Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Junto a Ti (Eillen&Kenaya) - [26.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18, 19, 20  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:33:54 23-10-16    Temat postu:

Haha... a wiesz, że ja też? Corrie i tak jest dzielna, bo ja już dawno bym się poddała i wzięła takiego Tomasa w obroty
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:37:43 23-10-16    Temat postu:

Ja też dlatego bardzo podziwiam jej determinację i siłę woli no ale w końcu ile można opierać się takiemu Tomasowi? Nie daję jej już zbyt wiele czasu ale póki co trzyma się nieźle
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:47:02 23-10-16    Temat postu:

Haha... może powinnyśmy z Corrie zacząć przyjmować jakieś zakłady bukmacherskie, ile jeszcze wytrzyma?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:52:14 23-10-16    Temat postu:

Chyba zbiłybyście na tym fortunę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:55:15 23-10-16    Temat postu:

Ha ha, świetny pomysł
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:00:33 13-11-16    Temat postu:

Kiedy next ? Trzy tygodnie spokojnego oczekiwania to chyba przez wystarczająco, nie ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:37:54 14-11-16    Temat postu:

Haha... no tak, chyba trochę przesadziłyśmy z Madzią Myślę, że zaraz coś pokombinujemy w tej materii
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:57:42 14-11-16    Temat postu:



    "Każdy wschód słońca to nowy dzień, nowy początek... Nadzieja, że dziś będzie lepiej niż wczoraj."

    Kiedy ostatnie uczennice opuściły salę baletową, Corrie poprawiła opaskę na prawym, kontuzjowanym kolanie, a potem zdjęła buty i rozpuściła włosy, które natychmiast opadły jej kaskadą na plecy. Podeszła do odtwarzacza i włączyła kolejną pozycję ze swojej playlisty, stworzonej specjalnie do modern jazzu, który zaraz obok baletu był jedynym stylem tanecznym, z którym się utożsamiała. Być może, dlatego, że za pomocą naturalnych ruchów i możliwości ludzkiego ciała, pozwalał jej po prostu wyrażać swoje emocje i osobowość. To był taniec pełen dynamiki i liryki, unoszenia i opadania, ekspresji i wyciszenia; był po prostu pełen kontrastów, zupełnie jak sama Corrie i dlatego tak dobrze czuła się w tej technice, zupełnie jakby była stworzona do tańczenia w życiu tylko tego. Kochała balet, owszem. To klasyka nauczyła ją samodyscypliny, cierpliwości i wytrwałości. Tańcząc balet Corrie zrozumiała czym jest ciężka praca, satysfakcja z własnych osiągnięć. Nauczyła się nigdy nie poddawać, bez względu na to jak będzie ciężko i co najważniejsze oswoiła się z bólem, nie psychicznym, ale fizycznym, który czy tego chcemy czy nie towarzyszy nam przez całe życie.
    Przymknęła powieki, całkowicie oddając się muzyce i wykonała kilka spójnych elementów tańca przy podłodze, a potem podwójny obrót, który zakończyła delikatnym uniesieniem ciała i podskokiem, który okazał się dla niej karygodnym błędem. W jednej chwili przez jej ciało przeszła potężna fala bólu sprawiając, że odruchowo skuliła się w sobie i nim zdążyła zareagować, grzmotnęła prosto na posadzkę uderzając kolanem w drewnianą podłogę. Skrzywiła się z bólu i natychmiast wyprostowała nogę, chwytając się instynktownie za prawe kolano. Zacisnęła powieki, z każdą chwilą walcząc o oddech, który zdawał się jak na złość grzęznąć jej w gardle. W uszach szumiało od buzującej w żyłach adrenaliny i strachu, który bezlitośnie wdarł się do jej serca i podświadomości, zalewając ją falą wspomnień i bólu.
    Nie wiedziała jak długo siedziała tak na podłodze całkowicie odcięta od otaczającego ją świata, bojąc się wykonać jakikolwiek ruch, by nie pogorszyć swojego stanu. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że nie jest w sali sama, dopóki głęboki schrypnięty głos po raz kolejny nie wypowiedział jej imienia, a silna dłoń nie spoczęła na jej dłoni, którą kurczowo trzymała kontuzjowane kolano. Przystawiła zaciśniętą pięść do ust, wbijając w nią zęby jakby w ten sposób próbowała pozbyć się tego potwornego bólu.
    – Corrie, popatrz na mnie – poprosił łagodnym, ale stanowczym głosem, ujmując jej twarz w obie dłonie. W końcu Corrine spojrzała mu w oczy, załzawionym spojrzeniem. – Co się stało? Boli cię coś? – zapytał, uważnie sondując jej twarz wciąż wilgotną od uparcie płynących strumieniami łez.
    – Noga… – wyksztusiła z siebie z trudem przełykając ślinę. Tomas oderwał wzrok od jej ciemnych tęczówek i nadal kucając obok niej, delikatnie chwycił jej nadgarstek, ale kiedy chciał odsunąć jej rękę, by sprawdzić, czy nic jej nie jest, powstrzymała go. – Nie! – zaoponowała gorliwie, kręcąc nerwowo głową i wbijając w niego błyszczące spojrzenie, pełne takiego strachu, z jakim Tomas do tej pory się nie spotkał.
    – Pozwól mi zobaczyć, Corrie. Obiecuję, że nie sprawię ci bólu – zapewnił, uporczywie się w nią wpatrując, jakby samym spojrzeniem usiłował wymusić na niej zgodę. W końcu, kiedy nie dostrzegł w jej oczach sprzeciwu, ostrożnie podwinął nogawkę jej dresowych spodni do połowy uda i zatrzymał wzrok na opasce, usztywniającej kolano. – Masz jakąś kontuzję? – zapytał, pochwytując jej udręczone spojrzenie, a kiedy kiwnęła głową, łapczywie chwytając powietrze do płuc, powrócił wzrokiem do kolana i delikatnie odpiął boczną rzepę, dostrzegając niewielki siniak po prawej stronie.
    – Muszę pojechać do szpitala – powiedziała tak cicho, że ledwie sama siebie słyszała, ściągając na siebie jego zatroskane spojrzenie. – Mój ortopeda musi jak najszybciej zobaczyć to kolano. Zawieziesz mnie? – zapytała z nadzieją w głosie.
    – Nie ma sprawy – odparł Tomas, powoli zapinając rzep elastycznego stabilizatora i opuszczając nogawkę dresowych spodni. – Gdzie masz kluczyki do auta?
    – W torbie, razem z dokumentami – powiedziała, siąkając cicho nosem i ruchem głowy wskazując na sportową torbę leżącą pod ścianą. Tomas wyprostował się i przeszedł przez salę pospiesznym krokiem, po czym chwycił torbę, zarzucając sobie ją na ramię, sprawnym ruchem, a potem wyłączył odtwarzacz, z którego nadal płynęła muzyka i podszedł do siedzącej na podłodze Corrie.
    – Chodź, pomogę ci wstać – zaproponował, chwytając ją pod ramię, gdy mimo bólu z gracją uniosła się z podłogi. Niepewnie postawiła prawą stopę na parkiecie, dla pewności podtrzymując się ramienia Tomasa, ale kiedy chciała zrobić krok do przodu, kolejna fala bólu przeszyła jej ciało, więc natychmiast się zatrzymała, wspierając ciężar ciała na zdrowej nodze. Skrzywiła się mimowolnie i podskoczyła delikatnie, starając się utrzymać równowagę, a wtedy Tomas bez ostrzeżenia, pochylił się i jednym sprawnym ruchem, chwycił ją pod kolanami i drugą ręką podtrzymując wciąż jej plecy, podrzucił ją delikatnie, by ułożyć jej drobne ciało w swoich ramionach, po czym ruszył w kierunku drzwi.
    – Nie musisz mnie nieść – powiedziała, odruchowo obejmując go ramieniem za szyję. Tomas uśmiechnął się w ten swój charakterystyczny sposób, ukazując uroczy dołeczek w policzku i spojrzał jej głęboko w oczy, wychodząc na korytarz.
    – Wiem – mruknął, wwiercając się w nią błyszczącym spojrzeniem, które natychmiast uciekło w stronę jej ust, gdy bezwiednie przygryzła dolną wargę. – Ale w życiu nie dotrzesz do samochodu o własnych siłach.
    Corrie westchnęła z rezygnacją. Tomas miał rację, a ona nie miała siły protestować ani skupić myśli na czymkolwiek innym niż kontuzjowane kolano. Kiedy ostrożnie postawił ją na chodniku obok auta, wsparła się przedramieniem o dach, a drugą dłonią pospiesznie wytarła mokre policzki. Tomas bez słowa otworzył tylne drzwi, pomógł jej usiąść, a potem obszedł samochód, wrzucił jej torbę do bagażnika i nim się spostrzegła, otworzył drzwi za jej plecami. Objął ją silnym ramieniem w pasie i pociągnął ostrożnie w swoją stronę tak, że po chwili, siedziała plecami do drzwi z kontuzjowaną nogą wyciągniętą przez całą długość siedzenia.
    – W porządku? – spytał, zaglądając jej w oczy, gdy spojrzała na niego przez ramię. Gdy kiwnęła głową w sposób, który mógł oznaczać dosłownie wszystko, zacisnął nerwowo szczękę, szybkim ruchem zapiął jej pas i zatrzasnął jedne i drugie tylne drzwi, a sam zajął miejsce za kierownicą. Ostrożnie włączył się do ruchu i zerknął we wsteczne lusterko. Corrie siedziała ze zwieszoną głową, jedną dłonią masując delikatnie udo kontuzjowanej nogi, a drugą kurczowo zaciskając na jakimś wisiorku ukrytym pod koszulką. Kiedy zobaczył kolejną falę łez, spływającą po jej policzkach, mocniej zacisnął dłonie na kierownicy. Gdyby miał taką możliwość bez wahania przyjąłby cały jej ból na siebie, zrobiłby wszystko, żeby ulżyć jej choć odrobinę i pozbyć się tego cholernego poczucia totalnej bezradności, jakie towarzyszyło mu w tej chwili. Nie chciał jej karmić banałami ani pocieszać, bo z całą pewnością nie tego teraz potrzebowała. Jedyne co mógł w tej chwili zrobić, to przynajmniej na moment spróbować odwrócić jej uwagę od bólu i zapobiec piętrzeniu się w jej głowie czarnych myśli, choć nie miał bladego pojęcia jak tego dokonać.
    – Do którego szpitala jedziemy? – spytał, pochwytując we wstecznym lusterku jej zaszklone spojrzenie.
    – Do Aniołów* – odparła krótko, siąkając nosem i wciąż kurczowo zaciskając dłoń na tajemniczym wisiorku ukrytym pod materiałem koszulki, jakby odczyniała właśnie jakieś uroki przy pomocy tajemniczego talizmanu, niedostępnego dla oczu zwykłych śmiertelników. – Patrz na drogę – upomniała, a Tomas posłusznie wrócił do obserwowania jezdni przed sobą, co chwilę jednak kontrolnie zerkając we wsteczne lusterko. Uspokoił się nieco, gdy Corrie w końcu odetchnęła głęboko i odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o szybę i przymykając powieki, które piekły niemiłosiernie od ciągle wzbierających łez.
    – Jak się nazywa ten twój lekarz? – spytał przerywając ciszę jaka panowała w samochodzie.
    – Luis Galvan – odparła i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że Tomas prowadził samochód jednocześnie nie tylko grzebiąc w swoim telefonie, ale teraz także rozmawiając.
    – Świetnie, dziękuję, będziemy za jakieś dziesięć minut – zakończył połączenie, odrzucając telefon na siedzenie pasażera i zatrzymując samochód na światłach. – Przystojny jest? – spytał, odwracając się twarzą w stronę Corrie. Kiedy spojrzała na niego, a jej usta drgnęły lekko w czymś na kształt uśmiechu, sam również się uśmiechnął.
    – Rzecz gustu – odparła tak cicho, jakby w jednej chwili uszło z niej całe powietrze. – Poza tym poznałeś go już. To ojciec Clary. I tylko mój lekarz, jeśli o to pytasz, w dodatku kompletnie nie w moim typie – dodała zgodnie z prawdą i przesuwając kciukiem po krawędzi wisiorka, który nadal ściskała w dłoni tak mocno jakby bała się, że może go zgubić, omiotła błyszczącym od wzbierających łez spojrzeniem, przystojny profil Tomasa, gdy na moment wrócił wzrokiem na drogę.
    – Czyli nie jest Jasonem Stathamem i nie obejrzałabyś się za nim na ulicy, gdyby nie był twoim lekarzem – bardziej stwierdził niż zapytał jeszcze raz zerkając na nią przelotnie nim ponownie włączył się do ruchu i wyglądając przy tym, jakby wyraźnie mu ulżyło. – A jaki w ogóle jest twój typ, hm?
    – To zależy, czy pytasz mnie o typ faceta, na którego tylko chętnie sobie popatrzę, a potem o nim zapomnę, czy o typ faceta, dla którego jestem w stanie stracić głowę? – zapytała odważnie i uśmiechnęła się lekko, starając się za wszelką cenę skupić na rozmowie z Tomasem, a nie na bólu i własnych obawach, które wciąż przebijały się przez jej myśli, zalewając falą niepokoju i wspomnień, które pragnęła wyrzucić z głowy. – Bo to dla mnie dwie zupełnie oddzielne sprawy.
    Tomas uśmiechnął się lekko i zerknął we wsteczne lusterko akurat w momencie gdy i Corrie w nie spojrzała. Oparł się łokciem o drzwi i przesunął palcem wskazującym po dolnej wardze. Kierownicę trzymał swobodnie między kciukiem, a palcem wskazującym drugiej dłoni, korygując jedynie delikatnie co jakiś czas tor jazdy. Sprawiał wrażenie jakby przez całe życie nie robił nic innego i był wprost stworzony do prowadzenia samochodu.
    – Czyli nie dopuszczasz istnienia modelu dwa w jednym? – spytał po chwili. – Nie lepiej żeby facet, na którego chętnie patrzysz, był jednocześnie tym, którego nie zapomnisz, który wryje się głęboko w twoje serce i zostanie w nim na zawsze? Bo dla mnie te sprawy jednak dosyć mocno się ze sobą łączą. Jeśli ktoś nie pociąga cię fizycznie, to choćby miał serce ze złota i najszczersze chęci, to nie wystarczy by zbudować coś trwałego.
    – Ale ja nie powiedziałam, że nie dopuszczam istnienia modelu dwa w jednym, Tomas – odparła rozbawiona, uśmiechając się łagodnie, gdy znów udało jej się pochwycić jego spojrzenie w lusterku. – Sam nawiązałeś do Jasona Stathama, a to jest akurat typ faceta, którego widokiem mogę jedynie nacieszyć oczy i z pewnością obejrzałabym się za nim na ulicy, ale nic ponad to. I zapewne znalazło by się jeszcze kilku, na których chętnie sobie popatrzę, ale to nie oznacza, że każdy z nich będzie jednocześnie tym, dla którego zatrzęsie się mój świat. Przejdę obok niego, obejrzę się i pójdę dalej, za chwilę o nim zapominając, bo nie zamieniłam z nim nawet jednego słowa. Dlatego stwierdziłam, że to dwie różne sprawy – wyjaśniła, ponownie wspierając głowę o szybę i wbijając spojrzenie w mijane po drodze drzewa i budynki. – Co nie zmienia faktu, że ten, który przysłoni mi cały świat, będzie zdecydowanie modelem dwa w jednym – dodała i uśmiechnęła się blado.
    – No tak, Jason na szczęście jest zdecydowanie poza twoim zasięgiem – zaśmiał się. – I właśnie, skoro nie zamienisz z nim nawet słowa, to skąd pewność, że nie zatrząsłby twoim światem? Albo inaczej, na podstawie jakich kryteriów oddzielasz facetów, którzy są tylko do patrzenia od tych przeznaczonych do wyższych celów? Bo chyba dalej czegoś nie łapię – jęknął z rezygnacją, włączając kierunkowskaz i skręcając w ulicę prowadzącą bezpośrednio do szpitala. – I najważniejsze – dodał, pochwytując jej spojrzenie w lusterku i uśmiechając się łobuzersko – do którego worka wrzuciłaś mnie?
    Corrie pierwszy raz odkąd wsiadła do samochodu parsknęła prawdziwie szczerym i wesołym śmiechem, kciukiem ścierając resztki łez z zewnętrznego kącika oka.
    – A skąd wniosek, że Jason jest zdecydowanie poza moim zasięgiem, co? – zapytała, unosząc brew i tłumiąc kolejny wybuch śmiechu, pochwyciła jego spojrzenie we wstecznym lusterku. – Poza tym nie słyszałeś o bardzo mądrej teorii wymyślonej zapewne, przez jakiegoś nieszczęsnego przedstawiciela męskiej populacji, że kobiety nie są do rozumienia tylko do kochania? – zagadnęła, a gdy Tomas się roześmiał, pokręciła głową z rozbawieniem i założyła za ucho pasmo ciemnych włosów. – A zasada jest bardzo prosta. Nie łapię się za facetów, którzy są zajęci i nie rzucam się jak zdesperowana nimfomanka na każdego napotkanego na ulicy, na którym mogę zawiesić oko, w estetycznym tego słowa znaczeniu. Poza tym nie każdy potrafi spojrzeć na mnie tak, że zapominam jak się nazywam, w tym właśnie tkwi różnica. I czułam, że ta rozmowa od początku zmierza właśnie do tego – powiedziała ze śmiechem, wspierając łokieć o oparcie fotela i wsuwając dłoń we włosy, spojrzała Tomasowi w oczy we wstecznym lusterku. – Strasznie dużo chcesz wiedzieć, Tomas.
    – A tobie mówił już ktoś, że w cholernie uroczy sposób unikasz udzielenia konkretnej odpowiedzi na konkretne pytanie? – zagadnął rozbawiony. – Dalej nie wiem ani jaki jest twój typ, ani do której szufladki mnie wrzuciłaś – jęknął, udając obrażonego, choć tak naprawdę cieszył się, że udało mu się odwrócić jej uwagę od kontuzjowanego kolana. – Nie jestem zajęty – stwierdził po chwili, a na potwierdzenie swoich słów uniósł dłoń i poruszył palcem serdecznym, na którym nie lśnił żaden krążek. – Zdążyłem też zauważyć, że nie rzucasz się na facetów więc wcale nie uważam cię za zdesperowaną nimfomankę – dodał, a kąciki ust drgnęły w lekkim uśmiechu. Skręcił na podjazd przed szpitalem, zatrzymał samochód, odpiął swój pas i odwrócił się twarzą do Corrie. – Jason nie jest dla mnie żadnym zagrożeniem – stwierdził pewnie, zaglądając jej głęboko w oczy i ogarnęło go przeczucie, że Corrie właśnie w tym momencie zapomniała jak się nazywa. Wyszczerzył się na tę myśl jak dziecko, które pod choinką znalazło wymarzony prezent i ani na moment nie odrywając wzroku od jej oczu, zgarnął z siedzenia swój telefon, a potem przez kilka wlokących się w nieskończoność sekund, wwiercał się w nią uparcie błyszczącym spojrzeniem, aż w końcu dodał: – A wy same kręcicie na siebie bat powtarzając te brednie o kochaniu, bo jak przychodzi co do czego, to macie pretensje do nas, że was nie rozumiemy i nagle przestaje wam wystarczać fakt, że niezależnie od wszystkiego po prostu was kochamy. Ale kto by zrozumiał kobiety – zakończył, uśmiechając się szelmowsko i machnąwszy ręką lekceważąco, wysiadł z auta. Otworzył drzwi po stronie Corrie i wcisnął się do środka. – Chyba nie dasz rady sama, co? – spytał i nie czekając na odpowiedź, otoczył ją silnymi ramionami i najdelikatniej jak potrafił, wyciągnął ją z samochodu, ostrożnie stawiając na chodniku.
    – Dziękuję – szepnęła, wspierając się dłonią o bagażnik, a kiedy Tomas zatrzasnął drzwi, oparła się o nie plecami i przez kilka długich sekund wpatrywała się w niego z rozbawieniem. – Musiałeś trafiać na cholernie głupie baby, skoro wysnułeś podobne wnioski, ale wiesz, co? – zagadnęła i przekrzywiła lekko głowę, uśmiechając się delikatnie. – Nie wszystkie kobiety to niezrównoważone i zachwiane emocjonalnie wariatki, które nie wiedzą czego chcą i o co im chodzi, tak samo jak nie każdy facet to szowinistyczna świnia, chcąca zaciągnąć laskę do łóżka. A ja nie lubię, kiedy ktoś mówi o mnie w liczbie mnogiej, bo ja nie jestem „wszyscy” – powiedziała, uśmiechając się smutno. – I nawet, jeśli miałam ci odpowiedzieć na twoje pytania, to w tej chwili nic ci już nie powiem – dodała ze śmiechem i zupełnie spontanicznie pokazała mu język, jak mała przekorna dziewczynka drocząca się z rodzicem. Pokręciła głową z rezygnacją i delikatnie odepchnęła się od auta, ale kiedy odruchowo zrobiła krok do przodu, natychmiast się skrzywiła i zacisnęła powieki, gdy jej ciało przeszyła kolejna fala bólu, oddech ugrzązł jej w gardle, a w oczach znów stanęły łzy.
    Tomas natychmiast objął ją ramieniem, a gdy odruchowo wsparła się na nim, przylegając do jego torsu całym swoim drobnym ciałem, wolną dłonią odgarnął jej włosy za uszy.
    – Corrie – zaczął łagodnie, ale stanowczo, usiłując ściągnąć na siebie jej spojrzenie, a gdy mu się to nie udało ujął jej podbródek i uniósł go delikatnie zaglądając w jej zaszklone oczy, ale niemal natychmiast odwróciła wzrok. – Oddychaj głęboko – poprosił, czując, że to paniczny strach bardziej niż ból odbiera jej oddech. – Przez całą drogę ściskałaś mocno jakiś swój tajemniczy talizman, więc na pewno zaraz się przekonasz, że nie dzieje się nic złego – dodał, a kiedy w końcu na niego spojrzała, uśmiechnął się lekko, trącił ją palcem wskazującym w czubek nosa i wziął ją na ręce dokładnie tak samo, jak zrobił to w szkole. – Dobrze wiem, że nie jesteś "wszyscy" – zaczął po chwili, niosąc ją w stronę głównego wejścia. – Przekonuję się o tym przy każdym naszym spotkaniu, więc nie bierz tego uogólnienia do siebie – powiedział zupełnie poważnie, spoglądając jej w oczy tak, jakby chciał zajrzeć w głąb jej duszy. – Chociaż jestem pewien, że jakieś dziewięćdziesiąt procent męskiej populacji myśli dokładnie tak samo i nie powiedziałem nic odkrywczego, a już na pewno nic, co by wynikało z moich osobistych doświadczeń z kobietami – dodał z rozbawieniem, starając się znowu skierować jej myśli na inny tor. Gdy westchnęła cicho, rozluźniając się nieco i swobodnie oparła głowę o jego ramię, przygarnął ją mocniej do siebie i zupełnie spontanicznie pocałował w czoło, ledwie muskając jej skórę chłodnymi wargami.
    Corrie przymknęła na moment powieki i zmarszczyła czoło, gdy coś niespodziewanie ścisnęło ją za serce, a zaraz potem poczuła delikatne łaskotanie przypominające ruch miliona skrzydeł. Jakby ktoś nagle zamknął w jej sercu mnóstwo maleńkich motyli, niespokojnie trzepoczących wielobarwnymi ramionami i za wszelką cenę usiłujących wydostać się na wolność, by nie marnować więcej czasu, z i tak krótkiego istnienia, i cieszyć się otaczającym ich światem.
    Uśmiechnęła się lekko i przebiegła wzrokiem po przystojnym profilu Tomasa, zastanawiając się czy on w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, co robił z jej życiem. Wkroczył do niego szturmem, wywracając wszystko do góry nogami i wcale nie pytając jej o zgodę na nowo układał cegiełki wedle własnego uznania, a ona nawet się przed tym nie broniła. Do tej pory nie znosiła gdy ktoś ingerował w jej życie do tego stopnia, ale jeśli miała być szczera sama ze sobą, to podobał jej się sposób w jaki Tomas to robił, nawet jeśli sama niewiele miała w tej kwestii do powiedzenia. Miała pełną świadomość tego, że jakakolwiek walka z góry skazana jest na niepowodzenie, bo przegrałaby z kretesem z własnym ciałem, myślami i co najważniejsze sercem, w którym Tomas znalazł sobie miejsce, choć być może wcale o tym nie wiedział.
    Zagryzła delikatnie dolną wargę i nie odrywając spojrzenia od jego twarzy, poruszyła się i musnęła ustami jego policzek w miejscu, gdzie zazwyczaj pojawiał się ten uroczy dołeczek, za każdym razem doprowadzający ją do obłędu.
    – Dziękuję – szepnęła, z pełną premedytacją przesuwając nosem po jego skórze, a potem odsunęła się nieznacznie i pochwyciła jego gorące spojrzenie. – Za pomoc, za to, że się o mnie zatroszczyłeś, za to, że ze mną tu jesteś i za to, że w rewelacyjny sposób, uparcie starasz się odsunąć moje myśli od najczarniejszych scenariuszy kłębiących się w mojej głowie – dodała cicho, siąkając nosem, po czym obdarzyła go jednym ze swoich najpiękniejszych, a jednocześnie najsmutniejszych uśmiechów. – Dziękuję.
    Tomas wsunął nos w jej włosy i wciągnął w nozdrza ich zapach. Pocałowała go tak delikatnie, że miał wrażenie, jakby piórko musnęło jego skórę, a kiedy przesunęła nosem po jego policzku, przymknął oczy, czując się tak, jakby jego ciało przeszył piorun, docierając wprost do jego serca i rozgrzewając go od środka.
    – Powiedziałbym, że cała przyjemność po mojej stronie, ale chyba nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli zachowam to na czas, gdy nastaną bardziej sprzyjające okoliczności, co? – zagadnął, a gdy skinęła głową na zgodę, przygryzając dolną wargę, uśmiechnął się lekko, a jego wzrok mimowolnie powędrował na jej usta. Nie miał pojęcia jak to robiła, ale bez trudu wydobywała z niego tę stronę jego natury, którą do tej pory skrzętnie ukrywał nie tylko przed światem, ale i przed samym sobą, sprawiając, że skorupa, którą otoczył się ponad pięć lat temu powoli zaczynała pękać. Odchrząknął lekko i nie mówiąc już nic więcej, wszedł do szpitala. Niemal od razu, jak spod ziemi, wyrósł przed nimi lekarz w szpitalnym niebieskim kitlu.
    – Corrie, co się dzieje? – zwrócił się bezpośrednio do niej, jednocześnie kiwając głową w stronę jednej z sióstr by przywiozła wózek. – Coś z nogą? – spytał, a gdy kiwnęła głową, przeniósł spojrzenie na Tomasa, który właśnie ostrożnie posadził ją na wózku.

    _____________________________________________________________* * *

    Od godziny przewracała się z boku na bok, nie mogąc zmrużyć oka. Nie wiedziała czy to z powodu wspomnień, które w jednej chwili zalały ją falą niczym tsunami, czy wciąż pulsujący ból promieniujący z kolana, ale bez względu na powód wiedziała, że sen już nie nadejdzie. Udało jej się przespać pięć godzin, po tym jak z Tomasem wrócili ze szpitala, a na więcej nie mogła w tej chwili liczyć. Zbyt wiele myśli galopowało jej w głowie i zbyt wiele emocji kłębiło jej się w sercu, nie mówiąc o wciąż buzującej w żyłach adrenalinie i strachu, jaki poczuła, siedząc bezradnie na podłodze w sali baletowej.
    Kiedy jechała z Tomasem do szpitala, modliła się w duchu, by nie sprawdziły się najgorsze scenariusze, jakie pędziły w jej głowie z prędkością światła. Na szczęście jej ortopeda miał tego dnia dyżur, więc bez problemu przyjął ją, zbadał, zlecił prześwietlenie i ku jej uldze wykluczył najgorsze. Ból, jaki poczuła podczas tańca był spowodowany po prostu przeciążeniem kolana, a teraz odczuwała upadek i dość mocne uderzenie o parkiet. Nie chciała nawet myśleć, co by się z nią stało, gdyby okazało się, że kontuzja jednak powróciła. Zdawała sobie sprawę, że to byłby koniec wszystkiego. Pękłoby jej serce, gdyby musiała porzucić na zawsze taniec, bo to tak jakby ktoś bezpowrotnie odebrał część jej samej. Wiedziała, że musi na siebie bardziej uważać, ale nie było to wcale takie proste, kiedy każdym nerwem czujesz płynącą muzykę, kiedy melodia niesie cię niczym wiatr samotny liść. Kontrolowanie tego jest wręcz niemożliwe.
    Usiadła na łóżku i przeczesała długie włosy palcami, a potem ostrożnie opuściła stopy na drewnianą podłogę i powoli podniosła się z materaca, kierując swoje kroki prosto do kuchni. Otworzyła lodówkę i wyjęła z niej butelkę wody mineralnej, po czym sięgnęła po leżące w szufladzie pudełko tabletek przeciwbólowych i łyknęła jedną według zaleceń lekarza. Oparła się biodrami o kuchenne szafki, tępo wpatrując się w niebo za oknem, które zdawało się właśnie budzić do życia. Odruchowo zerknęła na zegarek, a kiedy zorientowała się, że jest jeszcze przed piątą rano, ponownie spojrzała w okno. Przygryzła policzek od środka, czując przemożną potrzebę wyjścia z mieszkania i odetchnięcia rześkim, porannym powietrzem. Zgarnęła z oparcia kanapy szarą bluzę z kapturem i założyła ją przez głowę, a potem chwyciła leżące na szafce przy wyjściu słuchawki, klucze do mieszkania i wyszła na korytarz na tyle cicho by nie obudzić sąsiadów. Zamknęła drzwi i powoli wgramoliła się schodami piętro wyżej, a potem pokonała kolejne stopnie, po chwili stając na dachu, który ciotka jakiś czas temu wygospodarowała na wspólny taras. Uśmiechnęła się do siebie, głęboko zaciągając się świeżym powietrzem i powoli podeszła do metalowej barierki, przez kilka chwil obserwując mieniące się niemal wszystkimi kolorami tęczy niebo i miasto wciąż jeszcze pogrążone w ciszy. Założyła kosmyk włosów za ucho i wycofała się ostrożnie w głąb tarasu, po drodze sięgając po pluszowy koc leżący na parapecie pod daszkiem. Rzuciła go na jeden z leżaków i usiadła wygodnie, powoli wyciągając przed siebie nogi. Okryła się ciepłym materiałem, podłączyła słuchawki do swojego telefonu, a potem wsunęła je w uszy i przymknęła powieki, odchylając się lekko na oparcie.
    Lubiła tu przychodzić, zwłaszcza wcześnie rano, bo mogła się rozkoszować nie tylko ciszą, ale przede wszystkim podziwiać wschód słońca, który każdego dnia wydawał się być inny, wręcz wyjątkowy i jeszcze piękniejszy niż był wczoraj. To był jeden z tych cudów świata, którego ludzie nie dostrzegali, szukając niesamowitych widoków w najbardziej odległych zakamarach świata, a wystarczyło wejść na dach nad ranem podziwiając wschód słońca, albo usiąść na plaży o zmierzchu i zachwycać się pięknem słońca tonącego w tafli niezmąconej niczym wody. Corrie nie rozumiała jak ludzie mogą nie dostrzegać i nie doceniać tego, co mają niemal na wyciągnięcie ręki, goniąc za czymś, co tylko pozornie daje im szczęście, a co przemija tak samo jak coroczny śnieg. Nie potrafiła pojąć, dlaczego ludzie definiują swoje życie za pomocą tylko tego, co materialne, odrzucając całkowicie to, co najistotniejsze i zaniedbując najpiękniejszy dar, jaki mogliśmy otrzymać od losu – życie. Sama doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo bywa kruche i na jak niewiele zdają się pieniądze, gdy marzenia okrutnie z rąk wyrywa nam bezlitosny los. Nie ma takich skarbów na tym globie, które są w stanie nam to zwrócić, a nam przychodzi pogodzić się ze swoim losem i chwytać w garści to co jeszcze możemy chwycić.
    Odetchnęła głęboko czując jak do oczu znów napływając jej łzy, a kiedy jedna samotna łza mimo wszystko popłynęła jej po policzku, otarła ją szybko wierzchem dłoni i z trudem przełknęła ogromną gulę, która stanęła jej w gardle, utrudniając oddychanie. Wyczuwając na sobie czyjś intensywny wzrok, leniwie uniosła powieki i w wejściu na taras dostrzegła, opierającego się o futrynę Tomasa, ubranego w dresowe spodnie i czarną bluzę z kapturem. Uśmiechnęła się do niego blado i ukrywając twarz za kurtyną ciemnych włosów, pochyliła się do przodu i pospiesznie wyjęła z uszu słuchawki.
    – Co tu robisz, Corrie? – zapytał, cichym i seksownie schrypniętym głosem, a kiedy uniosła wzrok i przyjrzała mu się uważnie, zorientowała się, że całkiem niedawno sam zapewne smacznie spał w swoim łóżku.
    – Siedzę – odparła i mrużąc oczy, spojrzała w wymalowane wszystkimi kolorami niebo.
    – O czwartej rano? – zagadnął, podchodząc do niej leniwie, z dłońmi wsuniętymi niedbale w kieszenie dresowych spodni. Corrie wzruszyła nonszalancko ramionami i przygryzła nerwowo policzek od wewnątrz, z pełną premedytacją unikając patrzenia na niego.
    – Nie mogę spać – stwierdziła, marszcząc brwi.
    – Wciąż boli? – zapytał, przysiadając na skraju stojącego obok leżaka. Pochylił się do przodu i wsparł przedramiona o kolana, wpatrując się w profil jej ślicznej twarzy, na której wciąż można było dostrzec ślady łez.
    – Odrobinę, ale przejdzie – powiedziała takim tonem, jakby usiłowała przekonać samą siebie do swoich słów, ale nie zaszczyciła Tomasa ani jednym spojrzeniem. Wpatrywał się w nią, więc bez słowa przez kilka ciągnących się w nieskończoność chwil, a potem całkowicie odruchowo wyciągnął dłoń i delikatnie założył jej pasmo włosów za ucho. Uśmiechnęła się lekko i w końcu spojrzała mu w oczy zaszklonym wzrokiem, czując jak jej serce wykonuje salto. Wszystko w tym facecie doprowadzało ją do obłędu, a to jak wyglądał w tej chwili – cudownie zaspany, z błyszczącymi oczami i delikatnie zmierzwionymi włosami – wcale nie pomagało jej zachować kontroli nad swoim ciałem, umysłem i ognistym temperamentem, który odziedziczyła po ojcu. Była w pełni świadoma tego, że nadejdzie dzień, kiedy porzuci wszystkie hamulce i odda mu nie tylko swoje ciało, ale również duszę i serce zwłaszcza, że od dawna przegrywała już walkę ze swoją samokontrolą, gdy tak skutecznie korzystał ze swojego uroku i uwodził ją na każdym kroku.
    Westchnęła ciężko i opuściła wzrok, ukrywając go za wachlarzem gęstych i wciąż wilgotnych rzęs. Siorpnęła cicho nosem i odruchowo przesunęła po czubku wierzchem dłoni, starając się powstrzymać kolejną falę łez i zatrzymać obrazy z feralnego wypadku, które kiedy tylko przymykała powieki, pojawiały jej się przed oczami jak zwiastun jakiegoś beznadziejnego filmu. Zrobiła głęboki wdech i drgnęła lekko, gdy nieoczekiwanie Tomas kciukiem delikatnie zebrał kolejną słoną kroplę, która zebrała jej się w zewnętrznym kąciku oka.
    – Co się dzieje, Corrie? – spytał zatroskanym głosem, przekrzywiając lekko głowę i przyglądając jej się uważnie, gdy wyglądała tak jakby przez chwilę walczyła z sobą samą.
    – To wszystko wróciło, Tomas – wyznała łamiącym się głosem i zamrugała energicznie powiekami, przełykając ogromną gulę, jaka stanęła jej w gardle. – Kiedy dziś upadłam …. Ja nadal się boję, że mogę już nigdy więcej nie zatańczyć – powiedziała cicho i w końcu zdobywając się na odwagę, spojrzała mu w oczy. – Możesz uznać mnie za wariatkę, ale to byłby dla mnie dramat, z którego bym się nie podniosła – dodała drżącym z emocji głosem, nadal wpatrując się w niego przerażonym wzrokiem.
    – Widziałem jak tańczysz, Corrie. Dlatego rozumiem, co usiłujesz mi powiedzieć – odparł schrypniętym głosem, ani na moment nie odrywając od niej błyszczącego spojrzenia. Pokiwała głową, nerwowo skubiąc pluszowy koc, którym była okryta i oboje siedzieli tak w całkowitym milczeniu przez kilka długich chwil, jednak cisza, jaka między nimi zapadła dla obojga nie była ani niezręczna, ani krępująca, a wręcz przeciwnie. Corrie czuła jak powoli się uspokaja i wycisza, choć Tomas w tej chwili ofiarował jej jedynie swoją obecność. Nie musiał nic robić, ani mówić, po prostu był i to w zupełności wystarczało, by odpędzić jej lęki i przykre wspomnienia, a ból w sercu odrobinę zelżał.
    – Kiedy to się stało? – zapytał łagodnie Tomas, nagle wyrywając ją z odrętwienia. Przełknęła ślinę i unikając patrzenia na niego, potarła palcami czoło, uparcie wciąż milcząc. – Przepraszam, nie powinienem…
    – Pół roku temu – odezwała się cicho i odchrząknęła, niepewnie spoglądając mu w oczy. – Następnego dnia rano miałam razem z partnerem wylecieć do Francji na przesłuchania do jednego z paryskich zespołów baletowych występujących w tamtejszych operach. Trenowaliśmy ostro przez kilka tygodni, by pojechać i dać z siebie wszystko. To była dla nas wielka szansa na to by wybić się w świecie tanecznym i spełnić marzenia, choć dla mnie to była dopiero połowa drogi – powiedziała nostalgicznym tonem i siorpiąc cicho nosem, spojrzała w niebo starając się za wszelką cenę odgonić łzy uparcie napływające jej do oczu. Odetchnęła głęboko i przygryzła policzek od wewnątrz, ale nie spojrzała na Tomasa, choć wyraźnie wyczuwała na sobie jego intensywny wzrok. – Dzień wcześniej chciałam dopiąć jeszcze jakieś formalności związane z wyjazdem, więc wsiadłam do auta i pojechałam. Wystarczył deszcz i jakiś pijany kierowca, by wszystkie moje marzenia i sens życia rozsypały się w pył. W ciągu kilku sekund lata mojej pracy, wyrzeczeń i sukcesów stały się jedynie wspomnieniami i pucharami stojącymi na półce w moim mieszkaniu, a marzenia do końca życia pozostaną jedynie marzeniami – dokończyła łamiącym się głosem i boleśnie zagryzła dolną wargę, a kiedy Tomas całkowicie odruchowo sięgnął po jej dłoń i powoli jeden po drugim splótł z nią palce, zmarszczyła brwi i zajrzała w jego ciemne tęczówki, zaszklonym wzrokiem. Nie chciała wyrazów współczucia, ani banalnych słów pocieszenia, bo nasłuchała się ich wystarczająco w szpitalu, a potem przez tygodnie kiedy znajomi nadsyłali sms’y i dzwonili. Tomas zdawał się o tym doskonale wiedzieć, bo nie powiedział nic, czego nie chciała w tej chwili słuchać.
    Pogładził kciukiem wierzch jej dłoni i uśmiechnął się łagodnie.
    – To dlatego uczysz teraz dzieciaki? – zapytał swobodnie, a Corrie mimo przykrych wspomnień i złego samopoczucia uśmiechnęła się ciepło i skinęła twierdząco głową.
    – Musiałam znaleźć sobie inny cel w życiu, a ciocia Jackie zaproponowała mi pełen etat w swojej szkole. Wcześniej uczyłam tam baletu tylko godzinę dziennie i czasem w zastępstwie, a teraz to jest sens mojego istnienia – przyznała, wzruszając ramionami i odruchowo zagryzła dolną wargę. – Mogę przekazać dzieciakom to, czego sama przez lata się nauczyłam, czerpać satysfakcję z odniesionych przez nie sukcesów, cieszyć się z ich radości, pomagać w radzeniu sobie z porażkami. Lubię ofiarowywać ludziom bezinteresownie coś od siebie i wygląda na to, że znalazłam w sobie inne powołanie – zaśmiała się smutno i westchnęła. – Budowanie sobie świata od nowa nie jest proste, ale cieszę się z tego, że mogę czasem zatańczyć w pustej sali nawet, jeśli to nie jest wielka scena Broadway’u, o której marzyłam odkąd tylko zaczęłam chodzić, bo mogłam nie mieć nawet tego – dodała z bólem i natychmiast umknęła wzrokiem, kryjąc się za kaskadą długich włosów.
    – A ja się cieszę, że mam szansę pobawić się w podglądacza i bezkarnie pogapić się na ciebie – odparł z rozbawieniem, starając się rozładować napięcie i przygnębiającą atmosferę. Corrie parsknęła cichym śmiechem i spojrzała mu w oczy.
    – Mówiłeś, że podziwiać – droczyła się, unosząc wymownie brew. Tomas wzruszył beztrosko ramionami i opuścił na moment wzrok sprawiając wrażenie zawstydzonego, a po chwili uśmiechnął się jednym kącikiem ust tak, że jego prawy policzek znów przyozdobił uroczy dołeczek, od którego nie była w stanie oderwać wzroku.
    – A jest jakaś różnica? – odparł, schrypniętym półgłosem, celowo przygryzając dolną wargę i mierząc jej drobną sylwetkę typowo samczym spojrzeniem.
    – Zasadnicza – mruknęła Corrie, parodiując jego ton sprzed kilku tygodni, kiedy odbywali dokładnie taką samą rozmowę, z tą tylko różnicą, że tym razem rolę się odwróciły. Tomas mrugnął do niej z rozbawieniem i uśmiechnął się jeszcze szerzej, kiedy w odpowiedzi Corrine parsknęła prawdziwie wesołym śmiechem. – Dziękuję – powiedziała po chwili, ściągając na siebie jego przenikliwe spojrzenie. – Za to, że mnie wysłuchałeś. Od wypadku unikam tego tematu, a chyba potrzebowałam się wygadać.
    – Zawsze do usług, Corrie – uśmiechnął się szeroko, świdrując ją błyszczącym spojrzeniem, od którego w jednej chwili zrobiło jej się gorąco. Umknęła spojrzeniem, a kiedy zadrżała tym razem od chłodnego powietrza, naciągnęła rękawy bluzy na dłonie i zakopała się głębiej pod kocem. – Może jednak pójdziesz do domu. Jest chłodno, a ty za chwilę się przeziębisz – zauważył, przyglądając jej się z troską, gdy energicznie pokręciła głową, wpatrując się w niebo powoli budzące się do życia.
    – Chcę zaczekać na wschód słońca – odparła, a Tomas uśmiechnął się lekko na te słowa i pokręcił głową z niedowierzaniem. Po chwili podniósł się ze swojego leżaka i nim zdążyła zareagować podszedł do niej i sprawnie przerzucił nogę na drugą stronę jej leżaka tuż za jej plecami. Zaskoczona spojrzała na niego przez ramię, delikatnie marszcząc czoło.
    – Co robisz? – zapytała, kiedy wygodnie usadowił się za nią, ciasno przylegając udami do jej ud, a jego bliskość i ciepło płynące od jego wysportowanego ciała, wywołało u niej gęsią skórkę.
    – Nie tylko tobie jest już zimno, więc możemy się wzajemnie ogrzać – mruknął, wpatrując się w nią błyszczącymi niebezpiecznie tęczówkami i uśmiechnął się łobuzersko.
    – Zawsze musisz to robić? – zapytała z wyrzutem, odważnie zerkając na niego przez ramię, gdy nieznośnie powoli wsunął dłonie pod koc, obejmując ją w talii.
    – Niby, co? – odpowiedział pytaniem, uśmiechając się niewinnie i jeszcze ciaśniej przylegając do jej pleców umięśnionym torsem.
    – Uwodzić mnie – odparła, wytrzymując jego gorące spojrzenie i za wszelką cenę starając się nie gapić na ten seksowny dołeczek w jego policzku, tym bardziej teraz, kiedy jego uśmiech jeszcze się poszerzył.
    – A przynajmniej skutecznie? – spytał seksownie schrypniętym półgłosem, mimowolnie zsuwając spojrzenie z jej brązowych oczu na zapraszająco rozchylone wargi, znajdujące się w tej chwili zdecydowanie zbyt blisko jego własnych.
    Corrie zmrużyła oczy i zdecydowanie chwyciła go za nadgarstki, wyciągając je spod koca i tłumiąc jęk zawodu, gdy wraz z jego dłońmi zniknęło przyjemne ciepło. Wiedziała jednak, że jeśli pozwoliłaby na to by jego szatańskie dłonie tam zostały, jej samodyscyplina i zdrowy rozsądek wyparowałyby z prędkością światła, bo zbyt mocno ją pociągał i coraz trudniej było jej panować nad swoim ciałem.
    – Nie pakuj rąk pod koc – powiedziała, starając się by brzmiało to, choć odrobinę stanowczo.
    Tomas roześmiał się wesoło i odchylił na oparcie, wpatrując w Corrie z rozbawieniem.
    – Czyli jednak skutecznie – odparł zadowolony bardziej do siebie niż do niej i mrugnął do niej rozbrajająco, gdy wywróciła oczami i pokręciła głową z dezaprobatą. – Możesz się o mnie oprzeć, Corrie. Będę grzeczny – zapewnił siląc się na poważny ton, ale nie mógł się nie uśmiechnąć widząc jej pełne powątpienia spojrzenie jakie rzuciła mu przez ramię. Bez zastanowienia chwycił ją za biodra silnymi dłońmi i zdecydowanym ruchem przysunął do siebie bliżej, a potem otoczył jej drobne ciało ramionami i przytulił do swojego torsu.
    – Oberwiesz Tomas.
    – Zaryzykuję – szepnął wprost do jej ucha, umyślnie muskając jego brzeg wargami i wywołując w ten sposób dreszcze na całym jej ciele. – Poza tym naprawdę jest mi zimno – poskarżył się, a kiedy parsknęła śmiechem w odpowiedzi, sam również się uśmiechnął i szczelniej okrył ich kocem, a potem chwycił kaptur jej bluzy i bez słowa wsunął jej na głowę. – Nigdy tego nie robiłem – stwierdził po krótkiej chwili milczenia, gdy Corrie w końcu odrobinę się rozluźniła.
    – Czego? Nie obmacywałeś dziewczyny na leżaku? – zapytała z rozbawieniem. Tomas zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową w jednej chwili poważniejąc.
    – Nie oglądałem wschodu słońca – przyznał szczerze, takim głosem, że Corrie natychmiast odwróciła głowę i spojrzała mu prosto w oczy, po raz kolejny dostrzegając w nich cień smutku, który zdawał się nosił głęboko w sobie, a do którego z całą pewnością nie chciał się przyznać. Odwrócił szybko wzrok, usiłując uciec od jej badawczego spojrzenia, którym potrafiła go rozbroić w oka mgnieniu.
    – Teraz będziesz miał okazję nadrobić zaległości – powiedziała cicho, uśmiechając się do niego łagodnie, gdy znów udało jej się wyłowić jego spojrzenie. Przez kilka nieznośnie długich chwil wpatrywali się tak w siebie jak zahipnotyzowani, aż w końcu to Corrie pierwsza odwróciła głowę i odruchowo zagryzła dolną wargę. – Nie patrz na mnie, tylko na niebo, bo za chwilę przegapisz najpiękniejsze.
    – Nie sądzę – mruknął wprost do jej ucha, tym seksownie ochrypłym głosem, który wdzierał się w najgłębsze zakamarki jej ciała, poruszając dawno uśpione struny i budząc je do życia w tak dobitny sposób, że zastanawiała się jak to w ogóle możliwe. Zagryzła dolną wargę i przymknęła powieki, kiedy wyraźnie poczuła jak Tomas wsuwa nos w jej włosy i jedynie oddechem pieści skórę na jej szyi. Nie robił kompletnie nic więcej, a Corrie czuła się tak jakby za moment cale jej ciało miało stanąć w płomieniach i jeśli do tej pory starała się tłumić w sobie pożądanie, ono wracało ze zdwojoną siłą i brutalnie uświadamiało jej, że to co się między nimi działo, prędzej czy później wybuchnie niszcząc wszystko dookoła…


    _________________________
    *HOSPITAL ANGELES MÉXICO

Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:04:01 15-11-16    Temat postu:

Dziękuję za tak rewelacyjny efekt Waszych kombinacji odcinek genialny, zresztą prawie jak każdy
Z zapartym tchem czytałam każdą linijkę, a trochę tego się nazbierało. Mimo to, na końcu jak zwykle miałam niedosyt i chcę więcej
Całe szczęście, że ten upadek Corrie nie zakończył się gorzej. I miała dziewczyna ogromne szczęście, że Tomas tam był i mógł jej pomóc. W ogóle ta ich relacja jest przecudna, coraz bardziej mi się podobają i czekam niecierpliwie na więcej. Tomas jest w ogóle przeuroczy i przecudny i nie mówię tuo jego wyglądzie (to akurat jest oczywiste i nie podlega żadnej dyskusji). Po prostu chodzący ideał faceta. I jak Corrie się w końcu nie ugnie, to będzie żałować ale myślę, że to już niedługo nastąpi. Poszła krok do przodu i zaakceptowała to, że coś do niego czuje, więc myślę, że przy dalszym tak skutecznym uwodzeniu przez Tomasa prędzej czy później polegnie i mu ulegnie tylko oby on wtedy tego nie spieprzyl. Ale tak, wiem, muszę pewnie sporo poczekać zanim to nastąpi niemniej jednak czekam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:16:53 15-11-16    Temat postu:

Prawie? Hmm... prawie podobno robi dużą różnicę A tak poważnie, to bardzo nas cieszy, że nie masz dość, ciągle masz niedosyt, a najważniejsze, że udało nam się stworzyć fajną relację między dwójką naszych dzieciaków
A co do polegania i ulegania to przemilczę tę kwestię dla dobra sprawy
Dziękujemy, że wciąż z nami jesteś :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:05:45 16-11-16    Temat postu:

Podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisała Aga Żeby nie było, że nie zaglądam i się nie ustosunkowuję do komentarzy
A Corrie to jest silna bestia, skoro do tej pory się nie ugięła, więc kto wie, kiedy to w ogóle nastąpi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:24:23 16-11-16    Temat postu:

Aguś, celowo napisałam 'prawie' chciałam sprawdzić, czy wnikliwie czytacie moje komentarze a tak na serio, to każdy odcinek jest cudowny i genialny, przecież wiecie
A co do Twojego komentarza Madziu, to same napisałyście w ostatnim odcinku, że "to co się między nimi działo, prędzej czy później wybuchnie". Ja się tylko do tego odniosłam mówiąc, że w końcu mu ulegnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:20:33 16-11-16    Temat postu:

Bardzo wnikliwie, Moniś I zawsze bardzo sobie cenimy i bierzemy do serca wszystkie uwagi
Haha... łapiesz nas za słówka - nieładnie Ale słowo klucz w tym przypadku brzmi KIEDY wybuchnie i z jakim skutkiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:32:58 16-11-16    Temat postu:

Wcale nie łapię Was za słówka, tylko czytam ze zrozumieniem i do tego się odnoszę i tak, mam świadomość tego, że sporo czasu upłynie zanim to nastąpi i jeszcze na pewno zaraz się ich relacje popsują. Tak przecież jest wszędzie ale i tak liczę w ostateczności na happy end
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:41:41 16-11-16    Temat postu:

To się chwali, proszę pani Ale to, że Corrie myśli, że to wybuchnie, to jeszcze nie znaczy, że faktycznie wybuchnie, bo jak sama zauważyłaś, wszytko zaraz może się popsuć, tym bardziej, że do endu - jakiegokolwiek - jeszcze mamy całkiem sporo czasu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18, 19, 20  Następny
Strona 17 z 20

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin