Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Idol by Sunshine & Eillen - EPILOG
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 33, 34, 35  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:27:04 19-04-11    Temat postu:

Coś na pewno wymyślicie
Poza tym zgadzam się, że Noah tak po prostu nie może stać się ideałem bo to by było nudne ale zrobienie z niego przesłodzonego dżentelmena na jakiś czas dałoby niezły kontrast. Nawet jeśli miałby udawać
Czekam oczywiście na dalszy ciąg :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:10:46 21-05-11    Temat postu:



Jean powoli odwrócił się na bok i nie otwierając oczu, przysunął się do śpiącej obok niego kobiety, wtulając twarz w jej miękkie, gęste włosy, pachnące mieszanką jaśminu i trawy cytrynowej. Mruknęła coś, kiedy powoli przesunął dłoń z jej biodra na brzuch, a potem w górę, w stronę piersi. Odwróciła powoli głowę, by sięgnąć do jego ust, ale gdy w jej nozdrza wdarł się zupełnie jej obcy zapach jakichś kosmicznie drogich francuskich perfum, skoczyła jak oparzona, odpychając go od siebie z taką siłą, że biedak spadł z łóżka.
- Jean! – wrzasnęła, patrząc na niego z wyrzutem.
- Chérie… – wychrypiał podnosząc się z ziemi i spoglądając na nią wzrokiem, zdradzającym zdezorientowanie i niepewność. Dopiero gdy spojrzał na nią i zobaczył, jak stara się szczelnie owinąć narzutą i ukryć przed jego spojrzeniem nagie ciało, a potem zerknął na siebie i uświadomił sobie, że jest w samych bokserkach, zrozumiał dlaczego tak zareagowała.
- Chérie, chérie… – panikowała Tatiana – Co ja powiem Vincentowi? – zrezygnowana spojrzała na Jeana. Ten bez słowa usiadł na brzegu łóżku i splótł palce, opierając przedramiona na kolanach.
- To tylko wino – zaczął cicho, wpatrując się w podłogę, gdzie pomiędzy rozrzuconymi po całym pokoju częściami ich garderoby, leżały dwie puste butelki i kieliszki. Nie sądził, żeby posunął się do tego, by przelecieć dziewczynę kumpla, ale wszystko właśnie na to wskazywało. Pamiętał, że poszedł do samochodu i przyniósł z sobą butelkę wina, potem pili razem, a później…

- Nie powinnaś już pić – powiedział, chwytając jej kieliszek.
- Daj spokój – jeszcze przed chwilą rozpaczała nad losem swoim i Vince’a a teraz śmiała się jak opętana i chciała bawić się do rana – Życie jest zbyt krótkie, żeby martwić się tym, że rano będzie męczył cię kac – wychyliła zawartość kieliszka i wytarła dłonią usta. – Nalej mi jeszcze – powiedziała, podsuwając kieliszek w jego stronę,
- Chérie… – spojrzał na nią zatroskany.
- Daj tą butelkę! – krzyknęła, wyrywając mu wino. – Jak nie chcesz już pić, to lepiej stąd wyjdź, albo siedź cicho, bo ja zamierzam pić do upadłego – mówiła, napełniając sobie kieliszek – Wychodzisz? – spytała, spoglądając na niego. Pokręcił przecząco głową – To świetnie – ucieszyła się. Wstała z kanapy i z kieliszkiem w dłoni, chwiejnym krokiem ruszyła w stronę gramofonu, który stał na komodzie. Chwyciła jedną z winylowych płyt i odwróciła się w jego stronę. – Lubisz Edith Piaf? Moja babcia ją uwielbiała. To ona zaszczepiła we mnie miłość do Francji i wszystkiego co francuskie… Znasz to? – spytała nastawiając gramofon. – A quoi ca sert l’amour… – szepnęła i zaczęła nucić pod nosem.
- Do czego służy, miłość? – powiedział cicho, podchodząc do niej. Chwycił jej dłoń i przyciągnął ją do siebie, jakby miał zamiar porwać ją do tańca. – „A nous donner d’la joie | Avec des larmes aux yeux…| C’est triste et merveilleux!” – odpowiedział jej tekstem tej właśnie piosenki, święcie przekonany o słuszności tych słów. Taka przecież była miłość. Smutna i cudowna zarazem. Niosąca radość, ale też łzy. – Wszystko będzie dobrze ma chérie… – szepnął posyłając jej ciepły uśmiech. Tatiana patrzyła w jego ciemne oczy jak zahipnotyzowana, ale kiedy zorientowała się, że zamierza jej zabrać kieliszek, wyrwała się w skutek czego cała zawartość kieliszka wylądowała na ich ubraniach.
- Przepraszam… – szepnęła, rozkładając bezradnie ręce.
- Nic nie szkodzi – powiedział cicho, prowadząc ją w stronę jej sypialni. – Powinnaś się zdrzemnąć. Zdejmij ten mokry sweter – dodał gdy stali już koło łóżka, po czym, nie czekając na jej reakcję, chwycił za jego brzegi i pociągnął do góry, ściągając go jej przez głowę. Rzucił go na podłogę i przygładził jej naelektryzowane włosy.
- Ty też powinieneś ściągnąć tą koszulę – powiedziała, przygryzając wargę – i zaprać to – wskazała mokry ślad na materiale – bo będzie plama – uniosła brwi i spojrzała na niego, trzepocząc niewinnie rzęsami – Albo ja to zrobię – mówiła, powoli rozpinając guziki jego koszuli – w końcu to moja wina…
Kiedy już zsunęła koszulę z jego ramion i miała zamiar udać się z nią do łazienki, zachwiała się i wpadła wprost w jego ramiona.
- Który to już raz dzisiaj? – spytała, patrząc w jego czarne jak węgielki oczy, kiedy opadli na łóżko. Jean wzruszył ramionami. Chciał wstać, ale wtedy zarzuciła mu ręce na szyję – Zostań – szepnęła i delikatnie musnęła jego wargi swoimi…

- To tylko wino – powtórzył stanowczo, spoglądając na Tatianę i zastanawiając się jednocześnie, czy bardziej chce oszukać ją, czy raczej samego siebie.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 20:37:52 21-05-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:18:29 23-05-11    Temat postu:

O kurcze
Czułam pismo nosem, że z tego picia nie wyjdzie nic dobrego, ale w sumie oboje nie mają pojęcia czy coś między nimi zaszło. Pewnie będzie z tego niezła kabała
Muszę przyznać, że jakoś Jean przypadł mi do gustu mimo całej jego francuskiej, snobistycznej i aroganckiej oprawy fajny z niego chłopak. Ciekawi mnie jak to się wszystko dalej potoczy. Czyżby szykował się romans? I to dosłownie. No bo przecież jak Vincent się dowie o tym co zaszło, albo i nie zaszło, ale że spali w jednym łóżku, to może się dopiero porobić. Chyba, że temu to już całkiem obojętna jest Tatiana, ale nie sądzę
Poza tym nie będę główkować, bo wiem, że i tak nie trafię w samo sedno. Czekam więc na kolejny odcinek
Pozdr :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:29:38 23-05-11    Temat postu:

Madziu, tylko czy którekolwiek z nich odważy się przyznać Vincowi? Przecież jak sama zauważyłaś żadne z nich pojęcia nie ma co się wydarzyło Zresztą Vice ma teraz głowę zaprzątniętą czymś innym:P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:50:54 23-05-11    Temat postu:

Nikt się nie musi przyznawać....przecież wystarczy, że ich zobaczy w jakiejś sytuacji nie?
Muszę powiedzieć, że bardzo polubiłam Jean'a. Ma w sobie coś takiego hm... nie wiem nawet jak to nazwać. Może to dlatego, że jest Francuzem Ciekawa jestem co to z tego będzie i jak się to rozegra wszystko
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:57:53 23-05-11    Temat postu:

Ja wiem jak to nazwać - zwierzęcy magnetyzm
I nie wiem, co odnośnie tej parki wymyślimy, ale na chwilę obecną zdaje mi się, że JC i Tati raczej powinni się unikać, a poza tym ona rozstała się Vincem, więc nawet gdyby zobaczył ich razem, to nie miałby prawa mieć do niej pretensji. Zresztą... przecież on podrywał Ali. Wprawdzie uderzył się w głowę, ale to go wcale nie tłumaczy:P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:20:33 23-05-11    Temat postu:

Co z tego, że się rozstali ??? a zazdrosny może być zawsze nie? w gębę kumplowi też dać może
Dobra się zobaczy ja czekam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
reniuzka
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 20 Gru 2007
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 22:22:09 25-07-11    Temat postu:

Kiedy tutaj można liczyć na jakiś newik?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:29:40 19-08-11    Temat postu:

Nie wiem co na to Sin i czy jest tu jeszcze ktoś chętny do czytania tego opka, ale uznałam, że już chyba czas najwyższy na odcinek



Kiedy Noah zszedł rano do jadalni, matka już na niego czekała. Musiała wrócić od ojca bladym świtem, bo kiedy kładł się spać, jeszcze jej nie było. Zabawne. Kiedy był mały i potrzebował ich obojga, darli ze sobą koty, a teraz, na starość, postanowili zostać najlepszymi przyjaciółmi.
- Dzień dobry, mamo – przywitał się, cmokając kobietę w policzek, po czym zajął swoje miejsce przy stole.
- Dzień dobry – powiedziała oschle.
- O co chodzi? – spytał, widząc zafrasowaną minę matki – Coś z ojcem?
- Tylko tyle, że odziedziczyłeś chyba wszystkie jego najgorsze cechy.
- Nie rozumiem – stwierdził Noah, zupełnie bagatelizując jej strofujący ton i, jak gdyby nigdy nic, sięgnął po kromkę pieczywa i nóż do masła. W tej samej chwili Esthera rzuciła na stół jakąś gazetę. Noah zerknął kątem oka na okładkę, z której wielki czerwony napis zdawał się wręcz krzyczeć: „Miłość czy nowa zabawka idola?”. Zdjęcie w tle było nieostre, jak to zwykle w brukowcach, ale i tak rozpoznał na nim siebie. Siebie i dziewczynę, z którą ostatnio spędził naprawdę upojną noc. Całowali się w jakimś zaułku, jej smukła noga oplatała jego biodro, a jego dłoń była już pod jej spódniczką. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się lekko na wspomnienie tamtego wieczora.
- Co to za dziewczyna? – spytała matka. Noah wzruszył ramionami.
- Taka sama jak wszystkie inne. W sam raz na jeden raz – powiedział zupełnie bez emocji i sięgnął do talerzyka z masłem.
- Kobiety to nie zabawki – powiedziała Esthera, na co Noah tylko teatralnie przewrócił oczami. – Mógłbyś wreszcie przestać zachowywać się jak rozkapryszony dupek? – spytała po chwili. Noah zesztywniał na te słowa. Nóż wypadł mu z dłoni. Odchrząknął i spojrzał na matkę bez słowa.
- Austin powiedział mi jak traktujesz naszego gościa – powiedziała.
- Austin… – mruknął Noah pod nosem, uśmiechając się lekko. – Co jeszcze ci powiedział? Skarżył się jakim to niedobrym jestem szefem?
- Przestań. Powinieneś wziąć z niego przykład.
- Nie będę niańczył żadnej małolaty! – wrzasnął, uderzając dłonią o blat stołu. – Mam ciekawsze zajęcia.
- Właśnie widzę – prychnęła Esthera, z pogardą zerkając na leżący na stole brukowiec.
- Więc co twoim zdaniem powinienem zrobić? Założyć pas cnoty wszystkim kobietom, które się do mnie zbliżą, samemu żyć w celibacie, a w wolnych chwilach niańczyć jakieś napalone smarkule? To twój plan na moje życie?
- Nie tym tonem, synu! Tu nie chodzi o niańczenie, ale o zwykłą ludzką uprzejmość. Austin…
- To może zamiast rozmawiać tu ze mną idź do swojego ulubionego Austina? – warknął poirytowany, podnosząc się z krzesła. – On z pewnością spełni każdą twoją prośbę i zrobi to dokładnie wedle twoich wytycznych – zakończył, spoglądając matce w oczy z furią zmieszaną z żalem. Austin Evans był upierdliwy jak wrzód na tyłku. Był jego największym koszmarem. Odkąd pojawił się w ich życiu, stał się ulubieńcem jego własnej matki. Jej oczkiem w głowie. Był gotów się założyć, że oddałaby wszystko, żeby to właśnie on był jej synem. Ale to był tylko jeden z wielu powodów, dla których go tak serdecznie nienawidził.
- Więc nie zjesz ze mną? – spytała Esthera, mając nadzieję, że jakoś uda się jej załagodzić sytuację.
- Straciłem apetyt – mruknął Noah, ostentacyjnie rzucając serwetkę na blat, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. Musiał stąd wyjść. Wiedział, że jeśli zostanie w domu choćby chwilę dłużej, w końcu powie coś, czego będzie żałował do końca życia, a tego nie chciał. W korytarzu dostrzegł Austina, kręcącego z niedowierzaniem głową.
- Nie powinieneś jej tak traktować, to twoja matka…
- Właśnie – zauważył Noah, sięgając po kluczyki, leżące na szafce. – Moja, więc tobie nic do tego.
- Jesteś palantem, wiesz?
- Nie interesuje mnie, co o mnie myślisz.
- A czy interesuje cię w ogóle coś oprócz czubka własnego nosa?
Noah przewrócił teatralnie oczami i wyminął Austina bez słowa. Nim wyszedł, dobiegł go jeszcze głos matki.
- Przypominam ci – mówiła Esthera obrażonym tonem – że o piętnastej masz być w radiu u Stevensa.
- Pamiętam – odburknął chłodno.
- Zabierz ze sobą Ali.
- Co?! – spojrzał na matkę z niedowierzaniem. – Po jaką cholerę ona mi tam potrzebna?
- Po taką, żeby mogła opowiedzieć innym twoim fankom, jak świetnie spędza wakacje.
- Żartujesz? – Noah wyglądał na naprawdę przestraszonego. Zdawał sobie sprawę z tego, co myśli o nim Ali, a to nie wróżyło nic dobrego.
- Nie – odpowiedziała krótko, nawet na niego nie patrząc. Wciąż miała do niego żal o tą kłótnię. Zawsze po takich wymianach zdań w jej głowie pojawiały się myśli, że źle go wychowała i że to przez nią jest takim cholernym zadufańcem.
- Niech przyjedzie taksówką.
- Noah! – krzyknęła poirytowana. – Nie traktuj jej jak śmiecia!... Austin was zawiezie – dodała po chwili, starając się uspokoić emocje.
- Chcę jechać swoim autem – zakomunikował. – Jeśli ma jechać ze mną, niech się zbiera. Czekam piętnaście minut i ani sekundy dłużej – zakończył i wyszedł.
- Myślisz, że to dobry pomysł? – spytał Austin, stając tuż za Estherą. – Oni się pozabijają.
- Nic im nie będzie – odparła, uśmiechając się lekko. – Ona go zmieni – dodała szeptem. – Będziesz tak dobry i powiesz jej, że musi jechać z moim synem?
- Chyba nie mam wyjścia, prawda? I nie muszę mówić, że Ali nie będzie tym pomysłem zachwycona?
- Nie musisz – powiedziała i zacisnąwszy dłoń na jego dłoni, uśmiechnęła się z wdzięcznością.

Wychodząc na podjazd, wyciągnął telefon.
- Jean? Gdzie jesteś?... Skoczymy gdzieś wieczorem?... Dobra, pogadamy najpierw… Bez Vince’a? Dlaczego?... OK., już o nic nie pytam. Będę u ciebie za jakąś godzinę…
- Dokąd jedziemy? – dobiegł go, niezbyt zadowolony głos, jego wszędobylskiej, wścibskiej fanki.
- Poczekaj – zwrócił się do Jeana. – Wsiadaj i pozwól mi dokończyć – polecił Ali, jakby była jego podwładnym. – Jean… Ej! – wrzasnął, gdy zabrała mu telefon.
- Bonjour, Jean. Quoi de neuf?*... Très bien, merci… – Noah patrzył zszokowany jak smarkula w najlepsze gawędzi sobie po francusku z jego przyjacielem. – Noah zadzwoni do ciebie później, à bientôt** – zakończyła, rozłączyła się i podała telefon idolowi.
- Co ty sobie wyobrażasz? – McLean nie zamierzał jej odpuścić.
- Nie pozwolę traktować się jak niechciany mebel. Możesz mnie nie lubić, ale mógłbyś przynajmniej mnie szanować – zakomunikowała, wsiadając do jego srebrnej corvetty C6. Noah przewrócił teatralnie oczami, schował telefon do kieszeni, nabrał powietrza w płuca i zajął miejsce za kierownicą. – Ty chyba w ogóle masz problem z okazywaniem szacunku innym, nie mówiąc już o innych uczuciach, co? – zagadnęła, gdy miał już przekręcić kluczyk w stacyjce.
- Masz coś konkretnego na myśli? – odpowiedział pytaniem, wlepiając w nią swoje niebieskie oczy.
- To, jak traktujesz innych, począwszy od kobiet, przez Austina, a kończąc na twojej własnej matce. Każdemu należy się przynajmniej odrobina szacunku, a ty zachowujesz się, jak…
- Nie kończ! – przerwał jej stanowczo. Nie miał ochoty na słuchanie umoralniających tekstów, zwłaszcza z ust takiej małolaty.
- Zapnij pasy – powiedziała Ali, zapinając własny. Noah spojrzał na nią, wzdychając ciężko.
- Czy ty, do cholery, zawsze jesteś taka porządna i zawsze robisz wszystko tak jak trzeba?
- Przecież ciebie w ogóle nie interesuje to, jaka jestem. Wyrobiłeś już sobie o mnie zdanie, więc nie widzę sensu, odpowiadania na to pytanie.
- Świetnie! – ucieszył się Noah, uruchamiając w końcu silnik. – Więc bądź tak miła i pozwól mi w spokoju słuchać radia – dodał, pogłaśniając muzykę.
- Dokąd jedziemy? – spytała, ignorując jego „prośbę”.
- Do radia – odburknął, nie zaszczycając jej nawet jednym spojrzeniem spod ciemnych okularów.
- To o 15.00 a teraz jest zaledwie 09.30.
- Musisz tyle paplać? Miałem spotkać się z Jeanem, ale skoro zostałem zmuszony do niańczenia ciebie, to myślę, że pojedziemy do radia od razu. Znam Stevensa, więc zrobimy nagranie wcześniej, a potem odstawię cię do domu i zajmę się swoimi sprawami. Pasuje? I żeby była jasność, nie przyjmuję odpowiedzi odmownej.
- Skoro tak stawiasz sprawę – mruknęła półgłosem, wpatrując się w zmieniające się wokół niej krajobrazy…

*) co słychać ?
**) do zobaczenia
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Figielek xD
Motywator
Motywator


Dołączył: 02 Cze 2011
Posty: 242
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: PL
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:28:41 20-08-11    Temat postu:

Ja też czytam Czekam na następny odcinek Ten był bardzo fajny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:43:58 21-08-11    Temat postu:

Oj czas najwyższy agam - zgadzam się całkowicie. I odpowiadając na Twoje kolejne pytanie oczywiście, że jest ktoś chętny do czytania tego opka - chociażby JA! Tylko strasznie rzadko pojawiają się tu odcinki, ale zawsze czekam na każdy z niecierpliwością. Nie mogę się doczekać by poczytać o kłótniach Noah i Ali. Są po prostu świetne. Noah jednak mógłby trochę przystopować, bo mam wrażenie, że z odcinka na odcinek jest z nim coraz gorzej. Zastanawiam się czy kiedykolwiek się zmieni i dostrzeże w Ali kogoś więcej niż tylko napaloną nastolatkę, jakiej przykleił na wejściu etykietę. Trochę to niesprawiedliwe biorąc pod uwagę, że dziewczyna młodsza od niego ma bardziej poukładane w głowie niż on. Może Esthera ma rację i Ali zmieni naszego Idola, tylko kiedy to nastąpi i co musiałoby się wydarzyć, żeby Noah zmienił zdanie o dziewczynie. Jak na razie szuka w niej samych wad i to niesłusznie.
Czekam więc na kolejny odcinek i mam nadzieję, że pojawią się trochę częściej, bo jak wspomniałam ja czytam na pewno!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:18:06 22-08-11    Temat postu:

Szczerze mówiąc, to z tym "trochę częściej" może być problem i to nie tylko tutaj
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:41:30 20-09-11    Temat postu:



- To może opowiesz innym fankom naszej gwiazdy, jaki Noah jest prywatnie? – zagadnął blisko czterdziestoletni, bardzo sympatyczny facet, siedzący naprzeciw niej. Robert Stevens był jednym z najbardziej lubianych radiowców w Californii, a jego audycja „Oko w oko z gwiazdą” od pierwszego odcinka cieszyła się ogromną popularnością wśród fanów hollywoodzkich gwiazd, ale też zwykłych słuchaczy. – Chyba zdążyłaś go już trochę poznać? – spytał, puszczając do niej oczko. Noah wyprostował się jak struna i w napięciu czekał na to, co odpowie dziewczyna.
- Rzeczywiście, Noah dał się poznać z zupełnie innej strony – odparła dyplomatycznie, posyłając swojemu idolowi mordercze spojrzenie.
- Rozumiem, że te iskrzące spojrzenia między wami, to wyłącznie wyraz sympatii – zauważył Robert, zerkając na swoich gości z uśmiechem od ucha do ucha. – Wiesz, że wiele dziewczyn ci zazdrości? – zwrócił się ponownie do Ali.
- Nie ma czego – odparła zupełnie szczerze, wprawiając tym w osłupienie nie tylko Noah, ale też prowadzącego audycję. – No chyba, że gorącego kalifornijskiego słońca i szumu fal oceanu.
- A co z twoim idolem?
- Cóż – westchnęła. – Noah McLean to rozkapryszony, niewychowany… – zaczęła wyliczać, uważnie obserwując swojego idola. Z każdym wypowiadanym przez nią słowem, jego mięśnie napinały się coraz bardziej, a szczęki miał już zaciśnięte tak mocno, że niemal zgrzytał z wściekłości zębami. – Cholernie egoistyczny bubek – zakończyła wreszcie. Noah zrobił się czerwony ze złości. Jedyne czego w tej chwili pragnął, to wyjść ze studia jak najprędzej i zaraz potem zabić ją gołymi rękami.
- Noah? – zdumiony Robert powoli przeniósł wzrok na niemniej zdumioną gwiazdę. – Masz coś na swoją obronę? – spytał, ale nim McLean zdołał cokolwiek odpowiedzieć, Ali znów zabrała głos.
- Żartowałam – powiedziała, uśmiechając się promiennie. Mina McLeana była bezcenna. – Noah to wspaniały aktor, ale tak naprawdę to bardzo skryty i zamknięty w sobie człowiek. Myślę, że poznanie go wymaga zdecydowanie więcej czasu. Jeśli spotkamy się pod koniec mojego pobytu tutaj, wtedy powiem ci, jaki naprawdę jest Noah McLean.
- Noah? Co ty na to?
- Wychodzi na to, że każdy idol ma taką fankę, na jaką zasłużył – odparł wymijająco, siląc się na uśmiech jednak wcale nie bawiła go sytuacja.
- A co z serialem, w którym występujesz i w którym mają się pojawić sceny z twoją fanką?
- Zdjęcia zaczynamy już w przyszłym tygodniu – odparł rzeczowo. – Nie mam jeszcze scenariusza, więc nie mogę ci zdradzić żadnych szczegółów…
Dalej rozmowa toczyła się głównie wokół planów zawodowych McLeana. Trzydzieści minut minęło jak z bicza trzasnął i trzeba było opuścić przytulne studio Stevensa.
- Myślę, że powinieneś wyciąć z tego materiału kilka zdań – powiedział, konspiracyjnym tonem Noah, żegnając się z Robertem.
- A ja myślę, że wszystko wyszło idealnie i nic nie trzeba wycinać – odparł Stevens, uśmiechając się serdecznie.
- A egoistyczny, niewychowany – zawiesił na chwilę głos, usiłując sobie przypomnieć to dziwne słowo, jakiego użyła smarkula. – Bubek? – dokończył w końcu z nutą niepewności w głosie.
- Przecież mówiła, że żartowała – odparł beztrosko Robert. – Zresztą na twoim kryształowym wizerunku są już znacznie poważniejsze rysy niż „egoistyczny bubek”.
Noah westchnął ciężko, przewracając teatralnie oczami i widząc, że dalsza dyskusja nie ma sensu, pożegnał się i skierował do wyjścia. Przed biurowcem czekała już na niego Alessia.
- No w końcu! – powiedziała, gdy wyminął ją i ruszył w kierunku parkingu. – Wydałeś mu polecenia, które moje wypowiedzi powinien usunąć? – spytała, krzyżując dłonie na piersiach.
- Za kogo ty mnie masz? – odpowiedział pytaniem, zajmując miejsce za kierownicą.
- Za…
- Dobra, nie kończ – przerwał jej. – Już to dziś słyszałem… Naprawdę masz o mnie tak kiepskie zdanie? – spytał, gdy usadowiła się w fotelu pasażera.
- Sądzę, że to tylko twoja poza, za którą ukrywasz się przed światem.
- Przepraszam – podeszły do nich jakieś dziewczęta, wyglądały na 9 i 13 lat. – Pan McLean? – spytała starsza z nich. – Możemy prosić autograf i zdjęcie?
- Nie mam czasu – odfuknął Noah.
- Ależ oczywiście, że masz czas – wtrąciła się Alessia, widząc łzy, wzbierające w oczach młodszej z dziewczynek. McLean tylko bez słowa spiorunował ją spojrzeniem. – Dajcie zeszyty i coś do pisania… Jak macie na imię?
- Lisa i Mary.
- Świetnie. Noah, pisz – poleciła, podając idolowi zeszyty i długopis. – Nie tak – pokręciła głową z dezaprobatą, gdy w jednym z zeszytów odfajkował od niechcenia jakąś parafkę. – Dla mojej najwierniejszej fanki – zaczęła mu dyktować. – Może tak być? – zwróciła się do dziewczynek, a te tylko radośnie przytaknęły skinieniem głowy. – Dla mojej najwierniejszej fanki… Tylko pisz ładnie. I dodaj coś od siebie, prosto z serca – poleciła idolowi, za co znów, po raz niewiadomo który tego dnia, została przez niego zabita samym wzrokiem.
- Proszę – Noah, podał dziewczynkom zeszyty i długopis, posyłając im delikatny uśmiech.
- A teraz wysiadaj – zwróciła się do niego Ali. – Czas na małą sesję zdjęciową – dodała, widząc, że patrzy na nią jak na wariatkę. – Dajcie aparat, dziewczyny.
Dziewczynki podały jej swoje komórki, a Alessia, niczym zawodowy fotograf, zaczęła im wydawać polecania, jak powinni się ustawić. Po kilku minutach tej niecodziennej sesji zdjęciowej, miała wrażenie, że nawet Noah zaczął się dobrze bawić. Chyba po raz pierwszy, odkąd go poznała, był naprawdę sobą.
- Czy tak trudno być miłym? – spytała, kiedy uradowane dziewczynki oddaliły się już w swoją stronę. – Widzisz jak niewiele potrzeba, żeby sprawić radość drugiemu człowiekowi i samemu poczuć się lepiej?
- Wcale nie poczułem się lepiej – zaprotestował. – Straciliśmy tylko masę czasu.
- Nie musisz kłamać – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Widziałam, że i tobie sprawiło to przyjemność. Poza tym bycie gwiazdą chyba do czegoś zobowiązuje, nie? To dzięki fanom jesteś tu gdzie jesteś. Bez nich nie istniałbyś. Kiedy przestaną oglądać serial, twoja popularność spadnie – zaczęła logiczny, jak jej się wydawało, wywód. – Gazety przestaną o tobie pisać, reżyserzy przestaną dzwonić, przestaniesz zarabiać i stoczysz się na samo dno.
- Bez przesady z tym dnem – powiedział, odpalając silnik. – Nie zawsze byłem gwiazdą i jakoś sobie wtedy radziłem. Jak widzisz nie wyrosłem na ćpuna, alkoholika ani mordercę.
- Ale upadki z wielkich gór bywają bardzo bolesne.
- Coś sugerujesz?
- Jedynie to, że kiedy sława minie i przestaniesz być pępkiem świata, za jaki masz się w tej chwili, to może być dla ciebie spory szok. Wystarczy spojrzeć jak reagujesz na mnie, jak się wciekasz, że nie kłaniam ci się w pas i nie jestem na każde twoje skinienie. Strach myśleć, co będzie, kiedy inni twoi fani również zaczną się tak zachowywać.
- Nie mam ochoty teraz kłócić się z tobą – skapitulował, czym nieco rozczarował Alessię, która miała cichą nadzieję na jakąś dłuższą rozmowę. Noah był skomplikowanym człowiekiem, ale rozgryzienie go być może wcale nie będzie tak trudne, jak jej się to początkowo wydawało.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:22:45 20-09-11    Temat postu:

Pierwsza!
Muszę przyznać szczerzę, że mam niedosyt jakiś taki krótki i za szybko go przeczyłam No ale dobrze, nie będę narzekać
W każdym razie Ali jest cudowną dziewczyną. Potrafi subtelnie zagrać Noah na nosie i się z tego wykręcić bez niczego. Uwielbiam ją i trochę mi jej szkoda z drugiej strony, bo nie jest szanowana przez Gwiazdora, a zasługuje na to pod każdym względem. Zastanawiam się, czy Noah w końcu dostrzeże w niej kogoś więcej niż napaloną fankę, którą wcale nie jest. Czy w końcu zobaczy w niej przede wszystkim młodą dziewczynę, w której można się zakochać. Nie wiem czy mogę liczyć na to, że pojawi się między nimi jakaś chemia ????
W każdym razie czekam na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:31:01 20-11-11    Temat postu:

Dziewczynki, macie zamiar jeszcze pisać to opowiadanie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 33, 34, 35  Następny
Strona 7 z 35

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin