Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The American Agents - odc. 10
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 27, 28, 29, 30  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:00:52 03-07-15    Temat postu:

Ooo matko takie to wszytko zakręcone , że trudno się odenaleźć ;d Ja tu juz myślałam , ze skoro rozpracowali ten szyfr to dotrą do tego gościa i w końcu coś sie dowiedzą konkretnego , ale ja widzę , że klapa , a tak było blisko ;/ Hhah zanim Liam i Spellam zaczęli romzawiac o tych ze zdrajca jest wśród nich to jak czytałam rozdział wtedy kiedy porywali Martina i Vipera tooo juz mi tu cos nie pasowała , tak właśnie myślałam że tu musi być jakieś ustanowione , tylko teraz kto to jest ? Czekam z niecierpliwością na kolejny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:47:06 03-07-15    Temat postu:

Nic nie jest takie proste, szczególnie kiedy ma się do czynienia z doświadczonymi przestępcami i organizacją, która od lat działa pod przykrywką.
Ktoś sypnął. No i właśnie - kto może być szpiegiem Veritas?
Dzięki za komentarz :*


Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 16:47:37 03-07-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:08:10 05-07-15    Temat postu:

Noooo ja nie wie do końca kto może być tym szpiegiem ;D Poczekam na następny odcinek , mam nadzieje że cos sie w nim wyjaśni ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:19:36 05-07-15    Temat postu:

Postaram się, żeby więcej zagadek w najbliższym czasie nie było i naprawdę spróbuję wszystko wyjaśnić, włącznie z informacją kto jest tym szpiegiem Powiem szczerze, że to akurat mam od dawna obmyślone
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:08:04 05-07-15    Temat postu:

No to w takim razie ja czekam na rozwikłanie tych zagadek ;D Bo czasam to już się gubię hahaha
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:38:03 23-07-15    Temat postu:

ODCINEK 5: "THE VIRUS" – "WIRUS"

W swoim trzydziestodwuletnim życiu i jedenastoletniej karierze agenta, Liam był świadkiem wielu nieprawdopodobnych zdarzeń. Znajdował się w ekstremalnych sytuacjach, ale zawsze umiał sobie z nimi poradzić. Jednak teraz nie mógł znieść świadomości, że wśród jego sojuszników był zdrajca i w żaden sposób nie mógł znaleźć rozwiązania.
Siedział na kanapie w salonie utkwiwszy swoje błękitne oczy w siedzącym naprzeciwko Spellmanie, starając się spojrzeć w głąb jego duszy. Dean siedział na fotelu i choć Liam na niego nie patrzył, był pewny, że żółtodziób obgryza paznokcie ze zdenerwowania. Nikt się nie odzywał.
Spellman spoglądał to na Liama, to na Deana, najwyraźniej zdając sobie sprawę, co teraz dzieje się w ich głowach.
– Miejmy to za sobą – odezwał się w końcu, klaszcząc w ręce jakby wpadł na jakiś wyjątkowo mądry pomysł. – Zapytaj mnie o to, o co chcesz zapytać. Nie zniosę dłużej tej niezręcznej ciszy.
Liam pochylił się do przodu, zmniejszając dystans między nim a Dyrektorem Departamentu Spraw Wewnętrznych, który siedział na fotelu naprzeciwko. Zawsze traktował Spellmana jako równego gościa; trochę surowego, trochę sztywniaka, ale myślał, że jest w porządku. Teraz, nie był tego taki pewien.
- To ty poinformowałeś mnie o szpiegach - zaczął, jakby mówił bardziej do siebie, niż do niego. - Ty próbowałeś wyciągnąć informacje na temat tego, co wydarzyło się w Święto Dziękczynienia na Alasce. Ty wysnułeś hipotezę, że zdradził ktoś z naszego grona. I wreszcie – to ty jesteś szychą w CIA, co stwarza idealne warunki do inwigilowania wywiadu.
- Nie wydaje ci się to dziwne? Czy gdybym rzeczywiście był szpiegiem, to czy ostrzegałbym cię przed nimi?
- Chciałeś uśpić moją czujność.
- Wiesz, że to nieprawda.
- Już nie wiem, co jest prawdą a co kłamstwem.
Tak się właśnie czuł - kiedyś wierzył tylko w to, co można udowodnić. Veritas było dla niego legendą, bo nigdy nie natrafił na wiarygodne dowody jej istnienia, a teraz wszystko zaczęło się sypać właśnie przez tę legendarną organizację, która nie wiedzieć czemu, nagle dała o sobie znać. Nie wiedział, komu może ufać. Nie wiedział, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.
- Rozumiem cię, Walsh - odezwał się Spellman, kiwając głową. - Na twoim miejscu pewnie też byłbym nieufny. - Wyciągnął z kieszeni marynarki coś w skórzanej oprawie i rzucił na stolik do kawy.
Liam sięgnął po to zdziwiony i ujrzał odznakę Spellmana. Widniała na niej data wystawienia. Dokładnie sprzed jedenastu lat.
- Cztery lata jako terenowy, siedem w zarządzie. Posadzili mnie za biurkiem chcąc uhonorować za zasługi dla wywiadu. Jedenaście lat... - David zawiesił głos, uśmiechając się do własnych myśli. - Tyle samo, co ty. Pamiętam cię, Liam. Pierwszego dnia nawet zamieniliśmy kilka słów. Ty pewnie już zapomniałeś...
Walsh zmarszczył brwi, usilnie próbując sobie przypomnieć tamto spotkanie. Rzeczywiście, rozmawiali w dniu złożenia przysięgi. Tyle że tamten chłopak w niczym nie przypominał faceta, siedzącego teraz przed nim. CIA potrafiło zmienić - nie tylko fizycznie, ale też mentalnie.
Liam zamyślił się - tak naprawdę nie chciał dopuścić do siebie myśli, że to Spellman jest szpiegiem. Polubił go przez te kilka miesięcy i miał wrażenie, że Dyrektor Departamentu Spraw Wewnętrznych też darzy go sympatią, a ostatnio trudno było znaleźć osobę, która brałaby na poważnie samego Liama Walsha. Jednak uwierzenie, że David Spellman był niewinny oznaczało obarczenie odpowiedzialnością któregoś z jego przyjaciół, a to nie było łatwe.
- Jeśli to nie ty - zaczął po chwili Liam zrezygnowanym tonem. Umiał rozpoznać, kiedy ktoś kłamie. A przynajmniej, tak mu się wydawało - to oznacza, że albo Viper, albo Xavier zdradzili...
- Viper nie mógł tego zrobić - odezwał się po raz pierwszy od dawna Dean. - Jest naszym przyjacielem i dobrym agentem. Nie zrobiłby tego.
Spellman zamyślił się nad czymś głęboko, uważnie lustrując spojrzeniem Sullivana. Nie uszło to uwadze Liama.
- Chyba nie sądzisz, że to Dean jest szpiegiem? Przecież to żałosny żółtodziób, nie dałby rady...
- Hej! - Dean poczuł się głęboko urażony, choć - jakby na to nie patrzeć - Liam stanął w jego obronie.
- Być może to jego taktyka. - David wstał i założył ręce na piersi, spoglądając na Deana z góry. - Udaje niedorajdę, żeby cię zmylić i oddalić od siebie podejrzenia.
- Okay... - Dean również wstał, uśmiechając się z zakłopotaniem. - Pozostawię bez komentarza fakt, że właśnie nazwałeś mnie niedorajdą. Chyba nie mówisz poważnie, Spellman? Niby dlaczego miałbym być szpiegiem? Nie znam Veritas, nigdy o nich nie słyszałem, a Dylana nawet nigdy nie poznałem!
- Uspokój się, Dean, to tylko teoria...
- Łatwo ci mówić! Byłem lojalny od początku! Nie zdradziłem cię, Liam, kiedy Spellman mnie przesłuchiwał w Langley na temat tego, co wydarzyło się w Święto Dziękczynienia. Jestem twoim przyjacielem, do cholery! A przynajmniej starałem się nim być od pół roku! To ja wpadłem na pomysł, żeby wysłać cię do szpitala psychiatrycznego, żeby Veritas cię tam nie dopadła, już zapomniałeś?
Liam wpatrywał się w Deana przez dłuższą chwilę. Wierzył mu. Ale być może to nie wystarczyło. Z tego, co wiedzieli, Veritas czaiło się wszędzie i nikt nie wiedział, kto należy do tej tajnej organizacji. Mógł to być wykwalifikowany agent, członek zarządu, analityk, a nawet - młodociany członek programu "The American Agents".
- Mam pomysł. - Spellman przestał przypatrywać się Deanowi z uwagą i zaczął gorączkowo rozglądać się po pomieszczeniu.
W salonie znajdowało się sporo pudeł, których Liam nie zdążył jeszcze rozpakować po przeprowadzce do domu Dylana. Spellman wytrzasnął skądś marker i zaczął kreślić coś na kartonie.
- Co wiemy o Veritas? - zapytał David, wypisując nazwę organizacji na samej górze. - Miesza się w sprawy CIA i MI6. - Wpisał nazwy wywiadów, odchodzące od strzałek przy nazwie stowarzyszenia. - Wiemy, że porwali Dylana i torturowali go gdzieś w Anglii razem z Beckettem...
Wypisywał coraz więcej strzałek, a Liam i Dean podeszli bliżej.
- Nie zapomnij o Haffnerze, on też coś wiedział - podpowiedział Liam, a Spellman natychmiast napisał nazwisko, które udało im się niedawno odszyfrować i połączył je z nazwiskiem Dylana, stawiając przy nim krzyżyk i wielki znak zapytania.
- A co ma niby znaczyć ten krzyżyk? - zapytał Dean, spoglądając na Spellmana nieufnie. Miał świadomość, że agent nadal może widzieć w nim szpiega, a on również przestał darzyć go całkowitym zaufaniem.
- Że gość nie żyje - odpowiedział Dyrektor, nie zaszczycając młodego nawet spojrzeniem.
Wkrótce pudło było pokryte najróżniejszymi zapiskami i nazwiskami, jednak wciąż najwięcej było znaków zapytania. Przy dopisku: "Kto jest szpiegiem?" widniały 4 imiona. Liam wziął flamaster od Davida i skreślił z listy jego i Deana, pozostawiając tylko Xaviera i Vipera. Spellman spojrzał na niego zszokowany, więc w odpowiedzi rzucił:
- To wszystko nie ma sensu. Jeśli nie zaufamy sobie, to już nikomu nie będziemy mogli ufać.
- To bardzo szlachetne z twojej strony, Walsh - zaczął Spellman, ale najwidoczniej nie podzielał jego opinii - ale musisz myśleć racjonalnie. Nie może zaślepiać cię przywiązanie do przyjaciół czy dawne znajomości. Nie możesz sobie pozwolić na sentymentalizm. Właśnie przez zaufanie nieodpowiednim osobom znaleźliśmy się w tym położeniu.
- Doskonale o tym wiem. - Liam spojrzał na Davida z determinacją w oczach. - Ale nie wierzę, że ty albo Dean mogliście zdradzić. Szczerze mówiąc, nie chce mi się też wierzyć, że mógłby to zrobić V albo Martin...
- Stawiam na Xaviera - odezwał się Dean, a kiedy agenci na niego spojrzeli, wzruszył tylko ramionami. - Od lat nienawidzi Liama. Zrobiłby wszystko, by uprzykrzyć mu życie.
- Tak, ale nie zapominaj, że Martin stracił rodziców - zauważył Liam. - Jestem prawie pewny, że padli ofiarą Veritas, nie mam tylko pojęcia, dlaczego ich załatwili. A siostra Martina, Rebekah, też wsiąkła jak kamfora. Czy naprawdę sądzisz, że gdyby Martin był szpiegiem Veritas prosiłby mnie o pomoc w jej odnalezieniu, wiedząc, że najprawdopodobniej została uprowadzona przez pochodną organizacji?
- Ale to przecież może być tylko gra - zauważył Dean, wyrywając mu z ręki flamaster i spoglądając na kartonowe pudło, które było już prawie całkowicie zapisane. - Co przemawia na korzyść Xaviera? Martwi rodzice, zaginiona siostra, wieloletnie doświadczenie w CIA. Z drugiej strony - nie cierpi Liama, szybko awansował w zarządzie tuż po śmierci Alana Reeda i, nie ukrywajmy, jest niezłym sukinsynem.
Spellman wyglądał jakby miał ochotę się roześmiać. Chyba wreszcie zrozumiał, że jego podejrzenia względem Deana były niesłuszne. Jednak nie można mu się dziwić - był agentem. To było dla niego naturalne.
- A O'Connor? - zapytał po chwili David, zastanawiając się nad czymś usilnie. - Z tego, co mi wiadomo, ma podejrzaną przeszłość. Był agentem terenowym, ale kilka lat temu po urazie, jakiego doznał w akcji, zrezygnował i przeszedł do analityków, gdzie dobrze się sprawdzał jako że ukończył MIT. Jest geniuszem komputerowym, co stwarza mu idealne warunki do inwigilacji CIA.
- Poznałem Vipera w 2007 roku. Mieliśmy razem akcję w Kijowie - powiedział Liam, przypominając sobie stare czasy.
- Wtedy Viper został ranny przez Walkovica, prawda? Dlatego tak strasznie chciał go dorwać w zeszłym roku, kiedy ponownie ścigaliśmy Dmitrija? - Dean zmrużył oczy, przysłuchując się uważnie temu, co Walsh miał im do powiedzenia.
- Tak było. Krótko po tej akcji zrezygnował i został analitykiem. Nigdy nie dowiedziałem się, dlaczego. Za mało się znaliśmy, by zadawać sobie takie pytania. Od tamtej pory się przyjaźnimy.
- No cóż... - Spellman przeczesał włosy palcami. Sprawa zaczynała się coraz bardziej komplikować. - Nie chcę nikogo bezpodstawnie oskarżać... - Dean odchrząknął głośno, dając mu do zrozumienia, że już to zrobił dzisiejszego wieczora. - Ale wydaje mi się, że O'Connor jest najbardziej podejrzany. Znał Walkovica na długo przed tym jak ten zaczął pracować dla Bruna i mógł maczać palce w porwaniu Dylana.
- Ja też znałem Dmitrija - zauważył Walsh. - To niczego nie dowodzi. Zresztą, Ukrainiec został zamordowany właśnie przez Veritas. Po co V miałby z nim współpracować?
- Nie wiem, Walsh, to wszystkie jest popieprzone. Ale wiem jedno - Spellman zawiesił głos jakby sam nie chciał wyartykułować swoich podejrzeń. - Ktoś, komu ufałeś, zdradził cię i jeśli mamy rację, to okłamywał cię od samego początku. Przykro mi, ale wszystko wskazuje na to, że szpiegiem jest właśnie Viper O'Connor. Kto inny, jak nie właśnie twój przyjaciel i sąsiad, miałby lepszy wgląd w twoje życie?
- Nie mówisz poważnie, David. - Dean pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie chciał do siebie dopuścić myśli, że ktoś, kogo on i Liam uważali za przyjaciela mógłby ich oszukiwać przez ten cały czas. - Nic nie wiemy na pewno. Równie dobrze, to może być Xavier Martin. Był na Alasce w Święto Dziękczynienia, kiedy pojawił się John Doe, to znaczy Beckett, a później dom ciotki Liama spłonął. To nie jest przypadek.
- Ty też tam byłeś, Dean - zauważył rozsądnie Walsh, łapiąc się za głowę i czując się jak największy głupiec pod słońcem.
- Myślałem, że zostałem oczyszczony z zarzutów? - Sullivan spojrzał na swojego mentora z groźną miną. - Mówię tylko, że może to nie jest takie proste. Może ktoś zdradził przypadkiem...
- Nie ma mowy o przypadkach, Dean! - Liam pokręcił głową, jakby chciał odrzucić od siebie te wszystkie informacje, które na niego spłynęły w ostatnim czasie. - Obudź się! To nie jest liceum, to prawdziwy świat, a nam przyszło w nim żyć. Chcesz być agentem? Naucz się, że czasami nawet przyjaciel może wbić ci nóż w plecy.
- Dzisiaj... - Spellman przerwał tę wymianę zdań, zastanawiając się nad czymś uparcie. - Zarówno Viper, jak i Xavier zaoferowali się, że zmylą szpiegów. Może źle do tego podchodzimy? Może oni współpracują ze sobą. Może mamy do czynienia z dwoma szpiegami?
- To jest oczywiście możliwe, ale... wiecie co? Chyba powinniśmy porozmawiać z kimś, kto może nam pomóc w dowiedzeniu się prawdy. - Liam spojrzał na Deana i Spellmana. - A raczej z dwoma osobami.
- Okay... Weź tylko pod uwagę, że nie możemy mieć w stu procentach pewności czy te osoby nie są szpiegami - przypomniał mu Dean, a Liam uśmiechnął się po raz pierwszy tego wieczora.
- Co do jednej osoby nie mam pewności, ale drugiej powierzyłbym własne życie.
- Więc o kim mowa? - David założył ręce na piersi, wpatrując się wyczekująco w gospodarza domu.
- Pierwszą z nich jest Carter Cameron. Dobrze zna Vipera i może nam udzielić kilku wskazówek.
- CC? - Dean był najwyraźniej wzburzony. - Przecież mógł współpracować z V od samego początku!
- I właśnie dlatego powinniśmy z nim pogadać, pomijając oczywiście kilka szczegółów.
- A co z tym drugim gościem? Kogo miałeś na myśli?
- Spencera Holbrooka.
- Kto to? - zdziwił się Dean, próbując sobie przypomnieć, czy już gdzieś słyszał to nazwisko.
- Ty znasz go pewnie bardziej pod imieniem Sky.
- Sky? Ten barman? - Sullivan wywrócił oczami, czując że ten dzień był jednym z najdziwniejszych w jego życiu. - Chyba już nic mnie nie zdziwi...

***

Dean i Spellman ruszyli na spotkanie z Carterem. Liam miał spotkać się ze Sky'em. Stwierdzili, że lepiej się rozdzielić, żeby nie ryzykować. Walsh miał nadzieję, że po ostatnich wydarzeniach Veritas da im chwilę spokoju. Kimkolwiek byli członkowie tajnej organizacji, nie byli głupi. Wiedzieli, że nie mogą postępować pochopnie. A teraz, kiedy dwóch agentów CIA zniknęło w tajemniczych okolicznościach, tych niewielu członków wywiadu, którzy nie przeszli jeszcze na "ciemną stronę" mogło domyślić się, co w trawie piszczy i z powodzeniem ujawnić ich działalność, a tego na pewno nie chcieli.
Liam sądził też, że na jakiś czas odpuszczą, chcąc uśpić jego czujność. Bar Sky'a znajdował się niedaleko jego dawnego apartamentu w Virginia Beach. Ktoś mógłby pomyśleć, że to głupota wracać na stare śmieci, kiedy szpiedzy czekają na twoje życie, ale Walsh był pewny, że pod latarnią najciemniej. Nikt nie spodziewał się, że wróci w okolicę starego mieszkania i będzie węszył.
- Liam. - Sky ściszył głos, widząc Walsha wchodzącego do jego baru i podchodzącego do lady. Było to zupełnie niepotrzebne, bo głośna muzyka i rozmowy klientów skutecznie udaremniały jakimkolwiek niepowołanym osobom podsłuchanie ich rozmowy. - Co ty tu robisz? Nie powinieneś czasem... no wiesz... zaszyć się w jakiejś ciemnej dziurze i czekać aż ten koszmar się skończy?
- Przyszedłem napić się ze starym kumplem. Najlepiej gdzieś na zapleczu...
Sky spojrzał na agenta, kiwając głową. Bez słowa chwycił za butelkę najmocniejszej whisky i dwie szklanki, po czym poprowadził Liama do magazynu na tył baru.
- Cholernie się cieszę, że cię widzę, Liam - zaczął barman, rozlewając płyn do szklanek, kiedy już znaleźli się w bezpiecznym miejscu. - Żywego.
- Dzięki. - Liam uśmiechnął się blado, przyjmując od znajomego szklankę z alkoholem i wypijając jej zawartość jednym haustem. Skrzywił się i odstawił ją z hukiem na stolik, prosząc o dolewkę. Tego mu było trzeba.
- Czemu zawdzięczam tę wizytę? - zagadnął Sky, kiedy już obaj wypili po dwie kolejki. - Wiadomo coś nowego w sprawie Dylana?
Liam nie odpowiedział od razu. Przetarł zmęczone oczy dłońmi i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w dno pustej szklanki. Zaczął się zastanawiać, kiedy ostatnio przespał całą noc. Nim się obejrzał, opowiadał już barmanowi wszystko, co wydarzyło się od ich ostatniego spotkania - o propozycji pomocy od Bruna w zamian za ochronę CIA, której Liam nie mógł mu przecież zapewnić; o rozmowie z Martinem, który powiadomił go o tym, że Dean jest synem legendy wywiadu; o tym jak rozgryzł tajny szyfr Dylana i o tym jak już godzinę później Leonard Haffner nie żył, a wreszcie o tym, że ktoś, komu ufał okazał się szpiegiem.
Sky wysłuchał wszystkiego w skupieniu, nie przerywając agentowi. Starał sie nie okazywać emocji, ale Liam wydedukował, że to wszystko przerasta emerytowanego agenta. Kiedyś był jednym z najlepszych i pewnie nadal by służył, gdyby nie wada serca. Nie był w końcu taki stary - miał pięćdziesiąt kilka lat na karku.
- Biedny Leo - westchnął barman, kiedy opowieść Liama dobiegła końca. - To był dobry facet. Chociaż muszę przyznać, że nie mam pojęcia dlaczego Dylan zasugerował ci, byś się z nim skontaktował. Ponoć ostatnio kompletnie zdziwaczał. To chyba Alzheimer, nie jestem pewien. Veritas też nie powinni się go obawiać. Nie był zagrożeniem.
- Widocznie był, skoro Veritas postanowili go ukatrupić, żeby nie puścił pary z ust. Widocznie nie był tak zdziecinniały.
- A Sulli... Nie miałem pojęcia, że Dean to syn Johna Sullivana, w życiu bym go nie poznał. Kiedyś widziałem jego synów. Jeden jedyny raz, wieki temu. Dean był młodszy i trochę przy kości. Ale Sulli zawsze dobrze się o nim wypowiadał. Cholera, jego dzieciaki nie mogły mieć lekko. John starał się jak mógł oddzielić życie zawodowe od prywatnego. Rodzina nawet nie wiedziała, że jest agentem. Kiedy zginął, jego żonie i synom powiedziano, że popełnił samobójstwo. Ujma dla tego wielkiego człowieka, naprawdę...
Liam nie wiedział, co na ten temat odpowiedzieć, więc milczał.
- I naprawdę myślisz, że to Viper mógł zdradzić?
- Nie mam pojęcia. To mógł być on albo Martin.
- Albo Dean. Albo Spellman - dodał Sky, kręcąc głową. - Naprawdę, Liam. Nic mnie już nie zdziwi. Słyszałem takie historie o moich kolegach z wywiadu, że aż włos się na karku jeży... O ludziach, których nigdy nie posądziłbym o zdradę.
- Komuś muszę zaufać, w przeciwnym razie w ogóle sobie z tym nie poradzę i nigdy nie pomogę Dylanowi.
- A jego córka, Anna? Mówiłeś, że pracuje dla tej sekty. Może ona pomoże?
- Pogadam z nią, ale na razie muszę rozgryźć, kto jest szpiegiem. Jeśli siostra Martina dostała się w łapy sekty, będę miał przynajmniej kartę przetargową na Martina, jeśli okaże się, że to on zdradził.
Spencer 'Sky' Holbrook pokiwał głową i przetarł twarz dłońmi.
- Oczywiście wiedz, że możesz na mnie liczyć, Walsh. Może i nie jestem już młodziakiem, ale bronią nadal nieźle się posługuję.
- Dzięki, Sky. - Liam uśmiechnął się, choć był to smutny uśmiech. - Ale strzelanie do niewidzialnych wrogów może być problematyczne.
- Coś wymyślimy, Liam, nie łam się. A przy okazji spróbuję znaleźć tyle osób do pomocy, ile się da. Każda para rąk się przyda.

***

Carter nie był zadowolony, kiedy na progu swojego motelowego pokoju zastał starego znajomego w towarzystwie Dyrektora Spraw Wewnętrznych, którzy brutalnie obudzili go w środku nocy. Pomagał CIA, ale prywatne porachunki Liama Walsha były ponad jego siły. Nie był agentem, tylko zwykłym hakerem na zlecenie wywiadu.
- Mam nadzieję, że zapłacicie mi za nadgodziny - powiedział, wpuszczając ich do środka.
Powieki miał sklejone i ledwo przez nie widział. W nikłym świetle małej lampy zdążył jednak zauważyć, że miny przybyszy są dość poważne.
- O co chodzi? Kto tym razem zginał? - zapytał jak gdyby nigdy nic, sądząc, że właśnie to jest powodem ich przybycia.
- Leonard Haffner - odpowiedział David Spellman, uważnie obserwując twarz Camerona.
Ten jednak nie dał po sobie w żaden sposób poznać, by znał to nazwisko.
- A kto to taki? - zapytał, nadal lekko nieprzytomny po tej pobudce w środku nocy.
- Jeden z emerytowanych agentów. Veritas go dopadła - wyjaśnił Dean, po czym zdecydował się na zastosowanie drastycznych środków. - Podobnie jak Vipera. On też nie żyje.
Carter rozbudził się całkowicie, przecierając oczy i wytrzeszczając je ze zdumienia.
- Co ty mówisz? Viper? Jak to?
- Porwali go i słuch po nim zaginął. - Spellman zdecydował się kontynuować grę, którą zaczął Dean. Dobrym posunięciem było nie informowanie Cartera o swoich podejrzeniach względem Vipera, szczególnie jeśli mógłby się on okazać jego wspólnikiem. - Sądzimy, że nie żyje.
Haker usiadł na rozklekotanym łóżku w pokoju motelowym i wpatrzył się pustym wzrokiem w podłogę, starając się przetrawić tę informację.
- Dobrze znałeś Vipera? - zapytał Dyrektor, obchodząc pomieszczenie i uważnie zaglądając w każdy kąt.
- Studiowaliśmy razem na MIT. Czasem wzywał mnie do pomocy w akcjach, wstawił się za mną do CIA - wyliczał Carter, nie bardzo wiedząc, do czego zmierza ta rozmowa. - A kilka miesięcy temu skontaktował się ze mnę, żebym znalazł Bruna Garina. Mówiąc szczerze, trochę mnie to zdziwiło...
- A to niby dlaczego? - Dean zmarszczył czoło, przysłuchując się wyznaniom Cartera i rzucając porozumiewawcze spojrzenie Spellmanowi.
- Viper zawsze był dobrym hakerem - wyjaśnił Cameron, spoglądając to na Davida, to na Deana. - Może nie tak dobrym jak ja, ale z powodzeniem mógł przełamać zabezpieczenia CIA. Może po prostu się bał. Gdyby go nakryli, miałby kłopoty, a ja potrafię włamać się do każdej bazy niezauważony.
- Więc mógłbyś włamać się teraz i znaleźć jakieś informacje na temat Haffnera?
Carter spojrzał na Deana, który zadał to pytanie, jakby chciał powiedzieć: "Proszę cię, rozmawiasz z geniuszem." Chwilę później już śmigał palcami po klawiaturze, włamując się do tajnej bazy CIA.
- To niemożliwe - powiedział, bardziej do siebie niż do nich, po kilku minutach hakowania.
- Co takiego? - David i Dean zaglądali mu przez ramię, nic nie rozumiejąc.
- Nie mogę się włamać.
- Jak to? Przecież podobno możesz się włamać do każdej bazy! - żachnął się Spellman, nieźle poirytowany.
- Bo to prawda, ale nie kiedy baza została pożarta przez wirusa! - Oczy Cartera biegały szybko po ekranie, starając się znaleźć źródło problemu.
- Ktoś wpuścił wirusa do bazy CIA? - zdziwił się Dean, spoglądając na Dyrektora Departamentu Spraw Wewnętrznych i oczekując odpowiedzi.
- To niemożliwe - powtórzył Carter, nie przejmując się tym, że pytanie nie było zarezerwowane dla niego. - Po co CIA miałoby infekować swój własny system? Przecież tutaj są wszystkie dane - informacje o pracownikach, więźniach, tajnych akcjach - to nie ma sensu. Musiałby to zrobić ktoś z wewnątrz...
- To akurat nie jest problemem, w końcu w wywiadzie aż roi się od szpiegów - zauważył Spellman, wpatrując się w ekran laptopa jak zahipnotyzowany.
- Nie, nie, nie! - powiedział sam do siebie Cameron.
- Co się stało? - zapytali jednocześnie Dean i Spellman.
- Spójrzcie! - Haker wskazał na ekran, na którym zaczęły szybko migać obrazy.
Dane CIA powoli zostawały wymazywane.
- Zrób coś! - warknął Spellman, ale Carter załamał ręce.
- Nie mogę, już po wszystkim.
Baza CIA była pusta. Wszystkie informacje, które w jakiś sposób mogłyby pomóc im się dowiedzieć czegoś na temat Leonarda Haffnera i jego udziału w tej całej sprawie zniknęły bezpowrotnie. Carter jeszcze długo nie mógł dojść do siebie, wytrzeszczając oczy w ekran komputera.
- Co jest? - zapytał Dean, widząc że jego dawny znajomy zbladł jak kreda.
- To dziwne - odpowiedział Carter, kręcąc głową, jakby nie chciał dopuścić do siebie myśli, która właśnie przyszła mu do głowy.
- Co jest dziwne?
- Ten wirus...
- Wiesz, kto go wysłał? - zapytał Spellman, zaciskając pięści z bezsilności.
- Tak się składa, że jest tylko jedna osoba, która mogła to zrobić. - Carter spojrzał na agenta i żółtodzioba nadal blady jak ściana. - To autorski wirus Vipera O'Connora.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:41:24 23-07-15    Temat postu:

Autorski wirus Vipera O.o ale się porobiło. Może ktoś go do tego zmusił? Jeden wirus jeszcze nie przesądza sprawy. Wolałabym, żeby to ten Martin okazał się szpiegiem - od początku mi śmierdział. Liam zawsze ma pod górkę. Jego aktualna sytuacja jest fatalna no bo jak można żyć ze świadomością, że Twoi najbliżsi są ostatnimi łobuzami? Nie może nikomu ufać i powinien być bardzo czujny, ale z drugiej strony takie informacje potrafią wstrząsnąć człowiekiem i zachwiać jego równowagę (a nasz Liam emocjonalnie i tak jest nieźle poturbowany). Brakuje mi troszkę pani psycholog w tym wszystkim.
Świetny rozdział. Dalej nie wyjaśniło się zbyt wiele, ale przynajmniej przyjemnie się czytało. Opowiadanie wciąga na maksa!
Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:51:27 24-07-15    Temat postu:

Dziękuję za komentarz, Madziu :*
Mnie też brakuje pani psycholog, postaram się żeby pojawiła się w kolejnym rozdziale, bo w poprzednich jakoś nie było dla niej miejsca. Ktoś musi pomóc Liamowi przez to wszystko przejść.
I nadal jest sporo wątpliwości, ale mam nadzieję, że kolejny rozdział je wszystkie rozwieje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:55:57 24-07-15    Temat postu:

Tak, tak. Pani psycholog z pewnością mu pomoże... Chyba Liczę też na jej bystry umysł Może rozmowa z nią faktycznie pomogłaby Liamowi rozwiać niektóre wątpliwości (i mi przy okazji). W końcu to kobieta i na pewno poradzi sobie z ogarnięciem naszego agenta

Ostatnio zmieniony przez Aberracja dnia 9:57:25 24-07-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:00:41 24-07-15    Temat postu:

Teoretycznie tak powinno być. Ale pamiętajmy że Leila nie jest typową panią psycholog, przynajmniej jeśli jej pacjentem jest Liam Walsh. jak to Dean kiedyś ujął - Leila jest żeńską wersją Liama i drą ze sobą koty na każdm kroku. Może i tym razem nic z tego nie wyjdzie. Chociaż... kto ich tam wie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:45:07 24-07-15    Temat postu:

Doskonale o tym pamiętam, dlatego jestem ciekawa ich ponownego starcia. Uważam, że właśnie przez to, że Leila jest taka jaka jest i ma taki kontakt z Liamem jaki ma to jak nikt inny potrafi zwrócić jego uwagę na coś, na co nie wpadłby sam. Taką mam wizję. Super Leila na ratunek czy coś (co nie znaczy, że ma być przy tym miła i wielbić Liama - tego nawet ja bym nie kupiła). Sama nawet nie wiem czemu tak sobie ją wyobrażam Ale to bystra babeczka!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:05:58 27-07-15    Temat postu:

No tak teraz snują teorie kto ewentualnie mógł by być tym szpiegiem, i w sumie prawie na temat każdego mają jakieś podejrzenia. noo jak dla mnie to Dean na pewno nie , czy Viper ja jak już cos właśnie podejrzewała bym Martina. Ciekawa jestem czy kiedy kolwiek Liam będzie miał święty spokój , że w końcu będzie miał normalne życie bez tych problemów . Bo teraz jeszcze ma gdzies do okoła siebie zdrajców i nawet nie wiem kim oni są .
Okazuje się że niby po Viperze ślad zaginął ... no ale ten Virus który wyczyścił całą bazę danych .. teraz to ja już sama nie wiem ..
Czekam na kolejny :d
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:35:16 27-07-15    Temat postu:

I powiem Ci, Madziu, ze to jest bardzo dobry sposób myślenia! Aż mi dałaś kopa do pisania Bystra jest i może właśnie dlatego Liam tak jej nie lubi

Justyna, normalnie pewnie by też podejrzewali Liama, ale chyba nie byłby na tyle głupi, żeby na własne życie czyhać. Muszą jednak rozpatrzyć za i przeciw każdemu z nich. W kolejnym odcinku już NA PEWNO się okaże kto jest szpiegiem
Dzięki za komentarz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:52:47 27-07-15    Temat postu:

To bardzo mnie to cieszy Czekam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:43:34 28-07-15    Temat postu:

Hoho, w takim razie nie mogę się doczekać co tam stworzysz i cieszę się, że sprawiłam Ci tego kopa - jeśli kolejny odcinek będzie już niebawem!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 27, 28, 29, 30  Następny
Strona 28 z 30

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin