Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

BLACK ROSES
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:51:45 23-02-11    Temat postu:



"Świat jest inny, niż myślisz. Pełno w nim tajemnic, których nie jesteś w stanie wytłumaczyć."- Rita

To było jak deja vu. Znowu szła przez ciemny tunel. Ten sam anioł prowadził ją w stronę światła. Nagle coś porwało ją z powrotem, mimo iż Bóg nie mówił nic o jej powrocie. Nie chciała wracać, ale nie miała żadnego wpływu na siłę, która ją porwała.

Ritę obudził rozrywający ból, który powoli rozlewał się po całym ciele, od stóp aż do czubka głowy. Nie mogła się podnieść, leżała więc bez ruchu, wpatrzona w niebo. Jakim cudem się tu znalazła, skoro jeszcze niedawno leżała tam, na dole, czując zbliżającą się śmierć?
Znowu wróciła. Tym razem nie zachwycała się obrazem, jaki widziała, lecz tęskniła do niego. Chciała tam wrócić, dotrzeć do końca tunelu i wreszcie znaleźć po drugiej stronie. Ile razy jeszcze uda jej się oszukać śmierć?

Ruth pierwsza znalazła się na łące. Widząc leżącą tam Ritę, od razu podbiegła do niej i, uklęknąwszy, zaczęła ją oglądać z każdej strony. Z przerażeniem dostrzegła ranę na jej głowie. George znalazłwszy się przy żonie, od razu wyciągnął telefon i zadzwonił na pogotowie. Madeline stała obok, przyglądając się z przerażeniem swojej siostrze.
- Rita, co się stało?- spytała Ruth, ledwie powstrzymując łzy.
- Spadłam...- wyszeptała ona.- Spadłam z klifu, straciłam przytomność, a kiedy się obudziłam, leżałam tutaj.- dodała, powstrzymując się, by nie krzyknąć z powodu narastającego bólu.
- Karetka zaraz tu będzie.- wtrącił George, chowając telefon do kieszeni.- Chwilka... Spadłaś z tego klifu i przeżyłaś?- dodał z niedowierzaniem.
- To cud.- stwierdziła Ruth.- Co Cię boli?- zwróciła się do Rity z troską.
- Wszystko... Ale najbardziej głowa...- odrzekła ona.
- Nie powinniśmy jej ruszać... Kto wie, ile ma połamanych kości...- odezwała się Madeline.
- Masz rację.- poparł ją George.
Jakieś dziesięć minut później przyjechała karetka. Sanitariusze natychmiast unieruchomili Ritę od stóp do głów i wsadzili do karetki. Razem z nią pojechała Ruth. George i Madeline wrócili do hotelu i stamtąd pojechali wynajętym autem do szpitala.

Kiedy Rita znalazła się w szpitalu, lekarze od razu wykonali tomografię, prześwietlenia rentgenowskie, zszyli ranę na głowie, przeprowadzili transfuzję krwi, nałożyli gips na obie ręce i lewą nogę oraz żebra. Dodatkowo unieruchomili kark kołnieżem ortopedycznym. Madeline siedziała przy Ricie cały czas, starając się ją rozweselić, by zapomniała o bólu.
Jakąś godzinę po przywiezieniu jej do szpitala, lekarz poprosił Ruth i Georga do swego gabinetu na rozmowę.
- Państwa córka jest naprawdę dziwnym przypadkiem.- zaczął, przyglądając się wynikom badań, które miał przed sobą.- Wyniki tomografii wskazują na to, że Rita przeżyła śmierć kliniczną, więc ktoś musiał ją uratować. Ślady na kręgosłupie świadczą o niedawnym jego uszkodzeniu. Oczywiście jeśli chodzi o upadek z tak ogromnej wysokości, jak tamten klif, złamanię kręgosłupa jest pewnikiem. Dziwi mnie to, że kiedy Rita dotarła do szpitala, to złamanie niemal całkiem się zrosło, a kiedy prześwietlaliśmy ją jakieś 20 minut temu, na zdjęciu nie było już śladu po urazie.- ciągnął.
Państwo Spencer siedzieli naprzeciwko niego w milczeniu, słuchając tych słów z widocznym zaskoczeniem.
- Rana na głowie też goi się w takim tempie, że prawdopodobnie jutro zdejmiemy szwy.- powiedział lekarz, wzdychając lekko.
- Ale jak to możliwe?- spytał George.
- Cóż, nie mam pojęcia. Może wezmą mnie państwo za wariata, ale sądzę, że Rita ma dar regeneracji tkanek.- odrzekł lekarz, rozpierając się wygodniej w fotelu.- Spotkałem się z podobnym przypadkiem jako student. Odbywałem praktyki w szpitalu w Detroit. Na oddział trafił 30- letni mężczyzna, który wpadł pod samochód. Wszystkie rany i złamania zagoiły się w ciągu trzech, czterech dni, ale dla pewności lekarze trzymali go przez tydzień. Z Ritą postąpię więc tak samo.- oznajmił.
- To nieprawdopodobne.- powiedziała Ruth, kompletnie zaskoczona takim obrotem spraw.
- Cóż, wtedy, kiedy byłem na praktykach w tamtym szpitalu, też nie mogłem uwierzyć, że istnieją takie swoiste dary.- odrzekł lekarz z uśmiechem.- Najwidoczniej świat jest inny, niż nam się wydaje.- dodał tajemniczo.

Tak jak przypuszczał lekarz, Rita wyzdrowiała bardzo szybko. Już następnego dnia po przybyciu do szpitala rana na głowie całkiem się zagoiła, więc zdjęto szwy. Dwa dni później zniknął gips z jej rąk i nóg, a piątego dnia pobytu z żeber. Przez weekend lekarze robili Ricie badania kontrolne, ale jej organizm był już w pełni zdrowy. W poniedziałek rano została wypisana ze szpitala, a we wtorek była już wraz z resztą rodziny w Nowym Jorku.

Rita leżała w swoim pokoju, rozmyślając o wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. Nagle do jej pokoju jak burza wpadła Madeline i wskoczyła na łóżko, kładąc się obok niej.
- Będziesz dzisiaj ze mną spać?- spytała Rita, spoglądając na siostrę.
- Nieee... Po prostu chciałam pogadać.- odrzekła Madeline, uśmiechając się szeroko.- Wiesz, słyszałam rozmowę rodziców. Podobno lekarz twierdził, że wyzdrowiałaś tak szybko, bo masz dar regeneracji tkanek.- dodała.
- Tak? Ciekawe... Przecież jak się skaleczę, to rana goi mi się normalnie.- powiedziała Rita.- Jakieś trzy lata temu złamałam rękę i nosiłam gips przez miesiąc, więc ta teoria trochę tu nie pasuje.-
- Faktycznie...- zgodziła się Madeline.- Ale tamten lekarz podobno miał do czynienia z czymś podobnym...- dodała.
- Ech, sama nie wiem.- westchnęła Rita.- Jeśli ta teoria z darem jest chociaż w połowie prawdziwa, to mój dar działa chyba tylko wtedy, kiedy przeżywam śmierć kliniczną. Ostatnio tak szybko zdrowiałam 6 lat temu, po wypadku samochodowym, w którym zginęli moi rodzice.- powiedziała ze smutkiem. Łzy cisnęły jej się do oczu, kiedy o nich wspominała.
Madeline nic nie powiedziała, tylko od razu otoczyła siostrę ramieniem i mocno przytuliła.

Bez problemu znalazł dom dziewczyny. Wszystkie drzwi i okna były zamknięte, ale to nie stanowiło dla niego problemu. Pod wpływem telekinezy zamek od razu puścił i okno się otworzyło. Bezszelestnie wszedł do środka, chowając swe skrzydła. Jego wzrok zatrzymał się na dziewczynie, która spała na łóżku, skrzętnie przykryta kołdrą. Usiadł na brzegu łóżka, odgarnął włosy, które opadły jej na twarz i przez jakiś czas patrzył na nią.
Żyła. Była całkiem zdrowa. Udało mu się ją uratować, mimo iż pierwszy raz używał swej mocy uzdrawiania. Napawało go to ogromnym szczęściem.
Nagle twarz dziewczyny wykrzywiła się pod wpływem koszmaru. Zaczęła delikatnie miotać się w pościeli, wypowiadając jakieś słowa.
- Rito...- wyszeptał, lekko dotykając policzka śpiącej dziewczyny, ponownie używając swej mocy.- Niech znikną Twe koszmary. Śpij spokojnie.- dodał.
Ona niemal natychmiast się uspokoiła, ponownie zapadając w głęboki sen.
Wstał z jej łóżka i podszedł do stoliczka nocnego. Jak zawodowy magik, wyjął nagle z rękawa białej, eleganckiej koszuli, którą miał na sobie, czarną różę i położył ją na blacie wraz z karteczką wypisaną jego eleganckim pismem. Potem jeszcze raz spojrzał na śpiącą dziewczynę i wyszedł przez okno na dach, rozpostarł swe ogromne, białe skrzydła, które miały już nieco szarawy odcień, i odleciał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:51:35 25-02-11    Temat postu:

Dar regeneracji tkanek? Raczej anioł stróż sumiennie wypełniający swoje obowiązki:P Choć w sumie to chyba nie anioł stróż, ale raczej anioł który szuka Racheli. Pytanie tylko dlaczego pomaga Ricie? Czyżby widział w niej swoją ukochaną? A może dobrze wie, że to ona i teraz będzie robił wszystko, żeby obudzić "śpiącą" w ciele Rity Rachelę?
Tyle pytań ma w głowie i tyle możliwych odpowiedzi... Ciekawe jak to się dalej potoczy i czy uda mi się coś odgadnąć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:45:05 25-02-11    Temat postu:

Nic nie zdradzę... Przekonasz się w następnych odcinkach
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:46:27 25-02-11    Temat postu:

Ok:) To w takim razie czekam ^^ ale moja wyobraźnia i tak podpowiada mi różne scenariusze;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:20:39 02-03-11    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

"Miłość wzajemna daje szczęście... Miłość bez wzajemności to męka..."- Sylvia

Rita obudziła się rano wyjątkowo wypoczęta. W nocy nie dręczył jej żaden koszmar, ani razu się nie przebudziła. Dziękowała Bogu, że jakimś cudem ją przed tym uchronił.
Kiedy podniosła się lekko i usiadła na łóżku, jej wzrok jak zwykle powędrował na budzik stojący na stoliczku nocnym, który wskazywał godzinę dziewiątą rano. Normalnie, podczas roku szkolnego, była już wtedy w szkole. Ale uwagę Rity przykuło coś, co leżało obok budzika. Była to róża o czarnej łodydze i płatkach, jedynie lekko błyszczącej od rosy. Wzięła delikatnie ów przedziwny kwiat do ręki i przyjrzała mu się uważnie. Dostrzegła, że to nie rosa błyszczy się na płatkach róży, lecz coś w rodzaju maleńkich diamencików. Nagle uderzył ją w nozdrza cudowny zapach kwiatu. Rita miała przedziwne wrażenie, że skądś go zna, ale wydawało jej się to niemożliwe. Kiedy wstała z łóżka i położyła różę z powrotem na stoliczku, obok budzika zauważyła malutką, złożoną na pół karteczkę. Wzięła ją i rozwinęła. Była ona zapełniona idealnie wykaligrafowanymi literami.

"Najdroższa Rito,
Wybacz, iż przybyłem nocą,
ale chciałem jedynie upewnić się,
że nic Ci nie jest... Napełniła mnie
ogromna radość, kiedy zastałem
Cię całą i zdrową... Zostawiając Cię
wtedy, na tej łące, postąpiłem podle,
więc błagam o wybaczenie.
Wiedz, iż byłem w ogromnej rozterce,
ale nie mogłem postąpić inaczej.
Twój Anioł Stróż."

Czytała te słowa parę razy, nic nie rozumiejąc. Ktoś włamał się do domu, wszedł do jej pokoju, patrzył na nią, kiedy spała, podrzucił jej tą różę i liścik... Z tego, co wyczytała, był to ten człowiek, który ją uratował po tym, jak spadła z klifu. W sumie było rzeczą normalną, że chciał on wiedzieć, czy udało mu się jej pomóc, ale dlaczego po prostu nie ujawnił się? Czemu przychodził, a raczej wkradał się nocą do jej pokoju? I wreszcie jakim cudem dostał się do domu, skoro na noc blokują się okna i drzwi? Gdyby się włamał, włączyłby alarm... Jakim więc cudem dostał się do jej pokoju?
Rita była totalnie skołowana. Różę i karteczkę schowała do jednej z szuflad szafki nocnej. Potem poszła do łazienki, by wziąć prysznic.

Wkrótce nadszedł wrzesień, a wraz z nim początek roku szkolnego. Rita rozpoczynała drugi rok nauki w liceum, a już w październiku miała skończyć 17 lat. Madeline miała 15 urodziny w lipcu i właśnie rozpoczęła ostatnią klasę szkoły podstawowej.
Dnia 10 września Rita podjechała pod szkołę swoim Oplem, zajmując swoje miejsce na parkingu, w lewym rogu, przy alejce prowadzącej do wejścia głównego. New York Ellite High School składała się z 5 budynków: biblioteki z czytelnią multimedialną, auli mieszczącej również przeróżne mniejsze salki, służące głównie jako rupieciarnie na przeróżne sprzęty, sali gimnastycznej z szatniami, stołówki oraz budynku głównego, w którym mieściły się sale lekcyjne i gabinet dyrektora.
Rita skierowała swe kroki do biblioteki, bo miała jeszcze sporo czasu, a musiała wypożyczyć książkę, której czytanie zadała pani od literatury już wczoraj. Kiedy kierowała się do wyjścia, mając już książkę w torbie, w czytelni dostrzegła swoją przyjaciółkę, Sylvię.
- Hej, co tam?- przywitała się z nią.
- Cześć, Rita.- odrzekła ona, odrywając wzrok od lektury jakiegoś opasłego tomu, chyba encyklopedii.- U mnie w porządku. A u Ciebie?- spytała.
- Ech, cudownie. Od jakiegoś czasu przestały mnie nawiedzać koszmary, nie budzę się w środku nocy, i dzięki temu wysypiam się jak nigdy.- odrzekła Rita z uśmiechem.
- To dobrze.- ucieszyła się Sylvia.- Ja dla odmiany nie mogę spać, ale bynajmniej nie z powodu koszmarów.- dodała, wstając i kierując się wraz z nią do wyjścia.
- Czyżbyś się zakochała?- Rita uniosła ku górze lewą brew.
- Niestety tak.- przystanęła, spoglądając w stronę sali gimnastycznej, do której wchodziła grupka chłopaków.- W nim.- wskazała na wysokiego, barczystego chłopaka o blond włosach, który należał do szkolnej drużyny koszykówki. Na dodatek był najlepszym zawodnikiem, jednym ze zdolniejszych uczniów, no i starszym o rok kolegą.
- Johnathan McKellan?- wykrztusiła zaskoczona Rita.- Przecież to jeden z tych bezmózgich mięśniaków...- westchnęła, spoglądając na przyjaciółkę z niedowierzaniem.
- Wierz mi, on jest całkiem inny... On nie tylko świetnie gra w kosza, ale też ma bardzo dobre oceny, szczególnie z chemii i fizyki. Poza tym w weekendy pracuje w hospicjum. Jego ojciec jest znanym lekarzem, a matka prowadzi fundację walki z rakiem, a kiedyś była misjonarką w Afryce.- wymieniała Sylvia z zapartym tchem.
- Skąd tyle o nim wiesz?- przerwała jej Rita, kiedy znalazły się na szkolnym korytarzu.
- Tak się jakoś złożyło, że on spędzał wakacje tam, gdzie ja... Nasi rodzice dużo ze sobą przebywali, no więc trochę się dowiedziałam.- odrzekła Sylvia.- Nawet nie wiesz, jak przemiła jest mama Johnathana...- zaczęła.
- Dobrze, więc dlaczego nie powiesz mu, że Ci się podoba?- spytała Rita, wchodząc jej w słowo. Nie miała ochoty słuchać, jaki to on i jego rodzina są cudowni.
- Ech, wiesz... Kocha się w nim połowa dziewczyn w szkole, większość o wiele ładniejszych odemnie... Poza tym od powrotu z wakacji on praktycznie nie zwraca na mnie uwagi.- odrzekła ze smutkiem Sylvia.
- No i co z tego? Jeśli Ci na nim zależy, to podejdź do niego, zagadaj...- poradziła jej Rita. Wkrótce potem zadzwonił dzwonek, obwieszczając rozpoczęcie lekcji.
- To na razie, Sylvia! Pamiętaj o tym, co Ci powiedziałam! Spotkamy się za dwie godziny na biologi!- rzuciła Rita, pędząc w stronę swojej sali.

Po lekcjach Rita dowiedziała się, że cheerleaderki organizują nabór do swojej drużyny, ponieważ parę dziewczyn do niej należących skończyło już liceum. Rita uwielbiała wszelakie zajęcia ruchowe, tym bardziej jeśli zawierały w sobie elementy gimnastyki artystycznej, a cheerleading właśnie do takich należał. W podstawówce również należała do takiej drużyny. Mimo, że uważała większość cheerleaderek za puste i wredne lalki barbie, nie zamierzała z tego powodu rezygnować. Poza tym w poprzedniej drużynie poznała wiele dziewcząt, które znacznie różniły się od ogólnie przyjętego schematu.
Pobiegła więc na salę gimnastyczną, by zdąrzyć na trening.
Było wiele kandydatek, ale to nie zraziło Rity. Widać było, że wiele z nich nie miały pojęcia o cheerleadingu. Przy stole, w jury, siedziały dwie blondynki, które różniły się od siebie jedynie rysami twarzy, i jedna brunetka, wyraźnie znudzona całym tym "castingiem" na cheerleaderkę. Kiedy jednak zobaczyła pokaz Rity, zakończony podwójnym saltem w powietrzu, od razu się ożywiła. Blondynki omal nie spadły z krzeseł.
- Witaj w drużynie!- odezwała się jedna z nich, wstając. Oprócz Rity dostały się jeszcze trzy inne dziewczyny. Dwie z nich kojarzyła, bo chodziły z nią na zajęcia z literatury. Jedna, ruda, blada i piegowata miała chyba na imię Rosemary, a druga, ciemna blondynka, Lilliane.
Kiedy Rita wychodziła z szatni na korytarz, wpadła na kogoś. Kiedy podniosła wzrok, stanęła twarzą w twarz z Johnathanem McKellanem.
- Przepraszam Cię bardzo, śpieszyłem się na trening i nie zauważyłem, jak wychodziłaś... Nic Ci nie jest?- spytał niemalże z troską, ze szczerą skruchą widoczną w oczach.
- Nic nie szkodzi, jestem cała.- odrzekła Rita wymijając go i idąc dalej w stronę drzwi.
On obserwował ją tak długo, aż zniknęła za drzwiami wyjściowymi.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 21:26:42 02-03-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:53:16 04-03-11    Temat postu:

Ja bym się chyba przeraziła, gdybym dostała taką wiadomość z tak dziwną przesyłką... jeszcze podpisaną "Anioł Stróż" - chyba uznałabym że jakiś wariat mnie obserwuje, albo ktoś robi sobie głupie żarty, ale mniejsza z tym;)
Coś mi się zdaje, że Rita wpadła w oko Jonathanowi i wkrótce chłopak zupełnie nieświadomie może stać się przyczyną spięć na linii Rita - Sylvia
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:52:42 05-03-11    Temat postu:

Cóż, Rita była lekko oszołomiona, z resztą fakt, że ostatnio w jej życiu zdarzyło się parę niewyjaśnionych i dziwnych zdarzeń, trochę łagodzi jej reakcję na tajemniczego "Anioła Stróża"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:53:45 08-03-11    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

"Czy anioł stróż istnieje naprawdę?"- Rita.

Tydzień później Johnathan trenował na sali gimnastycznej, co jakiś czas spoglądając przez ogromne okna na drużynę cheerleaderek trenującej na zewnątrz.
- Gapisz się na tancerki?- zagadnął go kumpel z drużyny, Dan.- Niezłe są, nie?- trącił go łokciem, posyłając porozumiewawcze spojrzenie.
- Tak, szczególnie jedna z tych nowych.- odrzekł Johnathan z uśmiechem.
- Która? Blondyna, ruda, czy szatynka?- spytał Dan.
- Szatynka. Ma taką latynoską urodę. Z tego, co się dowiedziałem, ma na imię Rita Spencer i chodzi do drugiej klasy.- odpowiedział mu, spoglądając ponownie na drużynę cheerleaderek.
- Spencer? To przecież ta, co ją adoptował ten prawnik, Johnathan Spencer i pisarka Ruth Spencer... Swoją drogą nadziana rodzinka.- skomentował Dan z uśmiechem.
- Ech, czy to ważne? Nawet gdyby była biedna, to bym do niej zagadał.- odrzekł Johnathan. Płytkie myślenie niektórych kolegów i ich materializm chwilami naprawdę go denerwował.
- Przede wszystkim, gdyby była biedna, nie chodziłaby do tej szkoły. W New York Ellite High School nie dają stypendium.- powiedział Dan, nieco urażony słowami kumpla.- Właśnie, ona przyjaźni się z taką kujonicą, Sylvią Sommers.- dodał.
- Z nią? Znam ją. Jak byłem na wakacjach, to ją spotkałem. Jej rodzina była w tym samym hotelu, co moja. Nasi rodzice na okrągło ze sobą gadali, więc ja też zamieniłem z Sylvią parę słów.- powiedział Johnathan.- Ech, powinienem się do niej odezwać. Pomyśli, że się na nią obraziłem.- dodał.
- Będziesz gadał z kujonicą?- spytał zaskoczony Dan.
Johnathan jedynie przewrócił oczami, bo trener spoglądał na nich znacząco, gestem zapraszając z powrotem na boisko. Obaj posłusznie odeszli od okna, przyłączając się do gry.

Następnego dnia Rita, podchodząc do swej szafki, zobaczyła Sylvię idącą korytarzem. Kiedy przechodziła obok niej, przyciągnęła ją do siebie jednym ruchem ręki.
- No hej. Jak tam? Wydaje mi się, że ostatnio mnie unikasz...- zwróciła się do przyjaciółki z lekką pretensją w głosie.
- Ależ skąd, Rita.- zaprzeczyła Sylvia.- Ja po prostu boję się, że będziesz mieć pretensje, albo mnie wyśmiejesz...- dodała, spuszczając głowę.
- Niby z jakiego powodu?- spytała Rita, nic nie rozumiejąc.
- Bo stchórzyłam. Tak jak mi radziłaś, chciałam zagadać do Johnathana. Zabrakło mi odwagi...- odrzekła zrozpaczona Sylvia.
- I dlatego miałabym Cię wyśmiać?- Rita spojrzała na nią z niedowierzaniem.- To nic złego. Nie musisz się z tym śpieszyć.- objęła przyjaciółkę ramieniem.
- Ale Ty jesteś zawsze taka odważna... A ja? Jestem zwyczajnym tchórzem.- wyszlochała Sylvia.
- Jesteś po prostu nieśmiała... Z resztą to nic dziwnego, że boisz się do niego zagadać. To normalne, że przy chłopaku, który Ci się podoba, zapominasz języka w gębie.- pocieszała ją Rita.
- Dzięki. Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie.- odrzekła Sylvia, uśmiechając się lekko.

Po lekcjach Rita pognała na trening. Niedługo miał się odbyć mecz międzyszkolny, który był wspaniałą szansą na pokazanie swych możliwości, więc drużyna cheerleaderek szykowała specjalny układ. Rita miała wykonać swoje podwójne salto, zeskakując z ramion czterech dziewcząt tworzących złożoną figurę. Nie należało to do najbezpieczniejszych ćwiczeń, ale to jej nie zniechęciło.
Powoli weszła na samą górę swoistej piramidy, jaką utworzyły koleżanki z drużyny. Odetchnęła głęboko, napinając odpowiednie mięśnie. Nagle ręka podtrzymującej ją dziewczyny drgnęła. Rita straciła równowagę i odchyliła się niebezpiecznie do tyłu, nie spadła jednak, tak jak to powinno się stać, lecz na chwilę zawisła w powietrzu. Czuła wyraźnie, jak łapią ją czyjeś silne ręce, które potem postawiły ją z powrotem na ramionach koleżanek. Rita przerażona zeskoczyła na parkiet.
- Co jest Spencer?- spytała kapitanka drużyny, Melanie, owa brunetka, która siedziała wcześniej w jury ze znudzonym wyrazem twarzy.
- Straciłam równowagę.- odrzekła, jeszcze lekko skołowana.
- Wiem, ale widziałam, jak potem się podniosłaś...- powiedziała Melanie z wyrzutem.
- Co? Jak to się podniosłam? To ktoś mnie podtrzymał...- wyjaśniła Rita.
- Żartujesz, prawda? Przecież tam z tyłu nikogo nie było, więc kto miałby Cię podtrzymać?- Melanie spojrzała na nią jak na wariatkę.
Po skończonym treningu Rita ciągle myślała o tym, co się wydarzyło. Czyżby chronił ją jakiś niewidzialny anioł stróż?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:33:57 15-03-11    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

"Naszym przeznaczeniem jest kochać, więc nie sposób uciec od miłości."- Rachela

Wiedział, że nie powinien był tego robić. Nie miał prawa ingerować w los tej śmiertelniczki, ale jakoś nie mógł jej zostawić. Ta dziewczyna stawała się powoli jego obsesją. Może dręczyły go wyrzuty sumienia po tym, jak ją zostawił ledwie żywą na łące? A może jego anielska natura w jakiś sposób skłoniła go do tego, by ją chronił? Powody mogły być różne. Faktem było, że chodził za nią, co prawda niewidzialny, jak duch, ale to nic nie zmieniało. Na dodatek tego dnia ujawnił w pewnym stopniu swą obecność- dotknął dziewczyny, by uchronić ją przed upadkiem. Z pewnością poczuła jego ręce łapiące ją w talii, kiedy, tracąc równowagę, przechyliła się niebezpicznie do tyłu. To był odruch. Nie mógł tak po prostu stać i patrzeć. Z drugiej strony gdyby zostawił ją w spokoju i odszedł, nie byłby w ogóle świadkiem tej sytuacji.
Cóż, stało się, nie mógł tego cofnąć. Z resztą ona pewnie i tak pomyślała, że jej się wydawało. W końcu nie mogła go zobaczyć.
Postanowił, że skoro kolejny raz ją uratował, to będzie kontynuował tę misję. Poza tym w tej dziewczynie było coś niezwykłego, a on musiał się dowiedzieć co.

Rita obudziła się w dżdżysty sobotni poranek około godziny 11.00. Przeciągnęła się leniwie, po czym jej wzrok ponownie powędrował na szafkę nocną. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy ujrzała leżącą tuż przy budziku czarną różę, a obok małą kopertę podpisaną "Dla Rity."
- Co do...- urwała, biorąc kwiat i kopertę do ręki. Oczywiście zapach róży od razu uderzył ją w nozdrza swoją intensywnością. Jej płatki błyszczały się o wiele piękniej niż wcześniej. Odłożyła kwiat na szafkę i wzięła się za otwieranie koperty. W środku znajdowała się starannie złożona kartka, wypełniona tym samym pięknym charakterem pisma, co poprzednio.


"Droga Rito,
Wybacz, że ponownie Cię niepokoję,
ale chcę, byś wiedziała,
iż będę od teraz przy Tobie...
To ja podtrzymałem Cię,
kiedy straciłaś równowagę
na treningu. Mam nadzieję,
że nie żywisz o to do mnie urazy.
Twój Anioł Stróż."


Ritę aż zatkało, kiedy to przeczytała. Kim był ten Anioł Stróż? Duchem? Demonem? Nie mógł być człowiekiem, skoro czuła jak ją podtrzymywał, ale nikt go nie widział. Ta teoria z kolei kłóciła się z jej zdrowym rozsądkiem. Jeszcze raz wzięła do ręki różę. Położyła się na poduszce, patrząc w sufit. Nic nie rozumiała z tego, ale doszła do wniosku, że fajnie byłoby mieć takiego Anioła, który chroniłby ją przed złem.
Kiedy tak leżała rozmarzona, z liścikiem w ręku, napawając się cudną wonią czarnej róży, do jej pokoju wparowała Madeline.
- A ty jeszcze śpisz? Co to ma być?- zapytała, wskakując na łóżko.
- Zwariowałaś? Co mi się tu z butami do pościeli pakujesz?- powiedziała Rita, spychając ją na podłogę.
- Co to jest?- Madeline wzięła do ręki czarną różę, przyglądając jej się z uwagą.
- Powiem Ci, ale pewnie uznasz mnie za wariatkę.- odrzekła Rita.- Dostałam ją od mojego Anioła Stróża.-
- Dobre.- zaśmiała się ona.
- Nie wierzysz? To przeczytaj sobie...- podała jej kartkę, potem z szuflady wyjęła poprzednią i również dała siostrze do przeczytania.
Madeline z niedowierzaniem śledziła tekst, czytając go chyba z dziesięć razy.
- Czyli to ten ktoś, kto uratował Cię, kiedy spadłaś z klifu? A potem podtrzymał, jak straciłaś równowagę na treningu?- mówiła.- Jakie to romantyczne...- rozmarzyła się.- Ile on ma lat? Jest przystojny?- spytała podekscytowana.
- W tym problem, że nie wiem.- odrzekła Rita, obracając w dłoni czarną różę.
- Jak to? Musiałaś go przecież widzieć na treningu.- zdziwiła się Madeline.
- Ale go nie widziałam. Ja ani żadna dziewczyna z drużyny.- Rita rozłożyła bezradnie ręce.- Czułam, jak mnie złapał, ale nikogo nie widziałam.- dodała.
- To on jest duchem, czy jak?- powiedziała Madeline kompletnie skołowana.- Dziwne, naprawdę dziwne... Ta historia brzmi jak wyjęta z powieści fantasy.- uśmiechnęła się lekko.
- Tak.- westchnęła Rita.
- Ale dlaczego daje Ci czarne róże, a nie, na przykład, czerwone...- zamyśliła się Madeline.
- Kto to wie... Mi się one nawet podobają. Tak ślicznie błyszczą i ten ich zapach...- Rita przybliżyła kwiat do twarzy, by poczuć tę cudną woń.- Wydaje mi się, że skądś go znam...- powiedziała zamyślona.
- Rzeczywiście, te róże pachną nieziemsko.- potwierdziła Madeline, wąchając drugi kwiat.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Madeline, jesteś tam? Miałaś zawołać Ritę na śniadanie.- odezwał się głos Ruth.
- Jestem, mamo!- odkrzyknęła ona, wstając z łóżka.- Rita zaraz zejdzie.- dodała, patrząc na starszą siostrę.
Ona na te słowa zgarnęła róże i kartki, po czym schowała do szuflady, wstała i pognała do łazienki. Czym prędzej wzięła prysznic i ubrała się, a potem, wraz z Madeline, zeszła do jadalni.

Weekend minął Ricie szybko. Nim się obejrzała, już musiała iść do szkoły.
Kiedy stała na korytarzu, rozmawiając z Sylvią, podszedł do nich Johnathan McKellan.
- Cześć Wam.- przywitał się, posyłając im serdeczny uśmiech.
- Cześć.- odpowiedziały niemal jednocześnie.
- Ty jesteś Rita Spencer, tak?- zwrócił się do jednej z nich.
- Tak, zgadza się.- odrzekła ona.
- Jeszcze raz przepraszam za tamto potrącenie.- powiedział.
- Naprawdę nic nie szkodzi...- zapewniła Rita.- Wpadliśmy na siebie, kiedy ja wychodziłam z szatni, a on śpieszył się na trening.- wyjaśniła Sylvii, która spojrzała na nią pytająco.
- Właśnie...- tym razem Johnathan zwrócił się także do niej.- Chciałem Cię przeprosić, że od początku roku szkolnego się nawet do Ciebie nie odezwałem.- powiedział z taką szczerością bijącą z jego twarzy, że Sylvia nie mogła mu nie uwierzyć.
- Spoko. Rozumiem, że masz dużo na głowie. Nauka, treningi, hospicjum...- odrzekła z uśmiechem.
- Ja lecę, nie będę Wam przeszkadzać.- wtrąciła Rita, posyłając przyjaciółce porozumiewawcze spojrzenie, po czym zniknęła w tłumie uczniów.
- A więc... Co słychać u Ciebie?- spytała nieśmiało Sylvia.
- W porządku... Chciałem Cię spytać, czy nie pomogłabyś mi z literatury? Wiesz, chciałbym w tym roku mieć piątkę, a nie czwórkę...- odrzekł Johnathan.
- Pewnie, czemu nie. Powiedz mi tylko, co przerabiacie, a ja się przygotuję i spotkamy się u Ciebie, hmm... Może w ten weekend?- zaproponowała.
- Ok, nie ma sprawy.- zgodził się on, uśmiechając lekko.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:27:18 07-04-11    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

"When you're sad, and no one knows it, i'll send you black roses"- The Rasmus, 'Black Roses'

Rita wyszła ze szkoły i udała się na parking. Kiedy wyjeżdżała na ulicę, na chodniku mignął jej mężczyzna w czarnym płaszczu, długim po kostki, o półdługich włosach koloru ciemnego blondu i ciemnych oczach. W ręku trzymał czarną różę, identyczną jak te, które dostawała. Nagle usłyszała za sobą trąbienie, i zorientowała się, że blokuje wyjazd. Ruszyła prędko, ale kiedy przeniosła wzrok z powrotem na chodnik, mężczyzny już nie było.
- Świetnie... Zaczynam mieć zwidy...- powiedziała do siebie, jadąc ulicą.

Stał na chodniku niewidoczny dla ludzi. Śledził ją wzrokiem, kiedy wychodziła ze szkoły i wsiadała do auta. Czuł, że w tej dziewczynie jest coś, co niezwykle go przyciągało, nie wiedział tylko co. Dlatego między innymi nadal ją obserwował. Musiał dowiedzieć się, czemu ona wydaje mu się być inna. Może to w niej było to, czego od tak dawna szukał? Nie śmiał nawet o tym marzyć. Musiał się upewnić.
Kiedy obserwował ją, jak wyjeżdżała, zdawało mu się, że czuje na sobie jej wzrok. Jednak wydało mu się to niemożliwe, w końcu ludzie nie mogli go zobaczyć, o ile on sam się im nie ukazał. Ulotnił się mimo wszystko, bo naprawdę zdawało mu się, że dziewczyna go zauważyła. Postanowił odwiedzić ją w nocy i sprawdzić jej myśli z całego dnia.

Ruth powitała Ritę w przedpokoju buziakiem.
- Witaj, skarbie.- powiedziała z uśmiechem i zaprosiła na obiad.- Jak było w szkole?- spytała, kiedy były już w jadalni.
- Dobrze...- odrzekła Rita, siadając za stołem.
- Ja poznałam dziś cudnego chłopaka. Blondyn, granatowe oczy, wysportowany, do tego zabawny i inteligentny.- pochwaliła się Madeline.
- To faktycznie cud znaleźć takiego chłopaka.- stwierdziła Rita.
- Madi, kochanie, sądzę że powinnaś bardziej się skupić na nauce.- odezwał się pan Spencer do córki, spoglądając na nią znacząco, po czym wstał i udał się do kuchni, by odnieść pusty talerz.
- Wiem, wiem...- westchnęła.- Ale nie bój nic, zdam. W końcu mamy w domu kujona.- dodała z uśmiechem, wskazując na Ritę. Ona w odpowiedzi przewróciła tylko oczyma, odwzajemniając siostrze uśmiech.
- Tak, ale z kolei nasz kujon prowadzi ubogie życie towarzyskie.- powiedziała pani Spencer.
- Wystarczą mi koleżanki, no i Sylvia. Jest wspaniałą przyjaciółką.- odrzekła Rita.
- A co z chłopakami? Podoba Ci się ktoś?- spytała Madeline.
- Nie chcę na razie zawracać sobie głowy chłopakami.- powiedziała na to, dopijając swój sok.
- Może to i lepiej.- podsumowała Ruth.- Powinnyście obie skupić się na nauce.- dodała.
- Jadę do sądu, mam rozprawę, niedługo wrócę.- George pożegnał się, całując żonę i córki w policzek, po czym wyszedł.
- Ja włożę naczynia do zmywarki, a potem muszę jechać na promocję mojej nowej książki. Zajmiecie się sobą do wieczora?- spytała Ruth z lekką obawą.
- Możesz spokojnie jechać, mamo.- zapewniła ją Rita.
Kiedy obie z Madeline zostały same, zrobiły sobie maraton filmowy. Około 21 obie były już w łóżkach.
Rita słyszała, jak rodzice wrócili po 22. Okazało się, że tata po rozprawie poszedł na promocję książki mamy i potem wybrali się na kolację. Ruth sprawdziła tylko, czy ich córki śpią, i wkrótce cały dom utonął we śnie.

Tak jak postanowił, odwiedził ją w nocy. Bardzo długo wertował jej wspomnienia. Z niezadowoleniem, ale i zdziwieniem odkrył, iż dziewczyna widziała go przez moment. Zdążyła zapamiętać jego ubiór, czarną różę, którą trzymał w dłoni i ogólny wygląd zewnętrzny.
- Dużo jak na człowieka.- szepnął do siebie z niedowierzaniem. Jednym prostym zaklęciem wymazał to wspomnienie. Nie chciał, by o tym pamiętała.
Pod koniec wizyty, jak zwykle, pozostawił na jej stoliczku nocnym czarną różę i malutką kopertę z liścikiem w środku. Potem odleciał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:27:41 17-04-11    Temat postu:

dubel

Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 15:19:12 17-04-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:32:44 17-04-11    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Dorian Deveraux jako Seth Rosseau(1450l.)- jest aniołem, bez pamięci zakochanym w Racheli, anielicy. Kiedy ją traci, obwinia o wszystko Boga i ucieka z Królestwa, nie słuchając jego wyjaśnień. Przebywa na ziemię, by szukać jej duszy. Nie ma zamiaru słuchać ani Boga ani Szatana, więc nie jest uznawany za Upadłego Anioła. Jego znakiem są czarne róże, jest niezwykle szybki, potrafi być niewidzialny. Jest romantyczny, tajemniczy, by odzyskać ukochaną zrobi wszystko.

"Zazdrość nie jest przyjemnym uczuciem, ale jej pojawienie się oznacza, że jesteś zakochany i daje Ci motywację, byś walczył o swoją miłość."- Johnathan

Rita obudziła się z dziwnym uczuciem. Miała wrażenie, że zapomniała o czymś ważnym, i co gorsza, nie mogła sobie przypomnieć o czym. Na stoliczku nocnym znowu znalazła czarną różę i liścik:
Droga Rito,
Nie wiem dlaczego,
ale nie mogę przestać o Tobie myśleć.
Zastanawiam się, kim tak naprawdę jesteś.
Czuję w Tobie coś, co bardzo mnie do Ciebie przyciąga.
Mam nadzieję, iż moja niewidoczna obecność
w Twoim życiu nie będzie dla Ciebie niewygodna.
Wiedz, że nie chcę uczynić Ci żadnej krzywdy.
Jestem tu, by Cię chronić.

Twój Anioł Stróż


Na śniadaniu Rita była zamyślona. Rodzice co jakiś czas przerywali jej rozważania, pytając o różne rzeczy. Denerwowało ją to, bo chciała dokładnie przeanalizować słowa z listu. Kiedy wyjechała samochodem do szkoły, również nie mogła tego zrobić, ponieważ musiała być skupiona na sygnalizacji świetlnej i znakach drogowych.
Pierwszą lekcją była godzina z wychowawcą klasy, panem Boulderie. Miał on takie nazwisko, bo urodził się we Francji.
- Dziś do naszej klasy dołączy nowy uczeń.- ogłosił z radosnym uśmiechem wychowawca. Rita ponownie wyrwana została z zamyślenia, więc westchnęła ciężko, podnosząc wzrok na nauczyciela. Drzwi klasy otworzyły się i wszedł wysoki chłopak o półdługich, ciemnoblond włosach, czarnych oczach, ubrany w białą, pomiętą koszulę, czarne dżinsowe spodnie i staromodny, czarny frak. Ogólnie, wyłączając dżinsy, wyglądał jakby wyrwał się z jakiegoś filmu kostiumowego.
- Jestem Seth Rosseau.- przedstawił się chłopak, wodząc wzrokiem po sali, zatrzymując się na Ricie. Kiedy spojrzała w jego oczy, przez jej ciało przeszedł dziwny dreszcz.
- Seth przyjechał tu z Francjii wraz z ciotką.- odezwał się pan Boulderie z dumą.
- No to wiadomo, czemu nasz wychowawca tak się cieszy.- szepnęła Ricie siedząca niedaleko koleżanka z treningów, Anabelle.
- Tak, w końcu to jego rodak.- dorzuciła siedząca przed nią Beth.
Rita słuchała ich połowicznie, większość uwagi skupiając na nowym uczniu. Mimo, iż widziała go pierwszy raz, wydawał jej się dziwnie znajomy.
Na przerwie Sylvia, widząc zamyślenie przyjaciółki, nieśmiało spytała:
- Coś się stało?- spoglądała na nią z troską.
- Chodzi o tego nowego ucznia, Setha. Wydaje mi się dziwnie znajomy.- odrzekła Rita.
- Dziwne... Może spotkałaś kiedyś kogoś podobnego?- zagadnęła Sylvia.
- Nie przypominam sobie.- westchnęła Rita.- W ogóle ostatnio w moim życiu dzieją się dziwne rzeczy.- dodała.
- Co masz na myśli?- spytała ją przyjaciółka, spoglądając na nią ze zdziwieniem.
- Nieważne.- powiedziała Rita. Ufała w dyskrecję Sylvii, ale nie chciała, by kolejna osoba dowiedziała się o tajemniczych liścikach i czarnych różach.- Lepiej pochwal się, jak Ci idzie z Johnathanem.- zmieniła temat.
- Cóż, powoli, ale wydaje mi się, że skutecznie. W weekend zaprosił mnie do kina.- odrzekła Sylvia z uśmiechem.- Chociaż pewnie chce mi się tylko odwdzięczyć.- posmutniała po chwili.
- Ale z Ciebie optymistka, nie ma co...- skrzywiła się lekko Rita.- Wyraźnie widać, że Johnathan bardzo Cię lubi.- dodała, podkreślając słowo "bardzo".
- Skoro tak uważasz.- na ustach jej przyjaciółki pojawił się subtelny uśmiech.- Muszę pędzić na zajęcia. Zaraz będzie dzwonek.- powiedziała, spoglądając na zegarek.- Na razie. Powodzenia na hiszpańskim.- rzuciła na dowidzenia, znikając w tłumie ludzi.
- Dzięki, przyda mi się.- krzyknęła za nią Rita. Tak, w istocie powodzenie jej się przyda. Nauczyciel miał ją odpytać z gramatyki. Lubiła język hiszpański, uczyła się go wcześniej, z resztą był to ojczysty język jej rodziców, ale gramatyki nie lubiła.
Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek. Czym prędzej udała się więc do swojej sali.
Spóźniona, zajęła swoje miejsce z tyłu, przy oknie. Poczuła na sobie czyjeś spojrzenie, więc podniosła wzrok. Jakieś dwie ławki na prawo siedział Seth. Jego intensywnie czarne oczy patrzyły na nią, lecz kiedy jej wzrok spotkał jego, on odwrócił się w stronę tablicy.
- Panno Spencer, zapraszam do odpowiedzi.- usłyszała słowa pana Rodrigueza.
Wstała i podeszła powoli do biurka nauczyciela. Ten cały czas obserwował ją spode łba, zadając kolejne zdania do napisania. Ręka Rity trzęsła się powoli ze zdenerwowania, parę razy upuściła kredę, nim zabrała się za przerabianie z czasu teraźniejszego na przeszły podanych przez pana Rodrigueza zdań. Szło jej to dosyć opornie, ale jakoś dobrnęła do końca.
- Cóż, panno Spencer...- zaczął nauczyciel, spoglądając na tablicę, po czym wstał i zaznaczył dobrze zrobione zdania.- Siedem dobrych na dziesięć. Spodziewałem się czegoś lepszego od kogoś, kto powinien dobrze znać język hiszpański. Twoi rodzice nie byliby z Ciebie zadowoleni.- rzucił złośliwie.- Dostaniesz E*.- dodał z uśmiechem.
- Jak to? Przecież zrobiłam więcej niż połowę dobrze...- odrzekła z pretensją Rita. W jej oczach pojawiły się łzy, kiedy Rodriguez wspomniał o jej rodzicach, była jednak w stanie wytrzymać jego złośliwości, bo wiedziała, że to nieprawda. Ale na niesprawiedliwe ocenianie nie mogła się zgodzić.
- Powiedziałem, że to za mało, jak na osobę o hiszpańskich korzeniach. Nie myśl, że zmienię decyzję, bo masz bogatych rodziców?- powiedział nauczyciel tonem nie znoszącym sprzeciwu.- Siadaj na miejsce, Spencer.- dodał stanowczo.
Kiedy Rita odwróciła się, by odejść, zobaczyła że Seth wstaje. Spojrzał na pana Rodrigueza gniewnym wzrokiem.
- Postąpił pan niezgodnie z prawem i etyką.- odezwał się podniesionym tonem.
- Kto dał Ci głos, Rosseau? Siadaj i nie dyskutuj.- odrzekł nauczyciel.
- Nie usiądę, dopóki nie zmieni pan Ricie oceny.- powiedział Seth.- Jestem tu pierwszy dzień, ale czytałem status szkoły. Według systemu oceniania panującego w tym liceum, E* stawia się uczniowi, kiedy zrobi 50%, czyli połowę zadanej pracy.- ciągnął, krzyżując ręce na piersi. Rita stała jak wryta pod tablicą, patrząc na chłopaka totalnie zaskoczona.- Wykonanie 7 zadań z 10 to 70%, za które należy się co najmniej ocena D*. Z resztą pochodzenie Rity nie powinno mieć żadnego wpływu na ocenianie.- dodał, nie spuszczając wzroku z nauczyciela. Wszyscy uczniowie patrzyli teraz na Setha niemalże z czcią. Ich oczy mówiły: "patrzcie, oto ten, który sprzeciwił się Rodriguezowi."
- I co z tego?- wybuchnął nauczyciel.- Rosseau, siadaj, albo dostaniesz uwagę!- krzyknął, podnosząc się zza biurka.
- W takim razie po tej lekcji idę zgłosić do sekretariatu, iż nie przestrzega pan praw ustanowionych w naszej szkole. Z resztą nie pierwszy raz. W końcu za to pana wyrzucono z poprzedniej szkoły.- odrzekł bez ogródek Seth, a jego oczy spochmurniały.
Na te słowa pan Rodriguez zrobił się czerwony ze złości. Nic jednak nie powiedział, tylko usiadł powoli, oddychając głęboko.
- Dobra, Spencer, niech Ci będzie.- odezwał się po chwili.- Zmieniam ocenę na D. Ale masz się przyłożyć do nauki.- dodał ostrzegawczo.
- Dziękuję panu bardzo.- odrzekła Rita, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Podziękuj swojemu koledze.- odpowiedział, zmieniając ocenę.- Siadaj, spakuj się, zaraz koniec lekcji.- dodał zamykając dziennik.
Rita posłusznie udała się na swoje miejsce. Kiedy zadzwonił dzwonek i uczniowie znaleźli się na korytarzu, wszyscy od razu oblegli Setha, gratulując mu odwagi. Widać było, że nie bardzo mu to odpowiadało. Może to skromność? Ta myśl sprawiła, że ten chłopak jeszcze bardziej urósł w oczach Rity.
- Dzięki za pomoc.- powiedziała, podchodząc do niego, kiedy oblegający go tłumek rozpierzchł się po korytarzu.
- Nie ma za co.- odrzekł, lekko się uśmiechając, po czym ruszył w stronę szafek.
- Byłeś niesamowity. Tak odważnie się zachowałeś. Masz u mnie szacunek.- powiedziała, idąc obok niego. On nic nie odpowiedział, jednak Rita chciała go bliżej poznać. Nim jednak wymyśliła temat, Seth nagle się odezwał.
- Bez przesady, po prostu kiedy widzę, że kogoś traktują niesprawiedliwie, i dodatkowo łamią prawo, nie jestem w stanie się pochamować przed taką reakcją.- powiedział, kiedy byli już przy szafkach.
- Cóż, w każdym razie prawda jest taka, że niewielu stać na coś takiego.- podsumowała Rita, wkładając swoje książki do szafki.- Zastanawia mnie jedno. Skąd wiesz, że Rodrigueza wyrzucono z poprzedniej szkoły za nieprzestrzeganie szkolnego systemu oceniania?- spytała, spoglądając na chłopaka.
- Chodziłem do liceum, z której go wyrzucili.- odparł szybko Seth.- Tuż przed rozpoczęciem trzeciej klasy musiałem jednak wyjechać wraz z ciotką do Francji, bo moja matka umierała. Nim się pozbierałem minął rok.- powiedział nad wyraz spokojnie.
- Potem wróciłeś i postanowiłeś kontynuować naukę w tym liceum?- dopowiedziała Rita.
- Dokładnie tak.- potwierdził z uśmiechem.- Właśnie, jeśli chcesz, mogę Ci pomóc z hiszpańskim.- zaproponował Seth.
- Byłoby świetnie.- odrzekła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Osiągnęła swój cel. Wspólna nauka oznaczała częste spotkania, podczas których z pewnością pozna lepiej tego tajemniczego francuza.
Rozmawiali tak jeszcze kilka minut, aż do dzwonka. Potem rozeszli się na swoje zajęcia.

Johnathan szedł właśnie korytarzem z kumplami z drużyny. Podchodząc do szafek, zobaczył Ritę rozmawiającą z jakimś dziwnym chłopakiem, o mrocznym wyglądzie, w ciuchach jak z wiktoriańskiego romansu. Poczuł w sercu jakby ukłucie zazdrości.
- No to teraz wiesz, dlaczego panienka Spencer nie reagowała na Twoje zaloty.- odezwał się żartobliwie jeden z jego kolegów.
- Nie jesteś w jej typie. Ona woli mrocznego księcia od napakowanego koszykarza.- dorzucił drugi.
- Moglibyście dać sobie spokój.- burknął Johnathan, trzaskając mocno drzwiczkami od szafki.- "Idiota ze mnie... Ale nie poddam się tak łatwo..."- pomyślał, obserwując jak Rita odchodzi z tajemniczym nieznajomym.- Macie mi sprawdzić, co to za jeden. Musi być nowy, bo go nie kojarzę.- zwrócił się do kolegów, po czym sam udał się do swojej sali lekcyjnej.


* E to amerykański odpowiednik oceny 2.
A to szóstka, B to piątka, C to czwórka, D to trója, E- dwója, a F to jedynka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:00:43 17-04-11    Temat postu:

No i Seth wreszcie się ujawnił - w sensie, że postanowił "udawać" człowieka Znakomicie poradził sobie z nauczycielem hiszpańskiego no i chyba nieźle zapunktował tym u Rity. I nadal uważam, że w ciele Rity ukryła się dusza Racheli - jestem tego pewna prawie na 100%
Martwi mnie tylko ta zazdrość Jonathana. Biedna Sylvia zawraca sobie nim głowę, a on woli jej koleżankę Może jednak w porę się opamięta, a jak nie, to chyba będą z tego kłopoty i to niemałe
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:18:05 17-04-11    Temat postu:

Z pewnością zapunktował
Tego o Racheli nie skomentuję, dowiesz się w swoim czasie...
I powiem tak- z pewnością będzie się działo, ale niekoniecznie z powodu Sylvii...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:26:31 17-04-11    Temat postu:

Seth na pewno narobi tu sporo zamieszania - on już swoim niecodziennym wyglądem robi zamieszenie, poza tym stawia się nauczycielom... przeciwstawił się samemu Bogu więc kto wie do czego jeszcze jest zdolny?
Czekam na kolejne odcinki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin