45 15-11-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:54:42 15-11-16    Temat postu:

Ależ nie zamierzam nikogo zabijać ani nic z tych rzeczy. Kto wtedy raczyłby mnie takimi fajnymi opowiadaniami ?
A propos opowiadania właśnie. Biedny nasz Dylan same ma problemy, nie dość, że ma kłopoty z Nikki, trudne relacje z ojcem, galimatias w głowie, to jeszcze biznes mu się sypie. A ten kucharz jego to niezły cwaniaczek, myśli, że wszyscy wkoło muszą się dostosować do niego, ale niech się kiedyś nie zdziwi jak to jemu Dylan podziękuje za usługi . Ech, dobrze chociaż, że ma wsparcie w swojej matce. Widać, że to dobra kobieta i o anielskiej cierpliwości skoro przez tyle lat znosiła zdrady męża. Szkoda tylko, że czuje się tak mało wartościowa przy nim. Zdecydowanie zasługuje na więcej.
Noo i jak zwykle oczekuję ciągu dalszego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:01:40 16-11-16    Temat postu:

Ufff... to mi się upiekło
Dylan twardy jest, da sobie radę, chyba... A jeśli o kucharza chodzi, to miał sporo racji, menadżer ma się znać na robocie, a ten się nie znał, więc pomógł mu się zwolnić
Co do reszty, to cóż ja mogę napisać, raczej nie bardzo coś mogę
przede wszystkim, dziękuję, że wciąż jesteś i cierpliwie czekasz, a czasem się dopominasz o rozdział, kiedy ja utknę w szarej codzienności :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:27:01 16-11-16    Temat postu:

Ależ nie masz za co dziękować, cała przyjemność po mojej stronie pod warunkiem, że nie muszę jednak czekać zbyt długo
A tak serio, to rozumiem, że każdy ma własne życie, w którym czasem dzieje się tyle, że nie ma czasu na tego typu przyjemności
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:49:59 17-11-16    Temat postu:

Zdaję sobie sprawę z tego, że czekanie na cokolwiek ostudza entuzjazm, ale czasem za dużo jest rzeczy do ogarnięcia i wychodzi jak wychodzi
A dziękować mam za co i to nie podlega żadnej dyskusji


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 19:51:03 17-11-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:45:07 17-11-16    Temat postu:

Ale chyba też powiadają, że im dłużej się na coś czeka tym lepiej to smakuje (czy jakoś tak). Więc jak są ku temu powody, to się poczeka
I naprawdę ja czerpię znacznie więcej przyjemności z czytania tych opowiadań niż Wy z moich skromnych komentarzy bez ładu i składu, z literówkami pisanymi pod wpływem emocji
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:08:45 17-11-16    Temat postu:

No podobno tak powiadają
Nie sądzę, bo komentarze, niezależnie od tego czy długie, czy krótkie, są dla nas bardzo ważne, o ile nie najważniejsze w całej tej działalności I co Ty w ogóle opowiadasz, jakie bez ładu i składu, jakie z literówkami? proszę Cię, ja nic takiego nie zarejestrowałam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:43:58 18-11-16    Temat postu:

Oo, to widocznie dobrze się maskuję
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:04:38 20-11-16    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______Siedział na najwyższym schodku tarasu na tyłach domu Michaela i swobodnie wspierając łokcie o kolana, splótł palce w koszyczek, przez dobrą już chwilę wpatrując się w całkowicie pochłoniętą zabawą z rówieśnikami Zoe, która właśnie dziś kończyła pięć lat. Nie wiedział nawet, kiedy to zleciało. Jeszcze nie tak dawno stał w szpitalnej sali, trzymając w ramionach maleńką córeczkę, która postanowiła spłatać rodzicom figla i przyjść na świat odrobinę wcześniej niż to było w planach. To był najbardziej stresujący, a jednocześnie najpiękniejszy dzień w jego życiu, bo wtedy zdał sobie sprawę z tego, że miłość, wbrew temu, co twierdzą ludzie, jednak można zobaczyć. Stworzyli z Lisą mały cud i najcenniejszy skarb, jaki człowiek może trzymać w dłoniach. Nie wyobrażał sobie większego szczęścia. Każdego dnia dziękował niebiosom za to, że może patrzeć jak jego dziecko krok po kroku poznaje świat i uczy się nowych rzeczy; jak staje się samodzielne; jak raz za razem próbuje, nie zniechęcając się porażkami; jak cieszy się z drobiazgów i rozwija swoje umiejętności. Dopiero, kiedy został ojcem uświadomił sobie jak wiele dziecko zmienia w życiu, wywracając je całkowicie do góry nogami, jednocześnie lepiej niż jakikolwiek dorosły, sprawdzając się w roli bezkompromisowego nauczyciela. Niezależnie jednak od tego jak bardzo bywało ciężko i jak wiele razy wątpił w to czy zdoła to udźwignąć i poradzić sobie z samotnym rodzicielstwem, wiedział, że nie zamieniłby tego, co ma na żadne skarby świata. Żałował tylko, że Lisa nie mogła dzielić z nim tej radości i cieszyć się z dorastania Zoe, która dla nich obojga była całym światem, odkąd tylko na teście ciążowym zobaczyli najpiękniejsze pod słońcem dwie kreski.
    ______Uśmiechnął się smutno do własnych wspomnień, a czując nieznośny ucisk w piersi, który wraz z upływem lat, zdawał się już mimo wszystko odrobinę słabnąć, przymknął na moment powieki i zwiesił głowę, głęboko zaczerpując tchu. Kiedy do jego uszu dobiegł radosny śmiech Zoe, uniósł głowę i uśmiechnął się szeroko na widok córeczki, uciekającej wraz z koleżankami przed goniącym je Michaelem, któremu najwyraźniej podobała się zabawa w berka i to wcale nie w mniejszym stopniu niż zaproszonym na imprezę dzieciakom.
    Rayan pokręcił głową z rozbawieniem i nie mogąc przestać się uśmiechać, zupełnie instynktownie zerknął przez ramię, niemal natychmiast tonąc w niesamowitej głębinie zielonych tęczówek, wpatrującej się w niego Jade. Stała w progu wyjścia na taras i swobodnie opierała się ramieniem o futrynę, a on przyłapał się na tym, że mimo szczerych chęci nie potrafił oderwać od niej oczu. Bez skrępowania przesunął błyszczącym i typowo samczym spojrzeniem po jej zgrabnym ciele, koncentrując się głównie na długich i piekielnie zgrabnych nogach, które odziane jedynie w krótkie, poprzecierane ogrodniczki mógł teraz podziwiać w pełnej krasie i był niemal pewien, że nie ma na ziemi takiego faceta, który widząc te nogi nie wyobrażałby sobie ich oplecionych ciasno wokół własnego pasa.
    ______Zganił się w duchu za kierunek, w jakim zmierzały właśnie jego myśli, a potem odchrząknął cicho i odważnie spojrzał Jade w oczy. Uśmiechnęła się do niego lekko, jakby doskonale zdawała sobie sprawę z fantazji, jakie zakiełkowały w jego głowie, a potem nie odrywając wzroku od jego rozognionych brązowych tęczówek, powoli przeszła przez taras i usiadła obok niego na schodach. Ukrył wtedy wzrok za gęstymi rzęsami sprawiając wrażenie nieco zakłopotanego tym, na czym przyłapała go Jade, a potem uniósł kąciki ust w ledwie zauważalnym uśmiechu i powędrował wzrokiem przed siebie, usiłując zapanować nad sobą na tyle by nie gapić się na jej nogi, które miał niemal pod samym nosem, jak napalony gówniarz.
    ______- Brakuje tylko dwóch warkoczy i wyglądałabyś zupełnie jak Pippi Pończoszanka – powiedział z rozbawieniem, a gdy Jade na dźwięk tych słów parsknęła prawdziwie wesołym śmiechem, zerknął na nią ponad ramieniem.
    ______- Pippi Pończoszanka? – powtórzyła, unosząc wymownie jedną brew.
    ______Rayan zmierzył ją powolnym spojrzeniem i po chwili ponownie zaglądając w jej cudowne zielone oczy, skinął głową i wyszczerzył się od ucha do ucha, celowo ukazując charakterystyczny dołeczek w policzku, na który, był tego pewien, nawet ona nie była odporna.
    ______- Fakt, że masz córkę w pewnym stopniu usprawiedliwia twoją wiedzę na temat Pippi Pończoszanki – odparła ze śmiechem, przypatrując mu się przez chwilę podejrzliwym wzrokiem.
    ______- Mam też młodszą siostrę, która od mniej więcej piątego roku życia kazała sobie, co wieczór czytać przygody dziewięcioletniej, piegowatej dziewczynki o marchewkowo-rudych włosach. Skatowała mnie tą książką do tego stopnia, że mogłem recytować fragmenty o każdej porze dnia i nocy – westchnął i pokręcił głową z dezaprobatą, choć na wspomnienie tamtych bądź, co bądź beztroskich czasów, usta same wygięły mu się w nostalgicznym, słabym uśmiechu.
    ______- To naprawdę straszne – odparła Jade ze współczuciem, siląc się przy tym na poważny ton, a kiedy na nią spojrzał odwróciła wzrok i zacisnęła usta, z trudem powstrzymując śmiech.
    ______- Żebyś wiedziała – powiedział dziarsko i parsknął śmiechem dokładnie w tym samym momencie, w którym Jade nie będąc w stanie dłużej nad sobą panować, roześmiała się wesoło, a on nagle uświadomił sobie, że ten dźwięk cholernie mu się podoba i mógłby słuchać go bez końca.
    ______Pokręcił głową z niedowierzaniem, instynktownie zerkając na całkowicie pogrążoną w zabawie Zoe, taszczącą za sobą ogromnego pluszowego misia, którego dostała na urodziny od Jade, a potem wrócił wzrokiem do siedzącej obok niego szatynki.
    ______– Sprawiłaś Zoe frajdę tym prezentem - odezwał się po chwili schrypniętym, głębokim głosem, ściągając na siebie spojrzenie ślicznych zielonych oczu, które błyszcząc ciepło w promieniach popołudniowego słońca wydawały się jeszcze piękniejsze niż zwykle i nie sposób było tak po prostu przestać w nie patrzeć.
    ______- Nie byłam pewna, czy kolejny pluszowy miś to jest dobry pomysł, ale kiedy go zobaczyłam nie zdołałam go nie kupić – powiedziała, nonszalancko wzruszając ramionami i odruchowo zakładając pasmo jedwabiście miękkich włosów za ucho, powędrowała wzrokiem przed siebie.
    ______- Nie dziwię się, bo jest naprawdę fenomenalny – odparł z aprobatą Ray, ponownie zerkając na córeczkę i pluszaka, który bez problemu mógł jej służyć za fotel, bo był co najmniej połowę większy od niej.
    ______- To prawda. Poza tym wciąż mam w pamięci fakt, że Zoe postanowiła pożyczyć ci swoje misie, więc uznałam, że trzeba znaleźć jej porządne zastępstwo – oznajmiła z powagą, choć jej oczy całe się śmiały, gdy wpatrywała się w Palmera nawet przy tym nie mrugnąwszy.
    ______- Nie śpię z pluszowymi misiami – zaoponował Ray i zgrywając obrażonego, posłał jej nachmurzone spojrzenie.
    ______- Wolisz raczej żywe przytulanki? – zagadnęła swobodnie Jade i unosząc wysoko jedną brew, przygryzła policzek od wewnątrz starając się znów nie parsknąć śmiechem na widok jego miny.
    ______- Zdecydowanie.
    ______- Dobrze wiedzieć – odparła z rozbawieniem i zgarniając długie włosy na lewe ramię, bez skrępowania wyprostowała przed sobą długie nogi i swobodnie zamachała na boki stopami odzianymi w proste, białe tenisówki.
    ______Wzrok Rayana jak na zawołanie powoli prześlizgnął się po kształtnych łydkach, a potem wyżej po zgrabnych i smukłych udach znikających pod jeansowym materiałem, w taki sposób jakby starał się zarejestrować każdy najdrobniejszy nawet szczegół gładkiej, złocistej skóry, której zmysłowy zapach unosił się między nimi, z każdą chwilą tylko coraz bardziej mącąc mu w głowie.
    ______- Jestem wymagający – palnął zanim w ogóle zdążył pomyśleć nad tym, co mówi i odważnie zaglądając Jade w oczy, płonącymi ciemnymi tęczówkami, uśmiechnął się tylko niewinnie.
    ______- I wybredny.
    ______- Jak jasna cholera – przyznał z szerokim uśmiechem, a jego wzrok natychmiast zsunął się z jej oczy na usta, które być może zupełnie nieświadomie przygryzła, wystawiając jego cierpliwość i opanowanie na naprawdę ogromną próbę. Znał siebie bowiem na tyle, by wiedzieć, że nadejdzie w końcu taki moment kiedy nie zdoła się opanować i pozwoli swojej samczej naturze, do tej pory trzymanej na krótkiej smyczy, wziąć górę nad zdrowym rozsądkiem, a miał przeczucie, że dla żadnego z nich nie skończy się to dobrze.
    ______- Czy my nadal rozmawiamy o pluszakach? – spytała Jade, skutecznie wyrywając go z rozmyślań i unosząc wymownie jedną brew, przechyliła lekko głowę na ramię, wciąż świdrując Ray’a zielonym spojrzeniem.
    ______- Nie jestem pewien – zaśmiał się i w końcu niechętnie odrywając od niej wzrok, przesunął dłonią po włosach z tyłu głowy, sprawiając przy tym wrażenie trochę zakłopotanego całą sytuacją, choć nie był wcale do końca pewny tego, czy rzeczywiście tak jest.
    ______- No, to przynajmniej czegoś się o tobie dowiedziałam – odezwała się Jade po krótkiej chwili milczenia, ponownie ściągając na siebie zaciekawione spojrzenie Rayana.
    ______- Mianowicie? – spytał, marszcząc brwi, a kiedy Jade uśmiechnęła się do niego łagodnie i wspierając łokcie o zgięte w kolanach nogi, pochyliła się odrobinę w jego stronę, przebiegł drobiazgowym spojrzeniem po jej ślicznej twarzy, ostatecznie zatrzymując się na cudownych zielonych oczach, którymi niestrudzenie się w niego wpatrywała.
    ______- A to już tajemnica moja i moich radarów – powiedziała konspiracyjnym szeptem i mrugnęła do niego łobuzersko, gdy uniósł jedną brew, a kąciki jego ust drgnęły ku górze w ledwie zauważalnym uśmiechu.
    ______Zanim jednak zdążył cokolwiek odpowiedzieć, usłyszał głośne wołanie Zoe, a zaraz potem jego córeczka, zwinnie wskoczyła na najniższy schodek, skutecznie skupiając na sobie uwagę obojga.
    ______- Dlaczego wy na mojej imprezie siedzicie? – spytała, wspierając drobne piąstki na biodrach i mrużąc oczy, przesunęła czujnym spojrzeniem od ojca do siedzącej obok niego szatynki, jakby za wszelką cenę chciała się dowiedzieć, o czym właśnie rozmawiali. – Dlaczego nie założyłaś sukienki? – zwróciła się w końcu do Jade z typową dla siebie bezpośredniością.
    ______- A ty dlaczego masz na sobie spodenki, księżniczko? – odpowiedziała pytaniem i uśmiechając się ciepło, zajrzała dziewczynce prosto w oczy.
    ______Zoe przygryzła policzek od wewnątrz przez ułamek sekundy analizując jej słowa, a potem w końcu przewróciła oczami i westchnęła z rezygnacją.
    ______- No dobra – odparła i uśmiechnęła się szeroko, eksponując ten sam uroczy dołeczek, który przyozdobił w tej samej chwili uśmiech Rayana. – Ale skoro masz spodenki, to znaczy, że musisz się z nami pobawić – dodała takim tonem, jakby ta kwestia w ogóle nie podlegała żadnej dyskusji.
    ______- Przecież po to właśnie tu przyszłam, nie? – zaśmiała się Jade i bez ociągania chwytając wyciągniętą w swoją stronę drobną rączkę, zgrabnie podniosła się ze schodów. – A pan czeka na specjalne zaproszenie? – spytała, zwracając się tym razem do Rayana, ale nim zdążył zareagować w jakikolwiek sposób, sięgnęła po jego dłoń i ku uciesze Zoe pociągnęła go za sobą w głąb ogrodu.
    ______Palmer parsknął głośnym śmiechem i kręcąc głową z niedowierzaniem, bez słowa pozwolił się poprowadzić w sam środek urodzinowej zabawy, po drodze pochwytując jeszcze tylko roześmiane spojrzenie Michaela, który mijał go w drodze do domu.
    ______- Do dzieła, brachu! – powiedział cicho i mrugając do niego porozumiewawczo, po przyjacielsku klepnął go otwartą dłonią w plecy, a dostrzegając dyskretnie wystawiony w swoją stronę środkowy palec, będący adekwatną odpowiedzią na jego komentarz, roześmiał się głośno.
    ______- Mikey! – usłyszał za sobą, a kiedy odwrócił się przez ramię, w jego stronę szybkim krokiem zmierzała właśnie Charlie z pustym dzbankiem po lemoniadzie w dłoni. – Skoczysz do kuchni i poprosisz Tess o dolewkę?
    ______- Jasne – odparł i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, kiedy Charlie wspięła się na palce i spontanicznie cmoknęła go w policzek.
    ______- Dzięki – zaświergoliła i nim się obejrzał sprytnie się wycofała, wracając do stołu z przekąskami, gdzie Nellie starała się ogarnąć kolejkę spragnionych i głodnych dzieciaków, tak by nikogo nie pominąć.
    ______Michael uśmiechnął się na ten widok, ciesząc się w duchu, że mimo wszystko matka tak chętnie uczestniczy w ich codziennym życiu, obdzielając wszystkich dookoła ciepłem i miłością, bo wiedział, że dla niej to w tej chwili jest najważniejsze i pomaga jej się nie poddawać, niezależnie od tego jak bywa trudno.
    ______Odetchnął głęboko i zerkając przelotnie na trzymany w dłoni pusty dzbanek, w końcu zebrał się w sobie i wbijając wzrok w tarasowe drzwi, pospiesznie ruszył przez ogród. Jednym krokiem pokonał dwustopniowe schodki, a potem wymijając wracających z toalety chłopców, wszedł do salonu od razu kierując się do kuchni, gdzie swobodnie krzątała się Tess, przygotowując kolejną porcję kanapek dla dzieciaków. Przystanął w progu i korzystając z tego, że pozostał przez nią niezauważony chciał przez chwilę nacieszyć oczy widokiem żony, która całkowicie odprężona i spokojna w pełni angażowała się w to, by urodziny Zoe były niezapomniane. Oparł się ramieniem o futrynę i przyglądając jej się tęsknym wzrokiem, całym sobą chłonął ten moment, który odkąd wróciła z Nowego Jorku był jednym z nielicznych, bo każde ich spotkanie w zasadzie kończyło się tak samo: niekończącymi się kłótniami i narastającym tylko z dnia na dzień napięciem. Nie chciał by to wyglądało w ten sposób, bo przecież nadal kochał Tess całym sercem i niezależnie od wszystkiego nie wyobrażał sobie swojego życia bez niej. Wiedział, że ma trudny charakter, często najpierw mówił, potem myślał; bywał impulsywny, zaborczy i zazdrosny, a duma i uraza, które mimo uczuć jakie żywił do żony, nadal tkwiły zadrą na jego duszy, nie pozwalały im się dogadać.
    ______Wciągnął ostro powietrze przez nos i przymykając powieki, bezwładnie oparł skroń o chłodną framugę, starając się zapanować nad targającymi nim emocjami, które nigdy nie były dla niego dobrym doradcą. Przełknął z trudem, a kiedy uchylił powieki i znów spojrzał na żonę, jakby instynktownie wyczuwając na sobie jego wzrok, odwróciła się przez ramię, spoglądając na niego błyszczącymi niebieskimi tęczówkami.
    ______- Charlie przysłała mnie po dolewkę lemoniady – wyjaśnił cicho i na potwierdzenie swoich słów, uniósł dłoń, w której nieświadomie ściskał szklane ucho od dzbanka, tak mocno, aż pobielały mu kłykcie.
    ______- Już się tym zajmuję – odparła Tess, siląc się na swobodny ton, a gdy Mike powoli ruszył w jej stronę, szybko umknęła wzrokiem i sprawiając wrażenie odrobinę skrępowanej jego towarzystwem, odruchowo założyła pasmo włosów za ucho.
    ______Michael odstawił pusty dzbanek na blat, a potem wsparł się o kuchenne szafki biodrem i bez słowa przyglądał się żonie, która z pełną premedytacją unikała patrzenia na niego, całą swoją uwagę skupiając na ułożeniu kanapek na dużym półmisku. Zacisnął nerwowo szczęki, ganiąc się w duchu za swoje ostatnie zachowanie, które zerwało tę cienką nić porozumienia, jaka zawiązała się między nim a Teresą podczas kupowania prezentu dla Zoe. Zmarszczył czoło i opierając jedną dłoń o blat, drugą wsunął w kieszeń ciemnych jeansów i zwinął w pięść.
    ______- Chciałem cię przeprosić – odezwał się po chwili, przerywając w końcu tę nieznośną i pełną napięcia ciszę między nimi. – Tam w centrum handlowym… – urwał i ze świstem wypuścił powietrze z płuc, czując, że cokolwiek powie, będzie brzmiało tak samo beznadziejnie jak brzmiało teraz w jego głowie i tak naprawdę niczego nie naprawi. Skrzywił się i kręcąc głową z rezygnacją, wbił spojrzenie w złoty krążek lśniący na serdecznym palcu jego lewej dłoni, nieruchomo wspartej na blacie, a potem zupełnie instynktownie powędrował wzrokiem na dłonie Teresy i poczuł ulgę, kiedy uświadomił sobie, że ona również, mimo dwuletniej rozłąki, nadal nosiła obrączkę, którą wsunął jej na palec przeszło sześć lata temu. – Zachowałem się jak dupek. Przepraszam – dokończył, niepewnie spoglądając w piękne niebieskie oczy, czujnie wpatrującej się w niego żony.
    ______- Nie chcę, żebyś mnie przepraszał – westchnęła ciężko i zaciskając palce na krawędzi blatu po obu stronach swoich bioder, zwiesiła głowę, jakby zastanawiała się nad ubraniem w słowa tego co chciałaby powiedzieć. – Wydawało mi się, że mnie znasz, Mike, a mam wrażenie, że staliśmy się dla siebie całkiem obcy. Wiem, że żyliśmy z dala od siebie przez dwa przeklęte lata i niczego nie żałuję bardziej niż tego, że dopuściłam by to trwało aż tak długo – wyznała łamiącym się głosem i w końcu odważnie spojrzała na Michaela zaszklonymi błękitnymi tęczówkami, a on widząc jej łzy i cierpienie, wcale nie mniejsze od tego, z którym sam starał się walczyć przez ostatnie dwa lata, poczuł się tak, jakby ktoś bez ostrzeżenia, w bezlitosny sposób przepuścił przez mielarkę jego serce. – Oboje w którymś momencie popełniliśmy błąd i oboje za to płacimy, ale to jak się traktujemy cholernie boli… - szepnęła i ukrywając spojrzenie za wachlarzem długich rzęs, siąknęła cicho nosem.
    ______- Wiem, że nie tak to powinno wyglądać – powiedział Mike cichym pełnym skruchy głosem, a kiedy Teresa nie zareagowała w żaden sposób, zatrzymał powietrze w płucach, wyciągnął dłoń i delikatnie ujął ją pod brodę, zmuszając by jednak popatrzyła mu w oczy. – Czego tak naprawdę chcesz, Tess? – spytał, przebiegając po jej twarzy drobiazgowym spojrzeniem i wsuwając dłoń pod jej włosy, kciukiem czule otarł ślady łez z jej policzka.
    ______- Chciałabym, żebyś ty nadal pragnął tego samego co ja, Mike – odpowiedziała zgodnie z prawdą, po czym cofnęła się o krok. Sięgnęła do lodówki po kolejny dzbanek z lemoniadą, chwyciła talerz z kanapkami i wyminęła męża bez słowa. Michael zacisnął zęby z wściekłości i mnąc w ustach przekleństwo, przesunął dłonią po twarzy, a potem przetarł palcami piekące oczy. – Nie spałam z nim – usłyszał jeszcze za plecami. – Ani z nim, ani z nikim innym – dokończyła cicho Tess, a Michael zdążył jedynie się odwrócić i na krótki moment pochwycić jej przygaszone spojrzenie, zanim pospiesznie wyszła z kuchni, zostawiając go samego z kłębiącymi się w głowie myślami i jednym pytaniem, na które niestety nie znał jeszcze odpowiedzi: co dalej?


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 19:45:48 22-11-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:59:17 22-11-16    Temat postu:

Uwielbiam wszystko, ale to absolutnie wszystko mi się w tym odcinku podoba. Począwszy na uroczej Zoe swiętującej swoje urodzinki, poprzez mega interesującą rozmowę Jade y Ryana, a na rozmowie Michaela z Tess skończywszy. Wszystko genialne i oby więcej takich odcinków
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kasia21
Obserwator


Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:18:11 02-12-16    Temat postu:

Uwielbiam to był obardzo fajne
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Następny
Strona 10 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin