Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kayah
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Piosenkarze i piosenkarki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Angelica
Moderator
Moderator


Dołączył: 25 Gru 2006
Posty: 150444
Przeczytał: 938 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Baker Street
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:41:16 30-05-11    Temat postu:

Za późno - nowa piosenka


http://www.youtube.com/watch?v=TvJU3N1jfJ8

ESKA Music Awards



Powrót do góry
Zobacz profil autora
Angelica
Moderator
Moderator


Dołączył: 25 Gru 2006
Posty: 150444
Przeczytał: 938 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Baker Street
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:44:39 03-08-11    Temat postu:

została jurorką w programie The Voice Of Poland



Powrót do góry
Zobacz profil autora
ZampiVanez
Moderator
Moderator


Dołączył: 31 Maj 2013
Posty: 51145
Przeczytał: 357 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sosnowiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:01:58 11-06-13    Temat postu:

ostatnia fotka najbardziej mi się podoba
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ines_
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 20 Lut 2012
Posty: 914
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:45:04 08-11-14    Temat postu:

Miękka jak skała - Wywiad z Kayah.


Wtorek, 4 listopada (12:25)

Piekielnie ambitna i diabelnie muzykalna. W Polsce odniosła sukces, ale od lat marzy o tym, by stanąć na deskach słynnej Carnegie Hall. Kayah wciąż ma poczucie niedosytu i niespełnienia. Może dlatego czasem myśli o tym, aby spróbować innego życia. Wyjechać gdzieś daleko i prowadzić hotel. Na przykład na Zanzibarze.




"Nie ma większej tragedii niż niespróbowanie śliwek, bo nie starczyło nam odwagi, żeby potrząsnąć drzewem"
- mówi Kayah./Piotr Porebsky /Pani.








Nie lubi kina. Uważa je za wynalazek dla ludzi samotnych. I szkoda jej czasu na podglądanie, jak aktorzy udają, że żyją. Bo, jak twierdzi, sama ma życie jak w kinie. Ale choć Kayah jest jedną z najlepiej zarabiających polskich wokalistek i współwłaścicielką dużej wytwórni płytowej, to nie jest typem niedostępnej gwiazdy, która bryluje na salonach i izoluje się przed "zwykłymi" ludźmi. Na scenie jest Kayah - władczą, drapieżną i wystylizowaną. W domu - Kasią, która przede wszystkim ceni sobie wygodę.

Na wywiad w Cafe Peron w Międzylesiu (notabene spotkanie w tym miejscu, dokładnie naprzeciwko stacji WKD, ma w sobie coś metaforycznego) przyjeżdża na rowerze. Zawsze tak się porusza po okolicy - mieszka nieopodal, w Radości. Włosy ma związane w dwa warkoczyki, ani śladu makijażu, tylko trochę srebrnej biżuterii. Na szyi łańcuszek ozdobiony hebrajskim napisem. - Co to ja dzisiaj założyłam? - patrzy Kayah i czyta: - Hei Hei Ajin, jedno z 72 imion Boga. Odpowiada za bezwarunkową miłość. Te same litery ma zresztą wytatuowane na środkowym palcu lewej ręki. To jedyny tatuaż.


W stronę Orientu.

Kayah przez kilka lat studiowała kabałę. Uważa, że dzięki niej wiele zrozumiała: - Poznałam siebie, zależności, porządek panujący wokół, zaczęłam mieć więcej cierpliwości dla innych. Bardzo pomogło mi to w relacjach z ludźmi. Podobnie twierdzi najbliższy przyjaciel Kayah, jej wieloletni menedżer i współtwórca wytwórni Kayax Tomik Grewiński: - Widzę w Kasi zmiany, robi się coraz bardziej ufna wobec ludzi. Kiedyś była typem oceniającym, teraz ma więcej dystansu. Ale w stosunku do siebie jest zawsze niezwykle krytyczna, i to się chyba nie zmieni.

Lekcje kabały przyniosły Kayah coś jeszcze. - Przybliżyły mnie do hebrajskich liter, które według kabalistów emanują energią - opowiada. - Poznając litery, poznawałam język, poznając język, poznawałam ludzi i zapragnęłam też poznać kraj.

Lubi bywać w Izraelu. Bo jest historyczny, ciepły, pełen serdecznych mieszkańców, pysznego jedzenia i muzyki, która ją inspiruje. Czego chcieć więcej? A poza tym związany jest z jej ostatnim projektem - albumem "Transoriental Orchestra", który ukazał się równo rok temu. Kayah zanurza się w muzykę żydowską z różnych regionów Europy i Bliskiego Wschodu. Śpiewa w wielu językach: ladino, jidysz, arabskim, hebrajskim, macedońskim, romskim i polskim. Stąd poczucie, że tylko w Izraelu, gdzie mieszkają potomkowie Żydów z całego świata, ta płyta może być zrozumiana w stu procentach.

- Byłam bardzo ciekawa, jak zostanie odebrana - wspomina. - Bilety na koncert na dużym festiwalowym obiekcie zostały wyprzedane, czułam ogromne oczekiwania i przerażenie. Na początku było trudno, bo ludzie spodziewali się czegoś innego: przyjeżdża artystka z Polski, czyli zaśpiewa coś w stylu retro. A my fundujemy im piosenki w ladino, z nowoczesnym brzmieniem. Ale udało się. Były łzy, bisy, standing ovation. Pomyślałam sobie wtedy, że po tej publiczności nie boję się niczego - śmieje się Kayah.


Błagałam, żeby przyszedł.

Zarzeka się, że nie chce, aby zabrzmiało to egzaltowanie, ale ma wrażenie, że była wypełniona muzyką od początku. Jej dom rodzinny rozbrzmiewał dźwiękami jazzu, soulu, brazylijskiej bossa novy. Słuchał tego ojciec. Sam zresztą grał utwory jazzowe na pianinie. Mała Kasia wymyśliła sobie, że w przyszłości chce śpiewać, być na scenie. Miała wtedy cztery la-a. Dwa lata później rodzice zapisali ją na lekcje fortepianu. Ale samych lekcji i ćwiczeń nudnych etiud nienawidziła. Swoją edukację muzyczną zakończyła z dyplomem szkoły muzycznej I stopnia.


Cytat:
“Nie jest łatwo, ale ja w ogóle nie wierzę, że pojawiamy się na tym świecie po to, aby było łatwo.”



Uwielbiała za to grać ze słuchu i improwizować: - Cały czas grałam i śpiewałam. Swoje własne utwory. Nic nie było dla mnie ważniejsze. Przyznaje, że miała trzy miłości pozamuzyczne: trzepak, słonecznik i bąbelki z folii. - To były moje trzy hipnotyczne zajęcia: kręcenie ósemek, wyciąganie pestek ze słonecznika i strzelanie z folii.

Żyła w swoim świecie. Kiedy padał deszcz, nigdy nie było jej w domu. Babcia wiedziała, że siedzi pod wielkim liściem łopianu i godzinami patrzy na krople. Kochała deszcz. Miała melancholijną naturę, ale jak trzeba było połobuzować, była do tego pierwsza. W Białymstoku, dokąd mama wywoziła ją do swoich rodziców na letnie miesiące, przyjaźniła się z grupką dzieci z sąsiedztwa. - Byliśmy trochę jak dzieci z Bullerbyn i wolałabym, żeby mój syn nie wiedział, jakie miewaliśmy pomysły.

Świetnie zapamiętała swój pierwszy dzień w szkole: - Byłam z siebie dumna, że jestem już taka duża, że poszłam do szkoły. Pamiętam, jak tego dnia patrzyłam na swoje dłonie i nie mogłam uwierzyć, że są moje, takie duże dłonie tej Kasi, która poszła do pierwszej klasy!

Zamieszkała wówczas u drugich dziadków na warszawskiej Starówce. Ojciec wyjechał wtedy po raz pierwszy z Polski, jako zdolny elektronik-wynalazca robił karierę w Austrii, a mama studiowała wieczorowo. Gdy Kasia miała osiem lat, ojciec wrócił. W Austrii czekało już przyszykowane dla rodziny mieszkanie, ale w kraju zabrano mu paszport i zrobiono kilkuletnią kwarantannę. Bardzo to przeżył. Kiedy córka skończyła 11 lat, dostał paszport i postanowił wyemigrować. Sam.

Kayah doskonale pamięta moment, gdy mama powiedziała jej, że ojciec od nich odchodzi. - Zamknęła za nim drzwi i się po nich osunęła - wspomina artystka. - Ja robiłam właśnie porządek w książkach. Ponieważ nie chciałam pokazać mamie, że mnie to w jakikolwiek sposób dotknęło, powiedziałam: "Tak? To dobrze. Pójdę do Iki na chwilę". Miałam przyjaciółkę, która mieszkała dwa piętra nade mną. "Dobrze, idź do niej". Zamknęłam drzwi i te dwa piętra pokonałam chyba w pół godziny, zalewając się łzami.

Dopiero niedawno ojciec powiedział jej, że tak naprawdę nigdy nie dorósł do swojej roli. - To dla mnie trudne, bo jak by nie patrzeć, to był mój pierwszy wzór mężczyzny - mówi Kayah. - I jeżeli okazuje się, że córka nie może zaufać własnemu ojcu, to czy może zaufać jakiemukolwiek innemu mężczyźnie? Myślę, że nigdy nie uwolnię się od tego rodzaju porównań i kompleksów związanych z tym, że zostałam w pewnym sensie odrzucona.

Nigdy nie była córeczką tatusia, ale chęć udowodnienia ojcu swojej wartości czy wyjątkowości stała się dla Kayah swoistą siłą napędową. Jako kobietę docenił ją dopiero po tym, jak pokazała się na okładce w "Playboyu". Ale ten surowy, krytyczny i trudny ojciec negował wszystkie jej talenty, również muzyczne. - Do tej pory ani razu nie widział mnie na scenie - podkreśla Kayah. - Nawet jak był w Polsce i nas odwiedzał, a ja tego dnia miałam koncert w Trójce. I chociaż błagałam go, żeby przyszedł, nie zrobił tego. Stara się nie mieć już wobec niego oczekiwań, nie łudzić się, że coś się zmieni - nawet jeżeli będzie lepsza albo gorsza.

Nosi jednak w sobie jakąś niekompletność. A ponieważ jej własne małżeństwo również się rozpadło, obawia się, że jej syn też zawsze będzie miał to poczucie niekompletności. Chociaż Roch ma stały kontakt z ojcem, holenderskim producentem telewizyjnym Rinke Rooyensem. I, jak przyznaje Kayah, jest do niego bardzo podobny. Do jej ojca fizycznie zresztą też. Dla niej samej urodzenie dziecka było najważniejszym momentem w życiu. O tym, że jest w ciąży, dowiedziała się w Szwajcarii. Po koncercie wracała samolotem i po raz pierwszy podczas startu zaczęła płakać - ze strachu, a nie z radości - że się unosi.

Teraz Roch ma 16 lat i przechodzi typowy dla tego wieku okres buntu. - "Matka, nie dotykaj mnie, nie mów do mnie, w ogóle nie oddychaj przy mnie" - śmieje się Kayah. Żałuje, że mimo iż jest bardzo muzykalny, nie chce się kształcić w tym kierunku.

Kiedy zainteresował się pianinem, lekcji chciał mu udzielać sam Stanisław Drzewiecki, ale Roch zaparł się rękami i nogami. Potem zaczął grać na perkusji, świetnie mu szło, uczył się bitów, ale po kilku lekcjach z tego też zrezygnował. Kayah zastanawia się, czy nie popełniła gdzieś błędu.

- Zależało mi na tym, żebyśmy byli kumplami, a on kiedyś powiedział mi, że tego nie chce. "Roch, przecież jestem twoją przyjaciółką!". "Ale ja może nie chcę, żebyś była moją przyjaciółką, tylko żebyś była moją mamą". Pamiętam, że ścięło mnie to z nóg.


14 prezentów na dwa tygodnie.

Kają nazywano ją w domu. Ale jej pierwszy menedżer zdecydował, że pseudonim artystyczny będzie miał egzotyczną pisownię. Decyzję podjął sam, a Kayah dowiedziała się o tym z radia. Był 1987 rok. Później usłyszała, że "kaya" to po staroturecku "skała", "kamień". I że w Tajlandii żyje plemię Kayah.

Renata Przemyk, która wspierała ją na początku kariery, tak opisuje przyjaciółkę: - Była jak wulkan energii. Takiej dobrej, ludzkiej i artystycznej. Od razu się czuje, że to dobry człowiek, wrażliwy, szczery w muzyce, śpiewający z głębi serca. Kayah jest taka sama w życiu i na scenie, wszystko robi na sto procent. A talent bije z niej na kilometr.

W tekstach jest skałą, kamieniem, supermenką, ale też... liściem. Przyznaje, że ma wszystkie cechy typowe dla zodiakalnego Skorpiona: podejrzliwość, impulsywność, zmienność nastrojów, nieufność, a czasami zbytnią ufność, brak konsekwencji. I że jest to uciążliwe.

- Pracuję nad sobą, nad swoim temperamentem - przekonuje. - Szybko reaguję, szybko mówię, a potem żałuję. Jestem w gorącej wodzie kąpana. Jeżeli już komuś zaufa, to nie ma wtedy przed nim żadnych tajemnic. - Mam przyjaźnie, które są wręcz siostrzanymi, bratnimi związkami - wyznaje.


Cytat:
“Nigdy nie była córeczką tatusia, ale chęć udowodnienia ojcu swojej wartości czy wyjątkowości stała się dla Kayah swoistą siłą napędową.”



Taką relację ma z Tomikiem Grewińskim. - Są napięcia, kłótnie, bo to jest przyjaźń jak związek: burzliwa - opowiada były menedżer. - Dużo się spieramy, nie jesteśmy jednomyślni. Wykonujemy zawody, w których jest wysoki poziom stresu, dużo napięć. Ale od paru lat Kasia umie ustąpić. Pracujemy razem ponad 17 lat, i to przez długi czas w trudnej relacji menedżer - artysta. Właściwie od siebie nie odpoczywamy. Przez pierwsze 12-13 lat mieliśmy kontakt codziennie. Było zaledwie parę dni w roku, gdy się nie widzieliśmy albo nie słyszeliśmy. Jesteśmy bliskimi duszami. Wiem o Kayah więcej, niż wiedział jej mąż czy partnerzy.

Kayah oczekuje od przyjaciół przede wszystkim lojalności. - A poza tym uczciwości, szczerości i wzajemności, cholera jasna! Wiem, że nie powinno się oczekiwać wzajemności, ale czy można mówić o przyjaźni, gdy jest jednostronna?! - mówi piosenkarka.

Natalia Grewińska, przyjaciółka i makijażystka Kayah: - Wspieramy się we wszystkim. Kasia to taki przyjaciel, który nie zawsze ma czas na co dzień, ale w sytuacjach podbramkowych, kiedy potrzebuje się naprawdę pomocy, można na nią zawsze liczyć. Bardzo mnie wzruszyła, gdy urodził się mój starszy syn Tolek (ma teraz 10 lat). Wszyscy, którzy przychodzili, zachwycali się wyłącznie dzieckiem: jakie wspaniałe, cudowne... A Kasia przyszła i powiedziała: "Natka, Boże, jak ty dałaś radę? Jaka jesteś dzielna!". I jako bohaterce dała mi 14 upominków! Powiedziała, że to holenderski zwyczaj (Kayah była w tym czasie z Rinke Rooyensem), bo tam uważa się, że baby blues może trwać u kobiety 14 dni od urodzenia dziecka - stąd 14 prezentów, które rozpakowuje się po kolei każdego dnia. To było słodkie, bardzo mnie wzruszyła. Ale Kasia taka jest: nieoceniona w sytuacjach, kiedy nikt o tobie nie pamięta. Do zabawy też jest wspaniałym przyjacielem, wybitnie dobrym!



Piekielnie ambitna i diabelnie muzykalna.





Puszczam i płaczę.

W grudniu ubiegłego roku straciła głos. Do Polski przyjechała wtedy Yasmin Levy i razem śpiewały. Już podczas tego koncertu w warszawskim Palladium Kayah poczuła, że coś z głosem jest nie tak. - Śmiałam się, że Yasmin przywiozła mi jakąś francę izraelską, po czym ona zaczęła się ode mnie odsuwać. Była w ciąży i nie chciała się zarazić - opowiada.

Następnego dnia Kayah zaniemówiła, a za tydzień miała mieć jednego dnia dwa koncerty w Warszawie. Musiała się jakoś pozbierać. Dostała ogromną dawkę sterydów - w zastrzykach i w tabletkach. Czy nie mogła odwołać koncertów? - Nigdy tego nie zrobiłam - mówi wyraźnie zaskoczona. - Nie wyobrażam sobie tego. Nie w momencie, kiedy gram z Transorientalem i mam na trzy miesiące wcześniej wyprzedane bilety. Jest zorganizowany drugi koncert i na niego też mam komplet. Nie mogę zawieść ludzi!

Zaśpiewała. Może nie na sto procent, ale dała radę. Swojego głosu nie traktuje z namaszczeniem. Nie opatula się szalikiem, w odróżnieniu od wielu wokalistek nie wzbrania się przed napojami z lodem, lubi czasem zapalić papierosa. Przed koncertem przestrzega oczywiście żelaznych zasad: nie krzyczy, nie chuligani, śpi odpowiednią liczbę godzin.

- Myślę, że głos jest darem - stwierdza. Oczywiście, gdy go traci, jest piekielnie nieszczęśliwa. Kiedyś w ramach terapii musiała milczeć przez 10 dni. Nie mogła nawet szeptać, bo wtedy też potrąca się struny głosowe. Porozumiewała się tylko na migi. - Myślałam, że oszaleję, że się własną pięścią zabiję - żartuje. - Doprowadziłam do tego, że wszyscy w domu mówili szeptem! Kayah dużo wymaga od innych, ale przede wszystkim jest surowa wobec siebie. - Właściwie nigdy nie jestem zadowolona z tego, co zrobiłam - wyznaje. - Zawsze wydaje mi się, że mogłabym lepiej.

Sukcesów ma tyle, że wystarczyłoby, by obdzielić nimi innych artystów. Od lat wypełnia sale koncertowe, jej płyty zdobywają status złotych i platynowych, nagrywa ze światowej klasy muzykami. Krokami milowymi w jej karierze okazała się współpraca z Goranem Bregoviciem i ich występ na Służewcu oraz spotkanie Cesárii Évory. Odkrycie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że nazwiska, które podziwia, osobowości, które ją fascynują, są w zasięgu ręki. I że "nie ma większej tragedii niż niespróbowanie śliwek, bo nie starczyło nam odwagi, żeby potrząsnąć drzewem".

Dobrze pamięta swój pierwszy samodzielny koncert w Sali Kongresowej. Długo na to czekała. Promowała wtedy płytę "Skała" (2009). - Kongresowa była pełna i kiedy wyszłam na scenę, nie mogłam zacząć śpiewać, bo się popłakałam. Podobnie wzruszyła się, kiedy w ubiegłym roku prezydent odznaczył ją Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. - Gdy szłam do niego, myślałam, że upadnę, tak się trzęsłam - wspomina. - Kiedy mu podałam rękę, nie mogłam niczego z siebie wydusić, prawie się poryczałam, co nie przeszkodziło mi pomyśleć: o Boże, moja jedwabna sukienka, dziury mi zrobią! Powiedziałam do Bronisława Komorowskiego: "Panie prezydencie, ja tylko śpiewam piosenki!". To go rozbawiło. "Uważam, że nie zasłużyłam na takie wyróżnienie. Dlatego podejrzewam pana prezydenta o zwykłą sympatię!".

A jednak Kayah wierzy w to, że muzyka nie jest tylko dodatkiem do życia, ale może to życie zmienić. I ma na to dowody. Często ludzie dziękują jej za słowo, za nutę, bo dzięki nim zrozumieli swoje położenie albo dostali impuls do zmiany na lepsze. Sama też ma piosenkę, która pomaga jej zaakceptować rzeczywistość - to "Both Sides Now" Joni Mitchell. - Puszczam ją sobie, płaczę. To pomaga i daje ogromną ulgę - wyznaje. - Joni Mitchell tak niesamowicie tłumaczy w tej piosence to, że wszystko jest zmienne: "I really don’t know love at all..." (Właściwie nic nie wiem o miłości... - red.). Kiedy o tym mówi, ma łzy w oczach. Drugą taką "budującą" piosenką jest dla Kayah "If I Rise" (Jeśli powstanę) Dido i A.R. Rahmana (utwór znany z soundtracku do filmu "127 godzin" w reżyserii Danny’go Boyle’a).



Cytat:
“Zupełnie zapominam, że zrobiłam coś takiego, co nawet dla mnie, kiedy teraz słucham, bywa genialne.”




W muzyce szuka oczywiście nie tylko ukojenia, ale i inspiracji. A jest tego całe mnóstwo. Na przykład kurdyjska wokalistka Aynur Doğan, Sting, Peter Gabriel, Kate Bush, królowie bossa novy. Ostatnio zafascynowała się muzyką, którą przywiozła z Turcji. Swoich starych płyt słucha za to bardzo rzadko. Towarzyszy temu zaskoczenie.

- Zupełnie zapominam, że zrobiłam coś takiego, co nawet dla mnie, gdy teraz tego słucham, bywa genialne. I zastanawiam się, jak mi to przyszło do głowy - śmieje się. - Do ostatniego projektu ma się zwykle najwięcej serca. Chyba najmniej darzę uczuciem płytę "Zebra", chociaż nie... tam też są genialne piosenki. A "Jaka-JaKayah" jest świetna, nadal bardzo nowoczesna. Wielka szkoda, że praktycznie nikt się na niej nie poznał. "Stereotyp" to piękny album, a "Skała" to w ogóle mega. Megamądra, myślę, że w warstwie tekstowej to moja najmądrzejsza płyta. Zainspirowana lekcjami kabały, uczy miłości do siebie, do innych. Dla mnie samej nie jest to proste, ale ja jestem specyficzna.

Czy po tylu sukcesach i wyróżnieniach Kayah czuje, że marzenia małej Kasi się spełniły? - Nie. Jeszcze nie. Czy zaśpiewałam w Carnegie Hall?! Nie! Cały czas do tego dążę, ale im jestem starsza, tym mniej się łudzę, że stanę na tych deskach. A przynajmniej wtedy, gdy jeszcze będę wyglądać jak kobieta.


Stuprocentowa.

- Jest stuprocentową kobietą i stuprocentową artystką - mówi Grewiński. - Bardzo emocjonalną. W tworzeniu to pomaga, ale w życiu codziennym przeszkadza. Ciężko jest jej też zaakceptować to, że czas płynie, ale to dotyczy ogromnej liczby kobiet. Może artystki, osoby publiczne, dotyka to bardziej, bo nie są anonimowe. Trudno jest im przejść pod peleryną niewidką.

Kayah bardzo przeżywa komentarze na swój temat. Mimo że odcina się od bzdur wypisywanych w tabloidach, nie współpracuje z prasą plotkarską i nie fotografuje się na ściankach, to jest jej zwyczajnie, po ludzku przykro. - Upływ czasu nie jest łatwy, zwłaszcza kiedy jest się na świeczniku, a i ludzie są okrutni - podsumowuje. - Miałam na przykład wpis na Facebooku: "Bardzo cię szanuję za to, jak śpiewasz, ale już nie można na ciebie patrzeć! Starzej się z godnością". Czyli nie starzeję się w sposób, jakiego by sobie ludzie życzyli. Chcą czy nie, będę się zmieniać.

Ludzie nie mają pojęcia, jak bardzo niedoczynność tarczycy (Kayah ma chorobę Hashimoto - red.) zmienia rysy, powoduje obrzmienia. Zresztą nie muszę się z niczego tłumaczyć. Plotki o operacjach plastycznych tylko potwierdzają, że chyba nie jest ze mną jeszcze najgorzej.- Prywatnie lekceważę to, co jest wypisywane w gazetach, ale jak wchodzę do sklepu i widzę te bzdury, to boli mnie brzuch, bo wiem, że Kayah będzie to dwa dni przeżywała. Niepotrzebnie. Ale Polacy są dosyć sfrustrowanym narodem i nikomu nie odpuszczą - komentuje Grewiński.

Czy pozbyła się w ciągu życia jakichś kompleksów? Odpowiedź pada błyskawicznie: - Żadnych. Nie przepracowałam tego, niestety. Mam te same kompleksy, co wszystkie panie. Czasem czuję się za gruba, pryszczata, niegotowa do wyjścia na scenę, uważam, że nie mam się w co ubrać, nie dam rady, wstydzę się...

Ale jak każda prawdziwa artystka, kiedy już znajdzie się przed publicznością, daje z siebie wszystko. Jest scenicznym zwierzęciem, zarażającym energią innych, z pełną świadomością, że ma w sobie siłę, znajduje się na właściwym miejscu i potrafi.

- Kayah na scenie po prostu lśni, czuje się jak ryba w wodzie, nawiązuje świetny kontakt z publicznością, jest stworzona do tego, aby występować - mówi akordeonista Marcin Wyrostek. Wychowany na płycie Kayah i Bregovicia, we wczesnej młodości zapamiętale słuchał też jej płyty "Kamień" (do tej pory przechodzą go ciarki, kiedy wraca do muzyki i tekstów z tego albumu). Teraz sam z nią występuje.

- To, co mnie najbardziej urzeka w Kayah, to jej emocjonalne podejście do muzyki - opowiada. - Za każdym razem gramy inaczej, czasami zmieniamy formę piosenki w trakcie występu, gdyż tak nam dyktuje serce w danej chwili. Wszystko, co dzieje się na scenie, jest nieprzewidywalne, powodowane jakimś impulsem, dzięki czemu niepowtarzalne. Kiedyś miałem wolny wieczór, więc poszedłem posłuchać koncertu charytatywnego do teatru Roma. W przerwie przywitałem się z wykonawcami, m.in. z Kayah. Rezultat był taki, że jechałem szybko do hotelu po akordeon. Wróciłem w trakcie drugiej części, firma nagłośnieniowa stanęła na głowie i bez żadnej próby technicznej czy muzycznej wystąpiłem z Kayah w duecie. Były to niesamowite emocje i klimat. Pomysł Kayah był szalony, odebrałem to jako wielkie zaufanie z jej strony... Oczywiście nikt z widowni nie uwierzył, że wyszło to spontanicznie...

Przebojowa na scenie, nieśmiała w życiu. Może dlatego nie lubi być fotografowana. Czy to kokieteria? Fotograf, z którym Kayah najchętniej pracuje, Piotr Porebsky, potwierdza jej słowa: - Ponieważ wiem, jak to jest, bo też nie lubię być fotografowany, staram się przeprowadzać sesje bezboleśnie: szybko i jakby przy okazji. Kasię się dobrze fotografuje, ale do pewnego czasu, potem zaczyna się nudzić. Rozumiem to, bo dla kogoś, kto nie jest modelką, a realizuje się w innych dziedzinach sztuki, to mus i nudne zajęcie. Kayah, mimo bagażu doświadczeń i lat występów na scenie, jest trochę nieśmiałą osobą. I lubię to coś nieuchwytnego w niej łapać obiektywem.


Różnice kulturowe.

Relacje z mężczyznami nie są dla niej łatwym tematem. Bardzo przeżyła rozstanie z mężem, a o jej burzliwym związku z Sebastianem Karpielem-Bułecką rozpisywała się kolorowa prasa. Dlatego teraz nie chce opowiadać o swoim partnerze ani o tym, co ich łączy. Zresztą zauważyła, że jak tylko ogłosi swój związek całemu światu, to on natychmiast się kończy. Lepiej nie kusić losu.

Czy jest szczęśliwa? Szczęśliwą się bywa. - To chyba sztuka powiedzieć z pewnością, że się jest szczęśliwym? - zastanawia się Kayah. - Gdybym była szczęśliwa, pewnie nie bałabym się niczego, a ja się boję... Twierdzi, że nigdy nie zdobywała mężczyzn, to ją trzeba było zdobyć. Ale nie dlatego, że miała o sobie nie wiadomo jakie mniemanie, tylko dlatego, że bała się odrzucenia. Tak jak w szkole, gdy przez trzy lata kochała się w chłopaku, chociaż nie do końca wiedziała, jak on wygląda - wstydziła mu się przyglądać. Trzy razy poprosiła go do tańca, za trzecim odmówił.

Kobieta samodzielna, niezależnie myśląca, realizująca swoje marzenia, aktywna. Prawdziwy wzór dla feministek. A jednak podpadła im stwierdzeniem, że nie widzi nic złego w uprasowaniu kochanemu mężczyźnie rękawa koszuli. Że robi to z miłością i wyobraża sobie, jak on wkłada ramię w ten rękaw. Dla Kayah to normalne. Poza tym zarzeka się, że bardzo lubi prasowanie. Kiedyś prasowała nawet skarpetki. - Nie uważam, żeby mężczyzna był kobiecie niepotrzebny. Jestem za partnerstwem - deklaruje wokalistka.

Od mężczyzny oczekuje tego, co każda kobieta, czyli wsparcia, przyjaźni, akceptacji, silnego ramienia, poczucia bezpieczeństwa... Ale też czegoś jeszcze: - Przy mnie mężczyzna musi być silny dodatkowo w inny sposób. Nigdy nie jest łatwo być partnerem w czyimś cieniu, dlatego musi to być ktoś, kto potrafi bezinteresownie cieszyć się z sukcesu drugiej osoby - bez zazdrości, rywalizacji. A to jest trudne.

Czy ten problem pojawił się w jej małżeństwie? - Dzieliły nas różnice kulturowe i inne wyobrażenie na temat partnerstwa - opowiada. - Nawet to, że ludzie posługują się językiem, który nie jest ich ojczystym, powoduje nieporozumienia. To często kwestia niezrozumienia jednego słowa. Jeśli miłość jest siłą, to pokona takie bariery. Nie jest łatwo, ale ja w ogóle nie wierzę, że pojawiamy się na tym świecie po to, aby było łatwo. Nie przychodzimy na bal, żeby się tylko czegoś nauczyć.

Już nie mówi o sobie "dziewczyna". Myśli raczej o sobie jako o kobiecie dojrzałej. Oznacza to odpowiedzialność, bardziej świadomą egzystencję, ale też jakiś rodzaj rozczarowania. Zmieniły się jej priorytety. Teraz na pierwszym miejscu jest rodzina. - Myślę, że muzyka spadła na sam koniec - śmieje się. - Bo tak naprawdę moje życie zawodowe to tylko dodatek do tego prawdziwego. Oczywiście dawało mi poczucie spełnienia, satysfakcję i utrzymanie, ale to nie jest mój cel. Może podróż przez życie jest tym celem? Może nasza tragedia polega na tym, że nie rozumiemy, iż nie ma celu podróży, tylko sama podróż jest celem?

Podróże - te realne, a nie tylko metafizyczne - stały się zresztą od jakiegoś czasu prawdziwą pasją Kayah. - Kocham je najbardziej. Gdyby jeszcze można się było teleportować, byłoby super. Nie przepadam za samolotami. Poznawanie, odkrywanie, inne kultury, nowe smaki - to sens mojego życia - podkreśla. - Myślę, że następny projekt będzie połączeniem dwóch moich pasji: podróży i muzykowania. Niedługo zacznę nad tym pracować i już nie mogę się doczekać! Póki ten piękny świat jeszcze istnieje... Czasami mam wrażenie, że nie zdążę.

Przyznaje, że bardzo często myśli o tym, kiedy przestanie śpiewać. Irytują ją pewne uwarunkowania jej zawodu: kult młodości, urody, to, że trzeba "bywać". I nie wie, jak długo będzie chciała się na to godzić. Twierdzi, że muzyka nie jest jej jedynym źródłem radości, że mogłaby zająć się czymś innym - pod warunkiem że byłby w to wpisany kontakt z ludźmi. Na przykład prowadzić hotel na Zanzibarze. Dlaczego tam? - Może dlatego, że nigdy tam nie byłam! - śmieje się.

PANI 11/2014.

Powrót do góry
Zobacz profil autora
iva
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Paź 2010
Posty: 11129
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: MX
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:14:56 08-11-14    Temat postu:

Kaya nagrała nową piosenkę z Piaskeim.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Angelica
Moderator
Moderator


Dołączył: 25 Gru 2006
Posty: 150444
Przeczytał: 938 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Baker Street
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:59:09 21-11-17    Temat postu:

Róże Gali


Powrót do góry
Zobacz profil autora
Steaming
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 14 Sie 2016
Posty: 21622
Przeczytał: 16 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 21:41:44 23-11-17    Temat postu:

Wygląda genialnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Piosenkarze i piosenkarki Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin