Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zabawa w mamę i tatę
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23496
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z pewnej małej budki ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:18:09 06-12-09    Temat postu:

Mam wrażenie, że Ally zrobiła to nie tylko z miłości, ale i dlatego, żeby pokazać Jaredowi (fajne imię), że jednak potrafi znaleźć szczęście i jest coś warta. Żal mi trochę biedaka, bo w sumie cierpi za nic, chciał naprawić to, co zepsuł, przeprosić, ale oberwało mu się i teraz lawina ruszyła. Współczuję mu, szczególnie po tym, jak się Ally dowie, że jest w ciąży . Przecież zanim on zemdleje z wrażenia, to ona go zabije, a jeszcze swoje dołoży Martin (coś nie lubisz tego imienia , o ile oczywiście nadal będą razem/
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 16:39:19 06-12-09    Temat postu:

Hmmm
No jakos mam taka awersje do Martinó nie wiem czemu
Wy sie nie doszukujcie wyższych uczuć pomiędzy ta dwujką jak narazie bo do tego byłby potrzebny mikroskop elektronowy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:11:47 08-12-09    Temat postu:

Cap 3

Allyson zakręciło się w głowie od ostrego zapachu cygar unoszącego się w powietrzu. Musiała jak najszybciej iść do łazienki. Mdłości, które nastąpiły chwile później były nie do zniesienia. Musiała zwymiotować, modliła się tylko, żeby zdążyła trafić do toalety. Grzecznie przeprosiła swoje koleżanki i Martina poczym pobiegła w znanym kierunku przepychając się przez tłum. Gdy tylko zobaczyła kolejkę wijącą się do łazienki prawie rozpłakała się z rozpaczy. Nie chciała wymiotować na oczach tych wszystkich ludzi. Przed oczami widziała już tą scenę i wszystkich zbiegających się wokół niej by zobaczyć co się dzieje.
Na szczęście jakaś kabina zwolniła się obok niej i dziewczynie udało się wepchnąć bez kolejki. Nie przejmowała się, że ktoś ją usłyszy, w klubie było zbyt głośno, a nawet gdyby to kto domyśliłby się z skąd dochodzą te dźwięki. To nie był pierwszy raz gdy znalazła się w takiej sytuacji. Niepokojące mdłości pojawiały się coraz częściej zwykle rano lub w niespodziewanych sytuacjach. Wolała nawet nie myśleć co to może oznaczać, ale czy była ucieczka? Za długo to trwało i nie miała gorączki by mogła zrzucić wszystko na grypę jelitową. A jeśli naprawdę jest w ciąży?! Jeśli nie jest to tylko chwilowa niedyspozycja? Co ona teraz zrobi?
Spojrzała bezradnie na swoja twarz odbijającą się w kafelkach na ścianie ubikacji. Co ona teraz zrobi? Miała dopiero 22 lata, nie chciała zostać samotna matką. Do tego z Martinem zaczęło im się wreszcie układać… Gdyby to chociaż było dziecko Martina… Zajście w ciąże ze swoim własnym chłopakiem było dopuszczalne, ale z jego najlepszym przyjacielem? Do tego takim, którego nienawidzi i najchętniej rzuciłaby go psom na pożarcie? To było coś czego nie chciałaby żadna dziewczyna.
Niestety Allyson była pewna. Jeśli była w „błogosławionym” stanie to ojcem mógł być tylko jeden mężczyzna. Jared Westwick!
Wstała i wyszła z kabiny kierując się w stronę umywalek. Jak to się mogło w ogóle stać? To była tylko jedna jedyna noc. Z Martinem nie byli wtedy nawet jeszcze na tym etapie… Jak ona mu to powie, jak ma wyznać, że zdradziła go z jego przyjacielem? Jak ona ma to powiedzieć Westwick’owi?
-Może po prostu podejdziesz zagadać i w pewnym momencie po prostu wypalisz „Bo wiesz Jared, wygląda na to ze będziemy mieć dziecko”- uśmiechnęła się posępnie do własnych myśli. Po co w ogóle ma mu to mówić? Żeby wyzywał ja od puszczalskich, albo co gorsza kazał usunąć dziecko. Po co w ogóle o tym myślała, jeszcze nie było, żadnego wspólnego potomka, a przynajmniej jeszcze nie miała pewności. Wróciła do towarzystwa uśmiechając się promiennie zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Tego dnia bawiła się, nie chciała jeszcze myśleć o niespodziewanych konsekwencjach wynikających z pijaństwa na urodzinach kuzynki Thod’a. Następnego dnia umówi się z ginekologiem i wtedy najwyżej zacznie się martwić. Dzisiaj była jeszcze beztroska nastolatką z przystojnym chłopakiem u boku.

Nawet ktoś tak ograniczony jak Martin nie jest ślepy. Nie trudno więc się domyślić, ze zauważył, iż z jego dziewczyna dzieje się cos niedobrego. Nagłe znikanie wydało mu się na tyle niepokojące, że pewnego dnia postanowił po prostu ja śledzić. Spodziewał się jakiegoś innego faceta, ale na pewno nie tego co się dowiedział.
-Wymiotuje.- powiedział nagle, przystając na środku pokoju po, którym spacerował. Jared na chwilę oderwał wzrok od arkusza, który do tej pory pochłaniał cała jego uwagę i spojrzał uważnie na przyjaciela snującego się po jego pokoju.
-Tylko nie na mój dywan!-
-Nie ja idioto! Ona wymiotuje!- Ona wymiotuje? Z tego co wiedział to Martin nie ma suczki tylko psa więc nie mogło chodzić o jego zwierzątko domowe. A wiec o co? Jared dałby wszystko za zdolność kolegi do wyrażania swoich myśli w bardziej skomplikowany sposób niż monosylabami lub pojedynczymi urywkami.
-Może trochę więcej wyjaśnień?-
-No Ally. Śledziłem ja kiedyś jak szła do łazienki i wtedy to zrobiła.- po raz kolejny zmierzył go wzrokiem. Czy on musiał o czymś takim jak wymioty rozmawiać w sposób jakby chodziło o jakąś wielką katastrofę. „I wtedy to zrobiła” brzmiało to tak wyniośle, że było, aż śmieszne w kontekście całej rozmowy.
-Może raz się jej zdarzyło, zatruła się.- Martin nie wyglądał na przekonanego. –Albo wiem. Ma bulimię!-
-Chudła by. A tak nie jest. To musi być cos innego!-
Nie bulimia, nie zatrucie… Jared nie miał pomysłu co może dolegać dziewczynie przyjaciela. Nie żeby go to cos obchodziło, pewnie to nic groźnego więc co ma się stresować stanem zdrowia tej kretynki. No ale skoro Martin się martwił to musiał się zastanowić. Jeszcze chwila i przegapiłby coś tak oczywistego, że tylko facet mógłby o tym nie pomyśleć.
-No to jest jedna możliwość. Jest w ciąży! Zostaniesz tatusiem stary!-
Chłopak nagle pobladł i po chwili powrócił do maszerowania wszerz pokoju.
-Teraz ojcem? Nie, nie mogę teraz. Mam przejąć rodzinny biznes… Coś trzeba z tym zrobić… Może zgodzi się usunąć… Nie, nie ona. To nie możliwe.-
-Stój!- Westwick wstał i siłą zatrzymał kolegę w miejscu. –To już od ciebie zależy jak zachowasz się w przypadku swojego dziecka, ale nie każ dziewczynie poddać się aborcji!-
-Dobrze… Ale nie! Po jakim czasie pojawiają się objawy?-
-Mniej więcej 3-4 tygodni? A co?-
-To nie może być moje dziecko! Wtedy jeszcze nie sypialiśmy ze sobą…- chłopak odetchnął z ulgą. Po chwili jednak jego wyraz twarzy znów się zmienił –Zdradziła mnie! Musiała spać z innym! Co za!...-
-Spokojnie- Głos Jareda był wyważony jednak on sam czuł jak cała krew odpływa mu z twarzy. Jeśli to nie mogło być dziecko Martina to znaczyło, ze to on jest winny. Ta noc u Thod’a zdarzył się około 3 tygodni wcześniej… Nie było innego wyjaśnienia. Nienawidził Allyson Stewart ale miał do niej pewien szacunek i wiedział, że taka dziewczyna nie poszłaby do łóżka z innym facetem, niż swoim własnym, a przynajmniej będąc świadomą w tym momencie. Będzie ojcem. Będzie miał dziecko i do tego z dziewczyną swojego kumpla, której nie cierpi. Bardziej już namieszać nikt nie mógł. Musi się dowiedzieć czy ona naprawdę jest w ciąży….
-Nie będzie spokojnie! Sam chciałeś żebym jej nie zdradzał jak chce ja odzyskać, a tu się okazuje, że ona zdradziła mnie!- Martin wydawał się być wściekły. Jeszcze chwila, a rzuciłby się z pięściami na przyjaciela zupełnie nie zdając sobie sprawy z faktu, że ma do tego jak najbardziej prawo.
-Czekaj! Może zdradziła cię w odwecie?! Wtedy jak zobaczyła cię z inną. Nie byliście wtedy już razem.- Nie była to do końca prawda, ale co innego miał powiedzieć? Że wie kiedy zdradziła go, z kim, mniej więcej czemu, a na dokładkę ze sam miał w tym udział bo to on się z nią przespał.
-Zdrada to zdrada.- Jak śmiesznie te słowa brzmiały w ustach chłopaka. –Nie będę jej tolerować, zerwę z nią i niech prawdziwy ojciec martwi się co począć!-
Nie zdawał sobie tylko sprawy, że prawdziwego ojca w tej chwili zalewa zimny pot na sama myśl o konfrontacji z dziewczyną, o tej rozmowie.

Ally zeszła z fotela do badań w gabinecie ginekologa, ubrała się i po chwili siedziała naprzeciwko lekarza po drugiej stronie jego biurka.
-Więc jak panie doktorze?- nadzieja w głosie dziewczyny była tak autentyczna, że trudno było zauważyć iż wywołują ja niewłaściwe pobudki.
-Za chwilę powinny przyjść wyniki.- lakoniczna wypowiedź specjalisty wcale nie podnosił jej na duchu. Wręcz przeciwnie. Allyson czuła jak wszystko skręca jej się w środku, w oczekiwaniu na nieuniknione. Po spojrzeniu mężczyzny wyczuwała, że szanse na ratunek wynoszą nie więcej jak jeden do miliona.
-Czy ojciec już wie?- Jej tata?! Nie, zdecydowanie nie wiedział i powinien dowiedzieć się jak najpóźniej. Zawsze rozpierała go duma, ze ma tak odpowiedzialną i rozsądną córkę, ze na samą myśl, ze będzie musiała go zawieźć czuła się okropnie. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, ze pytanie dotyczyło ojca dziecka. Tego przeklętego bufona!
-Nie, jeszcze nie. Wolę się najpierw upewnić.-
Nawet nie zauważyła, ze kurczowo ściska torebkę i nie zważając na jej zawartość zwija ja w rulonik. Nie była w stanie przejmować się teraz takimi szczegółami. Oddałaby wszystkie swoje torebki, a nawet buty za wiadomość, ze wcale nie będzie mieć dziecka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23496
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z pewnej małej budki ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:12:23 08-12-09    Temat postu:

Daj kolejny odcinek, proszę, bo świetnie Ci to wychodzi. Opisujesz reakcje dziewczyny tak naturalnie, jakbyś sama kiedyś je przeżyła.

Reakcja Martina, a potem Jareda, zawodowa. To ci chyba wyszło dzisiaj nalepiej . Tylko czy możesz zmieniać numery odcinków nazwie tematu, proszę?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 19:51:56 08-12-09    Temat postu:

moge zmieniac numery
Ach i nie nie byąłm jeszcze w ciazy wiec nie mam doswiadczenia
Praktycznie we wszystkim co pisze nie mam osobistego doswiadczenia nie licząc smiesznych gagów
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 21:31:54 12-12-09    Temat postu:

Cap 4

Pogoda najwyraźniej solidaryzowała się z nastrojem Allyson. Duże krople deszczu spadały powoli z nieba mocząc płaszcz dziewczyny i tworząc na drodze coraz to większe kałuże. Brunetka ściskała w dłoni mały świstek papieru. Kawałek papieru, który określał całą jej zrujnowaną przyszłość. Niby zwykła kartka z nakreślonymi paroma słowami, a jednak. Nie zwracała uwagi, ze jest przemoczona do suchej nitki, makijaż spływa jej strumieniem po twarzy, a czubki ulubionych butów pokrywała najgrubsza warstwa błota jaką w życiu widziała.
W tej chwili martwiło ją tylko co powie Jaredowi… Zresztą w ogóle po co miałaby mu cokolwiek mówić. Taka glizda jak on na pewno uchyli się od odpowiedzialności, jeśli nie zrobi czegoś gorszego, mianowicie będzie namawiał ją do aborcji. To, że niszczy sobie życie i cała karierę, której i tak nie miała nie znaczy, że chociażby pomyśli o zabiciu żywego człowieka. Już miała przed oczami twarz Westwicka, który mówi jej, że nie chce nawet widzieć swojego syna bądź córki na oczy. Dlaczego ojcem nie mógł być Martin? Wtedy wszystko byłoby o stokroć łatwiejsze. Może nawet zgodziłby się z nią opiekować ich potomkiem i nie musiałaby się nikomu tłumaczyć ze „zdrady”. Bo dla kogoś nie znającego szczegółów nieszczęsnej nocy sprzed 3 tygodni była to najzwyklejsza zdrada. Ewentualnie odwet na niewiernym kochanku.
Zaszlochała cicho wpatrując się w majaczący w oddali budynek kampusu. Gdy dotarła do drzwi wejściowych była już tak przemoczona, ze strumyki wody spływały po całym jej ciele, a włosy zlepiły się w mokre strąki.

Jared Westwick musiał z nią porozmawiać. Jeśli Ally spodziewała się jego dziecka musiał z nią wszystko wyjaśnić. Był młody i wcale nie uśmiechał mu się fakt, że zostanie ojcem, ale najwyraźniej już wszystko było przesądzone.
Wcale nie cieszyło go, że związał w ten sposób swój los z tą wariatką, ale nie był idiotą, który ucieka od odpowiedzialności. Tylko dlaczego musieli akurat oni? Dlaczego się nie zabezpieczyli? Odpowiedź byłą prosta. Byli zbyt pijani by o tym myśleć. W tej właśnie chwili obiecał sobie, ze nigdy więcej się nie upije. Choćby nie wiadomo jak bardzo miał na to ochotę! Szukał jej w pokoju, ale zastał tam tylko współlokatorkę dziewczyny Marisę, która wyniośle poinformowała go, że Allyson nie ma i nie wiadomo kiedy wróci. A niech to szlag! Nie ma zamiaru biegać za nią po całym kampusie. Sama powinna przyjść do niego, to w jej interesie. Bo co do tego, że nie będzie próbowała wmówić dziecka Martinowi miał pewność. Nie była, aż tak głupia i zdecydowanie umiała liczyć. Dobrze, ze on sam nie był z nikim związany i tak było już za dużo zamieszania w tym wszystkim.
Już miał wyjść z budynku i pojechać do siebie gdy jego wzrok przykuła drobna przemoczona postać w drzwiach recepcji. Nie od razu poznał w niej Allyson. Ta zawsze wyglądała nienagannie w eleganckim, zadbanym stroju, który jednak nie wymagał od niej nakładu zbyt wielkich funduszy. Do tego zawsze cechował ją idealny makijaż i fryzura, której nawet dziewczyny z towarzystwa Red’a jej zazdrościły. Natomiast ta dziewczyna, stojąca od Westwicka w odległości zaledwie kilkunastu metrów była jej zupełnym przeciwieństwem. Pogniecione ubranie nieatrakcyjnie przylegało jej do ciała, a nogi, aż do kolan pokryte były plamami z błota. Jej twarz i włosy zresztą wyglądały nie lepiej i chłopak wolał nie komentować tego widoku. Nie znalazłby słów zdolnych opisać jak żałośnie wyglądała panna Stewart w porównaniu do jej codziennego wizerunku.
Ruszył szybkim krokiem w jej stronę pokonując dzieląca ich odległość w parę sekund. Stając w oko w oko ze swoim największym wrogiem natychmiast ściągnął marynarkę i nie czekając, aż z ust Ally wypłyną słowa protestu okrył ją szczelnie. Dopiero po chwili się odezwał. Nie miał zamiaru wybuchnąć, ale nie wiedział czy będzie w stanie nad sobą zapanować.
-Powiedz mi jedno. Czy to prawda, że jesteś w ciąży?- Dziewczyna zamrugała po czym podsunęła mu pod nos jakąś pognieciona kartkę. Jednym ruchem wyszarpał ja z jej dłoni. Przeleciał wzrokiem tekst, który tylko potwierdzał najczarniejszy scenariusz.
-Jest moje?- powoli przeniósł wzrok z kartki na dziewczynę. Przyglądał jej się wyczekująco.
-A jak myślisz?! Że może niepokalane poczęcie?!- przez twarz Ally przemknęło wzburzenie. Przez chwile znów była sobą mimo, ze stała opatulona w ubranie mężczyzny.
-Tylko się upewniałem.-
-To ty mi zrobiłeś dziecko debilu! Więc teraz jesteś winny!- wreszcie pokazała swój słynny charakterek. Nawet w takim momencie potrafiła go irytować.
-To nie tylko moja wina! Sama mi wskoczyłaś do łóżka!-
-Nie wiem jak to jest w przypadku twoich panienek, ale ja tego na pewno nie zrobiłam!- zaczęła szarpać się z marynarką, próbując ją zdjąć. Zatrzymał ją gwałtownym ruchem.
-Nie zdejmuj!- To nie jego wina, ze odebrał takie wychowanie, które nakazywało mu czuć się odpowiedzialnym za wszelkie swoje czyny i teraz czuł się odpowiedzialny także za nią. Najchętniej posłał by ja do diabła, ale nie potrafił. Dlatego też nie miał zamiaru pozwolić się jej przeziębić.
-Nie twoja sprawa! Dowiedziałeś się już to możesz się odczepić! Nie mam zamiaru patrzeć jak się puszysz! Możesz już odejść nie masz nic do tego!-
-Mam i to bardzo dużo!- Chwycił ja za ramiona i potrząsnął
-Odczep się ode mnie!- Z łatwością się mu wyrwała, a on tylko patrzył jak energicznym krokiem ucieka od niego i znika w klatce schodowej. Miał swoją dumę nie będzie jej gonić.

Był pochmurny, jesienny dzień. Deszcz jeszcze nie przestał padać od poprzedniego wieczoru. Dla Allyson zresztą nie miało to żadnej różnicy. Rozłożyła małą parasolkę i dzielnie szła w stronę uniwersytetu, nie zważając na otoczenie. Nie miała zamiaru po sobie pokazać, ze cos jest nie tak. Dopóki, jeszcze może zachować tajemnice nikt oprócz Jared’a i Martina o niczym się nie dowie. Nawet Marisa.
Swoją droga nie miała nawet pojęcia jak będzie wyglądać jej rozmowa z Martinem. Co do tego drugiego- on sam jej wszystko ułatwił, atakując w holu akademika, ale w przypadku jej własnego chłopaka nic nie będzie tak proste. Może dlatego, że związani byli w pewnym stopniu uczuciowo.
Pogrążona w myślach nawet nie zauważyła, że od dłuższego czasu koło niej jechał jakiś samochód.
-Wsiadaj!- nawet jeśli przez chwilę rzeczywiście miała ochotę to zrobić, to rozkazujący ton zniechęcił ja zupełnie.
-Nie mam ochoty!-
-Nie obchodzi mnie twoja ochota. Wsiadaj bo jesteś w ciąży i nie chce by coś się stało dziecku.- Nie krzyczał, mówił wręcz nienaturalnie spokojnie. Tylko po oczach mogła zobaczyć jak bardzo jest zdenerwowany. A i tego nie chciała widzieć.
-Co cie interesuje to dziecko?! Przecież i tak go nie będziesz wychowywał!-
-A zabronisz mi?- Zahamował gwałtownie –Mam taki zamiar od kiedy się o wszystkim domyślałem i nie uważasz, ze jest to najlepsze rozwiązanie?-
Nie spodziewała się takiej wiadomości, więc wypowiedź chłopaka zbiła ja z pantałyku. Nie miał zamiaru zostawić jej z tym samej… ale nie rozumiała dlaczego.
-Przecież my się nienawidzimy…-
-Przecież nie bierzemy ślubu. Do tego nie musimy chyba nawet mieszkać razem, nie wiem-
To nie była prośba czy błaganie, w słowach Jared’a nie dało się wyczuć jakichkolwiek uczuć. Mówił rzeczowym tonem, zupełnie jakby załatwiał jakieś interesy. Musiała jednak się z nim zgodzić, wizja samotnego macierzyństwa wcale jej nie cieszyła.
-Dobrze.-
-W takim razie wsiadaj. Po południu powinniśmy porozmawiać z moimi rodzicami.-
-Tylko nie myśl, że to zmieni mój stosunek wobec ciebie! Dupek!-
-Idiotka!-

-Ty gnojku! Ty pie***ny dupku!-
Tego ataku Jared zdecydowanie się nie spodziewał. Nie, żeby zdziwiła go osoba jego napastnika, ale znajdowali się na parkingu przed szkołą, a wokół nich znajdował się spory tłum studentów spieszących na poranne zajęcia. A Martin zawsze dbał o swoja reputacje.
-Spokojnie stary. Co je…- Nie zdążył dokończyć bo siła ciosu odrzuciła go o pół metra do tyłu.
-Zrobiłeś jej dziecko, ***!- szatyn z całym impetem rzucił się na przyjaciela, przygwożdżając go tym sposobem do maski samochodu. Możliwość ruchów Jared’a była mocno ograniczona i o to właśnie chodziło przeciwnikowi.
-Tak zrobiłem! I co z tego! Byliśmy pijani! Złaź ze mnie Martin!- Próby wyszarpania się nie przyniosły oczekiwanego skutku, oboje dysponowali podobnymi umiejętnosciami.
-To była moja dziewczyna gnojku!-
-Wtedy ty też ja zdradziłeś!-
-Nie wtrącaj się! To nie twoja sprawa- kolejny cios wymierzony w policzek chłopaka osiągnął swój cel po czym Martin odwrócił się napięcie i ruszył w kierunku uniwersytetu.
-Jesteś największym s***synem jakiego znam!- krzyknął jeszcze na odchodne, machając złowrogo pięścią w stronę „przyjaciela”.
Jared dotknął dłonią policzka, gdzie trafiły oby dwa uderzenia jego napastnika. Będzie miał limo, nie było co do tego najmniejszej wątpliwości.
-Allyson Stewart! Wpędzisz mnie kiedyś do grobu!-

Wybaczcie, wydawało mi sie ze odcinek sie dodał
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23496
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z pewnej małej budki ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:55:54 12-12-09    Temat postu:

A ten skąd to wie, przyznała mu sie, czy jak? Albo sam się pokapował, ale wątpię, żeby umiał liczyć. Nadal żal mi Jareda, może nie jest ideałem faceta, ale czy on będzie obrywał w każdym odcinku? . Poza tym jak oni chcą załatwić sprawę z rodzicami bez ślubu? .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 23:13:45 12-12-09    Temat postu:

No cóz Dla mnie właśnie JAred jest ulubionym bohaterem z mioich wszystkich Wyszedł mi właśnie taki jaki chciałam I nie nie bezie obrywał w każdym odcinku
No Ally musiała mu przecież powiedzieć że jest w ciazy i Martin naciskał
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23496
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z pewnej małej budki ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:08:12 13-12-09    Temat postu:

Moim też, żeby było śmieszniej .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 0:25:46 13-12-09    Temat postu:

No to sie cieszę
Onjest bardzo stylizowany na Chuck'a Bass'a z G Girl
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 22:24:47 16-12-09    Temat postu:

Cap 5

W miejscu, gdzie Ally właśnie się znalazła jedynym przyjaźnie nastawionym stworzeniem wydawał być się pupilek rodziny, kot o imieniu Persil. Łasił się jej do nóg i domagał kolejnych pieszczot podczas gdy pozostali przyglądali jej się mrożącym wzrokiem, tak dobrze jej znanym od Jared’a. Czekali na informacje jaką obiecał im chłopak i zapewne zastanawiali się jaki ma z tym związek obecność drobnej brunetki.
Dziewczyna czuła, ze kuli się w sobie nie mogąc znieść naporu spojrzeń. Oprócz kota chyba tylko babcia chłopaka nie wpatrywała się w nią wyczekująco. I to pewnie tylko dlatego, ze spała.
-O co chodzi synku- elegancka kobieta w czerwonej dopasowanej garsonce, odezwała się jako pierwsza. Przypominała Allyson jedną z tych postaci w serialach gdzie matka nie potrafi okazać szczerych uczuć i zbyt zajęta jest wydawaniem pieniędzy męża.
-Poczekajmy jeszcze na rodziców tej uroczej panienki, dobrze kochanie?-
Urocza panienka? Wcale się tak nie czuła i spodziewała się, ze po rozmowie z jej rodzicami nikt już ja za taka nie będzie uważał. Spojrzała na bruneta, który najwyraźniej też nie podzielał zdania swojego ojca. Nigdy nie miał o niej chociażby jednego pochlebnego zdania. Zawsze tylko zarzuty. Ale przecież ona tez nie była bez winy. Wcale nie ułatwiała mu kontaktów ze sobą i nie miała zamiaru czegokolwiek zmieniać. Ten facet próbował ja zadeptać, a ona wcale nie miała zamiaru mu na to pozwolić.
Pogrążona w rozmyślaniach nawet nie zauważyła jak do pokoju wbiegła jej matka.
Jak zwykle pani Stewart wprowadzała zamieszanie wszędzie, gdzie tylko się nie pojawiła. Wywracała wszystko do góry nogami niczym huragan podczas gdy inni mogli tylko obserwować narastające zniszczenia. Ally uśmiechnęła się pod nosem, co prawda jej matka, należała do chodzących kataklizmów, ale nikt tak jak ona nie potrafił zjednać sobie sympatii ludzi i zastanawiała się jak uda jej się zjednać tą rodzinę.
-No dobrze! Witam wszystkich! Co nas sprowadza tutaj tego pięknego dnia.- zaświergotała kobieta uśmiechając się do wszystkich najserdeczniej jak tylko umiała. Pan Westwick natychmiast wstał by podać jej rękę, natomiast jego małżonka zaledwie skinęła głową na powitanie. Tylko babcia chrapnęła przeciągle i nie ruszyła się ze swojego fotela w rogu pokoju.
-Miło mi panią poznać. Luke Westwick!-
-Eleonor Stewart! To co dzieciaki dowiemy się wreszcie co nas tu sprowadza? Chyba nie dlatego, że jesteście w ciąży co?-
Patrzyła jak jej matka zaczyna się śmiać, a ona nie wiedziała co powiedzieć. Była przerażona i zdecydowanie nie tak chciała ich o wszystkim poinformować.
-Eee…- zaczął niepewnie Jared –Właściwie to…- nie zdążył dokończyć bo Allyson nagle zerwała się ze swojego miejsca i wybiegła z pokoju zasłaniając usta dłonią. Wszyscy zwrócili wzrok na drzwi za którymi zniknęła by po chwili przenieść go na Red’a. Chłopak rozglądał się gorączkowo po pokoju szukając ratunku, który znikąd nie nadchodził.
-Więc to prawda synku?-
-Tak tato. Allyson jest ze mną w ciąży…-

-Zostaniemy dziadkami.- Eleonor rozłożyła bezradnie ręce i usiadła na jednym z wolnych foteli. –Jakieś propozycje?-
-Mój syn nie uchyli się od odpowiedzialności- Martha odezwała się po raz pierwszy od chwili gdy jej syn wyszedł z salonu poszukać Allyson. Nie rozumiała jak Red mógł się do czegoś takiego posunąć. Wiedziała, że uprawia seks, wszyscy w jego wieku to robili tyle tylko, ze ona od zawsze tłumaczyła mu, ze powinien się zabezpieczać. Podniosła wzrok i spojrzała na pozostałych. Nikt nic nie mówił, ale widać było, że jest postanowione.
-Wezmą ślub?- spytała spokojnie.
-Tak, skarbie wezmą ślub. Prawda Eleonoro?- Kobieta tylko skinęła głową uporczywie skubiąc pasek u swojej torebki. –Może ustalmy jakąś datę…-
-Nie spieszmy się skarbie, bo taki pośpiech wydaje się być niesmaczny. Zróbmy to tak jakby to małżeństwo było już dawno planowane…-
Cos poruszyło się w rogu pokoju, przykuwając tym samym uwagę zgromadzonych głośnym jękiem. Wszystkie oczy zwróciły się na seniorkę rodu Westwick’ów. Kobieta jaką była Madeline Westwick stanowiła kwintesencje wszystkiego o czym marzyły kobiety w towarzystwie i swojego czasu umiejętnie potrafiła to wykorzystywać. Z wiekiem jednak jej priorytety zaczynały się zmieniać i teraz w wieku 82 lat najważniejszy był dla niej ukochany wnuczek, a dystyngowaną damę zastąpiła lekko ekscentryczna staruszka.
-Co wy do cholery wyprawiacie.- przeciągnęła się spokojnie i czekała cierpliwie na odpowiedź.
-Planujemy ślub mamo.-
-Przecież pobraliście się już dawno.-
-Ślub Jared’a z córka pani Stewart.- Dopiero gdy syn skierował jej uwagę na gościa, zdała sobie sprawę z obecności kobiety. Staksowała ją wzrokiem, oceniając i gdyby jej na tym zależało nie zostawiłaby na niej suchej nitki, ale przecież była uroczą staruszką…
-Dobry wieczór dziecko. Madeline Westwick.- podniosła się z zaskakująca energia i po chwili znalazła się naprzeciwko Eleonor.
-Mamo jest dopiero 4 po południu- Upomnienie synowej zdawało się nie docierać do uszu staruszki, która nadal uśmiechała się do wszystkich. Skąd zresztą mogła przypuszczać, ze i tym razem nie uda jej się dospać do wieczora jak planowała. Zamiast tego obudziła się w środku dnia, w jakiejś abstrakcyjnej sytuacji.
-Przecież oni się nienawidzą. Jesteście pewni, że mówicie o tych samych dzieciach?-
-Gdyby tak się nienawidzili, nie poszliby ze sobą do łóżka i nie byłoby nas tu dzisiaj.-
-Oni są już pełnoletni…- Spokojnym krokiem Madeline wróciła na swoje miejsce.- Przecież mają po 21 lat.- Dokładnie tyle ile potrzebowali do pełnej niezależności prawnej. Dokładnie tyle by być w pełni za siebie odpowiedzialnym. – Nie szkoda ci syna?-
-To małżeństwo wyjdzie im tylko na dobre. Panna Stewart nie mogłaby sobie wymarzyć lepszej partii na męża, a Jared’owi przyda się trochę stabilizacji- Luke był nie ugięty. Zawsze gdy sobie cos postanowił, żadna siła nie była go w stanie odwieźć od tego pomysłu. Bez względu na argumenty i prośby dążył do celu i praktycznie zawsze go osiągał. Tak samo miało być z tym ślubem.

Nie w taki sposób chciał poinformować rodziców o swoim problemie. W planach miał raczej spokojną dyskusje, w której najpierw przygotowałby grunt, a dopiero potem powiedział o ciąży. Ale niestety wszystko legło w gruzach. A tak drastyczne informacje nie należały doi dobrych metod rozmowy z rodziną Jared’a. W dużym stopniu do takiego obrotu sprawy przyczyniła się matka dziewczyny i przynajmniej teraz rozumiał po kim Stewart miała nie równo pod sufitem. Wiedział też, ze matka jego dziecka nie ma jakiejś niebezpiecznej mutacji mózgu i jedyne niebezpieczeństwo niesie wychowanie, a on już zadba by było odpowiednie.
Na razie jednak musiał się dostać do Allyson, która zabarykadował się w łazience i nie miała zamiaru nikogo tam wpuścić. Pobiegł za nią od razu, ale i tak nie zdążył wejść do łazienki. To zrozumiałe, ze nie chciała się pokazywać w takim stanie, ale za przesadę uznał barykadę jaką zrobiła, zapewne z szafki na kosmetyki. Już miał wracać do rodziców gdy zauważył w drzwiach babcie. Nie przypominała tej chrapiącej staruszki z kanapy, tylko rześką kobietę w podeszłym wieku.
-Twoi rodzice są głupi.- oświadczyła bez zbędnych ceregieli, podchodząc do wnuka.
-Co się takiego stało babciu?- nie był teraz w stanie skupić się na słowach seniorki, za bardzo koncentrował się na tym jak usadzić tą wariatkę, która znalazła się w jego domu. –Wiesz, ze zagroziła mi, że jeśli wejdę do środka wsadzi mi w tyłek przetykacz do rur?! Jakbym nie miał już wystarczająco dużo problemów z jej ciążą.- nie zważał na to, że jego wypowiedź zupełnie nie pasuje do kontekstu rozmowy. Ally irytowała go od samego początku i wyglądało na to, że z każdym dniem ma się to wzmagać. Nie wytrzymałby z nią na co dzień. Wiedział, że w przyszłości wymagać będą od niego małżeństwa, ale na pewno nie wybrałby sobie kogoś takiego. Ona nie nadawała się do małżeństwa, a na pewno już nie z Jared’em.
-To bardzo słodkie, ale chyba będziesz się musiał przyzwyczaić. Wasi rodzice planują już ślub.- spojrzał przerażony na kobietę. Czy ona mówiła prawdę? Czy jego rodzice byli na tyle zdeterminowani by zmusić go do małżeństwa z najbardziej stuknięta dziewczyną i zarazem najbardziej znienawidzoną jaką kiedykolwiek znał.
Podrapał się po brodzie w bezradnym geście po czym spojrzał w stronę łazienki. Podszedł do drzwi i zapukał z cała siła. Nie wiedział, że w tym czasie Ally w środku zwątpiła w ich solidność.
-Wychodź! Bierzemy ślub!- krzyknął.
-Może powinieneś spróbować czegoś subtelniejszego? Pierścionek byłby lepszym pomysłem na zaręczyny.- Babka spojrzała na niego z dezaprobatą po czym odwróciła się w tej samej chwili gdy drzwi od łazienki energicznie się otwarły.
Allyson stanęła twarzą w twarz z Jared’em, a jej spojrzenie rzucało błyskawice.
-Chyba ci odbiło do reszty!-
-Nie mnie!- pociągnął ją do siebie i jednym ruchem zatrzasnął drzwi. Musieli teraz poważnie porozmawiać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:44:25 17-12-09    Temat postu:

- Wychodź! Bierzemy ślub!
padłam i nie mogę wstać
fajny sposób na oświadczyny, wręcz cudowny
Jared jest rozsądny, a Ally szurnięta.... świetna para
ne no czytam i czekam na nexta
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:47:06 17-12-09    Temat postu:

To dobrze że padłaś wiesz poczatkowo to miała byc zabawna historia ale troche nie pykło
ciesze się że czytasz dzięki za kom
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23496
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z pewnej małej budki ;).
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:00:11 18-12-09    Temat postu:

O Boże, ta babcia rządzi, a końcówka z oświadczeniem o braniu slubu jeszcze bardziej! Co prawda dzisiaj zwijam się z bólu, ale jak zwykle dostarczyłaś mi cudownej historii z wisienką w postaci matki dziewczyny - dzięki Ci za poprawę mi humoru .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mili~*~
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 12296
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 16:59:29 18-12-09    Temat postu:

Ach znów brzuch aguś??
Ciesze sie ze sie podobało
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 2 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin