Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Noville's secrets- odc. 7!
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:52:24 11-06-12    Temat postu: Noville's secrets- odc. 7!



Noville to jedno z portowych miast na zachodnim wybrzezu, o liczbie ludnosci nieprzekraczajacej 20 tys. Wedlug jego mieszkancow nic nie wyroznia go na tle innych, a samych siebie uwazaja za przecietnych ludzi, borykajacych sie z codziennymi problemami. Co jesli to wszystko nieprawda, a ktos usilnie chce, zebys w to wierzyl? Niepozorne miasteczko moze skrywac w sobie wiele sekretow... Na jego strazy stoi grupa wybrancow, ktora dzieki swoim umiejetnosciom warunkuje spokoj. Przed kim Noville jest tak pilnie strzezone, a moze przed czym? Powiedz, po ktorej ty staniesz stronie... Wybierzesz Lowce czy Demona?

Avery to dwudziestoletnia dziewczyna, ktora przechodzi zalamanie po smierci ojca. Z wesolej i barwnej postaci stala sie pustelnikiem, przesiadujacym w pokoju na strychu. Jej matka- Claire o wiele szybciej pozbierala sie po tragedii i stara sie zyc normalnie, co doprowadza Av do szalu. Zwyczajnie nie potrafi zrozumiec obojetnosci rodzicielki. Jej jedynym oparciem staje sie przyjaciolka Ruby, ktora pociesza ja na kazdym kroku, a wrazie potrzeby wrzeszczy na nia i mobilizuje. Jednak i wiecznie usmiechnieta Fultonowa ma swoje zmartwienia. Jednym z nich jest jej chlopak- Liam. Widac, ze ta dwojka jest dla siebie stworzona, ale Ruby ma wrazenie, ze ten nie jest do konca z nia szczery. Na dodatek odwieczny wrog dwoch przyjaciolek, czyli wredna Miranda nie ma zamiaru zawiesic broni. Dawna gwiazda liceum, pewnie z nudow, stara sie caly czas uprzykrzac im zycie. Zalamana Avery nie zauwaza nawet, ze w sasiedztwie pojawil sie przystojny i tajemniczy chlopak, ktory zmuszony jest namieszac w jej zyciu... Kiedy Avery zauwazy, ze swiat, ktory zna jest mitem? Czy przystanie na propozycje tajemniczego Devona i jego ludzi? I najwazniejsze, czy stanie na wysokosci zadania, ocali rodzine, przyjaciol i siebie?



Bohaterowie:








Pierwszy odcinek:

Brak checi do zycia- to takie do niej niepodobne. Umiechnieta glowa pelna pomyslow, teraz zamknieta byla w czterech scianach. Avery cale dnie, a raczej tygodnie, spedzala w pokoju na strychu, z wzrokiem wbitym w sufit i muzyka na caly regulator. Pewnie nie zauwazyla, ze powoli i dosc leniwie zblizal sie wieczor, a obiad postawiony pod drzwiami dawno juz ostygl. Jedyne oznaki zycia dawal tu telefon, ktory walal sie po wlochatym dywanie. Co jakis czas brzeczal i podskakiwal przez wlaczone wibracje, ale nawet to nie dzialalo na naszego pustelnika. Przydalby sie ktos, kto ozywilby to wnetrze... Padlo na Ruby, ktora wparowala do pokoju z sila radzieckiego pocisku, trzymajac w rekach talerz z nalesnikami. Ten sam, ktory juz od poludnia czekal pod drzwiami pokoju. Brunetka rozejrzala sie i wylaczyla muzyke.
- Ej!-mruknela z niezadolowoleniem Avery. Byla pewna, ze to jej matka, ale widzac przyjaciolke jeknela tylko teatralnie i padla z powrotem na lozko, narzucajac sobie poduszke na glowe.
- Oj juz przestan...- zaczela Ruby, po czym skubnela kawalek nalesnika z dzemem i z pelna buzia dokonczyla malo zrozumiale:
- Biem, de sie cietys- usmiechnela sie zawadiacko, oblizujac palec umorusany dzemem. Cala Ruby. Czula sie w domu Av jak u siebie, w koncu dziewczyny byly prawie jak siostry, wiec po co silic sie na pelna kulturke?
- Fakt... roznosi mnie radosc...- skwitowala blondynka, co jednak nie ruszylo przyjaciolki. Zajeta palaszowaniem nalesnikow zdala sobie wreszczie sprawe, ze i Avery musi byc cholernie glodna. Usiadla na brzegu lozka i szturchnela pustelnika.
- Dalej, bo Ci wszystkie zjem- zaczela przekonujaco Ruby, jednak nie na tyle, zeby podzialalo. W odpowiedzi uslyszala tylko:
- Zycze smacznego-na co brunetka zmruzyla oczy i zacisnela usta. Tak sie z Fultonami nie bawi. Szybkim ruchem chwycila poduszke i odrzucila ja gdzies w kat, podsuwajac jej jednoczesnie talerz pod nos. Avery zmarszczyla brwi, ale miala swiadomosc, ze przyjaciolka moze ja tak katowac do rana, wiec sie zwyczajnie poddala. Siegnela leniwie po nalesnika i ugryzla kawalek z kwasna mina.
- Moze bardziej przekonujaco?- zapytala Ruby unoszac brew.
- Mmm...- mruknela teatralnie Av, co chyba usatysfakcjonowalo przyjaciolke, bo kiwnela glowa i usmiechnela sie. Po chwili wstala i podeszla do wielkiej szafy w koncu pokoju. Otwarla ja i zaczela przegladac jej zawartosc. Co jakis czas cos wyciagala, zeby po chwili znow to odlozyc. Avery przestalo to interesowac, wiec usiadla "po turecku" i wyjrzala przez okno. Jej uwage przykol mlody mezczyna, ktory od kilku tygodni mieszkal naprzeciwko. Wprowadzil sie na krotko po smierci jej ojca, a nawet pomagal mamie w wyrzacaniu zbednych sprzetow z garazu, na co pozniej Avery zareagowala wrzaskiem i placzem, bo "wszystko ma byc tak jak zostawil tata". Lubila czasem poobserwowac przystojnego sasiada, chociaz miala wrazenie, ze on robi to samo. Bo przeciez jak mozna zinterpretowac fakt, ze facet nagle rzuca wszystko i wbija wzrok akurat w jej okno? Moze ja zauwazyl i teraz ma ja za osiedlowy monitoring? Zreszta co ja to obchodzi, przeciez nie ma zamiaru nigdzie wychodzic, wiec raczej go nie spotka.
- O! To jest fajne!- krzyknela triumfalnie Ruby, az blondynka podskoczyla na lozku. Spojrzala na przyjaciolke, ktora niczym prezenterka z telezakupow reklamowala jej krotka, niebieska sukienke.
- Wiem, to Twoja przeciez...- stwierdzila Avery jak gdyby nigdy nic, wracajac do jedzenia nalesnikow, ktore nawet jej zasmakowaly. Ruby spojrzala z podejrzana mina na sukienke i wypalila:
- Faktycznie!- usmiechnela sie od ucha do ucha poznajac swoje znalezisko.
- Dobra, to wskakuj w nia bo wychodzimy!- powiedziala, rzucajac ciuch w strone Avery i kontynuujac przeszukiwanie szafy.
- Zapomnij!- powiedziala pewna siebie blondynka, stawiajac obok siebie pusty talerz.
- Rany... mamy takie male spotkanie przy jeziorze, rocznica zakoczenia szkoly, czy cos. Bedzie fajnie, zgodz sie... - powiedziala Ruby, kucajac przy lozku i robiac oczy kota ze shreka. Poczatkowo Av stanowczo krecila przeczaco glowa, ale widzac mine przyjaciolki... Po prostu nie mogla jej tego zrobic.
- Spotkanie...- powtorzyla przymykajac podejrzliwe oczy, na co Ruby automatycznie przytaknela.
- Ok, nie brzmi to groznie...

***

- Spotkanie!?- wrzsnela Avery, widzac tlum ludzi bawiacych sie przy jeziorze. Trzeba bylo przyznac, ze to miejsce robilo wrazenie. Duza, drewniana altana przystrojona klimatycznymi lapmkami i kolorowymi girlandami wygladala bajkowo. Podobnie ustrojone molo, po ktorym spacerowaly zakochane pary, rowiez sie swietnie prezentowalo. A na to wszystko jeszcze swiatlo ksiezyca, ktore odbijalo sie od tafli jeziora i porozstawiane dookola lampiony, po prostu magia. Co jednak nie zmienialo faktu, ze Avery przerazala liczba krecacych sie tutaj ludzi. Nie czula sie jeszcze na silach, zeby nagle zostac asem parkietu.
- A gdybym Ci powiedziala prawde, to bys przyszla?- zadala trafne pytanie Ruby, a milczenie blondynki bylo rownie trafna odpowiedzia. Powolnym krokiem zblizaly sie do centrum calej zabawy. Av natrafiala co chwile na ciekawskie spojrzenia i niesmiale "czesc", byla w koncu troche jak zmartwychwstala. Nie usmiechalo jej sie bycie eksponatem muzealnym, dlatego zwolnila kroku, az w koncu sie zatrzymala. W tym samym momencie jak z pod ziemi pojawil sie za nimi Liam. Objal dziewczyny ramieniem i rzucil wesolo:
- Avery, witaj wsrod zywych!- po czym cmoknal ja w policzek, nie pominal rowniez swojej Ruby, ktora pocalowal cieplo w usta. Po przjacielsku potargal blondynce wlosy, ktora automatycznie wyrwala sie z jego objec, probujac przywolac fryzure do porzadku. Chwile sie z niej posmial, potakiwal wesolo glowa w takt muzyki, probujac rozbawic swoja dziewczyne, po czym dodal:
- Nie dotrzymam wam dzisiaj towarzystwa niestety...- zaczal, ale widzac chwilowo nieobecna myslami Ruby i Avery zajeta poprawianiem pior na glowie, wywrocil oczami.
- Przyznam, ze spodziewalem sie innej reakcji... jakiegos 'och, nie opuszczaj nas ' i rzucania sie na kolana... Ej no nic?- pokrecil glowa z niedowierzaniem po czym rozesmial sie widzac, jak obie jednoczesnie skupily na nim swoja uwage.
- Mam zadanie do wykonania, odpowiadam za prowiant- wyjasnil dumnie, po czym pozegnal sie z nimi. Ruby zalapala sie nawet na pocalunek, co odwzajemnila tylko bladym usmieszkiem. Avery nie umknal ten maly szczegol, kiedy Liam zniknal tak szybko jak sie pojawil, szturchnela przyjaciolke.
- Co to bylo?- zawsze byli tacy zakochani, ze ledwo mozna ich bylo rozdzielic, a teraz. Zwykly buziak i czesc? Wypalili sie, czy co? Ruby westchnela, po czym powiedziala ze smutkiem w glosie.
- Nie uklada nam sie od dluzszego czasu...- spuscila glowe, na co Avery natychmiast ja przytulila. Czula sie strasznie. Wreszcie zauwazyla jaka byla egoistka, nad ktora wszyscy mieli sie litowac. Przeciez nie ona sama ma problemy!
- Przepraszam...- nie wiedziala co wiecej dodac. Obie usiadly na pobliskiej lawce, gdzie Ruby wyjawila co jej lezy na sercu. Natychmiast poczula sie lzej, a na jej oliwkowej twarzy wreszcie pojawil sie cien usmiechu. Przez chwile bylo jak za dawnych czasow, niestety mila otmosfere przerwal podchmielony typek, ktorego piwo wyladowalo na kolanach Av i to wlasciwie razem z jego wlascicielem. Po ludzku mowiac, koles nawalony jak ruski plecak potknal sie trafil na Avery. Urwany krzyk, dzieki glosnej muzyce pewnie nie byl zbyt glosny. Mezczyzna szybko pozbieral sie mruczac cos w stylu "sory, sory" i przytulajac sie do blondynki. Reakcja Ruby na niewiele sie zdala, ale w odpowiednim momencie pojawil sie ktos kto odciagnal typa od nie tyle przerazonej co wkurzonej dziewczyny. Wybawca musial sie z nim troche naszarpac, ale w koncu trzymajac go za koszulke zapytal przyjemnym glowsem:
- Wszystko w porzadku?- wowczas Av rozpoznala w chlopaku swojego sasiada. Jej oczy mialy chwilowo rozmiar pieciozlotowek, a serce puls 500.
- Tak, tak... pusc go, to byl wypadek...- powiedziala automatycznie, chcac by ta nedzna scenka jak najszybciej sie skonczyla. Bylo jednak za pozno, bo zamieszanie wzbudzilo nielada zainteresowanie. Oczy wszystkich wokol byly skupione wlasnie na nich. Wsrod ciekawskich znalazla sie rowniez slynna Miranda McKenzie, ktora z ironicznym usmieszkiem przygladala sie calej tej scenie.
- Miasto jest bezpieczniejsze kiedy Prestonowa siedzi w domu...- stwierdzila, a wszyscy wokol niej parskneli smiechem. Zauwazyla to Ruby, ktora poslala im ostrzegawcze spojrzenie. Miranda w odpowiedzi pomachala jej teatralnie i oddala sie rozmowie ze swoja swita. W tym samym czasie wybawca posluchal Avery i puscil sprawce calego zamieszania. Po raz pierwszy blondynka stanela z sasiadem oko w oko. Wreszcie mogla mu sie bardziej przyjzec i uzupelnic swoj obrazek. Byl wysokim i przystojnym mezczyzna, liczacym ok. 23 lat. Charakterystyczne dla niego byly hipnotyzujace, stalowe oczy. A takze chlod jaki bil z jego twarzy...
- Mozemy porozmawiac?- przerwal rozmyslania dziewczyny krotkim pytaniem.
Wowczas serce Avery zamarlo. "On mnie naprawde widzial!" to byla pierwsza mysl, ktorapojawila sie w jej slicznej glowce. Czula, ze zapyta ja dlaczego narusza jego prywatnosc, obserwuje go. Moze uzna ja za psychopatke lub seryjnego morderce... Nie miala nic na swoja obrone. Bo co miala powiedziec " Nooo hej, troche mi odbilo przez naplyw negatywnych emocji, co lekarze jakos nazwali, ale juz nie pamietam jak, dlatego lubie obserwowac ludzi, zamknieta w pokoju na strychu... Boze jaka jestem beznadziejna". Ruby szepnela jej na ucho, ze idzie poszukac Liama. Z kolei Avery poslusznie oddalila sie od gwarnego tlumu razem ze swoim wybawca. Kiedy odeszli juz na tyle daleko, ze mogli swobodnie rozmawiac blondynka zaczela:
- Chyba wiem o czym chciales ze mna porozmawiac...- uniosla badawczo wzrok czekajac na jego reakcje.
- Wiesz!?- nie kryl zdziwienia chlopak marszczac przy tym brwi.
- Tak... to nie jest tak, ze Ciebie obserwuje, po prostu...- zawiesila sie, a z ust mezczyzn dobieglo westchnienie.
- Nie o to chodzi- zaczal kreacac glowa, ale po chwili doszlo do niego co tak wlasciwie powiedziala Avery.
- Zaraz, zaraz... obserwujesz mnie?- zapytal, a kaciki jego ust lekko zadrzaly, by po chwili poslac jej zawadiacki usmieszek. Wowczas Prestonowa zrozumiala jaka gafe popelnila. Zaczela sie motac w swoich "eee...." "yyyy....", wiec facet nie chcial jej wiecej torturowec i machnal reka. Jego mina nagle spowazniala.
- Chodzi o Twojego ojca...- zaczal przygladajac jej sie badawczo. Avery odwrocila glowe, byl to dosc drazliwy temat.
- Posluchaj, uwaznie... on wcale nie zginal w wypadku samochodowym... Dobra zaczne od poczatku, mialem Ci do przekazac jak bedziesz gotowa. To, ze wyszlas z domu uznalem za dobry znak, a nie mozemy juz wiecej czekac...
- Jacy my?- przerwala mu Av.
- Lowcy- odpowiedzial, ale widzac niezrozumienie w oczach dziewczyny dodal:
- Twoj ojciec nie byl zwyklym taksiarzem, byl lowca, tak jak ja i paru innych. Szkola nas do... zabijania demonow- powiedzial patrzac intensywnie w oczy dziewczyny, ktora z kolei patrzyla na niego jak na idiote.
- To wlasnie demon zabil twojego ojca, a teraz poluje na Ciebie...


Ostatnio zmieniony przez Ninnare dnia 0:34:46 18-11-12, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Julina
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 07 Kwi 2012
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: from hell
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:23:31 11-06-12    Temat postu:

Sam tytuł zwabił mnie tutaj. Złapałam się jak rybka na haczyk. W końcu "sekrety", kto ich nie lubi?
Miłe zaskoczenie wątek supernaturalny W ciemno jestem za Łowcami, a cóż słabość po dawnych historiach. Demony kojarzą mi się źle, po prostu źle.
Miranda to taka królowa pszczół, tak przynajmniej się wydaje po tej świcie i tak dalej.
Avery niby pustelniczka, ale na szczęście przyjaciółka ma na nią dobry wpływ i potrafi ją zręcznie zmanipulować do wyjścia.
Ale ej! Ten sąsiad taki trochę za bardzo bezpośredni. Nie można na dzień dobry wyjawiać takich sekretów. Dziwak
Czekam na drugi odcinek.
A co do uwag brakuje mi polskich znaków. Tak jakoś dziwnie czyta się bez ł, ę... i tym podobnym.
Weny
Pozdrawiam,
Liliana
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:19:32 11-06-12    Temat postu:

Dzieki za mile slowa! Wlasnie o to chodzilo, zeby sasiad wzbudzal dziwne i troche negatywne uczucia, mam nadzieje, ze mi sie udalo. Tez mnie wkurza brak polskich znakow, ale niestety nimi nie dysponuje. Dopiero pozniej mi przyszedl do glowy pewien pomysl, wiec nastepny odcinek bedzie juz z ą i ę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Julina
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 07 Kwi 2012
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: from hell
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:24:46 11-06-12    Temat postu:

Ciekawi mnie jaki dalszy los dla nich planujesz
Pozdrawiam
PS tak przy okazji kogo masz na animacji? wilkołak?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:00:22 12-06-12    Temat postu:

Juz mam pewien zarys na 2-3 najblizsze odcinki, a pozniej chyba bede improwizowac
A na animacji Colton Haynes z Teen Wolf
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:20:43 12-06-12    Temat postu:

Odcinek drugi:

Avery stała jak zamurowana, wbijając swoje niebieskie oczy w jego stalowe tęczówki. Jej usta zadrżały ze złości, podobnie jak ręka, która miała ochotę wymierzyć mu siarczysty policzek. Po co ona się martwiła, ze ten uzna ją za wariatkę? Przecież z niego to był dopiero kawał świra! Blondynka cofneła się krok, by zachować bezpieczną odległość. Wydawało jej się, ze wokół zapanowała cisza, choć w rzeczywistosci impreza trwała w najlepsze, a otoczenie wypełnione było wesołym gwarem. Avery pokreciła głowa z niedowierzaniem, nie mogąc zrozumieć, dlaczego padło właśnie na nią. Dlaczego akurat ona stała sie obiektem idiotycznej zabawy, jaką urzadził sobie jakiś narkoman? Żartowanie ze zmarłego przed trzema miesiącami człowieka i straszenie jego zrozpaczonej córki, przechodziło wszelkie granice. Meżczyna zaczął się najwyraźniej niecierpliwić biernością dziewczyny, bo wypuścił głośno powietrze z płuc i zbliżył sie do niej. Ta zareagowala natychmiast. Wymierzyła w niego palcem i powiedziała:
- Nie zbliżaj sie do mnie...- starała się brzmieć stanowczo, ale chyba nie dokońca jej to wyszło.
- Wiem, że to dziwne- odpowiedział chłopak.
- Nie zbliżaj sie do mnie, ani do mojej rodziny!- pogroziła znów, tym razem juz bardziej pewniejsza siebie. Chciała jak najszybciej go opuścić. Kto wie, co odbije takiemu facetowi na haju? Jednak w tym samym momencie, kiedy Avery sie obróciła ktoś uwiesił sie na jej szyi, całując ją ceremonialnie w oba policzki.
- Kochana! Już myślałam, że nigdy nas nie zaszczycisz swoją obecnością!- w uszach Avery zabrzmiał złośliwy głos Mirandy. Blondynka zamkneła na moment oczy, mając nadzieje, że gdy je otworzy brunetki już nie będzie. Nie podziałało, bo McKenzie nadal stała obok niej, uśmiechajac się sztucznie. Prestonowa nic nie odpowiedziała na przywitanie, nie mogąc się nawet ruszyć przez blokującą jej droge Mirandę. Czy jest wśrod zgromadzonych jeszcze ktoś, kto chce mnie dobić? Serdecznie zapraszam mamy promocję! pomyslała Prestonowa kompletnie sie załamując. Początkowo nie rozumiała skąd u jej odwiecznego wroga taka zmiana taktyki. Jakiś rozejm, czy co? O tym jak bardzo sie pomyliła świadczą słowa brunetki, które szepneła jej do ucha:
- Lepiej zacznij żałować, że wróciłaś do gry...- posłała jej pełne wrogości spojrzenie, po czym o wiele głośniej dodała:
- Ładna... sukienka- w tym momencie skupiła wzrok na plamie po piwie, która odznaczała sie na niebieskim materiale. Znudzona brakiem reakcji ze strony blondynki, skupiła swoją uwage na jej tajemniczym towarzyszu. Właściwie to on był powodem, dla jakiego tutaj przyszła.
- Nie przedstawisz mnie swojemu wybawcy?- zapytala, mrugając zalotnie w strone mężczyzny, który z pewną ciekawością przyglądał sie tej scenie. Wydawała mu sie dość komiczna, zwłaszcza mina Avery, która raczej nie była zadowolona z towarzystwa przyjaciółki.
- On już sobie idzie- rzuciła na odczepnego Avery.
- Nie... tak szybko?- zapytała Miranda z zawodem w głosie, po czym wyciągnęła w jego stronę dłoń, z pomalowanymi na krwistą czerwień paznokciami.
- Miranda McKenzie- przedstawiła się, śląc mu jednocześnie flirtujące spojrzenie.
- Brandon... Brandon Hale- odpowiedział, ściskając jej rękę, ale spoglądając na Av. Ta tylko wzruszyła ramieniem, bo jak dla niej mógł sie nazywać nawet Elvis Presley. Co ją to obchodzi? Czekała tylko na dobry moment, żeby sie niezauważalnie wyewakuować.
- Może do nas dołączysz... Brandon?- zaakcentowała to ostatnie i wskazała podbródkiem oddalony, o kilkanaście metrów stolik. Siedzacy przy nim ludzie natychmiast zaczęli machać zachęcająco i podnosić butelki z piwem. Avery, widząc, że między tą dwójką nawiazała się nić porozumienia, wykorzystała szanse i odeszła. Jednak już po paru sekundach dogonił ja Brandon, chwytając mocno za ramię i rzucając tekstem:
- Pamiętaj o czym Ci powiedziałem... Nikomu nie mów...- spojrzał na nią wyczekująco. Dziewczyna energicznym ruchem uwolniła swoje ramię i z morderczym spojrzeniem stwierdziła:
- Nie, napisze o tym w gazecie, kretynie- odgryzła sie i nieodwracając za siebie ruszyła w stronę domu. Z tego wszystkiego zapomniała nawet o Ruby, ale nie miała zamiaru tam wracać.
W tym samym momemencie do Hale'a przybiegł zdyszany Liam.
- Powiedziałeś jej!- ryknął Liam popychając Brandona i spoglądając w stronę oddalającej się Avery. Zacisnął ze złością usta, nie zwracając nawet uwagi na idącą prz boku Hale'a Mirandę. Ta z kolei zdziwiła się tym atakiem. Zawsze uważała Colby'ego za błazna i niedorajdę, a tu proszę jaki z niego bojownik.
- Zaraz do was dołączę- zwrócił sie do brunetki Brandon, niewzruszony zachowaniem kolegi, na co w odpowiedzi usłyszał krótkie "ok". Razem z Liamem odprowadził wzrokiem kołyszącą zmysłowo biodrami Mirande, która cieszyła się swoim triumfem. Biedna nie wiedziała jaką przysługę zrobiła swojemu wrogowi. Blondyn dokończył swój atak.
- Ja to miałem zrobić! Znam ją dłużej, jestem jej przyjacielem! Devon MI powierzył, to zadanie! Zawsze się musisz wszędzie wpieprzać?- wrzeszczał wymachując rękami. Z kolei Brandon stał spokojnie, patrząc na Liama, jak na człowieka potrzebującego pomocy. Wysłuchał go, po czym rzucił:
- Skończyłeś?- uniósł brew i cierpliwie czekał aż kumpel się uspokoi.
- Tak...- mruknął- Ale byłeś chociaż delikatny?- zapytał z nadzieją w głosie.
- Ja zawsze jestem delikatny- obruszył sie Brandon. Takiej odpowiedzi sie obawiał Liam. Schował twarz w dłoniach, klnąc pod nosem. Hale to dobry kumpel i świetny Łowca, ale przy tym gruboskórny zrzęda, który nawet nie wie co znaczy pojęcie: delikatność. Żeby przerwać wiązankę Colby'ego Brandon dodał:
- Stary, miałes na to kilka tygodni, nie moja wina, że zabierałeś się za to jak pies do jeża. Co ty myślisz, że całe życie będę ją pilnował? Każdy ma swoje problemy, nigdy nie pisałem się na niańke!- powiedział surowo, aż Liam spojrzał na niego z ciekawością. Jego kumpel jeszcze chyba nigdy tyle na raz nie powiedział. Zawsze ograniczał się do lakonicznych stwierdzeń, więc dla Colby'ego to niemała sensacja. Co jednak nie zmieniało faktu, że był na Brandona wściekły. Obdarzył go krytycznym spojrzeniem i powiedział na swoje usprawiedliwienie:
- Czekałem na dobry moment...- ten argument jednak nie podziałał na kumpla, bo przewrócił tylko teatralnie oczami.
- To byśmy czekali do gwiazdki...- skwitował Brandon, po czym dodał- Nie wiem czemu się wszyscy z nią tak cackacie... Ona nie jest już małą dziewczynką i chyba ma swój rozum, nie? Zresztą kurde! Ma być łowcą, więc niech sie przyzwyczaja do...- w tym momencie urwał, bo zauważył machającą Mirandę.
- Dzisiaj ty bierzesz wartę, ja idę się zabawić- stwierdził, zapominając kompletnie, że nie dokończył poprzedniej myśli. Odsunął od siebie Liama i z tajemniczym uśmieszkiem ruszył przed siebie.
- Hej! Jeszcze nie skończyłem!- krzyknął blondyn, ale nie usłyszał już żadniej odpowiedzi. Rozłożył ręce w akcie bezradności i klnąc pod nosem, powlókł sie pod dom Avery.

***


Wczesnym rankiem po pokoju Prestonowej rozległ się dzwięk telefonu. Z jeszcze zamkniętymi oczami, próbowała wymacać pod łóżkiem nieśmiertelną nokię. Po chwili wyciągnęła zgubę i spojrzała na wyświetlacz. Pacnęła się w czoło, widząc wyświetlający sie napis "Ruby". Na śmierć zapomniała do niej zadzwonić. Była pewna, że teraz dostanie jej się po głowie. Nie myliła się, ledwo nacisnęła zieloną słuchawkę, zagrzmiał głos Ruby.
- Avery! Nienawidzę Cię! Jak mogłaś mnie tak nastraszyć! Przez pół nocy Cię szukałam! Liam też zniknął, co się z wami dzieje do cholery!- i tak przez cały czas. Nie ma się jednak czemu dziwić, Ruby pewnie odchodziła od zmysłów, gdy Av zniknęła jak królik w kapeluszu.
- Przepraszam, przyjdziesz dzisiaj?- brzmiało to jak błaganie. Dzisiaj potrzebowała przyjaciółki bardziej niż kiedykolwiek. Po drugiej stronie słychać było westchnienie.
- A czy kiedyś nie przyszłam?- zapytała retorycznie Ruby już łagodniejszym tonem. Avery uśmiechneła się i usłyszała wołanie matki z dołu. Umówiła się z przyjaciółką na wieczór i rozłączyła się. Idąc po schodach zobaczyła stertę porozstawianych kartonów.
- Wyprowadzamy się?- zapytała wesoło skacząc z ostatniego stopnia. Prawie zapomniała już o wczorajszym niemiłym spotkaniu, więc automatycznie poprawił jej się humor. Claire w odpowiedzi uśmiechnęła sie do córki. Cieszyło ją, że wreszcie stanęła na nogi. Matka Av miala dokladnie 40 lat i nadal świetnie wyglądała. Była raczej twardą sztuką, więc nie załamała się po śmierci męża. Nie znaczyło to, że tego nie przeżywła. Miała po prostu swój własny sposób na radzenie sobie ze łzami. Uznała, że mąż nie chciałby jej płaczu. Po za tym musiała być oparciem dla córki, która zawsze wszystko gorzej znosiła.
- Nie... wyrzucam niepotrzebne graty...- zaczęła, walcząc z szeroką taśmą klejącą, która poprzyklejała jej sie do rąk.
- Zobacz, czy u siebie nie masz jakichś śmieci- powiedziała z uśmiechem, zaklejając kolejne pudło. Avery zmierzyła wzrokiem kartony. Na jednych widniał napis „zabawki”, na innych „książki”. Z podejrzaną miną podeszła do jednego z jeszcze nie zaklejonych pudeł i powiedziała pod nosem:
- Co my tutaj mamy...- kucnęła i przeraziła się. W jej ręce wpadła piłka futbolowa, należąca do zmarłego ojca. Widząc to, zaczęła energiczniej przeszukiwać pudło. To co z nim znalazła, sprawiło, że jej czoło zmarszczyło sie ze zlości. Trzymając w ręku koszulke ulubionej drużyny ojca z orginalnym autografem i piłkę, odwróciła się w strone Claire.
- To są według Ciebie śmieci?- zapytała pełna złości, hamując się przed zrobieniem czegoś głupiego. Jej matka obejrzała się za siebie z zainteresowaniem, a widząc co trzyma córka westchnęła głośno. Avery ponowiła pytanie:
- Pytam, czy to są według Ciebie śmieci?!- matka chciała coś powiedzieć, ale dziewczyna jej przerwała.
- Już nie pamiętasz jak tata zakładał tą koszulkę i wrzeszcząc na kanapie kibicował Raidersom z Oakland? Przecież to była jego święta koszuka, która przynosiła mu szczęście! Nikt jej nie mógł dotykać, a teraz chcesz ją wyrzucić?! Może mnie też wyrzucisz, co? Łatwiej by Ci było wtedy zacząć to Twoje nowe życie!- w tym momencie Avery zawiesił się głos. Trzymając kurczowo koszulkę pobiegła na górę. Ok, dobry humor poszedł się je... po prostu poszedł.
Dopiero późnym popołudniem Avery wyściubiła nos z pokoju. Sprowokował ją do tego ostry zapach spalenizny dochodzący z kuchni. Powlokła się na dół mrucząc pod nosem, że matka nie potrafi gotować. Kiedy wparowała do kuchni zobaczyła patelnie, na której od dłuższego czasu palił się bekon, a raczej to co z niego zostało. Odrzuciła patelnię do zlewu, drąc się:
- Mamo!! Co ty wyrabiasz?!- ale odpowiedziała jej głucha cisza. Była pewna, że znowu gdzieś polazła i przez postępującą sklerozę nie wyłączyła kuchenki. Nagle poczuła zimny powiew wiatru na karku. Wzdrygnęła się.
- Mamo?- zapytała nie odwracając się.
- Spokojnie nic jej nie jest... śpi sobie jak dziecko...- zachrypnięty męski głos zmroził jej krew w żyłach. Przełknęła głośno ślinę i mimo ciekawości nie odwróciła się. Serce znacznie szybciej zaczęło jej bić, co pewnie zauważył ten... ktoś. Chwyciła się mocno kuchennego blatu, nie wiedząc co robić.
- Shh.... nic Ci nie zrobię... jeszcze nie... to byłoby zbyt proste- zaczął, bawiąc się kosmykiem jej włosów. Ciekawość wygrała i Av obejrzała się przez ramię, ale w tym momencie ten ktoś wyparował pozostawiając po sobie coś na wzór czarnego dymu, który rozpłynął się w powietrzu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Julina
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 07 Kwi 2012
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: from hell
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:49:41 12-06-12    Temat postu:

W jakim momencie przerwalas. Zmuszasz porzadnych ludzi o proszenie o więcej przez chwile myślałam że znajdzie matke martwa. Az mialam dreszcz. Oderwe sie od tych nerwowych sytuacji. Chociaż biedna Ruby tez cala noc musiala sie denerwowac. Przepraszam za krotki komentarz ale czytalam na telefonie odcinek mialam go przecyztac jak wroce ale nie moglam sie powstrzymac. Powiem ci jak wroce z cwiczen. Pozdrawiam Lil
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Generał


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:42:44 16-06-12    Temat postu:

Również nie sądziłam, że Avery usłyszy takie słowa od Brandona w pierwszym odcinku. Ale jak widać, ktoś kto na nią poluje jest bliski, tuż, tuż jak widzimy w odcinku drugim, bo bodajże znikająca postać do ktoś go na nią czyha. To musiała być dla niej szokująca wiadomość, a teraz jeszcze sama się przekonała, że chłopak najwyraźniej nie żartował.

Ogólnie podoba mi się co piszesz. Kiedyś na forum było więcej takich opowiadań o podobnej tematyce, ale zanikła, więc ja z chęcią poczytam dalsze losy Avery i jej znajomych.

Wszyscy bohaterowie przypadli mi do gustu, no może trochę mniej Miranda, ale chłopcy za to bardzo. Ciekawa jestem postaci Brandona, tak samo jak Liama, który także okazuje się łowcą, i dlatego pewnie stąd jego niejasności w związku z Ruby.

Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny odcinek, Ania
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:19:06 19-06-12    Temat postu: Noville's secrets- odc. 3

Dziękuję dziewczyny za miłe komentarze, aż chce się pisać dalej! Oto kolejny odcinek Sekretów Noville, miłego czytania

Odcinek trzeci:


Na pustej ulicy małego osiedla w Noville rozległo się pukanie do drzwi. Nie, nie było to pukanie, raczej walenie i próba ich wyważenia. Szybki i niemiarowy oddech Avery nie pomagał jej się uspokoić. Nerwowo przebierała nogami, krążąc przed domem Brandona. Co jakiś czas zerkała w strone własnego, który stał na przeciwko, natychmiast jednak odwracała wzrok. Cały czas przed oczami miała matkę, leżącą jak martwa na kanapie. Brr... na szczęście faktycznie tylko spała jak dziecko. O co w tym wszystkim chodziło? Tyle pytań i zero odpowiedzi. Stercząc przed domem Hale'a już dłuższą chwilę, powoli zaczynała tracić zimną krew. Usiadła na schodach i schowała głowę w dłoniach. Nagle drzwi za nią się otworzyły, a w progu stanął Brandon, owinięty w pasie białym ręcznikiem. Z jego krótkich włosów kapały jeszcze kropelki wody, więc jego ślimacze tempo otwierania drzwi zostało właśnie usprawiedliwione. Avery jednak w tym momencie nie interesował stan Hale'a, w sekunde pozbierała się i wparowała do domu sąsiada, odpychając go i zatrzaskując pospiesznie drzwi. Mina Brandona była bezcenna, bo przecież jak można zareagować na taką napaść? Stał z otwartą gębą, trzymając mocno ręcznik i zupełnie nie rozumiejąc zachowania blondynki. W końcu jeszcze kilkanaście godzin temu dała mu do zrozumienia, że ma go za kretyna. Zlustrował dziewczynę wzrokiem i widząc jej trzęsące się ręcę, zmarszczył brwi.
- Proszę wejdź...- mruknął i ruszył w stronę kuchni. Nie przepadał za nieproszonymi goścmi, zwłaszcza za takimi, którzy przysparzają mu problemów. Może i z samą Avery wiele kłopotów nie miał, bo w końcu przez ostatnie miesiące siedziała w domu, ale cała sytuacja mu się nie uśmiechała. Odgórny nakaz, żeby pilnował tej małej był dla niego jak nóż w serce. Zawsze powierzano mu prawdziwe zadania, a nie jakieś zabawy w opiekunkę. Jego męskie ego i wielka, jak tyłek J. Lopez, duma zostały bardzo urażone. Avery natychmiast pobiegła za nim, stanęła w progu kuchni i przez chwilę obserwowała jego krzątaninę. Jak na faceta mieszkającego samotnie, dom nie wyglądał najgorzej. Nie był może sterylny, ale dało się przejść. Jedno było pewne, facet był mniejszym bałaganiarzem niż Av. Brandon wyciągnął dwa kubki i nalał wody do czajnika, po czym odwrócił się w stronę dziewczyny. Oparł się o kuchenny blat, skrzyżował ręcę na piersiach i wbił w nią wyczekujące spojrzenie. Aż jej się zrobiło głupio. Narobiła zamieszania, przerwała mu prysznic, pewnie popsuła napięty harmonogram tego lalusia, chociaż wcale nie była pewna, co tak naprawdę widziała. Usiadła na najbliższym krześle i nie wiedziała co powiedzieć. Brandon rozejrzał się leniwie po kuchni. Jego okno wychodziło na wprost domu Prestonów i było głównym punktem obserwacyjnym w ostatnim czasie. W momencie, gdy Av się odezwała dom przestał go interesować.
- To co mi wtedy mówiłeś...- zaczęła cicho, nagle podnosząc wzrok i wbijając w niego ostrzegawcze spojrzenie- ale jeśli to jakieś Twoje czary mary to zabiję- zabrzmiało to poważnie. Widać dziewczyna nie miała ochoty na żarty. Mimo to Brandon nie bardzo kojarzył o co jej chodzi. Przecież mu nie wierzyła, skąd ta zmiana?
- Jakie czary mary?- rzucił marsząc brwi i nie zmieniając swojej pozycji.
- No to hukus-pokus, znasz? Nie wiem... abrakadabra? To nie ważne! Poszłam na dół... wzięłam patelnie, wtedy on coś powiedział, a kiedy się odwróciłam zniknął. Rozumiesz to? Jak jakiś pieprzony Houdini!- powiedziała gestykulując i wyraźnie się denerwując. Brandon nadążał, a przynajmniej się starał. Nie zrozumiał wątku z patelnią, ale uznał to za mało ważne.
- To niemożliwe... musiało Ci się coś przyśnić. Wiedziabym, gdyby ktoś się koło Ciebie kręcił- powiedział pewny siebie Brandon posyłając jej pokrzepiający uśmieszek. Jednak w tym samym momencie przypomniało mu się, że to nie on miał w tym czasie na nią oko. Uśmieszek zbladł, a jego oczy zrobiły się jakby większe. Oderwał się od blatu i oparł rękoma o stół, nachylając się nad Avery.
- Jak wyglądał?- jednak na to pytanie dziewczyna nie mogła odpowiedzieć. Pokręciła głową, niedokońca pewna, czy dobrze zrobiła, że przyszła z tym akurat do niego. Matka i Ruby uznały by ją za wariatkę, a w najlepszym wypadku stwierdziłyby nawrót depresji. Facet, który już wcześniej ostrzegał ją przed czymś takim, wydawał się więc jedyną deską ratunku. Na dodatek wydawał się być zorientowanym w sytuacji. Dziwne, Av była pewna, że ją wyśmieje. Hale sięgnął po telefon, po czym zniknął w drugim pokoju. Wrócił po jakichś pięciu minutach już ubrany, a na dodatek z towarzystwem.
- Liam?- zapytała zaskoczona, poznając głos przyjaciela. Miała nadzieję, że chłopak pojawił się tutaj przypadkowo i nie był powiązany z ostatnimi, dziwnymi wydarzeniami. Pytanie co miałby niby robić w domu Brandona, pożyczać cukier? Uwierzyłaby we wszystko, ale nie w to, że Liam jest łowcą. Śmiechu warte! Wygadałby się przy pierwszej okazji! Przecież Colby to jeszcze beztroski i nieodpowiedzialny dzieciak, a nie jakiś tropiciel demonów. Avery uśmiechnęła się do swoich myśli. Tak, Liam nie mógł mieć z tym nic wspólnego. Uśmiech jednak szybko zniknął wraz z tekstem przyjaciela, który zrujnował jej dorobioną teorię. Chłopak był wyraźnie podłamany tym, że na jego warcie ktoś wdarł się do domu i omało nie skrzywdził dziewczyny.
- Przepraszam, chciałem Ci już wcześniej powiedzieć- stwierdził szczerze, na co Brandon, który zajęty był robieniem herbaty prychnął. Liam spojrzał na niego ze złością, ale kumpel był odwrócony tyłem. Na twarzy Avery pojawiło się zdezorientowanie. Brandon miał nadzieję, że sprowadzenie młodego pomoże, ale dziewczyna wydawała się jeszcze bardziej skołowana. Może za dużo jak na jeden raz? Widząc, że sprawa stanęła w miejscu wypalił:
- Ja pierdolę... czy to tak trudno uwierzyć, że oprócz biednej i nic nie kapującej Avery, jej cienkiego przyjaciela, który nie potrafi wykonać najprostrzego zadania i genialnego Brandona istnieją jeszcze demony, którymi ta trójka już dawno powinna się zająć, ale zamiast tego siedzi sobie w kuchni i zaparza herbatkę, a genialnego trafia szlag? Logiczne chyba....?- tonacja z jaką mówił, nie pasowała do tego CO mówił. Był spokojny i brzmiało to wszystko jak jakaś bajka na dobranoc. Co jednak nie zmieniało faktu, że "cienki" Liam i "nic nie kapująca" Av poczuli się urażeni. I o to Brandonowi chodziło.
- Hamuj...- mruknął blondyn, siedząc koło Avery i zaciskając pięści. Hale odwrócił się, trzymając w rękach kubki z herbatą. Niewzruszony zachowaniem młodego postawił je na stole i wrócił na swoje miejsce opierając się szelmowsko o lodówkę i krzyżując ręce na piersiach.
- Zwłaszcza, że Avery nie jest taką realistką na jaką pozuje...- kontynuował swój wykład, uśmiechając się cwaniacko.
- Co masz na myśli?- zapytała dziewczyna, mrużąc podejrzliwie oczy i odsuwając kubek od ust.
- Nic, nic... po prostu te wpisy w pamiętniku...- zaczął drapiąc się po potylicy i próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Grzebałeś w moim pamiętniku?- wrzasnęła Avery, odstawiając z hukiem kubek na stół. Zrobiła to z taką gracją, że cała jego zawartość się wylała.
- Dostałem rozkaz, żeby wiedzieć wszystko, więc...- zaczął, a z jego twarzy ani na chwilę nie zniknął charakterystyczny uśmieszek, widząc mordercze spojrzenie dziewczyny szybko dodał- Spokojnie, tak tylko przeglądałem... ale te westchnienia do byłego...- pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym się roześmiał. To podziałało ja czerwona płachta na byka. Avery poczuła w sobie taki napływ energii, że mogłaby go zabić pstryknięciem palca. Taki też miała zamiar. Rzuciła się w jego stronę z nieprawdopodobną szybkością. Zdezorientowany Liam, który stanął na jej drodze poczuł silne uderzenie w brzuch i już po chwili wylądował na jednej z kuchennych szafek. Przy okazji kompletnie ją rozwalając. Brandon, który przez dłuższą chwilę robił za obserwatora, musiał przygotować się na odparcie ataku. Kiedy ręce dziewczyny już prawie muskały jego szyję, ten złapał ją w pasie i wręcz rzucił na ziemię. Był od niej znacznie silniejszy, dlatego z łatwością sobie poradził.
- Oddychaj...- powiedział cicho i ze spokojem w głosie, przyciskając ją do podłogi. Dziewczyna natychmiast się poddała, była w niemałym szoku. W życiu by się nie spodziewała, że w jej drobnym ciele drzemie taka siła. Jednak widząc jak poradził sobie Brandon i może mniej efektownie Liam, wywnioskowała, że wszyscy łowcy byli silniejsi i szybsi niż przeciętni ludzie. Sęk w tym, że Av nie była i nie miala zamiaru być żadnym łowcą. Po drugiej stronie kuchni, ze sterty połamanego drewna wyłonił się Colby, który masował sobie przy okazji głowę. Z cichym "auć" wyciągnął sobie wielką drzazgę z ramienia. Brandon posłał mu rozbawione spojrzenie, po czym natychmiast wrócił do Avery.
- Przekonałem Cię teraz?- zapytał, kiedy dziewczyna się uspokoiła. Ta w odpowiedzi kiwnęła szybko głową, bo nie miała zamiaru przeleżeć pół dnia na posadzce.
- A tak przy okazji...- zaczął, powoli uwalniając jej ręce- To wcale nie czytałem żadnego pamiętnika... Nie jestem aż taki zły- pomógł się jej pozbierać, po czym dziewczyna wbiła w niego swoje niebieskie oczy i zapytała:
- To dlaczego?
- Chciałem Cię wkurzyć. Widzę, że z tym byłym, to mi się udało...- puścił jej oczko, na co Av posłała mu tylko blady uśmieszek i pobiegła w stronę przyjaciela.
- Rany, przepraszam... ja nie wiedziałam, że... że wow!- powiedziała, a raczej próbowała coś z siebie wydusić dziewczyna, oglądając jednocześnie jego ręce, które ku jej zdziwieniu bardzo szybko się goiły. W odpowiedzi na jej pytający wzrok, Liam rzucił:
- Nie mielibyśmy szans, gdyby nie takie... bonusy- uśmiechnął się szeroko pokazując zasklepione rany. Po chwili dołączył do nich także Hale, trzymając w ręku miotłę i odsuwając dwójkę od pobojowiska. Dziewczynie po raz już drugi dzisiaj zrobiło się głupio. Tym razem nie bezpodstawnie, w końcu rozwaliła mu pół kuchni. Odsunęła się posłusznie, a po kilku sekundach otrzymała kuksańca od Liama, który w napływie dobrego humoru rzucił:
- Dać mu jeszcze piłkę i możemy obejrzeć quidditcha...- Brandon słysząc to zwrócił się w jego kierunku i natychmiast się odgryzł:
- Devon się uśmieje... Powaliła Ci już pierwszego dnia, lepiej kup sobie jakieś dodatkowe ubezpieczenie...


***

Avery trzasnęła drzwiami wiekowego Chevroleta i usadowiła się na tylnym siedzeniu, przesuwając napakowany plecak. Właściciel pojazdu, czyli genialny Brandon, chrząknął znacząco, spoglądając w lusterko. Dziewczyna natychmiast zrozumiała swój błąd i posłała mu niewinny uśmieszek.
- Sorki...- dodała i spojrzała na siedzącego obok kierowcy Liama. Wnioskując po jego minie, w czasie kiedy ona pakowała parę swoich rzeczy, w aucie znów doszło do krótkiej wymiany zdań na linii Brandon- Liam. Od momentu akcji w kuchni ciągle sobie dogryzali, co początkowo ją śmieszyło, ale z czasem stało się nie do wytrzymania. Wyglądało na to, że i tym razem wygrał Hale, bo siedział dumnie, z triumfalną miną i wystukiwał wesoło palcami jakiś rytm na kierownicy. Temu, to się chyba nigdy nie znudzi dobijanie kumpla. Z kolei Liam siedział obrażony, z głową opartą o szybę.
- Dałem jej fory... zresztą to było z zaskoczenia i się nie liczy...- mruknął na swoją obronę. Avery uśmiechnęła się pod nosem i wywróciła teatralnie oczami, co zauważył Brandon, który akurat spojrzał w wsteczne lusterko. Uśmiechnął się i zapytał:
- Co jej powiedziałaś?
- Że jadę z Ruby pod namioty- Brandon w odpowiedzi kiwnął głową. Chyba spodobała mu się ta wymówka. Po chwili to samo pytanie skierował do Liama.
- A ty? Panie... damski bokser?- Brandon nie mógł się pohamować. Udając, że drapie się po policzku, próbował ukryć śmiech. Liam cmoknął znudzony zagrywkami kumpla i rzucił nie zmieniając swojej pozycji.
- Że jadę na zgrupowanie harcerzy- Avery i Brandon wyłupili oczy. Hale pacnął się w czoło, mając ochotę młodego rozszarpać.
- Ty serio jesteś taki głupi, czy tylko takiego udajesz? Przecież ty nie jesteś harcerzem...- zauważył genialny i zmarszczył czoło.
- Byłem całą podstawówkę?- rzucił urażony Liam, nadal twierdząc, że to dobry pomysł. Brandon już miał coś na końcu języka, ale dał sobie spokój. Nie wierzył, że jego matka i dziewczyna to łyknęły. Avery zaczęła rozumieć, dlaczego między Ruby i Liamem wszystko zaczyna się sypać. Gdyby jej facet ciągle znikał i sprzedawał ciągle takie debilne historyjki też zaczęłaby coś podejrzewać. Problem jej przyjaciela polegał na tym, że ten nie potrafił kłamać. I to chyba w nim najbardziej kochała. Zdążyła z nim porozmawiać i pewnie gdyby nie on, nie siedziała by w tym samochodzie. Liam wszystko jej wytłumaczył, a przynajamniej tyle ile sam rozumiał. Avery poczuła się znacznie pewniejsza, mając u boku przyjaciela. Zdecydowała się nawet poznać ten paranormalny świat.
- Dobra, odpalaj tą swoją drezynę i jedziemy- zarządził Liam znudzony postojem przed domem Av. Brandon posłał mu ostrzegawcze spojrzenie i odpalił samochód.
- Z szacunkiem, bo Cię wysadzę...- mruknął ruszając. Avery zerknęła przez ramię na oddalający się dom, po czym skupiła wzrok na lusterku, w którym odbijał się Brandon. Okazał się nie taki najgorszy. Początkowo przeraziła go jego bezpośredniość i pozerski styl bycia, ale wystarczyło się do tego przyzwyczaić. Za szybko go oceniła, chociaż faktycznie za niektóre jego teksty, miała ochotę mu przywalić. I ten jego epicki spokój... coś mało spotykanego i strasznie denerwującego. Hale zajęty walką z Liamem o stację radiową w końcu zauważył spojrzenie Av. Ta natychmiast odwróciła głowę i przygrzała nosem w szybę. Pomasowała szybko koniec nosa i roześmiała się z siebie. Na jej policzku pojawił się rumieniec, na co Brandon tylko się uśmiechnął i wreszcie zaczął patrzeć na drogę, jak na kierowcę przystało. Jechali wzdłuż wybrzeża po skalistym klifie, co gwarantowało im nieziemskie widoki. Faktycznie, zapowiadała się ciekawa podróż.


Ostatnio zmieniony przez Ninnare dnia 0:52:54 19-06-12, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Generał


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:29:55 24-06-12    Temat postu:

Uwielbiam Brandona! Niesamowity chłopak. Taki niegrzeczny, ale uroczy chłopak, którego nie można nie lubić. Rozkłada mnie na łopatki jego spokój, nawet kiedy da się wyczuć, że jest zły i coś go denerwuje. To, że kiedy av wpadła do niego jak burza zamiast szybko zareagować, wypytywać co sie stało, pozwolił, aby to ona mówiła. Do tego jego świetny humor, którego może Liam nie rozumie , stąd jego babskie fochy, chociaż jakby nie patrzeć, też jest całkiem uroczy. I do tego ta obojętność wobec dziewczyny. Kupił mnie jak nic! Czekam z niecierpliwością na new!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:18:40 24-06-12    Temat postu:

Trochę to trwało, ale w końcu dotarłam i muszę Ci powiedzieć z ręką na sercu, że wchłonęłam wszystko jak gąbka wodę i mało mi! Masz bardzo przyjemny styl pisania a cała historia jest okropnie wciągająca Jest humor, tajemnica, a za chwilę będzie też akcja - wszystko ładnie wyważone, a do tego fantastycznie wykreowałaś bohaterów - uwielbiam całą trójkę, a Nina w roli Mirandy - mistrzostwo! Z całą pewnością będą czytać nadal, ale mam nadzieję, że wybaczysz mi, jak mi się zdarzy nie zdążyć z komentarzem na czas
Pozdrawiam, Aga ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:31:21 25-06-12    Temat postu:

Wow! Dziekuje Ayleen i Eillen za tak pochlebne komentarze! Ciesze sie, ze trafilam w wasz gust, bo juz myslalam, ze nikt nie czyta tych moich wypocin.
Nowy odcinek planuje dodac dzisiaj poznym wieczorem lub jutro. Zdradze, ze pojawi sie w nim nowy bohater-Blake, ktory mam nadzieje okaze sie sporym zaskoczniem i namiesza w fabule.
Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam, Paula
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:46:21 25-06-12    Temat postu:

Czyta, czyta, więc nie przejmuj się, jak czasem nie ma od razu komentarza tylko pisz dalej ^^
Ooo... Blake Nie ukrywam, że strasznie jestem ciekawa tej postaci ^^ Strzelam, że to jeden ze wspomnianych demonów, bo na sygnaturce nie ma nazwiska, więc to automatycznie sprawia, że jego postać intryguje mnie jeszcze bardziej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ninnare
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:26:15 26-06-12    Temat postu:

Odcinek czwarty:

Otwarła zaspane oczy i rozejrzała się błędnym wzrokiem. No tak, nadal byli w drodze i to od jakichś dobrych dwóch godzin. Przetarła dłonią twarz i spojrzała przed siebie. Brandon w milczeniu, trzymając jedną dłoń na kierownicy, a drugą zmieniając stacje radiowe, pruł przez zupełnie pustą ekspresówkę. Z kolei Liam z otwartą buzią i głową obijającą się o szybę spał jak niemowlak. Panowała cisza, przerywana tylko radiową muzyką. Wokół kompletna pustka. Avery nawet nie zauważyła kiedy płaskie wybrzeże zmieniło się w stromy klif, a prosta droga nagle stała się serpentyną, pełną ostrych zakrętów. Gdzieś w dole morze z zawodną prędkością zderzało się ze skalistą ścianą, a leniwe słońce, chylące się ku zachodowi, zapowiadało nadochodzącą noc. Dziewczyna poczuła, że samochód zwalnia, nagle Chevrolet zjechał z drogi i zatrzymał się na kompletnym pustkowiu. Skały, kamienie, jakieś pustynne trawy i krzaki, a gdzieś w oddali wielki stary budynek, przypominający magazyn lub hangar. Dziwne... dziewczyna miała wrażenie, że już tutaj była. Brandon wyszedł z samochodu i przeciągnął się.
- Chodź mała...- mruknął nagle Liam. Avery uniosła brew i nachyliła się. Od kiedy to mówił na nią mała? Kiedy zobaczyła jak smacznie sobie śpi, parsknęła śmiechem i szturchnęła go.
- Ej, Casanova chyba jesteśmy na miejscu...- po czym rozejrzała się. Nie była pewna, czy to koniec ich trasy, czy tylko Hale musiał sobie zrobić przerwę. Jej jasnowłosy przyjaciel zerwał się na równe nogi i przywalił głową w dach. Z krótkim „auć„ opadł z powrotem na fotel i spojrzał z pod byka na przyjaciółkę. Ta tylko wywróciła teatralnie oczami, nie mogąc pojąć jak taka boidupa została łowcą. W tym samym momencie otworzyły się drzwi od strony kierowcy, a ich oczom ukazała się głowa Brandona.
- Idziecie, czy nie?- ponaglił ich. Z jego twarzy biło zmęczenie. Ona z Liamem zdążyła się już zdrzemnąć, on nie miał ani chwili przerwy. Automatycznie wyskoczyli z auta i uderzyło ich żeźkie, morskie powietrze znacznie ostrzejsze niż w Noville. Avery wzdrygnęła się, oplatając dłońmi ramiona, po czym ruszyła za Brandonem, próbując dotrzymać mu kroku. Po chwili przypomniało jej się o plecaku, na co Liam z jęknięciem i jakimś mruczeniu o złodziejach szczoteczek do zębów zawrócił.
- Devon pewnie już czeka...- powiedział bardziej do siebie niż do towarzyszki Brandon stając przed dużymi, metalowymi drzwiami. Avery spojrzała na niego i zapytała:
- Co to za jeden? Ten... Devon?- ale nie usłyszała odpowiedzi, bo chłopak pchnął drzwi, które niemiłosiernie zaskrzypiały. Śmiało wszedł do środka, czekając aż to samo zrobi Av. Ta niepewnie zrobiła kilka kroków do przodu i znalazła się w słabo oświetlonej, wysokiej na jakieś 15 metrów hali. Brandon milczał, prowadząc ją w głąb hangaru. Nagle dziewczyna zauważyła zbliżający się do nich zarys postaci. Wraz z kolejnymi krokami dostrzegała więcej szczegółów, aż w końcu stanął przed nimi czterdziestoletni mężczyna o surowej twarzy, ale sympatycznym uśmiechu.
- Avery...- rozległ się ciepły męski, głos kompletnie niepasujący do surowego, pierwszego wrażenia. Dziewczyna nie zdążyła nawet nic odpowiedzieć, a już znalazła się w ramionach nieznajomego. Co za powitanie. Wyglądało na to, że facet długo czekał na to spotkanie.
- Pewnie mnie już nie pamiętasz...- zaczął, przyglądając się jej badawczo i jakby szukając potwierdzenia swoich słów. Av pokręciła lekko głową, więc postanowił kontynuować.
- Nazywam się Devon Wallace i jestem,
- Ojcem Chrzestnym- wszedł mu w słowo Liam, który akurat raczył do nich dołączyć. Podał plecak blondynce i uśmiechnął się szczeniacko. Devon roześmiał się.
- Można tak powiedzieć, ale przede wszystkim jestem... byłem przyjacielem Twojego ojca. Wiedz, że wszystkim nam tutaj brakuje Johna- odparł Devon, a na jego twarzy pojawiło się coś na kształtu bólu i współczucia. Avery nie lubiła tej miny, za często ją w ostatnim czasie widziała.
- Tak czy inaczej...- zaczął już weselszym tonem i z uśmiechem, który natychmiast urzekł dziewczynę- dobrze, że do nas dołączyłaś- kiwnął głową z uznaniem, będąc przekonanym, że skoro się tutaj pojawiła zyskał właśnie nowego podopiecznego, na dodatek z świetnym rodowodem. Avery była już dwunastym pokoleniem w rodzinie Prestonów, które miało stanąć na straży miasta. Zazwyczaj takie dynastie, znacznie wcześniej wygasały i niewiele pozostało już łowców z prawdziwego zdarzenia.
- Tak właściwie, to jeszcze nie zdecydowałam...- zaczęła nieśmiało blondynka, wpatrując się w Wallacea. Mężczyzna był wyraźnie zawiedziony, ale wyglądało na to, że rozumiał. Pewnie pamiętał swoją reakcję, kiedy dowiedział się o demonach i innych szachrajstwach. Kiwnął głową i nic już więcej nie dodał. Z kolei do głosu doszedł Liam, który przerwał napiętą atmosfere.
- To jak? Jemy coś?- wyrwał się blondyn, po czym napotkał przywołujące do porządku spojrzenie Brandona.
- No co? Głodny jestem...- mruknął i spojrzał na szefa.
- Dobrze... Pokaż Avery co i jak, a później rób co chcesz... Ja muszę porozmawiać z Brandonem- odezwał się Ojciec Chrzestny, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Liam w odpowiedzi zasalutował, porwał Av plecak i ruszył przed siebie. Po chwili Devon wskazując podbródkiem drzwi do gabinetu, dał Hale'owi znak, że ma iść za nim. Jednak za nim chłopak podążył za szefem zwrócił się do Av.
- Uważaj, żeby ten oszołom Ci nie zrobił krzywdy...- uśmiechnął się pod nosem i po chwili namysłu dodał - albo raczej sobie...- po czym ruszył cztery litery i zniknął za drzwiami gabinetu. Dziewczyna powlókła nogami za przyjacielem, bacznie się rozglądając. Z zewnątrz wyglądało to jak rudera, jednak w środku było zupełnie inaczej. Przypominało to jak wielką halę treningową z matami, workami i porozwieszanymi łańcuchami. Po prawiej stronie znajdowały się schody prowadzące na górę, gdzie jak się dowiedziała znajduje się pare łóżek, a nawet łazienki. Gdzieś dalej prowizoryczna kuchnia. Była to siedziba łowców, w czasie narad, czy zwykłych szkoleń. Jednak dlaczego dziewczyna ciągle miała wrażenie, że nie jest tutaj pierwszy raz? Może bywała tu z ojcem? To było jedyne racjonalne wyjaśnienie.
- Tu ćwiczymy siłe i zręczność...- tłumaczył Liam pokazując jej worki treningowe- tu celność- kontynuował wskazując tarcze strzelnicze- a teraz moje ulubione miejsce...- zaczął tajemniczo, zatrzymując rękę na klamce i posyłając jej diabelski uśmieszek. Po przeciągłym "ta daaaaam" otworzył drzwi i puścił ją przodem.
- Zbrojownia! Ha! Nieźle, nie?- zapytał, zapalając światło. Ich oczom ukazało się wyposażenie, którego nawet amerykańska marynarka nie musiała by się wstydzić. Od małych i poręcznych pistoletach zaczynając, na wielkich karabinach opartych o ścianę kończąc. Dziewczyna nie wyglądała jednak na zbytnio podekscytowaną, w przeciwieństwie do Liama, którego oczy wręcz błyszczały od nadmiaru zabawek.
- I tym zabijacie demony? A nie powinno to przez nie przelecieć? No wiesz jak... przez ducha?- zapytala nagle.
- Gdyby demony były zwykłymi duchami, to nie mogłyby zabijać...- wytłumaczył chłopak, prowadząc ją dalej. Widząc jak Avery leniwie wyciąga dłoń i dotyka rękojeści pierwszego lepszego pistoletu, mruknął pod nosem.
- Baby...- po czym wyciąnął srebrnego Colta i podał go Av, pokazując palcem na wygrawerowany napis.
- Preston- przeczytała dziewczyna, po czym podniosła wzrok bez zainteresowania. Liam wywrócił oczami.
- To broń Twojego ojca, patrz... John Preston- oczy dziewczyny nagle nabrały rozmiarów pięciozłotówek. Szybko zgarnęła pistolet i obróciła go parę razy w dłoni. Jej staruszek ganiał z pistoletem za demonami? Niestety, ta legenda stawała się coraz bardziej prawidziwa. Avery wymierzyła przed siebie i przymknęła oko. Kiedy zauważył to Liam uśmiechnął się i rzucił:
- Nie celuj we mnie... lubię swoją głowę- dziewczyna się roześmiała.
- Daj spokój, nawet nie wiem jak to dzia...- i w tym samym momencie padł strzał. Kula trafiła prosto w ścianę i śmignęła tuż obok ucha Liama.
- Ła...- dokończyła, stojąc z otwartą buzią na środku zbrojowni i spoglądając to na broń to na przyjaciela. Ten też chwilowo sparaliżowany, złapał się za ucho, sprawdzając czy wszystko jest na miejscu. Szybko się otrząsnął i rzucił w kierunku blondynki, zabierając jej pistolet.
- Ła! Ła! Chcesz mnie zabić?! Ja naprawdę lubię swoją głowę! A nawet powiedziałbym, że jestem do niej przywiązany!- wrzasnął Liam, szybko oddychając i obserwując badawczo broń.
- Dziwne... nigdy nie zostawiamy nabitej...- powiedział bardziej do siebie niż do przyjaciółki, po czym przeniósł wzrok na drzwi, w których pojawił się Brandon.
- Można wiedzieć co się tutaj dzieje?- zapytał. Jednak widok zasłaniającej usta Av, zdenerwowanego Liama i kuli w ścianie nie wymagał komentarza.
- Ty serio przemyśl to ubezbieczenie...- rzucił Brandon, opierając się nonszalancko o framugę drzwi. Po jego minie i spokojnym tonie, można było wywnioskować, że chyba nic go tutaj nie zdziwi.
- Bardzo śmieszne- odciął się Liam.
- Niezła riposta... Swoją drogą po jakiego grzyba dałeś jej nabitą broń? - Brandon pokręcił głową z niedowierzaniem.
- No właśnie... była nabita, ktoś się tutaj kręcił...- odparł Liam tonem detektywa, który właśnie wpadł na trop.
- Niby kto? - na twarzy Brandona pojawił się cwaniacki uśmieszek, bo jakoś wątpił, żeby do ich siedziby w szczerym polu, na jakimś zadupiu wdarł się ktoś obcy.
- Może Blake tu majstrował?- Hale zacisnął usta. Już na samo to imię miał ochotę komu przywalić.

***


To była ciężka noc. Nie dość, że wszystko wokół trzeszczało przy silniejszym podmuchu wiatru, to na jej łóżku, z wbijającymi się w ciało sprężynami nie dało się spać. Wczesnym rankiem, kiedy wreszcie udało jej się odpłynąć, obudziły ją dziwne odgłosy. Zeszła ostrożnie schodami na dół, zakładając po drodze bluzę od dresu. Odetchnęła widząc, że sprawcą zamieszania był Brandon, który boksował worek treningowy. Hale był niesamowicie skupiony i zmobilizowany, zupełnie jakby walczył z największym wrogiem, a nie zwykłym sprzętem do ćwiczeń. Dzięki temu, że nie miał na sobie koszulki, Avery po raz kolejny mogła podziwiać jego wysportowane ciało. Skupiła się na pracy jego mięśni, po których spływały kropelki potu. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, a biedny Brandon nawet nie zdawał sobie sprawy, że zostawał właśnie pożerany wzrokiem. Po kilku minutach zrobił sobie przerwę i sięgnął po ręcznik, którym wytarł sobie kark. Dopiero wtedy jego stalowy wzrok zatrzymał się na Avery.
- Wyspałaś się?- zapytał, zamieniając ręcznik na butelkę wody mineralnej.
- Bardziej bym się wyspała, gdyby ktoś o siódmej rano nie walczył z workiem pełnym trocin...- posłała mu cwany uśmieszek i usiadła na jednym z niekatywnych worków, leżących pod ścianą. Brandon spojrzał na nią przepraszająco, po czym założył t-shirt, co powinno wywołać jęki na sali i pomstę do nieba. W tym samym momencie dołączył do nich Liam, wlokąc coś co wyglądało jak 10 kilowa karma do psów.
- Siemaneczko!- rzucił wesoło podrzucając sobie torbę, by lepiej ją uchwycić.
- Zapomnij, sam będziesz jadł ten Whiskas...- zadeklarował Brandon, wracając do obkładania worka.
- To nie jest żaden Whiskas, tylko musli zbożowe z proteinami... witaminą A, C...- zaczął czytać z opakowania, co jednak nie przekonało ani Brandona ani Avery, której jak na zawołanie zaburczało w brzuchu.
- A ty się szykuj, bo dzisiaj mamy sparing- zwrócił się do Avery i odszedł w stronę kuchni, bo najprawdopodobniej zaczęły mu mdleć ręce.
- Jak znowu sparing? - zapytała Avery, prostując się.
- Nie może przeżyć, że go wtedy powaliłaś, więc chce się odegrać...- odezwał się Brandon, nie przerywając swojego zajęcia.
- Ale ja nie chcę się z nim bić- jęknęła dziewczyna, opierając się bezradnie o ścianę.
- Potraktuj to jak trening- dodał Hale i zerknął na blondynke. Uśmiechnął się, bo już czuł porażkę Liama.
- Zresztą i tak nie umiem- rzuciła dziewczyna, której powoli kończyły się argumenty.
- Umiesz, umiesz...- wtrącił się Liam, wracając z kuchni z miską płatków- przecież ojciec Cię szkolił...- dodał wkładając sobie kolejną łyżkę do buzi. Avery wówczas olśniło. To dlatego nie opuszczało ją to dziwne wrażenie. Ona rzeczywiście już tutaj była i razem z ojcem trenowała. Chociaż wtedy uznawała to tylko za dobrą zabawę, a nie wstępny etap szkolenia. Zaraz, zaraz, ale niby skąd Liam o tym wiedział?
- Skąd...?- ale zanim zdążyła dokończyć Liam odpowiedział:
- Podsłuchałem kiedyś rozmowę Devona z Twoim ojcem- wzruszył ramionami, pakując sobie kolejną porcję whiskasa. Brandon spojrzał na niego z ciekawością i niedowierzaniem. Chyba powinien go bardziej doceniać. Chociaż młody nie raz działał mu na nerwach, to jednak był sprytny i zawsze poinformowany.
- O czym rozmawiali?- dziewczyna zerwała się z miejsca i wbiła wyczekujące spojrzenie w przyjaciela.
- Twój ojciec powiedział, że potrafisz się bronić, bo o to zadbał już wiele lat temu. Wtedy Devon zapytał, czy nie chciałby wrócić do szkolenia żółtodziobów, bo jest najlepszym nauczycielem, ale on odmówił i stwierdził, że przekazał ju wszytstko co wiedział i teraz czas na poważniejsze zadania...- powiedział, o czym z błyskiem w oku wypalił- Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę!- na co Av zrobiła dość dziwną minę.
- Lekcje z samym Johnem Prestonem! To prawdziwa legenda wśród szkoleniowców! Ja już się nie załapałem, bo za mojego przybycia pracował już w terenie... Brandonowi, to się poszczęściło!- walnął kolegę w ramię, na co ten spojrzał na niego z miną seryjnego mordercy. Av zerknęła na Hale'a.
- Nigdy nie wspominałeś, że mój tata Cię szkolił- stwierdziła, a w jej głosie można się było doszukać pewnego zawodu. Niby nic, ale dla niej wszystko co związane z ojcem było ważne. Co mu szkodziło powiedzieć?
- Jakoś... nie było okazji- bąknął Brandon, skupiając się ponownie na worku.
- Pfff! Szkolił... Brandon to jego ostatni uczeń i ulubieniec- zaśmiał się Liam.
- Weź się już zamknij...- mruknął Hale. Widocznie nie lubił, jak mu ktoś grzebał w biografii. Blondyn podniósł ręce w geście 'poddaje się' i spojrzał wyczekująco na Avery. Ta uśmiechnęła się. Widocznie John chciał, żeby jego córka przejęła po nim pałeczkę. To chyba jej pomoże podjąć decyzję.
- Dobra, zobaczmy czy jeszcze coś pamiętam...- puściła perskie oko Liamowi, na co ten uśmiechnął się szczeniacko i zatarł ręce.





P.S Wiem, że obiecałam Blake'a, ale niestety odcinek wyszedł by stanowczo za długi i musiałam go podzielić. Mam nadzieje, że już teraz nie przeraża was długość poszczególnych części i macie ochote to czytać. Tak czy inaczej tajemniczy Ian Somerhalder zadebiutuje w odcinku 5
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:08:05 27-06-12    Temat postu:

Odcinek jak zwykle świetny i choć długi to i tak dla mnie zbyt krótki Barndon, Liam i Av wydają się zgraną paczką, co dobrze wróży im na przyszłość, zwłaszcza, że wszyscy mają tę samą "misję" zwlaczania demonów ^^ Jednak czytając o Brandonie odniosłam wrażenie, że nie był szczególnie zachwycony tym, że był uczniem ojca Av, przez chwilę wyglądało jakby się tego wstydził - ale może faktycznie to jedynie kwestia tego, że nie lubi jak ktoś mu grzebie w życiorysie
Na koniec malutkie "ale" - nie "z pod byka" tylko "spod" i rześkie przez "rz", a poza tym brak spacji między wyrazami a myślnikami, przed myślnikiem zawsze odstęp i ostatnia rzecz: cię, tobie, twoje, ci, ciebie - to wszystko w dialgogach między bohaterami piszemy zawsze z małej litery, z dużej jedynie wtedy gdy zwracamy się do kogoś bezpośrednio, np. jak piszemy do kogoś list, a w przypadku opowiadań - gdy zwracamy się bezpośrednio do czytelnika Ale to takie szczegóły na które pewnie nikt oprócz mnie nie zwrócił uwagi. Nie chcę się tu wymądrzać, zwłaszcza, że naprawdę się to świetnie czyta, a opowiadanie ma fajny klimat, ale po prostu czepialska jestem i nic na to nie poradzę ;P Wybacz i nie odbieraj tego broń boże jako złośliwości z mojej strony, a jedynie drobą wskazówkę na przyszłość
Pozdrawiam, Aga ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin