Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

,,Niebezpieczna Gra" (+18) Rozdział 19 i 20 NEW!!!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Brillantez
Komandos
Komandos


Dołączył: 24 Sie 2011
Posty: 359
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:08:53 10-01-12    Temat postu:

Hej Zabierałam się za czytanie tutaj, ale wyczytałam, że jest już 30 odcinków na innym forum i zajrzałam tam Przeczytałam wszystko w jakieś 3h! Świetna telenowela! Uwielbiam levyrroni W tej telenoweli ku mojemu zdziwieniu lubię też Los A i Vondy. Czyli wszystkie traumy. Dulce, Ucker i Anahi nie irytują mnie tak jak w rzeczywistości Świetne, naprawdę. Oby tak dalej, pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Cool
Cool


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:38:51 24-01-12    Temat postu:

Tyle tutaj znajomych nicków! ;-D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:31:38 25-01-12    Temat postu:

No ja tu już od dawna jestem tylko tam jakoś więcej czasu zaczęłam spędzać teraz jednak jak widzisz będę wszędzie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justina_Gatita
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 3:06:15 25-01-12    Temat postu:

hah widze że i tu się znalazło
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 3:13:13 28-01-12    Temat postu:

ROZDZIAŁ 4


Wciągnął ją do windy nim zdążyła wyrwać się z jego ohydnych łap swoje ramię. Jak tylko drzwi się zamknęły, a urządzenie ruszyło mężczyzna natychmiast nacisnął znak stopu. Stała nieruchomo w kącie przylegając coraz bardziej do ściany , gdyby tylko się dało wcisnęła by się w nią jak najbardziej by tylko uciec. Niestety to było niemożliwe , a to co miało za chwilę nastąpić było nieuniknione. Brunetka wiedziała co zamierza zrobić jej klient dlatego tak bardzo drżała ze strachu w czasie gdy on zbliżał się do niej coraz bliżej. Miejsce w którym się znajdowali nie dawało jej możliwości ucieczki , krzyki i błagania o pomoc też na nic by się zdały , jednak nie zamierzała pozwolić tak łatwo dać mu się posiąść. Nim postawił ostatni krok , uciekła mu na drugą stronę windy. Wściekły odwrócił się , zmierzył ją groźnym wzrokiem, po czym z cwaniackim uśmiechem na twarzy powiedział;
- Zabawa w kotka i myszkę na nic ci się zda suko! - wysyczał podchodząc w jej stronę. - Więc choć tu i lepiej dla ciebie byś się nie opierała!!! - krzyknął łapiąc ją za nadgarstek i przyciągając z całej siły do siebie.
Czym prędzej zamachnęła się i wymierzyła mu siarczysty policzek, raniąc przy tym swoimi długimi paznokciami. Szatyn złapał się za piekący i krwawiący policzek ,puszczając automatycznie jej dłoń. Maite wiedziała , że ten czyn to jej gwóźdź do trumny, ale mimo wszystko liczyła iż widząc jej zadziorność da jej spokój i puści wolno. Jej chwilowa nadzieje , jednak po chwili prysła jak tylko zewnętrzną częścią dłoni dostała w twarz. Cios był tak silny , że natychmiast upadła na podłogę , a jej rozcięta warga zaczęła krwawić. Mężczyzna nie czekając aż brunetka ponownie go zaatakuje rzucił się na nią powalając płasko na podłogę. Usiadł na niej okrakiem i szybkim zdecydowanym ruchem zdarł z niej bluzkę. Jak Tylko jego oczom ukazały się jej nagie piersi wessał się w nie z brutalnością. Lena próbowała wydostać się z pod napastnika niestety jego dłonie zaciskające się na jej nadgarstkach zbyt mocno przyciskały ją do ziemi. Mimo to motała i szarpała się jak szalona , kiedy on lizał jej szyję lub przygryzał jej sutki. Robił to tak boleśnie, że mimowolnie łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Kiedy wsunął rękę pod jej obcisłą spódnicę w poszukiwaniu majtek wolną dłonią próbowała go odepchnąć. Brutal jednak uderzył ją ponownie. Łzy spływały jej coraz mocniej , obezwładnione nadgarstki coraz bardziej bolały. Jego obrzydliwe wargi błądzące po jej ciele napawały ją obrzydzeniem, chciała krzyczeć choć wiedziała , że pomoc i tak nie nadejdzie, ale teraz gdy zdarł z niej bieliznę i wszedł w nią brutalnie nawet jej gardło nie było w stanie wydobyć żadnego dźwięku. Zacisnęła powieki jedyne co pozostało jej w tej sytuacji to modlić się o to by jak najszybciej zakończył się jej koszmar. Po wszystkim szatyn wstał , zostawiając ją skuloną na ziemi. Zaciągnął spodnie na dupę , zasunął rozporek i szorstkim oraz zimnym głosem powiedział;
- Wstawaj suko!
Obolała, poniżona nawet nie drgnęła. Teraz było jej wszystko jedno co z nią zrobi. Wściekły na brak reakcji z jej strony pochylił się , złapał za ramię i pociągnął do góry .Jak tylko stanęła w pozycji pionowej pchnął ją na ścianę i nacisnął guzik by winda ruszyła. Nim dojechali na miejsce wyjął plik banknotów i rzucił jej w twarz.
- To na nowe łaszki, za usługę zapłaciłem już twojemu szefowi. - wysyczał.
Skulona stała bez ruchu , kilka minut później winda się zatrzymała, mężczyzna wysiadł zostawiając ją samą. Zrozpaczona i zdruzgotana, zjechała na dół. Z ledwością i jakby w amonu wysiadła z niej i ruszyła do samochodu który czekał na nią przed hotelem. Miała tylko towarzyszyć mu na kolacji biznesowej , a skończyło się na gwałcie. Wstręt do siebie , obrzydzenie , ból i rozpacz jaką czuła zabijała ją oraz jej duszę. Przez całą drogę do rezydencji milczała , nawet płacz który wstrząsał jej ciałem dławiła w sobie. Nikt, ale to nikt nie mógł o tym wiedzieć. Nie chodziło o wstyd, a oto że i tak nie spotkała by się ze zrozumieniem ze strony Poncha. On sam prawdopodobnie powiedziałby iż zasłużyła na to. Wolała milczeć , a przede wszystkim pragnęła umrzeć. Wjeżdżając na plac , ogarnęła się na tyle by nikt nie zauważył co się jej przytrafiło. Jak tylko limuzyna zatrzymała się , wysiadła i szybko ruszyła w stronę drzwi .Po ich przekroczeniu minęła Chrisa który wychodził z gabinetu bruneta dla niepoznaki powitała go uśmiechem i czym prędzej udała się do swojego pokoju. Tam zamknęła je na zamek ,wbiegła do łazienki w ubraniach weszła pod prysznic , odkręciła na full zimną wodę i usiadła w brodziku pozwalając by woda zmyła z niej koszmar z przed kilkunastu minut. Ani woda ani łzy nie przyniosły ukojenia, nie zmyły tragedii którą przeżyła. Wycieńczona, zdruzgotana i wyczerpana psychicznie sięgnęła po żyletkę. Zakręciła kran , usiadła na brzegu wanny i jednym ruchem pociągnęła po nadgarstku w miejscu gdzie widniała żyła .Czerwona ciecz natychmiast zaczęła spływać po ręku , kapiąc na podłogę. Czekając na śmierć położyła się na podłodze , skuliła się i zamknęła oczy. Nie czuła nic ,poza bólem wewnętrznym który w pewnej chwili ustał, bo dziewczyna straciła przytomność. Czy ktoś ją znajdzie nim będzie za późno, a może lepiej będzie gdy jej i tak marne życie zakończy się w tej chwili ?
******************
Po wczorajszym zajściu, rano nie miała nawet ochoty wstawać z łóżka. Jednak wiedziała ,że wtedy Poncho dodatkowo by ją ukarał Tym bardziej iż był wściekły wieczornym zajściem z Maite. Próba samobójcza której się wczoraj dopuściła postawiła całą rezydencję na nogi. Nikt nie wiedział co się stało , że brunetka posunęła się do takiego czynu. Ona sama tego wieczoru nie czuła się dobrze po tym jak potraktował ją Chris jednak wiadomość o ledwo żywej przyjaciółce zapomniała o sobie i pobiegła by dowiedzieć się czy Lena żyje. Żyła niestety jej stan był ciężki z powodu dużej ilości straconej krwi. Gdyby nie Alfonso zapewne dopiero dziś ktoś by ją odnalazł a wtedy na pomoc było by stanowczo za późno. Nie wiedziała w jakiej sprawie poszedł tak późno do pokoju May, ale dziękowała Bogu iż tak się stało. Dzięki temu jej brat nie tylko odnalazł ją na czas ,ale też udzielił pierwszej pomocy następnie zajęli się nią lekarze. Choć jej stan był stabilny to niestety bardzo ciężki ,dlatego też czerwono włosa nie zmrużyła oka przez całą noc. Cały czas myślała o owym zajściu jak i o podłym zachowaniu szatyna. Czy miał rację mówiąc iż jest taką samą dziwką jak reszta dziewczyn przebywających tu ? Czy mężczyzna taki jak on jest wart tego by go kochać ? By dawać się poniżać za odrobinę bliskości czy naprawdę był tego wart? Wiedziała , że nie. Lecz jej serce po mimo krzywdy ,gorzkich słów wciąż rwało się do niego. Może to chore, że pomimo zaznanych krzywd Dulce wciąż go kochała Uckera, ale nie miała wpływu na to co czuje. Zresztą jej życie nigdy nie było wesołe i kolorowe na okrągło ktoś ją krzywdził lub poniżał. Jak nie ojciec to brat a teraz on .Człowiek w którym kiedyś pokładała nadzieję na zmianę swojego przeklętego losu. Gdy wszedł w spółkę z Alfonso wydawał się sympatyczny ,liczyła iż on jeden okaże się choć z odrobiną serca. Niestety jej marzenia prysły pół roku później , wtedy to po raz pierwszy zobaczyła jak bez mrugnięcia okiem zabija jedną z dziewczyn. Potem było jeszcze gorzej , sypiał z każdą która tu pracowała lub została przyjęta. Dla Chrisa większą wartość miały pieniądze i seks niż uczucia. Obserwowała jego poczynania , każdego dnia przekonywała się , że taki sam z niego drań jak z bruneta. Jednak miał to coś co nie tylko nie pozwalało jej go znienawidzić a wręcz odwrotnie przyciągał ją z dnia na dzień coraz bardziej do siebie. Sama nie zauważyła kiedy się zakochała, gdy sobie to uświadomiła była przerażona. Z czasem jednak zaczęła marzyć o tym by razem z nim być. Nie mogąc znieść jego obojętności oraz sypiania z każdą z tych które tu przybywały postanowiła choć raz zaryzykować i go usidlić. Liczyła , że się zakocha , a wtedy jej uda się go zmienić. Tego dnia kiedy postanowiła wszystko postawić na jedną kartę ubrała się w najseksowniejszą czerwoną bieliznę i jedynie w dość kusym satynowym szlafroczku wślizgnęła się późnym wieczorem do jego pokoju. W pomieszczeniu panował półmrok , światło księżyca na szczęście rzucało cień na łóżko , dzięki czemu zobaczyła iż Chris jest tam i śpi. Szybko zsunęła z siebie szlafroczek i powoli wpełzła jak kocica na wyrko starając się na razie go nie zbudzić. Dopiero kiedy usiadła na nim okrakiem i pochyliła się by musnąć jego wargi , otworzył oczy. Ich spojrzenia spotkały się , serce Dul szybko przyspieszyło , odwaga jaką miała jeszcze kilka sekund temu nagle się ulotniła. Już miała się cofnąć i uciec jak najszybciej z pokoju kiedy zanurzył dłoń w jej czerwonych włosach i przyciągnął do siebie wpijając się w jej malinowe usta. Całował gwałtownie, namiętnie i z ogromną pasją. Strach który się w niej na chwilę pojawił znikł jak za pstryknięciem palcami , jej ciała owładnęła nie pohamowana żądza która przywróciła jej odwagę. Jej wcześniejsze delikatne i nieśmiałe pocałunki nagle przerodziły się w takie same namiętne i pełne pasji jak i jej partnera. Czując iż dziewczynę poniosło zaczął w pośpiechu rozpinać jej stanik , po czym oderwał usta od jej warg i po złapaniu oddechu uniósł się do pozycji pół siedzącej , by móc zagłębić się w jej jędrnych dużych piersiach. Czując jego język na swoich cyckach oraz zęby które co jakiś czas przygryzały jej sterczące sutki , jęknęła przylegając do niego coraz bardziej. Jej wcześniej zgięte nogi , teraz oplotły mężczyznę wokoło bioder jej twarz wtuliła się je jego włosy. Jej ciało drżało , a cipka stawała się coraz bardziej wilgotna , jego silne dłonie błądziły po jej plecach i pośladkach. Namiętność z jaką pieścił jej piersi dawała jej coraz to większą rozkosz , jego nabrzmiały członek wpijał się coraz bardziej w jej mokre krocze. Nie chcąc przedłużać tych męczarni przerwał na chwilę owe pieszczoty i kazał lekko się jej unieść na dłoniach gdy to zrobiła , szybkim ruchem zsunął z siebie prześcieradło. Jej oczom ukazał się wtedy nabrzmiały i sterczący już do granic jego kutas. Opadła na pościel unosząc do góry nogi by mógł z sunąć jej jakże skąpe stringi. Gdy wykonał owy ruch, kobieta ponownie usiadła ,on zaś złapał jej pośladki i lekko unosząc do góry nacelował jej szparkę i po chwili nabił ją na swojego członka. Z jej gardła wydobył się głośny jęk , wygięła się do tyłu i rytmicznie zaczęła unosić się raz w dół raz w górę. Szatyn trzymając ją za pośladki pomagał jej stymulować ruchy , patrząc tym samym jak jej piersi falują .Wyrazy rozkoszy na jej twarzy , jej coraz głośniejsze jęki szybciej zbliżały go do mety. Chcąc jak najszybciej poczuć zaspokojenie , uniósł się by ponownie zasmakować jej sutków. Przyspieszając tym samym ruchy czerwono włosej. Jej pochwa coraz mocnej zaciskała się i rozluźniała na przemian na jego kutasie , nagle poczuł jak ciało dziewczyny zaczyna się wić , ogarnięte wstrząsem z powodu orgazmu. Gorące skoki dziewczyny uderzyły w jego członka , po chwili on sam poczuł jak jego ciało ogarnia podobny wstrząs , a jego sperma zalewa ją od środka. Jak tylko akt zaspokojenia dobiegł końca, miała zamiar ubrać się i odejść , jednak on sam powstrzymał ją każąc by została z nim na noc .Tak oto narodziła się nadzieja iż potrafi rozkochać go w sobie i zmienić. Nadzieja która wczorajszego wieczoru prysła jak bańka mydlana. Zawiedzione nadzieje stan koleżanki i rozmyślania o nim nie dały jej spać .I choć nie miała ochoty dziś pracować to nie mając wyboru , ubrała się i kiedy już miała otworzyć drzwi od swojej sypialni wtargnął do niej Chris. Złapał ją za ramiona i przyciągnął do siebie. Jego gwałtowna reakcja przeraziła ją jednak zbyt mocno trzymał ją by mogła się wydostać.
- Czego chcesz ?! - zapytała nie zbyt przyjemnie.
- Dzień dobry kociaku. - rzekł kpiąco. - Co jesteś nie miła, bo powiedziałem kilka słów prawdy? - zapytał udając smutnego. - No cóż , nie martw się...niedługo moje słowa uzyskają pokrycie. Wystarczy, że zrobisz to co ci każę. - rzekł cwaniacko.
- Niby co ? - zapytała mierząc go zimnym wzrokiem.
- Dowiesz się wkrótce. - powiedział po czym puścił czerwono włosą i udał się w stronę wyjścia.
********************
Mimo , że dzisiejszy dzień był dla blondynki dość męczący nie mogła zasnąć. Kilkugodzinne wiercenie się w łóżku zaczęło ją dobijać tak więc wstała i poszła do kuchni by napić się ciepłego mleka. Ono ponoć pomaga , dodatkowo wyszła na spacer do ogrodu. Lecz nawet cudowny zapach kwiatów jak i rześkie nocne powietrze nie zmorzyło ją do snu .Po dłuższym zastanowieniu uznała , że może gdyby poćwiczyła organizm zmęczył by się i wtedy by zasnęła. Nie wiele myśląc po cichu zakradła się do budynku w którym znajdowała się siłownia .Ominięcie ochroniarzy okazało się pestką , bo panowie byli zbyt pochłonięci grą w karty niż pilnowaniem terenu. Co więcej dziś wyjątkowo mało osób stało na straży , jednak dla niej tym bardziej było to korzystne. Będąc w środku pomieszczenia sięgnęła do kontaktu by zapalić światło , jednak zaraz potem rozmyśliła się. Gdyby to zrobiła na pewno ochrona , zjawiła by się tu czym prędzej. Chcąc nie chcąc musiała ćwiczyć po ciemku lub zrezygnować ze swoich planów. Wybrała więc opcję pierwszą. Wsiadła na rowerek treningowy i zadowolona zaczęła pedałować. Trochę dziwnie się czuła w takowej sytuacji , ale z każdą minutą zaczynało się jej to podobać. Startowała na lekarza jednak czasem była zbyt szalona i nawet jej rodzice potrafili wątpić w to czy nadaje się do takiego zawodu. Ich zdaniem doktorzy to ludzie spokojni , opanowani nie ryzykujący własnego życia tylko ratujący czyjeś. Owszem lekarz był od tego by ratować życie, ale to nie znaczy iż miał być nudnym człowiekiem , że nie mógł pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Anahi czasem przesadzała co prawda , bo rzadko się zdarza by kobieta tak z pozoru delikatna uwielbiała ścigać się na motorze , na najwęższej i najbardziej stromej drodze. Czego jak czego , ale odwagi nie jedna dziewczyna mogła by jej pozazdrościć. Nawet teraz , siedząc po ciemku ryzykowała. Przecież jeśli ją tu złapią , po ciemku o tej porze to będzie biedna , szczególnie iż ochroniarze byli od niej o trzy razy więksi i na pewno silniejsi. Poza tym nosili broń i mogli w każdej chwili ją zabić myśląc , że to włamywacz. Annie jednak jak zwykle miała to gdzieś. Nie zważając na niebezpieczeństwo ćwiczyła sobie w najlepsze. Jakieś dwadzieścia minut później usłyszała kroki , szybko zeskoczyła z rowerka i stanęła przy ścianie. Drzwi się otworzyły , niestety nie widziała kto wchodzi bo było zbyt ciemno. By mieć się czym bronić zaczęła po omacku szukać czegoś czy mogła by puknąć przeciwnika. Tak na wszelki wypadek. Nim osobnik zapalił światło złapała coś w dłonie i uniosła wysoko ściskając zawzięcie .Jak tylko światło rozeszło się po sali jej oczom ukazał się brunet. Stał kilka metrów od niej z pistoletem wycelowanym w jej głowę.
- Co tu robisz ?! - zapytał mierząc ją od góry do dołu zimnym nieprzejednanym wzrokiem.
Zaskoczona przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. Pistolet który trzymał w ogóle nie zrobił na niej wrażenia ,bardziej jego nagi tors przez co właśnie zapomniała na kilka sekund języka w gębie. Jego naprężone mięśnie klatki piersiowej jak i brzucha wzbudzały podziw, przełknęła ślinę a jej serce coraz szybciej zaczęło bić na myśl jak facet bosko wygląda. Myślała , że tylko tak świetnie zbudowanym ciałem można się zachwycić jednak gdy spojrzała w jego oczy zmieniła zdanie. To dopiero było coś. Zielono - brązowe oczy bruneta choć zimne posiadały w sobie coś takiego, że chętnie każda kobieta by się w nich zatopiła. I gdyby nie fakt iż powtórzył pytanie blondynka zapewne nadal by tonęła w jego spojrzeniu.
- Pytałem co tu robisz ? I odłóż tego bejsbola do cholery! - krzyknął na koniec wciąż celując do niej.
Bejsbola ? O czym on mówi do cholery ? zastanawiała się. Spojrzała na owe narzędzie trzymane w dłoniach i dopiero zrozumiała o czym mówił. Naprawdę trzymała w rękach kij bejsbolowy , ale mimo , że kazał jej go odłożyć nie zamierzała tego zrobić. Co więcej zuchwale powiedziała;
- Nie odłożę...chyba , że ty pierwszy schowasz gnata. - kiwnęła głową wskazując na srebrne cacko w jego rękach. - Tak na marginesie to przyszłam poćwiczyć...a ty, co tu robisz ? I kim jesteś ? - zapytała na cwaniacko ściskając coraz mocniej kij.
- Poćwiczyć ?! - zapytał unosząc brew do góry ze zdziwienia. - O tej porze...po ciemku ? - zapytał kpiąco z niedowierzaniem.
- Tak , a co nie wolno mi ?! - zapytała zirytowana. - Poza tym nie mogłam spać...więc musiałam coś wymyślić. - rzekła wzruszając ramionami nadal z bejsbolem w dłoniach.
Stał i przyglądał się jej coraz bardziej podchodząc wolno w jej stronę. Zastanawiał się czy kpi z niego czy też mówi prawdę. Dziewczyna o twarzy niewinnego anioła ,lata po nocy z bejsbolem w ręku i twierdzi iż chciała poćwiczyć bo nie mogła spać. Nie to kpiny jakieś ,ona mnie wkręca, pomyślał. To na bank kolejna wtyka policji lub konkurencji , przeleciało mu przez głowę. Coraz bardziej poirytowany i zły przyspieszył kroku w jej stronę.
- Odłóż ten kij ! - rozkazał.
- Ej , o co ci chodzi...przecież powiedziałam , że ...
- Ostatni raz mówię odłóż bejsbola !!! - tym razem krzyknął a jego źrenice aż się zwęziły ze złości.
Nawet nie drgnęła , jedynie zacisnęła jeszcze bardziej ręce na trzymanym narzędziu.
- Nie ma mowy...ty pierwszy! - rzekła poważnie lekko cofając się w tył.
- Igrasz z ogniem , wiesz ?! - zapytał podchodząc coraz bliżej.
- Być może , ale nie odłożę tego...póki ty nie odłożysz spluwy. - rzekła odważnie.
Im był bliżej tym bardziej jej serce przyspieszało ,w brzuchu czuła dziwne łaskotanie .To nie był jednak strach. Ten faceta z bliska robił jeszcze większe wrażenie niż z daleka. Jego oczy , przystojna twarz ,usta które miała ochotę zasmakować jak najszybciej i mięśnie idealnie wyrzeźbione. Nic tylko się zakochać pomyślała. Jego cierpliwość była już ukresu sił , jedyne co go powstrzymało przed zrobieniem jej krzywdy był fakt , że ona jako pierwsza zafascynowała i zaintrygowała swoją odwagą jak i s poufałością. Nie mówiąc już o tym jak pięknie i seksownie wyglądała w krótkich szortach i dość skąpej oraz krótkiej bluzce na ramiączka. I jeszcze te usta oraz błękitne oczy powalające każdego faceta na kolana. Alfonsa pewnie też by powaliły gdyby nie fakt , że nie miał najlepszej opinii na temat płci przeciwnej. Nie chcąc przedłużać tej wkurzającej go już sytuacji postawił ostatni krok dziewczyna próbowała się cofnąć jednak na jej drodze pojawiła się przeszkoda, między innymi ściana. Cholera! zaklęła pod nosem. Nie wiedząc co robić wypaliła;
- Nie zbliżaj się bo ci przyłożę ! - rozkazała ostrzegająco.
Uśmiechnął się kpiąco a zarazem cwaniacko .I nim się zorientowała , wytrącił jej narzędzie z ręki i rzucił w jak najdalszy kąt , po czym złapał za nadgarstek i obracając przyciągnął do siebie. Jej plecy łącznie z reszta ciała przylgnęły do jego nagiego torsu. Obezwładnił jej dłonie w taki sposób , że nie była wstanie się poruszyć tym bardziej, że przyciskał ją do siebie bardzo mocno .Następnie przystawił jej broń do skroni i pochylając się do jej ucha wyszeptał;
- No i co mam cię teraz zabić ? - zapytał przejeżdżając koniuszkiem języka po uchu.
- Spróbuj a oberwę ci jaja. - wysyczała wściekła.
- Widzę , że humorek dopisuje. - rzekł kpiąco.
- A jak , szczególnie gdy trzyma mnie na muszce taki pal...
- Milcz! - krzyknął wprost do jej ucha , aż drgnęła. - Mów co tu robisz...tylko nie kłam ! - ostrzegł przyciskając ją coraz mocniej do siebie.
Traciła oddech tylko nie wiedziała dlaczego ? Czy powodem była jego bliskość , zniewalający zapach jak i gorąca ciało ocierające się o nią w tej chwili czy też z powodu strachu jaki ściśniętej klatki piersiowej. Jedno wiedziała na pewno , jeśli nie przekona go on faktycznie był gotów ją zabić. No tak Anka , wziął cię za złodziejkę więc teraz myśl kobieto , myśl. Poganiała swoje myśli. O matko a co ja będę ściemniać przecież powiedziałam mu prawdę , więc niech spada na drzewo. przeleciało jej przez głowę.
- Powiedziałam prawdę ...jak nie wierzysz twój problem. - rzekła kpiąco.
- Dobra...puszcze cię .Lecz jeśli się dowiem , że ściemniasz...zabije cię ! Rozumiesz ?! - zapytał na koniec mocniej ściskając blondynkę.
- Aaaa...ta...tak. - rzekła z trudem.
Zaraz jak tylko usłyszał wypowiedziane słowa ,puścił ją. Złapała oddech i spojrzała na niego z piorunami w oczach , on wciąż srogo na nią spoglądając powiedział;
- A teraz marsz do siebie ale już! - rzekł wskazując ręką na drzwi wejściowe.
Odwróciła się napięcie i ruszyła w ich stronę , jednak po chwili przystanęła.
- Czego ? - zapytał opierając się o ścianę.
- Kim ty w ogóle jesteś , że mi rozkazujesz ? - zapytała zaciekawiona świdrując go wzrokiem.
- Twoim diabłem ! - odpowiedział puszczając do niej oczko.
- Możliwe , bo masz rogi na czubku głowy ! - rzekła po czym wybuchła śmiechem i czym prędzej wybiegła z sali.




ROZDZIAŁ 5



Całą noc nie zmrużył oka przez co teraz był wściekły jak nigdy. A to wszystko za sprawą kobiety i to nie jednej a dwóch. Dziś czekały go dwa ważne spotkania i zamiast być wyspanym i skoncentrowanym on był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Rzecz jasna ktoś musiał ponieść za to konsekwencje...ktoś kto miał pilnować obie damy a tym czasem robił Bóg wie co ! Gdy tylko zaświtało wziął szybki i zimny prysznic by jakoś postawić się na nogi i bez pukania wtargnął do pokoju czerwonowłosej. Drgnęła przestraszona jak tylko drzwi z impetem zatrzasnęły się za brunetem.
- Gdzieś ty kur.wa wczoraj była co ?! - krzyknął idąc w jej stronę.
- Tu , a niby gdzie ? - zapytała zaciskając coraz mocniej szczotkę w swoich dłoniach.
- Skoro byłaś tu...to dlaczego nie pilnujesz do cholery dziewczyn ?! - krzyknął uderzając pięścią w stolik.
- Szefie , ale ja je miałam wszystkie na oku dlatego nie rozumiem...
- Nie rozumiesz ?! - zapytał zbliżając się do niej coraz bardziej. - To ci wyjaśnię ! - krzyknął łapiąc ją za ramiona i przyciskając do ściany.
Zlękniona przełknęła ślinę z powodu jego bliskości. Jej ciało ze strachu zaczęło drżeć coraz bardziej. Łzy zaczęły napływać do oczu , jego zimny i gniewny wzrok pogłębiał tylko jej strach.
- Słuchaj bo więcej nie powtórzę...nie obchodzi mnie z kim się pieprzysz , ale kiedy jesteś w pracy masz pilnować dziewczyn ! Inaczej to ty za nie oberwiesz następnym razem...jasne ?! - zapytał zaciskając mocniej dłonie na jej ramionach.
- T...tak. - wydukała z ledwością.
- Nie życzę sobie więcej takich numerów jaki wywinęła Lena. I pilnuj te nowe , bo wczoraj jedna z nich weszła , jeśli jeszcze raz się to powtórzy ! Zabiję was obie, siostra ! - rzekł rzucając ją na łóżko.
Po czym ruszył do wyjścia nim jednak nacisnął klamkę przystaną , odwrócił się jeszcze w jej stronę.
- Po południu widzę cię z Leną u mnie. I zmień bieliznę, bo żółty kolor w ogóle do ciebie nie pasuje ! - rzekł kpiąco z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
Sekundę później już go nie było , a nadal roztrzęsiona Dulce skuliła się na łóżku i zaczęła płakać jak małe dziecko. To wszystko przerastało ją coraz bardziej , jak nie brat to Chris wciąż ją krzywdzili. I chociaż sama była zła na May za postępek do którego się posunęła to jednak z drugiej strony całkowicie ją rozumiała. Sama wielokrotnie myślała o tym by w ten właśnie sposób zakończyć swoje męki. Lecz nigdy nie odważyła się na taki czyn. Do tej pory zawsze tchórzyła , ale w tej chwili była bliska obłędu i jeśli jej życie nie przyniesie niczego dobrego w niedługim czasie być może przyjdzie dzień kiedy odwaga pozwoli samej sobie odebrać życie , by wreszcie być wolną od tego piekła. Tak czy owak w tej chwili nie mogła dłużej pozwolić sobie na słabość musiała wstać. Otrząsnąć się , doprowadzić do ładu i zająć się swoją pracą nim znowu Poncho znajdzie pretekst by ją ukarać. Otarła łzy , poprawiła makijaż , ubrała się , a kiedy była już całkowicie gotowa zeszła na dół by zjeść śniadanie lub chociaż napić się kawy. Ledwo weszła do jadali jak jej spojrzenie spotkało się ze wzrokiem szatyna który w obecnej chwili bacznie się jej przyglądał gdy zasiadała do stołu. Jak tylko czerwonowłosa usiadła odezwał się.
- Widzę ,że będę musiał wypić kawę w twoim towarzystwie. - rzekł rozkładając się na krześle jak pan i władca.
- Przeszkadza ci to ? - zapytała spoglądając w jego czekoladowe oczy.
- Nie, skąd. - skwitował krótko. - Tym bardziej ,że mam ci coś do przekazania. - dodał po chwili upijając łyk brązowej cieczy.
- Co takiego ? - zapytała udając opanowaną.
- Dziś wieczorem o 22.00 masz być gotowa...zabieram cię gdzieś. - odparł spokojnie z uśmiechem na twarzy.
- Nie mogę muszę... - próbowała się wywinąć.
- Załatwię to z Ponchem. - odparł wchodząc jej tym samym w słowo.
- A powiesz chociaż dokąd...muszę wiedzieć jaki strój dobrać. - zapytała mimochodem.
- Coś eleganckiego , ale bardzo sexi ! - rzekł lustrując jej walory na wysokości klatki piersiowej.
Nie czekając na dalsze pytania wstał od stołu i bez słowa wyszedł. Nie wiedziała co ją czeka , jaki plan szykuje Ucker , ale znała go na tyle by zacząć się bać. Nie roztrząsając tego dłużej by nie wyprowadzić siebie ponownie z równowagi szybko dopiła kawę i opuściła jadalnię.
*******************
Zaraz po śniadaniu musiała udać się na sesję zdjęciową , a potem na zajęcia z chodzenia. Po nich miały cztery godziny wolnego postanowiła ten dzień w pełni wykorzystać , a tym bardziej czas wolny który miała. Początkowo zamierzała się trochę poopalać , jednak po kilku minutach zmieniła zdanie i postanowiła ruszyć w miasto. W końcu odkąd zaczęła tu pracować nie opuszczała tego terenu. A brakowało jej łażenia po sklepach jak i pójścia do kina czy na lody. Nie chciała jednak iść sama , bo żadna to frajda chodzić samemu tak więc zapytała Jess , drobnej brunetki o zielonych oczach która jako jedyna jak na razie wzbudziła w niej zaufanie i z nią rozmawiała czy i ona nie wybrałaby się z nią. Ta jednak na wspomnienie o wyjściu krzyknęła jak poparzona;
- Zwariowałaś ! Stąd nie można wychodzić bez pozwolenia szefa.
Przez chwilę patrzyła na dziewczynę z nadzieją iż to żart , ale kiedy zobaczyła strach w jej oczach wiedziała już ,że ta mówi całkiem poważnie. To jednak zamiast ja zniechęcić jeszcze bardziej ją zmotywowało. Przecież dla niej nie było zakazów w jej słowniku takie słowo nie istniało. I żadna praca czy też szef tego nie zmieni , pomyślała.
- To patrz i ucz się ! - powiedziała ruszając ku drzwiom.
Zszokowana i niedowierzająca brunetka natychmiast pobiegła za blondynką , która pewnym krokiem ruszyła w stronę bramy. Zorientowawszy się ,że Anahi nie żartuje Jessica zaczęła biec za nią i krzyczeć.
- Annie nie...proszę nie rób tego ! Nie próbuj wyjść...słyszysz ?! Jak szef...
- Mam to gdzieś ! Jestem dużą dziewczynką i nie potrzebuję pozwolenia jakiegoś idioty ! - krzyknęła odwracając się w jej stronę.
- Ale...
- Posłuchaj Jess... jeśli nie chcesz nie idź ze mną , ale ja wyjdę stąd na pewno. Zabawie się trochę i wrócę. - rzekła puszczając do niej oczko.
Zawziętość z jaką to powiedziała sprawiła iż dziewczyna zrezygnowała z przekonywania jej , odwróciła się napięcie i bez słowa ruszyła w stronę domku. Blondynka zaś zrobiła to samo jednak w odwrotną stronę. Przy bramie jednak napotkała kolejną przeszkodę do jej chwilowej wolności.
- Hej dokąd to ?! - zapytał duży przypakowany mężczyzna o srogim spojrzeniu.
- Wychodzę na miasto. - odpowiedziała jakby nigdy nic.
- Zezwolenie masz ? - zapytał zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Nie i nie zamierzam nikogo o nie prosić ! - skwitowała krótko próbując przecisnąć się między jednym , a drugim dryblasem.
- Nie ma przepustki...nie ma wyjścia. - rzekł odpychając ja od bramy.
- Ej grubasie ! Nie popychaj mnie bo jak cię strzelę to ta twoja łysina porośnie trawa ! - krzyknęła próbując popchnąć gościa.
Już po chwili między obojgiem wywiązała się szamotanina. Mężczyzna próbował powstrzymać ją przed wyjściem tracąc coraz bardziej przy tym cierpliwość , zaś ona za każdym razem odepchnięta rzucała się na niego z pięściami. W końcu wściekły na maksa złapał ją za nadgarstki.
- Puszczaj hipopotamie ! - krzyczała próbując się wyszarpną. - Puszczaj mówię idioto bez mózgu z kupą sztucznego mięsa !!!
- Zamknij się kretynko , bo ci przyłożę ! - rozkazał chcąc nad nią zapanować.
Anahi jednak wciąż nie dawała za wygraną wściekły Tores pchnął ją więc na ziemię.
- Spier.dalaj stąd pókim dobry , bo inaczej... - zaczął wskazując palcem dziewczynie stronę w która ma się udać.
- Ty jeb.any deklu...jak śmiesz mną rzucać. - rzekła wściekła podnosząc się z ziemi. - Ja cię kurka wodna nauczę jak traktować kobiety !!! - krzyknęła chcąc po raz enty rzucić się na ochroniarza.
Nie zdążyła jednak , bo całe zajście widział nie kto inny jak sam brunet , który szybko złapał ją za nadgarstek nim zdążyła wymierzyć cios Toresowi.
- Hej panna co ty kur.wa wyprawiasz co ?! - zapytał wściekły odwracając ją zwinnie w swoją stronę i łapiąc za drugą dłoń.
- Próbuję nauczyć tego... - zaczęła, lecz nie skończyła swojej wypowiedzi jak tylko jej wzrok natrafił na jego oczy.
- Czyś ty kur.wa zwariowała...rzucasz się na sto-dziesięcio kilowego dryblasa ! Jesteś taka odważna czy piątej klepki ci brak ?! - zapytał wściekły trzymając ją wciąż za nadgarstki.
- Wiedzę ,że tu wszyscy tacy nie wychowani... puść mnie i powiedz temu mamutowi, żeby wypuścił mnie na miasto. - powiedziała próbując się uwolnić.
- Bez zgody szefa nie wolno. - rzekł przyciągając ją z powrotem do siebie.
- Mam w d***e tego całego szefa ! Kim on niby kur.wa jest żeby nas tu więzić , nawet nie ma na tyle odwagi by się pokazać...zasraniec jeden ! - wykrzyczała oburzona i coraz bardziej wściekła.
- Teraz przegięłaś i to ostro - rzekł groźnie.
Następnie nim blondynka zdążyła zareagować w jakikolwiek sposób zarzucił ją sobie na ramię jak worek kartofli i ruszył z nią w stronę rezydencji. Wiła się i rzucała jednocześnie bijąc go po plecach i krzycząc , by ją puścił. On jednak niewzruszony szedł spokojnie , a kiedy znaleźli się już w gabinecie. Postawił ją na podłodze i za nim otworzyła buzię, przycisnął ją do ściany i lewą ręką jej ją zatkał.
- Kilka słów wyjaśnień. - powiedział przylegając całkiem do jej ciała tak by nie miała jak uciec. - Szefem głównym jestem tu ja ! Jednak gdy mnie nie ma, zgłaszacie wszystko do Williama lub Christopera...jasne ?! - zapytał mierząc ją srogim wzrokiem.
Zszokowana pokiwała głową na znak zrozumienia.
- Co do wyjścia to jak już mówiłem bez mojej zgody nie możesz iść , a nawet z nią idziesz w towarzystwie ochrony. Regulamin przeczytaj to będziesz wiedziała. - powiedział unosząc brwi. - I ostatnie przestań mi podpadać oraz robić zamieszanie , a także opanuj swój wybuchowy charakterek. Bo to się nie skończy dla ciebie za dobrze...pewnego dnia, mogę nie mieć dobrego humoru. I mocno oberwiesz, czy to jasne dla ciebie ? - zapytał na koniec przyciskając ją swoim całym ciałem do ściany i zdejmując dłoń z jej buzi.
- Jasne. - powiedziała grzecznie, choć w jej oczach nadal widniały ogniki wściekłości.
- A teraz, marsz do siebie ! - rozkazał wskazując na drzwi.
Posłusznie zrobiła co kazał , jak tylko drzwi się za nią zamknęły uderzył wkurzony z całej siły pięścią w ścianę.
- Kur.wa !
Jego zachowanie wynikło z tego iż choć , był porządnie na nią wściekły. To jednak coś powstrzymywało go od tego , by utemperować jej zuchwały charakterek. Wystarczyło żeby kilka razy zdzielił ją po tej ślicznej buźce a na pewno byłaby bardziej posłuszna , jednak nie wiedzieć czemu nie zrobił tego. Po raz pierwszy skończyło się na zwykłym ostrzeżeniu słownym. I nie miało to na pewno nic wspólnego z tym iż działa cholernie na jego zmysły gdy tylko jest blisko niego. Przecież gdyby tylko chciał mógł ją posiąść. Tu chodziło o jej charakter. Chociaż wyprowadzała go z równowagi taką zuchwałością to jednak ten pazur u niej właśnie najbardziej go pociągał. Musiał mieć ją jednak na oku , by czasem za bardzo się nie rozpędziła i by to, nie skierowało się przeciwko niemu. Teraz jednak nie miał czasu dłużej się nad tym zastanawiać , bo czekało go spotkanie. Wieczorem kolejne. W drodze do samochodu wpadł na wspaniały pomysł i jak tylko na jego drodze pojawiła się Dulce rzekł;
- Ta nowa blondyna na wieczór ma być gotowa...pojedzie ze mną na kolację z Rossmanem. - rozkazał wsiadając do auta.
*********************
Leżała skulona na łóżku i cały czas wpatrywała się w jeden punkt. Nie chciała żyć , teraz tej śmierci pragnęła jeszcze bardziej. Jednak widać los naprawdę się na nią uwziął. Nie dość ,że próba samobójcza się nie powiodła to teraz czekało ją spotkanie z Ponchem które do miłych należeć raczej nie będzie. Najchętniej znowu sięgnęłaby po żyletkę obawiała się jednak iż życie znowu spłata jej figla i ją uratuje tak więc po co próbować i pogarszać swoją sytuację która i tak już była katastroficzna. W sumie liczyła na to ,że brunet będzie wściekły i sam ją zabije. Gorzej jak tego nie zrobi tylko pośle ją do ,,Piekła" tam trafić na pewno nie chciała. Choć w obecnej chwili sama nie wiedziała co chce , a czego nie ? Co czuje ? Złość...żal...gniew ? Czuła pustkę i palący ból trawiący ją jak żywy ogień od środka. Ból robiący całkowite spustoszenie w jej duszy. Wiara , marzenia i nadzieje jakie kiedyś posiadała już dawno zostały w niej zabite. Wszystko to umarło z dniem w którym się tu pojawiła. I dlatego też i ona chciała umrzeć , no bo po co żyć skoro się już nic nie ma. Już nigdy nie uwierzy w to ,że spotka ją coś dobrego. Nigdy nie pozwoli sobie marzyć o lepszym życiu. I nadzieja na lepsze jutro już nigdy nie zawita w jej duszy. Duszy która umarła. Teraz była jedynie ciałem czymś co chodziło , mówiło , ale nie czuło , nie marzyło...nie pragnęło niczego poza śmiercią. Nawet łzy ,one teraz spływały po jej bladych policzkach mechanicznie. Same wspomnienia z jej życia i ostatniego wydarzenia wywoływały je. Nie czuła nic...kompletnie nic to tylko wspomnienia sprawiały iż płynęły...bezwarunkowo. Dźwięk otwieranych drzwi sprawił iż wróciła do rzeczywistości , otarła policzki w pośpiechu i zamknęła oczy. Chciałaby osoba która weszła do pokoju myślała ,że śpi. Lecz kiedy poczuła dobrze znany zapach perfum i usłyszała jej cichy delikatny głos podniosła powieki i teraz w ciszy i ze skupieniem słuchała tego co mówiła Dulce.
- May wiem ,że cierpisz i uwierz...dałabym wszystko, byś nie musiała tego znosić. Gdybym tylko mogła, zabrałabym cię stąd jak najdalej i sama nigdy więcej bym tu nie wróciła. Ale nie mogę, nie mam tyle siły ani władzy. Jestem tak samo samotna , bezbronna jak ty. Mamy tylko siebie...siebie i nikogo więcej. Tak więc proszę cię na litość, opanuj się. Nie rób głupstw. Potrzebuje cię. Po to, by jakoś to znosić. Potrzebuję...dlatego błagam nigdy więcej...nigdy słyszysz ?! - mówiła głaszcząc jej czarne włosy.
Brunetka patrzyła na nią , a z jej oczu ponownie zaczęły spływać łzy.
- Obiecaj mi...obiecaj...proszę. - błagała sama zalewając się łzami.
- Obiecuję. - wyszeptała nagle wtulając się w jej pierś.
Teraz obie płakały jak małe dziewczynki tuląc się wzajemnie. Cierpienie jednej było cierpieniem drugiej. Oddzielnie były same i bezbronne , ale razem. Razem mogły chociaż sprawić, by mnie bolało , by stawiać czoło codziennemu poniżeniu. Wspólnie mogły znaleźć tyle siły , by dać radę żyć w tym piekle póki nie nadejdzie wyzwolenie. Bez względu na to jaka to będzie droga czy po przez śmierć czy coś innego. Najważniejsze iż wytrzymają dopóki ktoś ich nie uwolni z tej fortecy piekła. Jak tylko się uspokoiły czerwonowłosa pomogła jej wstać , by Lena mogła naszykować się na spotkanie z Alfonso. Obie bały się tego spotkania , ale nie miały wyjścia musiały się przed nim wstawić jak tylko wróci ze spotkania. Maite choć nie była jeszcze na siłach ubrała się i uczesała , a kiedy była już gotowa czekała razem z Marisą na znak kiedy pojawi się szef. Koło godziny 16.00 Hector wrócił do rezydencji o czym, zostały natychmiast poinformowane przez jednego z ludzi. Z ledwością podniosła się z łóżka i razem z przyjaciółką wyszła na korytarz , by udać się na skazanie. Szła wolno bo była jeszcze zbyt osłabiona co widać było po jej bladej twarzy. I gdyby nie Dul pewnie już dawno , by się przewróciła przez zawroty głowy które jej towarzyszyły. Zbyt duży upływ krwi sprawił taki stan i choć brunet o tym wiedział dla niego nie miało to znaczenia. Lena miała przyjść , by się z nim rozliczyć i tylko to go interesowało.A ona musiała być na jego usługi bez względu na wszystko , dlatego teraz podtrzymując się ramienia czerwonowłosej szła schodek po schodku w dół kierując się do jego gabinetu. Ledwo uszła trzy stopnie jak do holu wszedł wysoki blondyn.
- Cześć ! - powiedział spoglądając na Dulce.
- Cześć ! - odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
- A wy dokąd ? - zapytał wchodząc schodek po schodku.
- Poncho kazał... - zaczęła tłumaczyć lecz nie skończyła widząc jak brunetka się osuwa na ziemię.
I gdyby nie szybki refleks Williama pewnie spadłaby ze schodów jednak zdążył pochwycić ją w swoje ramiona. Widząc ,że dziewczyna zemdlała wziął ją na ręce i ruszył do sypialni.
- Idź po sole trzeźwiące i powiedz Ponchowi ,że ona nie przyjdzie. - rozkazał.
- Ale...
- Rób co mówię i nie zadawaj pytań ! - krzyknął mierząc ją srogim wzrokiem.
Bez słowa zbiegła na dół w czasie kiedy on wszedł do pokoju i ułożył brunetkę na łóżku. Następnie gdy Lena leżał już bezpiecznie na pościeli staną przy oknie i oparty czekał na Marisę. Maite po kilku minutach otworzyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Widok nie znanego jej pokoju przeraził ją ,ale jeszcze bardziej widok mężczyzny wpatrującego się w nią. W jego oczach widziała złość i coś jeszcze. Tylko to drugie było trudne do odgadnięcia. Nie wiele myśląc zapytała;
- Kim jesteś ?
- Lepiej ci już ? - zapytał chłodno całkiem ignorując jej pytanie.
- Tak...ale kim ty jesteś ? - zapytała ponownie lekko unosząc się na łokciach.
- Dobrze by było, żebyś leżała , jak widać na chodzenie za wcześnie. - rzekł ponownie omijając jej pytanie.
- Bardzo chętnie...tylko ,że ja nie mogę. Muszę iść... - mówiła próbując zwlec się z łóżka.
Tak naprawdę nie chodziło oto iż spieszy jej się na spotkanie z Alfonso bo chętnie by je ominęła ,ale towarzystwo blondyna wprawiało ją w zakłopotanie i strach. Pragnęła uciec...uciec właśnie przed nim. Może gdyby nie patrzył na nią jak na wroga i nie mówił tak zimnym tonem zostałaby , a tak wolała zwiać nim ją skrzywdzi. Przez chwilę stał i patrzył jak z ledwością schodzi z łóżka, ale gdy już stanęła podszedł do niej. Znowu zakręciło się jej w głowie przez co się zachwiała. Złapał ją za przed ramię , a potem za drugie i przyciągnął do siebie by nie upadła. Jej słabiutkie ciało przylgnęło do niego natychmiast wtulając się w jego pierś.
*************
WIECZÓR
Dzisiejszy dzień porządnie go wymęczył i gdyby nie jeszcze jedno spotkanie pewnie teraz leżałby w łóżku ze szklanką koniaku. Niestety od tej kolacji zależała dostawa broni za którą mógł zgarnąć fortunę tak więc musiał zacisnąć zęby i pomęczyć się jeszcze te dwie godziny. Stał przy samochodzie i czekał na dziewczynę która od dwóch dni załazi mu za skórę. Jednak była tak atrakcyjna iż tylko ona pasowała mu na tego typu imprezę. był pewien ,że Suarez będzie się w nią wgapiał i nie bardzo będzie kontaktował. Tak więc on skorzysta z okazji i wylicytuje z nim najbardziej korzystne warunki dla siebie. No i właśnie dlatego kobiety czasem się przydawały. One jedyne mogły odwrócić uwagę przeciwnika tak by nie zorientował się iż jest robiony w ch*ja. Zniecierpliwiony przetarł twarz dłońmi i już miał ruszyć w stronę domku by wywlec ją z niego , gdyż jego zdaniem to strojenie zbyt długo trwało. Nie musiał się już jednak fatygować , bo po chwili dziewczyna stanęła przed nim wprawiając go w chwilowe osłupienie. Wyglądała tak pięknie i seksownie ,że teraz to i uwagę samego diabła mogłaby odwrócić. Nie chcąc by zauważyła jak wielkie wrażenie na nim wywarła brunet otworzył jej szybko drzwi od auta.
- Wsiadaj nie ma czasu. - rzekł wskazując miejsce obok kierowcy.
- Aleś ty miły...żadnego dobry wieczór , pięknie wyglądasz tylko...
- Te wygłady zostaw dla grzecznych frajerków. - skwitował krótko zatrzaskując za nią drzwiczki.
Spojrzała oburzona i jak tylko wsiadł zmroziła go wzrokiem.
- Ani słowa, bo pojedziesz tam w bagażniku. - zagroził spoglądając na nią.
Tym czasem Dulce razem z Chrisem stali właśnie pod jednym z najdroższych hoteli w mieście. Jak tylko szatyn zaparkował odwrócił się w jej stronę i powiedział;
- Masz. - rzekł podając jej mały srebrny kluczyk. - To klucz do pokoju 103. - wyjaśnił widząc jej zdziwioną minę. - Pójdziesz tam...a kiedy zjawi się gość obsłużysz go. Za dwie godziny wrócę po ciebie. - skwitował na koniec.
Patrzyła na niego tak jakby spadł z kosmosu. Zrozumiawszy iż nie pojęła o co mu chodzi rzekł;
- Masz tam iść , przespać się z gościem. Jak już to zrobisz on ci zapłaci , zadzwonisz a wtedy ja przyjadę po ciebie. Rozumiesz już ? - zapytał spoglądając na nią.
- Zwariowałeś ?!!! Nie ma mowy, nie pójdę tam ! - krzyknęła oburzona.
- Pójdziesz bo...
- Pier.dol się ! - krzyknęła i czym prędzej sięgnęła klamki.
- Posłuchaj no... - zaczął łapiąc ją za nadgarstek z całej siły. - Pójdziesz tam i zrobisz co każę , jeśli nie....
- Jeśli nie to co ?
Przysunął się bliżej niej i złapał za garść włosów , pociągnął jej głowę mocno w swoją stronę a kiedy jej oczy spotkały się z jego wzrokiem dodał.
- To potnę ci tą śliczną buźkę, zerznę z kilkoma kumplami , a na koniec wrobię cię w szpiegostwo. Wtedy Poncho wyśle cię do Piekła myśląc iż jesteś kablem , jasne ?! - zapytał pociągając ją mocniej za włosy.
Przytaknęła. Dopiero wtedy ją puścił , nie chcąc ani chwili być z nim w tym samym miejscu prawie wybiegła z samochodu i pobiegła do wejścia w drodze ocierając piekące jak żar łzy , które spływały po jej policzkach.


Czy Dulce posłucha rozkazu Uckera ?
Czy Anahi nie sprawi kłopotu na kolacji ?
Czy po między Maite , a Williamem do czegoś dojdzie ?
Tego dowiecie się w następnym rozdziale.

Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shelly
King kong
King kong


Dołączył: 20 Gru 2011
Posty: 1681
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:14:00 29-01-12    Temat postu:

czy coś się stało że na zbuntowane.pl nie ma już tego opowiadania ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:25:45 30-01-12    Temat postu:

Owszem stało się dwie debilki zabawiły się i pousuwały opowiadania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anys16
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 30 Sty 2012
Posty: 14
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: podkarpacie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:42:03 30-01-12    Temat postu:

o widze że i tutaj jedno z moich ulubionych;)
ale nie czytam tutaj bo wiesz że na zbuntowane.pl śledzę na bieżąco;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vondy !
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 22 Cze 2011
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:27:50 19-02-12    Temat postu:

Opowiadanie bardzo mi się podoba. Wciągnęłam się Jest ciekawe i zaskakujące. Najbardziej podobają mi się w nim Vondy Mam nadzieję, że Dul tym razem postawi na swoim, lecz on nie ma prawa kłamać przed Alfonsem!!

Czekam, czekam, czekam na 6 rozdział!!! Ja go potrzebuję, bo ciekawość mnie męczy hah. Piszesz GENIALNIE. Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:27:53 20-02-12    Temat postu:

Rozdział 6


Cała rozdygotana weszła do pokoju 103 , w pierwszej kolejności usiadła na łóżku by choć troszkę się uspokoić. Nie wiedziała ile ma czasu przed przybyciem klienta ,ale na pewno niewiele , dlatego kilka sekund później pobiegła do łazienki by poprawić rozmazany makijaż. Ciężko było jej powstrzymać łzy ,jednak nie miała wyboru z całych swoich sił zacisnęła zęby i zaczęła doprowadzać się do porządku. Kiedy kończyła poprawianie włosów usłyszała pukanie do pokoju. Przestraszona w pierwszej chwili stanęła jak wryta , w końcu wzięła trzy głębokie oddechy i wolnym krokiem ruszyła by je otworzyć. Gdy już to zrobiła jej oczom ukazał się wysoki brunet. Na oko miał jakieś dwadzieścia osiem lat , był przystojny i na pewno obrzydliwie bogaty co widać było po jego stroju. Na jej widok uśmiechną się lekko i wszedł do środka. Cały lęk powrócił ,wcale nie miała ochoty na pójście z nim do łóżka. Owszem facet był w jej typie ,ale był obcy no i nic do niego nie czuła. Teraz jednak na ucieczkę było już za późno nie pozostało jej więc nic innego jak spełnić rozkaz wydany przez Uckera. Podchodząc do mężczyzny klęła szatyna jednak w duchu i przysięgła iż jeszcze przyjdzie dzień kiedy zapłaci jej za każdą krzywdę i poniżenie.
*********************
Kiedy dojechali na miejsce Suarez czekał już na nich przy stoliku a wraz z nim ruda długonoga kobieta. Brunet spojrzał na nią od dołu do góry i uraczył lekkim uśmiechem. ,,Głupi debil myśli ,że taka ruda suka pomoże mu ze mną negocjować „ pomyślał spoglądając po chwili na swojego przeciwnika. Porównując obie panie to partnerka Suareza nie miała najmniejszych szans na jakiekolwiek zainteresowanie ze strony Poncha. Alfonso wiedział ,że w doborze kobiet on ma najlepsze oko i dlatego już był pewny swojego zwycięstwa. Świadczył o tym fakt iż od ich przybycia Rossman nie spuścił z blondynki oka. Dopiero kiedy brunet zaproponował by wreszcie usiedli ten łaskawie się z nim przywitał i wciąż wgapiony usiadł. Zamówili po lampce wina dla pań a sobie po szklance koniaku i zaraz potem przeszli do omawiania interesu.
- Czyli dasz mi czterdzieści procent zysku jeśli załatwię gładki przewóz przez granicę tak ? – zapytał ciemnowłosy blondyn.
- Carlos umowa była inna. Daje ci dziesięć procent i załatwiam ci dostawcę z Berlina, czyżbyś już zapomniał ? – zapytał lekko podenerwowany Hector.
- Tak …tak pamiętam. Jednak widzisz Herrera ja często zmieniam zdanie i właśnie teraz zmieniłem zdanie. – rzekł Rossman cwaniacko się uśmiechając.
Ten uśmiech i słowa wywołały sprzeczkę po między panami. Panie jakiś czas siedziały w ciszy i przyglądały się owej sytuacji jednak po kilku minutach rudowłosa wpadła w panikę widząc iż zaraz dojdzie do rękoczynów. Jedynie Annie zachowała spokój i zimną krew i ona jako jedyna odważyła się zareagować.
- Panowie .- rzekła spokojnie spoglądając to raz na jednego to na drugiego.
Gdy ich oczy zwróciły się ku niej dodała.
- Zachowujecie się jak dzieci , usiądźcie i załatwmy to jak trzeba. – mówiąc to wskazała na krzesła.
Zdziwieni spełnili jej prośbę tym samym uspokajając rudą. Jak tylko zajęli miejsca blondynka poprosiła o dolanie wina a następnie zaczęła mówić.
- Carlos …mogę tak do ciebie mówić prawda ? – zapytała posyłając mu uroczy uśmiech.
- Ależ oczywiście. – rzekł zauroczony i zafascynowany Suarez.
- No więc Carlos, każdy szanujący się biznesmen nie postępuje w ten sposób. Jeżeli wcześniej ugadałeś się z moim szefem ,że weźmiesz 10 % to teraz powinieneś słowa dotrzymać. No chyba ,że… - rzekła na koniec celowo robiąc długą pauzę.
- Że co ? – zapytał widząc iż dziewczyna się waha w dokończeniu wypowiedzi.
- No chyba ,że nie masz honoru i słowna umowa nic dla ciebie nie znaczy. – dokończyła spoglądając na niego pytająco.
- Umowa słowna to żadna umowa. – rzekł lekko oburzony i zbity z tropu.
- Ty skurwie…- rzekł Poncho łapiąc go za fraki.
- Mylisz się Carlos …dla biznesmena i mężczyzny. Prawdziwego mężczyzny to słowo honoru jest ważniejsze niż jakiś tam papierek. – powiedziała Any tym samym wchodząc w słowo brunetowi i przerywając mu chęć pobicia Rossmana.
Kiedy Hector go puścił i zasiadł po raz kolejny na swoim miejscu ciemnowłosy blondyn poprawił marynarkę cały czas zerkając na obojga. Wściekły i zniecierpliwiony Alfonso w końcu wstał i zwracając się do Anahi powiedział;
- Wychodzimy …nie będę go błagał. On sam jeszcze przyjdzie do mnie na kolanach.
- No i widzisz Carlos wkurwiłeś mojego szefa , a mogło być tak miło. – rzekła posłusznie wstając i oddalając się za brunetem.
- Herrera ! – krzyknął nagle Rossman.
Poncho jednak nie zareagował tylko szedł dalej po mimo iż słyszał wołanie biznesmena.
- Zgadzam się… nawet na pięć procent zysku.- rzekł pospiesznie tym samym powstrzymując bruneta przed opuszczeniem restauracji.
***************************
Siedział tu już szóstą godzinę z rzędu i czuwał nad niespokojnym snem brunetki. Sam nie wiedział czemu to robi i dlaczego w ogóle los tej dziewczyny tak bardzo go interesuje. Jednak widząc ją taką słabą i bezbronną oraz cierpiącą nie potrafił jej zostawić. Chociaż sam był cholernie zmęczony nie zamierzał wyjść z jej pokoju dopóki nie upewni się iż jej stan się poprawia. Z jednej strony było mu jej żal widząc jak rzuca się po łóżku dręczona najwidoczniej jakimś koszmarem , z drugiej zaś strony był na nią wściekły. Ową złość wywołał widok zabandażowanych nadgarstków , doskonale wiedział co oznaczają bandaże w tym miejscu. I to właśnie myśl iż dziewczyna próbowała się zabić wkurzyła go. Nienawidził tchórzostwa , a ci którzy odbierali sobie życie byli dla niego tchórzami. Zdawał sobie sprawę iż nie każda psychika potrafi znieść cierpienie , jednak mimo wszystko uważał , że każdy powinien walczyć zamiast uciekać się do takich metod. On sam w swoim życiu zaznał wiele bólu , jednak nigdy … ale to nigdy nie próbował odebrać sobie życia. A to ,że sam odbierał komuś życie to dla niego była już inna sprawa. To iż zabijał nie oznaczało ,że robi to z przyjemnością. Tak naprawdę miał w tym ukryty cel. Cel który znał tylko on. I chociaż z pozoru wydawać by się mogło iż William jest taki sam jak Poncho bo mają tego samego ojca i pracują w jednej branży. To jednak wiele a nawet ogrom rzeczy i cech ich różniły. Gołym okiem niektóre cechy mogły być niezauważalne gdyż Will doskonale niektóre z nich maskował. Pewnie teraz zapytacie dlaczego to wszystko ? Czemu tak gra i udaje ? Musiał to robić by spokojnie wejść w świat w jakim żył jego brat , jednak miał zamiar z czasem dokonać zmian. Niestety dla bezpieczeństwa swego i innych osób musiał działać po woli i rozważnie. I tak też robił. Przy brunecie grał twardziela bez skrupułów i sumienia , jednak kiedy brat nie widział mógł pozwolić sobie na ukazanie swojego prawdziwego oblicza. Oblicza człowieka który tak naprawdę cierpiał widząc jak kobiety są tu traktowane , a jego brat z dnia na dzień staje się coraz większym potworem. I właśnie dlatego on musiał tu być , robić to co robił by w pewnego dnia zakończyć piekło które stworzył jego ojciec. Bo to właśnie jego wina iż taki los spotkał jego i Poncha a także te wszystkie niczemu niewinne dziewczyny. Zamyślony nawet nie zauważył jak Lena się przebudziła , dopiero kiedy usłyszał jej głos spojrzał w jej stronę.
- Wciąż tu jesteś ? – zapytała zapalając nocną lampkę stojącą na szafce przy łóżku.
- Czemu nie śpisz ? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Miałam koszmar. A ty…czemu wciąż tu siedzisz ? – zapytała coraz bardziej zaintrygowana jego zachowaniem.
Zamiast odpowiedzieć na jej pytanie wstał z fotela i usiadł na brzegu łóżka nie odrywając od niej wzroku. Lekko zdenerwowana i wystraszona cofnęła się do tyłu wtulając się w ramę łoża.
- Dlaczego uciekasz , przecież nic ci nie zrobię. – rzekł delikatnie się przysuwając bliżej.
- Niby czemu mam ci wierzyć , skoro ani się nie przedstawiłeś ani nawet nie powiedziałeś czemu wciąż tu jesteś ? – rzekła przyciągając do siebie poduszkę.
- Czy to ważne kim jestem i co tu robię ? – zapytał opierając się na łokciu.
- Dla mnie tak. – odpowiedziała z całkowitą powagą schodząc z łóżka i cofając się w stronę okna.
- Wróć do łóżka nim znowu zemdlejesz. – rzekł spokojnie.
- Nie ! – krzyknęła zaciskając ręce na poduszce.
- Dobra , jestem William. – odpowiedział podnosząc się i ruszając w jej stronę.
- Nie zbliżaj się ! Słyszysz … bo zacznę krzyczeć. – zagroziła.
Blondyn jednak i to zignorował , coraz bardziej przestraszona brunetka zaczęła cofać się wzdłuż ściany w stronę drzwi.
- Są zamknięte. – skwitował krótko stawiając kroki w jej kierunku.
- Czego chcesz ?! – zapytała spanikowana.
I nim zdążyła pobiec w stronę łazienki on złapał ją w tali i przyciągnął do siebie. Jej ciało ponownie tego dnia przylgnęło do niego , tyle iż tym razem ich oczy spotkały się. Serce znowu zaczęło bić jej gwałtownie , a całe ciało drżało czując bijące ciepło i zapach mężczyzny. Jego wargi były tak blisko ,że jej strach urósł a wyobraźnia podsunęła czarny scenariusz. Myśl ,że za chwilę spotka ją to samo co wtedy w windzie napełniła ją strachem i siłą , dlatego też zaczęła się szamotać by wydostać się z jego uścisku.
- Puść…puszczaj słyszysz ! Puść błagam…puść mnie. – prosiła jednocześnie z nim walcząc.
Nie bardzo rozumiał jej zachowanie , ale ta szarpanina coraz mniej mu się podobała. Nie chciała jej skrzywdzić , a jedynie zaprowadzić do łóżka i spokojnie pogadać. Był ciekaw czemu próbowała się zabić , jednak jej reakcja wobec jego osoby zbiła go z tropu i lekko wyprowadziła z równowagi. I chociaż prawdopodobnie najlepszym wyjściem było by teraz puszczenie jej i wyjście z sypialni to jednak jakaś siła powstrzymywała Willa przed zrobieniem owego czynu. By jednak zapobiec dalszej szamotaninie , złapał ja w tali przerzucił sobie przez ramię i zaniósł do łóżka. Położył ją tak delikatnie jak tylko się dało i za nim puścił jej drobne ciało rzekł;
- Leż …daję ci swoje słowo honoru iż nic ci nie zrobię.
- A czy ty je masz w ogóle ?! – wysyczała tym razem już wściekła.
- Możesz nie wierzyć , ale mam. I jedynie czego chcę to porozmawiać. No więc jak…mogę cię puścić i być spokojnym iż nie wytniesz już żadnego numeru ?
- Możesz. – wysyczała. – Tylko to trochę dziwne iż chcesz rozmawiać , bo kiedy ja zadaje ci pytania to jakoś nie bardzo garniesz się do odpowiedzi. – rzekła kpiąco.
- Bo pogawędka będzie nie o mnie a o tobie. – odpowiedział posyłając jej uśmiech.
*************************
Dzięki Anahi zdobył to co chciał i nawet więcej dlatego też był pod jeszcze większym wrażeniem. Bo to jedyna kobieta jego życiu która posiadała nie tylko ogromną odwagę ,ale też urodę ,seksapil i inteligencję. Owszem coraz bardziej podobała się mu. W zasadzie jak tylko ją ujrzał na zdjęciu to zwróciła jego uwagę jednak pamiętając o świństwach jakie robiła jego matka i o słowach ojca starał się traktować ją jak każdą inną. Obojętnie , zimno i na dystans tyle ,że tej dziewczyny nie dało się tak trzymać gdyż ona przyciągała jak magnez. Jej odwaga ,śmiałość sprawiały iż jednak pragnął przebywać tylko w jej towarzystwie o czym zdał sobie sprawę na owej kolacji. Po dokonaniu transakcji słownej z panem Suarezem zjedli we czwórkę kolację i po dwóch godzinach wrócili do rezydencji tym bardziej ,że Any była kompletnie pijana po tym jak sama wypiła półtorej butelki wina. Alfonso był pewny iż w drodze do domu blondynka zaśnie w samochodzie. Tym czasem ona całą drogę nawijała. ,,Nie potrzebnie zgrywasz twardziela bo tak naprawdę żaden z ciebie mężczyzna ! Jesteś zwykłym facetem który swoje prawdziwe ludzkie oblicze skrywa za maską zimnego i niedostępnego człowieka. Ja wiem ,że tak naprawdę jesteś gościem który potrzebuje miłości i zainteresowania jak każdy z nas.” Takimi i innymi gadkami raczyła go przez cała drogę. Były chwile kiedy się z niej śmiała ,ale były też momenty kiedy miał ochotę wysadzić ja na środku drogi i kazać wracać na pieszo. Czemu tego nie zrobił ? Przecież gdyby to była inna z jego pracownic nawet by się nie zawahał. Czyżby przy niej miękł ?To raczej fakt iż była wstawiona uratował jej tyłek oraz to iż dzięki niej dobił dziś targu. Gdyby nie te dwa małe punkty sytuacja dziewczyny wyglądałaby pewnie teraz inaczej. Wybaczył jej gadkę w aucie ,lecz kiedy wysiedli i ledwo wkroczyli do jej domku do którego ją poprowadził Annie znowu zaczęła z nim igrać. Najpierw pchnęła go na drzwi które zatrzasnęły się z hukiem gdy na nie wpadł , a następnie przywarła do niego i patrząc prosto w jego zniewalające oczy powiedziała;
- Widzis jedno mojeee pchnięcie iii… jesteś bezbronny jak mały chłopiec.
Śmiejąc się z jej pijanego słowotoku zapytał;
- Tak uważasz ?
- Tak…uważam iż żaden z ciebie mężczyzna ! Gdybyś nim był , udowodnił…
Nie dając jej zakończyć zdania przyciągnął ją do siebie obejmując w tali i zachłannie wtargnął językiem do jej ust. Początkowo zaskoczona na chwilę zastygła jednak już po chwili ich języki tańczyły jednym rytmem szukając siebie wzajemnie. Ich oddechy stały się tysiąckroć szybsze , namiętność jaka nimi zawładnęła nie wyła do opanowania. Wyglądali jak by mieli ochotę zjeść siebie wzajemnie ,zachłannie z pasją i namiętnością całując się.
*************************
Zapłakana i trzęsąca się ze strachu wsiadła do samochodu nim zdążył cokolwiek powiedzieć rzuciła mu w twarz plik pieniędzy. Na widok kasy uśmiechnął się i jak tylko pozbierał ją i schował do portfela zapytał;
- I jak było kochanie ? Dobrze się bawiłaś?
Z nienawiścią i wściekłością w oczach wysyczała ocierając siekając łzy.
- Nienawidzę cię przeklęty draniu ! Jeszcze przyjdzie dzień ,że zapłacisz za to !
Cwaniacko się uśmiechając złapał ją za czerwone włosy i patrząc w jej oczy rzekł;
- Nie groź mi , bo to się źle dla ciebie skończy ! I nie narzekaj , bo wiem iż lubisz takie gierki. A teraz uspokój się , popraw makijaż i wracamy do domu , tam uczcimy twój pierwszy dzień twojego nowego zawodu.
- Uczcimy ?! Mam opijać to iż kazałeś mi sypiać za pieniądze ?! – zapytała zbulwersowana Dulce.
- A kto powiedział ,że będziemy pić ? Mówiąc ,,uczcimy” miałem na myśli namiętną noc z tobą kotku. – odpowiedział po czym przejechał językiem po jej policzku.
Kiedy ją puścił zrobiła posłusznie co kazał. Otarła rozmazany makijaż po czym poprawiła to i owo a gdy była gotowa z piskiem opon odjechali z pod hotelu. Całą drogę milczała , jednak jej myśli krzyczały jak bardzo go nienawidzi za to co dziś musiała zrobić by tylko zapewnić sobie jako taki spokój. Nienawidziła siebie , jego oraz bruneta. Najchętniej odebrała by sobie życie , jednak myśl o innych pokrzywdzonych dziewczynach nie pozwalała jej na to. Gdyby nie to iż chciała znaleźć sposób na wyrwanie ich stamtąd zaraz po powrocie do domu skończyła by ze sobą. Jednego była pewna facet którego kochała od dawna całym sercem w tej chwili stał się jej wrogiem i teraz zamiast marzyć o jego miłości do niej. Marzyła o tym by umarł i to w jak największych mękach.
************************
Relacja po miedzy brunetką a blondynem była dość dziwna jak i samo ich poznanie się. Najpierw choć go nie znała była nim zafascynowana , potem kiedy ujrzała go w swojej sypialni takiego zimnego i obojętnego przestraszyła się. Lecz jego troska z pozoru niby obojętna sprawiła iż jej strach z minuty na minutę minął i teraz swobodnie leżąc razem z nim na łóżku opowiadała mu o swoim dzieciństwie tak jak oto prosił. To właśnie było dla niej dziwne iż obcy faceta prawdopodobnie pracownik Poncha chciała wiedzieć o niej cokolwiek. Teraz jednak czując się bezpiecznie miała to gdzieś. On zaś wpatrując się w nią zastanawiał się czemu właściwie tak bardzo interesuje go jej osoba. Nie chcąc się zdemaskować powinien uważać i nie spoufalać się tak z żadną z dziewcząt. Do tej pory udawało się to mu bez problemu jednak Lena posiadała w sobie coś takiego iż nie potrafił być obojętny , ale czy to go czasem kiedyś nie zgubi ? Jeśli tak to wiedział ,że zapłaci za to najwyższą cenę. Lecz teraz nie miało to dla niego znaczenia czuł iż brunetka potrzebuje opieki , towarzystwa , oparcia by jakoś stanąć na nogi. I choć mógł przez to stracić życie postanowił jej pomóc , a i sam pragnął jej bliskości jak jeszcze nigdy niczego w życiu. May opowiadała William słuchał aż w końcu długa rozmowa zakończyła się na tym iż oboje nie wiedząc kiedy zasnęli w swoich objęciach.

Czy Poncho i Any skończą wieczór w łóżku ?
Co zrobi Dulce po powrocie do rezydencji ?
Czy Alfonso nakryje May i Willa ?
Jak dalej potoczą się losy bohaterów ?
Jeśli chcesz wiedzieć czytaj kolejny rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vondy !
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 22 Cze 2011
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:04:44 27-02-12    Temat postu:

Z niecierpliwością czekam na kolejne losy bohaterów (szczególnie Vondy!) Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shelly
King kong
King kong


Dołączył: 20 Gru 2011
Posty: 1681
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:06:19 28-02-12    Temat postu:

Aii, na zbuntowane chyba założyli hasło, bo ja nie jestem użytkownikiem i zajrzeć do twoich opowiadać zajrzeć, szczególnie do 32 czy tam 33 odcinka niebezpiecznej gry ;c
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:37:44 03-05-12    Temat postu:

Rozdział 7


To było szaleństwo z jej strony i na pewno nieprzemyślanym krokiem tak rzucać się na bruneta. Jednak teraz nawet gdyby chciała to nie miała odwrotu. Smak jego ust sprawił, iż zatraciła się całkowicie, jej komórki mózgowe przestały działać, zaś pożądanie dało o sobie znać. Namiętność, pasja i natarczywość, z jaką ją całował bardzo się jej podobała. To też sprawiło, że posunęli się dalej w swoich poczynaniach i już po chwili zaczęli zdzierać z siebie ubrania jak szaleni. Pierwszy krok zrobiła rzecz jasna blondynka szybko ściągając z niego czarną marynarkę a następnie zrywając z Poncha koszulę. Po roznegliżowaniu go do połowy chciała już zająć się dolną częścią garderoby ,wtedy on mocno pochwycił ją za pośladki i jednym szybkim ruchem usadowił ją na swoich biodrach. Obrócił się jednocześnie o 360 stopni i przygniótł Annie do ściany , by teraz to on mógł być górą. Oplotła go zręcznie nogami i ponownie wpiła się w jego usta zanurzając jedną dłoń w jego kruczoczarnych włosach. Ręce bruneta zaś powędrowały pod sukienkę dziewczyny w poszukiwaniu skąpych stringów już był bliski celu kiedy nagle w holu zapaliło się światło . Oboje zdziwieni spojrzeli w stronę przybysza , a raczej przybyszki gdyż była to Dulce. Ona sama na ich widok stanęła jak wryta i nie bardzo wiedziała co ma teraz zrobić ? Wycofać się ,udać iż nic nie widziała i pozwolić im skończyć czy zostać i zrobić to po co tu przyszła ? Niezręczną sytuację , przynajmniej dla Any i Dul rozwiązał sam brunet który owym zajściem w żaden sposób nie był zawstydzony , gdyż już nie raz nakryto go w takiż oto sposób. I zawsze gdy ktoś go przyłapał z panienką wyganiał niechcianego gościa i kończył to co zaczął tym razem było inaczej. Na owej scence nakryła go siostra co wywołało w nim ogromną złość. Postawił więc blondynkę na podłodze i podnosząc z ziemi rozrzucone ubranie ruszył w jej kierunku.
- Co tu do cholery robisz o tej porze ? – zapytał wściekły łapiąc ją pod ramię.
- Chciałam sprawdzić czy wszystkie dziewczyny są w pokojach ? – odpowiedziała przestraszona na widok miny brata i siły jaką ją złapał za ramię.
Tym czasem Annie poprawiła podwinięta sukienkę i spojrzała w ich stronę.
- To ja sprawdzę za ciebie , a wy sobie pogadajcie. – rzekła lekko chwiejąca się blondynka.
I jak tylko zniknęła na schodach Alfonso wypchnął za drzwi czerwonowłosą wychodząc zaraz za nią.
- Wracaj do siebie siostra , ale pamiętaj jeszcze raz wejdziesz mi w drogę zabije cię ! – wysyczał na koniec.
- Przestań mi grozić do cholery ! – krzyknęła nie mogąc już znieść całej tej sytuacji iż gdzie się nie ruszy każdy jej grozi. – Masz mnie zabić to zrób to ! – krzyczała zalewając się łzami. – No zrób , na co czekasz wielki macho ?!
Jeszcze bardziej wściekły na jej zachowanie i histerię złapał ją ponownie tym razem za nadgarstek i pociągnął w stronę willi.
- Tak ze mną pogrywasz ! To ci zaraz pokażę jak być posłuszną ! – zagroził.
- Co chcesz zrobić ? – zapytała przerażona.
Nie dostała jednak odpowiedzi , póki nie znaleźli się w domu ,w jego gabinecie. Wtedy posadził ją na fotelu i z całej siły wcisnął w jej roztrzęsioną dłoń pistolet po czym przystawił do jej skroni zaciskając pięść na jej ręce tak by nie mogła wypuścić gnata.
- Naciśnij spust skoro życie ci nie miłe. – wyszeptał do jej ucha.
- Nie.
- No naciśnij. Jeden strzał i masz spokój , no zrób to. Naciśnij spust ! – krzyknął na koniec.
Łzy spływały jak szalone jedna za drugą po jej policzkach, jego słowa raniły ją ,a jednocześnie coraz bardziej zachęcały do spełnienia rozkazu. Zacisnęła powieki z całej siły i już chciała nacisnąć jednak… Pomyślała o dziewczynach , Lenie to ją powstrzymało by tego nie zrobić , ale po sekundzie zobaczyła w głowie twarz Uckera , słyszała jego słowa , przypomniała sobie ileż to razy ją poniżył. Zachowanie Poncha wobec niej które też skutecznie raniło jej duszę. Otworzyła jeszcze raz oczy , spojrzała w oczy bruneta.
- Byłeś moją jedyną rodziną , jedyną osobą która powinna mnie chronić… sam jednak dałeś mi broń do ręki. Przyjdzie dzień iż pożałujesz swojego czynu. I choć powinnam cię znienawidzić to nie potrafię bo jesteś moim bratem. Bratem z krwi i kości ! Kocham cię zapamiętaj te słowa na wieki. – rzekła na koniec naciskając spust.
******************************
Czekał na nią w sypialni pół nago i popijał drinka spoglądając w okno. Po tym jak przespała się z tym facetem z hotelu jeszcze bardziej nią gardził. Był pewny iż ona jako jedyna w tym domu ma godność i honor i nawet za utratę życia nigdy nie posłucha jego rozkazu. Tym czasem nawet Dulce okazała się być taka jak wszystkie które znał. Skąd w nim tyle nienawiści , pogardy i brak szacunku do kobiet ? Czemu traktował je przedmiotowo , ba gorzej ! One były dla niego tylko towarem. Czy brał przykład z szefa chcąc udowodnić iż on też może być wielki ? A może jednak problem tkwił gdzie indziej ? Owszem to zachowanie wobec płci pięknej wywodziło się z koszmaru jaki przeżył w dzieciństwie. I to właśnie sprawiło iż stał się taki. On nie potrafił kochać , nie chciał bo poza nienawiścią do kobiet nie czuł nic więcej. Tej nienawiści nauczyła go matka która odkąd Ucker skończył osiem lata co noc regularnie go molestowała. Ojciec nie żył a inna rodzina po jego śmierci odwróciła się od nich tak więc nikt nawet nie był wstanie mu pomóc. Ten koszmar trwał sześć lat dopóki szatyn nie uciekł z domu , ale i wtedy jego sytuacja nie wyglądała najlepiej bo trawił pod skrzydła dziwki. Ona też zarabiała na nim przez cztery lata. Nienawiść rosła aż w końcu ukończył lat osiemnaście i pewnego dnia trawił na bruneta i tak oto spełniło się jego marzenie. Zemścić się na każdej kobiecie , traktować tak jak one traktowały niegdyś jego. Na wspomnienie bolesnych przeżyć z całej siły cisnął o ścianę szklanką. Ochota na seks którą miał jeszcze chwilę temu natychmiast minęła , złapał w dłoń ściągniętą wcześniej koszulę i wrócił do swojego pokoju.
*********************
Alkohol który dziś w siebie wlała długo ją trzymał ,lecz kiedy została przyłapana razem z brunetem szybko zaczęła trzeźwieć. Teraz po sprawdzeniu wszystkich sypialni , siedziała w swoim pokoju na łóżku i analizowała cały dzisiejszy dzień , a szczególnie wieczór. Nie była cnotką ,ale też nigdy nie rzucała się na facetów. Brunet jednak był inny , miał w sobie ,,coś” co cholernie przyciągało ją do niego. I chociaż rozum mówił iż to nie facet dla niej to ona jednak z dnia na dzień coraz bardziej go pragnęła. Wciąż o nim myślała po mimo iż nie wiele o nim wiedziała. Sam pobyt tu był dla niej dziwny. Te zakazy , zamknięty teren , reguły i zasady. Tylu ochroniarzy , tajemniczość. Każdy miał tu swoje miejsce , wyznaczoną rolę i robił co do niego należy. Kobiety będące tu wyglądały i zachowywały się jakby czegoś się bały , pytane o jakiekolwiek rzeczy związane z szefem czy samą agencją nabierały wody w usta i milczały jak zaklęte. Choć nie tak sobie to wyobrażała to jednak jej było tu nawet dobrze. Sesje zdjęciowe, kolacje lub przyjęcia wystawne , drogie ciuchy , kosmetyki i do tego duża pensja. Czegóż więcej chcieć ! myślała. Poza tym poznała tu faceta przystojnego , męskiego oraz namiętnego jak żaden inny. Było by głupotą to wszystko teraz stracić tylko dlatego iż odebrano jej wolność po części. Gdyby wiedziała iż jej wolność w całości należy już do niego i nigdy jej nie odzyska ? może nie była by taka szczęśliwa. Wracając do jej rozmyślań o dzisiejszym wieczorze , zastanawiała się właśnie kim dla bruneta była ruda. Nie wyglądał na szczęśliwego jej widokiem co wzbudziło w Annie podejrzenia. Czyżby tą dwójkę coś łączyło ? Może ona była jego panną ? myślała. Nie była pewna swoim przypuszczeń i dlatego też postanowiła od jutra przyjrzeć się im bardziej. I chociaż Poncho nie należał do niej to jednak czuła chemię pomiędzy nim a nią i nie zamierzała zrezygnować z tego przystojniaka nawet gdyby miała stoczyć walkę z całą gromadą lasek o niego. Może i czerwono włosa była tu jej szefową ,ale to blondynka miała akurat gdzieś skoro nie bała się samego Alfonso to czemu niby miała drżeć przed Dulce. Dla niej każdy tu był równy bez względu na pozycję i wiek. Czy postępowała słusznie będąc taką zadziorną i nieugiętą ? W tym wypadku raczej nie , jednak takie miała już cechy charakteru i nikt nie był jak na razie wstanie ich zmienić. Znużona myśleniem zasnęła wtulona w pluszową poduszkę.
*************************
Wtulony w jej delikatne i ciepłe ciało spał jak zabity. I gdyby nie to iż brunetka zaczęła go zawzięcie szturchać pewnie spałby nadal. Robiła to jednak z taką premedytacją ,że nie był wstanie to olać otworzył więc leniwie i wolno powieki i lekko wkurzony zapytał;
- Czy musisz być aż tak nie miła ?
- Ciii … Poncho jest za drzwiami , chce wejść co robimy ? – zapytała zlękniona.
Po usłyszeniu owej wieści zerwał się z łóżka jak oparzony , szybko założył buty , wziął marynarkę i podszedł do okna.
- Wyjdę na taras , jak tylko to zrobię wpuść go. – rzekł rozsuwając bezszelestnie okno. – I pamiętaj … mnie tu nie było. – powiedział na odchodne.
Maite odczekała chwilę , wzięła dwa głębokie oddechy po czym otworzyła drzwi. Alfonso bez zaproszenia wtargnął do pomieszczenia i nie czekając aż dziewczyna się odezwie zaczął pierwszy.
- To był ostatni taki twój wybryk ! Jeszcze raz coś odpierdolisz ,a przestanę się z Tobą cackać , jasne ?! – zapytał zbliżając się w jej kierunku.
- Tak. – odpowiedziała pospiesznie.
- Nie wiem czy czujesz się już na siłach by wrócić do pracy ,ale mam to gdzieś ! Ubierz się i zastąpisz Marisę przez kilka dni. – rzekł przechadzając się po sypialni.
- Dobrze. Tylko szefie… - zaczęła niepewnie. – Czy coś stało się Dulce ,że mam ją zastąpić ? – Dokończyła pytanie ściskając skrawek szlafroka ze zdenerwowania.
- Dul wzięła sobie wolne od życia. – odpowiedział z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
Nie pytała o nic więcej gdyż wiedziała ,że odpowiedzi nie uzyska. Była też pewna iż brunet po wydaniu rozkazu wyjdzie jednak on wciąż skrupulatnie oglądał jej pokój. Wyglądało tak jak by czegoś szukał lub kogoś. Myśl o tym iż wie o obecności blondasa przeraziła ją , jednak za wszelką cenę nie dawała tego po sobie poznać.
- Lena … czy przez cały czas byłaś sama ? – zapytał nagle.
- Tak szefie. – odpowiedziała najspokojniej jak umiała.
- Hym… dziwne. – powiedział spoglądając na niezasłane łóżko. – No nic idę do gabinetu , jak będziesz gotowa wstąp do mnie wydam ci polecenia i plan dnia. – rzekł na koniec opuszczając pomieszczenie.
*************************
Wczoraj uciekł z jej sypialni ,ale dziś od rana próbował ją odnaleźć , by powiedzieć jej o spotkaniu z kolejnym klientem. Niestety po godzinie poszukiwań i próbie dodzwonienia się na jej komórkę zrezygnowany Chris zszedł na śniadanie. Tam zastał jedynie Any , która jak widać też nie miała najlepszego nastroju. Jej oczy były zasłonięte okularami przeciwsłonecznymi , popijała kefir jednak nic nie jadła. Kac ! Na pewno ,bo przy kacu tylko człowiek się tak zachowuje. Zresztą jej milczenie mu odpowiadało bo sam nie miał ochoty na pogawędki lub słuchanie jakiś debilnych opowiastek. Szybko wypił kawę i nim odszedł spojrzał na nią raz jeszcze i zapytał;
- Wiesz może gdzie jest Marisa ?
- O proszę jak coś chcesz to się odezwiesz , a tak udawałeś iż mnie nie znasz choć to z Tobą pierwszym gadałam o tej robocie. – warknęła niemiło zsuwając okulary z twarzy.
- Posłuchaj no … - zaczął stając obok jej krzesła. – Nie mam czasu na dyskusję więc powiedz mi zaraz gdzie ruda bo inaczej…
- Bo inaczej co ?! – zapytała podrywając się do góry.
Tym zachowaniem sprowokowała go ,jego cierpliwość prysła jak banka mydlana. Złapał ją za włosy i mocno oraz z całej siły przyciągnął do siebie , tak by jej oczy były skierowane na jego usta.
- Radzę byś dała mi odpowiedź na zadane pytanie jeśli chcesz jeszcze mieć co czesać i czym świecić. – rzekł wyciągając nóż i przystawiając jej do twarzy.
********************
Ledwo zasiadł w fotelu jak zaraz w gabinecie pojawił się blondyn.
- Gdzieś ty był , samolot z Grecji miał awarię czy jak ? – zapytał brunet lustrując uważnie Willa.
- Przyleciałem wczoraj , jednak nie miałem okazji z Tobą pogadać bo musiałem jeszcze coś załatwić. – odparł nalewając sobie koniaku do szklanki.
- No a wieczorem mnie nie było , ale zastanawia mnie coś. – rzekł drapiąc się po głowie.
- Co takiego ? – zapytał blondyn niby obojętnie.
- Gdzie w takim razie spałeś skoro twoja sypialnia jest nienaruszona ? – zapytał unosząc pytająco brwi.
- Wcale nie spałem , po załatwieniu sprawy opijałem sukces.
- Ah tak ! A co to za sprawa jeśli… - zaczął lecz nie skończył bo w tym momencie obaj usłyszeli pukanie do drzwi.
- Wejść ! – krzyknął Alfonso.
I już po chwili w wejściu pojawiła się brunetka. Na widok blondyna chwilowo ogarnął ją strach , opanowała jednak szybko emocje i przywitała się z panami.
- Dzień dobry. Szef prosiłbym …
- Tak wiem. – skwitował krótko sięgając do szuflady biurka. – Masz tu jest plan dnia dla dziewczyn ,gdy skończycie macie czas dla siebie.
- Czy to wszystko ? – zapytała uprzejmie.
- Tak. To znaczy nie ! – krzyknął nagle. – Lena mój brat. – powiedział wskazując ręką na Marcosa. – Wrócił z ciężkiej podróży i potrzebna mu opiekunka , wiesz co mam na myśli prawda ? – zapytał lekko się uśmiechając.
- Tak szefie ! – odpowiedziała spuszczając głowę w dół.
- No więc zaopiekuj się nim najlepiej jak potrafisz. – rzekł cwaniacko i łobuzersko się uśmiechając.
- Dobrze. – odpowiedziała , po czym pożegnała się i wyszła.
Panowie wrócili do rozmowy ona zaś przerażona nowiną o tym kim naprawdę jest William zastanawiała się czy czasem to wszystko co opowiedziała mu poprzedniej nocy nadal zostanie miedzy nimi.

Co stało się z Dulce i kto ją teraz zastąpi poza Leną ?
Jak teraz będą wyglądały relację po miedzy Willem a May wiedząc iż blondyn jest bratem Alfonsa ?
Czy Anka poradzi sobie z napaścią Uckera ?
O tym i wiele innych rzeczach dowiecie się w kolejnym rozdziale ?



Rozdział 8


Już drugą godzinę czekała na niego. Z jednej strony wolałaby wcale nie przyszedł wiedząc już kim jest , a z drugiej musiała wykonać polecenie które dał jej Hector. Wiedziała co brunet ma na myśli mówiąc ,,opieka” jednak ona nie była gotowa na seks. Wcześniej kiedy po raz pierwszy miała styczność z blondynem wręcz pragnęła się mu oddać ,gdyż jego pieszczoty sprawiały jej przyjemność. Teraz sytuacja się zmieniła. Nie dość ,że Will okazał się bratem szefa to jeszcze dodatkowo ona miała wstręt do seksu po gwałcie w windzie. I dlatego tak bardzo modliła się by Marcos jednak nie zajrzał do jej pokoju. Niestety gdy stała przy oknie modląc się o cud , usłyszała otwieranie drzwi , a potem ciche kroki. Bez oglądania się za siebie wiedziała już ,że to on. Jego perfumy go zdradzały. Wzięła więc głęboki oddech i gdy się już do niej zbliżył odwróciła się , nim jednak powiedziała cokolwiek blondyn ją uprzedził.
- Nie bój się, nie przyszedłem tu by się zabawić. To, co powiedział mój brat uznaj za nieważne, a gdy zapyta oboje powiemy, iż wykonałaś swój obowiązek.
- Będziemy kłamać? – Zapytała lekko skołowana.
-, Jeśli chcesz żyć, a jednocześnie nie robić tego, na co nie masz ochoty. Musimy kłamać. – Wyjaśnił siadając na brzegu łóżka.
Zaskoczył ją. Była dziwką, zwykłą nic nieznacząca dziwką, a on ją chronił praktycznie jej nie znając. Czemu to robił? Pytała samą siebie w myślach. Nie znał jej, była dla niego nikim, wiec, czemu? Wiedziała, że sama odpowiedzi nie znajdzie, nie zastanawiając się dłużej zapytała.
- Dlaczego?
- Przecież już powiedziałem, jeśli chcesz żyć… - zaczął ponownie tłumaczyć, lecz po chwili weszła mu w słowa.
- Pytam, dlaczego się dla mnie narażasz? – Powtórzyła tym razem jaśniej.
- Powiedzmy, że chcę uciszyć swoje sumienie. – Rzekł krótko, sam nie znając konkretnej odpowiedzi na zadane pytanie.
-, Czyli jestem tylko pionkiem w twojej grze przeciwko bratu! – Skwitowała podchodząc do niego.
- Lepiej dla ciebie jak nie będziesz wiedziała za dużo, a teraz wybacz idę do siebie. – Rzekł wstając i kierując się ku wyjściu. – A, wieczorem pójdziemy na kolacje, by nie zbudzać podejrzeń Hectora. – Dodał otwierając drzwi.
Kiedy wyszedł odetchnął z ulgą , iż jakoś uniknął odpowiedzi na dość niewygodne pytania. Sam nie bardzo rozumiał , czemu tak bardzo zależy mu na jej dobru i bezpieczeństwie. Dwa spotkania przecież nie wystarczą by zbliżyć się emocjonalnie do siebie. Poza tym blondyn nawet nie chciał by jakakolwiek kobieta zaistniała w jego życiu. Już raz jednej pozwolił zbliżyć się do siebie , to było błędem. Drugi raz nie zamierzał go popełniać , owszem pomoże jej i innym kobietom w tym więzieniu ,ale tylko dlatego iż jest to winny sobie i matce. Potem ich drogi się rozejdą on zapomni o Lenie , a ona o nim.
******************
Ból głowy oraz fakt, iż wczoraj się porządnie upiła, co dziś osłabiało ją fizycznie i uniemożliwiało jej obronę. Wkurzał ją tym bardziej, gdy dosłownie miała nóź na gardle, ale skoro nie przestraszyła się pistoletu tym bardziej nie zamierzała dać się zastraszyć nożem.
- Jasne potnij mi twarz, tylko potem sam wyjaśnisz Alfonso, czemu tak wyglądam! – Wysyczała próbując się wyswobodzić z jego uścisku.
- Myślisz suko, ze ja musze mu cokolwiek tłumaczyć? – Zapytał wściekły zjeżdżając nożem po jej biuście.
- Puszczaj baranie ! – krzyknęła wbijając mu obcas w palce u prawej nogi.
- Auuuu ! – krzyknął na całe gardło łapiąc się za stopę jednocześnie opuszając nóż.
- Co tu się kur.wa dzieje ?! – nagle oboje usłyszeli gniewny głos Poncha.
- Ten palant! - Powiedziała wskazując palcem na szatyna. - Próbował mnie zastraszyć, no to go kopnęłam. – Rzekła wzruszając ramionami.
- gów*o prawda! – Wysyczał - Najpierw wepchnęła mi język do gardła, błagając bym ją przeleciał, a kiedy odmówiłem kopnęła mnie wiec wyjąłem nóż by dać jej nauczkę. – powiedział podnosząc narzędzie z podłogi.
- Ty skur.wielu ! – krzyknęła rzucając się na niego z łapami.
- Delgado , zabierz ją stąd ! – rozkazał wściekły brunet.
Dobrze zbudowany ciemnowłosy blondyn wykonał polecenie jak tylko je usłyszał. Tym czasem Poncho spojrzał pytająco na Uckera.
- No nie mów ,ze mi kur.wa nie wierzysz ?! – zapytał Chris widząc owe spojrzenie. – No daj spokój nie znasz lasek ?! Wszystkie są takie same , najpierw pchają ci się na kutasa , a kiedy o to pytasz udają niewiniątka. – powiedział pewny ,iż Alfonso podzieli jego zdanie.
- Masz rację Chris tylko ,skoro chciała byś ją zerżną ! To czemu tego nie zrobiłeś ? – zapytał przymrużając oczy.
- Bo tobie pierwszemu ona wpadła w oko , a ja nie wchodzę w paradę kumplom. – rzekł klepiąc go w ramię.
*****************
Dwa dni wolności! Właśnie tyle dał jej Poncho na to by doszła do siebie. Wciąż w jej głowie tkwiły jego słowa. Słowa, które nie tylko ją zdumiały, ale też ucieszyły., Jesteś głupiutka siostra skoro myślałaś, że dam ci naładowaną broń. Nie jestem takim bratem jak byś chciała i pewnie nigdy nim nie będę, ale masz ta samą krew i na pewno nie dam ci umrzeć. „ Wtedy nie rozumiała nic z tego, a już na pewno nie spodziewała się tego, że po chwili rzuci jej kluczyki od domku letniskowego w Acapulco., Masz! Jedź tam i odpocznij, nabierz sił, bo jesteś za słaba, a potem wróć i pokaż, że naprawdę płynie w tobie ta sama krew!” Powiedział, gdy chciała zaprotestować nieba rdzo wiedząc, o co w tym wszystkim chodzi dodał; Jesteś twarda i możesz pokazać, na co cię stać. Nie pytaj, co mam na myśli i dlaczego to robię, bo i tak ci nie odpowiem. Jednego jestem pewny, że kiedy wrócisz, a wrócisz! Będziesz już inna kobieta. Myślała o tym cała drogę do Acapulco i zastanawiała się nad sensem jego słów, ale nadal nie kapowała. Być może, kiedy przemyśli wszystko kilka razy zrozumie, o co chodziło jej bratu. Po raz pierwszy była mu wdzięczna, chociaż ich stosunki pewnie i tak będą takie same po jej powrocie to jednak tym gestem pokazał jej więcej niż mogła kiedykolwiek oczekiwać. Zaufał jej, bo gdyby tak nie było, nie puściłby tak daleko. Wierzył w nią, o czym świadczą jego słowa. No i jednak martwił się, skoro kazał odpocząć i nabrać sił. Jak na bruneta to dużo? Lecz czy aby Dulce nie myliła się w ocenie owego gestu? Może Alfonso tak naprawdę zrobił to w innym celu? Przecież jeszcze nie dawno razem z Uckerem kazali jej zarabiać, jako dzi**a. Czyżby już o tym zapomniał? Nawet, jeśli, to ona na pewno przywróci mu pamięć jak tylko stanie na nogi. Te ciągłe rozmyślania, cała ta sytuacja za bardzo ją przytłaczała, dlatego szybko odgoniła w końcu myśli i nie rozbierając się bez zastanowienia wskoczyła do wody, by zmyć z siebie wszystkie bolączki, jakie do tej pory zawisły nad jej życiem.
****************
Po tym zajściu w jadalni każdy z nich wrócił do swoich zajęć. Obaj jednak byli teraz w niezbyt dobrych nastrojach. Chris był wściekły i na Anahi za to jak go urządziła i na Dulce, która nagle zniknęła nie wiadomo gdzie. Nie chodziło oto, iż za nią tęsknił, ale na dziś obiecał ją kolejnemu klientowi. Tym czasem dziewczyny nie było, a on miał kłopot. Wiedział jedno, że po jej powrocie dokładnie się z nią policzy. Teraz i blondynka była na jego celowniku, za takie zachowanie musiała spotkać ją kara. W tym wypadku musiał jednak uważać by czasem nie narazić się Alfonso. Znał na tyle bruneta by zorientować się, iż Any wpadła mu w oko.
- Zapłacicie mi obie za to, iż ze mną zadarłyście! – Powiedział sam do siebie upijając łyk Brendy.
W tym samym czasie także wściekły Poncho próbował wyładować swoją złość poprzez strzelanie. Niestety ta metoda nie pomagała w opanowaniu jego złości jedynie pozbawiała go coraz to większej ilości naboi. Sam nie wiedział, czemu tak go nosi na myśl o tym, że blondynka próbowała poderwać szatyna. Co prawda kobieta bardzo mu się podobała, ale przecież to kolejna z, wielu które przewinęło się przez jego łóżko? Anahi co prawda jeszcze nie uprawiała z nim seksu, ale fakt, iż ostatnio byli już tak blisko, a dzień później ona chciała iść w ramiona innego doprowadzał go do furii? Jeszcze nie dawno myślał, że jest inna tym czasem okazała się być taka sama jak wszystkie. Nie powinien być ani zdziwiony ani zawiedziony przecież od zawsze wiedział, że kobiety to zwykłe podłe dziwki, a jednak się zawiódł. Mając dość zadręczania się kimś, kto jego zdaniem nie był tego wart schował broń i wrócił do swojego gabinetu. Ledwo zamknął za sobą drzwi, jak zaraz wtargnęła do środka nie, kto inny jak blondynka.
- Musimy pogadać, to, co powiedział ten mamut … - zaczęła, lecz nim skończyła przerwał jej.
- Nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia! – Rzekł wściekły siadając za biurkiem.
- Poncho, ale …
-, Kto ci kur.wa pozwolił mówić do mnie na ty?! Jakim prawem wpadasz tu bez pukania i żądasz bym cię wysłuchał?! – Zapytał uderzając pięścią w blat biurka.
- Wcześniej ci jakoś nie przeszkadzało, że mówię do ciebie na ty! I nie żądam tylko proszę, bo ten pacan …
- Milcz! – Wrzasnął podnosząc się do góry. – I posłuchaj mnie uważnie, bo nie powtórzę więcej. – Powiedział zbliżając się w jej stronę. – Mam gdzieś, komu i kiedy chcesz wskoczyć do wyra! Możesz się bzykać nawet z całą masą moich ludzi, ale ze mnie nie próbuj zrobić kretyna, bo nim kur.wa nie jestem! – Krzyknął prosto w jej twarz tak, że aż podskoczyła. - Już wczoraj powinienem ustawić cię do pionu po tym, co wygadywałaś, nie zrobiłem tego gdyż byłaś pijana i uznałem, że bredzisz. Dziś jesteś trzeźwa i próbujesz zrobić ze mnie durnia, tak, więc daruj sobie! Jeśli masz chrapkę na mojego współpracownika czy kogokolwiek proszę skorzystaj. Ode mnie jednak trzymaj się jak najdalej, bo jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę i za bardzo sobie pozwolisz, zabije cię! Zrozumiano?! – zapytał na koniec przyciskając ją do drzwi.
*****************
Po długim spacerze i orzeźwiającej kąpieli w morzu, wróciła do pokoju hotelowego. Wolność sprawiał, że nie czuła już zmęczenia, postanowiła wiec skorzystać z każdej chwili, która miała tylko dla siebie. Oderwać się od strachu, bólu, poniżenia. Ubrała, więc najseksowniejsza sukienkę, jaką miała i zeszła na dół do baru. Upić się i zapomnieć, choć na chwilę, jakim bagnem było jej życie to było teraz jej marzeniem. Pijąc już trzeciego drinka z rzędu nie zauważyła nawet jak obok niej usiadł wysoki , dobrze zbudowany , przystojny szatyn. Dopiero kiedy przysunął jej kieliszek z szampanem spojrzała w jego stronę.
- Chce mnie pan poderwać czy upić ? – zapytała mierząc go od góry do dołu.
- Ani jedno ,ani drugie. Chcę tylko wznieść toast za pani urodę. – odpowiedział biorąc do ręki swój kieliszek z trunkiem.
Kolejny palant , próbujący zrobić ze mnie idiotkę ! pomyślała , jednak jego spojrzenie sprawiło , iż wzięła podarowany napój i razem z nim wzniosła owy toast.
Od tego zaczął się jej wieczór , gdyż chwilę potem rozmawiali już jak dobrzy znajomi. To był pierwszy mężczyzna , który nie tylko słuchał tego co mówi ,ale też zachowywał się w stosunku do niej z szacunkiem. Siedzieli tak , aż do zamknięcia baru rozmawiając i sącząc szampana. Kiedy barman dał im do zrozumienia ,iż muszą opuścić lokal Damian , bo tak właśnie miała na imię rozmówca i towarzysz Dulce tego wieczoru. Grzecznie odprowadził ją pod drzwi apartamentu i pożegnawszy się wrócił do siebie. Czemu z nim rozmawiała , w ogóle pozwoliła zbliżyć się do siebie ? Dlaczego czuła się przy nim bezpiecznie ? Nie wiedziała. Lecz facet taki jak on marzył się jej od dawna. Pragnęła by ktoś jej słuchał , by ktoś patrzyła na nią jak na kogoś wartościowego , a nie jak na śmiecia. On właśnie spełnił owe warunki i być może dlatego mu zaufała.
**************
Zrobiła jak kazał , wieczorem gotowa do kolacji czekała ,aż po nią przyjdzie. Dokładnie o godzinie 20.00 zjawił się pod jej drzwiami. Nie pytając dokąd jadą grzecznie wsiadła do auta. Będąc już na miejscu , złożyli zamówienie , a gdy kelner przyniósł dania zajęli się jedzeniem. Każde z nich milczało i w samochodzie i teraz. Ona bała się pytać o cokolwiek , on zaś nie zamierzał opowiadać się z powodów swojego zachowania. Jednak kiedy już zjedli , a cisza nadal panowała miedzy nimi , brunetka nie wytrzymała.
- Powiesz coś do cholery ?! – zapytała znużona ową ciszą.
- Może lepiej zatańczmy. – odpowiedział wstając od stołu.
Nie oto jej chodziło lecz nie protestowała. Może i był inny niż Poncho , jednak i tak wolała na niego uważać. Niechętnie wstała od stołu i podążyła za nim na parkiet. Już po chwili wtuleni w siebie wirowali na środku sali w rytm wolnej piosenki. Jak i jedno tak i drugie nie znało wykonawcy , ale tańczyli by tylko jakoś ten wieczór im upłynął. Wdychając słodki zapach jej perfum i czując ocierające się ciało brunetki o niego , przyprawiało go to o rosnące pożądanie. Była piękna i delikatna do tego cholernie seksowna. Takiej kobiecie ciężko się oprzeć , William jednak wiedział ,że choćby pożądanie zżerało go od środka on musi za wszelką cenę pohamować swoje żądze. Lecz i ona czując jego silne , umięśnione ramiona i zniewalający zapach drażniący jej nozdrza rozpalał w niej żar. Jego piwne łagodne spojrzenie sprawiało ,iż zapominała kim jest i jedynie czego pragnęła to zostać już z nim na wieki. Czy się bała , tak jak wtedy w sypialni ? Nie, jej strach znikł jak tylko poczuła jego dotyk. Tańczyli tak patrząc sobie prosto w oczy i starając się zapanować nad pożądaniem które wrzało w nich coraz mocniej. Dopiero gdy utwór dobiegł końca oderwali spojrzenia od siebie. Nie mówiąc nic usiedli , jeszcze na chwilę by napić się drinka. To, co działo się po miedzy tym dwojgiem na pewno było początkiem czegoś wielkiego, ale czy dane będzie im zasmakować tego owocu? Czy oboje pozwolą sobie na to by poddać się emocjom i uczuciom, które się w nich rodzą, jednak oni sami ukrywają to przed samym sobą? A może ktoś silniejszy zniszczy to nim na dobre się zacznie?

Rozdział 9


Stała i nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Jego groźby miała gdzieś o tym, że ją zabiję słyszała już nie raz. Nie przejmowała się tym, ale kiedy powiedział, iż może sypiać z każdym z jego ludzi wściekła się. Ból głowy przestał się liczyć, odepchnęła go od siebie z całej siły.
- Nie muszę robić z ciebie idioty, bo ty nim już jesteś! – Krzyknęła. – Mam dość twoich gróźb Poncho, nie pozwolę też się obrażać! Uwierzyłeś kumplowi?! Świetnie! Tak, więc życzę wam obu szczęścia, ja idę się pakować nie zostanę tu ani minuty dłużej! – Krzyknęła sięgając do klamki.
Nie zdążyła jednak otworzyć drzwi, bo brunet złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Stąd się nie odchodzi dziecinko, no chyba, że w plastikowym worku. – rzekł patrząc zimnym wzrokiem w jej niebieskie oczy.
- Pieprz się ! – krzyknęła ponownie go odpychając i ruszając ku drzwiom.
Tym razem to strzał z pistoletu powstrzymał ją przed wyjściem. Zszokowana, stanęła jak wryta i niedowierzająco patrzyła na dziurę w drzwiach.
- Ja nie żartuję, jeszcze raz sięgniesz tej klamki, a kolejną kulkę zaliczysz ty! – Wysyczał przez zaciśnięte zęby mierząc tym razem w jej stronę.
Odwróciła się, jego broń była wycelowana prosto w jej serce. To, co zobaczyła w jego oczach przeraziło ją najbardziej. Ten gniew, wściekłość była tak wielka, że aż przerażająca. Pierwszy raz poczuła strach. Mimo to nie zamierzała dać mu za wygraną.
-, Jeśli tak traktują tu kobiety, wolę zginąć.- Pomyślała wyciągając dłoń w zakazane miejsce.
*********************
Po kolacji wrócili do rezydencji. Blondyn odprowadził ją do sypialni , sam zaś wrócił do swojej. Miał zamiar wziąć prysznic i położyć się spać , jednak nie dane mu to było bo po chwili usłyszał pukanie do drzwi.
- Wejść ! – krzyknął rzucając marynarkę na krzesło.
- Marcos jest zadyma ,magazyn dwudziesty ! – rzekł zdenerwowany Delgado.
William nie czekając ani chwili , wyciągnął dodatkowa broń z szafki nocnej i pobiegł na dół. Wybiegł na zewnątrz i zebrał kilku ludzi, brakowało tylko Alfonsa i Christopera.
- Odpal wozy i załaduj dodatkowa broń do bagażnika , ja tym czasem ich zawołam ! – rozkazał jednemu z ludzi.
- Tak jest szefie ! – przytaknął wysoki szatyn.
- Riko i Miron weź dżipa i już tam jedźcie ! - zwrócił się do kolejnych.
Zaraz potem zniknął w drzwiach domu. Uckera zgarnął pierwszego bo akurat schodził na dół do kuchni , obaj wtargnęli do gabinetu Poncha.
- Napad na dwudziestkę ! – powiedział Cuks zdenerwowany.
- Co jest kur.wa ?! – zapytał Will widząc wycelowaną broń w blondynkę.
- Chris ty pojedziesz ze mną , a ty zaprowadź ją do jej pokoju i niech Harpun ją pilnuje dopóki nie wrócę. – rozkazał popychając Anahi w ręce blondyna.
Nie było czasu na pytania czy też zastanawianie się co zaszło po miedzy tą dwójka. Will zrobił co kazał brat , a Cuks i Poncho w tym czasie wyszli na zewnątrz. Nie minęło dwie minuty jak wszyscy byli już w drodze do owego magazynu. Wściekła Any , zamknięta w pokoju nie miała nawet zamiaru czekać spokojnie na powrót bruneta. Człowiek stojący za drzwiami jej sypialni oraz ludzie na zewnątrz byli przeszkodą , ona jednak miała to teraz gdzieś. W wielkim pośpiechu zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy do największej torebki jaką posiadała. Dopiero potem miała zamiar obmyślić jak uciec by nie zostać zauważoną.
******************
Wyczerpana dniem dzisiejszym wzięła szybki prysznic, po czym wskoczyła do lóżka. Była pewna, że po tak męczącym dniu zaśnie natychmiast. Myliła się. Kręcąc się z boku na bok myślała o blondynie. Był mężczyzną i to bardzo przystojnym , do tego troskliwy i miły. Czego w życiu by się nie spodziewała. Może jednak jego zachowanie było tylko grą pozorów , a rzeczywistości jest taki sam jak brat ? Zastanawiała się. Być może chcą ją sprawdzić czy znowu nie wywinie jakiegoś numeru ? Sama nie widziała już co ma myśleć. Z jednej strony bała się zaufać z drugiej zaś podświadomie czuła ,że blondyn gra czysto. Chociaż mogła też mylnie go ocenić , gdyż bardzo się jej spodobał. Taki facet jak on był marzeniem każdej kobiety. Nie tylko przystojny , dobrze zbudowany ,ale też umiał słuchać. Zatroszczył się o nią , nie wykorzystał choć mógł , no i najważniejsze narażał siebie. Swoje życie , za życie zwykłej nic nie znaczącej dziwki. Skołowana rozmyślała o tym wszystkim całą noc , aż w końcu nad ranem zasnęła.
*******************
Po dwóch godzinach wrócili do rezydencji. Wściekły na maksa brunet wszedł do gabinetu trzaskając drzwiami. Zaraz za nim wszedł William i Chris.
- Skur.wiel !!! – krzyknął zrzucając wszystko z biurka.
- Kur.wa , tyle towaru poszło w pizdu ! – rzekł szatyn siadając w fotelu.
- Ja ci mówiłem ,że on coś szykuje , olałeś go. – powiedział blondyn nalewając każdemu po szklance koniaku. – No to teraz masz ! – skwitował podając mu trunek.
- Jeśli on myśli ,że jeden okradziony magazyn mnie wystraszy to się grubo myli ! Dorwę skur.wiela i zafunduję mu długą i ciężką śmierć. – zagroził z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy.
Zadyma w magazynie sprawiła , iż zapomniał o zajściu z Anahi. Jednak będąc już po kilku głębszych ktoś zapukał do drzwi po czym wszedł słysząc zgodę bruneta.
- O co chodzi Borys , chcesz się z nami napić ? – zapytał Alfonso wskazując na swoich towarzyszy i trunek.
- Nie szefie , ja w innej sprawie. – odpowiedział stając obok biurka. – Ta blondynka , którą szef kazał trzymać pod kluczem w południe uciekła.
- Że kur.wa co ?!!! – zapytał niedowierzająco.
- No uciekła … oknem ,ale Harpun ją przed chwilą złapał kiedy chciała przez bramę ogrodową przejść. – wyjaśnił szybko.
- To kiego chuja mi dupę zawracasz ?! – zapytał wkurwiony.
- Bo nie wiem szefie co mamy z nią zrobić , Harpun stoi w holu razem z nią i czeka na rozkazy. - powiedział cicho.
- Jak to co ma zrobić ? Do karcera i po sprawie ! – rzekł bez wahania upijając łyk.
- Tak jest szefie. – odpowiedział szybko i ruszył ku drzwiom.
Jak tylko wyszedł Poncho wrócił do rozmowy jaką prowadził z bratem i Uckerem. Nie zdążyli dopić butelki jak do gabinetu wtargnęła wściekła blondynka. Trzasnęła drzwiami tak mocno iż od razu zwróciła uwagę trzech mocno zdziwionych panów. Nim którykolwiek zdążył coś powiedzieć Any pierwsza napadła na bruneta.
- Co ty sobie kur.wa myślisz , że kim ja jestem do cholery twoją niewolnicą ?!!! - zapytała opierając się rękoma o blat jego biurka. - Ty pieprzony sukinsynu … - krzyknęła widząc jak bez żadnej reakcji siedzi i swobodnie popija drinka.
- Anahi lepiej dla ciebie jak zrobisz co on ci każe. – powiedział spokojnie blondyn podchodząc do niej z zamiarem wyprowadzenia.
Wiedział czym to się skończy jeśli dziewczyna zaraz się nie uspokoi. Ona jednak zbyt wzburzona i zdenerwowana wcale nie słuchał.
- Puszczaj ! Nie pozwolę by ten skur.wiel tak mnie traktował !- powiedziała wyrywając się Willowi. - Udajesz macho , a tak naprawdę jesteś zerem , kompletnym zerem !!! – zbliżając się do bruneta coraz bliżej.
Na jego twarzy widniał uśmiech z którego można by wywnioskować , iż miał gdzieś jej słowa. Spokojnie sączył swojego drinka wysłuchując co takiego ma mu jeszcze do powiedzenia. To wyprowadziło ją jeszcze bardziej z równowagi i podeszła pod sam fotel by dać mu w twarz. Alfonso jakby wiedząc o jej zamiarach , odstawił szklankę i odwrócił się w jej kierunku. Zamachnęła się , lecz jego silna dłoń złapała jej nadgarstek nim trafiła w policzek bruneta. Wstał , spojrzał jej głęboko w oczy , następnie odwrócił głowę w stronę chłopaków.
- Wy skończcie pić , ja się zabawię. – powiedział spoglądając na nią zimnym wzrokiem.
- Nie ma mowy draniu ! Ja nigdzie z tobą nie idę !!! – krzyczała próbując się wyrwać z jego uścisku.
- Owszem pójdziesz i dopiero teraz zrozumiesz ,że nie warto wchodzić mi w drogę ! – wysyczał ciągnąc ją z całej siły w stronę sypialni.
Blondyn chciał jeszcze powstrzymać brata, jednak Ucker go powstrzymał. Dopili, więc trunek do końca i sami też rozeszli się do swoich pokoi. Szatyn natychmiast zasnął będąc wstanie porządnego upojenia, zaś blondyn nie potrafił zasnąć. On zastanawiał się nad swoim zadaniem. Czy to, co robił, było dobre? Czy brunetka jest taką, jaką opisał ją Alfonso? Czy jednak taka, jaką poznał, gdy o sobie opowiadała tamtej nocy, kiedy czuwał przy niej???
******************
Jego cierpliwość już dawno się wyczerpała, słowa, które kierowała pod jego adresem sprawiały, że krew mu płonęła w żyłach. Gdy tylko drzwi jego sypialni zamknęły się za nimi, złapał ją za włosy i rzucił na podłogę, w jego oczach błąkał się obłęd i chęć zemsty. Nim tu trafili próbowała się uwolnić z jego uścisku i uciec, ale był zbyt silny. Szarpanie, gryzienie i krzyki nie pomogły. Wciągnął ją do swojego okrutnego świata, leżąc na zimnej podłodze, żałowała, iż nie dała się wtrącić do tego karcera. Wołałaby siedzieć po ciemku ze szczurami, robakami niż walczyć z brunetem, który teraz przygniótł jej drobne ciało swoim i zrywał z niej skąpą bluzkę.
- Zostaw mnie draniu, zostaw! – Krzyczała szarpiąc się, każdy ruch sprawiał jej ból, ale walczyła…. •Zacisnął jej ręce w nadgarstkach, po czym wyklecił je, śmiejąc się z jej cierpienia i łez. Musiał zrobić coś by nie mogła się ruszać, w zasięgu wzroku dostrzegł kabel od żelazka chwycił go i związał jej dłonie nad głową, zagroził, że jak się nie uspokoi i nie będzie posłuszna zobaczy, do czego potrafić być zdolny
- Ty sukinsynu! Damski bokserze! Jeśli mnie tkniesz zabije cię! – Krzyczała zdzierając gardło, bała się, ale wiedziała, że musi coś zrobić, nim ten drań ją skrzywdzi. Gdy jego brudne łapy zaciskały się na jej ciele, zaczęła się szarpać jeszcze bardziej, kabel na nadgarstkach podrażnił jej skórę na tyle, że z ran popłynęła krew. Gdy zbliżył usta do jej ust ugryzła go, i szybko pożałowała tego czynu. Jej delikatny policzek piekł od ciosu, który dostała. Spojrzała na niego ze łzami w oczach, strach i bezsilność sprawiały, że zaczęła tracić nadzieję na wyjście z tego cało. Czy tak piękna chwila jak Seks z ukochanym ma już na zawsze zapisać się w jej pamięci, jako horror z najstraszniejszych koszmarów? •Poczuła chłódł na ciele i zaciśnięcie zębów na sutkach, nie potrafiła opanować łez, a starała się być silna i nie pokazać mu strachu. Podjęła decyzję, jeszcze jedną próbę ratowania się. Wierzyła, że po mimo wszystko gdzieś tam w środku on jest dobrym człowiekiem. Krzyki i groźby zamieniła na cichy szept i błaganie. - Nie jesteś taki, nie rób tego. Ja cię znam wiem, że w głębi serca jesteś dobry. Proszę, błagam przerwij to nim będzie za późno!
Nawet jej łagodność nic nie dała, nie opanował się i nie zamierzał. Był pijany i wściekły, jedynie, o czym teraz marzył to o daniu jej nauczki. Musiał ją ukarać za nieposłuszeństwo, zbytnią poufałość. Był też wściekły na to, że uwodziła jego kumpla, nie widział, czemu akurat to najbardziej go złościło, ale to za ten czyn najbardziej chciał ją ukarać. Gniotąc bez wyczucia w jednej dłoni jej pierś, wsuną drugą rękę pod jej spódnicę i szybkim ruchem zerwał z niej cienkie stringi. Rozchylił jej uda powodując podniesienie się krótkiej mini do góry. Przez chwilę patrzył na jej obnażone ciało, wezbrało się w nim podniecenie. Przyłożył rękę do krocza, czuł, że zaraz eksploduje. Rozpiął guzik i zamek w spodniach zsunął je razem bokserkami. Chwycił ją za włosy i przyciągnął do siebie, skierował jej głowę do swojego krocza i kazał jej ssać. Sam w tym czasie wsadzał jej palce do najintymniejszego miejsca dysząc przy tym jak dzikie zwierze. Odepchnął ją od siebie i przewrócił na brzuch, chwycił za biodra i wsunął swojego nabrzmiałego pewnika w nią, jego ruchy były szybkie i gwałtowne po kilku minutach dostrzegł biały śluz i poczuł błogie spełnienie.
Przygniatała mokry policzek do podłogi, obie dłonie miała ułożone na plecach. Czuła się jak dzikie zwierze wziął ją na podłodze jak psa. Poczuła pomiędzy nogami mokry śluz, spuścił się w nią. W tej chwili chciała umrzeć. Poluzował węzeł na jej dłoniach, padła jak kłoda modląc się o koniec tego koszmaru. Miała złudną nadzieję, po chwili złapał ją za ręce i pchnął na fotel, rozchylił szeroko jej nogi i ponownie ładował w nią swojego penisa. Jej usta zacisnęły się razem z powiekami, łzy spływały jak szalone jedna za druga , przy każdym jego ruchu. Człowiek, który jeszcze niedawno wydawał się być spełnieniem jej młodzieńczych marzeń o miłości okazał się być skurwielem bez uczyć. Teraz pragnęła jego śmierci, za wszelką cenę chciałaby cierpiał tak jak ona.
- Jesteś kur.wą i dziwką z rynsztoku. Nawet d**y porządnie nie umiesz dać! Zabieraj stąd te swoje łachmany i wypier.dalaj! – Warknął odsuwając się od niej, popatrzył na jej ciało z pogardą i splunął jej w twarz. Wsunął na siebie ubranie i wyszedł z pokoju paląc papierosa.
[i]Myślicie ,że już nic was nie zaskoczy ? Sądzicie ,że poznaliście każdego z bohaterów dobrze ? Mylicie się !!! Jeśli chcecie wiedzieć co mam na myśli czytajcie dalej , a nie pożałujecie

**************************************************[/i]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4006
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:31:41 04-05-12    Temat postu:

Wreszcie jestem kochanie i muszę Ci napisać, że to opoko jest za****ste!
Po ostatnim rozdziale aż się cała trzęsę, ale jedźmy od początku...

Aaaaaa, jeszcze chciałam Ci życzyć powodzenia, bo tego jest w pizdu, rozpisałam się trochę!

ROZDZIAŁ 1
Przyznam, że zaczęło się trochę nudno, ale początki zawsze są trudne, więc mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz za tę ocenę pierwszego rozdziału.

ROZDZIAŁ 2
- Szefie... aaaaaaaa! Błagam, na litość boską...aaaaaaaaa,ja mam rodzinę!!!niech szef...aaaa...da mi...aaa - błagał co chwila zwijając się z bólu gdy czuł dotyk buta lub ostrza.
- O rodzinę się nie martw ,ją też zabiję biały skur.wielu! - rzekł zimno i zgasił papierosa, na udzie ofiary,po czym wyciągnął gnata i strzelił mu między oczy.
Odszedł trzy kroki,przystaną odwrócił się do ciała.
- Wiesz co Delgado,zmieniłem zdanie.Twoją żonkę, zatrudnię u siebie ,córkę poślę do burdelu,w innym stanie ,a synalka dam lwom na pożarcie.Bo z niego taka sama ciota,jak z ciebie. - powiedział ,po czym jego szyderczy śmiech rozszedł się po całej piwnicy.

Ten fragment dowiódł, że Poncho to skurwiel bez skrupułów i potrafi zabić z zimną krwią, nie mając żadnych, nawet najmniejszych wyrzutów sumienia.
Any znalazła się w nie lada tarapatach, przyjmując tę propozycję pracy.
Atrakcją rozdziału okazał się jednak MÓJ PRZYSTOJNIACZEK KOCHANY!!!
- Najpierw zapraszam na kolację,gdy zapełnisz brzuszek,jedna z moich dam.Zapewni ci,nie zapomniane przeżycia,erotyczne. - wyjaśnił unosząc znacząco lewą brew.
- Wiesz co,dzięki!Ale ostatnio jedna z nich o mało, mi kutasa nie odgryzła.Już wolę ,żyć w celibacie. - rzekł upijając łyk brunatnego napoju.

Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam go sobie w takim wydaniu, ale lubię niegrzecznych chłopców!

ROZDZIAŁ 3
Hmm... Zacznijmy od najlepszego tekstu przy którym dosłownie jebłam!
- Chcesz uratować swoją dupę ,robiąc mi loda ?Hym...skorzystałbym ,ale spieszy mi się, jednak mój kolega zadowoli cię na maksa! - wysyczał i pchnął ją ponownie w stronę ściany.
Brunet zasunął rozporek i jak tylko w progu stanął Gruby rzekł;
- Zerżnij ,a potem zabij ! Miłej zabawy. - rzekł wychodząc i śmiejąc się perfidnie.

On to naprawdę jest ostrym przeciwnikiem! Ja bym się bała z nim zaczynać!
Och... Jestem w raju!!! Przepiękne pierwsze spotkanie Willa i May!! Szkoda jednak, że nie widziała jego twarzy, ale widać, że on nie jest takim brutalem jak jego brat i jest bardziej delikatny i czuły. Żałuję tylko, że poniekąd potraktował ją jak dziwkę, bo nie odezwał się nawet jednym słowem! Wiesz co?! Nawet cieszę się, że im przerwali te namiętne chwile, bo też bym nie chciała żeby tak wyglądał ich pierwszy raz!
Trochę rozumiem Dul, bo kocha Uckera, ale żeby poniżać się do tego stopnia i z nim sypiać mimo iż dla niego to tylko zwykły seks i nie okazuje przy tym krzty uczucia?! Ja bym się na to nie zgodziła nawet gdybym gościa kochała! Biedna teraz przez niego cierpi!

ROZDZIAŁ 4
Początek szokujący! Sama nie mogłam w to uwierzyć, że ten sukinsyn tak skrzywdził May! Brutalnie ją zgwałcił, a na dodatek potraktował jak zwykłą, nic nie wartą dziwkę! Boże! Te kobiety na prawdę mają przechlapane! Nie dziwię się zatem, że po powrocie do "domu" Lena podjęła próbę samobójczą, okaleczając się żyletką! prawdopodobnie na jej miejscu zrobiłabym to samo!
Marisa też nie ma łatwo, Ucker bierze ją kiedy tylko ma na to ochotę i w dodatku robi to jak zwierzę! k***a, dorwałabym go tylko...
O japierdole, Any to ma odwagę, tylko pozazdrościć! Nakrył ją Poncho, a ta jeszcze z nim walczy i mu pyskuje! Hah!

ROZDZIAŁ 5
Jaki Poncho wkurwiony na Dul i May!
Noż k***a, ale Anahi mnie zadziwia!
- Ty jeb.any deklu...jak śmiesz mną rzucać. - rzekła wściekła podnosząc się z ziemi. - Ja cię kurka wodna nauczę jak traktować kobiety !!! - krzyknęła chcąc po raz enty rzucić się na ochroniarza.
No ale zjawił się Poncho...
- Czyś ty kur.wa zwariowała...rzucasz się na sto-dziesięcio kilowego dryblasa ! Jesteś taka odważna czy piątej klepki ci brak ?! - zapytał wściekły trzymając ją wciąż za nadgarstki.
Fajnie ją podsumował! Boże, on naprawdę jest skurwielem!
Hah!
- Mam w d***e tego całego szefa ! Kim on niby kur.wa jest żeby nas tu więzić , nawet nie ma na tyle odwagi by się pokazać...zasraniec jeden ! - wykrzyczała oburzona i coraz bardziej wściekła.
Jebłam!
Piękna akcja gdy Lena i Marisa w holu spotkały Willa! Ona zemdlała, a on złapał ją w swoje silne ramiona! Też bym tak chciała! Ach... Chyba się za bardzo rozmarzyłam! Hah!
No a później zaniósł ją do sypialni i został z nią...
Ucker to ch*j!!!! Przepraszam za ostre słowa, ale tylko takie mi przychodzi do głowy, żeby określić tego zwyrodnialca! Kazał Dulce się sprzedawać za pieniądze i jeszcze jest z tego piekielnie dumny! Jak Boga kocham, skopię mu tyłek za takie traktowanie kobiet!

ROZDZIAŁ 6
Dulce musiała się czuć podle! Chris tak ją poniżył, że szkoda mi słów! W sumie po co się zgodziła na ten układ?! Ja rozumiem, że nie ma tyle odwagi co Any, ale myślałam, że ma swoją godność!
Hah! Anahi wynegocjowała świetne warunki i tylko 5% zysku, choć na początku gościu chciał 10%. Wjechał mu na ambicje i się poddał biedak!
Will mnie zaskoczył, że czuwał całą noc przy Lenie. Choć przy bracie zgrywa twardziela i kompletnie zepsutego sukinsyna to mnie nie oszuka. Jest dobrym człowiekiem i chce pomóc tym dziewczynom, co ogromnie mnie cieszy!
Uuuuu... A Any i Poncho chyba troszkę przesadzili z alkoholem, nie uważasz?! Taki pocałunek... Wow!!!
No nie! Ten jeszcze chce, żeby Dul z nim w łóżku uczciła "sukces" swojego pierwszego klienta! Śmiechu warte!
May opowiadała William słuchał aż w końcu długa rozmowa zakończyła się na tym iż oboje nie wiedząc kiedy zasnęli w swoich objęciach.
To było boskie!

ROZDZIAŁ 7
Buuuuuu!!!! Dul przerwała igraszki swojego brata i Any! Hah!
O k***a! Ona się zabiła?! Jak on mógł jej dać pistolet?! No jak?!
Chris mnie coraz bardziej irytuje, więc o nim już się lepiej nie będę wypowiadać!
Uuuu... Niedobrze! Anahi się chyba zakochała! Zrobiła błąd, bo ten człowiek nie jest wart miłości!
Poncho nakryłby May i Willa razem w pokoju, ale ten się schował! On chyba jednak skapował się, że coś nie gra!
No nie! Poncho przegiął!
- No więc zaopiekuj się nim najlepiej jak potrafisz. – rzekł cwaniacko i łobuzersko się uśmiechając.
- Dobrze. – odpowiedziała , po czym pożegnała się i wyszła.

Jemu tylko jedno w głowie!

ROZDZIAŁ 8
Brawa dla Willa!!!!
- Nie bój się, nie przyszedłem tu by się zabawić. To, co powiedział mój brat uznaj za nieważne, a gdy zapyta oboje powiemy, iż wykonałaś swój obowiązek.
- Będziemy kłamać? – Zapytała lekko skołowana.

Już go kocham!
Zachował się naprawdę w porządku jak prawdziwy dżentelmen! Widać, że nie pochwala zachowania brata i chce utrzeć mu nosa! Jestem za!
- Ten palant! - Powiedziała wskazując palcem na szatyna. - Próbował mnie zastraszyć, no to go kopnęłam. – Rzekła wzruszając ramionami.
- gów*o prawda! – Wysyczał - Najpierw wepchnęła mi język do gardła, błagając bym ją przeleciał, a kiedy odmówiłem kopnęła mnie wiec wyjąłem nóż by dać jej nauczkę. – powiedział podnosząc narzędzie z podłogi.
- Ty skur.wielu ! – krzyknęła rzucając się na niego z łapami.

Mówiłam, że tego chuja nie warto komentować?! Mówiłam!
- No nie mów ,ze mi kur.wa nie wierzysz ?! – zapytał Chris widząc owe spojrzenie. – No daj spokój nie znasz lasek ?! Wszystkie są takie same , najpierw pchają ci się na kutasa , a kiedy o to pytasz udają niewiniątka. – powiedział pewny ,iż Alfonso podzieli jego zdanie.
- Masz rację Chris tylko ,skoro chciała byś ją zerżną ! To czemu tego nie zrobiłeś ? – zapytał przymrużając oczy.

A ten mu uwierzył! k***a, przysięgam, że go utłukę!
- Jesteś głupiutka siostra skoro myślałaś, że dam ci naładowaną broń. Nie jestem takim bratem jak byś chciała i pewnie nigdy nim nie będę, ale masz ta samą krew i na pewno nie dam ci umrzeć.
Teraz to mnie zaskoczył! Może do końca nie jest takim gnojem, co?!
Uuuu... Dul kogoś poznała! Zdaje się, że Nasz "kochany" Uckerek będzie miał konkurencję!
No i końcówka...

ROZDZIAŁ 9
Że co?! Chciał ją zabić?! Dobrze, że weszli Will i Chris!
Any podjęła próbę ucieczki?! Ta kobita naprawdę ma odwagę!
Poncho chciał ją wtrącić do karceru, a ona się sprzeciwiła i spotkała ją za to inna (bardziej brutalna) kara!!!! Posiadł ją jak jakiś zwierz, niewyżyty zwyrodnialec! To było jeszcze bardziej szokujące niż gwałt May! Boże... Mam nadzieję, że ona się po tym wszystkim jakoś pozbiera, bo czarno widzę jej przyszłość. A Poncho to jednak gnój!!!!

No, i czekam na nexta Aneć, więc nie zawiedź mnie!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:40:06 04-05-12    Temat postu:

Rozdział 10


Powrót do domu nie napawał ją optymizmem jednak wiedziała ,że jak się nie pojawi brunet wyśle po nią swoich ludzi. I nawet na końcu świata by ją odnaleźli , a wtedy jej sytuacja nie byłaby najlepsza. Obiecała sobie jednak duże zmiany. Chociaż wciąż czuła coś do szatyna to jednak miała zamiar tym razem pokazać mu pazurki. Pożegnanie z Damianem przyszło jej ciężko , spędzili razem ledwo dobę ,ale już zdążyła go polubić. Wiedziała ,iż będzie za nim tęsknić ,ale nic nie mogła poradzić na to ,że musi wracać. Obiecał jej jednak ,że jak tylko wróci do Meksyku skontaktuje się z nią. Nie do końca była pewna czy mężczyzna dotrzyma słowa ,ale bardzo pragnęła by tak się stało. Spotkanie z nim mogło nie być prostą sprawą , bo bez zgody Poncha nie mogła opuszczać posiadłości , jednak dla chwili z nim była gotowa zaryzykować. Pogrążona w myślach nawet nie zauważyła jak taksówka dojechała na miejsce , dopiero słowa kierowcy przywróciły ją na ziemię. Zapłaciła , po czym wysiadła biorąc ze sobą niewielką walizkę. Stojąc u podnóża schodów , wzięła głęboki oddech by nabrać odwagi przed tym co za chwilę spotka ją w środku. Następnie zaczęła wolno wchodzić na górę w drodze witając , kłaniających się ,,ochroniarzy”. Będąc już w środku zdziwiła ją cisza i spokój jaki panował. Tu nigdy nie było tak jak teraz. Nie było dziewcząt , kręcących się goryli. Nigdzie nie krzątał się też Alfonso czy Ucker. Taka sytuacja nie była na miejscu. To był dom publiczny , pełen dziwek , gachów pracujących dla bruneta , tu wciąż się coś działo. A tym czasem panowała cisza. Zaniepokojona czerwono włosa , rzuciła walizkę na środku hollu i wbiegła do gabinetu , potem na górę gdzie zaczęła przeglądać wszystkie pokoje. Sypialnia Leny , pusta , pokój brata, pusty. U blondyna też nikogo nie było , do siebie nie zaglądała gdyż była pewna ,iż nikogo tam nie ma. Ostatni używany pokój na górze należał do Christopera , tam jednak bała się wejść. Bo jeśli byłby w środku , mógł jej wtargnięcie odebrać za zachętę ,dlatego zawahała się. Nie mając jednak wyboru , wzięła trzy głębokie oddechy i nacisnęła klamkę…
*************
Rano gdy wstał cholernie bolała go głowa , co więcej nie pamiętał nic z poprzedniego wieczoru. Miał totalną pustkę , dopiero zdarzenie które odbyło się koło południa uświadomiło mu jakiego czynu się dopuścił. Między 12.00 a 13.00 z potężnym kacem leżał na łóżku w pokoju Uckera , jak się tam znalazł ? Nie wiedział ! Był tak zjebany ,że miał wszystko i wszystkich w d***e. Olał obowiązki szefa , wszelkie spotkania z dostawcami broni jego plan na ten dzień , było leżenie w wyrze do wieczora. Niestety owy spokój i ciszę zakłóciły mu krzyki w porze obiadowej. Wściekły wybiegł z sypialni z zamiarem ucieszenia tego kto śmiał mu przeszkodzić. Jakież było jego zdziwienie gdy na dole ujrzał Cuksa z gnatem przystawionym do głowy. Ta akcja nie zrobiła by na nim wrażenia , gdyby nie pewien mały drobiazg. Gnata trzymała Anahi. Dziewczyna wyglądała okropnie , blada cera , podkrążone i zaczerwienione oczy świadczyły, iż całą noc nie spała i płakała. Siniaki na twarzy oraz ciele wskazywały ,że ktoś ją pobił. A jej pusty i obłędny wzrok , każdemu mówił jedno… dziewczyna zwariowała. Poza napastniczką i ofiarą w holu stało kilku pracowników Poncha , Lena oraz William. Widząc jej determinację i obłęd nikt nie odważył się ruszyć. Sam poszkodowany po raz pierwszy w życiu nie wiedział jak zareagować. Stał więc bez ruchu i słuchał tego co blondynka ma do powiedzenia.
- Nie ważcie się ruszyć o krok ! – krzyczała zaciskając rękę na pistolecie. – Zastrzelę go ! Zabiję skur.wiela … to przez ciebie gnido , przez ciebie ! – krzyczała co raz popychając go od tyłu. – To ty Świno nagadałeś mu głupot , ty zrobiłeś ze mnie dziwkę w jego oczach !
Mówiła cały czas trzymając broń przy jego głowie. Nie widziała bruneta , który stał na górze i spokojnie przyglądał się całej sytuacji. Maite widząc ,że koleżanka mówi poważnie grożąc zabiciem , próbowała przekonać ją do zmiany decyzji. Co prawda ona tak samo jak Any pragnęła jego śmierci ale wiedziała ,że jeśli blondynka zabije go to ludzie Alfonso zabiją ją. Dla jej dobra próbowała negocjacji , które i tak na nic się nie zdały. Widząc bezradność wszystkich stojących na dole , zdenerwowany brunet postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Bez koszuli , jedynie w dżinsach , na bosaka zaczął schodzić po schodach. Po każdym stopniu , wspomnienia z wczorajszej nocy wracały do niego. To jak pił , jak mu naubliżała i to jak ją zgwałcił brutalnie wróciło jak bumerang , uświadamiając mu tym samym o czym mówi Anahi. Czy miał wyrzuty sumienia z tego powodu , czy było mu jej żal ? A skąd ! Był wściekły … bardzo wściekły na to ,że kolejny raz pozwala sobie na zbyt dużo. Wyjął broń za paska spodni i skierował w stronę jej głowy.
- Rzuć tą spluwę ! – rozkazał głosem nie uznającym sprzeciwu.
Jej oczy uniosły się ku górze. Strach i wspomnienia natychmiast powróciły. Trzymana broń szybko wyślizgnęła się z jej szczupłych dłoni i z hukiem upadła na podłogę. Nie będąc zabezpieczoną , wystrzeliła raniąc przy tym Lenę. Ucker widząc , iż nie jest już na celowniku odwrócił się i z rozmachu uderzył dziewczynę w twarz.
- Ty kur.wo , teraz to ja cię zabiję ! – krzyknął sięgając po pistolet jednego ze stojących obok ochroniarzy.
- Zostaw ! – krzyknął brunet. – Ja to zrobię. – dodał po chwili podchodząc coraz bliżej leżącej na podłodze dziewczyny.
******************
Zaraz po wejściu do pokoju, ruszyła do łazienki, z której dało się słyszeć szum wody. Gdy tylko przekroczyła jej próg zobaczyła jak Chris wychodzi z pod prysznica, po zakręceniu kurka od kranu odwrócił się, jednocześnie zawiązując ręcznik na biodrach. Na widok czerwonowłosej cwaniacko się uśmiechną.
- O proszę, jaśnie pani wróciła! – Rzekł z ironią w głosie.
-, Co tu się stało, czemu nikogo nie ma, dlaczego tu tak cicho?! – Zapytała ignorując jego zachowanie.
- Jak nikogo? Przecież jestem ja … - rzekł wskazując na siebie. – I ty! – Dodał po krótkiej pauzie.
- Wiem, ale ja pytam o resztę! – Krzyknęła mając dość jego zabawy.
- Najpierw się ze mną przywitaj. – Powiedział przyciągając ją do siebie i z zachłannością wpijając się w jej usta.
Próbowała go odepchnąć, lecz szatyn był silniejszy. Jego zapach oraz pół nagie ciało, ociekające jeszcze wodą sprawiało, iż z każdą sekundą zapominała o wszystkich przysięgach, jakie sobie złożyła. Postanowienia i obietnice traciły na znaczeniu czując jego bliskość, a także jego penetrujący język w jej gardle. Tego, właśnie tego się tak bardzo bała wracając do domu, że kiedy stanie z nim twarzą w twarz nie da rady mu się przeciwstawić. I nie dała! Chęć jego pieszczot, smak pocałunków była silniejsza niż cokolwiek. No i poddała się, zarzuciła mu ręce na szyję i z przyjemnością zaczęła oddawać pocałunek. Już po chwili poczuła jak jej sukienka wędruje ku górze, by zaraz potem opaść na podłogę. Wiedząc, że wciąż ma nad nią władzę, jak najbardziej zamierzał to wykorzystać. Złapał ją za pośladki i lekko unosząc do góry posadził na szafeczce łazienkowej. Gdy już się tam znalazła oplotła go szybko nogami wokoło bioder nie przestając namiętnie się z nim całować. Pożądanie rosło w obojgu z sekundy na sekundę, po omacku rozpiął jej stanik, a gdy ten opadł, zachłannie dopadł do jej piersi. Ściskał je, lizał, ssał i przegryzał na przemian, czując wilgoć i lekki chłodek przeplatający się z gorącem, wygięła się do tyłu, pojękując z rozkoszy sprawianej przyjemności. Przyciągnął ją jeszcze bardziej do siebie, przez co ręcznik rozwiązał się i spadł na ziemię. Jego nabrzmiała już męskość była gotowa do akcji, jedyna przeszkoda to koronkowe majteczki. Przerwał na chwilę tę cudowną zabawę, by je z zdjąć z ciała czerwono włosej. Zrobiwszy to, natychmiast miał zamiar ją posiąść, lecz kiedy dotknął jej mokrej od pieszczot pochwy, nie mógł się powstrzymać i zanurzył język w jej ciasnej szparce.
- Oh – jęknęła jeszcze bardziej odchylając się do tyłu, jednocześnie przesuwając pośladki na brzeg blatu.
To ułatwiło mu poruszanie się po jej muszelce. Jego wilgotny i gorący język docierał dość daleko, po czym wycofywał się by przejechać kilka razy po jej dzwoneczku. Wiła się jak opętana, co pobudzało go jeszcze bardziej, więc nabrał tempa. Dulce czując, iż zaraz dojdzie, zacisnęła mu mocniej nogi na karku. Ucker jednak nie chciałby zaczęła i skończyła bez niego, wywiną się sprytnie z uścisku. Po czym wstał z kolan i wszedł w nią swoim już od dawna sterczącym penisem. Jęknęła głośno wbijając mu paznokcie w łopatki. On zaś złapał ją za pośladki i zaczął nią poruszać to w dół to w górę. Z każdym uniesieniem jego ruchy były szybsze, a pchnięcia mocniejsze. Była tak zatracona, iż ani trochę jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Taka zabawa dość szybko wywołała u niej orgazm. Czując jak jej całe ciało wije się z otrzymanej rozkoszy, wtuliła głowę w jego włosy. Tym samym jęcząc mu do ucha. Po skończonym akcie, zsunęła się z niego, podniosła ubranie i wyszła z łazienki. Chris podążył za nią, myśląc, że teraz zabawią się w sypialni. Tym czasem czerwono włosa, zaczęła się ubierać. Przyglądał się jej chwilę nie bardzo rozumiejąc, gdy zaczęła zakładać sukienkę dotarło do niego, że to koniec zabawy.
-, Co ty robisz, myślisz, że to koniec?! – Zapytał oburzony próbując wyrwać materiał z jej dłoni.
- Puszczaj! – Krzyknęła pociągając suknię w swoją stronę. – Tak Cuks, to koniec! Dostałeś to, czego chciałeś, chociaż nie zasłużyłeś ani trochę, a teraz mi łaskawie powiedz gdzie są wszyscy?! – Zapytała wściekła szybko zakładając na siebie resztę garderoby.
Wściekł przyciągnął ją do siebie łapiąc za nadgarstek, a kiedy miał ją już przy sobie, złapał za włosy i sięgnął po broń leżącą na łóżku pod spodniami.
- To ja ustalam czy ci powiem czy nie! Czy zasłużyłem na cokolwiek czy nie, jasne dziwko?! – Krzyknął patrząc jej w oczy z przystawionym pistoletem do czoła.
Coś w niej pękło, nie wytrzymała i nie zastanawiając się dłużej odepchnęła go z całej, jaką w sobie miała. Zachwiał się, co odruchowo osłabiło jego siłę. Wykorzystała to i wyrwała mu broń z ręki, po czym wycelowała w niego.
- Ostatni raz powiedziałeś do mnie dziwko! – Krzyknęła i nacisnęła spust.
******************
Kula tylko ją drasnęła na szczęście. Sama tylko nie wiedziała na czyje, bo ona raczej nie cieszyła się, że uszła z życiem. Ono już dawno jej obrzydło. No, ale skoro żyła i blondyn przywiózł ją do szpitala na opatrzenie rany nie miała wyjścia jak podziękować. Gdy wrócili, brunetka poszła do siebie. Zaś William musiał rozmówić się z Alfonso, który aż kipiał ze złości. Wszedł do gabinetu i od razu spostrzegł mordercze spojrzenie brata.
- Jeszcze raz mi się postawisz, a własnoręcznie cię zabiję! – Krzyknął Poncho jak tylko blondyn zamkną za sobą drzwi.
- Możesz to zrobić teraz. – Rzekł spokojnie i na luzi siadając w fotelu.
- Ty przeklęty skur.Wielu, wiesz, że tego nie zrobię! – Krzyknął uderzając pięścią w blat biurka.
Marcos nie odpowiedział, lecz swoim uśmieszkiem zdradził swoją pewność, co to tego. Brunet, chociaż wściekły, zakończył sprawę i przeszedł do kolejnego tematu.
- Wyjaśnisz mi to kiedyś, a teraz powiedz mi jak tam sprawa z Leną? – Zapytał podpalając papierosa.
-, Jeśli pytasz czy już coś wiem… - zaczął, lecz brunet wszedł mu w słow.
- Pytam czy wlazłeś już w jej łaski i wyciągnąłeś potrzebne nam informacje. – Skwitował krótko.
- Pojebało cię stary, przez dwie doby miałem zaskarbić sobie jej zaufanie?! – Zapytał wściekły. – Na takie rzeczy potrzeba czasu! - Dodał na koniec, nalewając sobie koniaku stojącego na biurku.
- My go nie mamy za wiele i ty kur.wa dobrze o tym wiesz! – Wrzasnął brunet.
- Wiem, jednak mam pomysł jak spełnić nasz plan. – Rzekł blondyn upijając łyk trunku.
-, Jaki plan? – Zapytał brat sięgając po gnata, by go wyczyścić.
- Wyjadę z nią na kilka dni, z dala od tego burdelu będzie mi łatwiej się do niej zbliżyć i ją omotać. – Wyjaśnił, patrząc na niego.
Hector zamilkł i analizował przez chwilę jego słowa, po czym powiedział;
- Dobra zgadzam się, ale jak coś pójdzie nie tak … ty sam będziesz musiał ją zabić. – Rzekł mierząc w niego palcem.
- Jesteśmy z jednaj krwi. Myślisz, że się zawaham, nie ma mowy! – Powiedział z cwaniackim uśmiechem na twarzy.

Co stało się z Anahi ?
Czy Dulce naprawdę zabiła Uckera ?
Czy Lena wpadnie w pułapkę Willa i z nim wyjedzie ?
Tego dowiecie się w kolejnym rozdziale


Rozdział 11



Ten dzień utkwi im w pamięci na zawsze. Najbardziej jednak pamiętała go będzie Dulce. W momencie kiedy strzelała , nawet chyba nie zdawała sobie zbytnio sprawy z tego co robi. Dopiero nieruchome ciało Uckera oraz krew sącząca się z jego klatki piersiowej , a także głowy sprawiła iż zrozumiała co się stało. Naprawdę strzeliła , co więcej nie spudłowała. Na samą myśl o tym ręce zaczęły trząść się jej jak galareta , rzuciła broń i natychmiast podbiegła do niego. W chwili kiedy próbowała zatamować mu krew do pokoju wpadł brunet a za nim blondyn.
- Zabiłam go ,cholera ja go zabiłam ! – krzyknęła spoglądając na brata zapłakanymi oczami.
- Zabierzcie ją stąd i wezwijcie karetkę! – rozkazał ludziom którzy sekundę za nimi pojawili się w drzwiach.
Dwóch mężczyzn szybko zabrało dziewczynę , tym czasem Poncho razem z Willem starali się jak najdłużej utrzymać szatyna przy życiu. Później wszystko potoczyło się szybko , pogotowie zabrało ledwo żywe ciało Chrisa do szpitala. Razem z nim pojechał też Miron by móc informować szefa o stanie Cuksa. Zszokowana czerwonowłosa siedziała w pokoju razem z Maite i wypłakiwał się jej w rękaw.
- Zabiłam go … zabiłam ! – łkała tuląc się do przyjaciółki.
- Dul uspokój się. Przecież nikt nie powiedział ,że on umarł. – rzekła brunetka chcąc uspokoić zdenerwowaną koleżankę. – Zresztą należało mu się … przecież to skur.wiel , nie szanował cię , nie docenił no to teraz kur.wa ma za swoje. – powiedziała oburzona zaciskając jedną pięść na prześcieradle leżącym na łóżku.
- Wiem ,że nie był święty ale… ale ja kocha…
- Kochasz , za co ?! – zapytała jeszcze bardziej wściekła. – Za to ,że cię bił , ruchał a potem szedł do innej ,a może za to ,że sprzedawał cię innym facetom po to tylko by jego portfel był pełny ?! – zapytała strasznie oburzona wypuszczając czerwonowłosą z objęć. - No powiedz mi kur.wa Dulce za co ty go kochałaś ?!!!
Jeszcze bardziej zszokowana i cholernie zaskoczona Marisa spojrzała na Lenę. Po czym wstała z łóżka i patrząc na nią przenikliwie zapytała;
- Skąd wiesz ,że kazał mi się sprzedawać ? !
Nie mogła się zdradzić bo to pokrzyżowało by jej plany , jednak nie bardzo wiedziała co ma odpowiedzieć czerwonowłosej. Ta zaś zawzięcie wpatrywała się w nią czekając na odpowiedź.
****************
Gdyby nie blondyn już by nie żyła. Co prawda po tym jak brunet ją zgwałcił było jej wszystko jedno. Śmierć byłaby chyba najlepszym rozwiązaniem, sama nawet myślała czy tego nie zrobić. Najpierw jednak chciała by główny winowajca zapłacił za swoje, potem sprawca gwałtu ,a na koniec zamierzała zabić siebie. Jednak cały jej plan pokrzyżował William. Czemu się za nią wstawił , co nim kierowało ? Nie wiedziała. Wystarczyło tylko słowo i Poncho odłożył spluwę. Co więcej chciał ją nawet odprowadzić do pokoju , strach przed nim okazał się silniejszy. Dostała szału i zaczęła krzyczeć jak opętana. Nie pozostało więc nic innego jak poprosić lekarza o zastrzyk uspokajający. I w ten oto sposób , leżała teraz w swoim łóżku i smacznie spała. Po tym leku mieli ją z głowy na pewno do rana. Pytanie tylko co będzie gdy się obudzi i ponownie zrozumie ,że jej koszmar wciąż trwa . Tym czasem wściekły Alfonso chodził od ściany do ściany ciskając się ze złości. Blondyn sam był nie mniej zły i zszokowany owymi zajściami w dniu dzisiejszym , jednak dla niego w tej chwili było coś ważniejszego niż szalona Anahi czy postrzelony Luca. Czekał jednak na odpowiedni moment by powiedzieć o tym bratu. Ten jednak wciąż nosił się ze złości.
- Kur.wa to jakiś pieprzony dom wariatów się zrobił ! – krzyczał jak opętany. – Najpierw ta blond idiotka chciała powybijać nas jak kaczki ,a teraz jeszcze Ruda! Za bardzo im pobłażałem ,ale …
- Kur.wa Poncho , przestań się ciskać ! – krzyknął nagle blondyn. – Tak naprawdę to one są teraz najmniej ważne. – rzekł uderzając pięścią w blat biurka.
- Czy ty się z chujem na rozumy zamieniłeś ?! Nie widzisz co się dzieje , one zaczęły się buntować ! Ja nie puszę im tego płazem. – Powiedział brunet zbliżając się na niebezpieczną odległość do brata.
- Będziesz musiał. – rzekł poważnie mierząc go tym samym groźnym i poważnym wzrokiem.
- A to niby czemu ? – zapytał rozkładając ręce.
- Bo mamy poważniejsze kłopoty niż rozhisteryzowane lale. Za tydzień wraca Masimo Guzman i to w tej chwili powinno być dla nas najważniejsze ! – krzyknął na maxa wściekły Will. - Ten magazyn był jego robotą a nie Navarro. – dodał po chwili.
Po usłyszeniu owej informacji zacisnął pięści , a całe jego ciało zesztywniało z nagromadzonej wściekłości.
- To jednak nie wszystko. – rzekł po chwili ciszy blondas.
- A co kur.wa jeszcze ?! – wrzasnął uderzając pięścią w ścianę.
- Zaczynają się kłopoty z glinami , bo w komendzie rządzi już ktoś inny. Chłopcy mówią ,że jego nie da się przekupić. Jeśli zaraz nie zatuszujemy sprawy Uckera to gliny zaczął węszyć i po woli dobiorą się nam do d**y
- A Ruda pójdzie siedzieć. – skwitował krótko.
- Właśnie ! – przytaknął siadając w fotelu.
- Dobra zrobimy tak , ty bierzesz się za Lenę. Masz tydzień na to by dowiedzieć się tego co chcemy. Ja zatuszuję jakoś sprawę z postrzałem i zajmę się Marisą oraz resztą. – powiedział zajmując miejsce po drugiej stronie biurka.
- Dobra , tylko nie licz na zbyt wiele być może ona nie jest jego siostrą. – rzekł Marcos wstając i kierując się w stronę drzwi.
- Możliwe ,ale czuję że czystego sumienia też nie ma. – dodał unosząc brwi do góry z całkowitą pewnością do swoich racji.
******************
Po kilku godzinnej operacji leżał teraz na Intensywnej Terapii podłączony do mnóstwa aparatury. Lekarz choć zrobił wszystko co mógł nie dawał mu zbyt dużych szans na przeżycie. Nawet jeśli uda mu się wyjść z tego to na pewno nie w krótkim czasie. Pozostawała też obawa ,że będzie miał ubytki na zdrowiu. Po przekazaniu tych wiadomości Dulce ponownie wpadła w rozpacz. Może i był draniem i zasłużył sobie na taki oto los. Był jednak człowiekiem i bez względu na wszystko nie ona powinna odbierać mu życie. Co z tego ,że traktował ją jak szmatę ,nie szanował i nie kochał ! Być może miał ku temu jakieś powody ,a nawet jeśli nie to tak czy siak nie powinna do niego strzelać. Wiedziała ,że jeśli umrze wyrzuty sumienia nie pozwolą jej spokojnie żyć. Zapłakana rzuciła się w ramiona Willa. Co z tego ,że zabroniono jej okazywać jakiekolwiek uczucia względem brata lub któregokolwiek z jego ludzi. Dla niej to teraz nie miało znaczenia , bo w tej chwili potrzebowała by ktoś ją przytulił. Trafiło na blondyna bo to on przekazał jej wiadomość i tylko on był z nią w tej chwili w pokoju. Lena ulotniła się jak tylko Marcos pojawił się w drzwiach. Nie zdążyła nawet odpowiedzieć na jej pytanie ,ale i to miała teraz gdzieś. Teraz pragnęła wypłakać się ze wszystkich sił. Zaskoczony mężczyzna odruchowo objął ją i pozwolił wypłakiwać się na jego ramieniu ,a raczej klatce piersiowej. Była mu za to wdzięczna bo gdyby to brunet się tu zjawił na bank natychmiast by ją odepchnął i kazał by kategorycznie doprowadzić się do porządku. Co więcej jeszcze oberwało by się jej za to co uczyniła dzisiejszego popołudnia.William jednak zezwolił jej na to co w tym domu było zakazane. Stał w ciszy i czekał spokojnie aż dziewczyna skończy płakać ,a gdy jej szloch ucichł dopiero wtedy wypuścił ją z ramion. Spojrzała na niego zaczerwionymi oczami wciąż jeszcze się szklącymi.
n- Nie becz już , to drań a dranie zawsze mają szczęście. – powiedział ocierając wierzchem dłoni jej spływające łzy.
- A jeśli… - zaczęła pełna najgorszych przeczuć.
- Nie ma jeśli ! On z tego wyjdzie , zobaczysz. – powiedział lekko nią potrząsając.
- A co ze mną ? – zapytała z obawy przed kara jaka ją czeka za ten wyczyn.
- Ty masz się pozbierać , Poncho nie może widzieć cię w takim stanie. To raz , a dwa kazał ci nikomu nie mówić o tym zajściu i zaglądać do Christopera.- powiedział kierując się ku wyjściu. – I nie becz , jak już powiedziałem my dranie zawsze mamy farta ! – rzekł z cwaniackim uśmiechem na twarzy puszczając do niej oczko. Po chwili już go nie było , czerwonowłosa widząc ,że już jest późno skierowała się do łazienki. Wzięła szybki prysznic i chwilę później leżała w wygodnym łóżku chcąc jak najszybciej zasnąć. Will miał rację tacy jak oni zawsze byli górą. Dlatego teraz spokojnie zasnęła wtulona w poduszkę.
****************
Do trzeciej nad ranem siedział w gabinecie i załatwiał pilne sprawy. Postrzał Cuksa załatwił w dosłownie dziesięć minut. Odpowiednio wypełniona koperta pełna banknotów o dość sporym nominale , wręczona lekarzowi załatwiła sprawę. Rozkazy dotyczące wroga który nie bawem miał się pojawić też zostały rozesłane po ludziach. Magazyny zabezpieczone. Pozostała jednak jeszcze jednak kwestia która nie dawała mu spokoju. Anahi ! Ona w tej chwili była dla nich zagrożeniem. Po porannej akcji musieli wzywać do niej lekarza który po zbadaniu jej stanu stwierdził , iż dziewczyna przez wstrząs związany z gwałtem chwilowo wpadła w depresję i stan obłąkania. Gdyby nie fakt ,że czarne chmury zbierały się nad ich interesem miałby gdzieś to jak blondynka będzie się zachowywała. Wiedząc jednak ,że policja nie jest już na ich usługach ,a jego wieloletni wróg powróci musiał też dopilnować ,by ze strony Any nie było więcej niespodzianek. Początkowo myślał o zatrudnieniu pielęgniarki która pilnowała by jej non stop. Bał się jedna ,że dziewczyna z takim charakterem i do tego taką chorobą bez problemu da sobie radę z byle lekarzem. Tak więc po dłuższym namyśle uznał ,że sam będzie miał na nią oko , o ile inne sprawy nie zajmą mu głowy. A w razie potrzeby postawi u jej boku dwóch najlepszych ludzi. Tak naprawdę ufał tylko sobie i to dlatego miał zamiar jej pilnować , poza tym szukał pretekstu do tego by ją zabić. Wciąż był wściekły na brata za to iż wcześniej mu to skutecznie uniemożliwił. Idąc na górę miał zamiar od razu rzucić się na łóżko i pogrążyć w błogim śnie. Jednak mijając drzwi do sypialni Annie coś go tknęło. To było dziwne ,ale i bardzo silne. Cofnął się więc i uchylił lekko drzwi. Siedzący przy niej Ramiro od razu staną na baczność widząc swojego podwładnego.
- Wyjdź , chcę zostać z nią sam na sam ! – powiedział wskazując na drzwi.
- Tak szefie , tylko że ona śpi. – rzekł szatyn o sporej posturze.
- Idiotą nie jestem baranie , chyba widzę ! – krzyknął popychając go w stronę wyjścia.
Ten już nic nie mówiąc szybko opuścił pomieszczenie. Brunet po cichu zbliżył się do jej łóżka , wyciągnął broń którą miał schowaną z tyłu i …
****************
Ten długi i okropny dzień wreszcie się skończył. Teraz jedynie o czym marzył to o śnie , jednak myśli krążące w jego głowie nie zezwalały mu na to. Przekonanie May do wyjazdu o dziwo nie było trudne. Powinien się z tego cieszyć , jednak to za gładko poszło i dlatego miał złe przeczucia. Być może Poncho miał rację i dziewczyna była córką Arturo Guzmana , wkradła się w ich łaski by uzyskać jak najwięcej informacji i razem z Masimem ich pogrążyć. Zastanawiał się ,nad teorią brata. Czekało go więc nie lada zadanie , zdobyć jej zaufanie i wyciągnąć jak najwięcej się da. Jeśli dziewczyna jest bystra nie da się. A głupia być nie może skoro tyle czasu się tu utrzymała i wciąż żyje. Miał mieszane uczucia co do planu Alfonsa jak i swoich przeczuć. To wszystko było bardzo dziwne jak dla niego i nie trzymające się kupy. Bo kto przy zdrowych zmysłach idzie pracować do wroga po to tylko by pomóc rodzinie ich zgładzić. Przecież tu nie chodziło o sprzedaż samochodów ,ale własnego ciała. Jaka zdrowa na umyśle laska zgadza się na takie coś ? Sam plan rozkochanie jej w sobie mu się nie podobał. Już raz wypełnił podobny plan , jednak nie skończyło się to dobrze ani dla niego , ani dla owej dziewczyny. Do dziś dzień nie sypia za dobrze , a była ukochana wącha teraz kwiatki od spodu. Bał się ,że i tym razem to może się tak skończyć. Niestety obowiązek wobec rodziny oraz łączące ich więzy krwi ,a także honor nie pozwalał mu na to by stanąć przeciwko bratu. Tak więc jeśli Maite okaże się tym za kogo ją mają będzie musiał ją zabić.


Rozdział 12
[/align]

Spała smacznie nie świadoma nawet tego, że tuż obok niej leży winowajca, który doprowadził ją do takiego stanu. Zostając z nią sam na sam miał okazję wreszcie pozbyć się kogoś, kto tak bardzo w ostatnim czasie skomplikował mu życie. Wyjął broń z zapaska swoich spodni i początkowo nawet wycelował w nią chcąc skończyć to, co zaczął nim William się wtrącił. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na jej twarzy i odłożył gnata na nocną szafkę, po czym delikatnie położył się obok niej. W pokoju panował mrok i jedynie blask księżyca wdzierający się przez okno pozwalał mu widzieć jej postać. Sam nie wiedział, czemu to robi, ale odgarnął lekko kosmyk jej włosów i opierając się na jednym łokciu wpatrywał się w nią przez chwilę. Liczne siniaki na jej twarzy widać było nawet w ciemności. Uniósł drugą dłoń i już chciał dotknąć jej poranionego policzka, coś jednak nagle go powstrzymało. Cofną dłoń i szybko zszedł z łoża. Wziął pistolet i opuścił sypialnię, ruszając do swojej. Czyżby dopadły go wyrzuty sumienia? Pytał sam siebie na myśl o tym, że chciał pogłaskać dziewczynę. Nie, to nie możliwe przecież ona zasłużyła sobie na to! Przekonywał sam siebie. Niby, czemu mam się nad nią litować, bo jest ładna i jest kobietą? Zastanawiał się. Właśnie kobietą, kimś, komu nie należy się szacunek. One potrafią tylko wykorzystywać i ranić. Takiego zdania był po tym jak potraktowała go własna matka i pokazał ojciec. Umiały się tylko kurwić i dlatego tak bardzo pałał do nich nienawiścią. No, ale skoro były najlepsze w tym fachu to, czemu tego miał nie wykorzystać. Do tej pory nie sprawiało mu to żadnej trudności póki nie pojawiła się Anahi. Od tej pory zaczęły się jego kłopoty, na które w sumie sam Se trochę pozwolił. Gdyby od razu pokazał jej, kto tu rządzi, dziś wszystko wyglądałoby inaczej. On jednak oczarowany jej urodą, zapomniał się na chwilę i potraktował ją z ulgą. Lecz nie to tak naprawdę doprowadzało go do furii, ale fakt, że dziewczyna cholernie mu się podoba. W jej spojrzeniu tych błękitnych oczu było coś, co sprawiało, że łagodniał. Jej uśmiech jak i anielska twarz oraz zapach jej perfum wywoływał w nim dziwne uczucia. Coś, czego jeszcze nie znał i nie doświadczył. Władały nim uczucia, nad którymi nie umiał panować, a on lubił mieć władzę nad wszystkim, dlatego teraz się tak wściekał. I chociaż doskonale wiedział, że dla własnego dobra powinien trzymać się od niej z daleka, to nie potrafił. A także i nie chciał, musiał jej pilnować by znowu czegoś nie odwaliła. Chcąc wreszcie odgonić myśli od blondynki, rozebrał się i wszedł pod prysznic. Odkręcił zimną wręcz lodowatą wodę, by się orzeźwić i wyluzować. Zamknął oczy i stanął pod spływającym strumieniem. Przejechał dłońmi po twarzy i włosach by zmyć brud i zmęczenie, oparł się o ścianę kabiny wyłożoną płytkami i delektował się chłodem spływającym na jego nagie ciało. Po chwili jednak w jego głowie pojawiły się obrazy z wieczoru, kiedy to zgwałcił Any. Wściekły potrząsnął głową otwierając oczy. Chciałby wspomnienia zniknęły. Sięgnął po płyn do kąpieli, następnie natarł się nim i zaczął myć. Jak tylko spłukał pianę, wyszedł z kabiny, wziął ręcznik i zawinął go sobie wokoło bioder? Kiedyś wspominałby z uśmiechem takie zajście, teraz nie chciał pamiętać o tym wcale. Będąc już sypialni nalał sobie mocnego trunku do szklanki i wypił jednym haustem, po czym rzucił się na łóżko. Chwilę później zasnął.
*****************
Zaraz po śniadaniu udał się do jej sypialni. Po raz pierwszy w życiu denerwowała się, że jego plan może się nie powieść. Nigdy wcześniej nie miał oporów przed wykonaniem jakiegokolwiek zadania. Być może, że jeszcze wtedy nie miał na sumieniu czyjegoś życia, a teraz był już facetem odpowiedzialnym za czyjąś śmierć i to z jego własnych rąk. Ojciec wychowywał ich srogo i to bardzo, matka jednak była inna, dlatego sam William różnił się tak bardzo od Alfonsa. To, co robił było wręcz wymuszone przez jego ojca, bo sam nigdy nie chciał być taki jak on. Niestety Feliks, gdy czegoś chciał musiał zawsze dopiąć swego i za każdym razem znajdował sposób na osiągnięcie celu. Blondyn był pod taką presją i rygorem, że w końcu zmiękł i poddał się woli ojca. Po jego śmierci chciał odejść z tego interesu, ale wtedy jego miejsce zajął Poncho, który zachowaniem jak i zasadami przypominał Feliksa w każdym nawet najmniejszym calu. I dlatego też on, a nie Will, który był starszy zajął miejsce po staruszku. Stary Herrera dobrze wiedział, że większość cech charakteru Marcos odziedziczył po Maribel i bał się, że przez swoją słabość kiedyś zniszczy cały jego dorobek życia. Hectora był bardziej pewny, bo matka chłopca, czyli Suzan zawiodła go już na starcie, stąd miał ułatwione zadanie i z łatwością sprowadził Poncha na złą drogę. Wpoił w niego zasady i wartości. Z Willem było trudniej gdyż, przez kilka lat Mari ukrywała się z synem, tylko po to by nie wpadł w szpony Feliksa. I zapłaciła za to życiem, a chłopiec będąc już pod opieką ojca przeszedł długie, okrutne szkolenie. Mógł zrobić z niego bandziora na skalę, jaką tylko chciał, wpoić zasady i wartości, ale nie mógł już za bardzo zmienić jego uczuć i charakteru. Siedział w tym bagnie i robił to, co od niego wymagano, ale tak naprawdę marzył o innym życiu, ale czy po zabiciu tak wielu osób można, żyć już potem normalnie? Kiedy zabijał gości, którzy wisieli im kasę lub próbowali wejść w drogę nie miewał jakoś wyrzutów sumienia, bo zawsze wyobrażał sobie, że to ojciec mordujący jego rodzicielkę? W takich chwilach nie miał litości ani grama skruchy. Najgorsze jednak było dla niego zabicie, dziewczyny, którą kochał nad życie. Bał się, że historia powtórzy się i teraz. Co prawda nie kochał Leny, ale nie mógł też zaprzeczyć, że dziewczyna działa na niego? Wczorajszej nocy postanowił sobie jednak dla dobra swojego jak i dziewczyny nie angażować się. I gdyby nawet kiedyś zakochał się w niej to brunetka nie miała prawa się o tym dowiedzieć, a tym bardziej Poncho. Wracając do dnia dzisiejszego, kiedy wszedł Maite siedziała na łóżku, spakowane walizki stały obok. Słysząc otwierane drzwi, podniosła głowę i spojrzała w jego stronę.
- Jestem gotowa. – Powiedziała cichym głosem.
- Świetnie! – Rzekł posyłając jej szczery uśmiech.
Zaraz potem podszedł i wziął jej walizkę w lewą dłoń następnie wyciągnął prawą w jej stronę.
- No to, choć, samochód już czeka. – Powiedział spoglądając na jej przestraszona twarz.
Po woli i nie pewnie podała mu rękę, po czym wstała czując jak jego dłoń zaciska się na jej. Ich spojrzenia spotkały się. Czując jak przez ich ciała przechodzi przyjemny dreszcz, a serca przyspieszają. By czasem nie pozwolić sobie na jakąś głupotę lub niekontrolowany ruch, ruszył w stronę wyjścia a brunetka za nim.
**************
Śniadanie jadła sama, gdyż Poncho jeszcze spał, a William z samego rana gdzieś pojechał. Nie przeszkadzało jej to, wręcz przeciwnie cieszyła się, że może w spokoju zjeść i napić się kawy. Niestety później musiała jechać do szpitala, zobaczyć, co z Chrisem. Tak szczerze to nie miała na to najmniejszej ochoty. Po tym całym zajściu miała wyrzuty sumienia, ale nie zamierzała go niańczyć, bo nie zasługiwał na to. Słowa Leny mocno utkwiły jej w głowie i przy posiłku zastanawiała się nad nimi. Czemu go kochała i za co skoro był takim skurwysynem? Trudno było odpowiedzieć jej na to pytanie, bo tak naprawdę facet nie miał żadnych zalet poza wyglądem. Miłość jednak jest ślepa i kiedy przychodzi nie pyta nas o zgodę, tylko podstępem skrada się nasze serce. I tak właśnie było w przypadku jej i Uckera. Nie miał dobrego charakteru, ale to jak wyglądał wystarczyłoby go pokochała. Miała już jednak dość tego pomiatania nią i rządzenia. Ciągłych gróźb i szantaży, dlatego postawiła się w końcu i chłopak skończył w szpitalu. Niestety jej koszmar się nie skończył, bo teraz na rozkaz brata musiała się nim zająć. Komu, jak komu, ale Ponchowi bała się przeciw wstawić, dlatego choć była wściekła to udała się do szpitala? Gdy weszła na salę mężczyzna spał, podłączony do mnóstwa aparatury, tlenu i innych pierduł należących do szpitala. Miał zabandażowaną głowę i klatkę piersiową aż do pasa. Będąc w takim stanie wyglądał niegroźnie, lecz jaki był naprawdę wiedziała tylko ona. Niechętnie wzięła krzesło i usiadła obok niego, modląc się by spał jak najdłużej. Modlitwy czerwono włosej jednak się nie spełniły, bo po chwili Cuks zaczął się wybudzać. Jego ciężki powieki zaczęły unosić się do góry, głowa wolno i delikatnie obróciła się w jej stronę. Przestraszona natychmiast wstała, kiedy jego wzrok padł na nią. Strach przed jego reakcją był tak silny, że chciała już ruszyć do wyjścia. Nagle jednak poczuła jak ktoś łapie ją za nadgarstek. To był on! Jego dłoń zacisnęła się lekko na jej ręce. Serce zaczęło jej bić o sto razy mocniej niż normalnie. Przełknęła ślinę i już chciała coś powiedzieć, kiedy nagle z jego ust padło pytanie;
-, Kim jesteś i co to za miejsce? – Wychrypiał ledwo słyszalnym głosem.
Słysząc pytanie, zamurowało ją, ręka, którą chwilę temu chciała wyrwać została na miejscu. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Zaryzykowała jednak i pochyliła się nad nim.
- To jest szpital. – Odpowiedziała spoglądając mu głęboko w oczy. – A ja jestem…
- Jesteś piękna. – Wyszeptał patrząc na jej bladą ze strachu twarz.
Czy można zblednąć jeszcze bardziej słysząc takie słowa? Owszem, bo Dulce zbladła jeszcze bardziej. Nic z tego nie rozumiejąc, postanowiła udać, że tego nie słyszy i szybko powiedziała.
- Jestem Dulce.
- Piękna i Słodka. – Powtórzył lekko się uśmiechając.
Te jego zachowanie zaczęło ją przerażać, nie wiedziała czy on udaje by się na niej zemścić czy naprawdę stracił pamięć i dlatego jest teraz taki miły. Miała jednak dość tej gry.
- Powiedz mi jak masz na imię? – Zapytała nagle by spróbować rozwiać wątpliwości.
Zamilkł i zmarszczył brwi, wyglądało jakby się zastanawiał. Chwilę później powiedział.
- Nie wiem, nie pamiętam.
- Na serio czy mnie po prostu nabierasz?! – Zapytała ze łzami w oczach całkiem skołowana.
- Chciałbym, ale naprawdę nie wiem jak się nazywam. Myślałem, że może ty wiesz Piękna. – Powiedział z bólem w oczach.
Niewytrzymała wybiegła z Sali wprost do gabinetu lekarza. Poinformowała go o tym, ze pacjent się obudził i o jego zachowaniu. Ten nie czekając, poszedł do chorego w celu zbadania. Nie weszła razem z nim, została na korytarzu chcąc się uspokoić i zastanowić. Jeśli udawał to ona musiała mieć się na baczności, bo to oznaczało, że szykuję na nią zemstę. Jeśli jednak naprawdę stracił pamięć to musiała zastanowić się jak rozegrać tą sprawę. Była pewna, że będzie chciał wiedzieć coś o swoim życiu i osobach, które go otaczają. No i tu był kłopot; Powiedzieć mu prawdę czy nie?
*************
Wczorajsze wydarzenia tak go wykończył, że wstał dopiero w południe. Wziął szybki prysznic i zszedł na dół by napić się mocnej gorącej kawy. W holu spotkał jednego ze swoich ludzi.
- Dzień dobry szefie! – Odezwał się tęgi szatyn na widok bruneta.
-, Co tu tak cicho? – Zapytał podchodząc do niego bliżej.
- Marcos zabrał Lenę i pojechał, Marisa pojechała do szpitala. Ja pilnuję domu, Endriu jest z tą blondynką w ogrodzie, a reszta zajmuje się tym, co wczoraj zlecił szef. – Wyjaśnił szybko po krótce.
-, Z jaką blondynką? – Zapytał opierając się o barierkę schodów.
- No z tą to, co kota dostała po tym jak szef ją… - zaczął, lecz nie skończył, bo Poncho wszedł mu w słowo.
- Dobra nie kończ, już wiem, o kogo chodzi! – Rzekł ruszając do kuchni. – Wracaj do swoich obowiązków! – Rozkazał na koniec.
Na szczęście w expresie była już świeżo zaparzona i gorąca kawa, nalał sobie do kubka i ruszył na ogród. Chciał sprawdzić jak zachowa się dzisiaj owoc jego kłopotów. W drodze popijał czarną jak smoła ciecz i zastanawiał się na powrotem wroga. Czy aby na pewno dobrze się zabezpieczył nim jego najgorszy wróg się pojawi? W myślach sprawdzał wydane przez siebie rozkazy. O wszystkim jednak zapomniał, kiedy ujrzał blondynkę. Siedziała przy małym strumyku na kamieniu odwrócona do niego tyłem. Jakieś kilka metrów dalej stał Endi, obserwując jej zachowanie. Nie chciałby go zobaczyła z obawy przed jej reakcją, podszedł, więc po cichu do chłopaka.
- I jak? – Zapytał wskazując na Annie.
- Ona szefie chyba zwariowała nam na dobre. – Powiedział z dziwną miną na twarzy.
-, Czemu tak uważasz? – Zapytał marszcząc brwi.
- Jak tylko się obudziła, usiadła w rogu łóżka i siedziała nieruchomo tak przez trzy godziny patrząc w jeden punk. Wkurzyło mnie to w końcu i postanowiłem wziąć ja na dwór. Jak tylko o tym wspomniałem bez słowa wstała i poszła za mną, nie ubrała się tylko w tej piżamie i kapciach tak wyszła, a teraz siedzi tu już dobre dwie godziny i chyba słucha szumu wody? Nie odzywa się, nie jadła. Zachowuje się jakby była w innym świecie lub jakby jej nie zależało. – Powiedział wzruszając ramionami.
- Był u niej lekarz dziś rano? – Zapytał po chwili namysłu.
- Tak dał jej leki na uspokojenie, wyjaśnił jednak, że to nie ona tak na nią działają i doradził wizytę psychiatry. – Rzekł patrząc wciąż na dziewczynę.
- Dobra wezwij go, niech z nią pogada. – Powiedział upijając ostatni łyk kawy. – Idę do gabinetu w razie, czego daj znać! – Powiedział ruszając w stronę domu.
Wcale nie spieszyło mu się do papierkowej roboty, ale jakoś nie potrafił patrzeć na ten jej spokój. Wywoływało to w nim złość i gniew. Takie zachowanie nie pasowało do niej, znał ją inną i to chyba, dlatego tak się wkurzył. Po za tym czuł coś jeszcze coś dziwnego w okolicach serca, to miażdżyło go tak bardzo od środka, że wolał odejść stamtąd. Bez odwracania się wiedziała, że tam był. Poznała go po zapachu wody po goleniu, a także głosie. On zapewne uważał, że nie słyszała całej rozmowy, mylił się jednak słyszała wszystko, co do słowa. Udawała wariatkę, bo taki był plan. Plan jej zemsty za wyrządzone krzywdy! Granie wariatki było tylko małą cząstką tego, co wymyśliła dla niego. Uważali go za twardziela, człowieka bez względnego, który nie posiada serca. Był jednak tylko człowiekiem i co by nie mówił czy też nie robił jak każdy śmiertelnik na pewno posiadał słaby punkt. Brunet na bank miał ową piętę Achillesa, a także serce, które można zniszczyć. Wystarczyło je tylko ponownie wydobyć na zewnątrz a potem zdeptać jak karalucha.
************
Jeszcze w drodze zastanawiała się czy postępuje słusznie i czy nie braknie jej odwagi spędzić z nim te kilka dni. Komfortem było to, że będą tylko we dwoje z dala od bez względnego szefa i masy innych kłopotów. Poza tym to była jedyna okazja by w końcu dowiedzieć się czegoś konkretnego. Do tej pory jej próby znalezienia jakichkolwiek dowód spełzły na niczym. W domu za dużo było ludzi, szczególnie goryli by mogła wykraść potrzebne jej informacje. Pojawienie się blondyna w willi było jak gwiazdka z nieba. Chociaż bała się mężczyzn po nie dawnym gwałcie, którego nie przewidziała w swoich planach zemsty to postanowiła po raz kolejny zaryzykować. Zgodziła się na wyjazd w nadziei okręcenia go sobie wokoło palca i zdobycia potrzebnych informacji. William, chociaż traktował ją dość chłodno z dystansem to jednak był bardziej łagodny niż Hector czy Ucker. Być może ta jego ostatnia troska była grą, ale ona miała przeczucie, że uda się jej go urobić. Za dużo poświęciłaby teraz wszystko zaprzepaścić, dlatego też da z siebie wszystko po raz kolejny. A gdy mężczyzna się już w niej zakocha, wyciągnie z niego wszystko. By potem zabić tych, którzy odpowiadają za śmierć bliskiej jej osoby i odebranie wszystkiego, co miała. Marcosa niestety też będzie musiała zabić, ale za owe krzywdy, jakie doznała nie robiło jej to różnicy. Czy zabije jednego czy dwóch Herrera?
****************
Lekarz potwierdził przypuszczenia Dul. Chris miał spore luki w pamięci, nie wiedziała czy ma się cieszyć z tego powodu czy też obawiać. Zabronił jej jednak mówić mu o czymkolwiek złym. Pamięć musiała wrócić mu sama stopniowo. Na zadawane pytania miała odpowiadać w dość rozsądny sposób. To zadnie ją przerastało, ale nie miała wyboru. Musiała tam wejść ponownie i zagrać tak jak będzie wymagała tego sytuacja. Wzięła głęboki oddech, po czym weszła do Sali i usiadła na wcześniej zajmowane miejsce.
- Przepraszam. – Rzekł widząc, że wróciła.
-, Za co? – Zapytała skołowana.
- Przepraszam za to, że nic nie pamiętam. Przepraszam, że nie pamiętałem twojego imienia, choć jesteś moją dziewczyną. – Rzekł ze smutkiem i łzami w oczach.
To jednak było jeszcze trudniejsze niż myślała. Facet, który całkiem niedawno wyzywał ją od suk i dziwek, bił, pomiatał nią. Teraz przepraszał ją za coś tak błachiego i to ze łzami w oczach. Jeszcze jakiś czas temu oddałaby wszystko za takiego Cuksa, ale taka nagła zmiana przerażała ją. Zamotana nie wiedziała, co ma robić i co powiedzieć. W pierwszej chwili, kiedy zapytał ją, kim jest miała ochotę obić mu gębę i wykrzyczeć całą prawdę dotyczącą jej jak i jego życia. Tego jak ją traktował i kim dla niego była. W obecnej chwili było jej go żal i nie była pewna czy powinna pozwolić sobie na ową grę, w którą brnęła. Milczała, patrząc na niego i zastanawiała się, co ma zrobić. Udawać jego laskę dopóki nie wyzdrowieje czy olać słowa lekarza i wyciągnąć wszystkie brudy. Bezradność panująca w jego wzroku pomogła podjąć jej decyzję. Pochyliła się nad nim, dotknęła bladego policzka i wyszeptała.
- Jestem twoją dziewczyną i fakt, że nie pamiętasz mojego imienia tego nie zmieni. – Rzekła, po czym pocałowała go delikatnie w czoło.
Skłamała, ale w końcu uczyła się od najlepszych. Brat jak i sam Chris dał jej pokazówkę nie raz jak pięknie można komuś kłamać w oczy by zdobyć to, czego się chce. A ona chciała! Pragnęła dać mu nauczkę za tyle lat poniżania. Nadarzyła się okazja, więc skorzystała z niej i nie spocznie póki nie dopnie swego. Jeszcze przyjdzie dzień, kiedy szatyn na kolanach będzie błagał ją o wybaczenie, a ona zaśmieje mu się w twarz tak samo jak on jej kiedyś.
************
Śmierć ojca i pokonanie przez wroga sprawiła, że na kilka lat musiał zniknąć. Uciekłby stanąć na nogi i zebrać nowych ludzi, takich, którzy nie cofną się przed niczym by zgładzić ród Herrera. Feliks już nie żył, ale jego synowie owszem. Vincent miał zamiar odebrać im to wszystko, co oni mu kiedyś. Zabierze im pozycję, klientów oraz życie. Wiedział jednak, że Alfonso jest silną i zbyt inteligentną osóbką by tak po prostu wpaść i wymordować jego rodzinę. Z nim trzeba było działać stopniowo i po cichu. Jednak by pokazać, że on też ma teraz siłę, jakiej brakowało mu kiedyś podpalił magazyn. W ten sposób dał znać, że wraca do gry i nie cofnie się przed niczym. Ponownie otworzy się wojna pomiędzy Guzmanami a Herrera. Tyle, ze tym razem rodzina Guzman będzie górą. Pomyślał zamykając ostatnią walizkę.

Rozdział 13


Do samego wieczora siedział w swoim gabinecie, nie wyszedł nawet na żaden z posiłków. Nienawidził papierkowej roboty, ale by zapomnieć o dziwnym zachowaniu blondynki skupił się na robocie. To nie wystarczyło jednak by jego myśli nie krążyły wokoło jej osoby. Noc, której nie chciał pamiętać, dziś wracała do jego głowy, co chwila. Tym bardziej unikał kolejnego spotkania z Any by do tego nie doszło zaszył się właśnie w gabinecie. Tylko cóż z tego, skoro prędzej czy później znowu ją ujrzy. Jeden dom nawet tak wielki nie mógł go ochronić przed powtórnym spotkaniem. Była 21.00 Jak opuścił swoją oazę z nadzieję, że kobieta już śpi? Wszedł do kuchni, wziął butelkę zimnej wody gazowanej i ruszył w stronę siłowni. Nagromadzone emocje, jakie się dziś w nim zebrały musiały znaleźć jakieś ujście. Najlepszym na to sposobem było troszkę po boksować. Tak przynajmniej mu się zdawało. Otworzył szklane drzwi i wszedł do środka zapalając przy okazji światło. Napił się wody, po czym rzucił butelką w kąt, następnie zdjął z siebie koszulkę i zaczął nakładać rękawice. Nie zdążył wciągnąć jednej na dłoń jak po drugiej stronie sali w szklanych rozsuwanych drzwiach prowadzących na ogród zobaczył postać. Po cichu podszedł bliżej by móc zobaczyć twarz osobnika. Światło padające pomieszczenia, w którym się znajdował nagle pochwyciło intruza. To była Anahi! W białej piżamie do kostek, na bosaka spacerowała sobie po trawie. Była na tyle oddalona, że spokojnie wyszedł do ogrodu. Rozejrzał się w poszukiwaniu ochroniarza, który powinien jej towarzyszyć, ale go nie dostrzegł. Już miał się cofnąć do środka, gdy nagle dziewczyna odwróciła się do niego twarzą i go dostrzegła. Zamarł tak samo jak ona nie wiedząc, jakiej reakcji ma się spodziewać. Stali tak przez chwilę mierząc się wzrokiem, po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co ma powiedzieć i zrobić. Jej smutna twarz i jakby nieobecne oczy działały na niego dziwnie. Zamiast złości, którą za pewne poczułby kiedyś było mu jej chyba żal. Chyba! Gdyż sam nie wiedział, co to za uczucie. Wtem blondynka wolno zaczęła iść w jego stronę, a on zamiast zrobić cokolwiek stał jak posąg i czekał na rozwój sytuacji. Będąc już na wprost niego zaledwie dwa centymetry od niego, odwróciła się ponownie do bruneta plecami. Zaskoczony uniósł tylko brwi do góry, a kiedy podniosła dłoń do góry tym samym na coś wskazując powędrował wzrokiem za jej ręką. Gwiazdy! Na to właśnie kazała mu spoglądać. Co dziwniejsze robił to, stał i patrzył razem z nią w gwiazdy, które migotały na granatowym prawie, że czarnym niebie? Nie wiedział, po co i w jakim celu, gdyż dziewczyna nie odzywała się słowem. Jednak jakoś widząc ją w takim stanie nie umiał się jej przeciwstawić. Nagle powiał lekki, ale dość chłodny wietrzyk. Zadrżała. On będąc bez koszulki nawet nie drgnął, ale widząc, że jej jest zimno podszedł i już chciał odruchowo przytulić ją do siebie. Nie myślał w tej chwili, nie zastanawiał się jakoś specjalnie. To był zwyczajny od ruch bezwarunkowy. Coś takiego jak w przydatku oparzenia, tkniesz gorącego i mimowolnie szybko zabierasz rękę. W taki to właśnie sposób zadziała, rozłożył ramiona i już miał zamiar otulić ją w nie. Wtedy usłyszał strzał, jeden po chwili drugi. Odwróciła się w jego stronę, w oczach pojawił się tym razem strach. Złapał ją za rękę by wciągnąć ją do środka, wyrwała ją jednak szybko. Spojrzał na nią, bała się. Bała się jego, ale bała się też strzałów. Wiedział o tym, ale nie mógł dłużej czekać, bo ktoś ewidentnie zbliżał się w ich kierunku. Wyciągnął rękę w jej stronę.
- Idziesz ze mną czy zostajesz? – Zapytał spoglądając jej w oczy.
Po mimo strachu, złapała jego dłoń i pozwoliła zacisnąć w jego uścisku. Po czym oboje pędem wbiegli do wnętrza domu. W tej chwili zapomniała o wszystkim biegła za nim, co sił w nogach, sama nie wiedząc, co się dzieje. Kiedy stanęli w holu, odwrócił się do niej i powiedział?
- Idź na górę, zamknij się w pokoju na zamek i nie wychodź stamtąd dopóki ktoś ci nie pozwoli. – Wytłumaczył jej to tak wolno i spokojnie jak by była małym dzieckiem.
Skinęła głową i odwróciła się w stronę schodów, nagle oknem do środka wpadł dobrze zbudowany gość w kominiarce strzelając na oślep. Dźwięk tłuczonego szkła sprawił, że Anahi odwróciła się ponownie w stronę chłopaka z przerażeniem w oczach. Hector bardziej opanowany nie tylko uniknął jednej z kul, ale też rzucił się na nią w chwili, kiedy to z sufitu zaczęły spadać odłamki szkła z rozstrzelanego żyrandola. Kilka odłamków wbiło się w jego nagie plecy, był tak wściekły, że nawet nie poczuł bólu. Teraz jedynie, o czym myślał to zabić przeciwnika, który odważył się tu wpaść. Nim jednak sięgnął dłonią za pasek by wyjąć broń, napastnik stanął nad nim i wycelował, padł strzał. Jego ciało opadło bezwładnie, a krew zaczęła spływać wolno po twarzy. Zszokowana Any spojrzała na zwłoki.
**************
Z niewiadomych powodów całą drogę oboje milczeli. Być może nie znali się zbyt dobrze, ale skoro mieli spędzić razem tydzień to chyba powinni mieć, o czym rozmawiać. William za bardzo był poruszony całym zajściem w domu jak i tym, że wraca Vincent. Dla niego jak i Poncha oznaczało to tylko i wyłącznie dodatkowe kłopoty. May zaś próbowała uknuć plan jak zaskarbić sobie jego zaufanie. Po wielogodzinnej podróży w końcu dotarli na miejsce. Dom, do którego zaprosił ją blondyn był tak samo duży i luksusowy jak posiadłość w Meksyku. Tyle, że teraz byli w Miami. Jak tylko wysiadła, ruszyła do bagażnika po swoją walizkę? Marcos jednak już trzymał ją w dłoniach swój jak i jej bagaż? Zaraz po zamknięciu samochodu, wskazał ręką by szła pierwsza do wejścia. Stojąc już pod drzwiami, podał jej klucz. Otworzyła drzwi, wtedy on wszedł pierwszy a ona za nim. Wnętrze domku było jeszcze piękniejsze w środku niż na zewnątrz. Rozejrzała się pod holu, blondyn zaś postawił walizki i oparł się plecami o drzwi zakładając ręce na piersi.
- No i jak podoba ci się tu? - Zapytał po chwili.
- Pięknie tu. - Rzekła krótko dając mu tym samym znak, że jest oczarowana.
-, Choć pokażę ci cały dom. - Powiedział łapiąc ją za rękę i ruszając do przodu.
Nawet się nie zastanawiała tylko poszła za nim w ślad. Salon, kuchnia, sypialnie, łazienki jak i taras z widokiem na basen i piękny zachód słońca zawładną jej sercem. Po za tym spokój i cisza, jaka tu panowała przynosiła ukojenie oraz relaks od całego jej burzliwego życia. Po oględzinach całego mieszkania, usiedli na patio. Brunetka zajęła sofę, a blondyn fotel na przeciw niej.
- No teraz czuję, że żyję! - Krzyknął rozkładając się jak pan.
Spojrzała na niego lekko zdziwiona nie bardzo wiedząc, co ma na myśli.
- To znaczy? - Zapytała chcąc zrozumieć jego słowa.
- Jesteśmy sami, bez tłumu ludzi, którzy na każdym kroku patrzą nam na ręce. Tu możemy robić, co chcemy, wstawać w południe, latać nago, krzyczeć robić wszystko, co nam się podoba. Nie musimy pracować, słuchać rozkazów... - Tłumaczył jej podekscytowany.
- Fakt jesteśmy samo w zupełnej ciszy, którą przerwać możemy jedynie my. Jednak ty wciąż pozostajesz moim szefem, którego muszę się słuchać i pytać o pozwolenie... - Powiedziała przerywając jego wypowiedź.
- O nie! Nie, nie i nie... - Powiedział kręcąc głową w zaprzeczeniu. - Mylisz się Lena, tu jestem dla ciebie Williamem lub Marcosem. Kolegą, przyjacielem jak wolisz, ale nie szefem. Zabrałem cię tu byś odpoczęła to samo mam zamiar zrobić i ja tak, więc granice są otwarte, mówisz mi po imieniu i robisz, co chcesz, jasne? - Zapytał na koniec.
- Jasne! - Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Skoro tak, to ty tu sobie siedź a ja idę zrobić nam coś na kolację. - Powiedział podnosząc się do góry.
- W takim razie ja się rozpakuję i wezmę prysznic, jeśli pozwolisz. - Powiedziała idąc za nim do wnętrza domu.
Skinął głową na znak zgody, wzięła, więc walizkę z holu i ruszyła do sypialni. On zaś zaniósł swoją, umył ręce i zabrał się za robienie posiłku.
Relacje między nimi były naprawdę dziwne, nie uważacie? Raz gadają ze sobą jak starzy znajomi innym razem milczą. Tak jak by chcieli poznać się bliżej, a z drugiej strony bali się tej bliskości czując, że coś może ich połączyć. I tak właśnie było. Lena czuła się w jego towarzystwie zbyt dobrze i to ją właśnie przerażało. Był jej wrogiem i tak powinno pozostać, a tym czasem ona zaczynała darzyć go sympatią. Bo choć nie jeden mężczyzna zdążył ja skrzywdzić to Marcos, jako jedyny zawsze wyciągał do niej pomocną dłoń odkąd go poznała. Trudno, więc było nie docenić owej troski. Przychodziły jednak chwile zwątpienia, a może to tylko maska? Może tak naprawdę on jest mordercą tym, który skrzywdził jej rodzinę? Być może wcale nie jest taki dobry, za jakiego go uważa, a jedynie stwarza takie pozory, bo czegoś chce? Przez takie wahania jej zachowanie wobec niego zmieniało się. A i on nie pozostawał dłużny, gdyż i blondyn miał chwile zwątpienia. W jednej sekundzie dałby głowę, że Lena to chodzący anioł, który nie jest zdolny do jakiejkolwiek podłości, zaś w innej miał wrażenie, że dziewczyna tylko gra taką cichą wodę, a tak naprawdę niezłe z niej ziółko. Chcąc jednak pomóc swojej rodzinie, a ona dokonać zemsty oboje rozpoczęli niebezpieczną grę. Grę, w której każde miało zamiar zdobyć zaufanie tej drugiej strony i wyciągnąć informacje potrzebne do dalszych działań nie związując się przy tym emocjonalnie w żaden sposób. Wracając do naszej wątpiącej parki. Odświeżona Maite po trzydziestu minutach weszła do kuchni. Niestety nie zastała tam blondyna, ruszyła, więc do jadali. Tam też go nie było po mimo tego, że stół był nakryty. Jedyne, co przyszło jej do głowy to, że mężczyzna jest w sypialni. Usiadła, więc i czekała na niego, jednak, kiedy po kwadransie się nie zjawił, a jej żołądek dał znać, że jest bardzo potrzebujący, ruszyła w stronę pokoju. Zapukała delikatnie. Odpowiedziała jej jednak cisza, zapukała, więc ponownie, a gdy nadal nikt się nie odezwał weszła po cichu do środka. Na łóżku leżała otworzona walizka, zaś z łazienki dało się słyszeć szum wody. Brał prysznic, a więc miała okazję pogrzebać, co nieco w jego rzeczach. Upewniwszy się, że Will się myje, zaczęła przeglądać jego bagaż, a potem dokumenty, które znalazła na samym spodzie walizki. Była tak zaabsorbowana przeglądaniem papierów, że nawet nie usłyszała jak strumień wody ucichł i dlatego drgnęła na dźwięk jego głosu.
- Ciekawa lektura?! – Zapytał srogo mierząc do niej z pistoletu.
**************
Idąc do szpitala miała zamiar pobyć tam godzinę nie więcej. Niestety wyszło inaczej, a to wszystko przez zanik pamięci Chrisa. W chwili, kiedy po raz pierwszy w życiu zaczął się zachowywać jak człowiek z sercem nie umiała go zostawić. Był nie tylko miły, ale też wyglądał jak zagubiony chłopiec, który bez pomocy sobie nie poradzi. Chciała też zemsty, ale w tej chwili ona była najmniej ważna. Najgorsze jednak były jego pytania, na które nie wiedziała, co ma odpowiadać. Prawdy o jego życiu nie mogła mu mówić, ale zbytnio kłamać też nie ze względu na reakcję Poncha. Próbowała nawet skontaktować się z bratem, kiedy Luca spał, ale bruneta telefon milczał jak zaklęty. Wróciła, więc do sali i kiedy mężczyzna się obudził i zaczął zadawać pytania odpowiadała tak by on był zadowolony i ona. Przez cały czas obsypywał ją komplementami, tyle razy pragnęłaby był taki czuły, a teraz, gdy jej marzenie spełniło się czuła się głupio. Wieczorem, kiedy znowu zasnął opuściła szpital. Zdziwiona była, że nikt nie stoi i na nią nie czeka Hector zawsze kogoś wysyłał po swoje dziewczyny. Zadzwoniła, więc raz jeszcze do domu, ale wciąż nikt nie odbierał. Wzięła, więc głęboki oddech i już miała dzwonić po taxi, kiedy za jej plecami rozległ się dźwięk klaksonu. Odwróciła się przestraszona i spojrzała na czarne BMV zaparkowane przy niej. Po chwili z auta wysiadł nie, kto inny jak Damian. Zaskoczona szybko uśmiechnęła się na jego widok i rzuciła na szyję. Chłopak pochwycił ją w swoje ramiona zadowolony z takiego powitania.
- Rany Damian a co ty tu robisz? – Zapytała tuląc go mocno do siebie.
- Tęskniłem do ciebie ślicznotko i postanowiłem cię odwiedzić. – Skłamał siląc się na jak najszczerszy uśmiech.
- To świetnie! – Powiedziała wyswobadzając się z uścisku.
- No to, co może na jakąś kawę skoczymy? – Zapytał próbując jak najdłużej odwlec jej powrót do domu.
- Jasne! – Rzekła bez zastanowienia.
Powinna wracać do domu ze względu na Alfonsa, ale widok człowieka, który ostatnio tak jej pomógł sprawił, że nawet strach przed bratem minął. Zadowolona wsiadła do auta. Gdy zajechali do kawiarni i rozmowa się rozkręciła straciła całkiem poczucie czasu na szczęście blondyn był tak miły i odwiózł ją pod dom. Dochodziła 24.00 Kiedy przekroczyła jego próg? Widok szkła w holu oraz krwi przestraszył ją. Już chciała biec na górę by sprawdzić, co tym razem się stało, gdy do pomieszczenia wszedł jeden z goryli.
-, Co tu się stało?! – Zapytała wskazując na krew.
- Była strzelanina i kilka osób zginęło. – Odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
- A gdzie Poncho?! – Zapytała rozglądając się po szkodach.
- No właśnie on… on jest jednym z tych, co…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin