Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

THE AGENTS: The Royal Flush #46 ost. (awangarda&Eillen)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 32, 33, 34 ... 42, 43, 44  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:49:45 04-11-12    Temat postu:

Melduję się i tu
No tutaj to w kółko coś się dzieje, ale to dobrze nie jest nudno i to mi się podoba w tym opowiadaniu i co najlepsze wciąż pojawiają się kolejne pytania a odpowiedzi brak
Coś mi się wydaje, że Matt tym razem wpakował się w kłopoty i dostanie po gębie. Byle tylko nic złego mu się nie stało w sumie dobrze powiedziałaś, że to duży chłopiec i kto jak nie on wyjdzie z tego cało no ale może to wcale nie jego wróg pojawił się w tym samym miejscu co on.
A Brad ? Cóż nie wiem co mam o nim myśleć. Albo faktycznie nic nie wie, albo udaje W sumie to się zastanawiam czy w końcu nie przyjdzie moment kiedy sam zacznie gadać, bo zorientuje się, że jego pracodawcy już dawno spisali go na straty.
Ciekawi mnie czy Curt starał się zaszantażować Brada.
Teraz jak tak sobie piszę, to przyszła mi do głowy jedna myśl. Czy osoba, która pojawiła się przy Macie to nie aby Sara??? Nie wiem skąd mi to przyszło do głowy, ale tak się zaczęłam zastanawiać, jak przeczytałam Twój komentarz Aga na temat tego, że Brad może nie będzie musiał gadać. Tylko gdzie by była przez ten czas? hm...
Ech.....sama już nie wiem. Może za bardzo kombinuje... Czekam w każdym razie na dalszy ciąg. Nic innego mi nie pozostaje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:56:27 04-11-12    Temat postu:

Dzięki :*
Może nie powinnam tego pisać, ale osoba, która pojawiła się przy Mattym to z całą pewnością nie jest Sara.
Resztę Twoich spostrzeżeń zostawię bez komentarza, bo nie chciałabym za dużo zdradzać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Motywator
Motywator


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:34:03 06-11-12    Temat postu:

Jestem już, dawno mnie nie było, ale nawet ustawiłam sobie sygnaturę żeby wczuć Was w klimat Matta, który dowiedział się o śmierci Hailey Hahaha. A tak poważnie, to bardzo, bardzo dziękuję w swoim imieniu (Agusia już to zrobiła za to, ze macie czas i chce Wam się czytać!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:07:52 06-11-12    Temat postu:

No jesteś! A ja myślałam, że już o nas zapomniałaś...
Apropos Twojego podpisu i reakcji Matta na wiadomość o śmierci Hailey - dlaczego nigdzie nie napisałyśmy o tego w ten sposób? Matty biedak zdusił wszystko w sobie, a może poczułby się lepiej, jakby dał upust emocjom
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:01:34 09-11-12    Temat postu:



________Matt szarpnął ręką gwałtownie, próbując się wyswobodzić, ale barczysty ciemnoskóry mężczyzna, który go trzymał, nie miał zamiaru puścić go wolno bez wcześniejszego przeszukania. Łypał na niego gniewnie wzrokiem. W końcu zwolnił uścisk i wymierzył mu gorączkowe spojrzenie.
________Graves zmarszczył brwi i uniósł ręce w pokojowym geście, а następnie powoli sięgnął za pasek spodni, gdzie miał wciśniętą broń. Ostrożnie podał ją facetowi, który odłożył ją na bok i zaczął go dotykać. Po chwili wziął do ręki małe urządzenie przypominające toner do drukarki i prześlizgnął nim po jego sylwetce, а jednostajny skrzypiący dźwięk udowodnił, że nie ma żadnego podsłuchu.
________Bez broni czuł się nagi, ale rozumiał, że to jedyna możliwość, by dostać się do środka. Nie patrząc już na bramkarza, poprawił skórzaną kurtkę i ruszył przed siebie w głąb korytarza. Cały lokal wyglądał niezwykle dwuznacznie w swoim burdelowym stylu. Ciemnoczerwone ściany i przygaszone światła bynajmniej nie nadawały nastroju. Pomieszczenie na końcu było spore i prosto urządzone. Kilka okrągłych stolików i krzeseł, pozłacane lampy i dwie skóropodobne kanapy.
________Matt skierował się do baru i zamówił whiskey z lodem. Kątem oka zlustrował towarzystwo siedzące przy stolikach. Przy jednym zgromadziła się spora liczba mężczyzn, którzy rozmawiali głośno, analizując najwyraźniej jakąś sytuację. Jedni byli wzburzeni, inni siedzieli rozwaleni na krzesłach, przyglądając się z fałszywym spokojem na resztę.
________– Nie powinieneś zabierać głosu na temat spraw, o których nie masz zielonego pojęcia – warknął facet w niebieskiej koszuli z rozpiętym szerokim kołnierzykiem. Miał ciemne, lekko falowane włosy i ładnie przystrzyżoną kozią bródkę. – Gliniarze to kretyni. Zajmijmy się w końcu sprawami istotnymi. – Popatrzył na zgromadzonych. – Na przykład transportem z Kolumbii.
________– Gliniarze może i są kretynami, ale zostaje jeszcze FBI, które lubi deptać po piętach – wtrącił inny, а brodaty pokręcił ze zrezygnowaniem głową. – Albo DEA.
________– Federalnych da się oszukać – skwitował łysiejący brunet. Siedząc naprzeciwko faceta z bródką, opierał się ramieniem o krzesło obok i kontynuował pełnym przekonania głosem: – Ale ludzi podobnych nam już nie. O Specterze znowu się mówi. Nie zdziwiłbym się, gdyby maczał swoje paluchy w zatrzymaniu Loh.
________– Skąd to nagłe zainteresowanie nim? – spytał ktoś inny, najwyraźniej znudzony ich dyskusją. – Kto to w ogóle jest?
________Matt poruszał szklanką, przyglądając się, jak bursztynowy trunek rozlewa się po ściankach. W końcu upił łyk i postawił z brzdękiem szklankę na blacie. Rozmowa tych facetów szczerze go rozbawiła, więc uśmiechnął się do siebie pod nosem, dalej nasłuchując.
________– Specter mógł otrzymać sporą kwotę od kogoś spoza ligi i podstawił im Johnny’ego na tacy – kontynuował mężczyzna w kurtce. Wyglądał na przekonanego o słuszności swojej teorii. – Może mu przeszkadzał. Kto wie… ktoś z nas mógłby być następny.
________– Johnny miał władzę i międzynarodowe kontakty – odpowiedział brodacz. – Czyli coś czego wy nie macie. А Specter? – Skrzywił się i dodał prześmiewczo: – Jest parszywą dziwką. Robi ci dobrze, а potem znika. – Wzruszył ramionami i włożył do ust papierosa.
________– Nie lekceważyłbym go – powiedział głośno Matt, po czym upił kolejny łyk.
________Mężczyźni zwrócili się twarzami w jego kierunku.
________– Ta – mruknął brodaty, wypuszczając biały papierosowy dym. Zwrócił się do swoich towarzyszy z rozbawieniem: – Może powinienem do niego zadzwonić, żeby załatwił mi kolację ze Slickiem skoro potrafi załatwić wszystko.
________– Powinieneś. – Matt odwrócił głowę w ich kierunku i uśmiechnął się sztucznie. – Tylko nie wiem czy cię na to stać.
Brodaty wstał ze swojego miejsca i powoli podszedł do Matta. Oparł się bokiem o blat i popatrzył na młodą twarz faceta, który odważył się odezwać do niego tym tonem. Przez chwilę milczał, jakby czekał aż ten zareaguje jakoś i zreflektuje się, ale gdy nic takiego nie następowało spytał szorstko:
________– А ty jesteś…?
________– Nic nieznaczącym wykonawcą – odpowiedział bez zastanowienia, podnosząc leniwie na niego wzrok.
________– To jak tu wszedłeś?
________– Znajomy dał mi cynk.
________– To skąd rada dotycząca szanownego Spectera? Poznałeś go kiedyś? – pytał wymownie, patrząc mu w oczy.
Mężczyźni przy stoliku wpatrywali się w nich w całkowitym milczeniu. Byli zaciekawieni tym, co nowy ma do powiedzenia. Jego zachowanie było ryzykowne w nowym i nieznanym towarzystwie. Wszyscy siedzący przy stoliku dobrze się znali, nawet jeżeli czasem konkurowali ze sobą w interesach, а facet przy barze był im całkowicie obcy. Rzeczą naturalną była ostrożność, а nawet wrogość, która się przejawiała szczególnie w mężczyźnie z brodą. Ich światek był mały i elitarny, bardzo ograniczony, więc brakowało możliwości przyłączania się do klubu. Tym bardziej byli zainteresowani przybyszem.
________– А może rozmawiam z samym Specterem? – spytał w końcu, а na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. Mężczyźni przy stoliku poruszyli się niepewnie. – Nie przedstawisz się, bo za moment i tak rozpłyniesz się w powietrzu. Dlatego gliny trafnie określili cię Cieniem. – Uśmiechnął się kpiąco i spojrzał porozumiewawczo na kolegów. – Mylę się?
________Matt cały czas patrzył na niego, а oczy niebezpiecznie mu błyszczały. W końcu puścił swoją szklankę i zszedł z barowego stołka, ale jego rozmówca złapał go szybko za przedramię i ścisnął mocno.
________– Może przysiądziesz się do nas? – spytał tonem nie znoszącym sprzeciwu, а jego palce zacisnęły się na ręce Matta, który zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to, że po raz drugi tego dnia ktoś blokuje mu w ten sposób drogę.
________– Nie sądzę byście mieli mi coś ciekawego do powiedzenia – odciął się. Przeniósł wzrok na dłoń opatrzoną złotym sygnetem i syknął przez zęby: – Mógłbyś?
________– Mierzysz za wysoko, młokosie – rzucił facet w kurtce i roześmiał się. – Chyba nie spodziewasz się propozycji od kogoś pokroju Slicka?
________Matt przez chwilę przyglądał mu się z powagą.
________– Podobno Mikhaylov czyni honory – odpowiedział, uśmiechając się kpiąco. – Chyba jest już za stary na tę robotę. Powinien wreszcie przejść na emeryturę.
________Mężczyźni spojrzeli po sobie, а Matt minął ich i ruszył do drzwi. Nie spodziewał się, że będą o nim mówić, gdy się tam pojawi, ale to znaczyło, że jego plan działał i wziął to za dobrą kartę. Liczył na to, że prędzej czy później jego wizyta i wzmianka o Alexeyu dotrze do samego zainteresowanego. Jeśli prowokacja okazałaby się skuteczna, bez problemu dotarłby do niego, nie czekając aż Curtis wyciągnie od Brada jakieś informacje. А nawet gdyby mu się udało i dostałby szansę przekonania Mikhaylova, by wypuścił Sarę, nic by się nie zmieniło.
________Matt obiecał sobie coś. Postawił przed sobą cel, który zamierzał osiągnąć za wszelką cenę, а bycie pomocnikiem i zapleczem dla Curtisa nie wchodziło w grę.
________Zabrał swoją broń od bramkarza i opuścił lokal. Wiedział, że jeśli choć trochę rozpalił żar w tych szemranych typach, może znaleźć się pod ścisłą obserwacją, więc powrót do mieszkania, w którym przebywał Curtis, okazałby się felernym pomysłem. Zresztą, zupełnie nie miał na to ochoty. Nie chciał patrzeć na niego, słuchać jego kpiących żartów i siłować się z nim na słowa. Miał zamiar wynająć pokój w hotelu, z dala od Curtisa, DEA i wszystkiego, co mogłoby sprawić, że nie byłby wiarygodnym Jackiem Specterem. Był to jego ulubiony alias, którego używał niezwykle rzadko. Niestety, tylko w poważnych przypadkach – nazwisko, na które on i ćwierć DEA pracowało przez lata, zobowiązywało.
________Założył okulary i ruszył z powrotem tą samą drogą. Zatrzymał się przy kawiarni, w której jakiś czas temu kupował kawę. Zacisnął szczękę, wpatrując się w sylwetkę Waltona, który wciąż siedział przy oknie i uśmiechał się czarująco. Nie on jednak zwrócił uwagę Matta, а jego towarzyszka.
________Sheila siedziała do niego pół tyłem, ale i tak ją rozpoznał. Miała włosy jak zwykle związane wysoko w idealny koński ogon, który falował na boki za każdym razem, gdy się śmiała. Nawet jeśli miał jakiekolwiek wątpliwości co do jej tożsamości, całkowicie o nich zapomniał, gdy wyjrzała przez okno na przechodzących na pasach ludzi, kiedy zobaczył jej twarz. Graves odwrócił się w tym czasie, by nie mogła go rozpoznać, ale gdy zerknął ponownie przez ramię, znów patrzyła na szpakowatego faceta.
________Przeszedł szybko na drugą stronę ulicy. Zastanawiał się, co Sheila ma wspólnego z Waltonem. Żadnych służbowych powiązań nie widział, а prywatnych mogło być tak wiele, że zrezygnował z wymyślania niestworzonych historii. Zapyta o to Liama. Przy najbliższej okazji.

    * * *

________W sobotnie przedpołudnie biuro DEA świeciło pustkami. Liam mógł spokojnie się rozejrzeć i poszperać w dokumentach nie ściągając na siebie niczyjej uwagi. Swoim zwyczajem, zaraz po wejściu, zatrzymał się przy automacie do kawy, a gdy kubek wypełnił się gorącym napojem, ruszył do swojego gabinetu. Przez chwilę porządkował w głowie informacje, które zebrał minionego wieczora, ale ciągle więcej było w tym niewiadomych niż odpowiedzi. Westchnął ciężko, upijając łyk czegoś, co było marnym substytutem kawy i sięgnął po teczkę Hailey Spencer, którą poprzedniego dnia przyniosła mu Bella. Wszystko, co powiedział mu o dziewczynie Curtis, zgadzało się. Pomogła w ujęciu J.Lo. i El Niňo, a pozbawienie jej życia mogło być karą za współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Było to dość logiczne i sensowne, ale przeczucie mówiło Liamowi, że to jeszcze nie koniec tej sprawy. I wcale nie miał na tu myśli schwytania tego, kto wpakował jej kulę w pierś.
________Odetchnął głęboko i ruszył do szafki, w której trzymał akta osobowe swoich nowych pracowników. Szybko odnalazł teczkę agentki Roberts i ponownie rozsiadł się w swoim fotelu za biurkiem. Jednym duszkiem opróżnił plastikowy kubeczek z reszty kawy i zagłębił się w lekturze.
________Dwudziestosześcioletnia Sheila Marina Rivera Roberts była jedynaczką i pochodziła z biednej rodziny. Ojciec był sklepikarzem, a pochodząca z Brazylii matka dorabiała jako pomoc domowa. Sheila była wzorową uczennicą i obywatelką. Nigdy nie dostała nawet mandatu za złe parkowanie. Na ostatnim roku studiów została zwerbowana przez CIA. Tam poznała swojego męża, o cztery lata starszego, doświadczonego agenta, Ryana Robertsa, który był jej bezpośrednim przełożonym. To właśnie ich związek był jednym z oficjalnych powodów przesunięcia pani Roberts w szeregi DEA.
________Liam westchnął ciężko i zamknął akta, dochodząc do wniosku, że w papierach nie znajdzie niczego interesującego. Musiał ją obserwować, patrzeć jej na ręce i śledzić każdy jej ruch. W ogóle, jeśli Curtis miał rację i faktycznie ktoś z agencji sprzedawał informacje, to powinien mieć się na baczności. Zdrajcą teoretycznie mógł być przecież każdy, ale sprawdzenie wszystkich po kolei zupełnie mijało się z celem. Agenci tworzyli między sobą mniejsze i większe koła wzajemnej adoracji i sprawdzanie jednych mogło zaowocować jedynie tym, że wkrótce dowiedzą się o tym pozostali. Tu ściany miały oczy i uszy. Może dlatego Sheila zawsze zamykała swoje biuro na klucz?
________Odchylił się na oparcie swojego fotela i od niechcenia sięgnął po telefon komórkowy, który właśnie zaczął dzwonić. Zerknął na wyświetlacz i wznosząc oczy ku niebu, wcisnął zieloną słuchawkę, choć wiedział, że jeśli odbierze, diabli wezmą jego plany na to popołudnie.
________– O co chodzi, Beth? – spytał, starając się by jego głos brzmiał łagodnie i by nie było w nim słychać irytacji. Kiedy w drzwiach gabinetu stanęła Jenny, uśmiechnął się i dał jej znać, by usiadła. – Uspokój się… – poprosił, choć zdawał sobie sprawę, że jeśli jego żona wpadła w panikę, to żadne jego prośby nic tu nie pomogą. Wkurzało go, że dzwoniła do niego zawsze, gdy miała jakiś kłopot, zamiast szukać ratunku u swojego nowego partnera, niejakiego Charlesa Waltona, którzy przecież był człowiekiem przede wszystkim bogatym duchowo, a przy którym znów poczuła się kobietą. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo był na nią wściekły, nie potrafił odmówić jej pomocy. – Zaraz u ciebie będę – powiedział, wyłapując co piąte słowo, z zawodzenia Elizabeth. – Przepraszam cię – powiedział, spoglądając na siedzącą przed nim brunetkę. – Chyba nici ze wspólnego popołudnia.
________– Jesteś dla niej za dobry – powiedziała kobieta, wpatrując się w jego zmęczoną twarz.
________– To matka mojego syna – odparł, jakby to miało usprawiedliwić wszystko, po czym wstał zza biurka i stanął za nią, kładąc dłoń na jej ramieniu. – Nie mogę tak po prostu wyrzucić jej z życia i udawać, że nie istnieje. W dodatku niedługo rusza proces El Niňo, a ona ma prowadzić tą sprawę. Z tego co zrozumiałem, dostała list z pogróżkami. Odwiozę cię, a potem pojadę do niej i sprawdzę o co chodzi.
________– Nie powinieneś prowadzić. Jesteś zmęczony, wyglądasz, jakbyś nie zmrużył oka w nocy.
________– Miałem kilka spraw do przemyślenia, ale nic mi nie będzie – powiedział, pochylając się i wtulając twarz w zagłębienie jej szyi. – Złego diabli nie biorą – dodał, pieszcząc oddechem wrażliwą skórę tuż za jej uchem. – Obiecuję, że jakoś ci to wynagrodzę – szepnął jej wprost do ucha. – A jak to wszystko wreszcie się skończy, to będę cały do twojej dyspozycji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:06:53 10-11-12    Temat postu:

No i jestem
Zgadzam się w 100% z Liamem. Więcej tu pytań niż odpowiedzi i właściwie chodzi o to, że nie wiadomo o co chodzi
Plan Matta okazuje się być dość niebezpieczny, ale mam nadzieję, że skuteczny. Wykorzystał nazwisko na które pracował przez lata w DEA po to by wywabić z nory, tego o którego om chodzi. Coś czuję, że będzie się działo.
W każdym razie chyba bardziej zaintrygowała mnie druga część odcinka
Beth. Hm.....mam mnóstwo pomysłów o co tu może chodzić, ale nie śmiem nawet domniemywać, bo i tak pewnie nie zgadnę. Pierwsza moja myśl jaka mi się nasunęła to, to że może żona Liama sprzedaje informacje. Zaczęło mnie to jeszcze bardziej męczyć kiedy QuennBee pomyślał o Waltonie jej nowym partnerze. Kilka dni temu Matt natknął się na niego, teraz po raz kolejny i to w towarzystwie Sheili. Kurka.... nie wiem za nic w świecie o co tu chodzi. I z tego co widzę robi się coraz bardziej gorączkowo.
Czekam w takim razie na kolejny odcinek, bo w tej chwili mam mętlik w głowie i nawet jakbym próbowała nic sensownego nie wymyślę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:15:44 16-11-12    Temat postu:

Nie wiem, jak to się stało, że nie zauważyłam tutaj odcinka.

Matt przyplusował u mnie w tym odcinku. Wcześniej wydawało mi się, że jest lekko w cieniu Curta, ale nie Też ma głowę na karku i ma swój plan, ale sporo ryzykuje. Widać, że lubi ryzyko.
Też się zastanawiam, co Sheila ma wspólnego z Waltonem?

Liam, mimo iż już nie jest ze swoją żoną, to mimo wszystko czuje się w obowiązku, aby jej pomagać, bo jest matką jego syna. Tylko, czy nie jest zbyt naiwny? Nie ufam tej całej Elizabeth.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:01:17 19-11-12    Temat postu:

Nadrobiłam. Tak wiem, że to mi nie pomoże, bo zaraz oberwę, że co tak długo, ale I'm so sorry.
Jak już napisałam w The best... Matt rozwalił mnie na łopatki. Uwielbiam go, jego czar i całość. Nie mówię przy tym, że Curt mnie zawiódł, o nie nie. Ten facet jest cudowny, z tą nagle odkrytą radością z monogamii, a jednak jakoś... Matty ma przechlapane i może mój syndrom pielęgniarki też się odzywa
Prowadzicie historię z dynamizmem i rzeczywiście ma ona charakter bardziej sensacyjny niż romantycznie (tak, wiem Aguś, że mówiłaś wielokrotnie ).
Liczę na tą trylogię, więc nawet nie ważcie się porzucać tego opowiadania
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:25:30 24-11-12    Temat postu:



________Matt nabrał powietrza w płuca i pewnym krokiem wszedł do śmierdzącego, opuszczonego magazynu. Brad siedział pod ścianą z kolanami podciągniętymi pod brodę i tępym wzrokiem wpatrywał się w kąt, gdzie dwa szczury z zapałem zajmowały się plastikowym kubeczkiem po kawie, którą rankiem przyniósł mu Curt.
________– Będziecie się tak wymieniać? – spytał, uśmiechając się krzywo i nie zaszczycając przy tym Matta nawet jednym spojrzeniem. – Nic wam nie powiem.
________– Wiem – odparł Graves, siadając na skrzynce obok blondyna. Na chwilę zapanowała taka cisza, że oprócz popiskiwania dwóch gryzoni, słyszeli tylko własne oddechy. – Curt nie rozumie, że jesteś tylko pionkiem, a poza tym chyba mu ostatnio trochę podpadłeś – powiedział w końcu Matt, czekając aż Brad zechce na niego spojrzeć, ale ten najwyraźniej nie miał zamiaru wcale tego robić, bo wciąż uparcie obserwował szczury, które właśnie porzuciły kubek i zajęły się sznurówkami jego beżowych, trekkingowych butów.
________– To ty odwiedziłeś Johnny’ego w pierdlu – bardziej stwierdził niż zapytał. Matt uśmiechnął się tylko nie zamierzając ani potwierdzać, ani zaprzeczać temu spostrzeżeniu. – Działasz z Curtem, ale najchętniej pozbyłbyś się go tylko nie masz pojęcia jak to zrobić.
________– Działam sam – powiedział Matt stanowczym, zimnym i opanowanym tonem. – Curt, przyczepił się jak rzep, ale prędzej czy później pozbędę się go – dodał, uśmiechając się lekko, gdy Brad w końcu spojrzał na niego.
________– A myślałem, że to Curt jest sprzedajnym skurwielem – powiedział cicho, a w jego oczach błysnęła jakaś iskra, która dla Gravesa była jednoznaczna z tym, że jego rozmówca dostrzegł dla siebie jakieś korzyści ze znajomości z nim. – Po co to robisz? – spytał, a kiedy Matt pytająco uniósł brwi, sprecyzował: – Aż tak go nienawidzisz czy chodzi ci wyłącznie o to, by zarobić coś na lewo? A może jedno i drugie?
________– Pensja agenta rządowego nie zawsze starcza na wszystkie potrzeby – odparł, uśmiechając się tajemniczo. – Zresztą, sam wiesz najlepiej, że każdy orze, jak może. A co do Curta, to mam z nim rachunki do wyrównania – rzucił zdawkowo, pozwalając, by jego rozmówca sam dopowiedział sobie resztę, po czym sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągnąwszy z niej kluczyk od kajdanek, którymi Brad był przykuty do jakiejś grubej rury pod ścianą, zaczął sprawnie obracać go między palcami. – Ale najpierw muszę odnaleźć dziewczynę zanim on to zrobi – dodał.
________– Po co ci ona? – spytał blondyn, ale Matt tylko uniósł brwi i spojrzał na niego, jakby chciał mu dać do zrozumienia, że o wszystkim wie. Brad wpatrywał się w niego bez słowa, więc schował kluczyk do kieszeni i wyjął z niej paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i wsadził sobie do ust, po czym podsunął pudełko swojemu rozmówcy.
________Cooper uśmiechnął się lekko i oparł plecami o zimny mur, obracając w palcach papierosa.
________– Proponujesz mi współpracę? – spytał, gdy Matt zapalił zapalniczkę. Graves przez chwilę wpatrywał się w jasny płomień, po czym odpalił papierosa i zaciągnął się nikotynowym dymem, z trzaskiem zamykając wieczko zapalniczki.
________– Nie masz mi nic do zaoferowania – stwierdził i wypuściwszy z ust smużkę dymu, wpatrywał się, jak rozpływa się w powietrzu. – Nie wiesz przecież gdzie jest dziewczyna, ani nie wiesz kim jest Slick – mówił, leniwie przenosząc wzrok na Brada. – Nie wystawisz mi też nikogo mniej ważnego, bo w ten sposób wydałbyś na siebie wyrok śmierci. W końcu wy jesteście względem siebie lojalni, prawda? A przynajmniej udajecie lojalnych, dopóki wszystko jest w porządku, a gdy grunt zaczyna wam się usuwać spod nóg, dbacie tylko o własne tyłki.
________– Sam nie jesteś lepszy – odgryzł się Brad. – Niby pomagasz Curtowi, a za jego plecami próbujesz dogadać się ze mną.
Matt zaśmiał się pod nosem, ponownie zaciągając się nikotynowym dymem.
________– Mówiłem ci, że mam z nim rachunki do wyrównania – odparł, jakby w ogóle nie interesowało go, co o tym wszystkim myśli Brad, a wyrównanie rachunków z Evansem było w tej chwili jego jedynym celem.
________– A mnie się wydaje, że to jakaś wasza nędzna prowokacja – prychnął Cooper. – Powinniście się bardziej wysilić. Taki teatrzyk na nikim nie zrobi wrażenia a już na pewno nie zmusi nikogo do mówienia.
________Matthew rzucił niedopałek papierosa na ziemię i podniósłszy się ze skrzynki, nonszalancko wsadził ręce w kieszenie skórzanej kurtki, spoglądając na Brada wzrokiem pełnym pogardy.
________– Nie jesteś mi do niczego potrzebny – powiedział, uśmiechając się kpiąco. – Jesteś bezużyteczną kupą gówna, którą nasz drogi przyjaciel Curt ma za jedyny punkt zaczepienia w swojej popieprzonej łamigłówce. Ja poradzę sobie bez ciebie – dodał i jakby niechcący wypuścił z dłoni kluczyk od kajdanek, który upadł tuż obok stóp Brada. – Mam nadzieję, że się więcej nie zobaczymy, bo wtedy nie będę się cackał z tobą jak Curt, tylko najzwyczajniej w świecie rozwalę ci łeb – zakończył i skierował się do wyjścia.
________Skręcił w wąską ulicę, przy której nie stały żadne samochody. W pewnym momencie ciemny van zatrzymał się obok niego z piskiem opon. Ze środka wyskoczyło dwóch facetów, w tym ten z kozią bródką. Matt odruchowo szarpnął za pasek i wyciągnął swoją broń. Wycelował nią przed siebie, ale i tak był bez szans. Ich było dwóch i obaj celowali prosto w jego głowę.
________– Opuść broń – ostrzegł koleżka ze speluny.
________Matt mocniej zacisnął palce na glocku i przełknął ślinę. Nie spodziewał się, że zareagują tak szybko. Czyżby po jego wyjściu wykonali telefon, а w odpowiedzi otrzymali rozkaz dostarczenia go? А może zabicia? Poza tym nie było żadnej gwarancji, że to ludzie Alexeya, albo Slicka, а wtedy mógłby pożegnać się ze swoim życiem. Facet z bródką z pewnością był gwałtowny, ale czy zachowanie Matta, а raczej Spectera, dotknęło go na tyle, że postanowił się z nim rozliczyć? Gdy zrozumiał, że jego przyszłość jest niepewna, zdał sobie jednocześnie sprawę, że jego plan ma pewne defekty, których nie wziął pod uwagę.
________W końcu postanowił się poddać i zaryzykować, licząc na szczęście. Uniósł dłonie do góry, obracając na palcu wskazującym dłoń lufą do dołu. Mężczyzna z jego prawej strony wyciągnął mu pistolet jednym szarpnięciem i popchnął go mocno na samochód. Następnie skrępował mu dłonie czymś cienkim i bezlitośnie wbijającym w skórę i wepchnął do vana bez słowa.
________Facet z bródką wsiadł do samochodu zaraz za nimi i zatrzasnął za sobą drzwi. Uśmiechnął się do opartego o blachę Matta, który próbował oddychać miarowo i poklepał go po policzku. Przez moment wyglądał tak, jakby chciał mu coś powiedzieć, ale po chwili zastanowienia zrezygnował, by nie psuć mu niespodzianki. Podniósł z podłogi czarny kaptur i jak porwanemu, nałożył mu na głowę.

* * *

________Chmury na niebie zgęstniały, sprawiając, że świat wokół zasnuła szara poświata, a porywisty, zimny wiatr pojękiwał złowrogo. Zanosiło się na deszcz. Mimo to, Curtis niespiesznym krokiem wracał do mieszkania Matta. Nie miał ochoty siedzieć w domu i wpatrywać się bez celu w cztery ściany, zastanawiając, jaki powinni wykonać kolejny ruch. Najchętniej uzbroiłby się po zęby i biegał po wszystkich podejrzanych miejscach w mieście, szukając Sary, ale wiedział, że to nie miało żadnego sensu. Cierpliwość jednak nigdy nie była jego mocną stroną. Podobnie jak ścisłe trzymanie się wytyczonego planu.
________Kiedy zaczęło kropić, naciągnął na głowę kaptur sportowej bluzy i zasunął skórzaną kurtkę pod samą szyję. W tym samym momencie usłyszał charakterystyczne piknięcie telefonu Brada. Sięgnął po niego do kieszeni zirytowany i odczytał wiadomość tekstową.
________– Za półtorej godziny w Gateway. Depot. A. – Kąciki jego ust mimowolnie uniosły się do góry. Szukanie Alexeya „po omacku” było jak szukanie igły w stogu siana, tymczasem pokrętny los sprawił, że facet znalazł się sam. Bo cóż innego miał oznaczać ten tajemniczy sms, z nieznanego numeru, podpisany jedynie literą „A”?
________Curt doskonale wiedział, że nie powinien iść tam sam. Powinien zadzwonić do Gravesa lub Quinna, ale nie chciał tracić czasu na słuchanie tego, jak będą mu wybijać z głowy ten absurdalny pomysł i czekanie aż wymyślą nowy plan działania. Postanowił kuć przysłowiowe żelazo, niezależnie od tego, że mógł się przy tym nieźle sparzyć. Gateway było przecież ogromnym plenerowym centrum handlowym, zbudowanym wokół zabytkowej Union Pacific Station Depot o niezliczonej ilości sklepów, restauracji i miejsc rozrywki. Istniało więc ryzyko, że ktoś z ludzi Mikhaylova zauważy go i ostrzeże, zwłaszcza, że prawdopodobieństwo iż Alexey przyjdzie tam sam, było jak szansa wygrania głównej nagrody w loterii Mega Millions.
________Przyspieszył kroku, by należycie przygotować się do wizyty w Depot i spotkania z Mikhaylovem. Mijając budkę telefoniczną, zawahał się przez chwilę. W końcu wszedł do środka i wybrał numer Matta.
________– Abonent jest poza zasięgiem lub ma wyłączony telefon... – usłyszał w słuchawce, co tylko go rozwścieczyło. Z drugiej strony ucieszył się i poczuł w pewien sposób rozgrzeszony. Nikt przecież nie mógł mu teraz zarzucić, że nie próbował się skontaktować i przekazać informacji.
________– Wal się, Graves – mruknął, z impetem odwieszając słuchawkę. – Nigdy cię nie ma, gdy jesteś potrzebny… – mamrotał, wychodząc z budki telefonicznej.
________Deszcz rozpadł się na dobre. Niesiony adrenaliną, w mgnieniu oka pokonał drogę do mieszkania Matta. Przemoczony do suchej nitki wszedł do kamienicy i wbiegł na właściwe piętro. Kiedy zobaczył, że drzwi do mieszkania są uchylone, sięgnął po swoją broń i ostrożnie wszedł do środka. W salonie dostrzegł postawnego mężczyznę, myszkującego w komodzie.
________– Liam, do cholery – krzyknął, przewracając oczami. Quinn natychmiast odskoczył od szuflady i odwrócił się w stronę Curtisa, naciągając mocniej na dłonie czarne, skórzane rękawiczki. – Co tu robisz? – spytał oschle Evans uważnie mu się przyglądając.
________– Szukam…
________– Czego? – warknął Curtis. – Nie podoba mi się to. Przychodzisz tu, gadasz z nami jak z kumplami, obmyślamy wspólny plan działania, a teraz co?
________– Zostawiłem tu teczkę Coopera.
________– Leży w kuchni na stole – odparł Curt, ciągle trzymając Liama na muszce.
________– Brakuje w niej zdjęcia…
________– I myślałeś, że Matty schował je do szuflady z bielizną? – prychnął. – Przypominam ci, że rozmawiasz ze swoim najlepszym agentem, a nie z jakimś półmózgiem handlującym prochami, więc miej litość i przestań ściemniać.
________– Szukałem czegoś, na czym może zależeć tym ludziom, którzy porwali Sarę.
________– Wiesz co to może być? – spytał Curt z miną świadczącą o tym, że nadal mu nie wierzy, ale Liam tylko wzruszył ramionami. – Zabrałem ją od Stevensa tak jak stała, a do torby wpakowałem zaledwie kilka bluzek, bieliznę i spodnie. Nie miała przy sobie nic, co mogłoby zwrócić ich uwagę.
________– A jednak czegoś od niej chcą – zauważył Quinn przeczesując palcami swoje gęste włosy. – Jesteś pewien, że ona niczego nie wie i nie ma nic wspólnego z interesami tatusia? – spytał, gładząc brodę w zadumie.
________Curtis zawahał się przez chwilę, po czym ściągnął kurtkę i bluzę.
________– Graves nie odbiera telefonu – powiedział.
________– Nic mu nie będzie, kazałem go obserwować. Dyskretnie – dodał, uprzedzając pytanie Curtisa. – A ty nie zmieniaj tematu. Wiesz coś o czym mi nie powiedziałeś?
________Evans spojrzał na niego wymownie, ściągając mokrą koszulę.
________– Mam nadzieję, że to ktoś zaufany, bo jeśli nie, to Matty może wpaść w niezłe szambo.
________– Nie gorsze niż to, w którym już siedzi – zauważył Liam, uśmiechając się kpiąco. Curtis westchnął i skierował się w stronę łazienki, ale w tym samym momencie ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Curtis chwycił broń, odbezpieczył magazynek i stanął przy ścianie po lewej stronie drzwi. Liam zerknął przez wizjer i uśmiechnął się lekko. Wygładził ciemną koszulę i otworzył drzwi.
________– W czym mogę pomóc, panno Stone? – spytał, uśmiechając się przymilnie.
________– Ja… – Lexy zająknęła się, mierząc wzrokiem Liama. Przed oczami mignął jej obraz Matta i brunetki z aukcji, a zaraz potem przez jej głowę przetoczyła się niemądra myśl o jego potencjalnym związku z brunetem, który stał teraz w drzwiach i uśmiechał się czarująco. Szybko jednak odrzuciła ten niedorzeczny pomysł. – Szukam Matta – powiedziała w końcu.
________– Przykro mi – powiedział Liam. – Będzie musiała pani spróbować innym razem – zakończył i miał już zamiar zamknąć drzwi, ale wtedy Curtis kichnął siarczyście. Lexy zdezorientowana spojrzała na Quinna, który przewrócił oczami, uśmiechając się przy tym głupio.
________– Matt, dupku! – zaczęła, wymijając Liama i wchodząc do mieszkania. – Nie masz na tyle cywilnej odwagi, by spojrzeć mi… – nie dokończyła, dostrzegłszy za drzwiami Curtisa z bronią gotową do wystrzału. Chciała się wycofać, ale Liam zatrzasnął drzwi i oparł się o nie plecami, krzyżując dłonie na piersiach.
________– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, panno Stone – powiedział, uśmiechając się na widok jej miny. Jeszcze przed chwilą była nastawiona bojowo, a teraz wyglądała jak zbity pies.
________– Ciekawski szczeniak – prychnął Curt i wsunąwszy broń za pasek spodni, wrócił do kuchni. – Trzeba jej zamknąć gębę – dodał, wyciągając z lodówki piwo.
________– Ja nikomu nic nie powiem – mówiła wystraszona Lexy przenosząc wzrok z jednego na drugiego.
________– Oczywiście – prychnął Liam – a jutro wszyscy usłyszą o tym w lokalnych wiadomościach. – Lexy pokręciła przecząco głową. – To jest tajna operacja, panno Stone i nikt nie ma prawa o niej wiedzieć. Dlatego zostanie pani z nami. Do odwołania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:39:18 24-11-12    Temat postu:

Melduję się na stanowisku

Powiem tak, wiem, że nic nie wiem. Po przeczytaniu tego odcinka mam taki mętlik w głowie, że nawet nie będę próbowała zgadywać o co kaman
Ciekawi mnie, czy Matt faktycznie blefował w rozmowie z Bradem, czy jednak chce się odegrać i zemścić na Curcie. W sumie to nie wydaje mi się, żeby Matt należał do zawistnych i podłych ludzi, więc bardziej jestem skłonna uwierzyć, że chciał sprowokować Brada do mówienia, albo działania. A tu jednak coś się nie udało. Ludzie z którymi rozmawiał wcześniej postanowili go porwać. Wcale się nie piszę na zgadywanie po jaką cholerkę. Pojawił się jednak cień nadziei po tym jak Liam powiedział, że rozkazał go dyskretnie pilnować. Może to coś da.
Za to Liam? hm... nie jestem go do końca pewna. Scena w jakiej Curt go przyłapał wydawała mi się co najmniej dwuznaczna i nie mogę rozgryźć tego faceta. Jeśli faktycznie szukał zdjęcia to po co z czarnych skórzanych rękawiczkach??? No właśnie. Jakoś nie do końca mu jeszcze ufam i nie wiem czy to się zmieni. W każdym razie jak zwykle zaczyna się coraz więcej dziać i ja czekam oczywiście na ciąg dalszy. tym bardziej, że jak się okazuje wścibska Lexy wpakowała im się na głowę. Teraz to dopiero może się zacząć dziać, jak ona sama zacznie węszyć. A może im pomoże? Kto wie, co Wy tam wymyśliłyście.
Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:49:21 24-11-12    Temat postu:

Ale zgadywanie nic nie kosztuje, więc próbuj, próbuj - może akurat trafisz?
Oczywiście nie mogę odpowiedzieć na Twoje pytania, więc powiem tylko, że cieszę się, że nic jest oczywiste i każdy odcinek wywołuję falę nowych pytań i spostrzeżeń, bo to oznacza nasz mały sukces ^^ Co do Lexy, to będzie nam przez jakiś czas towarzyszyć - w końcu wścibska jest i jak przystało na dziennikarkę chce być w centrum wydarzeń, a czy jej i innym wyjdzie to na dobre, to się okaże niebawem ;D

Dzięki, Madziu, że wciąż z nami jesteś :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:06:26 24-11-12    Temat postu:

A gdzież miałabym być ?? jestem, jestem choć nie zawsze na czas
W czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to opowiadanie, to z całą pewnością Wasz sukces. I to wcale nie taki mały
Spostrzeżenia są, pytania również, jakieś pomysły też, ale nie wiem czy cokolwiek z tego co ja sobie tu natworzyłam będzie miało przedłożenie w tym co same wymyśliłyście. W każdym razie na razie nadal mam mały mętlik w głowie i jak sobie to jakoś tak zbiorę do kupy, to może coś mi zaświta
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:20:38 24-11-12    Temat postu:

Szczerze przyznam, że często się zastanawiałam czy nie namotałyśmy tu aż za bardzo, ale skoro nadal są macie ochotę czytać, to chyba nie jest tak źle W każdym razie mam nadzieję, że z czasem wszystko (no dobra, prawie wszystko, bo przecież ma być następna część ) się wyjaśni ^^
No i może kiedyś podzielisz się z nami tym, co chodzi Ci po głowie - ciekawa jestem co tam wydumałaś ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:28:50 24-11-12    Temat postu:

Jest świetnie, także nie macie się w ogóle czym przejmować
Domyślam się, że skoro ma być jeszcze druga część to coś tu się nie do końca wyjaśni, ale ja i tak czytam i tak A jak sama poskładam wszystko w całość to może się podzielę tym co wydumałam o ile będzie to miało w ogóle jakiś sens
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:34:05 24-11-12    Temat postu:

Na pewno będzie miało sens. I założę się, że jesteś w stanie wydumać takie rzeczy, które nam nawet do głowy nie przyszły, dlatego też tak bardzo mnie to ciekawi ;D
A w pracach nad drugą częścią mamy przestój, dlatego wszelkie komentarze z różnymi pomysłami mile widziane - potrzebny nam chyba jakiś kop na popęd ;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 32, 33, 34 ... 42, 43, 44  Następny
Strona 33 z 44

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin