Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Vampires from Hell"- cz.II- ODCINEK 1
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:27:38 19-11-10    Temat postu:

Nie zdradzę...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:30:16 19-11-10    Temat postu:

Nie zdradzaj Wolę się przekonać, czytając ciąg dalszy ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:37:40 19-11-10    Temat postu:

Spoko
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:14:33 26-11-10    Temat postu:

NOWY BOHATER!!!

Alex Pettyfer jako Salimm(20, potem 22l.)- syn Ismana, dowódcy oddziału zbierającego ofiary dla przybysza podającego się za boga. To miły, nieco nieśmiały chłopak, pracowity, troskliwy wobec Eirene, jest w niej zakochany.

Odcinek 3- Śmierć i miłość

Minął kolejny miesiąc. Oddział jak na razie omijał nasz dom. Matka za każdym ich odejściem oddychała z ulgą, tuliła mnie i moje rodzeństwo, płacząc ze szczęścia. Ja również cieszyłam się niezwykle z tego, głównie dlatego, iż moje rodzeństwo było bezpieczne.
Tego miesiąca, roku 2473 przed Chrystusem, skończyłam 17 lat. Mój brat miał już 22, a siostra 15. Dzień zaczął się zwyczajnie. Wstałam o świcie, wraz z Isturathem, by pomóc mu nakarmić zwierzęta. Matka już krzątała się w kuchni, robiąc nam śniadanie.
- Ojciec jeszcze śpi?- spytał zdziwiony Isturath.
- Właśnie. Zazwyczaj wstaje o tej porze, by wybrać się w pole.- dołączyłam się do jego pytania.
- Och, faktycznie.- przyznała matka, kierując się w stronę kąta wydzielonego od reszty chaty i starannie zasłoniętego kawałkiem materiału, gdzie znajdowało się łóżko rodziców. Mama odsłoniła kąt i zbliżyła do posłania. Zaczęła lekko szturchać ojca, by go obudzić.
- Wstawaj, już świta, pora iść w pole.- mówiła. Kiedy nie zareagował, odkryła go i po chwili krzyknęła. Ja i Isturath zerwaliśmy się prawie jednocześnie. Zatrzymałam się pierwsza, widząc powód przerażenia mojej matki. Ojciec był blady i nie poruszał się. Dotknęłam jego skóry- była zimna jak lód, ręce sztywne. Nie oddychał. Isturath stał bez ruchu, czekając na to, co powiem. Matka również wpatrywała się we mnie.
- On... Umarł.- ledwie wykrztusiłam to z siebie.
Matka rzuciła się ku nieboszczykowi, siadając na łóżku i tuląc jego ciało do siebie. Isturath długo musiał ją od niego odciągać. Kiedy mu się to udało, matka zaniosła się szlochem, więc przytulił ją mocno. Ja wpatrywałam się w ojca tępym wzrokiem, walcząc ze łzami, które i tak w końcu popłynęły mi po policzkach.
Eileen podbiegła do nas, zbudzona szlochem matki. Kiedy Isturath powiedział jej, co się stało, również wybuchła płaczem, osuwając się na ziemię. Podtrzymałam ją, tuląc do siebie.
To było jak cios w samo serce. Kochałam ojca bardzo mocno, wiele mieliśmy ze sobą wspólnego, a musiałam się pogodzić z jego śmiercią. Mama również mocno to przeżyła, ale na co dzień starała się być wesoła. Płakała jedynie nocami, kiedy my spaliśmy. Ja jednak zasypiałam późno i słyszałam wszystko.
Isturath i Eileen byli lekko przybici. Na szczęście Eileen po jakimś czasie stała się weselsza.
Na Isturatha spadła odpowiedzialność opieki nad rodziną. Znosił to mężnie, chociaż widać było, iż jest mu ciężko. Starałam się pomagać bratu. Miałam wiele energi, poza tym odziedziczyłam po ojcu twardy charakter. Jakoś sobie radziliśmy.

W tamtym czasie, bywając na targu, często spotykałam Salimma, syna dowódcy owego oddziału zbierającego ofiary.
- Witaj.- zaczepił mnie, uśmiechając się szeroko.
- Witaj Salimm.- odrzekłam, odwdzięczając mu się promiennym uśmiechem.
- Jak sobie radzisz?- spytal nieśmiało, nie wiedząc, czy może zapytać o moją żałobę po ojcu.
- Już w miarę dobrze. Dziękuję, że pytasz.- odpowiedziałam.- I nie bój się mnie o to pytać. To smutny temat, ale nie mogę go unikać do końca życia.- dodałam, wymieniając właśnie jedną ze zrobionych jeszcze przez ojca motyk na tłustą kaczkę, która miotała się jak szalona. Nie znaliśmy pieniędzy, więc prowadziliśmy handel wymienny.
- To dobrze. Bałem się, iż Cię uraziłem.- odrzekł Salimm, pomagając mi ujarzmić kaczkę.
- Jesteś zbyt miły, aby kogokolwiek urazić.- powiedziałam, uśmiechając się ponownie. Salimm patrzył na mnie, a w jego oku pojawił się jakiś blask. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Naprawdę ślicznie się uśmiechał. Jego błękitne oczy błyszczały cudnie za każdym razem, kiedy się widzieliśmy. Od samego początku domyślałam się, że jest mną zainteresowany, jednak fakt, iż jego ojciec dowodził oddziałem był pewną przeszkodą. Nie chciałam należeć do takiej rodziny, a z pewnością Salimm miał wobec mnie poważne plany.

Szliśmy razem, ramię w ramię, trzymając szamotającą się kaczkę. Nagle wyrwała się nam. Goniliśmy za nią jakiś czas, aż udało nam się ją złapać przy głównej drodze. Podnieśliśmy ją oboje i nasze oczy się spotkały. Poczułam jak jakiś prąd przeszywa mnie na wskroś. Nasze twarze dzieliły centymetry. Kaczka przestała się szamotać wciśnięta między nas. Mało brakowało, a byśmy się pocałowali. Ja jednak odsunęłam się od niego.
- Wybacz, ale już dawno powinnam być w domu.- powiedziałam i odeszłam, nie oglądając się za siebie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:54:44 26-11-10    Temat postu:

Mam nową teorię na temat tego, w jaki sposób Eirene znajdzie się w rezydencji Ahma, ale nic nie powiem tylko poczekam na odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:17:25 26-11-10    Temat postu:

Hmm... Ciekawa jestem, czy zgadłaś
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:17:41 27-11-10    Temat postu:

ja też przekonamy się pewnie za kilka odcinków
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:27:55 27-11-10    Temat postu:

Właśnie...

Napisałam już prolog do Czerni i bieli, więc zapraszam tam... Jestem ciekawa jak się to wszystkim spodoba...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:28:13 01-12-10    Temat postu:

Odcinek 4- Kolejny cios

Minął kolejny rok. Dokładnie w połowie następnego, kiedy skończyłam 18 lat, ponownie stała się tragedia. Nie miała ona związku z przybyszem, bo oddział nadal omijał drzwi naszego domu.
Jakieś pięć dni po nowiu księżyca, kiedy wróciłam z targu, Eileen wraz z matką przygotowywały obiad.
- Gdzie Isturath?- spytałam, zauważając nieobecność brata.
- Poszedł do lasu.- ubiegła matkę w odpowiedzi Eileen.
- Ale po co?- spytałam.
- Zapolować. Wiesz przecież, że zawsze lubił mięso dzikich zwierząt.- tym razem odpowiedziała mi matka.
- No tak.- westchnęłam, ale po chwili coś sobie przypomniałam.- Chwila. Przecież ludzie z wioski ostrzegali, by nie chodzić po lesie.- powiedziałam.
- Tak, wiem, słyszałam.- odezwała się Eileen.- Podobno grasuje tam jakieś straszliwe zwierzę, które rozszarpuje ludzi.- ogłosiła takim tonem, jakby opowiadała najnowszą plotkę.
- Właśnie.- rzuciłam oschle, piorunując ją wzrokiem, po czym spojrzałam na matkę.- Coś w lesie zabija ludzi, a on jak gdyby nigdy nic poszedł sobie na polowanie?- zwróciłam się do niej pełna oburzenia.
- Eirene, przecież wiesz, że Isturathowi trudno czegokolwiek zakazać, z resztą tak jak i Tobie.- matka odwdzięczyła mi się kąśliwą uwagą.- On nic sobie nie robi z tych pogłosek. Te historie o krwiożerczej besti grasującej w naszym lesie zwyczajnie go śmieszą. Nie byłyśmy w stanie go zatrzymać.- dodała po chwili, spoglądając na Eileen, która momentalnie spoważniała i potwierdziła słowa matki kiwnięciem głowy. Westchnęłam jedynie i zajęłam się obiadem. Matka bez słowa obierała warzywa, a Eileen je kroiła.

Kiedy nadeszła pora posiłku, Isturatha jeszcze nie było. Zbliżał się wieczór, więc zaczęłam wpadać w panikę. Matka starała się mnie uspokoić, ale widać było że ona również bardzo się martwiła. Eileen siedziała przy stoliku, ze wzrokiem wlepionym w jego blat.
W końcu nie byłam w stanie wytrzymać tego czekania.
- Idę go szukać.- oświadczyłam, opatulając się kożuchem.
- Zwariowałaś? Chcesz iść sama o tej porze do lasu?- napadła na mnie matka. W oczach Eileen, która właśnie podniosła wzrok, widziałam niepokój.
- Przecież musimy go znaleźć...- spojrzałam na nie błagalnie. Rozumiałam, że obie się o mnie martwiły, ale nie mogłam już dłużej czekać na Isturatha.
Na dłuższą chwilę zapadła nieznośna cisza. Nie wiedziałam, czy wybiec jak wariatka na zewnątrz, czy poczekać na jakąś reakcję matki lub siostry.
- Masz rację...- odezwała się w końcu matka.- Ale może poszedłby z Tobą jakiś mężczyzna?- zaproponowała.
- Dobrze, poproszę Salimma, żeby ze mną poszedł.- rzuciłam i wyszłam na zewnątrz, od razu kierując kroki do jego domu. Wybrałam go, bo właściwie jego znałam najlepiej, i byłam pewna, iż się zgodzi. Być może trochę Salimma wykorzystywałam- w końcu on mnie kochał, troszczył się, pomagał, a ja go stale od siebie odpychałam.
Zapukałam do drzwi. Po jakichś 20 minutach otworzył mi jego ojciec. Jak zwykle zlustrował mnie zimnym spojrzeniem i zapytał po co przyszłam.
- Jest Salimm?- spytałam od razu.
- Tak, zaraz go zawołam.- odrzekł Isman.- Salimm! Przyszła Eirene!- krzyknął, stojąc przy drzwiach. Nie minęło nawet pięć minut, a Salimm stanął obok niego, wprost promieniejąc na mój widok.
- Witaj Eirene. Może wejdziesz?- zaprosił mnie do środka.
- Nie mam czasu.- odrzekłam szybko.- Mój brat wybrał się po południu na polowanie do lasu i do tej pory nie wrócił.- wyjaśniłam, spoglądając na niebo. Było już po zmierzchu.- Wybieram się, by go poszukać i chciałam spytać, czy nie udałbyś się ze mną?- spytałam.
- Oczywiście.- odrzekł Salimm, wziął z domu ciepły kożuch i toporek, wyjaśniając ojcu powód mojego przybycia. Potem oboje udaliśmy się do lasu, by szukać mego brata.

Chodziliśmy po lesie, wołając bezskutecznie Isturatha. Kiedy Salimm zaproponował, byśmy wrócili do domu, bo robi się naprawdę późno, napadłam na niego.
- Nie ma mowy. Nie wrócę, dopóki nie znajdę mojego brata.- syknęłam. Wiedziałam, że nie powinnam była tego robić. Salimm miał rację, ale musiałam znaleźć Isturatha, tym bardziej jeśli w lesie naprawdę grasowało to okropne zwierzę, które pojawiło się wraz z owym przybyszem podającym się za boga. W ogóle po przybyciu tego kogoś życie naszej wioski zmieniło się w koszmar. Jeżeli to miał być nasz bóg, to wolałam nie wierzyć w nic.
W końcu na mchu znalazłam amulet Isturatha. Nogi się pode mną ugięły, kiedy ujrzałam na nim krew. Salimm podtrzymał mnie. Dalej, w głąb lasu ciągnęły się ślady krwi.
- Nie, to niemożliwe...- wydusiłam, po czym zaniosłam się spazmatycznym szlochem. Nie docierało do mnie, że Isturath zginął.
Salimm objął mnie ramieniem i mocno przytulił, próbując uspokoić. Miotałam się chwilę, a potem wtuliłam w niego. Czułam się bezsilna. Właśnie straciłam brata, kolejną ważną dla mnie osobę. Co więcej, zginął kolejny mężczyzna z naszego domu. Jakże miałyśmy teraz sobie poradzić, my, trzy kobiety?

Salimm zaprowadził mnie do domu. Opowiedział wszystko mojej matce i Eileen, bo ja nie byłam w stanie. Żadna z nich również nie była w stanie pochamować łez. Salimm bał się zostawić nas same, ale matka uspokoiła się i powiedziała, by wracał do domu.
Ja uspokoiłam się dopiero następnej nocy. Leżałam wtedy, rozmyślając nad tym wszystkim. Zastanawiało mnie to, że ślady krwi prowadziły do domu przybysza. Byłam pewna, że to on jest powodem wszystkich nieszczęść. I miałam rację.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:16:24 13-12-10    Temat postu:


Charlize Theron jako Solaris(23l.)- kurtyzana, przybywa wraz z Ahmem. Jest jedynym człowiekiem w jego świcie. Porwana z własnego domu,zastraszona, robi to, co każe jej Ahm. Nienawidzi swojej profesji, ale nie ma wyboru.

Milla Jovovich jako Issis(19l.)- kurtyzana, skuszona bogactwem Solaris decyduje się do niej dołączyć. Eirene traktuje jak rywalkę, dlatego robi wszystko, by się jej pozbyć.

Odcinek 5- Decyzja

Minął miesiąc od śmierci Isturatha, kiedy zaczęły się kolejne problemy. Przedmioty, które wyrabiał, tak jak kiedyś ojciec, kończyły się nieubłaganie. Były one dla nas o tyle cenne, iż można było zdobyć za nie na targu różne potrzebne rzeczy. Żadna z nas nie potrafiła ich wykonywać, bowiem rzemieślnictwo było domeną mężczyzn. Nastały dla nas ciężkie dni. Żyłyśmy z tego, co wychodowałyśmy. Dodatkowo matka tkała na krosnach materiały do wyrobu odzienia. Czasem robiła to od rana do nocy, nie śpiąc, byleby jak najwięcej. Ludzie z wioski potrzebowali materiałów, więc jakoś sobie radziłyśmy. Eileen zajmowała się domem, a ja prawie codziennie szłam na targ, by tam wymieniać utkany przez matkę materiał na różne potrzebne przedmioty. Jednak matka traciła siły, a mi i Eileen tkanie nie szło tak sprawnie. Na naszych barkach spoczął ogromny ciężar- prowadzenie domu i gospodarstwa.

Pewnego dnia, kiedy po raz kolejny udałam się na targowisko, zauważyłam dwie kobiety ubrane w przepiękne materiały, obwieszone łańcuchami i błyszczącymi kamieniami przywiezionymi przez przybysza podającego się za boga. Szły pod rękę z dwoma mężczyznami należącymi do oddziału zbierającego ofiary dla Ahma. Ludzie szeptali coś do siebie, patrząc na owe kobiety z pogardą.
- Czemu te kobiety są tak ubrane? Skąd je na to stać?- spytałam starszą kobietę stojącą obok mnie.
- To kurtyzany.- odrzekła, wymawiając to słowo z obrzydzeniem.
- Kurtyzany?- zdziwiłam się, bo matka nigdy mi o niczym takim nie wspominała.
- One oddają się mężczyznom, a w zamian dostają to wszystko. Nie do pomyślenia! Podobno to Ahm sprowadził do nas ten obyczaj, by zapewnić rozrywkę tym, którzy należą do oddziału.- wyjaśniła mi jakaś inna kobieta, stojąca obok staruszki.
- Ale przecież oni mają żony i dzieci...- zaczęłam.
- Ahm zezwala im na to, więc ich żony nie mają prawa głosu.- odrzekła tym razem starsza kobieta.
Tak zakończyła się nasza rozmowa. Wracając do domu zastanawiałam się nad tym dokładnie. To, co robiły te kobiety, które widziałam, było bez wątpienia niemoralne, ale przynosiło zysk. W końcu za owe błyszczące kamienie członkowie oddziału dostawali nieomal wszystko- od najlepszych ziaren, przez największe zwierzęta, po sprzęty wykonywane u doskonałych rzemieślników z naszej wioski. W swoim gospodarstwie zatrudniali parobków i służbę, tak więc nie musieli praktycznie nic robić. Ich domy były pięknie zdobione i stale powiększane. Każdy zazdrościł im tego. Ja również.
Wtedy chciałam za wszelką cenę zapewnić mojej matce i Eileen jak najlepszy byt, tym bardziej, że posagi moje i siostry zostały wydane. Nie mogłam pozwolić, by Eileen została starą panną. O sobie nie myślałam. Byłam gotowa poświęcić nawet własne ciało, opinię i szansę na zamążpójście. Wszak żaden szanujący się mężczyzna nie mógł wziąć za żonę kurtyzany.
Nim doszedłam do domu, podjęłam jednak ostateczną decyzję.

Matka była w szoku, słysząc, iż zdecydowałam się zostać kurtyzaną. Eileen również nie była z tego zadowolona.
- Przecież zniszczysz sobie opinię, Eirene.- powiedziała błagalnie matka.
- No i nikt nie będzie chciał się z Tobą ożenić.- dopowiedziała Eileen.
- Obawiam się, że nie mam wyboru. Przecież zapotrzebowanie na tkaniny w końcu się skończy, i co wtedy? Już teraz wiedzie się nam nienajlepiej...- wyjaśniłam.
Na chwilę zapanowała cisza.
- W sumie masz rację...- odezwała się w końcu matka.- Ale nie chcę dla Ciebie takiego życia...- dodała, spoglądając na mnie.
- Wiem... Ale podjęłam już decyzję... Robię to dla Was.- odrzekłam, tuląc je obie do siebie.

Już następnego dnia udałam się do jednej z owych kurtyzan, by dowiedzieć się więcej na temat tego, co robiły. Jedna z nich nazywała się Solaris(czyli promień słońca), miała 23 lata, a druga Issis(gwiazda), która miała 19 lat.
Kiedy przyszłam do ich domu i powiedziałam, że chcę do nich dołączyć, Issis nie wyglądała na zadowoloną.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? Jako kurtyzana będziesz wyklęta ze społeczeństwa, poniżana, no i zostaniesz starą panną.- mówiła Solaris, starając się mnie odwieść od tej decyzji.
- Wiem, ale nie dbam o to. Ważniejszy jest dla mnie byt mej matki i siostry. Robię to dla nich.- odrzekłam nieugięta.
Solaris westchnęła ciężko, ale uszanowała mój wybór. I tak zaczął się kolejny etap w moim życiu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:49:40 19-12-10    Temat postu:

przepraszam, że nie komentowałam - obiecuję niedługo nadrobić zaległości
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:10:13 19-12-10    Temat postu:

Nic nie szkodzi... Ja i tak tu nie wchodziłam, bo zwyczajnie nie miałam czasu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:20:15 27-12-10    Temat postu:

Nadrobiłam w końcu
Na Eirene spadają same nieszczęścia - zastanawiam się tylko czy to przypadek, czy Ahm ma w tym jakiś ukryty cel? No i dziwi mnie trochę, że jej matka i siostra tak szybko przystały na jej pomysł. Trochę szkoda też, że Salim nie zaproponował, że im pomoże, ale być może jeszcze będzie miał okazję się wykazać ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:52:35 27-12-10    Temat postu:

Oj będzie miał okazję...
Nie wiem kiedy będzie kolejny odcinek, bo teraz u mnie z pisaniem trochę kiepsko, ale mam nadzieję, że już niedługo wróci wena
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:59:58 30-12-10    Temat postu:

Przepraszam, że tak krótko...

Odcinek 6- Upokorzenia

Solaris nauczyła mnie wszystkiego- gestów, spojrzeń, słów... Mówiła mi jak uwieść mężczyznę, jak nad nim zapanować.
- Pamiętaj, jeśli nie uwiedziesz mężczyzny, będzie myślał, że może Cię traktować jak przedmiot. Miej nad nim władzę, bo jeśli on zdobędzie władzę nad Tobą, nie będziesz kurtyzaną, lecz zwykłą dziwką, pomiataną przez wszystkich.- mawiała mi ciągle.
W swej nauce nie pominęła również lekcji anatomi. Pokazała mi nagiego mężczyznę, powiedziała co i jak, tak bym przyzwyczaiła się do takiego widoku, i nie wyszła na totalną amatorkę. Byłam speszona, co Solaris uznała za normalną reakcję. Potem miało być łatwiej.
Cały czas zastanawiałam się, czy powinnam to zrobić. Miałam jeszcze okazję, by zrezygnować. Namawiała mnie do tego zarówno matka i siostra, jak i Solaris. Mimo to nie zrezygnowałam. Nie wiem, czy to był błąd. Trudno mi to oceniać z perspektywy lat, ale co do jednego byłam pewna- ta decyzja pociągnęła za sobą okropne upokorzenia.

Po dwóch tygodniach nauki nastał dzień, w którym miałam przyjąć swojego pierwszego klienta. Stroiłam się właśnie, siedząc w pokoju w domu Solaris, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę!- powiedziałam, odkładając ozdoby.
Do pokoju weszła Issis.
- Witaj, Eirene.- podeszła do mnie, rzucając mi swoje wyzywające spojrzenie.
- Issis...- odrzekłam najspokojniej jak się dało.- Chciałaś czegoś?- spytałam, śledząc jej ruchy pełne gracji.
- Chciałam Cię zapytać, co Ty tu jeszcze robisz?- posłała mi jadowity uśmieszek.- Myślisz, że odbierzesz mi moją pozycję dzięki tej Twojej ślicznej, niewinnej buźce?- dodała, brutalnie chwytając moją twarz w obie ręce.
- Nie mam zamiaru Ci zaszkodzić.- wyjaśniłam.
- To co tu jeszcze robisz?- warknęła.- Szkodzisz mi samą swoją obecnością! Solaris woli Ciebie ode mnie, a to ja jestem najlepsza... Ja mam najwięcej klientów, a Ty chcesz mi ich odebrać. Wiedz, że nie dopuszczę do tego. Pozbędę się Ciebie za wszelką cenę.- wysyczała mi prosto w twarz, cała czerwona ze złości.
- Issis, dosyć tego!- odezwał się nagle głos Solaris. Podniosłam wzrok i zobaczyłam ją stojącą w drzwiach. Jej oczy ciskały błyskawice. Issis w mig odsunęła się ode mnie.
- A teraz wyjdź! I żeby to się już nie zdarzyło!- krzyknęła Solaris.
- Tak, ona jest lepsza. Przyznaj się, że wolisz ją!- powiedziała rozżalona Issis, kierując się ku drzwiom.
Solaris spoliczkowała ją.
- Nie krzycz na mnie... I nie bądź zazdrosna o Eirene... Ty wybrałaś ten zawód z chęci zysku, a ona po to, by utrzymać swoją matkę i siostrę. Owszem, jest lepsza, i pogódź się z tym.- powiedziała, po czym wypchnęła ją z pokoju, zamykając drzwi.- Jesteś gotowa?- zwróciła się do mnie tak, jakby tamta scena nie miała miejsca.
- Tak.- odpowiedziałam krótko, podchodząc do niej.
- A więc chodźmy. Masz pierwszego klienta.- odrzekła Solaris, po czym wyszła wraz ze mną.

W sumie rozumiałam rozżalenie Issis. Do tej pory to ona była nowa. To ona była uczennicą. Ja swoim przybyciem niechcący zagarnęłam dla siebie Solaris, jej uwagę, opiekę i sympatię. No i jako nowa kurtyzana z stałam się atrakcją dla lokalnych mężczyzn. W końcu wszystko, nawet kobieta zaczyna być dla faceta nudna. Ja byłam świerza, nienaruszona, młoda, no i muszę przyznać, nie brzydka. Zazdrościła, bo czuła się zagrożona. Najbardziej przerażało mnie to, co zamierzała zrobić, by się mnie pozbyć. Czułam, że ona jest zdolna do najgorszej podłości. I, jak się wkrótce okazało, miałam rację.

Siedziałam w pięknie urządzonej sypialni, czekając na swojego pierwszego klienta. Byłam strasznie zdenerwowana. Na kogo trafię? Czy on będzie delikatny? I czy to zaboli? Ogarniał mnie strach, ale wiedziałam, że muszę to zrobić. W końcu od tego zależał los mojej rodziny.
W końcu usłyszałam kroki w korytarzu. Potem drzwi się otworzyły. Widząc mojego klienta o mały włos nie zemdlałam. Nigdy nie myślałam, że to będzie właśnie on.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 3 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin