Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Not to love you [14]
Idź do strony 1, 2, 3 ... 13, 14, 15  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:24:32 22-06-13    Temat postu: Not to love you [14]






    Joliesse Charbonnier (Lyndsy Fonseca) od dziecka wychowywana w przepychu, uciekała od bogactwa za wszelką cenę starając się żyć jak większość dziewcząt w jej wieku. Stroniła od mężczyzn i zakrapianych alkoholem imprez, w których regularnie uczestniczyły rówieśniczki. Wolała spędzać czas z kubkiem gorącej kawy i nosem wlepionym w romantyczne powieści, ale któregoś dnia postanowiła zrobić wyjątek...

    Carter Wilkins (Matt Bomer) wychowywał się w domu dziecka. W ciągu dnia zarabiał na życie sprzedając hamburgery w przydrożnym barze, a nocami dorabiał jako kelner w elitarnym klubie nocnym dla vipów. Tak naprawdę jednak żył z uwodzenia bogatych kobiet, a kiedy udało mu się już z jakąś nawiązać romans, bez skrupułów przechodził do drugiego etapu znajomości: szantażu. Do czasu, kiedy na jego dordze stanęła Michelle...


P R O L O G U E

Obudziła się z potwornym bólem głowy. Leniwie przekręciła się na drugi bok i wcisnęła twarz w poduszkę. Ze zdziwieniem stwierdziła, że jest przesiąknięta jakimś obcym zapachem. Instynktownie pogładziła dłonią zimną pościel i powoli otworzyła oczy. Rozejrzała się niepewnie dookoła. Była sama, we własnej sypialni, ale ten odurzający, najprawdopodobniej męski zapach i skotłowana pościel dobitnie świadczyły o tym, że w nocy ktoś jej towarzyszył.
Odwróciła się na plecy i powoli uniosła na łokciach. Zmrużyła oczy, by ochronić je przed ostrymi promieniami słońca, wdzierającymi się do jej sypialni przez otwarte okno i usiadła, przyciskając narzutę do piersi.
– Chryste – szepnęła do siebie, uświadamiając sobie, że jest zupełnie naga. Owinęła się szczelnie narzutą i wstała z łóżka. Kiedy na środku prześcieradła spostrzegła czerwoną plamę, zakryła usta dłonią i pokręciła głową z niedowierzaniem. – To niemożliwe… – jęknęła, powstrzymując cisnące się do oczu łzy i usiłując sobie przypomnieć przebieg poprzedniego wieczoru. Strzępki obrazów natychmiast zalały jej umysł. Wieczór panieński... Amanda i jej przyjaciółki… wino, drinki i jacyś zupełnie nieznani jej mężczyźni…
Ostatnie co pamiętała, to cudownie błyszczące, krystalicznie niebieskie oczy, wpatrujące się w nią z rozbawieniem. Nie miała pojęcia do kogo należały i jak to się stało, że znalazła się w łóżku z zupełnie obcym facetem. Czyżby urzekł ją aż tak, że po kliku drinkach zupełnie straciła dla niego głowę? A może upił ją, dosypał czegoś do alkoholu i bezczelnie wykorzystał? Sama przecież nigdy, ale to przenigdy, z własnej nieprzymuszonej woli nie zdecydowałaby się na seks z przygodnie poznanym mężczyzną.
Potrząsnęła głową, odpychając od siebie myśl, że straciła coś, czego tak długo strzegła, co miała zachować dla mężczyzny, z którym będzie chciała spędzić resztę życia. Miała nadzieję, że to tylko jakiś koszmarny sen, z którego zaraz się obudzi, ale wszystko wokół niej wskazywało na to, że to cholerna, szara rzeczywistość.

Odwrócił się na bok i podpierając się na łokciu i przez chwilę wpatrywał się w leżącą obok kobietę. Musiał przyznać, że jak na swój wiek naprawdę nieźle się trzymała. Nie wiedział ile w tym natury, a ile fachowej ręki chirurga plastycznego, osobistego dietetyka i trenera razem wziętych, ale właściwie w ogóle go to nie interesowało. Najważniejszy był stan jej konta, a ten był imponujący nie mniej niż jej idealna figura i gładka, ciągle jędrna skóra.
Westchnął cicho i opuszkami palców delikatnie przesunął wzdłuż kręgosłupa swojej kochanki. Nie mruknęła ani nawet nie drgnęła pod jego dotykiem. Spała głęboko, zupełnie wyczerpana maratonem jaki jej zafundował. Uśmiechnął się do siebie z satysfakcją i położył się na wznak, zakładając ręce za głowę. Miał zamiar sam nieco się zdrzemnąć, ale gdy tylko przymknął powieki, zobaczył przed oczami twarz tej małolaty, którą minionego wieczora pozbawił cnoty. Była taka słodka i ufna, a jej sprężyste, gorące i gładkie jak aksamit ciało, spragnione czułości i pieszczot, reagowało na niego z niespotykaną intensywnością. Był zaskoczony, kiedy zorientował się, że jest dziewicą, ale wtedy było już za późno, by się wycofać, zwłaszcza, że świadomość, iż ma pod sobą zupełnie niewinną istotę, podziała na niego jak najbardziej wyszukany afrodyzjak. Tym bardziej, że była jego pierwszą… dziewicą.
W zaistniałej sytuacji nie miał wątpliwości, że gdyby stan jej konta był choć zbliżony do stanu konta śpiącej teraz obok niego kobiety, nie zawahałby się ani sekundy i od razu poprosiłby ją o rękę. Rozkochałby ją w sobie – bo przecież był mistrzem w uwodzeniu kobiet – i nigdy nie pozwolił jej odjeść. Jednak widać w życiu nie można mieć wszystkiego. Teraz musiał zadowolić się pieniędzmi swojej kochanki i mieć nadzieję, że kiedyś znów spotka na swojej drodze życia dziewczynę, którą pozbawił niewinności.





















Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 14:04:36 23-08-15, w całości zmieniany 19 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:13:46 22-06-13    Temat postu:

Czytam, czytam, czytaaam!
Sam prolog okazał się być na tyle wciągający w świat, wykreowanych przez Ciebie, bohaterów, że po ostatniej jego linijce, westchnęłam przeciągle i stwierdziłam "ah, chcę znacznie więcej". Tym bardziej, że Mr 'zaserwuję ci gorący maraton, w zamian za pokaźną sumkę pieniędzy' Carter, momentalnie zaskarbił sobie moją sympatię. No, ale w końcu nie od dziś wiadomo, że Matt Bomer w roli charakternego bohatera to jest to, co tygryski lubią najbardziej.

P.S. Aguś życzę Ci mnóstwa weny, byś jak najszybciej mogła mnie uraczyć pierwszym odcinkiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:43:38 22-06-13    Temat postu:

Haha.. Moniś, fajnie Cię tu widzieć. Mnie się prolog wydawał w ogóle nie wciągający, ale skoro twierdzisz, że jest inaczej, to się cieszę
Uprzedzam, że wstawiłam to na totalnym spontanie i nie mam żadnego zapasu odcinków, więc może być tak, że będą przestoje. Pierwszy odcinek jednak właściwie już się napisał, muszę go tylko doszlifować ^^
A co do Matta... no cóż, jestem dumna z siebie, że nie wsadziłam tu Iana. Sama nie wiem dlaczego, ale od razu pomyślałam o Mattym ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:57:51 22-06-13    Temat postu:

Po prologu jestem pewna, że będę czytała Twoje opowiadanie Wszystko jest świetnie obmyślone i, co najważniejsze, z pewnością nie będzie to żadna ckliwa historyjka Uwielbiam tych 'złych', więc Carter momentalnie mi się spodobał, pomimo tego, co zrobił Joliesse. Ją też polubiłam, taka niewinna, spokojna dziewczyna, ale mam przeczucie, że do końca taka nie będzie i pokaże pazurki Pozostaje czekać na pierwszy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:34:13 22-06-13    Temat postu:

Hello Dawno Cię tu nie widziałam, myślałam, że zaginęłaś w akcji jak większość więc tym bardziej cieszę się, że znów widzę Cię w moich skromnych progach

ps. Super animki masz w podpisie Szkoda tylko, że wczoraj przegrali - co by nie mówić - wygrany mecz. Mam nadzieję, że się szybko otrząsną i wezmą w garść, bo jak tak dalej pójdzie to finał LŚ obejrzą sobie w tv i atmosfera wokół kadry zrobi się nie za ciekawa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
olcia89
King kong
King kong


Dołączył: 26 Mar 2009
Posty: 2922
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:49:55 22-06-13    Temat postu:

Agusiek Następne cudo, które oczywiście czytam i po obronie będę ładnie komentować
A tak na marginesie to masz talent do robienia grafiki <3 do pisania oczywiście też, ale to już wiesz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:12:17 22-06-13    Temat postu:

Oluś, dzięki, ale to nic wielkiego, gotowe tło ściągnęłam z neta, a potem tylko wycięłam postacie i "doczepiłam" je do niego ;D
No to trzymam kciuki w takim razie! A potem wracaj do nas szybko o rozruszajmy to forum
Powrót do góry
Zobacz profil autora
olcia89
King kong
King kong


Dołączył: 26 Mar 2009
Posty: 2922
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:02:38 22-06-13    Temat postu:

Ja nawet tego nie umiem bo nie wychodzi
Nom jak się obronie to może coś nowego swojego wrzucę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:08:21 22-06-13    Temat postu:

Oj tam, oj tam... trochę praktyki i będzie dobrze ^^ To naprawdę nic skomplikowanego.
No to ja czekam na Twój wielki come back
Powrót do góry
Zobacz profil autora
olcia89
King kong
King kong


Dołączył: 26 Mar 2009
Posty: 2922
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:09:49 22-06-13    Temat postu:

Wątpię żeby ten mój powrót wielki był
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:14:09 23-06-13    Temat postu:

Eillen, Oj, bardzo dawno mnie tutaj nie było, ale wróciłam i postaram się jak najczęściej zaglądać do tego działu
Dziękuję, animacji z chłopakami poszukuję jak najwięcej A co do LŚ, nawet nie wiesz jaka zła byłam po tym meczu Teraz juz ochłąnęłam i nadal wierzę, że uda im się wyjść z koszmarnie ciężkiej grupy i pojechać do Argentyny Mam nadzieje, że Dziku i Rucek dostaną szansę na grę, bo Kurek i Winiarski na to nie zasłużyli Nie wspominam o Bartmanie, bo jak dla mnie powinien wrócić do Polski i trochę ochłonąć Masz bilety na finał?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:56:10 23-06-13    Temat postu:

Wyobrażam sobie, bo sama miałam ochotę pojechać tam do nich i walnąć ich wszystkich w łeb na otrzeźwienie ;P
Zibi w piątkowym meczu zdobył dla nas najwięcej punktów - jak dobrze pamiętam to chyba 20, a Bartek i Winiar coś koło 15, czyli w granicach normy. Co nie zmienia faktu, że Andrea powinien szybciej wpuścić Rucka na boisko, a skoro zrobił to tak późno, to już trzeba było go zostawić na piątego seta. W sumie to przegrali ten mecz błędami i zagrywką, w ataku i bloku byli zdecydownie lepsi od trójkolorowych.
A w ogóle nie rozumiem, dlaczego on nie bierze czasu, kiedy chłopaki zaczynają seriami tracić punkty. Rozumiem, że chce, żeby się przełamali sami, ale nie robili tego w meczach z kanarkami i teraz z Francuzami też nie, więc moim zdaniem nie ma na co czekać. Trzeba brać czas póki wcześniej i ich porządnie opierdzielić, bo mecz się sam nie wygra, nikt się nie położy na boisku i nie pozwoli nam łatwo wygrać tylko dlatego, że bronimy złota.
I jakby na to nie patrzeć ciągle mają szansę na awans do finału - muszą tylko w końcu zacząć wygrywać Trzymam kciuki jak zwykle, choć patrząc na ich grę i te ich przestoje, przypominają mi się stare czasy... i ME z Raulem Lozano tuż po MŚ na których wywalczyli srebro, kiedy zajęli 11 miejsce Oby historia tym razem się nie powtórzyła.
Biletów, niestety, nie mam - nie mogłam sobie w tym roku na to pozwolić, ale za to obiecałam sobie, że za rok na MŚ obskoczę i fazę grupową i finał


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 12:58:07 23-06-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:56:10 23-06-13    Temat postu:

Nie wiem jak Ty to robisz, że masz pomysły na takie świetne historie. Każda jedna lepsza od drugiej. Już się normalnie zakochałam w Carterze, taki słodki drań, ale takich chyba lubimy najbardziej. Ciekawi mnie kiedy kolejny raz spotka Joliesse i jak się zachowają mimo tego, co się między nimi zdarzyło.

Czekam na pierwszy odcinek tego cuda.


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 16:57:34 23-06-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:16:45 23-06-13    Temat postu:

Ja tez nie wiem - to przychodzi samo, często w najmniej spodziwanym momencie ;D
Pierwsze spotkanie będzie dosyć szybko, bo już w drugim, może trzecim odcinku^^ a pierwszy być może już dziś wieczorem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:21:33 23-06-13    Temat postu:

Obiecałam więc proszę. Może nie jest pierwszych lotów, ale jest Mam nadzieję, że Was zadowli i nieco zaintryguje

~ 1 ~

– Jay, jeszcze chwila, a naprawdę się spóźnimy! – krzyknęła szatynka, nerwowo krzątając się po sypialni w poszukiwaniu swojego telefonu komórkowego. Kiedy w końcu go znalazła, szybko wybrała właściwy numer i przycisnąwszy słuchawkę ramieniem do ucha, zaczęła mocować się z zapięciem bransoletki. – Nadine, gdzie ty jesteś? Miałaś być u nas… – urwała, by zerknąć na swój złoty zegarek. – Pół godziny temu… Tak, wiem, że są korki... Wcale się nie denerwuję… Szlag! – warknęła, gdy nie udało się jej zapiąć bransoletki. Przymknęła powieki i zrobiła głęboki wdech. – Dobra, denerwuję się… – przyznała z rezygnacją, wspierając brodę na dłoni i wpatrując się w swoje odbicie w lustrze, wiszącym przy toaletce. – Nie rozumiem dlaczego ojciec tak się uparł, nie jest śmiertelnie chory, ani umierający. Mówiłam mu milion razy by to przełożył. Po spotkaniu z jego prawnikiem muszę jeszcze zdążyć na bankiet do redakcji… Nie, nie zostaniemy tam długo. Po prostu muszę się tam pokazać… Wiem, że Jayden, nigdy nie lubił takich imprez – uśmiechnęła się, kiedy w lustrze dostrzegła, że stoi za nią jej mąż. Mężczyzna położył dłonie na jej odkrytych ramionach i nachylił się, wtulając twarz w jej gęste włosy. Przymknęła powieki, kiedy oddechem pieścił wrażliwą skórę za uchem i odruchowo odchyliła głowę w bok, odsłaniając smukłą szyję. W końcu cmoknął ją przelotnie w policzek, a potem przykucnął, by podnieść bransoletkę. – Wiedział na co się decyduje, kiedy się ze mną żenił – rzuciła rozbawiona do słuchawki, kiedy chwyciwszy jej nadgarstek, zapiął bransoletkę, a potem delikatnie musnął chłodnymi wargami jej dłoń i ująwszy ją między swoje, spojrzał prosto w jej duże, niebieskie oczy.
– Czekam na panią w salonie, pani Davenport – wyszeptał bezgłośnie, a gdy skinęła głową z aprobatą wyszedł z sypialni.
– To wspaniały mężczyzna, Nadine – powiedziała cicho do słuchawki. – Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego męża i ojca dla mojego dziecka. Porozmawiamy wieczorem, a teraz bierz swój zgrabny tyłek w troki i za pięć minut widzę cię pod moim drzwiami – zakończyła po czym zbiegła na dół, gdzie Jayden, czekając na nią, siedział na kanapie z łokciami wspartymi na kolanach.
– Mały śpi jak aniołek – powiedział, spoglądając na nią przez ramię. – Tak w ogóle, to powinniśmy zatrudnić opiekunkę – dodał, poprawiając spinki od mankietów. – Nie możemy ciągle wykorzystywać Nadine.
– Musimy o tym rozmawiać teraz?
Jay pokręcił przecząco głową i podniósł się z kanapy akurat w momencie, gdy jego urocza żona stanęła przed nim, podając mu marynarkę.
– Świetnie wyglądasz – powiedziała, wplatając palce w jego niesforne włosy. – Tylko…
– Nie będę nakładał żelu, ani żadnego innego dziadostwa – wyprzedził jej myśli i założywszy marynarkę, położył dłonie na jej biodrach i przyciągając ją do siebie. Jolie westchnęła cicho, przewracając oczami, po czym zdjęła z klapy jego marynarki jakiś nieistniejący włos i poprawiła węzeł krawata, przygryzając lekko dolną wargę. – Lubię kiedy jesteś taka skupiona na jakichś pierdołach – powiedział rozbawiony, a kiedy spojrzała mu w oczy, unosząc gniewnie brwi, cmoknął ją przelotnie w usta.
– A ja nie lubię, kiedy się ze mnie nabijasz – odparła, udając obrażoną. Jay wyszczerzył się od ucha do ucha, jak dziecko, które właśnie dostało nową zabawkę i ująwszy jej twarz w swoje dłonie pocałował ją w ten sobie tylko właściwy sposób, jakby chciał wlać w nią całą swoją duszę. W jej głowie zaświtała myśl, by jednak zostać w domu, ale szybko ją odrzuciła, przywołując się do porządku.
– Nie rozpędzaj się tak – upomniała go, zsuwając jego dłonie ze swoich pośladków. Jay uśmiechnął się krzywo, kiedy wysunęła się z jego objęć i popędziła otworzyć drzwi. Kiedy usłyszał głos swojej siostry, zabrał ze szklanego stolika kluczyki od samochodu, chwycił torebkę żony oraz jej żakiet i ruszył w stronę drzwi.
– Cześć braciszku! – przywitała się, rzucając mu się na szyję, jakby nie widzieli się od lat, a przecież Nadine odwiedzała ich niemal każdego dnia, by zajmować się swoim chrześniakiem, gdy oni szli do pracy.
– Cześć – odparł, pomagając żonie włożyć żakiet i podając jej torebkę, kiedy ta wydawała swojej szwagierce instrukcję obsługi małego Carsona.
– Jolie, przecież nie zostaję z nim pierwszy raz. Damy sobie radę – przerwała jej w końcu Nadine. – Idźcie już, bo naprawdę się spóźnicie…

* * *

Leżał na łóżku wyciągnięty na wznak, wpatrując się w swoją kochankę, która owinięta narzutą, właśnie zbierała swoje rzeczy z podłogi. Kiedy się poznali, nie sądził, że będzie z tego coś więcej ponad przelotny romans. Wprawdzie szybko zorientował się, że zupełnie zawrócił jej w głowie, ale miał zamiar potraktować ją jak wszystkie inne kobiety do tej pory, czyli rozkochać w sobie, a potem szantażować, że jeśli jego konta nie zasili odpowiednia suma pieniędzy, jej mąż dowie się o wszystkim. Tymczasem Michelle sama któregoś dnia oświadczyła mu, że zupełnie odmienił jej życie i to właśnie dla niego rozwodzi się z mężem. Początkowo nie był tym faktem zachwycony, ale analizując wszystko dokładnie, dochodził do wniosku, że opłaca mu się taki układ. Zwłaszcza, że były mąż Michelle, mając na uwadze, że kobieta nigdy nie pracowała, z własnej nieprzymuszonej woli wykupił dla niej apartament w centrum miasta i zgodził się co miesiąc zasilać jej konto odpowiednią sumą pieniędzy. Na tyle dużą sumą, by komfort jej życia nie pogorszył się na skutek rozwodu. Michelle mogła więc do końca życia leżeć i pachnieć, nie martwiąc się o nic, więc dlaczego on miałby z tego nie skorzystać?
– Wróć do łóżka – mruknął, ochrypłym głosem, wpatrując się w nią pożądliwym wzrokiem, choć na jego ciele ciągle jeszcze lśniły kropelki potu po poprzednim akcie. Kobieta uśmiechnęła się kokieteryjnie i przysiadła na brzegu łóżka, zakładając włosy za uszy. Jej policzki wciąż były zaróżowione, a w oczach płonął ogień. Nigdy nie miała go dość i choćby niewiadomo jak była zmęczona, nie potrafiła i nie chciała mu odmawiać. Obietnica nieziemskiej rozkoszy i spełnienia, którą widziała za każdym razem w jego oczach, była nie do odrzucenia.
– Nie możemy gdzieś pójść? – spytała, zbijając go nieco z tropu. – Od kilku miesięcy formalnie jestem wolna, a ciągle nigdzie razem nie wychodzimy – powiedziała rozżalona, widząc jego pytające spojrzenie. – Wstydzisz się mnie?
– Co też ci przyszło do głowy? – odparł, podnosząc się do pozycji siedzącej. – To raczej ja nie pasuję do ciebie. Nie chciałem, żeby ktoś robił ci przykrości z mojego powodu – dodał, zbliżając twarz do jej twarzy i wsunąwszy dłoń pod jej włosy, chwycił ją za kark. – Nie chcę byś z mojego powodu rezygnowała ze swojego dotychczasowego życia. Twoi znajomi…
– Moi znajomi będą musieli cię zaakceptować, jeśli chcą nadal być moimi znajomymi – powiedziała stanowczo. – Poza tym chciałabym żebyś poznał moją rodzinę.
– Rodzinę?
Skinęła twierdząco głową. Chciała żyć z nim w normalnym związku i nie miało dla niej żadnego znaczenia, że był od niej sporo młodszy. Czuła się przy nim jak nastolatka przeżywająca pierwszą miłość, choć jeszcze niedawno była święcie przekonana, że żaden mężczyzna nie będzie w stanie obudzić w niej tych ukrytych najgłębiej uczuć, które zakopała na dnie swojego serca w dniu, w którym wychodziła za mąż.
– Dobrze mi z tobą, jak z żadnym innym mężczyzną – wyznała szczerze po chwili, odwracając wzrok od jego przenikliwego spojrzenia. – Ale nie chcę, żebyśmy całe życie spędzili w łóżku – dodała, spoglądając mu w oczy. – Nie chcę budować naszego związku wyłącznie na seksie. Chcę czegoś więcej – szepnęła, wpatrując się w jego błyszczące oczy z nadzieją, że ją zrozumie i będzie potrafił ją uszczęśliwić, zwłaszcza, że po części już mu się to udało.
– Rozumiem – szepnął, kciukiem delikatnie gładząc jej policzek. – Ale skoro już tu jesteśmy… – mówił, całując czubek jej nosa, a potem kącik ust. – Nowe życie zaczniemy od jutra, a dziś… – urwał, opierając się czołem o jej czoło. – Dziś nie wychodźmy z łóżka – dokończył i nie czekając na jej odpowiedź, zachęcająco skubnął jej rozchylone wargi.
– Carter… – szepnęła, ale w tonie jej głosu nie było nawet nutki protestu, więc tylko się uśmiechnął. – Co ty ze mną robisz? – wyszeptała, zarzucając mu dłonie na ramiona i wyginając odruchowo ciało, kiedy jego usta sunęły już w dół jej szyi, w stronę piersi.
– Doprowadzam cię do szaleństwa – mruknął, nie przerywając pieszczot. Rozważanie czy porzucić pracę w nocnym klubie i całe swoje dotychczasowe życie, na rzecz nowego, u boku obrzydliwie bogatej, ciągle nienasyconej czterdziestokilkulatki, która najwyraźniej miała ochotę stworzyć z nim szczęśliwą rodzinę, musiały poczekać. Przynajmniej do rana.

* * *

Jolie spojrzała na ojca zdezorientowana, kiedy jego prawnik skończył odczytywać przygotowane wcześniej dokumenty.
– Dlaczego to zrobiłeś? – spytała z wyrzutem. Szpakowaty mężczyzna uśmiechnął się w ten swój zawadiacki sposób, który sprawiał, że wciąż na ulicy oglądały się za nim kobiety, po czym zgasił papierosa w kryształowej popielniczce i ledwo zauważalnym gestem dał znać prawnikowi, by zostawił ich samych.
– Jesteś moją córką, mogłaś się spodziewać, że któregoś dnia to nastąpi – powiedział miękkim, dźwięcznym półgłosem, kiedy mecenas zamknął za sobą drzwi.
– Ale nie po to przez całe życie robiłam wszystko, by nikt nie kojarzył mnie z twoimi pieniędzmi, żeby teraz w jednej chwili stać się bogatą córką swojego ojca! – krzyknęła z wyrzutem, gwałtownie podnosząc się od szklanego, owalnego stołu. – Nie chcę twoich pieniędzy… Niczego od ciebie nie chcę…
Charles Charbonnier westchnął ciężko, ale nic nie powiedział, dając jej czas, by oswoiła się z jego decyzją. Jego córka była uparta i lubiła postawić na swoim. Odziedziczyła te cechy po nim, dlatego wiedział, że żadna dyskusja i wykładnie na stół poszczególnych argumentów przemawiających za jego decyzją, nic tu nie pomogą.
– Może jednak powinnaś to przynajmniej rozważyć zanim podejmiesz jakąś ostateczną decyzję? – zasugerował Jay, który do tej pory przysłuchiwał się wszystkiemu bez słowa. Przypatrując się jej naburmuszonej minie swojej żony miał nieodparte wrażenie, że Jolie nie chce się zgodzić na propozycję ojca z czystej przekory. Dziewczyna zmierzyła go gniewnym spojrzeniem i bez słowa ruszyła do wyjścia.
– Joliesse – stanowczy głos ojca, powstrzymał ją przed naciśnięciem klamki. Nie odwróciła się jednak w jego stronę. Wstał więc ze swojego fotela i podszedłszy do niej, przykrył jej dłoń, kurczowo ściskającą klamkę, swoją własną. – Chcę dla was jak najlepiej – powiedział, kiedy spojrzała na niego. – Rozumiem, że nie chcesz moich pieniędzy, ale Carson, to mój jedyny wnuk. Nie podejmuj za niego decyzji. Pozwól, żeby zdecydował sam, kiedy osiągnie pełnoletniość, a do tego czasu po prostu zarządzaj majątkiem jako jego przedstawiciel ustawowy.
Jolie westchnęła cicho. Nie chciała się kłócić i denerwować się przed bankietem w redakcji.
– Wiesz, że nie mam pojęcia o zarządzaniu tak wielkim konsorcjum…
– Moi ludzie się wszystkim zajmą.
– Więc dlaczego nagle to wszystko ma być na mojej głowie? Nie możesz sam zarządzać tym cyrkiem dopóki Carson nie dorośnie?
– Nie jestem już młodzieniaszkiem, a jeśli nie chcesz, by pomogli ci moi pracownicy, to przecież jest jeszcze Jayden. Skończył ekonomię i finanse, prawda? Mógłby…
– Nie, tato – przerwała mu stanowczo. – To twój majątek i twoje pieniądze. Jeśli chcesz, by Carson był twoim spadkobiercą, nie mogę ci tego zabronić. Ale nie podpiszę niczego, co kazałoby mi pilnować tego całego burdelu i nim zarządzać.
Charles przekrzywił głowę w bok, wpatrując się w córkę. Była tak bardzo podobna do niego, że czasem aż trudno było im się ze sobą porozumieć.
– Możesz mi obiecać, że przynajmniej to przemyślisz? – spytał po chwili, dając za wygraną.
– Mogę. Ale to niczego nie zmieni – odparła, wymownie spoglądając na jego dłoń, która wciąż spoczywała na jej własnej. Mężczyzna uśmiechnął się niewyraźnie i cofnął rękę, po czym odetchnął głęboko i wsunął dłonie w kieszenie eleganckich spodni. – Do zobaczenia, tato – powiedziała, cmokając ojca w policzek.
– Przywieźcie kiedyś do mnie małego. Mam teraz mnóstwo wolnego czasu i chętnie spędzę go z wnukiem – odparł Charles, podając rękę Jaydenowi. Mężczyzna skinął głową uprzejmie, obejmując Jolie.
– Odezwiemy się na pewno – powiedział, opuszczając gabinet za swoją żoną, a Charles miał niejasne przeczucie, że jego zięć wcale nie miał na myśli małego Carsona.

* * *

Za oknem świtało, kiedy opuścił łóżko swojej kochanki. Nie zawracając sobie głowy szukaniem bielizny, naciągnął na siebie ciemne jeansy, jasny t–shirt i skórzaną kurtkę, by już po chwili mknąć na swoim motocyklu opustoszałymi ulicami miasta w stronę klubu, w którym pracował. Kiedy wszedł do środka, nie było tam już żywej duszy. Tylko za barem stał wysoki brunet w ciemnym podkoszulku, idealnie przylegającym do umięśnionego torsu, wycierając szklanki jasną ścierką. Ryan był jego przyjacielem, jedyną rodziną jaką miał. Obaj wychowali się w domu dziecka, a od kiedy go opuścili, byli niemal nierozłączni. Jak bracia syjamscy.
– Cześć – mruknął, podając mu rękę nad barową ladą.
– Carter, jednak żyjesz – odparł brunet. – A już myślałem, że wyzionąłeś ducha, zaspokajając swoją przyjaciółkę – dodał, robiąc palcami przy ostatnim słowie „żabki” w powietrzu. – Swoją drogą wyglądasz, jakbyś przez całą noc nie zmrużył oka.
Carter uśmiechnął się łobuzersko i wzruszył ramionami, robiąc minę niewiniątka.
– Ta kobieta cię wykończy – zaśmiał się Ryan. – Nie powinieneś już czasem przejść do drugiego etapu znajomości? – spytał, przesuwając w jego stronę po ladzie szklankę wypełnioną bursztynowym napojem.
– To nie takie proste – bąknął Carter, drapiąc się w czubek głowy. – Rozwiodła się z mężem, więc nie wiem jak mógłbym ją szantażować, a poza tym… – urwał i spojrzał przyjacielowi w oczy, po czym wychylił całą zawartość szklanki i wierzchem dłoni wytarł usta. – Chce żebym poznał jej znajomych i rodzinę.
– Uuuu… to się nieźle wpakowałeś, bracie.
– Najgorsze jest to, że gdy zaczniemy bywać razem w jej kręgach, możemy natknąć się na jakąś kobietę, którą…
– Już miałeś okazję oczarować – dokończył za niego Ryan, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu.
– To nie jest ani trochę zabawne.
– Mówiłem ci od początku, żebyś brał się za młode łanie a nie podstarzałe sarny.
– Młode od razu wyobrażają sobie niewiadomo co, chcą zakładać rodzinę i mieć dzieci. Domagają się kwiatków, prezentów i całej masy innych pierdół, na które nie mam czasu ani ochoty, a starsze szukają tylko rozrywki, odskoczni od szarego, nudnego życia, w którym mogą mieć wszystko na pstryknięcie palcem, dla nich to przelotny związek bez zobowiązań i planów na przyszłość. Żadna nie zostawi bogatego męża dla przygodnie spotkanego mężczyzny, z którym nie łączy ją absolutnie nic poza niezłym seksem.
– Prawie żadna – poprawił Ryan, spoglądając na niego wymownie. Carter przewrócił oczami i przesunął pustą szklankę w jego stronę, a kiedy brunet napełnił ją ponownie, objął ją dłońmi i tępym wzrokiem zaczął wpatrywać się w falujący w szkle bursztynowy płyn. – No to może idź kupić jakiś pierścionek i się z nią ożeń, skoro tak bardzo jej na tobie zależy.
Carter uniósł wysoko brwi, marszcząc czoło. Chciał zaprotestować, ale przecież sam rozważał to już od jakiegoś czasu. W końcu za kilka miesięcy mógłby się rozwieść, przy okazji zagarniając dla siebie co najmniej połowę jej majątku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 13, 14, 15  Następny
Strona 1 z 15

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin