Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sweet Rascals - [18.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sobrev
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3111
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:25:30 21-02-16    Temat postu:

A cóż to za cisza? Nikt nie komentuje będę pierwsza? i nawet nie wiem jak skomentować ten odcinek rozwaliłaś mnie na łopatki Ryanem. Przeżył tak wiele strata matki a później jak sądzę żony/partnerki , mamy Zoe no życie nie było usłane różami i dobrze że miał nie tylko przyjaciół ale i Nallie która jak wyciągam z kontekstu choruje na bardzo poważną śmiertelną chorobę a co do Tess i Michaela to nie wiem. Zostawiła go na dwa lata ciekawe dlaczego? Pewnie nie długo nam napiszesz i nie wiem czy ją lubię czy nie chyba za mało jej było.

Wybacz że tak marnie poprawię się następnym razem. Masz moje słowo
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:27:16 21-02-16    Temat postu:

Doma, no jak widać pustki, ale ważne, że jednak mnie gdzieś odnalazłaś i zostawiłaś po sobie ślad, dziękuję :* I nie masz absolutnie za co przepraszać, dla mnie liczy się przede wszystkim to, że nadal ze mną jesteś i chce Ci się czytać mojego tworka
Cieszę się, że Rayan w jakiś sposób zyskał Twoją sympatię, ale myślę, że jeszcze nie wszystkie karty zostały odsłonięte i pewne sprawy z życia jego i pozostałych chłopaków czekają jeszcze na odkrycie, a może przy okazji rzucą nieco inne światło na niektóre wątki, wszystko wyjdzie w przysłowiowym praniu
Raz jeszcze dziękuję za komentarz :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:15:25 28-02-16    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______ Po raz kolejny w przeciągu ostatnich piętnastu minut wybrał numer siostry, ale kiedy w słuchawce znowu usłyszał irytujący automat poczty głosowej, przewrócił oczami i zacisnął mocniej zęby z wściekłości.
    ______ - Psia mać! – warknął ostro, bo o ile jeszcze kilka minut temu był zły, że przez jej spóźnienie jest zmuszony zabrać Zoe do pracy, o tyle w tej chwili zaczynał się już niepokoić przedłużającym się milczeniem Charlie.
    ______ - Tato! – dobiegł go upominający głos córki, która odkąd wysiedli z auta przed barem, szła u jego boku, wciąż ściskając go za rękę.
    ______ - Przepraszam, skarbie – westchnął i uśmiechnął się do niej lekko, odruchowo głaszcząc wierzch jej drobnej rączki kciukiem. Ponownie wybrał numer siostry i przytrzymując aparat ramieniem, chwycił za klamkę i otworzył drzwi wejściowe do pustego jeszcze baru, przepuszczając córkę przodem.
    ______ - Ray! – usłyszał w słuchawce melodyjny głos i przymknął powieki, oddychając w końcu z wyraźną ulgą, jakby nagle jakaś niewidzialna siła pomogła mu wynurzyć się na powierzchnię by mógł zaczerpnąć tchu.
    ______ - Co się z tobą dzieje, Charlie? Odchodzę od zmysłów, bo nie mogę się do ciebie dodzwonić! Gdzie jesteś? – zapytał i choć przyszło mu to z trudem, bo kotłowało się w nim od emocji, wysilił się na spokojny, opanowany ton.
    ______ - Jestem w drodze. Nie wściekaj się, proszę. Jesteś już w barze? – zapytała niepewnie Charlie, a Rayan pokręcił głową z niedowierzaniem i potarł palcami czoło, podchodząc z Zoe do barowej lady, akurat w momencie, w którym z zaplecza wyłoniła się Jade, związując na karku niesforne kosmyki swoich długich brązowych włosów.
    ______ - Tak i mam nadzieję, że masz cholernie dobre wytłumaczenie – rzucił do telefonu i skinął dziewczynie głową na powitanie.
    ______ - Nie jestem pewna. Będę za dziesięć minut – odparła Charlie i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony, szybko zakończyła połączenie.
    ______ Rayan westchnął ciężko i chowając telefon do tylnej kieszeni spodni, wszedł za bar z Zoe u boku, niemal natychmiast pochwytując błyszczące ciepło spojrzenie zielonych tęczówek Jade.
    ______ - Przyprowadziłeś nam pomocnika na dziś? – zagadnęła i uśmiechając się lekko, kucnęła przed dziewczynką. – Cześć, ty pewnie jesteś Zoe – bardziej stwierdziła niż zapytała, a kiedy córka Rayana wciąż uważnie jej się przyglądając, skinęła twierdząco głową, dodała: – Ja jestem Jade, pracuję z twoim tatą.
    ______ - Lubisz kotki? – spytała Zoe z charakterystyczną dla dzieci bezpośredniością i nadal świdrując szatynkę bystrym, ciemnoniebieskim wzrokiem, przekrzywiła lekko głowę na ramię i czekała cierpliwe na odpowiedź, jakby od tego, co powie wpatrująca się w nią kobieta zależało czy się polubią, czy wręcz odwrotnie.
    ______ Jade przygryzła policzek od wewnątrz, usiłując się nie roześmiać i ponad główką dziewczynki na krótki moment pochwyciła rozbawione spojrzenie Palmera.
    ______ - Lubię wszystkie zwierzęta, ale chyba jednak najbardziej psy. Nawet mam jednego takiego osobnika w domu – przyznała szczerze i uśmiechnęła się ciepło, odważnie wytrzymując przenikliwe spojrzenie czterolatki, która w milczeniu przez chwilę analizowała jej słowa.
    ______ - A duży jest? – spytała w końcu szczerze zaciekawiona, a jej ciemnoniebieskie tęczówki błysnęły z podekscytowania.
    ______ - Jak stanie na dwóch łapach to nawet wyższy ode mnie.
    ______ - Fajnie – odparła Zoe pełnym entuzjazmu głosem i uśmiechnęła się szeroko, eksponując uroczy dołeczek w prawym policzku identyczny jak ten, który właśnie przyozdobił uśmiech Rayana. Jade z trudem oderwała od niego wzrok i na krótki moment zajrzała Palmerowi w oczy, a potem uśmiechnęła się lekko i wspierając dłonie o smukłe uda, odziane w czarne obcisłe spodnie, powoli się wyprostowała.
    ______ - Nie miałem jej, z kim zostawić – wyjaśnił po chwili Rayan, zerkając na córkę, która opierając się plecami o jego kolana, zadarła główkę do góry i spojrzała mu prosto w oczy. – Zwykle Zoe zostaje pod opieką mojej siostry, kiedy ja jestem w pracy, ale dzisiaj Charlie się spóźniła, więc musiałem zabrać tego brzdąca ze sobą – dodał i uśmiechnął się do córki, kiedy uroczo zmarszczyła jasne brwi, robiąc przy tym naburmuszoną minę.
    ______ - Nie jestem brzdącem, tato – upomniała poważnym tonem.
    ______ - Wybacz, skarbie. Mój błąd – odparł skruszony, a potem mrugnął do niej i czule trącił jej nosek palcem wskazującym, aż w końcu się rozpromieniła. – Moja siostra powinna tu być za parę minut, żeby odebrać Zoe, ale mimo wszystko uprzedzę jeszcze szefa – zwrócił się tym razem do Jade i przeniósł na nią ciemny wzrok. – Jest u siebie?
    ______ - Wyszedł może z dziesięć minut temu. Musieliście się minąć – odparła i założyła za ucho zbłąkany lok, który zdążył wysunąć jej się z ciasnego upięcia.
    ______ - W takim razie pójdę do szatni się przebrać. Mogłabyś na nią chwilę zerknąć?
    ______ - Jasne – odparła z promiennym uśmiechem i wyciągnęła dłoń do Zoe, która bez wahania chwyciła ją w mocnym uścisku swoją drobną rączką. – Chcesz zobaczyć zdjęcia tego potwora, którego trzymam w domu? Mam ich całe mnóstwo – zagadnęła, a Zoe uśmiechnęła się szeroko i pokiwała energicznie głową na zgodę. – Widzisz? Świetnie damy sobie radę, t a t o – powiedziała, zwracając się tym razem do Rayana i zajrzała mu w oczy z rozbawieniem.
    ______ - Jesteś pewna? – spytał jeszcze, robiąc krok w stronę zaplecza i przelotnie zerknął na córkę, która westchnęła głośno i przewróciła oczami.
    ______ - Tatusiu, przecież jej nie zjem – odezwała się z rezygnacją w głosie i spojrzała na niego w taki sposób, jakby to ona w tym duecie była rodzicem.
    ______ - Czy ty na pewno masz cztery lata? – spytał Rayan i za wszelką cenę usiłując się nie roześmiać, przyglądał się córce spod zmrużonych powiek, ale Zoe nie odpowiedziała w żaden sposób, tylko wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się psotnie. Palmer pokręcił głową z niedowierzaniem, a potem raz jeszcze zerknął na rozbawioną Jade. – Zaraz wracam – rzucił i szybko zniknął na zapleczu, kierując się prosto do pracowniczej szatni. Stanął przed rzędem metalowych szafek, otwierając drzwiczki z wypisanym na froncie swoim nazwiskiem i wrzucił do środka najpierw skórzaną kurtkę, którą zsunął z ramion po drodze, a potem swój bawełniany podkoszulek, który chwycił za kołnierz na plecach i ściągnął sprawnie przez głowę. Sięgnął na górną półkę po złożoną w kostkę czarną koszulkę z logo baru umieszczonym na przedzie po prawej stronie, po czym zatrzasnął drzwiczki i zarzucił ją na siebie, kierując się z powrotem na salę. Zwolnił jednak przy wyjściu z zaplecza, kiedy do jego uszu dobiegł radony śmiech Zoe.
    ______ Zupełnie niezauważony stanął w progu i oparł się swobodnie ramieniem o ścianę, bez słowa przyglądając się siedzącej na roboczym blacie córeczce, która zwrócona bokiem z wesołym uśmiechem oglądała zdjęcia na ekranie trzymanego w dłoni telefonu podczas, gdy stojąca za nią Jade, delikatnie zaplatała warkocz na jej długich jasnych włosach. Uśmiechnął się do siebie, nie mogąc oderwać pełnego zachwytu wzroku od tego ślicznego obrazka, jaki miał właśnie przed oczami, a który w jakiś cudownie magiczny sposób potrafił go zahipnotyzować. Stał, więc nadal w progu i gapił się jak kompletny głupek na całkowicie skupioną na jego dziecku Jade, która szczupłymi palcami z niezwykłą czułością przeczesywała kosmyki długich włosów Zoe. Nie wiedział, co takiego miała w sobie ta dziewczyna, że jego córeczka, zwykle ostrożna w kontaktach z obcymi ludźmi, tak dobrze czuła się w jej towarzystwie, zupełnie jakby między nimi nawiązała się jakaś niewidzialna nić porozumienia, choć poznały się zaledwie kilka minut temu. On sam dopiero w tej chwili w pełni uświadomił sobie, że odkąd Zoe przyszła na świat właściwie jedynymi kobietami w jej życiu była Nellie, Charlie i Tess zanim jeszcze dwa lata temu wyjechała do Nowego Jorku. Patrząc teraz na córkę zdał sobie sprawę, że niezależnie od tego jak mocno będzie się starał nieuchronnie nadejdzie moment, kiedy obecność ojca nie wystarczy i Zoe będzie potrzebowała kobiecego wzorca; kogoś, kto zbuduje z nią prawdziwą i szczerą więź, opartą na zaufaniu, nauczy tego, czego powinna nauczyć ją matka i kto przynajmniej spróbuje wypełnić w jakimś stopniu tę bezlitosną pustkę w jej świecie.
    ______ Przez te wszystkie lata po śmierci Lisy stronił od jakichkolwiek związków, całą swoją uwagę całkowicie poświęcając córeczce, która była jego oczkiem w głowie i sam przed sobą tłumaczył się wciąż w ten sam sposób - że nie chce wprowadzić rewolucji w życiu swojego dziecka, bo najważniejsze jest by czuła się bezpieczna i kochana, a jeśli jego związek się nie uda, ucierpi na tym Zoe, tęskniąc znów za tym co utraciła. Prawda jednak była taka, że chronił nie tylko córkę, ale również siebie. Tak naprawdę bał się znów w pełni zaangażować w coś, co może skończyć się równie szybko jak się zaczęło; bał się kolejny raz stracić kobietę, na której by mu zależało i bał się tych wszystkich ran, które przyszłoby mu leczyć, a przede wszystkim nie był już nawet pewien czy w ogóle potrafi jeszcze kogoś tak pokochać, jak kochał Lisę. Tamtego dnia, gdy los okrutnie wyrwał mu z rąk kobietę jego życia w nim również coś bezpowrotnie umarło, a wraz z nią w zimnym grobie pochował część samego siebie. Nie był już kompletny i nie sądził, by to kiedykolwiek mogło się zmienić.
    ______ Westchnął ciężko i przymknął na moment powieki, starając się za wszelką cenę odgonić wspomnienia, których przywoływanie wciąż zbyt mocno bolało. Odetchnął głęboko i z trudem przełknął ogromną gulę, jaka w jednej chwili uformowała mu się w gardle, a kiedy ciszę panującą przy barze przerwał głos Zoe, uchylił leniwie powieki i nadal nie zdradzając swojej obecności, spojrzał na córkę błyszczącymi oczami.
    ______ - Naprawdę masz takiego wielkiego psa? – zapytała z niedowierzaniem i ukradkiem zerknęła na stojącą za jej placami Jade.
    ______ - Owszem. Zajmuje całą kanapę, ponad połowę łóżka, a w kuchni nie ma się gdzie ruszyć, kiedy czeka aż napełnię miskę jego ulubionym jedzeniem – zaśmiała się, a kiedy Zoe wróciła wzrokiem do ekranu i przesuwając po nim małym kciukiem, przeszła do kolejnego zdjęcia, Jade cierpliwie kontynuowała zabiegi przy jej włosach.
    ______ - Śpi z tobą w jednym łóżku?
    ______ - Pewnie! Zdradzę ci sekret … – powiedziała szatynka konspiracyjnym szeptem i pochyliła się delikatnie nad uchem Zoe, która wyraźnie zaciekawiona, odruchowo przygryzła dolną wargę. – Potwornie nie lubię spać sama, a poza tym zawsze marznę, więc pozwalam mu wchodzić do łóżka, bo przynajmniej mam się do kogo przytulić – przyznała cicho i mrugnęła do dziewczynki, kiedy odwróciła się przez ramię i uśmiechnęła szeroko, ponownie ukazując ten uroczy dołeczek w policzku, nie pozostawiający żadnych wątpliwości co do tego, czyją jest córką.
    ______ - Ja mam w łóżku całą masę misiów, ale obiecałam tacie, że mu pożyczę kilka dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś ładnego, pluszowego kotka, do którego będzie mógł się przytulić – przyznała dumna z siebie i ponownie zerknęła na wyświetlacz telefonu.
    ______ Jade uśmiechnęła się pod nosem na te słowa i zabezpieczyła końcówkę warkocza frotką, którą do tej pory miała wsuniętą na nadgarstek, a potem zupełnie spontanicznie wyciągnęła dłoń i w czułym geście założyła Zoe za ucho krótsze pasemko, które uparcie wysunęło się z zaplecionej fryzury.
    ______ - Wiesz, że jesteś najmądrzejszą czteroletnią dziewczynką, jaką znam? – zagadnęła Jade, ściągając na siebie ciemnoniebieskie spojrzenie Zoe, która tylko uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi. – I jestem pewna, że twój tata jest dumny, że ma taką wspaniałą córkę – dodała szeptem, jakby zdradzała jej swój największy sekret, a potem uśmiechnęła się ciepło, wierzchem dłoni delikatnie gładząc jej policzek.
    ______ W końcu, kiedy wyraźnie wyczuła na sobie czyjś badawczy wzrok, odwróciła głowę i spojrzała prosto w roziskrzone, ciemne tęczówki Palmera, który nadal bez ruchu stał w wejściu na zaplecze i wpatrywał się w nią w taki sposób, jakby usiłował zajrzeć w głąb jej duszy i dowiedzieć się o niej dosłownie wszystkiego, łącznie z tym, co być może wolałaby zatrzymać tylko dla siebie i nigdy nie pokazywać tego światu. Mimo wszystko Jade odważnie wytrzymała jego przenikliwe spojrzenie, którego nie oderwał od jej oczu nawet na moment, a gdy powoli przesunęła wzrokiem po jego wysportowanej sylwetce, kąciki jego ust uniosły się odrobinę w ledwie zauważalnym uśmiechu.
    ______ - Tatusiu, widziałeś Rexa? – spytała nagle Zoe, skutecznie wyrywając Rayana z odrętwienia i wyciągnęła do niego małą rączkę z telefonem.
    ______ - Słyszałem, że to jakaś bestia a nie pies – odezwał się z rozbawieniem i uśmiechnął szeroko do córki, a potem zerknął przelotnie na Jade i sięgnął po telefon. Zanim jednak którekolwiek z nich zdążyło się odezwać, do baru jak tornado wpadła zdyszana Charlie, zgarniając sprzed oczu włosy, które ewidentnie wbrew zamierzeniom właścicielki, nie chciały dać się ujarzmić.
    ______ - Ray, przepraszam … – jęknęła bezradnie, rzucając ogromną torbę na wysoki stołek barowy i spojrzała bratu w oczy z wyraźną skruchą. – Szef znów zwołał spotkanie personelu na sam fajrant, a potem nie dość, że stałam w korku, to jeszcze przywaliłam jakiemuś bałwanowi w zderzak, bo najwyraźniej nikt go nie nauczył jak używać kierunkowskazu – wyrzuciła z siebie na jednym wydechu i założyła pasmo włosów za ucho, przenosząc błyszczące przyjaźnie spojrzenie z mocno już rozbawionego Rayana na Jade, która przyglądając się dziewczynie spod uniesionej wymownie brwi, z trudem powstrzymywała się przed roześmianiem. – Wybacz…. – zreflektowała się szybko i bez ceregieli wskoczyła na najbliższy barowy stołek, a potem przechylając się przez ladę, wyciągnęła do niej rękę. - Charlie Palmer. Siostra tego słodziaka – przedstawiła się i uśmiechnęła szeroko, eksponując urocze dołeczki, dla odmiany w obu policzkach, które były chyba zakodowane w ich rodzinnym DNA.
    ______ - Jade Kenner.
    ______ - Ty się już lepiej nie podlizuj, Charlotte – mruknął Rayan siląc się na surowy ton i robiąc nacisk na ostatnie słowo, ale Charlie tylko przewróciła oczami z irytacją, słysząc padające z ust brata jej pełne imię, którego używał tylko wtedy, gdy głosił jej reprymendę, albo celowo się z nią droczył.
    ______ - Nie mów do mnie per Charlotte, bo tego nie znoszę – nachmurzyła się, posyłając mu urażone spojrzenie, ale Rayan w odpowiedzi jedynie przesłał jej buziaka w powietrze i wyszczerzył się od ucha do ucha jak małe dziecko. Charlie prychnęła pod nosem i przeniosła wzrok na bratanicę, uśmiechając się do niej promiennie. – Nawaliłam dzisiaj, co?
    ______ - Odrobinkę – odparła Zoe, złączając palec wskazujący i kciuk tak, że pojawiła się między nimi ledwie kilkumilimetrowa szczelina.
    ______ - Jakoś ci to wynagrodzę – rzuciła i mrugnęła do niej porozumiewawczo.
    ______ - Tylko żadnych lodów przed obiadem i zero słodyczy na noc – wtrącił Rayan stanowczym tonem, ostrzegawczo wcelowując w siostrę palec wskazujący, ale Charlie przewróciła tylko oczami z rezygnacją i uniosła ręce w geście poddania, bez słowa zsuwając się z barowego stołka. – Pójdziesz teraz z ciocią, a ja zadzwonię wieczorem i powiem ci „dobranoc”, zgoda? – zwrócił się do Zoe i czule trącił palcem czubek jej nosa.
    ______ - Dobrze – odparła i skinęła potulnie głową, ale w jej oczach znów zamigotał smutek, od którego Rayana ścisnęło w gardle. – Dziękuję za piękny warkocz – zwróciła się tym razem do Jade i uśmiechając się wdzięcznie oddała jej telefon, który do tej pory ściskała w drobnej rączce.
    ______ - Nie ma sprawy i polecam się na przyszłość – powiedziała Jade i kucnęła przed Zoe, kiedy Rayan postawił ją na podłodze. – Cieszę się, że cię poznałam.
    ______ - Ja też – rzuciła dziewczynka i bez ostrzeżenia objęła ją szczupłymi ramionami za szyję, mocno się do niej przytulając. Jade uśmiechnęła się lekko i odwzajemniła uścisk, przelotnie zerkając na wpatrującego się w nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy Rayana. – Myślisz, że kiedyś poznam Rexa? – zagadnęła Zoe, odsuwając się od szatynki i zaglądając jej w oczy pełnym nadziei, ciemnoniebieskim spojrzeniem.
    ______ - Nigdy nic nie wiadomo – odparła Jade i mrugnęła do niej ciepło, ponownie zgarniając jej z czoła zbłąkany kosmyk włosów. Zoe uśmiechnęła się do niej szeroko i odwróciła się do ojca, który natychmiast porwał ją w ramiona i czule pocałował w czubek nosa.
    ______ - Kocham cię, Zoe, wiesz o tym?
    ______ - Wiem. Ja ciebie też kocham, tatusiu – odparła i obejmując go ciasno za szyję, wycisnęła na jego policzku całusa. – Jade jest fajna – szepnęła mu do ucha, kiedy wciąż trzymając ją na rękach, wyszedł zza baru. Uniósł pytająco jedną brew i spojrzał córce głęboko w oczy. – I ładna – dodała, przekrzywiając lekko głowę na ramię. Uśmiechnęła się rozbrajająco, a on wyraźnie dostrzegł łobuzerski błysk w jej oczach taki sam jak ten, który niejednokrotnie widziała w jego oczach matka, gdy coś kombinował. – Zaprosisz ją na randkę? – zagadnęła jak gdyby nigdy nic, a Rayan nie mogąc dłużej pozostać poważnym, parsknął wesołym śmiechem.
    ______ - Czy to kolejna nauka cioci Charlie?
    ______ - Wujka Dylana – odpowiedziała z dumą w głosie.
    ______ - Muszę ocenzurować twoje spotkania z wujkami – stwierdził i celowo nie udzielając odpowiedzi na zadane przez Zoe pytanie, postawił ją podłodze i pocałował w czoło. – Zadzwonię, skarbie – zapewnił i przeniósł wzrok na Charlie, która skrzyżowała ramiona na piersiach i wpatrywała się w niego pytająco. – Co znowu?
    ______ - Czego jej brakuje? – wypaliła prosto z mostu, a kiedy Rayan zmarszczył brwi, zupełnie nie rozumiejąc o co pyta Charlie, ta przeniosła dyskretny wzrok na stojącą za barem Jade, która pochłonięta wycieraniem wysokich szklanek lnianą ściereczką nawet nie zwróciła na to uwagi.
    ______ - Niczego – westchnął Palmer, odważnie wytrzymując świdrujące spojrzenie siostry.
    ______ - W takim razie nie rozumiem, dlaczego jeszcze się z nią nie umówiłeś? – powiedziała konspiracyjnym szeptem, unosząc wymownie ciemną brew.
    ______ - Nie zaczynaj, proszę cię – odparł z rezygnacją i zaciskając nerwowo zęby, wbił wzrok w jakiś mało istotny punkt na ścianie. Wiedział, do czego będzie prowadziła ta rozmowa, bo od jakiegoś czasu zarówno jego przyjaciele jak i siostra wciąż tłukli mu do głowy, że powinien w końcu zacząć życie od nowa, nie tylko dla Zoe, ale również dla siebie. Mimo wszystko unikał tego tematu jak ognia i wszelkimi możliwymi sposobami migał się od odpowiedzi na niewygodne jego zdaniem pytania, niestety nadal z tym samym skutkiem. – Pamiętaj o jutrzejszym obiedzie u Nellie. Tydzień temu cię nie było – zmienił zgrabnie temat i odruchowo potarł dłonią kark.
    ______ Charlie pokręciła głową z dezaprobatą i uśmiechając się lekko, pocałowała brata w policzek.
    ______ - Czasami jesteś potwornym gamoniem, wiesz? – zagadnęła rozbawiona, a kiedy Rayan posłał jej mordercze spojrzenie, zupełnie niezrażona mrugnęła do niego ciepło. – Zmykamy, Zoe – zwróciła się do bratanicy i chwyciła ją za rękę. – Część, Jade! – zawołała i uniosła dłoń na pożegnanie, po raz ostatni sugestywnie spoglądając na brata.
    ______ - Cześć – krzyknęła jeszcze na odchodne Zoe, machając do Jade drobną rączką, a potem wysłała całusa Rayanowi i obie z Charlie wyszły z baru.
    ______ Palmer przymknął na moment powieki, przesunął dłońmi po twarzy i zrobił kilka głębokich wdechów, leniwym krokiem zmierzając z powrotem za bar. Dopiero, kiedy wszedł za ladę, uniósł głowę i spojrzał na Jade, która była tak skupiona na przygotowaniu stanowiska pracy przed otwarciem lokalu, że nawet nie zauważyła jego obecności, a on korzystając z okazji przesunął po jej zgrabnej sylwetce typowo samczym spojrzeniem, koncentrując wzrok na długich, smukłych nogach, idealnie zaokrąglonych biodrach, kształtnych pośladkach, podkreślonych czarnym, obcisłym materiałem spodni i szczupłej talii. Nie był ślepy i z całą pewnością nie był idiotą. Jade była śliczną i atrakcyjną, młodą kobietą, za którą każdy gorącokrwisty samiec obejrzałby się na ulicy i nie mógł powiedzieć, że on jest w tej kwestii wyjątkiem. Coraz częściej przecież łapał się na tym, że nie potrafił oderwać od niej oczu i zwyczajnie gapił się na nią jak totalny głupek, gdy pracowała z nim na barze, albo pomagała kelnerkom na sali przy większym ruchu. Jednak to, czym naprawdę potrafiła oczarować faceta tak, by kompletnie stracił dla niej głowę, to nie była jedynie ładna buzia i nienaganna sylwetka, tylko jej wrodzona naturalność i totalna swoboda bycia sobą; ten rozbrajający, szczery uśmiech i głębokie spojrzenie oczu o niespotykanym zielonym odcieniu, obok których nie sposób było przejść obojętnie. Po prostu miała w sobie to „coś”, co sprawiło, że potrafiła bez trudu przedrzeć się przez każdy najwyższy mur i najmocniejszą barierę, jakie człowiek wokół siebie stawiał nawet, jeśli nie do końca zdawała sobie z tego sprawę.
    ______ Rayan uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową z niedowierzaniem, a kiedy świadoma jego obecności Jade w końcu odwróciła głowę, natychmiast pochwycił jej błyszczące spojrzenie i już nie pozwolił mu uciec.
    ______ - Dziękuję – odezwał się głębokim, schrypniętym półgłosem przerywając ciszę, jaka między nimi zapanowała i leniwym krokiem pokonał dzielącą ich odległość, po chwili wspierając biodro o blat barowej lady.
    ______ - Nie masz, za co – odparła, uśmiechając się do niego promiennie. – Masz po prostu cudowną córeczkę, Ray, i nie sposób się w niej nie zakochać – dodała szczerze, a potem mrugnęła do niego przyjaźnie i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony, ruszyła na zaplecze z notesem w dłoni. – Zrobię zamówienie dla ojca. Zaraz wracam – rzuciła przez ramię i już jej nie było.
    ______ Rayan odprowadził Jade wzrokiem, po raz kolejny dzisiejszego dnia omiatając jej zgrabną sylwetkę gorącym spojrzeniem i dopiero teraz uświadomił sobie dobitnie, że ta dziewczyna działała na niego zdecydowanie bardziej niż powinna, biorąc pod uwagę, że to córka jego szefa, więc teoretycznie kompletnie poza jego zasięgiem. Mimo wszystko była naprawdę seksowną kobietą, a on facetem z krwi i kości, który z pewnością zbyt długo żył w celibacie. Nigdy nie był typem playboya, który co noc zarywał inną pannę na szybki numerek, by po wszystkim zniknąć bez słowa i wyrzucić do pobliskiego kosza na śmieci serwetkę z numerem pięknej nieznajomej. Tak naprawdę jedyną kobietą w jego życiu, na której kiedykolwiek mu zależało i którą pragnął mieć w swoim łóżku była Lisa, a gdy jej zabrakło przez długi czas nie potrafił nawet myśleć o innej, niezależnie od tego, jaki charakter miałaby mieć ich znajomość. Zdarzało się co prawda, że parę razy spotkał się z jakąś koleżanką Dylana, ale przeważnie za każdym razem kończyło się podobnie. Albo zaliczył jedno spotkanie, podczas, którego nie miał nawet, o czym z delikwentką rozmawiać, więc zwyczajnie sobie odpuszczał; albo spotykał się z dziewczyną przez jakiś czas, ale kiedy tylko chciał być szczery przyznając, że jest samotnym ojcem, szybko przestawała być zainteresowana. Rozumiał to. Był przecież facetem z przeszłością, z poharatanym przez los sercem i z dzieckiem w pakiecie, a nie każda kobieta jest gotowa dobrowolnie wchodzić w taki związek i brać na siebie odpowiedzialności za wychowanie nie swojego dziecka. Przynajmniej tak sądził do dziś; dopóki nie zobaczył Jade razem z Zoe i dopiero ten widok zasiał w jego sercu iskierkę nadziei, tylko nie wiedział jeszcze na co.
    ______ Zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową z rezygnacją, usiłując za wszelką cenę zepchnąć na jak najdalszy plan myśli, jakie za sprawą Jade krążyły mu po głowie, a z których nie mogło wyjść nic dobrego i to dla żadnego z nich. Westchnął ciężko i przesunął dłońmi po twarzy, a potem chwycił lnianą ściereczkę i zabrał się do roboty, starając się oderwać swoje myśli od tego, co niemożliwe.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 18:39:27 05-04-16, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5304
Przeczytał: 13 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:07:19 28-02-16    Temat postu:

Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, jakoś nie miałam wolnej chwili. Widzę, że rzuciłaś trochę więcej światła na chłopaków i to mnie bardzo cieszy
Obstaję przy tym, co już wcześniej napisałam - Mike na razie wzbudził we mnie największą sympatię. Jest pokrzywdzony przez los - żona go zostawiła, matka zachorowała i tak naprawdę może liczyć tylko na przyjaciół, którzy są dla niego jak bracia. Ciekawi mnie dlaczego Tess wyjechała przed dwoma laty do NY. Dobrze mi się wydaje, że gra ją Julianne Hough? Na zdjęciu wygląda jak ona, ale nigdy nie wiadomo. Tak mi się skojarzyło, że Tess wyjechała spełniać marzenia, robić karierę i tego Mike jej nie może wybaczyć. No a teraz jeszcze te papiery rozwodowe... Biedak A Nellie powinna raczej trzymać jego stronę, a zamiast tego zaprosiła Tess do domu. Może mamuśka ma jakiś chytry plan połączenia małżeństwa? Bo na razie to widzę, że może to mieć katastrofalne skutki.
Dylan się wreszcie przemógł i zadzwonił do ojca ale oczywiście to by było zbyt proste bo stary nie bardzo się nim przejmuje. Jestem ciekawa spotkania face-to-face między tymi dwoma, czuję że będzie gorąco
Czyżby Jade malowała się jako przyszła mamusia dla Zoe? Dziewczynka rzeczywiście jest bardzo mądra jak na swój wiek i widać, że lubi koleżankę ojca. No a samemu Rayanowi Jade też nie jest obojętna, a w dodatku dobrze radzi sobie z dziećmi. Dobrze by było, gdyby Ray wreszcie kogoś sobie znalazł bo od śmierci Lisy to Zoe była najważniejszą kobietą w jego życiu, ale przecież dziewczynka potrzebuje matki, a on - miłości. Haha rzeczywiście powinien ocenzurować spotkania Zoe z wujkami, bo co oni jej tam do głowy nakładą
Czekam na ciąg dalszy! Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:20:17 28-02-16    Temat postu:

Dzięki, Madziu, za komentarz :* I nie masz za co przepraszać, ważne, że jednak dotarłaś
Cieszy mnie ogromnie, że znalazłaś wśród moich rodzynków swojego faworyta Tak na dobrą sprawę dopiero o Michaelu jest tutaj najwięcej powiedziane, ale zapewniam, że każdy z nich jest jakiś pokopany przez los, bo przecież nie może być inaczej, więc może z czasem ujrzysz pozostałych w innym świetle, albo i nie, różnie może być
Tak, Tess "gra" Julianne I obiecuję, że w swoim czasie cała ta sprawa z jej wyjazdem nabierze kształtu i się wyjaśni, no a przy okazji może zachowanie Nellie stanie się bardziej zrozumiałe, przynajmniej na to liczę
Reszty Twojego komentarza pozostawię bez komentarza z wiadomych względów, a wujkowie? No cóż....specyficzni są nie da się ukryć i nie jestem pewna, czy oni tak po prostu pozwolą się ocenzurować
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3111
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:01:18 29-02-16    Temat postu:

Jestem i ja A moim ulubieńcem jak na razie jest Ray. Samotny ojciec To co mi się podoba to napewno relacja ojciec -córka chciałbym z taką łatwością opisywać scenki z dziećmi ale mnie tak średnio wychodzą a tutaj jak na dłoni masz miłość ojca do córki która jak na swój wiek cztery lata tak? jest bardzo dojrzała i sądziłam że jest trochę starsza ale co ja tam wiem o czteroletnich dzieciach skro z żadnym zbytnio do czynienia nie mam a podobno dzieciaki rodzą się coraz mądrzejsze
Nie będę rozpisywała się na na temat Jude zbytnio bo widzę a raczej czytam że złapała kontakt z Zoe a przecież jeżeli Ryan chciałby budować z nią związek to pewnie do tego się nie kwapi to będzie jeden z jego wyznaczników a Charlie lubię chyba trochę z niej roztrzepana dziewczyna ale kochana
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:03:11 29-02-16    Temat postu:

Cześć, Doma, fajnie, że jesteś I cieszę się, że i Ty znalazłaś tutaj swojego ulubieńca i, że zdania są podzielone w tej kwestii
Zoe faktycznie ma cztery lata, ale chyba bliżej jej jednak do pięciolatki, a dzieci wiadomo, szybko się uczą i szybko łapią wszystko z otoczenia, a jak się jeszcze ma takich wujków to już w ogóle
Resztę twoich spostrzeżeń zostawię bez komentarza, żeby przypadkiem nie napisać za dużo i nie zdradzić czegoś niechcący
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:32:44 29-02-16    Temat postu:

Kurde, każdy wiedzę ma swojego ulubieńca, a ja, do cholerki, mimo, że wiem troszkę więcej niż inni, wciąż nie potrafię wybrać jednego, bo każdy z nich coś w sobie ma Z drugiej strony.. po co się mam ograniczać, jak wszystkich trzech mogę kochać tak samo, nie? Moje serducho ma ogromną pojemność
A Zoe jest fantastyczna i tylko pozazdrości takiego umiejętnego pisania scen z dzieckiem - wszystko wyszło naturalnie i swobodnie, nie ma tu ani grama sztuczności, którą niestety czasem się daje wyczuć u niektórych autorów Ale o czym ja w ogóle mówię? Cała ta historia jest fantastyczna, napisana lekko i w sposób, który powoduje, że ciągle chce się więcej i więcej, o czym doskonale już wiesz, więc się nie będę powtarzać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:05:36 29-02-16    Temat postu:

Aguś, dziękuję, że jesteś :* I uprzedzając Twoją odpowiedź, właśnie dlatego, że znasz już trochę więcej z tej historii niż inni, więc teoretycznie wcale nie musisz tu zaglądać
Nie jesteś sama, bo ja też nie mam swojego ulubieńca i kocham ich wszystkich jednakowo, ale u mnie, jako autora, to raczej wskazane, bo jak zacznę do któregoś pałać większą sympatią, to się to odbije na reszcie, a tego bym sobie nie wybaczyła
A Zoe... jak wychodzi naturalnie to kamień z serca, bo ja zawsze się tego trochę obawiam, mimo iż to nie pierwsza moja scena z udziałem dziecka jaką miałam okazję pisać
Dziękuję raz jeszcze za to, że zaznaczyłaś swoją obecność, Agula :*

PS. Masz świetny podpis
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:32:26 29-02-16    Temat postu:

Jak nie muszę, jak muszę? Ja tu naprawdę zaglądam z największą przyjemnościa
No bo każda matka swoje dzieci kocha, ale ja nie jestem ich matką, więc teoretycznie mogłabym któregoś lubić bardziej, nie?
Wszystko jest jak trzeba, Madziula, a jak kiedyś nie będzie - w co szczerze wątpię, to na pewno dam Ci znać :*

ps. No nie? Nie mogłam się powstrzymać, bo ja razem z nim przez te wszystkie lata czekałam na tego Oscara
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:09:07 29-02-16    Temat postu:

Cieszę się
Właśnie, TEORETYCZNIE, to chyba właściwie słowo
Wiem i mam to ciągle z tyłu głowy

PS. Trochę się naczekał nie ma co, ale ważne, że w końcu ten wielki dzień nastąpił
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:30:44 29-02-16    Temat postu:

Ja bardziej
Haha... słowo klucz nawet bym powiedziała
I bardzo dobrze

PS. Należało mu się, bo to naprawdę cholernie zdolna bestia jest A ja wciąż mam do niego ogromny sentyment, bo to mój pierwszy wielki idol przed duże I
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:14:18 29-02-16    Temat postu:

Nie będę się licytować, bo wiem, że to i tak do niczego nie doprowadzi
W tym przypadku, owszem

PS. No ile razy był nominowany? 5? Jakoś nie miał szczęścia, to trzeba przyznać, chociaż słyszałam komentarze ludzi, którzy żałują, że dostał Oscara akurat za tą rolę, podczas gdy przez tyle lat swojej kariery gra w zdecydowanie lepszych filmach niż ten z ostatniej nominacji, ale każdemu się nie dogodzi W końcu ma i niech się cieszy, zasłużone
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:32:57 29-02-16    Temat postu:

Fakt
Chyba nie tylko w tym

PS. No tak mi się zdaje, że 5 i nie mam pojęcia dlaczego do tej pory nie zgarnął tej statuetki, ale lepiej późno niż wcale Ostatniego jego filmu nie widziałam jeszcze, więc się nie wypowiem, ale na pewno mógł tego Oscara dostać wcześniej więc mnie wcale te komentarze nie dziwią Niektórzy się nawet podobno śmieją, że ten Oscar to nie za rolę w ostatnim filmie, ale za to, że przez te 20 lat tak cudownie grał, że mu wcale na Oscarze nie zależy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:52:41 29-02-16    Temat postu:

Haha.... no właśnie
Może i nie

PS. No cóż, zgarniali inni Ja też nie widziałam, tylko słyszałam opinie i to najróżniejsze, łącznie z tym, że poprzednie filmy z DiCaprio były lepsze, ale kwestia gustu, a o tych się przecież nie dyskutuje Haha.... no może coś w tym jest
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Następny
Strona 4 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin