Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dreaming about love - Sen o miłości część 9
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:20:10 28-12-15    Temat postu: Dreaming about love - Sen o miłości część 9

Wpadłam na pewien nietuzinkowy ( dla mnie ) pomysł opowiadania. Zainspirowana tureckimi produkcjami, akcję i bohaterów umieszczam w Europie. Będzie to opowiadanie zupełnie inaczej pisane niż dotychczasowe moje historie.

Tytuł to "Sen o miłości". Nie będzie tu stylu romantico jak to u mnie zwykło bywać. To będzie coś prawdziwszego, nie idealistycznego.
Po prostu z życia wzięte ale wymyślone...

Akcja rozgrywa się ówcześnie.
Główna bohaterka to Kimberley - Amerykanka polskiego pochodzenia.
Po ataku terrorystycznym jaki dokonał się w jej miejscu pracy, Kim przewartościowała swoje życie i postanowiła
udać się na stary ląd w poszukiwaniu swoich korzeni ale też lepszego, bezpieczniejszego życia.
Jest sierotą. Nigdy nie poznała rodziców. Nie ma nikogo bliskiego, od zawsze była sama, no może nie całkiem.
Jest jedna osoba która zawsze była blisko...Phillippe.
Kim stawia wszystko na jedną kartę i udaje się do słonecznej Hiszpanii, gdzie ma nadzieję osiąść na dłużej. Znajduje się tam międzynarodowa firma,
która współpracowała z jej dotychczasowym pracodawcą. Poza tym dziewczyna ma nadzieję, że na Półwyspie Iberyjskim uda jej się odnaleźć babcię ze strony mamy, która ponoć zamieszkuje właśnie Hiszpanię.
Tu poznaje zupełnie nowe poglądy na świat, inną mentalność ale przede wszystkim nowych ludzi, którzy zaczynają nieźle mieszać w jej życiu.
Gdy poznaje Marcusa totalnie traci dla niego głowę, jest nim zafascynowana. W jej życie wkracza także Fabio, który z kolei staje się jej przekleństwem. W Ameryce nadal zaś pozostaje Phillippe, najlepszy przyjaciel, który mocno przeżywa rozstanie
z Kim...
Czy przyjazd do słonecznej Hiszpanii i nowe kręgi, zwyczaje, znajomości całkowicie zmienią osobowość dziewczyny i sprawią że wreszcie poczuje że żyje? Czy Kim podda się gorącemu hiszpańskiemu temperamentowi i da się ponieść fantazjom, zabawie i swój sen o miłości
zamieni w rzeczywistość?


Ostatnio zmieniony przez Marzenka20 dnia 10:13:13 31-01-16, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:51:34 28-12-15    Temat postu:

Fotki promocyjne





Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:04:56 29-12-15    Temat postu:

Piosenka tytułowa
I wanna know what love is - Foreigner
https://www.youtube.com/watch?v=tUYGzZ0tQpA

Część I.

Ta wiadomość była dla niego wstrząsem. Zupełnie się jej nie spodziewał, niczym trzaśnięcie piorunem, ale ona zdawała się tego nie zauważać. Myślami już tam była. Zawsze taka była, rozmarzona, rozkojarzona,
nieco egoistyczna i często nieobecna, gdy wyobraźnia nią władała. Była niczym woda, czysta i przejrzysta, naiwna jak małe dziecko a on ... a on zawsze ją chronił i dbał o nią jak starszy brat, dlatego tym bardziej ta niemiła nowina wprawiła go w zmartwienie.
P - Nie! słyszysz! Nie zgadzam się! Nigdzie nie jedziesz! - Phillippe chwycił jej walizkę i odstawił na drugi koniec pokoju. Dziewczyna nie zamierzała na to pozwolić i zaraz za nim pognała. Obudziła się w niej jakaś
potężna siła która spowodowała, że niemal zaczęła szarpać się z przyjacielem
K - Za kogo ty się uważasz!? Sama o sobie decyduję! Nie jestem małą dziewczynką!
P - Nie? a to od kiedy? Mam ci przypomnieć z ilu tarapatów cię wyciągałem?!
Nagle mina dziewczyny posmutniała. To prawda. Gdyby nie Phillippe, Kim nigdy by sobie nie poradziła. Zawsze była krucha i niepewna siebie. Teraz też się boi, że sama nie da rady, ale kiedy ma się o tym przekonać jak
nie teraz?
P - Pamiętasz? Pamiętasz jak kiedyś o mało nie zamarzłaś, kiedy przez przypadek zamknęli się w kostnicy, gdy miałaś 15 lat? Gdyby nie ja, nikt by cię nie znalazł. Wszyscy o tobie zapomnieli oprócz mnie, albo jak
2 lata temu poszłaś na kolację do domu jednego z dyrektorów twojej firmy? Gdyby nie ja, wpadłabyś w jego sidła! - wykrzyczał jej bezmyślność z jeszcze większą pretensją niż dotąd.
Te słowa podziałały na nią niczym płachta na byka. Nigdy nie kłóciła się aż tak bardzo z Phillippem, ale teraz miała ochotę mu przyłożyć. Facet jednak zawsze jest silniejszy od kobiety, kolejnym razem się o tym przekonała. Phillippe schwycił jej obie dłonie i skrzyżował je odwracając Kim w przeciwnym kierunku.
P - Co cię opętało dziewczyno? Nigdy się tak nie zachowywałaś - zauważył przysuwając swoją twarz do jej policzków.
Wtedy ona poczuła się dziwnie niekomfortowo, nigdy nie była w takim uścisku z Phillippem.
Co prawda przytulali się i całowali w policzki przy wybranych okazjach, ale to zawsze było przyjacielskie, a teraz miała wrażenie, że czuje jego oddech na sobie, nienaturalnie przyspieszony oddech i że on zaraz spłonie.
Aż tak jest na nią zły? Przeraziła się, gdy lekko odwracając wzrok zobaczyła jego zmącone furią oczy.
K - Puść mnie - poprosiła przygaszonym głosem. Bardzo szybko spuściła z tonu. Wtedy i on się opamiętał. Zorientował się że i jego poniosło i to z byle powodu jak mogłoby się wydawać...
Jeszcze przez pół godziny starał się wyperswadować jej pomysł wyjazdu. Próbował wszystkiego, tłumaczył jej jakie to niesie zagrożenia i chyba udało mu się w końcu zasiać w niej wątpliwości.
K - Może i masz rację. Nigdy nie podróżowałam, no poza Kanadą, gdzie pojechaliśmy razem na ferie. No i to mieszkanie ty też mi załatwiłeś. Nawet pracę zawdzięczam tobie Phil.
P - Kim nie przesadzaj. Nie mówię ci tego wszystkiego po to żeby ci umniejszać. Jesteś bardzo zdolną dziewczyną, tylko brakuje ci pewności siebie. Rozumiem że to co przytrafiło ci się w biurze miało na ciebie wpływ, ale nie znaczy to, że musisz od razu zmieniać swoje życie o 180 stopni. Pamiętaj, że zawsze masz mnie.
K - Masz rację. Nie jadę. Nie poradzę sobie sama - jego twarz od razu rozjaśniała z radości. Poczuł wielką ulgę.
P - Jak to dobrze, że zmądrzałaś. Jak dobrze. Chodź tu mała. - Podszedł do niej i przytulił ją mocno. Poczuła bijące od niego ciepło. On naprawdę bardzo się cieszył, bardzo bardzo.
Zrozumiała wtedy jak jest mu bliska.
...
Z tym większym żalem i bólem wsiadała na pokład samolotu dwie godziny później.
Nigdy przedtem takim go nie widziała, bała się jego reakcji, dlatego postanowiła go oszukać. Tak. Swojego najlepszego, jedynego przyjaciela, którego znała całe życie, jeszcze z sierocińca. Jedyną osobę której na niej
zależało, która się o nią troszczyła.
Często zastanawiała się nad tym, dlaczego go ma. Czym sobie zasłużyła na takiego wiernego i cudownego człowieka, czemu on aż tak ją ceni i dba o jej dobro?
Dziękowała Bogu za to szczęście. Phillippe był dla niej jak brat. I nawet jego dziewczyna Elcin nie była w stanie zniszczyć tej więzi, mimo iż często bywała z tego powodu zazdrosna.

Lot przebiegł bez większych komplikacji. Drugi raz w życiu Kim leciała samolotem i drugi raz o mało nie padła na zawał. Widok śmierci zaglądał jej w oczy. W mig przypomniała sobie zdarzenia z firmy gdzie pracowała.
Dwóch terrorystów wpadło niespodziewanie na jej piętro i zaczęli głośno i przeraźliwie krzyczeć. Mieli broń i obaj byli potężni, muskularnie zbudowani. Jeden z nich miał na sobie bombę i groził, że wysadzi w powietrze cały budynek. Mężczyźni szukali właścicieli firmy, którzy z pochodzenia byli Izraelczykami. Jeden z nich brutalnie pochwycił Kim, która nieudolnie próbowała ukryć się za biurkiem i niczym piórko przeniósł ją do innego pomieszczenia, gdzie było wielu innych pracowników.
Dziewczyna zdążyła jeszcze tylko usłyszeć strzały jakie padły z biura jej szefów, a potem straciła przytomność po tym jak została uderzona w twarz.
Obudziła się już w szpitalu, gdzie czuwał przy niej właśnie Phillippe. Trzymał ją za dłoń, którą delikatnie ucałował. Kim była cała poobijana, miała spuchniętą twarz. Schroniła się wtedy od razu w bezpiecznych ramionach Phillippa i przylgnęła do niego jakby chciała zatonąć w jego objęciu i nigdy go nie opuszczać. Chłopak przysunął się jeszcze bliżej i zapewnił ją, że nic jej nie grozi.
P - Już po wszystkim Kim, jesteś bezpieczna. Nie pozwolę cię nigdy więcej skrzywdzić. - To była obietnica Phillippa, której nie mógł już spełnić, nie w najbliższym czasie. Teraz Kim sama będzie za siebie odpowiedzialna, i nie ważne jakie błędy popełni, on jej od nich nie uchroni.
Oboje o tym wiedzieli. Pewna epoka się skończyła.
K - Czas na nowe! - rzekła Kim tuż po opuszczeniu pokładu na lotnisku Barajas w Madrycie.

K - Wow!
Nie mogła oderwać wzroku od mijanych ulic miasta, które przemierzała taksówką. - Jak tu pięknie, tak bajecznie. W gazetach, telewizji to robi wrażenie, ale na żywo to jest wprost nie do opisania.
Najpiękniejsze miejsce na ziemi - nie przestawała się zachwycać madryckimi budowlami, parkami i placami.
...
K - To chyba tutaj - Od kilkudziesięciu minut Kim próbowała trafić do miejsca, które zarezerwowała sobie na nocleg przez internet, ale w praktyce dotarcie tam okazało się dość trudne. W dodatku ściemniało się. Ogarnął ją nagle niemały niepokój.
Co prawda na madryckich ulicach cały czas są tłumy, ale to nie znaczy że nikt nie zwróci z tego powodu na nią uwagi. Zdecydowanie różniła się od Hiszpanek. Nie miała ani ich karnacji, ani ciemnych włosów, ubranie też ją odróżniało.
Było widać jak na białej kartce papieru że jest turystką i to zagubioną turystką.
- Chyba się zgubiłaś?
Nagle usłyszała zza pleców miły dla ucha, ciepły męski głos. Odwróciła się i mało nie padła z wrażenia - Boże! Czemu tylu przystojniaków jest na tym świecie? - poczuła jak nogi jej miękną, a od środka napływa gorąco.
Był bardzo przystojny, z trzydniowym zarostem tak jak lubi, wysoki i dobrze zbudowany, ze spojrzeniem niczym amanta z telenoweli i boskim, anielskim uśmiechem. Cała się zarumieniła z zawstydzenia.
- Może ci w czymś pomóc? Raczej nie jesteś stąd.
K - Aż tak to widać? - wreszcie głos się jej odblokował.
- Cóż, twoje zachowanie i wygląd na to wskazują, ale oświeć mnie piękna nieznajoma. Skąd przybywasz?
K - Co? On powiedział piękna, że niby ja jestem piękna??? - Kim wprost nie dowierzała.
- No więc, wykrztusisz coś z siebie ... y
K - Kim, jestem Kim - Od razu dopowiedziała i podała mu rękę na powitanie. Gdy ją uścisnął świat dosłownie zawirował jej przed oczami. Miał taki ciepły, pewny uścisk.
Była bardzo ciekawa jak to się dalej rozwinie. Zatonęła w jego słodkim, nieco dominującym spojrzeniu. On wiedział już, że niczego mu nie odmówi, że ma ją u swych stóp...

Liczę na jakieś małe komentarzyki, które mnie zmobilizują do kontynuacji.
Jak wam się podoba? Czy w ogóle się podoba?


Ostatnio zmieniony przez Marzenka20 dnia 0:08:31 29-12-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:57:43 31-12-15    Temat postu:

Zapraszam na część II

część II

Po raz kolejny pochwyciła komórkę w rękę, ale zaraz znów ją odrzuciła, jakby ją parzyła. To już 10 połączenie od Phillippa, 10 którego nie odebrała.
K - Co mu powiem? Jak ja w ogóle mu się wytłumaczę? Tak mi wstyd - nic racjonalnego nie przychodziło jej do głowy. Owszem, doskonale wiedziała, że zawiodła i to na całej linii, ale bynajmniej nie było jej
stać na przeprosiny.
To było za trudne, nawet jeśli chodziło o Phillippa.
K - Wczoraj tak się wygłupiłam. Gdzie ja posiałam rozum? Jak mogłam zachować się tak bezmyślnie, jakbym mężczyzny na oczy nie widziała... bo nie widziałam - dodała po namyśle - a takiego to już w ogóle.
Mimo że spotkanie z cudownym Hiszpanem nie należało do najszczęśliwszych Kim wciąż miała go przed oczyma: jego powalający uśmiech jakim ją obdarzał od pierwszych sekund kiedy ich spojrzenia się
spotkały, jego słodkie i miłe usposobienie, traktował ją jak księżniczkę, idealnie gładki tors, który zaprezentował jej, gdy udali się na plażę... tak, tak, sprawił że zaznała niemal nieba. Nigdy przedtem nie
przeżyła czegoś podobnego. Jedynymi mężczyznami których odkryte klaty widziała byli albo koledzy z sierocińca, kiedy podczas lata z gorąca się rozbierali albo właśnie
Phillippe, jedyny z którym do dziś utrzymuje kontakt albo utrzymywała bo kto wie czy on się nie obrazi po tej akcji z cichym wyjazdem po kryjomu.
Dawni koledzy nie mogli się jednak równać z Sergiem, którego poznała ubiegłego wieczora. Oni byli wiotcy i bez mięśni, poza tym wówczas bardzo młodzi i niedojrzali. Sergio to już mężczyzna pełną parą, o czym miała
okazję się przekonać. A Phillippe? Cóż, był taki jeden moment, który ni stąd ni zowąd przypomniał jej się teraz.
Pewnego razu, to było z jakieś 3 lata temu, poprosiła go o pomoc przy uszczelce w łazience. On wtedy cały się zalał, wtedy ona widziała go po raz pierwszy w takim stanie tzn mokrego i bez podkoszulka.
Wtedy dostrzegła po raz pierwszy zmiany jakie w nim zaszły od czasu wyjścia z sierocińca. Phillippe pierwszy go opuścił, jako że jest starszy od niej o rok.
Tego dnia nagle stanął przed nią jedynie w samym ręczniku, z odkrytym torsem. Choć to były sekundy zdołała mu się przyjrzeć. W sumie teraz po namyśle stwierdziła, że Philowi niewiele brakuje do Sergia.
K - Ach! O czym ja w ogóle myślę? - zauważyła - Kim ogarnij się! Przecież to Phil, twój najlepszy przyjaciel, twój brat! - upomniała samą siebie.
Puk puk
Nagle rozległ się cichy stukot drzwi jej izby, a już po chwili wyłoniła się zza nich pani Pepa
P - Dziewczę moje drogie, czy ty wiesz która godzina?
Kim od razu zerknęła na swój zegarek - O nie! na domiar złego bateria się wyczerpała
P - Moja droga ty mnie tu nie oszukuj. Już pół godziny temu miałaś wstawić pranie! A kolacja to co? Sama się zrobi?
K - Już pędzę pani Pepe - odpowiedziała grzecznie i posłusznie wystraszona szatynka.
Pani Pepa ocaliła ją zeszłej nocy. Gdyby nie ona nie wiadomo co by się stało z Kim.
P - Masz tutaj mój ulubiony chlebek, a tam wszystkie warzywa które jadam. Pamiętasz, mówiłam ci o mojej diecie. Tylko się nie pomyl przy ważeniu produktów. A! i mleka nie piję. Wyciśnij mi sok z cytrusów.
K - Już się robi pani Pepo.
Kim jest pani Pepa?
To kobieta która przygarnęła Kim pod swój dach po tym jak ta została okradziona przez przystojnego Hiszpana. Spotkała Kim na ulicy, tuż po feralnym wypadzie Kim na plażę z Sergiem. Dziewczyna siedziała zapłakana
na jednej z ławek na placu i zwróciła uwagę staruszki.
K - Długo pani choruje na cukrzycę? - zapytała nieśmiało podczas posiłku
P - Całe życie moje dziewczę, to wstrętne choróbsko przypałętało się w najmniej odpowiednim momencie i tak już pozostało.
K - Najmniej odpowiedni momencie?
P - Nie bądź taka wścibska co?
Kim się zmieszała, może faktycznie na zbyt wiele sobie pozwoliła tym pytaniem...
P - Co ci powiedzieli na policji? Wiesz, że nie będę cię tu trzymać za darmo - starsza pani zastrzegła nagle
K - Nic
P - Nic!? - oburzyła się kobieta
K- To znaczy będą go szukać ale to jak poszukiwania igły w stogu siana
P - Ach ty głupie dziewczę! Zobaczy taka Adonisa i już traci rozum. Nie pojmuję tych dzisiejszych panien. Kiedyś to się szanowały, udawały niedostępne a teraz, co się z tym światem porobiło. Toż to nie do pomyślenia.
Kim jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. Było jej tak strasznie przykro i głupio. Jej naiwność jak zwykle wzięła nad nią górę.
...
W nocy długo nie mogła zasnąć i to nie przez niewygodne drewniane łóżko, ale właśnie myśli, żal które krążyły nieustannie wokół dwóch osób z jej życia. Nadal męczyły ją wyrzuty sumienia względem Philippa
ale jeszcze więcej jej uwagę zaprzątały myśli o Sergiu. Wspominała jak wspaniale czuła się z nim na plaży.
S - A więc przyjechałaś ze Stanów?
K - Yhy - odchrząknęła spoglądając na niego z rozanieleniem
S - I nie masz tu nikogo do kogo mogłabyś się udać?
K - Aha - znowu tylko tyle była w stanie z siebie wydobyć. Gdy zdjął z siebie koszulkę całkiem odpłynęła...
S - A w tej walizce masz wszystkie swoje rzeczy? - spojrzał w kierunku oddalonej o pare metrów walizki dziewczyny
K - Yhy - przytaknęła
S - Chodź!
K - Co robisz? - W mig złapał ją za rękę i pociągnął za sobą w kierunku wody. Już po chwili oboje byli w niej skąpani. Nie dowierzała w to co się właśnie działo w jej życiu. On był taki spontaniczny, szalony, inny mentalnie od Amerykanów.
I to jeszcze bardziej ją w nim pociągało. Gdy już miał ją pocałować, nagle zalała ich oboje fala. Wtedy zorientowała się, że nie ma go już w pobliżu, a po wyjściu na brzeg zauważyła też brak swoich rzeczy...
K -Ach - westchnęła - to było takie piękne, aż za piękne. Powinna była się domyślić. Dlaczego taki cud miałby akurat mną się zainteresować? Pani Pepa i Phillippe mają rację. Głupia jestem i na dodatek jeszcze o nim
myślę. Totalna porażka, ty jesteś jedną wielką porażką Kim...

E - Przestań się nią przejmować. Pokazała ile dla niej znaczysz czyli nic! - odrzekła Elcin, poirytowana już wielogodzinnym gadaniem swojego chłopaka o Kim.
P - Nie mów tak! - wściekł się Phillippe
E - Ale to prawda! Zawsze ci mówiłam, że ona cię tylko wykorzystuje. Jak byłeś potrzebny to cię wołała, a tak to miała cię gdzieś. Może teraz wreszcie to do ciebie dotrze. Pojechała i już! I wiesz co? Wcale jej
źle nie życzę. Niech jej się tam wiedzie, byle z dala od nas!
Nie kryjąca radości Elcin mimo chodem zawędrowała już na kolana swojego lubego i by ostudzić nieco napięta atmosferę obdarzyła go czułym pocałunkiem, mimo jego początkowej niechęci.
E - Ej Phil, no co jest? Nie bądź taki.
P - Nie mam na to teraz ochoty - odchrząknął próbując zsunąć dziewczynę z kolan
E - O nie mój drogi. Nie wywiniesz się. Przygotowałam dla ciebie coś specjalnego.
P - Ach tak?
E - Chodź. - pociągnęła go za sobą do sypialni, potem popchnęła na łóżko. - Nie ruszaj się stąd. Przebiorę się i zaraz wracam.
P - Co ty znowu wymyśliłaś El?
Parsknął ze śmiechu gdy po 5 minutach Elcin wkroczyła do jego pokoju w stroju pielęgniarki.
E -A teraz uleczymy chore serce naszego pacjenta. Niech się pan nie rusza, ja się wszystkim zajmę. Będzie pan jak nowy.
P - Już się tak czuję, jak nowo narodzony piękna pani pielęgniareczko. - Udało jej się. Wywołała na jego twarzy szeroki uśmiech. Elcin wiedziała za jakie sznureczki pociągnąć, aby uszczęśliwić swojego chłopaka.
Tego poranka kochali się bardzo namiętnie. Było inaczej niż zwykle. Oboje byli bardziej pewni siebie i beztroscy, zwłaszcza Elcin.

Iso! Iso! – Gupse krzyczała wniebogłosy gnając po całej plaży za swoim prawdopodobnie byłym już chłopakiem. Wiedziała doskonale że nabroiła, ale mimo to liczyła, że znowu wyjdzie z tej opresji obronną ręką. Ale dziś miarka się przebrała i zaraz boleśnie miała się o tym przekonać.
G – Czekaj! Nie słyszysz jak cię wołam?
I – Czego chcesz?
G – Wszystko wyjaśnić. To wcale nie było tak jak wyglądało
I – Twierdzisz że jestem kretynem który nie potrafi odróżnić rzeczywistości od złudzeń?
G – Iso ja cię kocham! – niespodziewanie padła przed nim na kolanach. On się tylko kpiąco zaśmiał. Nie wiedział jak ma się zachować. Jej obłuda i cynizm go przerosły.
I – Okazujesz to w dość kontrowersyjny sposób. Wiesz co? Mam w du*** twoją miłość. Wsadź ją sobie gdzie chcesz byle daleko ode mnie ty ostatnia zdzi***
Gupse wyraźnie się zmieszała, na dodatek przechodnie obok wszystko słyszeli i wymieniali się między sobą wymownymi spojrzeniami.
G – Nigdy tak do mnie nie mówiłeś, nigdy nie używałeś takich słów! Co ty w ogóle mówisz? Ja jestem Gupse, twoja Gupse. – podniosła się prędko i doskoczyła do niego w jednej ułamkowej chwili. Tak szybko jak się przyssała tak szybko on ją odrzucił i to dosłownie. Wylądowała tyłkiem na piachu.
I – Nie chcę cię nigdy więcej widzieć. Babcia miała rację. Takie jak ty są nic nie warte! Od razu cię przejrzała, a ja głupi jej nie wierzyłem. Do zobaczenia nigdy ty ladacznico!
Splunął w jej kierunku, po czym rzucając jej pogardliwe spojrzenie pomknął dalej wzdłuż brzegu. Ona nie wiedziała co począć. Nie dowierzała w to co się dzieje…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:24:52 07-01-16    Temat postu:

Cz.III
To był ten dzień! Nie to ma być ten dzień. Po tygodniu starań Kim udało się wreszcie umówić na spotkanie z prezesem firmy, która współpracowała z jej wcześniejszym pracodawcą w Stanach.
K – Och! Ach! Nareszcie pani Pepa da mi odetchnąć. – starsza pani od tygodnia gnębiła dziewczynę z powodu braku pracy, a co za tym idzie i pieniędzy. Napotkany przypadkowo Sergio pozbawił ją wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Nie miała nawet w co się ubrać. Strój który dziś na siebie włożyła zafundowała jej właśnie pani Pepa.
P – Gotowa?
K – Tak chociaż dziwnie się czuję w tej garsonce.
P – Wyglądasz przepięknie i tak elegancko. Jakbym widziała siebie sprzed lat. – pani Perez rzeczywiście była pod wrażeniem. Ubiór jaki przybrała Kim wcale nie został kupiony w sklepie. Ta brązowa garsonka i spódnica za kolano o podobnym kolorze służyły za strój starszej pani kilkanaście lat temu!
P – Nie sądziłam że ktoś jeszcze to włoży i że też akurat tobie przypadł ten honor
K – Chyba pech – chrząknęła w myślach Kim – Boże! Jak ja wyglądam? Jak mnie zobaczą to od razu odeślą z powrotem – zamartwiała się nadal
Ale starsza pani zdawała się nie widzieć jej markotnej twarzy, wręcz przeciwnie, cieszyła się jak małe dziecko i była przepełniona dumą. – No leć! Bo się spóźnisz! Tylko się staraj dziewczyno, żebyś miała do czego wracać! – nie omieszkała dodać jej kolejnej motywacji albo demotywacji.

Tak jak podejrzewała całą drogę do firmy przebyła przykuwając uwagę ludzi i to było niekoniecznie przyjemne doświadczenie. Czuła na sobie spojrzenia ludzi, słyszała ciche chichoty a nawet kilku mężczyzn pogwizdywało na nią gdy przemierzała ulice Madrytu w brązowych na dodatek trzewiczkach pani Pepy. Taki był jej styl od kilku dni. Stare, znoszone w latach młodości ubrania staruszki. Niejednokrotnie po powrocie z miasta miała ochotę się rozpłakać i wezwać na pomoc Phillippa ale coś ją powstrzymywało: duma. Jeśli do niego zadzwoni to okaże słabość i udowodni mu że faktycznie nadal sama sobie nie radzi bez jego protekcji.
Przed panią Pepą też kryła swoje bolączki. Nie chciała by miała satysfakcję z powodu jej niepowodzeń i naiwności.
W końcu udało jej się dotrzeć.
Już tu jest, tuż przed głównym wejściem firmy. Jeszcze jeden głęboki wdech na dodanie sobie odwagi .
K – Kim, to jest twój czas! Uda się, musi się udać – przekonywała siebie samą lecz z każdym kolejnym krokiem, który zbliżał ją do gabinetu prezesa cała pewność siebie ulatniała się z niej aż w końcu pozostało tylko wielkie przerażenie i bezsilność wobec krytycznych pracowników firmy.
E – Nie rozdajemy tu jałmużny. Kto panią w ogóle tu wpuścił?
- Co za upokorzenie – pomyślała. Sekretarka wzięła ją za jakąś bezdomną. No pięknie!
K – Jaaaa, ja jestem umówiona na spotkanie z prezesem
E – Słucham? Kobieta nie mogła się nadziwić, jej oczy sprawiały wrażenie jakby miały zaraz wyskoczyć na wierzch
K – Nazywam się Kim… yhhh to znaczy Kimberley Porter – poprawiła się – dzwoniono do mnie wczoraj w sprawie rozmowy kwalifikacyjnej.
E – A! To pani? – Sekretarka nadal nie mogła wyjść z dziwu – Niestety szefa nie ma.
K – To ja poczekam – odrzekła entuzjastycznie Kim jednocześnie spoglądając z ulgą na rozmieszczone w pobliżu wygodne kanapy. Jak jej tego brakowało. Spanie na drewnianym łóżku u pani Pepy odbiło się na jej kręgosłupie. Była strasznie obolała.
E – Zaszła mała pomyłka pani Porter
K – Jak to? – Tak szybko jak usiadła tak z powrotem się podniosła
E – Pan Van Persie jest teraz na tygodniowej delegacji. Poza tym już ma sekretarkę. To ja nią jestem.
K – Ale jak to? Czy to nie z panią rozmawiałam?
E – owszem ale nie o tą posadę chodziło
K – A o którą?
E – Potrzebna jest… pani sprzątająca i to na pół etatu
K – Słucham???? – Kim mało nie padła z wrażenia
E – Jeśli jest pani zainteresowana to zaraz zaprowadzę panią do kadr, tam przejdzie pani rozmowę kwalifikacyjną….

To był, nie! to jest jeden z najgorszych dni w jej życiu. Takiego upokorzenia nigdy przedtem nie przeżyła.
P – Nie przejmuj się dziecko. Ważne że cię zatrudnili. Żadna praca nie hańbi a już na pewno nie taka! – uspokajała ją starsza pani, jednak bezskutecznie
K – Chcę zostać sama. Niech mnie pani zostawi
P – A co ty taka paniusia jesteś?! Jak dają pracę to trza brać, jaka by nie była.
K – Pani nic nie rozumie. Z resztą nie ważne. – zerwała się nagle z łóżka
P – A ty dokąd niewdzięcznico?!
Kim pognała spiesznie do łazienki. – Może tu zaznam trochę spokoju – miała na to cichą nadzieję, gdy biorąc kąpiel z jej oczu popłynął potok rzewnych łez.

Każdego lipca, od 4 lat przychodził z samego ranka w to samo miejsce. Dokładnie 7 lipca. Wtedy ją stracił, wtedy pożegnał jedyną osobę której bezgranicznie ufał i która go znała jak własną kieszeń. Nie wiedział czemu taki był, czemu ukrywał swoje prawdziwe ja przed innymi? Czemu nie miał do nikogo zaufania? Ale taki był i nie potrafił tego zmienić.
Fabio stanął tuż nad jej grobem, mocno zaciskając szczękę ze złości.
F – To już 4 lata, 4 lata odkąd te konowały mi ciebie zabrały. 4 lata odkąd z nimi walczę. Ale wiesz, dziś jest inaczej, jest wyjątkowo bo wreszcie z nimi wygrałem. Winni twojej śmierci poniosą karę…mamo.
Fabio jest dyrektorem sprzedaży detalicznej w firmie Marcusa Van Persie. To już 3 lata od kiedy zasilił szeregi w jego firmie. Wcześniej pracował w Milanie, ale po śmierci matki musiał zmienić otoczenie i dlatego nagle zawitał do samego Madrytu. Jego doświadczenie i dobra opinia nie pozostały obojętne osobie samego prezesa. W krótkim czasie panowie nawiązali nić sympatii i zaprzyjaźnili się. Dziś Fabio jest znaczącą osobistością nie tylko w firmie ale i w całej Hiszpanii. Każdy słyszał o jego wielkich zasługach, jakie zawdzięcza mu Van Persie Company.

Po pół godzinie był już w pracy. Przedtem minął się z tabunem sekretarek, asystentek, dyrektorek i innych pracownic biura. ¾ z nich na jego widok omal nie usycha z pragnienia, jednak on pozostaje zobojętniały. Jak mówi : Amory mu nie w głowie.
G – On na pewno jest gejem!
E – No co ty wygadujesz Gupse!? A tak w ogóle to mów ciszej – upomniała koleżankę Emilia
G – Ty tego nie wiesz, ale ja tu pracuję dłużej i mówię ci że to jest fakt. On w ogóle nie ogląda się za kobietami. Coś tu jest nie tak, coś tu śmierdzi.
E – Gupse błagam, nie tutaj. Jeszcze nas ktoś usłyszy
G – Dobra dobra, bo mi tutaj zaraz padniesz ze strachu nowa.
E – Mam na imię Emilia. Ile razy mam ci powtarzać.
G – Sorry ale to przez twoje imię. Jest takie dziwne.
E – Mówiłam ci też że pochodzę z Polski. To polskie imię.
G – A myślałam, że hiszpańskie?
E – Hiszpańskie też
G – Teraz to ja w ogóle już nic nie rozumiem
Nagle obie obruszyły się szybko i rozbiegły w przeciwnych kierunkach. Do środka wchodził właśnie Robert, młodszy brat Markusa ale nie mniej urodziwy od niego choć diametralnie inny z charakteru.
G – Dzień dobry panie wiceprezesie!
R – Gupse, do mojego gabinetu! Raz dwa!
Emilia rzuciła współczujące spojrzenie w kierunku Gupse. Po tonie głosu Roberta można było wywnioskować że Gupse nie czeka miła rozmowa…

W gabinecie
R – Co to miało być? – zapytał żądnym wręcz krwi głosem. Jego wzrok był wzburzony a dolną wargę co chwilę zagryzał. Gupse doskonale rozpoznawała te gesty, to była jego reakcja na jej zachowania. Gdy coś mu się nie podobało, bądź był niezadowolony natychmiast wpadał w swoje natręctwa.
G – yyyy – dziewczyna nie potrafiła się wytłumaczyć, co do niej nie podobne biorąc pod uwagę jak zwinnie do tej pory kłamała.
R – Mówiłaś mi że nie masz zobowiązań?! – zarzucił jej
G – yyyy no bo nie mam. Rzuciłam go
R – Okłamałaś mnie!
G – Wcale nie! Mówiłam ci już, to był luźny związek.
R – Nie wyglądało na to kiedy on nas zobaczył w hotelu.
G – Robercie – Gupse podeszła do szefa kocim krokiem, po czym zarzuciła mu dłonie na szyję
R – Nie tutaj – zastrzegł jednocześnie odsuwając ją od siebie.
G – W porządku – cofnęła się posłusznie, po czym dodała – Zerwałam z nim. Nikt poza tobą dla mnie nie istnieje.
R – Hola hola nie zapędzaj się. Tłumaczyłem ci, to czysty układ. Nic więcej. Żadnych emocji.
G – Jasne. Mnie też to nie interesuje. Chcę cię tylko zapewnić że nie będzie już żadnych komplikacji. Pozbyłam się ciężaru. Moje mieszkanie jest już puste i caluśkie wolne. Możesz wpadać kiedy chcesz.
Robert się uśmiechnął. Spodobało mu się to zaproszenie.
R – Widzisz jaką jesteś mądrą dziewczynką? Rób tak dalej, a niczego ci nie zabraknie. A teraz wracaj do swoich obowiązków. Spotkamy się wieczorem.
G – Tak jest szefie – przytaknęła, po czym opuściła jego biuro.
R – Wszystkie baby są takie same, to zwykłe puszczalskie karierowiczki. Fabio ma rację. Nie warto tracić na nie czas. Chociaż nie! Zawsze można przeznaczyć czas na zabawę. Czemu mam sobie żałować. Nie wolno tylko się zakochiwać! Bo to zguba!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 1:08:08 07-01-16    Temat postu:

Witam ponownie po tak długim czasie i bardzo się cieszę że znowu mogę czytać twoją kolejną historię i jak narazie to sądzę że tu również będzie się dużo działo.Biedna Kim już na początku w kłopotach a ten strój od pani Pepy to normalnie aż se go wyobrażam i nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.Ale mniejsza z tym bo tak naprawdę to super że piszesz coś nowego i z pewnością będę tu częstym gościem.Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:30:15 07-01-16    Temat postu:

Hej! Co za miła niespodzianka. Fakt, dużo czasu minęło. Witaj w nowym 2016 roku!!!
Cieszę się z twojej obecności w moim temacie i mam nadzieję że się nie zawiedziesz kolejnymi częściami. Pozdrowionka!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:44:50 11-01-16    Temat postu:

Część IV

Minął już tydzień odkąd Kim tam pracowała jednak nadal nie mogła się z tym pogodzić. Musiała przełknąć gorzką pigułkę i pozbyć się dumy. Pani Pepa strasznie na nią naciskała, więc nie mogła odrzucić tej pracy.
Zapłakana schowała się przed nią w łazience, udając że bierze kąpiel.
Bardzo chciała się komuś wyżalić, nawet pani Pepie ale nie mogła tego zrobić. Wiedziała jak ona to skomentuje.
- Co za drań! – wykrzyczała w myślach – są bogaci to uważają że wszystko im wolno! Oby dał mi w końcu święty spokój, tak bardzo się boję, tak bardzo – szlochała z bezsilności. – Jak ja go nienawidzę!
Przypomniała sobie pierwsze spotkanie z nim. To było trzeciego dnia jej pracy. Akurat miała popołudniową zmianę i jechała windą na piętro. Wtedy on do niej w ostatnim momencie wskoczył
- Wow! Ale ciacho! – pomyślała i od razu uruchomiła swoją wodzę wyobraźni – Idealnie piękny. Ile ja bym dała za takiego mężczyznę – marzyła dalej, podczas gdy on nawet jej nie zauważył. Od razu po otworzeniu się windy ruszył w kierunku korytarza, w ogóle nie zważając na to że Kim stała przed nim. Szturchnął ją przechodząc i pognał dalej jak gdyby nigdy nic, ale jej to nie przeszkadzało. Nie spuszczała z niego wzroku, aż w końcu przepadł za drzwiami jednego z gabinetów.
G – Nie dla psa kiełbasa – usłyszała po chwili.
K – Nie, ja wcale nieeeee
G – Zapomnij o nim sprzątaczko – to sprzątaczko jedna z sekretarek, Gupse, bardzo podkreśliła tonem głosu, co zrzuciło Kim na sam dół aspiracji – On nie interesuje się kobietami, a nawet gdyby to na ciebie nawet by nie zerknął. To sam Robert Van Persie, ważna persona w tej firmie, wice prezes, a ty…cóż, kim ty w ogóle jesteś, zwykłą sprzątaczką. – oznajmiła pogardliwie.
Kim nie potrafiła się jej przeciwstawić. Pokornie przyjęła jej krytyczne, właściwie poniżające słowa i odeszła w milczeniu, jednocześnie w środku krzycząc ze złości. Nikt jej tak jeszcze nie sponiewierał, ale nie wiedziała że najgorsze ma przed sobą…

R – Czego?
K – Przepraszam pana. Czy mogę posprzątać biuro?
R – Nie widzisz, że jestem zajęty ciemnoto – odchrząknął Robert w kierunku Kim – czekaj, właściwie to przyda mi się przerwa. Rób co masz robić, tylko szybko! – ostatecznie ją zastopował.
Mężczyzna wyminął Kim a potem opuścił biuro. Dziewczyna z przejęcia od razu zajęła się swoją pracą. Tak bardzo się zmieszała, że przy czyszczeniu biurka zawadziła o kant i się zraniła w nogę.
K – O nie! – podciągnęła spódnicę uniformu i zobaczyła na udzie skaleczenie. Akurat w tym momencie wszedł Robert!
R – Co ty… - niespodziewanie się zaciął
K – Przepraszam, bardzo przepraszam. Już kończę. Da mi pan jeszcze chwilkę?
R – W porządku.
Myślała, że mężczyzna znowu wyjdzie i będzie mogła na spokojnie dokończyć sprzątanie, jednak on tym razem postanowił zostać. Przyglądał się jej uważnie, jakby analizował każdy skrawek jej ciała. Najpierw skupił się na jej twarzy, ustach, potem talii aż w końcu zawiesił wzrok na jej lekko wysuniętych pośladkach, które nieco podrygiwały w takt poruszania przez nią ściereczką po blacie biurka. Miał ją na idealnym podglądzie.
R – Co ci się stało? – nagle zapytał
Kim była tak zestresowana i zawstydzona, że nie dosłyszała za pierwszym razem.
R – Jesteś głucha?! – oburzył się.
K – Nie, słucham pana?
Robert posłał jej swój szelmowski uśmieszek po czym podniósł się z fotela, a ona zaraz poczuła za sobą jego cień. Poczuła się bardzo niekomfortowo.
R – Krew ci leci
K – Słucham? – Kim otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, po czym natychmiast spojrzała w dół, na swoje przykryte spódnicą udo. Jednak żadnej plamy krwi nie zauważyła – Nic nie widzę. – odrzekła.
R – Pokażę ci. Tutaj.
Stało się to tak szybko, że nawet się nie zorientowała. W mig dłoń mężczyzny zawędrowała pod jej spódnicę. Poczuła jak zbliża się do jej łona. Powstrzymała ją w ostatniej chwili.
K – Co pan!? – zawyła przerażona
R – Fakt, to nie najlepsze miejsce żeby się lepiej poznać. Jak będziesz dla mnie miła to szybko awansujesz szara myszko. – nadal nie wyjął ręki spod jej spódnicy.
K – Boże! Pomóż – błagała w myślach. Nie wiedziała co ma zrobić. Była załamana i cała zlękniona. – Niech pan przestanie – poprosiła zalewając się płaczem
R – Nie udawaj. Znam takie jak ty. Chcesz tego, tak samo jak ja. – W końcu odetchnęła. Opuścił dłoń, po czym przemieścił się na drugą stronę biurka i ponownie przyglądając się jej ciału stwierdził – Możemy miło razem spędzać czas. Nawet mi się podobasz. Lubię takie niby cnotki. Na zewnątrz niby nieśmiała, porządna a potem wychodzi z niej cała prawda. Pokaż mi siebie taką.
W myślach błagała by ta męka już się skończyła. Czuła, że zaraz nie wytrzyma z bólu i rozpadnie się na małe kawałeczki. Była tak zraniona psychicznie i zaszczuta. Ale apogeum miało nastąpić dopiero za chwilę.
R – No dobrze. Widzę że nie ma na co czekać. – Mężczyzna podszedł do drzwi gabinetu, po czym zamknął je na klucz. – No to teraz się zabawimy – oznajmił rozwiązując pasek od spodni…

I – Babciu! Babciu! – Po dwóch tygodniach milczenia Ismail w końcu raczył dać znak życia.
Pani Pepa jednak nie od razu otworzyła swojemu wnuczkowi. Była na niego wściekła po ich ostatniej rozmowie.
P – Iso, no wreszcie się odzywasz. Powinnam cię sprać! Gdzie ty się wałęsałeś tyle czasu?!
I – Wszystko ci opowiem babciu kochana, ale może nie przez próg co? – zwrócił jej uwagę że stoją w samym wejściu.
P – Nie zasłużyłeś, ale wchodź ty urwisie. – nie omieszkała przy tym wytargać go za włosy.

P – No to opowiadaj. Gdzie byłeś jak cię nie było? – Jego nietęga mina wszystko wyjaśniała. Babka od razu się domyśliła w czym problem.
P – Rzuciła cię?
I – Nie! – mocno zaprotestował – To ja, to ja ją zostawiłem. Przemyślałem twoje słowa i doszedłem do wniosku, że masz rację. Ona nie była dla mnie.
P – Dobrze już dobrze. Znam cię jak własną kieszeń. Coś musiało się stać. Nie zerwałbyś z nią ot tak – starsza pani domyśliła się błyskawicznie w czym kłopot. Iso nigdy nie był w stanie jej oszukać, mimo licznych wysiłków.
P – Opowiadaj. Co ci zrobiła ta siksa?
I – Eeeee – chłopak nie za bardzo garnął się do zwierzeń. Uratował go nagły hałas dobiegający z łazienki. – Co to? Słyszałaś? Coś się dzieje w łazience! – Od razu pobiegł w kierunku pomieszczenia, nie dając babci czasu na wyjaśnienia.
Spotkał się z zatrzaśniętymi drzwiami, które bez namysłu wyważył – Tam ktoś jest babciu! Jakiś złodziej! Zajmę się tym.
P – Nie wnusiu, czekaj!
Było już za późno. Iso wparował do środka zaskakując jednocześnie niczego nie spodziewającą się Kim. Dziewczyna zdołała zakryć się ręcznikiem. Cała mokra patrzyła z niedowierzaniem w kierunku zupełnie obcego mężczyzny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:00:55 15-01-16    Temat postu:

Część V

P – Ale ty głupi jesteś Iso! – pani Pepa nie przestawała karcić wnuka za jego niepotrzebną interwencję. – Zniszczyłeś mi całe drzwi! Skąd ja teraz wezmę na nowe. Jeszcze tą mam na utrzymaniu – prychnęła nerwowo w kierunku Kim
I – Sorry babciu ale jakbyś mi od razu powiedziałaaaa
P – Naucz się myśleć zanim coś zrobisz!
Starsza pani obróciła się na pięcie, po czym wyszła na dworze odetchnąć, nie omieszkała przy tym trzasnąć drzwiami
I – Niedobrze, nie dobrze. Babcia mi tego nie daruje
Nagle zza ściany wyłoniła się nieśmiało wyglądając ubrana już Kim. Speszyła się gdy Iso odpowiedział jej spojrzeniem i od razu ruszyła z powrotem do swojej izby
I – Nie! czekaj – pobiegł za nią. – Pomóż mi – poprosił stając jej na drodze
K – Ja? Pomóc? Ale jak?
I – Musisz mieć coś w sobie skoro babcia cię przygarnęła. Ona nigdy nikomu nie pomogła, a tym bardziej obcemu. Pogadaj z nią. Niech się na mnie nie złości. Nie chciałem nic złego
K – yyyy – Kim nadal była mocno zawstydzona. Scena w łazience wciąż wirowała przed jej oczyma.
I – Przepraszam i ciebie za to wejście znienacka ale myślałem że to złodzieje. To nie pierwszy raz kiedy napadają na tą dzielnicę. Już kiedyś babcia przeżyła coś podobnego i długo miała traumę.
K – Dobrze, porozmawiam z nią – odrzekła Kim, ale tak naprawdę była przekonana że to nic nie da bo według niej starsza pani jej nie lubiła, tylko traktowała jak popychadło. Chciała jednak jak najszybciej zakończyć konwersację z obcym jej mężczyzną, która bardzo ją krępowała.

G – Emilia! Emilia! – Gupse wparowała do gabinetu prezesa, gdzie właśnie sprzątała Emilia z wielkim hukiem, jakby coś się poważnego stało
E – Matko Gupse! Co się stało? Przerażasz mnie!
G – Słuchaj. Szef jutro z rana wraca. Właśnie się dowiedziałam. Trzeba przygotować przyjęcie.
E – Ale jak to? Jutro? Przecież miał być dopiero za 3 dni
G – Widać miesiąc miodowy nie wypalił – Gupse odrzekła szyderczo
E – Miesiąc miodowy? O czym ty mówisz? On jest żonaty? A to nie miał być wyjazd służbowy? – nie przestawała się dziwić Emilia
G – O jejku jejku jaka ty jesteś ciemna! Nie umiesz czytać między wierszami? Szef zabrał w tą podróż swoją narzeczoną Isabel.
E – Aaaaa
G – No i wiesz wszyscy plotkują, no bo wiesz oni razem na jednym wyjeździe no i długo ze sobą nie są więc pewnie ochotka na gody była
E – Gody?
G – Jeju! Czy tobie trzeba wszystko tłumaczyć? Wiadomo jak jest na początku związku nie?
E – Oświeć mnie – prychnęła sarkastycznie Emilia. Nowa sekretarka lubiła Gupse, ale czasami miała jej serdecznie dość, zwłaszcza kiedy serwowała jej cięte tekściki.
G – Dobra już Ema, nie złość się. Chodź ze mną na lunch. Tam sobie pogadamy i ci wszystko opowiem o naszym szefie i jego nowym nabytku.
Emilia długo nie zwlekając zaraz ruszyła w ślad za Gupse. Ukrywała to nawet przed nią, ale bardzo interesowała się życiem szefa. Dotąd znała go tylko z gazet, bardzo jej imponował. Był jej platoniczną miłością od wielu wielu lat. Dziewczyna odlicza minuty do pierwszego spotkania z nim, jednocześnie marzy o tym i umiera ze strachu. Czuje się niepewnie bo obawia się że odkryje swoje uczucia przed nim, a to dla niej byłby koniec.
- Ma narzeczoną – smuciła się w myślach – to nic dziwnego. Wiadomo, ktoś taki jak on nie mógłby być singlem. Uspokój się Emilia. O czym ty w ogóle myślisz? Przecież on w życiu nie spojrzał by na kogoś takiego jak ty. Dla niego jesteś nikim, zerem. – umniejszała swojej wartości jeszcze silniej.
G – Hej Ema! Jesteś tutaj? – Gupse zauważyła jej rozkojarzenie – o czym tak dumasz? A raczej o kim nie? – zasugerowała przytomnie zawstydzając Emilię – no opowiadaj. Jak tam twoje sprawy sercowe?
E – Nie o tym miałyśmy rozmawiać. Mów, kim jest ta dziewczyna szefa?
G – Widzę że bardzo cię to ciekawi
E – Nie tak bardzo, ale wypada żebym wiedziała co nieco, w końcu to mój bezpośredni przełożony
G – Padniesz trupem jak on przed tobą stanie
Emilia nie wiedziała jak zareagować po tych słowach. Nie chciała zdradzić swojej fascynacji szefem przed nową koleżanką ale nie wiedzieć czemu miała poczucie, że ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę. To ją dobijało.
G – W firmie jest wielu przystojniaków, ale żaden nie może się równać z nim. Poza tym mało który ma takie maniery jak on. Jest bardzo szarmancki i uprzejmy, ma niesamowite poczucie humoru. Ta Hiszpanka to wielka szczęściara.
E – Pewnie tak.
G – Marcus Van Persie to prawie ideał
E – Prawie?
G – Jak każdy i on musi mieć wadę.
E – Jaką?
G – Szanuje ludzi ale przy tym uznaje klasy społeczne. Wiesz co to znaczy nie?
E – Nie bardzo
G – Jak zaczęłam tu pracować to od razu jak go zobaczyłam spodobał mi się. No i wiesz, zaczęłam się koło niego kręcić. Był wtedy wolny. Robiłam wszystko, żeby się do niego zbliżyć ale nie dało się. Zawsze traktował mnie profesjonalnie, nie było mowy o poufałościach. On nigdy nie zwróci uwagi na dziewczynę z niższej sfery niż on. Dlatego takie jak my mogą sobie tylko pomarzyć.
Gupse w rzeczywistości nie miała pojęcia o platonicznym zauroczeniu Emilii, nieświadomie pozbawiła ją jakichkolwiek nadziei i zepsuła humor na cały pozostały dzień.

- Kim on w ogóle jest? Oby sobie jak najszybciej poszedł – prosiła w myślach Kim, chodząc w tę i z powrotem po swoim małym pokoiku. Była bardzo niespokojna. Wciąż zawstydzona po zajściu jakie miało miejsce w łazience. Gdyby w ostatniej chwili nie zakryła się ręcznikiem, nieznajomy obejrzał by ją dokładnie taką jaką ją óg stworzył.
- Co za czas a może miejsce. W Stanach nigdy mi się nie przydarzyło tyle rzeczy naraz. Najpierw ten Hiszpan który prawie mnie pocałował na plaży, potem ten łajdak z firmy a teraz to! To jakieś przekleństwo! Dłużej tak nie pociągnę – zamartwiała się nadal.
Tymczasem w saloniku nieopodal siedział samotnie Iso. Czekał cierpliwie na babcię, która o dziwo długo nie wracała. Zaczęło go to niepokoić.
- Dziś jest dość chłodno, od rana pada. Gdzie ona tyle czasu się szwenda. Lepiej po nią pójdę. Ledwie zdążył podnieść się z kanapy kiedy do domu wtargnęła w końcu pani Pepa
I – Babciu nareszcie! Już miałem po ciebie iść.
P – Spokojnie urwisie spokojnie. Byłam u don Juana i wszystko już załatwiłam. Za godzinę przyjdzie mi wymienić drzwi. Oczywiście ty za wszystko płacisz! – oznajmiła zaskoczonemu wnukowi, który nie miał szansy odmowy.

Gdy don Juan z lekką pomocą Iso naprawiał drzwi pani Pepa udała się do Kimberly. Nie pokazywała tego po sobie, ale przejmowała się niezdarną dziewczyną ze Stanów i chciała sprawdzić co z nią.
P – Żyjesz ty dziecko czy nie? Dziś prawie wcale nie wychodzisz z pokoju – podgadywała ją licząc że coś z niej wyciągnie. – zauważyłam że od kilku dni jesteś bardzo przygaszona. Nie dopytywałam, żeby cię nie męczyć ale dziś wyglądasz jakby powietrze z ciebie uszło. I nie mów że to przez akcję z moim wnukiem bo nie uwierzę. To coś więcej.
K – Wnukiem?
P - Tak, Iso jest moim wnukiem
K – Ale pani mówiła przecież że nie ma rodziny.
P – Bo nie mam, oprócz niego nie mam nikogo.
K – Ale przecież on jest pani rodziną.
P – Tak jakby. Tak naprawdę to rzadko go widuję. Kiedyś wpadał często, teraz już prawie zapomniał o moim istnieniu. Zwykle przypomina sobie, gdy czegoś potrzebuje ode mnie.
K – Ma dziwne imię jak na Hiszpana.
P – Nie jest prawdziwym Hiszpanem. Jego mama a moja córka była Polką, a tata Turkiem. Ogólnie byliśmy taką międzynarodową rodziną. Jak on pójdzie to ci pokażę album rodzinny.
K – Chętnie pooglądam…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:27:55 18-01-16    Temat postu:

Dodaję sylwetki najważniejszych bohaterów. Niebawem pare fotek promocyjnych par











Ostatnio zmieniony przez Marzenka20 dnia 10:54:23 25-01-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:26:07 20-01-16    Temat postu:

Fotki promocyjne




Cz.VI
- A to właśnie moja córka Irmina z mężem. – Pani Pepa z dumą prezentowała Kim członków swojej rodziny uwiecznionych na zdjęciach znajdujących się w dużym albumie rodzinnym.
K – A tutaj z kim jest na fotografii? – Kim przytomnie zauważyła, że na kolejnym zdjęciu towarzyszy jej inny mężczyzna niż na poprzednim.
P – A to..- zawahała się przez chwilę starsza pani – to jej drugi mąż ale nie pamiętam już jego imienia. Kiedy rozeszła się z Barisem wróciła do Polski i tam została na stałe. Ja nie chciałam opuszczać Hiszpanii. Tu mi było dobrze. Wolałam mój kraj od ojczyzny męża.
K – Nie wie pani nic o jej drugim mężu? Nie interesowało pani jej dalsze życie? – Kim prawdziwie się zdziwiła
P – Już wystarczy tego dobrego. Nie po to ci pokazuję żebyś się wtrącała w sprawy rodzinne! – oburzyła się starsza kobieta – lepiej się już kładź, bo jutro nie wstaniesz do pracy. Masz na poranną zmianę, pamiętasz!? – wręcz rozkazała Kim wyjście z saloniku, ta posłusznie tak też uczyniła. Jednak ta historia nie dawała jej spokoju, jeszcze przez długi czas. Jednocześnie dopadł ją znowu lęk przed pracą, przez co nie zmrużyła oka przez całą noc.

Przycisnął ją do ściany, tak że uderzyła się w głowę. Nic sobie z tego nie robił. Prawie wepchnął jej język do gardła, a potem zręcznie odwrócił twarzą do ściany. Unieruchomił jej ręce mocno ściskając ją za nadgarstki, a potem szepnął do ucha
R – Uwielbiam to robić z tobą w biurze. Moje ulubione miejsce maleńka. – Robert lekko zagryzł płatek jej ucha. Potem odsunął się od niej zwracając jej swobodę, po czym usiadł wygodnie na fotelu czekając cierpliwie na specjalne show, jakie miała dziś dla niego zaplanowane.
Jak za każdym razem i dziś się nie zawiódł. Gupse może nie była zbyt kompetentną sekretarką, ale kochanką za to wybitną. Wiedziała jak dogodzić swojemu szefowi.

Nie tylko Kim nie mogła tej nocy zasnąć. Emilia także miała z tym problemy. Strasznie przeżywała powrót swojego szefa. W myślach nawet układała możliwy scenariusz ich spotkania, jak się zachowa, co powie itp. Spędzało jej to sen z powiek. Wiedziała że są tylko dwie możliwe opcje: albo zachowa się na poziomie i pokaże szefowi że jest mądrą i pracowitą kobietą albo ośmieszy się i obnaży przed nim swoją słabość do niego.

W sumie udało jej się przespać tylko dwie godziny. Dziś dźwięk budzika nie zwiastował dla niej niczego przyjemnego. Umierała ze strachu przed tym nowym dniem. Wiedziała na pewno, że zobaczy się z szefem twarzą w twarz ale nie wiedziała że od razu z samiuteńkiego ranka.
Gdy wparowała do firmy lekko spóźniona, zauważyła że wszyscy są bardzo spięci, że jest inaczej niż zwykle. Potem gdy dotarła już na swoje stanowisko za szybą udało jej się dojrzeć przystojnego bruneta, widok był niepełny bo żaluzje były po części rozsunięte, ale wiedziała że lada chwila go pozna i to budziło w niej ambiwalentne uczucia, od radości po smutek, od podniecenia po lęk.

Korzystając z wolnej chwili Gupse zaszyła się na kilka minut w łazience by móc jeszcze raz popodziwiać nową brylantową bransoletkę jaką dostała w prezencie zeszłej nocy za swoje usługi. Nie wiedziała że nie jest sama. Nagle zza kabiny wyłoniła się Luisa, jedna z sekretarek firmy. Od razu podbiegła do Gupse by nacieszyć wzrok jej nowym nabytkiem
L – Wow! Ale cudo! Kto ci takie sprezentował? – nie mogła się napatrzeć
G – Nie dotykaj! – Gupse pstryknęła ją po palcach – sama sobie sprawiłam
L – Taaa jasne, bo ci uwierzę. Tyle zarabiamy że stać nas na takie perły? Taki kit to wiesz komu możesz wcisnąć? Przyznaj się, masz od niego?
G – Od kogo niby?
L – Błagam Gupse, myślisz że ludzie w firmie nie wiedzą. Każdy zna wiceprezesa. Z niejedną już się zabawiał. Mnie też podrywał, ale akurat ty się zjawiłaś i się na ciebie przestawił.
G – Nie bredź Luisa
L – Dobry jest w te klocki co?
G – Powiem tak. Mam faceta i to zarąbistego faceta. Od niego mam tą bransoletkę – odrzekła Gupse, po czym ruszyła w kierunku drzwi. Wychodząc rzuciła jeszcze na odchodne – i jest mega mega dobry w te klocki. Najlepszy.
L – Krążą plotki, że lubi na ostro – Gupse nic już nie odpowiedziała. Skwitowała te słowa jedynie przekornym uśmieszkiem, po czym zniknęła za drzwiami.

M – Co to jest? – Marcus, który przyszedł do biura brata aby się z nim przywitać, właśnie wyciągnął spod jego fotela część damskiego ubioru. Robert nieco się zmieszał. Strasznie tego nie lubił. Nie lubił wpadek przy bracie. Wiedział, że to działa na niego jak płachta na byka.
M – Pytam cię jeszcze raz, co to jest i co tu robi?
R – noooo majtki.
Marcus z trudem trzyma nerwy na wodzy. – Nie chcę się z tobą kłócić z samego rana. Wyjechałem na pare dni a ty jak zwykle nie traciłeś czasu. Co robią damskie figi w twoim gabinecie, na twoim fotelu?
R – Nic, nooo
M – Mówię to po raz ostatni. Firma to nie jest miejsce schadzek a tym bardziej miłosnych uniesień. Nie będziesz tu robił burdelu! Jedź ze swoimi kochankami do motelu albo do lasu, gdzie chcesz, ale w firmie nie! Masz tu zakaz!
Marcus odrzucił figi które zawędrowały w efekcie na głowę Roberta i wyszedł wzburzony. Był tak wściekły że całkowicie zignorował Emilię, która stanęła mu na drodze chcąc się przywitać i przedstawić. On jedynie na nią nakrzyczał – Co tak stoisz jak słup soli. Zejdź mi z drogi! – i ruszył szybkim zdecydowanym krokiem w kierunku windy, którą odjechał.
Emilia od razu posmutniała. Nie tak wyobrażała sobie pierwsze spotkanie ze wspaniałym Markusem Van Persie. Była zawiedziona.

Kim wręcz biegła dziś do firmy. Miała małe perypetie po drodze przez co była mocno spóźniona.
K – Pani Pepa mnie udusi jeśli stracę tą posadę! – zamartwiała się nie na żarty. Zapomniała nawet o stresie związanym z samą pracą.
Wbiegając po schodkach przed głównym wejściem tak pechowo się potknęła że upadła na kolana i mocno je sobie obiła.
K – Au! – nie potrafiła powstrzymać jęku bólu
Załamana swoimi niepowodzeniami oraz dodatkowo poobijana skuliła się na chodniku, a twarz zalaną łzami ukryła w dłoniach.
M – Proszę pani, co pani wyprawia? – usłyszała nagle nad sobą męski głos.. Odchyliła głowę w kierunku rozmówcy ale oczy miała tak kryształowe od łez że dobrze go nawet nie widziała. Za to on miał na nią bardzo dobry widok i w jednej chwili zmienił ton głosu.
M – Przepraszam. Myślałem że pani tu żeby, z resztą nie ważne. – nie dokończył by jej nie urazić. – Proszę wstać. – z wahaniem podszedł do niej i chwycił za talię by podnieść.
Kim zachowywała się jak bezbronne, niczego nie świadome dziecko. Tak bardzo była zdesperowana, że nawet pozdzierane kolana przestały już dawać o sobie znać. W pewnym momencie on dostrzegł ich stan i aż uniósł brwi w górę.
- że też akurat mi przytrafiają się takie akcje. – pomyślał zdezorientowany
M – Wygląda pani jak siedem nieszczęść. Chodźmy. – otulił ją własnym ramieniem i ruszył w kierunku ławek znajdujących się w pobliżu budynku. Wtedy ona nieoczekiwanie zaoponowała i zaczęła wyrywać się z jego uścisku, jakby nagle oprzytomniała.
K – Co pan! Nigdzie z panem nie idę – krzyczała zwracając uwagę przechodniów, czym jednocześnie rozwścieczyła Markusa.
W końcu mężczyzna dał za wygraną i pożegnał ją określeniami typu:
- Wariatka! Jesteś chora na głowę! Idź się leczyć! Psycholka!

M – Co za wariacki dzień! Najgorszy dzień odkąd tylko pamiętam – Marcus nie przestawał drążyć w myślach swoich dzisiejszych przeżyć. Najpierw wybryki jego młodszego brata Roberta, a teraz na dodatek trafiła mu się jakaś wariatka przed firmą. Tego było na dziś za wiele.
Wparował do biura, zabrał swoją teczkę i na odchodne oznajmił jedynie że dziś już do firmy nie wraca. Przy tym nie spojrzał nawet na Emilię jakby nadal wydawał polecenie dawnej sekretarce, którą doskonale znał. Emilię jego obojętność bardzo zabolała.
Nie takim go sobie wyobrażała. Dziś przekonała się na własnej skórze jak pozory mogą mylić.
Wyszedł i nawet na nią nie spojrzał…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:56:03 25-01-16    Temat postu:

Część VII

Wieczorem odbyło się przyjęcie z okazji powrotu Markusa. Przy okazji mężczyzna wykorzystał je w jeszcze jednym celu.
M – Isabel, podejdź do mnie kochanie – zwrócił się do swojej dziewczyny. – Wiem, że nie jesteśmy ze sobą długo, ale to bez znaczenia gdy dwoje ludzi się spotyka. Wiem że wreszcie znalazłem swoją drugą połówkę i jesteś nią ty. Nie ma na co dłużej czekać.
Niczego nie spodziewająca się dziewczyna nie potrafiła ukryć wzruszenia, gdy nagle Marcus uklęknął przed nią a potem wyciągnął z kieszeni marynarki piękny brylantowy pierścionek i włożył go delikatnym zwinnym ruchem na jej palec, jednocześnie oświadczając się jej.
Łzy spłynęły na jej zaróżowiony policzek. Para przypieczętowała zaręczyny subtelnym całusem, po którym nastąpiły gromkie brawa.
Ten wieczór, który miał być dla Emilii wyjątkowy, okazał się koszmarny. Nie dość że nie znała prawie nikogo na przyjęciu i właściwie stała przez większość czasu samotnie jak jakaś trędowata, to jeszcze jej platoniczna miłość publicznie poprosiła o rękę inną kobietę. To było dla niej za wiele.
E – Ale ty głupia jesteś Ema. Po co się było stroić, wydawać wszystkie oszczędności na tą kieckę, malować się i studiować administrację? Po co? Dla niego? On nawet nie patrzy na swoich pracowników, to dla niego zbyt wielki trud. Pieprzony snob! I jeszcze na dodatek lada chwila się żeni. Nic tu po tobie! – zrezygnowana ale też wzburzona po rozczarowaniu jakiego doznała, Emilia zwróciła się w kierunku wyjścia. Nikt nie zauważył ani jej obecności ani nieobecności…

Dochodziła prawie północ. W firmie nie było już prawie nikogo oprócz Kim oczywiście, która właśnie kończyła swoją zmianę.
K – Ale mi się trafiło. Niektórzy szefowie często zostają do późna, ale dziś nie ma tu żywej duszy. Jak to dobrze.
Ledwie zdążyła wypowiedzieć te słowa, gdy nagle jak Filip z Konopi wyrósł przed nią jej prześladowca… Robert Van Persie. Dziewczyna mocno się przestraszyła.
K – O nie! Niech mi pan nie robi krzywdy – prosiła, ale on tylko się zaśmiał.
R – Zjeżdżaj stąd niepokalana dziewico! – nie musiał dwa razy powtarzać. Kim natychmiast pobiegła w kierunku klatki schodowej. Tam minęła się z Gupse, ale była tak zlękniona że nawet nie zwróciła na nią uwagi.

Przyjęcie powoli dobiegało końca. Znużony po całym dniu Marcus grzecznie pożegnał się z gośćmi a potem udał z narzeczoną do swojej sypialni.
M – Nareszcie! – odetchnął padając ze zmęczenia na łóżko
I – Dziękuję za pierścionek. Jest cudowny. – Isabel nadal się nim zachwycała.
M – To nic w porównaniu z tym czym cię obdaruję po ślubie Isabel. Niczego ci nie zabraknie.
I – Wiesz, że nie jestem interesowna. Co innego się dla mnie liczy.
M – Wiem, i tego też ci nie zabraknie. Będę cię zawsze szanował. Znasz mnie i wiesz że zawsze dotrzymuję danego słowa.
I – Odwieziesz mnie?
M – Poczekaj jeszcze z pół godzinki. Zamówię ci taksówkę jak wszyscy się rozjadą.
I – Umieram ze znużenia. Chcę już się położyć.
M – No to się kładź. – Marcus wskazał narzeczonej swoje łóżko. Po chwili oboje się do siebie wymownie uśmiechnęli.

Nie wiedzieć czemu, ale tej nocy Kim śnił się jej przyjaciel Phillipp. Dziewczyna obudziła się z dziwnym uczuciem niepokoju i od razu pochwyciła w rękę swoją komórkę. Jednak równie szybko się zawahała.
K – Jak mogę do niego dzwonić po tym co zrobiłam? Na pewno jest na mnie zły. I co ja mu powiem? Ochrzani mnie. Nie! nie dzwonię. Boję się. Aua – nagle odezwały się poharatane po wczorajszym dniu kolana. – o kurcze. Ale bolą. Muszę czymś posmarować, ale czym – dziewczyna sięgnęła do szuflady ale nie znalazła żadnego kremu. W końcu zeszła do saloniku, gdzie już z samego rana czekała ją niekomfortowa sytuacja.
Akurat pani Pepa jadła śniadanie ze swoim wnukiem.
K – O nie! Ja to mam szczęście. Nie dość że widział mnie w samym ręczniku to jeszcze teraz po spaniu, całą rozmazaną i z burzą chaotycznych włosów na głowie. – pomyślała zmieszana
P - No proszę kogo my tu mamy. Raczyłaś się w końcu podnieść. – skwitowała z przekąsem starsza pani
K – Dzień dobry. – nadal jeszcze zaspana Kim nie zauważyła szyderczych uśmieszków na twarzach obojga.
P – No dobrze już dobrze. Umyj twarz żeby się orzeźwić i chodź na śniadanie. Aha! Mam dla ciebie bardzo dobrą nowinę. Iso zostaje z nami! – obwieściła wielce zadowolona pani Pepa. Jakże dalece odmienna była mina Kim. Jej się to ewidentnie nie podobało i z trudem starała się to ukryć.
P – Cieszysz się?
K – Yhy – co innego mogła odpowiedzieć?

Mimo wczorajszego przyjęcia, które trwało do późna, Marcus wstawił się w firmie jeszcze wcześniej niż zwykle. Praca wręcz paliła mu się w rękach.
M – Musimy pokonać konkurencję. W tym roku William Santander nie wykradnie mi tytułu przedsiębiorcy roku. Teraz ja będę górą – oznajmił gdy Fabio przyszedł do jego biura przywitać się z nim
F – Na pewno ci się uda – zaręczał Fabio, choć jego skwaszona mina mówiła co innego.
M – Nie, nie uda mi się tylko to osiągnę! Kto jak nie ja!
F – Widzę że wyjazd ci posłużył. Entuzjazm od ciebie bije.
M – To był wyjazd służbowy. Doskonale o tym wiesz.
F – Nie musiałeś zabierać Isabel, a mimo to pojechaliście razem.
M – Rozumiem że plotki w firmie świetnie się miewają. – Marcus natychmiast domyślił się co chce mu delikatnie przekazać przyjaciel i współpracownik zarazem
F – Ty jesteś tu szefem i nikt ci nie podskoczy, ale jeśli chcesz faktycznie zgarnąć nagrodę przedsiębiorcy musisz czasem odpuścić.
M – Doskonale wiesz czemu zaproponowałem Isabel wspólny wyjazd. Potrzebowała tego. Ja z resztą też.
F – Wiem wiem. Wasze życie nie jest łatwe. Ale inni mają swoje domysły i nie będę krył zwłaszcza twojego brata.
M – Strasznie się tu szarogęsił?
F – Nadzwyczajnie nie – ta odpowiedź zaskoczyła Markusa – mnie też to dziwi ale najwidoczniej Robert się uspokoił. W końcu ma już 26 lat. Czas dorosnąć.
M – A ty czemu wczoraj nie przyszedłeś na moje przyjęcie co?
F – Wiesz że tego nie lubię. Sztuczne uśmieszki, szepty, pasożyty itd., zanudziłbym się na śmierć. I jeszcze to niby troskliwe wypytywanie o moje sprawy osobiste. Nie chciałem psuć ci zabawy.
M – Wczoraj się oświadczyłem
F – Wiem, z samego rana wszystkie dzienniki o tym mówiły.
M – Co o tym sądzisz?
F – Najwyższa pora. W tym roku stuknie i 30-stka. To idealny wiek na założenie rodziny – Fabio puścił do Markusa oczko, po czym wyszedł lekko się uśmiechając pod nosem.
M – Dokładnie. To dobra decyzja. Isabel jest miła, spokojna i odpowiedzialna a przy tym bardzo ładna. Będzie nam razem dobrze. – stwierdził.

Stany Zjednoczone.
Od wyjazdu Kim Phillippe nie mógł się uspokoić. Zaczęły męczyć go natrętne myśli z nią związane. Elcin ku swojemu niezadowoleniu od razu to zauważyła i domyśliła się co jest przyczyną a właściwie kto. Zaproponowała Phillippowi że się do niego wprowadzi, a on się na to bez wahania zgodził.
P – Elcin! Długo tam jeszcze będziesz? – Phillip złościł się bo jego dziewczyna często zajmowała łazienkę i to na długo. Teraz też ją okupuje, a on jest zły bo jest późno a rano wstaje i musi jeszcze się wykąpać. - Elcin! Wychodź!
E – No już, idę! – odkrzyknęła.
Jednak to już nadal się przeciągało. Phillip położył się na łóżku i w efekcie przysnął.
Po 10 minutach Elcin wreszcie opuściła łazienkę.
E - Phili, śpisz? Hej Skarbku. – próbowała go obudzić – padł jak kłoda – dodała.
Nachyliła się nad nim i składając pocałunek na jego policzku położyła się obok niego. Wtedy Phillippe otworzył oczy i spojrzał na nią inaczej niż zwykle. Podniósł głowę i jeszcze raz spenetrował ją wzrokiem, dosłownie wbił w nią wzrok a potem niespodziewanie bardzo namiętnie ją pocałował. Elcin była zachwycona i w mig pozbyła się ręcznika, którym była okryta.
P – Kim, moja Kim. Tak bardzo cię pragnę. – Phillippe był tak zamroczony, że przez cały ten czas miał wrażenie że śni i że to ze swoją wieloletnią przyjaciółką właśnie się kocha. Na szczęście jego pomruki pod nosem były dla Elcin nie dosłyszalne. Była przekonana że zadowala swojego chłopaka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:21:48 28-01-16    Temat postu:

Cz.8

Nerwowa atmosfera jaką przeniósł na firmę Marcus od swojego przyjścia nadal się utrzymywała. Wszyscy stali jak na szpilkach. Szef co prawda rzadko wpadał w furię, ale jeśli już nad nim zapanowała, to lepiej było mu nie wchodzić w drogę.
M – Cholera jasna! Gdzie są moje dokumenty?! Dlaczego mam wszystko poprzekładane w biurku?! Gdzie jest moja sekretarka?! – krzyki mężczyzny było słychać na zewnątrz. Zanosiło się na ostrą reprymendę, zwłaszcza dla Emilii, która odpowiadała za sprawy szefa podczas jego nieobecności i nie ważne było że dopiero zaczynała.
F – Marc co ty wyprawiasz! Słychać cię na wszystkich piętrach! – Fabio wbiegł do gabinetu przyjaciela ze wzrokiem zaniepokojenia.
M – A jak mam się nie drzeć? Spójrz, zobacz jaki mam bajzel na biurku!
F – Bajzel? – Twarz bruneta okryła się miną zdziwienia – przecież masz porządek, wszystko aż lśni. – stwierdził
M – Porządek to ja mam jak wiem gdzie co się znajduje. Ta nowa wszystko mi poprzestawiała. Nie mogę znaleźć ważnych dokumentów na dziś wieczór. Poza tym jeszcze jej nie ma! To nie do wiary! Bezczelna!
F – Wyluzuj. Ona tu jest od niedawna.
M – Nie będziesz jej chyba bronił? Nie ty.
Fabio skrzyżował ręce z bezsilności i w końcu po chwili milczenia odrzekł – Powiem Gupse, sekretarce twojego brata, żeby ją zlokalizowała.
M – Od razu niech jej przekaże żeby przyszła po wypowiedzenie. Zwalniam ją
F – Co? Po jednym dniu przebywania z nią? Nie zrobiła na tobie dobrego wrażenia?
M – To ona tu wczoraj była? Nie ważne. Nikt nie dotyka moich rzeczy. Dla jej poprzedniczek z góry było to jasne. Wylatuje. Temat skończony. Niech w kadrach szukają mi nowej sekretarki.
F – Skoro tego chcesz to w porządku. Zajmę się tym, ale uspokój się brachu. Inaczej nam firmę rozniesiesz. Wszyscy są przez ciebie zestresowani.
M – Jak zrobię porządek z tą nieudolną babą to od razu poczuję się lepiej. Zobaczysz – skwitował na koniec rozmowy.

Emilia tego ranka była bardzo załamana, tak bardzo że nie była w stanie podnieść się z łóżka. Jej wszystkie marzenia runęły w jednej chwili a obraz wspaniałego ideału jakim był dla niej Marcus Van Persie rozmył się w jednej chwili.
E – Nie dam rady. Nie mam siły. To koniec. Już tam nie pójdę. Nie zniosę jego widoku i to jeszcze z nią. – szeptała łamiącym się głosem.
Nawet telefonu nie była w stanie odebrać. Tak bardzo zdruzgotana była po ubiegłym dniu.

Po śniadaniu Kim jak zwykle posprzątała, a potem zabrała się za mycie okien. Przez cały ten czas wnikliwie przyglądał się jej Iso, jednocześnie bardzo ją tym pesząc. Czuła się przez moment tak samo jak w firmie, podczas obecności Roberta Van Perskiego. Odnosiła wrażenie, że Iso odbiera ją tak samo jak tamten, jak obiekt seksualny i infiltruje jej ciało.
K – Dość! – nie mogła już tego znieść.
Iso szybko odwrócił wzrok, jakby został przyłapany na gorącym uczynku. Nie spodziewał się tego co po chwili nastąpiło.
Kim podeszła do niego i powiedziała – Może teraz przestaniesz się gapić jak napalony zwierz! – po czym wylała na niego całe wiadro z pomyjami.
I – Porąbało cię!? Chłopak podniósł się natychmiast z kanapy, rzucił jej jeszcze nienawistne spojrzenie a potem szybko udał się do łazienki aby się umyć.
Dopiero teraz do Kim dotarło co zrobiła i z przejęcia aż przeszły ją dreszcze.
K – O nie! co ja wyprawiam najlepszego? – dziewczyna sama się sobie dziwiła, że odważyła się na coś takiego, jednocześnie bardzo tego żałowała.

Dopiero podczas lunchu Markusowi udało się trochę uspokoić. A zasługa to nikogo innego jak jego przyszłej żony. Isabel, która dowiedziała się od Fabia o jego wyczynach i postanowiła wpaść do firmy, mimo iż miała wolne, i wyciągnąć go na mały posiłek do pobliskiej zaprzyjaźnionej kawiarni.
M – Jak dobrze że przyszłaś. Inaczej szlag by mnie trafił. Nic nie idzie po mojej myśli.
I – Po coś w końcu mnie masz, a tak na poważnie to ptaszki mi podpowiedziały że coś się z tobą dzieje i postanowiłam przybyć z odsieczą.
M – Naprawdę ci dziękuję – wziął jej dłoń i oplótł własną – jesteś kochana. Zawsze mogę na ciebie liczyć
I – Nigdy nie zapomnę co ty dla mnie zrobiłeś i nadal robisz. Uratowałeś mnie. Mi nie pozostaje nic innego jak być z tobą.
Mężczyzna podszedł do Isabel i lekko ją przytulił.
I – No już, dość tego rozczulania. Opowiadaj co z tą nową sekretarką…

P – Kimberly! Kimberly! Zejdź tu natychmiast! – Pani Pepa donośnym głosem wołała Kim na dół. Dziewczyna domyślała się o co chodzi i dlatego nie chciała zejść. Obawiała się konfrontacji ze starszą panią. W końcu jednak nie miała wyjścia, bo sami zainteresowani weszli do środka jej izby.
Obawiała się nagany, jednak nie tego co usłyszała.
P – Spakuj się i wynoś z mojego domu. A nie! przecież ty nic nie masz. Te ubrania też nie są twoje, ale spokojnie. Nie wyślę cię na ulicę gołej. No już, wynocha z mojego domu niewdzięcznico!
W pierwszym momencie Kim myślała, że się przesłyszała ale groźna mina starszej pani nie pozostawiała złudzeń. Właśnie ją wyrzuciła.
Kim nie próbowała nawet protestować. Wiedziała, że nic nie zmieni zdania pani Pepy. Spuściła głowę i wyminęła oboje, kierując się w stronę wyjścia. Nawet na nich nie spojrzała, podczas gdy oni oboje nie spuszczali z niej wzroku.
Gdy wyszła pomiędzy babcią a wnukiem wywiązała się zażarta dyskusja.
I – Babciu jak mogłaś pozbyć się jej w ten sposób?
P – Mówiłam ci! Od pewnego czasu działała mi tylko na nerwy. Taka sierotka Marysia. Jak sobie nie radzi to niech lepiej wraca tam skąd przyszła.
I – Pójdę po nią.
P – Ani mi się waż! Sama jest sobie winna! Po co wylała na ciebie wiadro? Jak się nie umie zachować to won!
I – Że też musiałaś to zobaczyć.
P – Sam pewnie byś nic mi nie powiedział. Żałujesz jej chociaż była dla ciebie niemiła. Nie rozumiem. Mam nadzieję że nic cię do niej nie ciągnie. Jeszcze tego by brakowało.
I – Przestań babciu. Po prostu mi jej szkoda.
P – Jak poznałeś tamtą to też mnie zapewniałeś że to nic, tylko przyjaciółka a potem okazało się że mieszkacie razem u ciebie i na dodatek opłacasz jej studia!
I – Przyznaję, okłamałem cię ale to dlatego że wiedziałem iż jej nie lubisz. Poza tym jeśli już to Gupse od razu zawróciła mi w głowie a Kim… - zamilkł na chwilę, jakby szukał stosownego określenia – a Kim wzbudziła we mnie sympatię, takie dziwne uczucie, nie wiem jak je określisz ale na pewno nie pociąg.
P – Wnusiu chyba nie chcesz żeby twoja jedyna babka dostała zawału? Weź to pod uwagę przy swoim kolejnym zauroczeniu.
I – To nie tak prędko nastąpi. Odechciało mi się związków. Teraz tylko zabawa
P – O nie mój drogi! Teraz to ty skup się na zarabianiu pieniędzy. Jeśli chcesz mieszkać u babci musisz dokładać się do rachunków – zastrzegła
I – Wiesz doskonale, że to dla mnie jasne. Ale co do tej biedaczki to może…
P – zapomnij! – wtrąciła stanowczo starsza kobieta

Po lunchu Marcus wrócił do firmy w diametralnie lepszym humorze. Przechodząc obok swojego gabinetu zauważył ciągłą nieobecność swojej sekretarki. Zapytał o nią akurat przechodzącą Gupse.
M – Gdzie ta nowa?
G – Emilia?
M – Tak ma na imię? Mam na myśli moją nową sekretarkę
G – Emilii jeszcze nie ma
M – Jak to nie ma?! – Marcus podniósł głos. Ciśnienie na nowo zaczęło mu się podnosić.
G – Nie przyszła dziś wcale do pracy
M – Bezczelna! Co ona sobie wyobraża?! Połącz mnie z nią natychmiast!
G – Już do niej dzwoniłam i to wielokrotnie ale nie odbiera
M – To się w głowie nie mieści!
G – Może coś się jej stało?
M – Na pewno – Marcus wyśmiał słowa Gupse – nie ważne. I tak wyleci. W końcu będzie musiała dać znak życia a wtedy już ja jej pokażę!

Powoli zaczęło się ściemniać. Kim po godzinie pieszej wędrówki dotarła na główny plac Madrytu Cibeles. Teraz jest już nie tylko pełna desperacji ale i przerażona z powodu chłodu ale też tłumnych grupek mężczyzn, prawdopodobnie afrykańskiego pochodzenia, które skupiły się w kilku miejscach placu.
K – Boże, co ja teraz pocznę? Co ze mną będzie? Nie mam przy sobie ani grosza. Jak ta kobieta mogła mnie tak wyrzucić? Myślałam że mimo wszystko ma dobre serce. Co teraz ze mną będzie?
- Hej maleńka – usłyszała nagle zza pleców słowa wypowiedziane niby w języku angielskim, ale akcent zdecydowanie świadczył o innej narodowości. Z przerażenia nie mogła się nawet odwrócić. Po chwili usłyszała ten sam głos tuż przy jej uchu. Podniosła się czym prędzej z zamiarem szybkiej ucieczki ale mężczyzna stanął jej na drodze. Faktycznie, musiał być pochodzenia afrykańskiego. Patrzył na nią z żarem w oczach. Ona umierała ze strachu…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13315
Przeczytał: 80 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:11:07 31-01-16    Temat postu:

CZ.9

Zaczęło mocno padać. Krople deszczu obijały się szumnie o szybę okna pani Pepy, która nie przestawała wyglądać przez nie.
P – Boże gdzie się podział ten mój chłopiec? – powtarzała skruszonym głosem – Po co on tam pojechał? A prosiłam, żeby został. Przeż zanosiło się na deszcz. Jeszcze mi w poślizg wpadł – kobieta nie przestawała kreślić czarnych scenariuszy.

Klub La Tentación, Madryt.
I – Dobra, zmywam się chłopaki. Starczy na dziś – zastrzegł Iso, który umówił się z kolegami na wspólny melanż.
- starczy? Chłopie, prawie nic nie wypiłeś. Nie wypuścimy cię jak nie walniesz z nami setki
- daj mu spokój. Zabawił się i to lepiej od nas. Spójrz tylko na tamtą kotkę. Widziałem ich razem w toalecie.
I – Możecie mi dzisiaj odpuścić co? Nie mogę pić bo babcia…
- a no taaaa, babcia będzie zła. Biedny Iso, musi babuni słuchać – koledzy drwili z Iso, ale on się tym nie przejmował. Wiedział, że to tylko żarty i śmiał się razem z nimi.
I – Wiecie, że od wódki wolę seks.
- tak trzymaj! Gorzej jak posucha
I – Mnie to nigdy nie spotyka.
- zabezpieczyłeś się chociaż?
I - Głupi nie jestem
- no wreszcie! Nasz Iso powrócił!
- Koniec z celibatem!
I – Tak jest panowie! Od tej pory tylko zabawa!
Posiedział jeszcze 2 minuty, potem pożegnał się i faktycznie planował jechać do domu, gdyby nie wypadek po drodze…

Biegła co tchu. Zaczynało już jej brakować sił w nogach. Dobiegła w końcu do parku, ale on nadal podążał za nią. Choć było ciemno Kim widziała jego cień w oddali. Wiedziała, że jej nie odpuści. Schowała się za grubym dębem z nadzieją że ją przeoczy i pobiegnie dalej, ale teraz widziała nie jedną a dwie sylwetki idące jej tropem!
Z kolan znowu ociekała potokiem krew. Bolało jak diabli!
W końcu ją dopadli! Dwaj rośli mężczyźni, jeden wydawał się jeszcze większy od drugiego. Przewrócili ją na ziemię. Cała była w błocie. Próbowała krzyczeć ale nie mogła bo jeden z nich zatkał jej dłonią buzię. W między czasie drugą rozerwał jej bluzkę. Drugi z nich zaczął zdzierać z niej spodnie. Obaj nie przestawali drwić z niej i śmiać się. W ich oczach był obłęd!
Kim już po chwili była kompletnie naga. Przestała walczyć i się opierać. Wiedziała, że nic nie jest w stanie jej uratować, że ją brutalnie zgwałcą! Jeden z nich całował ją pożądliwie w usta, podczas gdy drugi skupił się na dotykaniu jej piersi. Niespodziewanie właśnie on padł na nią zupełnie znieruchomiały. Drugi odwrócił się nie wiedząc co się dzieje i podobnie jak poprzednik otrzymał cios prosto w głowę jakąś metalową rurą!
W ostatniej chwili Kim została wybawiona z rąk oprawców.

Marcus akurat kładł się do łóżka kiedy nagle rozbrzmiał dźwięk telefonu. Nie miał najmniejszej ochoty odbierać po wrażeniach całego dnia, ale bezustanne próby połączenia w końcu odniosły efekt i zirytowany tą namolnością podniósł komórkę do ręki. Na ekraniku wyświetlił się numer jego przyszłej żony. Zdziwiło go że Isabel dzwoni o tej porze. To do niej nie podobne.
- Coś musiało się stać – pomyślał zaniepokojony i natychmiast odebrał.
Miał rację. Dziewczyna mówiła chaotycznie, prawie szlochając by po chwili podnieść ton głosu. Było oczywiste, że jest w tarapatach!
Nie wiele myśląc wstał, ubrał się i czym prędzej pognał do niej…

O Boże! Co ja zrobiłem?! – Iso był w szoku. Z powodu ulewnej pogody i trudnych warunków atmosferycznych nie zauważył kobiety przechodzącej przez ulicę od strony parku. Potrącił ją! A teraz ona leży na jezdni i się nie rusza. Wpadł w panikę!
I – Zabiłem ją! Boże, ona się nie rusza. Co robić? Uciec?
Mężczyzna wysiadł z samochodu, kiedy udało mi się dojrzeć, że jednak jego ofiara daje oznaki życia. Podbiegł do kobiety i unosząc jej głowę zaczął błagać ją by się do niego odezwała.
I – Odezwij się dziewczyno! Błagam, nie rób mi tego! Nie umieraj! Hej, nie zamykaj oczu, hej! – Ona jednak nadal nie reagowała, mimo że wyczuł jej puls i zauważył ruchy dłonią.
Nie wiedział jak postąpić. Bał się o jej życia ale też i o siebie. Wiedział co mu grozi za spowodowanie wypadku.

Marcus dotarł w końcu pod wskazany adres Isabel. To co zastał wprawiło go we wstrząs.
M – Co się stało? – zapytał bardzo cicho, prawie szeptem
I – Nie mam czasu na tłumaczenia. Ich jest tam wielu. W każdej chwili mogą tu przyjść. Jeśli się zorientują – Isabel wpadała w coraz większą histerię
Marcus chwycił ją w ramiona i potrząsnął nią – Jacy oni? O czym ty mówisz?
I - Napadli tą biedaczkę. Jechałam samochodem i jak to zobaczyłam to myślałam, że mi serce wyskoczy z piersi. Tak się bałam
Do Markusa dopiero teraz dotarło, co zrobiła jego narzeczona i ogromnie ją za to zbeształ
M – Zwariowałaś!? Jak mogłaś?
I – Nie mogłam pozwolić żeby ją skrzywdzili! To było straszne!
M – Zbyt wiele ryzykowałaś! Trzeba było wezwać policję!
I – Nim by się tu zjawiła oni dopadli by ją i potem uciekli. Nie mogłam na to pozwolić – odrzekła coraz bardziej drżącym głosem
Marcus starł dłonią łzy z jej policzków a potem wziął na ręce na w półprzytomną Kim i zaniósł ją do swojego samochodu.
- Wsiadaj – polecił narzeczonej – nie jesteś w stanie sama prowadzić. Poślę kogoś po twój wóz a teraz już jedźmy.
I – Do ciebie?
M – Skąd ten pomysł? Pojedziemy na policję. Trzeba to zgłosić. Wsiadaj
Isabel uczyniła to o co ją poprosił przyszły mąż, ale już po pewnym czasie jazdy zaoponowała.
I – To będzie dla niej zbyt upokarzające. Nie jedźmy na policję. Oni i tak nic nie zrobią. Powiedzą na dodatek że to jej wina, że sama się prosiła. Policja w tym kraju tak działa. Błagam Marcusie nie zabierajmy jej tam.
M – Nie możemy tego zrobić. Spójrz na nią. Jest ledwo żywa. Pobili ją. To trzeba zgłosić.
I – Nie! – Isabel krzyknęła niespodziewanie wywołując na twarzy Markusa wielki grymas niezadowolenia ale i smutku. Marcus zamilkł na chwilę. Pogrążył się we własnych myślach.
Potem usłuchał posłusznie narzeczonej i zmienił kierunek trasy.
M – W porządku. Jedziemy do mnie.

Obudziła się rano w jego łóżku. Była zdezorientowana. Nie wiedziała co się stało. Pamiętała tylko że wyszła się przejść do parku,. chciała trochę porozmyślać, zastanowić się nad dalszym sensem pracy w firmie szefa. Gdy już wracała….no właśnie, co się stało? Ma wrażenie jakby obraz jej się rozmył, jakby dalsze wydarzenia jej umknęły tuż przed nosem.
Otworzyła oczy, tym razem już całkowicie, na oścież Podniosła się i oparła plecami o ścianę z którą sąsiadowało jego łóżko. Rozejrzała się dookoła. Teraz była jeszcze bardziej zagubiona niż tuż po przebudzeniu. Emilia jeszcze raz przetarła oczy by upewnić się że to co się właśnie dzieje to przypadkiem nie jakiś jej sen. Ale nie! Wszystko czego dotykała mogła poczuć. Odchyliła kołdrę i dostrzegła, że jest w samej bieliźnie, co wprawiło ją w zakłopotanie ale przede wszystkim zbudziło ogromny lęk.
E – Boże! Gdzie ja jestem i co to ma znaczyć? O nie! o nie! – powtórzyła dwukrotnie – Ktoś mi coś tu zrobił, o nie! A jeśli … Matko przenajświętsza. Wykorzystali mnie! Nie! – zaczęła dygotać z przerażenia na samą myśl o tym, że ubiegłej nocy została wykorzystana seksualnie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:25:43 02-02-16    Temat postu:

Pech jednak wciąż prześladuje Kim ale można było się spodziewać że długo u Pepy nie pomieszka.Jestem w szoku że to Isabel ją uratowała nawet bym nie pomyślała.Czekam na następny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin