Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Broken Strings [Eillen&Kenaya] - [24.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 17, 18, 19  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:24:12 27-02-17    Temat postu:

Jestem ja, i tylko ja niestety. Obie z Agą zdaje się, walczymy w ostatnim czasie z natłokiem spraw i obowiązkami, mnie się udało wyrwać, Adze chyba nie, no a bez niej nie ruszam z rozdziałami Trzeba poczekać, aż się odezwie, mam nadzieję, że niebawem
Dziękujemy, że mimo wszystko wciąż przy nas jesteś, Moniś :* Pisałyśmy, że przestojów nie planujemy, a jak widać, życie pisze własne scenariusze...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:00:42 14-04-17    Temat postu:




    ______Zatrzasnęła swoją szafkę w szatni na zapleczu i szybkim krokiem skierowała się do baru, po drodze ściągając ciemne włosy w koński ogon i związując je na czubku głowy. Przeszła przez wahadłowe drewniane drzwi, a miejsce ciszy panującej na tyłach gospody natychmiast zajął gwar rozmów, salwy śmiechu i latynoskie rytmy płynącej z głośników muzyki, do której tańczyli zgromadzeni na sali klienci. Stanęła obok [link widoczny dla zalogowanych], wymieniając z nim przyjazne uśmiechy i od razu zabrała się do przygotowywania zamówienia dla kolejnego gościa lokalu.
    ______Po chwili przesunęła po ladzie szklankę z drinkiem, uśmiechając się serdecznie do młodego mężczyzny, siedzącego naprzeciwko, który wgapiał się w nią błyszczącymi ciemnymi oczami. Nie robiło to na niej jednak żadnego wrażenia, bo przywykła do tego, że faceci okazywali jej zainteresowanie zwłaszcza, kiedy błędnie odczytywali jej uprzejmy uśmiech, który był raczej profesjonalny, a nie zalotny. Zignorowała jednak adoratora i zanim zdążył otworzyć usta by coś powiedzieć, przesunęła się kilka metrów w bok i przyjęła kolejne zamówienie. Odruchowo rozejrzała się po zatłoczonej sali i omiotła spojrzeniem wciąż napływających do gospody klientów, aż w końcu jej wzrok padł na znajomą męską postać siedzącą przy drugim końcu baru. Zmrużyła oczy i przygryzła policzek od środka, przyglądając mu się przez moment, jakby nie była do końca pewna, czy aby się nie myli. Kiedy mężczyzna przechylił kolejny kieliszek tequili, a później wsparł policzek na dłoni, wpatrując się w puste szkło spod półprzymkniętych powiek, była już pewna, że to nikt inny jak Leo Sanchez. Sądząc jednak po jego stanie nie wyglądał na kogoś, kto upija się na wesoło. I w zasadzie wcale nie powinno jej to dziwić, biorąc pod uwagę jego ostatnią rozmowę z Margaritą, po której Leo był jakiś nieswój. Przestał się tak często uśmiechać, nie wygłupiał się, a zaraz po świętach przepadł, jak kamień w wodę. Sol podejrzewała, że jego fatalne samopoczucie ma z tamtym spotkanie bardzo wiele wspólnego.
    ______Podała kolejne zamówienie młodej dziewczynie i podeszła do Theo, szturchając go lekko łokciem.
    ______- Długo tu siedzi? – zapytała pochylając się nad jego ramieniem, by lepiej ją usłyszał, a gdy spojrzał na nią pytająco, wskazała ruchem głowy na Leo.
    ______- Od popołudnia – stwierdził i uśmiechnął się jednym kącikiem ust. – Wciąż mu dolewam, a wygląda już tak jakby za chwilę miał zaprosić swoje czoło na spotkanie z naszą ladą – zaśmiał się.
    ______Marisol pokręciła głową z rozbawieniem i obeszła kolegę po chwili stając tuż przed Sanchezem. Uniósł leniwie powieki i wbił w nią półprzytomne spojrzenie przekrwionych, ciemnych oczu.
    ______- Cześć, Promyczku! – zabełkotał, uśmiechając się krzywo i usiłując skupić na niej wzrok, zmrużył oczy. – Jeszcze raz to samo, poproszę – odezwał się niewyraźnie, przesuwając dłonią po zmęczonej twarzy.
    ______Sol uniosła wymownie brew i oparła się dłońmi o ladę.
    ______- Tobie na dzisiaj zdecydowanie wystarczy, Leo, bo urżnąłeś się już jak bela – zauważyła, przekrzywiając lekko głowę i pochwytując jego zamroczone spojrzenie.
    ______Uśmiechnął się jednym kącikiem ust i uniósł do góry palec wskazujący.
    ______- Jeszcze nie jak bela… To znaczy... Może ociupinkę – mruknął, przysuwając palec wskazujący do kciuka i choć zapewne miała pojawić się między nimi kilkumilimetrowa szczelina obrazująca to, o co mu chodzi, ostatecznie palce złączyły się, a jego ręka z rezygnacją opadła z powrotem na ladę. – Jeszcze wszystko kontaktuję, więc nie uwaliłem się wystarczająco – wymamrotał, wzdychając ciężko. – Wiesz... życie jest gówniane... – burknął po chwili z pełną powagą, opierając brodę na przedramionach ułożonych płasko na ladzie i wbijając zamglony wzrok z przezroczyste szkło stojące przed nim. – Wszystko jest do d**y… Zupełnie jak papier toaletowy… nawet jak narysujesz na nim kwiatki i go wyperfumujesz to i tak w jedwab się nie zmieni i ciągle będzie się nadawał tylko do jednego... Mówię ci, Promyczku – mruknął łamiącym się głosem i zwiesił głowę, wspierając czoło o blat.
    ______- No Sokrates to z ciebie jest kiepski, Leo – zauważyła rozbawiona Sol i przygryzła policzek od wewnątrz usiłując powstrzymać wybuch śmiechu, gdy gwałtownie uniósł głowę i zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał kompletnie, o czym ona mówi.
    ______- Że kto? Sorakles? – zapytał, a kiedy się zachwiał gubiąc nagle równowagę, Sol wyciągnęła rękę i chwyciła go mocno za przedramię, powstrzymując przed zsunięciem się z barowego stołka.
    ______- Sokrates – poprawiła, przyglądając mu się czujnie i powoli rozluźniając uścisk.
    ______– A to ktoś z Valle de Sombras, bo nie znam gościa – dodał, wzruszając nonszalancko ramionami. Marisol pokręciła głową z niedowierzaniem, ale powstrzymała się przed odpowiedzią, bo wiedziała, że i tak Leo w tej chwili niczego nie wyłapie, tym bardziej, że jego myśli znów zmieniły kierunek. – Macie fajne kieliszki – powiedział z uznaniem w głosie. Uniósł dłoń ze szkłem i oparł łokieć o blat, wbijając w kieliszek palec wskazujący drugiej reki. – Fajne, tylko cholera... Za małe jakieś – dodał krzywiąc się z niesmakiem i odstawiając go z brzdękiem z powrotem na blat. - Nalej mi jeszcze… Jednego, Promyczku… Aaaaaa... najlepiej jakbyś się na…. piła razem ze mną – dodał niezrozumiale, zwilżając spierzchnięte wargi językiem i spoglądając na nią półprzytomnie, smutnymi oczami.
    ______- Jestem w pracy, Leo – zauważyła rozsądnie i uśmiechnęła się, kiedy w odpowiedzi sapnął cicho i przewrócił teatralnie oczami. – Poza tym prowadzę samochód, a dla ciebie na dzisiaj wodopój jest już zamknięty – dodała łagodnie, ale stanowczo, zgarniając z lady opróżniony przez niego chwilę temu kieliszek.
    ______- Nie lubię cię – burknął jak obrażone dziecko, wydymając dolną wargę i posyłając jej rozżalone spojrzenie, wsparł policzek na dłoni.
    ______Sol parsknęła wesołym śmiechem i przyjrzała mu się z rozbawieniem przez kilka sekund, nad czymś się zastanawiając. Nie mogła go przecież zostawić w takim stanie, a już na pewno nie powinna go wypuszczać samego do domu, bo nie dość, że było późno, to jeszcze był zalany w trupa i wątpiła, czy byłby w stanie rozróżnić dzielnicę, w której się znajduje, a co za tym idzie bezpiecznie dotrzeć do domu.
    ______Przygryzła policzek od środka i kiwnęła głową na tyły gospody.
    ______- Chodź, zdrzemniesz się na zapleczu, a ja zrobię ci później kawę i odwiozę cię do domu. – zaproponowała, a Leo uniósł ciężkie powieki i wpatrywał się w nią w milczeniu, tak jakby nie do końca był pewien, czy mu się nie przesłyszało. - Lepiej, żebyś się nie szlajał sam w takim stanie po miasteczku. No chodź – zachęciła, uśmiechając się do niego ciepło i odwróciła się na moment do współpracownika. – Theo! Poradzisz sobie przez chwilę sam, muszę… – urwała nagle, gdy kolega gwałtownie przeniósł ciemne spojrzenie z jej twarzy na coś, co działo się tuż za jej plecami i ze stoickim wręcz spokojem, pytająco uniósł ciemną brew. Sol zmarszczyła czoło, po czym odwróciła głowę, wędrując za jego spojrzeniem i stanęła jak wryta. – Co ty wyprawiasz? Zwariowałeś? – zwróciła się do Leo, który w tej właśnie chwili wspinał się na ladę baru.
    ______- Nooo… idę do ciebie? – wybełkotał, usiłując jednocześnie dość nieporadnie, przedostać się na drugą stronę baru i to w jednym kawałku.
    ______Sol doskoczyła do niego w mgnieniu oka i odsunęła całe szkło z roboczego blatu, poniżej głównej lady, tak by zaoszczędzić sobie bałaganu i potłuczonych kieliszków, a Leo niepotrzebnego pokaleczenia. Uśmiechnęła się i przeprosiła klientów, którzy zajmowali miejsca obok Sancheza i przyglądali mu się z jawnym rozbawieniem.
    ______- Ale nie tędy! Na około, głupolu! – odparła, nie mogąc przestać się śmiać z całej tej pokręconej sytuacji. Chwyciła go za ramię starając się pomóc mu bezpiecznie dotrzeć do celu.
    ______- Będzie szybciej.
    ______- Nie wątpię, ale na takie ekstremalne wyczyny to jeszcze trzeba mieć bardziej skoordynowane ruchy i mniej promili we krwi… - zauważyła, ale w tej samej chwili schodząc z baru, Leo zaplątał się o własne nogi i nim zdążyła zareagować, runął jak długi na posadzkę za barem. – No właśnie… - jęknęła bezradnie i kucnęła przy nim, kiedy przekręcił się na plecy, zasłaniając oczy przedramieniem. – Gratuluję, geniuszu…
    ______- Jestem cały… Chyba… – wymamrotał, unosząc rękę w uspokajającym geście. – Jakbyś tylko mogła wyłączyć tą karuzelę… – mruknął bełkotliwie. Sol przysłoniła ręką usta, by się głośno nie roześmiać i uniosła głowę, zerkając na Theo.
    ______- Żyje? – zapytał rozbawiony przygotowując kolejną serię drinków, a Marisol pokiwała tylko głową w odpowiedzi. – Odtransportuj go na zaplecze, poradzę sobie chwilę bez ciebie – powiedział i uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
    ______- Dzięki – odparła i chwyciła przedramię Leo, odsłaniając jego zmęczoną twarz. – Wstawaj, śpiąca królewno – rzuciła, a Sanchez leniwie uniósł ciężkie powieki i spojrzał jej prosto w oczy.
    ______- Juuużżż…. – stęknął i powoli uniósł się do pozycji siedzącej, a później pozwolił by Sol pomogła mu stanąć na nogi. Przełożyła sobie jego ramię przez szyję i objęła go w pasie, prowadząc na zaplecze. W końcu, kiedy dotarli do szatni, ciszę jaka między nimi zapadła, po dłuższej chwili przerwał Leo: - Migdały… - mruknął niewyraźnie, ściągając na siebie jej zaskoczone spojrzenie.
    ______- Co? – spytała Sol, marszcząc czoło.
    ______- Ładnie pachniesz – stwierdził wsuwając nos w jej włosy. Marisol przewróciła oczami i zaśmiała się wesoło, zdając sobie sprawę, że chodzi mu tylko o szampon do włosów.
    ______- Leo, weź się w garść i przestań mnie wąchać! – upomniała i pacnęła go ręką w brzuch, aż stęknął głucho.
    ______- Kiedy ty naprawdę ładnie pachniesz – powtórzył wpatrując się w nią ciemnymi oczami, a gdy spojrzała mu w twarz, pytająco unosząc brew, uśmiechnął się półgębkiem. – Jak marcepanowe ciastko…
    ______- Niestety o tobie nie można powiedzieć tego samego – odparła i odsunęła się powoli, by Leo mógł samodzielnie usiąść na kanapie stojącej pod ścianą w szatni. Zaśmiał się i mruknął coś niezrozumiale pod nosem, opadając bezwładnie na oparcie. Uniósł powieki i omiótł jej twarz ciemnym spojrzeniem, kiedy uśmiechnęła się do niego w taki sposób, że niemal natychmiast rozświetliła tym niewielkie pomieszczenie, w którym się znaleźli.
    ______– Wiesz, że naprawdę jesteś jak promyk? – wymamrotał, wyginając usta w krzywym uśmiechu. Sol parsknęła śmiechem i pokręciła głową z dezaprobatą.
    ______- Nie podlizuj się lepiej. Jesteś uwalony jak szpadel, więc siedź cicho, bo specjalnie to ty dzisiaj nie błyszczysz - powiedziała rozbawiona, siadając obok niego na kanapie i obserwując go uważnie, gdy nagle poważniejąc pochylił się powoli do przodu i wsparł przedramiona o kolana.
    ______- Jestem beznadziejny – wybełkotał łamliwym głosem i ukrył twarz w dłoniach, oddychając ciężko. Dopiero teraz widać było wyraźnie, że stało się coś, co wbrew pozorom mocno podłamało tego zazwyczaj beztroskiego i wiecznie roześmianego faceta. Sama lepiej niż ktokolwiek inny doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że przecież zdarzają się w życiu chwile, które potrafią przewrócić świat do góry nogami, a zamiast słońca nasze dni wypełnia gradowa burza. Jednak z doświadczenia wiedziała również, że jeśli człowiek chciał w swoim życiu tęczy, musiał pogodzić się z deszczem.
    ______- Każdy ma prawo mieć gorszy czas, ale nie rozczulaj się tak nad sobą, co? – zagadnęła, a kiedy uniósł głowę i spojrzał prosto w jej duże, intensywnie zielone oczy, uśmiechnęła się do niego promiennie. – Dzisiaj się znieczuliłeś, ale jutro te problemy, które masz wcale nie znikną, wiesz o tym? – dodała spokojnym, wyważonym tonem. Leo skinął głową i wbił spojrzenie w swoje splecione dłonie, bo znów nie było mu do śmiechu. – O kobietę też nie zawalczysz, zaglądając do kieliszka – zaryzykowała i natychmiast pochwyciła zdumione spojrzenie Leo, który gwałtownie uniósł głowę. Zmarszczył brwi i otworzył usta by coś powiedzieć, ale uprzedziła go uśmiechając się gorzko. – Nie jestem głupia, a za barem nie pracuję od dziś. Faceci zalewają robaka głównie z powodu kobiet, a sądząc po tym, że pijesz dzisiaj na smutno, dam sobie uciąć rękę, że o to w dużej mierze chodzi. Poza tym widziałam, jak w święta rozmawiałeś z Margaritą – przyznała łagodnie i zakładając pasmo włosów za ucho, przygryzła policzek od wewnątrz, nie do końca pewna tego, czy powinna poruszać ten temat.
    ______- Wiesz jak to jest ciągle dostawać od życia po d***e? - spytał po chwili, wspierając łokcie o kolana i zwiesił głowę, zaplatając dłonie na karku. Milczał przez chwilę i oddychał głęboko, usiłując zebrać myśli, galopujące w jego głowie z prędkością światła. - Ja dostaję na każdym kroku, a moja d**a nie jest ze stali... Może nie wyglądam, ale naprawdę mam miękkie serce.... niestety, dupę też mam miękką - dodał, uśmiechając się gorzko i zerkając na Sol kątem oka. - A do tego mam cholerną zdolność do ładowania się bez przerwy w jakieś gów*o... jedno większe od drugiego...
    ______- Leo - przerwała mu, kładąc szczupłą dłoń na jego ramieniu w pokrzepiającym geście. - Nie ma takiego szamba, z którego nie da się wyjść - powiedziała, mrugając do niego z rozbawieniem. Sanchez pokręcił głową z niedowierzaniem, wpatrując się w nią jak w obrazek. W końcu westchnął ciężko i opadł na kanapę, wlepiając wzrok w sufit.
    ______- Ale ktoś tam na górze musi mnie chyba bardzo nie lubić, skoro ciągle rzuca mi pod nogi jakieś belki... kłody znaczy się...
    ______Sol zupełnie spontanicznie wyciągnęła dłoń i ujęła w nią jego policzek, zmuszając by na nią spojrzał.
    ______- Potykając się możesz zajść daleko, nie wolno ci tylko upaść i nie podnieść się - powiedziała, gdy udało jej się pochwycić jego smutne spojrzenie. - Zapamiętaj to sobie i weź się w garść - dodała, uśmiechając się promiennie i delikatnie klepiąc go dłonią w policzek, jakby chciała go ocucić. - Dotarło?
    ______Leo skinął głową twierdząco, a kąciki jego ust nieznacznie uniosły się ku górze.
    ______- Ładna… Bystra… Urocza… I jeszcze ten uśmiech. Masz jakieś wady? – zapytał ze śmiechem, a Sol wzruszyła tylko swobodnie ramionami i zajrzała mu w oczy.
    ______- Gdybyś chciał pogadać, albo potrzebował poznać babski punkt widzenia, wal jak w dym. Wiesz gdzie mnie znaleźć – powiedziała, mrugając do niego przyjaźnie. Przez kilka ciągnących się w nieskończoność sekund siłowali się na spojrzenia, aż w końcu Leo znów pokiwał głową w milczeniu i przetarł palcami piekące oczy. – Kładź się, obudzę cię jak skończę zmianę – dodała jeszcze i wstała sięgając po koc leżący na oparciu. Leo potulnie ułożył się na kanapie i pozwolił, by Sol okryła go pluszowym kocem, a potem spojrzał jej w oczy i zanim się odsunęła, chwycił ją za dłoń.
    ______- Dziękuję – mruknął sennie, przymykając ociężałe powieki.
    ______Marisol uśmiechnęła się do siebie, ale nie odpowiedziała, bo Sanchez zaczął pochrapywać cicho, w jednej chwili zapadając w głęboki sen. Pokręciła głową z niedowierzaniem i wyszła cicho z szatni, wracając do pracy.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 17:08:08 14-04-17, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:56:11 26-04-17    Temat postu:

Zgłaszam się po długiej nieobecności, że jestem i wciąż czytam
Odcinek bardzo mi się podobał, jak zwykle zresztą.. Szkoda tylko biednego Leo, że tak się załamał... Wydaje mu się, że wszystko obróciło się przeciwko niemu. Ale na szczęście ma jeszcze Sol, ona jest niezastąpiona ja tam bym ich najchętniej widziała razem na końcu tej historii, wiecie ? Jakoś mi tak pasują do siebie... Przy czym to tylko moja opinia
Mam nadzieję, że tym razem nie trzeba będzie czekać długo za kolejnym odcinkiem...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:31:32 26-04-17    Temat postu:

Cieszy nas to bardzo, bardzo, bardzo
Haha... Leo i Sol razem na końcu? Moniś, Ty nawet pojęcia nie masz jak daleko tu do końca i co się jeszcze musi po drodze wydarzyć
Postaramy się już nie ociągać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:42:53 26-04-17    Temat postu:

Ja wiem, ciągle mi powtarzacie, że do końca to tu daleko ale tak tylko sobie mówię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:46:30 26-04-17    Temat postu:

Moniś, my nawet w połowie nie jesteśmy, nie wiem czy chociaż w jednej czwartej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:43:27 27-04-17    Temat postu:

O rety... Aż takie długie to opowiadanie się szykuje? Wow... Ale dobrze, przynajmniej będę miała co czytać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:09:22 27-04-17    Temat postu:

Nooo... niestety, trochę wątków i postaci tu jest i ogarnięcie tego wcale nie jest takie proste Trochę się tu musi zadziać, ale jak już wyprostujemy wątki, które zostały po NMD, to pójdzie z górki, a przynajmniej taką mam nadzieję
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:13:47 09-05-17    Temat postu:



    ______Wystarczająco długo egoistycznie i samolubnie zagarniał dla siebie wszystko to, co mu zupełnie bezinteresownie zaofiarowała, nie pytając o nic i nie oferując od siebie niczego w zamian. To nie mogło dłużej tak wyglądać, a skoro jemu – właśnie dzięki niej – udało się w końcu prawie całkiem zatrzasnąć za sobą drzwi do przeszłości, teraz nadeszła jego kolej, by być dla niej wsparciem i przyjacielem, tym bardziej, że nie był ani ślepy, ani głupi. Jak na dłoni było widać, że Lia stara się trzymać fason i robić dobrą minę do złej gry, przede wszystkim skupiając się na tym, by odciągnąć jego myśli od, wciąż tkwiących zadrą w jego sercu, wydarzeń z przeszłości. Z całą pewnością był to też jakiś jej sposób na ucieczkę przed tym, z czym sama się zmagała, a o czym nie chciała mówić. Christian jednak nie miał najmniejszych wątpliwości, że coś ją dręczy i był pewien, że nie chodziło tylko groźby. Widział to w jej oczach już wtedy, kiedy spotkali się na moście, a jej późniejsze wymijające odpowiedzi na jakiekolwiek próby podpytania o Mediolan, tylko utwierdziły go w przekonaniu, że coś jest nie tak, jak być powinno. Poza tym nie wróciła przecież stamtąd bez powodu, a nie był na tyle naiwny, by wierzyć, że zrobiła to tylko ze względu na niego.
    ______ Gdy przebudził się minionej nocy i zerknął w stronę sypialni, dostrzegł ją przez uchylone drzwi. Siedziała na ziemi przy łóżku, trzymając w dłoniach jakiś gruby notes i wpatrując się w niego jak w wyrocznię. Instynktownie wyczuł, że chciała być sama, więc nie poszedł do niej, choć gdy ukradkiem otarła policzki wierzchem dłoni, niczego nie pragnął bardziej jak tego, by pójść tam i wyciągnąć z niej wszystko, albo przynajmniej usiąść obok, przygarnąć ją do siebie i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Nie mógł już patrzeć na to, jak usiłuje sobie sama poradzić z czymś, co najwyraźniej ją przerastało, ale nie miał pojęcia, co tak naprawdę się wydarzyło i w jaki sposób mógłby jej pomóc. Jedyne czego był pewien to, że cholernie trudno będzie mu z niej cokolwiek wyciągnąć, bo Lia była przecież uparciuchem, nie mniejszym niż on sam. Jeśli jednak nie chciała z nim o tym rozmawiać, musiał to uszanować i zrobić to, co ona zrobiła dla niego – postarać się przynajmniej na kilka chwil odciągnąć jej myśli od tego, co ją męczyło i sprawić, by uśmiech, którym obdarzała go każdego dnia, w końcu dotarł do jej ślicznych, sarnich oczu.
    ______ Zgarnął z oparcia kanapy swoją bluzę i wyszedł na balkon. Lia odruchowo zerknęła na niego przez ramię, wysilając się na blady uśmiech i wyglądała przy tym jak ktoś, kto nie ma ochoty zupełnie na nic; kto najchętniej zaszyłby się w jakiejś ciemnej norze i nie wychodził z niej już do końca świata, bo stracił wszystkie powody do życia. Zacisnął nerwowo szczęki na tę myśl. Szlag jasny go trafiał, gdy zamykała się w sobie, a on nie wiedział jak ma do niej dotrzeć, żeby przynajmniej spróbować jakoś jej pomóc czy choćby odrobinę ulżyć w dźwiganiu tego bagażu, który uparcie niosła sama na swoich barkach. Kiedy po chwili odwróciła wzrok, wracając do obserwowania widoków przed sobą, bez słowa okrył jej plecy bluzą, zatrzymując na chwilę dłonie na jej ramionach i starając się rozmasować nieco napięte mięśnie. Wyraźnie wyczuł, że spięła się cała pod wpływem jego dotyku, ale nie przerwał swoich zabiegów tylko przysunął się jeszcze bliżej, tak, że ich ciała dzieliły zaledwie milimetry. Gdy w końcu nieco się rozluźniła, powoli przesunął dłonie w dół jej ramion, ostrożnie, palec po palcu splótł z nią dłonie i otaczając ją silnymi ramionami, skrzyżował jej przedramiona na brzuchu, przez chwilę bez słowa upajając się jej bliskością i zapachem, który bezlitośnie wdzierał się w jego nozdrza. Chciał, by wiedziała, że niezależnie od wszystkiego, zawsze będzie miała w nim oparcie i zawsze będzie po jej stronie.
    ______ – Co się dzieje, Lia? – zapytał łagodnie, przygarniając ją mocniej do siebie, na wypadek, gdyby próbowała mu uciec. – Powiesz w końcu co cię męczy?
    ______ Lia ledwo zauważalnie pokręciła przecząco głową i mocniej wcisnęła się plecami w jego tors, jakby chciała skryć się w jego ramionach przed całym światem.
    ______ Christian westchnął ciężko. Cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną, a teraz musiał wznieść się na wyżyny swoich możliwości w tej dziedzinie. Wiedział, że naciskanie na nią może odnieść skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego, ale miał już dość wyobrażania sobie różnych scenariuszy tego, co wydarzyło się podczas jej pobytu w słonecznej Italii.
    ______ – Co się stało w tym cholernym Mediolanie? – zapytał.
    ______ Lia ostro wciągnęła powietrze w płuca, a Christian wyraźnie poczuł, że znów spięła się cała.
    ______ – Porozmawiaj ze mną – poprosił, kciukami delikatnie gładząc skórę jej dłoni, ale ona tylko potrząsnęła przecząco głową. – Martwię się o ciebie i nie mogę patrzeć jak męczysz się z tym sama, cokolwiek to jest… Lia, proszę… – dodał cicho po czym ostrożnie odwrócił ją przodem do siebie. Chciał zajrzeć w jej oczy i być może tam znaleźć choć część odpowiedzi na pytania, które teraz kłębiły mu się w głowie, ale Lia opuściła głowę, wbijając wzrok w czubki swoich butów.
    ______ Christian wsunął dłonie pod jej włosy i pogładził kciukami wrażliwe okolice uszu, ale wciąż unikała patrzenia na niego, jakby bała się, że spoglądając mu w oczy, odsłoni przed nim wszystkie swoje tajemnice, nawet te, które miały być na zawsze pogrzebane głęboko na dnie jej duszy.
    ______ – Jeśli spotkało cię tam coś złego… – zaczął cicho, w końcu ściągając na siebie jej spojrzenie.
    ______ – Nie chcę o tym rozmawiać, Christian – powiedziała cicho, ale stanowczo. – Nie męcz mnie, proszę… – poprosiła, zaplatając szczupłe palce na jego nadgarstkach i wpatrując się w jego zielone tęczówki, jakby siłą samego spojrzenia chciała wymóc na nim, by odpuścił ten temat.
    ______ Christian odetchnął głęboko i na moment przymknął powieki, opierając się czołem o jej czoło i starając się uspokoić coraz bardziej buzujące w nim emocje i usiłując pozbyć się z głowy obrazów Lii i tego gamonia, Charliego Rossa, którego szczerze nie znosił od pierwszej chwili, gdy go zobaczył, a który jego zdaniem, miał coś wspólnego z tym, że Lia, nie oglądając się na nic, porzuciła szansę na realizację swoich marzeń i nie miała ochoty o tym rozmawiać. Nie chciał zgadywać i snuć domysłów, ale Lia niczego mu nie ułatwiała.
    ______ – Naprawdę nie musisz się o mnie martwić – zapewniła, chwytając jego dłonie i splatając z nim palce. – Muszę po prostu dojść ze sobą do ładu i uporządkować swoje życie.
    ______ Christian spojrzał w jej oczy, a kiedy dostrzegł w nich znajomy, ciepły blask, uśmiechnął się lekko i pocałował ją w czoło, zatrzymując usta na jej skórze zdecydowanie dłużej niż to było konieczne. Musiał odpuścić.
    ______ – Pamiętaj, że jestem, Lia i gdybyś kiedykolwiek chciała…
    ______ – Wiem, Christian – przerwała mu, obdarzając go jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. – Może tego po mnie nie widać, ale naprawdę cieszę się, że jestem tu z tobą i że mogliśmy razem spędzić święta. Oboje chyba tego potrzebowaliśmy i chociaż były dalekie od idealnych, to chyba jednak zrobiliśmy mały krok ku lepszemu, nie sądzisz?
    ______ Christian uśmiechnął się pod nosem i mocniej ścisnął jej dłonie.
    ______ – Chyba jeszcze ci nie podziękowałem, że jesteś tu ze mną, Lia – odparł, wpatrując się w jej saranie oczy i mając pełną świadomość tego, że gdyby jej tu nie było, te święta wyglądałby zupełnie inaczej. Pewnie upiłby się do nieprzytomności, sam albo w towarzystwie Leo, albo znowu by się ścigał, mając nadzieję, że zginie w którymś wyścigu i wreszcie będzie mógł dołączyć znów spotkać się z Kylie. – To, że tu jesteś, to najlepszy prezent, jaki mogłem sobie wymarzyć, Lia – wyznał, wpatrując się w jej ciemne, sarnie oczy, jakby w ten sposób chciał jej przekazać wszystko to, czego nie był w stanie wyrazić słowami. Była dla niego ważna; ważniejsza bardziej niż sam przed sobą był gotów to przyznać jeszcze nie tak dawno temu i z pewnością ważniejsza bardziej, niż ona sama zdawała sobie z tego sprawę.
    ______ – Najlepsze jeszcze przed tobą, Christian – powiedziała z pełnym przekonaniem.
    ______ – Przed nami – poprawił, uśmiechając się łobuzersko i trącając ją zaczepnie palcem wskazującym w czubek nosa. – Chciałabyś tu zostać? – zagadnął po chwili.
    ______ – W San Antonio? – upewniła się, a kiedy skinął twierdząco głową, powoli puściła jego dłoń i odwróciła się tyłem do niego, całą sobą chłonąc widok, jaki się przed nią roztaczał. – Spędziłam tu ładnych parę lat i na swój sposób kocham to miasto, ale… – urwała i niepewnie spojrzała na Chrsitiana. – To w Valle de Sombras zawsze był i zawsze będzie mój dom, mimo wszystko. A ty, Christian? Chcesz tu zostać? – spytała, przebiegając drobiazgowym spojrzeniem, po jego przystojnych rysach.
    ______ Christian wzruszył ramionami i wsunął dłonie w kieszenie swoich spodni, wlepiając wzrok w jakiś sobie tylko wiadomy punkt za horyzontem. Przez te wszystkie lata odkąd wyjechał po śmierci ojca tylko raz, po tym jak oświadczył się Kylie, zapragnął wrócić do Valle de Sombras. Chciał przedstawić ją wszystkim i zacząć nowe życie z dala od całego tego szamba, w którym tkwił na własne życzenie. A teraz? Teraz był pewien tylko tego, że jego miejsce na świecie, to miejsce przy boku Lii i nie miało żadnego znaczenia czy wybierze Valle de Sombras, Mediolan czy jakiekolwiek inne miejsce na świecie. Wiedział, że już nigdy nie pozwoli na to, by zniknęła z jego życia.
    ______ – Nie jestem pewien czy powinniśmy wracać – rzucił wymijająco. – Przynajmniej dopóki nie wyjaśni się sprawa tych cholernych gróźb – dodał, spoglądając w jej oczy.
    ______ – To nie jest odpowiedź na moje pytanie – zauważyła, odważnie wytrzymując jego spojrzenie i przygryzając policzek od wewnątrz.
    ______ – Dom, to nie miejsce, w którym żyjesz, ale ludzie, którzy cię otaczają – odparł i wyciągnął dłoń, by założyć jej za ucho jakieś zabłąkane pasemko.
    ______ – Właśnie, Suarez! – zgodziła, się wbijając szczupły palec w jego twardy tors. – A tak się składa, że nasi przyjaciele, nasza rodzina, wszystkie najważniejsze dla nas osoby są w Valle de Sombras.
    ______ Christian zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową z niedowierzaniem.
    ______ – Czyżby znudziło ci się moje towarzystwo, Chochliku? – zapytał rozbawiony. – Nie chcesz spędzić ze mną jeszcze trochę czasu, sam na sam? – zagadnął, sugestywnie poruszając przy tym brwiami.
    ______ Lia teatralnie przewróciła oczami i pacnęła go na wpół zgiętą dłonią w ramię, zgrywając obrażoną, na co on tylko się uśmiechnął, bo wreszcie w jej oczach znów zobaczył te charakterystyczne wesołe iskierki.


    _____________________________________________________________ * * *

    ______ Rozłączyła się i jeszcze przez chwilę wpatrywała się w wyświetlacz swojego telefonu. Przygryzła policzek od wewnątrz i odłożyła aparat na komodę, a jej wzrok momentalnie uciekł w stronę, leżącego na niej, zamszowego pudełeczka i mieniącego się w nim kryształowego płatka śniegu, przywołującego na myśl wspomnienia z dzieciństwa. Przesunęła po nim opuszkami palców i uśmiechnęła się do siebie. Wiele oddałaby za to, żeby móc cofnąć czas, ustrzec ojca przed tym wszystkim w co się wpakował, nigdy nie pozwolić Christianowi wyjechać i nigdy nie spotkać na swej drodze El Pantery. Nie miała jednak takich mocy i jedyne, co mogła teraz zrobić, to próbować zapomnieć o mrocznym księciu i całym złu, jakie ją spotkało z jego strony, a przede wszystkim naprawić relacje z bratem. Straconych lat nikt już nie mógł im oddać i nie było najmniejszego sensu tracić kolejnych dni, tygodni czy miesięcy na jakichś wzajemnych przepychankach, które tak naprawdę do niczego nie prowadziły. Wyjazd do San Antonio i tych kilka wspólnie spędzonych tygodni naprawdę dobrze im zrobiły i z całą pewnością pomogły w dużej części zasypać ogromną przepaść, jaka powstała między nimi przez te wszystkie lata. Musieli się sporo o sobie nauczyć i jeszcze więcej dowiedzieć, ale z pełną odpowiedzialnością mogła stwierdzić, że byli na naprawdę dobrej drodze ku lepszemu. Teraz jednak, kiedy pojawiała się Lia, Laura poczuła, że powinna usunąć się w cień. Widziała, jak Christian na nią patrzył i jak ona patrzyła na niego. Chociaż może sami nie do końca zdawali sobie z tego sprawę, byli dla siebie stworzeni, rozumieli się bez słów i gołym okiem było widać, że jedno za drugim skoczyłoby w ogień. Potrzebowali tylko czasu, by uporządkować bałagan w swoim życiu i móc zacząć wszystko od nowa. Razem.
    ______ Drgnęła, gdy poczuła na szyi chłodne wargi, na biodrach silne dłonie i a w jej nozdrza wdarł się charakterystyczny, męski zapach.
    ______ – Wracaj do łóżka – mruknął Mauricio, schrypniętym głosem, oddechem pieszcząc wrażliwą skórę pod uchem.
    ______ Laura westchnęła cicho, zastanawiając się czy to, co łączy ją i Mauricia jest choć w połowie tak silne jak to, co było między jej bratem, a Lią. Gdyby tak było, pewnie nie myślałaby o niebieskookim nieznajomym i nie wypatrywała go za każdym razem, gdy szła hotelowym foyer, wracając pamięcią do ich wspólnej przejażdżki windą. Uśmiechnęła się do siebie i odruchowo odchyliła głowę w bok, robiąc mu więcej miejsca i pozwalając, by wycałował ścieżkę od jej szyi aż do odsłoniętego ramienia. Potrzebowała go; jego siły, wsparcia i tego zupełnie bezwarunkowego uczucia, którym ją obdarzył, a które widziała za każdym razem, gdy patrzył jej w oczy. Była jednak cholerną egoistką. Zachłannie zgarniała dla siebie wszystko to, co gotów był jej dać, a sama… Sama nie była w stanie dać mu niczego więcej poza własnym ciałem. Nie była nawet pewna czy po tym wszystkim, co przeszła, komukolwiek jeszcze uda się nie tylko skruszyć lód wokół jej serca, ale też rozpalić w nim ogień, który ogrzeje całe jej skostniałe ciało.
    ______ – Jesteś tu ze mną, Kwiatuszku? – zapytał łagodnie, odwracając ją przodem do siebie.
    ______ Przełknęła z trudem i opuściła głowę, by nie patrzeć mu w oczy, choć zdawała sobie sprawę, że to nic nie da. Mauricio był nieustępliwy, nigdy się nie poddawał, nie stosował żadnych półśrodków i zawsze dawał od siebie więcej niż tylko sto procent. Nawet wynajmując pokój w hotelu, zarezerwował apartament, choć w gruncie rzeczy wystarczyłby im przecież zwykły pokój z szafą, podwójnym łóżkiem i łazienką. Robił naprawdę wszystko, by czuła się jak księżniczka, a ona nie potrafiła mu odmówić, a tym bardziej zostawić go i przynajmniej spróbować żyć bez niego. Była mu przecież coś winna.
    ______ Gdy chwycił ją za podbródek, zmuszając by spojrzała mu w oczy, uśmiechnęła się lekko.
    ______ – Przepraszam, sporo się ostatnio dzieje – rzuciła wymijająco, opierając się biodrami o komodę za swoimi plecami. Zarzuciła mu dłonie na ramiona i prześlizgnęła gorącym spojrzeniem po jego idealnej sylwetce ukrytej pod bawełnianą bokserską i spodniami od piżamy, które niebezpiecznie nisko zwisały na jego wąskich biodrach. – Myślę o tych groźbach…
    ______ – I tak niczego mądrego teraz nie wymyślisz. Wrócimy do Valle de Sombras, pogadam z kim trzeba i może uda mi się czegoś dowiedzieć. Chyba, że masz jakiś pomysł, kto może im grozić?
    ______ Laura wzruszyła ramionami i zwiesiła głowę. Miała pewien pomysł, ale nie była pewna czy w ogóle ma to jakikolwiek sens. A gdyby naprawdę się okazało, że to przez nią jego bratu coś grozi, nie wybaczyłaby sobie.
    ______ – Kwiatuszku… – ponaglił Mauricio, a kiedy nie zareagowała, niespodziewanie chwycił ją za biodra i posadził na komodzie, bezceremonialnie wpychając się między jej uda. – Co ci chodzi po głowie? – zapytał, gładząc jej uda opuszkami palców i uważnie obserwując przy tym jej śliczną twarz.
    ______ – El Pantera – powiedziała cicho. – Może postanowił się odegrać?
    ______ – Naprawdę sądzisz, że to człowiek, który bawi się w podchody i liściki z groźbami?
    ______ Laura wzruszyła ramionami, a kiedy palce Mauricia wsunęły się pod materiał jej szortów, spojrzała mu w oczy, wplatając palce, w jego gęste włosy.
    ______ – Podobno nie możemy wykluczyć żadnej opcji – odparła, bo przeczucie, które ją ogarnęło, że El Panterze chodzi o to, żeby to jej uprzykrzyć życie. z każdą minutą zdawało się przybierać na sile.
    ______ – Nie powinniśmy – przytaknął Mauricio, przesuwając nosem po jej policzku i tym jednym prostym gestem rozpraszając jej myśli. Był diabelnie przystojny i uwodził ją umiejętnie, za każdym razem, prędzej czy później dostając to, czego chciał. Tym razem zanosiło się na to samo. Miał w sobie coś, co sprawiało, że nie potrafiła posłać go do diabła mimo, że miała świadomość tego, że wcale nie darzy go uczuciem, jakiego od niej oczekiwał. Nie miała pojęcia jak powinna określić ich relacje, ale też nieszczególnie się tym martwiła. Było jej dobrze i wygodnie tak, jak było i nie czuła potrzeby, by zmieniać cokolwiek w ich relacji. – Zdążyłem trochę poznać El Panterę, gdy go broniłem i wydaje mi się, że to nie w jego stylu, a poza tym twój brat nie jest aniołkiem i z całą pewnością są ludzie, którym bardziej niż El Panterze, nadepnął na odcisk – przypomniał, spoglądając na nią z troską, spod wysoko uniesionych brwi i zaplatając dłonie za jej plecami, przyciągnął ją do siebie.
    ______ – Widocznie to u nas rodzinne. Mnie przecież też daleko do świętej. I ciągnie mnie do naprawdę złych chłopców – dodała, prowokująco przygryzając dolną wargę.
    ______ Mauricio uśmiechnął się, sięgnął do jej włosów i jednym ruchem uwolnił je z wysokiego upięcia, a kiedy rozsypały się na jej ramionach, wplótł w nie palce i spojrzał na nią oczami pełnymi zachwytu.
    ______ – Wcale nie wyglądasz na diablicę – mruknął z ustami przy jej ustach. – Chociaż potrafisz być gorąca jak samo piekło.
    ______ – Pozory mylą…


    _____________________________________________________________ * * *


    ______ Gdy panującą w mieszkaniu ciszę przerwały odgłosy zwykłej krzątaniny dobiegające prosto z kuchni, a chwilę później stare radio rozbrzmiało pierwszymi akordami jakiegoś meksykańskiego tanecznego utworu, zaintrygowana sytuacją Lia uchyliła drzwi i wyszła z sypialni. Wsunęła dłonie do tylnych kieszeni jeansów i ostrożnie stawiając kolejne kroki, niepostrzeżenie zakradła się do kuchni, gdzie jak przypuszczała, w najlepsze rozgościł się Christian, a sądząc po porozstawianych na blacie produktach spożywczych, miskach i innych kuchennych sprzętach, właśnie przymierzał się do gotowania.
    ______ Nie odrywając wzroku od jego umięśnionej sylwetki i korzystając z faktu, że wciąż pozostała dla niego niezauważona, Lia wsparła się ramieniem o framugę drzwi i skrzyżowała przedramiona na piersiach, za wszelką cenę usiłując przy tym zignorować przyjemne trzepotanie w podbrzuszu i rozpędzające się w swym szaleńczym rytmie serce, które zerwało się do galopu na samo wspomnienie tego, jak ostatnim razem skończyło się gotowanie Christiana. To mimo wszystko były najpiękniejsze urodziny, jakie kiedykolwiek miała. A wystarczyła przecież tylko obecność właściwej osoby, by ten jeden dzień stał się wyjątkowy i godny zapamiętania.
    ______ Lia pokręciła głową z niedowierzaniem na samą myśl, a potem uniosła powoli wzrok i mimowolnie przygryzając dolną wargę, prześlizgnęła spojrzeniem po ciele zwróconego do niej plecami Christiana. Znoszone, poprzecierane jeansy, opadające nisko na biodrach w apetyczny sposób uwydatniały jego seksowny tyłek i wąskie biodra, a biała bawełniana podkoszulka przylegała do umięśnionych pleców i szerokich ramion niczym druga skóra. Niemożliwym było nie podziwiać takiego widoku i nie chłonąć każdego skrawka tego seksownego ciała i idealnie wyrzeźbionych mięśni, które tańczyły przy każdym najdrobniejszym nawet ruchu.
    ______ Suarez był ciachem i perfidnie to wykorzystywał, a ona była boleśnie wręcz świadoma własnej słabości, która za każdym razem kończyła się gorzej niż poprzednio.
    ______ Przymknęła powieki i westchnęła z rezygnacją, nieopatrznie zwracając tym sposobem uwagę Christiana. Zerknął na nią przez ramię i uśmiechając się szeroko, zarzucił sobie czystą lnianą ściereczkę na ramię.
    ______ – Na słodko, czy na słono? – zagadnął, wspierając się biodrem o kuchenne szafki.
    ______ – To zależy, co? – odparła Lia, siląc się na swobodny ton, choć to był nie lada wyczyn w obliczu tego, z jaką skutecznością Suarez potrafił ją rozstroić samą swoją obecnością.
    Skrzyżował przedramiona na szerokiej piersi i uśmiechając się łobuzersko jednym kącikiem ust, prześlizgnął gorącym wzrokiem po sylwetce Lii. Oceniał, chłonął każdy ukryty fragment, karał ją swoim spojrzeniem i nagradzał jednocześnie, a kiedy w końcu dotarł do czujnie obserwujących go brązowych tęczówek, puścił do Lii oko i wyszczerzył się, jak dziecko.
    ______ – Lubisz tartę? – zapytał nagle, jak gdyby nigdy nic, a Lia z trudem powstrzymała się przed parsknięciem śmiechem. Wciąż nie potrafiła pojąć jak on to robił. W jaki sposób, nie robiąc w zasadzie nic szczególnego, potrafił przyprawić ją o zawrót głowy, a za chwilę udawać niewiniątko.
    ______ Uśmiechnęła się pod nosem na tę myśli i pokręciła głową z niedowierzaniem.
    ______ – Lubię – odparła, siląc się na swobodny ton. Po chwili leniwie odepchnęła się od futryny i wsunąwszy dłonie do tylnych kieszeni jeansów, ostrożnie, niczym spłoszona zwierzyna, przeszła przez kuchnię.
    ______ – To bardzo dobrze, bo ja też. Problem tylko polega na tym, że jeśli chcemy ją zjeść, to najpierw musimy sobie ją zrobić.
    ______ – No dobra – rzuciła takim tonem, jakby to nie stanowiło absolutnie żadnego problemu i przelotnie zerknęła na zastawiony produktami kuchenny blat. – Nie wiem, jak ty, ale ja stawiam na wersję słoną – dodała z lekkim uśmiechem, a kiedy Christian zamiast odpowiedzieć skinął głową na zgodę, wciąż nie przestając się uśmiechać, Lia nie ociągając się dłużej podeszła do zlewu. – W takim razie, zarządzaj, chief. Co mam robić? – spytała, sprawnie myjąc ręce, podczas gdy Suarez w kilku szybkich ruchach przygotował dla nich dwa bliźniacze stanowiska pracy, wyposażone w deski do krojenia i świeżo naostrzone noże.
    ______ – Wolisz kroić cebulę, czy cukinię? – zapytał, unosząc obie ręce, w których dzierżył warzywa, jakby to były najcenniejsze wojenne łupy, pytająco unosząc przy tym jedną brew.
    ______ – Mogę się zająć cebulą – powiedziała Lia, ściągając Christianowi z ramienia zawieszoną tam wcześniej lnianą ściereczkę.
    ______ – Jesteś chyba pierwszą osobą, która rwie się do krojenia cebuli – zaśmiał się, gdy Lia wycierała ręce w cienki, kraciasty materiał. Uśmiechnęła się lekko i bez słowa jedynie wzruszyła nonszalancko ramionami. – Muszę częściej z tobą gotować, Chochliku – dodał i wspierając dłonie na biodrach, przechylił lekko głowę na bok, uważnie obserwując przy tym każdy ruch Lii. Postąpiła odważny krok w jego stronę i wytrzymując jego palące spojrzenie, którym bez skrępowania prześlizgiwał po jej ciele, z powrotem zarzuciła mu ściereczkę na ramię.
    ______ – Nie ma sprawy, o ile wynagrodzenie będzie adekwatne do wykonywanej przeze mnie pracy – odparła zadziornie. Puściła do Christiana oko, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że jawnie go tym prowokuje, a potem poklepała go po torsie i obeszła, po chwili stając przy blacie przed jedną z przygotowanych drewnianych desek.
    ______ Suarez zaśmiał się pod nosem i ledwie zauważalnie pokręcił głową, w głębi ducha zastanawiając się, czy Lia naprawdę nie widzi, że nawet najdrobniejszy, najbardziej niewinny gest albo spojrzenie wywołuje iskry, które strzelają w wolnej przestrzeni między nimi, niczym walczące ze sobą skrajne bieguny, ostrzegając, że jeszcze chwila a skończy się to potężnym wybuchem, czy może jest w stanie aż tak nad sobą panować i z pełną premedytacją ignorować to, co się dzieje, gdy są w swoim zasięgu. Mimo wszystko jednak rozmyślanie o tym akurat teraz, nie miało żadnego sensu i nie mogło doprowadzić do niczego dobrego. Tym bardziej, że Christian miał zupełnie inny cel i zamierzał zrobić wszystko, co w jego mocy, by na twarzy Lii, jak najdłużej gościł ten uśmiech, który wciąż jeszcze nieśmiało przedzierał się przez warstwę smutku i bólu, jakie towarzyszyły Lii odkąd wróciła z Mediolanu, a który dzisiaj naprawdę zaczął docierać do jej sarnich oczu. Skoro nie chciała z nim porozmawiać i dać sobie pomóc, Suarez mógł dla niej zrobić przynajmniej tyle.
    ______ – Jesteś tu jeszcze, Christian? – spytała cicho Lia, z niepokojem zaglądając mu w oczy. Otrząsnął się szybko i obdarzył ją szerokim, najbardziej zabójczym uśmiechem, jaki miał w zanadrzu, jakby przed momentem wcale nie odpłynął myślami.
    ______ – Jasne! – rzucił beztrosko i czule trącił opuszką palca wskazującego czubek jej nosa, a potem stanął przed blatem, podał Lii cebulę i czosnek, a sam chwycił za dwie duże cukinie. – Bierzmy się do roboty, bo zaczynam się robić naprawdę głodny – polecił tonem surowego, doświadczonego szefa kuchni, a kiedy Lia stanęła na baczność i zasalutowała, parsknął śmiechem.
    ______ Przez następne kilka minut oboje pracowali w całkowitym skupieniu, przyjemnym milczeniu i idealnym wręcz zgraniu, jakby gotowali wspólnie praktycznie od zawsze. Kroili, siekali, wymieniali się produktami i na zmianę wrzucali kolejne składniki na rozgrzaną już patelnię, a to wszystko przy akompaniamencie płynącej z radia tanecznej muzyki, którą nie sposób było zignorować, ukradkowych, ale intensywnych spojrzeń i radosnych uśmiechów, jakie co jakiś czas rzucali w swoją stronę. Cisza taka, jak ta panująca w kuchni okazała się wymowniejsza niż jakiekolwiek słowa, które mogłyby paść z ich ust. Rozumieli się bez tego, podświadomie do siebie dostrajali i uczyli się siebie w sposób, który nie jest możliwy podczas rozmowy. Być może nie do końca zdawali sobie jeszcze z tego sprawę, ale już teraz, pomimo wewnętrznych ran, trudnych przeżyć, głęboko zakorzenionych leków i tego ciągłego zawieszenia, w którym tkwili, tworzyli nierozerwalną całość, nieświadomie wypełniając sobą nawzajem wszystkie wyrwy i ziejące pustką miejsca w ich sercach.
    ______ Gdy w radio rozbrzmiał charakterystyczny początek do żywiołowego utworu I Wanna Dance With Somebody z repertuaru Whitney Houston, Christian kątem oka dostrzegł, jak pochylona nad stolnicą Lia nieświadomie podryguje w rytm muzyki. Uśmiechnął się do siebie na ten widok, odstawił wypełnioną zeszklonymi warzywami patelnię na sąsiedni palnik i wspierając się biodrem o blat, przez moment bacznie obserwował Lię. Jej długie nogi odziane w obcisłe jeansy, seksownie zaokrąglony tyłek i prowokująco poruszające się biodra, szczupłą talię oraz płaski brzuch, a potem powędrował wyżej, wzrokiem obrysowując krzywiznę jej piersi, łabędzią szyję, zarumienione policzki i pełne usta bezgłośnie wypowiadające początkowe słowa tekstu.
    ______ Przymknął na chwilę powieki i odetchnął głęboko za wszelką cenę usiłując nad sobą zapanować, ale kiedy w końcu otworzył oczy i znów spojrzał na Lię, dobitnie sobie uświadomił, że nie potrafi panować nad własnym pragnieniem by być blisko i chęcią, by jej dotykać. Pokręcił głową z rezygnacją, po czym odepchnął biodra od szafek i podszedł do swojego Chochlika, zatrzymując się tuż za jego plecami. Instynktownie wyczuł, jak Lia cała się spięła pod wpływem jego bliskości, ale z pełną premedytacją to zignorował. Przysunął się lekko, otoczył drobne ciało Lii ramionami i oparł dłonie na stolnicy, obok jej dłoni.
    ______ – Rozluźnij się, Chochliku – wyszeptał jej do ucha, owiewając nadmiernie wrażliwą skórę ciepłym oddechem i wywołującym tym sposobem gęsią skórkę. – Będę grzeczny – zapewnił, choć w myślach zdążył się już wychłostać za to perfidne kłamstwo. Doskonale przecież wiedział, że przy Lii rzadko kiedy potrafił być grzeczny, bo prędzej, czy później, ale zawsze kończyło się to grzeszeniem.
    ______ – Christian… – zaprotestowała Lia, ale choć chciała się odsunąć, nie bardzo miała gdzie, a pole manewru błyskawicznie zawęziło się do niewielkiej przestrzeni pomiędzy kuchennym blatem, potężnym ciałem Suareza, którego ciepło czuwała na plecach, a jego silnymi ramionami, którymi sprytnie odciął jej jakąkolwiek drogę ucieczki.
    ______ Westchnęła ciężko i poruszyła się niespokojnie, jakby mimo wszystko próbowała wyswobodzić się z tego śmiercionośnego uścisku, ale za karę została ugryziona w ucho, co momentalnie ją sparaliżowało. Zamarła w bezruchu i nerwowo wstrzymała oddech.
    ______ – Przestań, Lia – mruknął karcąco, ale w jego głosie wyraźnie słychać było uśmiech. Nie złośliwy, ale ciepły, kojący i naprawdę szczery. – Przecież wiesz, że możesz mi zaufać. Nie zrobię niczego wbrew tobie – wyszeptał, delikatnie przesuwając nosem po brzegu jej ucha. Przytulił ją do siebie i czule pocałował w czubek głowy, wsuwając nos w jej pachnące włosy. Dopiero kiedy Lia odrobinę się rozluźniła, a jej mięśnie nie były napięte, jak struna, Christian odsunął się nieznacznie dając jej w nagrodę odrobinę przestrzeni, choć wciąż stał za jej plecami. – Poza tym, strasznie się z tym guzdrzesz, a ja jestem głodny – zaśmiał się, a potem jak gdyby nigdy nic sięgnął po leżące na blacie jajko i trzymając je na otwartej dłoni, podsunął Lii.
    ______ Parsknęła cichym śmiechem na ten widok i bez ociągania sięgnęła po okrągły nóż, delikatnie rozbijając jego krawędzią cienką skorupkę. Przygryzła dolną wargę, uważnie obserwując jak Christian wlewa jajko do szklanej miseczki, dodaje łyżkę kwaśnej śmietany, po czym chwyta miskę jedną ręką, a drugą miesza jej zawartość, przez cały ten czas mając Lię między ramionami. Nie przeszkadzało mu to jednak w wykonywaniu kolejnych czynności, a co więcej cieszył się z takiego obrotu spraw. Wlał mieszankę w zagłębienie mąki wymieszanej już z masłem, cukrem, odrobiną soli i proszku do pieczenia i kiedy Lia najmniej się tego spodziewała chwycił jej ręce w swoje i bez słowa zaczął wyrabiać ciasto.

      I need a man who'll take a chance
      On a love that burns hot enough to last
      So when the night falls
      My lonely heart calls

      Oh I wanna dance with somebody
      I wanna feel the heat with somebody
      Yeah I wanna dance with somebody
      With somebody who loves me...

    – wyśpiewał jej do ucha. Poruszał przy tym biodrami do rytmu, zachęcając Lię, by robiła to samo, a jego dłonie ani na moment nie oderwały się od kleistej masy, w której oboje byli zanurzeni niemal po łokcie.
    ______ Lia poddała się temu wszystkiemu, momentalnie zapominając o tym, że intymność tej sytuacji i bliskość dwóch zetkniętych ze sobą ciał powinny ją przerażać. Dobrze przecież wiedziała, jak się to zazwyczaj między nimi kończyło, a obiecała sobie przecież, że zrobi wszystko by nie dopuszczać do podobnych incydentów, unikając przy tym zranienia Christiana. I choć w jej głowie nieustannie paliła się czerwona lampka ostrzegawcza, narzucająca jej bezwzględne granice, w tej chwili pragnęła je zignorować i cieszyć się tym, co ofiarowywał jej Suarez, tym bardziej, że jemu samemu sprawiało to radość.
    ______Come on baby! – zawołał wraz z wokalistką, a potem niespodziewanie chwycił Lię za rękę i okręcił wokół jej osi, wyrywając z jej gardła zaskoczony okrzyk.
    ______ – Christian! – zganiła go, wymownie spoglądając na ich upaprane mąką ręce, ale on tylko przechylił głowę na bok, niczym mały łobuziak i wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
    ______Don't you wanna dance… with me baby? – zsynchronizował się z Whitney, na co Lia parsknęła głośnym śmiechem i nie mając w zanadrzu żadnych logicznych argumentów „przeciw”, dała się porwać do szalonego tańca w towarzystwie mąki, jajek i masła.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 22:23:29 09-05-17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:41:00 24-05-17    Temat postu:

Tu też? Serio? Wszędzie takie świetne odcinki powstawiałyście ?
Cieszę się ogromnie z Lii i Christiana... Dobrze, że mają siebie nawzajem. Teraz dla odmiany to Chris próbuje rozerwać Lię i odsunąć jej myśli od nieprzyjemnych rzeczy. Szkoda tylko, że Lia jest tak mocno zamknięta w sobie. Byłoby lepiej, gdyby podzieliła się z nim tym, co ją dręczy. Ale niestety wiemy, że jest strasznym uparciuchem...
Ale scenka w kuchni przecudna oby jak najwięcej takich wspaniałych, beztroskich chwil w ich życiu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:31:10 29-05-17    Temat postu:

Monia, przede wszystkim dziękujemy, że wciąż z nami jesteś, nie masz z nami latwo :*

Skoro tak to widzisz, to pewnie tak jest
Masz rację, że prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby Lia nie była taka w sobie zamknięta, ale uważam, że jeśli zachowywałaby się inaczej, tak naprawdę nie byłaby Lią Bycie upartą to jedno, przeżycia to drugie
Resztę komentarza, tradycyjnie pozostawię bez komentarza, chyba, że Aga chciałaby coś dodać, Aguś?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:02:15 29-05-17    Temat postu:

Ja? Ja się w całej rozciągłości zgadzam z Tobą, Madziu i jedyne co mogę napisać od siebie to, że na Monię zawsze można liczyć za co jej bardzo dziękuję
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:22:12 29-05-17    Temat postu:

Podpisuję się pod tym w 100%
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3111
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:40:45 30-05-17    Temat postu:

Tradycyjnie modnie spóźniona , ale jestem więc komentuje I to że kocham Listian to wiecie nie od dziś ta dwójka po prostu im zazdroszczę są fikcyjni to fakt , ale taka więź jaka jest między nimi to ze świeczką szukać. Mimo pożądania wiszącego w powietrzu potrafią nadal być przyjaciółmi a nie rzucają się na siebie w wiadomych celach (nie że mam coś przeciwko )
A i pochwalę się że kiedyś jadłam taką babkę drożdżową. Dawni temu kiedy mój tato jeździł do Włoch na Boże Narodzenie przywoził dwie czy trzy. Taka tam ciekawostka z mojego prywatnego życia.
Leo kiedy się upije jest jeszcze bardziej zabawny niż na trzeźwo No i duet Sol& Leo jest moim ulubionym (zaraz po Listian)
Co się stało w tym cholernym Mediolanie. Ciekawość mnie zżera no i pewnie to wina Gogusia ja to wiem on coś jej zrobił i sądzę a nawet jestem pewna że jak Christian pozna prawdę to kupi pierwszy lepszy bilet do Włoch i poprzestawia mu jedynki Jak nie Chris to ja Nauczę się boksować zawsze chciałam A ostatnia scena z Listian jezu dawno morda mi się tak do monitora nie szczerzyła
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:59:51 30-05-17    Temat postu:

Ale miło znów zobaczyć Cię w naszych skromnych progach Po Twoim komentarzu, to nam się teraz mordki do monitora szczerzą
A co do treści Twojego komentarza, to tradycyjnie już, muszę wszystko zostawić bez komentarza, dla dobra całej tej historii, w której jeszcze całkiem sporo się wydarzy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 17, 18, 19  Następny
Strona 18 z 19

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin