Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Breathe again [4] 13.12

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:12:27 06-11-12    Temat postu: Breathe again [4] 13.12

Plakat robiła Aga, której dziekuję.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kyle Harper to trzydziestodwuletni utalentowany(?) artysta, który stara się uporządkować swoje dotychczasowe życie. Nie idzie mu to najlepiej, zwłaszcza że jego żona stara się być w centrum uwagi, nie tylko jego (ponownie), ale także innych ludzi. Jego menadżer, który zachowuje się bardziej jak rozpieszczona gwiazdka i zamiast mu pomagać, sprowadza na niego jeszcze większe problemy. Wszystko się zmienia, gdy na jego drodze pojawia się nieznajoma, która urzeka Kyle'a swoim uśmiechem, radością i pozytywnym nastawianiem do życia.

BREATHE AGAIN
1. Część pierwsza: Jeden oddech na szczęście
2. Część druga: Mroźny oddech zimy
3. Część trzecia: Wziąć głęboki oddech i żyć

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

PROLOG

Kyle Harper z rękami w kieszeni markowych jeansów, szedł przed siebie niebywale powolnym krokiem. Czerpał radość ze swojej powolnej przechadzki po pustych ulicach samego Nowego Jorku. Przymykał co chwilę swoje powieki i rozkoszował się niezwykłą ciszą. Była czwarta nad ranem, a puste ulice nie przypominały tego codziennego tłumu, przez który nie można się przedostać w dzień.
Przystanął na chwilę na ulicy i rozejrzał się wokoło siebie. Wyobraził sobie uliczny gmach, pełen ludzi, a gdzieś w oddali dostrzegł siebie. Spoglądał na mężczyznę, jak sam się niezdarnie poruszał, co chwilę przystając i odwracając się za siebie, czy żaden z fotoreporterów nie depcze mu po piętach. Przyśpieszał kroku, kiedy zorientował się, że jednak biegają za nim, jak psy za kawałkiem mięcha. Roześmiał się. Nie potrzebował tego wszystkiego. Ba!, on nawet tego nie chciał. W gruncie rzeczy sam nie wiedział czego chce i o tym akurat wiedział. Bardzo dobrze wiedział.
Nie przeraził go żaden letni deszczyk, kiedy poczuł chłodne krople na twarzy. Uniósł twarz ku górze i przez chwilę spoglądał na ciemne niebo usiane gwiazdami. Wziął kilka głębszych wdechów i ponownie przymknął swoje zmęczone powieki. A kąciki jego ust uniosły się do góry, po raz pierwszy dzisiejszego dnia, który był naprawdę ciężki.
Nagle poczuł mocne szarpnięcie. Przez chwilę nie wiedział co się dzieje, pokiwał przecząco głową, chcąc sobie przypomnieć o czym przed chwilą myślał, o tym co się stało.
- Życie ci nie miłe!? - usłyszał tylko z ciemnego chevroleta, który mignął mu przed oczami.
- Dobrze się czujesz?
Do jego uszu dotarł delikatny i subtelny głos. Poczuł także mocny ucisk na swoim przedramieniu i dopiero teraz dostrzegł młodą dziewczynę, która stoi przed nim, wpatrzona w niego jak w obrazem i z dłonią zaciśniętą na jego ciele. Spojrzał znacząco na swoje ramię, a ona powędrowała za nim wzrokiem.
- Przepraszam – westchnęła. - Musiałam jakoś zareagować – zaczęła się tłumaczyć. - On jechał wprost na ciebie – mówiła dalej, ale Kyle jakby jej nie słuchał. Wpatrywał się tylko w nią, swoimi dużymi i ciemnymi oczami. Młoda, brązowowłosa dziewczyna uniosła do góry brwi, pomachała dłonią mu przed oczami, aż mężczyzna wyszedł z letargu, w którym się znalazł. Dopiero teraz zrozumiał co się stało. Jak oślepiły go światła, a on... Zaskoczony samym sobą wyrzucił to wspomnienie z głowy.
- Uratowałaś mi życie – oznajmił. Zawahał się przez chwilę. Odchrząknął i pozwolił, aby jego umysł doszedł do siebie. Spojrzał na brunetkę, na twarzy której nadal malowało się przerażenie. - Dziękuję – westchnął, a w jego głowie ponownie pojawiła się ta myśl. Myśl, przed którą zaczął uciekać. Dlaczego się nie ruszył, dlaczego żaden kawałek jego ciała nie drgnął?
Spojrzał na dziewczynę, która sięgała mu zaledwie do piersi. Zerknął na jej drobną dłoń, w której trzymała wielki i zapewne ciężki parasol, a potem na nią. Dziewczyna spoglądała na niego, a na jej twarzy pojawił się drobny uśmiech. Poczuł ciepło na sercu. Miała słodki i dziewczęcy uśmiech. Odwzajemnił delikatnie uśmiech. Odsunął od nich parasol i szybko się go pozbył.
- Czasami jest niepotrzebny – wyjaśnił, gdy spotkał się z jej wzrokiem. Wzruszył ramionami i spojrzał do góry. - Tu jesteśmy bezpieczni – oznajmił, gdy zauważył, że dziewczyna bacznie się rozglądała wokół siebie.
- Nie o to chodzi – poinformowała speszona unikając jego wzroku.
- Zamknij oczy – poprosił ją. Zdziwiła się, ale zrobiła tak, jak jej kazał. Delikatnie ujął jej drobną twarz w swoje duże i szorstkie dłonie, wtedy jednak szybko otworzyła powieki. - Zamknij – szepnął. Przez chwilę wpatrywała się w jego ciemne jak noc oczy, wtedy też uśmiechnął się, a ona postanowiła mu zaufać. - Zamknij oczy i zapomnij o wszystkim. O wszystkim – powtórzył wyraźnie. - O problemach, o ludziach – zaczął wymieniać spoglądając na jej drobną i uśmiechniętą twarz. - O całej rzeczywistości, która cię otacza – mówił swoim subtelnym głosem, nie tracąc jednak swojej męskości. Patrzał na nią i nie potrafił oderwać wzroku. Jej twarz wydawała się być taka spokojna, do tego musiał przyznać, że jest piękną kobietą o delikatnych rysach. A mały figlarny nosek dodawał jej uroku. Po chwili sam przymknął powieki.
- O czym myślisz? - zapytała.
Nie otwierając oczu, pokiwał głową i uśmiechnął się zagryzając lekko dolną wargę.
- Nie powiem ci – oznajmił otwierając oczy.
Nie mógł się przyznać, że w jego głowie krążyła jej uśmiechnięta twarzyczka. Sam nie wiedział dlaczego pomyślał o niej. Czuł się dobrze w jej towarzystwie. Dziwiło go, że nie robi całego tego szumu jego osobą, że nie zadaje żadnych pytań. Mimo iż czuł się zaskoczony, to nie był tym zawiedziony, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie.
- Cała drżysz – zauważył Kyle. Zdjął swoją marynarkę i okrył jej nagie i szczupłe ramiona.
- To nie z zimna – oznajmiła spoglądając wprost w jego oczy. Kyle uniósł znacząco brwi do góry, a ona lekko zawstydzona roześmiała się. - Może trochę – szepnęła unikając już jego wzroku. Przenikała nim za jego sylwetką, chcąc zawiesić na czymś wzrok.
- Chodź – powiedział i wyciągnął do niej rękę. - Jeszcze przeze mnie zachorujesz.
Uśmiechnięty Kyle stał z wyciągniętą ręką w jej kierunku, ale dziewczyna nie wykonała żadnego kroku w jego stronę. Pokiwała tylko przecząco głową.
- Nie mogę – rzekła. Próbowała zdjąć marynarkę z ramion, ale powstrzymał ją, delikatnie łapiąc ją za nadgarstek. Zadrżała, a on się uśmiechnął.
- Jak ci na imię? - krzyknął, kiedy odchodziła. Spoglądał jak dziewczyna się oddalała, mając nadzieję, że w końcu się odwróci. Jego głos rozszedł się tylko po pustej ulicy.


Ode mnie: to ma być taka lekka, banalna historyjka, w trzech częściach, o ile dotrwam! Każda część o innym etapie życia głównego bohatera. Mam nadzieję, że komuś się spodoba. Jeśli nie, nie ma problemu, można usunąć. Pozdrawiam!


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 22:22:57 13-12-13, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:25:37 10-11-12    Temat postu:

Jeden oddech na szczęście:
Odcinek 1


Mężczyzna uniósł do góry brwi ze zdziwienia. Z szeroko otwartymi oczami przeglądał dzisiejszą gazetę, wczytując się dokładnie w artykuł o jednej, najbardziej popularnej w ostatnim czasie piosenkarce, a mianowicie o Alyson Coleman. Nie mógł pojąć jak drastycznie zostało opisane jej małżeństwo, w tym krótkim i zwięzłym artykule, a co najważniejsze, że sama Alyson zgodziła się, aby to wszystko została opublikowane.
Od kiedy ludzie o nim mówili stawało się dla niego to coraz trudniejsze. Z dnia na dzień go to przerastało. Oczywiście, że na początku uśmiechał się, kiedy czytał o sobie w popularnym czasopiśmie, kiedy bywał na okładkach kilku gazet. Do czasu, kiedy dziennikarze zaczęli grzebać w jego życiu prywatnym. Nie rozumiał, dlaczego ludzi bardziej interesuje ich życie od wewnętrznej strony zamiast interesować się muzyką, którą tworzą. A tworzą ją dla nich. Zaczęło go to śmieszyć, a z czasem nudzić.
Zaszył się w swoich czterech ścianach, z dala od wszystkich. Tak mu odpowiadało najbardziej. On i jego muzyka.
Oparł głowę o zagłówek swojej sofy i przymknął zmęczone powieki. Oddychając głęboko uśmiechnął się do swoich myśli, na samo wspomnienie o nocnym spotkaniu z nieznajomą mu dziewczyną. On, stary i znużony już mężczyzna, zniechęcony do jakichkolwiek zajęć; do życia, była całkowitym jego przeciwieństwem. Wciąż widział jej radosny uśmiech, tak samo jak jej roześmiane i szczęśliwe oczy. Tak, niewątpliwie dziwne było to, że to właśnie przy niej szczerze się uśmiechnął, pierwszy raz od długiego czasu. Los się do niego nie uśmiechał, nie miał powodu, aby unieść kąciki swoich ust do góry, a ona sprawiła, że tak się stało. Roześmiał się teraz na głos, na samą myśl o tym. Zburzyła jego porządek i zniknęła.
Rozciągnął się leniwie, wiedząc że nie ma nic do roboty, jak każdego dnia. Nacisnął jeden, mały guziczek na pilocie, a przestrzeń wokół niego stała się jaśniejsza, od promieni padających z okna. Zamrugał szybko powiekami, aby przyzwyczaić wzrok, kiedy usłyszał doniosły dzwonek do drzwi. Z niechęcią ruszył w ich kierunku, a przechodząc przez pusty hall rzucił kątem oka na zegar, który wskazywał dopiero ósmą czterdzieści pięć.
- Hola, hola! - Przywitał go mężczyzna o podobnej budowie do niego, z rozczochranymi włosami i uśmiechem od ucha do ucha. - Tak witasz gości? - spytał, widząc Kyle'a w bokserkach i siwym podkoszulku. Po czym wtargnął bez zaproszenia do środka mieszkania.
- Nie spodziewałem się nikogo – zaczął Kyle – tak wcześnie. - Wymownie spojrzał na zegar, aby dać mu do zrozumienia, że jest jeszcze wczesna pora, bardzo wczesna. - Co cię do mnie sprowadza? - zapytał grzecznie, kiedy mężczyzna uniknął odpowiedzi na jego wcześniejsze wypowiedzi. Posilił się także na lekki uśmiech.
- Twoja kariera – rzucił i rozsiadł się wygodnie na kanapie, na której jeszcze niedawno wylegiwał się Kyle. - Jak twój menadżer – powiedział, rzucając akcent na ostatnie słowo – muszę się nią zająć. O – wyrwało mu się – widzę, że czytałeś dzisiejszą gazetę. - Mężczyzna podniósł czasopismo ze stolika. - Jeszcze trochę, a będziesz znany tylko z burzliwego związku z Alyson. W każdej gazecie obrzuca cię wyzwiskami – mówił z przejęciem, analizując ponownie artykuł, przewracając teatralnie oczami.
- Charles – wypowiedział spokojnie imię mężczyzny, aby przemówić mu kilka rzeczy do rozsądku. Dobrze wiedział, że nie przepada za Alyson, jednak zawahał się kiedy spotkał się ze wzrokiem przyjaciela. - Najwyraźniej – zaczął szeptem – mój ostatni kawałek nie wpada w uchu – dokończył ryzykując. - Oczywiście, że nie jestem tym zadowolony – oznajmił jeszcze szybko.
- Taaa... - przeciągnął Charles. - Ostatni kawałek, przedostatni i jeszcze przed, przed – zaczął wymieniać z ironią.
Kyle przechadzał się po ogromnym, przestrzennym salonie i co jakiś czas podrzucał do góry piłeczkę tenisową, która wcześniej błąkała się po podłodze. Pokrótce cisnął nią o kąt, a sam wygodnie rozsiadł się w fotelu. Musiał przyznać, że sam nie wiedział, kiedy jego kariera przycichła. Ale czy nie o to mu chodziło? Chciał być sam, on i jego muzyka. Mógł dawać drobne koncerty przy małym gronie, a nie dla większej publiczności, na jeszcze większej estradzie. To nie dla niego. Dopiero teraz zauważył w jakim bałaganie żył, jak to wszystko mu przeszkadzało. Gdyby nie Charles, gdyby nie Alyson nadal by dawał swoje skromne koncerty dla swojej stałej publiczności w Słonecznym Zakątku. Tak, to było jego życie. Gdzie podziało się jego życie? Wszystko się zmieniło, gdy w jego świat Charles wtargnął swoimi brudnymi buciorami, a potem Alyson. To dla nich zmienił swoje życie. Dzięki nim stał się bardziej sławny, a teraz dzięki kobiecie ponownie stał się nikim. Przez ostatnie miesiące żył sam, w swoich czterech ścianach, nikomu nie przeszkadzając. Pytanie: dlaczego, akurat teraz, dzisiaj Charles Wells pojawił się ponownie w jego mieszkaniu, po tak długiej nieobecności?
- Dlaczego? - wyrwało się Kylemu. Charles spiorunował go wzrokiem, a Kyle machnął tylko ręką, aby nie zwracał na niego uwagi.
- Mam inne wrażenie – zauważył Charles przyglądając się mężczyźnie. - Gadasz nie od rzeczy, a przy tym uśmiech nie schodzi ci z twarzy, a przypominam ci – zwrócił w jego kierunku swój wskazujący palec - że nie masz wystarczająco wiele powodów do radości. - Tym razem to Kyle przewrócił teatralnie oczami wysłuchując przyjaciela.
- Wczoraj – rzucił Kyle zaplatając dłonie – a właściwie dzisiaj – poprawił się. Charles spoglądał na niego dając mu do zrozumienia, aby się ponaglił. - Zdarzyło się coś dziwnego. - Charles po raz kolejny pokazywał mu, aby mówił dalej. - Poznałem kogoś – oznajmił swoim subtelnym głosem i się uśmiechnął.
- Stary, nie czas na romanse! Jeszcze się z jednym nie pożegnałeś. - Charles podniósł się i podszedł do małego barku nalewając sobie herbacianego trunku do szklaneczki. - Za wcześnie – szepnął, kiedy zbliżył szklankę do ust. - A co mi tam! - I jednym duszkiem wypił jej zawartość. Kyle wpatrywał się na niego napiętym wzrokiem, a przy tym unosząc jedną z brwi do góry. - Jeśli przez ciebie wpadnę w nałóg, gorzko tego pożałujesz – ostrzegł przyjaciela, a po chwili sam się roześmiał. - Co z tą kobietą? - spytał wracając do wcześniejszego tematu.
Co prawda nie interesowały go podboje Kyle'a, jednak chciał wiedzieć kim jest owa kobieta i go odprowadzić od kolejnego romansu. Harper powinien wziąć się w garść, zapomnieć o kobietach, których jednak nie było za wiele w jego życiu i solidnie wziąć się za swoją pracę.
- Nic nie było – rzekł Kyle.
- Więc, co zawracasz mi głowę?
- Po prostu... - zaczął znowu Kyle. - Chodzi o to, że ona nawet nie wiedziała kim jestem. - Zamyślił się nad swoimi własnymi słowami, a na jego twarzy zawidniał szeroki uśmiech. - To było cudowne uczucie – zachwycił się.
Charles popukał się w głowę. Odetchnął głęboko, rozsiadł się wygodniej na kanapie i roześmiał na całe gardło. Spoważniał, kiedy zauważył, że Kyle'owi nie jest do śmiechu.
- Ty nie żartujesz – podsumował i ukrył twarz w swoich dłoniach.
- To była dla mnie nowość. Młoda dziewczyna, która mnie nie zna, która się nie rzuca na mnie i nie prosi o autograf, zdjęcie - wyliczał Kyle odruchowo przeczesując dłońmi włosy. - Oczywiście, że chcę, aby moja kariera się rozwijała jak najlepiej, ale brakuje mi tego spokoju, jakiegoś azylu.
- Kyle – westchnął Charles spoglądając na przyjaciela, nie dowierzając temu co mężczyzna mówi. - Rozumiem, że jesteś zmęczony ostatnimi aferami, ale...
- Nie chcę zrezygnować! - wtrącił się Kyle, a drugi z mężczyzn odetchnął. - Jestem zmęczony. Nie tak to sobie wyobrażałem. - Kyle pokiwał przecząco głową. - Początki były o wiele łatwiejsze – zauważył, a obaj panowie zamyślili się.
Charles wspomniał jak przez przypadek poznał Kyle'a. Czysty przypadek, że wszedł do mało znanej kawiarni, gdzie Kyle śpiewał dla publiczności jako zwykły amator. To on go odkrył i zrobił z niego gwiazdę, dzięki niemu zabłysnął. Nie było łatwo, było ciężko. Nie pracowało mu się najlepiej z Kyle'm, który miał odmienne zdanie na każdy temat. Ich praca zaowocowała dopiero wtedy, kiedy zrozumieli że mogą na siebie liczyć. Odkryli przyjaźń w tych dwóch odmiennych charakterach i z czasem wszystko stało się łatwiejsze. Dopóki nie pojawiła się ona – Alyson Coleman. Wielka sława znana głównie ze skandali, a Kyle wpadł po uszy.
- Muszę się zbierać – odezwał się w końcu Charles spoglądając na elegancki zegarek na ręku. Podniósł się i poprawił swój garnitur. - Wieczorem jest bankiet – przypomniał ruszając w kierunku drzwi, a Kyle podążył za nim. - Jutro – westchnął zawieszając głos – jutro wycofujemy płytę – przyznał z przymrużonymi oczami. Nie podobało mu się to, ale nie mieli innego wyjścia. - A ty Kyle... bierz się do pracy. I nie mówię to jako twój przyjaciel – ostrzegł go znikając za drzwiami.
Kyle westchnął głośno opierając się plecami o zimne drzwi. Przymknął swoje powieki, a na jego twarzy pojawił się grymas na samo wspomnienie o dzisiejszym bankiecie.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 14:30:41 10-11-12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:21:39 09-09-13    Temat postu:

Jeden oddech na szczęście:
Odcinek 2


Kyle rozejrzał się po wielkiej sali bankietowej, rozpoznając niektórych ludzi ze światu show biznesu, w którym w ostatnim czasie się dusił. Znane mu twarze uśmiechały się do niego, albo witały się z nim ze skinięciem głowy. Kyle odwzajemnił uśmiech, chociaż nie był on szczery. Nie wiedział co tu robił. Przyszedł, bo Charles mówił mu o tym bankiecie już od tygodni. Nie chciał zawieść przyjaciele, jak to robił od pewnego czasu.
Sięgnął po lampkę szampana z tacy kelnerki, która przechodziła tuż koło niego. Kobieta uśmiechnęła się szeroko, ale on udał, że tego nie widział. Odwrócił głowę i rozejrzał się za swoim przyjacielem.
- Myślałem, że nie przyjdziesz – usłyszał za sobą znajomy głos.
- Chciałeś, to jestem – odparł obojętnym tonem Kyle, a Charles pokiwał głową.
- Kyle to twoja przepustka do tego świata, ponownie – podkreślił dokładnie swoje ostatnie słowo. - Musimy coś zrobić, aby cię znowu wybić. Nie musisz być znany jako były mąż Alyson Coleman.
- Coleman – Harper – poprawił go Kyle. - Ona nadal jest moją żoną. - Kyle uśmiechnął się cynicznie. Znowu zaczął się zastanawiać w jakim tu celu przyszedł. Zachowanie Charlesa zaczęło go irytować.
- To tylko kwestia czasu – odparł Wells.
Kyle machnął ręką. Odstawił pustą lampkę na tacy i wziął kolejną pełną złocistego napoju. Powolnym krokiem przeszedł się po sali bankietowej rozglądając się uważnie wokół siebie. Już dawno nie był w tak doborowym towarzystwie i musiał przyznać, że wcale mu tego nie brakowało. Mężczyźni ubrani w eleganckie smokingi, kobiety w pięknych sukniach, a do tego ich sztuczne uśmiechy, które tylko zakrywały prawdziwe zamiary. Zwykłe harpie, które zrobią wszystko, aby cokolwiek osiągnąć. Taka też była jego żoną, a on nie chciał być kimś takim. Najgorsze było to, że w pewien sposób nie potrafił wrócić do swojego poprzedniego życia, tak po prostu z dnia na dzień, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki.
Przechodzą koło dużego lustra wiszącego na ścianie, dostrzegł w oddali swoją żonę. Nie był zaskoczony, Alyson nie odpuszczała żadnego bankietu, było jej wszędzie pełno. Pchała się tam, gdzie nawet jej nie chcieli. Zawsze stawiała na swoim. Kyle szybko cofnął się do tyłu i wmieszał się w tłum ludzi, aby nie zostać zauważonym. A gdy tylko zobaczył uchylone drzwi na taras wymknął się przez nie na zewnątrz.
Odetchnął głęboko, kiedy poczuł zimny powiew. Podszedł bliżej do barierki i oparł się o nią dłońmi. Spojrzał na gwieździste niebo i przymknął oczy. Otaczała go cisza, o której marzył jak tylko przekroczył próg tego królestwa. Zaśmiał się pod nosem zauważając fakt, że nawet nie wie z jakiego powodu wydany jest bankiet.
- Przed kim tak uciekałeś?
Zadrżał, gdy usłyszał znajomy mu głos. Odwrócił się i ujrzał na ławce dziewczynę, którą dzisiaj poznał. Podniosła się z miejsce i wolnym krokiem ruszyła w jego kierunku. Wiatr rozwiał jej brązowe włosy, a ona się uśmiechnęła. Wyglądała pięknie! A jej prosta sukieneczka ze złocistego koloru, o lekkim koronkowym materiale dodawała jej tylko blasku.
- Przed jedną nieprzewidywalną harpią – zaśmiał się Kyle. Jego usta, jego oczy uśmiechały się na widok dziewczyny. Sądził, że już jej nie spotka, a tu los przygotował mu taką niespodziankę.
- Musi być niezwykle nieuprzejma. - Dziewczyna stanęła rami w ramię z Kyle'em opierając się o barierkę. Spojrzała na niego z ukosa i posłała ciepły uśmiech. - Twoja eks?
- Powiedzmy – odparł Kyle. W końcu jak sam Charles powiedział, to tylko kwestia czasu, a już niedługo Alyson Coleman – Harper znowu będzie tylko Coleman. Zamilkł, gdy na myśl mu się to nasunęło. Kiedyś był szczęśliwy z Alyson czuł, że żyje, że ma dla kogo istnieć. Jak to się stało, że teraz jest mu całkiem obojętna. - A ty? - zwrócił się do dziewczyny odwracając się w tą samą stronę co ona. Oparł się łokciami o barierkę splatając ręce. - Przed kim ty się chowasz?
Dziewczyna się zaśmiała, a on po raz kolejny zwrócił uwagę na jej szczery uśmiech. Miała wypisany uśmiech na twarzy, jakby był jej nieodłącznym elementem. Już dawno nie widział nikogo tak szczęśliwego.
- Przed ludźmi. Nie lubię tego typu przyjęć – oznajmiła. Speszona jego spojrzeniem, schowała kosmyk włosów za ucho, który niedbale przez wiatr pojawił się na jej dziewczęcej twarzyczce. Spojrzała na księżyc, który wysoko usadowił się na niebie i spoglądała na niego z zaciekawieniem, jakby on również na nią patrzał. Kyle natomiast wciąż przyglądał się nieznajomej. Obserwował każdy jej najdrobniejszy ruch, zapamiętywał uważnie jej drobną twarz, która była podkreślona lekkim makijażem. Jej usta wygięte w uśmiechu, mały nosek, który tak śmiesznie marszczyła, gdy się uśmiechała.
- Więc co tu robisz? – spytał.
- To ważna uroczystość – powiedziała brunetka, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Kyle otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale nie zdążył, gdyż na tarasie pojawiła nie kto inny jak Alyson Coleman. Kyle uderzył dłonią w barierkę, zawsze pojawiała się nie w tym czasie, co powinna. Idealnie trafiła w nastrój.
- Możesz nas zostawić samych? - zwróciła się do dziewczyny, a ona pośpiesznie wyszła, nie zważając na to, że Kyle próbował ją zatrzymać. Chciał pobiec za nią, kiedy blondynka zagrodziła mu drogę.
- Co ty ode mnie chcesz? - spytał przewracając teatralnie oczami. Zrezygnowany wrócił ponownie na swoje miejsce i odwrócił się do niej plecami. - Obrzuciłaś mnie błotem w gazecie – wycedził przez zęby. Był zły na siebie, że zdołała mu popsuć wieczór, który zapowiadał się jednak w całkiem innym świetle niż przypuszczał, a wszystko za sprawą nieznajomej mu dziewczyny.
- Powiedziałam prawdę – oznajmiła kobieta.
Złapała za kawałek materiału, kiedy wiatr rozwiał jej długą do kostek sukienkę, z dużym rozcięciem na udzie.
- Prawdę? - zakpił Kyle. - Prawda jest taka, że to ty zniszczyłaś nasz związek. To ciebie ciągle nie było, to ty nie miałaś dla mnie czasu, bo gnałaś za karierą jak szalona. I proszę bardzo – Kyle rozłożył teatralnie ręce w jej kierunku – masz co chciałaś! Karierę, o której tak marzyłaś. Nie rozumiem tylko, po co marnowałaś czas na mnie? - Uniósł pytająco brwi, a ona odwróciła od niego wzrok. Oparła spocone dłonie na zimnej barierce i uniosła dumnie głowę do góry.
- To nie jest tak jak myślisz – rzekła.
- Ty nawet nie wiesz co tak naprawdę myślę. - Wziął głęboki oddech i przymknął oczy, aby po chwili spojrzeć na kobietę. - Niszczysz mnie – szepnął. - I nie tylko wewnętrznie. Burzysz wszystko na co ciężko pracowałem. Zburzyłaś związek, o który starałem się dbać jak tylko najlepiej potrafię. Nie chcę cię znać Alyson.
Nie spoglądając na kobietę ruszył w kierunku wyjścia. W połowie drogi zatrzymał się jednak na chwilę i odwrócił.
- Podpisz papiery, które ci podesłałem i będzie po sprawie.
Mimo iż zawsze to Alyson miała ostatnie zdanie, kobieta nie odezwała się ani słowem. Odwróciła się kiedy drzwi lekko się poruszyły i spoglądała w oddalającą się sylwetkę swojego męża. Jedna, samotna łza spoczęła na jej policzku, która szybko delikatnie wytarła. Poprawiła też swój makijaż przy maleńkim lustereczku i ponownie zawitała na sali z wypisanym uśmiechem na twarzy.
- Stary, wszędzie cię szukałem!
Charles zatrzymał Kyle'a łapiąc go za ramię. Mężczyzna odepchnął jednak przyjaciela i skierował się do wyjścia.
- Wychodzę – odparł tylko nie oglądając się za Charlesem. Nie zamierzał mu się tłumaczyć. Chciał stąd wyjść jak najszybciej i nie widzieć swojej żony. Mógł przemyśleć to, że spotka tutaj Alyson, że będzie chciała zwrócić na siebie uwagę, jak zwykle.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony Wells.
- Mam po dziurki w nosie tych wszystkich ludzi!
Charles stał na schodach spoglądając na przyjaciela, który coraz bardziej się oddalał. Podrapał się po kilkudniowym zaroście, zastanawiając się co powinien zrobić, jak mógłby go zatrzymać.
- Kyle! - zawołał zbiegając ze schodów.
- Ciebie również! Możesz sobie znaleźć inną gwiazdę, zwalniam cię Wells – oznajmił Harper zatrzymując się na chwilę, gdy usłyszał wołanie mężczyzny. Posłał mu zwycięski uśmiech i zniknął w ciemności.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:57 10-09-13    Temat postu:

Aneczko, jak znajdę chwilę więcej wolnego, to obiecuję skomentować porządnie - pamiętam, że prolog i pierwszy rozdział czytałam już dawno i nawet nie wiem czemu nie zostawiłam po sobie śladu.. wybacz :* Obiecuję, że ogranę to na dniach
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:55:55 14-09-13    Temat postu:

No więc jestem i stanowczo domagam się więcej Mam nadzieję, że będziesz kontynuować
Żal mi się zrobiło naszego artysty, jest zagubiony, zamknięty w sobie i nie potrafi się odnaleźć w otaczającym świecie - całe szczęście w jego życiu pojawił się promyczek słońca, piękna nieznajoma, którą jak się domyślam jest Layla Po pierwszym rozdziale sądziałam, że Alyson będzie naprawdę wredną s... ale po tej scenie na tarasie wcale już nie jestem tego taka pewna. O samym Charlsie póki co trudno mi coś powiedzieć - nie potrafię jeszcze rozgryźć czy jest bardziej przyjacielem Kyle'a czy jednak bardziej jego menadżerem. Na chwilę obecną delikatnie składniam się ku opcji numer dwa, ale okaże się w praniu
No i jeszcze ta końcówka i kropka nad "i" w postaci "zwalniam cię, Wells" - mistrzostwo Czyżby Kyle wreszcie ocknął się z letargu i postanowił wrócić do życia i zawalczyć o nie? Oby!
Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:13:18 15-09-13    Temat postu:

Dzięki Aga! ;* Na początku miałam duże plany wobec tego. Opowiadanie miało składać się z trzech części, w których czas miałby być znaczący, ale nie wiem. Mam kilka odcinków, więc nic mi nie szkodziło i dodałam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:05:24 15-09-13    Temat postu:

Zapowiada się świetnie, więc mam nadzieję, że uda Ci się doprowadzić je do końca
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:50:43 17-09-13    Temat postu:

Jestem i ja
Opowiadanie zainteresowało mnie od samego początku, a teraz, po przeczytaniu 2 rozdziałów chcę jeszcze więcej Nie przypominam sobie, bym czytała historię artysty, dla którego sława wcale nie okazała się korzystna, który pragnie jedynie zaszyć się w swoim mieszkaniu i nigdy z niego nie wyjść. Jak widać, będąc sławnym nie można oczekiwać tylko miłych chwil, bo najczęściej trzeba wiele poświęcić, a i stracić można wiele. Bardzo łatwo wczułam się w sytuację Kyle'a, którego otaczają jedynie ludzie, żerujący na nim. Bo jak inaczej można określić Alyson, dla której małżeństwo z nim okazało się przepustką do śmietanki towarzyskiej, czy Chrles'a, który na mój gust nie jest dobrym przyjacielem. Wszyscy wymagają, że Kyle będzie cały czas chodził z uśmiechem na twarzy i robił to, co inni będą chcieli. Wszyscy, poza jedną osóbką, której imienia Kyle nadal nie poznał Czekam na kolejne rozdziały
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:54:21 23-09-13    Temat postu:

Jeden oddech na szczęście:
Odcinek 3


Sięgnął po telefon, który dzwonił już po raz setny dzisiejszego dnia. I mimo iż wiedział kto do niego dzwoni znowu nie odebrał. Odrzucił rozmowę. Nie miał ochoty na rozmowę z Charlesem. Chyba dokładnie dal mu do zrozumienia, że nie chce, aby dla niego pracował. W tej samej chwili zrobiło mu się głupio. Telefon zadzwonił. To Charles ponownie. Mimo wszystko był jego przyjacielem, który pomagał mu w najtrudniejszych sytuacjach. Co z tego, że był irytujący?! Odebrał.
- Stary, w końcu! – powitał go Charles. – Mam nadzieję, że nie mówiłeś wczoraj poważnie. Rozumiem, że te bąbelki z szampana – mówił rozbawiony mężczyzna.
- Chyba zaszkodziły tobie Charles, mówiłem poważnie. Nie chcę z tobą współpracować – powiedział z łamiącym się głosem. Nie chciał tego mówić.
- Mamy dzisiaj zająć się wycofaniem płyty, więc widzimy się w wytwórni – oznajmił Charles nie zważając na słowa swojego przyjaciela. Udał, że ich nie słyszy.
- Nie słyszałeś co mówiłem?
- Mamy umowę Harper. Widzimy się w wytwórni.
Kyle zaklął pod nosem. Cholerna umowa! Gdyby nie ona, mógłby podziękować Wellsowi i radzić sobie sam jak dawniej. Pomyślał o pieniądzach, o których jest mowa w umowie. Pieniędzy także nie miał, Charles wiedział jak dobrze się ustawić. Zawsze dobrze myślał i świetnie na tym wychodził.
Kyle niechętnie się ubrał i wyszedł z mieszkania. W windzie dopiero dostrzegł, że jego włosy są niedbale ułożone. Zaśmiał się pod nosem, na samą myśl, jak jego sąsiadka na niego dziwnie zerkała i chichotała. Wychodząc z budynku ruszył w kierunku przystanku, który znajdował się niedaleko. Wsiadł do tramwaju i usiadł na tylnym siedzeniu. Obserwował zwykłych ludzi, którzy wsiadali i wysiadali. Kiedy dostrzegł zbliżający się przystanek, na którym miał wysiąść przybliżył się do wyjścia. W oddali, w tłumie ludzi dostrzegł na ulicy znajomą twarz. Wybiegając z tramwaju nie zauważył, że niechcący na kogoś wpadł. Pobiegł za dziewczyną, ale w tym tłumie jej sylwetka oddalała się coraz bardziej. Zwolnił, kiedy dziewczyna zatrzymała się przed kawiarnią, a on złapał ją za ramię.
- Tak się cieszę, że cię znowu widzę – oznajmił. Kobieta się odwróciła i uniosła brwi do góry na widok nieznajomego. Kyle się zaśmiał. – Przepraszam – szepnął. – Pomyliłem panią z kimś – wytłumaczył i posłał kobiecie ciepły uśmiech.
Kyle wrócił się. Wytwórnia znajdowała dwie przecznice stąd, więc gdyby nie to, że pobiegł za tą kobietą jak głupi byłby już na miejscu. Nie wiedział co się z nim dzieje. Sam się zdziwił, że ta dziewczyna wywarła na nim takie wrażenie. Chciał ją poznać, chciał wiedzieć kim jest, jak ma na imię.
Charles wskazał na swój zegarek na ręku, kiedy zjawił się Kyle. Był zniecierpliwiony i zły, że musiał tyle na niego czekać, a tu liczyła się każda minuta. To był duża, jak i nie największa wytwórnia w Nowym Jorku, która pracuje z wieloma artystami.
- Wiesz, ile mi zajęło umówienia nas na dzisiaj?
Kyle przewrócił teatralnie oczami i posłał mu głupawy uśmiech, po czym minął go i wszedł do budynku.
- Oczywiście, nie ma sprawy – szepnął Charles wchodząc za nim. – Ja tu się dwoję, troję, a on nawet tego nie dostrzega – mówił dalej do siebie. – Jeszcze chwila, a sam będę musiał się zwolnić – podsumował biorąc głęboki wdech.
- Możesz powtórzyć? – poprosił Kyle uśmiechając się.
- Po moim trupie! – odparł Charles pozwalając sobie na jeszcze większy uśmiech, który mówił, że tu od niego wiele zależy. I miał rację.
Przywitał się ze znajomymi ludźmi, do których Kyle tylko się lekko uśmiechnął. Charles był w swoim żywiole, a on nie był na swoim miejscu. Nie czuł się tu dobrze, zwłaszcza, że przychodzą tu w takiej sytuacji.
- Dobra, zaraz wchodzimy, dadzą nam za chwilę znać – oznajmił Charles przysiadając się do przyjaciela. – Więc opowiadaj co wczoraj się stało, że byleś taki zły. Chodzi o Alyson?  - Kyle przytaknął kiwnięciem głowy. – Pokłóciliście się? – Ponownie pokiwał głową.
- Nie wiem po co zgodziłem się na to przyjęcie. Gdybym nie poszedł nic by się nie stało.
- Gdybyś nie poszedł ludzie całkowicie o tobie by zapomnieli. Mówili o tobie – oznajmił i podrapał się bo swoim dwudniowym zaroście.
- Tak? – spytał Kyle. – Co mówili? O, patrzcie to mąż Alyson Coleman? Ten niewierny, nietroskliwy mąż.
Charles się zaśmiał. Kyle spojrzał na niego surowym wzrokiem i wtedy przestał. Pokiwał jeszcze głową, niedowierzając temu wszystkiemu, jak jego żona mogła go tak usmarować w jednym z czasopism. Kochał ją, niezależnie jaka była Alyson. Chociaż jej prawdziwą twarz poznał dopiero po ślubie
- Nie wygłupiaj się. Nie wszyscy czytają te głupoty – stwierdził mężczyzna, próbując mu tym poprawić humor. – Moim zdaniem, to bardzo dobrze, że pokazałeś się znowu ludziom. Na tym przyjęciu było wiele wpływowych ludzi.
- Co za przyjęcie? – spytał Kyle ze znudzoną miną. Nie ukrywał się z tym, że wizyta tutaj nie jest mu na miejscu, a czekanie go zwyczajnie nudziło, tak samo jak rozmowa o jego żonie. Nie chciał o niej rozmawiać, a tym bardziej myśleć.
- Connorowie wydają za mąż swoją jedyną córeczkę. Jakaś rozpieszczona panienka – rzekł Charles.  – Całkiem, całkiem, ale to jeszcze dziecko.
Kyle spojrzał na niego z ukosa.
- A twoja głowa myśli: mimo wszystko przeleciałbym ją. - Kyle uniósł ręcę, spojrzał na przyjaciela i posłał mu ironiczny uśmiech, a przy tym jego policzki się napełniły i przypominał chomika.
- Czemu nie? – odparł uśmiechnięty. - Widziałeś ją? – zagadnął po chwili, kiedy zapanowała niezręczna cisza między nimi. Zastanowił się co się z nimi stało, co było przyczyną tej zmiany między nimi. Wiedział, że może liczyć na Kyle, mimo iż ostatnio był na niego zły, jednak nie było do końca tak samo jak dawniej. Czyżby rozstanie z Alyson go tak zmieniło? Co ta kobieta ma w sobie takiego, że mężczyźni nie mogę oderwać od niej oczu? Czym urzekła naszego skromnego Kyle, pomyślał.
- Nie – odburknął Kyle. Oparł się wygodniej o oparcie krzesła i przymknął oczy.
- Wychodzi za mąż za jakiegoś muzyka – kontynuował. – Jestem zaskoczony, że Connorowie się na to zgadzają, mają swoje zasady. I to jeszcze jaki muzyk!
Kyle przewrócił oczami. Charles świetnie nadawałby się w świecie dziennikarstwa. Byłby dobry w tym zawodzie, spisałby się, pomyślał mężczyzna nie słuchając dalszych opowieści o córce Connorów i jej przyszłym mężu. Co go to interesowało życie kogoś innego? Miał swoje życie i to mu zupełnie wystarczało. Zwłaszcza, że to nie jest najlepszy okres w jego życiu. Chociaż wiedział, że nie może być tak przez cały czas. Powinien wziąć się za siebie, pokazać wszystkim, że wie czego chce. Wie, co chce robić w swoim życiu. Musi tylko się uporać z Alyson. A to było trudniejsze niż przypuszczał, zwłaszcza że w tej samej chwili ją dostrzegł rozmawiającą ze swoim znajomym w drugim końcu korytarza.
- Mnie tu nie ma – szepnął tylko Kyle i skierował się do pierwszych lepszych drzwi.
- Poradzę sobie z nią – zapewnił Charles, kiedy dostrzegł żonę kumpla. Podniósł się z krzesła i poprawił swój garnitur, kiedy blondynka szła w jego stronę.
- Gdzie Kyle? – spytała chłodno Alyson. Uniosła wyżej głowę, aby widzieć dokładnie twarz Charles’a. Mimo iż miała wysokie szpilki wydawała się taka mała w stosunku do mężczyzny.
- Nie ma go ze mną – skłamał. – Ma obowiązki, wraca do swojej pracy – oznajmił Charles i posłał jej uśmiech. Znowu kłamał. Jednak świetnie mu to wychodziło.
Alyson się zaśmiała. Poprawiła kosmyk włosów, który niedbale wypadł z upiętych włosów. Zerknęła po chwili na swoje szpilki, kiedy Charles się w nią wpatrywał i poprawiła w rękach kopertówkę.
- Kyle wraca do pracy – powtórzyła po chwili, a z jej czerwonych ust nie schodził uśmiech. – Zadziwiające.
- Czego od niego chcesz? On chyba wczoraj wyraził się jasno – blefował dalej. Chociaż miał nadzieję, że tak było. W końcu nie bez powodu Kyle był wczoraj taki zły. Tymczasem wzrok mężczyzny objął jej dekolt, uśmiechnął się na ten widok. Podparł rękę na drugiej i podrapał się po brodzie. A po chwili zmierzył ją od stóp do głów. Musiał przyznać, że mała czarna świetnie na niej leżała.
- Nigdy cię nie lubiłam Wells.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:50:58 27-09-13    Temat postu:

Hmmm... nie wiem, ale jakoś ta przyjaźń Kyle'a i Charlesa do mnie nie przemawia. To znaczy może i Kyle rzeczywiście traktuje go jak przyjaciela, ale co do Charlesa to mam pewne wątpliwości ;D Za to na linii Charles - Alyson wyczuwałm jakieś iskry I mam jakieś przeczucie (a nawet pewność, bo spojrzałam na sygnaturki ), że córka Connorów to ta nieznajoma, którą tak zauroczył się nasz Kyle.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:35:28 28-09-13    Temat postu:

Ja również mam pewność, że ta 'rozpieszczona córka Connorów' to właśnie ta dziewczyna, w której się Kyle zauroczył I teraz ma kolejny problem na głowie- dziewczyna wychodzi za mąż. Ciekawi mnie jednak dlaczego Alyson zachowuje się tak, jak się zachowuje, bo na tym balu w poprzednim odcinku, wydawało mi się, że robi to wszystko wbrew swojej woli. Jednak Kyle z pewnością już jej nie zaufa, zwłaszcza, że teraz nie myśli o nikim innym, jak tylko o nowo poznanej dziewczynie A Charles'a polubiłam, chyba właśnie przez to jego zachowanie I też wyczuwam iskry na linii Charles-Alyson
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:58:20 28-09-13    Temat postu:

Dzięki dziewczyny! Widzę pewne wątpliwości co do Charlesa, może jak się go pozna bliżej, to zobaczymy co w nim siedzi naprawdę. Bo sam mężczyzna o sobie wiele nie mówi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:24:53 11-11-13    Temat postu:

Aniu, wracaj, proszę, najlepiej z kolejnymi odcinkami
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:10:37 13-12-13    Temat postu:

Aga, mówisz - masz, choć z wielkim opóźnieniem.


Jeden oddech na szczęście:
Odcinek 4



Kyle oparł się o zimne drzwi. Przymknął powieki oddychając głęboko, miał przyśpieszony oddech. O mały włos go nie dostrzegła. Kyle nie miał ochoty na spotkanie ze swoją żoną. Wczorajszego dnia powiedział jej wszystko co miał powiedzieć i co powinien zrobić już dawniej. Teraz tylko pozostaje czekać na to, aby podpisała papiery rozwodowe. Oby je tylko podpisała! A jeśli nie zrobi tego w ciągu kliku dni, sam będzie musiał się o to postarać. I wtedy nie odpuści.
- Znowu przed kimś uciekasz?
Otworzył oczy na znajomy głos. Uśmiechnął się nieświadomie i dostrzegł znajomą mu dziewczynę, która stojąc przed lustrem malowała swoje usta bezbarwną pomadką. Odwzajemniła uśmiech i wskoczyła na blat obok umywalek, a Kyle dopiero zauważył, że uciekł do damskiej łazienki.
- Ostatnio często na siebie wpadamy – odezwała się ponownie.
- Czysty przypadek, a może przeznaczenie? – spytał Kyle odchodząc od drzwi.
- Czyżby? Pomyślę, że mnie szpiegujesz – zaśmiała się barwnie, a on za nią. – Wierzysz w przeznaczenie? – spytała przyglądając mu się bacznie. Mimo iż się uśmiechał, zauważyła, że jest zmęczony. Dostrzegła jego smutne oczy, zapadnięte policzki i dwudniowy zarost, z którym mimo wszystko było mu bardzo dobrze.
- Może powinienem zacząć – rzekł stojąc tuż przy niej. Zerknął na swoje odbicie w lustrze, a potem na dziewczynę. Wyglądała na szczęśliwą, młodą kobietę, która cieszy się z życia, była całym przeciwieństwem jego.
- Co tu robisz?
- Ja? Uciekam znowu przed swoją eks, chowając się specjalnie w damskiej ubikacji, bo wiedziałem, że będzie tu moja nieznajoma znajoma? – zastanowił się nad sensem dwóch ostatnich słów. – Chyba nie brzmi to tak źle?
- W ogóle – przytaknęła unosząc oczy do góry.
- Więc, w takim razie – zaczął Kyle – myślę, że powinnaś zdradzić mi swoje imię. Byłoby mi łatwiej.
Kyle odwrócił się tyłem do lustra, oparł się dłońmi o blat, na którym siedziała dziewczyna i spojrzał na nią z ukosa. Zaśmiała się. Nie wiedziała dlaczego, ale uznała, że lubi tego mężczyznę. Nieświadomie sprawiał, że się uśmiechała.
- Łatwiej, w czym? – podłapała i uniosła do góry brwi. Nieświadomie wsunęła swoją drobną dłoń w jego gęste, czarne włosy. Pogładziła go delikatnie opuszkami placów, miał tak miękkie włosy. Wtedy Kyle ponownie na nią spojrzał. – Przepraszam – szepnęła, a jej policzki przybrały czerwoną barwę. Speszyła się, jakby została przyłapana na gorącym uczynku, a przecież nic złego nie zrobiła. Chociaż nie mogła sobie wytłumaczyć, dlaczego to zrobiła. – Więc w czym będzie ci łatwiej? – wróciła do tematu.
- Umówić się z tobą? – odpowiedział pytaniem, nie wiedząc czy dobrze robi. To był jakiś impuls. Nie wiedział co się z nim dzieje w jej obecności. Był innym człowiekiem. Cichym, nieśmiałym i skromnym mężczyzną. Więc w jaki sposób słynna piosenkarka została jego żoną? Wtedy też zrozumiał, że to dwie inne kobiety. – Bo chyba nie spotykasz się z nieznajomymi.
- Od jakiegoś czasu spotykam.
- Tak? – spytał zaskoczony.
- Najpierw na ulicy, potem na przyjęciu – zaczęła wymieniać. – A teraz jeszcze w damskiej łazience.
Oboje usłyszeli dźwięk telefonu. Dziewczyna sięgnęła do swojej małej torebki i sięgnęła telefon, odczytała szybko esemesa, którego dostała.
- Myślę, że jak się postarasz znajdziesz sposób, aby się ze mną spotkać ponownie – odparła. Zeskoczyła z blatu i skierowała się do wyjścia. Odwróciła się. – Milo było cię spotkać, Kyle – powiedziała wypowiadając jego imię. Zaskoczony wpatrywał się w jej sylwetkę, która znika po chwili za drzwiami, tak że nie zareagował. Oparty o blat z rękami skrzyżowanymi na piersi spoglądał nadal na drzwi, jak zahipnotyzowany. Ta dziewczyna go onieśmielała, a on nie był sobą, kategorycznie.
- Wszędzie cię szukałem! - warknął Charles, gdy dostrzegł przyjaciela. - Gdzieś ty się podziewał? - spytał, ale nie czekając na odpowiedź mówił dalej: - Wszystko załatwione, płyta została wycofana, ale... nie do końca. Musimy zwrócić im dwadzieścia procent poniesionych kosztów. - Charles się załamał wspominając o tym mężczyźnie. - Co my teraz zrobimy? Nie mamy tyle kasy – kontynuował, zamilkł dopiero po chwili chcąc usłyszeć co o tym wszystkim myśli Kyle, jednak on go nie słuchał. - Czy ty mnie słuchasz? - zapytał klepiąc go w plecy.
- Co? - burknął Kyle otwierając drzwi prowadzące do wyjścia. - Mam randkę – oznajmił i przystanął na środku chodnika. Spojrzał na bezchmurne niebo. - To znaczy tak nie do końca mam – zaczął się po chwili tłumaczyć.
- O czym ty bredzisz?
- Mam dziwne wrażenie, to nie powinno się stać, ale w jakiś sposób mnie zafascynowała, jest taka...taka inna.
Charles spoglądał na niego jak na wariata. Właśnie mu oznajmia, że potrzebują kasy, a on go w ogóle nie słucha, nie wspominając już o jego fascynacji jakąś tam kobietą. Zrezygnowany pokiwał głową i ruszył przed siebie, a Kyle za nim. Przechodząc koło kiosku wziął jedną z gazet i rzucił kilka monet sprzedającemu.
- Dlaczego się nie odzywasz? - spytał Kyle i uśmiechnął się do przyjaciela. Niezwykłe jak szybko można mu naprawić humor, jak niewiele trzeba, aby się szczerze uśmiechnął. Ta dziewczyna robiła z nim, co chciała, a nawet jej nie znał.
- Słucham o twojej fascynacji – warknął Charles. - Harper przywołaj się do porządku! Houston, mamy problem! - pomachał mu dłońmi przed oczami, co spowodowało, że o mały włos zgubiłby gazetę, którą zacięcie przed chwilą przeglądał, a przy tym potykając się o własne nogi.
- To, dlaczego milczysz?
- Zakochałeś się?
Tym pytaniem Charles zbił go z tropu. W jego uszach odbijały się słowa Charlesa, jak magnez. Spojrzał ironicznie na mężczyznę, zaśmiał się i spoważniał. Był zakochany w swojej żonie, z której miłości próbował się wyleczyć. Wmawiał sobie, że jej już nie kochała, ale jakieś uczucie nadal w nim tkwiło. Uczucie te powoli topniało, ale nie potrafił tak całkowicie wykreślić Alyson ze swojego życia. Poznana dziewczyna go zachwyciła swoim uśmiechem, radością do życia, nic więcej.
- W czym problem? - spytał Kyle zachowując poważną minę.
- Musimy ponieść dwadzieścia procent kosztów.
Kyle przytaknął, co zaskoczyło Charlesa, spodziewał się innej reakcji.
- Co robimy?
- Nie wiem – odparł Charles. Po raz pierwszy w życiu nie miał w głowie dobrego planu, co by mogli zrobić. Zrobić coś, co może im pomóc. - Musimy zorganizować jakieś koncerty – rzucił obojętnie.
- Pół roku to szmat czasu, aby ludzie o mnie zapomnieli, zwłaszcza jak moja żona obrzuca mnie w gazetach – powiedział Kyle zerkając na gazetę, którą Charles nadal trzymał, a on zauważył ogromne zdjęcie Alyson.
- Dlatego załatwiłem zaproszenia na przyjęcie, z którego uciekłeś – zauważył Charles i spiorunował go wzrokiem.
- Mam jakieś oszczędności – mruknął Kyle, jakby chciał aby to pomogło. - I muszę napisać jakąś piosenkę – rzucił obojętnie, co zbytnio mu się nie podobało. Zmrużył oczy, zastanawiając się nad tym co przed chwilą powiedział.
- W końcu myślisz, jak mężczyzna! - ucieszył się Charles. - To co, idziemy do mieszkania, a ty siadasz i piszesz – zaproponował i wskazał na swój samochód. - Wskakuj! - rozkazał.
- To nie jest takie łatwe Charles. - Kyle przerwał ponura ciszę, która udzieliła się im w samochodzie. - Potrzebuję jakieś weny, natchnienia.
- A nie masz? - spytał Charles ukazując rząd białych zębów. - Myślę, że Alyson to świetna wena. Ona cię obsmarowuje w gazetach, ty możesz zrobić to w swojej piosence.
- Żartujesz, prawda?
- Żartuje – odparł Charles, który spoważniał na chwilę. Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy i się uśmiechnął pod nosem.
Kyle włączył radio, z którego wydobywała się jakaś rockowa piosenka. Oparł się o oparcie fotela i przymknął oczy wsłuchując się w muzykę, która rozchodziła się po samochodzie. "A o to najnowsza piosenka Iana Sparksa „Love gives you wings”. Młody artysta może być dumny, jego piosenka znajduje się na drugim miejscu naszych hitów, a to wielki sukces. Czy wy też sądzicie, że miłość dodaje nam skrzydeł? Co o tym myślicie, podzielcie się z nami swoimi opiniami. "
Kiedy prezenter zakończył Charles przełączył na inny muzyczny kanał.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 22:15:44 13-12-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:48:31 15-12-13    Temat postu:

Fajnie, że wreszcie się tu coś pojawiło
Ależ ta Layla (bo innej opcji nie biorę pod uwagę ) tajemnicza - nawet imienia nie chce zdradzić a Kyle i tak już chyba całkowicie stracił dla niej głowę. Dziewczyna zresztą zdaje się też coś do niego czuje - scenka w damskiej ubikacji była urocza Za to w biznesie - kłopoty, ale coś mi się zdaje, że Kyle już znalazł swoją wenę i uwierzył, że miłość dodaje skrzydeł, a jego hit będzie nie o Alyson a o (a może raczej dla) "nieznajomej znajomej" Już nie mogę doczekać się ciągu dalszego i mam nadzieję, że tym razem nie będzie trzeba tak długo czekać.
Pozdrawiam cieplutko :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin