Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Potęga prawdziwej miłości - odcinek 8 (30.07)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:04:51 27-04-15    Temat postu:

Dziękuję Postaram się jeszcze dzisiaj wstawić nowy odcinek Skończyłam już szkołę więc będę miała więcej czasu na moje opowiadania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:55:19 28-04-15    Temat postu:

W końcu udało mi się napisać kolejny odcinek. Mam nadzieję, że się spodoba Postaram się teraz częściej wstawiać odcinki na tyle na ile to będzie możliwe.


"....Siła ukryta jest w tym, ile razy się podniesiesz, a nie w tym, ile razy się złamiesz..."

Następnego dnia obudziłam się z samego rana. Dziś miałam pojechać do Pablo aby porozmawiać na temat organizacji jego ślubu z Veronicą a następnie miałam mieć kilka innych spotkań z bardzo ważnymi klientami. Poprzedniego dnia do późna siedziałam z Alejandro i rozmawiałam na temat sytuacji z Pablo. Alejandro zaproponował, że to on się zajmie tą organizacją ślubu, ale odmówiłam, ponieważ nie miałam zamiaru chować głowy w piasek. Już nie byłam tą samą naiwną dziewczyną sprzed kilku miesięcy teraz byłam kobietą biznesu w dodatku oczekującą przyjścia na świat córeczki. Założyłam na siebie koralową tunikę z dzianiny oraz rurki. Do tego ubrałam czarne czółenka na pasku i czarną kopertówkę. Włosy upięłam w elegancki kucyk i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Gotowa zeszłam do jadalni na śniadanie gdzie już czekał na mnie Alejandro jak zawsze elegancko ubrany.
- Wyglądasz jak prawdziwa bizneswoman – powiedział z uśmiechem i przysunął mi krzesło
- Dziękuję. – również się uśmiechnęłam. Śniadanie zjedliśmy rozmawiając na temat wizyty u Pablo. Kilkanaście minut później siedzieliśmy w samochodzie i w milczeniu jechaliśmy do rezydencji Barrerów. Na miejscu przywitała nas służba, która złożyła mi kondolencje z powodu śmierci ciotki i gratulacje z błogosławionego stanu. W mojej pamięci zapisali się oni jako bardzo dobrzy ludzie. Jeszcze kiedy tu przychodziłam z Pablo, zawsze traktowali mnie z szacunkiem i nigdy nie usłyszałam od nich złego słowa. Na progu rezydencji stała już Maria. Ubrana jak zawsze w czarną garsonkę z tym samym wyniosłym wyrazem twarzy co zawsze. Po chwili dołączył do niej Pablo ubrany w niebieską, luźną bawełnianą koszulkę i przetarte jeansy a do tego białe trampki. Alejandro przy nim wyglądał o wiele lepiej. Sekundę później pojawiła się Veronica ubrana w purpurową, asymetryczną sukienkę z topem na grubych ramiączkach, pokrytym z przodu czarną tkaniną z wycięciami, odciętą w tali przechodzącą w kobaltową spódnicę z trenem a na nogach miała neonowe szpilki odsłaniające palce na platformie. Włosy zaś miała ułożone w bardzo dziwną fryzurę i do tego dość mocny makijaż. Alejandro wziął mnie pod ramię i uśmiechnął się po czym ruszyliśmy w ich stronę.
- Proszę proszę. Kogo my tu mamy. Kopciucha, który udaje wielką bogaczkę w dodatku z brzuchem. Zapewne bachor, któregoś z twoich klientów – powiedziała Maria patrząc wymownie na mój już dość sporych rozmiarów brzuszek.
- I w dodatku jak ubrana. Jak worek na kartofle albo nie wiadomo na co – zawtórowała jej Veronica. „Lepiej byś popatrzyła na siebie” – powiedziałam w myślach.
- Widzę, że nic się Panie nie zmieniły. Jak zawsze wyniosłe i ironiczne. – rzuciłam w ich stronę i uśmiechnęłam się – Nie przyszłam tutaj wysłuchiwać uwag na swój temat lecz rozmawiać o przyjęciu weselnym, ale skoro Państwu na tym nie zależy to oczywiście możemy zerwać kontrakt, ale doskonale zdajecie sobie sprawę jakie koszty poniesiecie, prawda? – spojrzałam na nie i w duchu zaśmiałam się widząc ich miny.
- Może lepiej przejdźmy do salonu i tam wszystko omówimy – odezwał się Pablo i pociągnął Veronicę i swoją matkę, które już coś chciały powiedzieć. Podążyliśmy z Alejandro za nimi.
- A więc czego oczekujecie? Jakie jest wasze wyobrażenie o całym wystroju domu i ogrodu? – zapytał Alejandro a ja w tym czasie wyjęłam notes aby wszystko sobie dokładnie zapisać.
- To ma być wydarzenie roku. Wszystko musi być w kolorach białym i neonowym. Wszędzie mają być różnokolorowe kwiaty, balony, serpentyny i wszystko co się tylko da. – zaczęła wypowiadać się Veronica. Musiałam bardzo mocno skupić się na tym aby zanotować wszystko i nie wyłączyć się, ponieważ to czego chciała było śmieszne i już wyobrażałam sobie jak wszystko będzie wyglądać, ale w sumie to ich uroczystość a nie moja.
- A data uroczystości? – spojrzałam na całą trójkę. Pablo zachowywał się tak jakby był nieobecny duchem.
- Za dwa miesiące w pierwszą sobotę – odparła Veronica i pocałowała namiętnie mężczyznę.
- W takim razie widzimy się w następnym tygodniu abyście mogli państwo zobaczyć pierwszą propozycję całego wystroju i zaakceptować lub zmienić co będziecie chcieli – podniosłam się i w tym momencie zakręciło mi się w głowie, na całe szczęście Alejandro szybko złapał mnie w pasie i posadził ponownie.
- Wszystko w porządku? – zapytał z troską w głosie.
- Tak, Alejandro. – uśmiechnęłam się do niego. Po kilkunastu minutach opuściliśmy rezydencję i pojechaliśmy na kolejne spotkania z klientami pomimo iż Alejandro nalegał abym wróciła do domu i się położyła. Do samego wieczora zajęły nam spotkania.
- Jestem wykończona, ale i zadowolona. – powiedziałam, kiedy znaleźliśmy się już w ogrodzie
- Byłaś dzisiaj wspaniała. Będę z Tobą szczery. Myślałem, że kiedy pojawimy się u rodziny Barrera to udasz, że źle się czujesz i wrócimy.
- Nie mam zamiaru robić takich sztuczek. Pablo nic już dla mnie nie znaczy. Oby był szczęśliwy z tą wiedźmą Veronicą i ze swoja matką. Dla mnie najważniejsza jest moja mała księżniczka, która już wkrótce przyjdzie na świat – uśmiechnęłam się i położyłam dłonie na brzuchu.
- Na pewno będzie tak śliczna jak jej mama – powiedział Alejandro i ukląkł przy mnie – Ana, posłuchaj. Chciałbym żebyś została moją żoną. Nie rób takiej miny. Mówię to szczerze. Chciałbym dać Twojemu maleństwu nazwisko i otoczyć was oboje opieką. Nie odmawiaj, proszę. Jeśli kiedykolwiek zechcesz rozwodu wystarczy, że mi o tym powiesz. Na razie jednak chciałbym abyś przemyślała moją propozycję. Nikt nie wytykałby małej palcami, że jest nieślubnym dzieckiem. Skoro i tak udajemy przed wszystkimi, że jesteśmy parą i to mojego maleństwa się spodziewasz to czemu by nie zrobić kroku w przód? Wtedy zamknęlibyśmy usta plotkarzom i Pablo zostawiłby cię w spokoju. Chyba, że nadal go kochasz? – Alejandro trzymał moje dłonie zamknięte w swoich i patrzył mi prosto w oczy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaskoczył mnie swoją propozycją, która jednak miała jakiś sens i plusy.
- Alejandro zaskoczyłeś mnie. To bardzo szlachetne z twojej strony, ale nie chciałabym abyś miał z tego powodu jakieś przykrości, że złapałam cię na dziecko czy coś w tym rodzaju.
- Przestań. Ludzie mogą mówić sobie co tylko zechcą. Ja pragnę jedynie dać wam poczucie bezpieczeństwa. Jednak nadal mi nie odpowiedziałaś. Kochasz Pablo?
- Nie, nie kocham go już. Jak można kochać kogoś kto nie umiał nawet walczyć o miłość? Kto nie starał się mnie szukać pomimo liściku? To już przeszłość. Alejandro, zgadzam się. – uśmiechnęłam się a wtedy on usiadł obok i przytulił mnie do swojego boku. – Tylko weźmy cichy i szybki ślub, ponieważ mała już daje znaki iż wkrótce się nam pokaże – zaśmiałam się i położyłam jego dłoń na swoim brzuchu a wtedy maleństwo mocno kopnęło.
- Silna tak samo jak ty. Postaram się załatwić wszystko najszybciej jak się da. Obiecuję, że nigdy cię nie zranię. A teraz chodź. Jest późno i w dodatku coraz chłodniej. Nie możesz się pochorować no i musisz odpocząć, jutro czeka nas sporo pracy nad przygotowaniem wstępnej wersji wystroju dla Pablo i Veronici – pomógł mi wstać i odprowadził do sypialni po czym ucałował w czoło i udał się do siebie. Szybko odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

**********

- Jak mogłyście się tak zachowywać? I wy się nazywacie damami? No proszę was. Za grosz tupetu nie macie – mówiłem podniesionym głosem do matki i narzeczonej. Nie mogłem pojąć jak śmiały się tak odnosić do Any. Choć ona zachowała się nadzwyczaj spokojnie i nie dała się sprowokować. Tylko po co wszędzie chodzi z tym gogusiem? Ah no tak, w końcu to ojciec jej dziecka.
- Pablo, uspokój się. Co się tak przejmujesz tą wieśniaczką? Czyżbyś nadal cos do niej czuł? Przypominam ci, ze zostawiła cię dla tego całego Alejandro i w dodatku jest z nim albo z jakimś innym w ciąży. Od początku mówiłam ci, że to nie dziewczyna dla ciebie – moja matka jak zawsze wszystko najlepiej wiedziała.
- Kotku, zapomnij już o niej. Za dwa miesiące nasz ślub, musimy skupić się na przygotowaniach. Gdyby nie to, że musielibyśmy ponieść ogromne koszty w razie zerwania z nią kontraktu to już bym to zrobiła. Teraz to ja powinnam być dla ciebie najważniejsza – Veronica podeszła do mnie i namiętnie pocałowała. Może i jej nie kochałem, ale pociągała mnie fizycznie i miała rację. Po co sobie zawracać głowę kimś kto nie jest wart mojej uwagi.
- Tak, masz całkowitą rację. Ana to już przeszłość. Teraz liczysz się tylko i wyłącznie ty – odwzajemniłem jej pocałunek po czym porwałem ją do sypialni.

Minęło kilka dni podczas, których cały czas chodziłem z Veronicą oglądać obrączki ślubne, wybrać muzyków i garnitur. Dziś mieliśmy udać się do firmy Any aby zobaczyć wstępny projekt wystroju rezydencji i ogrodu na wesele. Veronica założyła na siebie prostą, elegancką niebieską bluzkę bez rękawów wykonaną z jedwabistego materiału ozdobioną delikatnym haftowaniem przy dekolcie oraz krótką morska spódnicę i neonowe szpilki.
-Dzień dobry. Byliśmy umówienie na dzisiaj z panną Palmer – poinformowałem sekretarkę, która po chwili wprowadziła nas do gabinetu – Witam panno Palmer
- Pani Garcia. Od teraz nazywam się Ana Garcia panie Barrera – usłyszałem z ust kobiety i dopiero wtedy ujrzałem na jej dłoni obrączkę. Wyszła za tego pajaca? Kiedy?
- A więc moje gratulacje pani Garcia – odparłem po czym podsunąłem krzesło Veronice i dopiero wtedy sam zająłem swoje miejsce
- Złapałaś go na dzieciaka co? Sprytnie sprytnie. Tylko jak długo będzie ci wierny co? – zaśmiała się moja narzeczona.
- Panno Riviera proszę sobie darować te docinki albo zakończymy to spotkanie zanim na dobre się zaczęło – odparła Ana i podała nam przygotowany projekt abyśmy mogli go obejrzeć.

Alejandro tak jak obiecał załatwił nasz ślub najszybciej jak się tylko dało. Monica pomogła mi przygotować się abym wyglądała najpiękniej. Na początku podchodziła sceptycznie do mojej decyzji, ale w końcu przyznała mi rację. Założyłam elegancką i zwiewną, białą suknię z szyfonu i satynowej podszewki na ramiączkach, którą kupił mi specjalnie na tę okazję Alejandro. Na nogi założyłam białe szpilki z noskiem w szpic. Monica ułożyła mi włosy w piękne fale i podała mi białą kopertówkę oraz biały bukiet z róż.
- Jestem gotowa. Chodźmy – uśmiechnęłam się do niej i udałyśmy się do kapliczki w ogrodzie, gdzie już czekał Alejandro ubrany w biały garnitur, w którym wyglądał cudownie oraz urzędnik.
- Wyglądasz zjawiskowo – usłyszałam z ust pasierba zmarłej chrześnicy w momencie kiedy stanęłam u jego boku.
- Czy ty Ano Palmer bierzesz tego oto tutaj Alejandro Garcia za męża?
- Tak, biorę
- Czy ty Alejandro Garcia bierzesz tę oto tutaj Anę Palmer za żonę?
- Zdecydowanie tak.
- A więc ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować swoja małżonkę –w momencie kiedy urzędnik wypowiedział te słowa Alejandro spojrzał na mnie pytająco a ja tylko się uśmiechnęłam dając mu tym samym zgodę.. Nachylił się w moją stronę po czym złożył na moich ustach czuły i delikatny pocałunek. Wszyscy, którzy przybyli na tę skromną uroczystość zaczęli bić nam brawo a następnie składać życzenia.
- Bądź szczęśliwa i nigdy nie żałuj decyzji – wyszeptała Monica i mocno mnie przytuliła.
- Taka właśnie zawsze bądź. Promieniejąca szczęściem – powiedział Carlos i ucałował mnie w policzki.
- Dziękuje kochani. Na pewno będę szczęśliwa – odparłam i przytuliłam się do Alejandro. Miałam wrażenie, że nie będę żałowała decyzji .
- Teraz już nikt nie będzie próbował dociekać prawdy czy to moje dziecko czy nie –uśmiechnął się mój przyjaciel a zarazem małżonek
- Dziękuję. – wyszeptałam i mocniej wtuliłam się w jego ramiona. Kiedy zasnęłam zaniósł mnie do sypialni a potem wrócił do swojej.


**************

Mina Pablo, kiedy poprawiłam go co do mojego nazwiska była bezcenna. Nie myślałam, że aż tak mnie ucieszy ten ból w jego oczach.
- To mi się nie podoba. Czy ty się w ogóle na tym znasz? Co to ma być? Kwiaty? Chyba sobie kpisz. To jakieś nie wiadomo co a nie kwiaty. Nie chcę takich. Sa okropne. Nie masz gustu – usłyszałam z ust blondyny. Najchętniej bym jej dała w twarz, ale się powstrzymałam.
- Jak sobie panna życzy. To jest tylko wstępny projekt. Zawsze można wszystko zmienić – odparłam siląc się na uśmiech.
- No ja myślę bo za to na pewno nie zapłacimy ani grosza. – pokręciła głową – Pablo, kochanie zostawiłam w samochodzie zdjęcia kwiatów, które chcę do wystroju. Przyniesiesz? – zapytała słodkim głosikiem a ten od razu poszedł. – No i zostałyśmy same. – rzuciła i wstała z fotela a następnie obeszła biurko i podeszła do mnie.
- Proszę się odsunąć albo zawołam ochronę – powiedziałam ze spokojem w głosie.
- Taka cwana jesteś? Myślisz, że nie wiem iż ten bachor jest Pablo? Możesz wszystkich oszukać ale nie mnie. Nie pozwolę jednak abyś stanęła nam na drodze do szczęścia razem z tym bękartem. – zaśmiała się po czym z całej siły kilkakrotnie uderzyła mnie w brzuch a następnie zaczęła szarpać za włosy tak aż uderzyłam brzuchem o biurko i wtedy poczułam ostry ból. Ona zaś wróciła jak gdyby nigdy nic na swoje miejsce i w tej samej chwili pojawił się Pablo. Szybko rzucił zdjęcia i podbiegł do mnie.
- Co się stało? Co ci jest? – zapytał, próbując mi pomóc jednak odepchnęłam go i złapałam się za brzuch.
- Nie dotykaj mnie. Alejandro! Alejandro! Carla! – zaczęłam wołać tak głośno aż moja sekretarka wbiegła do gabinetu i kiedy tylko mnie ujrzała zawiadomiła pogotowie a następnie Garcię, który pojawił się w mgnieniu oka.
- Słońce co się dzieje? Carla gdzie ta karetka? – Alejandro tulił mnie do siebie będąc jednocześnie bardzo zmartwionym
- Moja…. Nasza mała… Alejandro nie możemy… Auć! – w końcu pojawiło się pogotowie, które zabrało mnie do szpitala.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13249
Przeczytał: 75 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:53:10 29-04-15    Temat postu:

Całkiem fajne i ciekawe opowiadanie, choć dziwnie się czyta z perspektywy jednej czy dwóch osób.
Zachowanie Any jest dla mnie niezrozumiałe. Zostawiła go ok, rozumiem że presja itd ale po co teraz robi mu tak na złość. Przecież gdy otrzymała spadek to mogła już do niego wrócić i wszystko mu wyjaśnić. W końcu stała się bogata ale z jakiegoś powodu wyszła za innego i jeszcze oszukuje go w sprawie ciąży a podobno to miłość jej życia... hmmm Mnie Ana bardzo irytuje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:15:19 29-04-15    Temat postu:

Dziękuję za odwiedziny i komentarz
Historia miała być trochę inna ale postanowiłam to zmienić i z czasem wszystko zacznie się wyjaśniać. W końcu na pewno uzyskasz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marzenka20
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 13249
Przeczytał: 75 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warka i okolice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:34:34 29-04-15    Temat postu:

W takim razie czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:28:29 29-04-15    Temat postu:

Kolejny odcinek jest juz w trakcie pisania się
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mia Colucci Arango
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 01 Mar 2008
Posty: 679
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:27:05 24-07-15    Temat postu:

Kiedy nowy odcinek?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:42:02 24-07-15    Temat postu:

Postaram się jak najszybciej dodać nowy odcinek tylko muszę go dopracowac.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:30:39 30-07-15    Temat postu:


- Coś ty jej zrobiła? – złapałem mocno Veronicę za ramię kiedy pogotowie zabrało Anę. Nawet w takim momencie wolała pomoc tego idioty niż moją.
- Nic jej nie zrobiłam. Auć. Puść to boli. – syknęła kobieta – Rozmawiałam z nią nakazując kilka zmian w projekcie a wtedy upadła i zaczęła krzyczeć. Ja jestem niewinna. Zresztą co ona cię obchodzi. Wolała pomoc swojego męża więc daj sobie spokój.
- Jesteś nieznośna. Wracaj natychmiast do rezydencji – rzuciłem po czym zostawiłem Veronicę i pojechałem do szpitala . Musiałem wiedzieć co z Aną i dzieckiem. Byłem przekonany, że to ja jestem ojcem.
- Czego tu szukasz? Wynoś się – usłyszałem od razu po pojawieniu się z ust tego gogusia.
- Odwal się. Nie twój interes. Muszę wiedzieć co z Aną – rzuciłem i spojrzałem mu w twarz.
- Nie masz tu czego szukać. To moja żona i moje dziecko – powiedział akcentując każde słowo.
- Nie wierzę. Dziecko na pewno nie jest twoje tylko moje. Żądam badań na ojcostwo
- I tak sąd odrzuci twoje żale. Ana jest moją żoną a malutka moją córką. Pogódź się z tym. Straciłeś swoją szansę – rzucił a ja miałem ochotę go udusić. Po jakimś czasie z porodówki wyszła pielęgniarka z noworodkiem na rękach.
- Który z panów to Alejandro Garcia? – zapytała
- To ja – odparł tamten a wtedy pielęgniarka zabrała go do Any i do małej. Nie mogłem tak tego zostawić. Musiałem poczekać aż przewiozą ją do sali i wtedy z nią porozmawiam czy tego zechce czy nie.

***********
Musiałem się powstrzymywać aby nie wyrzucić siłą tego palanta ze szpitala. Jakim prawem śmiał się pojawić tutaj? I jeszcze bezczelnie żądać badań na ojcostwo. Kiedy tylko pielęgniarka wyszła od razu zabrała mnie do żony i córki.
- Jak się czujesz? – zapytałem z czułością i uśmiechem
- Dobrze. Alejandro tak bardzo się bałam – wyszeptała i złapała mnie mocno za rękę. Pielęgniarka podała mi maleństwo.
- Kruszynka. Jest podobna do ciebie. – powiedziałem i delikatnie pocałowałem dzieciątko w czoło. – Jak jej dasz na imię?
- Damy jej na imię Carla Catalina – Ana uśmiechnęła się do mnie. Pielęgniarka zabrała małą i zostaliśmy sami.
- Ślicznie. Muszę ci coś powiedzieć. Przed wejściem tutaj czeka Pablo. Zapewne zechce z tobą porozmawiać. Zażądał testów na ojcostwo – powiedziałem i patrzyłem na jej reakcję.
- Nie mogę na to pozwolić. Wtedy prawda wyjdzie na jaw. Choć jeżeli w papierach podałam ciebie jako ojca to mam nadzieję, że na nic się zdadzą jego żądania – odparła a po chwili pojawiła się pielęgniarka i zabrała ją do sali.

**********
Tak bardzo się bałam, że stracę moje maleństwo. Teraz stał przede mną Pablo. Kiedyś może i cieszyłabym się na jego widok ale nie teraz. Najchętniej bym go wyrzuciła jednak muszę być przekonująca aby mi uwierzył we wszystko.
- Czego chcesz? Powinieneś być w domu z narzeczoną a nie tutaj. Twoje miejsce jest przy niej – rzuciłam chłodno w jego stronę.
- To moje dziecko? To ja jestem ojcem prawda? – zapytał z wyczuwalną nadzieją w głosie.
- Nie. Carla Catalina to córka moja i Alejandro. Nie jesteś jej ojcem i wybij to sobie z głowy. Będąc z tobą zdradzałam cię z nim i kiedy dowiedziałam się o ciąży musiałam odejść. Kocham i zawsze kochałam tylko jego. Ty byłeś zwykłą przygodą. – starałam się mówić dość przekonująco. Czułam i widziałam, że każde moje słowo rani go dogłębnie, ale nie miałam innego wyjścia.
- Nie wierzę. A ja cię tak kochałem. Byłaś dla mnie wszystkim i gotów byłem dla ciebie zrezygnować ze wszystkiego a ty cały czas się mną bawiłaś. Co on miał czego ja nie miałem?
- Więcej klasy, stylu, pieniędzy, czasu dla mnie. Wszystkiego miał więcej od ciebie.
- Zmieniłaś się. Nie jesteś już taka jak kiedyś.
- Jaka? Głupia? Naiwna? Zakochana w tobie? Dająca się każdemu poniżać? Nie, Pablo. Jestem teraz kimś całkiem innym i pogódź się z tym. A teraz proszę odejdź i daj mi spokój. Nie nękaj mnie. Zajmij się sobą i swoim życiem. Veronica z pewnością da ci gromadkę dzieci. Odejdź. – rzuciłam i zamknęłam oczy. Wyczułam, że wyszedł a po chwili pojawił się Alejandro i usiadł przy łóżku.
- Jesteś niesamowita. – powiedział i ucałował delikatnie moją dłoń. Przy nim czułam się bezpieczna i spokojna.
- Nie przesadzaj. Musiałam coś wymyślić aby dał mi spokój. Jeśli teraz w jego oczach będę zwykłą wyrachowaną kobietą to tym lepiej dla mnie… dla nas… - uśmiechnęłam się delikatnie.

5 miesięcy później.

Każdego dnia z uśmiechem patrzyłam na swoją córeczkę i w duchu modliłam się aby nie robiła się podobna do swojego biologicznego ojca. Alejandro okazał się bardzo pomocny i kochający. Teraz przyglądałam się z uśmiechem i jakimś takim ciepłem w sercu jak tulił Carlę Catalinę do siebie i usypiał ją. Wyglądał z nią na rękach tak jakby to naprawdę była jego córka.
- Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał, kiedy tylko ułożył małą w kołysce i podszedł do mnie.
- Bez powodu. To źle? – uśmiechnęłam się zaczepnie.
- Mhm chyba nie – odparł, przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował. Przez tych kilka miesięcy zbliżyliśmy się do siebie.
- Chodź, musimy jechać do firmy. Zapomniałeś, że mamy spotkanie z rodziną Garcia?
- Dzisiaj? – jęknął i potarł dłonią czoło – Myślałem, że to jutro.
- Niestety dzisiaj i nie mogę tego przesunąć. W końcu za dwa tygodnie jest ślub Pablo i Veronici. Poszłabym sama na to spotkanie, ale… - nie dał mi dokończyć tylko pociągnął za rękę i opuściliśmy rezydencję zostawiając Carlę Catalinę pod opieką niani.

To był cudowny, słoneczny dzień. Idealna pogoda na piknik we dwoje nad jeziorkiem w zacisznym miejscu. Miałam na sobie zwiewną sukienkę w kwiatki i byłam tak pochłonięta wpatrywaniem się w dal, że nie usłyszałam kiedy Pablo stanął za mną. Podskoczyłam i pisnęłam kiedy poczułam jego usta na swojej szyi.
- O czym tak myśli moja księżniczka? – wyszeptał mi prosto do ucha, usiadł obok na kocu i objął opiekuńczo ramieniem.
- O niczym takim. Po prostu podziwiam widoki – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się czule do niego.
- Myślałem, że wyobrażasz sobie nas w tym miejscu za kilka lat jako szczęśliwe małżeństwo z gromadką dzieci.
- Co? Nie akurat to mi nie przyszło do głowy. Poza tym to i tak jest niemożliwe. Twoja matka mnie nie akceptuje i nigdy tego nie zrobi nawet gdybym dała jej gromadę wnucząt – szepnęłam i mocniej się w niego wtuliłam.
- Moja matka to najmniejszy problem. Chciałbym abyś kiedyś została moją żoną i abyśmy mieli co najmniej czwórkę dzieci. Najlepiej dwie dziewczynki podobne do Ciebie i dwóch chłopców do mnie
- Czwórkę? – zrobiłam zszokowaną minę, odsunęłam się od niego i spojrzałam jak na wariata.
- Mhm. A nawet i więcej. Ile tylko Bóg nam pozwoli mieć. – uśmiechnął się po czym wyjął z kieszeni pudełeczko – Ano Palmer czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na całym świecie i zostaniesz moją żoną, przyjaciółką, kochanką i matką moich dzieci?
- Ja…. Tak – wyszeptałam po czym pozwoliłam sobie wsunąć pierścionek na palec. To był najpiękniejszy dzień, który postanowiłam na zawsze zachować w swojej pamięci.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin