Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Roads - Rozdział 4 - 29.03.2016
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:44:19 28-02-16    Temat postu:

Cieszę się Madziu, że Ci się podoba
Coreen i Ann-Marie się różnią - ale czy tak bardzo to się jeszcze okaże nie chce za dużo zdradzać, bo po pierwsze sama nie wiem jak to wszystko się potoczy i po drugie nie chce nikomu nic narzucać dlatego siedzę cicho

Uwielbiam Blance Yona zresztą też
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:15:26 29-03-16    Temat postu:


- Każdy dostaje to na co zasługuję -
______Stary, zużyty plecak zsunął mu się z ramienia, gdy wchodził do przestronnego holu firmy Huntley&Benson z tętniącej życiem ulicy. Ogarnął go przyjemny chłód i nadzwyczajna cisza, niemiłosiernie bębniąca mu w uszach. Spojrzał na około, szukając wind. Ruszył w ich kierunku swoim cichym, zwierzęcym krokiem powodując, że choć jego ubranie i prezencja nad wyraz odstawały od tego miejsca, nikt nie zwrócił na niego uwagi. A przynajmniej do momentu, gdy pomiędzy zasuwające się drzwi windy, ktoś nie wsunął dłoni. Spojrzał na wchodzącą kobietę ze zwykłym, męskim zaciekawieniem. Uśmiechnęła się do niego, w delikatnym ruchu unosząc czerwone wargi do góry. Odsunął się na bok, gdy stanęła przy nim, uniemożliwiając mu lustrowanie jej sylwetki wzrokiem. Jednak, gdy odwrócił twarz w jej kierunku, zauważył szybki ruch jej głowy z powrotem. Uśmiechnął się cwano do samego siebie. Drzwi windy otworzyły się, a ona z wielką niechęcią skierowała się w swoją stronę, rzucając za nim ostatnie, tęskne spojrzenie. Nie stało się nic nadzwyczajnego. Nie wysiadł prąd, winda nie zatrzymała się niespodziewanie między poziomami, nie potknęła się przy drzwiach, a on nie uratował ją przed upadkiem. Kolejna, zwykła przejażdżka windą. Los jak widać ma dla niego inny plany, w których nadzwyczajne boskie moce nie będą ingerować. Jednak on zamiast myśleć o niestworzonych rzeczach, powinien znaleźć sobie kobietę na tę noc.
______Przeszedł przez rzędnych nudnych, szarych biurek, kierując się w stronę gabinetu brata. Przebywał w budynku jedynie kilkanaście minut aż już zdążył się znudzić tym otoczeniem. A i powoli zaczynał się dusić. Nie miał pojęcia jak można przychodzić codziennie w to samo miejsce pracy, siedzieć po 8 godzin, robiąc dzień w dzień jedno i to samo. Wstawać o tej samej godzinie, jechać do pracy tą samą drogą, tym samym autobusem, by później wrócić do domu, zjeść to samo danie na obiad, obejrzeć po raz kolejny ten sam serial, a potem założyć tą samą piżamę i zanurzyć się w tym samym łóżku. Jak milion nocy wcześniej. To nie jest życie. Zwykła, prosta egzystencja, próba przetrwania. On chciał żyć pełnią gębą, sycić się powietrzem nad Oceanem Atlantyckim, przyglądać się swojemu odbiciu w przemijających samochodach na najbardziej tłocznej ulicy w Indiach, oglądać wschody słońca nad Wielkim Kanionem. Czuć brud, brak powietrza, chęć wypicia litra wody mineralnej naraz. By później nasycić te wszystkie pragnienia – poczuć czystą wodę wolno płynącą po jego ciele, odetchnąć pełną piersią, a później wypić morze zimnego piwa.
______Podniósł głowę, trafiając wzrokiem jedną z wielu sekretarek. Było w niej jednak ... coś specyficznego. Coś tak nieuchwytnego, że nie był nawet wstanie przetłumaczyć tego sobie na ludzki język. Wpatrywał się w nią prawie jak idiota, a prawa dłoń mimowolnie chwyciła swobodnie zwisający z jego ramienia aparat. Spojrzał przez obiektyw czekając. Na ten idealny moment, chwilę w której wszystko stanie. Jak milion razy wcześniej poczuł jak adrenalina przepływa przez jego żyły, to przyspieszone bicia serca, wstrzymany oddech – całe ciało skupione by uchwycić tą jedną, magiczną chwilę. Nie za wcześnie i nie za późno. Sekundę później palec wskazujący przycisnął spust aparatu.
______Poruszała się powoli i spokojnie, choć jej ruchy krępował stabilizator na nodze. Uśmiechnął się pod nosem, przeczesując włosy dłonią. Miał przecież jedynie przyjść, załatwić sprawę i po raz kolejny wyjechać. Nie patrzeć się za siebie. Wolał ... wolałby jej tu nie zobaczyć. Tymczasem stoi tu jak wrośnięty w ziemię, przypatrując się nieznajomej kobiecie, narażając się na niechybne spotkanie. A tego właśnie nie chciał. Wystarczy mu, że nawiedza go codziennie. W snach. W marzeniach. Że nie ma dnia, w którym nie myślałby o niej, nie chciałby jej przytulić, pocałować.
______Zagryzł zęby a kości policzkowe mocno się wyostrzyły, gdy samego siebie po raz kolejny przywoływał do porządku. Nie powinien tego robić. Ona ... ona jest już zamkniętym rozdziałem, którego nawet gdyby chciał, nie może ponownie otworzyć. Musi zapomnieć. Raz na zawsze. Musi wyjechać!
- Cześć – powiedział siląc się na wesołość, a dziewczyna spojrzała na niego uśmiechając się z lekka krzywo i lustrując jego ubranie – West u siebie? - spytał od razu, by mieć z głowy całe to wielkie spotkanie
- Zależy kto pyta – odparła jak na asystentkę przystało – Był pan umówiony?
- Cóż ... wyszedłem z założenia, że z własnym bratem nie ma się co umawiać – odpowiedział, uśmiechając się rozbrajająco, kiedy ona westchnęła z z rezygnacją, po czym uśmiechnęła się do niego przepraszająco – Pan Huntley jest u siebie, zaraz pana wprowadzę
- Nie trzeba. Drogę znam, a poza tym... - nie dokończył zdania, jedynie sugestywnie kierując wzrok na jej niesprawną w stu procentach nogę
- To należy do moich obowiązków – odpowiedziała na tyle surowym tonem, że nie przeszło mu nawet przez myśl, by dalej się z nią spierać. Nie wiedział co się kryło za tak nagłą zmianą nastroju, ale i nawet nie chciał wiedzieć. Był tu jedynie przejazdem, wtrącanie się w życie sekretarki jego brata nie było czymś co pragnął zrobić. Potulnie więc poszedł za nią.
- Przepraszam najmocniej – rzuciła od progu, otwierając szeroko drzwi – Pański brat przyjechał – dodała, właśnie w momencie w którym wszedł w pole widzenia. I już wtedy wiedział, że nie będzie mógł zawrócić. Choćby chciał, choćby próbował ze wszystkich sił. Stała obok niego. Wtulona. Taka jaką ją zapamiętał. Jej oczy – spłoszone na sam dźwięk jego imienia, które wypowiedział jego brat.
- Cade! - zgarnął go do bratniego uścisku, po długim czasie kiedy się nie widzieli – Wreszcie przyjechałeś – powiedział, uśmiechając się szeroko i patrząc na niego z radością. Po chwili odwrócił się i ponownie zgarnął ją w swoje ramiona. A ona spojrzała się na niego szklistym wzrokiem, drżącą dłoń wsuwając w dłoń swojego narzeczonego.


______Nie mógł się powstrzymać. Musiał do niej przyjść. Stał oparty o stary dąb, patrząc kurczowo na drzwi do jej mieszkania, jakby siłą woli chciał sprawić, że się otworzą i stanie w nich jak gdyby nigdy nic. Czcze marzenia. Przeczesał włosy dłonią, zbierając w sobie odwagę, by do niej pójść. Chwilę później stał przed białymi drzwiami ozdobionymi smoczą kołatką, pukając w nie może trochę aż za mocno. Drzwi powoli skrzypnęły, otwierając się delikatnie, gdy w powstałej szparze zamiast niej zobaczył małą, umazaną czekoladowym kremem dwuletnią dziewczynkę.
- Słucham? - powiedziała stanowczym tonem, ściągając drobne brwi i wyglądając przy tym jeszcze zabawniej
- Ummm ... - zaczął niepewnie, uśmiechając się do niej z lekka przepraszająco – Szukam Elaine, ale zdaję się, że już ... tu nie mieszka – dokończył zakłopotany i stremowany wielkimi dziecięcymi oczyma wpatrującymi się w niego bezustannie – Ale...
- Mamo – przerwała mu krzycząc, odchodząc od drzwi i kierując się w głąb mieszkania nie przejmując się nim zupełnie – Ktoś do Ciebie – usłyszał jeszcze jej stłumiony głos, zanim przerażająca świadomość do niego dotarła.
- Kochanie mówiłam Ci, żebyś nie otwierała drzwi, to nie... - urwała niespodziewanie, wpatrując się w niego swoimi sarnimi oczyma – Maddy idź do swojego pokoju – powiedziała ostrym tonem do córki, otwierając drzwi i bezsłownie zapraszając go do środka.
______Nie wiedział co powiedzieć. Gdy podjął decyzję, by tu przyjść, by porozmawiać z nią wreszcie twarzą w twarz, ćwiczył „swój wstęp” po kilka razy. I choć zdawał sobie sprawę, że nie wszystko pójdzie po jego myśli, to nie spodziewał się czegoś takiego. Nie dziecka wołającego do niej mamo.
______Czuł ją, jak wpatruję się w niego intensywnie, czekając aż wreszcie coś powie. Chaos w głowie nie pozwalał mu zebrać myśli, a okropna gula w gardle uniemożliwiała wyartykułowanie jakiegokolwiek słowa. Obrócił się dookoła, oglądając porozstawiane wszędzie zdjęcia. I kiedy w końcu spojrzał w jej oczy, cała prawda do niego dotarła. Ta dziewczynka. Była niemal taka sama jak on gdy był dzieckiem. Te same pucołowate policzki, ten sam psotny uśmiech, te same ciemne oczy. A jej winne spojrzenie, było jedynie gorzkim potwierdzeniem.


______Obudził się zlany potem, z sercem mocno walącym w piersi. Wygrzebał się z łóżka, czując jak napięcie powoli z niego schodzi. Obmył twarz zimną wodą, mając nadzieję, że odpędzi to wszystkie jego koszmary i marzenia. Oddech powoli się uspokajał, czuł jednak przylepioną do ciała koszulkę. Wyjął z lodówki zimną wodę i wyszedł na balkon. Całe miasto spokojnie spało, a rześki wiatr przyjemnie łechtał jego rozgrzaną skórę. Zamknął oczy rozkoszując się momentem, odpędzając z pamięci obraz słodkie dziewczynki usmarowanej czekoladowym kremem.

______Stopy bolały ją niemiłosiernie, równie dobrze mogłaby je w tej chwili odciąć i pozbyć się tego promieniującego na całe ciało bólu. Lekka bawełniana koszulka przylepiła się do jej ciała niczym druga skóra. Spojrzała na wyposażenie pokoju, w którym przyszło im dzisiaj spać. Nawet wolała nie myśleć jakim cudem znaleźli się w tej zapadniętej, zapomnianej nawet przez samego Boga, zabitej dechami dziurze, ale jak to mówią „lepsze to niż nic”. I w tym momencie nie wypadało jej prosić o więcej. Samochód się zepsuł, a raczej coś w silniku się zepsuło, ale nie słuchała go wystarczająco uważnie, by wiedzieć dokładnie co. Zapewne i by nawet nie zrozumiała, ale to już drugorzędna kwestia. Najważniejszy wniosek był taki, że samochód nie działał, byli pośrodku niczego i nie mogli nawet wezwać pomocy drogowej, bo nie było sygnału. Pchali więc – na zmianę – samochód, dopóki nie dotarli do jakiejkolwiek osady ludzkiej, gdzie w końcu znaleźli pokój do spania. Kara za wpakowanie się obcemu facetowi do samochodu była natychmiastowa.
______Położyła się na łóżku ostrożnie, uważając na ramiona, które spaliła sobie dzisiaj od nadmiaru słońca. Marzyła o zimnej wodzie, długiej, sycącej kąpieli, a także o wielkiej kolacji, jednak te wszystkie pragnienia przegrywały z chęcią snu przynajmniej 10-godzinnego. Przymknęła oczy mimowolnie, wyraźnie słysząc burczenie w brzuchu, które z całych sił starała się zignorować.
______Drzwi skrzypnęły, a z korytarza powoli wyłonił się Daniel, choć ona była tak wyczerpana, że nie uniosła nawet powiek. Spojrzał na nią jednocześnie zirytowany, wściekły, zmęczony, ale i wgłębi ducha rozbawiony całą tą sytuacją.
- Przyniosłem jedzenie – powiedział schrypniętym głosem, stawiając na chybotliwym stoliku miskę z gorącym spaghetti bolognese, a może raczej czymś co miało to przypominać. Podniosła oczy ze zdumienia, w jednej chwili podnosząc się z łóżka i natychmiast żałując swojej nagłej, nieprzemyślanej decyzji, gdy każdy mięsień jej ciała, włącznie z tymi o których istnieniu nawet nie wiedziała, zaczęły jęczeć z bólu. Jak ona sama parę chwil wcześniej. Spojrzała na miskę z nieskrywanym zaniepokojeniem, w myślach robiąc krótką listę za i przeciw, jednak głośne burczenie w brzuchu przesądziło sprawę. Usiadła naprzeciwko niego na drewnianym stołku, przysuwając bliżej siebie jedzenie i mocno dzierżąc w dłoni łyżkę. Smakowało ... niczym najwykwintniejsze danie w 5-gwiazdkowej restauracji u najlepszego szefa kuchni. Nigdy nie była tak głodna jak teraz i nawet jeżeli podaliby jej przyprawione solą i pieprzem białe robaki to zapewne by je zjadła (z zamkniętymi oczami co pewniejsze).
- Dzięki – odparła uśmiechając się szczerze, leniwie opierając się o ścianę od której już dawno zaczęła odchodzić farba. Przynajmniej jedno z jej pragnień został zaspokojone. Uniosła powieki, które nawet nie wiedziała kiedy spokojnie zamknęły się same, tęsknym spojrzeniem otulając łóżko. Powinna być silna. Powinna ... się umyć – stwierdziła, wąchając swoje ciało, całe lepkie od nagromadzonego potu.
- Łazienka jest na końcu korytarza – powiedział, bacznie lustrując ją wzrokiem, racząc się kolejną porcją przyniesionego jedzenia
- Nie mam ani szamponu ani żelu pod prysznic czy mydła. Po co wozić skoro w domu mam wszystko – odparła usprawiedliwiającym tonem, zagryzając lekko dolną wargę. Nawet on sądził, że powinna się umyć – zwiesiła głowę ze zrezygnowaniem, gdy krzesło na którym siedział mocno zaszurało po podłodze. Chwilę później stał przed nią, podając jej żel po prysznic i szampon. Spojrzała na niego błyszczącymi od wdzięczności oczami i gdyby nie bolące wszystkie mięśnie, zapewne rzuciłaby się na niego właśnie w tej chwili
- Męskie, ale powinny się przydać – odparł jakby z lekka zakłopotany
- Dziękuję – odpowiedziała cicho, wyciągając z walizki frotowy ręcznik i kierując się w stronę drzwi.
______Zachowuj się – zganił siebie samego w myślach, kładąc się na łóżku. Wpakowała Ci się do samochodu, przez nią wylądowałeś w tej zatęchłej dziurze, więc nie próbuj się podlizywać czy być miły, bo na nic się to zda – przekonywał samego siebie, słysząc jeszcze jej kroki na korytarzu.

______Wystawiła twarz do strumienia wody, czując jak błogie krople spływają wzdłuż ciała. Tego jej było trzeba. Wycisnęła na dłoń sporą ilość szamponu i nałożyła go na włosy. Przyjemny, orzeźwiający, męski zapach owinął jej nozdrza jak słodki pocałunek. Jednak dopiero, gdy zaczęła wcierać pożyczony żel pod prysznic, miała wrażenie jakby stał obok. Woń wcale nie była dusząca czy przytłaczająca. Wprost przeciwnie. Przyjemnie otulała wszystkie jej zmysły, miękko rozchodząc się po całym ciele. Pragnęła tak trwać w tej jednej chwili. Czując spływające po całym ciele zbawienne krople wody i jego mocny zapach.
______Przetarła oczy palcami, starając się zregenerować choć trochę siły, by wyjść spod prysznica i udać się do łóżka. Wytarła ciało ręcznikiem i owinęła się nim szczelnie, w tej samej chwili uświadamiając sobie, że nie wzięła nic do przebrania. A ma nie tylko miłego faceta w swoim pokoju, ale i cały obskurny korytarz do przejścia. Jęknęła z rezygnacją, krzyżując bezradnie ręce na piersi. Ostrożnie uchyliła drzwi i spojrzała przez szparę. Brak żywej duszy kręcącej się gdziekolwiek był nadzwyczaj dobrym znakiem. Wymknęła się cicho, nie zważając nawet by zamknąć za sobą drzwi i czmychnęła czym prędzej do pokoju. Oparła się o drzwi, starając uspokoić oddech.
- Podasz mi szampon i żel – rzucił do niej, wstając z łóżka i zwracając głowę w jej kierunku. Spojrzała na niego zdezorientowana, otwierając szeroko oczy i uśmiechając się przepraszająco. Zlustrował ją wzrokiem.
- Zostawiłam w łazience. Nie wzięłam nic do przebrania, więc uznałam, że przyjdę szybko, ubiorę się i wrócę po rzeczy – odparła natychmiast, mocno odpychając się rękami do drzwi i podchodząc do walizki bezradnie przebierając w niej rękami.
- Aha – odpowiedział jedynie, sam nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić, wpatrując się w nią jednocześnie trochę nieprzytomnym wzrokiem, opanowując się dopiero wtedy gdy materiał kusego ręcznika podjechał aż za bardzo na jej szczupłych udach. Chrząknął znacząco, choć była tak przejęta szukaniem czegokolwiek do zakrycia się, że nawet nie spostrzegła jak odkrywa się jeszcze bardziej – Nie ma sprawy – dodał po czasie z jeszcze lekka ochrypłym głosem, zgarniając w końcu ręcznik, który wisiał na oparciu krzesła – Wezmę jak będę wracał.
______Arie odetchnęła głęboko, gdy drzwi zamknęły się za nim z charakterystycznym kliknięciem. Opadła na łóżko, oblizując spierzchnięte wargi, dopiero po czasie orientując się, że zostawiła tam nie tylko przybory toaletowe, ale i swoje własne rzeczy. Zebrane pięknie w kupkę na krześle, a na jej samej górze niczym arcyklejnot lśniła jej bielizna.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Generał


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 4942
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:09:11 29-03-16    Temat postu:

Już zapałałam sympatią do Cade'a. Jest w nim coś fajnego, sama nie potrafię tego określić. Chyba chodzi o jego podejście do życia, taką lekkość, pogoń za przygodą. Zdaje się być zupełnie inny niż brat.

Daniel i Ann-Marie jak zwykle mnie rozwalają. Raz się kłócą, raz są sprzymierzeńcami, raz czują się zawstydzeni w swoim towarzystwie. No tak, w sumie są sobie zupełnie obcy a tutaj taka sytuacja że nagle samochód się psuje i muszę spędzić noc w jakimś motelu razem. Haha i jeszcze Daniel przekonujący samego siebie, żeby nie być miłym dla dziewczyny -
Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin