Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Biała orchidea Rozdział piąty (31-05-2020)
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:15:06 06-05-20    Temat postu: Biała orchidea Rozdział piąty (31-05-2020)

Biała orchidea

Prolog
Boston
8 stycznia 1987

Szesnastoletnia Magdalena Regina Rhodes odetchnęła z ulgą, kiedy pielęgniarka owinęła drugie z dzieci miękkim białym ręcznikiem i zabrała je ze sobą. Z pod przymkniętych powiek młoda kobieta obserwowała jak położna przystaje w progi sali i zerka na nią przez ramię. Jakby oczekiwała, iż dziewczyna zmieni zdanie i zechcę przytulić nowo narodzoną córeczkę do piersi. Nic jednak takiego nie miało miejsca. Kobieta odwróciła głowę w drugą stronę, nawet nie zastanawiając się nad losem narodzonych bliźniaczek. Dla niej w obecnej chwili liczyło się jedynie iż wreszcie jest po wszystkim. To wreszcie się skończyło. Wszystko wreszcie wróci do normy, przemknęło jej przez myśl a wargi wykrzywiły się w bladym uśmiechu.
Nic nie wróci do normy, pomyślała z czystą złością nastolatka. Życie już nigdy nie będzie takie samo chociaż rodzina i najbliższy krąg znajomych będzie udawał, że sytuacja ciągnąca się przez ostatnie miesiące nie miała miejsca. Nikt nie będzie wspominał ani o porodzie, ani o narodzonych dziewczynkach. Dla niej te dwie małe istotki, które nosiła w brzuchu przez ostatnie osiem miesięcy nie będą miały imion ani twarzy. Pozostaną anonimowe. Takie rozwiązanie zadowalało obie strony. Magdalenę Reginę i jej rodziców oraz rodziców ojca dziecka. Gdyby pozwolono jej decyzję podjąć całkowicie samodzielnie rozwiązałaby niechcianą ciążę za pomocą aborcji.
Wiliam Rhodes miał zupełnie inny plan dla najmłodszej córki. Magdalena bardzo szybko przyznała się swoim rodzicom do ciąży. Nie trzymała tego w sekrecie wiedząc, że im bardziej zwleka tym trudniej będzie jej pozbyć się dziecka legalnymi metodami. Przyszły senator Stanów Zjednoczonych nie chciał słyszeć słowa o aborcji. Nie wyobrażał sobie, że jego córka miałaby zabić dziecko. W jego głowie narodził się inny plan; Magdalena miała nie tylko urodzić dziecko, ale także jej wychować. Był młodym aspirującym mężczyzną z politycznymi ambicjami ciąża córki mogła mu zaszkodzić, ale także pomóc. W oczach opinii publicznej szesnastolatka miała utożsamiać wszystkie młode dziewczęta, które zaszły w nieplanowaną ciążę i zdecydowały się ją utrzymać. I kiedy Magdalena zrzuciła się ze schodów aby wywołać poronienie do całej sprawy wtrąciła się matka i położyła kres temu szaleństwu!
Dla Cecylii Rhodes ciąża u nastoletniej córki była wystarczającym upokorzeniem i na zamierzała pozwolić aby jedna nierozważna decyzja zrujnowała jej przyszłość. Dlatego zasugerowała adopcję. Dziewczynkami zostaną oddane do adopcji. Magdalenie powiedziano, iż zaadoptuje je bezdzietna para z Kanady. Prawda była taka, iż rodzina ojca dziecka zgodziła się na takie rozwiązania pod warunkiem, że to oni się nimi zaopiekują. Ojciec dzieci w tej sytuacji nie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Cameron Baker był jej pierwszym kochankiem. W łóżku był czuły i czasem nieporadny. Magdalena będąca dziewczyną bez doświadczenia nie wiedziała jak się zachować co robić. Całkowicie polegała na młodym kochanku. Sadziła, że wraz z upływem czasu ich seks stanie się przyjemny. I będzie jak w romansach, które czytywała. Ich związek nie ujrzałby światła dziennego gdyby Cameron Baker używał prezerwatyw! Mówił jej , że wie co robi Jedak jak najwyraźniej nie miał bladego pojęcia o stosunkach przerywanych.
Bliźnięta dla wszystkich były niespodzianką. Magdalena nie podejrzewała bowiem, iż w jej ciele rośnie nie jedno a dwoje dzieci. Fakt brzuch szybko jej urósł jednak nikt nie brał tego za wyznacznik ilości dzieci rozwijających się w macicy. Był to także pierwszy przypadek bliźniąt w rodzinie. Urodziła je w godzinnych odstępach od siebie. Szesnaście godzin nieprzerwanego bólu przekleństw aż w końcu wypchnęła z siebie pierwszą córkę. Sądziła, że jest po wszystkim, lecz ból zamiast ustąpić nadal promieniował i przybierał na sile. Wezwany lekarz bezceremonialnie wepchnął jej rękę między nogi i stwierdził, że będzie jeszcze jedno. Czterdzieści minut później bo nieudanych próbach wydania dziecka na świat lekarz naciął jej krocze i siłą wyciągnął drugą dziewczynkę z jej ciała.
— I po wszystkim — powiedział do Magdaleny klepiąc ją jednocześnie po udzie. Dziecko darło się i darło.
Nie zatrzyma dzieci i rodzice doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Dziewczynkom już została wybrana rodzina. Jakieś bezdzietne małżeństwo z drugiego końca świata, które chciało dziecka. Drugie dostali w prezencie. .Rodzice osobiście zadbali o to aby dziecko (niezależnie od płci) zniknęło zj miasta, stanu a nawet kraju. Nie obchodziło ich kto je wychowa aby nie musieli patrzeć jak dorasta i to nie z powodu wyrzutów sumienia czy wstydu.
— Magdaleno — głos matki wyrwał ją z zadumy. Leniwie otworzyła oczy spoglądając na kobietę. — Rozmawiałam z rodziną adopcyjną nie będzie problemu z adopcją drugiej dziewczynki. Wezmą obie. Pielęgniarka pyta czy chciałabyś je nakarmić?
— Nie — odpowiedziała krótko odwracając wzrok. — Jeszcze ich nie zabrali?
— Nie, a może chcesz nadać im imiona?
— Nie — udzieliła ponownie tej samej odpowiedzi co poprzednio. — Adwokat przygotował wszystkie dokumenty?
— Tak, ale jeśli zmieniłaś zdanie
— Nie matko — weszła jej w słowo. Odkąd podjęła decyzję o oddaniu dzieci matka usiłowała ją przekonać do zmiany zdania — nie zmieniłam zdania. — powiedziała ostro. — Urodziłam je choć nie chciałam. Powiedziałaś, że decyzja należy do mnie czyżbyś zmieniła zdanie?
— Nie oczywiście że nie — powiedziała szybko — sądziłam że ty to zrobiłaś.
Miałam nadzieję byłoby lepszym określeniem, przemknęło przez myśl Magdalenie, kiedy zamykała oczy. Cecylia zrozumiała subtelną aluzję i wyszła. Nastolatka była pewna iż pójdzie do pokoju w którym umieszczone są dzieci i zapewne nakarmi je sztucznie modyfikowanym mlekiem. W przeciwieństwie do niej chciała tych dzieci, lecz całe szczęście to nie ona w o tym decydowała.
Nastolatka miała rację. Cecylia prosto z pokoju córki udała się do sali gdzie znajdowały się bliźniaczki. Dziewczynki zostały przebadane przez lekarza i oddane pod opiekę babci. Claudia Baker wpatrywała się w ich pogrążone we śnie buzię.
— Claudio — odezwała się Cecylia spoglądając na plecy kobiety. — Za dwie godziny przyjdzie Edward McGee, będzie towarzyszył mu sędzia
— Dobrze — odparła nawet nie odwracając do tyłu głowy. — Dokumenty najpierw podpisze Magdalena następnie Cameron zostanie pozbawiony władzy rodzicielskiej , a ja będę mogła adoptować dziewczynki jako ich najbliższa krewna, Twój mąż i ja omówiliśmy to. Wyjadę z miasta gdy tylko wszystkie formalności zostaną załatwione.
— Nie spojrzysz na mnie?
— A chcesz , żebym spojrzała? — odpowiedziała pytaniem na pytanie kobieta odwracając się. — Jesteś zapewne zadowolona?
— Nie — odpowiedziała kobieta. — Nie jestem, żadna z nas nie jest — westchnęła. — Nie mogliśmy się wycofać.
— Magdalena w każdej chwili mogła wycofać to absurdalne oskarżenie. Wystarczyło jedynie chcieć, ale wtedy twoja córka byłby po prostu puszczalską, dużo wygodniej jest być zgwałconą.
— Twój syn ją zgwałcił. Wielokrotnie.
— Mój syn nie zrobił nic czego sama nie chciała — odparowała Claudia. — Ty i twój mąż nie chcecie przyjąć tego do wiadomości/. Kiedyś zrozumiesz, że miałam rację a wy posłaliście niewinnego chłopca za kratki. Pewnego dnia za to zapłacicie.

Salem
2 stycznie 2019
Senator Wiliam Rhodes doskonale zdawał sobie sprawę, że jego dni są policzone. Choroba najpierw odebrała mu umiejętność poruszania się o własnych siłach, później samodzielny oddech. Teraz leżał przykuty do luksusowego łóżka z maską nasuniętą na twarz i zbolałym wzrokiem wpatrywał się w swojego adwokata i przyjaciela.
Studiowali razem, był drużbą na jego ślubie, ojcem chrzestnym najstarszej córki a teraz wykonawcą ostatniej woli. Wiliam posłał mu blady uśmiech świadom iż jego rodzina w chwili poznania treści testamentu będzie wściekła i urażona. Teść dokumentu złamie serce jego żonie jednak miał nadzieje, iż Cecylia zrozumie i wybaczy mu jego błędy. Był tylko człowiekiem. Często mężczyzną o słabym charakterze.
— Został nam już tylko podpis — zakomunikował mu Conrad Evans, kiedy skończył czytać ostatnią wolę Wiliama. Odczytując na głos testament upewniał się czy przyjaciel nie zmienił zdania. Całe życie zapisane było na kilku pojedynczych kartkach A4
— Czeka cię trudne zadanie Conradzie — odezwał się ściągając z twarzy maskę tlenową — bardzo trudne. Oni zrobią wszystko, aby nie dopuścić do jej spełnienia. Zrobią wszystko aby ją podważyć
— Wiem Will — odezwał się posyłając mężczyźnie uśmiech. — Zapewniam cię, że każdy punkt twojego testamentu zostanie spełniony.
— Dziękuje i przepraszam, że zostawiam wszystko na twojej głowie.
— Dam sobie radę. Potrzebny mi twój podpis. — Conrad wsunął długopis w drżące schorowane dłonie przyjaciela i pomógł mu złożyć podpis na dokumencie. — Odpocznij — dodał łagodnym głosem zakładając maskę tlenową na jego twarz. Testament schował go koperty i na oczach mężczyzny zapieczętował ją. Następnie schował do teczki i wycofał się z sypialni przyjaciela i wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi.
Conrad Evans i Wiliam Rhodes byli przyjaciółmi od czasów wczesnego dzieciństwa. Ich rodziny znały się na długo za nim poszli do tej samej podstawówki. I można nawet stwierdzić, że od najmłodszych lat byli na siebie skazani. Z westchnieniem udał się do swojego auta.
Choroba Wiliama zaczęła się od niewielkiej narośli na plecach. Mała gulka wielkości fasoli towarzyszyła Wiliamowi od lat. Czasem swędziała jednak nie doskwierała mu na tyle aby się jej pozbywać. Na kontrolnej wizycie u lekarza dał się jednak namówić na zabieg. Lekarz rodzinny zasugerował wycięcie narośli. Zabieg miał miejsce w październiku dwa tysiące osiemnastego roku. Kilka nacięć w znieczuleniu miejscowym wystarczyło, aby zdrowy siedemdziesięciolatek stał się schorowanym zasuszonym staruszkiem. Niespełna trzy miesiące po zabiegu umierał na jego oczach i przyjaciel mimo najszczerszych chęci i zaspobów finansowych w żaden sposób nie mógł mu pomóc. W tej sytuacji pomocna była jedynie morfina.
Wiliam otworzył oczy rozglądając się czujnie po pomieszczeniu. W sypialni panował przyjemny dla oczu półmrok, a nad małym sennym miasteczkiem Salem zapadał już zmrok. Mężczyzna przeniósł spojrzenie na parapet gdzie umieszczono fotografię najbliższej rodziny; żony Cecylii i dwóch córek; Magdaleny Reginy oraz Barbry wnucząt; Charlotte, Wiliama, Matyldy. To jednak nie była cała jego rodzina. Brakowało zdjęć dwóch młodych kobiet; Lucy i Laury,
Urodzone trzydzieści dwa lata temu bliźniaczki zostały zaraz po porodzie oddane do adopcji. Taką decyzję podjęła ich matka Magdalena i taką decyzję Wiliam i Cecylia uszanowali. Ich córka miała szesnaście lat. Była zdecydowanie zbyt młoda na matkę, zbyt niedojrzała i przeszła wystarczająco. W tamtym momencie nie widział powodu aby sprzeciwiać się jej woli, ani informować jej o tożsamości opiekunów dziewczynek.
Lucy i Laurą zaopiekowała się babcia Claudia. Była jedyną żyjącą krewną, która była na tyle odpowiedzialna, aby zaopiekować się dwójką małoletnich wówczas dzieci. Mężczyzna postawił kobiecie jednak jeden warunek; miała opuścić wraz z dziewczynkami Salem i nigdy nie wracać. Wygnał ją z miasta gdyż wiedział, że za każdym razem jak o nich usłyszy, przypadkiem spotka je na ulicy będą mu przypominać jak bardzo zawiódł jako ojciec. Nie ochronił swojej nastoletniej córki i z konsekwencjami będzie mierzyła się do końca życia. Tak przynajmniej myślał wtedy, prawda w tym przypadku była bardziej skomplikowana a Magdalena była jego córeczką a on był ojcem z klapkami na oczach. Teraz trzydzieści trzy lata później naprawę własnych błędów pozostawiał w rękach swojego przyjaciela z dzieciństwa Conrada. I miał nadzieję, że mu się to uda.
Zamknął oczy niemal natychmiast zasypiając. Wiliam Rhodes już się nie obudził

Bohaterowie:



W pozostałych rolach:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Witajcie
W Wasze ręce, albo raczej oczy oddaje mój najnowszy twór w nadziei, że przeczytacie tekst, spodoba się Wam, napiszecie kilka słów i co najważniejsze zostaniecie na dłużej. Z czasem liczba bohaterów wzrośnie I na samym początku chcę także podziękować dwóm osóbkom, które za pośrednictwem forum poznałam; Magdzie (Maggie) i Ewie (CamilaDarien) bez Was dziewczyny ta historia nie tylko nigdy by nie powstała, ale nie zostałaby opublikowana na forum. Mam nadzieję, że będziecie śledzić Białą orchideę i świetnie się przy tym bawić.


Ostatnio zmieniony przez Sobrev dnia 21:34:36 31-05-20, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 22:02:22 10-05-20    Temat postu:

Witam

Postanowiłem zajrzeć i zobaczyć cóż ciekawego tutaj nam zaserwujesz,
i widzę, że się nie pomyliłem w swoich podejrzeniach .
Lubię czytać nowości- więc zaparzyłem sobie herbatę,
zasiadłem wygodnie w foteliku i przeczytałem prolog .

Zadam Ci od razu pytanie: Nie myślałaś, żeby wydać jakąś książkę? .
Takim delikatnym piórem piszesz, że nie omieszkałbym kupić
książki W innych tematach podpatrywałem i czytałem, i to z zapartym
tchem pochłaniałem każde kolejne słowa .

A co do powieści, jeśli można tak powiedzieć, to prolog wydaje się być
bardzo interesujący. Od razu nasuwa się myśl:

Czego się nie robi dla osiągnięcia własnych celów i korzyści?

Magdalena niestety, prawda jest brutalna, musiała wielokrotnie
mierzyć się z potwornym bólem, który rozdzierał ją od środka.
Dzieci gwałtu- niechciane i niekochane. Przykre to jest. Cieszę się jednak,
że ktoś zdecydował się tutaj na forum poruszyć tę kwestię,
bo wielu ludzi sobie nie zdaje sprawy z powagi takiej sytuacji.

Czekam na rozwinięcie akcji, pierwszy rozdział, jeśli tak można określić,
i liczę, że emocje wezmą górę .

Połamania pióra .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:20:37 11-05-20    Temat postu:

Witam w moich skromnych progach i dziękuje za tyle miłych słów. Nie widzisz tego, ale uśmiecham się od ucha do ucha Od razu odpowiem na Twoje pytanie tak marzy mi się wydanie własnej książki i kto wie może kiedyś zobaczę swoje nazwisko na księgarskiej witrynie.

Na Twoje drugie pytanie odpowiem; wszystko. Są ludzie, którzy dwa razy się zastanowią, ale są tacy którzy będą szli po trupach do celu.

Co do Magdaleny to myślę, że zmierzyła się z czymś niewyobrażalnym gwałt jest traumą samą w sobie, ale dzieci z gwałcicielem i przymus urodzenia ich? To zupełnie inny kaliber. Ja jako autorka nie boję się trudnych tematów jednak postaram się moim lekkim piórem być delikatna.

Dziękuje jeszcze raz i zapraszam ponownie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 21:02:37 11-05-20    Temat postu:

Czasami okłamując przyjaciela, robisz to, by go chronić,
a przy okazji niestety, wyrządzasz także potężną krzywdę.

W tym przypadku nie ma przyjaciela, ale William najwidoczniej,
bycie wzorowym obywatelem, przykładem oraz być "w świetle reflektorów", najwidoczniej przemawia do niego bardziej, niż cierpienie własnego dziecka.
Praca i sława, postawiona wyżej nad rodziną? Często spotykany przypadek.

Owoc gwałtu- czy można pokochać tak samo, jak dziecko poczęte
normalnie z miłości? Czy można obdarzyć to dziecko ciepłem
i opieką? Wiele z kobiet decyduje się o zakończeniu ciąży,
tutaj było to niestety niemożliwe do zrealizowania.
I co najgorsze: Nie decydowała o własnym ciele...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:14:01 12-05-20    Temat postu:

Wiliam wiele poświęcił idąc na sam szczyt. Wzorowy obywatel Rhodes, Pan Perfekcyjny no cóż gra pozorów była dla niego ważniejsza niż rodzina.

Na twoje pytanie nie znam odpowiedzi. Wiele kobiet decyduje się na aborcje wiele rodzi dzieci z różnych powodów. Czy są one kochane? Mam nadzieję, że tak bo koniec końców to są niczemu winne.

Zapraszam na rozdział pierwszy!

Rozdział pierwszy.

Był mroźny styczniowy poranek, kiedy rzecznik prasowy rodziny Rhodesów ogłosił śmierć Wiliama Roberta Rhodesa senatora Stanów Zjednoczonych, założyciela Rhodes Industries, ale przede wszystkim męża, ojca i dziadka. Rodzina prosiła nie tylko o uszanowanie ich prywatności w tak trudnym momencie, ale także modlitwę za zmarłego. Mężczyzna siedzący w salonie powoli zacisnął palce na szyjce od butelki. Mimo, iż zegarek na jego nadgarstku wskazywał zaledwie dziesiątą trzydzieści rano Cameron Baker sączył małymi łykami piwo czując jak ogarnia jego coraz większa frustracja i przygnębienie. Powinien pójść do pracy, lecz jedyną drogę jaką był wstanie przebyć to ta prowadząca do kuchni i lodówki.
Media przedstawiały Wiliama Rhodesa jako mężczyznę pewnego swych poglądów, bezwzględnego w biznesie, lecz o gołębim sercu i być może rzeczywiście taki był. Cameron znał go z nieco innej perspektywy a w pamięci pięćdziesięciotrzyletniego mężczyzny uformował się zupełnie inny obraz zmarłego. Rhodes był okrutny i zimny. Takiego go zapamiętał w momencie, kiedy po odczytaniu wyroku przez Ławę przysięgłych wyprowadzano go skutego w kajdankach. Wiliam nie spojrzał na niego. Patrzył gdzieś daleko przed siebie zachowując się tak jakby nie słyszał jego krzyku. Nie spojrzał na niego nawet jeden raz! A posyłał go na dwadzieścia lat więzienia!
Camerona Bakera skazano na dwadzieścia lat więzienia za doprowadzenie do obcowania płciowego z osobą poniżej osiemnastego roku życia, gwałt pierwszego stopnia i posiadanie dziecięcej pornografii. Wyszedł po dziesięciu latach za dobre sprawowanie Miał dwadzieścia dziewięć lat i życie bez perspektyw. I dziesięcioletnie córki do których nie miał żadnych praw.
Lucy i Laura Baker miały dziesięć lat kiedy opuścił wiezienie i znały ojca z opowieści babki i starych fotografii. Dzień w którym pierwszy raz pojawił się w ich mieszkaniu był także ich pierwszym spotkaniem. Claudia nie przyprowadzała ich na widzenia. Oboje wspólnie uznali, że więzienie to nie jest miejsce dla małych dziewczynek. Cameron nie chciał aby widziały go w pomarańczowym kombinezonie. Miał jedynie fotografię, które mógł obejrzeć, ale nie zatrzymać. Skazani za przestępstwa seksualne nie mogą mieć zdjęć małoletnich w swoich celach. Nie ważne, że były to jego córki. Kiedy się pojawił patrzyły na niego z szeroko otwartymi oczyma. Spoglądały na niego jak na obcego człowieka. I taka była prawda; Cameron dla własnych córek był zupełnie obcym człowiekiem. Nieważne jak Claudia starała się go im przybliżyć, był majaczącym się na horyzoncie punktem, który zmaterializował się w progu ich domu. Wraz ze zwolnieniem pojawił się szereg zakazów; nie mógł z nimi mieszkać, nie mógł przebywać z nimi sam na sam. Nawet najdrobniejszy gest mógł zostać opacznie zrozumiany. A on chciał być po prostu tatą.
Stracił dziesięć lat z ich życia. Przegapił pierwsze kroki, pierwsze słowa czy pierwszego ząbka. Nie chciał przegapić niczego więcej więc dostosował się do ograniczeń jednak pojawiały się inne problemy. Nie mógł znaleźć pracy co spowodowało, że był sfrustrowany a frustrację topił w alkoholu, aż stracił kontrolę. I doprowadziło go do tego; małego mieszkanka w bostońskiej dzielnicy robotniczej. Samotnego i bez perspektyw. Cameron zignorował dzwoniący telefon i podgłośnił telewizor.

***

Finalizacja ugody była efektem ciężkiej kilkumiesięcznej pracy zespołu prawników po obu stronach negocjacyjnego stołu. Po miesiącach sądowych sporów, przerzucania się wnioskami, argumentami i precedensami prawnicy przekonali swoich klientów do posadzenia tyłków przy stole i wynegocjowania rozwiązania, które będzie satysfakcjonowało obie strony. Efektem tej pracy był kilkustronicowy tekst ugody, który podpisany jeszcze dziś trafi na biurko sędziego prowadzącego sprawę. . Laura Baker odprowadziła swojego klienta do windy i pożegnała go z uśmiechem na ustach. To był zarówno trudny koniec roku jak i początek nowego, lecz jeśli każda trudna sprawa będzie kończyła się kilkumilionową ugodą i wysoką prowizją dla niej to Laura może tak pracować cały rok. I kto wie może wreszcie uda jej się spłacić kredyt studencki. Szybkim krokiem ruszyła w kierunku swojego narożnego gabinetu. Za każdym razem kiedy przekraczała jego próg nie mogła uwierzyć, że to jej miejsce pracy.
Początki nie były jednak takie łatwe. Laura i jej siostra bliźniaczka Lucy przyszły na świat niechciane i niekochane przez ich biologiczną matkę. Magdalena Regina oddała je do adopcji zaledwie kilka godzin po przyjściu na świat. Oddała je pod opiekę ukochanej babci Claudii i najgorsze miało nadjeść wraz z ich dorastaniem. Słowo „gwałciciel" po raz pierwszy usłyszała siedząc na podłodze kancelarii adwokackiej Grety Gunn. Miała osiem lat i siedziała przy długim prostokątnym stole. Pamięta jak podniosła do góry głowę i popatrzyła na babcie. Kobieta była wyraźnie zasmucona. I wtedy zrozumiała, że nie jest to dobre określenie, później słyszała je wielokrotnie, słyszała także inne gorsze.
Ich dzieciństwo nie było idyllą. Dorastały w niewielkim dwupokojowym mieszkaniu w mieście Lynn w stanie Massachusetts. Żyły skromnie. Babcia była krawcową . Laura najlepiej wspomina momenty kiedy całą trójką udawały się „na rundkę" po sklepach z tanią i używaną odzieżą. Często kupowały za duże ubrania a babcia Claudia przy pomocy wnuczek przerabiała je. Ich życie nie było idealne, lecz szczęśliwie. Równowagę zachwiało pojawienie się ojca. Obecność Camerona zmieniła wszystko. Nie tylko relację między babcią czy między dziewczynkami, ale także rówieśnikami.
— Lauro — z zadumy wyrwało ją jej własne imię. Oderwała wzrok od panoramy miasta i przeniosła ją na kobietę stojącą w progu. Greta Gunn uśmiechnęła się lekko. — Możemy zamienić słówko?
— Oczywiście — gestem zaprosiła ją do środka obserwując jak szefowa zajmuje miejsce przy jej biurku. Laura oparła się biodrem o parapet czekając na wyjawienie powodu wizyty.
— Gratuluje zamknięcia sprawy — zaczęła Greta a jej głos brzmiał w uszach Laury szczerze chociaż niepewnie — nie przyszłam jednak wyłącznie składać ci gratulacje z powodu ugody. Powiem wprost; plotki o fuzji kancelarii są prawdziwe. Czternastego stycznia oficjalnie podpiszę umowę z Conradem Evansem. Nasi klienci staną się ich klientami. Zostali o tym powiadomieni. Fuzja oznacza także
— zwolnienia — weszła jej w słowo Laura — dokładnie to oznacza fuzja.
— Wszyscy oczywiście dostaną wynagrodzenie i referencje, zniesiony zostanie także zakaz konkurencji.
— Pod warunkiem, że ich klienci zostaną u Evansa. Dlaczego mi o tym mówisz?
— Evans i ja wytypowaliśmy już listę pracowników do zwolnienia , a także listę osób, które chcielibyśmy aby zostały. Jesteś na tej drugiej liście Lauro.
— Evans chcę żebym dla niego pracowała? — upewniła się i wybuchnęła śmiechem.
— Lauro — odezwała się po chwili Greta ostrym przywołującym do porządku tonem.
— Był oskarżycielem w procesie mojego ojca, jego nazwisko widnieje na wszystkich dokumentach
— Wiem, przegrałam ten proces — kobieta wstała. — Zadaj sobie pytanie; czy potrafisz przełożyć dawne urazy i z nim pracować czy będziesz je żywić do końca życia? — dokończyła i wyszła pozostawiając Laurę samą.
Odsunęła krzesło od biurka i usiadła mimowolnie wędrując spojrzeniem na fotografie ustawione na biurku. Siostry, ukochanej babci i ojca. Cameron Baker nie był złym człowiekiem. Był dzieciakiem, który miał po prostu pecha. A może Laura i jej siostra chciały w to wierzyć? Palcami przeczesała brązowe włosy a komórka rozdzwoniła się. Na widok imienia siostry uśmiechnęła się., odebrała.
— Podpisałaś umowę? — zapytała Lucy celowo przekręcając termin prawniczy. Butem kopnęła butelkę po piwie, która potoczyła się po podłodze, pod grzejnik.
— Ugodę — poprawiła ją siostra — I tak podpisałam ją — w głosie bliźniaczki słyszała radosną nutę. Nie musiała jej widzieć, aby wiedzieć że Laura uśmiecha się od ucha do ucha.
— Gratulacje.
— Dziękuje — odparła — Domyślam się, że nie dzwonisz tylko po to aby złożyć mi gratulacje? — odbiła piłeczkę bliźniaczka, zaś kobieta po drugiej stronie słuchawki zaklęła szpetnie. — Tata?
— Tak — przyznała niechętnie — Za nim zadzwonił do mnie jego szef, że znowu nie pojawił się w pracy, że znowu nie odbiera komórki któryś z sąsiadów zadzwonił pod sto dwanaście, a chłopcy mnie znają więc dali znać mi — streściła wydarzenia z dzisiejszego ranka jednocześnie wyłączając trajkoczący telewizor. — Ojciec poszedł pewnie po zapasy piwa do osiedlowego.
— Jesteś pewna?
— Tak — odpowiedziała kierując się do drzwi. — W lodówce zostało mu już tylko światło, a piwo to jego paliwo — spróbowała zażartować idąc w kierunku drzwi. — Nic mu nie będzie — dodała.
—Przyjadę pomóc ci go szukać — odparła siostra
— Nie waż się Lauro Baker — warknęła do słuchawki jednocześnie zamykając drzwi od mieszkania ojca. — Zostaw to policji, czyli mnie. — uśmiechnęła się pod nosem. — Zjadę go, zaciągnę z powrotem do mieszkania i ululam do snu — powiedziała — przeczytam mu nawet bajkę na dobranoc.
— Bardzo śmieszne — mruknęła
— Serio dwanaście kroków wychodzenia z nałogu będzie jak znalazł — westchnęła — Znajdę go — obiecała.
— Dzięki. Odezwij się kiedy go znajdziesz
— Jasne — odpowiedziała i rozłączyła się. Telefon wsunęła do kieszeni kurtki szybkim krokiem zmierzając w kierunku schodów. Powinna być teraz na komendzie przykuta do biurka, powinna wertować akta sprawy w której jutro zeznawała, tym powinna była się zajmować. Zamiast tego zamierzała pomóc patrolowi przysłanemu do wezwania szukać ojca- pijaka. Cameron zawiódł ją i Laurę. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. I mimo, iż kolejny upadek Bakera nie były dla jego córki zaskoczeniem, raczej czymś spodziewanym i nieuniknionym to nadal poczuła ukucie bólu.
Cztery miesiące temu kiedy po raz trzeci opuścił więzienne mury załatwiła mu pracę. Był trzeźwy i zadowolony z szansy jaką dał mu właściciel warsztatu. Duży Bob jak wszyscy go nazywali nie pierwszy raz zatrudniał skazańca i alkoholika. Sam miał kartotekę i wiedział jak ciężko jest człowiekowi podnieść się po odsiadce. I nawet dobroduszny wielki Bob stracił cierpliwość do Camerona Cierpliwość także straciła Lucy
Pierwszy raz zwolniono go warunkowo '96 roku. Cameron odsiedział połowę wyroku a komisja do spraw zwolnień uznała, iż może wrócić na łono społeczeństwa. Mężczyzna dostał kuratora a jego nazwisko trafiło do rejestru przestępców seksualnych. Takich informacji nie da się zataić przed przełożonymi. Noelle pierwszego dnia służby aresztowała i odeskortowała ojca do aresztu, czyściła jego wymiociny z siedzeń w radiowozie i musiała napisać raport. Następnego dnia cały posterunek wiedział, a na przydzielonej szafce widniało wydrukowane zdjęcie z kartoteki Bakera. Pod koniec tygodnia przypadkiem usłyszała rozmowę o zakładzie. Rekruci i dowódcy zakładali się ile wytrzyma. Przełknęła tamto upokorzenie i następne mimo iż praca w policji nie była jej pierwszym wyborem. Baker
Nastoletnia Noelle chciała pójść na psychologię, zostać terapeutką , ale kiedy Laura nie dostała stypendium na które wszyscy liczyli szatynka już wiedziała jaką decyzję musi podjąć. Zrezygnowała ze studiów i poszła do pracy. W dniu dwudziestych pierwszych urodzin wypełniła aplikację do Akademii.
— Nie zapomniałaś o kimś? — [link widoczny dla zalogowanych] opierał się biodrem o nieoznakowane policyjne auto — mają GPS — wyjaśnił, kiedy spoglądała na niego zaskoczona.
— Nie potrzebuje niańki Derrn — odwarknęła — odsuń się od mojego wozu.
— Po pierwsze to nasz wspólny wóz Baker — poprawił ją — I oddaj kluczyki, ja prowadzę.
— Jeszcze czego — odwarknęła
— Przypominam ci że jutro zeznajesz przed Wydziałem Wewnętrznym — powiedział spokojnym głosem brunet. — Powinnaś przejrzeć akta sprawy, swoje raporty notatki. Nie muszę ci mówić, że od jutrzejszego przesłuchania zależy cała twoja kariera — dodał wpatrując się w nią przenikliwie. — Patrol namierzył twojego staruszka. — dodał
— Gdzie?
— Daj kluczyki to cię zawiozę — Niechętnie sięgnęła po klucze i rzuciła w jego stronę. Bez problemu je złapał.
— Dokąd jedziemy? — zapytała kiedy wsiedli do środka.
— Pije w Niezapominajce.
— Cudownie, ze wszystkich knajp wybrał bar dla gliniarzy — warknęła szarpiąc się z pasem bezpieczeństwa. — Szlag.
— Zabierzemy go do domu
— My?
— Posłuchaj Lucy — zaczął powoli jednocześnie włączając auto do ruchu — czy ci się to podoba czy nie jestem twoim partnerem i to się nie zmieni więc może schowaj pazury — uśmiechnął się lekko kiedy na niego popatrzyła.
— Jutro możesz mieć nowego partnera — mruknęła przenosząc spojrzenie za okno.
— Jutro zostaniesz przywrócona do służby — odpowiedział jej — To był czysty strzał.
— Dwa — poprawiła go — Oddałam dwa strzały, oba w klatkę piersiową, oba śmiertelne — ich spojrzenia się spotkały — I zrobiłaby to jeszcze raz. — Simon zatrzymał samochód przed restauracją. Lucy spojrzała na szyld. Za nim jednak przygotuje się do zeznań przed ważniakami z Wewnętrznego miała jeszcze jedną sprawę do załatwienia.


Ostatnio zmieniony przez Sobrev dnia 10:19:50 12-05-20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 14:04:04 12-05-20    Temat postu:

Tak jak myślałem, bardzo szybko poszło mi przeczytanie pierwszego rozdziału . Jak się ma dryg i lekkie pióro, to od razu się lepiej czyta.

Cameron Baker- człowiek gwałciciel, który w oczach matki jest niewinny, a jednak rodzina Magdaleny, wsadziła go za kratki.
W tym m. in. oskarzony został o pedofilię, która w więzieniu spotyka się z najgorszym okrucieństwem.
Słyszałem i czytałem o wielu przypadkach tego, co się dzieje w więzieniu, gdy usłyszą, że pedofil wszedł
na ich teren- aż ciarki przez człowieka przechodzą.

Ból i cierpienie się czuje, gdy jesteś świadom tego, że nie możesz ujrzeć pierwszych kroków stawianych
przez Twoje dziecko, kiedy nie możesz usłyszeć pierwszego słowa, jakie zostało przez nie wypowiedziane.
Cameron być może nie usłyszał, kiedy małe bliźniaczki mówiły "tata". W końcu, skąd miałyby wiedzieć,
że istnieje takie słowo. Ojca przy nich nie było, tylko babcia.
Jeśli chodzi o Laurę- czuję w głębi serca, że przełamie to wszystko i będzie związana z oskarżycielem
swojego ojca. Gdyby zrezygnowała- oznaczałoby to poddanie się i w małym sensie też porażkę,
a gdy się zgodzi- będzie znaczyło, że uraza w jakimś stopniu "może", warto podkreślić to słowo może,
zostanie darowana. A także warto zauważyć, będzie mogła przyjrzeć się jednej z osób, która przyczyniła
się do tego, że jej ojciec wylądował w więzieniu- czy fałszywie? Prawdopodobniej, ale akcja jak się rozkręci,
to i zaczną różne rzeczy wychodzić na jaw.

Zaintrygowała mnie Noelle- druga z bliźniaczek. Wstąpiła do Akademii,
i miała styczność z ojcem nie jeden raz. I coś przeczuwam, że pan Simon,
jest nie tylko partnerem w kwestii pracy, ale też będzie partnerem później .
No i najważniejsza kwestia- zabójstwo przez Noelle.
Co się wydarzyło w przeszłości.

Urwałaś w takim momencie

P.s.
Tak się teraz zastanawiałem nad tytułem- biała orchidea.
Biała orchidea jest symbolem zarówno pokory, jak i szacunku.
Ale nie tylko, bo często pojawia się też kwestia czystości i niewinności.
Tytuł przez Ciebie przytoczony sprawia, że człowiek zastanawia się,
w jakim celu i sensie został przez Ciebie tutaj wykorzystany
Będę musiał uważnie śledzić dalsze historie, żeby znaleźć ten element
układanki .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:23:10 12-05-20    Temat postu:

Dziękuje serdecznie za komentarz.

Biała orchidea to historia o jednym złym uczynku z wielu perspektyw. Tak ją roboczo określam i tak w oczach Claudii syn jest niewinny w oczach prawa jest winny. Pytanie; gdzie leży prawda?

Cameron jako młody chłopak miał 19 lat i jako przestępca seksualny był dla kolegów łakomym kąskiem. Nie miał tam łatwo. I tutaj się zgadzamy pedofile, mordercy dzieci i gwałciciele mają najgorzej.

Co do Laury to nie wiem czy się zgodzi bo jeszcze nie doszłam w pisaniu do momentu kiedy się zgadza lub odmawia I tutaj masz rację jeśli zgodzi na pewno zderzy się ze złością nie tylko ojca ale i babki jeśli odmówi to jak zauważyłeś na gruncie zawodowym przełoży przeszłość nad przyszłość.

Co do Noelle którą przechrzciłam na Lucy. Długo zastanawiałam się czym powinny zajmować się siostry. Jedną z nich zrobiłam prawniczką drugą policjantką. W kwestii Simona milczę jak grób a co do zabójstwa wyjaśni się wkrótce.

Tytuł Biała orchidea nawiązuje do kwiatowej symboliki, dla każdej postaci znaczy coś innego (ale mam nadzieję, że uda mi się to ukazać) i nie zawsze będzie tak oczywisty. A inspiracją była biała orchidea stojąca w moim pokoju na parapecie Całą zimę była taka biedna a teraz ma piękne białe kwiaty.

Mamy jeszcze jedno miejsce której nazwę wzięłam z kwiatów; Niezapominajka knajpa dla gliniarzy, której symbolika jest tak oczywista historię opowiem później
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 20:35:36 12-05-20    Temat postu:

Odpowiem: Prawda zawsze leży po środku. Niestety.
Chociaż kłamstwo czasami jest dobre, to jednak nagorsza prawda
jest najlepsza. A gdy wysłuchamy tylko jedną stronę, to należy
także wysłuchać drugiej- a prawda zawsze będzie i tak leżeć po środku.

Teraz Laura jest w położeniu równowagi. Którą szalę wybierze?
To zobaczymy wkrótce .

Orchidea jest przepiękną rośliną. Należy się o nią troszczyć
i dbać, praktycznie bardziej od innych roślin .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:40:47 14-05-20    Temat postu:

Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa bo tylko sobie wyobraź hipotetycznie Magdalena skłamała, że on ją zgwałcił bo wiadomo inaczej patrzy się na sprawę nawet prawnie tak spał z nieletnią bo ona tego chciała a inaczej sprawa wygląda kiedy ona oskarża go o gwałt i jest nieletnia. Nie mówię, że tak właśnie było, ale to jedna z opcji nad którą należy się zastanowić i w którą niewątpliwie wierzy jego matka.

Zobaczymy, którą ścieżką pójdzie pani mecenas.

To prawda. Są piękne, ale i wymagające.

Zapraszam na drugi odcinek


Rozdział drugi
— Nie zjadła — poinformowała ją Barbara wchodząc z tacą z jedzeniem do kuchni. Przygotowany przez siebie posiłek postawiła na blacie w kuchni. Magdalena obserwowała jak żywność zostaje wyrzucona do kosza, a zimna herbata wylana do zlewu. — Powinna coś zjeść.
— Odpuść — odezwała się po chwili młodsza z sióstr. — Nie każdy zajada stres — dodała odstawiając pustą filiżankę na spodek. — Mama potrzebuje czasu i przestrzeni. Chcę opłakać ojca w samotności i spokoju.
— Uważam, że w takim momencie powinniśmy być razem nie oddzielnie.
— I robić co? — zapytała ją. — Płakać i podawać sobie chusteczki? A może wolisz wspominać zalety ojca? — urwała — przy odrobinie szczęścia uda ci się jakieś znaleźć
— Przestań, nie obrażaj go — syknęła — On nie żyje Magdaleno — głos jej się załamał.
— Nie obrażam go Barbie — użyła znienawidzonego przez kobietę zdrobnienia — stwierdzam suche fakty.
[link widoczny dla zalogowanych] opadała na krzesło ukrywając twarz w dłoniach. Z gardła Magdaleny wydobyło się głośne westchnienie. Poklepała siostrę po dłoni spoczywającej na blacie aby po chwili podejść do lodówki i wyciągnąć z niej butelkę tequili. Z szafki wyciągnęła dwa kieliszki.
Magdalena szczerze współczuła starszej siostrze, której nigdy nie było dane ułożyć sobie życia. Pięćdziesięciotrzyletnia Barbara w wieku osiemnastu lat uciekła z domu ze swoim ówczesnym chłopakiem [link widoczny dla zalogowanych]. Para zamieszkała w Los Angeles a Barbie jak zazwyczaj nazywał ją Johnny okazała się być równie naiwna jak blondynki z dowcipów. Żyli „na kocią łapę” w jednej z podejrzanych dzielnic Miasta Aniołów. To właśnie tam w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym szóstym roku urodziła syna [link widoczny dla zalogowanych] a dwa lata później córkę [link widoczny dla zalogowanych]. W Wilię Bożego Narodzenia ‘89 roku wróciła do domu. Kilka miesięcy później na świat przyszło jej trzecie dziecko, druga córka [link widoczny dla zalogowanych]
Nigdy jednak nie wyszła za mąż. W przeciwieństwie do jej byłego partnera. John miał już pięć żon i nadal poszukiwał tej jedynej. Oczywiście jak to bywa wśród muzyków , każda kolejna małżonka była młodsza od drugiej. Żona numer pięć była nawet młodsza od dwójki jego dorosłych już dzieci.
— Zawiadomiłaś już dzieci? — zapytała stawiając przed siostrą pełen kieliszek.
— Tak. Matylda ląduje za godzinę, a Charlotte skontaktuje się z Willem. — odpowiedziała pociągając nosem kobieta. Barbara spojrzała na alkohol i lekko uniosła do góry brwi — Chcesz mnie upić jeszcze przed kolacją?
— Nie, ale mamy gości a tynie do końca panujesz nad emocjami więc wypłacz się na kieliszkiem tequili i weź się w garść. Jeśli musisz weź valium.
— Wiliam ponownie zmienił numer telefonu — powiedziała nagle Barbie. a Magdalena westchnęła. Wiliam niestety miał tendencje do znikania i kontaktował się jedynie z młodszą siostrą Charlotte. Dowód życia stanowiły także wyciągi z kart kredytowych. współczuła siostrze syna, który nie chciał z nią rozmawiać i od lat nie przekroczył progu rodzinnej posiadłości. A matka chciała jedynie mu pomóc. — Lottie spróbuje go przekonać aby przyjechał na pogrzeb. Mówi, że jest w Meksyku. — sięgnęła po kieliszek i wypiła jednym haustem przesunęła go po kuchennym blacie — To gdzie trzymamy valium?
***
Wiliam Rhodes nie przebywał w Meksyku, lecz Buenos Aires. Blondyn po rozmowie z siostrą potrzebował kilku minut tylko i wyłącznie we własnym towarzystwie dlatego też wyślizgnął się z sypialni na taras obserwując miasto. Buenos Aires było miastem, które nocą ożywało. Dla Wiliama Buenos było miastem o wielu twarzach, kapryśne, pewne siebie, głośne, seksowne, ale także ciche i spokojne. To miasto stało się przede wszystkim dla milionera azylem.
Przyjechał do Buenos Aires w wieku osiemnastu lat. Był młody, bogaty i co najważniejsze był jednym wielkim rozczarowaniem dla swojej rodziny, a w szczególności dla dziadka po którym nosił imię. Wiliam Rhodes chciał, aby wnuk poszedł w jego ślady, był jego miniaturą. I to sprawdzało się. Do czasu aż Will zaczął dorastać mieć swoje zdanie, a plan dziadka nie był tym co sam chciał robić w życiu. Ciemnowłosy blondyn zaczął się buntować. Wagarował, pił alkohol, palił marihuanę , a ucieczki z domu i próby dostanie się do Kalifornii stały się ich rodzinną codzienność. Nastolatek chciał zamieszkać z ojcem. John może nie był idealnym rodzicem, ale w przeciwieństwie do matki nie ograniczał go. Ufał mu. Wszytko zmieniło się kiedy szesnastolatka wysłano do wojskowej szkoły z internatem. Ukończył ją z marnymi wynikami i na jeden dzień wrócił do rodzinnego domu. Wrócił po paszport. Kilka godzin później siedział w samolocie do Buenos Aires.
Do miasta trafił przez przypadek. Chciał jak najszybciej wydostać się z kraju, a najbliższy lot na który były wolne miejsca był właśnie do stolicy Argentyny. Nie znał języka, nie znał kultury i miał zostać tylko kilka tygodni dopóki rodzina go nie znajdzie. W sierpniu rzutem na taśmę dostał się na Akademię Sztuk Pięknych w Buenos Aires i wreszcie poczuł się jak człowiek we właściwym miejscu. Buenos Aires było idealnym miastem do studiowania sztuki. A Will odnalazł swoje miejsce na ziemi wśród zapachu farb, metalu czy gliny. Po trzech latach wrócił do Stanów aby kontynuować naukę na Nowojorskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ku zaskoczeniu rodziny ukończył ją z wyróżnieniem. Mimo nalegań matki nie pozostał w Stanach. Wolał wrócić do Argentyny. A jego kariera rozkwitła.
Był głosem swojego pokolenia. Portrecistą, malował śmiałe akty. Pozowały dla niego zarówno kobiety jak i mężczyźni, rzeźbił i to w rzeźbie z metalu, kamienia, drewna czuł się najlepiej. Teraz spokój jego ducha zakłócił jeden telefon od siostry. Nie pozostało mu nic innego jak spakować się i wrócić do Stanów. Do domu.
***
Test ciążowy był jedynie formalnością. Kolejnym krokiem, który musiała wykonać, aby uzyskać stuprocentową pewność, iż w jej ciele rośnie nowe życie. Obróciła w palcach niewielkim podłużnym patyczkiem świadoma, że od tego momentu jej życie wywróci się do góry nogami. Dłuższą chwilę wpatrywała się w małe okienko i znajdujące się w nim dwie różowe kreseczki. Kolejne nieplanowane dziecko w rodzinie, przemknęło jej przez myśl, kiedy chowała test do kieszeni szlafroka.
Charlotte przez najbliższych często nazywana po prostu „Lottie” także była dzieckiem- niespodzianką. Matka jej Barbara Rhodes odeszła od swojego partnera, a jej ojca z dwójką małych dzieci zupełnie nieświadoma trzeciego rosnącego w jej brzuchu. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata zakończyła kilkuletni związek i wróciła na garnuszek do rodziców. Charlotte nie miała w planach. I tak zawsze czuła się przez całe swoje życie; nieplanowana i niekochana.
Barbara nie pozbyła się jej. Na aborcję było już za późno. I tak nieplanowana Charlotte Rebecca Rhodes przyszła na świat czwartego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku Jakaś maleńka cząstka Lottie doskonale zdawała sobie sprawę, co czuła w tamtej chwili matka. Strach, niepewność. Sytuacja, w której znalazła się jednak blondynka nijak miała się do tej, przez którą przechodziła jej matka. Problem młodej kobiety polegał na tym, iż dziecko, którego niewątpliwie się spodziewała nie było jej męża. Ta myśl przynosiła jej ulgę.
Wyszła za mąż w wieku dwudziestu sześciu lat za licealną miłość [link widoczny dla zalogowanych] i pierwszy rok małżeństwa był sielanką. Darius kochał ją. przynosił jej kwiaty, obsypywał ją prezentami, często jedli w łóżku przygotowane przez niego śniadanie, a później kochali się. Pierwszy raz uderzył ją w pierwszą rocznicę ślubu. Założyła inną sukienkę niż tą, którą wybrał i Darius wpadł w szał. Okazało się także, że ukochany na ciągoty do prostytutek, dużej ilości alkoholu i hazardu.
Charlotte w przeciągu ostatnich miesięcy stała się kobietą niezdarną a jej ciało skłonne do siniaków. Cierpiała na bolesne, wielogodzinne migreny. Nauczyła się milczeć i przytakiwać. I nawet, jeśli rodzina zauważyła, iż niegdyś pełna życia i gadatliwa zamienia się w kogoś zupełnie innego nie komentowali tego. Charlotte nie miała nawet, komu zwierzyć się ze swoich problemów. Brat był poza granicami kraju, siostra zamieszkała z ojcem w Kalifornii, Barbara podczas ich spotkań unikała jej wzroku i robiła wszystko, aby jak najszybciej wyjść. A później w jej życiu pojawił się Charlie.
— Charlotte — podskoczyła na dźwięk męskiego głosu. — Charlotte — drzwi od sypialni otworzyły się i stanął w nich Darius Clarke przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. —Wołałem cię.
—Przepraszam, zamyśliłam się.
— Znowu bujasz w obłokach — zacmokał z dezaprobatą podchodząc do kobiety. Pochylił się nad nią ujmując jej podbródek i unosząc ku górze. — Dobrze się czujesz? — zapytał ze zmarszczonymi brwiami. Od kilku tygodni jego żona zachowywała się co najmniej dziwnie. Coś się w niej zmieniło i nie chodziło tylko wyłącznie o te kilogramy, których jej niewątpliwie przybyło.
— Nie — odpowiedziała — Boli mnie głowa.
— Głowa?
— Tak, to pewnie z płaczu — uśmiechnęła się blado. — Pomyślałam, że może zostanę w domu i odpocznę.
—Nie jesteś od myślenia Charlotte — odpowiedział ostrym głosem. — Oczekują nas oboje, nikogo nie obchodzi twój ból głowy.
— Przepraszam — wymamrotała potulnie opuszczając oczy. Spojrzała na swoje dłonie. — Pójdę w takim razie się ubrać — wstała powoli chcąc go wyminąć, złapał jednak za pasek od jej szlafroka i powoli go rozwiązał. Pod spodem miała jedynie komplet bielizny. Czuła jak przesuwa drapieżnym spojrzeniem po jej ciele.
—Nie byłem z tobą od sierpnia — powiedział i oblizał usta. Bezceremonialnie przyciągnął ją do siebie. Jedną ręką mocno objął ją w tali drugą włożył w jej majtki. Z trudem przełknęła ślinę czując jak jego trzy palce wbijają się w jej ciało. — Połóż się.
— Dariusie — wychrypiała, kiedy wyciągnął palce z jej pochwy popychając ją lekko na łóżko — nie mamy czasu.
— Pięć minut spóźnienia nie zaszkodzi skarbie — odparł. — Ściągaj majtki — polecił.
— Dobrze, ale wiesz jak babcia nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia. W tym trudnym dla rodziny czasie powinniśmy być punktualni. Wynagrodzę ci to, kiedy wrócimy.
— Dobrze, ubieraj się.
Wyminęła go i szybkim krokiem skierowała się do łazienki. Charlotte wiedziała jedno; że nie zamierza mu niczego wynagradzać, bo to są jej ostatnie chwile w tym domu.
***
Barbara zmarszczyła brwi przyglądając się milczącej córce, która jedynie przytakiwała obecnym. Siedząca naprzeciwko siostry , a obok matki Matylda także zauważyła dziwne zachowanie siostry Zauważyła iż ręka jej męża co chwila ląduje na kolanie siostry. Żadna z kobiet nie zdawała sobie sprawy z gonitwy myśli jakie działy się w głowie młodej kobiety a właściwie jednego pytania; Jak do cholery miała się stąd wydostać? Mogła oczywiście udać ból głowy i rzekomo wrócić do domu, ale wtedy troskliwy mąż pojechałby razem z nią. Nie zamierzała mu jednak niczego wynagradzać więc ich drogi musiały się rozejść tu i teraz. I to szybko.
— Charlotte — podskoczyła na dźwięk własnego imienia. — Wszystko w porządku? — Matylda przyjrzała się jej uważnie. — Siostrzyczko?
— To tylko ból głowy —wymamrotała.
— Głuptasie skoro boli cię głowa chodź położysz się w swoim starym pokoju.
— Nie chcę sprawiać kłopotu.
— Nonsens jaki kłopot? — zapytała ją z niedowierzaniem. — To nadal jest twój dom — Matylda wstała, Charlotte zrobiła to samo. — Chodź — pociągnęła ją za sobą ku wyjściu z salonu. Schodami weszły na górę. Charlotte po przekroczeniu progu pobiegła do łazienki. zwymiotowała całą kolację wprost do zlewu.
— Jezu — wymamrotała szatynka. — Kiepsko wyglądasz.
— Dzięki — odkręciła wodę, obserwując jak wymiociny spływają do odpływu.
— Matyldo — głos Cecylii rozległ się niespodziewanie. — Zejdź na dół do kuchni i poproś o przyniesienie herbaty imbirowej.
— Dobrze — odpowiedziała szatynka, podeszła do starszej pani i pocałowała ją w policzek. — Dobry wieczór — szepnęła.
Cecylia wyciągnęła dłoń i pogładziła ją po policzku. Jedyną pozytywną rzeczą wynikającą ze śmierci męża to fakt iż dom będzie ponownie pełen ludzi, których kochała.
— Dobry wieczór babciu — powiedziała Charlotte niepewnie spoglądając na staruszkę.
— Zrobimy tak; weźmiesz długi ciepły prysznic, wypijesz ciepłą herbatę i poplotkujemy. Wyślę pokojówkę po twoje rzeczy.
— Ależ babciu
— Żadne „ależ” Ptaszyno, chyba nie chcesz się kłócić z kobietą, która owdowiała?
— Skądże
— Postanowione.
Cecylia Rhodes zeszła na dół. Na jej widok Darius Clarke poderwał się z kanapy.
— Myślę mój drogi, że na ciebie już pora — powiedziała wprawiając wszystkich w osłupienie. — Pokojówka przyjedzie po rzeczy dla Charlotte. Moja wnusia zostanie tutaj przez kilka dni.
— Pani Rhodes
— Mój mąż nie żyje i chcę mieć przy sobie moją rodzinę dlatego proszę abyś uszanował moją wolę.
— Oczywiście Charlotte może zostać na kilka dni
— Nie mój drogi — oparła ostrym tonem — Charlotte zostanie tak długo jak będzie tego chciała. Dobranoc — odwróciła się na pięcie i wyszła z salonu zostawiając wszystkich w oszołomieniu.

Następnego dnia Darius Clarke obudził się z bólem głowy i suchością w ustach. Mężczyzna uniósł ciało na łokciach spoglądając na kobietę leżącą obok niego. Była to rudowłosa piękna kobieta. Starsza od niego, lecz różnica wieku nie przeszkadzała Dariusowi wręcz przeciwnie. Joan nie była jak młódki z którymi sypiał. Była kobietą dojrzałą. Nie oczekiwała fajerwerk ani pierścionka zaręczynowego. Ich relacja opierała się na prostej wymianie; on dawał jej seks ona jemu drobne upominki, czasem gotówkę. Spotykali się regularnie w każdy czwartek. Wczoraj co prawda nie był czwartek ale Joan nie miała nic przeciwko wcześniejszemu spotkaniu.
Darius wczoraj wrócił do domu wściekły i napalony. Nie mógł znaleźć sobie miejsca więc udał się do Bostonu do kochanki, a kiedy kobieta otworzyła mu drzwi nawet się nie powstrzymywał. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi a następnie zrzucił z siebie płaszcz a z Joan zerwał szlafrok. Widok nagiego kobiecego ciała podniecił go jeszcze bardziej. Przeleciał ją jeszcze na korytarzu. Reszta wieczoru była jak za mgłą.
— Już nie śpisz? — zapytała kobieta przeciągając się leniwie na łóżku. — To dobrze — stwierdziła i usiadła za jego plecami. Dłoń położyła na jego piersi i zaczęła kierować ją w dół..
— Joan skarbie — wymamrotał wiedząc dokąd to zmierza — muszę już iść.
— Nonsens mój drogi — objęła dłonią jego członka i zaczęła go pieścić. — Wyjdziesz kiedy ci pozwolę — ugryzła go w płatek ucha. — Połóż się wygodnie — poleciła odsuwając się od niego. Dariusowi nie pozostało nic innego jak wykonać polecenie kobiety. Położył się na łóżku i po chwili poczuł ciężar kobiecego ciała. Usiadła na nim okrakiem i uśmiechnęła się słodko. Następnie chwyciła jego penis w swoją dłoń i opuściła biodra. Jęknęła i zaczęła się poruszać. — Kochany — dłonie oparła na jego klatce piersiowej. — Wręczam ci upominki kiedy jestem z ciebie zadowolona — mówiła — nie obchodzi mnie że masz kaca, że przegrałeś wczoraj w kasynie jedyne czego chce to satysfakcji więc weź się do roboty.
— Przepraszam — wymamrotał i przesunął dłonie na jej piersi. — Dużo lepiej — wymruczała a on nie mógł przestać myśleć o tym jak dużo tym razem przegrał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 14:18:52 14-05-20    Temat postu:

Widzę, że pojawił się nowy rozdział. Ciekawe, co tam się wydarzyło .

Będę musiał wieczorkiem sobie zrobić coś na ciepło,
i przeczytam w skupieniu, bo analizując słowa z telefonu,
nie jestem w stanie się skupić .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 21:46:19 14-05-20    Temat postu:

Magdalena mogła sam chcieć tego stosunku z Cameronem,
a gdy ten coś złego zrobił, coś co nie pasowało Magdalenie,
ta postanowiła go skrzywdzić w jeden z najbardziej
nieprzyzwoitych sposobów- oskarżenie o gwałt.
Czy jest coś obok pedofilii, gorszego? Nie.
Gwałt i Pedofilia to dwie rzeczy, z których człowiek
bardzo długo się nie potrafi oczyścić- praktycznie
do końca życia.

Nie ma to jak rozwalona praktycznie rodzina. Przynajmniej po części.
William- ty łobuziaku, zazdroszczę mu. Może kiedyś odwiedzę Buenos Aires .
Ale Akademia Sztuk Pięknych- zacnie, zacnie. Dziadkowie i ojcowie bardzo często chcą, żeby wnuk poszedł w ich ślady- bo jak rodzice dziadka kontrolowali jego, to jemu się zdaje, że może też kontrolować dzieci i wnuki.
Najgorsze to mieć inne poglądy- wtedy to jest dopiero wojna. Palenie maryśki,
picie alkoholu- każdy był młody. Czy jego dziadek nie próbował? W końcu,
to jakoś było w okresie "hipisowskim".

Biedna Charlotte - temat niechcianego dziecka- znajome mi skądś Szkoda tylko, że w jej przypadku- ojcem dziecka był nie mąż.
Chociaż może i dobrze- kto by chciał za ojca takiego tyrana.

Kurczę, Sobrev- nie spodziewałem się erotycznego wątku,
w Twojej powieści. Ale to dobrze. Dodaje takiej pikanterii. W końcu,
potrzeba zaprezentować ludziom i światu coś takiego, jak stosunek
płciowy
Żartuję oczywiście.
Najchętniej to bym wziął tego Dariusa za jądra i na latarnię.
Tyran, babski bokser- dobrze, że babka obudziła się w porę,
i od razu rozpoznała, że z wnuczką jest coś nie tak.

"Dużo osób widzi, mało reaguje".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:59:41 14-05-20    Temat postu:

Dzięki za komentarz i jest opcja numer 3 skłamała pod presją rodziców. Tak ją maglowali, tak ją maglowali, że powiedziała że ją zgwałcił albo naprawdę to zrobił. Granica w tym przypadku może być bardzo cienka.

Tak Will to łobuziak i co tam jeden z moich ulubieńców Wolny duch jak ojciec chcę się rzecz a co Wiliama seniora to dobrze go rozgryzłeś to maniak kontroli więc Will musiał zerwać się ze smyczy.

Co do Charlotte i niechcianego malucha to cóż jak zapominasz o gumkach to czasem właśnie ciążą może się to skończyć a co do Dariusa to masz rację nikt nie chciałaby takiego ojca; pijak, damski bokser i jak dało się wyczytać męska dzi**a więc musiałam pokazać pełen wachlarz jego przewinień

Trochę pieprzu nikomu nie zaszkodzi i dzięki temu historia będzie nieco bardziej wiarygodna

Czasem nie widzi się tego co ma się pod samym nosem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 0:33:45 15-05-20    Temat postu:

Otóż to, kłamstwo pod presją rodziców, było tylko
taką wisienką na torcie, żeby uprzykrzyć chłopakowi
życie w możliwie jak najgorszy sposób.
Granica między gwałtem, a stosunkiem- to akurat nie jest cienka linia.
W większości przypadków, istnieją jakieś ślady,
pozwalające stwierdzić, że ofiara się broniła i jakieś zaciśnięcia,
przywiązania, siniaki... Cokolwiek. Nawet najdrobniejszy szczegół.
Ona chciała, pragnęła stosunków - tak jak w prologu zostało napisane.
Tak jak w książkach chciała.
Jednak kto wie, czy potem,
nie przemieniły się one w gwałty?
Jednak pozostałbym przy opcji, że chciała się zemścić.
Powód? Inna dziewczyna, bo był znudzony Magdą.

Nie zdziwię się jak Will okaże się inny, mając na myśli tutaj orientację.
Wtedy to dopiero rodzinka byłaby zaskoczona .
Ale to tylko ja sobie tak dopowiadam- często tak robię, nie zważaj na to proszę .

Mi tam akurat popieprzenie historii, nie przeszkadza

"Każda reakcja, choćby późna, jest lepsza
niż jakbyś miał nie zareagować w ogóle."
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3145
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:15:23 15-05-20    Temat postu:

Podobają mi się twoje teorie, a nóż widelec może w któreś z nich masz racje? Milczę jak grób i tak mam wrażenie, że za dużo powiedziałam.

Co do Willa a kto tam wie co chodzi mi po głowie? Czasem sama siebie zaskakuje jak szalone są moje pomysły
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthias_96
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 4902
Przeczytał: 70 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kutno
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 23:05:48 15-05-20    Temat postu:

No cóż .
Zobaczymy co nam świetlana przyszłość pokaże,
czyli patrz: nowe rozdziały .

Szalone pomysły, powiadasz... Tylko go nie uśmiercaj, proszę .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin