Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Miłość czy nienawiść II po latach (50 ODCINEK 15.05.2010r)!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:08:20 05-08-09    Temat postu:

Odcinek super i jeszcze raz super. Tyle się działo.
Ale zacznijmy od początku. Odnaleziono zwłoki Toscaniego. Znaleziono przy nim także kartkę, która wskazuje że zabójcą mógł być jeden z kandydatów na prezydenta. Roberta od razu odrzucili, bo Toscani mu sprzyjał. Wzięli pod uwagę Eduarda. Carlowi i Gerardowi ta sprawa śmierdzi i dobrze. Znaleziono coś jeszcze: papierosa. Uważają, że należy do zabójcy. Na pewno Flavio i Cosme zostawili ją, należy do Eduarda aby go pogrążyć. Co za gnidy
Alfredo denerwuje się nieobecnością Cristiny, podejrzewa, że poszła na spotkanie z Robertem. Juan i Luisa zaprzeczali, ale Alfredo mówił, że wzięła swoją najlepszą sukienkę a w kącie znalazł bukiet kwiatów. No nie., Cris będzie się musiała tłumaczyć.
Tymczasem Roberto czeka na Cristinę. W międzyczasie dostał telefon, że zabójstwo redaktora się udało. Od razu humor mu się poprawił. Mam nadzieje, że kiedyś ten uśmieszek zniknie z jego twarzy.
Santiago jest wściekły bo jeszcze nie dostał towaru od Victora, niezła była ta scenką między nim a pośrednikiem. Dowiedział się od swojej córki, że Victor pogodził się z córką. To już teraz wszystkiego się domyślił. Oj biedny Victor.
Do lekarza opiekującego się Gustkiem przyszli Manolo i Gino. Gino jak zwykle groźny i drażniły go już te przejęzyczenia wujka. Manolo ma jak zwykle dobre teksty. Wszystko mu się myli i złagodniał na stare lata. W takiej ważnej chwili zaczął rozmawiać o mszy za duszę Jagusia. Jak ja go uwielbiam. Jak Gino z nim wytrzymuje. Ale do rzeczy. Gino chciał żeby Quirogia informował go co się dzieje z Gustkiem. Oczywiście ten się nie zgodził. Wtedy Gino mu zagroził, oczywiście niedosłownie, pokazał jemu jedynie zdjęcie i lekarz domyślił się, że jego córce może się coś stać więc nie będzie miał innego wyjścia.


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 21:52:28 19-08-09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 17:49:43 19-08-09    Temat postu:

43 ODCINEK

Mieszkanie Andresa Quirogi.

Doktor nie bał się śmierci, a jego własne życie zupełnie go w tej chwili nie obchodziło. Jednak widząc zdjęcie swojej córki aż ciarki przeszły mu po plecach. Jego ukochane dziecko było w tej chwili najważniejsze i nie mógł pozwolić aby ci potworni ludzie zrobili jej krzywdę.

- Zrobię co zechcecie, ale nie róbcie jej krzywdy! To niewinne dziecko! Ma tylko osiem lat – błagalnym tonem zwrócił się do mężczyzn Andres Quiroga.
- Widzę, że dociera do ciebie powoli powaga sytuacji – uśmiechnął się Gino.
- Ma mózg tam gdzie trzeba – dodał Manolo nie przestając kiwać się na krześle...
- Wujku nie kiwaj się...
- Ale to mnie uspokaja – powiedział Manolo robiąc to coraz szybciej, ale w tej właśnie chwili przesadził, krzesło poleciało razem z nim i runął z wielkim hukiem na ziemię.
- Doigrałeś się wujku!
- Mój nos! – jęknął Manolo z trudem podnosząc się z podłogi. Te krzesła są nic nie warte!

Gino nie zwracał już jednak uwagi na zachowanie wujka i w dalszym ciągu znęcał się na biednym lekarzem.

- Mów w jakim stanie jest Gustavo Valdez! Czy wybudzi się ze śpiączki?
- Najprawdopodobniej tak. Mamy właśnie przełom w jego chorobie i wszystko idzie w dobrym kierunku. To prawdziwy cud...
- Do którego nie dojdzie! Jeżeli chcesz aby twoja córka była cała i zdrowa, to zrobisz to co ci każę! I jeszcze sporo na tym zarobisz!
- Ale... Czego wy chcecie? Chyba nie sugerujecie żebym go zabił? A może mam was wpuścić do sali żebyście mogli się go pozbyć? To okropne!
- W pierwszej chwili tak właśnie myślałem, ale teraz zmieniłem zdanie. Jego śmierć z mojej ręki czy z twojej to żadna kara dla jego najbliższych. Ty po prostu nie wybudzisz go z tej śpiączki! Będziesz go utrzymywał w niej jeszcze przez wiele lat. To będzie dla nich kolejny cios. Zrób to co mówię, bo inaczej będziesz miał na rękach krew najbliższych. Pomyśl co dobre dla ciebie i dla twojej córki – zacierał ręce Gino.
- Właśnie! Świetny epitet bratanku! – wykrzyknął Manolo.
- Nie epitet tylko metafora! – aż złapał się za głowę Gino...

Restauracja „La Rosa”.

W Cristinie Vellasquez wszystko burzyło się w środku, ale nie mogła nic zrobić. Musiała być posłuszna i robić wszystko co zechce Roberto. Bała się bowiem o swoich najbliższych. Zrozumiała, że najlepszym sposobem będzie póki co udawanie wobec niego miłej i dobrej aby zyskać nieco na czasie.

- Czego ode mnie chcesz Roberto? O jakich zmianach mówisz?
- Nie udawaj kochanie. Teraz jest ten moment aby szczerze ze sobą porozmawiać. Dobrze wiesz o moich uczuciach. Kocham cię i kochałem od zawsze. Do dziś nie mogę pojąć jak mogłaś wyjść ze Jose Manuela! Wiedziałaś przecież jaki z niego człowiek, a mimo to byłaś zaślepiona. Od początku był złym człowiekiem, okazał się gangsterem i przestępcą, ale ty nie słuchałaś nikogo. Ja oferowałem ci zupełnie inne życie. Gdybyś wtedy powiedziała choć jedno słowo... zrobiłbym dla ciebie wszystko... A życie z moim bratem było dla ciebie udręką... Ile zbrodni popełnił, jak bardzo zatruł ci życie... Przecież to on z zimną krwią zabił twojego ojca!
- Przestań! – nie mogła słuchać tej opowieści Cristina, bo wspomnienia były dla niej zbyt bolesne. Nie mam pewności, że jesteś innym człowiekiem niż on!
- Jestem inny... Wróciłem nie dla polityki, lecz dla ciebie. Co tam ojczyzna? Co tam pieniądze... Co tam nawet ten przeklęty fotel prezydenta? Najważniejsza jest ukochana kobiety i ty nią jesteś. Jeszcze możemy być szczęśliwi. Czas jest nieubłagany, ale nie dla nas. Wciąż nie jest za późno. Zostaw tego durnia i bądź za mną...
- Zaszantażowałeś mnie, że zrobisz mu krzywdę! Już zapomniałeś? Nie masz w sobie dobroci. Przesłania cię obsesja na moim punkcie!
- Nie obsesja, lecz miłość. Przecież wiesz, że nie skrzywdziłbym twojego męża. Nie ukrywam jednak, że bardzo mi on przeszkadza. Teraz mam pozycję, pieniądze i władzę i nie muszę walczyć z Jose Manuelem. Myślisz, że ten Alfredo to dla mnie rywal?
- Nie dręcz mnie Roberto!
- Jak chcesz kochanie. Nie słuchasz moich argumentów, ale może nie jesteś jeszcze gotowa aby pójść ku swojemu przeznaczeniu.
W porządku. Jestem cierpliwy. Czekałem 40 lat, więc poczekam jeszcze trochę. Ile będzie trzeba, ale teraz zjedzmy i napijmy się. To nasza kolacja, nasza wspaniała chwila kiedy jesteśmy w końcu razem... sami... przy jednym stole – Roberto złapał Cristinę za rękę, ale ta szybko ją odsunęła.
- Dobrze. Zjedzmy i wypijmy, bo mamy ku temu okazję – odparła kobieta.
- Jesteś królową mojego serca – powiedział uradowany Vellasquez.
- On jest psychicznie chory – pomyślała przerażona Cristina, która
z trudem wytrzymywała to upokorzenie i jedynie siła woli spowodowała, że nie opuściła restauracji aby nie rozwścieczyć Roberta i nie narazić swojego męża na olbrzymie niebezpieczeństwo...

Tymczasem...

Eduardo i Silvia nawet nie przeczuwali swoich kłopotów. Zmęczony Campos chciał spędzić ten wieczór w towarzystwie swojej żony. Miał za sobą bardzo trudną konferencję prasową, na której musiał tłumaczyć się ze wszystkiego co zarzucał mu w artykule Alberto Toscani. Nie chciał już jednak o tym myśleć. Pragnął choć przez chwilę wybić sobie z głowy myśli o polityce, ale nie było mu to dane. Przerwano właśnie emisję jakiegoś filmu, który z zaciekawieniem oglądali małżonkowie. Przerwano po to aby nadać najnowsze i bardzo ważne informacje.

- Coś się musiało stać skoro przerwano film i mamy specjalne wydanie wiadomości – powiedziała Silvia.
- Ciekawe co – westchnął Eduardo.

Silvia podgłośniła telewizor i oboje wsłuchiwali się w słowa redaktora prowadzącego program.

- Witam państwa bardzo serdecznie w specjalnym wydaniu wiadomości. Mamy bowiem do przekazania zatrważającą wiadomość, tym bardziej bolesną dla nas dziennikarzy. Kilka godzin temu doszło do makabrycznej zbrodni, w której zamordowany został Alberto Toscani, redaktor naczelny największej gazety politycznej w kraju, jeden
z najlepszych ludzi w swoim fachu. Zamordowano przed swoim własnym mieszkaniem. Z zimną krwią. Miał 63 lata. A o to szczegóły na temat tego brutalnego mordu...

Silvia aż zakryła twarz ręką nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Eduardo miał zasępioną minę. Nie było mu wcale żal tego jakże sprzedajnego człowieka, ale miał złe przeczucia.

- To mi się nie podoba – stwierdził kiwając z niedowierzaniem głową.
- Oni mówią, że to zabójstwo polityczne. To straszne. Wiem, że nie lubiłeś tego człowieka, bo zrobił ci wiele złego, ale nikomu nie życzę śmierci z rąk takich bestii – opowiadała przerażona Silvia.
- Obym tylko nie miał przez to problemów. Dziennikarze to sępy i będę jeszcze gotowi mnie o to obwinić. Podczas konferencje prasowej nie przebierałem w słowach na jego temat, a teraz go zabito. Sporo na tym stracę.
- Uspokój się kochanie. Przecież nie ty go zabiłeś. Zobaczymy czy policyjne śledztwo coś wykaże. W dzisiejszym świecie nikt nie zna dnia ani godziny...
- Masz rację kochanie. W Kolumbii te brutalne mordy są na porządku dziennym. Ktoś musi to w końcu zmienić, bo inaczej będziemy się bali wychylić nosa poza drzwi własnego domu...

Nocny klub „Tropico”.

Rosita przepracowała już kolejny dzień i szło jej coraz lepiej. Czuła, że ta praca wiele dla niej znaczy, a poparcie Alexa i poprawa stosunków z chłopakiem również była jak najbardziej na plus. Skończyła już właśnie swoją zmianę i chciała wracać do domu, ale nagle zatrzymał ją jej szef Patricio.

- Już idziesz? – zapytał złowrogo się uśmiechając.
- Moje ustawowe sześć godzin dobiegło końca – odparła z pewnym niepokojem dziewczyna widząc dziwne zachowanie swojego szefa.
- Zaczekaj jeszcze chwilę i chodź ze mną. Muszę coś ci powiedzieć...
Dziewczyna zgodziła się i poszła z Patriciem do jakiegoś obskurnego pokoju, niedaleko zaplecza. Była to najprawdopodobniej kanciapa, w której mężczyzna przebywał w czasie pracy.

- Co chciał mi pan powiedzieć? – zapytała Rosa wciąż nie mogąc pozbyć się uczucia niepokoju.
- Dostaniesz podwyżkę moja droga! – uśmiechnął się Patricio.
- Podwyżkę? Tak szybko? Nie mogę w to uwierzyć!
- Ale nie za darmo skarbie...
- Nie bardzo rozumiem... O czym pan mówi?

Mężczyzna podszedł do niej i delikatnie pocałował ja w policzek. Później spojrzał na jej wystraszone oczy i obleśnie oblizał się językiem, co mogło wywołać u dziewczyny odruchy wymiotne.

- Rozbieraj się mała! Muszę sprawdzić ten jakże polecany, nowiutki i świeżutki towar! – powiedział rozkazującym tonem Patricio...

Mieszkanie Lindy i Miguela.

Do Lindy wpadła nieoczekiwanie z wizytą Eva Ronderos. Kobieta była zdecydowana i chciała jej oznajmić swoją najnowsza decyzję.

- Miałam do ciebie zadzwonić i przyjechać razem z Miguelem, ale coś mu wypadło. Dzieci bawią się przed domem w ogrodzie. Możemy więc spokojnie porozmawiać – powiedziała Linda.
- Widziałam je. Są wspaniałe. Masz prawdziwe skarby w domu – odparła Eva.
- O tak... Co cię sprowadza?
- Wyjeżdżam daleko stąd i to na dniach. Nie mogę odnaleźć się w tym świecie bez mojego syna. Po prostu nie potrafię... Gdy był w więzieniu, to mogłam go chociaż odwiedzać, a teraz? – kobieta zalała się łzami.
- Nie żartuj w ten sposób. Wszyscy o tobie myślimy, jesteśmy z tobą, pomożemy ci w każdej chwili. Proponowaliśmy ci mieszkanie z nami, ale odmówiłaś. My jesteśmy twoją rodziną, z nami dzieliłaś dobre i złe chwile...
- To prawda. Dziękuję wam za wszystko co dla mnie robicie, ale muszę wyjechać. Może do Europy, ale dłużej tu nie wytrzymam – wyznała Eva...

Centrum mody.

Ostatnia próba Kariny przed jej wielkimi występami właśnie dobiegła końca. Faktycznie starała się i Marco zauważył to. Był z niej bardzo zadowolony. Nie omieszkał jej o tym powiedzieć gdy przebierała się w garderobie.

- Świetna robota. Jak chcesz to potrafisz. Dałaś prawdziwy pokaz, a twoje ciało i sylwetka doskonale współgrały z ruchami. Teraz już nie ma czasu na poprawki. Zaczynasz nowy etap, a przed tobą nowy okres w życiu z licznymi zagranicznymi wyjazdami na czele – powiedział Marco.
- Wiem o tym i jestem na to gotowa. Dziękuję za dobre słowo – odparła Karina.
- Na mnie już czas. Do zobaczenia jutro. Omówimy szczegółowo twoje pokazy.

Marco wszedł z garderoby, a po chwili w drzwiach stanął Miguel. Ona nie widziała go jednak, gdyż stała do niego plecami.

- Starałam się dzisiaj dla ciebie Miguel. Widziałam, że jesteś i zrobiłeś mi tym wielką przyjemność – rozmarzyła się dziewczyna.
- Byłaś świetna – powiedział Vellasquez uśmiechając się i zbliżając się do niej małymi krokami.
- Miguel... Jak miło, że wpadłeś. Cieszę się, że ktoś mnie obserwuje na tych jakże ciężkich treningach... Twoja obecność wiele dla mnie znaczy...
- Obiecałem ci, że kiedyś wpadnę i oto jestem. Zrobisz karierę, to pewne. Bóg dał ci wszystko abyś mogła być stuprocentową modelką...
- Dziękuję! Jesteś naprawdę kochany!

Karina rzuciła się Miguelowi na szyję, a jej reakcja bardzo go zaskoczyła. Spojrzał na nią nie wiedząc co powiedzieć. Ona jednak wykorzystała jego zmieszanie i z całej siły, z wielką namiętnością pocałowała go w usta. On nie mógł już się jej oprzeć i odwzajemnił pocałunek...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 21:34:27 19-08-09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:51:09 19-08-09    Temat postu:

Super odcinek

Gino zmusił lekarza Gustka, aby nie wybudzał go ze śpiączki. W przeciwnym razie skrzywdzi jej córkę. Znowu dopiął swego Manolo jak zwykle wymiata. Tak się kiwał na krześle, że się wywalił i połamał je. On zawsze doprowadza mnie do łez, ze śmiechu oczywiście. Oj biedny Gino, ma się z nim. Ale to kara dla niego za wszystkie podłości.

Eduardo dowiedział się o zabójstwie Toscaniego. Podejrzewa, że będą z tego kłopoty. I nie myli się.

Cristina czuła wściekłość, że Roberto ją zmusił żeby zjadła z nim kolację. Jak on pięknie do niej mówił, że ją kocha i zawsze kochał. Co on nie powie. Biedna Cris. Musiała z nim zostać, ze strachu o Alfreda.

Biedna Rosita. Patricio zaprowadził ją do swojej kanciapy, pod pretekstem podwyżki. A to się dziewczyna zdziwiła i wystraszyła, jak kazał się jej rozbierać aby obejrzeć nowy i świeży towar. Co za gnój.

Eva postanowiła wyjechać do Europy. Może to i lepiej, będzie jej lepiej dojść do siebie.

Karina miała pokaz. Marco był z niej bardzo zadowolony. Odwiedził ją Miguel. A ta rzuciła się na niego i pocałowała. A ten oddał pocałunek. Ach faceci, przy ładnej dziewczynie zawsze tracą głowę.


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 21:55:49 19-08-09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 14:20:55 26-08-09    Temat postu:

44 ODCINEK

Centrum mody.

Miguel nie był niestety w tym momencie tym samym człowiekiem co zawsze. W jednej chwili został omotany przez seksowną rudowłosą kobietę, która zawładnęła jego zmysłami. Wiedział, że źle robi, ale nie mógł przestać. Całował ją namiętnie, a ona korzystała z tego.

- Kochaj się ze mną Miguel! – szepnęła mu na ucho, po czym znów zaczęła go całować. Rozpinała mu koszulę i rozbierała go, ściągając przy tym ubranie z siebie.
- To szaleństwo! – odparł Vellasquez, ale był jak w amoku i nadal całował Karinę i pieścił ją coraz bardziej.

Wylądowali na stole i tam byli już prawie nadzy, bo Karina to przecież specjalistka od szybkiego seksu. Miała mężczyznę, którego tak przecież pożądała w garści, a on leżał u jej stóp. Na szczęście w jednej chwili Miguel oprzytomniał, zobaczył twarz swojej żony Lindy, swoich małych dzieci, a także twarz Vanessy, jego kochanki sprzed lat, która stała się jego zmorą i była powodem wielu kłopotów w jego związku z ukochaną kobietą.

- Nie! Nic z tego nie będzie Karina! Oszaleliśmy! – krzyknął wyrywając się z jej ramion i uścisków. Zdenerwowany z powrotem zapinał swoją koszulę kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Porwaliśmy się sile pożądania, która nas do siebie przyciąga. Nie robimy nic złego – odpowiedziała Karina uśmiechając się do Vellasqueza. Nie zostawiaj mnie...
- Nic nas do siebie nie przyciąga. Jestem mężczyzną i mam pewne słabości, ale przezwyciężyłem je. Nie mogę... Wybacz, ale nie mogę. Mam żonę i dzieci. Nie jestem odpowiednim mężczyzną dla ciebie. Jesteś piękną i wspaniałą kobietą, a poza tym masz narzeczonego. Zapomnij o mnie.
- Nie mogę. Z każdym dniem coraz bardziej się w tobie zakochuję. Nie odtrącaj mnie...
- Przykro mi, ale opamiętaj się! Nic z tego nie będzie. Nie możesz być drugą Vanessą, o nie! Żegnaj – rzucił na pożegnanie Miguel.
- Jaką Vanessą? – zdziwiła się Karina ubierając się powoli...

Nocny klub „Tropico”.

Brud, upokorzenie i wstyd – to właśnie czuła Rosita leżąc zapłakana na obskurnym łóżku w kanciapie Patricia. Nie miała siły aby się bronić i nikt nie przyszedł jej z pomocą. Została zgwałcona przez tego bydlaka, który z początku wydawał się taki sympatyczny. Patricio zapinał właśnie swoje spodnie i drwiąco uśmiechnął się patrząc na bezradną i załamaną dziewczynę.

- Dobra byłaś, ale dopiero przy samym końcu. Po co były te krzyki na początku? Mnie nikt nie powstrzyma. Wypróbuję każdą kiedy mam na to ochotę. Przeceniano twoje możliwości, ale jak na pierwszy raz to nie było tak źle. Sprawdziłaś się – stwierdził bez cienia emocji na twarzy.
- Jest pan bydlakiem, ale to jeszcze nie koniec! Skończę z tą pracą! Będzie pan miał problemy!
- Skarbie... Uwierz mi, że nic nie zrobisz. Człowiek który skontaktował się ze mną w sprawie pracy dla ciebie jest moim dobrym znajomym i pochwala moje metody. Nie możesz szukać znikąd ratunku...
- Jak pan śmie!
- Mówiąc o podwyżce nie kłamałem. Będziesz zarabiała znacznie więcej i zachowasz pracę, ale nie będziesz już kelnerką. Staniesz się kimś znacznie wyższym w hierarchii tego klubu.
- Co pan mówi? Kim mam zostać?
- Jeszcze nie wiesz? Dziwką moja droga – uśmiechnął się Patricio, a Rositę przeszył zimny dreszcz...

Jakiś czas później.

Roberto dopiął swego i spędził z Cristiną dzisiejszą kolację. Odwiózł ją nawet do rezydencji, ale kobieta wysiadła kilkaset metrów wcześniej aby nie niepokoić swoich bliskich i nie budzić podejrzeń. Zadowolony Vellasquez mimo późnej pory wrócił więc do swojego biura. Tam czekał na niego Esteban.

- A co ty tu jeszcze robisz? – zapytał zaskoczony Roberto.
- Czekam na pana – odparł Esteban.
- Stało się coś ważnego? Przecież wiem, że misja udała się. Coś jeszcze?
- Dzwonił do mnie ten cały Gino i zaprasza mnie i pana do siebie aby wspólnie świętować ten sukces. Pozna pan ludzi którzy wykonali robotę i dobrze się pan zabawi.
- To dość ryzykowne, bo nie powinienem spotykać się z ludźmi których wynająłem. Jeszcze ktoś by mnie zauważył i wtedy byłoby po mnie Jednak zrobię wyjątek, bo mam dziś wspaniały humor. Poza tym uważam, że ten cały Gino czy jak mu tam pomoże mi wyeliminować tego idiotę Santiaga. Czuję, że dogadamy się i znajdziemy wspólny język. Jedźmy zatem do niego i poznajmy go! – zacierał ręce Roberto...

Rezydencja Vellasquezów.

Cristina czuła się fatalnie. Cały wieczór musiała udawać kobietę zakochaną po uszy w Robercie. Spotkanie z nim na szczęście dobiegło końca i mogła wrócić do domu, ale zdawała sobie sprawę, że to dopiero początek jej problemów. Gdy otworzyła drzwi poczuła, że wszyscy obecni wiedzą, że ich okłamała i tylko czekają na wyjaśnienia.

- Gdzie ty się podziewałaś kochanie? Martwiłem się – wyznał Alfredo przytulając żonę.
- Nieźle nas wystraszyłaś mamo... Przecież byłyśmy na dziś
omówione – powiedziała Luisa.
- Moja żona jak zwykle denerwuje się, a pewnie nic takiego się nie
stało – przyznał zaciekawiony rozmową Juan.
- Po prostu coś mi wypadło. Drobiazg, nie przejmujcie się tym. Wiem, że napędziłam wam stracha, ale jestem taka zmęczona... Jutro wam wszystko opowiem – skłamała Cristina.
- Nie kłam Cristino. Podejrzewam gdzie byłaś! – zwrócił się do niej z surową, ale jednocześnie zmartwioną miną Alfredo.
- Niby gdzie? Co ty insynuujesz?
- Byłaś z bratem twojego męża! Z Roberto Vellasquezem na kolacji! Jak mogłaś! Przyjmujesz jego kwiaty i zaproszenia. On jest twoim kochankiem? Dlaczego mi to robisz!

Cristina była w szoku i nie wiedziała co odpowiedź. Nie sądziła, że jej mąż
i dzieci tak szybko domyśla się prawdy.

- Nie byłam na kolacji z żadnym mężczyzną – skłamała Cristina...

Komisariat policji.

Carlo Coracci siedział nad swoim biurkiem i czuł ogromne zmęczenie. Od kilkunastu godzin pracował. Był albo za biurkiem albo w terenie. Czuł, że zaniedbuje swoją żonę Vicky, z którą już dawno powinien mieć dziecko. Niestety nie był dla niej zbyt dobrym mężem, a na dodatek odsunęli się bardzo od siebie po tragedii jaka spotkała jej brata, a jego szwagra i przełożonego, czyli Gustavo Valdeza. Carlo zakrył swoją twarz dłońmi i tak milczał przez dłuższą chwilę. W takim stanie został go Gerardo, który wszedł do środka.

- No nieźle... Śpisz? – zapytał go Alvarez.
- Skądże. Po prostu nie wyrabiam z robotą. Będziemy musieli zostawić na jakiś czas sprawę Gustavo i zająć się morderstwem Alberto Toscaniego – odparł Coracci.
- Masz rację. Huczą o tym we wszystkich wiadomościach. Ale nasi chłopcy szybko się uwinęli. Wyobraź sobie, że znaleziony skręt papierosa niedaleko miejsca zbrodni nie należał do ofiary. On takich papierosów nie palił. A więc do kogo? Czyżby morderca był aż na tyle głupi żeby go tam zostawiać?
- Dziwne. Sugerujesz, że to jednak nie była robota profesjonalisty?
- To wręcz niesłychane. Zabito go w bardzo profesjonalny sposób, a ten papieros wygląda mi na dziecinną wpadkę. Jedno wyklucza drugie...
- Na papierosie są odciski palców i nie należą do żadnych płatnych morderców jakich mamy w naszym katalogu... Wiedziałem, że ta sprawa może śmierdzieć...
- Może zabił go ktoś na wysokim szczeblu? Może jakiś polityk w garniturku dobrze włada bronią i zabił kolesia z zimną krwią. Potem zrozumiał co zrobił, zapalił papierosa z nerwów i tak po prostu wyrzucił go w krzaki? Niektórzy ludzie w szoku robią różne dziwne rzeczy. Toscani miał wielu politycznych wrogów.
- Ostatnio pierwszy na jego liście był kandydat na prezydenta Eduardo Campos. To spokojny człowiek, ale na ostatniej konferencji prasowej ostro pojechał po Toscanim. Sądzisz, że nie wytrzymał nerwowo?
- Miałby się narażać i zabijać takiego sprzedawczyka własnymi rękami? To nonsens...
- Nic nigdy nie wiadomo. Będziemy musieli dla świętego spokoju odwiedzić pana Camposa i z nim pogadać – westchnął Carlo...

Mieszkanie Lindy i Miguela.

Miguel wciąż nie mógł dojść do siebie po namiętnych pocałunkach Kariny. Wstąpił po drodze i napił się kilku drinków aby otrząsnąć się jakoś. Wiedział, że niewiele brakowało a byłby kompletnie zgubiony. Już raz jego żona cierpiała przez jego skok w bok. Tak było gdy usidliła go piękna, ale zła do szpiku kości Vanessa. Teraz to samo robi z nim Karina. Nie wiedział czy jest złą kobietą, ale przeczuwał, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie był już młodzieniaszkiem, a ta kobieta pociągała go i sprawiała, że tracił nad sobą panowanie. Musiał się uspokoić i w końcu wrócił do domu. Czekała tam na niego Linda z odgrzewaną kolacją.

- Znowu to samo – westchnęła zasmucona kobieta. Gdzie ty byłeś? Obiecywałeś mi już wiele razy, że to się nie powtórzy. Znowu nie odbierałeś komórki ode mnie! Te twoje nawyki...
- Ale zaczekaj kochanie... Daj mi dojść do słowa... – Miguel był pijany
i jego żona bez trudu to wyczuła.
- Chcesz mnie wykończyć? Mnie i nasze dzieci? Już pytają czemu tata wraca tak późno, a ja muszę je okłamywać mówiąc, że pracujesz do późnych godzin w firmie. Tymczasem ty szlajasz się po knajpach i pijesz... Może lepiej mięć męża pijaka niż męża, który by mnie zdradzał, ale sama już nie wiem. Jeszcze tego mi brakowało!
- To nie tak... Miałem ciężki dzień...
- Jasne... Za dużo czasu poświęcasz Karinie i jej treningom. Co cię to obchodzi? Jesteś jej menedżerem czy co? A może jej trenerem lub fotografem? Ona ma od tego Marco Coracciego...
- Wstąpiłem tam tylko na chwilę, a potem musiałem rozładować emocje...
- Rozładować emocje? A więc to tak się teraz nazywa? Pewnie piłeś razem z nią w jakiejś knajpie... Masz blisko 38 lat, a ona jest młodsza, więc cię pociąga, ale żebyś nie został kiedyś z ręką w nocniku! Pamiętasz, że masz żonę i dzieci i lepiej tego nie zburz!
- Skąd ona wie o Karinie? – zamyślił się Miguel, ale nic jej nie odpowiedział.

Linda wstała od stołu i wyszła do swoje sypialni trzaskając przy okazji drzwiami.

- Dzisiaj śpisz na kanapie i lepiej zacznij się przyzwyczajać! – krzyknęła tak aby była dobrze zrozumiana.
- Ale ze mnie kretyn! – złapał się za głowę Miguel i wiedział, że jego żona ma rację...

Posiadłość „Gina”.

Gino, Manolo, Cosme i Flavio czekali na specjalnych gości. Siedzieli w wygodnych fotelach i milczeli. Gino popijał drinka i delikatnie się uśmiechał. Czekał. Cosme i Flavio byli trochę znudzeni, ale pragnęli poznać osobę, której wyświadczyli przysługę. To oni zabili Toscaniego, więc chcieli się pokazać. Z kolei Manolo ziewał i nerwowo patrzył na wiszący na ścianie olbrzymi zegar. Nie lubił się stroić. Dla niego przez cały rok wystarczyłaby jedna koszula i jedne skarpetki, ale tym razem ubrał garnitur, poprawił włosy i założył do tego okulary przeciwsłoneczne. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi i jeszcze jeden z ochroniarzy otworzył je, mówiąc kilka słów i wskazując dwóm gościom miejsce, w której mają się dalej udać. Gino i reszta ujrzeli Roberto Vellasqueza i Estebana Contrerasa. Ten drugi westchnął tylko na widok Flavia, którego dobrze znał, bo przecież zatrudnił go kiedyś aby zastraszył Patricię. Wtedy akcja okazała się wielką klapą, ale teraz było inaczej.

- Miło mi panów poznać. Jestem Roberto Vellasquez, kandydat na prezydenta – uśmiechnął się mężczyzna wyciągając swoją dłoń w kierunku Gina, który podał mu swoją i panowie przywitali się w serdecznym uścisku.
- Gino i wszystko jasne. Niech mnie pan tak nazywa...

Później Roberto i Esteban przywitali się z Cosme, Flaviem i Manolem. Wszystko odbywało się w serdecznej i jakże przyjacielskiej atmosferze. Wydawało się, że ci ludzie znają się od lat, a przecież Gino słyszał o Vellasquezie jedynie z telewizji i z opowieści Santiaga. Wyczuł, że za tym garniturem polityka kryje się samo zło, ale przecież zło było tym co tak bardzo go pociągało. Od razu więc zapałał do starszego o kilkadziesiąt lat człowieka dużą sympatią.

- Jest pan bardzo hojny panie prezesie – stwierdził Gino. A hojność popłaci. Moi dwaj najlepsi ludzie wysłali tego redaktora na tamten świat. Już niedługo za tę zbrodnię zapłaci pana rywal z kampanii wyborczej.
- Mam taką nadzieję – odparł coraz pewniejszy siebie Roberto.

Po kilku chwilach na stole wylądowały kilka butelek czerwonego wina oraz coś na przekąskę. Mężczyźni zaczęli świętować we wspólnym gronie.

- Czuję, że nasza współpraca zacieśni się i nie skończy się tylko na tym jednym razie – stwierdził tajemniczo Roberto.
- Mam podobne odczucia. Lubię pracować z ludźmi na poziomie, z ludźmi wykształconymi i na wysokich stanowiskach. Na durniów szkoda czasu – śmiał się Gino pijąc kolejny kieliszek wina.
- Mam nadzieję, że nie ma mnie na myśli – zasmucił się Manolo, który również chciał łyknąć tego trunku, ale zrobił to tak niefortunnie, że na jego spodniach zrobiła się wielka czerwona plama.
- Coś się stało? – spytał Esteban z trudem mogąc powstrzymać śmiech.
- Drobiazg. Proszę się tym nie kremować...
- Chyba krępować wujku! – Gino o mały włos nie udławił się jedzeniem, które usiłować przełknąć.
- Tacy ludzie jak wy są mi bardzo potrzebni. Gdy już będę prezydentem to kto wie co się stanie – ciągnął wątek Roberto.
- Może załatwi mi pan stanowisko sekretarzu stacji? – zapytał nieśmiało Manolo.
- Jakie stanowisko?
- On mówi o sekretarzu stanu. Ma takie poczucie humoru – uśmiechnął się Gino, ale było mu już doszczętnie wstyd za to co wyprawia jego wujek.

Po chwili Gino i Roberto wyszli na taras aby spokojnie porozmawiać w cztery oczy.

- Sądzę, że jest pan jeszcze gorszym człowiekiem niż pański brat Jose Manuel Vellasquez – wypalił nagle Gino.
- Słucham? – spytał zaskoczony Roberto.
- Bez obaw. Ja lubię takich ludzi jak pan. Połączymy siły i zniszczymy wszystkich wrogów! Stworzymy taki duet jak niegdyś pański brat i król przestępców Leoncio Pena... „Jaguar”...
- Młody z pana człowiek, a dużo pan wie... Ale skoro rozmawiamy sobie tak szczerze, to ma pan rację. Mój brat był złym człowiekiem, ale zawsze zazdrościłem mu władzy i inteligencji. Dobrał sobie fantastycznego zabójcę i dzięki niemu wiele osiągnął. Inna sprawa jak marnie skończył zarówno on jak i Jaguar...
- Był wykończony przez chorobę i popełnił błąd. A jeden błąd powoduje kolejne... My takich błędów nie popełnimy. Razem pozbędziemy się Santiaga Marcelany... Co pan na to? Wiem, że panu zawadza... Mnie również, bo stoi mi na drodze do wielkich interesów. Usuniemy z drogi wiele osób, zemścimy się na tych którzy nas skrzywdzili
i zdobędziemy to co nasze – mówił tajemniczo Gino.
- Kim pan jest? – spojrzał mu prosto w oczy Roberto. Chyba nie...
- Właśnie tak. Tylko ta sama krew spowoduje, że znów będzie głośno
o dwóch wielkich rodach! Pan jest bratem Jose Manuela Vellasqueza, jego jedynym naśladowcą i być może nawet lepszym i jeszcze bardziej władczym od niego! Ja jestem Gino... Gino Pena! Jestem synem Jaguara! I co pan na to powie? Razem zdobędziemy świat! Wszystko padną nam do stóp!

Roberto był zszokowany, ale patrząc rozmówcy prosto w oczy zauważył podobieństwo do niezwyciężonego Jaguara. Pamiętał go i widział kilka razy w swoim życiu, choć nigdy nie współpracowali. Po chwili milczenia Vellasquez tajemniczo się uśmiechnął, co było znakiem, że przystaje na słowa i propozycję Gina...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 14:23:04 26-08-09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Magi
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 02 Kwi 2007
Posty: 11368
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:37:11 26-08-09    Temat postu:

Odcinek 25
Manolo zwiał ze szpitala a dopiero teraz wyszło to na jaw.Szkoda mi tego lekarza.Niby dostał kasę za to wszystko ale jednocześnie grozili mu.Na początku nie chciał nic wyjawić,ściemniał że nic takiego nie miało miejsca tylko dlatego że bał się o swoje życie.Gustavo jednak postraszył go i ten zaczął mówić.Pomógł w małym stopniu ale pomógł.Mimo że nie zna nazwisk,Gustavo ma teraz pewność że istnieje ktos kto naśladuje Jaguara i on ma jeszcze czas zeby zapobiec najgorszym czynom.Pytanie czy sam nie zginie w tej walce ze złem.
Karina to świetna aktorka.Miguel nie jest niczego świadomy,a ona knuje tuż pod jego nosem.A ta historia z kradzieżą i napadem,żałosne.Wie ze to pomocny człowiek i wykorzystuje to.Miguel jest szczęśliwy z Linda ale czy to wystarczy by oprzeć się Karinie...No nie wiem.A ona tak nie cierpi Gina mimo że żyje w pałacu,to woli juz Cosme,a na pewno Miguela.I jaką przyszłość sobie wróży u jego boku.Ona jest psychiczna...
Nie dziwie się że Silvia ma wątpliwości.Eduardo tak nagle podjął decyzje i to po nagonce ze strony mediów.Ale widać że ją kocha co jej powiedział tak pięknymi słowami.Są szczęśliwi ale teraz została jeszcze polityka a Vallasquez się łatwo nie podda,choć wydaje mi się że trafił na godnego przeciwnika.Eduardo jest silny i moze sobie z nim poradzić...
Victor koniecznie chce sie zbliżyć do rodziny,ale czy Monika sie ugnie?No nie wiem.Santiago już pomyslał ze jego współpracownik chce zrezygnować z handlu,ale ten zaprzeczył.I jak się zdziwił że pojawił się syn Jaguara.Może choć jeden Victor się zmieni z tej bandy bo reszta to szkoda słów
MAnolo nie jest taki głupi.Był dobrym obserwatorem.Gino ma już plany wobec Armanda,chce go w pewnym momencie zlikwidować.I z nów w obozie złych zaczyna się podział.A najlepsze jest to że Armando wszystko słyszał.Ciekawe co on na to
Roberto soie na dużo pozwala.Kocha Cristine?może i tak ale jest to miłość chora.Alfredo ma powody do niepokoju i nie dziwie mu się.Cristina tez się obawia tego wszystkiego.Jak to się potoczy....
Monika przejmuje się karierą Kariny.Nastepna się co do niej myli.I jeszcze uważa ją za swoją przyjaciółkę.Raul ma nosa to takich kobiet?Jakoś na Andrei się nie poznał,chociaż w przypadku Kariny ma racje
Taaa Miguel myślał że Linda będzie na niego spokojnie czekała,a on spóżnia się tyle i dziwi się ze Linda się wścieka.Ehhh mężczyzni.On lata za ta Kariną jak nie wiem.Wierzy w każdą jej bajeczkę.
A więc pojawił się Alvarez.Może on będzie przydatny i pomoze Gustavo?
Świetny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:02:46 27-08-09    Temat postu:

Super odcinek

Fala pożądania porwała Migiego i Karinę. Na szczęście w porę się opamiętał. Przed oczami stanęła mu twarz żony, dzieci a także przypomniał sobie Vanessę, przez którą miał tyle kłopotów. Ale Karina musiała mieć minę. Prawie jej się udało. Miguel poszedł do baru aby odreagować przy paru drinkach, jak to facet. Linda nie jest taka głupia, wie gdzie jej mąż tyle czasu przesiaduje. Na treningach Kariny. Kazała mu nocować na kanapie i zapowiedziała, że będzie tak częściej.

Biedna Rosita. Patricio ją zgwałcił. Żal mi jej. Zapowiedział, że będzie dziwką. Biedna. Wpakowała się w niezłe szambo.

Cristina musiała spędzić kolację z Roberto. Jak przyjechała do domu, to Alfredo zaczął mieć do niej pretensje, że wyszła z Roberto bo znalazł kwiaty i liściki. Zaprzeczyła. Ciekawe, czy mąż ,Luisa i Juan uwierzą.

Roberto razem z Estebanem wybierają się do Gina. Poznali wszystkich kompanów bandyty a także wujka, który jak zwykle przyniósł wstydu bratankowi. Oj ma się z nim Gino.
Gdy Roberto i Gino poszli porozmawiać na osobności, Gino zaproponował współpracę. Będzie tak jak przed laty, kiedyś JM i Jaguś a teraz syn Jagiego i brat JM. Zapowiedział, że teraz skończy się inaczej. Niech nie będzie taki pewny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:07:36 14-09-09    Temat postu:

45 ODCINEK

Na drugi dzień.

Mieszkanie Eduardo Camposa.

Eduardo zjadł śniadanie, które przygotowała mu Silvia i już miał udać się do swojego biura, gdy nagle w jego mieszkaniu pojawiła się policja. Gerardo Alvarez i Carlo Coracci złożyli mu wizytę w związku z ostatnimi wydarzeniami, czyli z zabójstwem redaktora Alberto Toscaniego. Campos nie był zaskoczony obecnością stróżów prawa, bo zdawał sobie sprawę, że policja może łączyć jego nazwisko z nazwiskiem zabitego dziennikarza, choć oczywiście cała sytuacja wydawała się dla niego absurdalna.

- Proszę, niech panowie wejdą, ale nie mam zbyt wiele czasu. O co chodzi? – spytał Eduardo.
- Nie domyśla się pan? O zabójstwo redaktora Alberto Toscaniego. Będziemy musiał pan pojechać z nami na komisariat – wyznał Carlo.
- Nie bardzo rozumiem... Jestem o coś oskarżony? Media rozdmuchują sprawę i twierdzą, że byłem śmiertelnym wrogiem tego człowieka, ale proszę w to nie wierzyć. On był dziennikarzem, który pisał niestworzone rzeczy, ale jest mi go żal i współczuję jego rodzinie. Poza tym o zmarłych nie powinno się źle mówić...
- Bez obaw panie Campos. To tylko rutynowe czynności. Pobierzemy od pana odciski palców i będzie pan mógł wrócić do swojej pracy. Chodźmy, bo szkoda czasu – wtrącił Gerardo.
- Mogę pojechać swoim samochodem?
- Dobrze, proszę jechać za nami.
- Trzymaj się kochanie. Niedługo wrócę – powiedział do żony Eduardo...

Mężczyźni wyszli pozostawiając Silvię pogrążoną w myślach. Cała ta sytuacja od początku ją niepokoiła. Miała złe przeczucia. Ta polityczna walka zaczęła przekraczać wszelkie granice.

- Koniec świata żeby tak uczciwy człowiek jak Eduardo musiał się tłumaczyć policji. Oby nie wynikły z tego jakieś większe kłopoty – pomyślała Silvia...

Mieszkanie Alexa i Rosity.

Rosita wciąż była w fatalnym stanie, ale zdołała otrząsnąć się po ostatnich, jakże brutalnych dla niej wydarzeniach. Nie powiedziała słowa Alexowi o gwałcie jakiego dokonał na niej Patricio Alves. Chciała zrezygnować z pracy i porozmawiać o tym z Mauriciem - człowiekiem, który tę pracę jej zapewnił. Nie musiała jednak nigdzie wychodzić, bo Cosme sam zjawił się w jej mieszkaniu.

- Jak się masz Rosito? Byłem w okolicy i postanowiłem was odwiedzić. Co u was słychać? Gdzie twój chłopak? – zapytał Cosme.
- Wyszedł i nie wiem kiedy wróci – odparła zasmucona dziewczyna.
- Czy coś się stało? Chodzi o twoją pracę?
- Owszem... Musisz o czymś wiedzieć Mauricio. To bardzo bolesne, ale nie mogę dłużej tego ukrywać. Wczoraj zostałam poniżona i zgwałcona przez twojego przyjaciela Patricia! Potraktował mniej w obrzydliwy sposób... Zaproponował podwyżkę jeśli zostanę... jego dziwką! To niesłychane... On mówi, że o wszystkim wiedziałeś i razem uknuliście to przeciwko mnie, ale przecież tak nie jest... Nie możesz dopuścić żebym dalej pracowała w tym miejscu. To jakiś burdel, a nie nocny klub! Pomóż mi! Pragnę zwolnić się z tej pracy...

Cosme słuchał tej rozpaczliwej opowieści dziewczyny, pełnej smutku, łez, żalu i cierpienia. Jej lamentowanie nie zrobiło jednak na nim żadnego wrażenia. Nie drgnęła mu nawet powieka i gdy Rosita skończyła mówić, wzruszył tylko ramionami.

- Nie zwolnisz się z tej pracy i zrobisz to co rozkaże ci Patricio Alves. Bycie prostytutką to również praca na której możesz sporo zarobić. Nie mogę ingerować w wasze relacje. Znam Patricia doskonale i wiem, że to bardzo niebezpieczny człowiek. Lepiej nie stawaj przeciwko niemu.
- Co takiego? On miał rację... Jesteś równie podłym człowiekiem co on! Jak mogłeś! Do niczego mnie nie zmusicie!
- Owszem ślicznotko. Zmusimy. Zostaniesz dziwką i będziesz na każde zawołanie, bo w innym wypadku zginie twój ukochany chłopak.
- Nie zrobisz tego!
- Zrobię. Potrzebujesz silnego bodźca do działania. Nadszedł najwyższy czas abyś poznała prawdę o swoim ojczymie i dowiedziała się, że zadałaś się z niewłaściwymi ludźmi. My nie żartujemy...
- Co stało się z moim ojczymem? Co ty insynuujesz Mauricio?
- Oto gazeta sprzed kilku tygodni. Twój ojczym jest na granicy życia i śmierci. Jeśli nie chcesz żeby zszedł z tego świata, będziesz kontynuowała swoją pracę. Nie zrób żadnego głupstwa, bo przyczynisz się wtedy do śmierci wielu osób. Będziemy w kontakcie ślicznotko! – zakończył Cosme rzucając gazetę na podłogę.

Rosita przejrzała gazetę i przeczytała informację o wypadku Gustavo Valdeza. Dopiero teraz dowiedziała się tej szokującej prawdy. Nie mogła jednak nic zrobić. Czuła, że wali głową w mur. Nikt nie był w stanie jej pomóc.

- Mój Boże... To zdarzyło się kilka tygodni temu... Ktoś chciał go zabić... On ledwo żyje i jest w śpiączce, a ja o niczym nie wiedziałam. Uciekłam z domu i nawet nie odwiedziłam go w szpitalu. Co czuje teraz moja mama? Za kogo mnie uważa? W co ja wdepnęłam... Pomocy! Co mam robić? Jak wydostać się z tego piekła na ziemi? – płakała Rosita rzucając się na swoje łóżko...

Więzienie.

W jednej celi strażnicy zdejmowali właśnie człowieka, który najprawdopodobniej powiesił się na pasku od spodni. Był to okropny widok, ale zebrało się tam wielu gapiów. Wkrótce na miejsce przybył także naczelnik więzienia.

- Wygląda na samobójstwo... To Daniel Marciales, który siedział za próbę zabójstwa i maltretowanie własnej żony – stwierdził jeden ze strażników.
- Słyszałem, że chciał zeznawać na temat swojego tajemniczego szefa, ale miał zbyt długi język. Mogli go sprzątnąć i upozorować samobójstwo. Dowiedzcie się wszystkiego! Popytajcie jego kompanów z celi. Wyduście z nich prawdę! Może pracował dla jakiejś grubej ryby, która postanowiła go zlikwidować? Zabierzcie to ciało. Mam już dość patrzenia na tego wisielca – odparł naczelnik więzienia...

Tymczasem...

Pewien mężczyzna rozmawiał właśnie przez telefon na swoim ranczu. Był zadowolony wieściami jakie przekazywał mu jego rozmówca.

- Doskonale! Świetna robota. Kto za dużo gada, ten kończy trzy metry pod ziemią. Chłopcy dobrze się spisali. Dostaną swoją dolę. Muszę kończyć. Odezwę się w sprawie kolejnych zleceń – powiedział Santiago Marcelana.

Przestępca rozłączył się, a następnie wyjął butelkę whisky i nalał sobie drinka. Uśmiechnął się sam do siebie. Miał powody do zadowolenia. Nikt z jego ludzi lub wspólników nie będzie stawał przeciwko niemu.

- Żona Daniela Marcialesa będzie zadowolona gdy się o tym dowie. Jego śmierć jest jej na rękę. Wzięli rozwód, ale on dalej ją dręczył. Załatwiłem tego brutala i kanalię, a ona ma u mnie ogromny dług wdzięczności. Ciekawe jak go spłaci... To nauczka dla tych, którzy działają mi na nerwy. Mam nadzieję, że nie będziesz kolejnym do wyeliminowania Victorze... Pracowaliśmy razem tyle lat, ufałem ci bezgranicznie, więc nawet nie próbuj mnie zdradzić. Czeka nas poważna rozmowa – stwierdził Santiago.

Po chwili mężczyzna udał się do jednego ze swoich pokoi. Tam czekała na niego młoda brunetka, najprawdopodobniej prostytutka. Santiago chciał się odprężyć, ale błogie chwile przerwała wejście jednego z jego ludzi.

- Czego chcesz! Mówiłem żeby mi nie przeszkadzać!
- Wiem, ale przyjechała pańska córka Andrea i domaga się spotkania.
- A niech to! Zjeżdżaj!

Marcelana przepędził kobietę i poszedł na spotkanie z córką. Andrea była bardzo zdenerwowana i przejęta.

- Ostatnio odwiedzasz mnie codziennie... O o chodzi? Co to za przypływ uczuć do własnego ojca?
- Musisz mi pomóc wyeliminować jedną osobę! Ona sporo wie o Raulu
i czuję, że będzie chciała nastawić go przeciwko mnie!

Firma „Veldillo”.

Luisa szukała swojego męża w firmie, ale okazało się, że nie ma go w budynku. Kobieta zastała jedynie Estebana, pracującego w swoim biurze.

- Nie widziałeś Juana? Miałam zjeść z nim obiad w firmie, ale przepadł jak kamień w wodę – powiedziała Luisa.
- Oczywiście, że widziałem. Kazał mi przeprosić cię, ale wypadło mu ważne spotkanie z innymi adwokatami w drugiej części budynku. Dzisiaj mamy zwariowany dzień – odparł Esteban.
- Rozumiem... Mógł chociaż zadzwonić...
- On sam dowiedział się o tym spotkaniu dwadzieścia minut temu. Ja również wybieram się na obiad, więc możemy pójść razem, o ile nie masz nic przeciwko. Mogę ci towarzyszyć?
- Naturalnie Esteban. To dla mnie przyjemność. Pracujemy za sobą już tak długo, a tak mało o sobie wiemy. Luźna rozmowa przy obiedzie jest jak najbardziej wskazana. Lubię twoje towarzystwo...
- A więc chodźmy Luiso. Napełnijmy żołądki i porozmawiajmy. Czasami mam już dość tej swojej pracy. Jestem ciągle w ruchu i nie mam czasu na zwyczajne czynności...
- Rozumiem cię. Czasami trzeba z kimś porozmawiać i otworzyć się. Ciągle te same twarze i te same obowiązki mogą się człowiekowi znudzić...
- Otóż to... Wreszcie spędzę z tobą miłe chwile Luiso. Zawsze marzyłem o tym dniu... Jeszcze kiedyś będziesz moja – rozmarzył się Esteban...

Mieszkanie Lindy i Miguela.

Miguel wciąż usilnie próbował udobruchać swoją żonę, ale ona pozostawała wobec niego zimna i nieufna.

- Nie zrobiłem nic złego... Nie traktuj mnie jak powietrze – powiedział Miguel podczas gdy Linda podawała mu do stołu obiad.
- Nie zapomnij odebrać ze szkoły Diega. Wieczorem gra kolejny mecz
i chciał żebyś był na nim obecny – odparła chłodno.
- Pamiętam o swoich obowiązkach względem dzieci...
- Mam nadzieję...
- Ty nie będziesz jadła?
- Już jadłam. Jadę odwiedzić Claudię i nie wiem kiedy wrócę. Skoro ty nie musisz mnie poinformować o godzinie swoich powrotów, ja również nie muszę tego robić...
- Nie rozmawiajmy w ten sposób!
- Pamiętaj o Diegu, a dziewczynki zawieź do babci. Cześć!

Miguel był załamany. Linda była wobec niego oschła, ale miała ku temu prawo. Co gorsze Velasquez wiedział, że okłamuje żonę, bo przecież całował się z Kariną i nie jest bez winy. Niestety nie mógł jej tego wyznać.

- Dobrze, że Karina wyjeżdża na jakiś czas do Europy. Może zapomnę
o jej pocałunkach i skoncentruję się na tym co najważniejsze, czyli na rodzinie. Boże pomóż mi zapomnieć o tej kobiecie! – powiedział sam do siebie Miguel...

Szpital.

Deborah miała coraz większe nadzieje związane z wyzdrowieniem Gustava. Jego stan był coraz lepszy, a lekarze dawali sygnały, że być może niedługo się obudzi.

- Być może dziś będzie ten szczęśliwy dzień doktorze... Modliłam się i czuję, że Bóg mnie wysłucha. Mój mąż wreszcie wyzdrowieje i obudzi się z tej przeklętej śpiączki – powiedziała zadowolona i pełna optymizmu Deborah.
- Niestety nie mam dla pani dobrych wieści – odparł Andres Quiroga, który z bólem serca musiał okłamywać kobietę. Sam był w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jego rodzina była w niebezpieczeństwie, więc musiał ugiąć się wobec żądań przestępców.
- Nie bardzo rozumiem. Co się stało?
- Ta poprawa była chwilowa. Niestety wczorajszej nocy mieliśmy kryzys i pani mąż znów nie daje żadnych sygnałów... nie porusza kończynami...
- Ale przecież sugerował pan, że lada dzień się obudzi!
- Ta choroba jest nieprzewidywalna. Jego stan wciąż jest bardzo ciężki. Podtrzymujemy go przy życiu, ale wszystko wróciło do poprzedniego stanu. Pani mąż nie reaguje na bodźce i nadal jest w głębokiej śpiączkę. Jego szansę na powrót do zdrowia są już niemal zerowe...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 22:06:10 14-09-09, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:28:31 14-09-09    Temat postu:

Fajny odcinek

Do Eduarda przyszła policja. Carlo i Gerardo powiedzieli, żeby pojechał z nimi na komisariat. To ma wszystko związek z zabójstwem Toscaniego. Silvia podejrzewa, że będą kłopoty i nie myli się.

Biedna Rosita. Nie chciała nic mówić Alexowi. Powiedziała o tym co ją spotkało Cosme myśląc, że ten jej pomoże. A Cosme zdradził swoją prawdziwą twarz. Kazał jej być dziwką, bo w przeciwnym wypadku jej chłopak i ojczym zginą. Dopiero teraz Rosita dowiedziała się wypadku Gustka. Jest załamana. Nie ma wyboru. Żal mi jej strasznie. Mam nadzieje, że znajdzie się ktoś kto ją wyciągnie z tego szamba.

Daniela, męża Paoli, znaleziono powieszonego na pasku w celi. Ludzie Santiaga pomogli mu w przedostaniu się na tamten świat. Łapy tego bandziora sięgają daleko. Załatwi też tak Victora, jeżeli on go zdradzi. Haha, córeczka przerwała mu błogie chwile, które chciał spędzić z prostytutką. Powiedziała, że musi jej pomóc w wyeliminowaniu kogoś kto wiele wie o Raulu i będzie go nastawiać przeciwko niej. Ciekawe co to za osoba.

Esteban przystępuje do akcji. Próbuje uwieść Luisę. Na razie zaczyna małymi kroczkami. Obiadki i tak dalej. Ciekawe jaki będzie jego następny krok.

Miguel i Linda. Kiepsko między nimi. Migi próbował jakoś się pogodzić, ale Linda jest oschła i zimna. On wie, że żona ma rację. A najgorsze jest to, że Migi nie może zapomnieć o Karinie.

Debi jest pewna, że teraz Gustek na pewno się obudzi. Niestety, lekarz ostudził jej zapędy. Powiedział, że szanse na wyzdrowienie chorego są prawie zerowe. Nie ma wyjścia. Grożą mu i musi on utrzymywać Gustava w śpiączce.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:07:07 14-10-09    Temat postu:

Przepraszam, że aż równo miesiąc nie było tu newika, ale nie miałem jakoś weny aby kontynuować tę historię. W końcu jednak zmobilizowałem się i powstał kolejny odcinek

46 ODCINEK

Komisariat policji.

Od Eduardo Camposa pobrano właśnie odciski palców. Nie trwało to zbyt długo, więc kandydat na prezydenta szybko mógł wrócić do swoich obowiązków.

- Nie wiem po co tu przyjechałem, ale rozumiem, że taką macie pracę. Wszyscy są podejrzani, choć to absurd posądzać mnie o tę
zbrodnię – stwierdził Eduardo.
- My tylko sprawdzamy wszystkie możliwości. Tak jak pan prezes powiedział... wykonujemy swoją pracę – odparł Carlo.
- Na mnie już czas. Nie mam ani minuty do stracenia...
- Rozumiemy. Jeden z naszych ludzi odprowadzi pana do wyjścia – powiedział Gerardo...

Eduardo wyszedł, a policjanci wspólnie zastanawiali się nad całą tą przedziwną sytuacją.

- Chyba tracimy czas podejrzewając Camposa. Nie jest szaleńcem żeby samodzielnie zabijać Toscaniego. Mógł wynająć ludzi jak to nawet wpływowi politycy mają w zwyczaju, a wtedy i tak nic mu nie udowodnimy – oznajmił Carlo.
- Wydaje mi się w porządku, ale poczekajmy na wyniki. Za ile będą? – spytał Gerardo.
- Za jakieś trzy, cztery godziny...
- Czuję, że będziemy znowu tkwić w tym bagnie tygodniami, a końcowy efekt może nas zaskoczyć. To wielkie morderstwo i szczególna sprawa. Media zrobią swoje aby wmieszać w to polityków. Od teraz kampania wyborcza będzie jeszcze bardziej zajadła niż ostatnio...
- To prawda... Ta sprawa powoduje, że musimy chwilowo zawiesić śledztwo dotyczące zamachu na Gustavo. Jednak to powinno być dla nas najważniejsze. Nie mogę patrzeć na Vicky, która codziennie modli się i chodzi do szpitala... Ona ma nadzieję, że jej brat wyzdrowieje, ale każdego dnia ta nadzieja jest coraz mniejsza...
- Bóg nie może odebrać nam Gustavo. Być może minie wiele miesięcy, a może lat, ale on w końcu obudzi się i stanie na nogi. A wtedy nie chciałbym być w skórze jego oprawców. Zrobimy wszystko aby ukarać winnych zanim zechce zrobić to nasz przyjaciel – westchnął Alvarez...

Szpital.

Deborah przychodząc do szpitala była pełna nadziei i wiary, ale słowa doktora Andresa Quirogi wbiły ją w ziemie. Kiedy sądziła, że wszystko zmierza ku szczęśliwemu końcowi, okazało się, że jej mąż nadal pozostaje w śpiączce, a jego stan jest beznadziejny.

- To niemożliwe... Jeszcze wczoraj mówił mi pan co innego. Jego stan nie mógł tak diametralnie się zmienić! Nie wierzę w to! – krzyczała bez opamiętania Deborah.
- Proszę się uspokoić i spojrzeć na swojego męża. Wczoraj ruszał kończynami, reagował na bodźce i praktycznie niewiele brakowało aby się wybudził... Dziś niestety znów jest jak warzywo. To nagłe pogorszenie bardzo mnie zaniepokoiło – odpowiedział lekarz.
- Zaniepokoiło pana? Tyle ma pan mi do powiedzenia? On musi wyzdrowieć! Musi! Rozumie pan?
- Wiem, że jest pani ciężko, ale nie mogę pani okłamywać... Jego stan znów jest bardzo ciężki. W każdej chwili może umrzeć...
- Nie! On z tego wyjdzie! Zobaczy pan! W tym szpitalu dokona się cud!

Załamana i wściekła Deborah wybiegła na szpitalny korytarz, usiadła na jednym z krzeseł i zalała się łzami.

- A już było tak dobrze... Dlaczego odpływasz Gustavo? Nie możesz mi tego zrobić... Nie dość, że właściwie straciłam już Rositę, to jeszcze tracę i ciebie. Musisz wygrać walkę z chorobą... Musisz to zrobić dla mnie!

Andres Quiroga widział rozpacz kobiety i sam przeżywał to wewnątrz siebie. Nie był złym człowiekiem, ale w obecnej sytuacji musiał wypełniać rozkazy tych, którzy go szantażują.

- Gustavo Valdez może umrzeć, ale przeze mnie. Nie mogę go zabić w momencie gdy dochodził do siebie... Co mam robić? Moja córka musi żyć, ale z drugiej strony ten cud jest tak blisko. Twój mąż Deborah naprawdę może pokonać śmierć i wybudzić się ze śpiączki – zastanawiał się lekarz...

Firma „Veldillo”.

Juan skończył swój udział w zebraniu gdy w firmie zaskoczyła go Paola. Dziewczyna wiedziała już o tajemniczej śmierci swojego męża w więzieniu, ale absolutnie nie zamierzała po nim rozpaczać. Wiadomość o jego końcu sprawiła jej ogromną radość. Wreszcie mogła odetchnąć z ulgą. Nawet gdy siedział w więzieniu, wciąż czuła niepokój, ale teraz wszystko się zmieniło.

- Odżyłam na nowo Juanie! Ten drań zasłużył na taki los. Ci ludzie którzy go sprzątnęli zrobili mi wspaniały prezent! – cieszyła się Paola.
- Nie mów tak... Wiem jakim gagatkiem był twój mąż, ale to jednak poważna sprawa. Ktoś go zamordował... Naprawdę życzyłaś mu śmierci? Nie spodziewałem się tego po tobie – zdziwił się Juan.
- Nie przesadzaj... Wiesz ile przez niego przeszłam. Nie będę teraz udawać i wysilać się na płacz. Ta kanalia zasłużyła na taką śmierć.
- Może masz rację... Nie wiem gdzie podziała się Luisa... Miałem z nią zjeść obiad, ale wypadło mi ważne zebranie. Pewnie jest już w domu, ale czemu wyłączyła komórkę? Jestem strasznie głodny...
- Ja też, więc może zjemy coś i wypijemy za śmierć Daniela?
- Dobry pomysł. Blisko jest świetna knajpa. Twój dobry nastrój mnie przeraża – uśmiechnął się Juan...
- Powinieneś się cieszyć. Wiem, że może przesadzam z radością spowodowaną śmiercią mojego męża, ale naprawdę w końcu uwolniłam się od niego. I to raz na zawsze – stwierdziła Paola...

Tymczasem...

Luisa i Esteban mile spędzali czas w swoim towarzystwie. Wspólny obiad bardzo ich do siebie zbliżył. Jak dotąd byli tylko znajomymi w pracy, którzy mijali się ze sobą każdego dnia. Niewiele o sobie wiedzieli, ale dzisiejsze spotkanie miało zmienić dotychczasową sytuację.

- Zawsze cię podziwiałam, bo potrafisz dzielić dwie prace, masz mnóstwo obowiązków, z których się znakomicie wywiązujesz. Powiedz mi czy masz w ogóle czas na swoje życie osobiste? Wybacz, ale nic o tobie nie wiem mimo, że pracujemy razem od dłuższego czasu. Jesteś przystojnym mężczyzną i pewnie niejednej kobiecie zawróciłeś w głowie – śmiała się Luisa popijając lampkę wina.
- Jestem typem samotnika i tak chyba zostanie. Nie mam po prostu szczęścia w miłości... A może jak powiedziałaś nie mam na nią zwyczajnie czasu? – tajemniczo odpowiedział Esteban.
- Nie wierzę w te opowieści. Może za mało się starasz, co? Na pewno kiedyś spotkasz tę jedyną...
- Już dawno spotkałem i siedzi właśnie przede mną – pomyślał Contreras.
- Widzisz ja znalazłem szczęście u boku Juana, ale długo musiałam na nie czekać. Najpierw żyłam w niewoli ze swoim pierwszym mężem... To był istny potwór, a do ślubu zostałam po prostu zmuszona. Przeklęty Fernando Ayala! Na szczęście już od dawna nie żyje... Wybacz, że się uniosłam, ale na myśl o tym człowieku zawsze się denerwuję. Ten bydlak tak bardzo mnie skrzywdził... Nie rozmawiajmy o nim...
- Gdybyś wiedziała, że ten Fernando to mój kuzyn... Nie masz pojęcia z kim rozmawisz Luiso. Znowu jesteś tak samo naiwna jak przed laty. Ufasz nie temu komu należałoby zaufać...
- Dlaczego milczysz Esteban?
- Analizuję to co powiedziałaś. Masz rację, że nie warto mówić o ludziach, którzy nas skrzywdzili. Ten Fernando na pewno taki był, ale cieszę się, że w końcu odnalazłaś miłość u boku Juana. To wspaniały człowiek... Proponuję abyśmy wznieśli toast za owe małżeńskie szczęście. Może i ja kiedyś znajdę odpowiednią dla mnie partnerkę?
- Na pewno tak będzie. Wypijmy – uśmiechnęła się Luisa, po czym stuknęła się kieliszkiem ze swoim rozmówcą.

Ich radosne miny, śmiech i sielankowy nastrój zauważył Juan, który wszedł do tej samej restauracji razem z Paolą.

- Co to ma znaczyć do cholery! Nie było mnie tylko chwilę, a ona umawia się na obiad i to w dodatku z Estebanem? – pomyślał poirytowany Juan, nie mogąc spuścić wzroku od tych dwojga, którzy byli rozbawieni i znakomicie czuli się w swoim towarzystwie.
- Widzę, że twoja żona wolała iść z kimś innym na obiad. Dobrze się bawi z tym mężczyzną – zauważyła nie kryjąc radości Paola.
- Właśnie widzę! To mi się zupełnie nie podoba! Spójrz na te jego maślane oczy gdy spogląda na moją żonę. Już ja im dam do wiwatu!

Bogota.

Lotnisko.

Marco Coracci, jego najbliżsi współpracownicy i kilka modelek szykowali się do wylotu aby podbić Europę. Wśród nich była Karina Fonseca, uważana za wschodzącą gwiazdę światowego modelingu. Wizyta na innym kontynencie miała rozpocząć jej fantastyczną karierę, otworzyć jej wszelkie drzwi, zdobyć sławę i odnaleźć drogę na sam szczyt. Dziewczynę żegnali Gino i Manolo.

- Pamiętaj kochanie... jeżeli ci się nie uda, to wiedz, że zawsze masz mnie. Ja spełnię wszystkie twoje zachcianki. Mam pieniądze i uczynię cię swoją królową. Nie musisz nic nikomu udowadniać – zapewniał wzruszony Gino, który nie chciał rozstawać się z ukochaną.
- Co ty sugerujesz? – zdziwiła się Karina.
- Mam nadzieję, że nie będziesz właziła innym do łóżka tylko dlatego żeby zrobić karierę...
- Przecież mnie znasz. Nigdy nie posunęłabym się do takich rzeczy. Kocham tylko ciebie...
- Mój bratanek właśnie doskonale cię zna i dlatego się martwi – wtrącił Manolo, który po chwili ugryzł się w języku.
- O co ci chodzi wujku? Co miałeś na myśli?
- Chodziło mi o wielkie ambicje Kariny... Wiem jednak, że koniec końców zwycięży u niej zdrowy rozsądek...
- Racja wujku. Karina wie co robi, a ja powinienem przestać się martwić. A co z Miguelem Vellasquezem? Twój wyjazd spowodował, że przestaniesz go uwodzić. Może to i lepiej, bo nie będę o ciebie zazdrosny...
- Ty idioto... Miguel jeszcze będzie mój... Kiedyś tu wrócę...

Karina czule pożegnała się ze swoim ukochanym i wsiadła do samolotu, który niedługo później wzbił się w powietrze i odleciał daleko.

- Wiem, że będzie mnie zdradzać, ale jeśli znajdę na to dowody, to przysięgam, że ją zabiję! Nikt nie będzie sobie ze mnie kpił, nawet Karina. Ta jej zabawa w bycie modelką mnie denerwuje – westchnął Gino.
- Całkiem fajny zawód. Jak myślisz czy ja nadawałbym się na modela? Mam odpowiednie paradygmaty? Jak sądzisz?
- Chyba parametry wujku... Wybacz, ale chyba nie nadawałbyś się na modela – wzruszył bezradnie ramionami Gino.
- Jak on śmie... Jednym słowem w okrutny sposób zniszczył moje dziecięce marzenia – posmutniał Manolo...

Tymczasem...

Raul Vellasquez wyszedł właśnie z pewnego centrum handlowego i zamierzał zanieść swoje zakupy do samochodu gdy na jego drodze pojawiła się znajoma kobieta. Była to twarz, której on nigdy nie mógłby zapomnieć.

- To niemożliwe... Co ty tu robisz? – zapytał przerażony Vellasquez.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Mam dobre zamiary – odpowiedziała Sandra Carreras.
- Powinnaś siedzieć w więzieniu za to co nam zrobiłaś!
- Już odbyłam swoją karę... Minęło przecież tyle lat...
- Możliwe, ale lepiej nie wchodź mi w drogę, bo znowu pójdziesz siedzieć! Sądzę, że to nasze spotkanie nie jest przypadkowe. Znam cię i na pewno coś kombinujesz...
- Zmieniłam się i niczego nie kombinuję. Przyznam, że śledziłam cię, bo muszę z tobą porozmawiać. Chcę cię za wszystko przeprosić... Wiem jak bardzo skrzywdziłam ciebie i Monikę. Te lata w więzieniu nauczyły mnie pokory. Zrozumiałam swój błąd. Źle zrobiłam pomagając wtedy Vanessie...
- Cudownie, że okazałaś skruchę, ale daj mi teraz spokój i wynoś się raz na zawsze z mojego życia!
- Muszę cię przed kimś ostrzec. To bardzo ważne... Musisz mnie wysłuchać, bo grozi ci niebezpieczeństwo...
- Daruj sobie te bajki... Nie mam czasu na rozmawianie z osobą twojego pokroju. Moja żona i dzieci czekają na mnie. Idź swoją drogą, życzę ci szczęścia, ale odczep się ode mnie i od mojej rodziny! Raz na zawsze!
- Muszę ci o tym powiedzieć Raul! Twoim zagrożeniem jest kobieta! Ona chce cię zdobyć i zniszczyć! Tą osobą jest...

Nagle rozległy się strzały, a Sandra bezwładnie upadła na ziemię, która w momencie zamieniła się w wielką kałużę krwi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:48:45 10-11-09    Temat postu:

Super odcinek
Policja pobrała od Eduarda odciski palców. On uważa to za normalną procedurę. Myśli, że na tym się skończy. Jak się myli
Biedna Debora. Bardzo cierpi. Lekarz powiedział jej, że szanse na wyzdrowienie Gustka są marne. Gdyby znała prawdę. Lekarza dręczą wyrzuty sumienia, że musi utrzymywać jej męża w śpiączce. Ale nie ma wyjścia. Te bandziory grożą jego rodzinie.
Ach ta Paola. Cieszy się ze śmierci swojego męża i może bez oporów uwodzić Juana. Nawet wyciągnęła go na obiad do restauracji. Jakie było zdziwienie Juana, gdy zobaczył tam swoją żonę w towarzystwie Estebana. jest zazdrosny i na pewno urządzi im scenę.
Karina wyjeżdża do Europy. Zapewnia Gina o swojej miłości, ale Gino nie jest głupi. Wie że będzie go zdradzać. Biada jej jeżeli znajdzie na to dowody. Manuel jak zawsze wymiata. Chce zostać modelem. Niestety bratanek ostudził jego zapędy.
Raul spotkał Sandrę. Był bardzo zaskoczony jej widokiem. Nie chciał jej słuchać, a ona chciała mu powiedzieć o Andrei. Niestety nie skończyła. Padł strzał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 19:51:47 23-11-09    Temat postu:

Ostatnio nikt tu nie zagląda łącznie z autorem Trzeba zmienić tą patową sytuację. Jutro pojawi się newik, którego nie było pod ponad miesiąca
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Magi
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 02 Kwi 2007
Posty: 11368
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:38:05 24-11-09    Temat postu:

Odcinek 26

Valdez i Gerardo nie widzieli się tyle lat.Teraz stary znajomy przybył do miasta i pomoże gustavo w rozwiązaniu sprawy.Kiedyś pomógł mu z Leoncio, teraz być moze też mu będzie mógł pomóc.Powspominali stare czasy,kiedy Deborah była jeszcze w ciąży i sprawy miały się inaczej.On biedny nie ma szczęścia w miłości,bo zostawiła go niejaka Elena.Ciekawe co się z nią stało.mimo wszystko nadal o niej pamięta.To mile.
A u Lindy i Miguela nieciekawie.Kłócą się o ten jego późniejszy powrót do domu i nie zawiadomienie Lindy.ona ma prawo się wściekać bo w pamięci ma jeszcze sytuację z Vanessą.Monika tez przecież mieszała.On za to od razu demonstruje siłę i wszczyna kłótnie,tak ze aż dzieci słyszą i się niepokoją.No i Miguel w końcu wyszedł bez śniadania bo stwierdził,że w takiej atmosferze nie wytrzyma.Sam jest sobie winien jednak i nic tego nie zmieni.Mam nadzieje że jednak szybko się pogodzą.
Cosme nadal sypia z Kariną.Nieźle ją podsumował.Kurcze dobry jest.Ale ona rzeczywiście nadaje się tylko do burdelu no i najlepiej idzie jej sprzedawanie samej siebie.już jej się kariera odwidziała.No proszę.Ale Miguel nadal siedzi jej w głowie.Ehhh.Prawdą jest jednak że nawet wyciągnąć kasy od Gino nie potrafi i jest taka pewna jego uczuć.
Arando ma problem.Ciekawe jak teraz postapi.Dowiedział się już że chcą go tylko wykorzystać do swoich celów a potem zabić.Zniszczył własnego ojca,sam wdał się w chory układ i wszystko dla "wolności".Choć gdyby nie wplątywałby się w to wszystko byłby teraz przy swojej matce z którą tak nagle chce uciec.No i uwaza że gustavo jest jedyny człowiekiem zdolnym powstrzymać Gino i spółkę.Ciekawe jak postapi tym razem.
Wiedziałam że Paola ma coś do Juana i się nie pomyliłam.I nie zważa na to ze on ma żone którą poznała.Straciłam do niej cały szacunek i już mi jej nie żal.Juan tak bardzo jej pomógł a ona tak się odwdzięcza.Może ejszcze Luisa ich zobaczy?To jużby była patowa sytuacja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:39:23 25-11-09    Temat postu:

47 ODCINEK

Mieszkanie Andresa Quirogi.

Andres Quiroga wrócił właśnie do domu po kolejnym ciężkim dniu w szpitalu. Przywitał się z żoną i córką, a następnie udał się do swojego pokoju aby odpocząć. Dręczyły go przeróżne myśli. Wciąż nie mógł sobie darować tego, że pod wpływem szantażu zgodził się współpracować z tymi okrutnymi bandytami. Oszukał zrozpaczoną kobietę twierdząc, że jej mąż jest umierający. A przecież Gustavo Valdez dochodził do siebie. Niestety sprzeciwienie się tym ludziom mogło oznaczać utratę najukochańszego dziecka. Na to nie mógł sobie pozwolić. Mimo to nadal myślał nad rozwiązaniem tej beznadziejnej wydawałoby się sytuacji.

- Muszę coś zrobić... Muszę, bo inaczej zwariuję! Może uda mi się uratować zarówno jego jak i swoją rodzinę? Tak! Już wiem co zrobię! To będzie ryzykowne... Obym do końca życie nie żałował tego co zamierzam uczynić – mężczyzna zamyślił się głęboko...

Tymczasem...

Odgłos strzałów spłoszył przechodniów. Ludzie wpadli w panikę. Raul był w szoku i ani nie drgnął. Gdyby strzelano także do niego, to z pewnością zginąłby na miejscu. Jednak nagle zrobiło się spokojnie. Vellasquez spojrzał na leżącą w kałuży krwi Sandrę. Ciężko oddychała i starała wypowiedzieć jeszcze jakieś słowa, ale przychodziło jej to z ogromnym trudem. Mężczyzna złapał ją za rękę.

- Wytrzymaj! Zaraz przyjedzie pomoc. Nic ci nie będzie... Wyzdrowiejesz. Niech ktoś wezwie karetkę! Na co się gapicie! Ona straciła dużo krwi! – krzyczał jak w amoku Raul.
- Umieram... Będzie przynajmniej jednego złego człowieka mniej na tej planecie – powiedziała Sandra.
- Ale ze mnie idiota. Ludzie naprawdę się zmieniają. Jak mogłem cię tak potraktować... Wybacz mi...
- Daj spokój. Masz prawo myśleć o mniej jak najgorzej. Przed laty chciałam zniszczyć twoje szczęście. Posłuchaj jednak. Muszę ci coś powiedzieć...
- Oszczędzaj siły... Nic nie mów. Zaraz zjawi się pomoc...
- Uważaj na nią... Ona chce firmę i ciebie... Uważaj na...
- Na kogo mam uważać? O czym ty mówisz...
- To zła kobieta... To...

Sandra nie zdołała powiedzieć najważniejszego. Wydała ostatnie tchnienie, a jej głowa opadła bezwładnie. Vellasquez spojrzał w jej oczy, w których nie było strachu ani przerażenia, lecz spokój. Do końca trzymał ją za rękę. Zamknął jej powieki i westchnął głęboko.

- Dlaczego cię zamordowano? A co w tym wszystkim chodzi? – zamyślił się Raul...

Kilkadziesiąt metrów dalej w samochodzie siedział mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze i w ciemnych okularach. Upewniwszy się, że wszystko poszło właściwie, w spokoju i nie rzucając się w oczy odjechał aby nikt nie powiązał go z miejscem zdarzenia. Wyciągnął swoją komórkę i szybko wybrał jeden z numerów.

- Załatwione panienko. Ta kobieta nie żyje – stwierdził mężczyzna bez cienia emocji na twarzy.
- Wiedziałam, że jesteś profesjonalistą. Odwiedź nas to dostaniesz drugą część zapłaty.
- Z przyjemnością. Mam wielki szacunek do pani ojca. To przyjemność robić z pani rodziną interesy.
- Żadnych świadków?
- Rozmawiała z jakimś mężczyzną, ale bez obaw. Nikt mnie nie widział. Rozpętała się panika gdy ją zastrzeliłem.
- Co to był za mężczyzna?
- Nie mam pojęcia...
- Najważniejsze, że wykonałeś robotę. Do zobaczenia.

Kobieta rozłączyła się. Była zadowolona z obrotu spraw, ale ten mężczyzna rozmawiający z Sandrą nie dawał jej spokoju.

- Mam nadzieję, że nie zdążyłaś nic wypaplać na mój temat Raulowi. Taki los czeka moich zdrajców. Teraz już nikt nie przeszkodzi mi w zdobyciu idealnego dla mnie mężczyzny – perfidnie uśmiechnęła się Andrea...

Restauracja.

Emocje wzięły górę i Juan przestał się kontrolować widząc swoją żonę dobrze bawiącą się w towarzystwie innego mężczyzny. Paola nie kryła radości z całej zaistniałej sytuacji.

- Czy ja wam przypadkiem nie przeszkadzam gołąbeczki? – zapytał nie kryjąc irytacji Juan.
- Kochanie... Co ty tu robisz? – odparła zmieszana Luisa.
- Coś ty taki zdenerwowany? Jadłem z twoją żoną służbowy obiad, nie podrywałem jej – stwierdził rozbawiony złością mężczyzny Esteban.
- Nie odzywaj się, bo nie do ciebie mówię. Co to za ukradkowe spotkania?
- O co ci chodzi? Oszalałeś? Jesteś zazdrosny o Estebana? A sam co tu w ogóle robisz z Paolą?
- Spotkaliśmy się przypadkowo. Mnie w to nie mieszajcie – odezwała się kobieta.
- Nie jestem zazdrosny, ale nie podoba mi się to. Moje spotkanie przedłużyło się i zamiast na mnie zaczekać, idziesz na obiad z byle kim? Dobrze się razem bawiliśmy. To był więcej niż służbowy obiad jak to sam nazwałeś!
- Nie obrażaj mnie Juanie... Co z tobą? Wstałeś dziś lewą nogą? – śmiał się Esteban. Mam pytać cię o pozwolenie żeby pójść z twoją żoną na kawę czy obiad? Ona nie jest twoją niewolnicą...
- Głupio wyszło, ale nie mam się z czego tłumaczyć. Nie odbierałeś komórki, więc przyjęłam propozycję Estebana... O czym my w ogóle rozmawiamy? Będziemy się kłócić o taką błahostkę? – Luisa nie mogła uwierzyć do czego posuwa się jej zazdrosny mąż.
- Powiedziałem już żebyś się nie odzywał. A ty pójdziesz ze mną! Porozmawiamy sobie w cztery oczy!

Juan szarpnął Luisę za rękę i chciał wyprowadzić ją siłą. Paola przyglądała się całej tej sytuacji z satysfakcją. Kochała Juana i cieszyły ją jego problemy z żoną. Esteban zainterweniował chcąc jeszcze bardziej przypodobać się Luisie.

- Puść ją! Nie tak się traktuje kobiety! – krzyknął oburzony Esteban.
- Zamknij się! – odburknął Juan po czym uderzył go w twarz.

Następnie w pośpiechu wyszedł ciągnąc za sobą zupełnie zdezorientowaną Luisę.

- Nigdy się tak nie zachowywałeś! O co ci chodzi? Krzyczysz na mnie, uderzyłeś Estebana, szarpniesz mnie! Przypominasz mi teraz Fernanda, a nie mężczyznę, w którym się na zabój zakochałam! – powiedziała zdenerwowana Luisa. Juan puścił ją wreszcie i oprzytomniał. Wiedział, że jej słowa są jak najbardziej prawdziwe.
- Masz rację. Nie jestem sobą. To znaczy, że wciąż jestem o ciebie zazdrosny. Gdy zobaczyłem was razem... Wybacz mi to skandaliczne zachowanie. Ty nie mogłabyś mi wyciąć takiego numeru. Jestem kompletnym idiotą – oznajmił już nieco spokojniejszy Juan.

Esteban pozbierał się po ciosie Juana i nie wyglądał na zdenerwowanego, lecz zadowolonego po tym co się przed chwilą wydarzyło.

- Nic ci nie jest? – zapytała go Paola, która pomogła mu wstać.
- Wszystko dobrze. Dziękuję za pomoc. Będzie z tego wielka awantura. Krok po kroku zdobędę twoją żonę Juanie Cordillo – pomyślał Esteban...

Jakiś czas później.

Komisariat policji.

Carlo rozmawiał telefonicznie ze swoją żoną. Dowiedział się, że stan Gustavo znów się pogorszył. Vicky i Deborah były zrozpaczone. Mężczyzna nie wiedział jak im pomóc.

- Jak tylko skończę pracę to do was przyjadę. Nie traćcie nadziei i trzymajcie się. Musimy wierzyć do końca. On wciąż żyje i to jest najważniejsze. Będę najszybciej jak się da. Obiecuję – powiedział Coracci kończąc rozmowę z Vicky.

Policjant mówił żeby się nie załamywać, ale sam ukrył twarz w dłoniach
i zamyślił się głęboko.

- Ile to jeszcze potrwa? – pytał sam siebie, ale nie mógł znaleźć żadnej odpowiedzi.

Nagle pojawił się Gerardo, który również miał nieciekawą minę. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, zaskoczenie, ale również swego rodzaju ekscytacja.

- Nawet nie wiesz co się stało! – krzyknął Alvarez, ale na jego koledze nie zrobiło to żadnego wrażenia.
- Wiem... Stan Gustavo znów się pogorszył – odparł zniechęcony Coracci.
- Co takiego? Nic nie wiedziałem...
- Dzwoniła do mnie Vicky. Jest gorzej niż przedtem. Deborah i moja żona są załamane. Nie wiem jak im pomóc...
- Biedny Gustavo... Mógłby już nadejść jakiś przełom... Ale ja nie o tym chciałem ci powiedzieć.
- A o czym? Teraz mam w głowie całkowitą pustkę. Nic nie jest dla mnie ważniejsze.
- Wiem o tym, ale posłuchaj mnie uważnie. Nasi ludzie zbadali odciski palców Eduardo Camposa. Nie uwierzysz przyjacielu! Jego odciski zgadzają się z odciskami na wyrzuconym niedaleko miejsca zbrodni papierosie!
- Co takiego?
- To co słyszysz. Nie ma wątpliwości. To Eduardo Campis zabił redaktora Toscaniego. Właście dowiedziałeś się o największym skandalu XXI wieku! Będziemy musieli go aresztować. Zdajesz sobie sprawę co będzie gdy dowiedzą się o tym media? Zjedzą go żywcem. Aż nie chce mi się w to wierzyć, ale to prawda... Kandydat na prezydenta jest zwykłym mordercą!

Biuro Roberto Vellasqueza.

Gino był od teraz mile widzianym gościem w biurze kandydata na prezydenta Kolumbii. Mężczyźni stali się wspólnikami. Mieli do zrealizowania wiele planów, a wrobienie Eduarda w zabójstwo było dopiero jednym z początkowych celów, ale jakże ważnym.

- Zapewniam, że jeszcze dziś w mediach zrobi się głośno o aresztowaniu twojego największego politycznego przeciwnika – stwierdził Gino.
- Obyś miał rację. To za długo trwa – niecierpliwił się Roberto.
- Spokojnie... Mam swoich ludzi gdzie trzeba. Obiło mu się o uszy, że policja była w mieszkaniu Camposa i sprawdzała go. Niedługo będzie już za kratkami...
- Mam nadzieję. Już czekam aby wygłosić swoje przemówienie w tej sprawie. Będzie ono pełne żalu i smutku. Nie będę się cieszył z jego klęski. Wręcz przeciwnie... Mając na interesie dobro kraju, jego aresztowanie bardzo mnie poruszy...
- Doskonale! Rasowy z ciebie polityk!
- I tak trzymajmy. Ja jestem politykiem, a ty przestępcą. Obaj jesteśmy dobrzy w swoich rolach.
- Małe sprostowanie. Obaj jesteśmy już przestępcami – uśmiechnął się Gino.
- Może i masz rację – odparł równie zadowolony Roberto...

Szpital.

Andres Quiroga wszedł do sali, w której leżał Gustavo Valdez. Jak zwykle nieprzytomny i podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Lekarz zorientował się, że nikogo więcej nie ma w pobliżu i zaczął realizować to co zamierzał.

- Wysłałem żonę i córkę w bezpieczne miejsce. Mój przyjaciel się nimi zajmie. Nikt nas nie śledził. Oby ci dranie ich nie odnaleźli... Jeżeli coś im się stanie, to nie daruję sobie podjętego ryzyka... Czuję, że muszę jednak to zrobić! Muszę naprawić swój błąd i uratować temu człowiekowi życie... Nie mogę więcej krzywdzić tej kobiety kłamiąc ją i oszukując... Trzymaj się Gustavo Valdezie! Ta terapia musi poskutkować. Za kilka chwil powinieneś wybudzić się z tej przeklętej śpiączki! Raz na zawsze. Wrócisz do grona żywych, a potem trafisz do innego szpitala. Obiecuję, że nikt nie zrobi ci krzywdy, ale daj z siebie wszystko... Walcz! Musisz się obudzić... Teraz albo nigdy! Twoje miejsce jest tu na ziemi. Udowodnij, że stoczysz kolejną wygraną walkę w swoim życiu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 23:52:02 02-02-10    Temat postu:

Dawno nie było tutaj newika z powodu chronicznego braku czasu, ale w ciągu tygodnia postaram się dodać jednak jakiś nowy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:14:32 05-02-10    Temat postu:

Sandra została zabita, niestety nie zdążyła przestrzec Raula przed Andreą. Ciekawe czy Raul się domyśli o jakiej złej kobiecie mówiła Sandra.
Juan zrobił Luisie scenę zazdrości. Wiedziałam, że tak zareaguje, ale chyba trochę za ostro moim zdaniem. Esteban jest pewny, że zdobędzie Luisę.
To już przechodzi ludzkie pojęcie. Ile czasu ten Gustavo będzie tam leżał jak kłoda?? Lekarz chyba zrozumiał swój błąd, powinien go naprawić. Chce wybudzić Gustka i bardzo dobrze.
Okazało się, że odciski palców należą do Eduarda. Carlo i Gerardo nie mogą w to wierzyć!!! To intryga tego podłego Roberta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Następny
Strona 10 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin