Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

'Abonent czasowo niedostępny' EPILOG!
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:07:03 02-11-12    Temat postu: 'Abonent czasowo niedostępny' EPILOG!

* Występują wulgaryzmy.



Fabuła:

_____Opuszczona przez mężczyznę swojego życia Lizz, pragnie posklejać życie od nowa. By to zrobić, musi pogodzić się ze stratą ukochanego, co niestety nie jest takie proste. W obliczu samobójczej śmierci szanownego Pana B, pojawia się jego matka, a wraz z nią liczne tajemnice do rozwiązania, które nabierają zupełnie innego sensu, niż za życia owego samobójcy.
_____Kobiety nie pałają do siebie sympatią. Są skrajnie różne, ale jest coś, co je ze sobą łączy. Obie równie mocno kochały Brunona z tym, że każda na swój sposób.
_____Lizz, żeby pozwolić swemu ukochanemu odejść, stara się go zrozumieć. I w tym tkwi cały problem bowiem jego natura, okazuje się być niebywale skomplikowana.
_____To historia kobiety, która dowiadując się o różnych faktach z przeszłości swojego kochanka, powoli dochodzi do wniosku, że tak naprawdę zna jedynie wykreowaną - przez pozornie idealnego mężczyznę - postać.



Wstęp:

_____Patrzę w niebo i wiesz co widzę? Nic, bo przysłaniają mi je miliony kropel zimnego deszczu. Kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy naprawdę zatęsknisz. Nie potrafię już płakać. W gruncie rzeczy to dobrze, że rozpętała się ulewa, bo przynajmniej sprawiam takie wrażenie, ale w moich oczodołach nie skrywa się żadna słona łza. Dobrze Ci tak dupku! Nie myśl, że będę teraz wyć do księżyca, bo Ciebie już tutaj nie ma. W moim sercu nadal żłobisz tą kurewsko wielką dziurę, która niczym płomienie, pali mnie od środka, ale Ty się tym nie martwisz. Niby dlaczego JA miałabym przejmować się twoim zimnym trupem? Nie dostrzegasz ukrytego sensu.
_____Ciekawe, czy chciałbyś bym zjawiła się na Twym pogrzebie i czy w ogóle marzyłeś, by kiedykolwiek go mieć wraz z tą całą szopką typu cmentarz, trumna i stypa. Ja ograniczam się tylko do stwierdzenia ‘z prochu powstałeś, w proch się obrócisz’, dlatego preferuję proces kremacji. Może w tym też jesteśmy do siebie podobni? Nie zostałam Twoją żoną, nie mam prawa podejmować za Ciebie decyzji. Zrobi to Twoja matka.
_____Właśnie zauważyłam, że nie potrafię wyrażać się o Tobie w czasie przeszłym.
_____k***a!
_____Nie mogę pojąć, jakim tępym skurwysynem trzeba być, żeby odstawiać takie cyrki. Po co to całe samobójstwo? Dobrze wiesz, że nasze życie wypełnione jest schematami. Skoro odeszłam, oczywistością było, że w końcu wrócę. Nigdy nie możemy być do końca pewni.
_____Zbieram się z mokrej trawy, ponieważ nie mam ochoty dłużej moknąć. W zasadzie nie wiem dokąd mam iść. Nigdzie nie czuję Twojej obecności, której usilnie staram się doszukiwać. Dom, przestał być naszą oazą, w dniu kiedy powiesiłeś się na klamce od frontowych drzwi. Teraz pozostaje mi tylko motelowy pokój. Szkoda, że już nigdy Cię tam nie zastanę. Żałuję również, że sama zbezcześciłam to miejsce. Gdybyś tylko się ocknął z tego amoku, w który nie wiadomo kiedy popadłeś, na pewno nie przyprowadziłabym tutaj Jareda.
_____Twoje słowa nadal potrafią ranić, choć ich nie powtarzasz.
_____Pieprzyłaś się z nim, czy jeszcze nie?


* Tytuł wymyśliła Marta [awangarda]
* To kontynuacja opowiadania pt. 'Toksycznie': pierwsza część' Odbierz to do Ciebie' - ma 10 króciutkich rozdziałów.
* Beztraumówka
* A ten nieudolny obrazeczek zmienię w przyszłości, bo to tak na szybko.
* Może pojawić się tu wszystko: począwszy od WULGARYZMÓW.
* Częstotliwość dodawania rozdziałów: mniej więcej raz na ruski rok, tak rzadko, że zdążycie pozapominać o co chodzi w tym opowiadaniu.
* NIE USUNĘ, nawet jeśli nikt nie będzie chciał go przeczytać, bo tak mi się podoba, przynajmniej takie jest początkowe założenie.
* Ilość rozdziałów: Mniej więcej 10, ale może być różnie.
* OBSADĘ pożarł smok, więc opisu postaci też nie będzie.
* Pozdrawiam serdecznie.


Ostatnio zmieniony przez Aberracja dnia 17:10:34 01-06-15, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:32:30 03-11-12    Temat postu:

Madziulko wróciłaś do nas? Mam nadzieję, że tak!
Czytam i wiesz, że nie zrezygnuję, nawet jeśli jednak okaże się, że będę musiała logować się tam, by poznać zakończenie tej historii
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:09:26 03-11-12    Temat postu:

NO specjalnie dodaje tu, żebyś nie musiała się tam specjalnie logować
Jestem wspaniałomyślna taka
A poza tym ostatnio zauważyłam, że tu jest wiele ciekawych opowiadań no i tak jakoś wróciła mi cheć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:31:00 03-11-12    Temat postu:

Haha... żartujesz sobie teraz ze mnie, prawda?
Tak czy siak cieszę się, że wróciłaś i że nie muszę już zaglądać tam
I mam nadzieję, że Twoja chęć to bywania tutaj jest długoterminowa ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:45:14 03-11-12    Temat postu:

Taaak, oczywiście, że zostanę na dłużej bo dodałaś nowe opowiadanie
Muszę je skomentować, tak jak pozostałe - bo wszystko nadrobiłam
Żeby nie było, że spam, to rozdział dodam, a co tam!

_______________________1


____Znowu próbujesz wedrzeć się do mojego życia. Nie wystarczy Ci, że nie radzę sobie z tym wszystkim? Chcę być twarda, a nawet muszę taka być. Nigdy nie zapomnę o tym, jak odszedłeś z tego świata. Ciągle pamiętam wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
____Było dobrze. Co prawda wiele się zmieniło, ale cały czas potrafiliśmy się nieźle oszukiwać nawzajem, że nowe życie odpowiada nam zdecydowanie bardziej od poprzedniego. Nie liczyłam, że długo tak wytrzymamy, ale chciałam w to wierzyć.
____Gdyby nie tamten dzień…

____- Elizabeth, muszę wrócić – mówisz spokojnie, ale starasz się nie patrzeć mi w oczy. Na początku nie potrafię zrozumieć o co może Ci chodzić, ale po chwili mnie uświadamiasz. – Duszę się tu… chcę, by było jak dawniej.
____- Ustaliliśmy już, że nie wracamy do tego co było – odpowiadam zgaszona. Wiem, że postanowiłeś beze mnie. Tylko udzielasz mi drobnych informacji, bym nie zdziwiła się, gdy będziesz się pakował, o ile już tego nie zrobiłeś. Byłeś indywidualistą. Nawet w związku, samolubny popaprańcu.
____- Muszę pracować – krzyczysz na mnie. Pierwszy raz widzę Cię w takim wcieleniu. Widocznie zbyt długo tłumiłeś w sobie emocje, skarbie…
____- Więc jedź – oznajmiam. Wolę, byś myślał, że nie mam nic przeciwko Twojej decyzji, niż żebyś wiedział, iż właśnie mnie ranisz. – Ale bez nas – mówiąc to, kładę rękę na jeszcze płaskim brzuchu.
____Znowu łudzę się, że zostaniesz, ale marszczysz tylko dziwnie brwi i wychodzisz, zabierając ze sobą walizkę, która już czekała na Ciebie w sypialni. Dokonujesz wyboru.

____Od kilu dni nie opuszczam naszego mieszkania. Leżę w łóżku i wdycham Twój zapach. Dopiero, gdy na klatce roznosi się przeraźliwy krzyk i słyszę dziwne odgłosy, postanawiam zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Z trudem udaje mi się otworzyć drzwi, ponieważ stawiają większy niż zazwyczaj opór. Dopiero po chwili dostrzegam, że za tym większym kawałkiem drewna ciągną się twoje zwłoki.
____- Już zadzwoniłem po policję – mówi nasz sąsiad. – Powiesił się – dodaje.
____Brakuje mi słów.
____Mdleję.

__________________________________~*~

____Wstaję rano, chociaż najchętniej przespałabym całe życie. Wiem, że nic mnie już nie czeka. Nic dobrego oczywiście. Nagle po pokoju motelowym rozchodzi się donośny dźwięk telefonu. To recepcjonistka pyta, czy zezwalam na połączenie z jakimś tam mężczyzną. Jestem zdziwiona faktem, że ktoś obcy do mnie dzwoni, że wie, gdzie się zatrzymałam.
____- Dzień dobry panno Elizabeth. – Słyszę w słuchawce posępny głos mężczyzny. Wydaje mi się, że należy do starca, ale nie mogę mieć pewności.
____- Z kim rozmawiam? – pytam zniecierpliwiona. Sama nie wiem, czemu zgodziłam się na to połączenie, ale coś wewnątrz mnie podpowiadało, że nie mogę inaczej postąpić.
____- Anthony Farro – mówi niewyraźnie. Staram się przypomnieć sobie, czy znam kogoś takiego, ale to imię i nazwisko jest mi zupełnie obce. – Ojciec Brunona. – Zamieram. Nawet nie przypuszczałam, że Twój tata żyje. Macie zupełnie inne nazwiska. Nigdy mi o nim nie wspomniałeś, chociaż byliśmy ze sobą tak blisko. Teraz zdaję sobie sprawę, że wszystko co wiem o Tobie, jest niczym w morzu tajemnic, które mnie otacza.
____- Czego pan chce? – pytam nie ukrywając rozdrażnienia.
____- Pogrzeb odbędzie się w poniedziałek, o godzinie dziesiątej – informuje mnie Anthony, a ja dalej czuję się, jakbym dostała obuchem w głowę. Farro podaje mi jeszcze adres cmentarza, gdzie mają Cię zwyczajnie zakopać i rozłącza się szybko.
____- Dziękuję – szepczę do słuchawki, chociaż już od kilku sekund słyszę jedynie pikanie zwiastujące koniec połączenia.
____Jestem rozbita. Gdybym nie wiedziała nic o Twoim pogrzebie, mogłabym z czystym sumieniem zostać w motelowym pokoju, ale teraz muszę tam iść, chociaż wcale nie chcę. Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że za trzy dni Twoje ciało pochłonie ziemia i już więcej Cię nie zobaczę, Bruno. Nawet martwego. Boję się, że zapomnę jak wyglądasz, że nie będę mogła odtworzyć w myślach Twojego głosu.
____Zrywam się z łóżka i podlatuję do szuflady. Cieszę się, że w pokoju nie ma zbyt wielu mebli. Tylko dwuosobowe, rozpadające się łóżko, lustro z drobnym pęknięciem w lewym, dolnym rogu, szafka na ubrania i biurko. Bez trudu odnajduję Twój telefon. Nadal tam jest, odkąd TAMTEGO DNIA zabrałam go z kieszeni szarych spodni, należących do Ciebie. Nie mogłabym pozwolić, by dano go komuś innemu. Teraz bezkarnie mogę dzwonić i wsłuchiwać się w Twój głos na poczcie głosowej. Oczywiście, że telefon wyłączyłam na wypadek, gdyby ktoś zechciał go odnaleźć, albo się do Ciebie dodzwonić. Jest tylko mój tak, jak i Ty mógłbyś być.
____Szkoda, że nie chcesz, albo raczej już nie możesz.
____Zastanawiam się, czemu Farro postanowił do mnie zadzwonić i skąd wiedział gdzie szukać mej skromnej osoby? Czy często się kontaktowaliście? A może Twoja matka maczała w tym palce?! Chociaż nie. Wątpię w to, bo przecież dalej obwinia mnie o śmierć jej synka. Zdobyła numer mojego telefonu komórkowego i nieustannie wydzwania z pogróżkami. Zdarzają się również głuche telefony.
____Mam nadzieję, że nie zdążyłeś jej powiedzieć, że tym razem naprawdę spodziewamy się dziecka. To wariatka i nie zmienię o niej zdania, nawet jeśli Ty kochałeś ją bardziej ode mnie.


Ostatnio zmieniony przez Aberracja dnia 15:26:02 03-11-12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:48:38 03-11-12    Temat postu:

No dodałam Myślę nawet intensywnie nad jeszcze jednym, ale na razie tylko myślę ;P
A ja mam Ci tu spamować kopiuj+wklej stamtąd?
W sumie co tam... masz, żeby nie było:
"Toksycznie" zachwyciło mnie od początku swoją innością - sposobem w jaki prowadziłaś opowiadanie i cieszę się bardzo, że to się nie zmieniło. Nie powiem, koniec tamtej historii trochę mnie zaskoczył - przez chwilę pomyślałam nawet, że może już nie miałaś pomysłu i chciałaś to jak najszbciej zakończyć, żeby mieć to z głowy, a tu proszę - pojawia się część druga I całe szczęście!
Lizz nadal mnie irytuje, może nawet jeszcze bardziej niż poprzednio? Jest w niej, w jej postępowaniu i sposobie bycia coś, czego nie potrafię nazwać, czego nie rozumiem i nawet nie będę próbowała, bo tak sobie myślę, że to chyba po prostu trzeba przeżyć... chociaż może lepiej nie, bo wtedy człowiek stałby się takim chodzącym zombie, jakim jest teraz dla mnie Lizz. Boję się, że może nie otrząsnąć się po stracie Bruna, a przecież powinna wziąć się w garść! I nie wiem, czy to, co między nimi było można nazwać miłością... Nie wiem, ale może wkrótce, wraz z poznawaniem kolejnych tajemnic rodu Szanownego Pana B. coś mi się rozjaśni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:51:51 03-11-12    Temat postu:

Nie musisz spamować Misiu ♥
Zaraz wyrównam rozdziały i już
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:08:35 03-11-12    Temat postu:

Nie galupuj tak, niech się inni z tym zaznajomią, ja grzecznie poczekam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:40:07 08-11-12    Temat postu:

[2]

____Całe miasto spowiła już ciemność, a niebo pokrywają miliardy gwiazd. Musisz pojąć, że nie mogłam postąpić inaczej. Moje pojawienie się na cmentarzu z samego rana dostarczyłoby mi tylko nowych upokorzeń, a lekarz ostatnio kazał mi o siebie szczególnie dbać. Właśnie dlatego wybrałam wieczór. Twoje ciało już spoczęło w grobie, ale to nie ma znaczenia. Przecież nic tego nie zmieni. Noszę nasze dziecko pod serduszkiem, więc siłą rzeczy jakaś cząstka Ciebie dalej tkwi we mnie.
____Nadal trwasz, chociaż przestałeś oddychać na własne życzenie, głupku.
____Wchodzę przez wielką, żelazną bramę, która nie wygląda na zbyt nową, by za chwilę przeciskać się pomiędzy grobami. Kiedy byłam tu po raz ostatni, na pewno było zdecydowanie luźniej. To miejsce mnie przytłacza. Gdybyś tylko chciał zostać skremowany, nie musiałabym tu być. Wolałabym widzieć Ciebie w mojej sypialni, ale widocznie dużo bardziej odpowiada Ci marmurowy pomnik niż łóżko. Twój wybór.
____Cmentarz jest niewielki, więc z łatwością odnajduję ogromny grobowiec należący do Twojej rodziny. Zresztą świeże wieńce i spora ilość zniczy ułatwiają poszukiwania. Na płycie nagrobkowej widnieje Twoje zdjęcie. To już przesada. Uśmiechasz się do mnie, jakby nic się nie wydarzyło, a przecież zmiażdżyłeś mi serce.
____Przejeżdżam delikatnie palcami po fotografii.
____Cały czas nieskazitelnie doskonały.
____Słyszę szelest powiewających na wietrze liści, a może tylko chcę go słyszeć. Nagle czuję delikatne szarpnięcie. Odwracam się energicznie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy.
____- Ty jesteś tą d z i w k ą?! – syczy do mnie jakaś kobieta. Ma identyczny kolor oczu, co Ty – głęboka zieleń. Podejrzewam, że mam do czynienia z nikim innym, jak z Twoją szanowną matką. Szkoda, że znam ją tylko z Twoich opowiadań.
____- Nie uda się pani mnie obrazić – odpowiadam. Ciekawa jestem ile ona wie na mój temat. Zapewne nie ma o mnie dobrego zdania, skoro na wstępie próbuje pokazać kto tu jest górą. Bo o to jej chodzi, prawda? Pod tym względem zapewne jesteście podobni. Oboje lubicie sprawować kontrolę i swą postawą udowadniać Waszą wyższość. – Nazywam się Elizabeth i nie wiem o co pani chodzi.
____- Zabiłaś go! – Szept zamienia w krzyk, a słowa powtarza jak mantrę. Czuję zimny powiew wiatru na skórze, co skłania mnie do zapięcia kurtki. – Ty suko! Zamordowałaś moje dziecko!
____W mgnieniu oka doskakuje do mnie, a ja zbyt zdezorientowana, żeby odeprzeć jej atak pozwalam, by jej palce zacisnęły się na mojej szyi.
____Szok.
____Nie próbuję się bronić. W zasadzie nie mam na to siły, bo moje ciało powoli przestaje mnie słuchać. Zarzucam sobie, że może gdybym więcej jadła miałabym wystarczająco energii, by odepchnąć Twoją matkę. Ale w gruncie rzeczy dochodzę do wniosku, że to nie ona mnie dusi, tylko żal, który towarzyszy jej po stracie jedynego dziecka. Zawsze twierdziłeś, że byłeś jedynakiem. Ja mam dziecko, O N A nie ma nikogo. Czyli to Twoja wina.
____Upadam.
____Czuję, że uścisk zelżał, a może tylko mi się wydaje. Słyszę kolejny głos, ale nie jestem w stanie dopasować do siebie pojedynczych wyrazów, które udało mi się wyłapać.

_______________________________________________________~*~

____Udaje mi się otworzyć oczy i zlustrować zupełnie obce pomieszczenie.
____- Witaj! – Rozpoznaję ciepły głos Twojego ojca. Zastanawiam się, czemu tu jest, czemu ja tu jestem.
____Nie tak wyobrażałam sobie człowieka, który przyczynił się do Twojego poczęcia. Jest znacznie wyższy od Ciebie. Jego oczy są przerażająco szare i ponure, a rysy twarzy zbyt wyraziste. Obaj jednak stawiacie na elegancję. Czarny, klasyczny garnitur doskonale do niego pasuje. Do Ciebie zresztą też.
____- Co się stało? – pytam ochrypłym głosem. Bolące gardło daje o sobie znać.
____- Jesteś w rezydencji Meredith Brown Farro – mojej byłej żony. – Więc tak ma na imię Twoja matka. Różnie ją nazywałeś, ale to były tylko nic nieznaczące, chłodne określenia.
____Podrywam się z czerwonej, skórzanej sofy, ignorując wszelkie siniaki i ból z nimi związany. Wiem, że nieźle się poobijałam. Najpierw chciano mnie zabić, a teraz nagle stałam się gościem. To dziwna sytuacja.
____- Gdzie jest wyjście? – pytam uprzejmie.
____- Usiądź i posłuchaj przez chwilę – oznajmia spokojnie, po czym popycha mnie lekko na sofę. – Widziałem co zdarzyło się na cmentarzu i chwała Bogu, że zdążyłem w odpowiednim momencie. Mniejsza o to. – Marszczy czoło, pocierając przy tym skroń. – Chciałbym, żeby to zostało między nami. Zrozum, że to dla nas – jako rodziców Brunona - bardzo ciężki okres. Rozmawiałem długo z Meredith i obiecała, że to się nie powtórzy. Możesz czuć się bezpieczna.
____- Dzięki – kpię, ponownie podnosząc się z siedziska. Wymijam swego rozmówcę i opuszczam pomieszczenie. Skoro nie raczył wskazać mi odpowiedniej drogi, sama muszę jej poszukać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:26:11 05-02-13    Temat postu:


3



_____Twój dom rodzinny jest ogromny i jednocześnie przerażająco smutny. Brakuje w nim kolorów, które zdecydowanie nieco bardziej wzbogaciłyby wystrój wnętrz, niż te wszystkie kosztowne bibeloty. Mahoniowe drzwi z lśniącą złotą klamką w kształcie gałki przyciągają mój wzrok. Chciałabym ją przekręcić, ale wiem, że tak nie wypada. Czy kiedykolwiek potrafiłaś robić to co należy, dziecinko?
_____- Zgubiła panienka drogę? – pyta mnie starsza kobieta w fartuchu. Jej oczy są tak czarne, że aż przerażające. Nie przypadłam jej do gustu. Zapewne nawet służba wie, kim jestem.
_____W r o g i e m.
_____- Nie – odpowiadam pani pokojowej. W końcu nauczono mnie dobrych manier. Być może moja m a t k a byłaby ze mnie dumna, gdyby usłyszała wyniosłość w mym głosie. W końcu biorę z niej przykład. Czy kiedykolwiek miałaś jakieś priorytety? – Co jest w tym pokoju? – szepczę.
_____Kobieta wyraźnie jest zniesmaczona moim pytaniem, ale przecież tylko odpowiedzi bywają głupie, nie? Mam wrażenie, że stara się uniknąć konwersacji. Zupełnie tak, jakby parzyła ją moja obecność. Widać, że nad czymś się zastanawia.
_____- Należał do pana Brunona. Niewolno tam wchodzić – odpowiada szybko. – Zaprowadzę panią do wyjścia – dodaje pośpiesznie chwytając mnie za prawy łokieć.
_____Mam ochotę powiedzieć jej, żeby s p i e r d a l a ł a.
_____- Chcę porozmawiać z Meredith.
_____Chyba jest zaskoczona. Jej twarz sposępniała jeszcze bardziej. Mam nieodparte wrażenie, że ta służka czuje się tu co najmniej gospodynią, a mnie traktuje jakbym była n i k i m. Zastanawiam się, czemu Ty też zachowywałeś się tak w stosunku do mnie. Czy naprawdę byłam Ci zupełnie obojętną?
_____- Proszę przejść do salonu – mruczy pokojówka. Cieszę się, że postanowiła spełnić moje życzenie.
_____Nie zaprzątam już sobie głowy tym, jak jestem odbierana przez Twoje otoczenie, do którego zakradam się po cichutku. W zasadzie nawet nie mam pojęcia czemu jeszcze tu przebywam, ale ten zapach mnie przyciąga. To przecież Twój zapach. Czuję Cię w całym domu.
_____Nigdzie mi się nie spieszy, więc powoli kroczę ciemnym korytarzem. Przecież nie mam żadnych celów w życiu. Kiedyś bardzo chciałam żyć u Twego boku, ale teraz odebrałeś mi tą możliwość. Pocieszam się jedynie myślą, że nie przegrałam z inną kobietą…
_____Moje rozkojarzenie doprowadza do bolesnego upadku – w dosłownym i metaforycznym ujęciu tego słowa. Z ledwością podnoszę się z podłogi.
_____Potrzebuję odpoczynku od życia. Ty też go potrzebowałeś, prawda?
_____- Nie pojmuję, czemu mój syn wybrał ciebie, skoro mógł mieć każdą? – Słyszę głos Meredith wydobywający się gdzieś z ciemności. Mogłabym się odgryźć, być może nawet tego pragnę, ale nie widzę sensu. Pragnę Was poznać, dowiedzieć się o Tobie wszystkiego od nowa.
_____- Nie chciałam wychodzić bez pożegnania – oznajmiam wesoło. Jej nieco kąśliwa uwaga dotycząca Twojego wyboru dziewczyny w pewien sposób mi nawet pochlebia.
_____Zbieram się do wyjścia, gdyż nie mam już najmniejszej ochoty na pogawędkę, lecz czuję mocny uścisk dłoni na swych ramionach.
_____- Czego ode mnie chcesz? – pytam.
_____- Chciałabym zobaczyć jak mieszkał – mówi nieśmiało. W jej błyszczących oczach dostrzegam blask. Wydaje mi się, że dyskretnie ściera łzę z policzka, ale nie mogę mieć pewności. Moje serce topnieje. To w końcu Twoja matka. Może mnie nienawidzić, ale nie chcę patrzyć jak cierpi.
_____Mimo wszystko nie mam ochoty na to, by zaprosić ją do naszego mieszkania. Sama nie byłam tam od Twojej śmierci. Męczy mnie myśl, że mogłaby zobaczyć nasze gniazdko. To tam wylęgło się tyle przykrych rzeczy.
_____Uciekam.

~*~


_____Może jestem idiotką, ale uważam, że zostałam stworzona do kochania. Potrzebuję kogoś, dla kogo będę stanowiła centrum wszechświata. Pragnę bliskości. Właśnie dlatego na mojej drodze życia pojawił się Jared. Nie przyciągnęłam go do siebie na siłę, nie działam jak magnes. Oczywiście nie chodzi o to, że przestałam Cię kochać, lecz Ty opuściłeś mnie dawno temu. Doskonale to pamiętam.
_____Znowu kolejny raz starasz się być dla mnie oziębły. Od rana chodzę za tobą, jak na zakochaną kobietę przystało i się przymilam, a Ty nic. Zwyczajnie ignorujesz moje poczynania.
_____- Dzwoniła moja matka? – pytasz tylko. Sama nie wiem, czemu podałeś jej nasz domowy numer skoro posiadasz telefon komórkowy. Mam wrażenie, że żyjesz po to, by odbierać od niej połączenia. Robisz to codziennie, a gdy tylko pojawia się drobne opóźnienie zachowujesz się jak ćpun na głodzie.
_____[size=xx-large]To przecież nie jest moja wina![/size]
_____- Nie wiem, być może – marudzę pod nosem. Czy to naprawdę jest takie ważne w momencie kiedy pragnę się z Tobą kochać? Szczerze wątpię.
_____Siadasz na sofie i nerwowo stukasz palcem w blat nocnego stolika, na którym stoi stara lampa z wielkim, zielonym kloszem i aparat telefoniczny. Bezradna, zajmuję miejsce koło Ciebie. Próbuję jakoś Cię zachęcić więc delikatnie przejeżdżam palcem po Twoim nagim torsie. Uwielbiam kiedy masz rozpiętą koszulę, wiesz? Szkoda, że to na Ciebie nie działa i odpychasz moją dłoń. Akurat teraz musi dzwonić telefon.
_____- Cześć, mamo! Czemu nie dzwoniłaś? – pytasz. Niestety nie wiem, co ta wredna zołza Ci odpowiada. To przykre, że nie czekasz tak na telefony ode mnie kiedy gdzieś wyjeżdżasz. To przecież ja jestem Twoją kobietą.
_____- Nic mi nie powiedziała…- Słyszę. Oczywiście moja niedoszła, przyszła teściowa – bo wątpię, by nastąpił jakiś ślub – musiała Ci na mnie donieść.
_____Rozsuwam Twój rozporek. Spoglądasz na mnie z błyskiem w oku. Wiem, że jesteś zdezorientowany, ale nie myśl, że się poddam. Moja dłoń podąża w kierunku Twojej męskości. Gdy chwytam ją w dłoń, wydajesz z siebie delikatny pomruk, a Twoja ręka gładzi mnie po policzku. Wiedziałam, że się poddasz.
_____- Taak, mamo – mówisz, lecz Twój głos z minuty na minuty zmienia się.
_____Moje dłonie wystarczająco już się napracowały, więc zastępuję je ustami.
_____Odkładasz telefon z hukiem.
_____Ciekawe, czy Twoja matka wie, że lubisz, gdy robię Ci loda w trakcie Waszych rozmów?
_____Zbieram się do wyjścia i idę poszukać wrażeń na mieście.
_____Nie potrafisz mnie zaspokoić, a ja nie mam zamiaru spełniać wyłącznie Twoich pragnień.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:47:01 05-02-13    Temat postu:

Nie mogę się doczekać, kiedy dobrniemy do miejsca, gdzie stanęło na zb.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:08:49 05-02-13    Temat postu:

Możemy zrobić to bardzo szybko
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:19:00 03-02-14    Temat postu:

4

____Jared Cooper to Twoje przeciwieństwo Misiu-Pysiu. W zasadzie można zaliczyć go do normalnych obywateli, jeśli pominie się jego drobne odchylenia. Nie spotykamy się w hotelu, bo obiecałam sobie, że nie popełnię tego błędu drugi raz. Zawsze wiem gdzie go szukać, toteż kieruję się do opuszczonych magazynów znajdujących się na końcu miasteczka.
____Nie pamiętam naszego pierwszego spotkania. Możliwe, że odbyło się ono w sklepie spożywczym, do którego gnałam co rano po świeże produkty na śniadanie dla Ciebie, albo gdzieś w parku. To nieistotne, bo ważne jest to, że znalazłam w nim ukojenie, którego na próżno szukałam pod Twoimi skrzydłami.
____Docieram do opustoszałych hangarów, które swym wyglądem nie zachęcają do poznawania ich wnętrz.
____- Witaj! – Słyszę już na wstępie głos mojego przyjaciela i widzę, jak Jared podąża w mą stronę. – Czemu jesteś taka spięta? – pyta, dotknąwszy moich ramion. To Ty sprawiasz, że jestem sfrustrowana, chociaż tak naprawdę już nie istniejesz, Bruno.
____- Chcę się odprężyć – szepczę, bo wiem, że Jared i tak to usłyszy. – Jego matka ubzdurała sobie, że zobaczy nasze mieszkanie. – Cooper to równy gość. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam zwierzać się mu ze wszystkich moich zmartwień. Szkoda, że Ciebie nigdy nic nie obchodziło.
____- To cię w końcu zniszczy Lizz – dorzuca Jared i chwyta mnie za dłoń, by chwilę później podążać w kierunku starego materaca.
____Pomieszczenie jest wyjątkowo zimne, w powietrzu czuć wilgoć. To zabawne, że podoba mi się tu bardziej, niż u Ciebie w domu. Kładziemy się. Nie myśl, że będziemy kopulować jak stado królików, czy czegoś tam jeszcze. Jared wie, że jestem w rozsypce i nie wykorzystuje okazji. Gratisowo wciąż pamiętam, że spodziewam się dziecka, choć nikomu o tym nie wspominam. Długie swetry i legginsy wprost idealnie potrafią zatuszować lekką wypukłość, jak powstała na mym brzuchu. Cooper głaska mnie po głowie, jak małą dziewczynkę, a ja oddaję się tej drobnej pieszczocie.
____- Nie pozwoliłam jej na to, słyszysz?
____- Dobrze, laleczko.
____- Nie potrafię tam przebywać – szlocham po cichu, bezradnie rozkładając ręce. Czuję, jak mój nos się powoli zapycha, więc wbrew wszelkim dobrym manierom i tak dalej, zmuszona jestem wytrzeć go rozciągniętym rękawem. Mój towarzysz śpiewa mi do ucha, jakąś badziewną pioseneczkę, ale pozwalam mu na to, bo jest jedyną przyjaźnie nastawioną do mnie osobą na tą chwilę i cieszę się, że fałszuje gorzej ode mnie.
____- Zostań tu ze mną jeszcze trochę – zachęca, machając mi przed nosem tytką z białym proszkiem. – Każdy ma prawo do chwili relaksu.


~*~


____Zbieram się w sobie i podejmuję poważną decyzję. Nie mogę dłużej przebywać w motelowym pokoju, skoro posiadamy własne mieszkanie. Muszę stanąć twarzą w twarz z brutalną rzeczywistością. W dodatku, dzięki Jared’owi, czuję się wyluzowana. Nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że jestem obserwowana, które towarzyszy mi odkąd opuściłam dom Meredith. Być może fakt, że lekko przyćpałam potęguje to odczucie. Może to dziwne, ale wydaje mi się, że ta kobieta zrobi wszystko, żeby osiągnąć swój cel. W końcu nie różnicie się od siebie tak bardzo.
____Żegnam się z Jaredem całując go w usta, które zawsze mają malinowy posmak.
____- Uważaj na siebie, mała.
____Rozglądam się dwukrotnie i dopiero ruszam w kierunku naszego gniazdka.
____Gdy udaje mi się otworzyć te przeklęte drzwi, wspomnienia buchają mi prosto w twarz ze zdwojoną siłą. Pozostaje mi już tylko rozpacz, bo sama jestem sobie winna.
____Zakochałam się w niewłaściwym facecie, którego najgorszą wadą była miłość do własnej matki.
____Przypominam sobie, że dalej gdzieś mam wasze zdjęcie z wakacji, których nie miałeś zamiaru spędzać ze mną. To chore, że należałaś do mnie przez dziesięć miesięcy w roku, ale dwa zawsze przeznaczałeś dla Meredith. To były najważniejsze miesiące dla Ciebie, prawda?
____Podchodzę do łóżka i podnoszę sporych rozmiarów materac do góry.
____Wiedziałam, że znajdę tam fotografię, o którą się tak bardzo pokłóciliśmy.

____- Pojechałem z nią na wakacje, bo zawsze to robiłem, Eliza– mruczysz mi do ucha. Ja mam odmienne wrażenie. Nie wydaje mi się, żebyś mieli jakieś wspólne zdjęcie, za to z matką masz ich całe albumy. Chciałabym wierzyć, że znaczę dla Ciebie tyle samo co ona. Wiem, że przemawia przeze mnie zazdrość i może nikt mnie nie zrozumie, ale ja czułam, że te wakacje zmienią wszystko, że przez nie Cię stracę. Mam pewne przypuszczenia.
____- I kogo jeszcze ze sobą zabraliście, co? Może Twoja matka znalazła Ci jakoś lepszą kandydatkę na żonę, hę? – warczę, odtrącając Twoje silne ręce, którymi próbujesz mnie uspokajać. – Nie pierdol, tylko mów prawdę!
____- Nie bądź dzieckiem. Chciałbym, żebyś chociaż szanowała moją matkę, wiesz? To dla mnie bardzo ważne, Elizabeth.
____Nadal nie wytłumaczyłeś mi, kim jest kobieta, która na fotografii smaruje Twoje plecy i czemu ukryłeś przede mną to zdjęcie, tak jak resztę, które przywiozłeś z tych pieprzonych wakacji.


____Postanawiam, że może powinnam zapytać Meredith o Wasz wspólny wypad, Bruno. To mój nowy cel.
____Chcę Cię odkrywać na nowo, nawet jeśli to będzie bolesne.
____Leżę na łóżku z nogami wyciągniętymi aż za oparcie. Odrzucam zdjęcie na bok i chwytam w prawą dłoń okrągłe lusterko, które jest prezentem od Ciebie, by policzyć swoje piegi. To było Twoje ulubione zajęcie, dlatego lubię je wykonywać. Wyobrażam sobie, że to nas do siebie zbliża, m i s i u.
____Dzwoni telefon i choć nie mam ochoty na gadki-szmatki, odbieram go.
____- Chciałbym, żebyś zagrała w moim filmie, Lizz – mówi Cooper. – Wszystko obgadamy jutro, więc przemyśl to, skarbie.

5

____Jeśli wydaje Ci się, że przestałam funkcjonować, to grubo się mylisz. Jared nigdy by mi na to nie pozwolił. Musiałam zerwać się z łóżka o świcie po to, by stawić się na głupim planie filmowym. Teraz poszukuję mojego przyjaciela i dalej zastanawiam się, czemu wyraziłam zgodę na swój występ w jego nowej produkcji. Cooper nie stworzył dotąd żadnego cuda. Każdy jego film to zwykły gniot.
____- Cześć, pyszczku. – Słyszę z oddali głos Jared’a. – Świetnie, że jesteś. Przejrzałaś scenariusz? – dotyka prawą dłonią mojego lewego policzka. Rumienię się. Kiwam głową na znak, że posłusznie wykonałam polecenie. – Wyluzuj. Musisz wyglądać swobodnie.
____Nie potrafię się odprężyć, bo wciąż myślę o Twojej śmierci, Bruno. Znalazłam się tu właśnie przez to cholerę samobójstwo, które popełniłeś. Bezrobocie mi nie służy. Nie mam czym zapełnić wolnego czasu, który byłam w stanie poświęcić tylko Tobie.
-____ Zwyczajnie się rozbierz. – Słyszę cichy głos Jared’a, który dobiega zza mych pleców. Jego oddech delikatnie muska moje ucho.
____- Dobrze – przytakuję, bo przecież nie ma powodów, bym tego nie robiła, prawda? Już nie należę do nikogo, gdyż odebrałeś mi jedyną osobę, na której naprawdę mi zależało.
____Zrzucam z siebie czerwoną kurtkę, po czym kolejno ściągam czarną, obcisłą sukienkę i koronkową bieliznę. Jest tak zimno, myślę. Budząc się rano właśnie tak wyobrażałam sobie najchłodniejszy poranek w moim życiu.
____- Będziesz gwiazdą – mówi Jared.
____Często pozowałam do aktów. Nigdy Ci się to nie podobało, ale ktoś musiał zarabiać na naszą dwójkę. Czasami zastanawiałam się, czemu tak ciężko było Ci zabrać się do szukania pracy, odkąd zrezygnowałeś z posady w przedsiębiorstwie swojej matki. To ja jestem za to odpowiedzialna, prawda? Zrezygnowałeś z tego co miałeś, bo chciałeś być przy mnie – przez moment nawet wydawało Ci się, że tak jest. Mnie też udało Ci się oszukać. Ślepo wierzyłam, że jesteś szczęśliwy, nie zauważając jak powoli wykańczasz się psychicznie.
____Nie pojmuję, czemu tamto życie podobało Ci się bardziej, Bruno. No i dlaczego uczepiłeś się mnie.
____Pada śnieg, a jego wielkie płatki spadają na moje nagie ciało, gdy ja marzę o Tobie.
____Nic mnie nie obchodzi.
____- Genialna. Jesteś genialna, mała! – Słyszę, choć tak naprawdę nie dociera do mnie sens słów.
____Znowu jestem nieobecna.
____Samotna.
____Zrozpaczona.
____I w ciąży.
____- Pieprzcie się, leszcze.
____Chwytam swoje porzucone ciuszki i ruszam do wielkiej furgonetki, która pełni funkcję grupowej garderoby. Jest zielona. Okropnie zielona i nie pasująca do tej brzydkiej, smutnej pory roku. Próbuję opanować drżenie rąk, by móc w spokoju się ubrać, ale nie mogę. Rozklejam się, bo zawiodłam. Obiecałam sobie wczoraj, że już więcej nie zapłaczę za Tobą. JESTEŚ DUPKIEM - zrozum. Zniknij z mojego umysłu, przepadnij!

~*~

____Otwieram ogromne drzwi naszego mieszkania. W mojej głowie rodzą się niepokojące myśli. Coś tu nie gra. Upuszczam klucze na podłogę zrobioną z mahoniowych paneli. Pamiętam, jak kłóciliśmy się przy ich wyborze. Zawsze musisz się sprzeciwiać, Elizo. Teraz jednak nie mam ochoty wracać do tamtych wspomnień. Jestem w szoku.
____Nasz salon to istne pobojowisko. Ktoś wyraźnie czegoś szukał, ale przecież zamknęłam drzwi. Zawsze to robię, bo Ty mnie tego nauczyłeś. Musisz być bezpieczna. Cofam się do wyjścia, by sprawdzić, czy znajdę jakieś ślady włamania. Zamek jest nietknięty. Jak to jest możliwe, myślę, próbując sobie przypomnieć co zrobiłam z Twoimi kluczami. Nie przypominam sobie, bym Ci je zabrała, gdy odszedłeś.
To takie frustrujące. Wszystkie uczucia uderzają we mnie ze zdwojoną siłą.
____Przeraża mnie Twoja śmierć.
____Przeraża mnie ten odczuwalny ból istnienia.
____Przeraża mnie pustka, jaką noszę w sobie.
____Przeraża mnie samotność.
____Przeraża mnie myśl o dziecku.
____Gdy dochodzi do mnie to ostatnie, siadam na sofie i podciągam kolana pod brodę. Moje ręce zaciskają się na brązowych, krótko ściętych włosach, które uwydatniają odstające uszy. Ty namówiłeś mnie na zmianę fryzury, a teraz jej nie chcę. Brzydzę się swoim wyglądem. Nie potrafię spojrzeć w lustro, a przecież doskonale wiem co w nim zobaczę. Po co mi to wszystko, hę?
____Chciałabym wiedzieć co mam robić? Rozum podpowiada, bym chwyciła za telefon i wezwała policję, ale ciało odmawia posłuszeństwa. Przez chwilę nie mogę się ruszyć. Czuje się jak sparaliżowana.
____Znowu ta n i e m o c.
____Dźwięk telefonu domowego rozbrzmiewa echem w mojej głowie, która nigdy nie przestaje boleć.
____Hue hue…
____Przez chwilę jestem ciekawa, kto dzwoni, ale dociera do mnie, że poza Twoimi rodzicami, nikt nie posiada tego numeru. JA NIE MAM RODZINY. Wybrałam Ciebie.
____- Droga Elizabeth, pragnę Cię poinformować o zabraniu rzeczy mojego syna. Teraz są na odpowiednim miejscu. Proszę byś zachowała odrobinę rozsądku, jeśli nie pozostało Ci nic z godności i nie informowała policji o mojej wizycie. Gdybyś czegoś potrzebowała, oddzwoń. Pozdrawiam. – Odzywa się moja poczta głosowa.
____- Suka! – syczę przez zaciśnięte zęby. – Parszywa suka – dodaję szeptem i nie potrafię dłużej kontrolować swoich łez.
____Cicho szlocham.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:39:27 27-06-14    Temat postu:

;/

Ostatnio zmieniony przez Aberracja dnia 20:49:56 27-06-14, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aberracja
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 811
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:49:25 27-06-14    Temat postu:

6.

__________Głos w mojej głowie ciągle powtarza: walcz! Do tej pory dosyć dobrze wychodziło mi ignorowanie go, ale teraz przemyślałam sprawę. Nie dam zniszczyć Twojej matce naszych ostatnich dobrych chwil, Bruno. Jestem to winna naszemu dziecku. Nie mogę być przecież zgorzkniałą matką. Nie chcę być taka jak Meredith Brown Farro.
__________Dlatego teraz stoję pod jej rezydencją i ze spokojem przyglądam się ośnieżonemu domostwu. W mojej wyobraźni powstaje obraz Twojej matki, która wychodzi z ganku, a na nią spada przynajmniej tona śniegu. Uśmiecham się pod nosem. Być może to nie pomogłoby mi na dłużej ukoić bólu, ale z pewnością przyniosłoby chwilową satysfakcję.
__________Wyciągam swój telefon i dzwonię na Twój numer, by dodać sobie odwagi. To nagranie na poczcie głosowej działa na mnie uspokajająco. Wiem, że posiadłość jest monitorowana, dlatego nie dziwię się, gdy Meredith wychodzi mi na przywitanie z rozłożonymi rękoma.
__________- Witaj! – krzyczy odkąd przekroczyła próg. Zaskakuje mnie ten entuzjazm w jej głosie. Spodziewałam się gróźb, które miałyby skłonić moją skromną osobę do opuszczenia posesji, ale w życiu nie liczyłam na zaproszenie na herbatkę. Pani Brown zdecydowanie rozpoczyna jakąś grę i chętnie w nią zagram tylko, że na własnych zasadach.
__________Przygarnia mnie do siebie i razem podążamy do Waszego domu. Uśmiech nie schodzi z jej pomarszczonej, brzydkiej twarzy. Odwzajemniam ten gest, który przepełniony jest drwiną w stronę tej kobiety.
__________Wchodzimy do przestronnego salonu. Nie pamiętam, czy to właśnie tu ocknęłam się po napadzie Meredith, ale sofa wydaje się znajoma. Uświadamiam sobie właśnie, że odkąd wyszłam z mieszkania miętoszę w prawej dłoni zdjęcie. Już dawno chciałam zadać kilka pytań Twojej matce.
__________- Rozgość się, serdeńko. – Znów słyszę ten cierpki ton.
__________- Z rozkoszą – syczę.
__________- Co cię do mnie sprowadza? – mówi Meredith, wymownie spoglądając na moje ręce. Rzucam fotografię na kwadratowy, niski, szklany stolik.
__________- Jak się udały wakacje?
__________Nigdy nie potrafię wykrzesać z siebie odpowiedniej ilość ironii, by pokazać tej kobiecie, że potrafię jej dorównać chociażby w rozmowie. Widocznie to tylko moje marzenie i w niczym nie jestem tak do końca dobra.
__________- Wybornie. Myślę, że powinnaś kiedyś wybrać się na długie, piękne wakacje, Elizabeth. Najlepiej gdzieś daleko. Mogłabyś tam wtedy zostać i wieść samotne życie, a ja w spokoju przeżywałabym dożywotnią żałobę po stracie dziecka. Jedynego syna, którego właśnie ty mi odebrałaś.
__________Jej głos jest bardzo opanowany. Odpina trzy guziki zielonego żakietu i zdejmuje go. Następnie siada koło mnie, dotyka ręką mojego kolana, a materiał, który swym odcieniem przypomina kolor trawy, rzuca na oparcie sofy.
__________Czuję się osaczona, skrępowana. Ta kobieta niemal gwałci moją prywatność
__________- Zawiadomiłam policję o twoim włamaniu i kradzieży, Meredith. Myślę, że są zainteresowani tą sprawą. A teraz wytłumacz mi proszę, czemu nie potrafiłaś pogodzić się z myślą, że to ze mną twój syn chciał tworzyć rodzinę?
__________- Rodzinę? – Obrusza się. – Nawet tak nie kpij. To ja byłam jego jedyną rodziną, rozumiesz? To mnie kochał jako matkę, przyjaciółkę i kobietę. Nigdy nie byłabyś dla niego wystarczająco dobra. Ani ty, ani żadna inna.
__________Jej szczerość mnie rozstraja kompletnie. Bruno, co Cię łączyło z TĄ KOBIETĄ do cholery?
__________- Wybacz jeśli się mylę, ale to ze mną mieszkał, sypiał, żył. Jak to nazwiesz?
__________- Byłaś tylko nic nieznaczącą formą buntu. Czymś co miało sprawić ból i mnie ukarać. Przykro mi, skarbie.
__________- Podłe kłamstwo – rzucam niby od niechcenia, podnosząc się z kanapy.
__________Od zawsze powtarzano mi, że jestem bystra. Myślę, że to się zmieniło kiedy poznałam Ciebie, Bruno. Być może przegapiłam jakieś znaki, sygnały, albo po prostu nie chciałam ich dostrzec. W każdym razie dopiero teraz wszystko powoli do mnie dociera. Nie znałam Cię. Nie mogłam Cię poznać, bo grałeś kogoś innego. Ciekawe, czy chociaż dobrze się bawiłeś moim kosztem i czy to wszystko było warte zachodu.
__________Zawsze, gdy czuję się zagrożona, mam ochotę uciec. Potem wyrzucam sobie jak wielkim tchórzem jestem, ale nie potrafię inaczej. Muszę bronić pozostałości moich wyobrażeń o Twojej osobie, Bruno. Nie mogę znieść widoku Meredith. Przed oczyma mam wizję waszej dwójki. To obrzydliwe.
__________Czasami wydaje mi się, że jestem złym człowiekiem. Dobrych ludzi nie spotyka przecież tyle nieszczęść na raz. Być może moim życiowym błędem była Twoja druga szansa. Mogłam przerwać tę iluzję już dawno. Wtedy zostałaby mi chociaż moja rodzina. Każdy w życiu podjął choć jedną błędną decyzję.
__________- Jesteś chora – oznajmiam, zbierając się do wyjścia. – Pieprzona wariatka.
__________Nic nie przyniesie mi ulgi. Nie jestem wcale lepsza od Ciebie i Twojej matki, Bruno. Dałam się nabrać na Wasze gierki. Tkwiłam w chorym związku bez przyszłości tylko po to, żeby w końcu i tak zostać sama jak palec.
__________Miłość wcale nie jest ślepa. To my jesteśmy niewidomi.
__________- Wyprowadzę się na jakiś czas do mojej matki, Elizo – mówisz pewnego ranka. – Nie może się uporać z odejściem taty.
__________Wydaje Ci się, że znalazłeś odpowiednie usprawiedliwienie na swoją - wcale nie - chwilową nieobecność. Ja natomiast jak zawsze widzę wszystko inaczej. Meredith zdradzała swego męża, więc odszedł. To normalna kolej rzeczy. Gdybyś mnie zdradził, też zapadłabym się pod ziemię.
__________- Wrócę – przekonujesz.
__________Zastanawiam się przez chwilę, czy te słowa mają być gwarancją dla mnie, czy może właśnie upominasz samego siebie, że poza matką masz też inne zobowiązania.

__________Oczywiście, że wróciłeś, ale tylko po to, by spakować resztę swoich rzeczy, albo powiesić się na klamce – jak kto woli.
__________Dzwoni telefon, a melodyjka przyprawia mnie o mdłości. Po chwili orientuję się, że to ja jestem jego właścicielką. O, ironio! Moja torba w kolorze krwi, to raczej wielki wór bez dna. Porządek jest tam czymś niespotykanym. Podobnie jak moja komórka. Grzebię przez całe pięć minut w torbie, po czym orientuję się, że dzwonek dochodzi z kieszeni mojej kurtki. Pięknie.
__________- Tak, słucham? – próbuję być uprzejma. Nie wszyscy ludzie przyczynili się przecież do mojej klęski.
__________- Panna Elizabeth? – Akcent pada wyraźnie na pierwsze słowo.
__________- Zazwyczaj to właśnie ja. O co chodzi? – Już wiem, że rozmawiam z Twoim ojcem.
__________- Chciałem zapytać się, czy wszystko w porządku? Może potrzebujesz rozmowy? – Tym razem nie pada słowo panna.
__________Dziwna sprawa.
__________Moje serce jest już wystarczająco poszarpane, ale z przyjemnością decyduję się na kolejne ciosy. Może to właśnie jest odpowiednia droga do poznania prawdy, Bruno?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin