Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Stars Way - odc. 20
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 51, 52, 53
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Jaka jest Twoja ulubiona postać w "Stars Way"?
Eric
0%
 0%  [ 0 ]
Gabriel
66%
 66%  [ 2 ]
Maggie
33%
 33%  [ 1 ]
Tyler
0%
 0%  [ 0 ]
Logan
0%
 0%  [ 0 ]
Jimmy
0%
 0%  [ 0 ]
wszystkie są tak samo nudne :)
0%
 0%  [ 0 ]
nie umiem wybrać - lubię wszystkie
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 3

Autor Wiadomość
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:18:49 05-06-16    Temat postu:

W takim razie cierpliwie czekam na kolejny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:54:32 07-09-16    Temat postu:

Przeprasza za długą przerwę. Mam nadzieję, że teraz uda mi się wstawiać odcinki w miarę regularnie
PS. Przepraszam za błędy

ODCINEK 20 (70): "NOWINY"

Gabriel bał się tego, co odkryją. Kiedy razem z Ericiem przekroczyli próg warsztatu samochodowego w Danielsville, poczuł, że chyba jednak nie chce poznać prawdy. Z całego serca chciał przekonać samego siebie, że to kłamstwo, a jednak jakiś cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że Damian Blake był zdolny do zamachu na życie własnego syna.
Coś z tych myśli musiało odbić się na jego twarzy, bo Eric zatrzymał się i spojrzał na przyrodniego brata z troską.
– W porządku? – zapytał, a Gabe, choć blady jak ściana, pokiwał głową i ruszył naprzód w stronę mechanika, który grzebał w jakichś narzędziach.
– Dzień dobry – przywitał się Eric, wyciągając z kieszeni rachunek, który zabrali z sejfu Damiana. – Mój samochód miał tutaj robiony przegląd w grudniu. Chciałbym porozmawiać z mechanikiem, który się tym zajmował.
– Coś nie tak z autem? – zaniepokoił się mechanik, zakładając na nos okulary i przyjmując od Erica lekko wyblakły paragon.
– Nie, nic z tych rzeczy. Byłem bardzo zadowolony z tej usługi, a obecnie pracuję nad kilkoma ulepszeniami i chciałbym skontaktować się z tamtym człowiekiem, o ile to możliwe.
– Zaraz... – Mężczyzna przyjrzał się bliżej rachunkowi, po czym zaczął coś szukać w dokumentach, którymi zawalone było stare biurko w kącie. – Mówił pan, że to był grudzień, tak?
Allenmeyer pokiwał głową, po czym wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Gabrielem. Mechanik szukał przez dobre piętnaście minut, po czym był zmuszony stwierdzić:
– Nie mam numeru tego rachunku w swoich papierach. Musiały się gdzieś zapodziać.
Gabe spojrzał na Erica, jakby potwierdzały się jego najgorsze obawy.
– Jest pan pewny? Nie ma nazwiska tego mechanika? A może pan coś pamięta? To był czarny Chevrolet Impala, rocznik '67. Klasyczny model.
– Ach tak! Impala! – Mężczyzna ściągnął okulary i wpatrzył się w Erica, jakby coś sobie przypomniał. – Tak, tak, pamiętam.
– Więc to pan dokonał przeglądu? – wyparował Gabe, a Eric rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. Jeśli ten mężczyzna rzeczywiście się tym zajął, to wie, w jakim celu przyszli.
– Nie, mój wspólnik, Julian. – Nagle mężczyzna posmutniał. – Zmarł krótko po Nowym Roku.
– Ach tak? – Erica zaintrygowały te słowa. – To przykre. Jak to się stało?
– Podobno odmówił jakiemuś rabusiowi oddania portfela. Został pchnięty nożem. Okropna tragedia. – Allenmeyer pokiwał głową na znak, że tak jest w istocie, jednocześnie rzucając bratu porozumiewawcze spojrzenie. – Jeśli chodzi o pański samochód, ja mogę się nim zająć. Choć uważam, że instalowanie ulepszeń w takim pięknym modelu jest zbrodnią, bo niszczą cały urok samochodu.
– Ma pan rację. Chyba jednak nie będę ich potrzebował. Bardzo dziękuję. – Eric skinął głową mężczyźnie, po czym razem z Gabe'em ruszyli do wyjścia, zostawiając lekko skonsternowanego mechanika za sobą.
– Myślisz o tym samym, co ja? – zapytał Allenmeyer, gdy już wsiedli do samochodu i mogli porozmawiać otwarcie.
– Damian wykupił twój samochód, po tym jak Lisa go sprzedała. Dał go na przegląd i zlecił Julianowi parę "poprawek" – Gabe zakreślił w powietrzu cudzysłów – a potem pozbył się go, pozorując napad, żeby mechanik nie mógł go sypnąć.
– Wszystko pasuje. Tylko nadal nie wiemy, czy to rzeczywiście Blake za tym stoi.
– Gdyby tak nie było, po co byłby mu rachunek za ten przegląd? I dlaczego zniknęły wszystkie dokumenty w warsztacie?
Eric nie odpowiedział. Wszystko za bardzo do siebie pasowało.
– Lepiej wracajmy – zarządził Gabriel, czując jak dreszcz przechodzi mu po plecach. – Nie chcę tu być ani chwili dłużej.

***

Maggie drzemała lekko, z głową opartą o szybę samochodu, czując lekkie kołysanie. Wakacje dobiegały końca i już za parę dni miał rozpocząć się ostatni rok szkolny. Wujek Caleb zdecydował się pojechać z nimi do Stars Way i zarówno Felix, jak i Tyler cieszyli z podwózki do domu. Felix tym bardziej, jako że udało mu się uwolnić od rozkapryszonej córki producenta muzycznego. Tyler ubolewał natomiast nad przegraną w zawodach skateboardingu, w którym razem z Maggie odpadli w pierwszej fazie. Był tak zły, że nawet zapomniał o końcu wakacji i chciał jak najszybciej wracać do domu.
– Nie ma to jak w Georgii – powiedział, wychylając głowę przez okno i wdychając rześkie wiejskie powietrze. – Już za chwilę będziemy w Stars Way.
Powiedział to tak rzewnym tonem, że Felix roześmiał się w głos. On również stęsknił się za tym miejscem, choć dopiero od niedawna nazywał je domem. Uważał to za wielkie szczęście, że na jego drodze pojawili się ludzie tacy jak Peter i Sophia Johnsonowie, którzy przyjęli go do siebie jak własnego syna. Jeszcze nigdy wcześniej nie czuł się nigdzie jak w domu, aż do czasu gdy trafił do Stars Way. Czuł, że właśnie tutaj jest jego miejsce.
Megan ocknęła się, kiedy usłyszała charakterystyczny chrzęst żwiru pod kołami samochodu. Wyglądało na to, że zawitali na farmie Carmichaelów. Antony i Jill czekali już na nich na ganku, a Max wybiegł, by uściskać kuzynkę, za którą się stęsknił.
– Caleb! – zawołał po chwili i rzucił się na szyję wujkowi Maggie, który poczochrał mu włosy i z wielkim zdziwieniem oznajmił, że chłopak strasznie urósł, od kiedy widzieli się po raz ostatni.
Antony nie był tak wylewny w swoim powitaniu. Ograniczył się do krótkiego uściśnięcia dłoni Caleba i serdecznych uśmiechów w stronę Felixa i Tylera. Chciał podejść do Maggie, ale ta, celowo go ignorując, wyminęła go i podeszła do ciotki, która zaczęła ją wyściskiwać.
– Boże, Megs, mam ci tyle do opowiedzenia! Nie wyobrażasz sobie, jakie ja tu przeżyłam katusze!
– Coś się stało? – Panna Carmichael była lekko zaniepokojona, choć dobrze wiedziała, że Jill ma skłonność do wyolbrzymiania sytuacji. Teraz jednak wyglądała na śmiertelnie poważną.
– Już niedługo ta harpia Sasie...
– Wejdźmy do środka, na pewno jesteście zmęczeni. ¬– Jej słowa przerwał Antony, zapraszając wszystkich do domu, a Jill rzuciła mu groźne spojrzenie.
– Co mówiłaś? Co z siostrą Mii? – Maggie była ciekawa, o co chodziło jej ciotce.
– Powiem później. – Jill zmusiła się do krzywego uśmiechu. Czas na przykre wiadomości przyjdzie później.
– Ale jestem głodny. Zjadłbym konia z kopytami – stwierdził Tyler, masując się po brzuchu i rozglądając się po salonie, do którego wprowadził ich gospodarz, jakby spodziewając się ujrzeć gdzieś jakiś szwedzki bufet.
– Zamówiliśmy pizzę, zaraz powinna być – poinformował go Max, szczerząc zęby w uśmiechu i miał rację, bo już po chwili dzwonek u drzwi obwieścił im przybycie dostawcy.
Wszyscy zasiedli przy stole w jadalni i zajadali się pyszną pizzą, opowiadając swoje wrażenia z wakacji. Atmosfera byłaby sielankowa, gdyby nie napięta atmosfera pomiędzy Maggie i jej ojcem chrzestnym i komentarz Maxa, który wywołał lawinę...
– Wow, czuję się normalnie jak na jakimś zjeździe rodzinnym! I jeszcze jutro ma przyjechać ciocia Clara.
Maggie zakrztusiła się wodą, którą właśnie popijała i Tyler musiał uderzyć ją kilka razy w plecy. Z oczami pełnymi łez, zwróciła się do kuzyna, na którego Antony, Jill i Caleb patrzeli karcącym wzrokiem.
– Ciocia Clara? A po co ona przyjeżdża? – Maggie była zdziwiona, słysząc, że siostra Antony'ego i Jill ma do nich zawitać. Zwykle rzadko się widywali, jako że mieszkała w Waszyngtonie.
– Yyy... – Max się zająknął, zdając sobie sprawę, że nie powinien o niczym wspominać.
– Co jest grane? Ktoś umarł czy jak? – Maggie zaśmiała się niepewnie, nie wiedząc, o co chodzi. Po chwili rozejrzała się po obecnych przy stole, a spostrzegając miny Antony'ego, Caleba i Jill, wiedziała, że coś jest na rzeczy.
– Później porozmawiamy, teraz powinnaś odpocząć po podróży – powiedział gospodarz domu, ale Caleb nie miał zamiaru milczeć.
– Daj spokój, Tony, jak długo zamierzasz trzymać to przed nią w tajemnicy? Powinna wiedzieć.
– O co chodzi? – Maggie zaczynała być poirytowana. – Wujku? – zwróciła się do brata matki, który jako jedyny zdawał się być jej w tej chwili przychylny.
– Clara przyjeżdża na odsłonięcie pomnika – wyjaśnił, czując, że lepiej od razu powiedzieć prawdę, zamiast owijać w bawełnę.
– Pomnika? – Panna Carmichael chyba zaczynała rozumieć, o co tutaj chodzi, ale bała się to wypowiedzieć na głos.
– Pomnika dla Stevena i Monici – dopowiedziała Jill, sprawiając, że jej domysły okazały się prawdą.
– To twój pomysł, prawda? – zapytała Megan Antony'ego po chwili ciszy, która zapadła po słowach Jill. – Już dawno spisałeś ich na straty, a teraz chcesz ich pogrzebać, tak?
– To nie tak, Megs... – wtrącił się Caleb, przecierając zmęczone oczy dłońmi. – Ja też uważam, że tak będzie najlepiej. Wszyscy to przedyskutowaliśmy.
– Ty też stoisz po jego stronie? – Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym uszom.
Jill rozpłakała się na dobre, więc Maggie przeniosła na nią wzrok.
– Przykro mi, Maggie, naprawdę, ale... Sąd uznał ich za zmarłych.
Panna Carmichael przez chwilę siedziała w ciszy, po czym wstała od stołu i ruszyła w stronę schodów na górę.
– Idę się położyć – zakomunikowała. – Może jak jutro się obudzę, to wszystko okaże się jakimś koszmarnym snem.
Tyler poderwał się od stołu, chcąc ruszyć za przyjaciółką, ale Antony powstrzymał go gestem, mówiąc:
– Zostaw. Sama musi się z tym uporać.
Był przekonany, że jego bratanica musi wreszcie pozwolić odejść wspomnieniom po rodzicach. Rozpamiętywanie przeszłości i wiara w to, że nadal żyją, tylko przysporzą jej cierpienia.

***

Logan niechętnie wracał do domu na weekendy. Wolał spędzać czas sam w swojej kawalerce w Stars Way, niż w rodzinnej willi w Comer. Do czego to doszło, że lepiej podobało mu się na wygnaniu niż we własnym domu. Bo tym właśnie był jego pobyt w Stars Way – wygnaniem. Karą, którą jego wuj, Arthur Parker, zastosował po bójce, w jaką Logan wdał się z Gabrielem Blake'iem. Jeszcze pół roku temu, Parker-Collins uznałby tę karę za torturę, teraz był zdania, że to najlepszy prezent, jaki mógł mu dać. Życie w pojedynkę bardzo mu odpowiadało. Tylko czasami doskwierała mu samotność. Miał co prawda kilku kolegów, ale nadal miał wrażenie, że niektórzy mieszkańcy miasteczka nie patrzą na niego przychylnym okiem. Niektórzy zachowywali się też bardzo dziwnie, na przykład David – facet Lisy Allenmeyer. Coś z nim było zdecydowanie nie tak.
Dlatego kiedy przyjechał do domu, żeby spędzić z matką ostatni weekend wakacji, nic dziwnego, że wyczuła, że coś jest z nim nie tak.
– O czym myślisz? – zapytała, popijają herbatę w specjalnej zastawie.
– O niczym szczególnym – bąknął. Jakoś niespecjalnie miał ochotę na rozmowę z matką, która urodziła go mając siedemnaście lat i która nigdy tak naprawdę nie dorosła do macierzyństwa. Jednak w pewnym momencie zmienił zdanie i zdecydował się ją o coś zapytać.
– Jest taki facet w Stars Way. Muzyk, ma na imię David. Mam wrażenie, że za mną łazi. Znasz go może?
Filiżanka na spodeczku Beth Parker zatrzęsła się lekko.
– Jak ma na nazwisko? – zapytała, nie dając po sobie poznać, że ma coś wspólnego z tym mężczyzną.
Logan podrapał się po głowie, nagle zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia.
– Nie wiem – przyznał zawiedziony, po czym dodał: – Chodzi z Lisą Allenmeyer, matką mojego kumpla. Mają razem córkę. Na pewno go nie znasz?
– A niby skąd bym miała znać jakiegoś muzyka ze Stars Way? – Beth wydawała się być rozeźlona. – Powinieneś iść na policję, jeśli ten facet ci się naprzykrza. Albo najlepiej wrócić do domu. Nie rozumiem, co ty jeszcze robisz w tej mieścinie, skoro już dawno pogodziłeś się z Gabrielem Blake'iem.
– Podoba mi się tam. Nie chcę wracać do Comer.
– Czy to ma związek z Noelem Achardem? – zapytała panna Parker, zerkając z ukosa na syna. – Niedawno spotkałam jego matkę i wywnioskowałam, że już się nie przyjaźnicie. A on jest teraz kapitanem Jastrzębi.
– Nigdy tak naprawdę się z nim nie przyjaźniłem. Zrozumiałem to dopiero w Stars Way.
– Co ty opowiadasz? Zawsze byliście dobrymi kolegami.
– Nie byliśmy. Wiedziałabyś, gdybyś choć trochę się mną interesowała.
– Co? – Beth spojrzała na Logana, który wstał z miejsca. Pobyt w domu nigdy mu nie służył. – Już wracasz? – zdziwiła się, widząc jak jej jedyny syn chwyta torbę podróżną i rusza do wyjścia.
– Tak, muszę przygotować się do rozpoczęcia roku. Zadzwonię później.
Cmoknął matkę w policzek na pożegnanie i szybko opuścił rezydencję. Sprawa Davida nie dawała mu spokoju. Musiał dowiedzieć się, co ten facet knuje.

***

Maggie wstała skoro świt. Wbrew jej nadziejom, sytuacja z poprzedniego wieczora nie była wcale koszmarem, a najprawdziwszą prawdą. Nie miała zamiaru uczestniczyć w ceremonii pożegnania rodziców i nie miała też ochoty dłużej mieszkać pod jednym dachem z Antonym, który ostatnimi czasy zmienił się nie do poznania.
– Wybierasz się gdzieś? – Max zdziwił się widząc kuzynkę, znoszącą po schodach walizkę.
Antony wyszedł z kuchni, słysząc te słowa i spojrzał ze smutkiem na swoją chrześniaczkę.
– Daj spokój, Megs, nie zachowuj się jak dziecko. – Caleb, który tę noc spędził na kanapie w salonie domu Carmichaelów, również wyszedł z kuchni, słysząc co się dzieje. – Gdzie zamierzasz pójść?
– Rozmawiałam już z Lisą. Mogę się u niej zatrzymać – poinformowała zebranych Megan.
– Przestań, nie możesz wiecznie siedzieć na głowie Lisie. Ona też ma swoje życie. – Antony pokręcił głową z dezaprobatą, ale Maggie była nieugięta.
– W takim razie zamieszkaj przez jakiś czas ze mną – zaproponował Caleb, sądząc, że będzie to najlepsze wyjście z sytuacji. – Zamierzam zaczepić się w miasteczku na dłużej. Dziś planowałem obejrzeć mieszkania w okolicy. Pomożesz mi coś wybrać.
– Mówisz serio? – Maggie gotowa była zapomnieć o tym, że jej wujek wziął wczoraj stronę Antony'ego.
– Jak najbardziej. Ubiorę się tylko i możemy jechać.
– W porządku. – Maggie zmusiła się do krzywego uśmiechu, po czym spojrzała morderczym wzrokiem na Tony'ego, który nadal stał i patrzył na nią smutnym wzrokiem.
– Naprawdę nie masz zamiaru zmienić zdania? – zapytał.
– Wiesz dobrze, co o tym myślę. Nie mogę uwierzyć, że mogłeś zrobić coś podobnego za moimi plecami. Zaczekam na zewnątrz.
Ruszyła do drzwi, a Max pobiegł za nią, by pomóc jej z walizką.
– Ale kaszana... – stwierdził po chwili, siadając obok kuzynki na schodach przed domem.
– O co chodzi?
– No bo znów cię nie będzie... Może ja też powinienem zagrozić, że się wyprowadzę?
– A niby czemu? – Maggie odczuła nagłą ochotę by się roześmiać. Jej kuzyn miał już piętnaście lat, a czasami zachowywał się jeszcze jak dziecko.
– No bo w domu już nie jest tak, jak kiedyś... Jeszcze ciocię Jill mogłem ścierpieć, ale ta Sasie... Jak one we dwie się dobiorą, to chata pójdzie z dymem.
– O co chodzi z Sasie?
– Ach, bo ty jeszcze nie wiesz... – Max podrapał się po głowie, czując, że znów palnął jakąś gafę. – No bo... Tego...
– Wyduś to z siebie wreszcie!
– No... Bo tata i Sandra... No... Tak jakby... Biorą ślub.
Nastała chwila ciszy. Maggie przez chwilę miała ochotę wybuchnąć śmiechem, ale mina Maxa była tak poważna, że się powstrzymała.
– Jak to: "biorą ślub"? Co to ma znaczyć?
– No... normalnie – dał jej pierścionek i poprosił, żeby za niego wyszła. A ona na dodatek jest w ciąży. Mam nadzieję, że nie będę musiał dzielić pokoju z jej dzieckiem, bo tego to już na pewno nie wytrzymam!
– Że co?! Antony i Sasie biorą ślub?! Dlaczego ja dowiaduję się o tym ostatnia?
– Tata zabronił ci o tym mówić, a jego telefonów nie odbierałaś, więc...
– Nie no, naprawdę! – Maggie prychnęła. Nie mogła uwierzyć w słowa kuzyna. – Oni wszyscy postradali rozum.
Wyglądało na to, że podczas jej pobytu w Kalifornii, wiele się zmieniło. Nawet nie chciała myśleć, jakie jeszcze niespodzianki czekają ją po powrocie do domu.


Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 19:28:06 14-09-16, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:49:40 15-09-16    Temat postu:

Oooo jak fajnie że i u Ciebie pojawiło się coś nowego

Niby wszytko pasuje do siebie fakty się łączą do co auta ... stary Blake jest taki jest , kawał drania ale jakoś no nie wiem ciężko mi jest stwierdzić czy mógł by zrobić cos takiego. Coś mi mówi , że to nie on . Tooo znając Ciebie na pewno ma jakąś zawiłą tajemnice Mam nadzieje , że to się wyjaśni aaa Gabryjel wtedy poczuje się lepiej, bo na chwile obecną too chyba dobrze nie jest. Aaaa pomiędzy nim a Maggie się nie szykuje nic ;p?

Maggie chyba doznała lekkiego szoku .. najpierw informacje o tym , ze jej rodzice juz oficjalnie zostaną pochowani... a potem jeszcze ta cała historia z Seasie. Raczej nie takie wiadomości chciała usłyszeć po powrocie. Ale co do jej rodziców tooo tutaj jednak mam przeczucie , że oni się odnajdą , tylko Maggie musi jakoś dojść prawdy.
W sumie to dziwie się Tonemu ... co mu odbiło z tą Seasie , no cóż moze to po prostu kryzys wieku średniego i trzeba się dowartościowac ?

Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ;D może w kolejnym coś się wyjaśni
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:47:31 16-09-16    Temat postu:

Już taką długą przerwę miałam, że w końcu musiałam coś napisać Dziękuję za komentarz! :*

Coś powoli pomiędzy Maggie i Gabe'em się szykuje, ale mogą być w to również zamieszane osoby trzecie, więc nie wiem, czy będziesz zadowolona xd

Haha Masz rację co do Tony'ego - to chyba kryzys wieku średniego i będę musiała o tym wspomnieć w kolejnym rozdziale.

Aż tak mieszam? W takim razie biorę się za pisanie, żeby niedługo wszystko wyjaśnić. I powoli zbliżamy się do końca trzeciego sezonu SW i tak sobie myślę, że kolejny, czwarty, będzie ostatnim
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
King kong
King kong


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:58:14 18-09-16    Temat postu:

Najważniejsze że coś się będzie pomiędzy nimi działo
haha no troszkę mieszasz , aleee jak najbardziej mi się to podoba
Także czekam na kolejny rozdział i na dalszy rozwój wydarzeń ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:46:08 08-12-18    Temat postu:

Podbijam temat
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5391
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:48:51 12-12-18    Temat postu:

Zwróciłam uwagę na liczbę wyświetleń i trochę skoczyło w ostatnim czasie. Jeśli jest tu jakaś osoba, która czyta te moje wypociny to niech da znać w komentarzu, postaram się dokończyć tę historię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 51, 52, 53
Strona 53 z 53

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin