Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Uprowadzona do raju [Levyrroni, Los A, Vondy] - Rozdział 9
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:24:27 19-08-16    Temat postu: Uprowadzona do raju [Levyrroni, Los A, Vondy] - Rozdział 9

*Na specjalną prośbę użytkowniczki Corazon., wstawiam to opowiadanie i tutaj, licząc na komentarze, które są niezwykle motywujące i za które serdecznie dziękuję



Fabuła

Przez pomyłkę trafiła do niewoli i została zmuszona wyjść za człowieka, który nią pomiatał i miał za nic uczucia kobiet, co więcej był obrzydliwie bogatym bigamistą. Ona jednak nie chciała za męża jakiegoś starca, do którego czuła wyłącznie wstręt. Niestety, nie miała innego wyjścia, bo gdy próba ucieczki nie powiodła się, jej „właściciel” postawił jej ultimatum: albo ją zabije, albo ona za niego wyjdzie i co noc będzie spełniała obowiązek małżeński. Chcąc, nie chcąc kobieta wybrała życie, tym samym skazując się na ślub z tym samcem. Podczas ceremonii, niespodziewanie dla niej samej zostaje uprowadzona…

Obsada

Dolores Altamirano "Doli"

Maximo Salvador "Max"

Jorge Pedraza

Marisa Santivaniez "Mari"

Christopher Alvarez "Chris"


Resztę obsady będę dodawać wraz z rozwojem akcji.


Ostatnio zmieniony przez CamilaDarien dnia 14:05:36 05-08-18, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:56:14 19-08-16    Temat postu:

O Boże! doczekałam się! ciesze się bardzo, ze wstawiłaś to opowiadanie. Te początkowe odcinki czytałam po tysiąc razy. Liczę, że wstawisz niedługo kolejne!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:06:27 19-08-16    Temat postu:

Wstawię, wstawię. Tylko najpierw muszę wstawić od pierwszego rozdziału.
Fajnie, że sprawiłam ci radość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:31:45 19-08-16    Temat postu:

Wstawiaj jak najszybciej
Uwielbiam czytać twoje opowiadania!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:33:57 21-08-16    Temat postu:

*Miło mi, że lubisz czytać moje opowiadania, Corazon. Mam jeszcze trzecie jakbyś chciała poczytać

Rozdział 1


Czarna limuzyna wjechała na podjazd tuż przy willi Jorge Pedraza. Owy mężczyzna wysiadł z samochodu i trzasnął drzwiami. Gdyby zrobił to mocniej, prawdopodobnie szyba rozsypałaby się w drobny mak. Był tak wściekły, jak jeszcze chyba nigdy w życiu. Wrócił myślami do zdarzenia sprzed kilkunastu minut.
Jakiś tajemniczy facet o blond włosach porywa sprzed ołtarza jego przyszłą żonę, a on nic nie robi, tylko stoi jak słup soli i przygląda się całemu zajściu. A wszystko dlatego, że bał się gnata, którego miał przystawionego do skroni przez jednego z ludzi blondyna. Gdyby nie to, pewnie nie pozwoliłby sprzątnąć sobie sprzed nosa niezłego kąska.
- k***a! – zaklął głośno i szybkim krokiem ruszył w kierunku wejścia do domu.
Po kilku minutach siedział już wygodnie w swoim fotelu i napawał się widokiem gołych ciał kobiet, namalowanych na ścianach jego salonu, delektując się przy tym smakiem koniaku. Gdy już nacieszył oko, zasnął jak dziecko. Był już tak bardzo nieprzytomny, że nie usłyszał nawet dźwięku tłuczonego szkła…

*****

Obudziła się nad ranem. Ból głowy był nie do zniesienia. Rozejrzała się dookoła i z przerażeniem stwierdziła, że nie ma pojęcia, gdzie w tej chwili się znajduje. Chciała krzyknąć pomocy, ale nie wiedzieć czemu, nie zrobiła tego. Czyżby zaniemówiła?! Cóż… Była taka możliwość. To mogła być jej reakcja na szok, jakiego niewątpliwie doznała, gdy została uprowadzona w dniu własnego ślubu. Fakt, że niechcianego, ale co jeśli jej porywacz okaże się seryjnym zabójcą lub gwałcicielem?! Czy trafiła z deszczu pod rynnę?!
Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi. Gdy w progu stanął dobrze zbudowany blondyn, zerwała się na równe nogi i małymi kroczkami zaczęła cofać się do tyłu, bojąc się konsekwencji tegoż spotkania sam na sam. Mężczyzna nie przypominał jej bowiem żadnego ze znajomych, więc logiczne, że obawiała się stanąć z nim twarzą w twarz.
- Nie bój się. – usłyszała łagodny męski głos. – Nie jestem Twoim wrogiem i nie zamierzam robić Ci krzywdy. – dodał po chwili chłopak i oparł się o ścianę pomieszczenia.
- W takim razie nie bardzo rozumiem… Do czego jestem Panu potrzebna?! – zapytała z pretensją.
- Do niczego. – stwierdził swobodnie jak gdyby nigdy nic i założył ręce na klatce piersiowej. – Jeśli chcesz to możesz iść. Nikt Cię tutaj nie trzyma na siłę. Wiedz jednak, że jeśli Jorge Pedraza Cię znajdzie może zabić, a wtedy ja mogę nie zdążyć zjawić się na czas, by porwać Cię z jego łap.
- Nikt Cię o to nie prosi. Kim Ty w ogóle jesteś, co?! – spytała kobieta, nie kryjąc złości.
- Maximo Salvador. Dla przyjaciół Max. – podszedł do niej i wyciągnął rękę w jej kierunku. Dziewczyna jednak nie odwzajemniła gestu, tylko znowu zaczęła odsuwać się od nieznajomego. Cofała się do momentu, w którym dalsza ucieczka stała się niemożliwa, gdyż przed postawieniem kolejnego kroku zatrzymywała ją ściana.
- Czego ode mnie chcesz człowieku?! – krzyknęła w końcu, nie widząc innego wyjścia.
- Spokojnie. Jeśli nie chcesz, żebym podchodził w porządku, nie będę. Tutaj jesteś bezpieczna Dolores.
Zamarła na usłyszane z jego ust ostatnie słowo. Skąd ten facet znał jej imię?! Nie mogła tego zignorować!
- Nie przypominam sobie, żebym mówiła Ci jak się nazywam!
- Nie musiałaś. Wiem, że Ty mnie nie znasz, ale ja znam Cię bardzo dobrze Doli. – wyjaśnił, zwracając się do niej zdrobniale.
- Doli?! – powtórzyła z ironią. – Nie pozwalam Ci tak się do mnie zwracać, słyszysz?!
- Słyszę, ale nie rozumiem Twojego sprzeciwu i strachu względem mojej osoby. – zrobił znaczną pauzę, po czym mówił dalej. – Powiedziałem Ci już, że nie musisz się mnie obawiać.
- Dlaczego mnie porwałeś sprzed ołtarza? – dziewczyna zadała pytanie już nieco spokojniej.
- Chciałem jedynie, żebyś była bezpieczna, a gdybyś poślubiła tego śmiecia, nie byłabyś szczęśliwa. – wyjaśnił, spuszczając głowę.
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Na czym?
- Na moim bezpieczeństwie.
- A czy to ważne?! Po prostu chciałem Ci pomóc. – odpowiedział, nie chcąc zdradzić prawdziwego powodu swojego zachowania względem niej.
- W dalszym ciągu nie rozumiem, ale dziękuję za uratowanie mi życia. – powiedziała jednym tchem, po czym dodała. – W każdym możliwym znaczeniu tego słowa.
- Nie ma za co. – jego usta drgnęły w lekkim uśmiechu. – A teraz odpocznij. Zajrzę do ciebie później.
Po tych słowach wyszedł, pozostawiając ją z tysiącami wątpliwości, a sam zaczął zastanawiać się jaką Dolores podejmie decyzję. Zostanie z nim czy ucieknie z powrotem tam, gdzie przeżyła koszmar?!
Ona zaś po jego wyjściu biła się z myślami. Kim jest ten przystojniak i czy naprawdę chodziło mu tylko o bezinteresowną pomoc?! A może jego słowa to zwykły blef i za jakiś czas zażąda zapłaty za swój heroiczny czyn?! Nie wiedziała, a im dłużej myślała, tym bardziej się bała. Skąd ją zna?! Tysiące pytań, na które nie znała odpowiedzi. To było nie do zniesienia. Po kilku godzinach zmęczona w końcu zasnęła i sama nie wiedziała czemu, stamtąd nie uciekła…

*****

Tymczasem w innej części miasta przyjaciółka Dolores, Marisa świętowała ze swoim chłopakiem swoje urodziny.
- Martwię się o Doli. – zwróciła się do Chrisa. – Zawsze była ze mną w takim dniu, a od kilku tygodni nie mam z nią kontaktu.
- Marisa skarbie, nie zadręczaj się tym tak. Dolores na pewno chciała odpocząć od szarej codzienności i gdzieś wyjechała. – Christopher próbował uspokoić narzeczoną.
- No nie wiem Chris. Być może masz rację i niepotrzebnie histeryzuję. Tylko jeśli to prawda, to dlaczego się ze mną nie pożegnała?! – zapytała ze smutkiem.
- Może zapomniała. Przecież ostatnio tyle spraw zwaliło jej się na głowę. – mężczyzna próbował znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie, ale sam nie wierzył w to, co mówił.
On również martwił się o przyjaciółkę, ale sądził, że za parę dni wróci i wyjaśni im, dlaczego tak nagle zniknęła.

*****

Maximo tak jak obiecał, wrócił. Zastał Dolores pogrążoną w błogim śnie. Usiadł na podłodze obok łóżka i zaczął wpatrywać się w jej anielską twarz. Spała tak słodko, że nie miał serca jej budzić. Najdelikatniej jak potrafił pogładził jej piękne, czarne włosy i pocałował w czoło. Tak bardzo marzył, by móc kiedyś to zrobić. Dziś jego marzenie spełniło się i w tej chwili był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Kilka minut później wstał i podszedł do szafy, po czym cichutko otworzył ją i wyjął z niej koc. Wrócił do dziewczyny i przykrył ją, żeby nie zmarzła. Nie mógł się oprzeć i ostrożnie położył się obok niej. Zapach jej perfum doprowadzał go do szaleństwa. Ona go nie znała, ale on ją owszem. Na dodatek był w niej zabójczo zakochany, odkąd pamiętał. Dlatego! Dlatego ją porwał!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:31:26 21-08-16    Temat postu:

Pojawił się wreszcie pierwszy odcinek! cudowny po prostu! Max porwał Dolores przed ołtarza, noi dobrze, bo nie musiała wychodzić za tego Jorge.
Max jest taki słodki! normalnie go ubóstwiam! okazuje się, ze zakochał się w Dolores i dlatego ją porwał. Czekam na dalsze odcinki Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:45:35 22-08-16    Temat postu:

Rozdział 2


Otworzyła oczy i z niemym zainteresowaniem zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Minęły zaledwie 24 godziny, odkąd przebywała w tym miejscu. Pochłonięta rozmyśleniami, nawet nie zauważyła, śpiącego obok niej mężczyzny. Dopiero po kilku długich sekundach odwróciła głowę w drugą stronę i w pierwszym odruchu zaczęła krzyczeć jak wariatka, a potem wyskoczyła z łóżka jak oparzona, budząc przy tym blondyna. Ten zaś nie bardzo rozumiejąc zachowania brunetki, przetarł ręką zaspane oczy, po czym najspokojniej w świecie usiadł na łóżku i zapytał:
- Mój widok cię tak przeraził?
- Owszem, ponieważ prawdopodobnie tej nocy wykorzystałeś mnie seksualnie. – wysunęła niemoralne podejrzenia, odsuwając się coraz bardziej od nieznajomego. – Nie powinnam była ci zaufać! – krzyczała.
- Że co proszę?! – zaśmiał się kpiąco i jednocześnie oburzył. – Gdybym cię wykorzystał na pewno bym się do tego przyznał, tak więc nie gadaj głupot, okej?
- W takim razie jak wytłumaczysz, że spaliśmy w jednym łóżku? – zapytała.
- No ty wysnułaś wniosek, że uprawialiśmy seks, a moja wersja jest troszkę inna. – odparł, nie kryjąc rozbawienia. Zbliżył się nieco w jej kierunku.
- Troszkę?! – powtórzyła z ironią. – Czyli jednak coś między nami zaszło, tak?
- A chciałabyś? – zapytał, nachylając się nad nią.
Jego bliskość jak i zapach wody kolońskiej przyprawiły ją o drżenie. Serce zaczęło bić stanowczo za szybko. Nie uszło to uwadze Maxima, że Dolores nagle stała się nerwowa. Miał ochotę się z nią podroczyć, jednak była zbyt wystraszona, tak więc odsunął się na bezpieczną odległość, by nie denerwować jej bardziej. Kobieta odetchnęła z ulgą. Jednak po chwili, niewiadomo jak, mężczyzna znalazł się tuż za plecami brunetki i seksownie wyszeptał jej do ucha:
- Ty drżysz, Dolores.
Miły dreszczyk przebiegł po jej plecach, a serce na nowo zaczęło bić jak szalone.
- Po cholerę mnie tutaj więzisz?! – odezwała się, gdy tylko emocje opadły i udało jej się zapanować nad drżącym głosem.
- Wyjaśnijmy sobie coś. – powiedział, po czym rozsiadł się wygodnie w fotelu. – Po pierwsze do niczego między nami nie doszło. Po drugie nie jesteś przywiązana za nogę do kaloryfera, więc w każdej chwili możesz stąd iść. A po trzecie mówiłem ci już, że nie musisz się mnie obawiać.
- Więc po co położyłeś się obok mnie?
- Chciałem buziaka na dobranoc. – zaczął się z nią droczyć.
Jego żarty coraz bardziej doprowadzały ją do dzikiej furii. Dla niej wcale nie były one śmieszne, a wręcz żałosne. Nadal miała spore wątpliwości, czy powinna mu ufać. Nie znała go, więc zrozumiałe było to, że obawiała się jego osoby. Najbardziej zastanawiało ją jednak, jaki miał cel w jej uprowadzeniu. To wszystko było dziwne, a im dłużej myślała, tym głupsze pomysły wpadały jej do głowy.
- Następnym razem przytul się do pluszowego misia, a mnie omijaj szerokim łukiem. – warknęła.
- Złość piękności szkodzi, ślicznotko. – odparł ze stoickim spokojem, lekko się uśmiechając.
W tym momencie miała ochotę rozwalić mu wazon na głowie, żeby zmądrzał, ale akurat nie miała pod ręką. Maximo, widząc jej strach w oczach, nagle spoważniał. Nie chciał, żeby się go bała. Jego celem było jedynie, by się rozluźniła i mu zaufała. Może trochę źle to rozegrał, ale teraz miał zamiar to naprawić.
- Przepraszam. – powiedział, wstając z fotela. – Nie powinienem był się z Tobą droczyć. Przeszłaś w życiu przez piekło, którego ja nie chcę ci zafundować. Pragnę tylko, żebyś czuła się bezpiecznie. – wyjaśnił. – Błędem z mojej strony był sposób, w jaki chciałem zdobyć Twoje zaufanie. Nie chciałem cię wystraszyć, więc wybacz mi moje nietaktowne poczucie humoru.
Jej wyraz twarzy złagodniał. Spojrzała głęboko w oczy swojemu oprawcy. Skąd tyle o niej wiedział? Mimo iż zapewniał ją, że nie chce zrobić jej krzywdy, ona nadal miała wątpliwości, co do szczerości tych słów.
- Mam trzy warunki, jeśli chcesz, żebym tu została. – odparła z poważną miną.
- Jakie? – zapytał, zamieniając się w słuch.
- Po pierwsze, nigdy więcej nie kładź się obok mnie na łóżku. Po drugie, nie wchodź do tego pokoju bez mojego pozwolenia. Po trzecie, teraz chcę zostać sama. – wymieniła wszystko po kolei i obserwowała jego reakcję.
- Jak sobie życzysz. – ku jej zaskoczeniu, zgodził się. – Odpocznij.
Po chwili już go nie było. Doli nie była pewna, czy dobrze robi, zostając w miejscu, którego nie znała, a w dodatku u boku faceta, który był jej zupełnie obcy. Pochłonięta rozmyśleniami położyła się na łóżku i nim się zorientowała, zasnęła.

*****

Postawiwszy gołe stopy na podłodze, jęknął z bólu. Odłamki szkła powbijały mu się w pięty. Zeszły wieczór, musiał być naprawdę boski, sporo w trakcie jego trwania rozbił butelkę po koniaku i zasnął w fotelu jak małe dziecko. No cóż… Pewnie wyobraził sobie, że te roznegliżowane panienki ze ściany, weszły mu do salonu i zaczęły robić loda. Wnioskując po rozpiętym rozporku, musiało mu się podobać, bo stał mu aż do rana. Odrażający widok. Taki staruch jak Jorge Pedraza, jak na swój wiek, miał strasznie zmasakrowanego członka. Przez jego sypialnie przewinęło się już pewnie z setki tysiące niewiast.
Mężczyzna schował sprzęt do spodni i z wymalowanym na twarzy bólem, zawołał służącą.
- Posprzątaj to, głupia dziwko! – nie krył agresji. – I sprowadź lekarza!
Kobieta, bojąc się swojego Pana, wykonała rozkaz. Później zadzwoniła do szpitala, by przysłali kogoś z ratownictwa medycznego.

*****

Miesiąc później

Marisa od pięciu długich tygodni próbowała skontaktować się z przyjaciółką, ale za każdym razem, gdy wybierała jej numer, odpowiadała jej głucha cisza. No może nie tak zupełnie głucha, bo włączała się automatyczna sekretarka. Kobieta była załamana zniknięciem Dolores, a w głowie miała same czarne wizje.
Nagle usłyszała, że ktoś wkłada klucz do zamka i otwiera drzwi. Najpierw się przestraszyła, ale później przypomniała sobie, że zapasowy komplet kluczy podarowała swojemu chłopakowi. Niedawno postanowili ze sobą zamieszkać na próbę, by sprawdzić, czy na dłuższą metę wytrzymają w swoim towarzystwie.
Szybko zerwała się z miejsca i pobiegła przywitać Chrisa czułym pocałunkiem.
- Witaj, kochanie. – szepnęła mu do ucha, gdy oderwała się od jego ust.
- Cześć, skarbie. – odpowiedział, przytulając ukochaną, której twarz nagle posmutniała. Zauważył to. – Ej, co się dzieje? – zapytał, choć odpowiedź dobrze znał.
- Doli cały czas ma wyłączony telefon. – odparła, odsuwając się od Christophera. – Martwię się, nie wiem, co się stało. – po policzku spłynęła jej jedna samotna łza.
- Kochanie, spokojnie. – mężczyzna usiłował pocieszyć dziewczynę. – Obiecuję, że ją znajdziemy.
- Naprawdę? – spojrzała na ukochanego z nadzieją.
- Oczywiście, że tak. – dłonią otarł mokry policzek Marisy. – I nie płacz, słońce moje. – wysilił się na sztuczny uśmiech. Nie potrafił cieszyć się, kiedy działa się krzywda jego bliskim. Także martwił się o Dolores i dlatego postanowił wynająć prywatnego detektywa.

*****

Mimo iż upłynęło już tak wiele czasu, odkąd przebywała w domu Maxima, nadal czuła się tam niepewnie. Trzymała mężczyznę na dystans i była nieufna w stosunku do niego, mimo wielokrotnych zapewnień, że z jego strony nic jej nie grozi. Nie wychodziła z pokoju, bo nie miała ochoty.
- Jesteś głodna? – usłyszała zza zamkniętych drzwi łagodny głos blondyna.
- Zjadłabym kanapkę z szynką. – odpowiedziała głośno, by jej słowa doszły do mężczyzny.
- Zaraz przyniosę. – odparł. – A chcesz coś do picia?
- Sok pomarańczowy.
Już nie usłyszała odpowiedzi. Blondyn udał się do kuchni i przygotował, o co prosiła brunetka. Po chwili wrócił z pełną tacą. Zanim zapukał, obok talerzyka położył jeszcze czerwoną różę. Co prawda, obawiał się konsekwencji, ale postanowił zaryzykować. Puk, puk...
- Mam zostawić pod drzwiami? – zapytał niepewnie.
- Możesz wejść. – odpowiedziała, nie zastanawiając się nad wypowiedzianymi słowami.
Uśmiechnął się, gdy uzyskał pozwolenie na „widzenie”. Jak w więzieniu – pomyślał. Ale cóż… Miłość wymaga poświęceń. Podniósł z tacy różę i włożył ją sobie w zęby, po czym wszedł do pokoju Doli. Dziewczyna wybuchła śmiechem, gdy go zobaczyła. Chyba pierwszy raz od pobytu w jego skromnych progach. Ucieszył się, bo taki właśnie miał cel. Miała piękny uśmiech, wręcz nie mógł oderwać wzroku. Tak ją kochał, a ona nawet go nie znała. Marzył, by kiedyś ta cudowna kobieta została jego żoną. Na razie jednak musiał zdobyć jej zaufanie, co w gruncie rzeczy było bardzo trudne, zważając na warunki, w jakich przyszło im się spotkać. Ona wtedy go poznała, on zaś był wniebowzięty, mogąc być blisko ukochanej.
- Wyglądasz ślicznie, gdy się uśmiechasz. – powiedział, wyjmując różę z ust. – Powinnaś częściej to robić. – dodał, obdarzając ją tak samo promiennym uśmiechem jak ona jego przez sekundą. Nie ważne czy śmiała się z niego, czy do niego. Najważniejsze było to, że w końcu udało mu się zrobić jakiś postęp w kierunku polepszenia ich relacji.
- Przepraszam, ale rozbawił mnie twój widok. – teraz starała się być już poważna. – Niecodziennie spotyka się faceta z takim poczuciem humoru.
- Ale to wcale nie był żart. – zaśmiał się.
- A co? – drążyła.
- Prezent. – odparł krótko i wręczył dziewczynie kwiatek.
- Dziękuję. – ku jego zdziwieniu po raz kolejny się uśmiechnęła. – Uwielbiam czerwone róże. – wyznała, delektując się jej zapachem.
- Wiem.
Miał wielką ochotę ją pocałować i nigdy więcej nie wypuszczać ze swoich ramion. Wiedział jednak, że na obecną chwilę to niemożliwe. Odwrócił wzrok, by nie prowokować własnych myśli.
- Skąd wiesz? – zapytała zaskoczona.
- Wiem o Tobie więcej, niż sobie wyobrażasz, kochanie. – zapomniał się i nazwał ją swoim kochaniem. – To znaczy, Dolores. – szybko się poprawił.
- Jesteś… – zaczęła, lecz nie skończyła, bo w tym momencie oboje usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć. – odparł, kierując się do wyjścia z pokoju. – Później dokończymy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:43:03 22-08-16    Temat postu:

Rozdział przeczytany jeszcze raz, ale ja mogę czytać odcinki twojego opka po tysiąc razy <3 zabawna sytuacja na początku wynikła. Dolores myślała, ze Max ja wykorzystał Jego zachowanie jest takie słodkie! <3 uwielbiam go! Max zaczyna podobać się Dolores. Postanawia jednak u niego zostać, bo nie chce się dostać w łapy Jorge. Z tą różą to normalnie mnie powalił! szkoda, ze im przeszkodzili. Czekam na kolejny <3

Ostatnio zmieniony przez Corazon. dnia 19:43:55 22-08-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:15:27 23-08-16    Temat postu:

*Dziękuję za koma

Rozdział 3


Otworzył drzwi i zobaczył w nich czerwonowłosą kobietę ubraną na czarno. Płakała. Chwilę później jego wzrok spoczął na torbie podróżnej, leżącej tuż przy jej nogach. Spojrzał na jej twarz, miała rozmazany makijaż, a łzy jak potok spływały po policzkach.
- Veronic? - zapytał z niedowierzaniem, obserwując reakcję dziewczyny.
W odpowiedzi zamiast usłyszeć jej głos, poczuł, że ona wtula się w jego pierś. Odruchowo przygarnął ją ramieniem i mocno przytulił. Gdy już odsunęli się od siebie, Maximo zapytał:
- Co tutaj robisz? I dlaczego płaczesz?
- Mój mąż... - zaczęła, krztusząc się już od płaczu. - Zginął wczoraj w katastrofie lotniczej. - dokończyła, rzucając się z rozpaczy na ziemię.
- Veronic! - krzyknął i natychmiast złapał ją, nim jeszcze zdążyła całkiem upaść. Po chwili zorientował się, że zemdlała. - Cholera! - zaklął pod nosem, biorąc czerwonowłosą na ręce i wnosząc ją do domu.
Gdy już położył kobietę na kanapie, wrócił się jeszcze po jej torbę, która została na zewnątrz.

*****

Siedział za biurkiem z nogami na blacie, popijając swój ulubiony trunek, czyli whiskey. Już od dobrych kilku godzin czekał na telefon od tego fajtłapy, któremu zlecił odnalezienie Dolores. Nagle usłyszał piosenkę Daddy Yankee - Pose. Łapczywie pochwycił komórkę w swoje ohydne łapska i nacisnął zieloną słuchawkę.
- Nareszcie! – krzyknął. – Dowiedziałeś się czegoś?!
- Przykro mi szefie, ale ten cały Maximo to sprytniejsza bestia niż myśleliśmy. Dobrze ją ukrył i nawet gdybym chciał…
- Coś Ty k***a powiedział?! – przerwał mu Jorge. Był totalnie wkurwiony. – Za co ja Ci płacę, baranie?!
Mężczyzna nie zdążył odpowiedzieć, bo starzec rozłączył się i z niewyobrażalną siłą cisnął telefonem o ścianę.

*****

Po rozmowie z wynajętym detektywem, Chris udał się do domu. Niestety, był zmuszony wracać na piechotę, gdyż jacyś gówniarze zakosili mu jedną oponę i jak na złość nie miał w bagażniku zapasowej. Deko się wkurzył, ale nie miał innego wyjścia, więc chcąc nie chcąc, musiał zasuwać z buta. Nie uśmiechało mu się to zbytnio, bo mieszkał jakieś dwadzieścia przecznic dalej, no ale mówi się trudno. Zeszło mu się ponad trzy godziny, zanim dotarł do celu. To pewnie dlatego, że całą drogę szedł żółwim krokiem, jednak mimo wszystko i tak się zmęczył.
- Kochanie, jesteś?! – zawołał zdyszany, gdy tylko przekroczył próg wspólnego mieszkania.
- Tak! Chodź do kuchni, skarbie! – krzyknęła Marisa tak głośno, by chłopak ją usłyszał. – I jak poszło? – zapytała, kiedy Christopher stanął w drzwiach.
- Chyba dobrze. – odparł krótko. – Nakreśliłem facetowi całą sytuację i powiedział, że zrobi wszystko co w jego mocy, by ją odnaleźć. – dodał po chwili.
- Mam nadzieję, że dotrzyma danego słowa. – rzekła Mari, lekko się uśmiechając.
- Prosił o zdjęcie Dolores, jednak z tych nerwów nie pomyślałem nawet, by jakieś ze sobą zabrać.
Wtedy Marisa wstała z krzesła, na którym siedziała i podeszła do regału. Z jednej z półek wzięła do swoich rąk album, po czym otworzyła go na pierwszej lepszej stronie. Wyjęła z niego fotkę przyjaciółki. Była na niej taka radosna. Na samo wspomnienie kobiecie spłynęła po policzku łza.
- Proszę. – dziewczyna podała narzeczonemu owe zdjęcie. – Zawieś go jutro do biura detektywistycznego.
- Z tym może być problem. – Chris zrobił dziwną minę. – Ukradli mi koło z samochodu i musiałem wracać pieszo.
- Co?! – oburzyła się. – Byłeś z tym na policji?!
- Nie miałem do tego głowy. – powiedział na odczepnego. – Jutro wszystko załatwię, a teraz wybacz, ale jestem zmęczony, więc pójdę się położyć. – po tych słowach pocałował ją czule w usta. Odruchowo zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, jego już nie było.

*****

Wszedł do pokoju i zobaczył, że brunetka stoi przy oknie tyłem do niego. Nawet nie drgnęła, gdy blondyn zatrzasnął za sobą drzwi.
- Przyniosłem ci czyste ubranie. – odezwał się. – Powinniśmy dokończyć rozmowę.
Dopiero wtedy kobieta momentalnie odwróciła się i zmierzyła go lodowatym spojrzeniem.
- Świetnie! – rzekła, po czym wyrwała od niego garderobę, którą trzymał w dłoniach, ignorując jego ostatnie słowa.
- Co cię ugryzło? – zapytał, lecz nie odpowiedziała. – Pytałem o coś. – powtórzył ostrzej.
- Nic! – burknęła. – Wyjdź, chcę się przebrać i wypierdalam stąd!
Te słowa zmroziły go od środka. Nie rozumiał jej zachowania, a tym bardziej nie wiedział, co skłoniło ją do tego, by po tak długim pobycie w jego domu, teraz tak po prostu chciała odejść. Nie mógł jej na to pozwolić.
- Zwariowałaś?! Chcesz wpaść w ręce tego bydlaka?!
- Nie! Ale Tobie także nie ufam! Nie znam cię i nie mam gwarancji, że tutaj jestem bezpieczna! – wrzasnęła na całe gardło prosto mu w twarz.
- Przecież dałem ci słowo. – zaczął. – Jesteś tu już od ponad miesiąca i ani razu cię nie skrzywdziłem, nie zrobiłem ani nie powiedziałem nic złego w stosunku do twojej osoby, a Ty nadal mi nie ufasz. – ni to zapytał, ni stwierdził zdziwiony.
- Owszem, nie skrzywdziłeś mnie. – na chwilę zamilkła. – Jednak właśnie złamałeś jedną z zasad, bo wszedłeś do tego pokoju bez mojego pozwolenia. – dokończyła zdanie na jednym tchu.
Cholera, jak mógł o tym zapomnieć?! Powrót Veronic i jej kiepski stan psychiczny po śmierci ukochanego sprawił, że Maximo nie potrafił myśleć o niczym innym. Wściekły sam na siebie, walnął się mocno w czoło.
- Masz rację, przepraszam. To się więcej nie powtórzy. – uklęknął przy niej. Był wyraźnie skruszony, co dało się poznać po jego wyrazie twarzy. – Zostań. – poprosił.
- Przykro mi, ale już podjęłam decyzję. – odpowiedziała oschle i wyrzuciła go za drzwi.
Dlaczego tak go potraktowała? Ze strachu. Bała się. Cholernie bała się dopuścić do siebie myśl, że zaczyna mu ufać, a co najbardziej ją przerażało, że zaczyna coś do niego czuć. Nie chciała po raz kolejny wpaść w takie samo piekło, które zafundował jej Jorge Pedraza. I choć Maximo klął się na Boga, że nie zamierza robić jej krzywdy, ona mimo wszystko miała wątpliwości, co do szczerości tych słów. Z jednej strony jakaś niezdefiniowana siła pchała ją w jego silne ramiona, inna zaś odpychała, krzycząc: „Uciekaj!”. Posłuchała tej drugiej. Zresztą była jeszcze jedna rzecz… A właściwie czułe słówko, które tego dnia usłyszała z jego ust. „Kochanie”. Być może czegoś od niej oczekiwał?! Czyżby tym zasugerował jej, że żąda upojnego seksu?! Niedoczekanie! Próbowała o tym nie myśleć, jednak bez skutku.
Szybko się przebrała. Ubranie było dość ładne, zastanawiało ją tylko skąd mężczyzna miał damskie ciuchy. Nie warto było tego rozkminiać. Niemal niezauważalnie wyszła z domu, wprost pod nadjeżdżający samochód...

*****

Miał ochotę dostać od kogoś po ryju. Poczuł się jak zwykły śmieć, gdy wypchnęła go do holu i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, zamykając je na klucz. Popełnił błąd, wchodząc do jej pokoju bez pukania, ale czy to powód, by od razu od niego uciekać?! Jak od jakiegoś bezlitosnego bandziora?! Nie mógł pozwolić, by znowu wpadła w piekło, z którego niedawno sam ją wyciągnął.
Nagle usłyszał płacz Veronic. Zamiast więc pójść ponownie porozmawiać z Dolores, pobiegł do salonu. Rozmowę z ukochaną przełożył na później, licząc, że zdąży, zanim dziewczyna odejdzie na dobre.
- Vera, ocknęłaś się. – usta mężczyzny drgnęły w delikatnym uśmiechu. – Już myślałem, że będę musiał cię cucić.
- Nie ma takiej potrzeby. – wyłkała przez łzy kobieta.
- Jak doszło do tej tragedii? – zapytał, głaszcząc ją po głowie i równocześnie przytulając do swojej piersi. – Ciii… Już dobrze, zajmę się Tobą. – dodał, słysząc, że tym pytaniem tylko pogorszył sytuację. Rzecz jasna, odpowiedzi nie uzyskał.
- Leciał w sprawach służbowych do Mediolanu. – dopiero po chwili odpowiedziała. – Prawdopodobnie ktoś wcześniej uszkodził silnik samolotu. – znowu wybuchła niepohamowanym płaczem.
Nie miał już odwagi ani tym bardziej siły, by ją uspokajać. Pozwolił się jej wypłakać, a gdy emocje nieco opadły, powiedział:
- Zostawię cię na chwilę samą, bo muszę poważnie porozmawiać z kimś równie ważnym jak Ty.
Po tych słowach odszedł w kierunku jednego z pokoi.

*****

Zastanawiała się, kto gościł w domu Maxima, że do tej pory owy gość nie wyszedł i się nie przywitał. Nie wiedziała, ale przynajmniej zajęła myśli czymś innym, niż tylko tą tragiczną śmiercią ukochanego męża. Jednak nie na długo, bo po chwili znowu z jej oczu popłynęły łzy. Trwało to krótko, bo nagle usłyszała rozpaczliwy krzyk Maxa i w pośpiechu zerwała się z kanapy, by do niego pobiec i zapytać, co się stało. Kiedy stanęła na progu pokoju, zobaczyła, że mężczyzna leży jak długi na podłodze, kurczowo ściskając w dłoniach kawałek materiału ślubnej sukienki. Jego oczy błysnęły, gdy zapaliła światło. Role się odwróciły. Teraz to on płakał jak małe dziecko, a ona w żaden możliwy sposób nie potrafiła mu pomóc.

*****

Jorge chodził po swoim gabinecie w te i z powrotem, czekając na jakiekolwiek wieści. Miał nadzieję, że jego ludzie lada dzień odnajdą Dolores, a wtedy… W swoim chorym umyśle już układał plan na ukaranie brunetki. Fakt, sama mu nie uciekła, bo pomógł jej w tym ten szczur, ale karę ponieść musiała.
- Halo? – odebrał telefon, który właśnie w tej chwili zadzwonił.
- Mamy ją, szefie! – usłyszał.
Te słowa były balsamem dla uszu starca. Nie spodziewał się, że tak szybko nastąpi sprawiedliwość. Ci durnie chyba wreszcie zrozumieli, że to pilna sprawa i ruszyli swoje śmierdzące tyłki, by wykonać rozkaz. Ponoć miało być trudno ją znaleźć, a okazuje się, że poszło jak po maśle. Świetnie! Zaśmiał się szyderczo.
- Zaraz przywleczemy ją do Pana na klęczkach, szefie. Jest tylko trochę poturbowana, stawiała się suka! – usłyszał jeszcze, zanim się rozłączył.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:28:50 26-08-16    Temat postu:

Rozdział świetny, tak jak poprzedni.
Jorge Pedraza, nie znoszę go po prostu. Dobrze, ze nie może odnaleźć Dolores. Maximo dobrze ją chroni i nie pozwoli jej skrzywdzić.
Marisa i Christopher martwia się o Dolores i chcą ją odnaleźć. Chrisowi ukradli samochód.
Nie rozumiem dlaczego Dolores nagle zaczęła tak traktować Maxa? jej zachowanie mnie zaskoczyło. Chcę odejść, choć wie, że Jorge Pedraza może ją złapać. Powinna zaufać Maxowi. On chcę ja tylko chronić przed nim.
Zrobiła awanturę o to, ze wszedł bez pukania. Ja na początku nie wiedziałam o co jej chodzi, ale żeby kłócić się z takiego błahego powodu. Powinna już mu zaufać. Źle go potraktowała. Max mimo to ją przeprasza. Dolores chce odejść, ale nie dlatego, ze Max wszedł bez pytania do pokoju, ale dlatego, ze zaczyna coś do niego czuć. O nie! mam nadzieje, ze ten wypadek nie będzie poważny i nic się nie stanie Dolores.

Ludzie Jorge Pedrazy znaleźli Dolores, ale to raczej nie ona skoro jest w szpitalu. Ciekawe kogo tak naprawdę złapali.

Czekam jak najszybciej na kolejny rozdział! <3 Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:35:56 30-08-16    Temat postu:

*Dzięki za koma

Rozdział 4


Podeszła do niego i przykucnęła tuż obok jego umięśnionego ciała. Otarła dłonią jego łzy, które ciurkiem spływały mu po policzkach.
- Co się stało?
- Odeszła... – wyłkał, ciągle płacząc.
- Kto? – zapytała, nie rozumiejąc.
- Moja jedyna i największa miłość. – powiedział, wstając powoli z podłogi. Chcąc, nie chcąc, musiał wziąć się w garść, choć nadal był w kiepskim stanie psychicznym. – Moja słodka Dolores. – dodał, ocierając kolejne łzy.
Veronic, na dźwięk imienia ukochanej brata, poderwała się na równe nogi. Tego właśnie najbardziej się obawiała w drodze do Meksyku, że ON nadal kocha tamtą kobietę. Nie mogła pozwolić, by Maximo związał się z córką jej byłego, nieżyjącego już kochanka, a zarazem wroga. Trzeba było też przyznać, że niezła z niej aktorka. Świetnie odegrała scenkę zrozpaczonej wdowy, która niedawno straciła męża w tragedii lotniczej. W rzeczywistości wcale nie tęskniła ani nie opłakiwała Martina. Zależało jej jedynie, by wziąć brata na litość, a tym samym wkraść się w jego łaski i zniszczyć mu życie. Taki był plan od samego początku. Śmierć jej partnera tylko przyspieszyła całą akcję.
- Daj sobie z nią spokój, Max. – odezwała się, a wypowiedziane słowa zabrzmiały jak rozkaz.

*****

Brutalnie ścisnął palcami jej opuchniętą szczękę i zachrypniętym głosem wyszeptał do ucha:
- Znowu się spotykamy, droga Dolores. – Jorge był wyraźnie podniecony. – A teraz zapamiętaj sobie raz na zawsze, że należysz tylko do mnie i nikt inny nie ma do Ciebie prawa, landryneczko.
Po tych słowach wyciągnął ze spodni swój sprzęt i kazał dziewczynie ssać. W ramach zachęty polizał jeszcze koniuszkiem języka jej policzek. Na owy czyn brunetka wzdrygnęła się i ze wszystkich sił, na które w danym momencie było ją stać, wyrwała się z silnego uścisku swojego oprawcy i odepchnęła go. W efekcie końcowym starzec wpadł na ścianę, na co kobieta zaśmiała się głośno, a zarazem cynicznie.
- Nie jestem Dolores, głupi kutasie! – wykrzyczała mu prosto w twarz.

*****

- Co?! Życie się znudziło?! – jak przez mgłę usłyszała czyjś podniesiony, męski głos. – Uważaj jak chodzisz, paniusiu! – krzyczał zdenerwowany kierowca, pod którego koła samochodu wpadła młoda dziewczyna.
Mężczyzna myślał, że nic się jej nie stało, ale mimo to wysiadł z wozu, by sprawdzić, czy aby na pewno wszystko z nią w porządku. Dopiero wtedy zorientował się, że noga brunetki krwawi.
- Jezu, nic Pani nie jest? – zapytał, nie wiedząc jak zareagować. – Może zawieźć Panią do szpitala?
- Nie trzeba. – odparła szybko, po czym spróbowała wstać, wspierając się na jednej ręce. – Aaaaaa! – jęknęła nagle i ponownie upadła na gorący od słońca beton.
- Proszę uważać! – krzyknął mężczyzna i momentalnie znalazł się tuż obok Dolores. – Ma Pani stłuczone kolano, a ręka pewnie jest złamana. – wystawił diagnozę, jakby uważał się za lekarza.
Po tych słowach tajemniczy szatyn wziął czarnowłosą na ręce i zaniósł ją do swojego srebrnego BMW. Co prawda martwił się, że czerwoną cieczą kobieta zabrudzi mu całą tapicerkę, ale w końcu to on sam ją potrącił i teraz musiał ponieść na ten czyn odpowiedzialność.
Z początku stawiała opór i nie chciała pojechać z nieznajomym, bojąc się o swoje bezpieczeństwo, ale gdy Javier pokazał jej obrączkę, ustąpiła. Żonaty facet stanowi mniejsze prawdopodobieństwo, że wywiezie ją gdzieś do lasu i zgwałci na łonie natury. Cień ostrożności jednak zachowała. Nie ufała płci męskiej, odkąd poznała tego lubieżnego samca! Rzecz jasna, mowa o Jorge Pedraza.
Po dotarciu na miejsce, Javier, bo tak miał na imię jej wybawiciel, wniósł dziewczynę do szpitala i posadził ją na jednym z krzeseł w poczekalni, by tam zaczekała na lekarza. Potem jeszcze raz przeprosił za spowodowanie wypadku, życzył szybkiego powrotu do zdrowia, po czym pożegnał się i opuścił budynek.

*****

Siedziała w kuchni przy stole, nerwowo obracając w dłoni papierosa. Choć dawno temu rzuciła to świństwo, teraz musiała zapalić. Czuła, że jak tego nie zrobi, eksploduje. Ten jeden, jedyny raz nie wytrzymała. Stres w życiu i rutyna, a przede wszystkim niewiedza, co dzieje się z jej najlepszą przyjaciółką, zwyciężyły z samokontrolą. Nacisnęła na guzik w zapalniczce i po chwili jej oczom ukazał się żółto-czerwony płomień. Wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana. Potrząsnęła głową, by wyrwać się z amoku i odpaliła peta, tym samym nie do końca świadomie, powracając do nałogu. Gdy Marisa zaciągnęła się miętowym smakiem papierosa, całe pomieszczenie wypełnił dym nikotynowy. Słysząc szelest klucza w zamku, szybko zgasiła fajkę w popielniczce, a jej zawartość wyrzuciła przez balkon, by ukryć przed narzeczonym, że paliła.
- Co tu tak śmierdzi? – zapytał Chris, gdy tylko przekroczył próg mieszkania.
Cholera, zapomniałam, że zapachu szlugów nie da się zlikwidować. – pomyślała Mari, ciężko wzdychając.
- Sąsiadka była na kawie. – skłamała, nie wiedząc, co innego wymyślić na swoje usprawiedliwienie. Brunet nie lubił bowiem, gdy blondynka jarała blanty.
- Powiedziałaś to tak, że zabrzmiało jakby ta kobieta się nie myła. – odpowiedział, śmiejąc się cicho pod nosem. – Zapewne chodziło ci o to, że paliła w Twoim towarzystwie. – dodał po chwili milczenia.
- Tak, właśnie to miałam na myśli. – odparła, odwracając wzrok w przeciwną stronę.
- Oj, kochanie... – westchnął zrezygnowany Christopher. – Ile razy Ci mówiłem, że mnie nie da się oszukać?
- No dobra. – blond włosa skapitulowała. – Zapaliłam jednego skręta, ale to wszystko z tych pieprzonych nerwów! – krzyknęła, tracąc cierpliwość, po czym zaczęła płakać.
- Ciiii... – mężczyzna podszedł do dziewczyny i mocno ją przytulił. – Spokojnie, słonko. Dolores lada dzień się znajdzie. Przekazałem już jej zdjęcie detektywowi. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze, skarbie.
Chris ustami otarł łzy ukochanej i czule ją pocałował, wsuwając swój język między jej lekko rozchylone wargi.

*****

Jechała właśnie na spotkanie z Lucasem, gdy zadzwonił jej telefon. Popatrzyła na wyświetlacz, na którym migało imię "Luck". Nacisnęła zieloną słuchawkę i dała na głośno mówiący.
- Mrrr... Witaj, kotku. – przywitała kochanka, mrucząc seksownie w kierunku głośnika.
- Cześć, kocico. – odparł równie czule do słuchawki. – O której będziesz?
- Za niecałe 15 minut. – rzekła, po chwili rozłączając się z mężczyzną.
Będąc już na miejscu, zaparkowała samochód, z którego najpierw wysiadły jej zgrabne nogi, a dopiero później cała reszta. Wcisnęła mały przycisk na pilocie i usłyszała dźwięk zamykanego auta. Stukot jej 7-centymetrowych szpilek rozchodził się echem po ulicy, gdy biegiem przemierzała odległość, dzielącą ją od restauracji, w której czekał na nią Lucas.
- Już jestem. – powiedziała Veronic, zachłannie wpijając się w usta kochanka.
Mężczyzna z dziką pasją odwzajemnił pocałunek. Gdy para już oderwała się od siebie, pierwszy odezwał się on.
- Jak przebiegła śmierć Twojego kochanego mężusia?
- Była piękna. – kobieta uśmiechnęła się chytrze, po czym dodała. – I bez żadnych komplikacji. Wszystko tak jak ustaliliśmy, kochanie.

*****

Wizja, że mogło się jej coś stać, zabijała go od środka. Biegał po ulicach Meksyku, nerwowo rozglądając się wokół. Spojrzał w prawo, gdzie znajdował się sklep z odzieżą używaną, na szybie widniała karteczka z napisem „WYPRZEDAŻ!” i choć w środku widział masę ludzi, wątpił, by była wśród nich jego ukochana. Na lewo dostrzegł stragan z męskimi gaciami, które sprzedawała jakaś starsza pani w moherowym berecie. To raczej też nie była jego słodka Dolores. Chyba, że dla niepoznaki przebrała się za staruszkę. – pomyślał. Szybko jednak odrzucił od siebie tę dziwaczną myśl. W końcu przystanął i jeszcze raz dokładnie rozejrzał się dookoła. Nagle gdzieś w oddali zobaczył, idącą wzdłuż chodnika ciemnowłosą dziewczynę. Na pierwszy rzut oka tyłem wyglądała na deko zagubioną. Maximo na znak ulgi wziął głęboki wdech, a następnie wydech, po czym z radości aż podskoczył do góry.
- Dolores! – zawołał uradowany i podbiegł bliżej, łapiąc brunetkę za ramię.
Kiedy wiatr zwiał z jej twarzy burzę czarnych loków, Max doznał rozczarowania. Uśmiech, który dotąd mu towarzyszył, teraz momentalnie zastąpił go smutek. Owa kobieta nawet w najmniejszym stopniu nie przypominała jego ukochanej. Mężczyzna powoli zaczął tracić nadzieję na odnalezienie Doli, ale nie zamierzał poddać się bez walki. Postanowił sprawdzić jeszcze wszystkie pobliskie szpitale w okolicy.
- Przepraszam. Pomyliłem Panią z kimś. – rzucił na odchodne do kobiety i szybkim krokiem ruszył w tylko sobie znanym kierunku.
Droga dłużyła mu się niemiłosiernie. Te zaledwie piętnaście minut dla niego było wiecznością. Dlatego zaraz kiedy znalazł się tuż przed szklanymi drzwiami szpitala, w pośpiechu niemalże wtargnął do środka, trącając po drodze jedną z pielęgniarek. W recepcji zdyszanym głosem zapytał, czy przypadkiem nie przywieziono do nich tego dnia pięknej dziewczyny, która nazywa się Dolores Altamirano. Dokładnie opisał jej wygląd, a gdy skończył, recepcjonistka powiedziała, że nikogo takiego tutaj nie widziała. Wtedy Maximo coś sobie przypomniał. Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął z nich portfel, a z niego zdjęcie ukochanej. Podał go owej szczupłej blondynce, siedzącej za ladą przy biurku. Niechętnie spojrzała na fotografię i dopiero teraz łaskawie ją olśniło.
- A tak, owszem była tutaj taka. Przyjechała z jakimś panem, który potem sobie poszedł i zostawił ją samą w poczekalni. Lekarz przyjął ją jakąś godzinę temu. Przepraszam, że nie skojarzyłam od razu, ale mamy tylu pacjentów, że mózg staje w poprzek. Jakby się mnie pan zapytał w tej chwili, ile to jest dwa plus dwa, odpowiedziałabym pewnie, że dziesięć.
Aż się w nim zagotowało, jak usłyszał, że przywiózł ją jakiś facet. Nawet nie obchodził go fakt, że recepcjonistka nie umiała liczyć. Miał tylko ochotę natychmiast dowiedzieć się, kim był ten kutas, a potem obić mu ryja. To jednak mogło zaczekać, bo najpierw musiał sprawdzić czy z Doli wszystko w porządku, czy jest cała i zdrowa. W tym momencie najważniejsza była ONA!
- Co się stało? Jak ona się czuje? – zapytał blondyn, z nerwów łapiąc się za głowę.
- A jest Pan kimś z rodziny pacjentki? – nagle do jego uszu doszedł zupełnie obcy mu głos. Była to pielęgniarka, którą kilka sekund temu staranował na korytarzu i pytanie, którego obawiał się najbardziej.
- Tak, jestem jej narzeczonym. – skłamał. Wiedział, że niczego się nie dowie, mówiąc prawdę.
- A więc Pańska narzeczona wskutek potrącenia przez samochód osobowy ma złamaną rękę i lekko stłuczone kolano. Została zatrzymana w celu zrobienia dokładniejszych badań. Więcej powie Panu lekarz prowadzący. Proszę wjechać windą na czwarte piętro i udać się do pokoju lekarskiego. Panna Dolores leży w sali numer 150.
- Dziękuję. – odparł krótko i już po chwili zniknął w głębi korytarza.
Pojechał windą na wskazane przez pielęgniarkę piętro. Wzrokiem błądził po drzwiach sal szpitalnych, szukając odpowiedniego numerka. 147, 148, 149, 150… Nareszcie! Wbiegł do pomieszczenia niczym torpeda i usiadł na łóżku obok brunetki, która spoglądała na niego z przerażeniem w oczach. Ujął jej drobną, przestraszoną twarz w swoje silne, męskie dłonie i delikatnie pogładził jej gładką skórę. Ze łzami, które spływały po jego policzkach i z drżącym głosem, powtarzał słowa:
- Jak mogłaś mnie tak wystraszyć? Jak mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić? Tak cholernie się o Ciebie bałem, kochanie. Jak mogłaś ode mnie uciec? Myślałem, że serce mi pęknie, najdroższa. Nigdy więcej tego nie rób, błagam, bo umrę. Słyszysz, skarbie?
Po tych słowach ich spojrzenia spotkały się. Serca obojga stanęły, gdy Maximo swoimi ustami dotknął wilgotnych warg Dolores i zatopił w nich swój język.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 7:12:09 31-08-16    Temat postu:

Szkoda mi Maxa, tak cierpi po odejściu Doli widać, ze ją kocha naprawdę. Veronic jest okropna.Jorge Pedraza złapał Dolores, ale to najwyraźniej nie jest ona, skoro jest z Maxem. Ciekawe co to za dziewczyna. Doli wpadła pod samochód, ale chyba nic poważnego jej się nie stało. Dobrze, że zawiózł ją do szpitala. Marissa bardzo martwi się o Doli, w końcu to jej przyjaciółka. Dobrze, ze Chris się jakoś trzyma.
Veronic przyjechała do kochanka. Cieszy się razem z nim ze śmierci swojego męża, ale ona ma podły charakterek.
Max szuka Doli po całym mieście, ale nie może jej nigdzie znaleźć. Widzi ją w każdej kobiecie. Rozpaczliwe jej szuka. Nareszcie pojechał do szpitala, ale miał przeczucie, żeby tam przyjechać. Na szczęście ją znalazł. <3 Okłamał pielęgniarkę, ale czego się nie robi z miłości końcówka najlepsza <3 pocałunek Dolores i Maxa <3
Piękny odcinek czekam na następny <3


Ostatnio zmieniony przez Corazon. dnia 7:13:28 31-08-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:40:10 01-09-16    Temat postu:

*Dzięki za koma i zapraszam na kolejny.

Rozdział 5


Serca obojga na moment stanęły, gdy Maximo swoimi ustami dotknął wilgotnych warg Dolores i zatopił w nich swój język. Zaskoczona dziewczyna niepewnie, ale z czułością odwzajemniła pocałunek. Myślała, że to piękny sen. Nie chciała się obudzić. Poczuła motylki w brzuchu, co wywołało u niej falę rozkosznych dreszczy na całym ciele. Mężczyzna delikatnie pogłębił pieszczotę, by jeszcze przez chwilę nasycić się smakiem słodkich jak czekoladka ust ukochanej kobiety. Wszystko wokół nagle przestało istnieć. Nic nie miało znaczenia. Liczyli się tylko oni i ich nieziemsko czuły, a zarazem namiętny pocałunek.
Nie wiedział, jak długo się całowali, ale chciał, by ta chwila trwała wiecznie. Niestety, jego marzenie okazało się być niemożliwe do spełnienia, bo już po kilku sekundach dziewczyna oderwała się od jego ust i oszołomiona minionym wydarzeniem, wyszeptała:
- Dlaczego?
Milczał. Nie chciał, by poznała prawdę, bo bał się, że ponownie od niego ucieknie. Po prostu przestraszy się uczucia, które on do niej żywi i straci ją bezpowrotnie. Na to nie mógł pozwolić, bo pękłoby mu serce. W prawdzie miłość to nic złego, ale co ma sobie pomyśleć kobieta o mężczyźnie, gdy ten wyznaje, że jest w niej zakochany, a ona tak naprawdę nic o nim nie wie?! W ogóle go nie zna! To było skomplikowane bardziej, niż ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógł sobie wyobrazić. Na obecną chwilę wolał więc zataić owy fakt, by dać jej czas na oswojenie się z sytuacją, w której przyszło jej żyć. A przede wszystkim, by najpierw mu zaufała i pokochała, zanim pozna prawdę. Jeśli by go odtrąciła, nie zniósłby tak potężnego ciosu.
- Odpowiedz. – odezwała się Dolores, by przerwać niezręczną ciszę, która zapanowała.
- Przepraszam, zapomnij o tym. – wydusił w końcu.
- Nieee! – krzyknęła, wyrywając się gwałtownie z jego objęć, w których nadal tkwiła. – Żądam, byś natychmiast wyjaśnił mi zaistniałą sytuację, jeśli tego nie zrobisz, oskarżę cię o napastowanie! – zagroziła, przysuwając się maksymalnie do tylnej ramy łóżka, by nie mógł jej dotknąć.
- Nie bój się mnie, proszę. – wyszeptał błagalnie.
Spojrzała mu w oczy. O dziwo zobaczyła w nich troskę, miłość, a także ból. Nie wiedziała, czy to jej wyobraźnia, czy może raczej prawda. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że powoli zaczynała mu ufać, a co najważniejsze, czuła się coraz swobodniej w jego towarzystwie. Nie znajdowała tylko wytłumaczenia na jedno pytanie. Dlaczego jest jej tak dobrze u boku nieznajomego? Próbowała się przed tym bronić i wmawiać sobie, że jest inaczej, ale to wszystko ze strachu. Bała się. Cholernie bała się komuś zaufać po tym, co spotkało ją ze strony Jorge Pedrazy. Im dłużej wpatrywała się w brązowe tęczówki blondyna, tym bardziej tonęła w jego spojrzeniu. Zaczęła niepewnie zbliżać się w jego kierunku. Robiła to nieświadomie, a gdy się zorientowała, było za późno. Jej dłonie błądziły już po jasnych kosmykach włosów Maxa. Chciała się wycofać, ale serce krzyczało coś innego. Nie odsunęła się od niego, a wręcz przeciwnie, przywarła do niego całym swoim ciałem i trochę wbrew samej sobie wpiła się w jego lekko rozchylone wargi. Nagle poczuła, że naprawdę ma ochotę zostać w jego ramionach na zawsze. Wtedy wyluzowała się jeszcze bardziej i swoim językiem coraz śmielej pieściła podniebienie mężczyzny. Ten początkowo z zaskoczenia odwzajemnił pocałunek, jednak potem zatrzymał rękę brunetki w delikatnym uścisku i odsunął ją od siebie.
- Nie rób tego, Doli. – poprosił stłumionym głosem.

*****

Myślał, że laska robi sobie z niego jaja. Zaczął śmiać się do rozpuku w akcie nagłej, niepohamowanej euforii. Brunetka patrzyła na starca z poirytowaniem. Dopiero po chwili mężczyzna uspokoił się, a jego radość zastąpiła niewyobrażalna wściekłość. Wstąpił w niego prawdziwy demon agresji, w efekcie czego mocno i brutalnie przygwoździł kobietę do ściany. Dziewczyna spróbowała wyrwać się z objęć Jorge, ale mężczyzna był silniejszy.
- Nie bawią mnie tego typu żarty, Dolores. – wysapał mężczyzna, siłując się z zapięciem jej spódnicy. – Spotka cię zatem kara za wygadywanie tych bzdur!
- Zostaw mnie, świnio! – szarpała się. – Mówię prawdę, nazywam się Aida Altamirano i jestem siostrą bliźniaczką Dolores!
- Coś Ty powiedziała, suko?! – wrzasnął, coraz mocniej przyciskając ją do ściany. Po chwili jednak poluzował uścisk. – Niezła próba, ale nie uwierzyłem!
- A szkoda! – krzyknęła, wyrywając z łap starego człowieka kawałek materiału swojego ubrania, które próbował z niej zedrzeć. – Puszczaj mnie, oblechu! Powtarzam jeszcze raz, nie jestem Dolores, do cholery! – to mówiąc, solidnie odcharknęła i splunęła wprost w jego oko.
Wyprowadzony z równowagi mężczyzna w odpowiedzi na owy wybryk kobiety, zamachnął się i wymierzył jej siarczysty policzek. Na skutek zadanego ciosu jej głowa w tempie błyskawicznym przekręciła się w bok. Odruchowo złapała się za piekące lico, ale akurat w tym momencie Pedraza wykręcił jej rękę do tyłu. Syknęła z bólu.
- Lepiej bądź grzeczną dziewczynką i nie kłam, bo nie wyjdzie ci to na dobre, królewno. – wyszeptał jej do ucha, przygryzając przy tym jego płatek.
Dziewczyna zadrżała ze strachu i z całych sił wyrwała się z silnego uścisku swojego oprawcy, po czym uderzyła go kolanem w krocze. Jorge złapał się za przyrodzenie i skulił pod ścianą, wyjąc z przeraźliwego bólu.
- Związać ją! – wydał rozkaz, zwracając się do swoich ludzi, gdy już odzyskał mowę.
Troje dryblasów migiem wykonało polecenie szefa, po czym zaciągnęli ją do podziemi. Na koniec jeszcze ją skopali i zostawili na pastwę losu, leżącą i zakneblowaną na zimnej posadzce w piwnicy.

*****

Siedzieli w restauracji, rozmawiając. A właściwie to knując przeciwko Maxowi i Dolores. Veronic miała plan, jak zniszczyć ich oboje, ale by wcielić go w życie, trzeba było przygotować sobie grunt. Max musiał najpierw połknąć haczyk, a dopiero potem można było przystąpić do działania.
Lukas słuchał uważnie, co mówiła jego wspólniczka, a w międzyczasie notował coś w swoim dzienniku. Kamienny wyraz twarzy kobiety świadczył o tym, że jest w stanie posunąć się do najgorszych podłości i bez skrupułów pozbawić brata sensu życia, a jak wiadomo od dawna, jest nim jego ukochana. Zresztą nie tylko ją miała zamiar mu odebrać, a także dom, pieniądze, firmę, szczęście i wszystko to, czego ona nigdy nie miała. A przynajmniej tak jej się wydawało. Ich rodzice zmarli, kiedy ona chodziła do szóstej klasy podstawówki. Max wówczas był już pełnoletni i po śmierci Carlosa i Andrei, odziedziczył cały majątek, ona nie dostała nic. Nawet głupiej zabawki z dzieciństwa matki czy chociażby ojca. Ale to ją wcale nie zdziwiło, bo dla nich liczył się tylko Maximo, był faworyzowany na każdym kroku i rodzice często stawiali jej brata jako przykład, czego ona nie mogła znieść. W jej oczach dla nich była tylko niesforną łobuziarą, ganiającą non stop po podwórku i bawiącą się z najbardziej niegrzecznymi dziećmi na osiedlu. Tak więc można powiedzieć, że po części wychowała ją ulica. Dokąd sięgała pamięcią, zawsze była na tym drugim miejscu. Max początkowo utrzymywał nastoletnią siostrę właśnie ze spadku, ale z czasem dziewczynka została mu odebrana i wysłana do Domu Dziecka. Sąd uznał, że ten nie opiekuje się nią dostatecznie dobrze, by mogła z nim zostać. W rzeczywistości chłopak bardzo się starał, by nic nie brakowało jego siostrzyczce, ale widać nie na tyle, by dostrzegła to Opieka Społeczna i ona sama. Wiadomo, że pieniądze nie są wieczne i kiedyś się kończą, ale wtedy szedł do pracy, by zarobić. Niestety, w oczach Veronic wyglądało to zupełnie inaczej. Zawsze gdy brat odwiedzał ją w sierocińcu, udawała, że cieszy się na jego widok. Tak naprawdę w duchu modliła się o to, by jak najszybciej sobie poszedł, a jeszcze lepiej, by w drodze powrotnej przytrafił mu się jakiś nieszczęśliwy wypadek, po którym trafi wprost na cmentarz. Życzyła mu rychłej śmierci, bo ubzdurała sobie, że przez niego rodzice się jej wyrzekli. Kiedy pieniądze ze spadku skończyły się, ledwo wiązał koniec z końcem, ale pięć lat później postawił na nogi rodzinną firmę i dorobił się majątku wartego kilkaset tysięcy dolarów. Dlatego teraz, gdy Vera jest już dorosłą kobietą, przysięgła sobie, że podąży po trupach do celu, by tylko zniszczyć jego życiową radość, na którą tak długo czekał i na którą sam sobie zapracował.
- Ej, co jest? – z amoku wyrwał ją głos Lukasa. Nawet nie zauważyła, kiedy zamilkła.
- Przepraszam, zamyśliłam się. – odpowiedziała szybko i wróciła do streszczania swojego planu zemsty.

*****

Jego słowa dochodziły do jej głowy w zwolnionym tempie. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Sądziła, że na to właśnie czekał i marzył o tym od chwili, w której porwał ją sprzed ołtarza. Teraz okazuje się, że gdy ona w końcu odważyła się go pocałować, on ją odpycha. To było coraz dziwniejsze i nie potrafiła zrozumieć jego zachowania. Na dodatek sama zaczęła się wstydzić własnego, bo uświadomiła sobie, co chciała zrobić. Musiała chyba zwariować! Nic nie mówiąc, odsunęła się od niego na bezpieczną odległość i starała się unikać jego spojrzenia.
- Nie chcę, byś później tego żałowała. – wyjaśnił, wymuszając kontakt wzrokowy.
- Czego Ty ode mnie chcesz? – zapytała, zmieniając temat. – Nie znam cię i nie rozumiem, jak to jest możliwe, że Ty znasz mnie i że tak dużo o mnie wiesz.
- Zapytaj spadającej gwiazdy. – odrzekł tajemniczo. – Wrócisz ze mną do domu?
- Do jakiego domu? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – To jest Twój dom, ja jestem tam tylko więźniem.
- Nie, chwileczkę. – zareagował. – Posłuchaj, Dolores. Tysiąc razy Ci powtarzałem, że nie trzymam cię pod kluczem i w każdej chwili możesz sobie pójść.
- I zrobiłam to, ale Ty mnie znalazłeś.
- Owszem, bo bałem się, że znowu trafisz w łapy tego skurwiela i stracę cię na zawsze.
- To nie jest Twoja sprawa. – oburzyła się brunetka.
- Moja, a wiesz dlaczego?
- Dlaczego? – zapytała z czystej ciekawości.
- Bo nie zniósłbym, gdyby coś ci się stało. – powiedział, łapiąc jej twarz w dłonie. Tak bardzo pragnął wyznać jej miłość, ale było na to za wcześnie. – Proszę, zostań ze mną. – w jego oczach błysnęły łzy. – Będę cię chronił, obiecuję.
- Tylko bym wam przeszkadzała. – odparła i zrobiła znaczącą przerwę. – Zdaje się, że przyjechała twoja narzeczona. – dokończyła po chwili.
- O kim mówisz? – zapytał zdezorientowany.
- O tej czerwonowłosej piękności, którą rano widziałam w twoim domu, zanim z niego wyszłam. – odpowiedziała z lekką ironią.
- Aaaa, chodzi Ci o Veronic. – zrozumiał i zaśmiał się cicho. – To moja siostra. – wyjaśnił.
Widać było, że odetchnęła z ulgą, gdy Maximo wypowiedział ostatnie słowa. Była zazdrosna i nie mogła temu zaprzeczyć. Tak naprawdę nie miała zamiaru uciekać, ale gdy rano zobaczyła go razem z tą kobietą, szlag ją trafił. Postanowiła więc się ulotnić, by nie przeszkadzać im w uwijaniu miłosnego gniazdka. Nie chciała być w jego centrum, a tym bardziej stworzyć z nimi uroczego trójkącika.
- I co z tego? – próbowała udawać niewzruszoną. – Nadal ci nie ufam.
- Nie oczekuje tego od Ciebie, bo wiem, że potrzebujesz więcej czasu na oswojenie się z tą sytuacją. – odparł spokojnie, drapiąc się po nosie. – Chcę tylko, żebyś ze mną wróciła.
- Dobrze, zrobię to. – zgodziła się.
- Naprawdę? – mężczyzna nie mógł uwierzyć. – Dziękuję. – uśmiechnął się do niej promiennie.

*****

Była pobita do nieprzytomności. Jej ciało leżało bezwładnie na podłodze, a dookoła krążyło stado szczurów i mysz. Minęło sporo godzin zanim otworzyła oczy. Zrobiła to bardzo powoli, ponieważ jej powieki były ciężkie i nad wyraz spuchnięte. Rozejrzała się po pomieszczeniu i z przerażeniem stwierdziła, że została uwięziona w czterech ścianach. Chciała krzyknąć, ale nagle poczuła opór w postaci taśmy klejącej, która zasłaniała jej usta. Spróbowała się też podnieść, ale bez większego skutku. Sznur mocno zaciśnięty wokół całego jej ciała, skutecznie to uniemożliwiał. Związana i dotkliwie pobita z bezsilności uroniła jedną łzę. Później kolejne aż w końcu rozpłakała się na dobre.

*****

Rano wstała z łóżka i spojrzała na śpiącego narzeczonego. Pocałowała go w policzek, ubrała szlafrok i poszła do kuchni zrobić śniadanie. Otworzyła lodówkę, która okazało się, że była pusta.
- Cholera, z tego ciągłego zamartwiania się o Dolores zapomniałam zrobić zakupy. – westchnęła głośno.
Chcąc, nie chcąc, wróciła do sypialni i podeszła do szafy. Wyjęła z niej biały top na szerokich ramiączkach, do tego szarą kamizelkę i dżinsy biodrówki. Z idealnie dobraną garderobą powędrowała do łazienki i tam się przebrała, a także umalowała. Kiedy była już gotowa do wyjścia, zabrała jeszcze tylko z komody torebkę i portfel. W sklepie kupiła potrzebne produkty i z torbą pełną zakupów wróciła do domu. Tam czekał na nią zmartwiony Chris, gdyż dziewczyna wychodząc, nie zostawiła mu żadnej kartki z wiadomością.
- Kochanie, gdzie byłaś? – zapytał, podchodząc do ukochanej i całując ją w usta.
- W supermarkecie. – odpowiedziała, gdy oderwali się od siebie. – Musiałam zrobić zakupy, bo nic już nie ma w lodówce.
- Wybacz, powinienem o tym pomyśleć. – powiedział, drapiąc się po głowie. – Następnym razem ja pojadę. Właśnie, dlaczego nie wzięłaś samochodu? – spytał zdziwiony. – Wczoraj przecież wymieniłem w nim koło i stoi już przed domem.
- Wiem, ale wolałam się przejść. – odparła. – Spacer dobrze mi zrobił.
- Rozumiem.
Nagle zadzwonił telefon. Christopher wyjął go z kieszeni dresu i spojrzał na wyświetlacz. Mimo że numer był nieznany, odebrał.
- Słucham?
- No wreszcie, stary! – usłyszał po drugiej stronie głos kumpla, z którym nie miał kontaktu od dłuższego czasu. – Myślałem, że zapadłeś się pod ziemię. Gdyby nie Veronic, nie wiedziałbym, że zmieniłeś numer. Zlitowała się nade mną i wyciągnęła wizytówkę od twojego brata.
- Max, miło cię słyszeć. – ucieszył się brunet. – Kopę lat.
- Tak, wiem. – potwierdził wersję kolegi. – Ale teraz nie czas gadać na ten temat. Dzwonię w innej, bardzo ważnej sprawie.
- Co się stało?
- Domyślam się, że Marisa i Ty umieracie z niepokoju o Dolores. – zaczął. – Możecie więc odetchnąć z ulgą, bo wasza przyjaciółka jest cała, zdrowa i bezpieczna.
- Co? Ale jak to? – zdziwił się mężczyzna. – Skąd ty ją znasz i skąd wiesz, że nic jej nie grozi?
- O nic nie pytaj, bo to długa i skomplikowana historia. – odpowiedział. – Posłuchaj, jeśli chcecie się z nią zobaczyć, jest w moim starym domu na obrzeżach miasta. Pamiętasz adres?
- Tak. – odparł krótko zupełnie zaskoczony. – Przyjedziemy najszybciej jak się da. – dodał i rozłączył się.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Corazon.
King kong
King kong


Dołączył: 17 Wrz 2009
Posty: 1332
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:10:34 03-09-16    Temat postu:

Przeczytałam rozdział 5
Ten pocałunek jest wspaniały, rozpływam się czytając początek tego rozdziału

Max nie chce się przyznać przed Dolores, ze ją kocha, bo mógłby ja stracić. Już nie mogę się doczekać kiedy on jej o tym powie. Teraz Doli go pocałowałam. Jestem zaskoczona tym co zrobiła, ale widzę, ze naprawdę coś zaczyna do niego czuć, skoro zdobyła się na taki krok.
Reakcja Maxa bardzo mnie zdziwiła, przecież sam tego chciał, sam ją pierwszy pocałował, a teraz gdy ona zrobiła krok, to on ja odpycha.
Ten Jorge Pedraza naprawdę jest jakiś głupi. Nadal się nie domyślił, ze nie ma do czynienia z prawdziwa Dolores, tylko z jej siostra bliźniaczka, ale z drugiej strony lepiej, ze jej nie złapał tylko jej siostrę.

Kurde ta Veronica działa mi na nerwy. Coś knuje z tym Lukasem, ale mam nadzieje, ze ich plany nie dojdą do skutku. Współczuje Maxowi takiej siostry. No chociaż z drugiej strony może czuć się pokrzywdzona po tym jak potraktowali ja rodzice, ale żeby takie rzeczy robić.
Max jest takie kochany i troskliwy, ale Dolores tego nie rozumie. Powinna zostać z nim. Przy nim będzie bezpieczna, a ten Jorge Pedraza w końcu się domyśli, ze ma do czynienia z jej siostra bliźniaczka.
Teraz mój ulubiony fragment <3
Dolores jest zazdrosna! :d teraz jestem pewna, ze coś do niego czuje.
Reakcja Maximo boska, a Dolores jeszcze lepsza. Doli w końcu się zgodziła zostać u Maxa.
Max zadzwonił do Marisy i Christophera. Wreszcie zobaczą Dolores.

Czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4076
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:33:04 04-09-16    Temat postu:

Rozdział 6


Z nudów leżała na szpitalnym łóżku i bawiła się końcówkami włosów, kiedy blondyn wszedł do sali z wypisem w ręku. Spojrzała na niego pytającym wzrokiem, a on tylko przytaknął jej kiwnięciem głowy, by zrozumiała, że zabiera ją do domu.
- Przyniosę ci jeszcze twoje rzeczy z przechowalni, byś mogła się ubrać. – powiedział, zostawiając dokumenty na szafce obok łóżka i chwilę później zniknął jej z pola widzenia.
Kilka minut później wrócił. I choć nie było go tak krótko, to zdążyła już nawet za nim zatęsknić. Uśmiechnęła się na jego widok, a on podszedł do niej i wręczył jej całą garderobę, którą miała na sobie w dniu wypadku. Oczywiście, wyszedł na korytarz, by dziewczyna mogła się w spokoju przebrać w swoje ciuchy. Korciło go niezmiernie, by podglądnąć ją przez dziurkę od klucza, ale w ostatniej chwili się wycofał. Skarcił się w myślach i cierpliwie czekał za drzwiami, podczas gdy Dolores zaczynała się ubierać. Co prawda, było jej z deka ciężko wykonać tę czynność ze zwichniętą ręką na temblaku, ale jakoś dała radę.
Tymczasem Max zdążył wypić już trzy kawy z automatu i w momencie gdy sięgał po kolejną, zobaczył zmierzającą w jego kierunku czarnowłosą dziewczynę. Utykała trochę na prawą nogę, bo miała stłuczone kolano i do tego bolała ją kostka, dlatego podpierała się o wszystko, co napotkała po drodze. Mężczyzna zrezygnował więc z wypicia czwartej dawki kofeiny, by pomóc ukochanej swobodniej się przemieszczać. Podbiegł do niej w takim tempie, że ani on, ani ona, nie wiedzieli, w jaki sposób znalazł się u jej boku. Bez zbędnych ceregieli pochwycił ją w swoje silne ramiona i na rękach wyniósł ją ze szpitala. Gdy byli już na zewnątrz, wszyscy ludzie wgapiali w nich gały z zachwytem, uśmiechając się dyskretnie pod nosem. Niektórzy jednak patrzyli na nich z nieskrywaną pogardą. Dolores i Max byli tak zajęci sobą, że nie zwracali uwagi na żadne ze spojrzeń przechodniów.
- Mam skręconą rękę, nie nogę. – zaśmiała się w głos, Doli, by przerwać w końcu tę niezręczną ciszę między nimi.
- W środku sprawiałaś dokładnie odwrotne wrażenie, bo wręcz słaniałaś się na tych nogach. – odpowiedział, również się śmiejąc. – Powinnaś więc być mi wdzięczna, że nie zostawiłem cię na pastwę podłogi, która prędzej by cię pochłonęła, zanim doszłabyś o własnych siłach do mojego samochodu.
- Bardzo śmieszne. – brunetka nie mogła przestać się śmiać.
Mężczyzna czuł, że pierwsze lody w ich relacji zostały przełamane, bo Doli zaczęła zachowywać się dużo bardziej swobodnie w jego obecności, niż na samym początku, gdy trafiła pod jego opiekuńcze skrzydła. Zaczęła się uśmiechać, a nawet śmiać, co było naprawdę ogromnym postępem. Cieszył go taki obrót akcji.
Posadził ją z przodu w swoim samochodzie na miejscu pasażera, a sam zasiadł za kierownicą. Oboje zapięli pasy, po czym blondyn przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył, kierując się w stronę obrzeży miasta, gdzie stał jego stary dom.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. – odezwał się, gdy dojeżdżali na miejsce.
- Jaką? – spytała, nie kryjąc ciekawości.
- Zobaczysz. – spojrzał na nią, ale zaraz odwrócił głowę, gdyż musiał patrzyć na drogę, by ich nie pozabijać. – Mówiłem, że to niespodzianka, więc nie mogę powiedzieć, o co chodzi.
Tym zdaniem zakończył dyskusję i dalsza droga minęła im w milczeniu. Jechał ostrożnie, jednocześnie cały czas się uśmiechając. Trochę do niej, trochę do samego siebie. Ona zaś nawet na chwilę nie spuszczała z niego swojego zafascynowanego wzroku, co oczywiście nie uszło jego czujnej uwadze.

*****

Kierując się poszczególnymi wskazówkami GPS-a, przemierzał kolejne kilometry, dzielące ich od miejsca pobytu najlepszej przyjaciółki. Brunet jednak nie mógł skupić się na prowadzeniu samochodu, bo obok niego siedziała szczupła blondynka i zasypywała go milionami pytań, na które on niestety odpowiedzi nie znał. Sam się bowiem zastanawiał, jak to jest możliwe, że Maximo znał Dolores, a on ani Marisa nie mieli o tym bladego pojęcia. A w końcu przyjaźnili się od lat… Cholera, żaden element układanki nie składał mu się w całość. Jedynym więc wyjściem była rozmowa z Maxem, a także Doli, by oboje wyjaśnili im zaistniałą sytuację.
- Chris, nie rozumiem, skąd oni się w ogóle znają? – dziewczyna wciąż ciągnęła narzeczonego za język, mając nadzieję, że ten jednak coś wie na ten temat. – Przecież Dolores na pewno by mi coś powiedziała, nie miałyśmy przed sobą żadnych tajemnic. Szczególnie jeśli chodzi o poznawanie facetów.
- Widocznie tym razem zapomniała cię poinformować o tak istotnym fakcie. – rzekł brunet, cały czas patrząc na jezdnię. – Albo po prostu uznała, że to jej sprawy prywatne i nie będzie ci nimi zawracać głowy. – dodał na jednym tchu.
- O nie, mój kochany! – krzyknęła, że mężczyzna aż podskoczył na siedzeniu. – Doli taka nie jest i kto jak kto, ale Ty wiesz o tym najlepiej, skarbie. Nie raz byłeś świadkiem naszych kobiecych wyznań, już zapomniałeś? – spojrzała na niego pytająco.
- Pamiętam, jednak Dolores jest raczej zamknięta w sobie i to Ty wymuszałaś na niej te wszystkie opowieści, choć ona wcale nie miała ochoty na zwierzenia. – Chris zabrał jedną rękę z kierownicy i zmienił nią bieg.
- Jak możesz tak mówić? – oburzyła się blondynka. – To że chodziłeś z nią do jednej klasy liceum, nie znaczy, że znasz ją lepiej ode mnie.
- Dobra, nieważne. – odparł spokojnie. – Nie chcę się z Tobą kłócić, dlatego zakończmy już tę rozmowę. Wszystkiego dowiemy się na miejscu.
Nic już nie odpowiedziała, tylko posłusznie siedziała cicho, czekając, aż ta męcząca i dłużąca się niemiłosiernie podróż dobiegnie końca. Jednocześnie słuchała muzyki, płynącej z radia, by zagłuszyć natrętne myśli, kłębiące się w jej głowie.

*****

Patrzyła na krzątającego się po kuchni mężczyznę i była pełna podziwu dla jego talentu kulinarnego. Co prawda, jeszcze nie spróbowała niczego, co przyrządził, ale wiedziała, że na pewno jej nie otruje. A właściwie to już kiedyś zrobił jej kanapkę z szynką, ale tego nie można było wliczyć do dań obiadowych. Nie jadła zbyt wiele, odkąd ją porwał. Bała się go, ale najbardziej samej siebie! Bała się, że jeśli mu zaufa, to będzie to najgorszy błąd w jej życiu. Teraz jednak już nie czuła strachu. W jego obecności czas płynął tak szybko, że miała wrażenie, iż znają się od lat. Może jeszcze w pełni mu nie zaufała, ale wiedziała, że niedługo to nastąpi. Podobał jej się, fascynował ją, a co najważniejsze dobrze ją traktował, za co była mu bardzo wdzięczna, zważając na to, że przeżyła traumę przy tym chuju Jorge. Tak się zamyśliła, że nawet nie zauważyła, kiedy blondyn podał do stołu posiłek.
- Smacznego, ślicznotko. – powiedział czule, ściągając fartuszek i odsuwając krzesło dziewczynie.
- To jest ta niespodzianka, tak? – zapytała, siedząc już wygodnie.
- Nie. – odparł krótko. – Niespodzianka zapewne jest już w drodze, a ja by umilić nam ten czas oczekiwań, postanowiłem coś upichcić i zjeść obiad w towarzystwie pięknej kobiety.
- Dobra, dobra. Nie czaruj mnie tutaj, tylko jedz. – powiedziała, trochę się czerwieniąc.
- Spróbuj pierwsza. – zaproponował.
- Jasne, a tam będzie trutka na szczury. – zaśmiała się. – Wolę, byś Ty pierwszy się otruł.
- Co ty mi zarzucasz, ślicznotko? – uśmiechnął się rozbrajająco. – I jeszcze chcesz mnie zabić, no ładnie!
- Aaa, czyli przyznajesz, że zatrułeś tę zupę? – zrobiła poważną minę, choć trudno jej było zachować powagę, bo w duszy się śmiała.
- Do niczego się nie przyznaje. – zaprzeczył i pokazał jej język.
- Ale i tak zjesz to jako pierwszy.
Wstała, obeszła stół dookoła i zdrową ręką złapała jego łyżkę, którą nabrała trochę zupy i próbowała go nakarmić. Jednak on tak wymanewrował, że łyżka znalazła się w jej buzi, zamiast w jego.
- Jesteś niemożliwy! – krzyknęła i zaczęła go ganiać po całym pokoju, bo gdy on się zorientował, co zrobił, wolał od razu uciekać.
Pobiegł do swojego pokoju i ukrył się w szafie, mając nadzieję, że ukochana go tam nie znajdzie. Doli chodziła po wszystkich zakamarkach w domu, szukając go i nawołując. Głupia, myślała, że sam się zdradzi i się odezwie! Gdy wreszcie dotarła do celu i stała plecami do stojącej za nią szafy, pochyliła się, sprawdzając, czy przypadkiem nie schował się pod łóżkiem. Wtedy Maximo uchylił drzwiczki i wyskoczył z mebla wprost na Dolores. Z jej ust wydobył się przeraźliwy pisk, a po chwili oboje turlali się po podłodze. Na szczęście obyło się bez uszkodzenia i tak już skręconej ręki. Ich spojrzenia spotkały się, a usta coraz bardziej przybliżały się do siebie. I gdy dzieliły ich już tylko milimetry od pocałunku, właśnie w tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. Zerwali się jak oparzeni, doprowadzając do ładu swoje fryzury i jednocześnie poprawiając ubranie.
- Wybacz mi, Dolores. Trochę się zapomniałem. – wyszeptał i ruszył w kierunku drzwi wejściowych.

*****

Cały czas płakała. Łamiącym się głosem wzywała pomocy, choć doskonale wiedziała, że stamtąd nikt jej nie usłyszy. Dobrze, że chociaż udało jej się zedrzeć z ust taśmę klejącą, bo teraz miała dostęp do większej ilości wdychanego powietrza. Wokół było ciemno i jak to w każdej piwnicy panowała wilgoć. W dodatku te kraty… Boże, jak w więzieniu! Czuła się tam okropnie. Zaczęła się szamotać, próbując w ten sposób poluzować węzły. Nagle jednak usłyszała czyjeś ciężkie kroki i przestała się rzucać. Mężczyzna otworzył kraty i podszedł do sponiewieranej kobiety, leżącej na ziemi. Zamknęła oczy, udając, że śpi. Czuła na sobie cień, stojącego nad nią człowieka. Trzęsła się z przerażenia, a w duszy przeklinała dzień, w którym odkryła, że ma siostrę bliźniaczkę. To przez nią tutaj była! Przez Dolores, bo to właśnie z nią została ona pomylona! Jorge pochylił się i brutalnie potrząsnął przestraszoną dziewczyną. Nie chciała, by bardziej ją pobił, dlatego gwałtownie otworzyła oczy, z których biła niema prośba o okazanie litości.
- Idziemy na spacer, królewno. – odezwał się zachrypniętym głosem, próbując ją rozwiązać.
- Dokąd? – zapytała ostrożnie.
- Tam gdzie już dawno powinnaś była trafić. Tylko że tym razem mi nie uciekniesz, już ja tego dopilnuję! Nawet ten Twój pożal się Boże obrońca nie zdoła cię uratować przed ślubem ze mną! – wykrzyknął wprost do jej ucha.
- Ale ja nie jestem Dolores. – wyszeptała ostatkiem sił.
Jej słowa spotkały się z natychmiastową reakcją starca, przez którego została spoliczkowana. Zabolało ją jak jasna cholera, ale wolała się już nie odzywać. Chwilę później poczuła ulgę, bo skrępowane dotąd jej ręce, nogi i tłów, teraz były wolne. Postanowiła działać od razu, nie czekając, aż wrócą jej siły. Musiała spróbować ucieczki, po prostu musiała! Jako dziecko ćwiczyła sztuki walki i miała nadzieję, że coś jeszcze z tego pamięta. Jednym sprawnym ruchem przewróciła mężczyznę na zimną posadzkę i trzymając go w żelaznym uścisku, tak by nie mógł się ruszyć, wyjęła spod paska jego spodni giwerę, po czym mocno go związała. Była zaskoczona, że aż tyle siły udało jej się użyć, no ale cóż… Kiedy kobieta jest w niebezpieczeństwie, odzywa się w niej instynkt gangstera.
- Co robisz, idiotko?! Rozwiąż mnie w tej chwili! – krzyczał, ale ona była głucha na jego rozkazy.
Zdała sobie sprawę, że zapomniała zakleić mu mordę, bo jak będzie się tak wydzierał, to zaraz przyleci ktoś z jego ludzi i ona sama narobi sobie przez to kłopotów. Szybko więc nadrobiła to małe niedociągnięcie i wymierzyła z broni w jego głowę. Rzecz jasna, nie miała zamiaru strzelać, nie była morderczynią. A poza tym mogłaby się zdemaskować, bo strzały wywołują ogromny hałas. Pragnęła tylko zobaczyć strach w jego zielonych oczach. Nienawidziła tego koloru. I gdy tylko dostrzegła te emocje w spojrzeniu starca, zaśmiała się i schowała pistolet, mówiąc nieco podniesionym tonem:
- Nie jestem Dolores, zapamiętaj to sobie raz na zawsze, głupi kutasie!
I wyszła, zostawiając mężczyznę na pastwę losu.

*****

Gdy zobaczyła, stojących w progu przyjaciół, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przetarła je, upewniając się, że to nie sen, a rzeczywistość. I gdy doszła już do siebie, wpadła w ramiona najpierw Marisie, a później Christopherowi.
- Tak za wami tęskniłam, skąd się tu wzięliście i jak mnie tutaj znaleźliście? – zapytała, uśmiechając się promiennie do zakochanych.
- Max do mnie zadzwonił i poinformował, że jesteś u niego. – odparł Chris, odpowiadając na oba pytania brunetki.
- Ale jak to? – przewróciła oczami zaskoczona i spojrzała na blondyna, który akurat witał się z gośćmi. – Max, możesz mi to wytłumaczyć?
I nim cokolwiek zdążył jej odpowiedzieć, padło pytanie z ust blondynki:
- Od kiedy jesteście razem i skąd się znacie?
W tym momencie Maximo i Dolores zaczęli się śmiać, a Chris i Marisa patrzyli na nich, nic nie rozumiejąc. Ich miny były zabójcze.
- Jak już mówiłem przez telefon, to bardzo skomplikowana historia. – odezwał się Max, bo jako pierwszy się uspokoił.
Dolores nie wiedziała, czy może mu ufać, a tym bardziej nie miała pojęcia, skąd Max miał o niej tak dużo informacji, ale była mu wdzięczna. Oczywiście, miała zamiar później dowiedzieć się wszystkiego, ale teraz to nie miało znaczenia. Była taka szczęśliwa, że z tej radości podeszła do niego i pocałowała go w policzek ze słowami na ustach:
- Dziękuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin