Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zaplątani - rozdział 3 [30.06]
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:00:39 03-06-15    Temat postu: Zaplątani - rozdział 3 [30.06]

Tak, tak, to znowu ja. Ostatnio zebrało mi się na pisanie i coś wyszło. Ma być to lekka i zabawna historyjka, po prostu. Jak ktoś się skusi - miłego czytania. Pozdrawiam

    ZAPLĄTANI


Kayla
[link widoczny dla zalogowanych]

Ronnie
[link widoczny dla zalogowanych]

Logan
[link widoczny dla zalogowanych]

Dylan
[link widoczny dla zalogowanych]


Zaplątani - Rozdział 1.

Kobieta poprawiła swój szarozielony szalik na szyi, kiedy poczuła powiew zimnego powietrza. Kayla przyśpieszyła, a stukot jej obcasów głośno odbijał się od chodnika. Prawie biegła, jakby ktoś ją gonił, chociaż w pobliżu kilkunastu metrów nikogo nie było. Odetchnęła dopiero, kiedy znalazła się w budynku i poczuła rozgrzewające ją ciepło. Przywitała się z ochroniarzem kiwnięciem głowy i ruszyła od razu do windy.
Poczuła się lepiej, gdy mogła odwinąć się z tego szalika i zdjąć rękawiczki, mimo iż dłonie wciąż były chłodne. Schowała rękawiczki do torebki, a ręce wsadziła do kieszeni. Spojrzała na wyświetlacz wskazujący numer piętra i cierpliwie czekała na swoje.
- Zimno?
Usłyszała za sobą nieznajomy głos i dopiero teraz zauważyła, że nie jest sama w windzie. Tuż za nią stał wysoki, przystojny brunet z trzydniowym, a może czterodniowym zarostem. Ubrany był w dresy, a mimo to wyglądał znakomicie.
Kayla ciągle się zastanawiała, jak to możliwe, że ludziom chce się biegać z samego rana. Wprawdzie sama była rannym ptaszkiem, nie lubiła długo spać, poza tym uważała, że wylegiwanie się do południa to marnowanie czasu. Jednakże, nigdy nie wstałaby z samego rana, aby iść pobiegać. To nie było w jej stylu. Zresztą, w ogóle nie lubiła sportu.
- Trochę – odparła cichym głosem odwracając wzrok.
- Idealna pogoda na bieganie.
Kayla kątem oka spojrzała na mężczyznę. Stał teraz jednym bokiem oparty o ścianę windy. Musiała przyznać, że wyglądał całkiem smacznie, kiedy tak stał i się do niej uśmiechał. I właśnie wtedy poczuła, jak bardzo jest głodna, że nic jeszcze nie jadła. Przez co zaburczało jej w brzuchu, dosyć głośno.
- Przepraszam – wyszeptała nieco zmieszana. - To moje piętro – powiedziała, kiedy winda się zatrzymała, a ona chciała jak najszybciej opuścić to małe pomieszczenie.
- Czyżby? - zapytał mężczyzna, chociaż Kayla już go nie usłyszała.
Piętro, na którym wysiadła nie było oczywiście jej piętrem, przez co kolejne trzy piętra musiała przejść po schodach. Trudność tą pokonała w mgnieniu oka, sama nie wiedząc, że tak szybko się z tym uporała. Była zmęczona, ale i ucieszona, gdy na wprost zauważyła swoje drzwi, z numerem 802. Rozpięła swój płacz, gdy poczuła jak bardzo jest jej gorąco i ruszyła do swojego mieszkania. Przechodziła koło windy poszukując w torebce kluczy, kiedy winda się zatrzymała.
- Znowu się spotykamy.
Usłyszała już znajomy głos i nie miała wątpliwości do kogo należał. A kiedy się odwróciła, ponownie ujrzała przystojnego bruneta z windy. Natychmiast pobiegła do swojego mieszkania.
- Zobaczyłaś ducha?
- Prawie – odparła Kayla. Oparta o drzwi z zamkniętymi oczami stała tak przez dłuższą chwilę. - Szaleństwo – wyszeptała. - Kiedyś zwariuje – mówiła dalej do siebie.
- Zamierzasz tam tak stać?
- Tak – odparła stanowczo, jakby chodziło o coś ważnego.
- Jak chcesz.
Starsza kobieta wzruszyła ramionami i wróciła do swojej poprzedniej czynności, jaką było oglądanie jej nowego ulubionego serialu. - Dziwne to teraz wszystko – mówiła jakby do Kayli, do siebie, a może do telewizora.
- Dziwne – podsumowała młoda brunetka.
Zamknęła za sobą drzwi na zamek i ruszyła w stronę kuchni. Była głodna, okropnie głodna i natychmiast musiała coś zjeść. Rozłożyła zakupy na stole, następnie niektóre z nich schowała, a inne zostawiła. Chciała zrobić sobie kanapki, kiedy zerknęła na zegarek. Zamrugała oczami, jakby miała nadzieję, że godzina zaraz się przesunie o te pół godziny, ale nic takiego się nie stało. Dlaczego? Była spóźniona. Okropnie spóźniona.

Usta ułożyła w tak przysłowiowy „dziubek” i z niesmakiem spojrzała na swój obraz. Miała być zima, miało być mroźnie. Osoba, która spojrzałaby na ten obraz miała poczuć to zimno, które ona czułą podczas malowania. Chociaż nie. Ona go nie czuła, dlatego też obraz tego nie oddawał.
- Jestem do niczego – powiedziała do siebie. - Do-ni-cze-go – podsumowała bardzo powoli, a następnie wzięła na pędzel czerwoną farbę i przejechała nim po obrazie.
- Teraz wygląda lepiej. - Usłyszała za sobą męski, zachrypnięty głos. Nie odwracając się wiedziała, że stał oparty o framugę ze skrzyżowanymi rękami na piersi. - Rzeczywiście różne odcienie niebieskiego i ten biały doskonale komponują się z czerwonym. Sprzedaż go? - zapytał próbując powstrzymać uśmiech.
- Wyjdź – zabrzmiała poważnie Ronnie.
- Chciałem zapytać, czy chcesz coś do picia.
- Nie – odpowiedziała krótko spoglądając wciąż na ten sam obraz, który przed chwilą zniszczyła.
- Kawy?
Dziewczyna zaprzeczyła kiwnięciem głowy.
- Herbaty? Wody? Soku? - pytał dalej, a blondynka cały czas zaprzeczała. Mężczyzna w końcu ustąpił i wyszedł. Ronnie mimo iż słyszała jak zamyka drzwi, odwróciła się jednak dla pewności, czy aby na pewno tam nie stoi.
Mężczyzny, a dosłownie jej mężczyzny nie było. Ronnie podciągnęła kolana pod brodę znowu wracając wzrokiem na czerwoną zimę. Kosmyki włosów upadły na jej drobną twarz. Ściągnęła gumkę, a potem ponownie związała niedbale swoje włosy.
Po dłuższej chwili ściągnęła obraz ze sztalugi, nowej sztalugi, którą dostała w prezencie od Dylana. Do dziś pamiętała jak bardzo się cieszyła, kiedy tylko ją znalazła. Tak, sama ją znalazła. Ronnie nie cierpiała czekać. Wiedziała, że mężczyzna już zakupił jej świąteczny prezent, a ona nie zamierzała czekać do gwiazdki. Zresztą, długo nie musiała czekać. Dylan nie umiał chować prezentów. A może specjalnie je tak chował, aby znalazła. Kiedyś się nad tym zastanawiała, nawet przeprowadziła śledztwo, które nic jej niestety nie dało.
- Kawa?
- Yhym – przytaknęła wlewając wodę do czajnika. - Nie mam weny – powiedziała smutnym głosem i wsypała dwie łyżeczki kawy do jej ulubionego kubka. Dostała go od Dylana.
- Nie powinnaś być na zajęciach? - zapytał chłopak przerzucając z kanału na kanał, szukając czegoś porządnego do obejrzenia.
- Nie mam weny – powtórzyła bardziej donośniej.
Dylan przewrócił teatralnie oczami. Zatrzymał się na dłuższą chwilę na jakimś kanale, zainteresował się, ale nie na długo. Odkąd stracił pracę, przez połowę dnia spędzał w domu na fotelu, a drugą połowę dnia z przyjaciółmi, z którymi tworzył zespół, gdzie Dylan trochę śpiewał, grał na gitarze, czy też perkusji. Ronnie wprawdzie nigdy nie wiedziała, co on tam robił. Zresztą, nie cierpiała całej tej bandy, jak ich nazywała.
- Leci „Zwariowana historia Artystki” - zawołał ją, kiedy trafił na ulubiony serial Ronnie.
- Obejrzałam wczoraj cały sezon – odparła siadając koło mężczyzny z gorącą kawą.
- To nowy odcinek.
- Też oglądałam i następny także. Nie miałam weny, znowu.
Blondyna przymknęła oczy i oparła się o ramię swojego chłopaka.
- Czasami jest, czasami jej nie ma, to normalne kochanie. Jesteś niesamowitą malarką. Niedługo będziesz miała pełno pomysłów w głowie i nie będziesz wiedziała co namalować najpierw. Trzeba cierpliwie poczekać – powiedział Dylan i przygarnął kobietę jeszcze bardziej do siebie, kiedy zauważył jej minę, mówiąc o cierpliwości.
- Kocham – szepnęła tuląc się do niego.
- Ja bardziej – rzekł całując ją w czoło.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 20:17:39 30-06-15, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5369
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:47:56 04-06-15    Temat postu:

O no proszę, fajnie że zaczęłaś pisać nowe opowiadanko, zapowiada się ciekawie. Ronnie i Kayla - dwie różne osobowości.
Kayla od początku bliższa mojemu sercu, mam wrażenie, że mamy podobne charaktery. Kim jest ta starsza kobieta, która z nią mieszka? Może jej matka? Mam nadzieję, że niedługo się dowiemy. No i ten przystojniak z windy, coś czuję że Kayla jeszcze nie raz na niego wpadnie
A Ronnie nie ma weny, ale Dylan ma rację - wena raz przychodzi, a raz odchodzi.
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:28:50 05-06-15    Temat postu:

Hej, cześć!
Może to te windy, a może nie, ale ja też jakoś tak bardziej zainteresowałam się pierwszą dziewczyną.
Przyjemnie się czytało. Czekam na więcej!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:26:44 09-06-15    Temat postu:

Muszę przyznać, że pierwsza bohaterka jak zaczęłam pisać też była mi bliższa, ale z czasem.. no cóż, teraz sama nie wiem. Dzięki miłe powitanie, pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:26:38 15-06-15    Temat postu:

Zaplątani - Rozdział 2


Od: Carter Petterson
Do: Kayla Brown


„Dużo nauki, dużo pracy. Ciągle jestem czymś zajęty, nie mam czasu nawet zjeść.”

- Ani zadzwonić – szepnęła do siebie Kayla.

„Obiecuję, że jak będę miał więcej czasu wszystko Ci opowiem. Tyle się tu dzieje, szkoda, że nie Ciebie tu nie ma.
Tęsknię, Carter”

- Jakbyś tęsknił to byś zadzwonił – powiedziała znowu do siebie i zamknęła okno z mejlem, wciąż jednak ślepo wpatrywała się w monitor.
- Mówiła pani coś, pani Brown?
Kayla się zmieszała. Zaprzeczyła kiwnięciem głowy i wróciła myślami do wykładu. Starała się słuchać tego, co mówi wykładowca i zapisywać dobrze notatki, jednak w głowie ciągle miała tekst tego krótkiego e-maila. „Dużo nauki, dużo pracy” - ona też miała tego sporo! No dobrze, może na dziennikarstwie nie miała tyle nauki, co Carter na prawie. W pracy też nie miała zbyt wiele do roboty, jednak gdyby miała, znalazłaby trochę czasu, aby do niego napisać. Może jednak powinna z nim wyjechać? Powinna z nim być, wtedy ich związek trwałby nadal tak samo. Nic by się nie zmieniło. Znowu codziennie by go widywała, jadałby z nim obiad, kolację, chodziłaby z nim na spacer, uczyłaby się z nim. Byłaby koło niego! Nie, nie byłaby, nie mogłaby. Dlatego jest tu, a on tam.
Poza tym Margaret. Miała spokojne, ułożone życie. Nie rozumiała dlaczego akurat ją wrzucili na tak głęboką wodę, gdzie popełniła błąd?
- Lepiej się przygotuj na następne zajęcia – oznajmiła blondynka tuż koło niej, gdy pakowała laptopa do torby.
- Dlaczego? - spytała zdumiona Kayla.
- Całe zajęcia nie uważałaś, a Sheffer to zauważył. Wiesz, jak nie lubi, kiedy studenci go olewają – mówiła Rose.
- Wszyscy go olewają! - krzyknęła nieco głośniej Kayla i od razu przyłożyła drobną dłoń do swoich ust. Odwróciła się w kierunku profesor, który był zajęty rozmową z innymi studentami. Miała nadzieję, że nie usłyszał, a jeśli... że to nie o nim mowa.
- Ale udają przynajmniej, heloł. - Rose pomachała rękami przed oczami koleżanki. - Co się z tobą dzieje? - zapytała, a gdy Kayla milczała blondynka mówiła dalej: - Umów się z jakimś chłopakiem, bo chyba czegoś ci brakuje. - Rose się zaśmiała. - To ja lecę, - I już jej nie było.
Kayla stała na środku korytarza z otwartymi ustami. Co ona przed chwilą powiedziała? Nie widziała się dawno z Carterem, prawda, przez co, przez dłuższy czas się nie kochała, prawda, ale nie brakuje jej przecież seksu. Zrobiła zniesmaczoną minę. Cała Rose.
Przed Kaylą został ostatni wykład, jednak przed tym miała godzinną przerwę. Udała się do biblioteki, gdzie mogła w ciszy posiedzieć. Włączyła swój laptop i miała zamiar napisać do Cartera. Tylko co? „Nic się nie stało, będe czekała”? „Tęsknię za Tobą”? „Nic mnie to nie obchodzi, masz znaleźć dla mnie czas”? Nie, nie, nie. Wybiła z głowy te wszystkie nieprzemyślane słowa i włączyła nowy list, aby mu odpisać, kiedy na ekranie pojawiło się nowe okienko, informujące, że ma nowa wiadomość.

Margo:
Kiedy wrócisz?

Margo? Kayla prychnęła. Jej ciotka zwariowała.

Kayla:
Za dwie godziny. Co się dzieje?

Margo:
Chyba zalałam mieszkanie.

Kayla:
Chyba?! Jak można chyba zalać mieszkanie?! Już jadę.

Margo:

Nie spiesz się. To nic takiego.

„Nie spiesz się” W głowie Kayli huczały te słowa w głowie przez całą drogę. Ciotka, z którą mieszkała zalała jej mieszkanie, a ona miała się nie spieszyć. Mogłaby jeszcze spokojnie wypić kawę i iść na ten wykład. Czasami zastanawiała się dlaczego przyjęła ciotkę pod swój dach, a gdyby rodzice się dowiedzieli, że ciotka Margaret z nią mieszka już by było po niej.


Ronnie snuła się po mieszkaniu nie wiedząc co z sobą zrobić. Kiedy Dylan wyszedł i została sama w tym pustym mieszkaniu poczuła się samotnie, jak nigdy. Zawsze miała wiele do roboty, tak że nie wiedziała w co włożyć ręce. Nie zauważała nieobecności mężczyzny, wychodził i zaraz wracał, a przynajmniej tak jej się wydawało. Bo wtedy czas leciał zbyt szybko.
Zastanawiała się co się stało z jej weną, kiedy spoglądała na swoje obrazy, które czekały na jej agentkę. Miała szczęście, że poznała Joyce, która się nią zajęła. Teraz martwiła się, że zaraz również i te obrazy pójdą, a ona zostanie z niczym, jeśli jej wena nie wróci.
- Ciężko być artystką – szepnęła do siebie.
Usiadła przed komputerem i sprawdziła swoją pocztę. Kiedy okazała się pusta, zawiodła się, chociaż sama nie wiedziała na co liczyła.
- Jest tu kto? - usłyszała znajomy głos dobiegający z dołu. - Pukałam i pukałam – powiedziała kobieta, kiedy Ronnie zbiegła po schodach.
- Coś się stało? Nie byłyśmy umówione – zauważyła blondynka i mimo iż nie wiedziała w jakim celu Joy ją odwiedziła zmartwiła się.
- Nie mogę czasem wpaść na kawę? - spytała kobieta unosząc do góry brwi, jakby udawała zdziwioną.
Ronnie postarała się o uśmiech, z czego wyszedł raczej niewielki grymas. Joy jednak tego nie zauważyła i ruszyła w kierunku małego saloniku, który łączył się z kuchnią. Gospodyni pobiegła za nią i poprawiła szybko poduszki na kanapie, które rano porozrzucali z Dylanem, aby kobieta mogła swobodnie usiąść.
Mimo iż Ronnie była jej wdzięczna za pomoc, za wszystko co dla niej zrobiła Joyce, musiała przyznać, że zbytnio za nią nie przepadała. I to raczej z wzajemnością. Obie zarabiały na swojej znajomości i to im wystarczało. Żadnych babskich spotkań, umawiania się na kawę i plotki.
- Nie ma twojego chłopaka? - spytała Joy, na co zdumiona blondynka spojrzała na nią podejrzliwie.
- Mów co się stało – powiedziała Ronnie siadając naprzeciwko kobiety. Nie była zbyt dobrą gospodynią, bo nawet nie zaproponowała Joy kawy, o której napomknęła wcześniej.
- Jest mały problem – zaczęła brunetka.
- Mały? - zdziwiła się blondynka.
- Dostanę tę kawę? - Ronnie przewróciła oczami. Jak brunetka zaraz jej wszystkiego nie powie, to wybuchnie. Wena jej nie dopisywała, nie miała przez to humoru, a ona się z nią droczyła i kawy życzyła.
- Nie mogę sprzedać twoich obrazów. Jest mały zastój.
Mały. Ronnie opadła na poduszki, które niedawno poprawiała. Nie powinna się przejmować, każdemu się zdarza. Raz wszystko idzie jak najlepiej, innym razem nieco gorzej. Jednak teraz miała wrażenie, że wszystko jakby odwróciło się przeciwko niej. Dopadł ją pech. Ogromny pech. Spojrzała na Joyce, mając nadzieję, że powie coś więcej, ale ona milczała rozglądając się po pomieszczeniu.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 22:29:47 15-06-15, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:31:21 15-06-15    Temat postu:

Yhym, najpierw ciociunia informuje o zalanym mieszkaniu, a potem bądź tu człowieku mądry i się nie martw, ta?
Chyba to jest niezły numer z tej Margo.
Kurcze, związki na odległość... z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo taka silna więź może stać się przez to słaba. To przykre. Ale może ten chłoptaś jednak znajdzie chwilę i zadzwoni? Przecie nie samymi studiami człowiek żyje... I mówię to ja: dzielna studentka.
Chyba, że jednak nie chce znaleźć tej chwilki. Wtedy cóż.

Co słychać u tego kolegi z windy?

Pokładam całą swą nadzieję w szanownej pani Joyce i liczę, że pokona chwilowy zastój, podobnie jak nasza artystka.

Czekam na ciąg dalszy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5369
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:43:10 16-06-15    Temat postu:

O, czyli ta kobieta, z którą mieszka Kayla to jej ciocia Margaret. Nie jest ona chyba zbyt "rozgarnięta", ale przynajmniej jest zabawnie No i masz ci los! Zalała mieszkanie, ale przecież to "nic takiego"
Nie podoba mi się ten cały Carter - powinien znaleźć trochę czasu dla Kayli, a ten dupek ma dużo pracy i nauki. Co z tego że studiuje prawo? Czas i tak powinien znaleźć.
Ja tam czekam na ponowne pojawienie się przystojniaka z windy
A co do Ronnie to mam nadzieję, że już niedługo znajdzie wenę, może pod wpływem spotkania z Kaylą?
Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:08:36 16-06-15    Temat postu:

Przystojniak z windy na pewno się pojawi i to niedługo! A może i dwóch? Dzięki!

Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 20:12:39 16-06-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:03:41 17-06-15    Temat postu:

Czekam, czekam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5369
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:42:32 19-06-15    Temat postu:

dubel

Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 12:43:19 19-06-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5369
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:43:01 19-06-15    Temat postu:

Ayleen napisał:
Przystojniak z windy na pewno się pojawi i to niedługo! A może i dwóch? Dzięki!


Całe szczęście Ale że niby aż dwóch przystojniaków czy dwóch z windy?
Pozdrawiam i czekam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:51:11 20-06-15    Temat postu:

Dwóch innych i drugi już nie będzie z windy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:16:53 20-06-15    Temat postu:

Sami mężczyźni w planach!
Nie mogę się doczekać w takim razie!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nowa:)
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 31 Maj 2015
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:32:56 29-06-15    Temat postu:

kiedy następny rozdział?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:11:47 30-06-15    Temat postu:

Witam! Nowy rozdział, a w nim przystojniak, który już był, a drugi o którym mówiłam niedługo. Miłego czytania, pozdrawiam.


Zaplątani – Rozdział 3

- Dzień dobry John – przywitała się Kayla. - Jest coś do mnie może? - zapytała widząc jak mężczyzna segreguje pocztę.
- Dzień dobry, pani Margaret już odebrała pocztę dla pani.
- Dziękuję. - Kayla się uśmiechnęła i skierowała się w stronę schodów. W ostatnim czasie unikała windy, nie chciała wpaść na nieznajomego mężczyznę, przy którym ostatnio wystarczająco się wygłupiła.
Kiedy po chwili dotarła pod drzwi swojego mieszkania wzięła głęboki oddech, w końcu nie wiadomo co ją tam czeka. Ostatnia powódź na szczęście okazała się mało szkodliwa, ale nie wiedziała czego może jeszcze spodziewać się po „Margo”. Jakoś dwa dni temu oznajmiła, że wybiera się na randkę i nic więcej nie chciała pisnąć Kayli, kiedy ta wypytywała. Ona i randka, też coś! Już miała łapać za klamkę, kiedy usłyszała kobiecy chichot dobiegający z korytarza. Brunetka odwróciła się odruchowo i zastała dawno niewidzianego mężczyzny z windy, który nie był sam. A także nie był ubrany, tzn. częściowo, wokół pasa był owinięty tylko w prześcieradło. Kayla ilustrowała dokładnie jego urzeźbioną sylwetkę, że nie zauważyła jak mężczyzna uśmiechnął się do niej ukradkiem.
- Widzimy się jutro? - Usłyszała i jednocześnie wybudziła się z transu. Zorientowała się, że bezczelnie wlepia swoje brązowe oczy w nieznajomego, który nie jest sam. Pośpiesznie się odwróciła i złapała za klamkę, która była zamknięta.
- Niech cię szlag Margo! - krzyknęła szeptem do drzwi, gdyby wiedziała, że jest sama na korytarzy zapewne kopnęłaby w te cholerne drzwi. Kayla zajrzała do torebki poszukując swoich kluczy.
- Dzień dobry – zawołał mężczyzna.
- Niech to szlag – powtórzyła. - Dzień dobry – powiedziała odwracając się i wymuszając uśmiech. Czuła jak jej policzki płoną.
- Dawno się nie widzieliśmy – zagadał nieznajomy opierając się o framugę swoich drzwi. Wyglądał dokładnie tak samo jak za pierwszym razem w windzie, tyle że teraz był nagi. No prawie. Kayla potrząsnęła głową. Czy ona w tej chwili o nim myślała?
- A co, stęsknił się pan? - zapytała ni stąd ni zowąd, a on się uśmiechnął ukazując dwa dołeczki w policzkach, niezwykle seksowne. Kayla chciała zapaść się pod ziemię.
- Dzień dobry, panie Loganie – powiedziała Margaret, która niespodziewanie znalazła się za Kaylą. - Usłyszałam jakieś hałasy – zwróciła się do brunetki. - Wszystko w porządku? - zapytała, a ona tylko kiwnęła głową uciekając do mieszkania.
- Dzień dobry – usłyszała jeszcze w odpowiedzi. - Mieszkanie całe?
- Oczywiście. Dziękuję raz jeszcze za pomoc. - Kayla stała za ciotką i przysłuchiwała się tej krótkiej wymianie zdań.
- Znasz tego mężczyznę? - zapytała, kiedy Margaret zamknęła drzwi.
- Pana Logana? - spytała, a Kayla przewróciła teatralnie oczami.
- Tak, tego nagiego mężczyznę, z którą przed chwilą rozmawiałaś, ciociu – zwróciła się milej i się uśmiechnęła. Chociaż wcale nie miała na to ochoty. Kayla się wściekała, chociaż sama nie wiedziała z jakiego powodu. Raz, czy dwa razy wpadła na niego robiąc z siebie głupią, też coś.
- Nie jest nagi i jest naszym sąsiadem – odparła uśmiechnięta ciotka.
- Moim – poprawiła ją.
- Jest bardzo sympatycznym, młodym człowiekiem – mówiła dalej nie zwracając na uwagę dziewczyny. - Pomógł mi, kiedy miałyśmy problem z tym całym zalaniem.
- Miałyśmy?
- No przecież mówię, że miałyśmy! Nie mogłam czekać na ciebie w nieskończoność. Pisałam ci, że mamy problem, to ty pojawiłaś się po godzinie dopiero.
Kayla spoglądała na ciotkę wielkimi oczami. Czy ona miała do niej pretensje? Nie jej wina, że była na uczelni, i że kiedy musiała wracać był szczyt i straszne korki.
- Pan Logan mi pomógł. Spieszył się trochę, więc nie mógł dłużej zostać.
Dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem, chociaż to nie było na jej głowę. Mieszkanie z Margaret coraz bardziej dawało jej się we znaki. Już na samym początku wszystko wskazywało, że to był błąd, kiedy pozwoliła zostać jej u siebie. Kuchnia Kayli jej przeszkadzała, kanapa jej przeszkadzała i musiała oddać jej swoje łóżko. Następnie zmagała się z pomysłem ciotki z dorobieniem pokoju dla niej. Do tego nie rozumiała jak ktoś nie może mieć telewizora i kupiła za pieniądze Kayli. Potem ta cała powódź. Nie wiedziała co będzie dalej.

Ronnie po wizycie Joyce w końcu po raz pierwszy siedziała przed sztaluga i malowała i była z siebie zadowolona. Co prawda przez jakieś dwa dni była przygnębiona i smutna, potem była niezwykle wściekła, tak że Dylan nie pokazywał jej się na oczy, bo jemu się obrywało. Dopiero dzisiaj rano, kiedy się obudziła wiedziała, że nie może tak dłużej funkcjonować. W planach miała zrobienie porządków w domu. Kiedy zabrała się solidnie do tego, powyrzucała różne rzeczy z szuflad, pościągała z półek z zamiarem poukładania tego na nowo, narodziła się w niej wena. Zostawiła wszystko i pobiegła do pokoju, w którym spędzała czas na malowaniu. Teraz, kiedy obraz był prawie dokończony była z siebie dumna. Uśmiechała się widząc swój poplamiony fartuch i spoglądając na ręce pokryte farbą. Oglądała obraz z każdej możliwej strony, a uśmiech nie znikał jej z ust. Nawet, gdy zdawała sobie sprawę, że Joyce nie mogła sprzedać jej obrazów. Wiedziała, że to minie i wszystko wróci do normy.
- Ronnie? - Usłyszała z dołu głos Dylana.
- Tutaj! - zawołała.
- Gdzie?
- No tutaj! - krzyknęła przewracając oczami. - Gdzie ja mogę być? - spytała, gdy znalazł się w pokoju. - No co? Maluję przecież – powiedziała widząc jego zaskoczoną minę.
- Odzyskałaś wenę? To świetnie, kochanie! - Dylan chciał podejść do blondynki.
- Stój! - zawołała wyciągając do niego rękę. - Nie patrz, jeszcze nie jest skończony. Ronnie sama do niego podeszła i przywitała się z chłopakiem. Dylan wciąż był zaskoczony, jakby był zdziwiony, że ją tu znalazł i że ona maluje, jakby robiła coś po raz pierwszy. - Wszystko w porządku? - zapytała, chociaż mężczyzna sam chciał ją o to zapytać.
- Cieszę się, że malujesz. - Uśmiechnął się do niej szeroko i ja objął. - Poza tym mam małą niespodziankę. - Dylan pomachał przed jej oczami białą kopertą.
- Co to? - zapytała zadowolona. - Czy to bilety?
- Taak – odparła szczęśliwy Dylan.
- Jedziemy gdzieś? Zrobimy sobie w końcu wakacje?! Tak się cieszę, Dylan. - Ronnie mówiła jak najęta, gdy wyrwała mu z ręki tajemnicza kopertę, a po chwili rzuciła się na niego nie zaglądając do niej jeszcze.
- To nie tak, Ronnie. Nie wiedziałem, że marzyłaś o jakiś wakacjach, nic nie mówiłeś – powiedział, gdy blondynka odskoczyła od niego i wlepiała w niego swój wzrok.
- Nigdzie nie jedziemy? - spytała zawiedziona. Faktycznie nie wspominała Dylanowi, że marzy o wakacjach, że chciałaby gdzieś wyjechać i odpocząć. Poza tym do wakacji zostało jeszcze parę miesięcy. Sama zaczęła się zastanawiać, dlaczego pomyślała, że to bilety na jakąś wycieczkę.
- Ben załatwił nam koncert. Zagramy na koncercie! - oznajmił podekscytowany. - Po raz pierwszy zagramy na scenie przed publicznością – mówił oszołomiony, a Ronnie tylko przytakiwała głową i uśmiechała się pokazując, że również się cieszy. Chociaż tak naprawdę nie znosiła całej paczki Dylana, ani ich muzyki. W przeciwieństwie do niego w ogóle nie cieszyła na wiadomość o tym koncercie.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 20:15:57 30-06-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin