Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Odzyskam cię... - EPILOG
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:57:01 19-10-12    Temat postu:

ODCINEK 23 OSTATNI

- Witaj skarbie – usłyszała tak doskonale jej znany i znienawidzony głos Pedra. Natychmiast chciała zatrzasnąć drzwi, ale Pedro był szybszy. Wsunął stopę w ciężkim bucie pomiędzy framugę a drzwi uniemożliwiając jej jakiekolwiek działanie.
- Czego chcesz? – warknęła. Pedro uśmiechnął się cwano i oparł się ramieniem o futrynę tuż nad swoją głową. Zmierzył ją od stóp do głowy a później spojrzał w oczy.
- Wypiękniałaś przez te wszystkie lata – zauważył. Diana odwróciła wzrok a na jej ustach pojawił się grymas obrzydzenia.
- Nie masz prawa tu przychodzić, masz zakaz…. – zaczęła, ale Pedro uderzył dłonią w futrynę aż drgnęła.
- Nikt mi nie zabroni spotykać się z własnym synem – warknął patrząc na nią błyszczącym spojrzeniem – wyjęłaś mi z życia sześć lat. Mój syn nawet nie wie jak wyglądam – powiedział przez zęby.
- I na tym poprzestańmy – odparła a jej oczy ciskały piorunami.
- To się okaże – prychnął i jednym ruchem ręki otworzył drzwi na oścież – Octavio synku! – zawołał i wszedł do mieszkania nie przejmując się niczym. Diana nerwowo rozejrzała się dookoła i dostrzegła, że jej syn zdążył się schować.
- Octavia nie ma w domu – powiedziała odważnie i modliła się w duchu, żeby to wystarczyło by pozbyć się Pedra z domu.
- To na niego zaczekam – powiedziała z kpiącym uśmieszkiem i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Poklepał miejsce obok siebie i mrugnął do niej – usiądź obok mnie, powspominamy sobie trochę.
- Nie mamy czego – odparła i sięgnęła po telefon – wynoś się, bo inaczej zadzwonię po policję – ostrzegła. Pedro gwałtownie wstał i w mgnieniu oka znalazł się przy niej. Chwycił telefon i roztrzaskał go o ścianę.
- Już raz wsadziłaś mnie za kratki – warknął – drugi raz ci się to nie uda – powiedział przyciskając ją swoim ciałem do ściany. Przesunął palcem po jej policzku patrząc wygłodniałym wzrokiem na ciało – nie zmuszaj mnie bym wyrządził ci krzywdę – odparł. Diana odepchnęła go i spojrzała mu odważnie w oczy.
- Już chyba większej nie możesz Pedro – warknęła – wyjdź stąd dobrze ci radzę – mężczyzna uśmiechnął się półgębkiem i chwycił ją za kark przyciągając do swojego twardego ciała.
- Tak przyjmujesz męża po latach nieobecności? – zapytał przesuwając dłonią po jej udzie. Diana szarpnęła się, ale to spowodowało, że pchnął ją mocniej na ścianę. Skrzywiła się z bólu – i po co się rzucasz? – zapytał – przecież to nie jest potrzebne – powiedział i przesunął dłonią po jej piersi zakrytej delikatnym materiałem – zawsze byłaś piękna Diano, ale teraz…..
- Nie dotykaj mnie – warknęła i nie zastanawiając się dłużej odepchnęła go i uderzyła w twarz. Być może nie powinna była tego robić, ale postanowiła, że nigdy więcej nie da się skrzywdzić bez walki. Pedro spojrzał na nią płonącymi oczami i zanim zdążyła zareagować uderzył ją wierzchem dłoni w twarz, a później pchnął z powrotem na ścianę. Uniósł jej twarz ku sobie i kciukiem otarł zakrwawioną wargę.
- Przez te lata wyrosły ci pazurki kochanie – stwierdził mrucząc jej do ucha – tym lepiej. Może być ciekawie – odparł i pochylił głowę całując jej szyję. Diana starała się wyrwać, ale był od niej silniejszy. Przez chwilę w jej głowie pojawiła się myśl, że koszmar sprzed lat znów może się powtórzyć, ale zniknęła kiedy dostrzegła Otiego cicho wychodzącego z szafy. Ręką dała mu znak by uciekał, ale traf chciał, że Pedro usłyszał za sobą hałas. Jego palący wzrok padł na chłopca.
- Oti uciekaj! – krzyknęła Diana i chłopiec nie zastanawiając się dłużej rzucił się biegiem do wyjścia. Pedro przeniósł swój wzrok na Dianę.
- I do tego zaczęłaś kłamać – warknął.
- Nie dostaniesz w swoje łapska mojego syna Pedro. Nigdy – wysyczała przez zęby patrząc mu odważnie w oczy i to był błąd, bo po raz kolejny tego dnia poczuła jego rękę na swojej twarzy. Miała tylko nadzieję, że Otiemu udało się uciec.

***
Diana od pół godziny chodziła niespokojnie z kąta w kąt. Po tym jak Octavio uciekł z domu, do mieszkania zapukał sąsiad, żeby zapytać, czy ma prąd. Traf chciał, że przyszedł w tym momencie, bo w innym przypadku Diana skończyła by dużo gorzej. Pedro przestraszył się mężczyzny, który posturą i wzrostem niemal mu dorównywał. Uciekł zanim tamten zdążył cokolwiek zrobić. Diana obiecała, że zadzwoni na policję i złoży zawiadomienie, ale w tej chwili najważniejsze było dla niej odnalezienie dziecka. Kiedy miała wychodzić by go poszukać zadzwonił Diego i oznajmił, że Oti przestraszony trafił do niego do szpitala. Diana dziękowała Bogu, za to, że jej syn znał drogę do szpitala i że Diego miał akurat dzisiaj dyżur. Obiecał, że przyjedzie do niej tak szybko jak to tylko możliwe. W tej chwili z rozmyślań wyrwało Dianę pukanie do drzwi. Ruszyła biegiem i otworzyła je z rozmachem. Kiedy tylko zobaczyła Diega od razu wpadła mu w ramiona. Objął ją szczelnie i trzymał tak długo aż udało jej się uspokoić. Wszedł z nią do mieszkania i zamknął za sobą drzwi.
- Gdzie jest Oti? – zapytała z niepokojem na twarzy.
- Spokojnie – powiedział Diego i ujął jej policzek w dłoń – zawiozłem go do Toma. Będzie tam bezpieczny. Nie wiedziałem co tu zastanę i lepiej dla niego jeśli by tego nie widział – powiedział uważnie jej się przyglądając. Diana skinęła głową i obejmując się ramionami weszła do salonu. Oparła się o blat i odetchnęła głęboko.
- Co się tu właściwie stało? – zapytał – Oti był bardzo przestraszony. Powiedział coś o jakimś mężczyźnie, który chciał cię skrzywdzić – dodał. Diana przymknęła powieki i całkowicie opuszczona z sił osunęła się na ziemię. Ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać, tak jakby dopiero teraz zaczęło do niej docierać co się stało i jak to się mogło skończyć. Koszmar sprzed lat wrócił do niej ze zdwojoną siłą. Diego kucnął przed nią i ujął jej podbródek zmuszając by na niego spojrzała. Dopiero teraz dostrzegł na jej twarzy ślady po uderzeniu. Spojrzał jej w oczy i zacisnął szczęki aż mięsień na twarzy zaczął mu drgać.
- Diana? – ponaglił. Dziewczyna ujęła jego dłoń w swoją i spuściła wzrok.
- Pamiętasz nasze spotkanie w kawiarni? – zapytała i uniosła niepewnie wzrok. Kiedy skinął w milczeniu odetchnęła głęboko – dzwonił adwokat, który przed laty prowadził moją sprawę i powiedział, że Pedro warunkowo wyszedł z więzienia – wyjaśniła – najgorsze było jednak to, że kiedy wyszedł zupełnie jakby zapadł się pod ziemię. Nikt nie wiedział, gdzie jest ani z kim. – wyznała. Diego milczał wpatrując się w nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy – zapewnił mnie, że Pedro nie odważy się pojawić u mnie, bo ma zakaz zbliżania się i jeśli tylko sąd się o tym dowie znów pójdzie siedzieć. Okazało się jednak, że Pedro wcale się tego nie boi. Przyszedł tu dzisiaj. Zaczął…… - zawiesiła na chwilę głos – obłapiać mnie, głupio się cieszyć i grozić. Powiedział, że chce poznać syna – powiedziała i przymknęła oczy pocierając dłonią czoło – na szczęście Oti się schował i w odpowiednim momencie uciekł. A ja……. – zaśmiała się histerycznie – a mnie znów się oberwało – dodała ciszej.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – zapytał Diego. Diana uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy – zostałbym z tobą. Przecież nie pozwoliłbym żeby tu dzisiaj przyszedł i cie skrzywdził.
- Wiem – wyszeptała Diana.
- Więc dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – zapytał z bólem w głosie. Diana uniosła wzrok a łzy niczym grochy popłynęły jej po policzkach.
- Nie wiem – wyszlochała – nie wiem Diego. Bałam się…….. – głos jej się załamał. Zakryła dłonią usta – przepraszam – wyszeptała i spojrzała mu w oczy.
- Diana…. – wyszeptał i przygarnął ją do siebie tuląc mocno w ramionach – wiesz, że możesz mi zaufać. Wiesz, że kocham cie najmocniej na świecie i chce byś czuła się bezpieczna, ale nie będę mógł tego zrobić jeśli mi nie mówisz o niczym – powiedział spokojnym tonem. Diana wtuliła się w niego jeszcze mocniej.
- Wiem. Przepraszam – Diego odsunął się od niej i spojrzał w oczy ujmując jej twarz w obje dłonie.
- Nie przepraszaj mnie – powiedział taksując jej twarz wzrokiem – po prostu ze mną rozmawiaj – poprosił. Diana skinęła głową a samotna łza spłynęła jej po policzku – obiecałem, że zawsze będę przy tobie i tak będzie. Bez względu na wszystko. Nie opuszczę cie i nie skrzywdzę. Pamiętaj o tym – powiedział cicho.
- Kocham cie – wyznała i znów wtuliła się jego ramiona. Diego głaszcząc ja po głowie przymknął oczy.
- Ja ciebie też skarbie – wyszeptał i ukrył twarz w jej miękkich włosach.

***
Livia siedziała na kanapie i od godziny wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w okno. Została sama w tym przeklętym pokoju i ta samotność przytłaczała ją coraz bardziej. Rozumiała Jose. Zrobił to co uważał za słuszne. Nie chciał w żaden sposób wpływać na jej decyzję, ale tak naprawdę zrobił to już dawno. Teraz siedziała tu i zastanawia się co właściwie powinna zrobić. Jak postąpić. Jeśli miała mętlik w głowie kiedy tu jechała, teraz miała jeszcze większy. Z rozmyślań wyrwało ja pukanie do drzwi. Westchnęła i wstała z kanapy kierując się do wejścia. Otworzyła je jednym ruchem i napotkała smutne jasnoniebieskie oczy męża. Opierał się niedbale o framugę drzwi.
- Co tu robisz? – zapytała krzyżując ręce na piersi.
- Mogę wejść? – zapytał bezradnie. Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w niego zastanawiając się co właściwie powinna zrobić. Westchnęła po czym odsunęła się i wpuściła go do środka. Marcos minął ją chwiejnym krokiem i usiadł od razu na kanapie.
- Po co tu przyszedłeś? – zapytała i usiadła na kanapie obok męża.
- Nie wiem – odparł i potarł twarz dłońmi – nie miałem dokąd pójść – dodał zrezygnowany i potarł nasadę nosa. Livia prychnęła pod nosem.
- Przychodzisz do prawie byłej żony, bo masz problem ze swoją przyszłą żoną? Czy to nie ironia? – zaśmiała się z goryczą i pokręciła głową z niedowierzaniem. Marcos nie odezwał się słowem. Livia przeniosła na niego wzrok i otaksowała go spojrzeniem.
- Wyglądasz okropnie – stwierdziła szczerze. Marcos zaśmiał się pod nosem.
- Co ty nie powiesz? – odezwał się z rozbawieniem – wiem jak wyglądam. Pewnie tak samo jak się czuję. Fatalnie – powiedział i spojrzał jej w oczy.
- Piłeś cały wieczór? – zapytała Livia unosząc swój wzrok na męża. Skinął głową i spuścił głowę pochylając się do przodu i opierając łokcie o kolana.
- Wyszedłem za tobą z baru i poszedłem w miasto. Piłem ile się dało, aż pewien barman powiedział mi dość i naparzył kawy. Tylko dlatego udało mi się wrócić do hotelu w jednym kawałku – wyjaśnił.
- Nie wiem co się z tobą dzieje Marcos. Ty nigdy…..- zawiesiła na chwilę głos i spojrzała na niego. Wpatrywał się w nią swoimi jasnymi oczami.
- Nigdy nie piłem? – zapytał unosząc znacząco brew – tak, to prawda. Ale ostatnio w moim życiu wiele rzeczy się posypało – przyznał i spuścił głowę.
- W życiu nas obojga wiele rzeczy się zmieniło, skończyło – przyznała Livia i przeczesała włosy palcami.
- Liv….. – wyszeptał i wyciągnął dłoń zakładając jej włosy za ucho – tak mi przykro – powiedział i oparł się czołem o jej czoło – zawsze będziesz dla mnie ważna. Zawsze – dodał cicho i spojrzał jej w oczy. Nie czekając dłużej zerknął na jej rozchylone wargi i złożył na nich czuły pocałunek. Livia początkowo zaskoczona, starała się odwzajemnić pocałunek, ale zrozumiała, że nic nie czuje. Zupełnie nic.
- Nie – powiedziała i odsunęła się od męża kładąc mu dłoń na torsie – nie, Marcos – powiedziała ponownie i spojrzała mu w oczy. Mężczyzna zakrył dłonią usta i odsunął się.
- Przepraszam – wyszeptał. Livia wstała z kanapy i objęła się ramionami.
- Idź do łazienki i trochę się odśwież – poradziła. Marcos uniósł wzrok i po chwili skinął głową. Wstał i ruszył do łazienki zamykając za sobą drzwi. Livia odetchnęła głęboko i przeczesała włosy palcami. Nie rozumiała nic z tego co ostatnio działo się w jej życiu. Wszystko to co uważała, że jest dla niej ważne, przestało mieć znaczenie, a to co nieoczekiwanie pojawiło się w jej życiu, było dla niej czymś czego chciała całym sercem. Podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Przyjechała na Kubę by odzyskać męża. Jeszcze kilka dni temu była zdeterminowana i pewna tego czego chce. Chciała Marcosa. A teraz był tutaj. Blisko niej. Na wyciągnięcie ręki. Całował ją, a ona nie czuła nic. Zupełnie nic. Inaczej było kiedy całował ją Jose. Wtedy czuła się naprawdę kobietą. Czuła się kochana, szanowana i potrzebna. Co za ironia losu. Szukała akceptacji u własnego męża, a otrzymała całą masę pięknych uczuć od całkiem obcego mężczyzny, który teraz leciał do domu. Sam. Bez niej. Musiała coś zrobić ze swoim życiem. Teraz jest na to odpowiedni moment. Musiała zamknąć pewien rozdział swojego życia, by na nowo cieszyć się tym co zostało jej dane, jeśli tylko Jose będzie chciał z nią rozmawiać. Uśmiechnęła się do siebie. Westchnęła i skierowała się do sypialni. Otworzyła swoją walizkę i wyjęła z niej teczkę, którą kilka dni temu dostała od adwokata. Weszła powoli do salonu i wyciągnęła ze swojej torebki długopis. Usiadła na kanapie i otworzyła teczkę. Przeczytała pozew rozwodowy i złożyła na dwóch egzemplarzach swój podpis. Zamknęła teczkę i dopiero teraz poczuła się naprawdę wolna. Poczuła ulgę, jakby ciężki kamień spadł jej z serca. Uśmiechnęła się do siebie i wtedy z łazienki wyszedł Marcos. Jego wzrok od razu padł na teczkę leżącą na ławie. Bez słowa usiadł obok Livii na kanapie i wbił wzrok w papiery. Wiedział co się właśnie stało. Doskonale zdawał sobie sprawę z zawartości teczki.
- Więc to koniec? – zapytał po dłuższej chwili milczenia. Livia spojrzała na niego i skinęła głową.
- Tak Marcos, to koniec. I tak trwało to dłużej niż powinno – przyznała. Marcos spojrzał na nią i uśmiechnął się łagodnie po czym skinął głową ze zrozumieniem – powinieneś teraz iść do niej – dodała po chwili uśmiechając się przyjaźnie – szkoda by było gdybyś stracił coś co dobrze się jeszcze nie zaczęło – doradziła. Marcos skinął głową i wstał.
- Dziękuję – powiedział cicho. Livia uśmiechnęła się do niego i podeszła bliżej by pocałować go w policzek.
- Idź Marcos. Życzę ci szczęścia – powiedziała z ulgą w sercu.
- Tobie również Liv. Do zobaczenia – pożegnał się i wyszedł z jej pokoju. Teraz Livia wiedziała co powinna zrobić. Nareszcie mogła wrócić do domu szczęśliwa i pewna tego, że teraz może być już tylko lepiej

____________

W tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy razem ze mną wytrwali do końca tego opowiadania Dziękuję za komentarze, które zawsze popychały mnie do przodu, to dzięki tym miłym słowom udało mi się to dokończyć Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:21:06 19-10-12    Temat postu:

Koniec? A co z Pedro? Z powrotem do więzienia? Ten wątek nabierał rumieńców i mogłoby być ciekawie w dalszej perspektywie, więc szkoda, że to juz koniec. Poza tym co długiami Jose? Co z Livią i Jose? Nie, to nie może być koniec...Livia niby w końcu poszła po rozum do głowy, ale co dalej? Mogę sobie dowyobrażać resztę, ale jednak wolalabym, żebyś Ty ją napisała
Tak czy siak, jak zwykle przy Twoich produkcjach, czytało się lekko i z przyjemnością. Do końca nie polubiłam Livii i teraz tak sobie myślę, że może to nawet lepiej, że nie napisałaś jak wraca skruszona do Jose i padają sobie w ramiona - to by zepsuło cały efekt Już wolę tak jak jest, ale urwania wątku Diego i Diany, to nie daruję i domagam się w tej kwestii jakiegoś czegoś dalszego - epilogu może? A może osobnego opowiadania?


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 23:51:43 19-10-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:29:57 19-10-12    Temat postu:

Dzięki za tak szybki komentarz
Oczywiście będzie epilog......
Na pewno pojawi się w nim Diego i Diana. Wyjaśni się kwestia Pedra.
No i wyjaśni się co dalej z Jose i Livią spokojnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:51:13 19-10-12    Temat postu:

Komentuję od razu, bo potem zapomnę ... zresztą wiesz jak to jest
Tego ostatniego mogłaś nie pisać, bo jak wspomniałam, dla mnie lepiej tak jak jest ^^ To znaczy możesz napisać coś o Jose, a o Livii niekoniecznie - nie będę za nią tęsknić jakoś specjalnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:12:41 20-10-12    Temat postu:

No cóż..... epilog już i tak mam napisany, więc chyba nic już tu nie zmienię. Livia wyszła mi irytująca, ale cóż.....nie wszystkie bohaterki muszą być takie jak Serina, nie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mina107
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:15:40 20-10-12    Temat postu:

No, wszystko musi się kiedyś skończyć. Niestety nawet te dobre rzeczy.
Myślałam że Liv osiągnie w końcu to co chciała nie ważne jaki kosztem, ale źle ją oceniłam.


Ostatnio zmieniony przez mina107 dnia 0:35:08 20-10-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:19:05 20-10-12    Temat postu:

Ja nie mówię, że musi być jak Serina, ale Livia chyba była najbardziej irytująca sposród wszystkich Twoich głównych bohaterek. Ja przynajmniej nie pamiętam, żeby mnie któraś zirytowała tak jak ona
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:41:02 21-10-12    Temat postu:

EPILOG

Dwa tygodnie później

- Jestem z Ciebie dumna – powiedziała Diana uśmiechając się do przyjaciółki. Livia odwzajemniła uśmiech i upiła łyk kawy, którą przygotował dla niej Diego. Kiedy Livia wróciła do domu czekało na nią więcej radości niż mogła się spodziewać. Jej najlepsza przyjaciółka po raz pierwszy od lat zaczęła się naprawdę uśmiechać i co więcej śmiało można powiedzieć, że był szczęśliwa. Spotkała na swojej drodze mężczyznę, który kochał ją i szanował, a do tego wszystkiego świetnie dogadywał się z jej synem. Po dramatycznych wydarzeniach sprzed dwóch tygodni Diana po raz kolejny złożyła doniesienie na Pedra, który trafił do więzienia. Postawiono mu kolejne zarzuty, a fakt, że nie zastosował się do zaleceń sądu, tylko mu zaszkodził. Teraz Diana, Diego i Oti mogli odetchnąć z ulgą i cieszyć się sobą i szczęściem bycia razem. Livia miała nadzieję, że jej również jest pisane szczęśliwe zakończenie całej tej historii. Odkąd wróciła z Kuby nie widziała się z Jose. Najpierw chciała zakończyć sprawę ze swoim małżeństwem co nie było wcale takie trudne. Z uwagi na to, że oboje z Marcosem chcieli tego samego sprawa rozwodowa rozstrzygnęła się bardzo szybko i teraz Livia siedziała w mieszkaniu Diany jako rozwódka, a nie mężatka i to cieszyło ją najbardziej. Zaoszczędziła cierpienia sobie, Marcosowi i jego nowej narzeczonej, która wybaczyła mu nieudany wyjazd na Kubę. Livia sądziła, że chyba nigdy więcej tam nie pojadą. A ona? Ona bardzo chętnie znów by tam wróciła. Pod warunkiem, że miejsce obok niej w samolocie i we wspólnym pokoju zajął by Jose. Tęskniła za nim. Te dwa tygodnie bez jego bliskości były dla niej bardzo trudne, ale jedynie upewniły ją w tym co czuje do tego mężczyzny.
- Jesteś tu Livia? – zapytała zatroskana Diana patrząc uważnie na przyjaciółkę. Livia uśmiechnęła się zakłopotana.
- Przepraszam, zamyśliłam się – przyznała. Diana skinęła głową ze zrozumieniem i ponowiła swoje pytanie.
- Jak się czujesz jako wolna kobieta? – zapytała Diana. Livia westchnęła i spojrzała przyjaciółce w oczy.
- Powinnam była to zrobić dawno temu – odparła szczerze i wbiła wzrok w parujący napój.
- Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, prawda? – odezwał się Diego uśmiechając się do niej ciepło. Livia uniosła wzrok i odpowiedziała uśmiechem. Wiedziała o czym mówi Diego i musiała przyznać mu rację.
- Muszę ci powiedzieć kochanie – zaczęła Diana i oparła się łokciami o blat – że cieszę się, że mnie mimo wszystko, wtedy nie posłuchałaś – powiedziała i uśmiechnęła się do niej – inaczej nie poznałabyś Jose, nie wyjechałabyś na Kube, nie spędziła kilku wspaniałych chwil w magicznym miejscu i nie podjęłabyś tych decyzji jakie podjęłaś – dokończyła. Livia parsknęła śmiechem i szturchnęła ją łokciem w bok.
- Czy ty się ze mnie nabijasz? – zapytała. Diana wzruszyła ramionami, więc Livia zerknęła na Diego – nabija się prawda? – zapytała rozbawiona. Diego uśmiechnął się jedynie w odpowiedzi i upił łyk kawy ze swojego kubka.
- Dobra, koniec tego dobrego kochana – powiedziała Diana i wyjęła jej z rąk kubek z kawą – bardzo cie kocham, wiesz o tym, i bardzo się cieszę, że cie widzę, ale – zawiesiła na chwilę głos i chwyciła Livię pod ramię prowadząc ją do wyjścia – ale uważam, że teraz powinnaś być w innym miejscu – dodała i spojrzała jej uważnie w oczy.
- Wyrzucasz mnie? – zapytała Livia rozbawiona.
- Tak – odparła dziewczyna stanowczo i uśmiechnęła się do niej. Livia jej zawtórowała i sięgnęła po swoją torbę.
- Powinnaś z nim porozmawiać i przede wszystkim powiedzieć mu o darowiźnie – powiedział Diego i uśmiechnął się do niej ciepło. Objął Dianę w pasie od tyłu i pocałował przelotnie w głowę.
- Wiem – westchnęła i spojrzała na przyjaciół niepewnie – dziękuję – powiedziała ze łzami w oczach – za wszystko – dodała szeptem i przytuliła przyjaciółkę a później Diego, który od pierwszego dnia kiedy go poznała zaskarbił sobie jej sympatię.
- Jose jest dzisiaj u matki – powiedział Diego zanim Livia zdążyła wyjść. Skinęła mu głową po czym wyszła z mieszkania zamykając za sobą drzwi.

***
Odkąd Jose wrócił z Kuby dwa tygodnie temu, nie mógł się pozbierać. Był silnym facetem, zawsze dawał sobie ze wszystkim radę. Okazało się, że z kobietą nie potrafił. Myślał o Livii każdego dnia, bezustannie. Wcale mu to nie pomagało, ale to było silniejsze od niego. Dowiedział się, że Livia wróciła zaraz po nim z Kuby od samego Diego, który jak się okazało związał się z jej najlepszą przyjaciółką. Jednak nic więcej ponad to Diego nie chciał mu powiedzieć. stwierdził tylko, że jeśli faktycznie zależy mu na tym by czegokolwiek się dowiedzieć, to powinien sam ją o to zapytać. Mimo to Jose nie chciał ingerować w jej życie. Nie miał do tego prawa. Tym bardziej, że nie miał pojęcia czy wróciła do swojego męża. Jeśli tak to nic tam po nim. Miał swoje zmartwienia i tym musiał się zająć. Niestety rzeczywistość jaka go czekała w domu nie była kolorowa. Musiał stawić czoło problemom i znaleźć sposób by jakoś sobie z nimi poradzić. Przede wszystkim musiał znaleźć nową pracę. Angaż w klubie w którym pracował przed wyjazdem nie wchodził w grę. Na szczęście znalazł nową posadę w jednej z najlepszych szkół tańca w mieście. Musiał tylko przejść tygodniowy kurs po którym miał zdobyć licencję trenera. Przynajmniej udało mu się znaleźć pracę, w której był dobry. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk jego telefonu.
- Słucham – odebrał znużonym głosem. Po drugiej stronie słuchawki usłyszał znajomy głos właściciela mieszkania, z którego po powrocie Jose musiał się wynieść.
- Witam Jose – przywitał się Lopez.
- Mówiłem panu, że się odezwę jeśli…. – zaczął Jose pocierając wolną dłonią zmęczoną twarz.
- Tak, dlatego dzwonię. Pieniądze z zaległego czynszu i dodatkowo na pół roku do przodu już wpłynęły na moje konto – powiedział zadowolony. Jose otworzył szeroko oczy i zmarszczył brwi zastanawiając się o czym ten człowiek właściwie mówi – szczerze muszę się przyznać, że nie spodziewałem się tego, że w ogóle zapłacisz, ale jak widać dotrzymałeś słowo – dodał jeszcze.
- Tak – tylko tyle udało się Jose wydusić. Nie rozumiał nic z tego co mówił do niego właściciel mieszkania, ale zanim zdążył zapytać, ten znów mu przerwał.
- W takim razie możesz się na powrót wprowadzić kiedy chcesz. Do usłyszenia – pożegnał się i rozłączył. Jose przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swój telefon próbując doprowadzić się do normalnego stanu. W tej samej chwili do domu weszła matka Jose. Jak w amoku postawiła na podłodze torby z zakupami i wpatrywała się zaszklonym wzrokiem w dokumenty, które trzymała w dłoni.
- Mamo? – Jose niepewnie wstał z kanapy i podszedł do niej dotykając jej ramienia. Maria uniosła wzrok a samotna łza spłynęła jej po policzku – mamo co się stało? – dopytał zaniepokojony. Maria bez słowa podała mu kartkę. Jose zaczął czytać w zamyśleniu i przeczesał włosy palcami – co jest grane do cholery? – zapytał sam siebie.
- Synku to niemożliwe – powiedziała Maria i usiadła na kanapie – wygląda na to, że ktoś spłacił nasze długi – powiedziała. Jose przejrzał pozostałe papiery. Matka miała rację. Kredyt, który wzięli został spłacony w całości. Czynsz za jego mieszkanie został spłacony z nadwyżką na najbliższe pół roku podobnie jak czynsz za mieszkanie matki. W tej chwili mogli zacząć wszystko od nowa. Rozpocząć życie z czystą kartą i bez długów. Z rozmyślań wyrwał go dzwonek do drzwi. Maria otarła mokre od łez policzki i poszła otworzyć.
- Livia! Jak miło cię widzieć – Jose usłyszał zadowolony głos matki i wtedy wszystko zrozumiał. To wszystko byłą sprawką Livii. Spłaciła jego i jego matkę. Potarł nasadę nosa i uniósł wzrok kiedy dziewczyna weszła do pokoju. Patrzyła na niego niepewnie.
- Zostawię was samych – powiedziała Maria i weszła do kuchni zamykając za sobą drzwi.
- Cześć – przywitała się Livia i jej wzrok padł na papiery, które Jose trzymał w dłoni.
- Cześć – odparł patrząc na nią intensywnym i błyszczącym spojrzeniem – wytłumaczysz mi co to wszystko znaczy? – zapytał unosząc do góry dłoń z papierami. Livia wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok.
- W taki sposób mogłam ci się odwdzięczyć – powiedziała cicho.
- Ustaliliśmy na Kubie, że nic nie jesteś mi winna – powiedział ostrzej niż zamierzał. Livia uniosła na niego wzrok i przełknęła głośno ślinę.
- Zrobiłam to co uważałam za słuszne. Zrobiłam to bo chciałam, a nie dlatego, że czuję się zobowiązana, rozumiesz? – odparła i pokręciła głową.
- Zwrócę ci wszystko, tylko potrzebuję trochę czasu – powiedział Jose i spojrzał w okno.
- Nie chce żebyś cokolwiek mi oddawał – stwierdziła Livia. Chłopak łypnął na nią gniewnie.
- Nie ma innej opcji – odparł – oddam ci wszystko co do centa – stwierdził. Livia westchnęła i przeczesała włosy palcami.
- Rozumiem – odparła tak cicho, że Jose spojrzał na nią – lepiej chyba jak pójdę – stwierdziła i ostatni raz spojrzała mu w oczy po czym wycofała się zmierzając do wyjścia.
- Po co właściwie przyszłaś? – usłyszała jeszcze zaciekawiony głos Jose. Odwróciła się przez ramię i spojrzała mu w oczy.
- Chciałam ci powiedzieć, że rozwiodłam się z Marcosem – odparła i nie czekając dłużej wyszła z mieszkania cicho zamykając za sobą drzwi. Odprowadził ją w wzrokiem, a kiedy zniknęła za drzwiami wpatrywał się w nie tępym wzrokiem.
- Jose? – chłopak usłyszał zatroskany głos matki. Spojrzał na nią z bólem w oczach – synu na co czekasz? Biegnij za nią – rzuciła z uśmiechem. Jose zawahał się przez chwilę, po czym ruszył biegiem za Livią. Zbiegł po schodach na sam dół i kiedy wybiegł z klatki rozejrzał się dookoła starając się ją dostrzec. Szła powoli w stronę swojego auta. Jose uśmiechnął się do siebie i kiedy miała sięgnąć po kluczyki do torebki zawołał za nią.
- Livia! – dziewczyna odwróciła się zaskoczona i patrzyła jak Jose biegnie w jej stronę. Zatrzymał się tuż przed nią i ujął jej twarz w obje dłonie – mówiłaś poważnie? – zapytał starając się cokolwiek wyczytać z jej oczu. Livia nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego głosu więc jedynie skinęła głową.
- Jestem wolna Jose – wyszeptała. Chłopak spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się szeroko po czym pochylił się i gwałtownie wpił się w jej usta. Całował ją zachłannie i namiętnie. Objął ją ramieniem w pasie i przyciągnął do siebie. Oboje stracili równowagę i wpadli na samochód, ale to wcale im nie przeszkadzało. Całowali się nadal ciesząc się sobą nawzajem. W końcu Jose oderwał się od niej i pogładził jej policzek wierzchem dłoni.
- Kiedy zdecydowałeś, że wyjeżdżasz wiedziałam co powinnam zrobić – wyznała patrząc mu w oczy – wiedziałam to już kiedy obudziłam się rano po wspólnie spędzonej nocy. Wiedziałam czego, a raczej kogo chce. Pozwoliłam ci wyjechać, bo wiedziałam że tak będzie lepiej a ja sama musze poukładać swoje życie. Zrobiłam to Jose i teraz jestem tu z Tobą – powiedziała i uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Nie sądziłem, że to się może udać – powiedział szczerze patrząc jej w oczy.
- Musimy spróbować, żeby się dowiedzieć – odparła Livia – wiem jedno. Chce być z tobą Jose. Kocham cię – wyszeptała a jej oczy zaszkliły się od łez.
- Ja ciebie też kocham – wyznał Jose i pochylił się by po raz kolejny ją pocałować. Tym razem delikatnie i czule. Powoli smakując jej usta, które teraz były słodsze niż je zapamiętał. Wplótł palce w jej włosy i pogłębił pocałunek.
- Nie chce byś myślała, że jestem z tobą z powodu pieniędzy – powiedział kiedy się od siebie oderwali. Livia spojrzała mu w oczy – nie czuję się z tym dobrze – dodał i spuścił głowę całkowicie zmieszany. Livia ujęła jego twarz w obje dłonie i uśmiechnęła się.
- Niepotrzebnie – wyznała – te pieniądze dostałam po sprzedaniu wspólnego mieszkania z Marcosem – wyjaśniła – oboje zdecydowaliśmy, że to najlepsze wyjście i podzieliliśmy się po połowie. Jeśli mogłam je przeznaczyć na szczytny cel to jestem jeszcze bardziej zadowolona ze sprzedaży tego mieszkania – dodała i uśmiechnęła się – teraz mogę zacząć nowe życie. Razem możemy zacząć nowe życie – powiedziała. Jose przygarnął ją delikatnie do siebie i objął swoimi silnymi ramionami.
- Dziękuję – wyszeptał. Livia przywarła do niego ściślej rozkoszując się bliskością Jose. Bardzo za nim tęskniła. Dopiero teraz kiedy trzymał ją w ramionach zrozumiała jak bardzo.
- A jeśli już się tak uparłeś, żeby zwrócić mi dług – powiedziała śmiejąc się z łobuzerskim błyskiem w oku – to oddasz mi w naturze – odparła. Jose zaśmiał się pod nosem i pokręcił rozbawiony głową – i najlepiej….. – rzuciła chwytając go za koszulę – jak zaczniesz w tej chwili – powiedziała i uniosła znacząco brew. Jose uśmiechnął się szeroko i nie zastanawiając się dłużej ujął jej twarz w dłonie i pocałował tak jak sobie tego życzyła…..

KONIEC
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:19:46 21-10-12    Temat postu:

No i wszystko definitywnie skończyło się dobrze. I może to i dobrze, chociaż jak wspomniałam już wcześniej, wcale nie zasmuciłby mnie fakt, gdyby jednak Livia i Jose się nie zeszli Dziewczyna na koniec zaplusowała u mnie tym, że spłaciła długi Jose i jego matki, ale i tak ciągle coś w niej mi się nie podoba i chyba do końca miałam nadzieję, że Jose jednak pośle ją gdzie pieprz rośnie ;P Przepraszam, ale tak czuję i nic na to nie poradzę ^^
W każdym razie jak zwykle czytało sie miło i przyjemnie, zwłaszcza te "obrazki" z Kuby, za które jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:31:22 21-10-12    Temat postu:

Dzięki Aga za szczery komentarz i nie przepraszaj, bo nie masz za co w pełni Cię rozumiem W sumie mnie też już zaczęła drażnić moja własna bohaterka dlatego nawet jeśli zapaliło mi się jakieś światełko, żeby coś namieszać, to szybko to od siebie odsunęłam, bo miałam sama dość W każdym razie nie każda bohaterka musi być nie skazitelna, nie? :p W życiu również ludzie są różni. Jedni tacy, którzy od razu znajdują sympatię u innych, a są tacy co muszą na to zapracować. Każdy ma swoje wady i okazało się, że moja Livia również
To tyle. Koniec. cieszę się z tego i dziękuję raz jeszcze, że mimo wszystko wpadałaś i czytałaś :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:39:25 21-10-12    Temat postu:

Sama przyjemność czytać Twoje historie, nawet jeśli główna bohaterka jest irytująca Najważniejsze jednak, że w ogóle jest JAKAŚ ^^
Tak sobie myślę, że chyba nie do końca wyczułam chemię między nią i Jose i może to jest przyczyna mojej niechęci do Liv? Nie wiem, w każdym razie masz rację - nie wszystkie bohaterki i bohaterowie muszą być idealni ;D Życie ^^


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 19:40:43 21-10-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:43:03 25-10-12    Temat postu:

Jestem i tutaj, by z opóźnieniem, bo z opóźnieniem, ale podziękować za te wszystkie wspólnie spędzone chwile Nie wiem, jak to robisz, ale jak już zapewne wspominałam, kreujesz mężczyzn na takich, jakich chciałaby mieć każda z nas. Jose i Diego oraz Ray i Sean z "Gry..." to po prostu chodzące ideały - cudowni przyjaciele, wybitni kochankowie. Osoby ciepłe, pełne pozytywnej energii, pozytywnego wydźwięku. Pełni pasji i namiętności. Uhh, prawdziwa rozkosz No, ale wracając do ostatnich odcinków i epilogu, to muszę przyznać, że do samego końca nie wiedziałam, co zgotujesz naszym głównym bohaterom. A wszystko za sprawą tego, że Liv do ostatnich scen wydawała się nie być 100%-owo pewna swoich uczuć do obu mężczyzn. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie zrezygnowała z męża i dała sobie szansę na wspólne życie z czarującym Jose. W tym miejscu i ja muszę podziękować za tą wspaniałą podróż po Kubie - pełną absolutnie fantastycznych historii, cudownego klimatu i genialnych ciekawostek. Sprawiłaś, że moja dusza znalazła się w tym miejscu, u boku naszego słodziaka Jose Co do uroczego trio Diany-Diega-Otiego, to cieszę się, że udało im się wspólnymi siłami pokonać brutalną przeszłość kobiety. Choć nie powiem, bo wątek jej eks męża wydawał się być naprawdę mocnym i godnym kontynuowania Tak, czy siak jeszcze raz dziękuję i obiecuję stawić się wkrótce w progach Twojego nowego tworu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:21:32 26-10-12    Temat postu:

Dziękuję :* za wszystkie miłe słowa i oczywiście zapraszam jak najbardziej do mojego nowego dzieła
A jeśli chodzi o to opowiadanie, to muszę się z ręką na sercu przyznać, że sama już traciłam siły do tego by to pisać. Może właśnie dlatego epizod Pedra nie doczekał się kontynuacji. W każdym razie cieszę się, że również Ci bohaterowie zyskali sympatię Was czytelników
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Strona 11 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin