Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Przekleństwo czy błogosławieństwo? Rozdział 10
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
CzarnaLilia
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 122
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z chmurki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:48:08 26-02-12    Temat postu:

Mam mały problem z weną więc rozdział być może w przyszłym tygodniu. Bardzo przepraszam za rozciąganie tego w czasie ale to na prawdę nie zależy teraz ode nie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shelly
King kong
King kong


Dołączył: 20 Gru 2011
Posty: 1681
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:11:35 26-02-12    Temat postu:

Oić, szkoda :c Ale z niecierpliwością będę czekała na pojawienie się tego 5 rozdziału < 3
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CzarnaLilia
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 122
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z chmurki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:00:33 12-05-12    Temat postu:



Droga na plaże minęła nam zadziwiająco spokojnie. Simon nie odzywał się do mnie przez całą drogę. Bezczelny, głupi, nie wychowany kretyn… po mojej głowie chodziło jeszcze więcej nie przyjemnych epitetów.
- Beth? – usłyszałam, przytomniejąc
- Przepraszam, zamyśliłam się – powiedziałam patrząc w szybę
- Pytałam jaki jest Nowy York – powiedziała Sophie. Jaki jest? Hmm… szary i deszczowy…
- Miasto jak miasto. Często pada i trzeba się bardziej pilnować na ulicach niż tu. Tam potrafią cie zabić bez mrugnięcia okiem byleby tylko dobrać się do twojego portfela – powiedziałam spokojnie.
- Wow, musiało ci być ciężko kiedy tam mieszkałaś – wtrącił się Jacob
- W wielkich miastach obowiązują trzy podstawowe zasady, które musisz znać . Po pierwsze, kiedy widzisz że ktoś chce zrobić ci krzywdę… nie zastanawiaj się tylko uciekaj. To najlepszy sposób żeby ocalić skórę. Zasada numer dwa… kiedy nie możesz uciec, w żadnym wypadku nie pokazuj że się boisz. Jeśli twój przeciwnik zauważy twój strach to poczuje się pewniej i potraktuje cię jeszcze brutalniej. Ostatnia zasada jest chyba najważniejsza… kiedy ktoś cię atakuje, odpowiedz tym samym. Walcz z nim i nie daj się za bardzo poturbować. Jeśli twój przeciwnik się zmęczy, będziesz miał większe szanse na ucieczkę. W ostateczności możesz zacząć krzyczeć – odpowiedziałam na zaczepkę Jacoba.
- Phi, ciekawe jak radziłaś sobie z takimi jak ja, pani wszystko-wiedząca – prychnął Simon
- Bardzo łatwo – odpowiedziałam ledwo dosłyszalnie.
- Tobie było pewnie trudno walczyć z takimi napastnikami – powiedział Jake współczująco. No on sobie chyba kpi.
- Trudno? Człowieku ty nawet nie wiesz o czym ty gadasz. Trenuję boks od 7 roku życia – zaśmiałam się, widząc jego minę.
***
Kiedy Sophie zaparkowała samochód, udałam, że szukam czegoś w torbie. A prawda była taka, że dorwałam Simona i próbowałam zmusić go do zniknięcia. Posłuchał mnie. Wyszłam z samochodu i razem z resztą, poszłam znaleźć jakieś dobre miejsce do opalania. Rozłożyłyśmy się z Sophie tuż przy wierzy ratownika, natomiast Jacob wziął deskę i pobiegł do wody by znaleźć jakieś dobre fale. Zdjęłam sukienkę i położyłam się na ręczniku. Posmarowałam się olejkiem do opalania i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Poczułam jak Sophie zaczyna mnie szturchać.
- Co jest? – zapytałam podnosząc się
- Czy tamci faceci w wodzie to czasem nie twoi bracia? – zapytałam wskazując na dwóch chłopaków, którzy właśnie łapali następną falę. O cholera, faktycznie to Nate i … Daniel? Kurcze, to on. „ Mojego” starszego brata nie widziałam praktycznie od wczoraj, kiedy przyniósł resztę moich walizek do pokoju… Ale wracając do chłopaków, to muszę przyznać, że szło im całkiem nieźle. Uśmiechnęłam się i wróciłam do opalania.
- Mój Boże… - wyrwało się mojej towarzyszce.
- Co znowu Soph? – zapytałam patrząc na przyjaciółkę. Dziewczyna bez słowa wskazała na jakąś blondynkę która właśnie poszła popływać. Nagle zaczęła się topić, a tylko ja widziałam przeźroczyste, widmowe dłonie, które wciągały ją pod wodę. Sophie nie musiała już nic więcej mówić, bo wiedziałam już kim jest owa dziewczyna… Carolina, była dziewczyna Simona. Zerwałam się z mojego ręcznika i pobiegłam do wody. Widziałam, że reszta surferów próbuje wyciągnąć dziewczynę z wody, ale tylko ja mogłam jej tak naprawdę pomóc. Rzuciłam się w wodę, zaczerpnęłam powietrza i zanurkowałam. Morska woda, strasznie szczypała mnie w oczy, ale zmusiłam się żeby ich nie zamknąć. Zaczęłam wypatrywać Caroliny. Zobaczyłam ją niecałe półtora metra przede mną. Wierzgała rozpaczliwie nogami, próbując się uwolnić z uścisku niewidzialnego dla niej Simona. Podpłynęłam do nich szybko i przywaliłam chłopakowi pięścią w brzuch. Poskutkowało, zwinął się z bólu ale nie puścił dziewczyny. Wymierzyłam więc jeszcze jeden cios, tym razem w żebra. Tym razem podziałało. Złapałam Carolinę i wypłynęłam z nią na powierzchnię.
- Zabierzcie ją na brzeg – powiedziałam do płynącego już do nas Daniela. Objął Carolinę i zaczął holować ją na brzeg. Właśnie miałam iść w jego ślady, gdy nagle poczułam jak czyjaś ręka zaciska się na mojej kostce i zaczyna wciągać mnie pod wodę. Złapałam ostatni łyk powietrza i znalazłam się pod wodą. Zobaczyłam nad sobą wściekłą twarz Simona, który zwinął rękę w pięść i uderzył mnie nią z całej siły w żebra. O mało co nie wyplułam płuc. Zdobyłam się na mocny cios w twarz po czym wierzgnęłam z całej siły i wypłynęłam bliżej brzegu. Jakoś doczołgałam się na plażę. Żebra i płuca, bolały mnie jak cholera. Niech no ja tylko dorwę tego kretyna w swoje ręce. Na lądzie to ja jestem górą. Urządzę go tak, że będzie błagał o odesłanie do piekła. Poczułam jak upadam na piasek a potem była już tylko ciemność.
***
Obudziłam się w swoim łóżku. Podniosłam się do pozycji siedzącej i jęknęłam z bólu. Moje żebra…
- Nie ruszaj się. Jesteś w bardzo złym stanie, mariposa – usłyszałam głos Rafaela, w następnej sekundzie jego silne ręce układały mnie delikatnie na poduszce.
- Mam nadzieję ze Simon ma się o wiele gorzej ode mnie – zaczęłam psioczyć.
- A więc to on ci to zrobił? Już ja mu pokażę! Jak można traktować w ten sposób kobietę… - warknął ze złością Rafe obdarowując Simona paroma bardzo paskudnymi epitetami.
- Daj spokój Rafe, on wie, że go stąd odeśle – powiedziałam cicho.
- A tak w ogóle, to coś ty robiła z nim w wodzie Elizabeth? – zapytał blondas, siadając na brzegu łóżka.
- Grałam w karty – odpowiedziałam sarkastycznie. Głupie pytanie. Co mogłam robić w wodzie?
- Martwię się o ciebie, mariposa – szepnął, z czułością ogarniając mi włosy za ucho
- Więc przestań. Zanim się tu znalazłam, doskonale rodziłam sobie z duchami – warknęłam zirytowana. Wbiłam wzrok w ścianę, pokazując w ten sposób, że zakończyliśmy tą rozmowę. Rafael ujął mój podbródek i skierował twarz w swoją stronę. Uparcie patrzyłam na wszystko poza jego twarzą.
- Spójrz na mnie Elizabeth – powiedział tym swoim seksownym, męskim głosem. Mimowolnie spojrzałam mu w oczy. Zobaczyłam w nich tak wiele uczuć, których się bałam. Chłopak nachylił się nade mną i musnął swoimi ustami moje. Zrobił to tak delikatnie, jak motyl dotyka kwiatu. To mi wystarczyło. Objęłam go za szyję i pocałowałam. Rafael objął mnie delikatnie, oddając pocałunek. Trzeba było mu przyznać, że jeśli chodzi o całowanie to on miał tytuł mistrza. Kiedy odsunęłam się od niego, z jego ust dało słyszeć się ciche westchnienie. Uśmiechnęłam się lekko ale zaraz jęknęłam z bólu. Moje żebra dawały o sobie znać.
- Mówiłem ci żebyś się nie ruszała – powiedział łagodnie chłopak.
- Od kiedy to się znasz na ludzkim zdrowiu? – zapytałam kładąc głowę na poduszkę. Rafael nie odezwał się tylko patrzył w okno. Wywróciłam oczami i przymknęłam oczy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam…

***

Znowu byłam ubrana w długą suknię a w ręku dzierżyłam parasol. Obok mnie szły dwie dziewczyny młodsze ode mnie o parę lat. Szłyśmy chyba do kościoła bo wszyscy który nam się kłaniali byli bardzo odświętnie ubrani. Przed małym drewnianym kościołem czekał na mnie Rafael. Uśmiechał się promiennie. Ukłonił się i ucałował moją rękę w geście powitania.
- Pięknie wyglądasz Lilianne – szepnął mi do ucha.
- Cieszę się że mój strój cię zadowala Rafaelu – odpowiedziałam uśmiechając się uprzejmie. Chłopak zaoferował mi swoje ramię, które ujęłam bez wahania. Weszliśmy do kościoła i usiedliśmy w ławce. Pastor zaczął odprawiać mszę a ja przez cały czas miałam wrażenie , że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałam na ławkę za nami i krzyknęłam.
- Nie! – wrzasnęłam otwierając oczy. Nade mną pochylał się Ian z pożądliwą miną.
- I czego się drzesz mała, nic ci nie zrobię, na razie – uśmiechnął się lekko
- To groźba czy obietnica? – zapytałam zwijając dłonie w pięści, gotowa do obrony.
- Traktuj to jak chcesz, ale wracając do tematu. Przyszedłem zobaczyć jak się masz. Tak właściwie to jakim cudem masz poharatane żebra? Daniel mówił że wskoczyłaś do wody by ratować tą biedną dziewczynę, a wyszłaś z wody w dużo gorszym stanie niż ona. Jak to możliwe? – zapytał patrząc na mnie podejrzliwie
- Zaplątałam się w wodorosty i wpadłam plecami na rafę – odpowiedziałam szybko. Ian nie mógł dowiedzieć się prawdy. Nie po to ukrywałam moje zdolności przez tyle lat, .żeby teraz ktoś miał się o nich dowiedzieć. Po moim trupie!
- Mógłbyś być tak miły i przynieść mi coś do jedzenia? Jestem cholernie głodna - powiedziałam zmieniając temat.
- Okej. Zaraz poproszę żeby mama ci coś przygotowała. – westchnął, spojrzał na mnie ostatni raz i wyszedł z mojej sypialni.
- Było blisko – odetchnęłam z ulgą. Rafael usiadł obok mnie i przytulił się do mnie.
- Niedługo może nie być tak łatwo ukrywać to że mnie widzisz. Ten cały Nathaniel chyba coś podejrzewa – powiedział cicho.
- Nate? Tylko mu się wydaje że coś wie. Bardziej boję się o Iana i Daniela. Nie są tacy głupi na jakich wyglądają – westchnęłam. Nagle koło mojej toaletki zaczęło coś migotać a potem w tym miejscu pojawił się Simon z wściekłą miną.
- Wtrącisz się jeszcze raz a połamię ci nie tylko żebra, podła szmato ! – krzykną w moją stronę.
- Powściągnij język, nie jesteś u siebie, poza tym skąd wiesz czy to ja ci czegoś nie złamię? Jestem silniejsza niż myślisz – syknęłam wściekła. A mogło być tak pięknie, dlaczego ten dupek nie może sobie odpuścić? Podczas naszej krótkiej, uprzejmej wymiany zdań Rafe zerwał się z mojego łóżka i pół sekundy później przyduszał Simona do ściany.
- Odwołaj swojego służącego do cholery ! – krzyknął Simon a Rafael zacisnął mocniej rękę na jego gardle.
- Nie mogę go odwołać bo nie mam nad nim władzy. Rafe robi co chce – powiedziałam zrezygnowana. No cóż taka prawda. Rafael nie był moim sługą więc mógł robić co chciał i kiedy chciał… włączając w to całowanie mojej skromnej osoby… ale to później. Wracając do poprzedniej sceny…
- Jeszcze raz podniesiesz na nią rękę czy skrzywdzisz w jakikolwiek inny sposób a ja się o tym dowiem, to znajdę cię i zabiję jeszcze raz, a potem kolejny i kolejny żebyś do końca życia zapamiętał, że nie podnosi się ręki na kobietę. Zrozumiałeś czy mam ci to wytłumaczyć ręcznie? – warknął blondyn po czym puścił Simona, który od razu zniknął. Ukryłam twarz w dłoniach. Chwilę potem poczułam jak chłopak obejmuje mnie ostrożnie.
- Nie musiałeś tego robić, ale dzięki – powiedziałam cicho a Rafe wyszczerzył się w uśmiechu. Na szafce obok łóżka, zaczęła dzwonić moja komórka. Sięgnęłam po nią i odebrałam.
- Czy mogę rozmawiać z Elizabeth Johnson? …

________________________________________

Przepraszam ze tak długo musiałyście czekać ale nie miałam czasu ani weny żeby napisać rozdział. Do tego doszły jeszcze egzaminy i parę innych powodów, ale rozdział już jest. Niedługo powinien pojawić się następny. Miłego czytania.
CzarnaLilia :*:*


Ostatnio zmieniony przez CzarnaLilia dnia 12:07:29 12-05-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shelly
King kong
King kong


Dołączył: 20 Gru 2011
Posty: 1681
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:14:44 12-05-12    Temat postu:

Wreszcie doczekałam się piątego odcinka i bardzo mnie zadowolił, jest cudowny. Nie cierpię tego Simona, jest jakiś nienormalny, mam nadzieje że niedługo zniknie z życia Elizabeth. A Rafael jest wspaniały, opiekował się nią, gdy leżała połamana w łóżku i nawet doszło do pocałunku, cudowna scenka. Ten Ian też ma co nieco nie tak w głowie, jednak u niego chyba da się jeszcze coś zmienić, sama nie wiem. Tak więc z niecierpliwością czekam na next.

Serdecznie zapraszam cię na nowo powstałe forum koleżanki Ewy, znanej na tym forum jako CamilaDarien, oto link : http://www.naszeopowiadaniatelcie.fora.pl


Ostatnio zmieniony przez Shelly dnia 16:20:31 12-05-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:09:08 12-05-12    Temat postu:

Oj kochana ja już prawie zapomniałam o tym opowiadaniu. No ,ale w czas wstawiłaś kolejny rozdział co mnie bardzo cieszy. Kochanie moje ja chcę więcej scenek takich cudnych po między Rafaelem ,a Beth Czekam na nexta Buziaki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CzarnaLilia
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 122
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z chmurki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:18:02 28-12-12    Temat postu:



- Czy mogę rozmawiać z Elizabeth Johnson? – usłyszałam
- Przy telefonie – odpowiedziałam lekko zaskoczona.
- Beth, dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? Wiesz jak się martwiłam gdy dowiedziałam się że miałaś wypadek? O mało mi serce nie stanęło – usłyszałam pełen wyrzutów głos mojej przyjaciółki Mirandy.
- Oj tam przesadzasz. To tylko lekkie stłuczenie – westchnęłam, próbując uspokoić dziewczynę
- Tylko stłuczenie?! Kobieto masz połamane 4 żebra! – wrzasnęła w słuchawkę
- Dzięki za to, że mnie oświeciłaś co do stanu mojego zdrowia. Ale zmieńmy temat. Co tam u ciebie słychać? Czy Sam wreszcie zaprosił cię na randkę? – zapytałam uśmiechając się na samo wspomnienie kumpla.
- Nie, jeszcze nie ale pewnie niedługo to zrobi. Już mu nie wiele brakuje. – przyznała dziewczyna
- Tęsknie za wami – wyznałam lekko łamiącym się głosem.
- Oh… miałam ci nie mówić ale słysząc twój ton nie mogę się powstrzymać. Jutro mam samolot do Californii. Twój tata zaprosił mnie na całe dwa tygodnie - zapiszczała Miranda
- Och to wspaniale! - krzyknęłam do słuchawki uradowana. - I dopiero teraz mi o tym mówisz? Jak możesz? - dodałam, udając złą.
- Beth nie złość się, miałam ci w ogóle nie mówić. Ciekawe jaką byś miała minę, gdybyś zobaczyła mnie jutro jak wchodzę do twojego pokoju - zaśmiała się dziewczyna
- Na pewno głupią – odpowiedziałam przygryzając wargę. Skrzypnęły drzwi i do mojego pokoju wszedł Ian niosąc tacę z jedzeniem dla mnie.
- Elizabeth, będę więc jutro żeby obczaić co za ciach już poderwałaś. I przywiozę ci to co zostawiłaś u mnie parę tygodni temu. Trzymaj się i wracając do zdrowia. - powiedziała już na pożegnanie.
- Będę czekać z niecierpliwością, trzymaj się Mirando – odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na Iana który uśmiechał się do siebie kretyńsko.
- A ty z czego się cieszysz ciemnoto? - zapytałam układając się wygodniej na poduszkach.
- Kto to jest Miranda? - zapytał kładąc tacę na moje kolana
- A nie interesuj się. Ona na pewno i tak na ciebie nie spojrzy. Poza tym ma już chłopka - „ prawie” dodałam w myślach. W końcu Samuelowi już mało brakuje do tego żeby ją w końcu gdzieś zaprosił. Eh... Gdybym była w Nowym Yorku to kopnęłabym go zdrowo w tyłek. Może wtedy by w końcu zadziałał. Co jak co ale faceci są strasznie niedomyślni. Miranda lata za nim od 7 klasy a on nic. Dopiero teraz mu się zebrało. No ale lepiej późno niż wcale.
- Jestem pewien że o nim zapomni gdy tylko mnie zobaczy – powiedział Ian siadając naprzeciwko mnie, aby patrzeć jak jem.
- Tknij ją tylko palcem ty przebrzydły podrywaczu, a obiecuję ci że nie będziesz miał się po co tu pokazywać przez miesiąc. Do puki jestem w tym domu, wszystkie koleżanki które do mnie przychodzą są pod ochroną. Połóż na którejś łapę, a ci ją połamię, pamiętaj o tym Ian – ostrzegłam patrząc na niego podejrzliwie.
- Ha! A jednak nie jestem ci obojętny. Musisz coś do mnie czuć skoro jesteś zazdrosna – uśmiechnął się triumfalnie.
- W tej chwili czuję tylko przemożną chęć aby przestawić ci facjatę, więc spływaj – warknęłam groźnie.
Niech on sobie myśli co chce. Może mu się nawet wydawać że się w nim zakochałam, ale przynajmniej teraz mam gwarancję że nie tknie Mirandy. Do puki Ian jest zajęty mną, reszta jest bezpieczna. I mam nadzieję, że potrwa to jeszcze trochę. Jeśli Ian tak bardzo chce, to proszę bardzo. Jest nawet nieźle zbudowany, więc nie będę musiała ograniczać się tylko do słów. Chociaż znając jego to i tak załapie dopiero za jakimś 5 razem. No ale chyba należy mi się coś od życia.

* * *
Czytałam właśnie książkę, którą pożyczyła mi Angel, gdy poczułam, jak ktoś mnie obserwuje. Odłożyłam więc książkę na bok i rozejrzałam się uważnie po pokoju. Wszystko stało na swoim miejscu i nie zauważyłam nic podejrzanego.
- Rafael to ty? - zapytałam zaniepokojona. Nikt nie odpowiedział na moje wezwanie. W pokoju zapanowała złowroga cisza. Podciągnęłam się trochę wyżej aby móc lepiej ocenić zaistniałą sytuację. W moim pokoju był duch, ale nie był nic Rafael to pewne. Pozostaje tylko pytanie czy ten duch jest dobry, czy chce mnie zabić? Wzięłam wdech i rozejrzałam się jeszcze raz. Czas zakończyć tą zabawę w podchody.
- Wiem, że tu jesteś więc pokaż się. Obiecuję że nic ci nie zrobię – powiedziałam spokojnym głosem.
- Naprawdę mnie nie zbijesz? - spod moje biurka wyszedł duch dziewczynki. Na oko miała może z 5 lat nie więcej.
- Nic ci się nie stanie, masz na to moje słowo – uśmiechnęłam się łagodnie do dziecka. Dziewczynka spojrzała na mnie nieufnie, ale za chwilę wskoczyła na moje łóżko i objęła mnie mocno.
- Oh Lily, tak bardzo cię przepraszam. To przeze mnie stało się to wszystko, gdybym wtedy nie wybiegła, to wszyscy by teraz żyli – mała wybuchnęła płaczem. Objęłam ją delikatnie i pogłaskałam po włoskach.
- Nie płacz kochanie, nic się nie stało – zaczęłam ją pocieszać. Nazwałam mnie „ Lily”. Pewnie pomyliła mnie ze swoją siostrą, albo koleżanką. Nie pierwszy raz ktoś bierze mnie za kogoś kim nie jestem.
- Tak myślisz? - załkała dziewczynka i spojrzała mi w oczy, potem odsunęła się. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie.
- Ty nie jesteś Lily! Wyglądasz i mówisz jak ona, ale jesteś kimś innym. Gdzie zabrałaś Lily! - krzyknęła oskarżycielsko.
- To prawda, nie jestem Liliann. Mam na imię Elizabeth i jestem pośredniczką. - wyjaśniłam cierpliwie. Mała wyglądała na roztrzęsioną.
- Ale on mówił, że Lily wróciła. Mówił że nas nie pamięta, ale jak opowiem jej naszą historię to wszystko sobie przypomni. - załkała znów mała.
- Kto ci to mówił? - zapytałam zaniepokojona.
- No on, jej mąż. Rafael... - odpowiedziało dziecko, a ja zamarłam. Nie rozumiałam o co w tym wszystkim chodzi. Kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się, omal nie podskoczyłam.
- Jak się czujesz Elizabeth? - zapytała Angela wchodząc do mojego pokoju. Dziecko siedzące mi na kolanach zniknęło przestraszone. Miałam nadzieję że wróci i przyprowadzi ze sobą Rafaela.
- Jest w porządku, chociaż żebra bolą mnie nadal – przyznała i skrzywiłam się lekko.
- Na pewno się zrosną. Poza tym słyszałam że masz mieć jutro gościa. Pewnie jesteś szczęśliwa – Angela usiadła obok mnie na łóżku i zaczęła poprawiać mi poduszki.
- Tak jestem... Angel znasz historię tego domu? - zapytałam marszcząc lekko brwi.
- Nie zbyt dokładnie, a dlaczego pytasz? - odpowiedziała ściskając lekko moją rękę.
- Zastanawiałam się nad rodziną która tu mieszkała. Mieli tu hotel i popełniono tu morderstwo. Ciekawi mnie co się działo przedtem - może w ten sposób coś się dowiem.
- Ostatnio kiedy porządkowałam strych, znalazłam stare fotografie. Mogę je przynieść jeśli chcesz. - zaproponowała kobieta. Pokiwałam głową na znak zgody. 10 minut później Angela wróciła do mojego pokoju z wielkim pudłem. Położyła je koło mnie na łóżku i podniosła wieczko. Wzięłam do ręki pierwszą fotografię i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Ze zdjęcia uśmiechała się do mnie kobieta ubrana długą ciemną suknię i trzymała w ręce parasolkę, ale nie to wywołało u mnie taki szok. Kobieta która uśmiechała się do obiektywu wyglądała jak... JA.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 3998
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:47:14 01-01-13    Temat postu:

Aduś, dotarłam i tutaj. Wybacz, że tak długo mi to zajęło. Dziękuję za cudowny rozdział.
Do Beth ma przyjechać przyjaciółka. Dziewczyna bardzo się cieszy i grozi Itanowi, że ma się nie zbliżać do Mirandy. Hmm... Czyżby planowała się nim zabawić? Zastanawiające są te jej myśli...
Elizabeth, czytając w pokoju książkę znajduje pod swoim biurkiem ducha małej dziewczynki. Myśli, że kobieta nazywa się Lily, ale po chwili z przerażeniem stwierdza, że to ktoś inny. Wychodzi na jaw, że Rafe miał żonę... Ciekawe.
Nagle do pokoju wchodzi Angela i dziewczynka znika. Beth pyta Angeli o historię tego domu. Ta przynosi jej ze strychu stare zdjęcia, na którym Elizabeth widzi kobietę, która wygląda jak ONA! Hmm, może to jej siostra bliźniaczka, o której Beth nie ma pojęcia? Albo faktycznie ona sama? Tylko dlaczego tego by miała nie pamiętać? Może straciła pamięć? Cóż... Mam nadzieję, że wszystko niebawem się wyjaśni i znajdę odpowiedzi na swoje pytania.

Czekam na nexta Buziaki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
paulaaaaaa
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:02:47 18-01-13    Temat postu:

Hej czyżbyś zapomniała o nas ? No bo do anielki tak to wygląda ! Masz we mnie czytelnika od dawna ,ale nie mogłam zołożyc konta więc teraz żądam (tak żądam ,konto od wczoraj ale żądam ) nowego rozdziału,słyszysz ?! Bo jak nie to zorganizuję gang Twoich czytelniczek i Cię dopadnę. \
Pss. ja nie grożę ja tylko informuję i sugeruje wzięcie się do roboty,bo inaczej ...

pozdrawiam i wcale nie grożę ....hehe
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zbuntowana.com
King kong
King kong


Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 1075
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:46:52 28-01-13    Temat postu:

Bardzo ciekawe te twoje opowiadanie.Co ja mówię jest EXTRA.Powiedz kiedy kolejny rozdział bo nie mogę się już doczekać?A i jeszcze jedno pytanie czy ty może nie przywiązujesz ,niektórych wątków z twojego opowiadania do seriali jak Zaklinacz dusz lub Pamiętniki wampirów.Pytam bo dziewczyna,która widzi duchy i jest ich pośrednikiem kojarzy mi się z Zaklinaczem dusz ,a kobieta przypominająca Elizabeth ze zdjęcia z tamtych czasów to z Pamiętnikami wampirów.Bo w tym serialu były sobowtóry .Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
Powrót do góry
Zobacz profil autora
paulaaaaaa
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:26:36 04-02-13    Temat postu: Pogniewamy się ?

Ej ja rozumiem problemy z weną ,brak czasu naprawdę ,ale to lekka przesada nie sądzisz ? Proszę Cię ,nie błagam tak błagam wrzuć następny rozdział ,bo ja zwariuję . Jak mogłaś skończyć w takiej chwili ty mała jędzo ?! ;p Proszę Cie ,bo moja wcześniejsza odpowiedź jest aktualna i niedługo Cię dopadnę !
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CzarnaLilia
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 122
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z chmurki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:16:46 05-03-13    Temat postu:

Dziękuję za komentarze. Jestem nimi bardzo mile zaskoczona.

Zbuntowana.com - Dziękuję za komentarz i hmm...Pomysł na moje opowiadanie przyszedł sam. Pamiętników Wampirów nie oglądałam i nie oglądam, natomiast Zaklinaczkę dusz jak najbardziej. Jednak odkryłam ją długo, długo po napisaniu opisu postaci i pierwszego rozdziału

A co do następnego rozdziału to już jest. Muszę go tylko przepisać i poprawić ewentualne błędy. Miałam zrobić to wcześniej, ale nastąpiła mała awaria i nie udało mi się nic wstawić ale myślę że w piątek lub w sobotę wstawię rozdział. W tygodniu nie mogę ponieważ mam urwanie głowy w związku z nauką
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CzarnaLilia
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 122
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z chmurki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:22:59 24-06-13    Temat postu:

Rzodział 7

Przyglądałam się zdjęciu z pewną podejrzliwością. To raczej nie może być przypadek… będę musiała popytać ojca Manuela co wie o reinkarnacji, no i czy ona w ogóle jest możliwa.
- Ojej, ta dziewczyna wygląda zupełnie jak ty – zauważyła Angel ze szczerym zdziwieniem.
- To pewnie tylko dziwny zbieg okoliczności – powiedziałam szybko. Cholera, żebym tylko nie zgubiła się w tych moich tajemnicach. Panie Boże, jeśli istniejesz, masz u mnie wielki dług za to, że zgodziłam się wysyłać twoje zagubione duszyczki z powrotem tam gdzie ich miejsce.
- No więc jak brzmi historia tego domu? Jestem strasznie ciekawa, uwielbiam stare historie – to było oczywiście kłamstwo, ale będą sfrustrowaną nastolatką która ma do wykonania pewną robotę, trudno wymyślić coś lepszego.
- No cóż, z tego co się dowiedziałam to mieścił się tu hotel… - zaczęła. Czekałam na ciąg dalszy, bo do tych wiadomości to ja również potrafiłam dotrzeć.
- Pewnego letniego dnia, przyjechała tu rodzina tej dziewczyny i jej narzeczony. Mieli się pobrać parę dni później, jednak do ślubu nie doszło bo młodsza siostra dziewczyny nie ostrożnie bawiła się przy łące na, której pasły się konie. Coś je przestraszyło i stratowały dziecko razem z jej siostrą która rzuciła się na ratunek. Kiedy jej narzeczony się o tym dowiedział, wpadł w rozpacz i został w tym hotelu jeszcze na parę dni aby uczcić pamięć swojej ukochanej. Ostatniej nocy do jego pokoju wkradli się złodzieje i zastrzelili go, gdy nakrył ich na grzebaniu w jego rzeczach. – powiedziałam Angela a ja wzięłam do ręki kolejną fotografię na której był Rafael i jego narzeczona. Zastanawiałam się czy dziewczyna przeszła na drugą stronę.
- I co o tym myślisz? – z zamyślenia wyrwał mnie głos macochy.
- Przepraszam, zamyśliłam się. O czym mówiłaś? – zapytałam patrząc dalej na fotografię.
- Pytałam co sądzisz o tym aby w przyszłym tygodniu zorganizować tu przyjęcie? Zaprosiłabyś wszystkich swoich nowych przyjaciół – powiedziała uśmiechając się do mnie łagodnie.
- Wiesz, nie wiem czy to jest dobry pomysł. Chciałabym się trochę bardziej zaaklimatyzować. Nie gniewasz się prawda? – odpowiedziałam patrząc na Angel przepraszająco.
- Och, nie ma sprawy. Tak tylko mówiłam – odpowiedziała szybko. Wstałam z mojego łóżka i pozbierała fotografie do pudełka.
- Angel – powiedziałam gdy była już przy drzwiach
- Tak? – odwróciła się rzucając mi jedno z tych swoich troskliwych spojrzeń
- Dziękuję za to, że mnie zaakceptowałaś i za to że się o mnie troszczysz – powiedziałam uśmiechając się do niej.
- Nie ma za co Elizabeth, wiem że nie zastąpię ci matki, ale zawsze będę uważała cie za moją córkę – odpowiedziała i wyszła.
- Och… wzruszyłem się, naprawdę – na krześle przy biurku pojawił się Simon z wrednym uśmiechem.
- Nie możesz nic zrobić Carolinie więc przyszedłeś pognębić mnie? Wybacz, ale mam ciekawsze zajęcia niż gadanie z tobą – powiedziałam otwierając książkę, którą wzięłam ze stolika. Przez chwilę delektowałam się błogą ciszą, która nastała.
- Chcę zaproponować ci układ – tym razem jego ton był ciut łagodniejszy niż poprzednio.
- Słucham – odpowiedziałam podnosząc wzrok znad książki.
- Nie będziesz się mieszać do tej sprawy, do póki nie ukaram Caroliny. Kiedy to zrobię, pozwolę ci abyś wysłała mnie do piekła – powiedział patrząc na mnie uważnie.
- Wiesz co, chyba przystanę na twoją propozycję – powiedziałam po chwili namysłu. Simon wyglądał na zaskoczonego co dało mi nad nim sporą przewagę. Jeśli duch jest czymś zaskoczony, to dla ciebie oznacza to zielone światło i możesz zacząć wodzić go za noc. A właśnie tego teraz najbardziej potrzebowałam.
- No to ubijmy interes. Daje ci dwa tygodnie na dokończenie twoich spraw, a potem przychodzę i odprawiam rytuał, a ty trafiasz tym gdzie powinieneś za pierwszym razem, zgoda? – zapytałam wyciągając dłoń w stronę Simona. Chłopak pojawił się obok mnie i spojrzał na mnie z powątpiewaniem.
- Ale przez te dwa tygodnie, nie wtrącasz się w moją zemstę? – zapytał
- Jasna sprawa, masz pełne pole do popisu a ja nie kiwnę nawet palcem – odpowiedziałam, a chłopak uścisnął mi rękę, przypieczętowując w ten sposób nasz układ.
- Niee! – w moim pokoju z dzikim wrzaskiem pojawił się Rafael. Do tego czasu Simon zdążył już zniknąć.
- Coś ty narobiła mariposa?! – jęknął Rafe ukrywając twarz w dłoniach.
- Ubiłam interes mojego życia, a teraz z łaski swojej pomóż mi wstać. – odpowiedziałam, wysuwając stopy z łóżka. Chłopak objął mnie ramieniem i podtrzymał kiedy wstawałam. Chwiejnym krokiem zaczęłam iść w stronę garderoby.
- Nie rozumiem, przysięgałaś bronić ludzi przed duchami… - Rafe najwyraźniej nie chciał dać za wygraną.
- Daj sobie spokój. Obiecałam, że nie kiwnę palcem w tej sprawie. Ja wiem co robię i nie musisz przypominać mi co przysięgałam wiele lat temu – powiedziałam i zamknęłam za sobą drzwi do garderoby. Przebrałam się w spodenki i koszulkę na ramiączkach, przeczesałam włosy, uważając aby jeszcze bardziej nie urazić moich strzaskanych żeber. W świeżych ciuchach poczułam się o wiele lepiej. Wróciłam do łóżka i zgasiłam światło.
- Idę spać, pogadamy rano – powiedziałam kładąc się do łóżka. Przytuliłam się do poduszki i zamknęłam oczy.
- Śpij mariposa i o nic się nie martw, ja będę czuwał – odpowiedział cicho Rafe. Udręka w jego głosie była niemal namacalna. Jestem podła…
***
- Rafael to ty?! – zawołałam rozglądając się dookoła. Byłam w jakimś domu i właśnie usłyszałam czyjeś kroki. Było ciemno, ale wiedziałam, że nie muszę się bać. Bardziej poczułam, niż zobaczyłam, że ktoś za mną stoi. Jednak nim zdążyłam się obrócić, poczułam jak coś we mnie uderza i upadam.

Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek, który wskazywał w pół do piątej rano. No tak, nie ma to jak być rannym ptaszkiem. Wiedząc, że z pewnością nie uda mi się już zasnąć, wstałam z łóżka, ubrałam buty i wyszłam z pokoju, uważając aby nikogo przy tym nie obudzić. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kawy. Wyszłam z domu i usiadłam na schodach. Słońce miało wzejść dopiero za parę minut ale na zewnątrz, bardzo powoli robiło się widno. Upiłam łyk aromatycznej kawy i przymknęłam oczy. Znów byłam Liliann, znów śniłam o przeszłości. Cholera, co to może znaczyć? Czy ta dziewczyna próbuje mnie przed czymś ostrzec, pokazując mi urywki ze swojego życia? Najgorsze było jednak to, że te sny nie zaczęły się wcale od momentu mojego przyjazdu tutaj. Śniłam o tym już parę razy w Nowym Jorku, ale zawsze znajdowałam na to wytłumaczenie. Albo zbyt intensywne polowania, albo za dużo nauki, albo brak czasu na życie towarzyskie. Ale teraz częstość tych snów się nasiliła. Nie było nocy, abym nie poznała czegoś z życia Lilianne i Rafaela. Najgorsze jest jednak to, że jeśli w porę nie zrozumiem o co tu chodzi, to z pewnością oszaleję. A bardzo nie chciałabym, aby uważano mnie za czubka i dla bezpieczeństwa zamknięto w białym pokoju bez okien i klamek. – moje rozmyślania przerwały szeleszczące krzaki. Otworzyłam oczy i wytężyłam wzrok. W kępie dzikiej różu po prawej stronie stanowczo coś było. Odstawiłam kubek i wstałam ze schodów. Bardzo ostrożnie podeszłam do podejrzanie wyglądającego krzaka i delikatnie odsunęłam gałązki. Tak jak myślałam, między dwiema, najeżonymi kolcami gałęziami utknęło zwierzątko. Mały, rudo-biały kotek z brązową ciapką przy lewym oku. Zwierzak zamiauczał żałośnie i utkwił swoje ślepia we mnie.
- Okej, wyciągnę cię, tylko się nie ruszaj – westchnęłam i zaczęłam wyciągać zwierzaka. Dwie minuty później było już po wszystkim, a ja stałam teraz z małym sierściuchem, ocierającym się o moje ramiona i mruczącym głośno z zadowolenia.
- No i co ja mam teraz z tobą zrobić, co? – zapytałam kotka, który spojrzał na mnie żałośnie. Jego oczka mówiły wyraźnie : Przygarnij mnie” . Westchnęłam ciężko i podrapałam go za uszami.
- No dobra, niech ci będzie. Ale, będziesz musiał być grzeczny i mnie słuchać. Inaczej wrócisz do tamtych krzaków – pogroziłam i wróciłam z kotem na schody. Mały zwinął się w kłębek na moich kolanach i zamknął ślepka. Wzięłam kubek z kawą i napiłam się, głaszcząc jednocześnie kotka po grzbiecie. Delikatnie, aby go nie obudzić, ułożyłam na moim ramieniu i wstałam. Poszłam w stronę plaży, zatrzymując się na końcu naszego trawnika, gdzie nasza posesja się kończyła a zaczynał się piasek. Spojrzałam na horyzont i uśmiechnęłam się lekko. Słońce właśnie zaczynało wschodzić. Nie pamiętam już kiedy ostatnio oglądałam coś tak pięknego. Chociaż ostatnim razem było to chyba wtedy, gdy wysłałam do nieba duszę demonicznego nastolatka. Tak, wtedy wschód słońca mnie zaskoczył, ale dałam radę. Nowy przyjaciel na moim ramieniu zamruczał i wyciągnął się delikatnie.
- Wyspałeś się? – zapytałam kota zdejmując go z ramienia i stawiając na trawie przy mojej nodze. Kocisko od razu zaczęło się do mnie łasić. Kurczę, niby to takie małe, ledwo od ziemi odrosło, a już wie jak podbijać serca ludzi. Uśmiechnęłam się szerzej i ruszyłam w stronę domu. Kot oczywiście pobiegł za mną i towarzyszył mi aż do samych drzwi, gdzie wzięłam go na ręce i weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi. Weszliśmy do kuchni, ostawiłam kubek do zlewu i z szafki wyjęłam czystą miseczkę. Nalałam do niej mleka i przygrzałam je w mikrofalówce, po czym postawiłam przed tym małym tygrysem. Kiedy się najadł, umyłam miskę i kubek, i znów wzięłam go na ręce. Wróciłam do mojej sypialni i zamknęłam za sobą drzwi, po czym usiadłam na łóżku razem z kotem. Obok mnie pojawił się Rafael, który najwyraźniej chciał mnie pocałować. Tylko parę minimetrów dzieliło nas od siebie, gdy mój mały podopieczny zaczął syczeć i bezceremonialnie wepchnął się między nas, domagając się pieszczot. Zaśmiałam się i podrapałam zwierzątko za uszami.
- Co to jest mariposa? – zapytał Rafe, patrząc na kota nieco podejrzliwie.
- To jest mój nowy przyjaciel. Czyż nie jest słodki? – zapytałam uśmiechem na co kot zamruczał zadowolony. Rafael podniósł rękę aby go pogłaskać, ale szybko ją cofną, gdy zwierzak cały się zwierzył i zaczął niebezpiecznie syczeć.
- Chyba znalazłam mojego obrońcę – zaśmiałam się, widząc minę Rafaela, który udawał bardzo pokrzywdzonego przez los. Ech… czy ten dzień może być jeszcze piękniejszy?

********
No to tak, rozdział jest. Co prawda wstawiony bardzo późno za co szczerze przepraszam. Ale zabieram się już za pisanie rozdziału numer 8. Nie mogę powiedzieć, żeby było mi łatwo po tak długiej przerwie, ale idą wakacje i wszystko może się zdarzyć. Mam szczerą nadzieję że zdążę nadrobić wszystkie zaległości i w końcu doprowadzę do zakończenia tego opowiadania. Jednak nie martwcie się, nie skończy się ono zbyt prędko. A teraz życzę miłego czytania. Jakieś komentarze będą mile widziane. Nawet negatywne ( bo pewnie większość z was po tak długiej przerwie będzie na mnie wściekła, za co na prawdę przepraszam)


Ostatnio zmieniony przez CzarnaLilia dnia 22:34:50 24-06-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zbuntowana.com
King kong
King kong


Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 1075
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:48:23 24-06-13    Temat postu:

No i wreszcie jest mój dłuuuuuuuugii ,lecz wymarzony rozdział.
Już mówię,że czekam na kolejny.Jak i zapraszam do czytania moich wypocin na tym forum pt.''Nigdy nie mów ''nie'' miłości''.Ale wracając do tematu.
Elizabeth nie może uwierzyć w to co zobaczyła na fotografii.Rozmawia jeszcze chwile z Angel po czym idzie spać i śni jej się sen ,który jak uważa coś oznacza. Rano znajduje kotka,który chyba nie polubił Rafaela.Cudowny rozdział i jak już wcześniej mówiłam czekam na next.I nie mogę się doczekać.Mam nadzieje,że coś się w kolejnym rozdziale wydarzy co wszystkich powali na kolana .
Pozdrawiam i życzę weny,Karolcia
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CzarnaLilia
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 122
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z chmurki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:34:56 16-08-13    Temat postu:

Rozdział 8

- Beth, mama kazała ci powiedzieć że za 15 minut jedziemy na lotnisko – do mojego pokoju, oczywiście bez pukania wpadł Nate.
- Zaraz zejdę, jestem prawie gotowa – odpowiedziałam zabierając komórkę ze stolika nocnego.
- Hej, a co to? – zapytał Nate, wskazując na rudy ogon wystający spod mojego łóżka.
- Kici, kici – mruknęłam łapiąc kota za ogon. Ten z kolei miauknął żałośnie i pozwolił ułożyć się na poduszce, którą mu przygotowałam.
- To jest mój nowy zwierzak. Znalazłam go dziś rano w naszych różach. Chyba ktoś go wyrzucił. Jak wrócimy z Mirandą, to muszę poprosić Iana, żeby zwiózł nas do weterynarza i na zakupy – powiedziałam drapiąc kota za uchem.
- Cath się wścieknie gdy go tu zobaczy – mruknął Nate, patrząc współczująco na kota.
- No to będzie miała problem, bo ja nie mam zamiaru się go pozbywać. Zdążyłam go już polubić i on tu zostaje – odpowiedziałam wstając z podłogi. To dziwne, ale czułam się już o wiele lepiej, żebra już mnie nawet tak nie bolały. A może to dlatego, że pozwoliłam temu kocisku poleżeć trochę na mnie? Później się nad tym zastanowię. Wyszłam z pokoju razem z Nathanielem i zeszłam na dół gdzie już czekało na nas śniadanie. Usiadłam na moim miejscu i zaczęłam zajadać się sałatką.
- Ian, mam do ciebie sprawę – powiedziałam pomiędzy jednym kęsem a drugim.
- No co jest mała? – zapytał pijąc sok.
- Nie podwiózł byś mnie potem do sklepu i do weterynarza? – zapytałam wycierając usta serwetką.
- Po co? – odezwał się zdziwiony tata. Na górze dało się słyszeć wrzask, a potem trzaśnięcie drzwiami.
- Kto, do cholery wpuścił do naszego domu kota?! – wrzasnęła Cath zbiegając na dół.
- No właśnie dlatego – mruknęłam odkładając widelec na pusty już talerz. Wstałam ze swojego krzesła i stanęłam przed wściekłą Cath.
- Nie myśl sobie, że skoro moja mama cię przygarnęła, to ja pozwolę panoszyć się po tym domu jak po swoim – warknęła mrużąc wściekle oczy.
- Catherine – powiedział ostrzegawczo ojciec, ale uciszyłam go jednym gestem.
- Posłuchaj mnie przez chwilę bo to co teraz powiem powinno być dla ciebie ważne. Należę do tej rodziny czy to ci się podoba czy nie i będę robić co mi się podoba. Nie mam zamiaru słuchać piętnastolatki, która jeszcze nie wie nic o prawdziwym życiu, które dopiero ja czeka. Jeśli nie podoba ci się to że tu mieszkam, twoja sprawa. Możemy równie dobrze w ogóle się do siebie nie odzywać, ani na siebie nie patrzeć, ale to i tak nie zmieni tego że nadal będę tu mieszkać – powiedziałam spokojnie. To chyba było stanowczo za dużo, bo Cath wzięła zamach i gdyby nie mój refleks, to dłoń, którą załapałam, z pewnością wylądowałaby na moim policzku.
- Nie radzę robić tego jeszcze raz, bo mogę ci oddać. – syknęłam i puściłam jej nadgarstek.
- Aha, i nie życzę sobie abyś wchodziła do mojego pokoju kiedy mnie tam nie ma – dodałam po czym wzięłam ze stołu mój talerz i poszłam do kuchni, zostawiając całą resztę z otwartymi ustami. Co jak co, ale ja nie dam sobą pomiatać jakiemuś dziecku. Odłożyłam mokry talerzyk na suszarkę i wyjrzałam przez okno.
- To co młoda, gotowa na powitanie przyjaciółki? – zapytał Ian wchodząc do kuchni i odkładając do zlewu brudne naczynia.
- Myślę że tak, ale pamiętasz co ci wczoraj powiedziałam na ten temat? – zapytałam wycierając ręce w ściereczkę.
- Tak, mam zakaz zbliżania się do jakiejkolwiek twojej koleżanki, w innym wypadku nie mam po co się tu pokazywać. Twój przekaz zdążyłem zrozumieć już wczoraj – odpowiedział wyciągając kluczyki ze schowka.
- To dobrze, bo nie chciałabym żeby później się okazało, że muszę ci coś złamać – uśmiechnęłam się i wyszłam z kuchni, czując wzrok Iana na moim tyłku. Ech, o tym też będę musiała z nim pogadać, ale to później…
***
Spojrzałam na zegarek, a potem na wejście z płyty lotniska. Miranda się spóźniała, jak zwykle z resztą. Z tyłu, ktoś objął mnie w pasie, przytulając się do moich pleców. Ian najwyraźniej znudził się już czekaniem.
- Ian, ja wiem że udawanie normalnego jest dla ciebie bardzo trudne, ale przypominam ci, że jestem twoją siostrą, a nie dziewczyną, więc łapy przy sobie – powiedziałam odtrącając jego ręce. Zdążyłam w samą porę, bo właśnie w naszą stroną szła brązowowłosa dziewczyna z walizkami.
- Miranda! – zawołałam i rzuciłam się na przyjaciółkę, która zaśmiała się na ten wybuch czułości.
- Beth, albo mi się wydaje, albo to słońce podziałało na ciebie jak jedno z najlepszych Spa w NY – powiedziała zdejmując okulary przeciwsłoneczne.
- Nic się nie zmieniłaś. Nawet nie wiesz jak się cieszę że tu jesteś. Bez ciebie, powoli zaczynam dostawać świra – powiedziałam znów obejmując przyjaciółkę.
- Na szczęście przyleciałam i nie pozwolę ci popaść w obłęd – obiecała odsuwając się. Jej wzrok spoczął na moich dwóch braciach, którzy do tej pory stali z boku i patrzyli na moją przyjaciółkę z otwartymi ustami.
- A więc, Nate, Ian to jest właśnie Miranda, Mirando, poznaj moich braci – powiedziałam, oficjalnie ich sobie przedstawiając.
- Hej jestem… - zaczął Nate , ale nie dane mu było skończyć, gdyż między niego, a Mirandę wepchnął się Ian.
- Witaj śliczna, jestem Ian i chciałbym wiedzieć, co robisz jutro wieczorem? – No tak, brunet przechodzi do ataku. Miranda, zaśmiała się wdzięcznie, a ja wykorzystałam okazję i wepchnęłam się między nich,
- Jutro wieczorem jesteśmy zajęte. Mam zamiar zabrać ją na imprezę do Sophie - powiedziałam i zanim chłopak zdążył coś powiedzieć, wzięłam Mirandę pod ramię i razem wyszłyśmy z lotniska.
W drodze do domu obie gadałyśmy jak najęte, dzieląc się swoimi wspomnieniami z czasu naszej rozłąki. Ian wyglądał na trochę zawiedzionego, natomiast Nate, ochoczo nam się przysłuchiwał.
Zapytałam o Sama a ona dała mi mglistą odpowiedź. A więc chyba potrzebna będzie moja interwencja. O… już ja mu powiem co sobie o nim myślę. Zanim się obejrzałam już staliśmy pod domem. Wysiedliśmy z samochodu i teraz Nate prawie pobił się z Ianem o to, kto zaniesie walizki Mirandy do pokoju gościnnego. Postanowiłam trochę pomóc bratu i odciągnęłam Iana.
- Daj Nathanielowi poczuć się jak facet. Dla ciebie mam specjalne zadanie – powiedziałam patrząc na niego z lekki uśmiechem.
- Co mam zrobić moja piękna? – odpowiedział a ja powstrzymałam się, żeby nie zdzielić go po głowie.
- Za dosłownie minutę, przyniosę ci naszego nowego członka rodziny i twoim zadaniem jest postaranie się aby zbadał go weterynarz, odrobaczył go i wysterylizował. Potem pojedziesz do sklepu zoologicznego, kupisz mu miskę, obrożę, kuwetę, żwirek i jakieś zabawki. Aaa… i nie zapominaj o karmie. – wyjaśniłam.
- Mam za to wszystko zapłacić z własnej kieszeni? Nie ma szans – odpowiedział.
- Ne głąbie, oczywiście dam ci pieniądze i za fatygę też – przerwałam mu.
- W takim razie wchodzę w to – powiedział i uśmiechnął się.
- W takim razie zaraz wracam – powiedziałam i zostawiłam go przed domem, biorąc wcześniej Mirandę za rękę. Zaprowadziłam ją do pokoju gościnnego, po czym jak burza wpadłam do mojego pokoju.
- Kici, kici, kici - wołałam od progu. Spod mojego łóżka wystawał rudy ogon. Wyciągnęłam kota i przyjrzałam mu się. Wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego. Postanowiłam później sprawdzić co zmalował i zaniosłam go Ianowi. No jeden kłopot z głowy, teraz czas zająć się poważniejszym.
Wróciłam do swojego pokoju i starannie zamknęłam za sobą drzwi. Rozejrzałam się po pokoju, cholera, ani śladu blondyna.
- Rafael? – wyszeptałam podchodząc do jego ulubionej miejscówki czyli do parapetu. Chłopak nie pojawił się więc spróbowałam nieco głośniej. Znowu nic.
- Rafael ! – powiedziałam na głos
- Słucham mariposa – przy moim uchu rozległ się dźwięczny głos blondyna. Nie spodziewałam się tego i podskoczyłam w miejscu.
- Nie strasz mnie – powiedziałam odwracając się do chłopaka. Wyglądał na rozbawionego.
- Masz cudowne poczucie humoru mariposa – odpowiedział patrząc mi w oczy.
- Mam do ciebie romans – powiedziałam i chwile potem zdałam sobie sprawę że palnęłam straszną głupotę.
- No wreszcie zauważyłaś. Myślałem że nigdy nie uwierzysz… - zaczął duch
- Nie, nie, źle mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o to że mam do ciebie sprawę – wyjaśniłam szybko.
- To już nie romans? – zapytał nieco zawiedziony.
- Tak się teraz mówi. Wybacz, zaczynam zapominać że ty jeszcze nie czaisz tych niektórych słów – powiedziałam lekko zakłopotana.
- Nie czaję ? – Rafael zrobił dziwną minę.
- Właśnie, ale nie martw się, jak tylko znajdę trochę czasu to cię podszkolę – powiedziałam klepiąc go lekko po ramieniu.
- No to co to za romans do mnie masz? – zapytał puszczając mi oko.
- Jesteś w tym coraz lepszy – pochwaliłam go, uśmiechając się lekko. Rafael wykorzystał ten moment, aby pochwycić mnie w swoje ramiona, przechylić tak jak to robią zwykle w romansach i pocałować żarliwie moje usta. Kiedy się od siebie odsunęliśmy, wbiłam wzrok w podłogę.
- Nie jestem nią i nigdy nie będę – powiedziałam cicho, odsuwając od siebie jego ramiona.
- O czym ty mówisz mariposa? – zapytał unosząc mi podbródek, tak aby móc spojrzeć mi w oczy.
- Nie ważne. Przyszłam ci powiedzieć, że będziesz musiał być teraz ostrożny. Z nowego Jorku przyjechała do mnie w odwiedziny przyjaciółka. Ona… cóż, jest trochę podobna do mnie – powiedziałam zmieniając temat.
- Co to znaczy? – zapytał Rafael zaciekawiony.
- Widzi duchy, ale was nie słyszy. Nie potrafi się też z wami porozumieć i to ją przeraża. – powiedziałam obrzucając go badawczym spojrzeniem.
- Cóż, chcesz mi powiedzieć, że najlepiej by było gdyby się tu nie pojawiała, gdy ona jest? – zapytał unosząc brew.
- Właśnie. Jeśli będę chciała z tobą pogadać, zawołam cię – powiedziałam wyglądając przez okno.
- Zgoda, ale będę tu wpadła w nocy na parę chwil. Chcę mieć pewność, że będziesz bezpieczna i że nie pojawi się tu Simon – imię mojego nemezis wręcz wypluł ze wstrętem.
- Niech będzie – kiwnęłam głową.
- Do zobaczenia mariposa – chłopak pocałował mnie w policzek a potem zniknął.

________________________________

Cóż, rozdział jest jaki jest, chociaż się starałam jak mogłam. Za chwilę zabiorę się za następny. Nie obiecuję jednak że wstawię go jutro bądź w niedzielę.
Zbuntowana. com bardzo dziękuję za komentarz. Ciesze się, że jest ktoś kto czyta moje opowiadanie. Moim zdaniem ten rozdział nie powala na kolana, ale może będzie coś takiego w następnym... jeszcze nie wiem. Ale cierpliwości, akcja dopiero nabiera tępa
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:21:24 16-08-13    Temat postu:

Piszę tu , bo nie wiem gdzie mam do Ciebie pisać. Gadu nie masz na fejsie nie mogę cię złapać , na naszą klasę wchodzę sporadycznie i także nie mogę cię trafić. Więc powiedz mi gdzie mam do Ciebie pisać??? Ewka przekazała mi twoją wiadomość i od razu kazałam się jej zapytać gdzie ja mam niby do Ciebie pisać. Bo ani się nie obraziłam gdyż nie mam za co ,ani nie mam cię dość. Po prostu nie wiem jak mam się z Tobą kontaktować. Podaj mi jakiś namiar. A co do Agaty to ja sama nie mam z nią kontaktu. Buziaki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin