Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Junto a Ti (Eillen&Kenaya) - [26.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:06:40 27-04-17    Temat postu:

Mówisz? To wierzę na słowo
No to kamień z serca
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:32:01 09-05-17    Temat postu:



    Corrie przechadzająca się między ustawionymi w rzędach uczennicami, pilnie wykonującymi jej polecenia.
    Corrie pochylająca się nad jedną z najmłodszych podopiecznych i szepcząca jej do ucha jakieś cenne wskazówki.
    Corrie z uwieszoną na jej szyi, roześmianą Clarą.
    I wreszcie Corrie sama w pustej sali, wykonująca proste figury jedna po drugiej, które składały się w harmonijną całość. Wyglądała, jakby płynęła nad parkietem, a każdy nawet najmniejszy jej ruch zdawał się być w pełni przemyślany. Na jej odprężonej, ale skupionej twarzy malowały się spokój i szczęście, a jej błyszczące oczy były przepełnione pasją, a jednocześnie jakiegoś rodzaju tęsknotą. Ona i muzyka stanowiły jedną, idealną i nierozerwalną całość. Corrie cała była muzyką. A on był pod coraz to większym wrażeniem. Nieustannie go zaskakiwała, budząc w nim uczucia, których albo nie rozumiał, albo w ogóle nie chciał dopuszczać do głowy.
    Spinaczem do prania przypiął do rozwieszonego na wysokości jego oczu sznurka, wyciągnięte drewnianymi szczypcami z odczynnika, kolejne zdjęcie i uśmiechnął się do siebie. Wreszcie robił to, co lubił, a Corrie zupełnie niespodziewanie stała się jego muzą i ulubioną modelką. Po cichu liczył, że może kiedyś pozwoli sobie zrobić sesję z prawdziwego zdarzenia, a on będzie miał to szczęście, by stać wówczas za obiektywem aparatu.
     
    – Zbijesz kiedyś majątek na tych zdjęciach – zaśmiała się Irina, wsuwając dłonie pod swoje długie, gęste włosy i unosząc je lekko do góry, uśmiechnęła się do obiektywu kokieteryjnie. – Mam nadzieję, że jak już będziesz sławny, nie zapomnisz o swojej ulubionej modelce – dodała, puszczając do niego oczko i zmysłowo przygryzając dolną wargę. – Nie chcę pozostać bezimienną dziewczyną znanego fotografa.
    – Te zdjęcia są dla mnie, nie dla świata – odparł, uśmiechając się lekko i zerkając na nią znad obiektywu, prześlizgnął gorącym spojrzeniem po jej idealnej sylwetce.
    Irina objęła się ciasno ramionami i stanęła do niego bokiem, spoglądając na niego niewinnie i dyskretnie wsunęła kciuk pod ramiączko czarnego, koronkowego biustonosza, zsuwając je nieco.
    – Chcesz zaprzepaścić szansę na karierę, bo jesteś zazdrosny?
    – Chcę by to, co jest moje, pozostało tylko moje. Szlag jasny mnie trafia, kiedy pomyślę, co mogliby nad takimi zdjęciami robić jacyś obleśni faceci, albo niewyżyte małolaty.
    Irina zaśmiała się cicho i podeszła do niego. Bez pytania o zgodę wyciągnęła mu aparat z dłoni i spojrzała w oczy.
    – To, co jest twoje, na zawsze pozostanie twoje, Tomas – zapewniła i naparła na niego swoim drobnym ciałem, odzianym jedynie w czarną, koronkową bieliznę, zmuszając go do cofania się. Gdy za plecami miał już tylko roboczy stolik, o którego blat odruchowo wsparł biodra, odłożyła na niego aparat i wcisnęła się między jego uda. – Inni mogą sobie tylko popatrzeć  – dodała, ponownie  spoglądając mu prosto oczy.
    – Nie chcę żeby patrzyli na to, co jest zarezerwowane dla moich oczu i wyobrażali sobie bóg wie co – westchnął, a jego wzrok momentalnie uciekł w stronę jej pełnych ust, które nagle znalazły się zdecydowanie zbyt blisko jego własnych.
    Irina pokręciła głową z niedowierzaniem i przesunęła szczupłymi palcami po jego żebrach, ukrytych pod czarną bokserką. Na chwilę zatrzymała dłonie na jego biodrach, a potem przesunęła je w stronę klamry paska, uśmiechnęła się do siebie i podniosła wzrok, spoglądając zalotnie na jego przystojną twarz spod wachlarza gęstych, ciemnych rzęs.
    – Naprawdę ci na mnie tak bardzo zależy, że gotów jesteś chronić mnie przed całym złem świata – bardziej stwierdziła niż spytała…

     
    Nie myliła się. Zależało mu wtedy bardziej niż gotów był się do tego przyznać. Była pierwszą i jak do tej pory jedyną kobietą, dla której dobra sam gotów był cierpieć katusze, byle tylko mieć pewność, że ona będzie szczęśliwa. I właśnie dlatego pchnął ją w ramiona kogoś, kogo uważał wówczas za przyjaciela, a przez kogo teraz mozolnie starał się ułożyć swoje życie od nowa. Zmarnował swoje najlepsze lata i być może zaprzepaścił szansę na założenie rodziny tylko dlatego, że zaufał niewłaściwym ludziom i szukał autorytetu w ostatnim miejscu, w którym w ogóle powinien był go szukać. Do dziś nie wiedział ani kim jest jego ojciec, ani dlaczego matka nigdy nie zająknęła się słowem na temat tego gdzie jest i dlaczego nie jest z nimi. Nie miał już siły drążyć tego tematu, tym bardziej, że zawsze prowadził do kłótni, podczas których padały słowa, których później żałował. Zresztą nie sądził, by ta wiedza mogła cokolwiek zmienić w jego życiu, bo przecież najgorsze już się stało. Przełknął z trudem i potrząsnął głową, starając się pozbyć z głowy obrazów z przeszłości, które dopadały go kiedy najmniej się tego spodziewał. Zacisnął dłonie na drewnianym blacie stolika i zwiesił głowę między ramionami, oddychając głęboko.
    Spojrzał na rozwieszone zdjęcia Corrie i uśmiechnął się do siebie. Ona też była dziewczyną, której dobro i szczęście były dla niego ważniejsze niż jego własne. I właśnie z tego powodu nie mógł jej potraktować tak, jak potraktował tego bezimiennego kociaka, z którym spędził minioną noc, nawet mając świadomość, że wcale długo by mu się nie opierała, o ile w ogóle. Widział jak na niego patrzyła i czuł na sobie każde jej gorące spojrzenie, kiedy obserwowała go ukradkiem, będąc święcie przekonaną, że on nie ma o tym pojęcia. Przebywanie w jej towarzystwie, a przede wszystkim lekcje tańca, w trakcie których jej ciało było zdecydowanie zbyt blisko jego własnego, a on miał w głowie same nieprzyzwoite myśli, stawały się torturą nie do zniesienia. Bał się, że za którymś razem jego serce i ciało przestaną słuchać rozumu; że któregoś dnia się nie opanuje i zwyczajnie sięgnie po to, co miał na wyciągnięcie ręki, a o czym nie miał  przecież prawa nawet marzyć. Zdawał sobie sprawę, że nie powinien nigdy liczyć na cokolwiek więcej z jej strony niż przyjaźń, którą ofiarowała mu zupełnie bezinteresownie, choć ilekroć myślał o powodach, które kierowały nią, gdy klubie, w naprawdę uroczy sposób, postanowiła przepędzić nachalną blondynkę, za każdym razem dochodził do tych samych wniosków. Wniosków, które wydawały mu się tak niedorzeczne, że nie śmiał nawet brać ich pod uwagę. Była przecież absolutnie poza jego zasięgiem i nawet jeśli od przeskakujących między nimi iskier można było roztopić połowę śniegów na biegunie, zasługiwała na kogoś więcej niż były skazaniec z pięcioletnią dziurą w życiorysie i bez żadnych perspektyw na lepszą przyszłość. A on był tylko facetem. Facetem, który zbyt długo nie miał kobiety, którego pierwotne potrzeby, tak skutecznie podsycane przez Corrine, zdawały się trawić go od wewnątrz. Pragnął jej tak bardzo, że to aż bolało, ale nie miał do niej żadnego prawa i wiedział, że niezależnie od tego jak bardzo to będzie trudne, musi zdusić w sobie to pragnienie, zanim sprawy zabrną za daleko. Nie powinien był przecież nawet marzyć o tym, o czym myślał przez całą noc, którą ostatecznie spędził z pewnym gorącym kociakiem, którego imienia nie pamiętał, jednak nawet ta upojna noc nie była w stanie zagłuszyć w nim tego pierwotnego pragnienia, które być może zupełnie nieświadomie, jednym spojrzeniem rozbudzała w nim Corrie. Powinien znaleźć sobie kobietę ze swojej ligi, w której oczach nie zobaczy zawodu, gdy wyzna jej prawdę o sobie, ale efekt tych poszukiwań był jednak zawsze taki sam jak teraz – rano budził się z potwornym bólem głowy i wyrzutami sumienia, bo czuł się tak, jakby ją zdradził, choć przecież oboje byli wolni. I ani późniejsza poranna przebieżka, ani hektolitry potu wylane na siłowni nie pomagały mu poczuć się lepiej. Dopiero tu, w prowizorycznej ciemni, którą urządził sobie w jakimś niewielkim, zapomnianym przez wszystkich pomieszczeniu w szkole, skupiając całą uwagę na wywołaniu zdjęć, które zrobił starym Zenitem, był w stanie, przynajmniej częściowo, oczyścić umysł z natrętnych myśli.
    Tylko, że jego myśli znów krążyły wokół Corrie, jakby to ona była osią jego świata.

    ***

    Od godziny próbowała rozciągnąć mięśnie i rozruszać nogę, która nie doszła jeszcze do całkowitej sprawności, po ostatnim upadku. Skrzywiła się, gdy przy kolejnej ostrożnie wykonywanej figurze, ból z kolana bezlitośnie przeszył jej ciało. Usiadła wtedy natychmiast na parkiecie w jednej z sal szkoły tańca i rozluźniła spięte mięśnie, powoli rozmasowując dłońmi bolące miejsce. Kiedy ból odrobinę zelżał, zmieniła pozycję i powoli podniosła się z podłogi, sięgając dłonią do odtwarzacza by wyłączyć muzykę. Wyglądało na to, że jej organizm właśnie powiedział STOP i na dziś musiała odpuścić sobie dalsze ćwiczenia, w przeciwnym razie zamiast sobie pomóc, tylko pogorszy sprawę.
    Chwyciła stojącą na parapecie butelkę wody mineralnej i przechyliła, wypijając niemal połowę na raz, a kiedy panującą dookoła ciszę przerwało czyjeś głośne i siarczyste przekleństwo dobiegające z korytarza, zmarszczyła czoło i ruszyła w kierunku drzwi. Zakręciła butelkę i wyjrzała niepewnie, dostrzegając stojącego na korytarzu Tomasa, który usiłował właśnie zatamować krew sączącą się z rany na wewnętrznej stronie dłoni. Zacisnął zęby i niedbale owinął rękę czystą ściereczką, a potem zwinął palce w pięść. Corrine nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wyszła na korytarz i niemal natychmiast ściągając na siebie zaskoczone spojrzenie Tomasa, bez słowa chwyciła jego silną dłoń w swoją.
    – Pokaż – poprosiła i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony, drobnymi palcami delikatnie odwinęła zakrwawioną tkaninę, odsłaniając sporej wielkości rozcięcie we wnętrzu jego ręki. – Paskudnie to rozharatane. Co się stało? – zapytała, unosząc wzrok i wpatrując się w niego uważnie, ciemnymi tęczówkami.
    – Chciałem wymienić żarówkę – powiedział, ruchem głowy wskazując na odłamki leżące na podłodze, które zdążył zamieść już pod ścianę. – Ale wygląda na to, że trochę za mocno dokręcałem, bo pękła mi w dłoni.
    – Brak panu wyczucia, panie Lozano? – zapytała Corrine z rozbawieniem, nie odrywając od niego wzroku nawet na moment. 
    Tomas uśmiechnął się jednym kącikiem ust i zmierzył ją powolnym, gorącym spojrzeniem, od stóp po czubek głowy, w taki sposób, od którego natychmiast dostała gęsiej skórki, a krew w jej żyłach zaczęła szybciej krążyć, oblewając całe jej ciało falą gorąca, jakby właśnie skończyła biec maraton.
    – Zapewniam, że potrafię być bardzo delikatny, kiedy sytuacja tego wymaga – odparł głębokim, zmysłowo schrypniętym głosem, wwiercając się w nią roziskrzonym wzrokiem, którym zupełnie bez trudu zdawał się przewiercać ją na wskroś.
    Corrine uśmiechnęła się tylko pod nosem i bez słowa pokręciła głową z niedowierzaniem.
    – Chodź. Trzeba to opatrzyć – powiedziała, celowo pozostawiając jego słowa bez komentarza. – W gabinecie cioci Jackie powinna być apteczka – stwierdziła, po czym odwróciła się i ruszyła korytarzem czując wyraźnie na sobie świdrujące spojrzenie, idącego za nią Tomasa, skoncentrowane na wysokości jej rytmicznie poruszających się szczupłych bioder. Uśmiechnęła się do siebie i zagryzła dolną wargę, udając, że kompletnie tego nie zauważa, choć jej ciało mimowolnie i z coraz większą siłą reagowało na każde jego powłóczyste spojrzenie, którym ją obdarzał odkąd tylko się poznali. 
    Kiedy tylko znaleźli się w gabinecie, od razu podeszła do wiszącej na ścianie apteczki i przeszukując szybko jej zawartość, wyjęła środek do dezynfekcji, gaziki, bandaż i lekarski plaster. Zatrzasnęła drzwiczki i podeszła do Tomasa, który opierał się niedbale biodrami o krawędź biurka, usiłując oczyścić dłoń z krwi za pomocą brzegu swojej czarnej bokserki. Corrine mimowolnie przesunęła wzrokiem po odsłoniętych i idealnie zarysowanych mięśniach jego brzucha, a po chwili zwilżyła spierzchnięte wargi językiem, usiłując skupić się na tym, że ma opatrzyć jego dłoń, a nie gapić się na wysportowane ciało, które wręcz krzyczało, błagając by je dotknęła i sprawdziła, czy wyraźnie rysujące się mięśnie tuż nad paskiem spodni są w rzeczywistości tak twarde, na jakie wyglądają.
    Przymknęła powieki i zganiła się w duchu, bo zachowywała się jak niewyżyta i niedopieszczona małolata, a nie dorosła kobieta potrafiąca panować nad swoimi hormonami, choć w tej chwili zdecydowanie bliżej jej było do tej pierwszej, tym bardziej, że Tomas działał na nią tak jak jeszcze żaden mężczyzna do tej pory i to co czuła przy każdym ich kolejnym spotkaniu było dobitnym tego potwierdzeniem.
    Zrobiła głęboki wdech starając się odepchnąć natrętne myśli galopujące w jej głowie z prędkością światła i zapuszczające się w rejony, do których nie powinny zmierzać, bo groziło to tym, że zwyczajnie rzuci się na niego tu i teraz, a przecież nie tak dawno temu sama siebie zawzięcie przekonywała, że ich relacje nigdy nie powinny wychodzić poza czysto kumpelskie.
    Przygryzła policzek od wewnątrz i nasączając gazik środkiem dezynfekującym, spojrzała na Tomasa w momencie, kiedy i on się jej przyglądał z błyskiem satysfakcji w brązowych oczach, jakby doskonale wiedział o czym właśnie myślała.
    – Może usiądę? – zaproponował, przerywając ciszę, jaka na krótką chwilę między nimi zapadła, a kiedy Corrie skinęła głową na zgodę, sprawnie podciągnął się i usiadł na krawędzi biurka, bez słowa rozsuwając nogi by zrobić jej przed sobą więcej miejsca. Corrine nie odrywając spojrzenia od jego rozpalonych tęczówek, stanęła powoli między jego udami, a potem uśmiechnęła się lekko i chwyciła jego dłoń w swoją, szybko opuszczając wzrok.
    – Może trochę boleć, bo rana jest dość głęboka – uprzedziła, a gdy nie usłyszała słowa protestu, ostrożnie zaczęła obmywać rozcięcie, starając się robić to na tyle sprawnie i delikatnie na ile to możliwe.
    Po chwili zmieniła gazik i ponownie przyłożyła go do rany, zdmuchując z czoła niesforny kosmyk włosów, który uparcie wrócił na swoje poprzednie miejsce znów przysłaniając jej pole widzenia. Drgnęła lekko, gdy Tomas niespodziewanie wyciągnął dłoń i leniwym ruchem założył jej włosy za prawe ucho, umyślnie muskając jego płatek kciukiem, a potem przesunął kosmyk między palcami aż dotarł do zafarbowanych na jasno końcówek.
    Corrine uniosła wzrok i w jednej chwili zatonęła w otchłani jego hipnotyzujących ciemnych tęczówek, którymi niezmordowanie się w nią wpatrywał, jakby tym sposobem usiłował wniknąć w głąb jej duszy i obnażyć ją ze wszystkich myśli, pragnień i uczuć. Ona tymczasem tylko uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i wróciła do przerwanej czynności, starając się zachowywać jak najbardziej swobodnie, choć z każdą chwilą przychodziło jej to z większym trudem.
    Kiedy Tomas z sykiem gwałtownie wciągnął powietrze do płuc i instynktownie szarpnął ręką, zganiła się w duchu, że przez swoją nieuwagę przysporzyła mu bólu i wykrzywiając usta w grymasie, ze skruchą spojrzała mu w oczy.
    – Przepraszam – mruknęła, natychmiast przerywając oczyszczanie rany, a potem wciąż trzymając jego rękę w swojej, uniosła ją lekko i podmuchała chłodnym powietrzem na piekącą ranę. Jej wzrok mimowolnie powędrował wtedy po umięśnionych przedramionach Tomasa na jego szeroki tors i zatrzymał się na błyszczących oczach, które w tej chwili zdawały się być jeszcze ciemniejsze niż zwykle, a gdy tylko jego spojrzenie zsunęło się z jej oczu na usta, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej była świadoma tego co się między nimi dzieje. Niemal fizycznie czuła na skórze przeskakujące między nimi iskry i naładowane elektrycznością powietrze i nie miała pojęcia jak długo jeszcze zdoła się bronić przed Lozano, tym co czuła i czego rozpaczliwie domagało się jej ciało.
    Umknęła wzrokiem i ukrywając go za wachlarzem gęstych rzęs, po raz ostatni podmuchała poranione miejsce na dłoni Tomasa i odruchowo zwilżając wargi językiem, sięgnęła po kolejny gazik.
    – Jak twoja noga? – zapytał Tomas z troską, przerywając w końcu tę dręczącą ciszę, jaka między nimi zapadła.
    – Dziękuję, już lepiej – odparła z bladym uśmiechem i nadal nie odrywając wzroku od rany, rzetelnie radziła sobie z opatrzeniem tak głębokiego okaleczenia, jakby robiła to całe życie. – Miałam w ostatnim czasie całkiem niezłego fizjoterapeutę, a sesja rehabilitacyjna, jaką mi zafundował z pewnością pomogła – dodała z rozbawieniem i spoglądając mu przelotnie w oczy, uśmiechnęła się szeroko, po chwili wracając do przerwanej czynności.
    – Polecam się na przyszłość – odparł zmysłowym półgłosem, od którego za każdym razem dostawała gęsiej skórki i była niemal pewna, że Tomas doskonale zdawał sobie z tego sprawę, z pełną premedytacją wykorzystując wszystkie swojej atuty przeciwko jej zdrowemu rozsądkowi.
    – Uważaj, bo jeszcze skorzystam – zaśmiała się i sięgnęła po kolejny czysty gazik.
    – Myślę, że nie miałbym nic przeciwko temu.
    – Może w takim razie minąłeś się z powołaniem i powinieneś zająć się uzdrawianiem poturbowanych baletnic, hm? – zagadnęła zupełnie swobodnie i zerkając na niego ukradkiem, odłożyła zużyty gazik na biurko.
    – Jedna pacjentka na razie mi wystarczy – powiedział tym swoim głębokim i seksownie schrypniętym głosem, docierając w najdrobniejsze zakamarki jej ciała i pobudzając go do życia w najbardziej intymny sposób. Odważnie spojrzała mu jednak w oczy, starając się niczego nie dać po sobie poznać, a on uśmiechnął się tylko i przekrzywił lekko głowę na ramię. – Cieszę się, że mogłem się do czegoś przydać i sprawić, że choć w minimalnym stopniu poczułaś się lepiej. Tym bardziej, że kochasz taniec całym sercem i nawet obolała nie potrafisz sobie odmówić chwili na parkiecie – powiedział, ściągając na siebie jej błyszczące spojrzenie. – Naprawdę fajnie patrzy się wtedy na ciebie i na te chochliki w twoich oczach – dodał, uśmiechając się łobuzerko jednym kącikiem ust. – A poza tym pierwszy raz w życiu widzę kogoś kto jest taki… gibki – dokończył, a Corrine na te słowa uniosła wymownie brew i przygryzła policzek od wewnątrz, starając się nie roześmiać. 
    – Gibki? – podjęła, siłując się z nim przez chwilę na spojrzenia.
    – A czy ktoś normalny tak się wygina jak ty? – zapytał z rozbawieniem, a gdy Corrie parsknęła cichym śmiechem, sam uśmiechnął się szeroko, ukazując seksowny dołeczek w prawym policzku, na którym mimowolnie zatrzymał się jej wzrok. – Trzeba przyznać, że obcowanie z takim giętkim ciałem może być całkiem interesujące – dodał po chwili schrypniętym półgłosem, niosącym ze sobą jakąś zmysłową obietnicę, na którą żadna zdrowa kobieta nie byłaby w stanie pozostać obojętna.
    Corrine jednak odetchnęła głęboko, usiłując zignorować bolesne pulsowanie w dole brzucha, jakie wywołały jego słowa i tylko pokręciła głową z dezaprobatą, sięgając na biurko po jałowy opatrunek.
    – Może kiedyś będziesz miał okazję się przekonać – palnęła bez zastanowienia, ale zaraz przeklęła w duchu nabierając ochoty by zdzielić się za te słowa w czoło.
    – To propozycja? – zapytał, mrużąc lekko oczy, ale Corrine parsknęła śmiechem i spoglądając mu prosto w oczy błyszczącymi psotnie ciemnymi tęczówkami, pokręciła przecząco głową.
    – Możesz sobie pomarzyć – odparła ze śmiechem, mimowolnie przesuwając po jego wysportowanym ciele zalotnym spojrzeniem, a gdy wróciła do pociemniałych tęczówek, w których z trudem rozróżniała źrenice, poczuła się tak, jakby stała przed Tomasem zupełnie naga. Jego wzrok mówił w tej chwili wszystko i nie pozostawiał żadnych wątpliwości, co do tego, że w końcu sama wplącze się we własne sidła tylko, że nie była już wcale pewna, czy naprawdę miałaby coś przeciwko temu. – Gotowe – poinformowała, kiedy mimo wszystko udało jej się w końcu zabandażować jego dłoń. – Nie za mocno ścisnęłam? – zapytała, a gdy bez trudu poruszył palcami, uśmiechnęła się zadowolona. – W porządku.
    – Dziękuję – mruknął i zupełnie spontanicznie kładąc zabandażowaną dłoń na jej szczupłym biodrze, pochylił się lekko, mając zamiar przypieczętować podziękowanie przyjacielskim całusem w policzek, ale w najmniej spodziewanym momencie Corrie odwróciła lekko głowę i ich usta zetknęły się na jedną ulotna chwilę, a on poczuł się tak, jakby poraził go prąd. Zesztywniał na całym ciele, zastygając tak w totalnym bezruchu na nieskończenie długą chwilę. Zaciągnął się mocno pomarańczowym zapachem jej włosów, który odurzał go bardziej niż najmocniejszy nawet narkotyk i przesunął leniwie czubkiem nosa po gładkiej skórze, a kiedy drobne ciało Corrie zadrżało pod wpływem jego bliskości, kąciki jego ust drgnęły ledwie zauważalnie unosząc się ku górze. Panowanie nad sobą i własnymi pierwotnymi odruchami przy Corrie stawało się z każdym dniem coraz trudniejsze, o ile w ogóle jeszcze możliwe, a on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że igra z ogniem, którym za chwilę paskudnie się poparzy i sam siebie skazywał na tortury, wciąż pozwalając brnąć temu dalej.
    Przymknął powieki i zaciskając nerwowo szczęki, niechętnie odsunął się od Corrine, niemal natychmiast pochwytując spojrzenie jej ślicznych oczu, błyszczących niczym światełka na bożonarodzeniowej choince, w które nie mógł przestać patrzeć, zwłaszcza teraz, kiedy Corrie tak skutecznie przyszpiliła go nim w miejscu, wpatrując się w niego jakby miała na wyciągnięcie ręki ulubione ciastko i gorączkowo szukała sposobu by zatopić w nim zęby. Wsparł dłonie na blacie biurka po obu stronach swoich bioder, a kiedy Corrie bezwiednie rozchyliła wargi i zwilżyła je koniuszkiem języka, zacisnął długie palce na krawędzi blatu, ostatkiem sił walcząc ze sobą i palącym pragnieniem, by położyć kres własnym torturom i w końcu naprawdę posmakować tego, co podane miał niemal na tacy. Przesunął gorące spojrzenie z jej ust na oczy o niespotykanej wręcz głębi, którymi niestrudzenie się w niego wpatrywała, a potem znów na kuszące usta, jakby nie potrafił się zdecydować co zrobić, ale zanim zdążył choćby o czymkolwiek pomyśleć, Corrine wiedziona jakimś wewnętrznym bodźcem, któremu nie była w stanie stawić oporu, ujęła jego twarz w obie dłonie i musnęła jego wargi własnymi w delikatnym, niepewnym pocałunku.
    – Corrie… – jęknął cicho Tomas, kiedy powoli się odsunęła. Sam nie wiedział czy to miał być bardziej protest, czy raczej jęk zawodu.
    Corrine działa na niego jak żadna inna kobieta do tej pory i o tym wiedział już od dawna, a teraz, kiedy spróbował zakazanego owocu i znał już jego smak, z jednej strony rozpaczliwie pragnął posmakować go kolejny raz, a z drugiej zdawał sobie sprawę, że nie powinien był nigdy do tego dopuścić ani nawet o tym marzyć. Przebiegł po jej twarzy drobiazgowym spojrzeniem, w końcu zaglądając w zamglone pożądaniem tęczówki. Przez chwilę oboje wpatrywali się tak w siebie jakby usiłowali czytać sobie wzajemnie w myślach i przynajmniej znaleźć jakąś wskazówkę do czego ich to wszystko doprowadzi, aż w końcu to ona znów pierwsza przylgnęła do niego ciaśniej i ostrożnie przesuwając nosem po jego nosie, prowokująco zawisła nad jego rozchylonymi ustami, które jak magnes przyciągały by ich ponownie skosztowała. Skubnęła delikatnie jego wargę i odsunęła się, ale tylko na tyle, by móc zajrzeć mu w oczy i spróbować cokolwiek z nich wyczytać. Instynktownie ułożyła drobną dłoń na jego ramieniu i oddychając z nim tym samym powietrzem, nerwowo czekała na jakikolwiek ruch ze strony Tomasa, który w tej chwili czuł się jak narkoman na haju, całkowicie pozbawiony zdrowego rozsądku, bo mimo najszczerszych chęci nie był w stanie dłużej nad sobą panować zwłaszcza, gdy miał Corrie tak blisko siebie, a ona ochoczo lgnęła do niego całą sobą. 
    Pokręcił głową z rezygnacją, bo nie był w stanie już dłużej się powstrzymywać. Wsunął dłoń pod jej włosy, delikatnie przesunął kciukiem po jej kości policzkowej i nie odrywając błyszczącego spojrzenia od jej rozognionych tęczówek, chwycił za kark, by mieć pewność, że mu nie ucieknie. Zbliżył się powoli i ostrożnie pochwycił jej dolną wargę ustami, delikatnie dotykając jej językiem, jakby chciał sprawdzić na ile mu pozwoli, a potem zdecydowanym ruchem przysunął Corrie bliżej, więżąc ją między swoimi umięśnionymi udami. Przygryzł jej dolną wargę zębami i pociągnął lekko, wydobywając z jej gardła niecierpliwy jęk, a gdy instynktownie wysunęła język by złagodzić ukąszenie, Tomas dotknął go koniuszkiem własnego, po czym wsunął go do wnętrza i znów przywarł do jej ust, tym razem w zdecydowanie śmielszym pocałunku, przesuwając ciepłe dłonie na jej pośladki i mocniej przygarniając jej drobne ciało do swojego.
    Corrine ujęła jego twarz w obie dłonie i oddała pocałunek z takim samym zapałem, wciąż chcąc więcej, tak jakby nie była w stanie się nim zasycić. Z każdym dręcząco powolnym muśnięciem jego języka, czuła się tak jakby miała za chwilę wyjść ze skóry. Z wprawą doświadczonego podrywacza uwodził ją. Nie kłamał, kiedy mówił, że nie brak mu wyczucia, a to co wyczyniał z pomocą języka sprawiało, że była na kompletnie straconej pozycji.
    Tomas ostrożnie wsunął palce pod jej koszulkę i delikatnie przesunął opuszkami po rozpalonej skórze, wywołując tym u Corrie przyjemne dreszcze. Przesunął czubkiem języka po jej górnej wardze, a kiedy jęknęła cicho w jego usta, przylegając do niego jeszcze ciaśniej, jakby chciała się w niego wtopić, ponownie odszukał jej język, zuchwale pogłębiając pocałunek. Wiedział, że powinien to jak najszybciej przerwać, ale nie był w stanie się opanować. Corrie upajała jak najlepsze wino, mozolnie, ale skutecznie krusząc wszystkie mury, jakimi otoczył swoje serce. Intensywność reakcji Corrie, sposób, w jaki jej ciało reagowało na jego dotyk, to, z jakim zapałem odwzajemniała najmniejszą jego pieszczotę, jej smak, zapach i bliskość, zupełnie odbierały mu zdolność racjonalnego myślenia, spychając wszystkie logiczne argumenty, jakie do tej pory sobie wmawiał, w najbardziej odległe zakamarki jego świadomości. Nie miał ochoty już nigdy wypuszczać jej ze swoich ramion i dopiero teraz uświadomił sobie jak bardzo pragnął jej ciała, duszy i wszystkiego tego, co sama gotowa była mu dać.
    W końcu czując, że brakuje im powietrza, niechętnie oderwali się od siebie. Corrie spojrzała Tomasowi uważnie w oczy i uśmiechnęła się lekko, gdy delikatnie obrysował kontur jej opuchniętych po pocałunku ust kciukiem, jednocześnie przesuwając językiem po własnych jakby za wszelką cenę usiłował zebrać z nich jej smak. Wzrok Corrine na krótki moment mimowolnie uciekł w tamtą stronę, a potem znów wrócił do błyszczących niebezpiecznie tęczówek, jakby nie wiedziała, czego się spodziewać i usiłowała dowiedzieć się, jakie myśli krążą Tomasowi po głowie, kiedy tak przeszywał ją spojrzeniem kompletnie nic przy tym nie mówiąc. Przygryzła nerwowo policzek od wewnątrz i marszcząc lekko czoło, najdelikatniej jak potrafiła pogładziła kciukiem urocze wgłębienie w prawym policzku, które pojawiło się przyozdabiając uśmiech Lozano, jaki w tej chwili rozświetlił jego twarz. Przymknął na moment powieki, całkowicie poddając się zabiegom jej czułych dłoni, po czym znów zajrzał jej głęboko w oczy.
    – Czuję się tak, jakbym po raz pierwszy w życiu molestowała faceta – odezwała się Corrie, starając się żartować i umykając wzrokiem, niepewnie wycofała rękę, ale Tomas chwycił jej dłoń w swoją i ciasno splótł z nią palce, drugą dłoń wsuwając pod jej brodę i zmuszając, by spojrzała na niego.
    – A ja pierwszy raz czuję się molestowany – przyznał cicho Tomas, nie odrywając błyszczącego spojrzenia od jej ślicznej twarzy. – Zwykle to ja molestuję i nigdy nie kończy się to na pocałunku – dodał zmysłowo schrypniętym półgłosem i uśmiechając się łobuzersko, założył jej pasmo włosów za ucho, umyślnie przesuwając przy tym wierzchem dłoni po wrażliwej skórze szyi. Corrie przełknęła nerwowo i odruchowo przesunęła językiem po dolnej wardze, powodując tym, że wzrok Tomasa w jednej chwili ponownie zsunął się z jej oczu na usta. – Dziękuję – powiedział po chwili, wysiłkiem woli zmuszając się, by przestać i nie sięgnąć kolejny raz do jej ust. Naprawdę bał się, że jeśli to potrwa choć sekundę dłużej, w końcu nie oprze się pokusie i zechce zasycić głód ciała, jaki w nim rozbudziła.
    – Nie ma za co – odparła, siląc się na swobodny ton, choć serce wciąż tłukło jej w piersi jak oszalałe. Nim Tomas zdążył cokolwiek powiedzieć, do ich uszu dobiegło wołanie Jaqueline.  
    – Corrie, jesteś jeszcze? – usłyszała za plecami, więc odsunęła się na bok i odchrząkując cicho, odruchowo założyła pasmo włosów za ucho, starając się przynajmniej spróbować uspokoić szalejące w piersi serce.
    – W twoim gabinecie! – zawołała, zabierając się za sprzątnięcie biurka z zużytych gazików.
    – Wszystko w porządku? – zapytała Jackie, która w tej samej chwili weszła do gabinetu, wodząc zdezorientowanym wzrokiem od Tomasa do siostrzenicy.
    – Jasne – rzuciła swobodnie Corrie, wrzucając do kosza wszystko co zebrała z blatu. – Tomas się skaleczył, więc pomogłam mu opatrzyć ranę – wyjaśniła, opierając się biodrami o biurko, a Lozano na potwierdzenie jej słów, uniósł do góry zabandażowaną dłoń i zgrabnie zsunął się z blatu.
    – Dziękuję – rzucił jeszcze do Corrie, spoglądając jej w oczy, błyszczącym łobuzersko ciemnymi tęczówkami, a potem odwrócił się i ruszył przez pokój w kierunku wyjścia. – Dokończę robotę – poinformował.
    Jaqueline zmrużyła czujnie oczy, ale nawet jeśli coś wzbudziło jej podejrzenia nic nie powiedziała. Skinęła mu jedynie głową na zgodę i uśmiechnęła się przyjaźnie, a Tomas wyminął szefową i tuż za jej plecami ostatni raz odwrócił się przodem do Corrie, zmierzył ją płonącym spojrzeniem, po czym mrugnął do niej i opuścił gabinet.
    – Dobrze się czujesz? – spytała Jackie, z zaciekawieniem sondując zarumienioną twarz siostrzenicy, która zdawała się unikać jej badawczego spojrzenia.
    – Tak, a dlaczego pytasz?
    – Bo masz rumieńce na twarzy – zauważyła i krzyżując ramiona na piersiach, wciąż przyglądała jej się z jawnym rozbawieniem w błyszczących ciepło, ciemnych tęczówkach.
    Corrie wywróciła tylko oczami i wzruszając obojętnie ramionami, podeszła do ciotki by pocałować ją w policzek.
    – To od wysiłku, trochę ćwiczyłam – wyjaśniła krótko, a potem uśmiechnęła się niewinnie i nim ciotka zdążyła powiedzieć coś jeszcze, pospiesznie wyszła z gabinetu


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 22:38:51 09-05-17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:24:04 24-05-17    Temat postu:

Czytam i nie wierzę w to, co czytam
Odcinek przecudny, genialny, doskonały w każdym celu... Uff, aż się gorąco mi zrobiło od tej atmosfery
Jaaaa.... w końcu się doczekałam czegoś więcej w relacji Tomasa i Corrie ale aż się boję tego, co będzie teraz dalej... nie mogę się już doczekać, co tam wymyśliłyście
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:25:14 29-05-17    Temat postu:

Monia, bardzo nas cieszy Twoja reakcja Jeśli udało nam się choć odrobinę Cię zaskoczyć, to super, oby nie ostatni raz
A co z tym fantem dalej? Hm... cóż, wyjdzie w praniu, ale po nas można się chyba spodziewać już wszystkiego ;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:06:58 29-05-17    Temat postu:

Łącznie z odwróceniem sytuacji o 180 stopni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:22:41 29-05-17    Temat postu:

Haha... okrutnie, Aguś, ale to prawda
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:26:38 29-05-17    Temat postu:

Czy ja wiem czy tak znowu okrutnie? Gdyby się okazało, że będzie happy end, to nikt by chyba nie miał nam za złe takich manewrów
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:51:18 29-05-17    Temat postu:

Mówisz, że nie ważna jest podróż, tylko cel? Może masz rację
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:09:26 29-05-17    Temat postu:

Tak mi się zdaje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:00:21 08-06-17    Temat postu:

Tak, tak, ja wiem dziewczyny, że Wy bardzo lubicie zwroty akcji w swoich opowiadaniach i nie można być pewnym absolutnie niczego ale grunt żeby był happy end na końcu nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej i Corrie i Tomas nie byliby razem. Więc tak proszę manewrować scenariuszem żeby wszystko dobrze się skończyło
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20
Strona 20 z 20

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin