Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Junto a Ti (Eillen&Kenaya) - [26.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 15, 16, 17, 18, 19, 20  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:12:26 27-09-16    Temat postu:

Haha... to jest chyba znak, że trzeba Irinę w trybie ekspresowym tutaj ściągnąć
A spotkać się musieli i się spotkali, ale czy coś z tego wyjdzie, to się jeszcze okaże, zwłaszcza, że przecież Irina to była pierwsza miłość Tomasa
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:24:14 29-09-16    Temat postu:

Pierwsza, ale niekoniecznie ostatnia Corrie zdecydowanie bardziej do niego pasuje. Irina w końcu związała się z Nicolasem, więc niech zostawi Tomasa w spokoju lepiej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:03:52 02-10-16    Temat postu:



    "I am there waiting, watching, keeping to the shadow. But when you need me, I'll step out of the shadows and protect what's mine."

    Kiedy muzyka ucichła, a ciszę panującą w sali przerywały tylko przyspieszone oddechy i bzyczenie jakiejś zabłąkanej muchy, Corrie przełknęła nerwowo ślinę i przygryzając policzek od środka, przeniosła spojrzenie z wpatrującej się w zespół [link widoczny dla zalogowanych], wokalistki, z którą mieli nawiązać współpracę, na Adama, instynktownie szukając u niego wparcia. On jednak mrugnął tylko do Corrine łobuzersko i uśmiechnął się w taki sposób, że ściskająca jej gardło gula nagle odpuściła, a po ciele rozlało się przyjemne, kojące ciepło. Odetchnęła głęboko i przeczesała włosy palcami, ponownie wracając wzrokiem do Tini, której twarz powoli rozjaśniał szczery i prawdziwie radosny uśmiech.
    – Jesteście genialni! – powiedziała ze śmiechem i kręcąc głową z niedowierzaniem, przystawiła do ust dłonie złożone jak do modlitwy. – Nie wiem jak to zrobiliście, ale wasz taniec to fantastyczne dopełnienie mojego tekstu i chyba jeszcze nigdy żaden mój utwór nie miał tak prawdziwego wydźwięku jak teraz, dzięki wam. Nie ma mowy, żebym wypuściła was z rąk. Jesteście moi! – powiedziała z uznaniem, uśmiechając się przy tym szeroko, a cały zespół jak na zawołanie zaczął gwizdać, śmiać się i nawet tańczyć z radości. Corrie odetchnęła z ulgą i ponad ramieniem uśmiechnęła się do stojącej obok [link widoczny dla zalogowanych], po chwili bez słowa przybijając z nią piątkę.
    – No, dzieciaki, tatuś jest z was dumny – zażartował Adam i obejmując Corrie ramieniem za szyję, cmoknął ją przelotnie w policzek.
    – A spróbowałbyś nie być! – obruszyła się, usiłując zgrywać obrażoną, choć tak naprawdę z trudem panowała nad śmiechem. – Inaczej byśmy wtedy pogadali – dodała wcelowując w przyjaciela palec wskazujący.
    – W dużym skrócie, nie miałbyś czego u nas szukać – wtrąciła Chachi i uśmiechając się w ten swój charakterystyczny, wręcz zaraźliwy sposób, mrugnęła porozumiewawczo do Corrine.
    – Dobrze gada – zgodziła się, wysilając się na śmiertelnie poważny ton, ale widząc jak Adam przewraca oczami i kręci głową z dezaprobatą nie mogła dłużej pozostać poważna, więc parsknęła cichym śmiechem i zerknęła na Tini, która zmierzała w ich stronę.
    – Adam miał rację, mówiąc, że jesteście świetnym zespołem – włączyła się do rozmowy i z dziewczęcym uśmiechem, który przez cały ten czas nie schodził jej z twarzy, przebiegła drobiazgowym spojrzeniem po wszystkich zgromadzonych w sali, zatrzymując się na Corrie. – A ty jesteś świetnym choreografem.
    – Niczego bym nie wskórała, gdybym nie miała obok siebie tak wspaniałych tancerzy. Jesteśmy jak jeden organizm i tak też staramy się działać – powiedziała zdecydowanie, instynktownie ściskając dłoń, stojącej obok Chachi, która obdarzyła ją pełnym ciepła uśmiechem.
    – Mam sporo szczęścia, że was znalazłam, a może raczej, że wy znaleźliście mnie – zażartowała Martina i ponad ramieniem Adama spojrzała w stronę wyjścia, gdzie mężczyzna w ciemnym garniturze sugestywnie wskazywał palcem na zegarek, ponaglając ją przy tym sfrustrowanym spojrzeniem. Tini westchnęła ciężko i przewróciła oczami na ten widok, a potem ponownie spojrzała na Corrie. – Chętnie bym was jeszcze pooglądała, ale czas mnie goni. Muszę lecieć, ale jak tylko uzgodnię z producentem szczegóły, dam Adamowi znać i dogadamy się co do terminów dni zdjęciowych. Dobrze?
    – Jasne. Nie ma sprawy – odparła Corrine i uśmiechając się przyjaźnie, wyciągnęła dłoń, którą Tini od razu mocno uścisnęła.
    – Dziękuję wam za dzisiaj. Byliście naprawdę cudowni – zapewniła raz jeszcze, a potem chwyciła swoją torebkę, pocałowała Adama w policzek i ruszając przez salę, wysłała wszystkim całusa na pożegnania, po chwili znikając już za drzwiami.
    Corrie odprowadziła ją wzrokiem, po czym wsparła dłonie na biodrach, odwróciła się do reszty zespołu i przez chwilę wpatrywała się w ich roześmiane twarze roziskrzonymi brązowymi tęczówkami.
    – Cholera, mamy to! – zawołała niczym mała podekscytowana dziewczynka, a w jej głosie zaraz obok prawdziwej radości pobrzmiewała nuta ulgi. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z ciężaru, jaki zalegał na jej barkach od czasu tego feralnego castingu do reklamy, w którym, mimo doskonałej formy, nie udało im się awansować.
    – W porządku? – spytał cicho Adam, przenosząc spojrzenie z cieszących się kumpli na Corrine. Skinęła twierdząco w odpowiedzi, a potem oparła głowę o jego ramię i przymknęła powieki.
    – Mam nadzieję, że w końcu znów zaczynamy ruszać do przodu – powiedziała cicho i uśmiechnęła się, gdy przyjaciel żartobliwie trącił jej nos opuszką palca.
    – Na wszystko potrzeba czasu. Sama powinnaś dobrze o tym wiedzieć – stwierdził cicho i otaczając jej drobne ciało szczupłym ramieniem, przelotnie pocałował ją w skroń. – Będzie dobrze, zobaczysz – zapewnił, a ona słysząc niezachwianą w żaden sposób pewność w głosie Adama, sama zaczęła wierzyć, że do nich też wreszcie może się uśmiechnąć szczęście.
    – Idziemy do knajpy Jaxa trochę się pobawić, idziesz z nami? – spytała Chachi, ściągając na siebie spojrzenie Corrie.
    – Może później do was dołączę. Umówiłam się z Tomasem na lekcje tańca – odparła, niemal natychmiast zwracając tym na siebie uwagę Adama, który wpatrywał się w nią spod wysoko uniesionych brwi i z błąkającym się na ustach łobuzerskim uśmiechem. – Nie zaczynaj – uprzedziła Corrie, przewracając oczami.
    – Nie pochwaliłaś się, że wzięłaś w obroty Tomasa – zauważył z rozbawieniem i stając przed nią, skrzyżował przedramiona na piersi, nawet przez chwilę nie spuszczając jej przy tym z oka.
    – Wygrał w kręgle z Raulem, a to była nagroda – odpowiedziała Corrine i nonszalancko wzruszyła ramionami, jakby to nie robiło na niej żadnego wrażenia, co było wierutnym wręcz kłamstwem, bo każde pojawienie się Tomasa Lozano w polu jej widzenia sprawiało, że jej zegar biologiczny zaczynał szaleć.
    – Zaoferowałaś siebie jako nagrodę jakiemuś facetowi? – wtrąciła Chachi, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami, w których obok zwykłego psotnego błysku, czaiło się niedowierzanie.
    – Oj nie, Chachi, Tomas to nie jest tylko jakiś facet – odparł Adam robiąc wyraźny nacisk na przedostatnie słowo i wymownie popatrzył na Corrie, która siłowała się z nim na spojrzenia spod zmrużonych groźnie powiek.
    – Przestańcie! Nagrodą są zajęcia ze mną, a nie ja sama, okey? – odparła z irytacją, ale napotykając pełne powątpienia spojrzenie czarnych jak smoła tęczówek Chachi i dostrzegając bezczelny uśmiech przypatrującego jej się z zaciekawieniem Adama, sapnęła cicho i pacnęła oboje w ramiona, z trudem powstrzymując się przed roześmianiem. – Idźcie się bawić i dajcie mi pracować – rzuciła, zgrywając obrażoną, a potem pokręciła głową z dezaprobatą i podeszła do sprzętu, by wyłączyć muzykę.
    – Wiesz... zawsze możesz skrócić czas zajęć i rzucić ucznia na głęboką wodę. Przy okazji chętnie go poznam – powiedziała Chachi konspiracyjnym szeptem, szturchając ją sugestywnie łokciem.
    – Sio! – zaśmiała się Corrie i machnęła ręką, jakby odganiała się od natrętnej muchy, ale Chachi w porę zdołała się uchylić przed jej dłonią. – Zmykajcie już, zanim stracę cierpliwość – ostrzegła, mierząc w rozochoconych przyjaciół palcem. – I przypomnijcie Jaxowi, że miał mi wysłać mailem wstępną playlistę na wesele Raula – poprosiła nieco poważniejszym tonem, spoglądając na szczerzącego się od ucha do ucha Adama, który zarzucał właśnie na ramię swoją sportową torbę i po raz kolejny posłał jej pełne aluzji spojrzenie. – Nawet nie otwieraj ust by coś powiedzieć!
    Coletti uniósł ręce w geście poddania i potulnie zwiesił głowę, ale uśmiech wcale nie schodził z jego ust. Corrie westchnęła ciężko na ten widok i wspierając dłonie na biodrach, kiwnęła znacząco na wyjście z sali.
    – Patrz! Bezczelnie nas wygania – prychnęła Chachi, udając obrażoną, ale kiedy spojrzała Corrine w oczy mrugnęła do niej porozumiewawczo, a potem pocałowała ją w policzek. – Przemyśl jeszcze sprawę – zaśmiała się i wycofując się w stronę drzwi, chwyciła po drodze Adama za rękaw bluzy, po chwili holując go za sobą do wyjścia. On tylko uśmiechnął się szeroko i wzruszając ramionami, posłał przyjaciółce buziaka w powietrze.
    Corrie pomachała reszcie zespołu, a kiedy wszyscy opuścili już salę zostawiając ją samą, pokręciła głową z niedowierzaniem i otworzyła walizkę z zestawem płyt, szukając jakichś nowych dźwięków na dzisiejszą lekcję tańca z Tomasem. Sięgnęła po latynoską składankę, którą kilka dni temu podwędziła Jaxowi, na jego oczach zresztą, i mrużąc powieki, przebiegła szybkim wzrokiem po spisie utworów, w końcu natrafiając na coś, co wydawało jej się, będzie odpowiednie. Przygryzła instynktownie dolną wargę, umieściła płytę w napędzie i majstrując przy przycisku przewijania, nastawiła właściwą ścieżkę. Pogrążoną w ciszy salę natychmiast wypełnił słoneczny klimat jednego z wielu rytmicznych singli Seana Paula. Corrie uśmiechnęła się do siebie i nucąc pod nosem tak dobrze jej znaną melodię, ściągnęła włosy na karku i sprawnymi ruchami zaczęła zaplatać je w luźny warkocz. Gdy po chwili do jej uszu dobiegły ciężkie męskie kroki, odwróciła się przez ramię z zamiarem przywitania Tomasa, ale swobodny uśmiech, jaki jeszcze kilka sekund temu gościł na jej ustach, momentalnie się ulotnił, na widok stojącego w drzwiach człowieka, którego nie spodziewała się, ani tym bardziej nie miała ochoty spotkać już nigdy więcej. Sięgnęła do wyłącznika w odtwarzaczu i nerwowo przełykając ślinę, odważnie spojrzała na postawnego mężczyznę w drogim, ciemnym garniturze, wypolerowanych na błysk eleganckich czarnych butach i z wyrazem twarzy, który mówił wprost, że świat tańczy tak. jak on zagra.
    Corrine skrzyżowała przedramiona na piersiach w obronnej pozie i czujnie obserwowała mężczyznę, kiedy zmierzał w jej kierunku leniwym krokiem, jakby był u siebie, a jego błyszczące drapieżnie jasne spojrzenie, którym zmierzył jej sylwetkę i cwany uśmiech wypływający na usta, przyprawiały ją o mdłości i nieprzyjemne dreszcze. Corrine instynktownie zerknęła na wejście do sali, jakby siłą samego spojrzenia usiłowała sprawić, że w drzwiach pojawi się Tomas, ale na próżno.
    – Czym zawdzięczam tę niespodziewaną wizytę, panie [link widoczny dla zalogowanych]? – spytała oficjalnym tonem, wracając wzrokiem do swojego gościa.
    – Przyszedłem z propozycją – oświadczył, uśmiechając się cwano i jak gdyby nigdy nic, przysiadł na podłokietniku stojącej pod ścianą kanapy, wsparł stopę odzianą w kosztowne obuwie o siedzisko, a przedramię oparł swobodnie o swoje udo, nie spuszczając przy tym Corrie z oka. Ona natomiast bez słowa uniosła wymownie brew, nie komentując w żaden sposób tego ewidentnego braku manier z jego strony. – Nie zaczęliśmy korzystnie naszej współpracy, a nasze ostatnie spotkanie nie przebiegło… – urwał i przesuwając palcami o pokrytej zarostem brodzie, zmierzył Corrine zuchwałym spojrzeniem i uśmiechnął się jednym kącikiem ust. – … tak jakbym tego oczekiwał.
    Corrie prychnęła na te słowa i pokręciła głową z niedowierzaniem, posyłając przybyszowi gniewne spojrzenie.
    – Mówi pan o tym, że zaproponował mi pan seks w zamian za otrzymanie angażu do reklamy, czy o tym, że konsekwencją posłania pana do diabła, było odrzucenie kandydatury mojego zespołu? – spytała odważnie, nie siląc się na uprzejmości, ani tym bardziej grzeczny ton. Nie chciała go tutaj widzieć i nie chciała mieć z tym człowiekiem nic wspólnego.
    – Nie unoś się, słonko – mruknął rozbawiony. – Naprawdę nie rozumiesz, że tym światem rządzą pieniądze i ludzie, którzy je mają? W dzisiejszych czasach sam talent nie wystarcza, żeby się wybić – powiedział śmiertelnie poważnym tonem, powoli podnosząc się z kanapy i ostrożnie podszedł do Corrie, a jej przeszło przez myśl, że wygląda i zachowuje się jak drapieżnik osaczający swoją ofiarę, problem w tym, że ona nie zamierzała dać się złapać. – Żyjemy w dżungli, a takich jak wy jest tyle ile mrówek w mrowisku.
    – W takim razie niech pan zabiera swoje pieniądze i wraca tam, gdzie pana miejsca, a ja zostanę tu, w swoim cholernie przyziemnym mrowisku.
    – Naprawdę wielka szkoda, żeby taka śliczna i utalentowana istota marnowała się w takim miejscu – odparł, przesuwając wzrokiem po pustej sali w taki sposób, jakby to była najgorsza nora, a nie jedna z wielu sal w prestiżowej szkole muzycznej w Meksyku. – Za dwa tygodnie ruszają przesłuchania do muzycznego show. Mam tam decydujący głos i mógłbym załatwić wam swoje rekomendacje, o ile przekonasz mnie, że zasługujecie na taką szansę – podjął po chwili, po czym wyciągnął dłoń i nim Corrie zdążyła się zorientować co robi, chwycił zbłąkane pasmo jej włosów i przesunął między palcami, sugestywnie spoglądając jej w oczy.
    – Nie jestem zainteresowana – warknęła, cedząc słowa przez zęby i odsunęła się od Russella na bezpieczną odległość. – Niech pan przestanie marnować własny czas, a przy okazji również mój, bo mam ciekawsze rzeczy do roboty niż bezproduktywne dyskusje o czymś, co nigdy nie będzie miało miejsca.
    – Jesteś pewna? – zagadnął i uśmiechając się lubieżnie, raz jeszcze zmierzył ciało Corrine pożądliwym spojrzeniem, od którego momentalnie zrobiło jej się niedobrze, a potem nieoczekiwanie postąpił krok w jej stronę, zmuszając ją do tego, by instynktownie się cofnęła.
    – Nie wiem z jakimi kobietami do tej pory miał pan do czynienia, ale ja nie zaliczam się do tego uprzywilejowanego grona i lepiej będzie, jeśli pan już sobie pójdzie – syknęła i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, rozplotła ramiona i uskoczyła w bok, ale mężczyzna okazał się szybszy. Szarpnął ją za ramię, a potem pchnął jej drobne ciało na ścianę tak, że wyraźnie czuła na karku jego oddech i przyszpilił jej ręce po obu stronach jej głowy. Od razu szarpnęła się ostro, chcąc jak najszybciej się uwolnić, ale nie miała szans z wyższym i silniejszym od siebie zwłaszcza, że zwrócona była do niego tyłem. – Puszczaj, bo zacznę wrzeszczeć – zagroziła i zaklęła w duchu, kiedy jej głos zaczął się załamywać, a w gardle stanęła ogromna gula uformowana ze strachu, przez co nie potrafiła wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku, więc nawet jeśli chciałaby krzyczeć, wołając pomocy, nie była w stanie tego zrobić.
    – Nie znoszę kiedy mi się odmawia – warknął jej prosto do ucha, po czym bez skrępowania wsunął nos w jej włosy, mocno zaciągając się jej zapachem, a po chwili Corrie poczuła jak bezczelnie wciska kolano między jej uda. Zacisnęła powieki, gorączkowo starając się znaleźć jakieś wyjście z tej poronionej sytuacji, ale wtedy znów poczuła jakieś szarpnięcie i nagle została uwolniona od przytłaczającego ją ciężaru.
    Miała wrażenie, że to, co się dzieje dociera do niej z kilkusekundowym opóźnieniem, a wszystkie odgłosy były przytłumione przez krążącą w żyłach krew i ciśnienie dudniące jej w uszach, całkiem jakby utknęła za jakąś szybą. Oparła się plecami o ścianę z czerwonej cegły, a kiedy jej wzrok padł najpierw na przypartego do ściany Johna Russella, któremu z nosa sączyła się krew, a potem na Tomasa, przyciskającego przedramię do tchawicy mężczyzny, odetchnęła z ulgą. Przełknęła z trudem ślinę i instynktownie zamrugała powiekami, by pozbyć się uporczywie napływających do oczu łez.
    – Tomas… – szepnęła, a gdy nie zareagował, odchrząknęła cicho zdesperowana by przerwać tę szarpaninę zanim Lozano, nie daj boże, narobi sobie problemów. – Tomas – powtórzyła już zdecydowanie głośniej, natychmiast ściągając na siebie pociemniałe z gniewu spojrzenie jego ciemnych tęczówek. – Nie warto. Chcę… chcę, żeby sobie poszedł. Niech on już idzie w diabły – warknęła i odwróciła głowę do okna, by dłużej nie patrzeć na tego drania, który po tym wszystkim miał jeszcze czelność, by tu przyjść i czegoś od niej oczekiwać. Przymknęła powieki, po czym przeczesała włosy drżącymi palcami, dobitnie uświadamiając sobie, że nogi ma już jak z waty, a całe jej ciało trzęsie się jak galareta. Splotła dłonie na karku i złączając przed sobą łokcie, wbiła wzrok w podłogę, starając się unormować oddech i uspokoić szalejące w piersi serce, które biło tak szybko i mocno, że bała się by za moment z niej nie wyskoczyło.
    – Corrie… – usłyszała po chwili cichy i tak kojąco schrypnięty głos Tomasa, a gdy w końcu podniosła wzrok i zdała sobie sprawę, że są w sali sami, wypuściła powietrze z płuc, odepchnęła się od ściany i bez zastanowienia wtuliła się w niego, kurczowo zaciskając palce na materiale koszulki na jego plecach. Zaciągnęła się głęboko cudownym, męskim zapachem, pozwalając by wypełnił jej płuca i ciaśniej przylgnęła do wysportowanego ciała Tomasa, gdy otoczył ją silnymi ramionami, tuląc do siebie troskliwie. Po chwili wsunął szeroką dłoń pod jej włosy i opuszkami palców zaczął delikatnie rozmasowywać napięte mięśnie karku, a potem pochylił głowę i musnął wargami czubek jej głowy zastygając tak na nieskończenie długą chwilę, jednocześnie dając jej spokój i bezpieczeństwo, które chciwie chłonęła całą sobą. Nie chciała nawet dopuszczać do siebie myśli, co mogłoby się stać, gdyby nie umówiła się z Tomasem i gdyby on nie pojawił się tu w porę.
    – Corrie… – odezwał się cicho, w końcu przerywając ciszę między nimi, a kiedy dziewczyna oparła czoło o jego szeroki tors, wciąż oddychając głęboko, odruchowo założył jej niesforne kosmyki włosów za uszy. – Spójrz na mnie – poprosił, cierpliwie czekając, aż w końcu zdecyduje się popatrzeć mu w oczy. – Już dobrze? – spytał cicho, przebiegając drobiazgowym spojrzeniem po jej ślicznej twarzy i w końcu zatrzymując się na wpatrzonych w niego, błyszczących ciemnych tęczówkach.
    Corrine skinęła twierdząco głową i siąkając nosem, wsparła dłonie na biodrach, wbijając wzrok w podłogę pod swoimi stopami.
    – Dziękuję, gdyby nie ty… – szepnęła i boleśnie przygryzła dolną wargę, kiedy wielka gula ścisnęła jej gardło. Spojrzała Tomasowi w oczy, a on uśmiechnął się tylko jednym kącikiem ust, przystawił palec wskazujący do warg i pokręcił lekko głową, dając jej znak, że nie ma potrzeby, by cokolwiek mówiła. Po chwili wyciągnął dłoń i kciukiem delikatnie starł mokre ślady z jej policzka, czule trącając palcem wskazującym w czubek nosa.
    – Kim był ten facet? – zapytał w końcu, a Corrine na dźwięk tych słów, zwiesiła głowę i przymknęła powieki, sprawiając przy tym wrażenie kogoś, kto zastanawia się, czy powinna o tym mówić. Wiedziała, że nie zrobiła nic, czym mogłaby sprowokować takie a nie inne zachowanie, ale wolała pewne sprawy przemilczeć, przede wszystkim z powodu Raula. Gdyby jej kuzyn dowiedział się o wszystkim, gotów był poruszyć niebo i ziemię, znaleźć Russella i nie zważając na nic obić mu gębę, a nie mogła pozwolić na to by Raul narobił sobie kłopotów, zwłaszcza teraz tuż przed ślubem.
    – Producent reklamowy. Casting do reklamy, w którym brał udział mój zespół był pod jego pieczą – odparła, dochodząc do wniosku, że jest winna Tomasowi przynajmniej tyle. Westchnęła ciężko i potarła nerwowo palcami czoło, wciąż wyczuwając na sobie świdrujące ją niestrudzenie spojrzenie Lozano, ale nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy.
    – Dobra. Zbieraj się, idziemy – powiedział po chwili, wprawiając ją w osłupienie i w mgnieniu oka ściągając na siebie jej pytające spojrzenie. – Nic dzisiaj nie będzie z tych naszych lekcji, bo żadne z nas nie ma ochoty na taneczne szaleństwa – stwierdził i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony, chwycił jej torbę leżącą na podłodze pod ścianą i zarzucając sobie pasek na ramię, wyciągnął do niej dłoń. – Chodź – ponaglił łagodnie i uśmiechnął się lekko tak, że w jego policzku pojawiło się to urocze wgłębienie, dla którego w tej chwili Corrie była gotowa zrobić wszystko i miała szczęście, że Tomas o tym nie wiedział. Nie miała zamiaru się zastanawiać tym bardziej, że jeśli miała być szczera sama ze sobą, to naprawdę nie nadawała się w tej chwili do zgrywania nauczycielki. Chciała stąd wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem. Tak po prostu. Chwyciła, więc wyciągniętą w swoją stronę dłoń Tomasa i gdy odruchowo splótł z nią palce, pozwoliła mu poprowadzić się do wyjścia.
    Kilkanaście minut później siedziała na murku jednego z najbardziej oddalonych od hałaśliwej ulicy, środkowych trawników na placu przed [link widoczny dla zalogowanych] czekając na Tomasa, który uparł się, że załatwi dla nich coś do jedzenia. O tej godzinie i w tym miejscu mogło to być jedynie burrito z pobliskiego stoiska, prowadzonego zresztą przez przesympatycznego Meksykanina, u którego miała okazję jadać wyborne lokalne przysmaki odkąd odkryła to miejsce jeszcze w liceum.
    Uśmiechnęła się do siebie i zadzierając lekko głowę, spojrzała w ciemniejące już z każdą chwilą coraz bardziej niebo, na którym gdzieniegdzie można było dostrzec gwiazdy w większości jednak przysłonięte deszczowymi chmurami, zwiastującymi nadchodzącą ulewę, której ciężki zapach dawało się wyczuć w powietrzu. Corrie odruchowo sięgnęła do zawieszonego na szyi wisiorka i obracając go między palcami przez cienki materiał koszulki, przełożyła nogę na drugą stronę murka tak, że teraz siedziała na nim okrakiem i dyskretnie rozejrzała się po placu, który zazwyczaj wieczorami okupowany przez chętnych na spędzanie czasu w mieście, dzisiaj wyjątkowo świecił pustkami, nie licząc kilku zbłąkanych dusz, chcących skorzystać ze świeżego powietrza zanim pogoda na dobre się popsuje. Oczywiście wśród tych nielicznych odważnych nie mogło zabraknąć starszej, elegancko ubranej kobiety, która była chyba stałą bywalczynią zarówno placu jak i samego Pałacu Sztuk Pięknych i dzisiaj tak jak każdego innego dnia, kiedy Corrine miała okazję ją spotkać, niosła na rękach swojego zdyszanego Yorka, który wyglądał jakby był w siódmym niebie. Corrie zawsze się zastanawiała dlaczego suczka nie spaceruje na smyczy jak inne psy, tylko wciąż noszona jest przez swoją panią, niczym ukochane dziecko, ale widząc uwielbienie w ciemnych ślepiach Yorka i czułe głaskanie kobiety, zrozumiała, że to jest po prostu ich mały prywatny świat, nie do rozumienia dla postronnych obserwatorów. Uśmiechnęła się do kobiety, kiedy ta mijała ją powolnym, pełnym gracji i dystyngowania krokiem, a gdy w jasnych oczach starszej pani dostrzegła błysk rozpoznania, skinęła jej głową na powitanie i jak zwykle w zamian otrzymała to samo krótkie skinienie i szeroki, ciepły uśmiech. Corrine odprowadziła ją wzrokiem, a dostrzegając mijającego kobietę Tomasa z dwoma burrito trzymanymi w dłoniach, butelką wody trzymaną pod pachą, a drugą w kieszeni jeansów, uśmiechnęła się do niego lekko.
    – Nie wiedziałem, że masz tu znajomości – zaśmiał się, wręczając jej burrito.
    – To chyba za dużo powiedziane. Dziękuję – powiedziała cicho i gdy Tomas postawił butelki na murku, po czym zajął miejsce naprzeciwko, siadając dokładnie w taki sam sposób co ona, na ułamek sekundy wróciła spojrzeniem do oddalającej się starszej pani. – Lubię tu przychodzić wieczorami. Czasami tylko w tym miejscu udaje mi się stworzyć nową choreografię, a ta kobieta… nigdy nie zamieniłam z nią nawet słowa, ale ona jest tu codziennie. Zawsze tak samo elegancka, zawsze niosąca na rękach swojego ukochanego psa i zawsze wpatrzona w ten pałac jak w ósmy cud świata. Sprawia wrażenie kogoś, dla kogo sztuka jest całym życiem. Zawsze serdeczna, pełna ciepła i jakiejś takiej ludzkiej miłości do drugiego człowieka, a jednak wydaje się cholernie samotna i to jest w tym wszystkim najsmutniejsze – przyznała Corrie, marszcząc brwi, a kiedy uniosła wzrok i dostrzegła, że Tomas wpatruje się w nią w milczeniu tymi swoimi błyszczącymi, ciemnymi tęczówkami, jakby się nad czymś zastanawiał, posłała mu szybki uśmiech i wgryzła się w swoje burrito, starając się skupić na nim całą swoją uwagę.
    – Powiesz mi, co się dzisiaj stało? – spytał w końcu, wpatrując się w nią uważnie, a ona zastygła w bezruchu z burrito w połowie drogi do ust, nerwowo przełykając ślinę. Nie wiedziała co właściwie ma mu powiedzieć i choć nie zrobiła przecież niczego niewłaściwego, a tym bardziej nie uważała, żeby w jakikolwiek sposób sprowokowała całą tą sytuację, to mimo wszystko przyznanie się do tego nie było takie proste. Ugryzła kęs swojej mięsnej porcji celowo odwlekając w czasie odpowiedź i z pełną premedytacją unikając patrzenia Tomasowi w oczy, sięgnęła po jedną z serwetek, jakie leżały pod butelką wody. Przeżuła powoli i wytarła serwetką usta, a potem zrobiła głęboki wdech, szukając odpowiednich słów, ale wiedziała na to nigdy nie znajdzie właściwego wytłumaczenia. Zrobiła więc głęboki wdech, jakby w ten sposób usiłowała zebrać całą odwagę i instynktownie wsunęła pasmo włosów za ucho.
    – Wiesz, że na ostatnim etapie castingu do tej przeklętej reklamy organizatorzy mieli wybrać pomiędzy moim zespołem a drugą taneczną grupą, która przeszła kwalifikacje? – zapytała, przelotnie zerkając Tomasowi w oczy, a gdy skinął twierdząco głową, powoli przeżuwając kolejny kęs burrito i ani na moment nie odrywając przy tym spojrzenia od jej twarzy, przygryzła policzek od wewnątrz i przymknęła powieki. – Zanim wyszliśmy na scenę podszedł do mnie ten producent. Najpierw pochwalił nasze umiejętności, powiedział, że mamy talent i możemy daleko zajść, a gdy na moment straciłam czujność… – urwała na chwilę i skrzywiła się z goryczą, wbijając wzrok z swoje rozpadające się burrito. – Zaproponował mi, że jeśli się z nim prześpię, załatwi mojemu zespołowi ten kontrakt. Od razu posłałam go do diabła, a że to on miał decydujący głos w wyborze zwycięzców to w konsekwencji nas nie wybrali, chociaż podobno byliśmy lepsi – dokończyła, nieświadomie ściszając głos do szeptu i nie doczekawszy się żadnej reakcji ze strony Tomasa, w końcu odważnie na niego spojrzała.
    Nie patrzył na nią tylko wpatrywał się gdzieś w bok, a rytmicznie pulsujący na policzku mięsień od nerwowo zaciśniętej szczęki sprawiał, że nie wyglądał na kogoś kogo cnotą w tej chwili jest spokój i opanowanie. Przymknął na moment powieki i odetchnął głęboko, a Corrie wiedziała, że wszystkie puzzle nagle wskoczyły mu na właściwe miejsce.
    – A dzisiaj przyszedł, bo myślał, że zmieniłaś zdanie? – zagadnął, z trudem panując nad gniewem i w końcu spojrzał Corrine w oczy.
    – Miał dla mnie kolejną propozycję nie do odrzucenia i jak się domyślasz, casting miał się odbyć w jego łóżku – powiedziała drżącym głosem i czując, że nie zniesie dłużej tej rozmowy, przeczesała nerwowo placami grzywkę i znów popatrzyła na Tomasa. – Możemy już o tym nie rozmawiać?
    – Raul o tym wie?
    – Nie – odparła krótko Corrie i uciekła wzrokiem, nagle tracąc apetyt. Skrzywiła się z niesmakiem i odłożyła burrito na serwetkę, po czym sięgnęła po butelkę wody, by zająć czymś ręce.
    – Dlaczego?
    – Bo go znam – powiedziała ostrzej niż zamierzała w taki sposób jakby to jedno zdanie tłumaczyło wszystko. Pokręciła głową z rezygnacją i boleśnie zagryzła dolną wargę, przenosząc wzrok na wielki gmach Pałacu Sztuk Pięknych, który mimo swojego majestatycznego wyglądu w jakiś magiczny sposób uspokajał i koił nadszarpnięte nerwy. – Raul poruszyłby niebo i ziemię, żeby znaleźć tego faceta, a potem sprałby go na kwaśne jabłko. Nie chcę, żeby miał kłopoty tym bardziej, że za pasem ślub – powiedziała cicho i znów spojrzała Tomasowi w oczy. – On nie może się dowiedzieć. Proszę, nie mów Raulowi.
    – Corrie, nie mogę ci obiecać czegoś takiego. Jesteś dla Rivery jak siostra, jeśli się dowie, że o niczym mu nie powiedziałem…
    – Nie dowie się. To zamknięta sprawa. Żałuję tylko, że ty się w to wmieszałeś i mam nadzieję, że nie będziesz miał przez to kłopotów – westchnęła zrezygnowana i czując, że ma dzisiejszego dnia po kokardy, przesunęła dłońmi po zmęczonej twarzy.
    – Bywałem już w gorszych tarapatach, więc i z tym sobie poradzę – zapewnił. – Poza tym jestem ostatnią osobą, o którą powinnaś się martwić.
    Corrie przewróciła oczami z irytacją i spojrzała na niego z przyganą.
    – Nie pleć bzdur. I powiedz lepiej, co to za tajemny egzamin, na którym byłeś ostatnio – zmieniła temat.
    – Twój kuzyn jest straszną paplą – odparł Tomas, uśmiechając się jednym kącikiem ust.
    – Wiem od Lily – sprostowała Corrie. – Przez cały dzień nadawała mi o tym, jak to została wrobiona w opiekę nad Vicky.
    – Raul sam się zaoferował. Poza tym chyba na dobre im to wyszło, prawda?
    – Mam nadzieję – odparła Corrie, pakując do ust spory kęs swojego burrito. – Dobrze ci chociaż poszedł ten egzamin? – spytała po chwili, odważnie spoglądając mu w oczy.
    Tomas uśmiechnął się jednym kącikiem ust i ponad ramieniem Corrie spojrzał gdzieś w dal, a gdy wrócił do niej spojrzeniem, wciąż wpatrywała się w niego zaciekle, jakby z jego oczu i twarzy chciała wyczytać odpowiedzi na wszystkie pytania.
    – Mam nadzieję. Muszę w końcu stanąć na nogi i zacząć zarabiać – odparł enigmatycznie. – Mam dług u twojego wuja, a teraz jeszcze u ciebie. To nie może dłużej tak wyglądać. Poza tym… – urwał, wycierając usta i dłonie w papierową serwetkę, a potem chwycił butelkę wody mineralnej i zaczął bawić się etykietką, skupiając na niej całą swoją uwagę, jakby to było coś najbardziej pasjonującego, co widział w życiu. – Kiedy kilka miesięcy temu opuszczałem rodzinne miasteczko, obiecałem sobie, że zrobię wszystko, żeby matka była ze mnie dumna i właśnie staram się to robić.
    – Nigdy nie mówisz o swojej rodzinie.
    – Bo moją jedyną rodziną jest matka, z którą nie mam ostatnio dobrych relacji. Wychowywała mnie sama, a ja nigdy nie byłem wzorowym synem – przyznał, spoglądając na Corrie ze skruchą. – Gdy byłem nastolatkiem, zacząłem wypytywać o ojca, ale matka zawsze szybko ucinała temat. Do dziś nie wiem, kim jest facet, który zostawił moją matkę z brzuchem.
    – A czy ta wiedza zmieniłaby coś w twoim życiu?
    Tomas przez chwilę patrzył w ciemne tęczówki Corrie, a w końcu pokręcił głową z rezygnacją i ponownie wlepił wzrok w etykietkę na butelce.
    – Być może wszystko – mruknął cicho. Był pewien, że gdyby znał swojego ojca, nigdy nie postawiłby sobie ojca Nicolasa za męski wzorzec i z całą pewnością nie wylądowałby w więzieniu. – Matka nie chciała o nim mówić, a ja zacząłem się buntować i przy każdej kolejnej kłótni wyrzucałem jej, że nigdy nie dała mi szansy, bym sam mógł zdecydować czy chcę go znać, czy nie. Raz po raz pakowałem się w jakieś tarapaty, a w końcu wziąłem sobie za męski wzór ostatnią osobę, jaką powinienem i to przeważyło szalę.
    – Ciągle masz do niej żal?
    Lozano wzruszył ramionami i spojrzał Corrine w oczy.
    – Nie cofnę już czasu. Mogę tylko iść naprzód i spróbować jakoś poukładać to wszystko od nowa.
    Corrie westchnęła cicho i zupełnie spontanicznie sięgnęła po jego dłoń, jeden po drugim splatając z nim palce.
    – Uda ci się, zobaczysz – powiedziała z pełnym przekonaniem, odważnie patrząc w jego ciemne tęczówki. Gdy w końcu pojawił się w nich tak dobrze jej znany blask, jego usta wygięły się w łobuzerskim uśmieszku, a w policzku pojawiło się to urocze wgłębienie, sama również się uśmiechnęła. – I pamiętaj, że oprócz mamy, masz jeszcze mojego upierdliwego kuzyna, jego nie mniej upierdliwą narzeczoną, no i małą Vicky i jej mamę.
    – I ciebie – powiedział, nie odrywając błyszczącego spojrzenia od jej oczu.
    Corrine uśmiechnęła się lekko i umknęła wzrokiem, skupiając go na ich splecionych dłoniach. Wolną dłonią założyła włosy za ucho i spojrzała na niego spod wachlarza ciemnych rzęs.
    – I mnie – przyznała cicho.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 15:13:40 02-10-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:36:17 03-10-16    Temat postu:

Kolejny świetny odcinek, pełen przeróżnych emocji. Najpierw radosne chwile po zaprezentowanej choreografii, potem przybycie tego obleśnego gościa. Na szczęście Tomas zjawił się w samą porę. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby jednak nie dotarł na czas. Niestety, mam przeczucie, że to może być dopiero początek kłopotów z tym całym Russelem.
Dobrze, że Tomas zabrał Corrie na ten spacer, wspólne towarzystwo, zaciszne miejsce chyba trochę uspokoiło Corrie. No i wreszcie udało się jej coś więcej z niego wyciągnąć na temat jego przeszłości. Oby tak dalej
I czekam na next oczywiście
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:24:27 03-10-16    Temat postu:

Monia, super, że wciąż z nami jesteś
W każdym opowiadaniu musi zdarzyć jakiś irytujący pajac, tu - póki co - padło na Russela, a co z tego wszystkiego wyniknie i czy w ogóle coś to się okaże z czasem ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:30:02 21-10-16    Temat postu:

Kiedy można spodziewać się czegoś nowego tutaj ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:05:03 22-10-16    Temat postu:






    Siedziała po turecku na środku dużego, okrągłego stołu wśród porozrzucanych dookoła fotografii i starała się jakoś ogarnąć wzrokiem cały ten rozgardiasz, w którym właściwie na własne życzenie się zakopała. Jednak im dłużej przyglądała się zdjęciom i znajomym twarzom spoglądającym na nią z poszczególnych kadrów, tym mniej była pewna tego, czy zdoła wybrać kilkanaście tych najlepszych, które mieli z Tomasem wykorzystać do przygotowania prezentu dla państwa młodych.
    Westchnęła ciężko i wspierając łokieć o kolano, podparła brodę na dłoni i bystrym, ciemnym spojrzeniem raz jeszcze omiotła wszystkie ujęcia, które przywołały na myśl głęboko skrywane w sercu wspomnienia z beztroskich czasów, gdy każde z nich było jeszcze dzieckiem, albo dorastającym, zbuntowanym nastolatkiem, a potem pełnym pasji i determinacji młodym człowiekiem, który miał kieszenie pełne marzeń, głowę pełną pomysłów i mnóstwo wiary w to, że świat stoi przed nimi otworem. Zawsze z sentymentem wracała do tych lat, kiedy wszystko było tak bardzo proste, a dla nich nie istniało niemożliwe, bo przecież chcieć to móc. Do dziś starała się pielęgnować w sobie to przekonanie nawet, jeśli czasem wydawało jej się, że mimo wysiłków dostaje od życia rykoszetem centralnie w twarz.
    Uśmiechnęła się do siebie i wyciągnęła dłoń, palcami przesuwając po blacie stołu kilka zdjęć przedstawiających pojedyncze obrazy z ich życia na przełomie ostatnich dziesięciu lat, a kiedy natrafiła na fotografię całujących się Raula i Lily, którą zrobiła im kiedyś znienacka, błyszczącym wzrokiem przez chwilę wpatrywała się w ich szczęśliwe twarze. Zawsze wiedziała, że Raul i Lily to dwie połówki tego samego owocu, może nie były to idealnie równe części, ale z całą pewnością idealnie do siebie pasowały, tworząc śliczny obrazek, który przetrwa wszystko. Cieszyła się, że los splótł ze sobą ich drogi, że zdołali się odnaleźć i obdarzyć siebie wzajemnie bezwarunkową i szczerą miłością. Z całego serca życzyła im by nigdy tego nie utracili, bo taki cud nie zdarza się każdemu. Czasem ona sama zastanawiała się czy znajdzie swoje na zawsze, czy gdzieś istnieje mężczyzna stworzony dla niej, który obdarzy ją prawdziwym i silnym uczuciem, pozwoli się kochać i sprawi, że jej świat będzie zaczynał się i kończył właśnie na NIM. Do tej pory całe jej życie wypełniał taniec i to w stu procentach pochłaniało całą jej energię, więc nie miała nawet kiedy pomyśleć o życiu osobistym, które – i dopiero teraz sobie to w pełni uświadomiła – było w zasadzie żadne.
    Westchnęła ciężko i kręcąc głową z rezygnacją, odłożyła fotografię, a gdy ciszę w mieszkaniu przerwało energiczne pukanie, odchrząknęła cicho i odruchowo założyła pasmo włosów za ucho.
    – Proszę! – zawołała pewna, że to Tomas, z którym umówiła się dzisiaj na przygotowanie zdjęć na kolaż dla Raula i Lily, a dostrzegając jego wysportowaną sylwetkę wyłaniającą się zza drzwi, uśmiechnęła się lekko.
    – Zawsze w ten sposób zapraszasz do mieszkania każdego, kto zapuka, bez uprzedniego sprawdzenia, chociażby przez wizjer? – spytał na dzień dobry tonem surowego rodzica, który karci swoją pociechę za brak rozwagi, a potem zamknął drzwi, wsunął dłonie do kieszeni jeansów i wpatrując się w Corrie badawczo, powoli przemierzył salon.
    – Nie. Tylko ciebie – odparła odważnie, a kiedy uniósł wymownie jedną brew, wciąż świdrując ją tym swoim niewzruszonym spojrzeniem, westchnęła cicho i przewróciła oczami. – Byliśmy umówieni, więc wiedziałam, że przyjdziesz o tej godzinie, a poza tym słyszałam jak zamykasz drzwi na klucz i byłam pewna, że to ty. Naprawdę nie trzeba mnie pilnować – powiedziała swobodnie i przechylając lekko głowę na ramię, przez chwilę siłowała się z Tomasem na spojrzenia. – Bez reprymendy i klapsa w tyłek też się obejdzie, więc możesz spokojnie wyjść z roli troskliwego starszego brata – dodała ze śmiechem i kręcąc głową z rozbawieniem, ostrożnie zsunęła się ze stołu, a potem ponownie spojrzała Tomasowi w oczy, akurat w momencie, kiedy bez skrępowania przesuwał drobiazgowym wzrokiem po jej ciele od stóp odzianych w żółte frotowe skarpetki, przez czarne legginsy opinające jej zgrabne nogi i żółty sięgający połowy ud sweter, swobodnie zsuwający jej się z ramienia.
    Kąciki jego ust drgnęły ledwie zauważalnie unosząc się ku górze, a gdy popatrzył jej ponownie w oczy, jego ciemne tęczówki błyszczały drapieżnie, sprawiając, że jej ciało momentalnie pokryło się gęsią skórką, nie wspominając o tym, że serce potknęło się w swoich rytmicznych uderzeniach.
    – Czego się napijesz? – spytała Corrie siląc się na swobodny ton i w końcu przerywając tę elektryzującą ciszę jaka między nimi zapadła. – Kawa, herbata zwykła albo zielona, woda, sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy… – wyliczyła powoli wycofując się w kierunku kuchni i uśmiechając się lekko, ani przez moment nie spuszczała czujnego spojrzenia z jego przystojnej twarzy. – …lemoniada, gorąca czekolada, wino, albo piwo. Mam chyba całą kawiarnię – zaśmiała się, wzruszając nonszalancko ramionami.
    – Piwo będzie ok – odparł z rozbawieniem, a kiedy Corrie zniknęła na moment za drzwiami lodówki, zerknął przelotnie na zasypany fotografiami stół i rozsuwając palcami kilka pojedynczych ujęć, na których pojawiali się szczęśliwi przyszli państwo młodzi, uśmiechnął się lekko jednym kącikiem ust. – Masz już jakąś koncepcję na ten kolaż? – zagadnął i przechylając lekko głowę na bok, omiótł wzrokiem pozostałe fotografie.
    – W zasadzie to nie bardzo – odparła Corrie, sprawnie otwierając przy tym butelkę z piwem niewielkim otwieraczem. – Szklanka? – zagadnęła, a kiedy Tomas pokręcił przecząco głową, szybko uporała się z kapslem drugiej butelki i wrzuciła otwieracz z powrotem do szuflady. – Pomyślałam tylko, że może pomiędzy tymi wszystkimi zdjęciami udałoby się umieścić kilka słów od nas, jako od świadków. Powinnam nawet mieć gdzieś takie ozdobne bileciki, o ile je znajdę – zaśmiała się, wychodząc z aneksu z dwoma butelkami piwa w dłoniach. Podała jedną Tomasowi, a kiedy ich palce na krótki moment zetknęły się ze sobą, z trudem zapanowała nad odruchem natychmiastowego wyszarpnięcia ręki. Spojrzała Tomasowi prosto w oczy, momentalnie tonąc w brązowej głębinie jego błyszczących łobuzersko tęczówek, aż w końcu zebrała się w sobie, uśmiechnęła lekko i przechyliła butelkę, upijając łyk piwa.
    Tomas uśmiechnął się lekko i również pociągnął łyk ze swojej butelki, a potem pochylił się nad stołem, opierając się przedramionami o blat. Przez chwilę w skupieniu przyglądał się fotografiom, przesuwając je delikatnie po blacie.
    – Skoro chcesz bileciki, to wydaje mi się, że powinniśmy wybrać jedno zdjęcie główne, które będzie centralnie na środku, nieco większe od innych i pod nim będzie dobre miejsce na kilka słów od nas. Poza tym trzeba zdecydować się na jakiś kształt, serce, okrąg, albo po prostu kwadrat czy prostokąt. I nie wiem czy wiesz, ale niewielkim kosztem można wydrukować kolaż na dobrej jakości płótnie, które potem naciąga się na sosnową ramę. To na pewno trwalszy sposób niż robienie tego ręcznie przy pomocy nożyczek i kleju chociaż tak czy siak trzeba wybrać zdjęcia. Przyniosłem kilka z wojska, o których istnieniu twój kuzyn chyba nie ma pojęcia – zakończył rozbawiony i spoglądając w jej ciemne tęczówki, wyciągnął kopertę ze zdjęciami z kieszeni bluzy.
    Gdy ciszę, jaka zapanowała w mieszkaniu przerwał dzwonek jego telefonu, wyciągnął go i przez chwilę wpatrywał się w wyświetlacz, jakby zastanawiał się czy dobrze widzi.
    – Przepraszam – zwrócił się do Corrie i robiąc głęboki wdech, przesunął kciukiem po wyświetlaczu. – Cześć mamo – mruknął, podchodząc do okna i zwijając w pięść wciśniętą w kieszeń spodni dłoń. Od kilku dni nosił się z zamiarem zadzwonienia do matki, ale wciąż chyba nie był gotowy na rozmowę z nią. – Stało się coś? Dlaczego dzwonisz? – Odetchnął z ulgą, słysząc zapewnienie, że wszystko dobrze, że po prostu była ciekawa co u niego. Przymknął powieki i ścisnął nasadę nosa palcami, wsłuchując się w jej kojący głos, w którym nie wyczuł nawet nuty pretensji czy żalu. – Wszystko w porządku. Staram się stanąć na nogi – odparł, czując, że opuszcza go całe napięcie, które pojawiło się, gdy zobaczył jej numer na wyświetlaczu. Ściągnął łopatki i przygryzł policzek od wewnątrz, gdy nagle poczuł się jak kilkuletni chłopiec, który coś przeskrobał. – Wiem, że miałem zadzwonić – przyznał ze skruchą. – Chciałem to zrobić, gdy już będę miał się czym pochwalić… Spotkałem kumpla z wojska, jego ojciec wynajmuje mi mieszkanie, a matka zatrudniła mnie w swojej szkole, ale oprócz tego postanowiłem zdawać… Tak – przyznał, a jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, kiedy matka w mig odgadła, co miał na myśli. – A co u ciebie?
    Corrie przyglądała się jak swobodnie oparty ramieniem o ścianę, ze wzrokiem utkwionym w jakimś sobie tylko wiadomym punkcie za oknem, rozmawiał z matką z każdą minutą bardziej rozluźniony. Wyglądało na to, że ich relacje nie są takie złe, jak mu się wydawało, albo po prostu dobrze zrobiła im rozłąka. Uśmiechnęła się do siebie i upiła łyk swojego piwa. Postawiła je na niskim stoliku do kawy i pochyliła się nad stołem, na którym leżały zdjęcia, by przynajmniej wytypować wstępnie kilka fotografii, które mogłyby zająć centralne miejsce na kolażu. Nim jednak wróciła do przeglądania zdjęć, jej wzrok jeszcze raz umknął w jego stronę. Tym razem jednak Tomas szczęki miał zaciśnięte mocno, a twarz bladą jak kreda.
    – Wiem, że Nick jej szuka – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Nie, nie obchodzi mnie gdzie ona jest i co robi… Naprawdę. Nie chcę do tego wracać – jęknął, a wyczuwając na sobie spojrzenie Corrie, uśmiechnął się lekko, zupełnie bezwiednie zwilżając wargi językiem. – Przepraszam cię, ale muszę już kończyć… Tak, zadzwonię, gdy będę znał wyniki. Trzymaj się – zakończył i odetchnął głęboko, chowając telefon do tylnej kieszeni jeansów. – Przepraszam – zwrócił się do Corrie.
    – Z matkami tak to już jest, że czasem dzwonią w nieodpowiednim momencie – odparła i starając się zachowywać swobodnie, co wcale nie było takie proste, gdy bez wysiłku, jednym spojrzeniem przyszpilał ją w miejscu, sięgnęła po kopertę, którą przyniósł. Wyjęła zdjęcia, a jej usta momentalnie rozciągnęły się w szerokim uśmiechu na widok roześmianej przystojnej twarzy kuzyna i bijącej z jego ciemnych tęczówek beztroski, przełamanej nutą łobuzerskiego blasku, dokładnie tego samego, który gościł w jego oczach na co dzień. Pokręciła głową z rozbawieniem i przechylając ją odrobinę na bok, przejrzała kilka kolejnych ujęć, a gdy natrafiła na fotografię, na której Raul po przyjacielsku obejmował stojącego u jego boku Tomasa w mundurze, bezwiednie przygryzła dolną wargę. Instynktownie podniosła wzrok na zmierzającego w jej stronę Lozano i bez skrępowania przesunęła po jego wysportowanej sylwetce uważnym spojrzeniem, jakby właśnie próbowała wyobrazić sobie swojego sąsiada ubranego w wojskową zieleń, a potem uśmiechnęła się pod nosem i wróciła do oglądania.
    – Chyba właśnie zrozumiałam sens starego powiedzenia, za mundurem panny sznurem – odparła ze śmiechem, przelotnie zerkając w oczy Tomasowi, który właśnie zatrzymał się przy niej. – Widziałam Raula w mundurze i prezentował się cholernie dobrze, ale pan, panie Lozano… – zagwizdała cicho i śmiejąc się cicho, puściła do niego oko. – Myślę, że coś z tego na pewno wybierzemy – rzuciła po chwili jak gdyby nigdy nic i odłożyła zdjęcia na blat stołu, równocześnie omiatając bystrym spojrzeniem resztę rozsypanego na nim bałaganu. – Nie wiem, jak tobie, ale mnie się wydaje, że kolaż w kształcie kwadratu, lub prostokąta będzie najlepszy, bo serce i koło odrobinę nas ograniczą, ale mogę się mylić. No i chyba musimy najpierw znaleźć to nasze centralne zdjęcie, bo bez tego raczej nie zaczniemy. Wpadło ci coś w oko? – zagadnęła, wciąż mając przy tym wzrok utkwiony w fotografiach leżących na stole.
    – Rozumiem, że wyglądam w mundurze równie dobrze, jak twój kuzyn – stwierdził półszeptem tuż przy jej uchu, ale wcale nie oczekiwał odpowiedzi, bo tę otrzymał już wcześniej w jej błyszczącym spojrzeniu. Gdy w nozdrza wdarł mu się intensywny zapach pomarańczy, uśmiechnął się jednym kącikiem ust, z trudem zmuszając się do skupienia całej swojej uwagi na zdjęciach. Uważnym spojrzeniem przebiegł po zalegających na blacie fotografiach. W końcu, kiedy jego wzrok padł na tę, jak mu się wydawało, właściwą, bez skrępowania naruszając przestrzeń osobistą, stojącej tuż obok niego Corrine, chwycił fotografię między palce. – Może [link widoczny dla zalogowanych]? – zagadnął z uśmiechem i opierając się biodrami o blat stołu, tak, że stał teraz przodem do Corrie, pokazał jej zdjęcie, uważnie obserwując jej reakcję. Kiedy chwyciła zdjęcie i wlepiła w nie swoje ciemne spojrzenie, miał wrażenie, że myślami powędrowała właśnie do tamtego miejsca i czasu, kiedy została zrobiona fotografia. – Nie jest idealna i przydałoby się ją trochę podkręcić w jakimś graficznym programie, zwłaszcza, jeśli ma to być centrum naszego kolażu. Ale ten kto stał za obiektywem idealnie uchwycił to, co jest między tą dwójką, a przecież właśnie o to chodzi – dodał, nie odrywając wzroku od twarzy Corrie, którą rozświetlił promienny uśmiech. – Jeśli masz to zdjęcie w formie elektronicznej, albo gdzieś na kliszy, zajmę się obróbką. A co do kształtu kolażu, to raczej nie będzie nas ograniczał, ale gdy już wybierzemy zdjęcia, to może popróbujemy różnych wariantów i wtedy podejmiemy ostateczną decyzję?
    – To chyba faktycznie będzie najlepsze wyjście – odparła i wciąż nie odrywając wzroku od trzymanej między palcami fotografii, przygryzła policzek od wewnątrz i zmrużyła lekko oczy, jakby się przez chwilę nad czymś zastanawiała. – Zdjęcie powinnam mieć gdzieś na laptopie, więc prześlę ci mailem, albo zgram na jakiś nośnik, jak wolisz. A swoją drogą… – zawahała się i rozciągając usta w delikatnym uśmiechu, spojrzała Tomasowi prosto w oczy, gdy wpatrywał się w nią pytająco spod uniesionej brwi. – To szósty zmysł, panie fotografie? Ten moment uwieczniony na fotografii to dzień oświadczyn Raula – przyznała z sentymentem i wróciła wzrokiem do uśmiechniętych twarzy kuzyna i przyjaciółki. – Był sylwester. Oboje przyjechali wtedy do mnie do Nowego Jorku, a Raul miał już szczegółowo opracowany plan, co, gdzie i jak ma się wydarzyć. Zdenerwowany, zakochany, ale cholernie pewny tego, czego chce w życiu… – wspomniała z rozrzewnieniem. – Grzechem byłoby nie uwiecznić bijącego od nich tamtego dnia szczęścia – szepnęła, uśmiechając się lekko, a wyczuwając na sobie uważne spojrzenie Lozano, które paliło jej skórę niczym rozżarzone węgle, odchrząknęła cicho i odruchowo założyła pasmo włosów za ucho. – Dobra, to mamy nasze centrum… – powiedziała, siląc się na swobodny ton, po czym zgarnęła leżące na stole zdjęcia nieco na boki, po chwili układając na środku wybrany przez Tomasa kadr. – Ale teraz czeka nas najgorsza część. Szczerze mówiąc, wpatruję się w te zdjęcia już od prawie godziny i jak do tej pory nie byłam w stanie niczego wybrać – westchnęła i wspierając dłonie na krawędzi stołu, ponad ramieniem zerknęła na swojego sąsiada z nadzieją malującą się w jej ciemnych tęczówkach.
    – Bo wy, kobiety, z natury jesteście niezdecydowane i mało konkretne – zaśmiał się, odwracając się przodem do stołu i zastanawiając się czy kiedykolwiek w życiu spotka kobietę, dla której zwariuje totalnie tak, jak Raul zwariował dla Liliany; czy znajdzie się taka, w której oczach, obok swojego odbicia będzie widział prawdziwą, szczerą i bezwarunkową miłość, na której będzie się zaczynał i kończył cały jego świat. – Jak duży ma być ten kolaż? Sześćdziesiąt na sześćdziesiąt? – spytał, zerkając na Corrie i robiąc mniej więcej tyle miejsca wokół zdjęcia, które miało już swoje pewne miejsce w kolażu, a ona skinęła niepewnie głową, przygryzając policzek od wewnątrz. – Mój szósty zmysł mówi mi, że powinniśmy wybrać zdjęcia, z którymi wiążą się jakieś ważne wydarzenia w ich życiu, przede wszystkim tym wspólnym, ale też tym, które każde z nich prowadziło, zanim zostali parą – zaczął po chwili, gdy udało mu się wyłowić spojrzenie Corrie. – Możemy zacząć od tych z dzieciństwa, na przykład z rodzicami, które umieścimy przy zewnętrznych krawędziach kolażu, a im bliżej środka, tym więcej ich wspólnych fotografii. Co ty na to?
    – A ja na to, że od dziś jesteś moim geniuszem w tej kwestii – odparła, wpatrując się w niego błyszczącymi szczerym uznaniem brązowymi tęczówkami, a kiedy odpowiedział jej szerokim uśmiechem, wróciła wzrokiem do zdjęć. – Potrafię naprawdę na zawołanie ułożyć w głowie choreografię do raz zasłyszanego utworu, bez trudu wyobrazić sobie taneczne show w wykonaniu mojego zespołu i powtórzyć scenariusz musicalu po jednej próbie, a nawet bezbłędnie wybrać garnitur – zaśmiała się, przelotnie zerkając na Tomasa. – Ale logiczne zaplanowanie czegoś takiego… – powiedziała, ręką wskazując na zasypany zdjęciami stół. – Nie jest wcale takie proste, bo ja nawet nie wiem od czego zacząć. I wierz mi lub, nie, ale moje rzekome niezdecydowanie i nieumiejętność stosowania konkretów, nie mają tu nic do rzeczy. To po prostu trzeba mieć tutaj… – powiedziała i nie odrywając spojrzenia od roziskrzonych oczu Tomasa, wyciągnęła dłoń i bez skrępowania delikatnie poklepała jego pierś w miejscu, gdzie swój regularny rytm wybijało jego serce. – Dlatego całkowicie zdaje się na ciebie i naprawdę się cieszę, że to ty będziesz moim przewodnikiem po gruncie, o którym nie mam zielonego pojęcia – dodała swobodnym tonem, a potem bezwiednie przygryzła dolną wargę i spod zmrużonych czujnie powiek, usiłowała namierzyć fotografie, które, była tego pewna, już dzisiaj widziała. – Powinnam tutaj gdzieś mieć kilka fotek od Bruce’a, ojca Lily. Dzwoniłam do niego na początku tygodnia i poprosiłam by przesłał mi jakieś z dzieciństwa Liliany… Mam! – rzuciła i wspierając biodra o blat stołu, pochyliła się nad nim, by sięgając po zebraną w kupce garść zdjęć, po chwili przesuwając je bliżej. – A zdjęcia Raula… są chyba tam, mógłbyś sięgnąć? – poprosiła, wskazując dłonią na drugi koniec stołu.
    Tomas sięgnął po fotografie, a kiedy jego wzrok padł na zdjęcie kilkuletniego zaledwie Raula, który bez dwóch górnych jedynek wyglądał jak mały wampirek, uśmiechnął się lekko.
    – Nie przesadzaj z tym geniuszem. Każdy jest dobry w czymś innym – powiedział cicho, przeglądając kolejne zdjęcia. Zatrzymał się na dłużej przy jednym, na którym był Raul przebrany za Batmana. Ale to nie Rivera przykuł jego uwagę, ale stojąca obok niego dziewczynka, w różowej sukience, z dołem przypominającym tiulową spódnicę baletnicy i różowymi, motylimi skrzydłami przypiętymi do pleców. Miał wrażenie, jakby kiedyś już widział ten obrazek, ale nie był w stanie przypasować do niego ani miejsca, ani okoliczności. Uśmiechnął się do siebie i zerknął na Corrie całkowicie skupioną na przeglądaniu zdjęć Lily. Odsłoniła szyję i ramię, z którego swobodnie opadał jej żółty sweter, zgarniając długie, ciemne włosy na drugą stronę i wystawiając jego samokontrolę na cholernie ciężką próbę. Tomas bezwiednie zwilżył wargi językiem, nie mogąc oderwać od niej oczu i pozbyć się z głowy obrazów przedstawiających to, co i w jaki sposób chciałby robić z jej apetycznym ciałem. Był tylko facetem i właśnie w tym momencie dotarło do niego z pełną mocą, że dawno już nie miał kobiety. Rozsunął bluzę, bo nagle zrobiło mu się gorąco i odchrząknął lekko, odganiając natrętne myśli i ściągając na siebie spojrzenie Corrie. – Batman i jego dziewczyna? – spytał, pokazując jej zdjęcie. – Powinnaś była raczej przebrać się za Kobietę Kota.
    Corrie parsknęła głośnym śmiechem na ten widok i chwytając zdjęcie między palce, roześmianym spojrzeniem omiotła podobiznę swoją i Raula, po raz kolejny odbywając podróż do tych beztroskich lat, za którymi teraz będąc już dorosłą kobietą, mimo wszystko tak bardzo tęskniła.
    – No tak, wtedy z pewnością bardziej bym pasowała do tej bajki – zaśmiała się. – Ale wiesz, dla kilkuletniej dziewczynki, która tańczyć zaczęła szybciej niż chodzić i która od zawsze miała w głowie garść marzeń o byciu baletnicą, czarny strój na miarę Kobiety Kota nie był na liście priorytetów – zauważyła rozbawiona, uroczo marszcząc przy tym nos. – Co innego teraz. Dzisiaj nie przepadam za różem, a czerń jest jak odzwierciedlenie demonicznej strony mojej natury – powiedziała siląc się na śmiertelnie poważny ton, po czym spojrzała Tomasowi w oczy, błyszczącymi psotnie ciemnymi tęczówkami. – I kto wie, może gdzieś na dnie szafy mam dobrze ukryty seksowny kombinezon ze skóry – dodała konspiracyjnym szeptem, jakby właśnie zdradzała jakąś swoją największą tajemnicę i bezwiednie zwilżając dolną wargę, zwróciła mu zdjęcie, a potem z trudem panując nad wybuchem śmiechu, z nonszalancją wróciła do oglądania reszty ujęć. Po chwili jednak na powrót wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu i chwytając górny brzeg fotografii, z której spoglądała na nią uśmiechnięta, na oko sześcioletnia Liliana z krzywymi dwoma kucykami, jakie zapewne usiłował zrobić jej tata, umazana na buzi czekoladowymi lodami w rożku i z obdartym kolanem, odwróciła ją w stronę Tomasa. – Ale to musimy wziąć.
    – Bierzmy – odparł, ale na zdjęciu Lily wzrok zatrzymał zaledwie na ułamek sekundy. Kolejny już raz odkąd przekroczył próg tego mieszkania, omiótł Corrie gorącym spojrzeniem, nie będąc w stanie pozbyć z głowy wyobrażenia jej osoby w obcisłym, skórzanym, czarnym stroju.
    – Dlaczego mi się tak przyglądasz? – spytała. – Mam coś na twarzy?
    – Usiłuję dostrzec tę twoją demoniczną stronę natury i za cholerę nie potrafię – odparł, wwiercając się w nią bystrym spojrzeniem i zupełnie bezwiednie zsuwając wzrok na jej zapraszająco rozchylone usta. – Co nie zmienia faktu, że chętnie zobaczyłbym cię w seksownym kombinezonie ze skóry – dodał, zniżając głos niemal do szeptu. Gdy przygryzła dolną wargę, pomyślał, że za chwilę oszaleje. Nie powinna była tego robić, a on nie powinien był nigdy nawet próbować myśleć o niej w sposób, w jaki właśnie to robił.
    – Chyba jednak powinnam zamknąć drzwi – stwierdziła nagle, nie odrywając bystrego spojrzenia od jego oczu i nim zdążył zareagować w jakikolwiek sposób, przemierzyła salon i zasunęła zasuwę.
    Tomas przełknął z trudem, odprowadzając ją spojrzeniem i nie mogąc przy tym oderwać oczu od jej bioder, ukrytych pod żółtym swetrem. Musiał przyznać, że zdecydowanie wolał, gdy były bardziej widoczne, na przykład wtedy, gdy udzielała mu lekcji tańca. Oparł się biodrami o stół i zacisnął palce na krawędzi blatu, przyglądając się jej uważnie, gdy trybiki w jego głowie wskoczyły na najwyższe obroty, podsuwając mu same nieprzyzwoite myśli i obrazy. Kiedy zrobiło mu się sucho w ustach, chwycił swoją butelkę z piwem i nie odrywając spojrzenia od Corrie, która swobodnym krokiem wracała do niego, pociągnął spory łyk zimnego trunku, mając nadzieję schłodzić nieco w ten sposób buzującą w żyłach krew.
    Gdy tylko uniosła na niego swoje spojrzenie momentalnie poczuła jak wiotczeją jej nogi, serce ponownie wraca do swojego szaleńczego galopu, a w płucach zaczyna brakować jej tlenu, ale nawet gdyby chciała nie była w stanie oderwać wzroku od wpatrujących się w nią i błyszczących niebezpiecznie tęczówek Tomasa, który bez większego trudu przyszpilił ją w miejscu. Instynktownie zwilżyła wargi językiem i mimowolnie zwalniając kroku pod ciężarem tego hipnotyzującego spojrzenia, prześlizgnęła wzrokiem po przystojnych rysach stojącego przed nią mężczyzny, sprawiając przy tym wrażenie kogoś, kto chce zapamiętać jak najwięcej szczegółów i wyryć w pamięci to co widzi, detal po detalu, nie pomijając absolutnie niczego. Kiedy tylko jej wzrok zaczął zuchwale błądzić po jego idealnie wyrzeźbionej sylwetce, zapuszczając się w niebezpieczne rejony, ponownie spojrzała mu w oczy, zastanawiając się przy okazji co Tomas ma w sobie takiego, że działa na nią niczym ziemska grawitacja i nie robiąc praktycznie nic, bez skrupułów wysyła w diabli wypracowaną przez Corrie kontrolę nad własnym ciałem i samodyscyplinę, z której do tej pory była tak bardzo dumna. Przy nim stawała się kobietą z krwi i kości, która walczyła ze swoim zdrowym rozsądkiem i głęboko zakorzenionymi w jej wnętrzu pragnieniami, coraz dobitniej domagającymi się zaspokojenia.
    Przełknęła z trudem i czując jak jej oddech w ułamku sekundy wyraźnie przyspiesza, przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę w milczeniu siłowała się z Tomasem na spojrzenia, jakby oboje rzucali sobie wzajemnie wyzwanie i czekali aż to drugie podniesie rękawicę, w końcu wykonując jakiś ruch. Jednak gdy tylko jej spojrzenie znowu nieposłusznie zsunęło się z jego oczu na szatańskie usta, natychmiast przymknęła powieki, chcąc jak najszybciej otrząsnąć się z tego transu, który mógł ją sprowadzić na manowce, a potem wysiliła się na swobodny uśmiech i podeszła do stołu, skupiając wzrok na zdjęciach, byleby tylko przerwać tę naelektryzowaną i dążącą do niekontrolowanego wybuchu ciszę między nimi.
    – To, które zdjęcia, prócz tego z umalowaną czekoladą Lily, wybieramy? – zagadnęła, ponad ramieniem niepewnie spoglądając Tomasowi w oczy.
    Wybieranie zdjęć było ostatnią rzeczą, na jaką miał w tej chwili ochotę, a jednocześnie jedyną, jaka była w stanie odwrócić jego uwagę od Corrie i od wszystkich grzesznych myśli, które niczym tsunami zalały jego umysł. Z trudem zmusił się do tego, by oderwać od niej oczy i leniwie odwrócił się przodem do stołu, wspierając się dłońmi o blat. Patrzył na rozrzucone fotografie, ale kiedy uświadomił sobie, że zamiast postaci na nich widzi tylko jakieś niekształtne plamy, przymknął na moment powieki, ganiąc się w duchu. Bywał z różnymi kobietami, ale to, co działo się z nim, kiedy w pobliżu była Corrie, było dla niego czymś zupełnie nowym. Być może już sama chęć sięgnięcia po zakazany owoc, którym niewątpliwie była kuzynka jego kumpla, przyspieszała jego tętno, potęgując pragnienie, którego nie był w stanie ugasić, a które ciągle niebezpiecznie przybierało na sile.
    – Bierzmy Batmana – mruknął w końcu schrypniętym półgłosem, sięgając po zdjęcie kilkuletniego Raula, gnającego na hulajnodze w przebraniu człowieka nietoperza. – I to – dodał, wskazując na leżącą po stronie Corrie fotografię, na której Raul siedział między rozbawionymi do łez Lily i Corrie, ścierając z twarzy tort, którego resztki stały przed nim. – Ładnie to tak znęcać się nad kuzynem? – zagadnął rozbawiony, zerkając przelotnie na Corrie, która zdążyła już chwycić zdjęcie między palce.
    – Uwierz mi, że Raul nie nazwałby tego znęcaniem się – odparła ze śmiechem, przez dłuższą chwilę wpatrując się w fotografię błyszczącymi radośnie tęczówkami, jakby właśnie dobywała ekspresową podróż do tamtych szalonych urodzin Raula. – Poza tym te resztki, długo tak bezczynnie sobie nie poleżały. Połowa trafiła na moje włosy, a druga wylądowała w dekolcie Lily. Nie chcę wiedzieć, jak oni się potem wzajemnie czyścili – powiedziała Corrie z rozbawieniem i przymykając powieki pokręciła głową w taki sposób, jakby mimo wszystko usiłowała pozbyć się z głowy roztaczającej się przed nią wizji. Odłożyła zdjęcie na powoli rosnący stosik tych, które zdążyli już wybrać i z pełną premedytacją ignorując wciąż iskrzące między nią a Tomasem powietrze, za wszelką cenę starała się skupić na pozostałych kadrach rozsypanych na blacie. Przygryzła policzek od wewnątrz i pochylając się lekko nad stołem, przesunęła palcami kilka zachodzących na siebie zdjęć, namierzając jeszcze jedno, które być może się nada do kolażu. – A to? – spytała, wręczając Tomasowi fotografię czteroletniej Lily, która z uplecionymi starannie dwoma długimi warkoczami, siedziała ojcu na barana i wyglądała jakby właśnie wygrała na dziecięcej loterii. Spojrzała przez ramię, a kiedy spojrzenie jej i Tomasa ponownie się splotło, szybko odwróciła głowę i odchrząkując cicho, zgarnęła ze stołu kilka kolejnych odbitek: Raul całujący się z Lily, która oplatała go nogami w pasie, dzierżąc w dłoni statuetkę za pierwsze miejsce w konkursie słodkich wypieków; ona i Lily w długich wieczorowych sukienkach podczas balu zwieńczającego naukę w szkole średniej; jej roześmiany kuzyn, który w skórzanej kurtce i z zsuniętymi nisko na nos przeciwsłonecznymi okularami, przysiadł nonszalancko na krawędzi siedziska swojego pierwszego, świeżo odrestaurowanego motocyklu, wyglądając przy tym jak model z reklamy mody dla panów; i w końcu Raul uchwycony w momencie, w którym bezlitośnie wrzucał ją do wody, podczas wakacji nad jeziorem. Miała zaledwie siedemnaście lat, nie potrafiła pływać i była przerażona jak mało kiedy, zupełnie nie dopuszczając do siebie faktu, że w miejscu, w którym porzucił ją kuzyn woda sięgała jej do piersi, więc nie mogła się utopić.
    Uśmiechnęła się na te wspomnienia i przelotnie zerkając Tomasowi w oczy, podała mu fotografie.
    – No i chyba te też się nadadzą, co?
    – Pewnie – przytaknął i przejrzał fotografie, które podała mu Corrie, uśmiechając się lekko. Zazdrościł im, że mieli siebie i tyle pięknych, wspólnych wspomnień tym bardziej, że on zamiast tego, miał cholerną, pięcioletnią dziurę w życiorysie, której nigdy już niczym i w żaden sposób nie zapełni. Poznał wprawdzie w tym czasie Angela i Mechę, ale gdyby ktoś kiedyś wpadł na pomysł zrobienia takiego kolażu dla niego, to z całą pewnością nie miałby nawet w czym wybierać. W szkole nie miał prawdziwego kumpla, zresztą zdziwiłby się gdyby było inaczej, bo przecież częściej go tam nie było niż był, a jeśli już się tam pojawiał, to raczej trzymał się na uboczu. Później, gdy w jego życiu pojawiła się Irina, to z nią spędzał całe dnie, a potem poznał Nicolasa i jego rodzinę i dziś wiedział, że to było najgorsze, co mogło mu się przytrafić, choć początkowo zachłysnął się światem, którego drzwi otworzyli przed nim na oścież panowie Barosso.
    Westchnął cicho i odłożył zdjęcia na osobny stosik. Zdjął z siebie bluzę i niedbale rzucił na oparcie krzesła, a potem sięgnął po jeszcze jedno zdjęcie, celowo naruszając przy tym nieco przestrzeń osobistą Corrie. Nawet na nią nie patrząc podniósł je ze stołu i uśmiechnął się do swoich wspomnień, wpatrując się w pogodną, a jednocześnie surową twarz ich dowódcy, który obejmował ich obu za szyje silnymi, muskularnymi ramionami i wyglądał przy tym jak zawodnik WWE z dziką satysfakcją pastwiący się nad swoim rywalem, święcie przekonany, że za chwilę sędzia trzy razy odklepie w matę i ogłosi jego zwycięstwo.
    – Del Toro – powiedział, podając zdjęcie Corrie. – Nasz dowódca, Guillermo Marquez – dodał, spoglądając jej w oczy. – Jeden z chłopaków pochwalił się, że się oświadczył, więc któregoś wieczoru wymknęliśmy się z koszar, by to uczcić. Gdy wróciliśmy, przekonani, że nikt nie zauważył naszej nieobecności, Toro już na nas czekał z miną seryjnego mordercy na twarzy. Mieliśmy potem przechlapane, ale Marquez był dla nas, dla mnie, jak ojciec. Był surowy, ale wbrew pozorom nie był katem, w umiejętny sposób budował swój autorytet i potrafił zjednywać sobie ludzi, a my, głupie, rozbrykane chłopaki lgnęliśmy do niego jak pszczoły do miodu i chcieliśmy chłonąć jak najwięcej z tego, co nam ofiarował. Naprawdę sporo nas nauczył i to nie tylko rzeczy związanych z militariami – dokończył, odwracając się tyłem do stołu i opierając biodra o blat.
    Corrie uśmiechnęła się i zerkając przelotnie na zdjęcie, założyła pasmo włosów za ucho.
    – Czy ojciec Lily też jest wojskowym? – zapytał nagle Tomas, ale nim Corrine zdążyła odpowiedzieć, ktoś nacisnął na klamkę drzwi wejściowych i z rozpędu zderzył się z nimi lekko, kiedy zamknięte na zasuwę nie ustąpiły.
    – Corrie, jesteś tam?
    – O wilku mowa – zaśmiał się Tomas.
    – Corrie!
    – Nie śmiej się, tylko pomóż mi to sprzątnąć. Jak to zobaczy, to zaraz zasypie nas milionem pytań, a ja nie potrafię kłamać, więc całą niespodziankę szlag jasny trafi – stwierdziła, spoglądając na Tomasa błagalnie i nerwowo pocierając czoło palcami, zerknęła w stronę drzwi, do których wciąż dobijała się Lily.
    Lozano niewiele myśląc, rozłożył swoją bluzę na podłodze, podał Corrie stosik z wybranymi zdjęciami, a całą resztę zgarnął szybko na bluzę.
    – Do sypialni! – rozkazała Corrie, podając mu stosik, kiedy podniósł zawiniątko z podłogi. Tomas na te słowa uśmiechnął się łobuzersko jednym kącikiem ust, na co Corrie tylko przewróciła oczami. – Już! – ponagliła, popychając go w stronę swojego pokoju. Kiedy zniknął jej z pola widzenia, odetchnęła głęboko i podeszła do drzwi. Odsunęła zasuwę i otworzyła je powoli, niemal natychmiast pochwytując podejrzliwe spojrzenie stojącej na korytarzu przyjaciółki, która trzymała w dłoni telefon, jakby miała zamiar właśnie zadzwonić.
    – Cześć – przywitała się Corrine i wysilając się na swobodny uśmiech, odważnie wytrzymała badawczy wzrok Liliany. – Chyba zamknęłam odruchowo, jak wróciłam do domu – wytłumaczyła, wzruszając nonszalancko ramionami i mając przy tym głęboką nadzieję, że przyjaciółka kupi to wierutne kłamstwo.
    – Kochana, wiele rzeczy robisz odruchowo i zamykanie drzwi z pewnością się do nich nie zalicza – stwierdziła Lily, mijając ją w drzwiach. I to by było na tyle jeśli chodzi o spontaniczne ściemnianie, tym bardziej komuś, kto ma wojskowe geny i wrodzoną umiejętność wykrywania kłamstwa. – Jesteś sama? – zagadnęła nagle Lily i chowając telefon do tylnej kieszeni jeansów, wpatrywała się w brunetkę spod zmrużonych czujnie powiek.
    Corrie otworzyła usta by odpowiedzieć, ale zanim wydobył się z nich jakikolwiek dźwięk, jak na zawołanie z sypialni wyłonił się Tomas, który po drodze do salonu zakładał z powrotem bluzę.
    – Cześć, Lily – rzucił beztrosko i wymieniając krótkie spojrzenie ze spanikowaną Corrine, odruchowo przesunął dłonią po włosach z tyłu głowy.
    – Tommy. – powiedziała Liliana, jakby to jedno słowo było wytłumaczeniem na dziwaczne zachowanie kuzynki jej narzeczonego i przy okazji niezwykle spójną odpowiedzią na wszystkie pytania, jakie z prędkością światła przewinęły się przez jej głowę. – Zamknęłam odruchowo, co? – zwróciła się do Corrie i z trudem panując przy tym nad śmiechem, skrzyżowała przedramiona na piersiach, wpatrując się w przyjaciółkę wyczekująco błyszczącymi rozbawieniem zielonymi tęczówkami. – Co robicie? – spytała, celowo brnąć dalej w wyraźnie coraz bardziej niezręczną sytuację i przeniosła wzrok z Corrie na Tomasa, który wsuwając dłonie do kieszeni bluzy, swobodnie opierał się biodrami o oparcie kanapy.
    – Tomas wpadł… – zaczęła Corrine, błagalnie spoglądając Tomasowi w oczy, jakby miała nadzieję, że przynajmniej on jakoś w miarę wiarygodnie wykaraska ich z tej beznadziejnej sytuacji zanim cała misternie przygotowywana niespodzianka pójdzie w łeb. – Na mecz!
    – Na piwo! – wypalił jednocześnie, a widząc jak zrezygnowana Corrie przymyka powieki i pociera dłonią czoło, a potem z nadzieją kątem oka zerka na Lily, przygryzł policzek od wewnątrz, starając się stłumić rosnący mu w piersi wybuch śmiechu.
    – Plączecie się w zeznaniach – stwierdziła Liliana, wodząc roześmianym spojrzeniem od przyjaciółki na Tomasa. – To mecz, czy piwo?
    – Jedno i drugie – odparła Corrine siląc się na swobodny uśmiech, a kiedy Liliana z zainteresowaniem uniosła brwi pod samą linię włosów, samym tylko spojrzeniem domagając się ciągu dalszego tłumaczeń, nerwowo wsunęła pasmo włosów za ucho.
    – Ciekawe – rzuciła Lily, nie wierząc w ani jedno słowo jakie padło z ich ust przez ostatnich kilka minut. – A wychodził z twojej sypialni, bo… ? – dopytywała.
    – Dobra, nakryłaś nas – westchnął Tomas, nonszalancko wzruszając ramionami i niemal natychmiast ściągając na siebie mordercze spojrzenie Corrine. – Wypróbowaliśmy wytrzymałość łóżka Corrie. Skrzypi niemiłosiernie podczas gwałtowniejszych ruchów, no i chyba czeka mnie tynkowanie, bo ta metalowa rama wyżłobiła całkiem sporą dziurę w ścianie, kiedy Corrie… no wiesz – powiedział, sugestywnie poruszając brwiami i parskając głośnym śmiechem, w ostatniej chwili chwycił lecącą w jego stronę dekoracyjną poduszkę, jaką cisnęła w niego kuzynka Rivery.
    – W to jestem skłonna szybciej uwierzyć.
    – Wpadłaś po coś konkretnego? – spytała w końcu Corrie, zgrabnie zmieniając temat.
    – Właściwie to… z wrażenia zapomniałam, czego od ciebie chciałam – przyznała z rozbawieniem przygryzając dolną wargę, ale zaraz przeniosła wzrok z powrotem na Lozano i wcelowała w niego palec wskazujący. – Ale dobrze się składa, że cię widzę, Tommy. Wiesz, że otwieram kawiarnię, no nie? – spytała, a kiedy w milczeniu skinął twierdząco głową, dodała: – Właśnie. Nie chciałbyś w związku z tym pracować u mnie za barem?
    – Ja?! W kawiarni?! Za barem? Serio? – spytał Tomas, w zdumieniu wpatrując się w narzeczoną swojego kumpla spod wysoko uniesionych brwi, a Lily tylko entuzjastycznie skinęła twierdząco głową. – Cholera, ty mówisz serio – bardziej stwierdził niż zapytał, przenosząc wzrok na Corrie.
    – Przepraszam – westchnęła Liliana. – To był głupi pomysł, który nigdy nie powinien był przyjść mi do głowy.
    – Nie, Lily – zaoponował Tomas, widząc jej zafrasowaną minę. – To nie o to chodzi, tylko… Przecież ja nie mam zielonego pojęcia…
    – Nieprawda – przerwała mu Corrie, co zdziwiło go jeszcze bardziej. – Pamiętam jak zrobiłeś mi przepyszną kawę z cynamonem.
    – I drinki też robisz świetne – dodała Lily, a w jej oczach błysnął cień nadziei, że mimo początkowego szoku, Tomas jednak się zgodzi. – Poza tym, zakładam, że masz niezły bajer i laski na ciebie lecą – powiedziała, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu i odruchowo zerknęła na przyjaciółkę, która momentalnie zgromiła ją spojrzeniem.
    – Jak widzisz wszystkie argumenty przemawiają za tym, żebyś wziął tę robotę – powiedziała Corrine, spoglądając wprost w zadziornie błyszczące tęczówki Tomasa.
    – Tylko dopóki nie znajdziesz sobie czegoś lepszego. Zgódź się, proszę – jęknęła błagalnie, składając dłonie jak do pacierza i przystawiwszy je do ust, wpatrywała się w Lozano maślanymi ślepiami kota ze Shreka. – Jeśli miałeś zamiar zrobić mi jakiś prezent ślubny to zgódź się.
    Tomas przebiegł wzrokiem od Lily do Corrie i z powrotem, a potem pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się lekko.
    – To kiedy zaczynam? – zapytał, a Lilianie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wystrzeliła jak z procy i natychmiast uwiesiła mu się na szyi.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 19:37:29 22-10-16, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:01:07 23-10-16    Temat postu:


Genialny, mega cudowny i wspaniały odcinek. Dla takiego czegoś warto było czekać. Bardzo naelektryzowana scenka wybierania zdjęć, normalnie aż czuć przelatujące iskry w powietrzu. Atmosfera pomiędzy nimi coraz gorętsza, jeszcze trochę i któreś w końcu polegnie a swoją drogą, ciekawe po co Corrie zamknęła drzwi i to w takim momencie akurat.
Ale i tak najlepsze było wyjaśnienie Tomasa na temat tych zamkniętych drzwi
No i bardzo cieszy mnie fakt, że Tomas zaakceptował ofertę Lily. Świetnie się sprawdzi za barem, wśród ludzi. Może to też odciągnie od niego te czarne myśli na temat jego przeszłości.
I jak zwykle oczywiście nie mogę się doczekać ciagu dalszego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:06:07 23-10-16    Temat postu:

Trochę trwało przelanie tego wszystkiego na klawiaturkę, ale skoro jesteś usatysfakcjonowana, to możemy się z Madzią tylko cieszyć
A Corrie zamknęła drzwi właśnie po to, żeby Lily tam nie wparowała w najmniej odpowiednim momencie i nie zorientowała się, że razem z Tomasem przygotowują właśnie prezent ślubny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:17:55 23-10-16    Temat postu:

Jasne, że się cieszymy, Monia, że jesteś usatysfakcjonowana, a sądząc po twoim komentarzu udało nam się choć trochę przelać na słowo pisane to co miałyśmy zamiar przekazać
A co do drzwi, to chyba na Corrie po prostu zadziałała siła sugestii
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:30:56 23-10-16    Temat postu:

Ja tam nie wiem, Madziula, bo Corrie to Twoja krew, ale może ona po prostu miała zamiar faktycznie zrobić z łóżkiem to, o czym mówił Tomas, a Lily po prostu wyczuła moment
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:38:48 23-10-16    Temat postu:

Sza, Agula! Trzeba zachować jakieś pozory
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:43:49 23-10-16    Temat postu:

Oczywiście jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana i wcale a wcale bym się nie pogniewała, gdyby ona rzeczywiście zamknęła te drzwi w celu realizowania swoich fantazji z Tomasem w roli głównej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:46:32 23-10-16    Temat postu:

Haha... ok, Madziula, milczę już

Monia, tu się wszystko może zdarzyć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:08:28 23-10-16    Temat postu:

Tak, tak, wiem i wprost nie mogę się już doczekać tego wszystkiego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 15, 16, 17, 18, 19, 20  Następny
Strona 16 z 20

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin