Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Karuzela uczuć
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
miki152
King kong
King kong


Dołączył: 27 Lis 2010
Posty: 2872
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:14:03 17-12-11    Temat postu:

Pablo i Sergio ajj szkoda gadać normalnie ;/ Szkoda mi tylko Fer i Luci. No ale cóż zrobić czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:43:43 21-12-11    Temat postu:

Dziękuję wszystkim za komentarze Macie w zupełności rację. Faceci zawsze będą facetami, ale nic się na to nie poradzi

Zapraszam na kolejny odcinek

ODCINEK 9

4 tygodnie później

- Jestem wyczerpany – odparł Pablo wsiadając do windy w swojej firmie i potarł nasadę nosa – podróż samolotem jeszcze nigdy nie dała mi tak w kość - Sergio przyjrzał mu się uważnie i westchnął.
- Przez ostatni miesiąc pracowałeś w San Diego jak szalony, nie ma się co dziwić, że masz dość – stwierdził rzeczowo.
- To zlecenie było ważne dla naszej firmy i wymagało ode mnie pełnego poświęcenia – odparł ostro i wbił wzrok w drzwi windy.
- I chcesz mi powiedzieć, że tylko dlatego postanowiłeś spędzić ostatni miesiąc z dala od Meksyku? – zapytał podejrzliwie – Pablo, przecież nie jestem idiotą – dodał w końcu. Przyjaciel spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem – nie musiałeś tam siedzieć i pilnować wszystkiego.
- Nie będziemy teraz o tym rozmawiać – rzucił ostro i kiedy winda się zatrzymała na właściwymi piętrze wyszedł z niej i zdecydowanym krokiem ruszył korytarzem do swojego biura.
- Dzień dobry panie prezesie – Juliana uśmiechnęła się łagodnie.
- Witaj Juliano – przywitał się bez cienia wesołości – czy jest dla mnie jakaś korespondencja? – zapytał patrząc na nią wyczekująco. Dziewczyna pośpiesznie podała mu plik kopert.
- Proszę, nie jest tego dużo, bo wieloma sprawami zajął się pana ojciec – powiedziała uśmiechając się uprzejmie.
- Tak wiem – westchnął i przejrzał listy. Znieruchomiał na moment kiedy wśród korespondencji zobaczył dużą kopertę z pismem jego żony. Wyjął ją na wierzch i otworzył. Tak jak się spodziewał. Nie wziął od niej papierów rozwodowych to je mu po prostu przysłała. Zaśmiał się nerwowo i pokręcił głową wściekły. Widocznie bardzo jej zależało na tym by zakończyć ich małżeństwo, więc nie zamierzał jej tego utrudniać.
- Wszystko w porządku? – zapytał Sergio. Pablo bez słowa podał mu papiery. Jako jego prawnik miał prawo wiedzieć co się dzieje. A nawet powinien przejrzeć te dokumenty. Wiedział doskonale, że Lucia niczego do niego nie żądała, ale był tak wściekły, że nie myślał o tym teraz.
- Dziękuję Juliano – powiedział i chciał ruszyć do swojego gabinetu.
- Jeszcze jedno panie prezesie – powiedział i niepewnie spojrzała mu w oczy.
- Tak? – zapytał zrezygnowany.
- Dwa dni temu dzwoniła pana żona – wydusiła. Mięśnie na jego twarzy znieruchomiały w jednej chwili – prosiła, żeby się pan z nią spotkał w firmie kiedy pan wróci.
- Mówiła w jakiej sprawie? – spytał, ale doskonale znał odpowiedź na to pytanie.
- Powiedziała tylko, że chodzi o interesy – Pablo skinął głową i bez słowa wszedł do swojego biura rzucając korespondencję na biurko. Przeczesał włosy palcami i wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Wyjął jednego i odpalił wypuszczając strużkę dymu.
- Wygląda na to, że papiery są w porządku – powiedział w końcu Sergio, który dopiero teraz oderwał wzrok od dokumentów, które starał się szybko przestudiować – Lucia niczego od ciebie nie żąda. Żadnego majątku, zadośćuczynienia, połowy domu czy samochodów. Nic nie chce, mimo, że mogłaby – zauważył i odłożył papiery na biurko przyglądając się przyjacielowi ze smutkiem w oczach.
- Akurat niczego innego się nie spodziewałem – wyznał i zaciągnął się znów papierosem. Skrzywił się jednak i zgasił go wściekły – znam Lucię doskonale. Nigdy nie wychodziła za mnie by czegokolwiek żądać. Była samodzielna i niezależna – powiedział i coś zakuło go w sercu na wspomnienie wspólnych miesięcy życia. Tak bardzo się kochali, jak to możliwe, że jego głupota tak po prostu wszystko zniszczyła.
- Co zamierzasz teraz zrobić? – zapytał Sergio. Pablo spojrzał mu w oczy i milczał przez chwilę. Przeniósł wzrok na papiery rozwodowe i sięgnął po telefon.
- To co powinienem – rzucił i połączył się z sekretarką – Juliana umów mnie proszę na spotkanie z moją żoną. Jak najszybciej.
- Dobrze – odparła i się rozłączyła.
- Lucia chce rozwodu – powiedział zdławionym głosem pełnym bólu i sięgnął po długopis – to go dostanie – warknął i złożył podpis na pozwie.

***
- Córeczko co się dzieje? – zapytała Victoria siadając na kanapie w salonie obok Lucii. Dziewczyna spojrzała na matkę zaszklonymi od łez oczami, ale tylko pokręciła głową.
- Nic mamo – przykryła dłonią rękę matki i uścisnęła ją – mam po prostu gorszy dzień – dodała i odwróciła wzrok. Victoria pokręciła głową i odgarnęła córce włosy z twarzy.
- Kochanie nie oszukasz mnie – powiedziała łagodnie – to nie jest gorszy dzień. Od dłuższego czasu chodzisz smutna i przygnębiona. Co się dzieje? – ponagliła delikatnie. Lucia chciała coś powiedzieć, ale rozległ się dźwięk telefonu domowego. Victoria westchnęła i wstała.
- Słucham? – zmarszczyła brwi i spojrzała na córkę – tak jest, już ją proszę mecenasie – odparła i zwróciła się do córki podając jej słuchawkę – do ciebie. Mecenas Silva – poinformowała.
- Tak słucham – odezwała się do telefonu i przeczesała włosy palcami – tak… - znieruchomiała na moment i odetchnęła głęboko. Spojrzała na matkę zaskoczonym wzrokiem – rozumiem…. Dobrze, w takim razie załatwimy tą sprawę jutro. Dziękuję panie mecenasie. Do widzenia – rozłączyła się i spojrzała w okno.
- Lucia? – Victoria usiadła przy córce – wszystko w porządku? – dziewczyna pokręciła głową i spojrzała na matkę, a wtedy po jej policzku popłynęła samotna łza.
- Kochanie…. – Victoria przytuliła córkę i tuliła ją w ramionach bez słowa.
- Myślałam, że to będzie łatwiejsze – powiedziała Lucia ocierając policzki z łez. Victoria spojrzała na córkę i pogładziła ją po policzku wierzchem dłoni.
- Chodzi o Pabla, tak? – zapytała. Córka jedynie kiwnęła głową twierdząco.
- Jutro mam się z nim spotkać w związku z firmą – wyjaśniła – a już teraz czuję, że to spotkanie będzie poza moje siły. To boli mamo… - powiedziała i zakryła dłonią usta.
- Lucia jesteś pewna, że chcesz się rozstać z Pablem? – zapytała poważnie – jesteś pewna, że tego co się między wami popsuło nie da się naprawić?
- Nie mamo – powiedziała Lucia, ale serce zakuło ją na wypowiedziane słowa – to już koniec i będzie lepiej dla nas obojga jeśli w końcu to załatwimy.
- Zdrada nie jest łatwa do wybaczenia córeczko, tylko przemyśl to raz jeszcze – poprosiła i pocałowała Lucię w policzek. Dziewczyna uśmiechnęła się blado a Victoria wstała i ruszyła ku schodom. Z piętra schodził właśnie Santiago. Victoria położyła mu dłoń na ramieniu i spojrzała w oczy – porozmawiaj z nią, proszę – powiedziała cicho i weszła po schodach na górę. Santiago ruszył powoli do salonu. Bez słowa usiadł na kanapie i splótł palce z Lucią patrząc na nią z troską.
- Co się dzieje siostrzyczko? – zapytał i odgarnął jej włosy za ucho. Lucia spojrzała na niego oczami pełnymi łez i bólu.
- Wszystko się wali – powiedziała cicho – miałam przyjechać z Californii, uratować firmę, rozwieść się z Pablem i zacząć nowe życie, ale…. – pokręciła głową i otarła mokre od łez policzki.
- O co chodzi?
- Muszę się jutro spotkać z Pablem w sprawie firmy. Nie wiem czy mam siłę na to spotkanie. Poza tym ostatnio – potarła czoło w zakłopotaniu – ostatnio kiepsko się czuje. Jestem senna, zmęczona, rozdrażniona – Santiago zmarszczył brwi.
- Lu…. Czy ty myślisz, że ta noc…? Że to co zaszło między tobą a Pablem ma swoje konsekwencje? – zapytał. Lucia spojrzała mu w oczy i pokręciła głową.
- Nie mam pojęcia Santi….nie wiem…..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:02:07 21-12-11    Temat postu:

O kurczaki... czyżby Lucia była w ciąży? Może jednak się nie rozwiodą, a jeśli nawet, to mam nadzieję, że prędzej czy później (przy czym stawiam raczej na opcję pt. później) dogadają się i stworzą razem szczęśliwą rodzinę
I tak sobie myślę, że Lucia wmawia sobie, że nie jest łatwo wybaczyć zdradę a tak naprawdę w głębi serca już dawno to zrobiła i tylko zraniona duma nie pozwala jej się do tego przyznać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:34:32 21-12-11    Temat postu:

No cóż....powiem tak: milczę jak grób, bo jak coś powiem to nie będzie już to samo
Na pewno na wszystkie pytanie znajdziesz odpowiedź gwarantuje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:36:58 21-12-11    Temat postu:

Hihi... nie spodziewałam się innej odpowiedzi Pozwolę więc działać mojej wyobraźni, a w międzyczasie może napiszę jeszcze jeden odcinek do "Baila..." - jakoś mnie ostatnio wzięło na to opowiadanie, a reszta czeka w kolejce
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:02:49 21-12-11    Temat postu:

W sumie inna odpowiedź paść nie mogła
No to działaj, a ja robię sobie zapas na odcinki w swoich opowiadaniach i wymyślam kolejne, bo mnie z kolei naszło na nowości ostatnio, nie wiem dlaczego no ale wszystko co wymyślam wstawiam do przedpremier także można oceniać czy warto wstawiać :p
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:06:41 21-12-11    Temat postu:

Widziałam wszystkie Twoje pomysły i będę nudna, ale wszystkie mi się podobają. Chyba nie potrafiłabym wskazać, który najbardziej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:37:12 23-12-11    Temat postu:

Przede wszystkim życzę wesołych, cieplutkich i obfitych Świąt :*

ODCINEK 10

- Wszystko gotowe? – zapytała Lucia wchodząc do sali konferencyjnej w swojej firmie, gdzie miała spotkać się z Pablem. Santiago skinął głową i złożył dokumenty, które ostatni raz przed spotkaniem chciał przejrzeć.
- Jak się czujesz? – zapytał patrząc na nią z troską. Lucia odetchnęła głęboko i przeczesała włosy palcami.
- Bywało lepiej – odparła uśmiechając się blado. Santiago objął ją ramieniem i pocałował w czoło.
- Wszystko będzie dobrze siostrzyczko – powiedział uśmiechając się do niej ciepło.
- Dziękuję, że tu ze mną jesteś – odpowiedziała mu uśmiechem – sama bym sobie nie poradziła – Santiago uśmiechnął się pod nosem.
- Poradziłaś byś sobie Lu, lepiej niż ktokolwiek inny – przyznał patrząc jej szczerze w oczy – poza tym gdzie miałbym być jak nie tu, by cie wspierać? – zapytał i założył jej włosy za ucho – zobaczysz, że wszystko pójdzie dobrze – zapewnił. Lucia pokręciła głową i oparła się na krześle.
- Nie sądzę – rzuciła i westchnęła. Santi zajrzał jej w oczy starając się coś z nich wyczytać. Zmarszczył brwi.
- Robiłaś test? – zapytał po chwili. Lucia uniosła wzrok i przygryzła policzek od środka – i? – ponaglił, ale nim zdążyła odpowiedzieć do sali wszedł mecenas Silva razem z Pablem i Sergiem.
- Jak mniemam wszyscy są obecni, więc możemy zaczynać – powiedział rozpinając guzik marynarki i spoglądając na Lucię i Santiago. Dziewczyna skinęła głową i zerknęła na Pablo.
- Cześć – rzucił i zajął miejsce naprzeciw żony.
- Cześć – odpowiedziała i chociaż bardzo chciała nie umiała odwrócić wzroku od jego głębokiego spojrzenia. Widziała, że jest zmęczony. Podkrążone oczy, kilkudniowy zarost, napięte mięśnie twarzy i drgający mięsień na policzku. Zawsze tak wyglądał, gdy za dużo pracował. Jeszcze kilka miesięcy temu usiadła by za nim na kanapie i rozmasowała jego napięte mięśnie, a on opowiadałby jej wydarzenia ostatnich dni, a teraz…… - zganiła się w duchu. O czym ja myślę. Zaklęła pod nosem i odwróciła zaszklony od łez wzrok.
- Proszę – odezwał się mecenas Silva podajać Sergio umowę – Pani Fonseca ma kilka zastrzeżeń co do umowy jaką panowie przedstawiliście – powiedział. Pablo uśmiechnął się złośliwe i spojrzał jej w oczy.
- Mianowicie? – zapytał. Lucia jednak milczała. Sergio podał mu dokumenty i wskazał miejsca poprawek nałożonych przez mecenasa Silvę.
- Pół na pół? – zapytał Pablo unosząc znacząco brew.
- Żądanie większościowych udziałów w firmie to trochę niesprawiedliwy warunek – odezwał się Santiago. Pablo zaśmiał się pod nosem.
- A ciebie kto pytał o zdanie? – warknął Pablo – z tego co wiem nie jesteś ani prezesem tej firmy, ani prawnikiem, więc nie rozumiem w jakim celu w ogóle zajmujesz stanowisko w tej sprawie – warknął Pablo rzucając mu wyzywające spojrzenie. Santiago pokręcił głową i chciał coś powiedzieć, ale Lucia położyła mu dłoń na ramieniu w uspokajającym geście. Oczy Pabla błysnęły z gniewu.
- To nie stanowisko Santiago w tej firmie mieliśmy omawiać na tym spotkaniu – zauważyła Lucia rzucając mężowi upominające spojrzenie – zgadzacie się na nasze warunki? – zapytała. Pablo zerknął na dokumenty stukając jednocześnie palcami w drewniany stół. Uniósł wzrok i wlepił go w piękne, ale smutne oczy Lucii. Przez chwilę mierzyli się na spojrzenia.
- Dobra – rzucił i wyjął pióro z wewnętrznej kieszeni marynarki. Zerknął jeszcze na Sergio, ale ten tylko kiwnął głową. Pablo podpisał, więc oba egzemplarze i podał dokumenty żonie. Kiedy ich spojrzenia się spotkały Lucia szybko odwróciła wzrok. Złożyła szybko podpisy na dwóch oddzielnych kartkach i jedną z nich oddała mecenasowi a teczkę z umową podała Pablo. Właściwie nie wiedział po co otworzył teczkę i jego spojrzenie utknęło na moment na podpisie jaki złożyła jego żona. Coś zakuło go w sercu na myśl, że już niedługo więcej nie podpisze się jego nazwiskiem. Zerknął na nią. Rozmawiała cicho z Santiago, a on trzymał ją za dłoń. Nawet jeśli Pablo miał jakieś wątpliwości to w tej chwili się rozwiały. Szepnął coś do Sergia i ten wyjął teczkę z dokumentami. Pablo rzucił ją na stół patrząc na żonę z bólem w oczach i furią nie opisania. Lucia spojrzała na niego zdezorientowana.
- Tu jest twoja droga do szczęścia i wolności – rzucił ostro. Lucia powoli wzięła teczkę do rąk i wyjęła z niej dokumenty. Przełknęła głośno ślinę na widok starannie złożonego podpisu na pozwie rozwodowym. Mimo iż chciała już zakończyć to małżeństwo coś niespodziewanie zakuło ją w sercu. Przecież tak miało być, tego chciała. Dlaczego nie potrafiła się z tego cieszyć? Spojrzała smutnymi oczami na Pabla. Milczał. Mierzył ją tylko zimnym i nieobecnym wzrokiem.
- Wszystkie formalności mamy chyba zamknięte – stwierdził chłodno Pablo i wstał – przyjadę tu jutro – rzucił jeszcze do Lucii, nawet na nią nie patrząc. Dziewczyna wstała i uśmiechnęła się smutno do Santiago.
- Do zobaczenia panie mecenasie – Sergio uścisnął dłoń Silvie, podobnie jak Pablo – do widzenia Lucio – rzucił do niej z przepraszającym spojrzeniem. Kiwnęła mu tylko głową i podeszła do okna, by dłońmi oprzeć się o parapet. Odetchnęła głęboko, ale zaczęło jej się kręcić w głowie, a do świadomości przestały docierać jakiekolwiek głosy. Odwróciła się, żeby zawołać Santiago, ale wszystko spowiła ciemność, a ona sama osunęła się na ziemię.
- Lucia! – Santiago natychmiast znalazł się przy niej – cholera jasna… - zaklął w duchu – otwórzcie okna – warknął i pochylił się nad przyjaciółką – Lu…maleńka ocknij się – poprosiła odgarniając jej włosy z twarzy.
- Proszę – usłyszał nad sobą głos Pabla. Kucnął obok niego i podał mu szklankę wody. W tym samym momencie Lucia otworzyła oczy i zamrugała kiedy światło drażniło jej oczy.
- Zajmij się nią – polecił Santiago zwracając się do Pabla – zadzwonię po jej lekarza - Pablo nie zastanawiając się dłużej wziął żonę na ręce i posadził ją na stojącej w rogu sali skórzanej kanapie. Odgarnął jej włosy z twarzy i przez chwilę jego spojrzenie złagodniało.
- Wypij to – poprosił podając jej szklankę z wodą. Lucia drżącą dłonią chwyciła ją i upiła łyk oddychając głęboko.
- W porządku? – zapytał. Dziewczyna skinęła głową, ale nawet na niego nie spojrzała.
- Pablo… - odezwał się Sergio ze skruszoną miną.
- Wiem Sergio…jedź – powiedział znużonym głosem.
- A jak wrócisz? – zapytał.
- Jakoś sobie poradzę – rzucił i spojrzał na żonę. Była blada i zmęczona. On nigdy nie dopuścił by ona tak wyglądała. Przestała dbać o swoje zdrowie odkąd wróciła z Californii.
- Podwiozę pana – zaproponował mecenas Silva. Sergio spojrzał na niego niepewnie – naprawdę to żaden problem – zapewnił i pochylił się by uściskać dłoń Lucii – proszę na siebie uważać – dziewczyna uśmiechnęła się do niego niewyraźnie w odpowiedzi. Rafael i Sergio wyszli z pomieszczenia zostawiając ich samych. Pablo spojrzał jej w oczy z troską.
- Co się dzieje? – zapytał w końcu łagodnym tonem. Lucia zerknęła na niego niepewnie i chciała wstać z kanapy. Mężczyzna jednak pokręcił głową i położył jej dłoń na udzie nie pozwalając wstać – Lucy….. – ponaglił. Uniosła wzrok i napotkała te wspaniałe piwne oczy wpatrujące się w nią z tą zwykłą intensywnością. Oczy zaszkliły jej się od łez. Co miała mu powiedzieć? Że jest z nim w ciąży? Miała znów komplikować mu życie. Przecież on tego nie chciał. Jeśli była jakaś szansa na to by się dogadali znikła kiedy podpisał papiery rozwodowe. Spuściła wzrok. Nie była w stanie w tej chwili rozmawiać z nim na ten temat, tym bardziej, że nie była pewna swoich przypuszczeń.
- Nic… - wyszeptała i otarła samotną łzę spływającą jej po policzku.
- Jasne – prychnął – spójrz na mnie – polecił ostro. Kiedy nie uniosła wzroku wsunął palec pod jej brodę i zmusił by na niego spojrzała – dlaczego nie chcesz mi powiedzieć co się dzieje? Przecież nie jestem ślepy. Widzę, że nie wyglądasz dobrze – Lucia spojrzała mu w oczy i delikatnie odsunęła jego rękę.
- Pablo, przecież to już nie jest twój problem – przypomniała ze łzami w oczach – podpisałeś papiery rozwodowe, wiec nic nas już nie łączy.
- Tak uważasz? – zapytał przyglądając jej się badawczo – uważasz, że rozwód sprawi, że nie będę o tobie myślał? Że zapomnę? Że nie będę się martwił? – dodał pełnym bólu głosem.
- Pablo, masz swoje życie. Beze mnie. Podjęliśmy decyzje, nie komplikujmy już tego – powiedziała cicho przeczesując włosy palcami.
- Ty podjęłaś decyzję – zauważył – i postawiłaś mnie przed faktem dokonanym – spojrzał jej w oczy – nie dałaś mi wyboru.
- O jaki wybór ci chodzi? – zapytała zaszklonym wzrokiem – chciałeś nadal tkwić w tym związku i zdradzać mnie z Ruth? Przecież ty nadal z nią mieszkasz. Żyjesz z nią. Jak ja miałabym do ciebie wrócić po tym wszystkim? Jak ty sobie to wyobrażasz? – wyrzuciła z siebie patrząc na niego z furią. Pokręciła głową i potarła nasadę nosa.
- Dlaczego wyjechałaś? – zapytał po chwili. Lucia spojrzała na niego, ale nie odezwała się słowem – Lucia…. – ponaglił.
- Jakie to ma teraz znaczenie? – zapytała.
- Dla mnie ma ogromne – przyznał patrząc na nią wyczekująco – dlaczego wyjechałaś Lucy….dlaczego mnie zostawiłaś – ponowił pytanie. Dziewczyna pokręciła głową i wstała podchodząc do stołu.
- To nie ma znaczenia – urwała i stanęła do niego tyłem. Pablo wstał i podszedł do niej.
- Uciekłaś do niego, tak? – zapytał wściekły. Lucia odwróciła się gwałtownie i łypnęła na niego gniewnie – pojechałaś do tego Iverte – warknął oskarżycielsko.
- Wiesz co? Jesteś idiotą – wysyczała – nie mierz mnie swoją miarą, do cholery – warknęła i odsunęła się od niego – lepiej będzie jak już pójdziesz. Dziękuję, że się mną zająłeś, ale już czuję się lepiej, więc możesz iść – powiedziała i wbiła wzrok w podłogę.
- Masz chyba rację – powiedział podchodząc do niej i patrząc jej w oczy – to nie ma już sensu – warknął i wyszedł zostawiając ją samą.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 19:09:54 23-12-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
natalka0125
Mocno wstawiony


Dołączył: 25 Sie 2011
Posty: 6285
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Polska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:01:57 23-12-11    Temat postu:

odcinek świetny cczyli Lucia jest w ciąży Pablem licze że będą razem czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:58:35 23-12-11    Temat postu:

Dwa wspaniałe odcinki, pełne miłości, mimo całej tej sytuacji. Do tego Lucia jest w ciąży z Pablem. Powinna mu powiedzieć o tym, w końcu kiedyś się dowie. A jak powie, mu że to nie jego dziecko, nie sądze, aby tak po prostu uwierzył. Czekam na new!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:19:52 23-12-11    Temat postu:

Lucia jest w ciąży z Pablem! Strasznie się cieszę! Ona musi mu o tym powiedzieć!
Czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:42:35 23-12-11    Temat postu:

Dziękuję wszystkim za komentarze
Widzę, że wszyscy bardzo się cieszą z tego, że Lucia może być w ciąży z Pablem, no ale nic nie może być takie proste, więc trzeba trochę skomplikować pewne sprawy :p zobaczymy w takim razie jak to się dalej potoczy i co wymyślę odnośnie moich bohaterów. Przede wszystkim jak Pablo i czy w ogóle dowie się o ciąży prawie byłej żony w końcu podpisał papiery rozwodowe
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:38:05 23-12-11    Temat postu:

Żeby nie było, że nie czytam, czytam, ale jak to ja mam problem z wyrzuceniem z siebie choćby kilku słów. I'm sorry...
Lucia jest przesympatyczna, choć wariuje, popełnia błędy, jest zazdrosna i nie potrafi się porozumieć z Pablem i tak uważam, że jest świetną protką. A na dodatek Ximena idealnie mi pod nią pasuje.
Pablito, cóż uroczy, choć jego zazdrość daje raczej negatywne niż pozytywne efekty. Chemia między nimi daje się czuć na kilometr. A ta ognista scenka, mrrr...

Wesołych świąt!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:38:32 01-01-12    Temat postu:

Melduję, że jestem, przeczytałam już wcześniej, ale były święta i tak jakoś zeszło...
Kurcze, czemu wszyscy faceci są tacy tępi? Nie dość, że nie umie dodać dwa do dwóch, to jeszcze ocenia innych według siebie, a potem z podkulonym ogonem znika, bo tak wygodniej... Ciągle jednak mam nadzieję, że Lucia i Pablo się dogadają, bo przecież na odległość widać, że ciągle nie są sobie obojętni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:39:24 04-01-12    Temat postu:

Dziękuję dziewczyny za komentarze :*

Blue - wiem, że czytasz, także niczym się nie przejmuj. Wiem jak to z komentarzami bywa, bo ja sama nie zawsze wrzucam je na czas, ale u mnie to raczej kwestia czasu

Aguś - faceci to faceci. Czasem trzeba ich naprowadzić, a nawet wręcz oświecić....no ale cóż. Co do reszty to nic nie powiem, tylko zapraszam na kolejny odcinek


ODCINEK 11

- Jest pan pewny doktorze? – zapytała Lucia patrząc zaszklonym wzrokiem na siedzącego naprzeciwko siwego mężczyznę. Uniósł wzrok i zdjął okulary przyglądając jej się uważnie.
- Tak pani Fonseca – uśmiechnął się ciepło – jest pani w szóstym tygodniu ciąży – dziewczyna przeczesała nerwowo włosy palcami i odetchnęła głęboko uśmiechając się blado. Boże jaka ironia losu. W zupełnie innych okolicznościach cieszyła by się dużo bardziej z tego, że za kilka miesięcy zostanie mamą. Zawsze o tym marzyła. Chciała mieć rodzinę i dzieci z mężczyzną, z którym mogłaby dzielić się tym szczęściem. Teraz jednak wszystko skomplikuje się jeszcze bardziej. Rozwód, relacje z Pablo. Nie tak miało być. Pokręciła głową i przymknęła oczy – dobrze się pani czuje? – zapytał lekarz przyglądając jej się uważnie. Lucia skinęła głową i uśmiechnęła się blado.
- Tak. Wszystko w porządku. Tylko to wszystko….. – głos jej się załamał.
- To zrozumiałe, że w tej chwili przepełnia panią wiele uczuć – uśmiechnął się lekarz i założył okulary na nos – ma pani wiele pytań, ale proszę się nie martwić. Jak na razie nic złego się nie dzieje, ale nie może się pani denerwować, ani wysilać. Trochę niepokoją mnie wyniki pani badań, ale jeśli będzie się pani stosować do moich zaleceń i przede wszystkim będzie pani o siebie dbać, nic złego nie powinno się dziać – powiedział
- Ale co z moimi wynikami jest nie tak? – zapytała zaniepokojona Lucia patrząc na lekarza. Doktor westchnął i oparł łokcie na biurku przyglądając jej się z otuchą.
- Przede wszystkim proszę się nie denerwować. W pani wynikach zauważyłem, że ma pani niski poziom żelaza we krwi, a co za tym idzie poziom trombocytów, czyli płytek krwi odpowiedzialnych za krzepnięcie krwi jest niski – wyjaśnił i uśmiechnął się uspokajająco – u dużej liczy kobiet w ciąży się to zdarza. Proszę się tym na razie nie przejmować. Będziemy to kontrolować na bieżąco i w razie potrzeby zastosujemy odpowiednie leczenie. Teraz najważniejsze jest żeby pani zdrowo się odżywiała i nie przemęczała się – powiedział i podał jej wcześniej wypisaną receptę – proszę tu ma pani wypisane Witami i żelazo, które musi pani zażywać regularnie. Za trzy tygodnie proszę przyjść na kolejną wizytę i wtedy znów zrobimy badania.
- Dobrze panie doktorze – skinęła głową Lucia, ale słowa doktora nie do końca ją przekonały. Bez względu na wszystko w tej chwili najważniejsze dla niej było dbać o siebie, bo teraz nie była już sama.
- Pani Lucio, wiem, że nie przekonałem pani do końca, ale na razie nie ma się czym martwić. Obiecuję pani, że będziemy kontrolować wszystko na bieżąco i nie dopuszczę by cokolwiek złego się stało – powiedział szczerze i uśmiechnął się łagodnie.
- Dziękuję panie doktorze – Lucia wstała i uśmiechnęła się niewyraźnie.
- Proszę zapisać się na kolejną wizytę – poprosił i oparł się w fotelu. Lucia skinęła tylko i głową.
- Do widzenia – pożegnała się i wyszła z gabinetu. W tej samej chwili zadzwonił jej telefon. Sięgnęła do torebki i wyjęła komórkę. Zerknęła na wyświetlacz i odetchnęła głęboko. Pablo. Odrzuciła połączenie. Nie rozmawiali ze sobą od dwóch tygodni. Po jej zasłabnięciu w firmie Santiago nie pozwolił jej na to by pracowała. Musiała wziąć urlop i odpocząć w domu, a przede wszystkim zrobić wszystkie badania. Obiecał, że wszystkim się zajmie i Lucia miała pewność, że jej nie zawiedzie. Mimo, że to Santiago miał się z nią kontaktować Pablo od dwóch dni próbował bezskutecznie się z nią skontaktować. Lucia jednak po ich ostatniej kłótni nie miała ochoty z nim rozmawiać. Chciała odpocząć. Teraz musiała dbać nie tylko o siebie, ale myśleć przede wszystkim o maleństwie, które nosiła pod sercem. To było dla niej w tej chwili najważniejsze.

***
- Niech to szlag! – warknął Pablo i rzucił telefon na biurko. Sięgnął po papierosa i odpalił go podchodząc do okna. Wsunął dłoń w kieszeń i patrząc na panoramę miasta zaciągnął się papierosem. Wszystko ostatnio szło nie tak jak powinno. Od dwóch tygodni dzielił swój czas pomiędzy rodzinną firmę, a spółkę, w którą wszedł z Lucią. Robił wszystko by nie mieć wolnego czasu. Wszystkie myśli skupiał tylko na sprawach służbowych, w domu bywał tylko gościem, co bardzo nie podobało się Ruth. Pablo nie potrafił jednak inaczej. Po jego ostatniej kłótni z Lucią nie chciał by żona zaprzątała jego myśli. Nie chciał już rozdrapywać rany jaka na powrót otwarła się w jego sercu. Miał świadomość, że będzie musiał spotykać Lucię codziennie w firmie i dziękował Bogu, że postanowiła iść na urlop. Po dwóch tygodniach jednak nie opuszczały go dziwne przeczucia, że coś się dzieje. Lucia była bardzo pracowita. Poza tym chciała wyciągnąć firmę z długów. Nie pozwoliła by na to by nie było jej przy podejmowaniu najważniejszych decyzji. Chciała w tym uczestniczyć. Chciała mieć wszystko pod kontrolą. To między innymi dlatego nie chciała się zgodzić na spółkę z nim. Od dwóch tygodni jednak sprawy Lucii prowadził Santiago Iverte. Coś bez wątpienia się działo, ale niestety nie mógł się niczego dowiedzieć, bo ani Fer ani tym bardziej Santiago nie przepadali za nim, więc nie było szans by cokolwiek mu powiedzieli. Jakby tego było mało Lucia w ogółe nie odbierała od niego telefonów. Połączenia na komórkę odrzucała, a kiedy dzwonił do domu służąca, albo Victoria zbywały go mówiąc, że Lucii nie ma, albo jest zajęta. Pokręcił głową. Musiał dowiedzieć się co się dzieje z jego żoną. Coś ewidentnie było nie tak.
Z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi. Kiedy odwrócił się w ich stronę do gabinetu pewnym krokiem wszedł Santiago.
- Przyniosłem raporty o które prosiłeś – powiedział obojętnym tonem i spojrzał na niego chłodnym spojrzeniem. Pablo zgasił papierosa i skinął głową sięgając po jedną z teczek.
- Dziękuję – powiedział. Santiago jednak już się nie odezwał, tylko skierował się w stronę wyjścia – Santiago? – odezwał się Fonseca. Mężczyzna odwrócił się do niego.
- O co chodzi? – wsunął dłonie w kieszenie spodni i patrzył na Pabla wyczekująco.
- Co się dzieje z Lucią? – zapytał i odłożył papiery na biurko. Santiago przez chwilę przyglądał mu się całkowicie niewzruszony.
- Dlaczego pytasz mnie? Zadzwoń do niej – powiedział z kpiną i chciał wyjść.
- Dobrze wiesz, że nie odbiera ode mnie telefonów – zauważył Pablo. Santiago zatrzymał się i pokręcił głową śmiejąc się złośliwie.
- I ty się jeszcze dziwisz? – zapytał unosząc znacząco brew – każda wasza rozmowa kończy się tak samo. Po co jej to? Po co ma znów cierpieć? – powiedział z cieniem gniewu. Jego oczy błysnęły. Pablo zacisnął szczęki, aż mięsień na policzku zaczął mu drgać – daj jej spokój Fonseca. Pozwól jej zacząć życie od nowa. Bez ciebie – warknął. Pablo przeczesał włosy palcami i przymknął powieki. Wiedział, że Iverte ma racje. Wiedział, że bardzo ją zranił, ale to nie zmienia faktu, że nadal nie była mu obojętna.
- Wiem, że mnie nie znosisz Santiago – zaczął po chwili – wiem, że Lucia nie chce mnie widzieć, ale to, że nie ma jej od dwóch tygodni w firmie nie jest do niej podobne – zauważył patrząc na Santiago z bólem i bezradnością w oczach – wiem, że coś jest nie tak. Znam ją. Martwię się, ale nikt mi nic nie powie.
- Jakiś ty biedny – zakpił Santiago i pokręcił głową patrząc w okno.
- Proszę cie….. – odezwał się Pablo. Jego głos był łagodny i pełen niepokoju. Santiago zerknął na niego i przyglądał mu się przez chwilę – powiedz mi tylko, że nic jej nie jest – poprosił.
- Nic złego jej się nie dzieje – odezwał się w końcu Santiago – ale nic więcej ci nie powiem. Nie ja powinien to robić. To sprawa między wami, mogę tylko przekonać Lu żeby z tobą porozmawiała – powiedział i ruszył do drzwi.
- O czym ty mówisz? – zapytał Pablo marszcząc brwi. Santiago spojrzał na niego ostro.
- Zastanów się Pablo o czym mówię. Zastanów się co takiego mogłeś jej jeszcze zrobić i zachowaj się jak facet – warknął i wyszedł trzaskając drzwiami.

***
Lucia od co najmniej pół godziny stała na balkonie w swojej sypialni i patrzyła na rozpościerające się hektary rosnących winogron. Mimo, że kochała to miejsce i uwielbiała podziwiać ten krajobraz dzisiaj nie umiała się nim cieszyć. Dzisiaj nie przynosił ukojenia. Dzisiaj jej myśli błądziły zupełnie gdzie indziej. Dzisiejszy dzień miał być jednym z najtrudniejszych w jej życiu. To na dziś wyznaczono datę ich rozprawy rozwodowej. Czekała na ten dzień od bardzo dawna a jednak nie umiała się nim cieszyć. Nie w takich okolicznościach. Wiele się zmieniło odkąd tu przyjechała. Była w ciąży. Z Pablem i chociaż bardzo by chciała nie mogła tego zlekceważyć. Mimo iż chciała nie mogła wyrzucić Pabla ze swojego życia, a upragniony rozwód niczego tak naprawdę nie zmieni. Nadal będzie go widywać w firmie. Poza tym powinien się dowiedzieć o tym, że zostanie ojcem, ale Lucia do tej pory nie umiała zdobyć się na odwagę by mu to wyznać. Wiedziała doskonale, że to wiele zmieni i jeszcze bardziej skomplikuje. Nie miała na to siły. Nie miała siły na walkę z Pablem. Zbyt mocno to wszystko ją bolało. Położyła dłoń na swoim jeszcze płaskim brzuchu i łzy, które starała się powstrzymać od wczoraj w końcu popłynęły po jej policzkach. Wszystko miało być takie proste, a okazuje się, że jeszcze nie dość wycierpiała w swoim życiu. Na każdym kroku czekała ją kolejna fala bólu. Raniła siebie pobytem tutaj i ranił ją Pablo swoim zachowaniem. Nie wiedziała już co powinna zrobić.
Przeczesała włosy palcami i zakryła dłonią usta. Była tak pogrążona we własnych myślach, że nie zauważyła nawet kiedy Santiago wszedł na balkon i objął ją o tyłu za szyję tuląc w silnych ramionach. Dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo tego potrzebowała. Jak bardzo brakowało jej opieki i troski. Tęskniła za bezpieczeństwem i spokojem, które zawsze odnajdywała z ramionach ojca. Teraz jego już nie było, a ona mogła liczyć na braterskie wsparcie Santiago. Nim się obejrzała zaczęła płakać. Nie umiała już dłużej powstrzymywać szlochu, który uwiązł jej w gardle. Santiago bez słowa odwrócił ją w swoją stronę i mocno przytulił chowając ją w swoich ramionach. Pocałował ją w czoło i milczał. Doskonale zdawał sobie sprawę, że tego właśnie potrzebowała. Nie słów, ani rad, ale zwykłej obecności. Potrzebowała wsparcia.
- Lu – szepnął głaszcząc ją uspokajająco po głowie. Dziewczyna odsunęła się od niego powoli i spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się łagodnie i otarł jej mokre od łez policzki.
- Dziękuję, że tu jesteś Santi – powiedziała cicho.
- Nie dziękuj mi za coś co jest oczywiste. Wiesz, że cie kocham siostrzyczko i zrobię wszystko byś nie cierpiała, prawda? – Lucia skinęła głową. Santiago uśmiechnął się blado i założył jej włosy za ucho. Był jednak nie obecny.
- Co się stało? – zapytała Lucia. Chłopak spojrzał jej w oczy i milczał przez chwilę.
- Lucia wiesz, że będziesz musiała mu powiedzieć? – dziewczyna spuściła wzrok i oparła się plecami o barierkę – wiem, że nie jest to proste, ale nie masz wyjścia.
- Rozmawiałeś z nim? – zapytała patrząc na niego ze zmarszczonymi brwiami. Skinął głową.
- Tak. Chciał wiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku, bo martwi się o ciebie – przyznał. Lucia zaśmiała się nerwowo i spojrzała na Santiago z wyrzutem.
- Raptem zacząłeś trzymać jego stronę? – zapytała z bólem a jej oczy zaszkliły się od łez.
- Lu, dobrze wiesz, że go nie znoszę, ale to nie znaczy, że zgadzam się z tym co robisz. Ukrywanie tego, że Pablo będzie ojcem przysporzy ci tylko dodatkowych kłopotów – wyjaśnił – bez względu na to jaki jest i jak bardzo cie skrzywdził ma prawo wiedzieć, że zostanie ojcem i zachować się odpowiedzialnie pomagając ci. Wiesz, że mam rację Lu – dodał i ujął ją pod brodę zmuszając by na niego spojrzała. Dziewczyna skinęła głową.
- Wiem – wyszeptała. Santiago uśmiechnął się i przytulił ją.
- Zawsze ci pomogę, bo jestem twoim bratem, ale ja na jego miejscu mimo wszystko chciałbym wiedzieć – przyznał szczerze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 4 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin