Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sweet Rascals - [18.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:46:44 07-12-16    Temat postu:

Czy tylko mnie się tak wydaje, czy to już czas na nowy odcinek ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:48:26 08-12-16    Temat postu:

Nie tylko Tobie, Monia, ale wychodzi na to, że i u mnie i Agi zaczęła się przedświąteczna gorączka Tak na dobrą sprawę właściwie dopiero dzisiaj udało mi się usiąść na dłuższy moment przy laptopie, ale czy to, coś z tego będzie to nie pojęcia nie mam bladego. Tutaj rozdział może wstawię jeszcze dzisiaj
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:02:43 20-12-16    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______Rozłączył się i odłożył telefon z powrotem na biurko, w tej chwili zawalone papierami, których treść powoli zaczynała mu się zlewać w jeden cholernie długi ciąg bzdur. Siedział nad tym od rana, a wciąż miał poczucie, że mimo kolejnych odhaczanych pozycji, lista spraw do załatwienia wcale się nie kurczyła. Brak menadżera powoli dawał mu już się we znaki, choć to dopiero kilka dni. Gaston co prawda wysłał mu jeszcze wiadomość mailową z informacją, które sprawy zostały przez niego dopięte, co należy zrobić w tym tygodniu, a co jeszcze trwa w zawieszeniu, ale Dylanowi i tak trudno było wdrożyć się we wszystko w tak krótkim czasie i pogodzić ze sobą wszystkie obowiązki. Odnosił nieodparte wrażenie, że jeśli to potrwa choć chwilę dłużej zwyczajnie coś zawali, a nie mógł sobie na to pozwolić, zwłaszcza teraz kiedy na głowie miał jeszcze sprawę z Nikki i jej leczenie, którego ona sama najwyraźniej nie zamierzała mu wcale ułatwić, a wręcz przeciwnie.
    ______Westchnął ciężko i wspierając łokcie o blat biurka, powoli przesunął dłońmi po twarzy i włosach, a potem chwycił się za kark, starając się jednocześnie rozmasować sztywniejące mięśnie, które odkąd usiadł w swoim gabinecie rano, wciąż nadwyrężał tkwiąc kilka godzin w jednej pozycji. Poruszył głową na boki, a kiedy w uszach rozbrzmiało mu nieprzyjemne chrupnięcie, skrzywił się i mimowolnie zerknął na tarczę markowego zegarka, jaki sprezentowała mu kiedyś matka, po tym jak po raz kolejny spóźnił się na ich wspólne spotkanie. Uśmiechnął się na to wspomnienie i pokręcił głową z niedowierzaniem, bo jeśli w tej chwili nie wyjdzie z restauracji znów się spóźni, tym razem jednak na spotkanie biznesowe, o którym o mały włos nie zapomniał. Wypuścił ze świstem powietrze z płuc, zamknął klapę laptopa i zgrabnie podnosząc się z fotela, zsunął z oparcia ciemną marynarkę, od razu sprawnie zarzucając ją na ramiona. Poprawił poły, zgarnął z biurka telefon i kluczyki do auta, a potem ostatni raz omiatając błękitnym spojrzeniem mahoniowy blat, pospiesznie wyszedł z gabinetu, zamykając za sobą drzwi na klucz.
    ______Przeszedł korytarzem prowadzącym na główną salę, ale nim zdążył dotrzeć do niewielkiego baru, zza wahadłowych drzwi kuchni, mieszczącej się po lewej stronie, wychylił się Flavio z kolejną pstrokatą bandamą na głowie i wnikliwym spojrzeniem, które natychmiast wbił w McCaine, jakby za jego pomocą i bez zadawania pytań, chciał już poznać satysfakcjonującą go odpowiedź.
    ______- Wrócisz jeszcze, capo1? – spytał, podejrzliwie mrużąc powieki. – Pamiętaj, że musimy ustalić nowe letnie menu i listę zakupów na jutro, bo trzeba zaopatrzyć kuchnię w prodotti freschi2 – dodał rzetelnym i wręcz apodyktycznym tonem, jasno sugerującym, że nie przyjmuje do wiadomości odmowy, czy jakiejkolwiek próby wyłgania się od tego dzisiaj.
    ______- Pamiętam – westchnął Dylan i wsunąwszy jedną dłoń do kieszeni eleganckich spodni, na palcu wskazującym drugiej obracał kluczyki od swojego chargera. – Powinienem być za dwie, max trzy godziny, bo teraz mam spotkanie, a potem jeszcze muszę coś załatwić.
    ______- Menadżera znalazłeś? – zagadnął Flavio z typową dla siebie bezpośredniością, wpatrując się w McCaine’a zaciekle spod wysoko uniesionej brwi.
    ______- Gwarantuję ci, że jeśli kogoś znajdę, dowiesz się pierwszy – zapewnił z rozbawieniem, a kiedy Flavio przewrócił oczami i pokręcił głową z dezaprobatą, Dylan wyszczerzył się od ucha do ucha jak dziecko, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zdając sobie sprawę z tego, że Gaston miał rację i Pastore mimo swojego wybitnego talentu kucharskiego, był potwornie trudnym do okiełznania człowiekiem. I to była poważna przeszkoda w znalezieniu kogoś, kto to wytrzyma, a przy okazji wypracuje jeszcze na niego niezawodny sposób. – Wracaj do pracy. Jak przyjadę to dam ci znać – powiedział jeszcze na odchodne, powoli wycofując się w kierunku głównej sali.
    ______Flavio skinął głową na zgodę i bez słowa zniknął z powrotem w kuchni, a Dylan odwrócił się na pięcie i zdecydowanym krokiem wszedł za bar, gdzie jedna z pracujących dzisiaj kelnerek czyściła szkło za pomocą lnianej ściereczki. Podświadomie wyczuwając obecność szefa, odwróciła lekko głowę i ponad ramieniem spojrzała mu w oczy.
    ______- Gdyby ktoś mnie szukał, będę maksymalnie za trzy godziny. W razie czego dzwoń na komórkę, ale tylko w nagłych przypadkach, dobrze? – poprosił cicho.
    ______- A jeśli pojawią się kandydaci na stanowisko menadżera? – spytała niepewnie i wpatrując się w Dylana jak w wyrocznię, odruchowo przygryzła policzek od wewnątrz.
    ______- Niech zostawią swoje cv. Pod koniec tygodnia będę się z nimi kontaktował – odparł i uśmiechnął się łagodnie, kiedy dziewczyna odpowiedziała mu skinieniem głowy. – Dziękuję – rzucił jeszcze i odruchowo zerkając w głąb sali, obszedł ladę, a potem pozdrawiając po drodze kilkoro stałych gości restauracji, opuścił lokal, niemal od razu zaciągając się świeżym popołudniowym powietrzem.
    ______Zdążył jednak zrobić zaledwie kilka kroków w kierunku zaparkowanego przed budynkiem auta, gdy stanął jak wryty na widok ojca, który z dłońmi wsuniętymi w grafitowe eleganckie spodnie, swobodnie opierał się biodrami o maskę swojego wypasionego, chabrowego [link widoczny dla zalogowanych] i wpatrywał się w syna z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
    ______Dylan instynktownie odwrócił głowę w bok, zerkając w jakiś mało istotny punkt po drugiej stronie parkingu i zacisnął nerwowo zęby, bo nie miał bladego pojęcia, czego powinien się spodziewać po wizycie swojego ojca, tym bardziej, że przecież Liam McCaine, nigdy pierwszy nie wyciągnął do niego ręki i to nie tylko przez ostatnie siedem lat. Niemniej jednak zrobił odważny, powolny krok w jego stronę i obracając na palcu wskazującym duże, metalowe kółko od breloczka, w końcu spojrzał prosto w błyszczące chłodem jasne tęczówki, z których mimo usilnych prób nadal nie potrafił kompletnie niczego wyczytać.
    ______- Co tu robisz? – spytał, zatrzymując się zaledwie półtora metra przed ojcem, który wciąż świdrował go przenikliwym, inteligentnym spojrzeniem, uparcie przy tym milcząc.
    ______- Uznałem, że w zaistniałych okolicznościach, powinienem osobiście powiadomić cię o podjętej przez siebie decyzji – wyjaśnił dyplomatycznie, tonem wyprutym z jakichkolwiek uczuć, jakim zapewne niejednokrotnie rozmawiał ze swoimi pacjentami, ale kiedy Dylan ponownie spojrzał w jego jasne tęczówki, dostrzegł w nich coś, czego nie usłyszał w głosie, a co zasiało w jego sercu jakąś wątłą iskierkę nadziei, której teraz potrzebował jak tonący ostatniej deski ratunku.  
    ______Skinął głową ze zrozumieniem, a potem przełknął z trudem ogromną gulę grzęznącą mu w gardle i odchrząknął cicho, wbijając wzrok w trzymane w dłoni kluczyki, które do tej pory ściskał tak mocno, że ostre krawędzie pozostawiły wyraźne już ślady na skórze. Zmarszczył brwi, dopiero teraz zdając sobie sprawę z promieniującego bólu i instynktownie kciukiem drugiej ręki rozmasował niewielkie wyżłobienie.
    ______- Zrozumiem, jeśli zrezygnujesz – przyznał szczerze Dylan, czując się tak jakby popełnił jakieś potworne przestępstwo i teraz stał przed obliczem sądu najwyższego, z bijącym sercem czekając na surowy wyrok, co w gruncie rzeczy wcale nie było takie dalekie od prawdy.
    ______- Tego nie powiedziałem – odparł Liam, natychmiast ściągając na siebie spojrzenie syna. – Podejmę się sprawy Nikki. Najwyraźniej działam na nią jak płachta na byka i bardzo chętnie mówi co jej leży na sercu, a to w zaistniałej sytuacji może jej tylko pomóc – wyjaśnił beznamiętnym tonem, nieustępliwie sondując Dylana tym swoim wszystkowiedzącym wzrokiem, którego ten jako dziecko szczerze nie znosił, bo zawsze mu się wydawało, że ojciec wiedział o każdym jego wybryku, zanim zdążył otworzyć usta by przynajmniej spróbować się wytłumaczyć.
    ______Zupełnie nieświadomy tego, że do tej pory wstrzymywał oddech, Dylan wypuścił ze świstem powietrze z płuc i wspierając jedną dłoń na biodrze, zwiesił głowę, czując jak ogromny ciężar w tej właśnie chwili spadł mu z serca, z potwornym hukiem roztrzaskując się o asfalt pod jego stopami. Uśmiechnął się do siebie i odruchowo przesunął dłonią po ciemnych włosach.
    ______- Jesteś pewien? – spytał jeszcze dla pewności, odważnie spoglądając Liamowi w oczy.
    ______- Zdaję sobie sprawę z tego, że spotkania z Nicole nie będą należały do najłatwiejszych i nie raz skończą się wybuchem z jej strony, ale wiem co robię, Dylan – zapewnił śmiertelnie poważnym tonem, a gdy przekrzywił lekko głowę wpatrując się synowi prosto w oczy, kąciki jego ust drgnęły ledwie zauważalnie ku górze.
    ______Młody McCaine pokręcił głową z niedowierzaniem, jakby wciąż nie docierało do niego to, co padło z ust ojca, a potem nerwowo przesunął zębami po dolnej wardze i bez skrępowania oparł biodra o drzwi Bentleya. Wbił wzrok w jakiś mało istotny punkt przed sobą, starając się jednocześnie zebrać myśli w jedną całość i przynajmniej zdobyć się na jakieś słowa podziękowania, ale zanim zdążył chociaż pomyśleć o tym co chciałby powiedzieć, ciszę między nimi znów przerwał Liam. 
    ______- Mam nadzieję, że wiesz, na co się piszesz, Dylan. To co teraz dzieje się z Nikki jest jedynie małą kroplą w ocenie tego co dopiero nastąpi, kiedy zacznie rozgrzebywać swoje rany. Nie będzie jej łatwo uporać się z tym co znów ujrzy światło dzienne, a co do tej pory zagłuszała wszelkimi znanymi jej sposobami – wyjaśnił spokojnym, wyważonym tonem w taki sposób jakby recytował podrozdział fachowej i niezastąpionej w środowisku, biblii dla psychiatrów. 
    ______- Wiem, ale nie mam wyjścia. To ostatnia szansa dla Nikki – powiedział Dylan i nie zaszczycając Liama ani jednym spojrzeniem, wsunął dłoń do kieszeni spodni, po chwili zaciskając ją w pięść. – I dla mnie… – dodał ledwie słyszalnie, ale nie miał pojęcia, czy chciał o tym przekonać ojca czy raczej już tylko samego siebie.
    ______Przymknął powieki, a wyczuwając na sobie świdrujące spojrzenie ojca, zwiesił głowę i ścisnął nasadę nosa palcami, usiłując przełknąć ogromną gulę, która ugrzęzła mu w gardle, pozbawiając tchu i utrudniając wydobycie z siebie głosu.
    ______- Czy Nikki pije? – spytał w końcu Liam, w mgnieniu oka powracając do swojego profesjonalnego i chłodnego lekarskiego „ja”, którego młody McCaine od dziecka tak bardzo nienawidził, a które teraz jak na ironię stało się jego jedynym kołem ratunkowym.
    ______- Niestety – westchnął.
    ______- A narkotyki? – dopytywał Liam i ponad ramieniem zerknął na profil napiętej twarzy syna, który zacisnął zęby z wściekłości tak mocno, że na pokrytym zarostem policzku pojawił mu się pulsujący dołeczek. 
    ______- Brała od czasu do czasu, ale jakieś trzy miesiące temu zapewniła mnie, że już z tym skończyła. Od tamtej pory nie widziałem jej pod wpływem. Kilka razy przetrząsnąłem jej mieszkanie, ale niczego nie znalazłem – przyznał szczerze Dylan i wreszcie zdobywając się na odwagę, spojrzał na zamyślonego Liama, który tylko skinął głową ze zrozumieniem.
    ______- Zrobimy testy na obecność – stwierdził, odruchowo przesuwając palcem wskazującym wzdłuż dolnej wargi.
    ______- Myślisz, że może…
    ______- Nie wiem, Dylan – wzruszył bezradnie ramionami i popatrzył swojemu pierworodnemu prosto w oczy. – Ale siedzę w tym wystarczająco długo by wiedzieć, że Nicole nie radzi sobie ze sobą sama, a jeśli sobie nie radzi, to znów zacznie szukać sposobów, dzięki którym zapomni. Niestety w tej chwili jedyne, jakie zna, to butelka alkoholu i działka od miejscowego dilera. Poza tym… - urwał i umykając wzrokiem przed siebie, wykrzywił usta w gorzkim grymasie. – Każdy, kto bierze potrafi się cholernie dobrze kamuflować. Być może Nicole faktycznie z tym skończyła, ale muszę mieć pewność.
    ______- Kiedy mam z nią przyjść? – spytał Dylan tonem wyprutym z jakichkolwiek uczuć, choć tak naprawdę kotłowało się w nim od ciągle tłumionych emocji.
    ______- Zadzwonię do ciebie wieczorem – oznajmił Liam, a gdy syn bez słowa skinął głową na zgodę, powoli odepchnął biodra od auta i raz jeszcze spojrzał mu prosto w oczy. – I jeszcze jedno. Terapia Nikki, to spotkania między nią a mną. Tylko – dodał dosadnie, robiąc nacisk na ostatnie słowo i przez chwilę siłował się z Dylanem na spojrzenia, jakby chciał mieć pewność, że ten zrozumiał wagę wypowiedzianych przez niego słów.
    ______- Zdaję sobie z tego sprawę – powiedział Dylan i opuszczając na moment wzrok na trzymane w dłoni kluczyki, zrobił głęboki wdech, po czym ponownie spojrzał na Liama błyszczącymi, błękitnymi tęczówkami. – To, że się zgodziłeś… To wiele dla mnie znaczy…
    ______- Wiem, synu – przerwał mu Liam i uśmiechając się lekko jednym kącikiem ust, położył dłoń na ramieniu swojego jedynaka, uporczywie wpatrując się w jego oczy, tak jakby starał się przekazać mu coś czego nie potrafił nigdy wyrazić słowami.
    Szybko jednak na powrót przybrał obojętną maskę, którą codziennie raczył swoich pacjentów, a potem ścisnął ramię syna, obszedł samochód i otworzył drzwi od strony kierowcy.
    ______Dylan leniwie odepchnął biodra od auta, odwrócił się i skinąwszy ojcu uprzejmie głową na pożegnanie, wcisnął dłonie do kieszeni eleganckich spodni. 
    ______- Zadzwonię – rzucił stary McCaine i nie czekając już nawet na odpowiedź, wpakował się na miejsce kierowcy, po chwili sprawnie wyjeżdżając z restauracyjnego parkingu i włączając się do ruchu drogowego Chicago.
    ______Dylan zmarszczył brwi i przez trwającą w nieskończoność chwilę wpatrując się w miejsce, w którym zniknął mu z oczu Bentley ojca, zaczął się zastanawiać, co, do cholery, tu się właściwie przed momentem wydarzyło. Nie potrafił przypomnieć sobie, kiedy ostatnio rozmawiał z Liamem McCainem w taki sposób, jakby byli wspierającą się wzajemnie rodziną, ani czy kiedykolwiek przez trzydzieści lat widział w oczach ojca to co widział w nich dzisiaj. Nie rozumiał niczego, ale nie chciał się zastanawiać nad tym teraz, bo to nie był dobry moment na analizowanie swoich relacji rodzinnych i wyciąganie wniosków. Teraz najważniejsze było to, że Liam zgodził się pomóc i nie miało już znaczenia, dlaczego właściwie podjął taką a nie inną decyzję.


    1 szefie
    2 świeże produkty
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:45:06 27-12-16    Temat postu:

Jupi, jest i nowy odcinek
Byłam zaskoczona nie mniej niż Dylan z postawy Liama. Kto by się spodziewał, że potrafi w cywilizowany sposób rozmawiać z synem. Może jednak nie jest taki zły? Ciekawe jak dalej się to wszystko potoczy. Czekam na ciąg dalszy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:19:46 28-12-16    Temat postu:

No jest, a i tak później niż obiecałam. To wszystko przez to, że ostatnie dni to był jakiś kosmos i człowiek nie wiedział na jakim świecie żyje, a przynajmniej ja
Mam nadzieję, że teraz obejdzie się bez takich turbulencji i rozdziały będą bardziej systematycznie, nie tylko tutaj zresztą
Odnosząc się do Twojego komentarza, to pozwolisz, że jednak nie skomentuję, ciszę się natomiast, że udaje mi się jeszcze czasem zaskoczyć
Dzięki, Monia, że wciąż jesteś i wykazujesz się taką cierpliwością :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:20:07 29-12-16    Temat postu:

Doskonale Cię rozumiem, przedświąteczny okres to była jakaś masakra i mam nadzieję, że teraz już będzie trochę spokojniej a treningu cierpliwości nigdy za wiele
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:21:53 15-01-17    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______Spojrzał nerwowo w kierunku schodów i bezwiednie strzelając kostkami palców splecionych w koszyczek, ponownie wbił wzrok w swoje dłonie, jakby to była jakaś wyrocznia, która mogłaby przepowiedzieć mu przyszłość i jasno zadeklarować ile jeszcze czasu mu zostało. Wiedział, że nie było go zbyt wiele i coraz dobitniej uświadamiał sobie, że każdy nowy dzień to o jeden dzień mniej dla niego, by nacieszyć się obecnością matki w swoim życiu, pokazać jej jak bardzo ją kocha i zrobić wszystko, co w jego mocy, by czas, jaki jeszcze będą mogli spędzić w komplecie, mimo wszystko był dla niej radosny. Niezależnie od tego jednak jak bardzo był świadomy, że nieuchronnie zbliża się dzień, w którym Nellie pożegna się z tym światem by trafić do innego, być może nawet lepszego, nadal nie potrafił się z tym pogodzić i nie miał pojęcia czy kiedykolwiek zdoła to zrobić. W przeciwieństwie do niej. Ilekroć patrzył, bowiem na matkę, miał wrażenie, że ona już dawno zaakceptowała fakt, że jej życie dobiega końca, a nawet śmiało mógł powiedzieć, że oswoiła tego przeklętego skorupiaka, który co dzień sukcesywnie ją zabijał i przestała już z nim walczyć. Miała w sobie siłę, pokorę i jakiś nadzwyczajny spokój, których on mimo usilnych prób, do tej pory nie zdołał w sobie znaleźć. Podziwiał ją za to, a mimo to był  też cholernie wściekły, bo podczas gdy w nim wszystko wręcz się gotowało i głośno protestowało przeciwko takiej niesprawiedliwości, ona po prostu się poddała.  
    ______Zaśmiał się do siebie bez cienia wesołości i pokręcił głową z rezygnacją, uświadamiając sobie nagle, jak dużo prawdy było w słowach matki, gdy niejednokrotnie mówiła mu jak wiele cech odziedziczył po swoim ojcu. Teraz z perspektywy czasu, kiedy sam się nad tym zastanawiał, zaczynał dostrzegać podobieństwo do Phila Dawsona – obaj byli wybuchowi, narwani, zaborczy i w jakimś stopniu dominujący, z trudem przychodziło im również godzenie się na najmniejszą choćby niesprawiedliwość czy okrucieństwo losu. To ojciec nauczył go, że nigdy nie wolno się poddawać i zawsze trzeba walczyć do końca nawet, jeśli sprawa wydaje nam się beznadziejna, a my na samym starcie obrywamy siarczysty policzek. Michael nigdy nie należał do ludzi spokojnych i opanowanych, a obrywając w twarz zawsze rewanżował się dwa razy mocniejszym uderzeniem, nie dając przeciwnikowi szansy na reakcję i nie miało znaczenia czy walka była prawdziwa, czy też czysto metaforyczna, ani kto stał po drugiej stronie ringu: kolega ze szkoły, jakiś nabuzowany łepek z wrogiej motocyklowej grupki, wszyscy ci ludzie, którzy utrudniali mu osiągnięcie zawodowego sukcesu, czy całe to popieprzone życie, bezlitośnie sypiące piaskiem po oczach, za każdym razem, gdy powalony na ziemię, wstawał chcąc zrobić krok naprzód.
    ______Zazgrzytał zębami i przesunął dłonią po piersi w miejscu, gdzie rytm wybijało jego serce, teraz jakby odrobinę osłabione i spętane przez rozdzierający je ból i cały ten zalegający na nim ciężar, który dzielnie dźwigał od zbyt długiego już czasu. Miał nieodparte wrażenie, że w końcu nie wytrzyma i ta łatwopalna mieszanka jaka w nim buzowała, w końcu przestanie się opierać nieuniknionemu i wybuchnie, niszcząc nie tylko wszystko dookoła, ale również jego samego. Bał się tylko, że niechcący może uderzyć w tych, na których zależało mu najbardziej, a tego by sobie nie wybaczył do końca życia.
    ______Przymknął powieki i zwiesił głowę zdając sobie sprawę z tego, że nie jest już w salonie sam. Kiedy do jego nozdrzy wdarł się tak dobrze mu znany delikatny kwiatowy zapach, a chwilę później poczuł dotyk drobnej dłoni na ramieniu, przełknął z trudem i powoli uniósł wzrok, natychmiast tonąc w niesamowitym błękicie wpatrujących w niego z czułością tęczówek żony. Uśmiechnęła się do niego lekko i bez słowa podała mu kubek z gorącą, aromatyczną kawą, a gdy objął go długimi palcami, nienaumyślnie zahaczając przy tym opuszkami o jej palce, zadrżała mimowolnie i umykając wzrokiem, szybko cofnęła rękę.
    ______Michael skrzywił się na ten widok i wspierając łokcie o kolana, pochylił się odrobinę do przodu, tępo wpatrując się w falujący od jego oddechu parujący napój, jakby chciał wypatrzyć w nim jakieś pojedyncze migawki ze swojej przyszłości, której nie był już pewny, tak jak kilka lat temu.
    ______- Nie zadręczaj się tak – powiedziała cicho Tess, przysiadając na krawędzi niskiego stolika do kawy stojącego przed kanapą, na której siedział Dawson, zajmując miejsce tak by nie stykali się kolanami i oboje mieli przynajmniej odrobinę swobody ruchu, co Michaelowi niekoniecznie było na rękę.
    ______Uśmiechnął się do siebie jednym kącikiem ust i zacisnął palce mocniej na kubku, ostatkiem sił powstrzymując się przed chwyceniem Tess za biodra i posadzeniem sobie jej na kolanach tak, jak robił zawsze, gdy tylko znalazła się w zasięgu jego ramion.
    ______- Nic nie możesz już zrobić, Mike – odezwała się po chwili milczenia zdławionym głosem i odchrząkując cicho, odruchowo wsunęła pasmo jasnych włosów za ucho. – Żadne z nas nie może już nic zrobić – dodała szeptem, tak jakby wypowiedzenie tego miało jej pomóc przyjąć w końcu do wiadomości to, o czym wszyscy zdawali sobie sprawę już od bardzo dawna.
    ______- Myślałem, że mamy to już za sobą – przyznał szczerze, łamiącym się głosem, wciąż uparcie wpatrując się w swoje odbicie w wibrującej, od drżących dłoni, tafli kawowego napoju. – Dwa lata temu naprawdę miałem nadzieję, że mama pokonała tego sukinsyna, bo przecież tak zawzięcie z nim walczyła, a teraz… - urwał, gdy głos niespodziewanie ugrzązł mu w gardle wraz z oddechem, zupełnie jak po oberwaniu porządnego kopniaka prosto w splot słoneczny. Zmarszczył czoło i mrugając energicznie, by odgonić uparcie napływające łzy, potarł palcami piekące oczy. – Nienawidzę tego pieprzonego poczucia bezsilności, które mnie dopada za każdym razem, gdy widzę jak mama łyka kolejne kolorowe pastylki, po to tylko by aż tak nie bolało…
    ______- Mike… - szepnęła Teresa, a potem wprawiając w zdumienie samego Dawsona, zupełnie spontanicznie ujęła jego pokryty zarostem policzek w drobną dłoń i oparła się czołem o jego czoło. – Jesteś silny i poradzisz sobie. Wiesz o tym przecież – powiedziała z pełnym przekonaniem, a on słysząc w jej głosie wciąż tak samo silną i niezachwianą wiarę w niego, uniósł kąciki ust w ledwie zauważalnym uśmiechu i przezornie przykrywając jej rękę własną, wtulił twarz w ciepłe wnętrze jej dłoni, całym sobą chłonąc wszystko to, co w tej ulotnej chwili zdecydowała się mu dać. - Przepraszam… - dodała, w końcu przerywając ciszę między nimi i natychmiast ściągając na siebie pytające spojrzenie męża. – Przepraszam, że mnie przy tobie wtedy nie było – powtórzyła już pewniejszym tonem i odsuwając się powoli, opuściła wzrok sprawiając przy tym wrażenie odrobinę skrępowanej ciężarem jego palącego spojrzenia, jakim nieustępliwie sondował jej zarumienioną twarz. - To wszystko to jakiś totalny bajzel, a my się władowaliśmy w sam środek tego rozgardiaszu, który zrobiliśmy w swoim życiu sami i to w zastraszającym wręcz tempie – wyrzuciła z siebie i wspierając łokcie o złączone kolana, ukryła twarz w dłoniach. – Co się z nami stało, Mike? – spytała, podnosząc na niego załzawione spojrzenie cudownych błękitnych oczu, które przez wszystkie samotne noce jakie przyszło mu spędzić bez niej, uparcie nawiedzały go w snach.
    ______- Nie wiem, Tess – odparł zgodnie z prawdą, odstawiając kubek na stolik. Przełknął z trudem i niepewnie sięgnął po jej lewą dłoń, a nie widząc w jej oczach sprzeciwu, ostrożnie jeden po drugim splótł z nią palce. – Ale chciałbym się dowiedzieć, co z nami będzie dalej – wyznał cicho i uśmiechając się lekko jednym kącikiem ust, delikatnie kciukiem przesunął po złotym krążku zdobiącym jej palec serdeczny, jakby chciał wygładzić jego powierzchnię i zetrzeć z niej ślady ich dwuletniej rozłąki. – Nie róbmy znów niczego na wariackich papierach, Tess – poprosił, zaglądając jej głęboko w oczy, w których znów rozpalił się ten sam płomień, jaki tlił się w nich każdego dnia przez wszystkie lata gdy byli razem. Szczęśliwi.
    ______- Niezależnie od tego, co oboje zrobiliśmy i co myślisz o mnie, nasze małżeństwo zawsze było dla mnie ważne – zapewniła, ukrywając na moment zaszklony wzrok za wachlarzem gęstych rzęs. – Ty jesteś dla mnie ważny – przyznała i instynktownie zwilżając spierzchnięte wargi językiem, ukradkiem zerknęła Michaelowi w oczy, jakby chciała się upewnić, że usłyszał każde jej słowo.
    ______Dawson kompletnie nieświadomy tego, że do tej pory wstrzymywał oddech, z ulgą wypuścił powietrze z płuc i pokręcił głową z niedowierzaniem. Nerwowo potarł palcami czoło, starając się jednocześnie zapanować nad tłukącym w piersi sercem, które teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pragnęło wyrwać się na wolność po to tylko by znaleźć się tam gdzie od zawsze było jego miejsce. Przy Teresie.
    ______Przymknął powieki i zaśmiał się do siebie niemal histerycznie, bo w tej chwili cholernie bał się odezwać i powiedzieć żonie jak bardzo mu na niej zależy. Nie chciał znów czegoś schrzanić, zwłaszcza teraz, kiedy gdzieś na dnie serca na nowo rozpaliła się iskierka nadziei na to, że jednak nie wszystko jeszcze stracone. Potrzebowali tylko czasu, by poukładać swoje życie i dojść do ładu z własnym małżeństwem, które oboje tak koncertowo spieprzyli.
    ______- Mogę cię przytulić? – spytał cicho, wpatrując się w nią z obawą w błyszczących zielonych oczach. – Potrzebuję tego, Tess. Proszę… - szepnął niemal rozpaczliwie i wstrzymując powietrze w płucach, wpatrywał się w nią błagalnie, jakby od tego czy się zgodzi miało zależeć całe jego życie.
    ______Teresa bezwiednie rozchyliła wargi i nie odrywając ani na moment szklistego spojrzenia od jego oczu, przesiadła się na kanapę i bez słowa przygarnęła go do siebie. Michael objął jej drobne, drżące ciało silnymi ramionami, a gdy ochoczo przylgnęła do niego jeszcze ciaśniej, wsunął nos w jej blond włosy i mocno zaciągnął się kwiatowym zapachem, który w jakiś cudownie magiczny sposób koił jego nerwy, wyciszał go i uspokajał. To wyłącznie jej bliskości i ciepła potrzebował, by radzić sobie z otaczającym go światem, problemami i wszystkimi tymi kłodami, jakie bezustannie los rzucał mu pod nogi. Tess była dla niego wszystkim. Od zawsze. Jego niebem i piekłem jednocześnie, trucizną i lekarstwem na nią, jego kompasem i cholernym błędnym kołem, z którego czasem nie umiał się wydostać, była jego kotwicą i sztormem w jednym, ale niezależnie od tego jak skutecznie i w jaki okrutny sposób potrafiła rozsypać go na milion kawałeczków, tylko ona potrafiła wszystkie je znaleźć i znów złożyć go w całość. Była jego lepszą i piękniejszą połową, która zagarnęła dla siebie znaczną część jego duszy i serca, a bez której nie chciał już żyć.
    ______Nie miał pojęcia jak długo trwali tak w swoich objęciach, wzajemnie chłonąc swoją bliskość, ale dopiero, kiedy ciszę przerwał dzwonek do drzwi, oboje wrócili do rzeczywistości, niechętnie się od siebie odsuwając. Tess uśmiechnęła się niewyraźnie i instynktownie wsuwając kosmyk włosów za ucho, szybko uciekła wzrokiem.  
    ______- Pójdę otworzyć – rzuciła i nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony męża, wstała i pospiesznie ruszyła do holu.
    ______Po chwili do uszu Dawsona dobiegły dwa znajome męskie głosy, a zaraz potem do salonu wkroczyła Teresa w towarzystwie nikogo innego jak Dylana i samego Joe Kennera. Michael uśmiechnął się na ich widok i wspierając dłonie o uda, podniósł się z kanapy, zmierzając w ich kierunku.  
    ______- Siema, stary – przywitał się McCaine, szczerząc się od ucha do ucha jak małe dziecko i gdyby nie smutek czający się gdzieś na dnie jego lodowato niebieskich tęczówek, Mike zapewne uwierzyłby w ten uśmiech beztroskiego chłopca.
    ______Nie zamierzał jednak w tej chwili o nic wypytywać, tym bardziej, że nie byli sami tylko w towarzystwie. Skinął, więc Dylanowi głową i spod wysoko uniesionej brwi wymienił z nim szybkie, znaczące spojrzenie, jakby posługiwali się właśnie jakimś tajnym kodem, zrozumiałym jedynie dla nich dwóch i nieprzeznaczonym dla postronnych obserwatorów. Dylan uśmiechnął się jednym kącikiem ust i skrywając na moment wzrok za wachlarzem długich rzęs, wbił go w czubki swoich butów, odruchowo wsuwając dłonie do kieszeni ciemnych jeansów.
    ______- Mam nadzieję, że nie narobiłem wam zbytnio kłopotu wpadając tak bez uprzedzenia – powiedział Joe wodząc niepewnym, jasnym wzrokiem od uśmiechającej się uprzejmie Teresy do Mike’a, któremu podawał dłoń na powitanie.
    ______- Oczywiście, że nie. Mama będzie zachwycona – oznajmił Dawson, uśmiechając się szeroko. – Ostatnio się skarżyła, że nie może cię wyciągnąć z baru.
    ______- Faktycznie, odrobinę ją zaniedbałem – mruknął Kenner, w zakłopotaniu przesuwając szeroką dłonią po karku. – Aż głupio się przyznać do powodów.
    ______- W porządku – zapewnił Michael, po przyjacielsku klepiąc Joe w ramię. – Mama rozumie.
    ______- Ale niektóre sprawy nie mogą czekać i nic mnie nie usprawiedliwia – odparł mężczyzna śmiertelnie poważnym tonem, przez chwilę siłując się w Michaelem na spojrzenia.
    ______Dawson skinął głową ze zrozumieniem i uśmiechnął się lekko, uświadamiając sobie nagle jak wielu ludziom zależy na Nellie i jak wielu z nich przeżyje odejście tak wspaniałej przyjaciółki jaką była całe życie.
    ______- Jest jeszcze moja mama? – spytał swobodnie Dylan, kurtuazyjnie przerywając tę niezręczną ciszę jaka zapadła w salonie po słowach Kennera.
    ______- Tak, z Nellie na górze – oznajmiła Tess i uśmiechając się łagodnie, wsunęła dłonie do tylnych kieszeni jeansów. – Napijecie się czegoś? – zagadnęła, ale nim którykolwiek z nich zdążył się odezwać na schodach pojawiła się uśmiechnięta matka Michaela w towarzystwie eleganckiej jak zawsze, Diane McCaine, której nienaganną, mimo upływu czasu, figurę podkreślały dopasowane karmelowe szwedy i prosta czarna bluzka z fontaziem.
    ______- Joe! – zawołała Nellie i wyraźnie jeszcze bardziej się rozpromieniając, ostrożnie zeszła ze schodów, po chwili pewnie chwytając wyciągniętą w swoją stronę dłoń przyjaciela.
    ______Kenner uśmiechnął się szeroko i pomógł jej pokonać ostatnie stopnie, a potem bez oporów pozwolił jej porwać się w ramiona.
    ______– Tak się cieszę, że przyjechałeś – powiedziała ze ściśniętym gardłem i zamrugała energicznie, jakby usiłowała powstrzymać napływające do oczu łzy.
    ______- Wybacz, że dopiero teraz, maleńka – mruknął cicho Joe, powoli odsuwając ją od siebie na odległość ramion, a dostrzegając samotną łzę spływającą jej po policzku, dyskretnie otarł ją kciukiem i mrugnął do niej łobuzersko, jakby znów mieli po dwadzieścia lat.
    ______- Teraz przynajmniej ta ksywka pasuje do mnie jak ulał – zażartowała, ciasno opatulając się grubym swetrem.
    ______- Zawsze pasowała – zaśmiał się Kenner, a Nellie w odpowiedzi pokręciła tylko głową z dezaprobatą i ponad ramieniem spojrzała na przysłuchującą się rozmowie Diane.
    ______- Wy się chyba nie znacie – zreflektowała się, a kiedy przyjaciółka pokręciła przecząco głową, dodała: - Joe Kenner, szef Rayana i mój przyjaciel jeszcze z liceum. Diane McCaine, mama tego przystojniaka – przedstawiła Nellie, gestem wskazując na roześmianego Dylana.
    ______- Bardzo mi miło, w końcu cię poznać – odezwała się Diane, uśmiechając się przy tym serdecznie.
    ______- Mnie również. A teraz przynajmniej wiem, po kim ten łobuz ma te diaboliczne ślepia, za którymi szaleją klientki mojego baru – zaśmiał się Joe i ujmując dłoń Diane w swoją, złożył na niej szarmancki pocałunek.
    ______- Nie przesadzajmy! Daleko mi do diabła i tym podobnych – nachmurzył się Dylan, a kiedy matka posłała mu pełne niedowierzania spojrzenie, z trudem panując nad śmiechem, przesunął dłonią po włosach z tyłu głowy i przymknął jedno oko. – No dobra, bliżej niż chcę się do tego otwarcie przyznać – westchnął z rozbawieniem, wywołując gromki śmiech zgromadzonych.  
    ______- Dobrze, to skoro w końcu cię do mnie przygnało, Joe, to wypijesz z nami herbatę i skosztujesz kawałek placka z wiśniami – powiedziała Nellie łagodnym acz stanowczym tonem jasno sugerującym, że ta kwestia nie podlega żadnej dyskusji, po czym bez skrępowania chwyciła Kennera pod ramię.
    ______- Z ogromną przyjemnością i to nawet dwa kawałki, jeśli uznasz, że zasłużyłem – zgodził się i odruchowo przykrywając jej drobne dłonie własną, po bratersku cmoknął ją w skroń.
    ______- My będziemy się zbierać. Musimy jeszcze podjechać do Rayana – wtrącił Dylan, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Michaelem, który zerkając na tarczę zegarka zdobiącego jego lewy nadgarstek, skinął głową na zgodę i zrobił głęboki wdech. – Zadzwonię do ciebie później – zwrócił się do Diane, uśmiechając się ciepło, a kiedy bez słowa skinęła głową, pochylił się i pocałował ją w policzek.
    ______Obaj z Dawsonem szybko pożegnali się z pozostałymi, wymieniając jeszcze kilka słów z Joe’m, a kiedy rozdzwonił się telefon McCaine, ten przeprosił ich i przystawiając aparat do ucha, pospiesznie wyszedł z domu. Michael uścisnął dłoń właścicielowi baru i korzystając z tego, że ten skierował się w głąb salonu, dołączając do rozmawiających Tess i Diane, podszedł jeszcze do matki, pytająco zaglądając jej w oczy.
    ______- Wszystko jest dobrze, synku – zapewniła i uśmiechając się ciepło, ujęła jego policzek w swoją drżącą dłoń. - Jedź do pracy i nie zaniedbuj swoich obowiązków. Nie wracaj tylko zbyt późno – poprosiła, po czym ucałowała go w czoło i głaszcząc jeszcze uspokajająco jego ramię, odsunęła się, powoli ruszając do salonu za swoimi gośćmi, którzy właśnie swobodnie o czymś dyskutowali.
    ______Michael odprowadził matkę wzrokiem, a potem zupełnie instynktownie przeniósł jeszcze spojrzenie na wpatrującą się w niego Tess. Uśmiechnęła się do niego łagodnie i zupełnie jakby czytała mu w myślach, znając przy tym wszystkie jego obawy, poruszyła wargami, wypowiadając bezgłośnie: „Zaopiekuję się nią”. Dawson skinął jej głową w podziękowaniu, a potem odwrócił się na pięcie i zgarniając po drodze klucze z niskiej szafki przy wejściu i wiszącą na wieszaku skórzaną kurtkę, wyszedł z domu, po chwili dołączając do stojącego przy swoim chargerze Dylana, który akurat skończył rozmawiać przez telefon.
    ______- Powiesz mi dlaczego wyglądasz jakby cię ściągnęli z krzyża? – zagadnął, wsuwając ramiona w rękawy kurtki.
    ______McCaine zaśmiał się gorzko pod nosem i obracając w dłoni komórkę, powędrował wzrokiem gdzieś w bok.
    ______- Rozmawiałem dzisiaj z ojcem. Przyjechał do restauracji – wyjaśnił, a kiedy Michael z zaskoczeniem uniósł brwi i zagwizdał cicho pod nosem, dodał: - Też mnie wmurowało.
    ______- Po co przyjechał?
    ______- Żeby mi powiedzieć, że pomoże Nikki – oznajmił tonem wyprutym z jakichkolwiek uczuć, tępo wpatrując się przy tym w ciemny ekran swojego telefonu. Dawson przez chwilę świdrował kumpla czujnym spojrzeniem spod zmrużonych podejrzliwie powiek, a potem przesunął palcem wskazującym wzdłuż dolnej wargi i zerknął na trzymany przez Dylana telefon, jakby chciał w ten sposób dowiedzieć się co myśli kumpel i na co tak desperacko czeka, bo znał go na tyle dobrze by wiedzieć, że to akurat bardziej niż pewne.
    ______- To chyba dobrze.
    ______- Chyba tak – mruknął Dylan i w końcu wsuwając telefon do kieszeni spodni, odważnie spojrzał przyjacielowi w oczy.
    ______- To, o co chodzi? – spytał Michael i przekrzywiając lekko głowę na ramię, uważnie obserwował nachmurzoną twarz McCaine’a, kiedy ten pokręcił bezradnie głową i wzruszył ramionami, wyglądając przy tym jak ktoś, z kogo nagle uleciało życie.
    ______- Nie wiem, chyba zbiło mnie z tropu jego zachowanie i taka nagła zmiana podejścia. Przez długi czas ze sobą nie rozmawialiśmy, a wcześniej kiepsko się dogadywaliśmy. Przecież on nawet nie lubił Nikki, a dzisiaj… - urwał i wypuszczając ze świstem powietrze z płuc, przesunął dłońmi po zmęczonej twarzy. – Cholera, nie pamiętam by mój ojciec kiedykolwiek patrzył na mnie tak jak dzisiaj – przyznał szczerze i marszcząc brwi, znów spojrzał kumplowi w oczy, jakby szukał u niego jakiejś pomocy, albo przynajmniej wskazówki, która pomoże mu zrozumieć, co się u diabła wokół niego dzieje.
    ______- Może wreszcie zrozumiał, że ma tylko jednego syna i ostatnią szansę na to by go nie stracić?
    ______- Może … - szepnął Dylan w zamyśleniu i odetchnął głęboko, szybko spychając wszystkie natrętne myśli na dalszy plan, bo nie chciał dłużej się nad tym zastanawiać, tym bardziej, że niewiele to w tej chwili zmieniało. W końcu przywołał na twarz szeroki uśmiech i krzyżując przedramiona na piersi, spojrzał Michaelowi w oczy, błyszczącymi łobuzersko jasnymi tęczówkami. – U ciebie chyba też coś się zmienia – bardziej stwierdził niż zapytał, wykrzywiając usta w cwanym uśmieszku.
    ______Michael przewrócił oczami i kręcąc głową z dezaprobatą, bez słowa obszedł maskę, nie zamierzając nawet udawać, że zdziwiło go stwierdzenie Dylana. Wszyscy trzej znali się przecież jak łyse konie, razem się wychowali i wiedzieli o sobie naprawdę wszystko, łącznie z mało pochlebnymi faktami ze swojego życia, więc ukrycie przed sobą czegokolwiek było całkiem jak mission impossible. Cenił tę przyjaźń i każdego dnia dziękował niebiosom za to, że miał takich kumpli, ale ta ich braterska więź czasem, była jak wrzód na d***e zwłaszcza, kiedy tak jak teraz, wolał pewne sprawy po prostu przemilczeć.
    ______- Jedźmy do Rayana, łosiu – zaśmiał się, z pełną premedytacją puszczając mimo uszu słowa McCaine’a, a gdy Dylan parsknął wesołym śmiechem, ponad dachem pochwytując jeszcze na moment jego rozbawione spojrzenie, pokazał mu środkowy palec i wpakował się na miejsce pasażera.  


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 18:49:57 15-01-17, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:42:08 25-01-17    Temat postu:

Nie wiem, jak to się stało,że jeszcze tego nie skomentowałam, hm..
No cóż, odcinek trochę smutny. Ciężko pogodzić się z taką sytuacją, gdy ktoś bliski choruje i nie ma już doń żadnego ratunku. Żal Nellie, która jest naprawdę dobrą kobieta. Może jest jeszcze jakaś szansa na cud?
Jedyny pozytyw, to poprawiajace się relacje Michaela i Tess. Mam nadzieję, że w końcu będą szczęśliwi pomimo tej rozłąki i tego, jak się oddalili.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:14:31 25-01-17    Temat postu:

Ważne, że jesteś teraz, Moniś, i dziękuję śliczne za komentarz
Faktycznie rozdział taki trochę w nostalgicznym klimacie wyszedł, ale nie wszystko musi być u chłopaków beztroskie, nie? No
Michael i Tess... cóż, z nimi to nigdy nic nie wiadomo A resztę twojego komentarza pozostawię bez komentarza
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:31:59 27-02-17    Temat postu:

Nie za długa ta przerwa w odcinkach, hm ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:25:24 27-02-17    Temat postu:

Ha! Dobre pytanie Jeśli mi się uda, to może jutro bym coś wstawiła. Wytrzymasz?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:02:50 28-02-17    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______Chwycił oba końce krótszego brzegu kołdry i strzepnął świeżo powleczoną pościel jednym zdecydowanym ruchem, po chwili układając ją na czystym prześcieradle, które zdążył już naciągnąć na szeroki materac. Całość nakrył miękką, szarą narzutą wykonaną z prawdziwej wełny, jaką kilka lat temu na gwiazdkę własnoręcznie wydziergała dla niego Nellie, a potem obszedł łóżko, poprawiając wszystkie brzegi i na koniec wygładzając pled na środku. Zgarnął z podłogi kilka dekoracyjnych poduszek, których szczerze nie znosił i których przeznaczenia nie rozumiał po dziś dzień, mimo iż Lisa nie wyobrażała sobie bez nich żadnego kąta w domu i wrzucił to cholerstwo niedbale na łóżko, nie zawracając sobie nawet głowy podniesieniem tych, które spadły z powrotem na podłogowe panele.
    ______Przewrócił oczami z irytacją, po czym schylił się po leżącą na podłodze pościel i chwytając po drodze nieświeże ubranie z grafitowego szezlonga stojącego pod oknem, wrzucił wszystko do dużego białego kosza, który zostawił przy drzwiach kilkanaście minut temu. Ostatni raz omiótł wzrokiem posprzątaną sypialnię i zadowolony z efektu, uśmiechnął się do siebie, oparł sobie kosz na biodrze i ruszył do łazienki, przelotnie zerkając jeszcze do pokoju Zoe, gdzie jego córeczka z pełnym zaangażowaniem starała się poskromić bałagan w swoim małym różowo-fioletowym królestwie.
    ______- Zoe, wstawiam pranie! – zawołał, wchodząc do łazienki. Postawił kosz przed pralką, przykucnął i zaczął przerzucać jego zawartość do bębna, a po chwili w progu łazienki pojawiła się zziajana Zoe z ubraniami przewieszonymi przez szczuplutkie ramię.
    ______- Proszę, jeszcze to – oznajmiła i zdmuchując z czoła jakiś niesforny kosmyk włosów, który zdążył jej się wysunąć z zrobionego rano kucyka, wręczyła Rayanowi ciuchy.
    ______- Dziękuję – powiedział Palmer i uśmiechając się szeroko do córeczki, wyciągnął wolną dłoń, delikatnie ściągając z jej jasnych włosów maleńkie piórko. – Coś pani złapała – dodał i puszkiem trzymanym między kciukiem a palcem wskazującym, połaskotał ją w nos.
    ______Zoe roześmiała się wesoło eksponując przy tym odziedziczony po nim maleńki dołeczek w prawym policzku i uroczo marszcząc nosek, przezornie chwyciła ojca za nadgarstek obiema rękami, a gdy miała pewność, że jednak jej nie umknie, wysunęła mu spomiędzy palców białe piórko. Ułożyła je wtedy we wnętrzu swojej dłoni i unosząc rękę na wysokość ust, dmuchnęła lekko, wprawiając biały puszek w ruch.
    ______- Posprzątałaś już wszystko, skarbie? – zagadnął Ray, segregując ubrania, które właśnie przyniosła mu Zoe, część rzeczy wrzucając do kosza na pranie, a drugą ładując od razu do kurczącego się z każdą chwilą wnętrza pralki.
    ______- Muszę jeszcze znaleźć jakieś miejsce na tego dużego misia od Jade – oznajmiła, chwytając frunące jej nad głową piórko.
    ______- Ostatecznie może siedzieć na podłodze – stwierdził ze śmiechem Ray, przelotnie zerkając na córkę. – Tam jest jeszcze całkiem sporo miejsca do zagospodarowania.
    ______- Nie mogę go zostawić na podłodze, bo będzie mu smutno – zaprotestowała Zoe śmiertelnie poważnym tonem i wpatrując się w ojca z dezaprobatą w ślicznych ciemnoniebieskich oczach, wsparła drobne piąstki na biodrach.
    ______- Możesz mu jeszcze odstąpić swoje łóżko – zasugerował Palmer, z trudem panując nad śmiechem na widok Zoe, która podejrzliwie mrużąc oczy, jakby w tej właśnie chwili usiłowała przejrzeć wszystkie jego myśli, zaczęła rytmicznie tupać drobną stopą o łazienkową posadzkę.
    ______- Czy ty się ze mnie śmiejesz, tato?
    ______- No coś ty! Nawet mi to do głowy nie przyszło – zaoponował gorliwie, a kiedy Zoe uniosła pytająco brwi, nie spuszczając z niego przenikliwego spojrzenia, nie był w stanie dłużej nad sobą panować i parsknął głośnym śmiechem.
    ______- Jesteś niemożliwy – westchnęła pompatycznie, kręcąc przy tym głową z dezaprobatą dla lepszego efektu i wyglądała zupełnie jak profesjonalna, melodramatyczna, młoda aktoreczka.
    ______- Ja? – spytał Ray i podejmując jej grę, z zaskoczeniem wybałuszył oczy.
    ______- No przecież nie ja – odparła parodiując ton jego głosu sprzed chwili i bezradnie rozłożyła ramiona.
    ______- Ty mała pyskata, złośliwa małpko! – żachnął się, choć nie wyglądało to ani odrobinę poważnie, kiedy nie mógł przestać się śmiać z tego małego przedstawienia, a potem wyciągnął dłoń i zanim Zoe zdążyła mu umknąć chwycił ją pod żebra, łaskocząc lekko.
    ______- Ale i tak mnie kochasz – powiedziała z pełnym przekonaniem i uśmiechając się do ojca szeroko, objęła go szczupłymi ramionami za szyję, po chwili wyciskając na jego policzku słodkiego całusa.
    ______- Zawsze – zapewnił Rayan, spoglądając córeczce prosto w oczy, po czym musnął jej czoło chłodnymi wargami. – Zmykaj sprzątać dalej, bo czas nas goni, skarbie – poprosił, trącając ją czule palcem wskazującym w czubek nosa, a Zoe skinęła mu tylko głową na zgodę, odwróciła się na pięcie i pognała do swojego pokoju.
    ______Palmer odprowadził ją roześmianym spojrzeniem i pokręcił głową z niedowierzaniem, bo o ile w tej chwili jeszcze dawał radę przegadać córkę w jakiejś kwestii, o tyle za kilka lat nie będzie już miał najmniejszych nawet szans wygrać, ani z jej pyskatą i bezpośrednią naturą, ani tym bardziej z urokiem osobistym Palmerów, który ewidentnie dostała po nim w genach, a który w tak sprytny sposób potrafiła wykorzystać na swoją korzyść. Zupełnie jak on gdy był w jej wieku i prowadził dyplomatyczne dyskusje z matką, w których mimo usilnych prób nie była w stanie przechylić szali na swoją stronę, a potem jako młody człowiek, gdy zdarzało mu się narozrabiać i zminimalizować czekające go konsekwencje. Miał tylko nadzieję, że córka będzie rozsądniejsza od niego i nie powieli wszystkich jego błędów, a jeśli już jakieś popełni, to wyciągnie z nich wnioski szybciej niż on. Wiedział, że niezależnie od tego jak bardzo będzie próbował nie zdoła trzymać Zoe pod kloszem całe życie, a nawet nie powinien tego robić, pozwalając jej uczyć się i podejmować samodzielne decyzje. Jego zadaniem będzie wtedy po prostu być, zawsze, pomimo i wbrew wszystkiemu, by wiedziała, że ma na świecie miejsce, gdzie może czuć się bezpieczna i kochana bez względu na to co się akurat wydarzy.
    ______Uśmiechnął się do siebie na tę myśl, bo nie wiedział jak on sam zniesie rolę jedynie obserwatora w życiu Zoe, która była przecież całym jego światem i najcudowniejszym skarbem, jaki pragnął chronić za wszelką cenę i przed wszystkim. Był po prostu nadopiekuńczym durniem i dopiero teraz po latach uświadomił sobie, że Lisa miała rację za każdym razem, gdy podczas jakiejś sprzeczki rzucała między nich ten argument skutecznie zamykając mu tym usta, choć często robiła to już z czystej przekory, zawsze dodając potem, że za to, właśnie tak bardzo go kocha.
    ______Przymknął na moment powieki i pokręcił głową, jakby chciał w ten sposób odepchnąć od siebie wszystkie natrętne myśli i wspomnienia, które mimo tego, iż były najpiękniejszymi, jakie miał, niosły ze sobą wyłącznie smutek i ból, a i tak nie były w stanie zmienić rzeczywistości. Przełknął ogromną gulę jaka stanęła mu w gardle i odchrząknął cicho, a potem działając zupełnie mechanicznie skończył pakować pranie do bębna pralki, dodał właściwie odmierzoną ilość środka piorącego, nastawił odpowiedni program i opuścił łazienkę, kierując się prosto do salonu. Przesunął wzrokiem po pomieszczeniu, jakby usiłował oszacować co jeszcze zostało im do uprzątnięcia, a jego wzrok niemal natychmiast zatrzymał się na ułożonych na niskim stoliku do kawy kolorowankach i pudełku kredek, jakie minionego wieczora zostawiła tam Zoe nim poszła spać. Podszedł bliżej i wyszczerzył się jak dziecko od ucha do ucha na widok zarysowanej kartki papieru, na której w uroczo koślawy i typowo dziecięcy sposób ukazana była cała ich pokręcona, przybrana rodzina widziana oczami Zoe. Chwycił kartkę i przez chwilę błyszczącymi oczami przyglądał się kolorowym kreskom, które mimo swojego nieidealnego kształtu tworzyły cudowną, perfekcyjną całość, będącą niczym innym jak najcenniejszą częścią ich życia. Nie spodziewał się tylko, że oprócz podobizn swoich dwóch kumpli, Charlie, Nellie i Tess, na rysunku znajdzie swoje miejsce jeszcze jedna kobieta, którą jak sądził, po odzwierciedlonym ze wszystkimi detalami stroju z imprezy urodzinowej Zoe, była Jade Kenner.
    ______Nie miał bladego pojęcia, co takiego ta dziewczyna miała w sobie, ale nie dość, że on sam nie potrafił przejść obok niej obojętnie, to również Zoe bez oporów wpuściła ją do swojego bezpiecznego świata, do którego nie zapraszała przecież każdego. Nie chciał zakładać najgorszego, ale mimo wszystko bał się sytuacji, w której Zoe zżyje się z Jade tak bardzo, że kiedy ta nagle z jakiegoś powodu zniknie z jej życia, jego córeczka mocno to przeżyje. Jade była przecież tylko jego koleżanką z pracy, a on za żadne skarby świata nie chciał fundować swojemu dziecku kolejnej straty i to był koronny argument przemawiający za tym, by zastanowił się dwa razy, zanim sprawy dotyczące jego życia osobistego zabrną o krok za daleko, bo nie chodziło już tylko o niego. Bycie ostrożnym nie zawsze jednak jest tak łatwe i proste jakby się mogło wydawać, a już z całą pewnością nie za każdym razem się sprawdza.
    ______Westchnął ciężko i wciąż trzymając kartkę w dłoni, wszedł do aneksu kuchennego oddzielonego od salonu jedynie niewielką wyspą, ściągnął z lodówki ostatni rysunek Zoe przymocowany do chromowanej powierzchni magnesem z uśmiechniętą buźką, a potem zastąpił go tym, który narysowała wczorajszego wieczora. Cofnął się o krok i omiótł radośnie błyszczącym wzrokiem dzieło córeczki, które jak zwykle prezentowało się rewelacyjnie na swoim stałym miejscu na drzwiach lodówki. Uśmiechnął się do siebie i przenosząc spojrzenie na trzymany w palcach obrazek, podszedł do wysokiej komody stojącej pod ścianą niedaleko drzwi wejściowych do mieszkania, odsunął przedostatnią szufladę, w której od jakiegoś już czasu gromadził wszystkie rysunki Zoe i ułożył kartkę na stercie pozostałych. Zanim jednak z powrotem zamknął szufladę jego wzrok padł jeszcze na arkusz wysuwający się z teczki leżącej na samym dnie, która teraz zdawała mu się bardzo znajoma. Zmarszczył brwi i podważywszy kciukiem stos zarysowanych kawałków papieru, palcami drugiej chwycił za brzeg teczki i wysunął ją, instynktownie zatrzymując powietrze w płucach na widok znajomego logo widniejącego na froncie tekturowej okładki. Przełknął z trudem ślinę i czując nieprzyjemny ucisk żalu w sercu, wyprostował się powoli i ostrożnie ułożył teczkę na blacie komody. Otworzył ją i przesunął błyszczącym spojrzeniem po zadrukowanej treści arkusza niedbale wetkniętego do wnętrza, a jego myśli po raz kolejny dzisiejszego dnia wróciły do czasów, gdy był naprawdę szczęśliwy…


    ______Wyprostował się na krześle i chcąc nieco złagodzić ból w plecach, powoli ściągnął łopatki, a potem chwycił się dłonią za kark i rozmasował zdrętwiałe mięśnie. Był już potwornie zmęczony, całe jego ciało od dobrej chwili zaczynało się już buntować przeciwko przebywaniu wciąż w jednej, niezmienne pozycji, pomijając nawet to, że jego umysł już dawno powiedział STOP, nie chcąc nawet spróbować wpoić kolejnej, choć najmniejszej dawki wiedzy. Siedział nad tymi wszystkim książkami ponad pół dnia, a w tej chwili miał nieodparte wrażenie, że to, czego zdołał się przez ten czas nauczyć, momentalnie wyparowało mu z mózgu, pozostawiając w głowie cholerną czarną dziurę i pustkę, jakiej nie czuł jeszcze nigdy dotąd.
    ______- Daj już spokój na dziś, Ray – usłyszał za plecami cichy, melodyjny głos i chwilę później poczuł drobne dłonie na szerokich ramionach. – Nie próbuj przeskoczyć sam siebie, skarbie – dodała, starając się delikatnie rozmasować mu mięśnie, a kiedy bez słowa odchylił się na oparcie i z zamkniętymi oczami rozkoszował się dotykiem jej czułych palców, jakby za ich pomocą usiłowała zabrać z niego cały ten ciężar, spontanicznie pocałowała go w czubek głowy.
    ______- Jutro mam ostatni egzamin, który chyba po raz pierwszy w życiu obleję – zaśmiał się i opierając głowę o jej brzuch, opuszkami palców czule pogładził delikatną skórę jej przedramienia.
    ______- Denerwujesz się, to normalne, ale jestem pewna, że jesteś świetnie obkuty i wszystko masz w małym palcu. Nie myśl nad tym tyle – poprosiła cicho i obejmując go ramionami za szyję, musnęła pokryty zarostem policzek miękkimi wargami, a kiedy się uśmiechnął, ukazując jej oczom swój atut w postaci dołeczka w policzku, przesunęła po tym uroczym wgłębieniu czubkiem nosa.
    ______- Nie chciałbym cię zawieść, Lisa – wyznał w końcu przez ściśnięte gardło i wbijając wzrok w rozłożone przed nim na blacie stołu książki, sięgnął po jej dłoń, splatając z nią kolejno wszystkie place. – Ani ciebie, ani naszej córki – dodał, kciukiem powoli przesuwając po zdobiącym palec serdeczny jej lewej dłoni pierścionku zaręczynowym.
    ______- Nigdy mnie nie zawiedziesz, głuptasie – upomniała go łagodnie, a potem przesunęła się i usiadła mu na kolanach, niestrudzenie wpatrując się w jego oczy, błyszczącymi miłością niebieskimi tęczówkami. – Jestem z ciebie dumna, Ray – wyszeptała, ujmując jego policzek w swoją dłoń. – Nie każdy facet potrafi robić dwa kierunki studiów jednocześnie, pracować na etacie, zająć się swoją ciężarną dziewczyną, a potem, gdy w końcu dziecko przyszło na świat poświęcić mu każdą wolną chwilę, których nie miałeś zbyt wiele. Nigdy niczego nie zaniedbałeś, troszczysz się o nas, a ja zawsze mogłam na ciebie liczyć, więc w jaki sposób kiedykolwiek miałbyś mnie zawieść?
    ______- A jeśli nie zaliczę tego egzaminu? – odpowiedział pytaniem, skupiając wzrok na swojej dłoni, którą głaskał jej nagie udo, jakby w ten sposób chciał uspokoić samego siebie i zagłuszyć własne obawy nieustannie piętrzące mu się w głowie.
    ______- Świat się nie zawali – zapewniła i wsunąwszy mu palec wskazujący pod brodę, zmusiła by popatrzył jej prosto w oczy, którymi przez nieskończenie długą chwilę w milczeniu sondowała jego twarz. – Oczywiście, że wolałabym, żebyś bez żadnych turbulencji zdał ten ostatni test, ale głównie ze względu na ciebie, bo wiem ile cię kosztuje rozdzieranie się pomiędzy wszystkie obowiązki – powiedziała i uśmiechając się ciepło, pogładziła kciukiem jego kość policzkową. – Jeśli teraz się nie uda, masz jeszcze drugą szansę.
    ______Rayan przymknął ciężkie od zmęczenia powieki i instynktownie nachylił twarz ku jej dłoni, przelotnie całując przegub, a gdy ponownie spojrzał jej w oczy, nie widział w nich nic prócz własnego odbicia i całej tej gamy uczuć, jakimi bezustannie zasypywała go każdego dnia. Przez wszystkie te lata zastanawiał się, czym sobie zasłużył na takie szczęście i nie był pewien, czy kiedykolwiek zdoła odwzajemnić jej się tym samym, choć przecież kochał ją najmocniej na świecie.
    ______- Kocham cię, Ray i to się nigdy nie zmieni – wyznała i wplatając szczupłe palce w jego włosy, pocałowała go delikatnie i niespiesznie, jakby w ten właśnie sposób usiłowała przekonać go, że jej słowa to najszczersza prawda i nie ma powodu by jej nie wierzył.
    ______Palmer powoli przesunął szerokie dłonie z jej bioder na plecy i ciaśniej przyciągając jej drobne ciało do swojego, zuchwale pogłębił pocałunek, wdzierając się w słodkie wnętrze jej ust językiem. Połaskotał koniuszkiem jej górną wargę, a kiedy jęknęła cicho w jego usta, niespokojnie poruszając się na jego kolanach, uśmiechnął się do siebie w duchu i ponownie odszukał jej język, skutecznie pozbawiając ich oboje tchu.
    ______Dopiero, gdy ciszę w mieszkaniu wypełnił donośny niemowlęcy płacz, zdołali się od siebie oderwać, łapczywie chwytając przy tym powietrze do płuc.
    ______- Zoe ma rewelacyjne wyczucie czasu – zaśmiał się Ray i zaglądając Lisie głęboko w oczy, założył jej pasmo włosów za ucho.
    ______- Całkiem jak jej tatuś – odparła z rozbawieniem i mrugnęła do niego, gdy uniósł pytająco ciemną brew. – Pójdę do niej, a ty kończ już tą naukę, bo narzeczona czeka na ciebie w łóżku – wyszeptała w jego usta i nim zdążył zareagować musnęła jego wargi własnymi i podniosła się z jego kolan.
    ______- Lisa… - zawołał jeszcze nim opuściła salon, a kiedy odwróciła się do niego przez ramię, dodał: – Kocham cię …



    ______Przymknął powieki i wspierając dłonie na blacie komody, zwiesił głowę między ramiona, trwając tak przez nieskończenie długą chwilę, bo każdy taki powrót do przeszłości, niezależnie od tego ile lat już upłynęło, wcale nie był dla niego łatwy. W końcu odetchnął głęboko i powoli uchylił powieki, a jego wzrok niemal natychmiast padł na stojącą na komodzie ramkę ze [link widoczny dla zalogowanych]. Chwycił ją ostrożnie, jakby bał się, że niechcący może zniszczyć fotografię i uśmiechnął się w duchu, omiatając roziskrzonym spojrzeniem śliczną twarz swojej narzeczonej, która patrzyła wprost do obiektywu w taki sam sposób, w jaki robiła to codziennie przez wszystkie te lata, jakie spędzili razem. Tęsknił za nią i to bardzo. Tęsknił za blaskiem w jej cudownych oczach, za szerokim, promiennym uśmiechem, za słodkim zapachem i ciepłem jej drobnego ciała, gdy co rano wtulała się w niego, pragnąć przedłużyć sen choćby o te pięć krótkich minut, jakie mogła spędzić w jego ramionach. Brakowało mu jej melodyjnego głosu, gdy ganiła go za to, że kolejny raz spóźni się do pracy, bo on nie potrafił się od niej oderwać, brakowało mu jej czułego dotyku, tych wszystkich zwykłych dni, kiedy pili codziennie kawę, w biegu jedząc śniadanie, a potem wracali do siebie znów, by spędzić leniwy wieczór na kanapie, oglądając stare dobre kino, albo w łóżku, nie mając szans zmrużyć oczu przez całą noc. Lisa była jego drugą połową w każdym aspekcie życia, dlatego tak trudno mu było zacząć od nowa, gdy jej zabrakło. Może nie podołał wszystkiemu tak jakby chciał, ale walczył codziennie, bo przecież miał dla kogo.
    ______Obrysował delikatnie kciukiem kontur jej twarzy, jakby w ten sposób chciał dokładniej i na nowo wyryć w pamięci każdy najdrobniejszy szczegół, który z biegiem czasu stawał się w jego umyśle coraz mniej ostry, gdy jednak do jego uszu dobiegł brzęk kluczy i po chwili szczęk otwieranej zasuwy, siąknął cicho nosem i odstawił ramkę z powrotem na miejsce. Odchrząknął cicho, chcąc pozbyć się guli, która ugrzęzła mu w gardle i odruchowo rozmasował dłonią mostek, akurat w momencie, w którym do mieszkania wkroczyła Charlie z taką miną, że w głowie natychmiast zaczęły mu się tworzyć najczarniejsze scenariusze z możliwych.
    ______- Cześć – mruknęła i zamykając za sobą drzwi, oparła się o nie plecami, uparcie unikając przy tym patrzenia na brata.
    ______- Co się stało? – spytał z niepokojem, a kiedy nie doczekał się odpowiedzi, westchnął cicho, podszedł do siostry i delikatnie wsunął palec wskazujący pod jej podbródek, zmuszając by jednak popatrzyła mu w oczy. – Charlie? – ponaglił łagodnie, niestrudzenie wpatrując się w jej coraz bardziej szkliste tęczówki.
    ______- Straciłam pracę – wyznała w końcu zdławionym głosem i przygryzając nerwowo dolną wargę, szybko umknęła spojrzeniem, jakby krępował ją fakt, że o jej porażce właśnie dowiedział się Rayan.
    ______- Dlaczego? Przecież ostatnio mówiłaś, że szef jest zadowolony z twojej pracy – zauważył, podejrzliwie mrużąc oczy.
    ______Charlie przeczesała długie włosy drżącymi palcami i wzruszając obojętnie ramionami, odepchnęła się od drzwi.
    ______- Mówiłam też, że nadchodzą zmiany i to jest właśnie jedna z nich – oznajmiła z sarkazmem, a potem rzuciła swoją torebkę niedbale na kanapę i krzyżując przedramiona na piersiach, spojrzała na Rayana, który wpatrywał się w nią uważnie spod pytająco uniesionej brwi. – Fuzja, nowy właściciel, rotacja pracowników i te sprawy. Widać dla nowego dyrektora nie byłam wystarczająco wykształcona, nie miałam wystarczającego doświadczenia, a już z pewnością nie miałam wystarczająco obfitego biustu wyeksponowanego odpowiednio głębokim dekoltem i wystarczająco dużego tyłka, który pozwoliłabym mu zmacać – wyliczyła na palcach, odważnie spoglądając bratu w oczy.
    ______Ray na te słowa zacisnął zęby z wściekłości tak mocno, że na policzkach pojawiły mu się dołeczki, a potem nerwowo przesunął palcem wskazującym wzdłuż dolnej wargi i nie spuszczając czujnego spojrzenia z Charlie, wsparł dłonie na biodrach.
    ______- Czy ktoś cię…?
    ______- Nie – westchnęła ciężko i uśmiechając się do niego uspokajająco, przespacerowała się po salonie. – Stwierdzam tylko fakty. Dla nowego szefa nie liczyły się kompetencje i rekomendacje uzyskane przez dotychczasowego właściciela, tylko to, co dziewczyna miała pod ubraniem i na co mógł się bezkarnie pogapić. Ja nie byłam w jego typie – zaśmiała się ponuro i pokręciła głową z niedowierzaniem na własne słowa.
    ______- Już myślałem, że będę musiał kogoś sprać – zażartował z wyraźną ulgą w głosie i rozluźnił się nieco dostrzegając, że siostrze wracają rumieńce, a w ciemnych oczach znów rozpala się ten znajomy, radosny błysk, gdy nareszcie uśmiechnęła się do niego szeroko.
    ______- Obejdzie się bez twojej interwencji, braciszku – powiedziała z rozbawieniem i pozwoliła by przygarnął ją do siebie, otaczając swoimi silnymi, opiekuńczymi ramionami, jak wtedy, gdy była jeszcze dzieckiem i wracała ze szkoły zapłakana. – Znajdę coś innego – stwierdziła z nonszalancją, po chwili niechętnie odsuwając się od niego.
    ______- Lubiłaś tę pracę – zauważył Palmer, odruchowo wsuwając jej pasmo włosów za ucho.
    ______- Ale to tylko praca – odparła, siląc się na obojętny ton, choć Ray znał siostrę na tyle dobrze, by wiedzieć, że to tylko pozory, które Charlie stara się zachować, by nie dokładać mu zmartwień. – Wracasz na studia? – zagadnęła po dobrej chwili ciszy, ściągając na siebie jego nieprzytomne spojrzenie. Zmarszczył brwi, nie bardzo rozumiejąc, o co jej chodzi i dopiero, gdy chwyciła w palce wniosek na uczelnię, który przeglądał kilka minut temu, dotarł do niego sens jej pytania.
    ______- Chowałem rysunek Zoe i przypadkiem natknąłem się to – wyjaśnił z krzywym uśmiechem.
    ______- Wiesz, że nie minęło jeszcze pięć lat odkąd zaliczyłeś ostatni semestr? Możesz jeszcze spróbować wrócić na uczelnię i obronić dyplom – przypomniała, wpatrując się w niego błyszczącymi nadzieją, ciemnymi tęczówkami, jakby samym spojrzeniem usiłowała wymusić na nim podjęcie właściwej decyzji. Zresztą robiła to przez bardzo długi okres po śmierci Lisy, ale niestety zawsze z tym samym mizerny skutkiem.
    ______- Marne są na to szanse. Minęło zbyt dużo czasu – stwierdził, wyciągając arkusz papieru spomiędzy jej palców.
    ______- Lubiłeś te studia – powiedziała, uśmiechając się do niego zachęcająco, ale westchnął tylko z rezygnacją i ostatni raz zerkając na wniosek, w końcu schował go z powrotem do teczki.
    ______- Lubiłem, ale nie wiem czy jestem w stanie znów pogodzić studia z całą resztą.
    ______- Nie jesteś sam, Ray – odparła Charlie w mig domyślając się co tak naprawdę głównie blokuje brata przed podjęciem jeszcze jednej próby. – Poza tym nie masz pewności, czy będziesz musiał znów powtarzać ostatni rok. Zaliczyłeś przecież wszystkie egzaminy…
    ______- Prócz tego najważniejszego – wszedł jej w zdanie, przez chwilę siłując się z siostrą na spojrzenia. Zanim jednak Charlie ponownie zdążyła podjąć temat i użyć wszelkich znanych jej argumentów by przekonać go do zmiany podejścia, do salonu wbiegła Zoe, ciesząc się na od ucha do ucha na widok matki chrzestnej.
    ______- Ciocia! – zawołała radośnie, a Charlie posłała tylko Rayanowi ostatnie sugestywne spojrzenie, po czym skupiając się całkowicie na bratanicy, porwała ją w ramiona i zakręciła się z nią wokół własnej osi. – Czemu dzisiaj jesteś wcześniej?
    ______- Tak się jakoś złożyło – odparła i uśmiechając się do Zoe szeroko, przelotnie cmoknęła ją w skroń.
    ______- Nie musisz być w pracy? – kontynuowała przesłuchanie, mrużąc przy tym podejrzliwie oczy dokładnie w ten sam sposób, w jaki robił to Rayan, gdy za pomocą samego spojrzenia prześwietlał swojego rozmówcę, poniekąd już na wstępie chcąc oszacować czy ten mówi prawdę, czy jednak trochę ściemnia.
    ______- Przez najbliższe dni chyba jednak nie muszę – westchnęła Charlie, ostrożnie stawiając dziewczynkę z powrotem na podłodze. – A to znaczy, że będę mogła spędzić z tobą więcej czasu – dodała po chwili, zaczepnie trącając Zoe palcem wskazującym w czubek nosa.
    ______- Super! – ucieszyła się.
    ______- Widzisz, Ray, same plusy – stwierdziła rozbawiona Charlie i uśmiechnęła się do brata promiennie, jakby wcale nie przejmował ją fakt, że właśnie straciła pracę i co za tym idzie płynność finansową, której mimo wszystko tak bardzo potrzebowała.
    ______- Chcesz kawy? – spytał, kręcąc głową z rozbawieniem i zrobił krok w kierunku aneksu kuchennego, ale Charlie zdążyła jedynie skinąć głową na zgodę, kiedy rozległo się energiczne pukanie do drzwi, a chwilę później do mieszkania bez zaproszenia wpakowali się Dylan z Michaelem.
    ______- Cześć! Mamy zdjęcia z niedzielnej imprezki! – zaświergotał wesoło McCaine i na potwierdzenie swoich słów uniósł dłoń, w której trzymał wypchaną żółtą kopertę, ale gdy tylko spojrzenie jego i Charlie na moment się splotło, uśmiech rozświetlający mu twarz odrobinę przygasł.
    ______- Fajnie przynajmniej wyszły? – zagadnęła Charlie, dokładając wszelkich starań by jej głos brzmiał, choć odrobinę swobodnie, jednak pytanie kierowała już bezpośrednio do Michaela, jakby starała się zignorować obecność Dylana w pomieszczeniu, a to zabolało go bardziej niż był w stanie się do tego przyznać sam przed sobą.
    ______- Kilka kompromitujących by się znalazło – zażartował Mike i spoglądając z rozbawieniem na Palmera sugestywnie uniósł brwi, a potem przywitał się z Charlie i Zoe, obie cmokając przelotnie w policzek.
    ______- Dawaj mi to zaraz, muszę to przepuścić przez cenzurę zanim ktokolwiek jeszcze to zobaczy – zaśmiał się Rayan i nim McCaine zdążył połapać się w wydarzeniach, zdecydowanym ruchem skonfiskował mu żółtą kopertę z całą jej kłopotliwą zawartością. – A tobie co? Wyglądasz jakby cię ktoś skopał – spytał, zwracając się do bruneta i wspierając biodra o kuchenną szafkę, zaczął przeglądać fotografie, co jakiś czas kontrolnie zerkając znad pliku na przyjaciela.
    ______- Macie dla mnie jeszcze jakieś wyszukane porównania? – nadąsał się McCaine wodząc jasnym spojrzeniem od Palmera, którego kąciki ust uniosły się nieznacznie ku górze, do Michaela, który czując się zupełnie jak u siebie w domu zabrał się do zaparzenia kawy dla wszystkich.
    ______Jednak dopiero, gdy jego wzrok padł na milczącą Charlotte, która sadzając Zoe na blacie obok Rayana, z pełną premedytacją unikała patrzenia na niego, poczuł, że ten dzień, będący wybitnie do d**y, właśnie bezlitośnie postanowił zwieńczyć dzieła i po raz kolejny przewlec go na lewą stronę, a potem jeszcze przydeptać na koniec.
    ______- Oprócz tego, że miał rozmowę z ojcem, który zgodził się pomóc Nikki – zaczął doniosłym tonem Dawson, na moment przenosząc uwagę Raya z przeglądanych zdjęć na Dylana. – I stracił menadżera, więc ma na głowie całą restaurację, a Nikki jak zwykle utrudnia mu życie, to nic mu nie jest – zakończył Michael, zalewając wrzątkiem wszystkie kawy.
    ______- Dzięki, ale języka to mnie jeszcze nie pozbawili – bąknął złośliwie McCaine, przechwytując od kumpla kubek wypełniony aromatycznym napojem.
    ______- Polecam się na przyszłość.
    ______- Humor to ci dzisiaj szalenie dopisuje – fuknął Dylan i przewrócił oczami z irytacją, kiedy Dawson wyszczerzył się od ucha do ucha jak małe dziecko, potwornie przy tym z siebie zadowolony.
    ______- To dobrze, że twój ojciec się zgodził – zauważył Rayan, wpatrując się w przyjaciela przenikliwym ciemnym spojrzeniem. – Teraz zostaje tylko przeprawa z Nicole.
    ______- Owszem, ale nie chcę się nad tym dzisiaj zastanawiać – odparł Dylan z goryczą w głosie, instynktownie zerkając na Charlie, która całkowicie skupiona na Zoe i zdjęciach jakie przynieśli z Michaelem zdawała się być kompletnie niezainteresowana zarówno jego obecnością jak i samą rozmową, a on nie wiedział, czy go to cieszy czy wręcz odwrotnie.
    ______Powinien być zadowolony, bo przecież całkiem niedawno sam przekonywał ją, że tak będzie lepiej dla obojga, ale jego serce najwyraźniej wcale nie zamierzało iść w parze z rozumem i to tylko pogłębiało jego podły nastrój. Skrzywił się mimowolnie, dobitnie uświadamiając sobie, że jest z niego naprawdę kawał egoistycznego sukinsyna, bo wolałby zobaczyć w oczach Charlie cokolwiek innego niż tę chłodną obojętność, którą dostrzegał w nich, gdy tylko udało mu się na ułamek sekundy pochwycić jej błyszczące spojrzenie.
    ______- Dylan! – powtórzył po raz kolejny Palmer, odrobinę podniesionym głosem, w końcu skutecznie wyrywając przyjaciela z odrętwienia. – Jesteś tu jeszcze? Odpłynąłeś chyba.
    ______- Przepraszam, to przez to, że mało spałem – skłamał, wbijając zmęczony wzrok w swoje odbicie w falującej od jego oddechu kawowej tafli.
    ______- Pytałem czy znalazłeś już nowego menadżera – podjął ponownie Ray, natychmiast ściągając na siebie zaciekawione spojrzenie jasnoniebieskich tęczówek, a kiedy McCaine zmarszczył brwi nie do końca rozumiejąc niemy przekaz zawarty w tym pytaniu, Palmer przeniósł niepewny wzrok na siostrę i dodał: - Bo jeśli nie, to pomyślałem, że może…
    ______- Nie ma takiej potrzeby – przerwała mu Charlie, takim tonem jakby trochę miała mu za złe, że w ogóle coś takiego przyszło mu do głowy i przez moment w milczeniu siłowała się z nim na spojrzenia. – Poradzę sobie sama – dodała już nieco spokojniej, gdy Rayan nadal przyglądał jej się podejrzliwie spod wysoko uniesionej brwi.
    ______- W to akurat nie wątpię, ale masz na głowie raty kredytu studenckiego i musisz opłacać rachunki. Potrzebujesz pracy – przypomniał spokojnym, wyważonym tonem, chcąc mieć przy tym pewność, że każde jego słowo dotrze do niej z pełną mocą.
    ______Gdy Charlie nie odniosła się w żaden sposób do jego słów i nerwowo przygryzając dolną wargę, umknęła wzrokiem jak mała zawstydzona dziewczynka, zmarszczył brwi, bo naprawdę nie rozumiał, w czym problem i dlaczego jego siostra w tak alergiczny sposób reaguje na możliwość pracy u Dylana.
    ______- A o co chodzi? – zagadnął swobodnie Michael i wsunąwszy dłoń do kieszeni ciemnych jeansów, znad kubka przypatrywał się rodzeństwu zaintrygowanym zielonym spojrzeniem.
    ______- Charlie właśnie straciła pracę.
    ______- No, proszę! To się świetnie składa! – zaśmiał się Dawson i kompletnie niczego nieświadomy wyszczerzył się do przyjaciela jak głupek. – Właśnie znalazłeś świetnego menadżera, Dylan. Przecież Charlie doskonale dawała sobie do tej pory radę w całym tym korporacyjnym bałaganie – stwierdził z rozbawieniem i mrugnął do Charlotte, która uśmiechnęła się niewyraźnie i spojrzała na Dylana błagalnie, jakby naiwnie liczyła na to, że ten znajdzie sposób by ich z tego jakoś wymiksować.
    ______Problem jednak polegał na tym, że on nie potrafił, albo zwyczajnie i nie ma się co oszukiwać dość samolubnie, nie chciał tego zrobić.
    ______- To co? Zgadzasz się, Dylan? – spytał Ray, wbijając w przyjaciela badawcze spojrzenie tak jakby u niego szukał odpowiedzi i jakiegoś logicznego wyjaśnienia absurdalnego zachowania swojej siostry.
    ______McCaine milczał przez chwilę starając się zebrać myśli i przynajmniej wymyślić dobre wytłumaczenie dla Charlie, bo był pewien, że oberwie mu się za to co zrobi, choć w zaistniałej sytuacji i tak przyparty do muru, miał praktycznie tylko jedno wyjście.
    ______- Nie ma problemu – odparł starając się wykrzesać z siebie najbardziej beztroski uśmiech, jaki miał w zanadrzu.
    ______Jednak, gdy tylko udało mu się ponownie wyłowić spojrzenie Charlie, w którym miejsce obojętności zajął żal i niewypowiedziana wręcz furia, przełknął z trudem i upił łyk kawy, psychicznie przygotowując się na kolejną burzę, którą sam na własne życzenie i w pełni świadomie właśnie wywołał.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 23:08:11 28-02-17, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:02:03 01-03-17    Temat postu:

Dałam radę
A odcinek genialny uwielbiam Zoe, ta mała jest przecudna ma to zdecydowanie po tatusiu
Myślę, że posłanie Raya na studia to nie taki zły pomysł. Miałby na pewno lepsze perspektywy na przyszłość.
No i ciekawa sytuacja wyniknęła na koniec Charlie pracująca u Dylana -zapowiada się interesująco
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:06:15 02-03-17    Temat postu:

Super
O Zoe sama lubię pisać, więc jeśli jej postać faktycznie mi wyszła to mogę się tylko z tego powodu cieszyć i mieć nadzieję, że to się nigdy nie zmieni
W gruncie rzeczy Ray robił dwa kierunki i tylko jeden ma ukończony, o czym wspominał podczas którejś rozmowy z Jade, co nie zmienia faktu, że gdyby wrócił na studia, jego życie mogłoby się zmienić, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie
A końcówka... no, cóż - pozwolisz, że dla dobra sprawy, tę kwestię pozostawię na razie bez komentarza
Dziękuję, że wciąż masz ochotę do mnie zaglądać :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:42:18 24-05-17    Temat postu:

Tak się zastanawiam, co się stało, że to aż taki przestój z odcinkami ? Dwa miesiące ponad, to trochę długo, nie ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Następny
Strona 11 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin