Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jose Luis
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 12, 13, 14 ... 31, 32, 33  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Za głosem serca
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:38:31 20-09-15    Temat postu:

Dudziak napisał:
Stokrotka* napisał:
Dudziak napisał:
A ja to odbieram jako kolejne próby odzyskania Montserrat. Dowiedział się, że między nią i Alejandro jest źle, więc momentalnie zapomniał o Angelice i na nowo zamęcza Monse...


A czy cokolwiek jest w tym dziwnego? Nie oglądałam ostatnich 2 odcinków, ale on prawie umarł. Wydaję mi się logiczne, że ostatnie chwile swojego życia, chciał spędzić z kobietą którą kocha. To oczywiście z jego strony okropne i egoistyczne, ale on przecież umiera. Czy naprawdę nie zasługuję choćby na to, żeby spędzić z nią trochę czasu.
Jak dla mnie to on Monse nie zamęcza - w zasadzie po tym wszystkim to chyba ona jest mu coś winna. Nie mówię, że i on po swojej stronie winy nie ma (bo ma jej dużo), mówię jedynie tyle, że to "dzięki" jej kochanej rodzinie, stał się kryminalistą.

Rozumiem, że gdy był w ciężkim stanie to chciał ostatnie chwile spędzić z miłością swojego życia. Jednak gdy jego stan się stabilizował to nie zapytał o Angelicę, jak ona sie czuje czy jak bardzo cierpi. Ciągle miał w głowie Montserrat.
A z tym narzucaniem to miałam na myśli to, że ciągle się wtrąca do jej życia. Niby twierdzi, że broni jej honoru itd, ale, tak naprawdę, to nie jego interes co się dzieje między nią a Alejandro. A swoją walką o jej dobre imię, jedynie powodował, że Alejandro coraz bardziej tracił rozum przez zazdrość.
Patrzę na to z tej strony, że gdybym była Montserrat to nie chciałabym, żeby mój były pomagał mi bronić mojej godności, nawet gdybyśmy pozostali w dobrych stosunkach Chociaż słusznie zaznaczyłaś, że tutaj jest też sporo winy Montserrat, bo chyba nigdy stanowczo mu nie powiedziała, żeby przestał jej pomagać, bo to tylko pogarsza jej sytuację. Alejandro jest jeszcze bardziej winny, bo jego zazdrość była wręcz patologiczna


Dla mnie w tej całej sytuacji najbardziej winny jest Alejandro. Moim zdaniem JL nie szedł na ten pojedynek chcąc bronić honoru Monsterrat, bo można to było dowieść w inny sposób. Ja widziałam w tym chęć udowodnienia samemu Alexowi, że wcale nie jest taki jak on uważa. I że nie boi się go i nie zamierza chować przed "jego Boską ręką", tylko stanie z nim twarzą w twarz. Natomiast jeżeli chodzi o wtrącanie to dla mnie to jest naturalne. Facet nadal ją kocha - chce dla niej jak najlepiej, nie dziwne więc, że stara się dowiadywać jak sobie radzi, co u niej etc. to już Alejandro dopowiada sobie całą resztę historii, nie próbując nawet wysłuchać choćby jednego z nich. Przy czym to Monserrat powinna była jasno określić swoje stanowisko. Jeżeli nie chciała więcej problemów z Alejandrem i JL, to powinna mu była to powiedzieć. Z czymże okazało się, że nie miała kiedy, bo przecież zaraz potem był pojedynek, a JL trafił do szpitala. Tak naprawdę ja nie widzę tego jego mocnego wtrącania się do jej życia czy związku, bo na dobrą sprawę on dopiero niedawno dowiedział się, że ona go oszukała i że Alejandro ją wyrzucił.
I masz rację - postępuję względem Angelici trochę nie fair, ale i tak nie mogę przestać go lubić. Bo to jest facet, który o wszystko musi walczyć. Nie poddaję się i stara się brać to co życie niesie, choć nie jest ono dla niego zbyt łaskawe. Natomiast Alex dostał wszystko na srebrnej tacy, a wybrzydza ile wlezie. Zachowuję się jak troglodyta, otacza się ludźmi, którzy jedynie podsycają jego chęć zemsty. Jeszcze wcześniej obrażał Monse ile tylko fabryka dała, ubliżając jej raz za razem, teraz natomiast z jednej chwili w drugą sytuacja się odmieniła, a on jakby nie zdał sobie sprawy co takiego jej zrobił, a już pędzi po jej wybaczenie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:25:28 20-09-15    Temat postu:

Stokrotka* napisał:
Dudziak napisał:
Stokrotka* napisał:
Dudziak napisał:
A ja to odbieram jako kolejne próby odzyskania Montserrat. Dowiedział się, że między nią i Alejandro jest źle, więc momentalnie zapomniał o Angelice i na nowo zamęcza Monse...


A czy cokolwiek jest w tym dziwnego? Nie oglądałam ostatnich 2 odcinków, ale on prawie umarł. Wydaję mi się logiczne, że ostatnie chwile swojego życia, chciał spędzić z kobietą którą kocha. To oczywiście z jego strony okropne i egoistyczne, ale on przecież umiera. Czy naprawdę nie zasługuję choćby na to, żeby spędzić z nią trochę czasu.
Jak dla mnie to on Monse nie zamęcza - w zasadzie po tym wszystkim to chyba ona jest mu coś winna. Nie mówię, że i on po swojej stronie winy nie ma (bo ma jej dużo), mówię jedynie tyle, że to "dzięki" jej kochanej rodzinie, stał się kryminalistą.

Rozumiem, że gdy był w ciężkim stanie to chciał ostatnie chwile spędzić z miłością swojego życia. Jednak gdy jego stan się stabilizował to nie zapytał o Angelicę, jak ona sie czuje czy jak bardzo cierpi. Ciągle miał w głowie Montserrat.
A z tym narzucaniem to miałam na myśli to, że ciągle się wtrąca do jej życia. Niby twierdzi, że broni jej honoru itd, ale, tak naprawdę, to nie jego interes co się dzieje między nią a Alejandro. A swoją walką o jej dobre imię, jedynie powodował, że Alejandro coraz bardziej tracił rozum przez zazdrość.
Patrzę na to z tej strony, że gdybym była Montserrat to nie chciałabym, żeby mój były pomagał mi bronić mojej godności, nawet gdybyśmy pozostali w dobrych stosunkach Chociaż słusznie zaznaczyłaś, że tutaj jest też sporo winy Montserrat, bo chyba nigdy stanowczo mu nie powiedziała, żeby przestał jej pomagać, bo to tylko pogarsza jej sytuację. Alejandro jest jeszcze bardziej winny, bo jego zazdrość była wręcz patologiczna


Dla mnie w tej całej sytuacji najbardziej winny jest Alejandro. Moim zdaniem JL nie szedł na ten pojedynek chcąc bronić honoru Monsterrat, bo można to było dowieść w inny sposób. Ja widziałam w tym chęć udowodnienia samemu Alexowi, że wcale nie jest taki jak on uważa. I że nie boi się go i nie zamierza chować przed "jego Boską ręką", tylko stanie z nim twarzą w twarz. Natomiast jeżeli chodzi o wtrącanie to dla mnie to jest naturalne. Facet nadal ją kocha - chce dla niej jak najlepiej, nie dziwne więc, że stara się dowiadywać jak sobie radzi, co u niej etc. to już Alejandro dopowiada sobie całą resztę historii, nie próbując nawet wysłuchać choćby jednego z nich. Przy czym to Monserrat powinna była jasno określić swoje stanowisko. Jeżeli nie chciała więcej problemów z Alejandrem i JL, to powinna mu była to powiedzieć. Z czymże okazało się, że nie miała kiedy, bo przecież zaraz potem był pojedynek, a JL trafił do szpitala. Tak naprawdę ja nie widzę tego jego mocnego wtrącania się do jej życia czy związku, bo na dobrą sprawę on dopiero niedawno dowiedział się, że ona go oszukała i że Alejandro ją wyrzucił.
I masz rację - postępuję względem Angelici trochę nie fair, ale i tak nie mogę przestać go lubić. Bo to jest facet, który o wszystko musi walczyć. Nie poddaję się i stara się brać to co życie niesie, choć nie jest ono dla niego zbyt łaskawe. Natomiast Alex dostał wszystko na srebrnej tacy, a wybrzydza ile wlezie. Zachowuję się jak troglodyta, otacza się ludźmi, którzy jedynie podsycają jego chęć zemsty. Jeszcze wcześniej obrażał Monse ile tylko fabryka dała, ubliżając jej raz za razem, teraz natomiast z jednej chwili w drugą sytuacja się odmieniła, a on jakby nie zdał sobie sprawy co takiego jej zrobił, a już pędzi po jej wybaczenie

Właśnie w tym przypadku myślimy całkiem na odwrót JL miał swoje szanse, a nawet miał ich wiele zanim w ogóle Alex i Montse się poznali. Wystarczyło jedynie się odważyć i porozmawiać z ojcem ukochanej. Wtedy nie znalazł w sobie odwagi, a jedynym dobrym rozwiązaniem, w jego mniemaniu, była ucieczka. Z góry założył, że Lauro go nie zaakceptuje, a przecież dla niego status społeczny nie miał aż takiego wielkiego znaczenia. Nie wykorzystał swoich szans i wtedy los (przy ogromnym udziale Gracieli i Dimitria) dał mu porządnie w kość. Teraz nagle znalazł w sobie odwagę, żeby mierzyć się z całym światem. To jego tchórzostwo i chęć ucieczki w pierwszych odcinkach całkowicie mnie do niego zniechęciło. Później zaczął zyskiwać moją sympatię, głównie ze względu na Angelicę, bo naprawdę fajnie ją traktował i stanowią jeden z piękniejszych związków (chociaż w tej telenoweli praktycznie każda para ma to 'coś' ). Jednak przez cały pobyt na hacjendzie narażał Montse na nieprzyjemności ze strony męża. Powiedzmy, że jestem w stanie zrozumieć, że ten strach, który widział na twarzy Montse interpretował jako brutalne zachowanie Alejandro, ale z drugiej strony- chyba zauważył, że Alex jednak dobrze traktuje żonę, a te jego wybuchy złości zawsze były spowodowane 'obecnością' JL w ich życiu. Tutaj ma ode mnie kolejnego minusa za wpędzanie Montserrat w poczucie strachu i braku bezpieczeństwa. No i teraz w szpitalu...
Jeśli chodzi o Alejandro to nie zgodzę się z tym, że miał wszystko podane na srebrnej tacy Przypomnijmy sobie sam początek ich znajomości- on się zauroczył, a ona trzymała go na spory dystans, bo miała JL. Kiedy jej matka i Dimitrio zaczęli swoje intrygi to Montse zmieniła swoje zachowanie względem niego- zaczęła go kokietować, więc wyszedł on z założenia, że ona szczerze się nim zainteresowała. Graciela również wmówiła mu, że Montse nie jest w nikim zakochana, że zależy jej tylko na nim. Później ślub i próba ucieczki Montserrat z JL- czy to nie jest potężny cios dla mężczyzny? W dniu swojego ślubu dowiaduje się, że jego żona jest zakochana w innym, jego samego nienawidzi i chce uciec z JL. Nie wyobrażam sobie innego zachowania Alejandro, przecież ona nie tylko złamała mu serce, ale dodatkowo ośmieszyła go w oczach wszystkich! Na hacjendzie Montserrat też ciągle mówiła mu, że myśli wyłącznie o JL i, że Alejandro ją kupił- a czy przypadkiem ona sama go nie kokietowała? Uważam, że to Alex jest największą ofiarą intryg Gracieli, bo to on był nazywany potworem i egoistą, to on został ośmieszony, to on miał złamane serce. Nie dziwię się jego agresji, bo tyle negatywnych uczuć może wytrącić z równowagi nawet najspokojniejszych ludzi (a Alex nigdy do takich nie należał ). JL też był przekonany, że Alejandro to istny potwór, który zmusił Montserrat do ślubu i był głównym powodem jego problemów. Dopiero po jakimś czasie przekonał się, że jest on dobrym człowiekiem- impulsywnym, ale dobrym. No i kulminacyjny moment- Alejandro dowiaduje się, że mężczyzna, z którym Montse chciała uciec w dniu ślubu, mieszka na jego hacjendzie- ba! jest jego przyjacielem! Z racji, że jest impulsywny i najpierw robi, potem myśli to poskładał sobie wszystko w całość i nie dopuścił tłumaczeń, że mogłoby być inaczej niż on to sobie wyobraża.

Oczywiście nie pochwalam zachowania Alejandra, bo zdaję sobie sprawę, że zachował się okropnie i powinien za to porządnie zapłacić, ale też nie mogę się zgodzić, że wszystko miał super-ekstra tylko sam to zepsuł
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lineczka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2015
Posty: 22165
Przeczytał: 107 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:30:05 20-09-15    Temat postu:

Zgadzam się z Dudziak, poza jednym wyjątkiem - moim zdaniem największą ofiarą intryg Gracieli był Jose Luis. To co ta kobieta mu zrobiła to czyste surwy**ństwo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:59:00 20-09-15    Temat postu:

Owszem - JL zwalił na całej linii, gdy nie chciał rozmawiać z Laurem i wymigiwał się od tego. Jednak sama go rozumiem - nie chciał stracić kobiety, którą kocha, a doskonale zdawał sobie sprawę, że ojciec jest dla Monse bardzo ważny. W dodatku nie mógł być pewny, że Lauro naprawdę go zaakceptuję, to że nie jest taki jak matka (a przynajmniej tak to próbowała przedstawić Monse, a wiadomo że mogła nie być obiektywna), nie znaczy, że poparłby ich związek. Mówię z perspektywy JL, który całego związku był niepewny, to i tak w jego głowie siedziały te myśli, że pewnie wolałby dla córki kogoś lepszego. W końcu człowiek inaczej się zachowuję jeżeli chodzi o obcych, a inaczej gdy Ci "obcy" zaczynają mieć coś wspólnego z jego rodziną. Szczególnie z dziećmi. Nie pochwalam tego, że JL najzwyczajniej w świecie stchórzył, samemu sobie poniekąd gotując późniejszy los, jednak jeżeli przychodzi do oceniania tej postaci, to dla mnie jest to jego raczej mały błąd, który mocno zaważył na jego przyszłości. Ale zdecydowanie "malutki" jeżeli mam w porównaniu poczynania Alexa.
Problem w tym, że JL naprawdę Montse kocha i nie potrafił tak łatwo z niej zrezygnować. Zwłaszcza jeżeli docierały do niego sprzeczne sygnały - czy to od niej samej czy gdy sam raz zobaczył to, a drugiego usłyszał co innego. Wcale nie mógł być pewien czy Alex naprawdę dobrze traktuję żone. Nawet mógł być przekonany, że Monse go oszukuję, bo chce mu zapewnić bezpieczeństwo. Dla niego fakt, że Monse chciała z nim uciec było poświadczeniem, że nadal go kocha i chce z nim być. Czemu miał się poddawać skoro pokazywała mu, że Alexa nie kocha. On raczej świadomie nie wpędzał ją w poczucie strachu, to był raczej wynik tej sytuacji, której nie tylko on już później nie potrafił opanować. Nie przeczę, że nie zachował się dobrze, jednak nie będę winiła go za chęć odzyskania ukochanej kobiety.
Dla mnie Alejandro jest skreślony już dawno. Napisałam, że zostało mu podane wszystko na srebrnej tacy przez to, że od tak zyskał pieniądze, które go chyba bardzo zmieniły. Niestety na gorsze. Zapewne masz rację co do jego stosunków z Montse na samym początku telki, jednak całokształt jego zachowania jest dla mnie wystarczająco odpychający. Zresztą i w przypadku "zdobycia" Montserrat specjalnie się nie wysilił. Nie mówię, że to jego wina, ale to jakby samo do niego przyszło. A on chyba uznał, że byłby głupi, gdyby nie skorzystał z okazji. Dla mnie Alex nie jest największą ofiarą poczynań Gracieli. Jest największą ofiarą swoich własnych poczynań i charakteru, którego szczerze nie cierpię. Rozumiem jego ból i wściekłość, bo facet został perfidnie oszukany, do tego sama Montse dolewała oliwy do ognia. Nic jednak nie usprawiedliwia tego jak się z nią obchodził. Uważam, że ona sama go prowokowała i przesadzała ze swoim zachowaniem, nic jednak nie daję mu prawa - a tym bardziej kawałek papierka, który obydwoje podpisali. To, że Monse została jego "żoną" jak to bardzo często podkreśla, nie daję mu prawa traktować ją jak rzecz, którą należy wykorzystać, którą należy się zabawić. Już pominę ten gwałt na niej - bo z tego co się zorientowałam dla niektórych to nawet gwałt nie był - ale to jej szarpanie, obnoszenie się z Marią. Ok - Monse święta nie była i sama zachowywała się względem niego okropnie, ale to chyba nie znaczy, że skoro zraniła jego dumę, ma się pokazywać ze swoją "przyjaciółeczką". Do tego miał już wystarczająco dużo czasu, żeby się opamiętać. Ale on tego najzwyczajniej w świecie nie chce. Nie obchodzi go nawet, że to dziecko mogłoby być jego - bo nawet jeżeli Monse sypiałaby z JL, to i z nim też spała. To nie ma dla niego jednak najmniejszego znaczenia, bo on jest święcie przekonany o swojej racji. I otacza się ludźmi, którzy ten ból w nim jedynie podsycają, którzy nie pozwalają zabliźnić się jego ranom, którzy rozdrapują je na nowo. Rozmawiał do tej pory z wieloma osobami, a komu wierzy - właśnie tym, którzy JL i Montserrat oczerniają. Nie mają znaczenia słowa Victoria, Dimitria czy kogokolwiek innego. On i tak wierzy temu kto Monserrat obwinia. Bo tego najzwyczajniej w świecie chce. Mi prezentuję się na faceta, który po prostu chce robić z siebie ofiarę, który nie chce nawet pomyśleć o tym, że mógłby się mylić. Tak naprawdę nie mogę uwierzyć, że Monse mu wybaczy (bo tak się oczywiście stanie). Oglądam to z mamą i siostrami i każda z nas - dosłownie każda - ma taką samą opinię o nim, a muszę naprawdę przyznać, że wszystkie jesteśmy skrajnie różne. Alejandro jest zapalczywy i agresywny, moja mama nie może ogarnąć jak Monste może z nim być. Tak samo ja i moje siostry. Nie jest to temat Alexa, więc nie będę się dłużej nad tym rozwodzić, bo dla mnie wątek protów - w szczególności postać protagonisty - jest po prostu koszmarny. I naprawdę wolę w tej telenoweli wszystkie inne pary ponad tą.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lineczka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2015
Posty: 22165
Przeczytał: 107 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:34:34 21-09-15    Temat postu:

Montse wybaczy Alejandrowi, bo dobrze wie, że oboje są winni zaistniałej sytuacji, że oboje siebie ranili i swoje mają na sumieniu. Poza tym kocha go. Serce nie sługa, może rozum podpowiadałby, że powinna kochać JL, który jest lepszym/szlachetniejszym facetem niż Alex, ale nie róbmy z tego drugiego potwora, bo nie jest złym człowiekiem. Zagubił się i gdy jego świat rozpadł się na kawałki to popełnił wiele błędów, nie zmienia to jednak tego, że kocha Montserrat całym sercem. To taki typ faceta, który jak kocha to nieba by przychylił ukochanej, a jak zostaje zraniony to wtedy zbliża się na granicę nienawiści. Nie rozumiem dlaczego Montse wszystko się wybacza, dlaczego JL się wybiela a z Alejandra robi potwora. Po tym wszystkim co przeszedł? Sporo osób jest wyrozumiałych dla JL i Montse, a już dla Alexa nie. Dla mnie to nielogiczne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jusia
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 05 Wrz 2013
Posty: 143
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:30:16 21-09-15    Temat postu:

Dla mnie też JL był największą ofiarą tego całego okrucieństwa jaki zgotowała Graciela z Dimitriem, bo nie tylko stracił swoją ukochaną, ale był oskarżony o zabójstwo, którego nie popełnił. Ale los zesłał mu Angelice, dzięki której odzyskał dobre imię i został jej mężem. I to jej powinien się trzymać, ale jednak rozmyśla o Monse i gdyby tylko kiwnęła palcem zostawiłby angelice i pobiegł do niej. Ja rozumiem, że nie prędko można się odkochać, ale on został już mężem i to o żonę ( która jednak na swój sposób kocha) powinien dbać i troszczyć, tym bardziej, że nie zostało jej dużo czasu. Ogólnie całej trójki mi szkoda, i nie uważam, ze Alejandro jest potworem. Bo on też naprawdę dużo przeszedł, w dniu ślubu dowiaduje się,że jego żona go nienawidzi i próbuje uciec z facetem, a potem gdy wszystko idzie w dobrym kierunku dowiaduje się, że ten facet mieszka na jego hacjendzie, podaje się za jego przyjaciela...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:20:34 21-09-15    Temat postu:

Lineczka napisał:
Montse wybaczy Alejandrowi, bo dobrze wie, że oboje są winni zaistniałej sytuacji, że oboje siebie ranili i swoje mają na sumieniu. Poza tym kocha go. Serce nie sługa, może rozum podpowiadałby, że powinna kochać JL, który jest lepszym/szlachetniejszym facetem niż Alex, ale nie róbmy z tego drugiego potwora, bo nie jest złym człowiekiem. Zagubił się i gdy jego świat rozpadł się na kawałki to popełnił wiele błędów, nie zmienia to jednak tego, że kocha Montserrat całym sercem. To taki typ faceta, który jak kocha to nieba by przychylił ukochanej, a jak zostaje zraniony to wtedy zbliża się na granicę nienawiści. Nie rozumiem dlaczego Montse wszystko się wybacza, dlaczego JL się wybiela a z Alejandra robi potwora. Po tym wszystkim co przeszedł? Sporo osób jest wyrozumiałych dla JL i Montse, a już dla Alexa nie. Dla mnie to nielogiczne.


Nie wybielam JL, ani tym bardziej nie wybaczam wszystkiego Monse. Każde z nich czasami zachowuję się egoistycznie i lekkomyślnie, tylko że ta dwójka przynajmniej zdaję sobie sprawę ze swoich błędów. Natomiast Alex?! Nie zamierzam go usprawiedliwiać, bo nie widzę w tym sensu. Bardziej na swoje życzenie odsunął się od żony, do tego mocno jej ubliżając - nie tylko słowami, bardziej swoimi czynami. Jego reakcja - biorąc pod uwagę jego temperament - jest może nawet zrozumiała, został oszukany, utrzymywał pod swoim dachem "kochanka" swojej żony, ale przecież cała prawda doszła do niego dopiero teraz. A ile czasu minęło?! Bo o ile się nie mylę to Monse urodziła dziecko, więc można założyć, że 8 miesięcy ta cała sytuacja trwała. Może jego ból nie zmienił się, jednak emocje i wściekłość powinny opaść, cały ten czas powinien sprawić, żeby mógł zastanowić się nad tym wszystkim na spokojnie. On jednak jasno preferował chowanie urazy, podsycanie żądzy zemsty - czy naprawdę wielka krzywda by mu się stała, gdyby dał im wszystkim spokój?! Bo wydaję mi się, że nie. Tak naprawdę to on się w tym lubował. Ja tam nie widzę, żeby Alex przychylał nieba Monse - ale każdy widzi to co chce.
I naprawdę nie zrozumiem czemu Monse mogłaby mu wybaczyć - bo to już nie chodzi o to co jej mówił, jak się względem niej zachował - ale że nawet swojego dziecka się wyparł, choć pewności nie miał. A teraz przychodzi skruszony i prosi o wybaczenie, a ja się zastanawiam czy on naprawdę sądzi, że to będzie tak łatwo?! Bo w jego mniemaniu chyba właśnie tak, że przyjdzie, powie przepraszam i żyją długo i szczęśliwie


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 16:21:51 21-09-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lineczka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2015
Posty: 22165
Przeczytał: 107 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:17:49 21-09-15    Temat postu:

Owszem sporo czasu minęło, ale przecież przed wyjazdem z Marychą był gotów z Montse porozmawiać, czekał na nią i nawet liczył, że się pogodzą. W wyniku intryg tej wywłoki wszystko potoczyło się inaczej, a później jeszcze Joaquin zrobił Alexowi pranie mózgu. Nie wybielam Alejandra, bo popełnił wiele błędów, ale podoba mi się ta postać, nie jest idealnym protem, to coś nowego i innego. Poza tym po tym co przeszedł Alex jestem w stanie po części zrozumieć jego zachowanie, gniew.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:29 21-09-15    Temat postu:

Ale Alex chyba ma swój własny mózg prawda? Rozumiem intrygi innych ludzi i pranie jego mózgu. Jednak dla mnie jest to postać, która należy do protagonistów, którzy nie myślą. Owszem kieruję się emocjami, jednak pozwala sobą łatwo manipulować. Chyba nie byłoby to takie trudne choć trochę pomyśleć, zastanowić się. Przecież dziecko było w drodze, mógł choć postarać się odsunąć na bok swój ból i pomyśleć o tym właśnie dziecku. Ale on wolał chować w sobie żądze zemsty, pielęgnować ją i dać jej rosnąć. Także nie lubię postaci idealnych, bo są nudne, jednak Alex jest dla mnie po prostu słabą postacią, kierującą się jedynie swoim bólem, nie potrafiący myśleć o innych, bo on jest najważniejszy.
Proponuję zostawić tu tą dyskusję, bo każda z nas ma swoje zdanie i raczej go nie zmieni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Julita
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 11 Kwi 2013
Posty: 14107
Przeczytał: 30 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:14:44 21-09-15    Temat postu:

Ja bym nie nazwała Alexa słabą postacią, ale raczej niebudzącą sympatii, czy nawet empatii Jego charakter jest paskudny, odpychający ale na pewno z psychologicznego punktu widzenia ciekawy Jedyne co nie lubię, a w telach Nesme to zawsze tak jest, że narzuca się nam punkt widzenia protów- to oni są poszkodowani przez antagonistów, a ich chamskie zagrywki są wybielane, bo to ich uczucia są najważniejsze. Tego u niej nie lubię, bo i u Monse i Alexa i u Elisy i Damiana było tak samo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dulce98
Motywator
Motywator


Dołączył: 01 Sie 2015
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:55:23 26-09-15    Temat postu:

Nie wiem co tu napisane w komentarzach u góry, więc może się powtórzę cóż
Już dawno wątek JL i Angelici jest mi obojętny, mam gdzieś jak go poprowadzą i coś z Nimi jaką parą stanie. Nie wiem jakim cudem scenarzyści chcą nam potem udowodnić, że JL kocha Angelicę, kiedy on jest z Nią tylko z litości. Ona na to nie zasługuję, i strasznie razi mnie w oczy to jak ją traktuję. To widac, że na jedno skinienie Monse pobiegł by do Niej rzucając wszystko. I jeszcze jego gadanie o tym, że Alex jej nie kocha, że tylko on ją tak naprawdę kocha niesamowicie mnie denerwuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Julita
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 11 Kwi 2013
Posty: 14107
Przeczytał: 30 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:06:20 26-09-15    Temat postu:

W sumie każdy ma swoje zdanie i akurat miedzy JL a Angelicą uczucie jest, tylko że jego ciągłe wracanie do Monse jest efektem nie zakończenia tego etapu z Monse. Ona poszła dalej a on nie. Jakoś nie wierzę, że w prywatnym życiu nigdy nie spotkałyście się z chociaż trochę podobną sytuacją. Znam wiele osób, które wciąż ciągnie do swoich byłych, bo nie potrafią zakończyć tego w swoich głowach. No nie można od tak wyłączyć uczucia do kogoś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:10:18 26-09-15    Temat postu:

Julita napisał:
W sumie każdy ma swoje zdanie i akurat miedzy JL a Angelicą uczucie jest, tylko że jego ciągłe wracanie do Monse jest efektem nie zakończenia tego etapu z Monse. Ona poszła dalej a on nie. Jakoś nie wierzę, że w prywatnym życiu nigdy nie spotkałyście się z chociaż trochę podobną sytuacją. Znam wiele osób, które wciąż ciągnie do swoich byłych, bo nie potrafią zakończyć tego w swoich głowach. No nie można od tak wyłączyć uczucia do kogoś.



Także uważam, że między JL a Angelicą owe uczucie jest, bardziej dziwi mnie upór oglądających w doszukiwaniu się w tym związku wielkiego, głębokiego uczucia na miarę Monse i Alexa. JL kochał, kocha i zawsze kochać będzie Monse, ta miłość może nigdzie go nie doprowadzi, ale nie wymaże jej z jednej chwili w drugą, ona nie zniknie tylko dlatego, że on tak chce. Może ją stłamsić, zdusić, zaciągnąć na sam dół świadomości, prawie tak jakby nie istniała. Ale zawsze będzie. I tego nie zmieni fakt, że Monse zakochała się w innym czy próbuję sobie ułożyć z nim życie. Nic tego nie zmieni, bo jak dla niej tą jedyną miłością jest Alex, tak dla niego była nią ona.
Nie rozumiem także czemu scenarzyści mieliby chcieć pokazać, że JL nie jest z Angelicą z litości. Skoro widać, że nie jest. Fakt, że nie kocha jej tak jak Monse, nie odbiera tej relacji ani grama uczucia, która między nimi jest. To ona go kocha tą wielką miłością, on jest dla niej facetem, z którym chciała spędzić resztę życia, doczekać się dzieci. Natomiast dla niego Angelica to nie jest ta epicka, telenowelowa miłość, zdolna góry przenosić - tylko, że to nie znaczy, że on jej nie kocha. Bo można kochać po rodzicielsku, przyjacielsku i na wiele innych sposobów. Poza tym Angelica zdaję sobie sprawę z jego uczuć, to nie jest tak, że weszła z nim w związek oszukiwana, nie mając pojęcia o Monse. Doskonale zdawała sobie ze wszystkiego sprawę i to właśnie ona - jako dojrzała, świadoma swojego życia i uczuć dziewczyna - podjęła decyzję, że chce z nim być i że chce zostać jego żoną. Moim zdaniem oni na siebie zasługują. Dla JL Angelica to wreszcie osiągnięcie spokoju, którego w jego życiu od dawna nie było oraz stateczności, choć na chwilę z nią wszystko wydaję się prostsze, choć na chwilę życie staję się odrobinę jaśniejsze. Natomiast dla niej to mężczyzna, którego pragnęła i którego przyjęła ze wszystkimi wadami i zaletami, naprawdę ich świadoma. Dla mnie to właśnie ta dojrzałość i wiedza Angelici powodują, że jest dla niego ciepła i wyrozumiała, że sama nie żąda i nie oczekuję, że stara się z nim porozmawiać, zrozumieć - bo sama wie jak to jest gdy ktoś nie odpowiada na Twoje uczucia.
Fakt, że JL w jednej chwili byłby wstanie rzucić wszystko, by lecieć do Monse, pokazuję jedynie jak bardzo on ją kocha i jak bardzo jest przez to nieszczęśliwy. Naprawdę nie wierzę, że nie wolałby zakochać się z miejsca w Angelice, być z nią szczęśliwy, brać z życia garściami. Ale nie mógł wybrać tego w kim się zakochał, to się po prostu stało. Monse znalazła kogoś innego, ruszyła dalej, a on nie może - bo najzwyczajniej w świecie ją kocha. Także wielokrotnie spotkałam się w życiu z takimi właśnie przypadkami, gdzie ludzie wracali do siebie nawet po latach.
A jeżeli chodzi o Alexa - to moim zdaniem to prawda, że Alex nie kocha Monse tak jak on. Ale na jego usprawiedliwienie warto zauważyć, że jedyne co on widzi to to jak on źle ją traktował przez cały okres ciąży, wiedza o tym jak ją wyrzucił, nie chciał wybaczyć, nie chciał rozmawiać. To nie trwało 2 tygodni, to trwało kilka miesięcy - a tak chyba nie postępuję kochający facet. Wiadomo jaki jest Alex i nie zamierzam się tu nad tym rozwodzić, sęk w tym, że JL kocha Monse, a więc tego co się dzieje w ich małżeństwie nie ocenia obiektywnie, bo uczuciowo jest związany z Monse. I szczerze wydaję mi się to najnormalniejszą rzeczą pod słońcem.
A moje ostatnie słowa na koniec długiego poematu to dla mnie obojętnym wątkiem stał się wątek protów - tak naprawdę Monse dość szybko wybaczyła mężowi, więc teraz tym bardziej unikam scen z nimi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Julita
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 11 Kwi 2013
Posty: 14107
Przeczytał: 30 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:35:49 27-09-15    Temat postu:

I podpisuję się obiema rękami i nogami (jeśli można ) pod słowami Stokrotki

Dlatego ten watek z JL mnie tak bardzo przyciąga, bo jest taki życiowy. Tutaj sobie możemy pisać o miłości jako takim telenowelowym przykładzie: jest zakochana para, która zmaga się z przeciwnościami losu, ale jednak ich uczucie zwycięża, a inni naokoło patrzę jak triumfuje miłośc, bo dwie połówki sobie przeznaczone w końcu sa razem i mają szczęśliwy finał. Tylko że życie tak nie wygląda, nie ma na ślubie napisu FIN i każdy już oddycha z ulgą, że go żadne krzywdy nie spotkają.

Tu mamy JL zakochanego w dziewczynie, która go sobie odpuściła. Niby wciąż kocha JL, ale nie na tyle aby zostawić dla niego Alexa. Poznała mężczyznę, którego pokochała bardziej. To że JL nie może się z tym pogodzić jest absolutnie normalne, tylko ze ja rozumiem że wiele osób traktuje go jako "przeszkodę" na drodze szczęścia protów, bo tak są konstruowane telenowele, ale mnie cieszy że w tej teli scenarzyści nie postawili na utarty schemat. Nie mamy jęczącego kolesia, który żebrze o miłość protki, która spojrzy na niego tylko jak prot ją zdradzi, zgodzi się na ślub ale z ustalonym wcześniej, że ma jej nawet nie dotknąć. Tu mamy JL ze swoją historią i wybaczcie, ale dla mnie jego historia jest milion razy ciekawsza od historii i Alexa i Monse
Powrót do góry
Zobacz profil autora
natalia**
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 70382
Przeczytał: 519 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:42:38 03-10-15    Temat postu:

Dawno tutaj nie zaglądałam a tutaj tak dyskusja
sie rozwinęła hehe

I powiem tak co by nie zrobił Jl i tak jestem za Nim
bo za Alejandrem nie przepadam od samego początku !
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Za głosem serca Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 12, 13, 14 ... 31, 32, 33  Następny
Strona 13 z 33

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin