Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zniszczone szczęście- Odcinek 67
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 12, 13, 14
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Ulubiony bohater/bohaterka:
Jazmina
20%
 20%  [ 1 ]
Pedro
20%
 20%  [ 1 ]
Florencia
0%
 0%  [ 0 ]
Simon
0%
 0%  [ 0 ]
Claudia
20%
 20%  [ 1 ]
Diego
40%
 40%  [ 2 ]
Carolina
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 5

Autor Wiadomość
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:26:25 03-08-11    Temat postu:

Odcinek 63

Pedro przez chwilę milczał, ale po paru minutach ujął Claudię za dłoń i z czułością ją pocałował. Nie widział spojrzenia Simona, który w tej chwili jak by mógł zabiłby wzrokiem.
– Co tobie za bzdury po głowie chodzą, kochanie? Oczywiście, że chcę się z tobą ożenić. Nie powinnaś ani na chwilę w to wątpić. Jesteś kobietą mojego życia.
– Więc dlaczego zareagowałeś tak nerwowo? – spytała Claudia.
– Po prostu zaskoczyłaś mnie – odrzekł Pedro, delikatnie dotykając jej policzka. – Przepraszam jeżeli źle to odebrałaś. Nie zamierzam z ciebie zrezygnować, nigdy.
Claudia już całkowicie się uspokoiła. Uśmiechnęła się promiennie do ukochanego.
– Przepraszam – odparła. – Ostatnio jestem jakaś rozdrażniona, może dlatego. Chciałam ci zrobić niespodziankę. Myślałam, że się ucieszysz.
– Ależ cieszę się, naprawdę – zapewnił ją, patrząc jej prosto w oczy. – Tak jak wcześniej mówiłem, jestem zaskoczony. Umiesz sprawiać ludziom niespodzianki i to bardzo miłe. Uprzedziłaś mnie...
– Jak to? – zapytała.
– Sam chciałem o to poprosić Simona. Nie wyobrażam sobie nikogo innego. Jest nie tylko moim jedynym bratem ale także najlepszym przyjacielem.
Teraz spojrzał na Simona, który popijał właśnie wino, chcąc uspokoić nerwy. Wiedział, że to jest gra ze strony Pedra, nic więcej, ale jednak nie mógł tego wytrzymać. Przyjmując zaproszenie do Claudii nie spodziewał się czegoś takiego. Starał się nie okazywać nerwów, w przeciwnym wypadku wszystko wyglądało by podejrzanie i mógłby zaprzepaścić wielomiesięczną akcję. Do tego przecież Pedro od początku dążył. Nie wykluczał nawet małżeństwa, jeżeli to mu pozwoliłoby na przejęcie majątku rodziny Sandovalów. Ale wtedy była inna sytuacja. Wtedy nie był zakochany w Pedrze. Odsunął od siebie te myśli i pochwycił spojrzenie Pedra.
– Mam nadzieję, że się zgadzasz zostać moim świadkiem?
– Oczywiście. – Te słowa ledwo mu przeszły przez gardło. Miał patrzeć na ślub ukochanej osoby. To za wiele dla niego.
– Tak się cieszę moje dzieci – odrzekł Esteban. – Pasujecie do siebie jak mało kto. Kiedy planujcie ślub?
– Jeszcze o tym nie myśleliśmy – rzekł Pedro. – Zostawiam to Claudii. Ja się dostosuje.
– Chciałabym jak najszybciej. Kochamy się, więc po co mamy czekać.
– To prawda – przyznał jej rację Esteban. – Ja z twoją mamą pobraliśmy się po trzech miesiącach znajomości i przez cały czas byliśmy szczęśliwi.
– Wiem tatku. Ja wierzę, że my także zaznamy szczęścia. – Uśmiechnęła się Claudia i spojrzała na narzeczonego. – Chciałabym za trzy miesiące. Co ty na to, kochanie?
– Co tylko zechcesz, skarbie – odrzekł Pedro.
– We wszystkim wam pomogę. To będzie piękny ślub. Wznieśmy toast.
Wszyscy poszli za jego przykładem i podnieśli swoje kieliszki. Pedro już snuł plany w duchu.
Za trzy miesiące ani mnie ani waszej kasy już tu nie będzie, frajerzy. Muszę się tylko sprężać, pomyślał Pedro Ferrera.

***

Diego tego dnia zrobił sobie wolne w pracy. Miał ważne sprawy do załatwienia na mieście. Odwiedził jedno z najlepszych biur nieruchomości w mieście. Chciał kupić mieszkanie. Jedno już miał, ale ono było za małe dla dwóch osób. Chciał zamieszkać razem z Marisol. Ich związek wszedł już w taką fazę, że nie mógł bez niej wytrzymać ani chwili. Wiedział, że to ta jedna jedyna, na całe życie. Chciał mieć z nią dzieci, chciał budzić się każdego dnia u jej boku, chciał się z nią zestarzeć. O żadnej kobiecie tak nie myślał. Widocznie wcześniej takiej nie spotkałem, ale teraz już nie muszę szukać, pomyślał rozradowany. Wychodząc z biura nagle zauważył znajomą osobę w sekretariacie. Podszedł bliżej, aby się upewnić.
– Sebastian!
Mężczyzna odwrócił się od biurka u sekretarki i jego przystojną twarz rozjaśnił uśmiech.
– Diego. Co za spotkanie. Ile to już lat minęło, odkąd się widzieliśmy ostatni raz.
– Zbyt wiele. – Roześmiał się Diego. Cieszył się, że spotkał swego dawnego przyjaciela Sebastiana Montiella. Doskonale pamiętał czasy, kiedy jako młodzi chłopcy robili razem jakieś psikusy, a potem kiedy byli dorośli razem podbijali kobiece serca. Czasami nawet rywalizowali. Ale to nigdy nie zniszczyło ich przyjaźni. – Co tu robisz? Myślałem, że jesteś w Meksyku i zostaniesz tam na stałe.
– Jak wiesz, ja nigdzie nie umiem zagrzać miejsca. Zawsze szukam czegoś nowego.
– Powinieneś się w końcu ustatkować, chłopie.
– Może za kilka lat. A ty co tu robisz? Sprzedajesz, kupujesz?
– Kupiłem mieszkanie. A ty?
– Ja też. Jestem już za stary na latanie po świecie.
– Może wyskoczymy na drinka? – zaproponował Diego. – Niedaleko jest pub, w którym często przesiaduję.
– Chętnie. Tylko podpiszę parę dokumentów. Trzeba dopełnić formalności.
Po kwadransie mężczyźni siedzieli już przy piwie i opowiadali co się przez te lata zdarzyło w ich życiu. Sebastian jak do tej pory jeszcze się nie ożenił. Tłumaczył się, że jeszcze nie spotkał nikogo z kim mógłby spędzić resztę życia.
– Musisz szukać dalej. Ja już nie muszę.
– Nie wierzę. – Sebastian roześmiał się i przeczesał palcami swoje blond włosy. – Zakochałeś się?
– Jak wariat – odrzekł. – To naprawdę wspaniała osoba. Nie spotkałem jeszcze nikogo takiego. A jak myślisz dla kogo kupiłem nowe mieszkanie. Nie dla siebie.
– To musi być naprawdę ktoś wyjątkowy.
– I jest. Kiedyś ci ją przedstawię.
– A co u Claudii? – zapytał Sebastian wspominając uroczą siostrę przyjaciela. Nigdy o niej nie zapomniał. Zawsze się skrycie w niej kochał. Ale ona nie zwracała na niego uwagi. Traktowała go wyłącznie jako przyjaciela i nic więcej. A on chciał więcej.
– Claudia.. Od czego by tu zacząć? – zastanawiał się Diego.
– Najlepiej od początku.
– Zakochała się w nieodpowiednim człowieku. Nie ufam mu. Mówię ci ona jeszcze będzie przez niego cierpieć.

***

Federico Rizzo odwiedził tego wieczora już piąty kościół. Był już zniecierpliwiony. Na dzisiaj było wyznaczone spotkanie z tajemniczym człowiekiem, który także chce wpakować Pedra Ferrerę za kratki. Po co ta konspiracja, zastanawiał się. Usiadł w trzeciej ławce od tyłu, po prawej stronie, tak jak w poprzednich kościołach. Sięgnął pod ławkę. Tak jak się spodziewał. Była przyklejona koperta, tak jak wcześniej. W każdej z nich były instrukcje, odsyłające go do kolejnego kościoła. Miał tego dosyć. Jeździł jak wariat od jednego kościoła do drugiego. Kiedy się to skończy. Już miał zakląć, ale opamiętał się w porę. W Domu Bożym nie przystoi wypowiadanie niecenzuralnych słów. Popatrzył przed siebie. W środku panował mrok. Paliły się tylko świece przy bocznych ołtarzach. Nigdy nie był za bardzo religijny, ale przeżegnał się. Otworzył kopertę i przygotował latarkę, aby przeczytać kolejne instrukcje. Nie było nic. Żadnej kartki.
W tej chwili bezszelestnie zbliżyła się do niego zakonnica. Usiadła obok niego.
– Pan wybaczy, ale musiałam mieć pewność, że nikt pana nie śledził.
Rizzo był całkowicie zaskoczony.
– To siostra wysłała mi list i te koperty są od...
– Tak. Ale nie jestem zakonnicą. To przebranie. Trzeba zachować ostrożność.
– Więc to pani jest...
– Tak... – Weszła mu w słowo. – Spodziewał się pan mężczyzny? Zaskoczyłam pana, prawda. Mamy wspólny cel. Oboje chcemy, aby Pedro Ferrera zgnił za kratkami. A ja wam pomogę go ująć. Ja wam go wystawię.
– Tak po prostu? – spytał Rizzo, patrząc w bok. Chciał zobaczyć twarz rozmówczyni. Ale w tym mroku dostrzegł tylko cień. – Wyczuwam w tym jakiś haczyk. Tylko jaki.
– Zrobimy to na moich warunkach i według mojego planu – odparła kobieta.


Sebastian Montiell(William Levy) – przyjaciel Diega. Kiedyś podkochiwał się w Claudii. Wiele lat temu wyjechał do Meksyku, ale wróci i postanowi odnowić stare znajomości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 22:11:16 03-08-11    Temat postu:

Wreszcie kolejny, bardzo dobry zresztą odcinek. Na to czekałem

Sytuacja w czasie kolacji stała się dramatycznie śmieszna Pedro w porę zareagował i wyjaśnił zręcznie wszystko swojej ukochanej. Nie było to przecież nic trudnego, bo miał do czynienia z najgłupszą kobietą na świecie Claudia uwierzyła we wszystko jak zawsze i znów nie ma wątpliwości. Kocha swojego Pedrita nad życie Tymczasem cała ta sytuacja łamie serduszko kolejnej osobie, czyli pedałkowatemu Simonowi. Długowłosy wie, że Pedro prowadzi z Claudią niebezpieczną grę, która jest warta świeczki, ale z drugiej strony również zdaje sobie sprawę, że jego ukochany szef woli kobiety, a nie facetów. Mimo wszystko Simon czuje zazdrość i wierzy, że jeszcze wszystko się zmieni. Kolejny naiwniak. Ach cóż za miłosny trójkącik nam się zrobił. Dwóch naiwniaków, jeden sprytny gracz, ale jedno o drugim nic nie wie jak to było w piosence Kolejnym idiotą jest Esteban, który nawet nie przeczuwa jakim piekłem dla Claudii jest życie z Pedrem

Diego ułożył sobie życie z Marisol. Jest szczęśliwy. Spotkał Sebastiana, przyjaciela z dawnych lat. Poszli na piwo i dowiadujemy się istotnej rzeczy. Ów mężczyzna, którego gra William Levy jest zakochany w Claudii i to od wielu lat. Być może dla niej powrócił. Chciał czegoś więcej, ale dziewczyna go odtrąciła. Prawdziwy szczęściarz!! Po co zadawać się z taką nudziarą? Niestety on jednak dalej chce tej naiwniaczki wszech czasów. I zapewne będzie z nią na koniec, o ile ta gąska przeżyje. Zapewne po burzliwych przejściach z Pedrem, ktoś będzie musiał ją pocieszyć zanim rany się zagoją. I pewnie Sebastian jej w tym pomoże. Już współczuje biedakowi takiej dziewczyny. Słodka idiotka. Ech Póki co Diego również podejrzewa, że jego siostra z obecnym facetem na pewno nie będzie zbyt szczęśliwa

Biedny Federico. Osoba, która chce mu pomóc w pokonaniu Pedra Ferrary jest bardzo ostrożna i rozsyła mu wskazówki po wszystkich kościołach w mieście. W końcu zdenerwowany policjant doczekał się nie tyle informacji, co spotkania tejże osoby. To kobieta... I jeszcze zakonnica w przebraniu Niezły kabaret. Rizzo nie zobaczył twarzy Jazminy, bo było ciemno. Ach ta precyzja i ostrożność naszej głównej bohaterki. Ciekawe co dalej. Zagramy na jej zasadach i Federico musi się dostosować. Nie ma wyjścia. W końcu trzeba pogrążyć Pedrita

Czekam na newik i pozdrawiam serdecznie


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 22:15:47 03-08-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:34:00 02-10-11    Temat postu:

Odcinek 64

Federico siedząc w swoim gabinecie długo jeszcze miał w myślach spotkanie z nieznajomą kobietą. Zastanawiał się co takiego zrobił jej Pedro, że chce ona wsadzić go za kratki. Ten bandzior na pewno miał niejedno na sumieniu. Nic by go już na jego temat nie zdziwiło. Po takim kimś jak on można się wszystkiego spodziewać. Kiedy przyjdzie czas wszystkiego się dowiem, pomyślał Federico zapalając papierosa. Zatrzymał wzrok na leżącej na biurku teczce, którą dała mu nieznajoma. Mówiła, że to ważne informacje. Nie zdradziła skąd o nim tak dużo wie. Zastrzegła, żeby przyjąć jej warunki. Jej plan był szalony. Chciała najpierw wyrównać z Pedrem rachunki z przeszłości, a dopiero potem oddać go im. Rizzo zdawał sobie sprawę, że to nie jest zgodne z prawem. Ale czy miał inne wyjście. Wiedział, że tylko w taki sposób można się dobrać do Pedra Ferrery. Oni nie mieli do niego żadnego dostępu. Tylko ona wiedziała jak zdobyć dowody przeciwko niemu. I zdobędzie je, Federico co do tego nie miał najmniejszej wątpliwości. W rozmowie z nim była bardzo pewna siebie. I ostrożna. Nie zdradziła kim jest. Miejsce spotkania też wybrała nietypowe. Kościół. Kto wpadłby na coś takiego? Tylko ktoś sprytny i inteligentny.
Zdecydował się w końcu otworzyć teczkę. Przez chwilę przeglądał jej zawartość. Były tam wyciągi bankowe i historia operacji przeprowadzanych przez Pedra. Federico od razu zrozumiał o co chodzi.
– A to cwaniak – powiedział do siebie. – Wyprowadza pieniądze. Czyli stary schemat. Zdobywa zaufanie szefa, który mu bezgranicznie ufa i tymczasem okrada. A póki właściciel orientuje się co się dzieje, złodziej już dawno opala się na plaży na drugim końcu świata. Świat jest pełen takich gnojów.
Zamknął teczkę i włączył komputer. Przypomniał sobie, co jeszcze powiedziała mu nieznajoma. Zasugerowała, żeby przyjrzeć się jednemu z jego bandziorów. Trzeba powoli rozbijać jego bandę. „ Manuel Cortez” – wpisał w bazę. Trzeba zobaczyć coś za jeden, pomyślał patrząc w ekran komputera.

***

Pedro nie sądził, że coś mu popsuje ten dzień. Otrzymał informacje od swoich ludzi, że policja wydobyła z rzeki jakąś kobietę. Rudowłosą. Był pewien, że to ta sama, która go szpiegowała i chciała mu zaszkodzić. Nawet nie interesowało go co to za jedna. Uważał sprawę za zamkniętą. Nie sądził, żeby jeszcze kiedykolwiek o niej usłyszał. Myślami był gdzie indziej. Przy Marisol. Ta kobieta coraz bardziej go intrygowała. Była pierwszą odporną na jego urok. Nie rozumiał tego. Przecież wciąż jestem dość przystojny, pomyślał gładząc swoją brodę. Była ciągle wpatrzona w Diega. A on działał mu na nerwy. Nie miał prawa dotykać Marisol. Ona będzie należeć do mnie. Muszę się tylko jakoś inaczej za to zabrać, stwierdził w duchu.
Wyszedł z gabinetu i skierował się do biurka swojej sekretarki. Dziewczyna nie zwróciła na niego uwagi. Nachylił się w jej kierunku.
– Masz coś dla mnie? – Uśmiechnął się uwodzicielsko.
Marisol podała mu kilka kopert i wróciła do swojej pracy. Mężczyzna stał przez chwilę przeglądając pocztę nie spuszczając z niej oczu. Kiedy zobaczył białą, niepodpisaną kopertę bezczelny uśmieszek zniknął mu z twarzy. Szybko wszedł do swojego gabinetu. Nie zauważył lekkiego uśmiechu na twarzy Marisol.
Usiadł na fotelu i nerwowym ruchem otworzył kopertę. Kolejny anonim. „Chyba nie myślałeś, że pozbędziesz się mnie tak szybko. Myślałeś? Ale z Ciebie naiwniak. Jeszcze się zabawimy. Już nie mogę się doczekać”. Pedro z niedowierzaniem wpatrywał się w słowa ułożone, tak jak poprzednio, z liter wyciętych z gazet. Więc ten topielec to nie była ona, pomyślał. Za wcześnie się cieszyłem. Zmiął kartkę i zacisnął pięści.
Kim jesteś, suko?, pytał się w myślach.

***

Claudia wychodząc z pracowni zauważyła swojego ojca w towarzystwie mężczyzny, który wydał jej się znajomy. Nie wiedziała tylko skąd go znała. Nie mogła sobie tego przypomnieć. Esteban zauważył córkę i podszedł do niej razem z towarzyszem.
– Witaj córeczko – przywitał się. – Idziesz na lunch?
– Właśnie się wybierałam. Przyłączysz się?
– Ja niestety nie mogę ale... – tu spojrzał na swojego towarzysza. – Nie będziesz miał nic przeciwko temu?
– Absolutnie – odpowiedział mężczyzna.
– Tato... – Claudia chciała zaprotestować. Nie podobało jej się, że ma towarzyszyć jakiemuś mężczyźnie podczas lunchu. Można powiedzieć, że ojciec dosłownie nie dał jej dojść do słowa.
– Nie pamiętasz mnie? – spytał mężczyzna widząc jej minę. – Powinienem się chyba obrazić, w końcu tyle razy byłem u was w domu. – Uśmiechnął się szelmowsko i lewą ręką przegarnął swoje włosy.
Dziewczyna po chwili go rozpoznała. Ten gest był znajomy.
– Sebastian... – odparła. W tej chwili jej ojciec poszedł do swojego gabinetu i zostawił ich samych.
– No w końcu.
– Co za niespodzianka. – Jej twarz rozjaśnił uśmiech. – Co ty tu robisz?
– Niedawno wróciłem z Meksyku. Studiowałem prawo. Potem praca.
– Tak wiem. Ale jak się tu znalazłeś?
– Niedawno spotkałem Diega. Zapraszał mnie do swojego biura, żebym zobaczył jak się urządził. I jeszcze spotkałem twojego ojca. Ponieważ nic jeszcze nie szukałem zaproponował mi pracę. A ja właśnie dziś ją przyjąłem. Będziemy się częściej widywać. Mam nadzieję, że się cieszysz.
– Oczywiście. Przecież wiesz, że zawsze cię lubiłam – odpowiedziała szczerze dziewczyna. Była zaskoczona widokiem przyjaciela Diega. Przez tyle lat nie było z nim kontaktu. Zmienił się. Stał się bardzo przystojnym mężczyzną. Od razu to zauważyła. Wiedziała, że kiedyś się w niej podkochiwał, ale nie dała mu żadnych szans. Nie był w jej typie. Za to teraz... Dziewczyno opanuj się, przecież masz narzeczonego. Nie chcąc już o tym myśleć zapytała: – Co spowodowało, że postanowiłeś wrócić do Argentyny?
– To na dłuższą rozmowę. – Sebastian podszedł do windy. – Może porozmawiamy przy dobrym jedzeniu? Wybierałaś się na lunch.
– Tak. Niedaleko jest urocza restauracja gdzie podają prawdziwe rarytasy. Nie pożałujesz. Tam spokojnie możemy porozmawiać. Bo jest o czym. – Roześmiała się.

***

– Tyle razy ci mówiłem, żebyś dała mi spokój! – Diego kolejny raz musiał uwolnić się od Caroliny, który nieproszona przyszła do jego gabinetu. Znowu się przymilała i chciała go uwieść. Nie mogła zrozumieć, że on jest odporny na jej urok. – Mam ci to jakoś inaczej wytłumaczyć?
– Diego, przecież wiesz co do ciebie czuje.
Mężczyzna tylko prychnął na jej słowa.
– Czujesz?! Jeżeli naprawdę coś byś do mnie czuła to nie byłabyś natrętna. Zrozumiałabyś, że kocham Marisol.
Caro aż się zatrzęsła ze złości. Ta ruda małpa ma być lepsza od niej i mieć Diega. O nie!
– Co ona ma czego ja nie mam! – krzyknęła. – Ona jest fałszywa i nieszczera. To zdzira!
– Nie masz prawa jej obrażać. – Mężczyzna mocno chwycił ją za rękę.
– Ona nie da ci szczęścia. Tylko ja mogę to uczynić. Ona cię unieszczęśliwi, wspomnisz moje słowa.
– Mylisz się. Jeszcze się przekonasz jak bardzo. A teraz proszę cię, wyjdź. – Wskazał na drzwi. – Już sobie wszystko wyjaśniliśmy. Między nami nic nie będzie. Zrozum to raz na zawsze! – odrzekł stanowczym głosem.
W tej chwili do środka weszła Marisol. Diego jej nie widział, bo stał tyłem do drzwi, za to Caro owszem. Postanowiła wykorzystać okazję.
– Wiesz, ciągle myślę o naszej wspólnej nocy – powiedziała Caro na głos, tak aby Marisol. – Nie mogę o tym zapomnieć.
– Co ty... – zaczął Diego.
– Nocy? Jakiej nocy? Spaliście ze sobą?!
Mężczyznę zmroziło krew w żyłach słysząc znajomy głos. Powoli się odwrócił i ujrzał Marisol. W jej oczach zobaczył ból.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 15:23:08 07-10-11    Temat postu:

Wreszcie nowy odcinek. Jak miło

Federico zastanawia się kim była owa dziewczyna, która z nim współpracuje przeciwko Pedrowi. Na razie nie wie kto to może być. Wie natomiast dzięki niej, że Pedro stosuje różnego rodzaju malwersacje finansowe. A to gagatek Nie bardzo podoba się policjantowi to, że sprawiedliwość chce wymierzyć jego wspólniczka, bo to nie jest zgodne z prawem, ale faktycznie nie ma wyjścia. Póki co trzeba zabrać się za wspólników Pedra

Pedro zalecał się do Marisol, ale szybko przestał, bo w kopercie dostał kolejną informację napisaną literami wyciętymi z gazety. A więc ona żyje! Nie zginęła, nadal się chce mścić i bawić z nim w kotka i myszkę Pedro jest wściekły, a Jazmina zachwycona

Esteban zapoznał Claudię z Sebastianem, jej dawnym adoratorem. Wtedy nie miała na niego ochoty, a teraz już ma Ojejku jakie słodkie. Święta Claudia zauroczyła się przystojnym facetem Tak przecież nie można. Co pomyśli sobie jej ukochany? Ona zapewne zostanie sparowana z tym Sebastianem, ale powinna zniknąć z tej historii, bo szkoda moich nerwów na taką postać. Biedny facet

Carolina chciała uwieść Diega. Nie dało rady, więc widząc Marisol powiedziała mu o ich wspólnej nocy z przeszłości. Reakcja Jazminy była do przewidzenia. Znów będą kłopoty w związku naszych głównych bohaterów

Czekam na newik i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:29:02 15-01-12    Temat postu:

Odcinek 65

Jazmina nie czekając na tłumaczenia Diega wybiegła z gabinetu. Nie mogła dłużej wytrzymać tego triumfalnego uśmiechu na ustach Caro. Patrzyła na nią z wyższością. Jaz wyobrażała sobie ich razem w łóżku. Nie, to było zbyt wiele. Poczuła się zraniona, boleśnie. Nie chciała płakać, ale łzy same zaczęły płynąć jej po policzkach. Czuła, że coś pękło w środku. On i Caro. Nie mogła tego zrozumieć. Dlaczego? Jej rozmyślania przerwał Diego, który dogonił ją na korytarzu.
– Marisol, to nie tak jak myślisz... – zaczął.
– A jak? – Jazmina szybko obtarła łzy i odwróciła się do niego. – Spałeś z nią. Zdradziłeś mnie...
– Nieprawda... – Diego wiedział, że płakała. Widział to po jej oczach. Nie mógł pozwolić, aby intrygi Caro ich rozdzieliły.
– Zaprzeczysz, że z nią spałeś? Czyli Caro kłamała?
– Nie. – Widząc, że Jaz chce odejść przytrzymał jej rękę. – To była jedna noc. Ale to było dawno, zanim jeszcze ciebie poznałem. To się nigdy więcej nie powtórzyło. Musisz mi uwierzyć.
– Nic nie muszę – odparła spokojnie.
– Kocham cię. Nigdy bym cię nie skrzywdził w ten sposób. Nigdy bym cię nie zdradził. Czy nie widzisz, że ona chce nas rozdzielić. Zrobi wszystko, aby nas skłócić. Nie dajmy jej tej satysfakcji.
Jazmina spojrzała w oczy ukochanego. Uwierzyła mu. Nie mógłby kłamać patrząc jej prosto w oczy. Ale dlaczego nie powiedział jej co się wydarzyło między nim a Caroliną.
– To wszystko piękne co mówisz, ale dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że coś cię łączyło z Caro.
– Bo nic nas nie łączyło poza tą jedną nocą. To nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Chwila zapomnienia. Ale ona od tamtej pory nie daje mi spokoju. Ciągle mnie nachodzi. Jest zdolna do wszystkiego.
To prawda, pomyślała Jazmina. Przypomniała sobie kolesi, których Caro na nią nasłała, aby ją zabili. Nie powinno już ją nic zdziwić. Gdyby Caro i Diego byli ze sobą to ona już dawno by ją o tym poinformowała i nie posuwała się do jej zabicia. Jaz było przykro, że Diego o niczym jej nie powiedział. Niby nie powinna mieć do niego pretensji, tym bardziej, że sama miała przed nim tajemnice. Ale to była zupełnie inna sprawa.
– Muszę to wszystko przemyśleć. Oboje musimy.
– Co to znaczy? – zapytał Diego z niedowierzaniem.
– Nie powinniśmy się przez pewien czas spotykać. Powinieneś...
– Ale...
– Daj mi skończyć. Powinieneś załatwić sprawę z Caro.
– Myślałaś, że nie próbowałem.
– To spróbuj jeszcze raz. Załatw tą sprawę raz na zawsze. Dopiero wtedy będziemy mogli się cieszyć sobą.

***

Carolina z zadowoleniem patrzyła jak Marisol zostawia Diega samego i odchodzi. Udało jej się. Na pewno nie uwierzyła Diegowi, że ta noc była dawno temu, zanim ona jeszcze pojawiała się w ich życiu. O to jej chodziło. Nareszcie udało się rozdzielenie ich. Jeszcze trzeba zrobić wszystko aby oni nie wrócili do siebie. I tu powinien wkroczyć Eduardo. Jak na razie nic nie wychodzi z jego starań. Zobaczyła go jak wchodzi do windy. Pospieszyła się i wsiadła razem z nim. Kiedy drzwi się zamknęły uśmiechnęła się do niego.
– Co cię tak bawi? – zapytał patrząc na nią spod oka.
– Udało mi się... – rzekła tajemniczo.
– Co takiego? – Zmarszczył lekko brwi. – Możesz rozwinąć?
– A miałam cię za inteligentnego faceta. A na czym na zależało najbardziej? Na rozdzieleniu Marisol i Diega. W końcu się udało. – Zadowolona oparła się o metalową ścianę.
– Jak tego dokonałaś?
– Ta idiotka myśli, że ja i Diego spędziliśmy razem noc.
– A to prawda?
– W pewnym sensie... to było dawno temu, zanim ona i ty się tutaj pojawiliście. Ale nie musi ona o tym wiedzieć.
– Jesteś bardzo pewna siebie – stwierdził Pedro. – Znając życie pogodzą się. Diego powie jej prawdę i wrócą do siebie.
– I teraz ty powinieneś wkroczyć. Marisol nie chce teraz słuchać tłumaczeń Diega. Na pewno jest zrozpaczona. Biedactwo. Powinieneś się za nią wziąć, pocieszyć ją. Co ja ci będę tłumaczyć. Przecież ty doskonale wiesz jak się postępuje z kobietami. Chociaż widząc twoje ślimacze tempo co do Marisol mam co do tego pewne wątpliwości...
Pedro nie znosił nigdy zniewagi. Żadna kobieta nigdy nie będzie z niego kpić. A tym bardziej taka wyrachowana suka jak Carolina. Złapał ją mocno za nadgarstek.
– Dla twojej wiadomości. Doskonale wiem, jak postępować z babami. I nie muszę się uciekać do takich tanich sztuczek jak ty. Marisol jest inna, wyjątkowa. I potrzebuje wyjątkowego traktowania.
– W porządku. – Oswobodziła się z jego uścisku. – Mówisz tak jakbyś się w niej zakochał.
– Nic z tych rzeczy. – Pedro tylko prychnął na jej słowa. – Chyba zapomniałaś, że mam narzeczoną i planujemy ślub.
– Jakżebym mogła. Claudia nie pozwala mi o tym zapomnieć. Każdego dnia opowiada mi jaka to jest szczęśliwa. Już od słuchania zaczynają boleć mnie uszy. – Podeszła bliżej i musnęła jego ramię. – Może spotkamy się któregoś wieczoru i spędzimy mile czas. Chyba, że nie będziesz miał czasu. Może się będziesz skupiał na uwodzeniu Marisol.
– Jedno wcale nie przeszkadza drugiemu.
Gdy winda zatrzymała się Pedro wysiadł, a Caro pojechała dalej.
Stąpasz po grząskim gruncie. Przecież doskonale wiesz jaki to niebezpieczny mężczyzna. Powinnaś trzymać się od niego jak najdalej, jeśli ci życie miłe. Głos rozsądku w jej głowie został jednak zagłuszony przez pożądanie jakie do niego czuła. Już myślała o upojnych chwilach jakie z nim spędzi. Nie mogła zaprzeczyć, że w łóżku ten mężczyzna był bezkonkurencyjny.

***

Pedro zamierzał skorzystać z zaproszenia Caroliny. Nie spodziewał się, że coś popsuje mu plany. Tego wieczoru siedział razem ze swoimi ludźmi w kryjówce, żeby dowiedzieć się jak idą interesy. Na szczęście wszystko szło dobrze. Właśnie ich odprawiał, gdy jak burza do środka wpadł Simon.
– Co się stało?
– Gorzej być nie może – wysapał Simon. – Nie uwierzysz co się stało?
– To mnie oświeć. Tylko szybko. Wiesz, że nie znoszę zagadek.
– Manuel wpadł... – rzekł Simon siadając na wolnym krześle w pomieszczeniu.
– Co takiego? – Pedro aż wstał.
– Został aresztowany. Podczas dostarczania towaru.
– Jakiego? Jeśli to tylko dragi, jakoś się wykpi. Nie raz siedział w pace i wychodził.
– Obawiam się, że tym razem nie będzie tak łatwo... – zaczął Simon. Głośno przełknął
ślinę. – Miał przy sobie kilka spluw. Mówią na mieście, że podczas ucieczki podobna dźgnął jednego glinę.
– Zabił go?
Simon skinął głową.
– Cholera! To nie przedstawia się za ciekawie. – Spojrzał na wszystkich swoich ludzi. – Wstrzymujemy wszystkie operacje. Nie możemy ryzykować. Odezwę się do was. A teraz zmykajcie. – Wszyscy wyszli poza Simonem. – Musimy znaleźć nową kryjówkę. Daj mi znać jak będziesz miał coś na oku.
– Jasne. Myślisz, że Manuel zacznie sypać?
– Wątpię. Wolałby umrzeć, to mój najlepszy człowiek. – Pedro zawsze ufał Manuelowi. Znał jednak metody policji.
Mogą mu coś obiecać za jego głowę. – Ale lepiej dmuchać na zimne. Policja depcze nam po piętach.
– Więc może lepiej wiać.
– O nie. Nie załatwiłem jeszcze wszystkich spraw. Zresztą nic na mnie nie mają. Na ciebie też nie. Poinformuj jeszcze Enrique, nie będzie mi na razie potrzebny. Nie mogę się do niego dodzwonić. Lepiej niech się nie pokazuje.
– Zawiadomię go.
– Zawsze mogę na ciebie liczyć. – Pedro poklepał Simona po plecach. – Ty nigdy byś mnie nie zdradził.
Oczywiście, że nie. Dla ciebie zrobiłbym wszystko, pomyślał Simon patrząc na swojego szefa.

***

Enrique Aguirre siedział na fotelu w sali odpraw. Czekając na samolot czytał lokalną gazetę. Od razu zauważył wzmiankę o aresztowaniu Manuela. Nieznajoma miała rację, gdy przekonywała go, że niedługo będzie gorąco i powinien się wycofać z całej gry. Nie chciała aby coś złego go spotkało. Teraz przyznał jej rację. Dobrze, że jej posłuchał. Pedro i Simon to niebezpieczni ludzie, ale na szczęście nie wiedzieli, że szpiegował ich i wszystkie informacje przekazywał nieznajomej. Myśleli, że jest głupkiem. Gdyby nim był nigdy nie dostałby awansu i nie zostałby redaktorem naczelnym. A wcześniej był tylko dziennikarzem śledczym. To doświadczenie przydało mu się teraz pracując dla Pedra. Rzucił pracę i postanowił wyjechać w nieznane. Znajdzie się miejsce na świecie dla takiego super gościa jak on.
W pewnej chwili obok niego usiadł przystojny mężczyzna.
– Czy pan też czeka na samolot do Nowego Jorku? – zapytał.
– Owszem – odparł Enrique pokazując mu bilet.
– Siedzimy obok siebie – zauważył mężczyzna. – Podróż milej nam upłynie, jeśli poznamy się już teraz. Tomas Martinez. – Przedstawił się
– Enrique Aguirra. – Uścisnął mu dłoń. Widząc błysk w oczach mężczyzny pomyślał, kto wie, może jeszcze spotkam prawdziwą miłość.

***

Carolina i Pedro spoceni leżeli obok siebie. Mężczyzna jednak odwiedził kochanką. Musiał jakoś odreagować złe wiadomości. A seks zawsze mu pomagał się odprężyć.
– Byłaś wspaniała, jak zawsze – odrzekł.
– Ty także. – Carolina uśmiechnęła się i położyła się na nim. – Masz może ochotę na powtórkę. – Po tych słowach zaczęła całować jego nagi tors.
W tej chwili oboje usłyszeli dzwonek do drzwi. Początkowo chcieli to zignorować, ale ten ktoś był bardzo natarczywy.
– Idź spław tego kogoś, bo nigdy się nie odprężymy.
Caro przyznała mu rację. Nałożyła na nagie ciało szlafrok, zawiązując się ciasno i poszła otworzyć. Oczom własnym nie wierzyła gdy w progu stał Diego.
– Diego... – Jej ciśnienie w jednej sekundzie podskoczyło. W innej sytuacji chętnie by go wpuściła, ale nie teraz. – Co ty tu robisz?
Mężczyzna siłą wtargnął do jej mieszkania.
– Musimy porozmawiać.
– To nie może poczekać?
– Nie. To pilne.
Carolina widziała desperację w oczach Diega i wiedziała, że nie uda jej się spławić go tak szybko. Nigdy nie była religijna, ale w tej chwili zaczęła w myślach modlić się do Boga, aby Diego nie odkrył obecności Pedra w swoim mieszkaniu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 11:21:04 04-04-12    Temat postu:

Ciekawy odcinek

Jazmina zaczyna mięknąć. Co prawda nie chciała uwierzyć w historię ukochanego, ale w końcu pojęła, że to może być prawda. Musi jednak ochłonąć. Oboje muszą to zrobić. Diego jeśli chce dalej z nią być powinien raz na zawsze zamknąć sprawę z Caroliną

Sojusz Caroliny i Eduarda/Pedra zakończył się w łóżku. I nagle wpadł zdenerwowany Diego. Jeśli ich nakryje, kochankowie będą mieli poważne problemy

Pedro ma również inne bolączki. Interesy nie idą najlepiej. Ich wspólnik Manuel wpadł w ręce policji i jest jeszcze na dodatek oskarżony o zabójstwo. Ciekawe co z nim zrobią. Swoją grę prowadzi również Enrique, którego Pedro i Simon o nic nie podejrzewają. Enrique zapoznał jakiegoś mężczyznę. Czyżby nowy romansik?

Czekam na nowy odcinek i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:01:38 16-06-13    Temat postu:

Nie wiem, czy ktoś jeszcze to czyta, ale wracam do jej pisania.

Odcinek 66

Carolina Mendez zawsze umiała wybrnąć z każdej sytuacji, ale w tej chwili, kiedy Diego stał przed nią z zaciętą miną, a w drugim pokoju był Pedro, nie wiedziała, czy wyjdzie z tego cało. Nie mogła dopuścić, żeby Diego odkrył obecność drugiego mężczyzny w mieszkaniu. Uśmiechnęła się do niego tym swoim niewinnym uśmieszkiem i zapytała:
– O co chodzi, kochanie? Stęskniłeś się za mną? Wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie.
– O czym ty do diabła mówisz? – Diego zdenerwował się. – Do czego niby miałoby dojść?
– Wiedziałam, że wrócisz do mnie. Jesteśmy dla siebie stworzeni.
– Puknij się w ten durny łeb i wbij sobie to jedno do głowy: nigdy nie będziemy razem. Nawet gdybyś była ostatnią kobietą na ziemi. Przyszedłem porozmawiać.
– A o czym? – zainteresowała się.
– Może byś się najpierw ubrała?
– A przeszkadza ci to? – filuternie się uśmiechnęła. Podeszła do niego bliżej. – Przyznaj, że nadal cię pociągam. Nadal mnie pragniesz, widzę to w twoich oczach.
– Naprawdę – ironizował Diego. – Co ty nie powiesz! Powinnaś wybrać się do okulisty. Już dawno nie jesteś dla mnie obiektem pożądania. Musiało mi kiedyś paść na mózg, żeby się z tobą przespać. Nigdy więcej nie popełnię tego błędu. A teraz idź się ubieraj, nie będziemy tak rozmawiać.
To powiedziawszy zaciągnął ją siłą do sypialni. Carolina nie zdążyła zareagować. Bała się co będzie, jeżeli Diego zobaczy Pedra. Jak mu się wytłumaczy?! Na szczęście dla niej nic takiego się nie stało. Pedra nie było w sypialni, za to było otwarte okno. Caro domyśliła się, że uciekł przez balkon, a następnie schodami przeciwpożarowymi. Odetchnęła w duchu. Mam farta, pomyślała. Została sama w sypialni, bo Diego wyszedł. Szybko się ubrała, zastanawiając się o czym chciał z nią porozmawiać. Widząc jego minę, spodziewała się, że nie będzie to łatwa rozmowa.
Weszła do salonu, gdzie mężczyzna siedział na sofie. Usiadła obok niego.
– Słucham – rzekła. – O co chodzi?
– Daj nam święty spokój – zaczął bez owijania w bawełnę. Chciał mieć tą rozmowę za sobą. Ale im prędzej zacznie tym prędzej stąd wyjdzie. Nie chciał mieć nic wspólnego z tą
kobietą. – Zostaw mnie i Marisol w spokoju.
– Nie wiem co ty widzisz w tej farbowanej małpie...
– Lepiej uważaj na słowa – wycedził przez zaciśnięte zęby, ściskając ją mocno za ramię.
– To boli – pisnęła, więc Diego ją puścił. – Ani to ładne... – widząc wzrok Diego urwała. – Przecież doskonale wiesz, że cię kocham. Tylko ze mną możesz być naprawdę szczęśliwy.
– Ciągle słyszę tą samą śpiewkę. Nie znudziło ci się to?
– Nie!!! Ja cię naprawdę kocham. Jesteś mężczyzną mojego życia. Tak trudno to zrozumieć. – Przysunęła się do niego i chciała go pocałować, ale mężczyzna odsunął się od niej i gwałtownie wstał.
– Nie chcę tego słuchać. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Gdybyś naprawdę mnie kochała, uszanowałabyś moją decyzję i pozwoliłabyś być z kobietą którą kocham.
– Omotała cię. To nie miłość, tylko zauroczenie. Ale ja poczekam, jestem cierpliwa.
– Nigdy się nie doczekasz. – Zdenerwowany Diego wziął ją gwałtownie za ramiona i zmusił aby wstała. Mocno nią potrząsnął. – Nigdy nie będę z tobą. Kiedy to w końcu do ciebie dotrze. Powtarzam ci po raz setny: kocham Marisol i tylko ją. Masz ją zostawić w spokoju, dobrze ci radzę.
– A co mi zrobisz? – roześmiała się mu w twarz. Z trudem wyrwała się z jego uścisku – Nie możesz mi rozkazywać. Mogę robić co chcę. Nigdy nie pozwolę wam cieszyć się szczęściem. Ukradła mi cię. Zatruję jej życie, bądź tego pewien. Nie wiesz do czego jestem zdolna, kiedy bronię to co moje. A ty należysz do mnie.
– Jesteś chora. To co czujesz do mnie to obsesja, a nie miłość. Ale jeżeli tak stawiasz sprawę to nie mam wyboru. Będziemy musieli się z tobą pożegnać. Nie ma ludzie niezastąpionych. Z pewnością znajdziemy odpowiednią osobę na twoje stanowisko.
– O czym ty mówisz? – Carolina zbladła. Diego całkowicie ją zaskoczył. – Zamierzasz wyrzucić mnie z pracy? Nie odważysz się.
– A chcesz się przekonać? – Zamilkł na chwilę. – Dam ci jeszcze szansę. Zaproponuję ci pewien układ. Zostawisz nas w spokoju i możesz nadal pracować, albo wylatujesz. Jaka jest twoja decyzja?
– A mam jakiś wybór. – Carolina była zaskoczona postawą Diega. Posunął się do szantażu. Nie mogła stracić pracy. Nie chciała zrezygnować z luksusu, jaki ona jej dawała. – Wygrałeś. Dam wam spokój.
– Tak myślałem. – Uśmiechnął się opuszczając mieszkanie.
Nie ciesz się tak bardzo, pomyślała. Ja wam dam spokój, ale teraz Pedro wkroczy do akcji. On na pewno nie da Marisol spokoju.

***

Pedro kiedy tylko uciekł od Caroliny, żeby nie zastał go Diego postanowił sprawdzić jak idą jego interesy. W tym celu spotkał się z Simonem i swoimi ludźmi. Kiedy wszyscy rozliczyli się z pieniędzy i zdali mu sprawozdanie, pożegnali się a został tylko Simon. Usiadł naprzeciw niego patrząc jak Pedro wkłada pieniądze do walizki. Szef miał znakomity humor. Biznes szedł dobrze, nawet bardzo dobrze. Już dawno nie miał takiej dobrej passy. Simon nie chciał psuć mu dzisiejszego humoru, ale niestety musiał.
– Masz jeszcze jakąś sprawę, bo jeśli nie, to się pożegnamy – rzekł Pedro.
– Właściwie tak – odparł Simon.
– Coś pilnego, bo jeśli nie...
– Nawet bardzo pilnego. – Wszedł mu w słowo. – To nie może czekać. David zaczął podskakiwać. Chce więcej kasy. – Bez owijania w bawełnę długowłosy powiedział w czym rzecz.
– A to gnój, jeszcze mu mało! – Zdenerwował się Pedro. Zapalił papierosa. – Wydałem na tego skurczybyka i tak dużo hajsu. Nie dostanie ani grosza więcej.
– Mówił, że go przyciskają i patrzą mu na ręce. Już nie ma takiej swobody w prowadzeniu interesów.
– To już nie mój problem, za to on jest wielkim problemem. Zaczyna mnie już wk***ać. Trzeba z nim coś zrobić i to szybko zanim zacznie sypać, a jestem pewien, że do tego dojdzie, jeżeli nie spełnimy jego żądań. Będzie chciał więcej i więcej, znam ten typ. Przeliczy się. Nikt jeszcze nie wygrał z Pedrą Ferrerą i on już wkrótce się o tym przekona. Znajdź kogoś kto załatwi tą sprawę raz a dobrze. A co z Enrique? – Nagle zmienił temat. – Nie odzywał się od pewnego czasu.
– Byłem u niego w mieszkaniu, ale nie zastałem go. Dowiedziałem się od sąsiadki, że zrezygnował z pracy w gazecie i gdzieś wyjechał. Nie wiem dokąd.
– Mniejsza o niego. Znajdziemy innego frajera. Dobrze, że nie wiedział o naszych interesach. W przeciwnym razie musiałbym go odnaleźć i sprzątnąć. A tak – machnął ręką – nie warto zawracać sobie nim głowy. Za to Davidem owszem. Niepokoi mnie. Nie będę spokojny dopóki nie przeczytam jego nekrologu.

***

Federico Rizzo obserwował przez weneckie lustro człowieka, którego niedawno udało im się złapać. Był to jeden z ludzi Pedra. Federico miał nadzieję, że uda się coś z niego wycisnąć. Jego sytuacja nie przedstawiała się ciekawie. Zastrzelił policjanta na służbie. Zabójstwo to było poważne przestępstwo. Na pewno się z tego nie wykaraska. Ciążą na nim jeszcze inne zarzuty, handel bronią, wymuszenia, rozboje. Ma dowody na te przestępstwa.
– Co o nim wiemy? – spytał Florenci i Daniela, przebywających z nim w pokoju.
– Manuel Cortez – Flor otworzyła akta przestępcy – 35 lat, wielokrotnie karany za rozboje, wymuszenia, handel bronią. Pierwszy raz trafił do więzienia w wieku 15 lat.
– Wcześnie zaczął – stwierdził Federico. Włożył ręce do kieszeni spodni i przechadzał się po pokoju. – Coś jeszcze.
– Wyszedł pięć lat temu i od tamtej pory nie ma żadnej wzmianki w aktach, nie wspominając o paru bójkach po alkoholu – skończyła zamykając teczkę i przekazując ją w ręce Federica.
– Był ostrożny – rzekł Rizzo znowu podchodząc do lustra i wpatrując się w bandytę.
Ogolony na łyso mężczyzna siedział nieruchomo jak posąg. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Federico zastanawiał się o czym teraz myśli. Na pewno wiedział w jakim znajduje się położeniu. Nieciekawym a nawet fatalnym. Nie mogli dopuścić do tego, żeby wyszedł za kaucją. Ale sąd nie zgodzi się na to. Przecież to zabójca policjanta. Żeby za jakiś inne lżejsze przestępstwo, ale nie za zabójstwo. Federico mógł być spokojny. Ten człowiek nie opuści aresztu aż do rozprawy.
– Myślisz, że coś powie? – zapytał Daniel. Zamyślony Federico nie słyszał kiedy do niego podszedł.
– Nie wiem – odparł. – Spróbuję coś z niego wyciągnąć.
Rizzo wszedł do pokoju przesłuchań i usiadł naprzeciw więźnia. Manuel Cortez zerknął tylko na niego i nie spuszczał wzroku. Federico nie zważając na to wyciągnął z teczki zdjęcie Pedra a następnie położył naprzeciw niego.
– Nie będę owijał w bawełnę. Wiem, że dla niego pracujesz. Jak długo?
Mężczyzna zerknął tylko na zdjęcie, ale nic nie powiedział. Utkwił wzrok w ścianie. Miał twarz pokerzysty, nic nie dało się z niej wyczytać.
– Chyba nie rozumiesz w jakiej znajdujesz się sytuacji. Za zabójstwo policjanta grozi ci dożywocie, ale możemy skrócić tę karę jeżeli pójdziesz na współpracę. Sąd to uwzględni. Pytam jeszcze raz jak długo pracujesz dla Pedra Ferrery? Jakie ma plany? – Mężczyzna nadal milczał jak zaklęty. Siedział nieruchomo. Nie ruszył się nawet o centymetr. – Mów!!! – krzyknął Federico, ale na nic się to zdało. Manuel nie wypowiedział nawet jednego słowa.
Rizzo nie widząc sensu wyszedł z pokoju i dołączył do Flor i Daniela.
– Tak myślałem, że nic nie powie, ale jednak miałem nadzieję...
– Poczekajmy parę dni – zasugerował Daniel. – Przyciśniemy go trochę, może uda się...
– Wątpię, ale ok. – Wziął słuchawkę od telefonu. – Zabierzcie go.
Daniel, Flor i Fedrico przez szybę jak wyprowadzano więźnia. Manuel wstał i prowokacyjne spojrzał w lustro. Nie widział ich, ale doskonale wiedział, że jest obserwowany. Nic sobie z tego nie robił. Jego oczy mówiły „Idźcie do diabła. I tak nic wam nie powiem. Szkoda waszego czasu.”
– Jak na razie nie mamy mocnych dowodów na Pedra, tylko jego. Jest jednym z jego zaufanych ludźmi, nie będzie sypał.
– Nie z takimi dawaliśmy sobie radę – rzekła Florencia opierając ręce na udach. – Trzeba tylko przeczekać.
– Może masz rację – odrzekł Federico. – W przeciwnym razie będziemy mogli posadzić tylko Manuela, a taka parszywa gnida jak Pedro będzie chodził po ulicach kpiąc sobie z wymiaru sprawiedliwości.

***

Esteban przyglądał się synowi gdy ten przeglądał ostatnie ważne dokumenty firmy. Chłopak szybko złożył na nich podpis i chciał wyjść z gabinetu ojca, gdy Esteban go zatrzymał słowami:
– Zaczekaj chwilę – powiedział. – Chciałbym z tobą porozmawiać.
– Słucham – odrzekł Diego, zawracając i siadając z powrotem na fotelu naprzeciw ojca. – O co chodzi?
– Nie chciałbym się wtrącać do twojego życia, ale co się dzieje między tobą a Marisol. Oboje zachowujecie się dziwnie. Jesteście milczący, zajęci tylko pracą. Nie widzę tego błysku w waszych oczach.
– Nic się przed tobą nie ukryje – stwierdził Diego. Wstał i podszedł do okna. Nie było sensu nic przed ojcem ukrywać, on i tak się domyślał. Zawsze mieli ze sobą świetny kontakt i mogli o wszystkim ze sobą porozmawiać. Jego ojciec był dla niego przyjacielem. – Pokłóciliśmy się.
– O co, jeśli mogę wiedzieć?
– O Caro. – Widząc minę ojca mówił dalej. – Wiem, że ją lubisz, ale ja nie przepadam za nią, dobrze wiesz. Nic do niej nie czuję. A ona nie daje mi spokoju. Marisol miała już tego dosyć.
– Widać, że cię kocha i jest o ciebie zazdrosna – odrzekł Esteban podchodząc do syna. Położył mu rękę na ramieniu chcąc go uspokoić. Nigdy nie widział, żeby synowi tak zależało na jakiejś kobiecie. Zawsze był bawidamkiem, nie angażował się w związki. Wszystko się zmieniło odkąd w firmie pojawiła się Marisol. Esteban podjął dobrą decyzję zatrudniając ją. – Nie poznaję cię synu. Nie pamiętam kiedy ostatnio zależało ci tak na jakiejś dziewczynie.
– Bo nigdy nie spotkałem nikogo takiego jak Marisol – odparł uśmiechając się pod nosem. – Ona jest cudowna i kocham ją całym sercem. Właśnie takiej kobiety szukałem przez całe życie.
– Więc walcz o nią. O miłość należy walczyć.
– Właśnie to robię. Wyjaśniłem sytuację z Caro.
– To dobrze, teraz powinieneś pogodzić się z Marisol. Pokaż jak ci na niej zależy. Zresztą co ci będę tłumaczył. Już ty najlepiej wiesz co masz zrobić.
– Tak. Zrobię wszystko, żeby już nie było między nami żadnych nieporozumień. – Z tymi słowami wyszedł z gabinetu.
Esteban chwilę jeszcze stał przy oknie trzymając ręce w kieszeniach spodni. Miał nadzieję, że wszystko się ułoży. Claudia była szczęśliwa z Eduardem, a Diego z Marisol. To tylko takie chwilowe spięcia. Kto wie, pomyślał, może niedługo szykuje się nowy ślub.

***

Ines kryła się w cieniu drzew obserwując wejście do firmy „La Rosa”. To tam pracował Pedro. Wiedziała o tym. Podsłuchiwała rozmowy Marisol i siostry, gdy te myślały, że ona śpi. Dziewczyny planowały jak zniszczą Pedra, ale ona miała swój własny plan. Aniołowie w jej głowie, jak nazywała głosy, które słyszała, kazały jej samej działać i postanowiła ich posłuchać. Trzymała w ręku aparat cyfrowy. Wiele lat temu, zanim trafiła na kilka lat do szpitala w stanie letargu, uwielbiała fotografować, to było jej hobby. Nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Teraz postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym. Trzymała aparat, który dostała od siostry w pogotowiu. Nie chciała przegapić odpowiedniego momentu. I ten właśnie nadszedł. Mężczyzna właśnie wyszedł z budynku. Jeszcze chwilę rozmawiał z jakąś kobietą. Ines ona nie interesowała, tylko on. Szybko zrobiła kilka zdjęć. Potem zrobi z nimi użytek. Jeszcze chwilę patrzyła z daleka na mężczyznę, który kilka lat temu bardzo ją skrzywdził. To przez niego wylądowała w szpitalu psychiatrycznym i nie było z nią kontaktu. To on zbrukał ją w najgorszy sposób. Ale przyszedł czas, że za to zapłaci. Już niedługo mi zapłacisz gnoju, i to z nawiązką, pomyślała Ines z nienawiścią.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 22:18:32 16-06-13    Temat postu:

Carolinie cudem udało się, bo Diego nie zauważył Pedra, gdyż ten zdołał uciec. Mężczyzna w końcu jednak pokazał kto tu rządzi i zaszantażował ją, że albo skończy go dręczyć tekstami o wyimaginowanej miłości, albo straci pracę. Na razie Carolina musi zrezygnować i dać mu spokój, bo luksus w jej pracy jest przecież najważniejszy. Jednak uderzy w najmniej spodziewanym momencie, a Pedro ma jej w tym pomóc. Na zemsta jeszcze przyjdzie czas.

Z kolei Pedro też ma swoje problemy. David idzie do odstrzału, Enrique ma na razie spokój. Simon stoi na posterunku

Niestety Federico nic nie dowiedział się od Manuela,jednego z ludzi Pedra, którego przyskrzynił. Koleś nie zamierza gadać. Nie będzie to dla gliniarzy łatwe zadanie. Wątpię, aby on pękł. Czas pokaże.

Esteban w końcu zaczął rozumieć syna. Zauważył, że on jednak kocha Marisol. Będzie ich wspierał. Oby w końcu zrozumiał jaka jest Carolina i że wybranek Claudii, czyli Eduardo (Pedro) to niezły sukinkot.

Ines rusza do ataku. Sfotografowała Pedra z jakąś kobietą. Będzie groźna. Działanie dziewczyny było jednak lekkomyślne. Oby nie dała się zauważyć, bo wtedy może pożałować swojej zemsty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:36:08 18-06-13    Temat postu:

Odcinek 67

Pedro wiedział od Caroliny, że Diego i Marisol na razie się nie pogodzili. Miał zamiar z tego skorzystać i to od razu. Podobała mu się ta dziewczyna i to bardzo. Do tego stopnia, że zamierzał zrobić wszystko, żeby była jego. Nie mógł się opanować, miał na jej punkcie obsesję.
Siedział już w swoim gabinecie myśląc o Marisol gładząc przy tym swoją brodę. Obracał się na krześle myśląc co zrobić, żeby wpadła w jego sidła i to jak najszybciej. Już nie mógł się doczekać, żeby straciła dla niego głowę. Diego pójdzie w odstawkę i to na zawsze. Byle chłystek z nim nie przegra. On zawsze dostaje to co chce i tak będzie tym razem.
Otworzył drzwi i przez chwilę przyglądał się swojej pięknej sekretarce. Miała dzisiaj zieloną sukienkę doskonale kontrastującą z jej rudymi włosami. Chciałby, żeby już znalazła się w jego ramionach. On by już wiedział jak najszybciej pozbyć się tej kiecki. Powoli podszedł do jej biurka i uśmiechnął się szeroko. Dziewczyna spostrzegła jego obecność i podniosła wzrok zza klawiatury komputera. I czego szczerzysz zęby kanalio, pomyślała. Odwzajemniła uśmiech i zapytała:
– Życzysz sobie czegoś?
– Owszem. Lunchu w twoim towarzystwie. Co ty na to?
Chyba śnisz, pomyślała. Znowu się uśmiechnęła, żeby myślał, że podoba jej się jego zainteresowanie.
– Obawiam się, że będę musiała odmówić – siliła się na uprzejmość. W głębi ducha żywiła do niego zgoła inne uczucie: pogardę. – Mam zbyt dużo pracy.
– Ranisz moje serce, znowu mi odmawiasz.
– Taki los – odrzekła krótko i podała mu pocztę, którą chwilę wcześniej odebrała z
portierni. – Poczta.
Pedro oparł się o biurko i zaczął szybko przeglądać koperty. Jego wzrok zatrzymał się na białej kopercie z widocznym jego nazwiskiem. Odwrócił kopertę. Nie było nadawcy. Szybko wszedł do gabinetu i zamknął za sobą drzwi. Usiadł przy biurku i jednym szybkim ruchem rozerwał kopertę. Ze środka wypadły zdjęcia. Każde z nich przedstawiało jedną osobę: jego. Wszystkie fotki były przekreślone czerwonym flamastrem. Była do nich dołączona kartka. Litery z wyciętych gazet układały się w dwa słowa „Zniszczę cię”.
Zacisnął pięści i zmiął kartkę. Znowu anonim, ale teraz dołączyły do niego zdjęcia. Obserwuje go. Osacza. Wie o nim wszystko.
Kim może być ta kobieta, która chce go zniszczyć? Jest sprytna, skoro udało jej się im wymknąć. Ale jej szczęście w końcu się skończy. Już on tego dopilnuje. A wtedy... pożałuje, że z nim zadarła. Gorzko tego pożałuje.
Jego dzień został zmarnowany, a tak pięknie się zaczął. Chciał się zbliżyć do Marisol. Miał już plan, jak ją zdobyć. Ale w tej chwili nie miał do tego głowy i ochoty. Był wściekły. Postanowił jak najprędzej rozszyfrować zagadkę, która od paru tygodni go nurtowała a dotycząca autora tajemniczych anonimów. Simonowi dotychczas nie udało się niczego odkryć. Na kopercie każdego anonimu była inna pieczątka, co znaczyło, że wysyłano go z innej poczty. Autor był bardzo ostrożny. Znał się na swojej robocie.
Gwałtownie wstał z fotela i wyszedł z gabinetu.
– Odwołaj wszystkie spotkania, dzisiaj już mnie nie będzie. Mam coś do załatwienia na mieście – powiedział do swojej sekretarki.
– Oczywiście.
Od razu zauważyła, że musiało coś się stać. Pedro był bardzo wzburzony i nie podjął kolejnej próby wkupienia się w jej łaski. Ciekawość zwyciężyła. Weszła do jego gabinetu. W progu zauważyła zmiętą kartkę papieru. Podniosła ją. Kolejny anonim, zdziwiła się. Jaz nie uzgadniała z dziewczynami kolejnego listu. Podeszła bliżej i zauważyła zdjęcia, na których był Pedro. Wszystkie były przekreślone czerwonym krzyżykiem. Była zaskoczona. Ona nie robiła tych zdjęć, ani tym bardziej nie kazała komukolwiek je robić a potem wysyłać mężczyźnie. Czyżby pojawiła się jeszcze inna osoba, która odkryła, gdzie teraz znajduje się Pedro i także ma z nim rachunki do wyrównania? Długo się nad tym zastanawiała. Muszę wyjaśnić tą sprawę, postanowiła.

***

Carolina nie poszła tego dnia do pracy. Miała wolne. Korzystając z tego jeszcze raz wyjęła z teczki materiały o Pedrze. Niezły łobuz, pomyślała. Łobuz to było łagodne określenie na tego człowieka. Był to niebezpieczny i groźny przestępca. Miał wiele grzechów na sumieniu, ale to były tylko podejrzenia. Policji nigdy nie udało się niczego mu udowodnić. Zawsze się cwaniaczek wywijał. Caro lubiła niebezpiecznych gości. Często się obracała w ich towarzystwie, ale tamci byli nikim w porównaniu z Pedrem. Gdyby się dowiedział, że ona wie kim tak naprawdę jest mogłaby się już pożegnać z życiem. A tak się nigdy nie stanie. Wykorzysta te informacje do własnych celów. To będzie jej karta przetargowa, gdyby on chciał ją wyrolować. Pochowała wszystkie kartki do teczki i postanowiła je schować w salonie, pośród innych książek. Wyszła z sypialni i włożyła teczkę między encyklopedię a atlas świata. Obie pozycje stały na wyższym regale. Cofnęła się do tyłu. Nie było widać, żeby między tymi dwoma tomami znajduje się coś jeszcze. Uśmiechnęła się do siebie i wróciła do swojej sypialni.
Carolina nie wiedziała, że ktoś widział co ona chowała. Jej siostra przez przypadek jak chciała wyjść ze swojego pokoju do łazienki zauważyła jak Caro zachowywała się dziwnie. Widziała ją z jakąś teczką, którą potem schowała na półce. Wyszła do salonu i nalała sobie drinka. Pijąc go powoli patrzyła na regał, gdzie chwilę wcześniej Carolina coś ukryła. Gdyby nie widziała na własne oczy, nigdy by nie zauważyła, że coś tam jest. To musi być coś ważnego, stwierdziła. Co tam schowałaś siostrzyczko, pomyślała z zainteresowaniem.

***

Jazmina tak jak pomyślała, tak też zrobiła. Tego dnia odwiedziła Sofię. Chciała mieć pewność, że to nie ona stoi za tymi tajemniczymi zdjęciami, które ktoś wysłał Pedrowi. Sofia była nie mniej zdziwiona.
– Ktoś wysłał Pedrowi zdjęcia z jego twarzą przekreślone czerwonym flamastrem? Ale kto i po co?
– Pewnie w tym samym celu co my wysyłamy anonimy – rzekła Jaz. – Żeby go wkurzyć. Chciałam się upewnić, że to nie wy za tym stoicie. Nie umawialiśmy się na taką akcję.
– Tak wiem. Ale ja naprawdę nic takiego nie robiłam. Doskonale rozumiem, że to niebezpieczne się do niego zbliżać. Nigdy bym sobie na to nie pozwoliła – zapewniała Sofia. – Każdy nasz krok musi być doskonale przemyślany. Nie możemy popełnić żadnego błędu.
– Właśnie. Nawet najmniejszy błąd może nas kosztować wiele, zbyt wiele. Więc to jednak nie wy stoicie za tymi zdjęciami? – zapytała ponownie.
– Nie – odparła spokojnie Sofia. – Ja nawet nie mam aparatu, więc... – Nagle zbladła.
Jazmina widząc, że dziewczyna nagle przerwała spytała:
– Coś się stało?
– Nie to jest niemożliwe … – rzekła jakby do siebie nie zważając na obecność swojego gościa.
– Co jest niemożliwe? – dopytywała się Jaz. – Co się stało?
Sofia wróciła do rzeczywistości i spojrzała przerażona na Jazminę. Musiała jej o tym powiedzieć. Może to jest nieważne, a może jednak to ma znaczenie.
– Ja nie mam aparatu, ale Ines... Nie, to idiotyczne.
– Co Ines? Co chciałaś mi przez to powiedzieć? No mów wreszcie.
– Jakiś czas temu kupiłam Ines aparat cyfrowy. Kiedyś fotografia była jej hobby. Kilka razy wychodziła z domu i nie chciała, żebym z nią poszła. Ale to niemożliwe, żeby ona zrobiła te zdjęcia. To jakieś wariactwo.
– Może jednak nie. Twoja siostra już powoli doszła do siebie i nie trzeba jej ciągle pilnować. Mogła pójść pod firmę i zrobić te fotki.
– Nie wierzę. Ona nie zrobiłaby niczego za moimi plecami – stwierdziła Sofia, ale miała jednak jakieś wątpliwości.
– Możemy się o tym przekonać. Trzeba jej o to zapytać. Musimy to wyjaśnić.
– Ale ona już śpi.
– To ją obudzimy.
Jaz nie zważając na protesty Sofii udała się prosto do pokoju Ines. Drzwi były otwarte, więc szybko weszła do środka. Chciała podejść do łóżka, gdzie spokojnie spała dziewczyna, ale po drodze zwaliła z biurka kopertę, więc szybko ją podniosła. Ze środka wyleciały zdjęcia. Jaz zszokowana patrzyła na podłogę, gdzie leżały fotki. Była zszokowana, tak samo jak Sofia, która dołączyła do niej. Przez chwilę patrzyły na podłogę. Zdjęcia były wyraźne i doskonale było widać kto jest na nich: Pedro Ferrera. Jazmina podniosła fotografie i popatrzyła na towarzyszącą jej kobietę.
– Nadal myślisz, że to niemożliwe?
– Nie mogę w to uwierzyć.
W tej chwili śpiąca na łóżku Ines otworzyła oczy i od razu zorientowała się, że ktoś jest w jej pokoju. Zobaczyła swoją siostrę i Jazminę.
– Co tu robicie?
– Możesz to nam wytłumaczyć? – spytała bez ogródek Jaz siadając na jej łóżku. – Dlaczego to zrobiłaś? Przecież wiesz, że to bardzo niebezpieczne. A gdyby on cię zauważył, albo ktoś z jego ludzi? Nie pomyślałaś o tym.
– Byłam bardzo ostrożna. Nikt mnie nie widział.
– Ale mógł! – powiedziała gwałtownie Jazmina. – On ma swoich ludzi, goryli. Kogoś kto może obserwować miejsce, gdzie pracuje. Przecież wie, że ktoś mu przysyła anonimy i mu zagraża. Mógł komuś zlecić obserwowanie firmy. Postąpiłaś bardzo głupio.
– Chciałam, żeby się poczuł osaczony. Niech wie, że nie jest bezpieczny! Że ktoś mu zagraża. Nie zna dnia ani godziny!!! – wybuchła.
Sofia podeszła do niej i mocno ją objęła.
– Siostrzyczko wiem co czujesz. Chcesz, żeby poniósł sprawiedliwość. Pragniesz odwetu. Masz prawo, ale nie rób tego więcej. Dobrze?
Ines skinęła głową i spojrzała na Jaz.
– Przepraszam. Ja chciałam się na coś przydać.
– I przydajesz się. – Jazmina ujęła ją za rękę. – Anonimy są ważną częścią zemsty. Ale nic więcej nie rób. Reszta, ta niebezpieczniejsza część należy do mnie i musi tak zostać. Nie chcę was narażać. Dlatego proszę was, nie róbcie już niczego za moimi plecami.
– Możesz być pewna – stwierdziła Sofia. – Już ja dopilnuje, żeby Ines już nie wywinęła żadnego głupiego numeru. Nie będzie żadnej samowolki. Jesteśmy drużyną.
Ines skinęła głową, że się zgadza, ale w głębi duszy miała inne zdanie niż siostra i Jaz. Pedro zapłaci za to co jej zrobił. I nikt nie będzie jej w tym wyręczał. Zniszczy go, tak jak on zniszczył ją. Będzie musiała tylko poczekać na odpowiedni moment.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 12, 13, 14
Strona 14 z 14

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin