Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Heartbreakers
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:06:35 17-12-15    Temat postu:

Dziękuję Wam za komentarze, bardzo mnie to cieszy, że nadal tu zaglądacie pomimo tej długiej przerwy, którą Wam "zaserwowałam"

Doma, mój błąd, wyszło że Daniel ma kaca, ale on po prostu nie cierpi rannego wstawania, a głowa go boli po prostu z niewyspania Ja też tak często mam, jestem specjalistką od migren w ogóle Ale popić sobie chłopak też lubi, nie przeczę...

Madzia, Victor już taki jest - milion pomysłów na minutę, żaden niewykonywalny lub tak absurdalny, że każdy normalny człowiek by go wyśmiał. No ale co począć, facet jest w kropce i musi szybko zdobyć kasę. Czas w tym wypadku to dosłownie pieniądz

Postaram się coś dodać jeszcze przed świętami i mam nadzieję, że w wirze przygotować znajdziecie czas, żeby tutaj zajrzeć i przeczytać Jeśli macie jakieś życzenia odnośnie tego, co ma zawierać kolejny rozdział, to piszcie śmiało. Zabawię się w Świętego Mikołaja i postaram się je wszystkie spełnić (w miarę możliwości oczywiście, jeśli wena pozwoli )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:42:34 27-12-15    Temat postu:

Jestem i ja
Nie dziwię się, ze Victor jest nieco przygnębiony. Emocje opadły, do głosu doszedł rozsądek i jednak... jego plan nie wydaje się już taki super. Swoją drogą, chłopak jest w takiej sytuacji, że każdy jego krok, następny ruch musi być dobrze przemyślany, bo jeden drobny błąd może przynieść niepożądany skutek. Trzymam za niego kciuki.
Danny to niezły spryciarz. Niby współczuje, niby taki super sąsiad, a jednak, gdy tylko sąsiadka-staruszka oczy zamknęła to on już czyha na jej apartament - a nawet nie tylko on! haha. Powinnam chyba powiedzieć, że ta dwójka zachowuje się nieco niewłaściwie, ale jakoś mnie to rozbawiło.
W ogóle chłopcy zawsze umilają mi cały dzień, czy wieczór, kiedy tylko o nich przeczytam ;D
Czekam na więcej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:01:02 20-02-16    Temat postu:

Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę długą przerwę i zechcecie jeszcze dalej czytać o przygodach podrywaczy Przepraszam i postaram się już nie znikać na tak długo

ROZDZIAŁ 9: "Przeciwieństwa się przyciągają"

Daniel nie był zachwycony, kiedy dowiedział się, z kim jego siostra dzieli pokój w akademiku. Caitlin poinformowała go jednak, że postanowiła zapomnieć o urazie do Jenny i dać jej szansę, bo to "naprawdę w porządku dziewczyna". Hunter nie negował tego, choć dobrze wiedział, że Cait ma tendencję do ufania wszystkim, nawet jeśli nie są tego warci. Nie wracał do drażliwego tematu stypendium, ale Jennę Deveraux nadal traktował z chłodną rezerwą.
– I jak ci się tu podoba? Jak pierwsze zajęcia? – wypytywał Cait, która nie nadążała z odpowiedziami. – Wszyscy są mili? O co ja w ogóle pytam! Oczywiście, że nie są, przecież to banda nadętych gamoni, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy, bo udało im się wkupić na tę uczelnię... – Panna Hunter wywróciła teatralnie oczami, ale Daniel zdawał się tego nie zauważać. – Traktują cię jak należy?
– Wszyscy są naprawdę bardzo mili. – Cait skorzystała z okazji, że jej brat nabrał powietrza w płuca i przestał na chwilę trajkotać. Był kochany, ale czasami bywał też nadopiekuńczy, co wcale jej się nie podobało.
Jenna prychnęła pod nosem, przysłuchując się tej rozmowie i oboje – Caitlin i Daniel – rzucili jej szybkie spojrzenia. Blondynka próbowała jej przekazać wzrokiem, żeby siedziała cicho, za to szatyn zdawał się nagle zainteresowany obecnością siostry Eve w pomieszczeniu.
– Co miało znaczyć to prychnięcie? – Zmarszczył podejrzliwie brwi i założył ręce na piersi, co nadało mu srogi wygląd. Zupełnie to do niego nie pasowało.
– Nie nic, przesłyszałeś się... – Jenna dostrzegła ostrzegawcze spojrzenie nowej koleżanki i postanowiła zamilknąć, ale zmiękła, kiedy Daniel podszedł do niej i zerknął na nią z ukosa. – No dobra, już dobra! Wcale nie wszyscy są mili! Jest tu kilku naprawdę wrednych gogusiów, którzy próbują nam uprzykrzyć życie...
– Co to za jedni? Chcę nazwiska – warknął Daniel przerzucając wzrok z Jenny na siostrę. – Załatwię ich tak, że ich rodzone matki nie poznają. Co ci zrobili? Powyrywam im nogi z...
– Nic mi nie zrobili, Danny – przerwała mu w porę młodsza siostra, spoglądając karcąco na Jennę. – To takie nieporozumienie... - Wcale nie miała zamiaru wspominać bratu o incydencie z profesorem Caldwellem i Nathanielem Lintonem.
– Jeśli ktoś cię krzywdzi...
– To nic takiego, Danny – uspokoiła go Cait i zarzuciła sobie na ramię torbę. – Musimy lecieć na wykład. O nic się nie martw. – Pocałowała brata w policzek na pożegnanie i ruszyła do wyjścia za Jenną. Przy drzwiach odwróciła się jeszcze na pięcie i dodała: – Obiecuję, że jeśli ktoś zajdzie mi za skórę, natychmiast dam ci znać.
Danny uśmiechnął się krzywo. Dobrze wiedział, że jego siostra jest zbyt dojrzała i dobra, by kablować na jakichś śmieci z wyższych sfer.
– Masz świetnego brata – stwierdziła Jenna, kiedy skierowały się w stronę głównego budynku, gdzie miał odbywać się popołudniowy wykład. – To musi być fajne, że tak o ciebie dba.
– Taaak – przyznała blondynka, nagle posmutniając.
Daniel tyle dla niej robił. Zastępował jej rodziców i był jej opiekunem. Starał się jak mógł, by mogła spełniać swoje marzenia. Żałowała, że nie może dać mu czegoś w zamian. Przypomniała sobie swoje wczorajsze starcie z Nathanielem Lintonem i poczuła dziwną wolę walki – była gotowa udowodnić, że zasługuje na miejsce na tej prestiżowej uczelni. Będzie walczyła o swoje tak, jak ją nauczył brat. Choć tyle mogła dla niego zrobić.

***

Ginnie Linton nie należała do osób nieśmiałych, wręcz przeciwnie – była dumna i pewna siebie; już dawno minął czas, kiedy odczuwała tremę przed wystąpieniami publicznymi. Była do nich przyzwyczajona, jak to na Lintonównę przystało. Jednak kiedy pomyślała, że ma wygłosić wykład w auli pełnej rozkapryszonych bachorów, tylko czekających na jej potknięcie, ogarniały ją nie tylko nerwy, ale i ogromne poirytowanie. Była zła na Jeremy'ego, że wysłał ją na Stanford, by odwaliła za niego robotę.
Dobrze wiedziała, dlaczego szefowi tak zależało, by to ona go zastąpiła – stary Reynolds liczył zapewne, że wieści szybko się rozejdą i Malcolm dowie się o tym, a Jeremy będzie mógł po raz kolejny zatryumfować. Nienawidziła być pionkiem w tej dziecinnej grze między ojcem a szefem, ale nic na to nie mogła poradzić. Byli jacy byli i żaden z nich nie zamierzał się zmienić.
– Virginia Linton – odezwał się ktoś tuż nad jej uchem, niemal doprowadzając ją do zawału. – Moja najlepsza studentka.
Harrison Caldwell pokręcił głową zaskoczony i uśmiechnął się, co było raczej rzadkim widokiem, zważywszy na jego zwykle chłodne usposobienie. Zdjął okulary i uścisnął dłoń blondynki, która ucieszyła się, że ma powód, by opóźnić wykład i spotkanie z bratem.
– Profesor Caldwell, miło pana widzieć. Jak się pan miewa?
– Dobrze, nie narzekam. Co innego moi studenci... – zażartował, a ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Caldwell słynął ze swojej surowości, ale ona poznała również tę jego łagodną stronę. Był jej ulubionym profesorem z czasów studiów, wiele ją nauczył. – Widzę, że odnalazłaś powołanie – zagadnął, wskazując na jej identyfikator, na którym widniał cel wizyty na uniwersytecie.
– Nic z tych rzeczy. Nigdy nie nadawałam się do nauczania. Te dzieciaki zjadłyby mnie żywcem. Albo ja ich – dodała po chwili zastanowienia. – Jestem tu na zastępstwie.
– Ach tak. No cóż, nigdy nie mów nigdy – może się okazać, że jesteś całkiem dobra w dzieleniu się wiedzą. A tej, jak oboje wiemy, ci nie brakuje. – Virginia uśmiechnęła się na te słowa, ale nic nie odpowiedziała. Harrison musiał domyślić się, że nie chce kontynuować tego tematu, więc podjął kolejny: – Uczę twojego brata. Jest bardzo podobny do Malcolma.
Ginnie przytaknęła i niespecjalnie zdziwiła się, słysząc nutę niezadowolenia w głosie starego profesora. Nie od dziś było jej wiadomo, że Caldwell nigdy specjalnie nie przepadał za jej ojcem. Uważał go za zarozumiałego, pozbawionego skrupułów prawnika, który dąży do celu po trupach.
– Ojciec pewnie by się ucieszył, gdyby to usłyszał, ale domyślam się, że nie był to komplement.
Harrisonowi drgnęły kąciki ust, ale nic nie odpowiedział.
– Panno Linton, już pani jest! – Jakaś kobieta w krótko obciętych włosach i dopasowanej szarej garsonce wychyliła głowę z pomieszczenia po prawej stronie i uśmiechnęła się na widok Ginnie. – Możemy zaczynać?
Ginnie kiwnęła głową i pożegnała się z dawnym profesorem, który życzył jej powodzenia i oddalił się korytarzem. Blondynka westchnęła i odgarnęła nerwowo włosy z czoła. Miała nadzieję, że nie zostanie zjedzona żywcem.
Nie było tak źle, jak się spodziewała. Kiedy zaczęła mówić, odzyskała zwykłą pewność siebie. Była stanowcza zupełnie jak na sali sądowej, gdzie czuła się jak ryba w wodzie. Odpowiadała na wszystkie zadane jej pytania, które zapewne miały na celu ją "zagiąć" i była dumna, że wyszła z tej walki zwycięsko. Widziała Nate'a siedzącego gdzieś w połowie rzędów ławek. Łatwo go rozpoznała wśród tłumu studentów, jako że był on jedynym, który nie wyciągnął niczego do notowania i zdawał się raczej znudzony jej wykładem, podczas gdy inni chłonęli każde jej słowo.
– Niezły wykład – mruknął, podchodząc do niej, kiedy reszta zaczęła powoli opuszczać aulę.
– Słuchałeś? – zapytała, zakładając ręce na piersi i spoglądając na brata z góry, choć był od niej dużo wyższy.
– Jasne! – odpowiedział, udając że zraniła go w ogóle o to pytając. – Nawet mi się podobało. Szczególnie ten fragment o etyce zawodowej. – Ginnie pokiwała głową, siląc się na uśmiech. Oczywiste było, że młodszy brat się z niej nabija, ale nie chciała dawać mu satysfakcji. Harrison Caldwell miał rację – Nate rzeczywiście był podobny do ojca. – Teraz już wiem, dlaczego naprawdę zaczęłaś pracować u Reynoldsa – ciągnął chłopak.
– Ach tak? – zapytała, jednak bez większego zainteresowania.
– Ty po prostu jesteś za miękka, żeby pracować u ojca.
Ginnie zmrużyła oczy na widok uśmiechu na twarzy brata. Zaczęła się zastanawiać jak to możliwe, że wyrósł na takiego protekcjonalnego dupka. Nie zamierzała jednak wyprowadzać go z błędu.
– Masz rację – przytaknęła i z pewną satysfakcją stwierdziła, że Nate już się nie uśmiecha. – Zostały mi jeszcze resztki czegoś, co w słowniku znajdziesz pod nazwą "sumienie". Sprawdź sobie, co to znaczy. – Zebrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia, na odchodnym rzucając jeszcze w stronę brata: – Ojciec jest skutecznym prawnikiem. Naprawdę. Może nawet najskuteczniejszym jakiego znam. Ale według mnie, chyba nie do końca o to w tym zawodzie chodzi.
Wyszła z auli z satysfakcją pozostawiając młodszego brata samego. Miała już dość tego, że wszyscy pytali ją o pracę u Jeremy'ego – dlaczego wybrała jego zamiast skorzystać z ciepłej posadki u ojca? Miała już na to gotową odpowiedź: chciała się spełniać, sama decydować o sobie, a nie pozwalać, by nazwisko torowało jej ścieżkę kariery. Jednak był również inny powód jej wyboru. Ojciec był bezwzględny. Słynął z tego, że podejmował się spraw, których inni brać nie chcieli, które były z góry skazane na porażkę. Jego prawnicy byli równie pozbawieni skrupułów co on, broniąc morderców, gwałcicieli i innych zbrodniarzy. Ginnie zastanawiała się czasem jak oni wszyscy są w stanie spać po nocach, wiedząc, że dzięki nim takie szumowiny wywinęły się od kary. Ona nie była do tego zdolna. Wbrew pozorom, nie była jak ojciec i wcale taka być nie chciała. Jeremy Reynolds zawsze postępował w zgodzie z własnym sumieniem i nigdy nie podjąłby się sprawy, która godziłaby w jego kodeks moralny.
– Jasna cholera!
– Przepraszam, nie zauważyłem cię.
Tak się zamyśliła, że wpadła na jakiegoś wysokiego faceta, który akurat wychodził zza rogu. Wszystkie rzeczy wypadły jej z rąk, włącznie z nowiutkim laptopem, który na szczęście nie doznał większych obrażeń, co stwierdziła dokonując szybkich oględzin, wyjmując go z torby. Odetchnęła z ulgą i odgarnęła niesforne loki z twarzy.
– Pomogę – zaoferował facet, schylając się po jakieś papiery, ale szybko sprzątnęła mu je sprzed nosa i spiorunowała spojrzeniem.
– Ach – westchnął Daniel, uśmiechając się lekko na widok jej zaciętej miny. – Feministka.
– Słucham? – Ginnie nie była pewna, czy aby się nie przesłyszała. – Co to niby miało znaczyć?
– Tak dumna, że nawet nie chcesz pozwolić, by facet ci pomógł. Znam takie kobiety. Byłoby grzecznie, gdybyś przyjęła przeprosiny i pozwoliła mi sobie pomóc.
– Czy ty właśnie pouczyłeś mnie o dobrych manierach? – Ginnie nie mogła uwierzyć w tupet tego faceta, ale po chwili musiała przyznać mu rację – w końcu to ona biegła jak Struś Pędziwiatr byleby jak najszybciej wydostać się na zewnątrz i wpadła na niego.
Widząc, że kobieta jest cała obładowana rzeczami, które dopiero co pozbierała, Daniel schylił się i podniósł ostatnią teczkę, którą przeoczyła i podał jej.
– Proszę bardzo – powiedział, uśmiechając się ostentacyjnie.
– Dziękuję – odpowiedziała, czując się jak jakaś małolata w szkole podstawowej zmuszona do wykonywania wszystkich poleceń nauczyciela.
– I co? To wcale nie było takie trudne, prawda? – Ponownie uśmiechnął się, tym razem bardziej serdecznie i odszedł w stronę, z której ona dopiero co przyszła.
Przez chwilę stała z niepewną miną, nie wiedząc, co się właściwie wydarzyło. Dopiero po chwili, kiedy studenci zaczęli wylegać z sal wykładowych, otrząsnęła się i ruszyła w stronę wyjścia. Szybko, ale tym razem ostrożnie, byleby nie wpaść ponownie na przemądrzałego brata albo podobnych typów.
Daniel natomiast ruszył w stronę siostry, którą rozpoznał wśród tłumu studentów, dzięki burzy blond włosów. Była tak niska, że nie sposób było jej zauważyć, gdyby nie ten znak rozpoznawczy.
– Czekałeś na mnie? – zdziwiła się na jego widok. – Niepotrzebnie.
– A co? Wstydzisz się swojego staruszka? – zażartował, czochrając ją po głowie, a ona szybko przygładziła włosy i rozejrzała się dookoła. – No nie wierzę! Ty serio się mnie wstydzisz?
– Nie o to chodzi.
– A o co? – Daniel wyglądał na skonsternowanego.
– O to – wymamrotała, obracając mu głowę w stronę grupki rozchichotanych nastolatek, które dyskutowały o czymś zawzięcie na rogu korytarza, rzucając wysokiemu szatynowi zalotne spojrzenia.
– Ach – odparł, uśmiechnął się i pomachał głupiutkich dziewczynom, na co one znów wybuchły śmiechem i zaczęły coś sobie szeptać do ucha. – Zaraz im rzęsy odpadną – zauważył Daniel, kiedy kilka z nich zaczęło zawzięcie mrugać.
– Możesz już iść? – zapytała w końcu Cait, kiedy Danny z powrotem skupił swoją uwagę na siostrze. – Nie pomagasz mi w zawieraniu nowych znajomości, a przecież chyba chcesz, żebym się tutaj zadomowiła.
– Jak to nie pomagam? – Hunter udał oburzonego i subtelnie dał Cait do zrozumienia, że właśnie załatwił jej kilka nowych przyjaciółek.
– Zawsze to samo! Nigdy nie miałam żadnych prawdziwych koleżanek, bo wszystkie dziewczyny, które się ze mną zadawały chciały dotrzeć do ciebie! – W głosie blondynki dało się słyszeć nutę wyrzutu.
– Przepraszam, nic na to nie poradzę. Laski lecą na obcy akcent. – Uśmiechnął się łobuzersko, a ona uderzyła go pięścią w ramię.
– Auu! Żartowałem! Gdybyś dorastała w Australii też uchodziłabyś za ezgotyczną piękność, ale akurat cieszę się, że tak nie wyszło. Niech no się dowiem, że któryś z tych lalusiów na ciebie poluje, to już ja mu urwę...
– Danny! – Caitlin syknęła przez zaciśnięte zęby.
– Spokojnie, siostrzyczko, tak tylko żartuję! Ale od tego typa trzymaj się z daleka – dodał konspiracyjnym tonem wskazując kciukiem za siebie, gdzie stał wielki chłopak z szerokimi barami, blond włosami i równymi białymi zębami. – Wygląda podejrzenie. Jak żywcem wyjęty z tych filmów o nastolatkach, którzy to robią wszystko, żeby zaliczyć.
– Dzięki, braciszku za tą pouczającą mowę, ale teraz już możesz iść. Mam osiemnaście lat, nie możesz mnie wiecznie kontrolować. Doceniam wszystko co dla mnie robisz, ale musisz mi pozwolić dorosnąć. I jeśli popełnię jakieś błędy w życiu miłosnym, to chcę żeby to były moje błędy.
– Czuję się nagi pod ostrzałem tych spojrzeń. – Szatyn zignorował jej słowa i wzdrygnął się, kiedy jedna z chichoczących dziewczyn przechodząc koło nich, puściła mu zalotne spojrzenie.
– Idź już! – warknęła Caitlin, a on uniósł ręce w geście poddania na znak, że zrozumiał aluzję. Zanim odszedł, pocałował ją jeszcze szybko w czoło w stylu nadopiekuńczego brata i wymierzył w nią ostrzegawczo palcem: – Żadnego seksu w akademiku!
– Jasne, niedaleko jest hotel.
– Co?!
– Żartuję, Danny! Idź już, bo nie wytrzymam!
Daniel uśmiechnął się na pożegnanie i odszedł pozostawiając ją na korytarzu. Cait westchnęła ciężko i ruszyła na kolejne zajęcia, mając nadzieję znaleźć po drodze Jennę, która musiała zniknąć gdzieś w tłumie. Chwilę zajęło jej odnalezienie odpowiedniej auli i jak na złość przy wejściu wpadła na nikogo innego jak na Nate'a Lintona.
Dał jej znak ręką, by weszła pierwsza, ale nie miała czasu zastanowić się nad tym gestem uprzejmości, bo odezwał się tuż nad jej uchem tak nagle, że omal nie podskoczyła.
– Zakładam, że wykład ci się podobał.
– Owszem, był bardzo pouczający – odpowiedziała, zdając sobie sprawę, do czego chłopak pije – Virginia Linton poruszyła kwestie etyki zawodowej, co do której mieli odmienne zdania. – Wygląda na to, że twoja siostra podziela moją opinię na ten temat.
– No cóż... – odparł Nate, wkładając ręce do kieszeni i spoglądając na blondynkę z góry. – Ona zawsze była trochę... dziwna.
– A jednak została prawniczką. Pracuję w jednej z najlepszych kancelarii w Californii. Może i dla mnie jest nadzieja. – Sama nie wiedziała, skąd wykrzesała w sobie tyle odwagi, by odezwać się do niego z zaczepną nutą w głosie. Zawsze unikała starć i wszelkiego typu kłótni, ale teraz za wszelką cenę chciała udowodnić, że zasługuje na to, by tu być.
– Może – odpowiedział, ale nie było przekonania w jego głosie. Zamiast tego odszedł i zajął miejsce gdzieś w połowie wznoszących się rzędów, a ona dostrzegła Jennę i zajęła miejsce koło niej, tuż pod nim.
Zaczęła się zastanawiać, czy celowo obrał to miejsce – nie znajdowało się ono zbyt blisko wykładowcy, dzięki czemu nie zostanie sklasyfikowany jako kujon, ale też nie było za daleko, żeby nie zostać posądzonym o olewanie zajęć. Nie było też na widoku, skryte w lekkim cieniu, jakby chłopak nie chciał się wychylać, ale Cait była pewna, że gdy się odezwie wszyscy doskonale go usłyszą. Nie miała zielonego pojęcia, czy cokolwiek z tego, co właśnie wymyśliła było prawdą, ale miała nieodparte wrażenie, że Nathaniel Linton jest pełny sprzeczności. I choć nie zapałała do niego sympatią, zdała sobie sprawie, że strasznie intryguje ją jego osoba.

***

Victor czuł, że zaraz pęknie mu czaszka. Nawet najcichsze dźwięki były w stanie wyprowadzić go z równowagi, kiedy miał kaca. Sygnał w windzie, oznajmiający otwarcie drzwi brzmiał w jego głowie jak syrena alarmowa. Skrzywił się i lekko pomasował po skroniach, zdejmując okulary przeciwsłoneczne i szperając w kieszeniach w poszukiwaniu kluczy do mieszkania Daniela.
– Szlag! – warknął, zdając sobie sprawę, że musiał je zostawić w barze u Ryana, razem z kluczykami do samochodu.
– Zapasowy jest pod wycieraczką – odezwał się jakiś kobiecy głos i chwilę zajęło Allenowi zlokalizowanie jego źródła.
Sąsiadka Danny'ego, Eve, właśnie zamykała drzwi do swojej kawalerki naprzeciwko i przyglądała się mu z politowaniem. Schylił się i sięgnął mały kluczyk z miejsca, o którym wspomniała i wymamrotał coś, co zapewne miało być w jego mniemaniu podziękowaniem. Już miał zamiar zniknąć we wnętrzu, kiedy nagle coś sobie przypomniał.
– Eve!
– Tak? – Dziewczyna odwróciła się w połowie drogi do windy z zaciekawioną miną.
– Co ty kombinujesz? – zapytał bez ogródek.
– Co masz na myśli? Idę na zakupy...
Victor wywrócił teatralnie oczami i złapał się za nasadę nosa.
– Dobrze wiesz, o czym mówię. W co ty pogrywasz? Oboje dobrze wiemy, że twoja siostrzyczka nie dostała stypendium za wyniki sportowe. Raczej inna forma aktywności zapewniła jej miejsce Cait na uczelni...
– Jeżeli insynuujesz to, co myślę... – Eve zrobiła się czerwona na twarzy i obrzuciła Victora morderczym spojrzeniem.
– Jasne, że tak. Albo twoja siostra, albo ty – innego wytłumaczenia nie widzę. Nie rozumiem tylko z kim musiałyście pobrykać, żeby przypieczętować ten deal. Dziekan jest w końcu kobietą...
– Jesteś obrzydliwy. – Eve prychnęła, kręcąc głową, nadal oburzona jego oskarżeniem. – Ty i twój kumpel. Mnie jakoś zastanawia fakt, jak Danielowi udało się załatwić, by Caitlin z powrotem przyjęli na Stanford...
– Teraz to twoje insynuacje mi się nie podobają.
– Nie miałam nic wspólnego z tą sprawą. – Panna Deveraux ucięła wszelkie dyskusje. – Nie wiem, ile razy mam to powtarzać. Guzik mnie obchodzi czy mi wierzysz, czy nie, ale na pewno nie mam zamiaru pozwolić się obrażać. Więc wybacz, ale nie będę już wracała do tego tematu i tobie też radzę sobie odpuścić.
– Wiem, że coś ukrywasz, Eve! – zawołał jeszcze za nią, choć już weszła do windy i drzwi powoli się za nią zamknęły. – I dowiem się, co to takiego... – dodał już sam do siebie, bo dziewczyna znikła przy akompaniamencie znienawidzonego sygnału.
Wszedł do mieszkania, zły, zmęczony i z potwornym bólem głowy. Caitlin była dla niego jak siostra i nie zamierzał pozwolić, by ta sprawa przeszła bez echa. Nagle usłyszał sygnał obwieszczający, że dostał smsa. Spojrzał na wyświetlacz smartfona, którego światło boleśnie zakłuło go w oczy. Literki były zamazane i dopiero po chwili, kiedy przyzwyczaił się do jasności, był w stanie odczytać wiadomość od Brianny Linton: "Co robisz w weekend? Masz już jakieś plany?
. Uśmiechnął się do własnych myśli, zupełnie zapominając o kacu. Nagle odzyskał trzeźwość umysłu.
"Teraz już tak", odpisał i padł na kanapę, czując że może nie wszystko jest skazane na straty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3122
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:28:22 21-02-16    Temat postu:

Oficjalnie powiem, że chciałabym takiego brata. Mam dwie siostry i takie opiekuńczy waleczny i do tego przystojnym bratem bym nie pogardziła. Widać jednak, że Cait chcę żyć własnym życiem i bardzo dobrze powinna dziewczyna i dodam że Danny jako stający w obronie dziewczyny no cóż szczęściara chociaż Dan jest trochę nadopiekuńczy to widać a w ten uroczy sposób.
Ginnie ja też nie lubię wystąpień publicznych wykładów i zawsze unikam tego jak ognia a czyżby Daniel i Ginnie co cóż, cóż jest w związku lecz jak mawia moja przyjaciółka nie ma takiego wagonika którego nie można odczepić a ja nie wiem czy tych dwoje jako para w ewentualnej przyszłości… na chwilę obecną tego nie widzę 
No i Victor jak nie Dany to Victor, lecz Victor, co ty tak paskudnego sugerujesz? Nie ładnie, nie ładnie i wydaje mi się, że to, co ukrywa Eva, w jaki sposób jej siostra dostała się do Stanford jest inny może to jakieś koneksje rodzinne czy coś w tym stylu a może zwykła pomyłka w sensie, że ją wpisali a tamta wypisali takie rzeczy przecież zdarzają się 
I znowu Brie. Polubiłam ją, więc Victor robiący z niej trampolinę do pieniędzy sprawia, że jej współczuje i to bardzo ciekawe, co z tego wyniknie. Ty wiesz ja się nie długo dowiem 
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:09:53 21-02-16    Temat postu:

Madziu, melduję, że jestem i że bardzo mnie cieszyć, że wreszcie pojawił się nowy rozdział
Dan jest przeuroczy we wszystkim co robi i faktycznie można tylko pozazdrościć Cait takiego brata Bardzo podoba mi się to zderzenie relacji Ginnie i Nate'a z relacją Dana i Cait, no i kolejne zestawienie Dan & Ginnie i Cait & Nate - nie wiem czy zrobiłaś to celowo, ale wyszło pierwszorzędnie
A na koniec jeszcze uraczyłaś nas scenką z Victorem, który tak jak jego kumpel, obojętnie co by nie robił, po prostu rozwala system samą swoją obecnością Hmm.. sprawa tych "machlojek" na uczelni jest bardzo intrygująca i ciągle nie mam pomysłu, jak to wszystko wytłumaczyć, więc nie będę nawet próbować.
I nie mogę doczekać się kolejnego spotkania Vica z Brianą
Pisz szybciutko kolejne rozdziały i nie każ nam już tak długo czekać
Przepraszam, że tak bez ładu i składu.
Buziaki :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:51:56 21-02-16    Temat postu:

Madziu, jestem i ja i tak samo jak dziewczyny cieszę się niezmiernie, że coś się tutaj pojawiło, bo zdążyłam się stęsknić za Twoimi łamaczami serc
Po pierwsze chciałam Ci pogratulować, bo nie wiem jak Ty to zrobiłaś, ale z taką swobodą z jaką przeszłaś z jednej sceny do drugiej w zasadzie w tym samym miejscu, jest niewiarygodne Chciałabym znać tę sztukę, także wielkie brawa dla Ciebie za to, bo wyszło świetnie
A co do samej treści - przyznam się szczerze, że miałam przez chwilę z tyłu głowy, że ten wykład Ginnie nie przejdzie tak gładko, a brat jak na prawdziwego złośliwca przystało będzie robił wszystko by jej to utrudnić, ale jak się okazało, nie taki on straszny za jakiego chce uchodzić i to uznaję za kolejny plus dla jego osoby Powtórzę raz jeszcze, że Nate to jedna z moich ulubionych - prócz Vic'a i Danny'ego oczywiście - postaci w Twoim opowiadaniu, więc liczę na to, że będzie go więcej, tym bardziej, że chłopak z każdym dniem coraz bardziej intryguje Cait, więc może być naprawdę ciekawie i może dzięki tej uroczej blondynce Nate pokaże nam takiego siebie jakiego jeszcze nikt nie zna
Danny jest po prostu niemożliwy i to niezależnie od tego, czy rozmawia z siostrą o potencjalnych kandydatkach do przemeblowania szczęki, albo rozchichotanych koleżankach, które omal nie mdlały na jego widok, czy też w krótkiej wymianie zdań wyskakuje do kobiety z hasłem, że pewnie jest feministką Jak go tu nie kochać i nie uśmiać się czytając o nim? Według mnie to absolutnie niewykonalne :0
A Vic jak zwykle kombinuje, ale w tym akurat przypadku przyznaję mu rację, cała ta sprawa ze stypendium jest jakaś mocno podejrzana i wciąż ciekawi mnie o co w tym wszystkim chodzi, bo moje teorie odnośnie tego wątku już się wyczerpały jak na razie i nie wpadałam na nic innego niż to co już zdążyłam Ci nieraz napisać
Także działaj, kochana, pisz dalej i nie każ nam długo czekać na dalszy ciąg tej historii
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:48:26 28-02-16    Temat postu:

Madziu, Ty tak samo, jak Doma - możesz mi wysłać odcinki na maila, żebym spokojnie mogła poczytać i skomentować w wolnej chwili?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:25:03 28-02-16    Temat postu:

Dziękuję Wam bardzo za komentarze, dziewczyny. Cieszę się, że nadal czytacie i że Wam się podoba! Mam nadzieję, że kolejny odcinek też Was nie zawiedzie. Zapraszam do czytania

ROZDZIAŁ 10: "Duchy moich byłych"

Nate nie miał w zwyczaju kontemplować czy bujać w obłokach. Była to dla niego strata czasu, a czas to pieniądz. Kiedy jednak przyjechał na Stanford i zadomowił się już w swoim pokoju a akademiku (zdążył odnotować, że pomieszczenie było nad wyraz duże i zbyt dobrze umeblowane jak na zwykły akademik, w czym doskonale było widać rękę ojca) był zmuszony stwierdzić, że studenckie życie jest przeraźliwie nudne. Zajęcia nie zaczęły się jeszcze na dobre, więc miał niewiele do nauki. Ludzie, z którymi studiował nie byli warci jego uwagi – typowe snoby z wyższych sfer, którym zapewne nazwisko utorowało drogę na prestiżowy uniwersytet, a którzy nie mieli za grosz rozumu. Nie pozostawało mu więc nic innego jak rozmyślać, co zirytowało go do tego stopnia, że gotów był nawet pojechać w odwiedziny do domu. Co prawda, nie był pewny czy ktokolwiek poza Brianną ucieszy się na jego widok; wiedział bowiem, że Malcolm wyjechał z miasta w interesach, więc musiałby spędzić czas sam na sam z matką i siostrami. Na samą myśl nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu plecach, ale nim zdążył podjąć decyzję odnośnie planów na wieczór, drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie – zupełnie jakby ktoś kopnął je, by utorować sobie przejście – i do środka wszedł Azjata wątłej postury, obładowany torbami i walizkami, tak że ledwo było go widać w tej plątaninie.
– Czołem, współlokatorze! – zawołał przybysz, zdając sobie sprawę z obecności Lintona i przywodząc na myśl skauta.
– Współlokatorze? – Nate nie wiedział, co o tym myśleć. Był pewien, że pokój, który został mu przydzielony był jednoosobowy. Co prawda kłóciło się to nieco z jego rozmiarami, co jak podejrzewał było wynikiem interwencji Malcolma, który nie mogąc ścierpieć, że syn postanowił zamieszkać w studenckim akademiku, pociągnął za kilka sznurków, by dać mu odrobinę luksusu, do jakiego przywykł. Nikt nie wspominał mu o tym, że będzie dzielił ten pokój z kimś innym.
– Nikt ci nie powiedział, co? – Azjata rzucił torby na podłogę, żeby uwolnić jedną z rąk i móc otrzeć sobie pot z czoła, ale w tej samej chwili coś głośno zagrzechotało, a on zbladł nagle, krzycząc "Mój mikroskop!" i schylił się, by sprawdzić stan cennego przedmiotu.
Nate przypatrywał się temu wszystkiemu z mieszaniną irytacji i rozbawienia. Kiedy ciemnowłosy chłopak upewnił się, ze mikroskop jest cały odetchnął z ulgą i wrócił do rozmowy jak gdyby nigdy jej nie przerwali.
– Oscar Yang – przywitał się, wyciągając dłoń w stronę młodego Lintona, który uścisnął ją krótko, mierząc go badawczym spojrzeniem. – Pewnie się zastanawiasz, po co ten czubek przywiózł ze sobą mikroskop do akademika? Myślałby kto, że na Stanfordzie mają świetny sprzęt...
– Właściwie to mam to gdzieś – stwierdził bez ogródek zielonooki szatyn, zakładając ręce na piersi i świdrując Azjatę spojrzeniem. – Bardziej zastanawia mnie fakt, co ty tu w ogóle robisz?
– Och – Oscar westchnął ciężko, a uśmiech spełzł mu z twarzy. – No tak. Nastąpiła mała zmiana planów. Jakieś roszady w akademikach. Przydzielili mnie do tego pokoju. Po twojej minie wnioskuję, że nie jesteś zbyt towarzyskim typem...
– Lubię wiedzieć takie rzeczy z wyprzedzeniem. – Przez chwilę panowała cisza, podczas której Nate wpatrywał się w Yanga intensywnie, a ten pocierał nerwowo kark, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. – Nie wiem, gdzie zamierzasz spać. Jest tylko jedno łóżko, a od razu mówię – nie zamierzam się nim dzielić.
– Spoko, stary, załatwię sobie polówkę. Też mi się nie uśmiecha spanie w jednym łóżku z obcym kolesiem. Możesz się w końcu okazać jakimś zboczeńcem albo coś... To znaczy, nie to że na takiego wyglądasz, ale... No wiesz, nie jestem gejem, ale jeśli ty jesteś to w porządku. To znaczy... Nie to, że o coś cię oskarżam czy coś w tym stylu, ale... – Chłopak plątał się w tym, co mówi, a widząc, że Nate wygląda jakby miał się zaraz roześmiać, dał za wygraną.
– Nate Linton – przedstawił się po chwili szatyn, a Oscar odetchnął z ulgę, widząc że nie odstraszył na dobre nowego współlokatora.
– Tak, wiem – powiedział, uśmiechając się, po czym znów szybko dodał: – Nie to, że jestem jakimś psychofanem czy coś... Nie śledzę cię... To znaczy... Powiedzieli mi w dziekanacie. – Usprawiedliwił się w końcu i niemal uderzył się otwartą dłonią w czoło.
Nate uśmiechnął się z politowaniem na widok zakłopotania Oscara, który zdawał się niezbyt przystosowany społecznie. Widząc, że nawiązywanie nowych znajomości nie idzie mu najlepiej, sam postanowił pociągnąć rozmowę. Była to miła odmiana od przeraźliwej nudy jakiej doświadczał, odkąd się tutaj znalazł.
– Więc... Medycyna? – zapytał, czując że trafił w dziesiątkę, co potwierdziła żywa reakcja Yanga.
– Trzeba kontynuować rodzinny biznes, prawda? – zawołał dziarsko Azjata, wykonując dziwny gest ręką, przez co omal nie dziabnął się w oko i co jego samego speszyło do tego stopnia, że postanowił zaniechać wszelkich gestykulacji dla własnego dobra. – A ty? Albo nie mów! – przerwał mu szybko, mrużąc oczy w skupieniu. – Sam zgadnę! – zastanawiał się przez chwilę po czym powiedział stanowczo: Prawo.
– Też ci powiedzieli w dziekanacie, prawda?
– To aż tak oczywiste?
Nate pokiwał głową i wybuchnął śmiechem. Ten chłopak jakimś dziwnym trafem poprawił mu humor i był mu za to wdzięczny.
– Może poszukamy tej polówki, co? Ktoś powinien mieć jakieś zapasowe łóżko na wypadek odwiedzin – zaproponował Linton, a Yang przyjął tę propozycję z uśmiechem.
Szatyn wyobraził sobie minę ojca, gdyby go teraz zobaczył jak puka do drzwi studentów w poszukiwaniu rozkładanego łóżka. Pomyślał, że Malcolm uznałby takie zachowanie za niegodne nazwiska Linton i nagle odczuł dziwną satysfakcję, sam nie wiedząc dlaczego.

***

Daniel nienawidził swojej pracy. Była nudna, nieopłacalna, nie dająca perspektyw, a w dodatku często musiał się użerać z denerwującymi klientami. Nie raz musiał się gryźć w język, aby powstrzymać się przed złośliwą ripostą na krytyczne uwagi ludzi, którzy godzinami potrafili oglądać używane samochody, po czym stwierdzali, że jednak nie znajdą tu niczego dla siebie i odchodzili, zupełnie niepotrzebnie tracąc nie tylko swój czas, ale i sprzedawcy.
– Hunter, weź się w garść, bo klientów płoszysz!
Mężczyzna z kozią bródką stojący przed Danem przyglądał mu się ze zniecierpliwieniem, stukając swoją odznakę kierownika i dając mu do zrozumienia, że nie powinien obijać się w pracy. Szatyn potarł zmęczone oczy i przyczesał ręką włosy, mając nadzieję, że nie wygląda jakby dopiero co zwlekł się z łóżka, chociaż tak właśnie było. Zawsze miał problemy z rannym wstawaniem, a notoryczne spóźnienia coraz bardziej kwalifikowały go do zwolnienia dyscyplinarnego. Prawie nie słyszał, co szef do niego mówi, tylko gapił się w niego bezmyślnie. Chwycił butelkę z napojem energetycznym, którą zdążył zabrać ze sobą z domu tego ranka, wypił duszkiem pozostałość płynu i pomyślał o tym, jak bardzo nienawidzi Victora.
Od kiedy z nim mieszkał, był nie do zniesienia. Wychodził i wracał, kiedy chciał. Pożyczał jego samochód bez jego wiedzy, a teraz wyjechał na weekend z Brianną Linton, zapominając o Bożym świecie, a w szczególności o niepisanej umowie, by budzić go rano do pracy.
Jakby tego było mało, kiedy rano pędził do pracy (autobusem, bo nie wiedział, gdzie Victor zaparkował jego auto), wpadł na pewną dziewczynę, z którą kiedyś się przespał i nigdy później nie zadzwonił. Policzek piekł go do tej pory, a w uszach słyszał wrzaski zranionej dziewczyny, co tylko potęgowało ból głowy. Hunter był w tak złym humorze, że musiał zwalić na kogoś winę, by poczuć się lepiej, a obwinianie Victora przychodziło mu z łatwością, zważywszy na to, w co się ostatnio wplątał. Przeklinając najlepszego przyjaciela, podreptał w kierunku klientki, która oglądała jedno z aut.
Szef był chyba zadowolony, że jego pracownik pozbierał się do kupy, bo uniósł kciuk do góry i mrugnął do niego zachęcająco. Wbrew pozorom, Daniel był najlepszym sprzedawcą, jaki u niego pracował. Miał większy wskaźnik sprzedaży niż inni (głównie wśród żeńskiej części klientów), miał gadane i potrafił wciskać kit jak mało kto. Między innymi dlatego kierownik przymykał oko na jego spóźnienia.
– Świetny wybór. Bardzo solidny model rodzinny... – zaczął, ale kiedy kobieta się odwróciła omal nie krzyknął ze zdziwienia. – Nora? Co... co ty tutaj...?
Kobieta wpatrywała się w niego dużymi piwnymi oczami. Zachowała coś z dziewczęcej niewinności, ale poza tym ogromnie się zmieniła odkąd widział ją po raz ostatni. Nie wiedział czy to z powodu wypitego energetyka czy spotkania z pierwszą miłością, ale serce zaczęło mu walić jak oszalałe. Był pewien, że gdyby to była kreskówka, wyskoczyłoby mu ono z piersi.
– Daniel. Cześć. – Nie było słychać entuzjazmu w jej głosie ani nawet zdziwienia. Zupełnie jakby wiedziała, że tu pracuje albo po prostu miała to gdzieś. – Co słychać?
Tak wytrąciła go tym pytaniem z równowagi, że zaniemówił, a rzadko mu się to zdarzało. Otwierał i zamykał usta, ale nie wyszedł z nich żaden dźwięk. Dopiero po chwili oburzenie sięgnęło w nim górę i był w stanie wykrztusić:
– Wow, co za oryginalność. Nie widzieliśmy się dziesięć lat a ty pytasz, co słychać.
– Nie wiem, o co innego mogłabym spytać, biorąc pod uwagę okoliczności w jakich się rozstaliśmy – odpowiedziała mu spokojnie, jakby nie chciała się kłócić, ale odczuł dziwne wrażenie, że pragnie jak najszybciej uciec z salonu i nigdy więcej tu nie wracać.
– Nie wiem, może interesuje cię coś więcej na temat tego samochodu? – Wskazał na auto, nie wiedząc, co innego zrobić w tej sytuacji.
Myślał, że już nigdy więcej jej nie zobaczy, a oto stała przed w całej okazałości, przywołując wszystkie wspomnienia – zarówno te dobre, jak i te złe. Miał ochotę coś rozwalić.
– Nie, chyba jednak to nie jest auto dla mnie – zauważyła, nie spoglądając mu w oczy.
– Masz rację. To auto, o które trzeba dbać. Takie, które może służyć przez całe życie. Niektórzy nie są zdolni do takich poświęceń.
– Co ty możesz wiedzieć o poświęceniu?
– Och, racja – zauważył Daniel ironicznie. – Zapomniałem, że to ty zawsze byłaś ekspertką od poświęceń.
– Nie chcę się kłócić, Danny...
– Więc się nie kłóć, tylko wybierz jakieś cholerne auto. Mam prowizję od sprzedaży.
Wpatrywali się w siebie intensywnie przez dobrych kilka sekund, a następnie Nora musiała zrozumieć, że nie jest tu przez niego mile widziana, więc pokiwała tylko głową i odeszła, nie oglądając się za siebie.
– Jasna cholera! – warknął Daniel sam do siebie, czym zwrócił uwagę kilku klientów, oglądających modele w pobliżu.
Musiał pogadać z Victorem i to natychmiast. Ale najpierw musiał się napić.

***

Weekend w Palm Springs pozwolił Victorowi zrozumieć, że jest geniuszem. Naprawdę – geniuszem podrywu, guru miłości, Amorem w ciele seksownego Brytyjczyka. Sam siebie zadziwił sprytem i przebiegłością. Może ten cały plan z uwiedzeniem panny Linton nie był wcale tak głupi, jak uważał Daniel, który z nich dwóch zwykle odznaczał się rozsądkiem. Allen był dobrej myśli i miał nadzieję, że uda mu się utrzymać szczęśliwą passę, bo tak się złożyło, że był pewny, iż Bri powoli się w nim zakochuje.
Kiedy zaproponowała wspólny weekend był nieco podenerwowany. Nie chciał przyspieszać spraw; z dziewczyną taką jak ona trzeba było obchodzić się ostrożnie. Jednak już po kilku spędzonych z nią godzinach musiał stwierdzić, że jest ona zwyczajną dziewczyną, z którą można pogadać, a nie rozpieszczoną lalunią z dobrego domu. Co prawda, miała lekkiego świra na punkcie ekologii, ale był pewien, że gdyby sam nie dał jej do zrozumienia, że jest wegetarianinem udzielającym się charytatywnie, pewnie nie wspominałaby o tym tak często.
Siedzieli w pokoju luksusowego hotelu, rozkoszując się swoim towarzystwem, czerwonym winem i widokiem za oknem. Rozmawiali o różnych rzeczach – o życiu, rodzinie, karierze. Victor ze zdziwieniem stwierdził, że dobrze czuje się w jej towarzystwie i było to całkiem przyjemne.
– Wciąż mówię o sobie – stwierdziła Bri, odstawiając kieliszek z winem na stolik do kawy i spoglądając wyczekująco na Victora. – Na pewno zanudzam cię na śmierć. Powiedz coś o sobie. Jaka jest twoja historia?
– Nigdy byś mnie nie znudziła – powiedział, uśmiechając się zalotnie. – A ja nie mam żadnej fascynującej historii życiowej.
– Każdy ma taką, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Proszę, chcę cię lepiej poznać. – Brianna uśmiechnęła się słodko i podparła brodę na rękach, dając mu do zrozumienia, że czeka na opowieść.
Westchnął ciężko i obrócił w dłoniach kieliszek z winem. Nie miał żadnej łzawej historyjki, którą mógłby ją uraczyć. Wspomnienie o suczce, którą musiał oddać, bo jego ojciec jej nie lubił było jego własne, ale też niewystarczająco wzruszające. Musiał wytoczyć ciężką artylerię jeśli chciał poruszyć Briannę. Nie wiedzieć czemu, przed oczami stanął mu najlepszy przyjaciel i pomyślał, że to dopiero jest scenariusz na wymyślony życiorys.
Nim się spostrzegł, zaczął opowiadać, a brzmiał tak przekonująco, że gdyby nie znał prawdy, pewnie sam uwierzyłby w to, co mówi. Przeszłość Daniela przemienił na swoją, z drobnymi tylko różnicami, jak na przykład fakt, że pochodzi ze Stanów. No i był jedynakiem. Czuł się trochę dziwnie opowiadając intymną historię przyjaciela, prawie tak jakby go zdradzał. Nie miał pojęcia jak to musiało być dla niego, kiedy w wieku dziesięciu lat był zmuszony zaopiekować się chorą, ciężarną matką, kiedy jego ojciec dał dyla, bo przerosła go sytuacja. Brianna najwyraźniej również była pod wrażeniem, co wywnioskował z cichych westchnień i niemych okrzyków współczucia, które z siebie wydawała, kiedy mówił.
– ... więc kiedy mama zmarła zamieszkałem z moim przyjacielem i jego rodziną. Jego babcia zawsze była dla mnie taka dobra... Jestem prawdziwym szczęściarzem, że ich mam – zakończył swoją szopkę Victor, spoglądając w dal i wpatrując się w jakiś tylko dla niego widzialny punkt, co dało całkiem niezły efekt ogólny.
– Mój Boże – wyjąkała Brianna, zasłaniając sobie usta ręką, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. – A ja paplam o moich siostrach, bracie i wiecznie kłócących się rodzicach. Jaka ja jestem głupia!
– Nie jesteś głupia, Bri. Nie mów tak. – Victor uśmiechnął się smutno, choć w myślał tańczył kankana – to było mistrzostwo, nawet jak na niego.
– Ja po prostu nie wiedziałam...
– Nie lubię o tym mówić. Nie ma sensu rozpamiętywanie przeszłości. Trzeba żyć tu i teraz.
Zanim zdążył coś więcej powiedzieć, Brianna przylgnęła do niego ustami, całując go namiętnie i pospiesznie chwytają za guziki koszuli. Ledwo mógł zaczerpnąć powietrza. Szczerze mówiąc, trochę go to zirytowało. Nie to, że się tego nie spodziewał – w końcu zaprosiła go na weekend do luksusowego hotelu – ale nie miał ochoty na sex z litości. Sam nie wierząc, że to robi, złapał blondynkę delikatnie za nadgarstki i odsunął od siebie tak, by móc jej spojrzeć w oczy.
– Zrobiłam coś nie tak? – zapytała przestraszona, a on szybko pokręcił głową.
– Nie, nie! Ty jesteś... idealna. Tylko – zawahał się przez chwilę, nie wiedząc co jej powiedzieć. – Nie chcę się spieszyć. Wszystkie moje poprzednie związki nie kończyły się za dobrze głównie przez to, że pospieszałem sprawy. Zdziwiłabyś się, gdybym ci powiedział, ile to spowodowało cierpienia. – Zapomniał wspomnieć, że cierpiały głównie jego byłe. – Naprawdę mi na tobie zależy i nie chcę tego zepsuć.
Brianna wpatrywała się w niego nie odzywając się tak długo, że zaczął wątpić, czy postąpił słusznie. Może trzeba było się z nią przespać, a nie zrażać jej do siebie. Jednak po chwili Bri uśmiechnęła się tak słodko, że aż odetchnął z ulgą.
– Jesteś inny niż wszyscy faceci – stwierdziła, przekrzywiając lekko głową, by lepiej mu się przyjrzeć.
– To dobrze czy źle?
– Zdecydowanie dobrze.
Victor uśmiechnął się półgębkiem, pocałował ją w czoło i przyciągnął do siebie. Nie minęło dużo czas aż zasnęła w jego ramionach, a on nie miał odwagi, by zmienić pozycji w obawie, by jej nie obudzić, choć było mu strasznie niewygodnie. Między innymi dlatego nie spędzał nigdy całej nocy ze swoimi dziewczynami. To było upokarzające – bycie przygniecionym w taki sposób, mrowienie w zesztywniałej ręce, którą szarmancko podkłada się kobiecie niczym poduszkę pod głowę. Zdecydowanie wolałby się wyspać we własnym łóżku.
Dźwięk smsa jeszcze bardziej go rozeźlił. Musiał się nieźle nagimnastykować, żeby odebrać wiadomość od Daniela. Musiało to być coś ważnego, skoro pisał o tej porze.
"Duchy byłych mnie nawiedzają. Wracaj szybko."
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3122
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:29:09 28-02-16    Temat postu:

To moje miejsce Duchy moich byłych? Pamiętam taką komedię romantyczną


Nate życie studenckie jest mniej ekscytujące niż twoje czy nawet moje wyobrażenia poważnie chociaż z drugiej strony stwierdzenie ludzie z którymi studiował nie byli warci jego uwagi sprawia że trochę snob z niego wychodzi i od razu zakłada że wszyscy to snoby z wyższych sfer haha przyganiał kocioł garnkowi bo przecież nie każdy na Stanford nie uwierzę że tak jest nawet w realu pomijając historię tutaj przedstawioną dostaje się dlatego że ma znane nazwisko ok w Stanach już tak jest że dzieci wybierają uczelnię na której studiowali rodzice a wcześniej dziadkowie i tak kilka pokoleń wstecz dlatego Nate nie uogólniaj bo to tak nie ładnie Nate na studiach szczególnie w akademikach ma się współlokatorów niespodzianka

Daniel udowadnia że nie ma nic gorszego niż praca nie sprawiająca stratyfikacji i radości no cóż takie jest życie i wiem że nie można czasami robić tego co się lubi Ależ on ma szczęście nawiedzają go duchy jego byłych. Chyba nie ma nic gorszego niż spotkanie byłego. Serio to taka cholernie niezręczna sytuacja.

Victor jest geniuszem no proszę ależ Amerykę odkrył i nadal uważam że postępuje cholernie nie uczciwie wobec Brii która pewnie się w nim zakocha a może nie a on nie może po prostu pożyczyć od niej tej kasy albo coś w tym stylu. Wiem nie byłby historii ale mi jej tak szkoda że wpadają mi do głowy idiotyczne pomysły chociaż z drugiej strony co ona taka szybka? chociaż z drugiej strony co się dziewczynie dziwić gdybym ja takiego Viktora dorwała w sensie bez tego że chcę naciągnąć mnie na kasę bo zbyt dużo jej nie posiadam
I wiadomość od Daniela biedak zdesperowany w sumie to mu się nie dziwię też bym była

A tak z innej beczki słyszałaś/widziałaś o lekkiej oczywistej sensacji z The Orginals?


Ostatnio zmieniony przez Sobrev dnia 22:47:03 28-02-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:50:59 14-03-16    Temat postu:

Zajrzałam do Twojego opowiadania i powiem Ci że nie żałuje
Historie o niegrzecznych chłopakach przyciągają mnie jak magnes Chociaż w sumie to wcale nie są tacy nie grzeczni mają swoje powody by zachowywać się tak jak sie zachowują. Z każdym rozdziałem czytając dowiadywałam się o nich co raz więcej o tym jacy są , co przeżyli i co nimi kieruje. Ale w sumie tak czy siak Danieel i Victor maja w sobie coś takiego zawadiackiego ehhe coś takiego co przyciąga kobiety i oni doskonalę o tym wiedzą , chociaż z siostrami Linton nie jest już to samo . Tu jednak chłopaczki mają mały problem . One są z innych sfer , z tych wyższych , muszą trochę zmodyfikować swoją teorię podrywu by dobrać się do ich majątków no i rzecz jasna do nich Ale scenki w twoim wykonaniu z udziałem rodzeństwa Lintonów bardzo mi przypadły do gustu Daniel ma siostrę ,dla której jak widać naprawdę potrafi zrobić wiele a nawet wszystko . To by mogła studiować w wymarzonym miejscu staje się jego można powiedzieć priorytetem . Hahah nawet z panią dziekan chciał coś zdziałać ;p Nooo nie ma co się dziwić, w sumie on dla swojej siostry tez jest wszystkim , od zawsze ma tylko jego . Ja coś czuje w kościach , ze pomiędzy Caintlin a Natem na Uniwersytecie coś moze być haha Chociaż jak na razie to raczej nawet sympatia nie ma , rywalizują ze sobą . Dziewczyna dostała trochę po tyłku na zajęciach , gdy to co mówił Nate było poprawne a nie to co mówiła ona . Podłamała się wtedy bardzo , gdyż i profesor i sam on powtarzali jej żeby jeszcze to przemyślała , że się nie nadaje na zawód prawnika. Ale ja w nią wierzę i myślę że sie nadaje :d Sytuacja pomiędzy nią a Jenną myślę że koniec końców utrzyma się może na pozytywnych stosunkach Gorzej gdy tamta sie dowie jak tan naprawdę brat Caintlin dogadał sie z panią dziekan Hhahaha rozbawiła mnie randka Victora i ta ściema z autobusem , że niby on jest taki eko . A nic nie świadoma Bri oczywiście tym zachwycona :d Daniel z Ginny chyba w stosunku do drugiej naszej pary jest trochę w tyle ale ja myśle że to kwestia czasu hahhaa .Jeszcze gdy się z nią zderzył nazwał ją feministką ;d haha już sobie wyobrażam jak to mówił Tak trochę mi żal tych dziewiczych naszych , jak sobie pomyślę ,że chłopaki je skrzywdzą bo chcą tylko tej kasy... ja mam nadzieje że zakochają się w nich na zabój ;d Ja to ogólnie chciała bym również tutaj zaznaczyć że Daniel i Wiktor to prawdziwi przyjaciele. I pokazali to w wielu scenach Jak naprzykład w sytuacji z tym całym Taco , aaa no i swoja drogą to hehe ten Taco też walniety ;D

Ja wiem że to wszystko jest bardzo chaotycznie opisane i wgl bez ładu i składu i na pewno sporo wątków pominęła , aleee jakos nie umiałam naraz objąć wszystkich tych zdarzeń w jednym komentarzu. Starałam sie tak jakoś ogólnie to opisać , ale chyba mi nie wyszło hahahah, ale dodaje to co napisałam bo chcę zebyś wiedziała że czytam i czekam na nowe Tyle sie tam dzieje Na koniec napiszę w jednym zdaniu , że opowiadanie mi się bardzo podoba , i będę je czytać Także czekam na nowy rozdział i teraz już będę dokładniej komentować sytuacje

Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:10:06 22-05-16    Temat postu:

Madziu, przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś tak... no nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz
Oscar Yang ten to zrobił wejście, ledwo się pojawił i już rozwalił system, uwielbiam go i mam przeczucie, że wkrótce on i Nate się zaprzyjaźnią
Daniel, bidulek, po przeczytaniu sceny z nim, pomyślałam sobie "niech go ktoś przytuli" A Vic, ten to się kiedyś poplącze we własnych kłamstwach. Zrobił wrażenie na Bri, ale sam też powoli zaczyna dostrzegać, że nie jest wcale taka, za jaką ją miał. Strach pomyśleć co to będzie, gdy jednak te jego wszystkie kłamstwa wyjdą na jaw.
Przepraszam, że tak bez ładu i składu, jakbym skomentowała od razu po przeczytaniu, to pewnie było bardziej konkretnie i konstruktywnie, a tak to już mi połowa myśli poumykała. No nic, czekam na kolejne rozdziały i obiecuję poprawę
Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:20:39 29-05-16    Temat postu:

Madziu, na początek bardzo Cię przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale byłam pewna, że już dawno to zrobiłam, a jak się okazało jakiś cudem przeoczyłam ten odcinek i do tej pory nie mam pojęcia jak to się stało Mam nadzieję, że mi wybaczysz ten, całkiem spory poślizg czasowy
A co do odcinka - nowy współlokator Nate'a jest po prostu przezabawny i coś mi się wydaje, że Oscar nie tylko zostanie dobrym kumplem młodego Lintona, ale może nawet odrobinę go rozrusza
Muszę się przyznać, że trochę mnie zażyłaś faktem pojawiania się w życiu Danny'ego jego dawnej miłości, z którą raczej nie rozstał się w przyjaźni. Chyba spodziewałam się wszystkiego, ale nie eks i może dlatego, że i bez takich niespodzianek Hunter ma całkiem pokaźną kolekcję problemów. Zastanawia mnie tylko jaką rolę odegra tutaj Nora, no bo przecież nie pojawiała się bez powodu, i w jaki sposób namiesza w życiu Danny'ego
I na koniec Vic... on to sobie kręci bat na tyłek i to tatkich gigantycznych rozmiarów. Cel osiągnął, ale jakim kosztem, strach się bać co to będzie jak te wszystkie jego krętactwa wyjdą na jaw, bo nie dość, że zrani przy tym Bri, to jemu samemu się oberwie rykoszetem, tym bardziej, że jak widać są wyjątki od reguły i mimo iż na Bri jego sztuczki działają, to jest ona jednak inna od poprzednich dziewczyn, które podrywał i to mu przysporzy tylko kłopotów Nie wiem jak on się z tego wykaraska już teraz, a co dopiero za chwil parę jak jeszcze bardziej namota, bo znając jego zdolności, to jestem pewna, że jeszcze narobi bałaganu
Tyle ode mnie, choć nie wiem czy czego nie pominęłam Czekam oczywiście na ciąg dalszy i obiecuję nie zwlekać tyle z komentarzem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:54:18 03-06-16    Temat postu:

Dawno mnie tutaj nie było i bardzo z tego powodu ubolewam, no ale niestety brak czasu robi swoje

Dziękuję Wam za komentarze! :*

Justyna, że też Ci się chciało nadrobić te odcinki! Dziękuję Ci bardzo i postaram się Cię nie zawieść i coś niedługo napisać

Aga i Madzia, dajcie spokój! Ja sama też mam sporo zaległości na forum, w Waszym opowiadaniu również, więc nie macie absolutnie za co przepraszać! Fajnie, że mimo wszystko znalazłyście czas, żeby tu zajrzeć
Postaram się coś niedługo tutaj dodać, ale będzie ciężko, bo sesja się zbliża.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:46:37 03-06-16    Temat postu:

Wiesz, Madzia, u mnie to bardzo prawdopodobne, że to kwestia gapiostwa, albo zwyczajnie tych przeciągów jakie są na forum, że człowiekowi się nie chce tu wchodzić, a co za tym idzie w końcu przeoczy to co go interesuje. Ale mniejsza z tym, ważne, że dotarłam i nie wyobrażam sobie, żeby tego nie czytać, tego możesz być pewna
No tak, teraz gorący czas na studiach, więc wcale się nie dziwię. Ja już mam to za sobą od kilku ładnych lat, ale dobrze pamiętam, jak to było, także powodzenia na sesji, a odcinek kiedy dodasz to dodasz, ja w każdym razie będę na pewno wypatrywać z niecierpliwością


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 16:47:28 03-06-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:17:13 03-06-16    Temat postu:

Mnie też się to zdarza
Nie dziękuję, mam nadzieję, że sesja szybko minie i będę mogła się bez reszty poświęcić pisaniu, bo HB na razie mam tylko jedną scenkę z kolejnego rozdziału napisaną

Sobrev napisał:
A tak z innej beczki słyszałaś/widziałaś o lekkiej oczywistej sensacji z The Orginals?


Zapomniałam skomentować wyżej, wybacz Doma. Jasne, że słyszałam, jak będę miała czas to od razu ruszam z tym sezonem TO. Nie przepuściłabym takiej okazji, żeby się pogapić na Nate'a
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 7 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin