Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The Royals Rozdział drugi
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaczytany_chomik
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 30 Mar 2019
Posty: 364
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:27:26 12-07-19    Temat postu:

Madziu dziękuje za komentarz :*

Małe księżniczki wzięły tatusia pod pantofel Elizabeth snobką? " D przypisuje jej wiele cech ale nie snobizm ciekawe spostrzeżenie Tak na pierogi ruskie. Kurcze wszystkie moje postacie jedzą pierogi ruskie

Vinny no zobaczymy czy się wywinie czy też nie.

To było pierwsze wspomnienie o życiu Willow myślę, że będzie tego więcej. I tak bycie księciem ma swoje plusy a czy cios w nos będzie miał swoje konsekwencje zobaczymy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5372
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:58:30 12-07-19    Temat postu:

Nie wiem, dlaczego, ale w tej retrospekcji miałam takie wrażenie. Taka pancia z wyższych sfer, bo nie je mięsa, nie pije alkoholu itp. Takie ma różne swoje zasady i wielki szok, dlaczego Ezekiel o tym nie wiedział. Ale tak jak mówię, może to przez Lily było spotęgowane, bo to ona głównie nakręcała to wszystko

Czekam na ciąg dalszy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zaczytany_chomik
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 30 Mar 2019
Posty: 364
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:13:00 12-07-19    Temat postu:

A będę jej bronić Elizabeth nie je surowego mięsa, nie pije alkoholu bo ma swoje powody. Co do zasad to niestety obowiązuje ją protokół i dlaczego Elizabeth zachowywała się tak a nie inaczej wobec Ezekiela wyjaśnię

W weekend powinno się coś pojawić
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5372
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:37:18 12-07-19    Temat postu:

No jasne, trzeba swoich postaci bronić Po prostu mam wrażenie, że dzięki temu, że poznała Johna przestała być taką typową księżniczką i stała się bardziej zwyczajną kobietą.

Ok czekam w takim razie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zaczytany_chomik
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 30 Mar 2019
Posty: 364
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:19:24 21-07-19    Temat postu:

Madziu i masz rację John ją zmienił. I to bardzo

Siedem

George nigdy nie ukrywał, iż jego ukochaną wnuczką jest Josephine. Od najmłodszych lat Josie była jego ulubienicą i nie tylko z powodu jej łagodnego i delikatnego uosobienia , ale głównie dlatego iż jako jedyna z rodziny dbała o jego uczucia. Dla większości dzieci, wnucząt czy dalszej rodziny był niczym dojna krowa do której wymion podchodzi się w celu osiągnięcia korzyści. George oczywiście oddawał mniejsze lub większe przysługi świadom , iż prędzej czy później będzie prosił o ich zwrot. Często były to małe sprawy, ale sama świadomość że pewnego dnia będzie ona zwrócona sprawiała mu satysfakcję. Czasem było to załatwienie wygodnej posadki w sądzie a czasem jak w tym przypadku był to ślub.
Półtora roku tomu Josephine poprosiła go o błogosławieństwo i zgodę na ślub z Vincentem Herrerą. Oficjalnie po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia zgoda była zbyteczna, mimo to jego wnuki nadal przyprowadzały kandydata w celu zapoznania. Wiedziały bowiem, iż Króla lepiej mieć po swojej stronie. Tamtego dnia kiedy poznał Vincenta Herrerę nie polubił go. W jego oczach był wymoczkiem. Wadą Vincenta był także jego zawód. Aktor w rodzinie!
Był wielkim fanem filmów i seriali. Dostarczały mu rozrywkę i emocje. Wiedziony czystą ciekawością obejrzał dostępne w serwisach VOD filmy i jeden serial i poczuł zażenowanie. To co zobaczył niezmiernie go rozczarowało. Produkcje, które wybierał były miernej jakości. Bezsensowne strzelanki z dużą ilością krwi i latających ludzkich flaków. Nic na co normalnie zwróciłby uwagę.
Dopiero teraz, po tym wszystkim George zrozumiał jako bardzo mylił się do Vincenta Herrery. Mężczyzna był perfekcyjnym aktorem. Omamił jego piękną inteligentną wnuczkę, rozkochał ją w sobie i wżenił się w jedną z najpotężniejszych rodzin świata . Zadarł z nieodpowiednią rodziną, przemknęło przez myśl mężczyźnie. Uśmiechnął się mimowolnie. Obserwatorzy naiwnie sądzili, iż sprawiedliwość zostawi w rękach ślepej Temidy. Nic bardziej mylnego, George pozwoli go im znaleźć a później sam zajmie się wymierzeniem kary. Nie wiedział tylko jaka ona będzie. Jaką cenę zapłaci za atak na jego wnuczkę? Niewielką czy najwyższą? Z zadumy wyrwało go delikatnie naciśnięcie klamki.
— Wasza Królewska Mość — zwrócił się do niego jeden z pracowników. — Przyszedł książę John.
— Niech wejdzie i dopilnuj proszę aby nikt nam nie przeszkadzał.
— Oczywiście — skłonił się nisko i wycofał z pomieszczenia. Gestem zaprosił do środka męża Elizabeth, który nigdy nie czuł się swobodnie w towarzystwie tego człowieka.
— Wasza Wysokość — odezwał się pierwszy słysząc za swoimi plecami jak zamykają się drzwi. Nigdy nie czuł się swobodnie w towarzystwie Króla, ten człowiek go przerażał. — Dzień dobry — powiedział robiąc dwa kroki do przodu. Obserwował jak George ściąga korek z karafki stojącej na okrągłym stoliku i przelewa złoty trunek do dwóch kryształowych szklanek. Odwrócił się i jedną z nich podał Johnowi.
— Zdrowie dziewczynek — powiedział stukając lekko szklaneczką o jego szklaneczkę.
— I ich mamy — dodał pociągając niewielki łyk alkoholu. George wskazał mu gestem fotel na którym usiadł. Szklaneczkę oparł o kolano.
— Nie zaprosiłem cię tutaj aby jedynie wznieść toast — zaczął bez ogródek. Nie przepadał ze krążeniem wokół tematu, wolał od razu przejść do rzeczy — Chodzi o Josephine — dodał — chcę wiedzieć wszystko o jej stanie zdrowia i prognozach na przyszłość
John odstawił na stolik do kawy szklaneczkę i spojrzał na Króla. Zaczął mówić, powoli bez zbędnych ozdobników. Powiedział mu wszystko, wymienił wszystkie urazy jakich doznała i zapewnił, iż fizycznie powinna dość szybko dojść do siebie.
— Psychicznie jednak — zaczął patrząc mu w oczy — Będzie potrzebowała wsparcia najbliższych, być może pomocy psychologa czy terapeuty, najlepiej jednego i drugiego. Będzie potrzebować czasu i spokoju. Policja ma jakiś trop?
— Nie, na razie prowadzą przesłuchania — prychnął pod nosem jednocześnie dając wyraz tego co myśli o sposobie poszukiwań Hererry. — Wezwałam cię w jeszcze jednej sprawie. Nasz rzecznik prasowy i ekspert od wizerunku pan Gold wpadł na pewien pomysł aby odwrócić uwagę od Josephine. Jesteś lekarzem wiesz, że po wybudzeniu się ze śpiączki będzie potrzebowała przede wszystkim spokoju.
— Co to za pomysł? — zapytał
— Seria wywiadów — wyjaśnił. — Pan Gold sugeruje aby członkowie naszej rodziny otworzyli się bardziej na społeczeństwo. Oczywiście pozostaje sceptyczny co do pomysłu jednak jestem skłonny wyrazić na niego zgodę. Oczywiście pierwszego wywiadu udzielił by Anthony. Byłbyś drugi w kolejce albo trzeci po Edwardzie i Isabelli.
— To odważny pomysł — zaczął. To byłby pierwsza w historii tego typu seria. Rodzina królewska strzegła swojej prywatności i to co działo się w murach Rezydencji w nich zazwyczaj pozostawało. — wolałbym jednak najpierw porozmawiać o tym z żoną.
— Oczywiście to całkiem zrozumiałe — zgodził się z nim George — Osobiście nie przepadam za taką formą komunikacji, wywiady zwłaszcza te na żywo bo o takich mówimy bywają nieprzewidywalne. Tony ma tendencję do błaznowania a ty no cóż — rozłożył ręce — wszystko może się zdarzyć.
— Potrafię ważyć słowa.
— W to nie wątpię i nie to mnie martwi. Martwi mnie raczej fakt, iż jesteś nieślubnym synem premiera Irlandii — powiedział wprost zaskakując tym Johna — chyba nie sądzisz, że przed ślubem nie sprawdzono przeszłości twojej matki — powiedział uśmiechając się kącikiem ust. — Czterdzieści jeden lat temu miała romans z swoim kolegą ze studenckiej wymiany Lawrencem Speak zaszła w ciążę kolega nie uprzedził jej jednak, że ma żonę.
— Znam tą historię — wtrącił się John.
— Nie wątpię jednak za nim uruchomię machinę muszę mieć pewność, że nie będziemy mieć w trakcie wywiadu żadnych niespodzianek.
— Zostawił moją mamę kiedy była piątym miesiącu ciąży, wtedy też przyznał się do tego, że w Irlandii ma żonę. Obiecał, że się z nią rozwiedzie i wróci do nas. Kłamał a moja mama wychowała mnie sama. Miałem ojca może mnie nie spłodził, ale mnie wychował.
— Próbowałeś kiedykolwiek się z nim skontaktować?
— Tylko raz. To było przed ślubem moich rodziców napisałem do niego list, miałem siedem lat a adres znalazłem w notesie mamy. Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi.
— Dobrze, naprawdę dobrze — pochwalił go — Przed wywiadem pan Gold usiądzie z tobą i zada ci kilka pytań niezbyt przyjemnych pytań. Musisz mieć mniej agresywny ton głosu, ale całkiem nieźle.
— Zgodzę się na wywiad, ale pod jednym warunkiem
— Jakim?
— Dziewczynki będą mieć moje naziwsko.
George zamyślił się.
— Dobrze. Wybraliście już imiona.
— Tak, starsza Hazel Sylvia Carolina młodsza Violet Isabella Maria chcieliśmy uczcić babcie i prababcie — wyjaśnił
— O jednej zapomnieliście — zauważył z uśmieszkiem.
— Obaj dobrze wiemy dlaczego żadna z nich nie ma na imię Anna
— W istocie wiemy — przytakną mu. — Nie będę cię dłużej zatrzymywał
Król uznał rozmowę za zakończoną.

***
Josephine dryfowała między jawą a snem. Docierały do niej głosy innych ludzi. Czasem je rozpoznawała a czasem były dla niej zupełnie obce. Czuła dotyk czyjś rąk i ten smród jakby ktoś postawił gdzieś niedaleko detergenty jednak pośród tego czuła także znajomy zapach perfum. Nie męża. Vincent używał mocnych perfum te były delikatne, a kiedy brał ją za rękę dotyk był czuły i delikatny. Mimo to była się otworzyć oczy, nie chciała otwierać oczu. Nie chciała wiedzieć czy to prawda czy iluzja. Wolała być w zawieszeniu czuła się w nim niepewnie bała się jednak. Bała się tego, usłyszy od niego jak bardzo jest wielkim rozczarowaniem i musi zostać ukarana. Nie chciała aby ją bił. Tak bardzo nie chciała żeby znowu ją bił. Z gardła wydobyło się łkanie.
— Ja już nie chcę — wykrztusiła kręcąc na boki głową. Edward poderwał się ze swojego krzesła instynktownie ujmując córkę za rękę. Opuszkami palców odgarną jej włosy z twarzy.
— Cichutko skarbie — pogładził ją po policzku — jesteś już bezpieczna, już nic ci nie grozi on już nigdy cię nie skrzywdzi.
Otworzyła powoli oczy
— Tata — wychrypiała. Wpatrywała się w zatroskaną twarz ojca. zielone oczy utkwiła w czubku jego głowy gdzie wśród ciemnych włosów dostrzegła kilkanaście posiwiałych kosmyków. Palce mimowolnie zacisnęła na jego dłoni. — Ja żyję — wydukała.
Edward z trudem powstrzymał cisnące się do oczy łzy. Pochylił się nad córką wargami dotykając czubka jej głowy.
— Wszystko będzie dobrze — zapewnił ją ojcem. — Zapłaci za to.
— Nie ma go tutaj? — Zapytała.
— Nie, uciekł, ale znajdziemy go.
— I co wtedy się z nim stanie?
— Wszystko co będziesz tylko chciała — odpowiedział Edward delikatnie gładząc jej palce.m

****

Pokojówka wprowadziła go do środka dyskretnie wycofując się na korytarz. Blondyn błękitnymi oczami rozejrzał się po gustownie chociaż staroświecko urządzonym pomieszczeniu i zrobił krok do przodu. Apartament, który dzieliła księżniczka Josephine wraz z mężem dzielił się na dwa pokoje i wspólny salon. Łazienki i garderoby były oddzielnie Wzrok mężczyzny zatrzymał się na rozbitym stoliku do kawy. Tak jak prosił policja po zabezpieczeniu dowodów zaplombowała także pokój w którym doszło do przestępstwa. Służba posprząta tutaj dopiero po jego oględzinach miejsca przestępstwa. Jako profiler wiedział to miejsce zupełnie inaczej niż policja czy technicy kryminalni szukający śladów. On szukał śladów ludzkiej psychiki. Przyzwyczajeń, które Vincent Herrera posiadał, a z których nie zdawał sobie sprawy. Przeszedł szybkim krokiem do sypialni, którą zajmował Vincent.
Ściany pokoju utrzymane były w odcieniu szarości. Wystrój pomieszczenia był minimalistyczny; łóżko, komoda stojąca po lewej stronie, stolik do kawy i dwa wygodne fotela. Brak zbędnych bibelotów czy osobistych rzeczy. Pokój, ten kojarzył mu się bardziej z hotelem niż pomieszczeniem w domu. Poza tym jedyne osobiste rzeczy zostały zabezpieczone przez policję. Laptop, którego ze sobą nie zabrał, telefon komórkowy i skarby z drewnianej skrzyni. Tak policja określiła przedmioty tam znalezione. Kilka sztuk kajdanek, czarny skórzany pas ze śladami krwi, DVD ciężkiej pornografii a nawet tabletki na erekcję. Spacerując po pomieszczeniu coraz mocnej docierało do niego jak koszmarny był ostatni rok dla Josephine.
Całkowicie zdominowana przez brutalnego męża. Charles niechętnie przyznał Vincentowi cechę inteligentnego i przebiegłego, czarującego. Owinął wokół małego palce nie tylko Josie, ale także obserwatorów rodziny królewskiej. Był także ambitny. Nie zadowolił się związkiem z aktorką czy modelką, mierzył wyżej, chciał mieć więcej i więcej. I to był jego błąd, przemknęło przez myśl. Zrobił się pazerny, nieostrożny. Tamtej nocy z jakiegoś powodu stracił nad sobą panowanie. Charles westchnął. Znalezienie go nie będzie łatwe. a przekonanie Josephine aby mu w tym pomogła jeszcze trudniejsze. Telefon zawibrował w kieszeni marynarki. Odebrał
— Wybudziła się — powiedziała bez zbędnych wstępów Angela.
— Kiedy?
— Dwadzieścia minut temu
— Pozwolą cię ją przesłuchać?
— Nie mam pojęcia, książę Edward nie jest zadowolony z mojej obecności
— To zrozumiałe.
— Jedyne co udało mi się uzyskać to potwierdzenie, iż to Vincent Herrera ją napadł. Prokuratura oficjalnie puściła za nim list gończy. Rozmawiałem z Robertsem wszystko wskazuje na to, że oskarżą go nie tylko o pobicie i przemoc domową, ale także usiłowanie zabójstwa. Wszystko zależy od jej zeznań. Zgodnie z twoją radą szukamy byłych dziewczyn , kochanek Herrery a także ściągamy do Anglii jego rodziców.
— Sprawdzcie luksusowe prostytutki — zasugerował opuszczając pokój. Skinął w podziękowaniu głową szybkim krokiem zamierzając w kierunku wyjścia.
— Myślisz, że korzystał z ich usług?
— Tak — odparł bez wahania wychodząc na zewnątrz. Szybkim krokiem podszedł do zaparkowanego auta i wślizgnął się na siedzenie kierowcy. Przełączył rozmowę na słuchawkę bezprzewodową. — W jego sypialni znaleźliście ciężką pornografię — zaczął — Kajdanki, wstążki, gruby czarny pas facet lubi ostry brutalny seks a nie każda dziewczyna zgodzi się spełniać jego fantazje. Wypłaty z kart kredytowych doprowadzą was do dziewczyn. Był stałym klientem co najmniej trzech prostytutek, tacy jak on potrzebują nowych podniet i obejrzycie nagrania.
— Widziałam jeden fragment i podziękuje.
— Angela on mógł nagrywać seks-taśmy.
— Jezu — jęknęła. Ostatnią rzecz na którą miała ochotę to oglądać filmy dla dorosłych. — W niezłą kabałę się wpakowałam.
— Złap go a dostaniesz inspektora.
Zaśmiała się i rozłączyła się. Złapanie Vincenta Herrery nocą z niedzieli na poniedziałek stało się priorytetem służb w całym kraju. Już w poniedziałek oznaczono jego paszport, wzmożono kontrole na lotniskach i przejściach granicznych i jak na razie efekt poszukiwań był marny. Spoglądając na drzwi prowadzące do Sali Josephine coraz mocnej docierało do Angelii jakie piekło przeżyła księżniczka. Drzwi otworzyły się a ze środka wyszedł książę Edward.
— Wasza książęca mość — zaczęła robiąc krok do przodu.
— Nie pozwolę wam jej przesłuchać, czekając traci pani jedynie czas.
— Będę musiała to zrobić prędzej czy później — odezwała się — na razie chcę porozmawiać z waszą wysokością.
— Nie mam nic do powiedzenia — odparł ostro i usiadł.
Angela usiadła dwa krzesła dalej.
— Proszę mi o nim opowiedzieć — poprosiła łagodnie — Proszę mi pomóc go znaleźć.[/quote]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5372
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:25:54 08-08-19    Temat postu:

George może i budzi grozę w Johnie, ale mi się nawet spodobał. Już mamy podobne odczucia co do Vincenta, widać, że George poznał się na tym aktorzynie już dawno. Szkoda tylko, że pozwolił, żeby jego wnuczka wyszła za tego łajdaka. Wydaje mi się, że można się z nim dogadać. John dobrze to wykombinował, wie jak stawiać warunki. I kto by pomyślał, że John jest nieślubnym synem premiera Irlandii? No proszę, dziennikarze będą węszyć, kiedy poznają prawdę. Ale odwrócą tym samym uwagę od Josie, która potrzebuje teraz odpoczynku. Całe szczęście, że ojciec ją teraz wspiera, na pewno jest zagubiona i nie wie, co się dzieje.
I zastanawia mnie wzmianka o Annie, czyżbym coś przegapiła? Dzieci nie otrzymały po niej imienia, to znaczy że nie jest z nimi spokrewniona? Ciekawe...

A Vincent z jednej strony jest bystry, w końcu znalazł odpowiednią kryjówkę i policja w calym kraju nie może go znaleźć, ale z drugiej strony ma przechlapane. Zadarcie z rodziną królewską to nie przelewki. To się może skończyć źle zarówno dla niego jak i dla samej rodziny królewskiej - w końcu wpuścili kogoś takiego do swojej rodziny i nie zauważyli, że maltretuje księżniczkę.

Pozdrawiam


Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 19:28:13 08-08-19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zaczytany_chomik
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 30 Mar 2019
Posty: 364
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:52:52 08-08-19    Temat postu:

Madziu dziękuje za komentarz. :* To prawda Król nie polubił Vincenta i zrobi wszystko aby uwolnić go od wnuczki. A John nauczył się lawirować między rodziną królewską a normalnymi ludźmi więc potrafi też postawić na swoim. I tak John jest synem premiera i jeszcze nikt poza najbliższymi o tym nie wie

Madziu Anna jest matką Elizabeth po prostu panie nigdy nie miały ze sobą zbyt dobrego kontaktu i w ich przeszłości zdarzyły się rzeczy, które je poróżniły dlatego Elizabeth uznała, iż nie nazwie żadnej z córeczek imieniem matki.

Vincent jest sprytny to przyznaje. I przebiegły. I mimo wszystko ambitny jednak nie przewidział, że jego temperament zrujnuje wszystko. Bo ludzie nie zapominają I oberwie się obu stronom to niezaprzeczany fakt


Ostatnio zmieniony przez zaczytany_chomik dnia 20:53:16 08-08-19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zaczytany_chomik
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 30 Mar 2019
Posty: 364
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:52:58 22-09-19    Temat postu:

Osiem
Elizabeth zawsze bała się dnia w, którym zostanie mamą. Myśl o posiadaniu dzieci przerażała ją najbardziej. Odpowiedzialność za ludzkie życie i wychowanie. Strach przed macierzyństwem można było wyjaśnić dużo prościej. Nie musiała używać górnolotnych słów, aby wiedzieć dlaczego boi się bycia mamą. Nie wiedziała jak bycie matką wygląda. Tak widywała matki w telewizji, czytała o nich w książkach , ale nigdy nie znała matki. Nie miała jej więc jak miała nią być.
Anna nigdy nie okazywała miłości Elizabeth. Nie przytulała jej, nie kołysała do snu , nie opowiadała jej bajek. Wychowały ją nianie i tata. To on był prawdziwym rodzicem, to on był przy niej kiedy najbardziej potrzebowała rodzica. Edward nie Anna. Anna wybrała butelkę. I to właśnie Lizzie ojca przypominała go najbardziej ze wszystkich swoich dzieci.
Podobnie jak ojciec charakteryzował ją upór w dążeniu do celu. Kiedy założyła coś sobie niezależenie czy jest to wyprowadzka na drugi koniec kraju w wieku szesnastu lat czy też założenie własnej firmy. Dla niej nie było rzeczy niemożliwych do zrealizowania były jedynie przeszkody, które należało pokonać aby cel osiągnąć. Ośli upór, chłód i dystans z jakim traktowała ludzi sprawiły, iż otoczenie nadało jej przydomek „Królowej Śniegu”. Ktoś powiedział komuś a później sprawa przeciekła do mediów. Wszystkie brukowce w kraju tytułowały ją w ten sposób. Elizabeth nie próbowała z tym walczyć, nie komentowała tego bo po co? Czasem odnosiła wrażenie, iż nawet rodzina ma ją za taką bezuczuciową, bezpłciową księżniczkę.
Całe życie na świeczniku, w blasku fleszy poważnie odbiło się nie tylko na jej charakterze ale przede wszystkim na sposobie traktowania ludzki. Lgnęli do niej jak muchy do miodu. Uśmiechali się, zawsze skorzy dom pomocy i wbicia noża między łopatki jeśli najdzie taka potrzeba. Przez lata nauczyła się zadawać ciosy zanim ktoś wymierzy cios jej. Była nieufna i tej ostrożności nauczyła się przez lata przynależności do rodziny królewskiej.
Była księżniczką i zawsze z dużo pobłażliwością spoglądała na wszystkie małe dziewczynki przebrana w tiulowe spódniczki i noszące tiary, mające swoje berła które zawsze były zakończone gwiazdką. Za każdym razem kiedy słyszała „też chciała bym być księżniczką” uśmiechała się żadna z nich nie wiedziała iż bycie członkiem rodzinny królewskiej nie ma nic wspólnego z noszeniem pięknych kolorowych sukienek. Nigdy nie miało. Księżniczka to nie pieprzony Kopciuszek.
Od najmłodszych lata nienawidziła bajek w których piękna dziewczyna czeka aż książę przybędzie jej na ratunek przywożąc szklany pantofelek na poduszce. Nie rozumiała Kopciuszka. Dziewczyna zakochała się nie tylko w księciu z którym tańczyła i zamieniała może jedno zdanie i kiedy przyszła walka o jej życie i przyszłość wybrała płacz nad rozbitym butem niż walka o samą siebie.
Blondynka uśmiechnęła się pod nosem. Pamiętała wypracowanie, które napisała po obejrzeniu Kopciuszka. Wyraziła swoją opinię o tym, iż główna bohaterka ma niewiele wspólnego z prawdziwą arystokratą. Wyciągnęła wszystkie wady, które zauważyła u blondwłosej kazano jej poprawić wypracowanie. Córce księcia nie wypada postawić pały. Lizzie nigdy nie poprawiła wcześniejszego tekstu. Wtedy nie tylko nauczyła się trzymać język za zębami, ale postanowiła nigdy nie zamienić się w Kopciuszka. Nigdy nie będzie wołała o pomoc. Może, dlatego nienawidziła bajek, w których dopiero teraz zauważyła zmianę w retoryce. Księżniczka już nie była tylko piękną ozdobą mężczyzny, ale i odważną, posiadającą własny rozum kobietą. Taka też była Lizzie
Odważna, uparta ale przede wszystkim nigdy nie prosiła o pomoc, nie czekała na ratunek i brała życie we własne ręce. Musiała gdyż nie przetrwałby na dworze Króla jednego dnia. Wszystkie te małe dziewczynki były po prostu głupiutkimi dziewczynkami które miały zupełnie inne wyobrażenie o takich miejscach jak pałac.
Gdyż wszystko co wiesz o księżniczkach, królach, należy włożyć między bajki bo tam właśnie jest ich miejsce. To było codzienne pole bitwy gdzie nie potrzebna była broń biała czy palne lecz rozum. Tylko inteligentni manipulatorzy byli wstanie przetrwać. Bo albo ty manipulujesz nimi albo oni manipulują tobą zdecydowanie wolała należeć to do tej pierwszej grupy.
A później w jej życiu pojawił się John. Elizabeth pamiętała jeszcze składane w dzieciństwie obietnice, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Była małą dziewczynką, która patrzyła jak związek jej rodziców się rozpada. Edward w pewnym momencie miał dość jednostronnej walki o małżeństwo i złożył pozew o rozwód. Będąca jeszcze wtedy podlotkiem Lizzie za wszelką cenę chciała uniknąć losu własnych rodziców. I może właśnie dlatego przez lata nie dopuszczała nikogo do swojego serca. Miewała kochanków jednak wycofywała się za nim jej serce dążyło się zaangażować. W przypadku relacji z Johnem przepadła w dniu w którym go poznała.
Pamiętała dokładnie tamtą kuchnię i towarzyszący jej zapach. Mężczyznę z dłońmi ubrudzonymi mąką, który kilka dni później przyniósł jej skrzynkę fioletowo-żółtych fiołków. I półmisek ruskich pierogów. To takie Johna pokochała.
Zakochała się w facecie, który zaskakiwał ją na każdym kroku, który kupował jej fiołki gotował dla niej kolację, wystartował dla niej w triatlonie chociaż nie był typem sportowca. Nie miał kaloryfera na brzuchu, nie mówił czterema językami był do bólu zwyczajny. Był jej normalnością, był jej kompasem zwyczajności z którym założyła rodzinę.
Początki ich związku nie były łatwe. Elizabeth poznała go w momencie, kiedy poważnie zaczynała rozważać powrót do Edynburga. Blondynka przeprowadziła się z powrotem do miasta swojego dzieciństwa na prośbę ojca. Edward nalegał aby wróciła i spróbowała naprawić relacje z matką. Mająca wówczas dwadzieścia pięć lat Elizabeth niechętnie przystała na prośbę ojca. Zrobiła to nie wiedziona uczuciem do matki a raczej z powodu krążących plotek, iż matka i córka nie rozmawiają ze sobą odkąd Elizabeth skończyła szesnaście lat. Plotkarze po raz pierwszy od bardzo dawna mieli rację, rzeczywiście nie rozmawiała z matką mylili się jedynie co do tego ile miała lat kiedy kontakt się urwał. Czternaście nie szesnaście jak podejrzewano. Król nakazał jej także zamieszkanie w Pałacu św. Michała. I natychmiast tego pożałowała. Panie wysłano we wspólną podróż zagraniczną, która dla blondynki co było bardzo kiepskim pomysłem. Anna testująca lokalne trunki była koszmarną towarzyszką podróży, a ciągła niedyspozycja kobiety przypomniała jedynie Elizabeth o powodach które sprawiły, że wyjechała. I jeszcze próby znalezienie jej męża.
Uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie randki z Ezekielem. Anna postawiła córkę przed faktem dokonanym i umówiła ją na randkę w ciemno z młodym, przystojnym, elokwentnym prawnikiem. Zrobiła to w tajemnicy przed córką bo miała świadomość, iż żadna siła nie zmusi kobiety do pójścia na randkę w ciemno. Zwłaszcza z mężczyzną rekomendowanym przez matkę- alkoholiczkę.
Ubłagała więc Lily, aby poszła z nią. Przyjaciółka miała ocenić ów Ezekiela na którego widok obie zamarły. Trudno było go przeczyć skoro kiedy tylko weszły do restauracji poderwał się z krzesła i utkwił w niej swoje oczy.
Czuła się jak na środku sceny w teatrze. Siedzieli przy okrągłym stoliku jak podejrzewała na środku sali, kelner speszony, ale profesjonalny zapalił świeczki. Elizabeth przykleiła do twarzy uprzejmy uśmiech chociaż miała ochotę wstać i wyjść.
To był koszmarny wieczór, a zaczął się od lampki wina. Lizzie nie piła. I była to wiedza powszechnie znana. Nie raz, nie dwa publicznie odmawiała alkoholu. Ludzie głównie witający ją burmistrzowie miast czy ambasadorowie spoglądali na to z lekkim zaskoczeniem i akceptowali to. Media rozdmuchiwały całą sprawę więc znalezienie informacji w internecie nie było rzeczą trudną. I o ile kwestię próby namówienia ją na alkohol jeszcze była wstanie przeboleć to zamówienie mielonego mięsa wieprzowego z surowym jajkiem. Tego dla niej było już za dużo a spojrzenie stało się wręcz lodowate. Podziękowała za kolację, albo raczej jej brak i wyszła niemalże bez słowa.
A później w jej życiu pojawił się On.
[i]Była głodna, wściekła i miała ochotę dać komuś w twarz. Jakiś część Elizabeth zdawała sobie sprawę, iż niewiedza Ezekiela polega bardziej z niewiedzy jej matki niż jego ignorancji, lecz to nie zmienia faktu iż jakaś drobna cząstka niej poczuła się upokorzona. Lily paplała coś o znajomym Petera jednak ona nie miała najmniejszej ochoty na jakiekolwiek znajomości z facetami.
Miała oczywiście świadomość iż rzucenie serwetki na stół i wyjście z lokalu kiedy tylko zobaczyła talerzyk surowego mięsa potwierdzało wszystkie krążące o niej stereotypy lodowatej księżniczki. Zapewne następnego dnia historia jej randki trafi do sieci. Takie sytuacje długo nie pozostawały tajemnicą. Elizabeth westchnęła. Wolałby pójść do Maca tam przynajmniej mięso chociaż przetworzone było by usmażone.
Kiedy weszły do mieszkania Lily oddając płaszcz Peterowi nie przestawała paplać o jego nieudanej randce. Buzia jej się nie zamykała a Elizabeth puściła to mimo uszu mając nadzieję że w drodze albo w kuchni w której był jakiś tam John jest pizza.
— Najlepsze jest to, że Ezekiel ciągle jej o tym przypominał. Tobie — Lily z nieznanego mu powodu zniosła się głośnym perłowym śmiechem. Elizabeth ruszyła do kuchni. W środku przy blacie stał mężczyzna. Zauważyła kilkudniowy zarost i kropkę mąki na nosie.
— John to Elizabeth — przedstawił ich beztroskim tonem spoglądając to na jedno to na drugie. — Elizabeth to John, Lily ci pewnie o nim opowiadała?
— Wspominała — odpowiedziała — Elizabeth — podała mu rękę. Odwzajemnił uścisk.
— John. Miło cię poznać Elizabeth. Mam nadzieję, że lubisz pierogi — palnął bez zastanowienia.
— Zjem wszystko byle nie było z surowego mięsa.
— Farsz jest z ziemniaków i sera — wyjaśnił puszczając jej dłoń — żadnej surowizny. Słowo.
Elizabeth wślizgnęła się na wysoki barowy stołek.
— Randka w ciemno? — zapytał — Twoje spotkanie z Ezekielem — doprecyzował.
— Tak, idealny kandydat na mojego męża — zeskoczyła ze stołka i podeszła do lodówki otwierając ją, wyciągnęła ze środka butelkę wody.
— Mamy piwo.
— Ja nie pije
— Elizabeth ma alergię na alkohol — pospieszyła z wyjaśnieniem Lily
— Przepraszam nie wiedziałem.
— Ezekiel też nie wiedział — rzuciła kąśliwie Lily biorąc piwo z rąk przyjaciółki.
— Byłyście na tej randce razem?
— Siedziałam przy barze i obcerowałam kiedy Elizabeth będzie miała dosyć, ale wiedziałam, że to katastrofa. Po pierwsze używał więcej żelu do włosów niż ona.
Peter parsknął śmiechem.
— Im dalej w las tym gorzej — skomentowała — Zamówił czerwone wino a Lizzie nie pije i cały świat o tym wie, po trzecie zabrał ją do restauracji gdzie porcje są głodowe, zamówił tatara kiedy wszyscy wiedzą, że jedyne mięso, które toleruje to sushi, po piąte umówił się za pomocą mamusi.
— Umówił się poprzez matkę?
— Moją — wtrąciła się do całej rozmowy Elizabeth — Jak to się robi?
Elizabeth nie była wstanie oderwać od jego rąk wzroku. Wstała z krzesła podchodząc do niego. Stanęła za jego plecami.
— Co?
— Pierogi. Jak?
— Chodź na kanapę — Lily pociągnęła go za rękę do salonu.
— To było subtelne — skomentowała Elizabeth
— Lily nie należy do zbyt subtelnych osób — dodał John biorąc w dłonie krążek ciasta — Musisz go trochę rozszerzyć — zaczął tłumaczyć — później nakładasz czubatą łyżeczkę ciasta i zalepiasz, końcówką tworzysz wzorek i gotowe podał jej pieroga — później się gotuje.
Wyglądało to bardzo prosto a nawet przyjemnie. Zaciekawiona wzięła w dłonie krążek ciasta usiłując naśladować jego ruchy. Łyżeczką nałożyła farsz
— Trochę więcej — niespodziewanie się, że otoczy ją ramionami i wyciągnie z jej dłoni małą łyżeczkę i nałożył więcej farszu. Lizzie ze zmarszczonymi brwiami obserwowała ruchy jego palców. Nie robił tego po raz pierwszy. Dopiero kiedy zadarła do góry głowę i spojrzała na jego twarz uświadomiła sobie jak blisko niej stoi. Prawdopodobnie jeszcze żaden mężczyzna w tak śmiały i bezpośredni sposób nie naruszył jej strefę komfortu. Do blondynki wówczas dotarło, że wcale nie czuje się z tym źle, wręcz przeciwnie zaskakująco dobrze.
— Mogę ci zadać pytanie? — zapytała go — Jestem ciekawa drugiej opinii.
— Jasne — odsunął się od Elizabeth i usiadł przy stole kontynuując klejenie pierogów.
— Idziesz na randkę w ciemno — zaczęła — z kobietą o której niewiele wiesz i ona się spóźnia składasz zamówienie za nią czy czekasz?
— Czekam — odparł odkładając kolejne pierożki. — Co najwyżej zamówiłbym sobie wodę w oczekiwaniu, ale z przystawkami bym zaczekał. To niegrzeczne zamawiać bez osoby towarzyszącej.
— A stolik?
— Gdzieś na uboczu, żebyśmy mogli swobodnie porozmawiać przy jedzeniu i szklankach z wodą. Poza tym nie lubię jak się na mnie gapią podczas jedzenia. To krępujące.
— To prawda — przyznała mu rację kiedy wstawał i do gotującej się wody rzucał pierożki..
— A dokąd byś mnie zabrał?
— Ukleiłbym pierogi — odparł mieszając w drewnianą łyżką w garnku. — Raz ich skosztujesz i nie będziesz chciała przestać.
— Zobaczymy.
Tamtej nocy miał rację. Nie oparła się zarówno jego urokowi jak i pierogom, które kleił dla niej nawet po ślubie, czasem jedynie z innym farszem. Z zamyślenia wyrwało ją delikatne muśnięcie ust. Otworzyła oczy.
— Mówi się, że kiedy dzieci śpią mama reż śpi — zauważył delikatnie biorąc śpiącą Hazel na ręce. Maleństwo poruszyło się, ale spało nadal. Elizabeth podniosła się powoli z bujanego fotela.
— Miałam się już kłaść — odezwała się półgłosem. John wziął od niej drugą córeczkę i położył do łóżeczka. — Nabrałam ochoty na pierogi — Brunet wyprostował się a Lizzie wtuliła się w jego plecy. Położył dłonie na jej dłoniach.
— Kiedy ostatni raz nabrałaś ochoty na pierogi byłaś w ciąży — odwrócił do tyłu głowę. — Chcesz mi o czymś powiedzieć? — zapytał. żartobliwie.
— Tylko tyle, że mam ochotę na pierogi a co do kolejnego potomka to zaczekam, aż ta dwójka nieco podrośnie — obrócił się w jej ramionach.
— Czyli będą kolejne?
— Oczywiście — jej dłonie prześlizgnęły się na jego kark — Chcę przynajmniej jeszcze jedno.
Pocałował ją w czubek nosa.
— Dwoje — zasugerował patrząc jej w oczy. Uśmiechnęła się i przytuliła się do niego. Stanęła lekko na palcach przez ramię spoglądając na dwie śpiące córeczki. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od małej kuchni i pierogów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5372
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:54:44 23-09-19    Temat postu:

Cieszę się, że opisałaś scenę poznania Johna i Elizabeth z perspektywy księżniczki. Pamiętam, że ostatnio nie przypadła mi do gustu i myślałam o niej dość stereotypowo, podobnie jak ci wszyscy ludzie, którzy obserwują poczynania rodziny królewskiej w mediach społecznościowych. Teraz jednak wiem, że Lizzie nie miała łatwego dzieciństwa, matka alkoholiczka nie poświęcała jej uwagi, w dodatku oczekiwano od niej, że będzie robić dobrą minę do złej gry i odnowi kontakt z Anną. Nie dziwię się Lizzie, że nigdy nie wierzyła w te brednie z bajek dla dzieci. Jako księżniczka dobrze wie, jak naprawdę wygląda takie życie i tylko małe dziewczynki, które niewiele wiedzą o świecie mogą chcieć być księżniczkami kiedy dorosną. Ja jakoś nigdy nie miałam takiego marzenia, chyba podobnie jak Elizabeth poznałam się na tym wszystkim dość wcześnie. Żal mi jej, bo jej dzieciństwo nie było kolorowe i dopiero jak poznała Johna, zyskała trochę normalności w swoim życiu. Tego właśnie było jej trzeba - faceta zwyczajnego do bólu, podobało mi się to stwierdzenie, bo bycie zwyczajnym niekoniecznie jest czymś złym a Elizabeth był ktoś taki potrzebny. I wiem, że obawia się bycia matką, bo sama nie miała wzorca, ale myślę, że będzie świetną matką, bo wie jakich błędów nie popełniać, nie będzie powtarzać błędów Anny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin