Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Idol by Sunshine & Eillen - EPILOG
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 19, 20, 21 ... 33, 34, 35  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
emenemens.
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 22 Lis 2011
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:57:32 23-01-13    Temat postu:

Nie no obiecalam i obietnicy dotrzymam Tak w polowie lutego porzadnie przysiade, bo musze jeszcze raz wszystko przemyslec, dopracowac i tak dalej wiec mam nadzieje, ze Noah i Ali sa bezpieczni ;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:44:07 23-01-13    Temat postu:

Wiesz, że czekałam na to od tak dawna... Nie wiem, czemu wciąż masz zastrzeżenia, bo odcinek był perfekcyjny w każdym szczególe. Nawet Megan, która poniekąd przyczyniła się do ich pocałunku.
Ustawianie dziennikarzy do pionu nieźle naszemu gwiazdorowi idzie Czekam na ciąg dalszy, bo z twoją weną możesz pójść w różne kierunki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:18:09 14-02-13    Temat postu:



Przymknęła powieki, pozwalając, by jego chłodne usta muskały jej własne w delikatnej pieszczocie. Wiedziała, że nie powinna była w ogóle do tego dopuścić, a skoro jednak już się stało, to jak najszybciej to przerwać. I z jednej strony bardzo chciała to zrobić, uciec od niego jak najdalej, z drugiej jednak pragnęła, by ta chwila trwała wiecznie. Jego, zazwyczaj wykrzywione w jakimś drwiącym uśmieszku, usta były słodkie jak miód, prowokowały i drażniły w jakiś cudowny sposób, powodując, że nie tylko nie miała ochoty tego przerywać, ale z każdym ich muśnięciem pragnęła więcej. Kiedy wsunął palce w jej włosy i przysunął się do niej, przyciskając jej ciało do zimnego muru, w jej umyśle zapaliła się czerwona lampka. Musiał to poczuć, bo oderwał się od niej i odsunąwszy nieznacznie, wierzchem dłoni pogładził delikatnie policzek, uśmiechając się łagodnie. Ona jednak nie odwzajemniła uśmiechu. Zacisnęła usta i opuściwszy głowę, by uniknąć jego spojrzenia, zgrabnie wysunęła się z jego objęć.
– Alessia…? – Nieco zdezorientowany, powiódł za nią wzrokiem, gdy bez słowa ruszyła przed siebie, przyspieszając kroku. Jej jedyną reakcją było tylko pokręcenie przecząco głową i uniesienie w górę prawej dłoni, sugerujące, by został tam gdzie stoi. Noah zmiął w ustach wiązankę przekleństw i zacisnąwszy dłoń w pięść, uderzył nią w mur. – Szlag – mruknął i poszedł za nią. Nie zważając na trąbiące na niego samochody, wbiegł na jezdnię by ją dogonić. Złapał ją, gdy skręcała w jakąś wąską uliczkę.
– Alessia, co się dzieje? – spytał łagodnie, chwytając ją za ramię i zmuszając, by odwróciła się w jego stronę.
– Wszystko zepsułeś! – warknęła, wierzchem dłoni pośpiesznie ścierając łzy z policzków. – Mieliśmy być przyjaciółmi.
– Nie chcę być twoim przyjacielem – powiedział prosto z mostu.
– A czego chcesz?! – krzyczała, siłując się z nim na spojrzenia. – Jak to sobie wyobrażasz? Za kilka tygodni wrócę do domu, a ty do swoich zajęć i nawyków. Może nawet do Violet albo Megan. Będę czekać, jak głupia, na jakiś list, maila, albo chociaż sms–a, cokolwiek, a kiedy zamiast tego przeczytam w jakiejś gazecie o twoim kolejnym romansie…
– Alessia! – przerwał jej, chwytając ją za ramiona. Przez chwilę, wlokącą się w nieskończoność, stali tak naprzeciw siebie, wpatrując się sobie w oczy i usiłując zebrać myśli. Noah przełknął głośno ślinę, uświadamiając sobie, że Alessia po raz kolejny okazała się o wiele dojrzalsza od niego. Podczas gdy on brał to, na co miał ochotę, żył chwilą i zazwyczaj nigdy nie myślał o konsekwencjach swojego, takiego czy innego postępowania, ona brała pod uwagę wszystkie możliwe warianty, łącznie, a może nawet na czele, z tym najgorszym.
– Uciekanie przed własnymi uczuciami, na dłuższą metę, nie jest dobrym rozwiązaniem i wiesz o tym tak samo dobrze jak ja – podjął temat po chwili, ujmując jej twarz w swoje dłonie i spoglądając w jej ciągle zaszklone oczy. – Jeśli jednak uważasz, że to lepsze wyjście, mogę cię teraz przeprosić i obiecać, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Zrobię to bez wahania, jeśli tego właśnie chcesz – zapewnił, kciukiem ścierając jej łzy z policzka. Pierwszy raz w życiu zapragnął udowodnić komuś, że jest dojrzały i odpowiedzialny. Że ktoś jest dla niego ważniejszy niż on sam. – Chcesz? – spytał tak cicho, że ledwo sam siebie usłyszał, modląc się w duchu, żeby tylko nie usłyszeć „tak”.
Alessia nerwowo przygryzła dolną wargę i kiwnęła głową w taki sposób, że mogło to oznaczać równie dobrze „tak” jak i „nie” oraz „nie mam bladego pojęcia”. Noah jednak poczuł ulgę, że nie usłyszał kategorycznej odpowiedzi, której się obawiał. Nabrał powietrza w płuca i oparł się czołem o czubek jej głowy, przymykając na chwilę powieki i wciągając w nozdrza zapach jej włosów. Nie miał pojęcia jak ją przekonać, że naprawdę jest dla niego ważna, a on sam wcale nie jest takim bubkiem za jakiego go uważała. Zdawał sobie sprawę, że romantyczne podchody tylko wzmogłyby jej złość, więc musiał wymyślić coś bardziej oryginalnego niż kwiaty, czerwone wino i kolacja przy świecach.
– Chodź – powiedział po chwili, zakładając jej włosy za uszy i uśmiechając się łagodnie.
– Dokąd? – spytała zachrypniętym głosem, nieco zaskoczona, że tak łatwo odpuścił.
– Zobaczysz – rzucił tajemniczo, chwytając ją za rękę.

Austin nerwowo krzątał się po ogrodzie. Nie miał pojęcia, co zaszło między Alessią i Noah a Lisą i Jeanem w domku w górach, ale z pewnością nie było to nic dobrego, bo cała czwórka milczała jak zaklęta i patrzyła na siebie spod byka. Wolał nie pytać, nie wiedzieć i wierzyć uparcie, że Noah trzymał łapska przy sobie, a Alessia nie nabrała się na jego sztuczki. Jej ewentualny związek z McLeanem nie mógł się przecież skończyć niczym dobrym. Była dla niego za dobra, za idealna, zbyt wrażliwa i delikatna. Zupełnie inna od kobiet, z którymi do tej pory się zadawał, a to było równoznaczne z tym, że prędzej czy później będzie przez niego cierpiała.
– Austin! – dobiegł go głos Esthery. – Chodź szybko! Mamy gościa!
Westchnął ciężko i ruszył w kierunku domu. Tego dnia wybitnie nie miał ochoty usługiwać gościom pani domu, ale przypomniały mu się słowa Lisy. Dziewczyna planowała zorganizować swojej siostrze imprezę urodzinową, na którą zamierzała ściągnąć jej najbliższych przyjaciół i pomyślał, że to może któryś z nich. Pewnym krokiem wszedł więc do salonu, ale kiedy dostrzegł w nim drobną brunetkę, miał ochotę uciec i wrócić, gdy jej już nie będzie. Z całą pewnością nie był to żaden z gości Ali, a ktoś kogo wolałby już nigdy w życiu nie spotkać.
– Lorraine… – wyszeptał ciągle nie wierząc własnym oczom.
– Bonjour – uśmiechnęła się promiennie, kiedy zauważyła go stojącego w wielkich tarasowych drzwiach. – Comment ça va?
– Tres bien, merci – wydukał, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Niewiele zmieniła się od ich ostatniego spotkania, poza tym, że była teraz zdecydowanie bardziej kobieca i nabrała pewności siebie. Przez chwilę zastanawiał się czy Leighton, gdyby żyła, poszłaby jej śladem, w końcu swego czasu były niemal nierozłączne.
– Dawno się nie widzieliśmy – powiedziała, stając przed nim. – Nie uściskasz mnie na przywitanie? – spytała, trzepocząc niewinnie rzęsami.
Cholerna kokietka, przebiegło mu przez myśl. Uśmiechnął się krzywo i pokręcił głową z niedowierzaniem. Od śmierci Leighton minęło już sporo czasu, ale to nie uprawniało Lorraine, by zachowywała się tak, jakby się nic nie stało.
– Nie zamierzasz ze mną rozmawiać? – spytała z bojową miną, krzyżując dłonie na piersiach.
– Sądzisz, że mamy o czym? – prychnął, wymijając ją, by jak najszybciej znaleźć się w zaciszu swojego pokoju.
– Sądzę, że życie toczy się dalej.
Austin zatrzymał się na moment, ale nim zdążył się odwrócić i coś powiedzieć, w salonie zjawiła się Esthera.
– Austin, dobrze, że już jesteś – ucieszyła się. – Muszę pojechać do szpitala, do Helen. Noah postanowił ściągnąć tam prawników. Wrócę jak najszybciej się da, a tymczasem, zajmij się proszę naszym gościem. Pogadajcie sobie, powspominajcie, jak za starych dobrych czasów, kiedy we trójkę zarywaliście nie jedną nockę – urwała i zamrugała szybko powiekami, by powstrzymać cisnące się do oczu łzy. – Wybaczysz mi? – zwróciła się do dziewczyny, a kiedy ta uśmiechnęła się ze zrozumieniem, cmoknęła ją w policzek. – Lecę kochani – zaświergoliła i spojrzawszy na zbolałą minę Austina, pogłaskała go po ramieniu. – Liczę na ciebie – szepnęła do niego, puszczając oczko. Chłopak westchnął ciężko i wysilił się na uśmiech.
– Czuj się jak u siebie w domu – zwrócił się do dziewczyny, gdy usłyszał trzaśnięcie frontowych drzwi. – Spędziłaś tu sporo czasu, a Leighton była dla ciebie jak siostra, więc chyba nie jestem ci do niczego potrzebny.
– Nie rób mi wyrzutów, Austin – ostrzegła. – Nie tylko ja jestem winna.
– Ale tylko ty zachowujesz się, jakbyś nie była – bąknął i nie czekając na jej odpowiedź ruszył do swoich zajęć.

Gdy wsiedli do szklanej windy, Alessia czuła się nieswojo. Noah wprawdzie zachowywał się, jakby nic się nie stało, ale ona sama ze sobą czuła się wystarczająco źle, a jego obecność dodatkowo wszystko komplikowała.
– Po co przyprowadziłeś mnie tutaj? Masz apartament na ostatnim piętrze? – spytała, przerywając coraz bardziej nieznośną ciszę, którą do tej pory zakłócały jedynie sygnały dźwiękowe zapowiadające kolejne piętro.
– To coś znacznie lepszego – odparł, akurat gdy winda zatrzymała się. Alessia spojrzała na niego zupełnie zdezorientowana, a on chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą. Po chwili oboje byli na dachu, urządzonym na wielki taras z basenem z innymi bajerami.
– Jeśli chciałeś mi zaimponować przepychem…
– Znam cię już trochę – powiedział, zatrzymując się przed nią i spoglądając jej w oczy dodał: – Wiem, że to wszystko nie robi na tobie żadnego wrażenia i zupełnie nie o to mi chodzi.-Uśmiechnął się, widząc, że jej oczy zrobiły się ze zdziwienia wielkie jak księżyc w pełni. – Mogłem cię zabrać na taras widokowy w City Hall, ale stąd widok jest zdecydowanie lepszy. Zobacz – ściszył głos niemal do szeptu prowadząc ją w miejsce przy krawędzi, skąd roztaczał się widok na całe miasto. – Zawsze kiedy tu jestem, mam wrażenie, jakbym był bliżej nieba.
– Pięknie tu – przyznała, wspierając się dłońmi o murek. Zachwycona chłonęła najdrobniejszy szczegół roztaczającej się przed nią panoramy Miasta Aniołów, żałując, że zostawiła aparat i komórkę w samochodzie.
Noah uśmiechnął się do siebie z satysfakcją i stanął tuż za nią. Kiedy położył dłoń na jej biodrze, poczuł, że jej ciało napięło się jak struna. Przysunął się wtedy jeszcze bliżej, tak, że ich ciała dzieliły dosłownie milimetry.
– Tam jest słynne wzgórze Hollywood… – szepnął jej wprost do ucha, wskazując dłonią nad jej ramieniem w odpowiednią stronę po czym oparł brodę na jej ramieniu, pieszcząc oddechem wrażliwą skórę szyi i z trudem powstrzymując się, by jej nie pomaskować. – A gdzieś tam, po przeciwnej stronie – dodał, odwracając ją przodem do siebie i wskazując jakiś bliżej nieokreślony punkt za swoimi plecami. – Disneyland…
Alessia uśmiechnęła się niewyraźnie i odwróciła głowę w bok, zakładając pasmo włosów za uszy.
– Gdyby w życiu było tak pięknie jak w bajkach Disneya, ty byłabyś księżniczką, a ja księciem, który cię porwie od złej… – zamilkł na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał, ale zaraz wyszczerzył się od ucha do ucha – zazdrosnej siostry, zabierze na koniec świata i uczyni najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
Alessia spojrzała na niego i również się uśmiechnęła.
– Koniecznie chcesz mnie zbajerować? – spytała przekornie, a kiedy skinął twierdząco głową, westchnęła, ponownie spoglądając gdzieś w bok nad swoim ramieniem. – Ja stawiam raczej na Piękną i Bestię – dodała po chwili.
– Rozumiem, że rolę bestii dostanie Lisa – zaśmiał się.
– Lisa, zabiłaby nas… – urwała, spoglądając na niego. Uśmiechał się ciągle łagodnie a jego oczy błyszczały tak ciepło, jak jeszcze nigdy odkąd go poznała. – Najpierw zabiłaby ciebie i kazałaby mi na to patrzeć, a potem wyrwałaby mi serce przez gardło, żebym się nigdy więcej się tak głupio nie zakochała.
Kiedy zobaczyła jak uśmiech Noah poszerza się, a rysy jego twarzy łagodnieją, uświadomiła sobie, że powiedziała to wszystko na głos. Opuściła głowę zakłopotana swoim wyznaniem. Miał się przecież tego nigdy nie dowiedzieć. Przecież wakacje się skończą, rozstaną się, a to co się teraz działo za jakiś czas będzie tylko mglistym wspomnieniem. Westchnęła cicho, gdy wsunął dłoń pod jej brodę i delikatnie uniósł jej twarz, spoglądając w oczy z niemym pytaniem. To wszystko było jak sen, w którym ona była księżniczką, a on jej księciem. Sen, z którego za nic w świecie nie chciała się budzić. Ale przecież nic nie trwa wiecznie.
Chwilo trwaj, pomyślała po czym wspięła się na palce i niepewnie skubnęła jego usta.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 20:08:40 15-02-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
emenemens.
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 22 Lis 2011
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:17:17 15-02-13    Temat postu:

Chwilo trwaj! Rozdziale ciągnij się w nieskończoność! Alessia nam się rozochociła i w końcu zaczęła kierować się sercem, a nie rozumem. Uważam, że lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że się czegoś nie zrobiło. Lepiej grzeszyć i żałować niż żałować, że się nie zgrzeszyło Czy jak to leciało Ali dopuściła do siebie bubka, a do tego wyznała mu swoje uczucia, z czego jestem bardzo zadowolona. Przestała się przed tym bronić. Oboje zasługują na szczęście, a widać, że odnajdują je jedynie w swoich ramionach. Noah zmienił się przy Ali, obudziła w nim dawno już uśpione "człowieczeństwo", widać, że coś do niej czuje, ale cały czas obawiam się, że ją zrani, że pojawi się rozdział, w którym okaże się, że darzy ją zwykłym zauroczeniem, że nie potrafi w pełni odwzajemnić jej uczuć. Wiem, że sielanka z powyższego rozdziału niedługo dobiegnie końca, to wiadome, jestem tylko ciekawa, jakie wydarzenie ją przerwie
Pojawiła się nowa postać - Lorraine. Oglądałam jakiś czas temu entrade do tego opowiadania i tak właśnie zastanawiałam się, gdzie ta Stroup Austin zbytnio za nią nie przepada, co da się wyczuć na kilometr. Lubię jak w opowiadaniu pojawiają się nagle nowi bohaterowie, a wraz z nimi jakieś tajemnice, tutaj tajemnica dotyczy śmierci Leighton Będzie ciekawie, tego jestem pewna. A wracając jeszcze do Austina, nie lubie go Strasznie mnie drażni i do wszystkiego się wtrąca Czekam na kolejny rozdział i choć małą dawkę Lisy i Jeana Cherie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:05:05 15-02-13    Temat postu:

Dzięki Ci, dobra kobieto, za Twoje komentarze, które momentalnie poprawiają mi nastrój i sprawiają, że szczerzę się do monitora jak bezębny na widok sucharów ;D
Sielanka się skończy, gdy na jaw wyjdzie zakład Noah i Jeana - więcej niczego nie zdradzę, choć może i tego nie powinnam pisać, ale wydaje mi się to całkiem oczywiste, że przecież prędzej czy później musi się to wydać, więc... No. Nic już więcej nie mówię ;D
Lorraine... mam nadzieję, że trochę tu namiesza, a Jean i Lisa na pewno będą w następnym, cherie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
emenemens.
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 22 Lis 2011
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:01:19 19-02-13    Temat postu:

O losie, na śmierć zapomniałam o tym zakładzie...pewnie Noah też Mam jednak nadzieje, że wszystko jakoś się ułoży i nie będę płakała tak jak na zakończeniu Fairytale, no chyba, że ze szczęścia Czekam Aga na kolejny rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:09:31 19-02-13    Temat postu:

O to chodziło, żeby wszyscy zapomnieli - potem efekt wstrząsowy jest zdecydowanie lepszy ;D
Co do końca to już mniej więcej wiem, jak będzie wyglądał, ale jeszcze do niego daleko, więc nic nie mówię, bo mi się w każdej chwili może zmienić koncepcja ;P
Next niebawem, znaczy się w okolicach weekendu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
NiQue
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 19 Lut 2013
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: PL
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:59:41 20-02-13    Temat postu:

Jestem fanką twojej telci Jest boska ) Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:13:25 23-02-13    Temat postu:



Odprowadził wzrokiem Estherę oraz prawników do drzwi i zatrzymał spojrzenie na stojącej w korytarzu Ali. Gdyby kilka godzin temu ktoś powiedział mu, że tak potoczy się ten dzień, wyśmiałby go i kazał mu poszukać sobie dobrego psychiatry, a teraz sam nie był pewien czy nie powinien się z jakimś skonsultować. Alessia wywróciła jego życie do góry nogami i było mu z tym nadzwyczajnie dobrze. Kiedy tam na dachu pocałowała go przelotnie, a zaraz potem wysunęła się z jego ramion, nim zdążył oddać pocałunek, był pewien, że dla niej zrobi dosłownie wszystko. Nie chciał już wracać do swojego dotychczasowego życia, w którym funkcjonował jako wieczny podrywacz i hulaka o nieprzeciętnym talencie aktorskim, jak swego czasu napisał o nim jeden z kolorowych szmatławców. Chciał być po prostu sobą. I mieć ją przy sobie już zawsze. Gdy pochwycił jej spojrzenie, uśmiechnął się mimowolnie i mrugnął do niej porozumiewawczo, po czym przycupnął na brzegu łóżka i chwycił Helen za rękę.
– Powinnaś odpocząć – powiedział cicho, ujmując jej dłoń między swoje i podnosząc ją do swoich ust.
– A ty powinieneś traktować tę dziewczynę jak najcenniejszy skarb – odparła słabym głosem, wsuwając swoje place w jego gęste włosy. – Jeśli ją skrzywdzisz, to nie chcę cię znać – ostrzegła poważnym tonem, gdy spojrzał jej prosto w oczy.
Noah uśmiechnął się lekko i na chwilę zerknął znów w stronę Ali.
– Jest absolutnie wyjątkowa – przytaknął, wracając spojrzeniem do Helen. – Możesz być pewna, że nie spadnie jej przy mnie włos z głowy.
– No nie wiem – żartowała. – Zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki.
Noah westchnął i przewrócił teatralnie oczami. Nawet Helen miała go za nieokrzesanego bubka.
– Nie jesteśmy parą – skłamał, bo przecież w drodze do szpitala ustalili z Alessią, że nikt, a przede wszystkim Lisa, nie powinien się dowiedzieć o tym, co się między nimi wydarzyło tego dnia. On sam był gotów ogłosić całemu światu, że oto znalazł panią swojego serca, ale ona jak zwykle okazała się dojrzalsza od niego. I nie chodziło jej tylko o to, by nie denerwować Lisy. Chciała żyć jak dotychczas, z dala od całego tego medialnego szumu, zatrzymując ich prywatne sprawy wyłącznie między nimi, a tego nie mógł jej zabronić.
– Innym i sobie możesz wmawiać co zechcesz, ale mnie nie oszukasz – powiedziała Helen, uśmiechając się ze zrozumieniem. – Widzę, jak na siebie patrzycie – dodała, gdy niczym skarcone dziecko spuścił pokornie głowę, by uniknąć jej wszystkowidzącego spojrzenia. – Jesteś dobrym aktorem, ale pewnych rzeczy nie zagrasz nawet ty.
– Odpocznij – poprosił, ponownie całując jej dłoń. – Powinnaś dbać o siebie.
– Ja już swoje przeżyłam, Noah. Arkadia jest w dobrych rękach, ty wreszcie znalazłeś odpowiednią dziewczynę dla siebie, Esthera doszła do porozumienia z twoim ojcem, mogę więc spokojnie odejść.
– Nie mów tak, Helen, proszę. Obiecałaś, że moje dzieci będziesz traktować jak wnuki.
Kobieta roześmiała się serdecznie, a jej oczy zaszkliły się od łez.
– Nie masz pojęcia jak bardzo chciałabym doczekać dnia, w którym przyjdziesz do mnie i obwieścisz mi, że zostaniesz ojcem, a potem dnia, w którym z dumą przetniesz pępowinę.
– Więc nie poddawaj się. Ciągle masz po co żyć – powiedział, mocno ściskając jej dłoń między swoimi. Helen była przy nim od zawsze i nadal nie mieściło mu się w głowie, że kiedyś może jej zabraknąć, a jeszcze bardziej, że to „kiedyś” zbliżało się wielkimi korkami. – Jesteś mi potrzebna. Obiecaj, że się nie poddasz, że będziesz walczyć.
Helen uśmiechnęła się słabo i skinęła lekko głową na zgodę.
– Jestem zmęczona.
– Odpoczywaj, odwiedzimy cię jutro – odparł, całując ją w czoło, po czym powoli ruszył w stronę drzwi.
– Noah, zaczekaj – zawołała za nim i sięgnęła do szuflady szafki stojącej przy łóżku. – Weź to – dodała, podając mu różową kopertę. – Cloe prosiła, żebym ci to przekazała.
Noah spojrzał na kopertę i uśmiechnął się na wspomnienie uroczej podopiecznej hospicjum.
– Ją też odwiedzę – powiedział, chowając kopertę do wewnętrznej kieszeni sportowej marynarki. – O nic się nie martw, zadbam o wszystko – zapewnił, ponownie całując ją w czoło.
– Dziękuję. Dbaj o Ali, nie kłóć się z matką i wybacz w końcu Austinowi – wyszeptała łamiącym się głosem, chwytając go za rękę, a on poczuł, jak wielka gula ściska mu gardło. Helen się z nim żegnała, jakby czuła, że jutro może już dla niej nie nadejść. Oderwał się od niej i spojrzał na jej pomarszczoną, zmęczoną twarz, siląc się na słaby uśmiech, po czym wyszedł stamtąd czym prędzej, czując, że jeszcze chwila a rozklei się jak dziecko.
– Wszystko w porządku? – spytała Alessia, wsuwając swoją szczupłą dłoń w jego. Noah uśmiechnął się niewyraźnie, zakładając jej pasmo włosów za ucho.
– Właśnie się ze mną pożegnała, a ja stamtąd uciekłem… – urwał zaciskając szczęki tak mocno, że w policzkach pojawiły się pulsujące dołeczki. – Uciekłem jak tchórz – powtórzył cicho, spoglądając w jej oczy z nadzieją, że znajdzie w nich ukojenie. I tak się stało. Gdy bez słowa objęła go mocno ramionami i przycisnęła do siebie, poczuł jakby ciężar, który jeszcze przed chwilą z ogromną siłą wgniatał go w podłoże, znikł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– To jego nowa dziewczyna? – spytał szpakowaty mężczyzna, stojący tuż za Estherą, wsuwając dłonie w kieszenie ciemnych, eleganckich spodni, a kiedy kobieta zerknęła na niego przez ramię i skinęła głową twierdząco, uniósł wysoko brwi. – Nie jest dla niego za młoda?
– Daj spokój, Rick – mruknęła Esthera, patrząc na swojego syna, który jej zdaniem w końcu odnalazł swoje miejsce w życiu. Mogła się teraz tylko modlić, by tego nie zepsuł.
– Uwodzenie nieletnich jest karalne – powiedział cicho mężczyzna. Esthera w odpowiedzi zgromiła go spojrzeniem i pokręciła głową z dezaprobatą. – To jeszcze dziecko, a nasz syn… sama wiesz, jak traktował do tej pory kobiety.
– Dokładnie tak, jak jego ojciec przed laty – odgryzła się. Mężczyzna westchnął i przewrócił oczami znudzony. Słyszał to już milion razy. Ale taka właśnie była prawda, którą wreszcie potrafił zaakceptować. Ich małżeństwo rozpadło się przecież głównie przez niego i jego wybryki. Esthera i tak zbyt długo to znosiła. Większość kobiet na jej miejscu nie zwlekałaby z decyzją o rozwodzie. Ale ona taka już była – wierzyła w ludzi, w to, że każdy jest z natury dobry, tylko czasem nie potrafi znaleźć właściwej drogi.
– Do wszystkiego w życiu trzeba dojrzeć – mruknął, przyglądając się jak jego syn, nadzwyczaj czule, obchodzi się z dziewczyną. Każdy jego nawet najdrobniejszy gest względem niej był przepełniony jakąś tęsknotą i milionem różnych innych uczyć, których nie potrafił nazwać. Był jednak pewien, że kiedyś czuł dokładnie to samo do stojącej obok niego kobiety. Zerknął na nią kątem oka i uśmiechnął się do swoich wspomnień, uświadamiając sobie, że te uczucia wcale nie zniknęły.
– Więc uwierz w końcu, że nasz syn dojrzewa szybciej niż ty. – Dobiegł go głos Esthery.
– Obyś się nie myliła – szepnął jej do ucha, kładąc dłoń na jej ramieniu. – Nie chciałbym, żeby ta dziewczyna cierpiała przez niego i przez twoje…
– Nie kończ – przerwała mu i obróciwszy się przodem do niego, spojrzała w jego błękitne oczy. – On naprawdę się przy niej zmienił. Wiedziałbyś o tym, gdybyś od czasu do czasu wpadał do domu.
– To już nie jest mój dom – przypomniał jej. – Rozwiedliśmy się jakieś 15 lat temu.
– Ale ciągle jesteśmy rodziną, a przede wszystkim to ciągle twój syn.
– Który nie chce mnie znać.
– Któremu najbardziej w świecie zawsze brakowało ojca. Jeszcze nie jest za późno, żeby to naprawić, Richard. Wpadnij do nas na kolację – zakończyła, uśmiechając się lekko, a gdy skinął głową twierdząco, ruszyła w stronę swojego syna i jego fanki, która z dnia na dzień stawała się dla niego kimś znacznie więcej.

Jean odchylił się wygodnie na oparcie krzesła, wpatrując się pożądliwie w blondynkę siedzącą po przeciwnej stronie okrągłego stolika. Mieli się tu spotkać z Tatianą i uzgodnić szczegóły sesji, promującej charytatywną imprezę na rzecz hospicjum, ale panna Hudson spóźniała się już dobre półgodziny, co było do niej zupełnie niepodobne. Wolał nie myśleć co, a raczej kto i w jaki sposób ją zatrzymał. Zdecydowanie przyjemniejsze było wyobrażenie sobie chwili, w której odbierze swoją nagrodę od towarzyszącej mu, coraz bardziej zniecierpliwionej, blondynki. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i upił łyk espresso z małej, porcelanowej filiżanki.
– Myślałaś już o tym w jaki sposób mógłbym odebrać swoją nagrodę? – zagadnął, przesiadając się na krzesło obok niej.
Lisa oderwała wzrok od wielkiej witryny, za którą wypatrywała Tatiany i leniwie odwróciła głowę w jego stronę. Gdyby jej spojrzenie mogło zabijać, Jean właśnie w tej sekundzie padłby trupem u jej stóp.
– Nagrodę? Za co? – spytała.
– Za ocalenie czci twojej małej siostrzyczki – zaśmiał się, nie odrywając od niej wzroku.
– Nie wkurzaj mnie! – ostrzegła. – Widziałeś jak ich zastaliśmy czy akurat wtedy coś cię oślepiło?
– Widziałem, że o mały włos nie wydrapałaś oczu mojemu kumplowi. I widziałem jak twoja siostra na niego patrzy – mówił, a arogancki uśmieszek nie schodził z jego twarzy. – To było nieuniknione i prędzej czy później musiało się tak skończyć – dodał tonem doświadczonego życiem mędrca, nonszalancko kładąc ramię na oparciu jej krzesła.
– I za co to niby chcesz tą nagrodę?
Jean wyszczerzył się od ucha do ucha i obojętnie wzruszył ramionami. Bawiło go przekomarzanie się z nią.
– Chcę ją – zaczął po chwili, ściszając głos do zmysłowego szeptu i pochylając się nad stolikiem w jej stronę – bo sama ją zaproponowałaś, cherie. Nie sprecyzowałaś pod jakim warunkiem ją dostanę, a skoro pomogłem ci znaleźć siostrę, to uważam, że mam prawo domagać się wydania nagrody – dokończył, sięgając dłonią do jej policzka. Nic nie odpowiedziała. Wpatrywała się tylko w niego swoimi wielkimi oczami, przygryzając wargi tak zmysłowo, że niemal dostał szału. Przybliżył więc twarz do jej twarzy, nosem delikatnie dotykając jej policzka, po czym powoli wtulił twarz w zagłębienie między jej szyją a ramieniem, oddechem pieszcząc wrażliwą skórę. – Może chodźmy do damskiej toalety – szepnął jej wprost do ucha, delikatnie muskając płatek wargami – i załatwmy to od ręki.
– Wal się, Jean – fuknęła, a raczej miała taki zamiar, bo wyszło jej coś tak mało przekonywującego, że sama sobie nie uwierzyła. On też jej nie wierzył o czym dobitnie świadczył jego arogancki uśmieszek. – Sądziłam, że stać cię na więcej niż krótki sprint – dodała złośliwie, uśmiechając się kokieteryjnie. – Osobiście wolę długie dystanse.
– Skoro tak wolisz – wyszczerzył się. – Tam jest hotel – dodał, kciukiem wskazując miejsce za swoimi plecami po drugiej stronie ulicy. – Chyba, że wolisz mój przestronny samochód. Siedzenia się rozkładają.
– Nie jestem jakąś tanią dziwką, która na pstryknięcie palcem pozwoli się wyruchać w samochodzie, albo w jakimś tanim hotelu – Lisa prawie krzyczała szeptem, ale nie chciała robić scen. Gdyby w restauracji nie było tylu ludzi, w sekundę ostudziłaby zapały Jeana.
– Wiesz, że potrafię sprawić, by było naprawdę miło, więc nie rozumiem czemu się tak opierasz – odparł rozbawiony, wsuwając dłoń pod jej włosy i ponownie zbliżył twarz do jej twarzy.
– Dla zasady – mruknęła, starając się by głos jej nie drżał, a serce nie wyskoczyło z piersi. Jean uśmiechnął się niemal dotykając jej ust swoimi wargami i gdyby nie Tatiana, która akurat w tym momencie wparowała do kawiarni jak tajfun, pewnie dopiąłby swego i odebrał nagrodę. Prędzej czy później, a na pewno prędzej niż się tego spodziewała Lisa.
– Vince zniknął! – wysapała przerażona, nie zauważając nawet zmieszania Lisy i wyraźnego niezadowolenia Jeana. – Wiesz coś o tym? – zwróciła się do mężczyzny, a gdy ten pokręcił przecząco głową, klapnęła bezwładnie na wolne krzesełko przy ich stoliku. – Nie mam pojęcia co robić…
– To dorosły facet, na pewno nic mu nie jest – zbagatelizował Jean. – Może jest już u Noah...
– Dzwoniłam. Austin powiedział, że tylko twoja siostra czeka tam na nas.
– Dlaczego pojechała tam a nie do mnie?
– Bo odbiła się od twoich drzwi? – odpowiedziała pytaniem Tatiana nie kryjąc irytacji.
– No to poszedł na baby – odburknął złośliwie Jean. – Każdy facet musi się czasem rozerwać – dodał, uśmiechając się niewinnie, gdy obie w tej samej sekundzie zgromiły go spojrzeniem.
– Zabiję go, jak tylko się pojawi – mruknęła Tatiana.
– O ile sam się wcześniej nie zabije – dobiegł ich głos Noah, który właśnie wszedł do kawiarni w towarzystwie Ali. – Właśnie dostałem od niego sms–a. Pojechał do Monterey.
– Chryste, co za dureń – wybełkotał pod nosem Jean.
– Grand Prix Stanów na torze Laguna Seca Raceway… – wyszeptała przerażona Tatiana.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
emenemens.
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 22 Lis 2011
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:43:52 24-02-13    Temat postu:

Sielanki ciąg dalszy Tym rozdziałem uświadomiłaś mi, że Noah naprawdę zakochał się w Ali. Wcześniej miałam jeszcze jakieś wątpliwości, bardziej stawiałam na zwykłe zauroczenie, chwilową słabość do swojej fanki, ale jednak nasz bubek się zakochał No, ale...ten zakład wszystko skomplikuje
Jean Uwielbiam jego duet z Lisą Rozwaliła mnie tym krótkim sprintem Ma dziewczyna cięty język, a to chyba jemu najbardziej się w niej podoba. Pomimo mojej wielkiej miłości do Jeana, to muszę przyznać, że zaczyna drażnić mnie jego przedmiotowość. Najlepiej przeleciałby ją w łazience, zapiął rozporek i poszedł dalej Brakuje mi w nim jakiegoś uczucia, chociaż odrobiny zaangażowania, romantyczności, czegoś większego, głębszego poza zwykłym dzikim pożądaniem Mam wrażenie, że Lisa zaczyna coś do niego czuć, ma do niego ogromną słabość, a seks z nim staje się dla niej jedyną możliwością zbliżenia się do niego...choć jego podejście wcale się jej nie podoba. Dobra, bo znowu zaczynam kminić głupoty
Vince jednak nie wytrzymał...miłość do adrenaliny, wyścigów wzięła górę.
Mam dziwne przeczucie, że cała piątka wyruszy do Monterey (?)
Rozdział jak zwykle wciągnął i pozostawił niedosyt. Pojawił się kolejny nowy bohater, ojciec Noaha. Widzę, że wprowadzasz coraz więcej wątków. To bardzo dobry znak
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:25:45 24-02-13    Temat postu:

No nie wiem czy to taki dobry znak Zamiast zmierzać do końca rozmieniam się na drobne przez te nowe postaci i nowe wątki...
A Jean... to jest taki typ faceta, który w życiu nie przyzna się, że mu na czymś lub na kim zależy. Poza tym jest zły na Tatianę i Vinca, a do tego jeszcze myśli, że przegrał zakład, więc wiesz A co do seksu z Lisą... nic takiego jeszcze nie miało miejsca - Lisa to twarda sztuka i nie da się tak łatwo więc J.C. jednak będzie musiał się trochę nagimnastykować, by odebrać swoją nagrodę ;D
Dzięki za odwiedziny :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:31:43 24-02-13    Temat postu:

Mogę pokomentować wszystko po południu, mogę prawda? Bo nie jestem w stanie teraz wykombinować nic konstruktywnego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:36:37 24-02-13    Temat postu:

Możesz, możesz... nie mogę przecież marudzić, zwłaszcza teraz gdy frekwencja na forum jest jaka jest Zresztą przeciez już wiem, co myślisz, przynajmniej w "Idolu"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:39:50 24-02-13    Temat postu:

Ciężka noc za mną i zanim wymyślę, jak to wszystko ująć to trochę minie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:50:08 24-02-13    Temat postu:

Spoko, nie pali się
I zamiast tracić czas na komentowanie tego, co już skomentowałaś, to może lepiej weź co napisz u siebie, co?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 19, 20, 21 ... 33, 34, 35  Następny
Strona 20 z 35

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin