Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Solo una mirada - Capitulo 24 (17.12)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 23, 24, 25  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:13:55 11-07-11    Temat postu:

Tak jakoś wyszło.

Jestem przyzwyczajona w sumie już, że większość użytkowników forum zwraca się do mnie "Maite". Niby mi to schlebia, ale co jak co - wolę Klaudia, czyli swoje imię.

Dziękuję za zainteresowanie. Ogółem mówiąc to początki bywają trudne więc trzeba się jakoś wybić, by potem zainteresować czytelnika, mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć. Jak najbardziej zapraszam cię do lektury (a iż cię zainteresuje). W miarę pisania myślę, że każdy poczyna jakieś rezultaty. Także dziękuję jeszcze raz i zapraszam do ponownego przybycia w moje skromne progi.

I cieplutko pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:29:07 13-07-11    Temat postu:

            ODCINEK 2


Dni mijały nieubłagalnie. Między dwoma sąsiednimi hacjendami wciąż nie było porozumienia. Za to miłość grała pierwsze skrzypce. Nikt nie spodziewał się bowiem, że Sara i Jose zakochają się w sobie bez pamięci. Było to coś zarazem pięknego jak i silnego. Sara wciąż powtarzała, że ta miłość będzie trwać wiecznie…
Jak nigdy z jeszcze większym uśmiechem na twarzy wskoczyła na sofę, gdzie siedziała Genesis przy kawie i gazecie.
- Sara, co ty wyprawiasz??
- Ojej, nie złość się. Po prostu jestem w tak świetnym humorze, że tryskam energią. Dziś ja i Jose byliśmy na takiej pierwszej randce. Może i mama nie jest do końca zadowolona z tego, że z nim jestem, ale popiera nasz związek i powiedziała Jose, że jeśli obieca, że mnie nie skrzywdzi to z chęcią przyjmie go z otwartymi ramionami.
- No widzisz, a ty tak się bałaś – powiedziała jedynie, bladym uśmiechem.
- Ej… - szturchnęła ją w bok Sara – a ty co taka niemrawa?? Coś się stało, że jesteś jakaś nie w sosie?
- Martwię się trochę o hacjendę.
- Coś się stało? – zapytała Sara ze strachem w głosie.
- Niby nic takiego, ale zawsze coś – zaczęła Genesis – Chodzi o to, że jakiś miesiąc temu był tu nasz sąsiad, syn starego Meyer’a. Chciał wykupić ziemię, która jest położona przy jeziorku. Proponował dużą sumę, ale mama się nie zgodziła. Ostatnio też tu był. Ale tym razem mamy nie było więc rozmawiał z tatą. Podsłuchiwałam i słyszałam jak groził ojcu…
- Naprawdę? Co za człowiek… nie miałam z nim jeszcze styczności, ale wydaje mi się, że możemy mieć przez niego nie małe problemy…

***

- Przyjacielu, jak miło cię widzieć w moich skromnych progach! – klasnął w dłonie David i poklepał Diego po plecach.
- Fakt faktem. Dawno cię nie odwiedzałem, ale to przez ciągły brak czasu. Jednak teraz przychodzę z małym interesem. Chodzi o przysługę, którą mam nadzieję, że mi wyświadczysz.
- Zależy o co chodzi – powiedział, wskazując mu, żeby usiadł – Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. Wolałbym przejść od razu do rzeczy – powiedział zawsze pewny siebie Diego.
- A więc?
- Chciałem wykupić pewną ziemię od rodziny Rodriguez. Wiesz, która to?
- W prawdzie to nie. Częściej przesiaduję tu w centrum miasteczka i jedyne co to słyszałem trochę o nich. Że są bogaci i że posiadają cenne ziemie.
- No właśnie. Jedna z nich jest dla mnie bardzo ważna. Jednak oni nie chcą mi jej sprzedać. Chciałbym ich w jakiś sposób ukarać. Ale zupełnie nie mam pomysłu jak to zrobić i kto mógłby to zrobić. No i wtedy wpadłem na pomysł, że może ty!
- Ja?! – zapytał David, zatracając się na chwilę w swoich myślach.
- Oczywiście jeśli nie chcesz to znajdę kogoś innego, ale mogę dużo zapłacić.
- Jak dużo? – zapytał prosto z mostu.
- Bardzo dużo…
- Jeśli w naszą umowę wchodzi pokaźna sumka pieniędzy to mogę nawet zabić człowieka. Byle by coś zarobić – powiedział zdecydowanym głosem David.

***

Usiadł w fotelu, stukając długopisem o biurko i pogwizdując pod nosem. Po chwili rozciągnął się i wyłożył nogi na stół.
- Czuję się jak pan całego świata – roześmiał się z siebie, gdy do gabinetu wbiegła służąca i widząc to upuściła niezdarnie na podłogę filiżankę z kawą. Ricardo szybko się zerwał, podbiegając do kobiety.
- Niech pan to zostawi, od tego tu jestem, żeby posprzątać. I zaraz przyniosę jeszcze jedną kawę – powiedziała lekko zakłopotana, na co mężczyzna uśmiechnął się do niej i wrócił do swojego fotela.
- Nie dziwię się, że się przestraszyłaś. Zachowuję się jak jakiś nowobogacki. Ale ja serio tak się czuję. Mieszkałem w akademiku z kolegami. To były dopiero czasy, wyszalałem się jak nigdy – powiedział, wspominając i wyciągając się na fotelu – A teraz mieszkam w takim wielkim domu i jeszcze wraz z bratem mamy zostać dziedzicami. Mi się zawsze hacjenda kojarzyła z jakąś biedotą, a nie z takim bogactwem. Zachowuję się jak jakiś narwany, ale nie dziw się. Ja zawsze miałem nie równo pod sufitem – roześmiał się, gdy do gabinetu z uśmiechem na ustach weszła jego matka.
- Fakt, mój syn jest szalony jak i jego ojciec w młodości – powiedziała promiennie, skinając do służącej – Przynieś dwie kawy – zażyczyła sobie na co dziewczyna szybko wybiegła – Ale mam nadzieję, że z czasem ustatkujesz się i zmądrzejesz.
- Mamo, to był cios poniżej pasa – powiedział, robiąc minę obrażonego – Przecież nie jestem głupi. Nie martwcie się i ja nauczę się zarządzać hacjendą i prowadzić tym całym gospodarstwem. Poza tym Diego ma już wprawę w interesach.
- Ale jego też trzeba pilnować. Czasem bywa zbyt wybuchowy, ale to dobry człowiek.
- Chciałaś powiedzieć, że on jest rozsądny, a ja nadal roztrzepany. Ale masz rację, gdyby nie Diego to biedny byłby mój los tutaj – roześmiał się – Twój Ricky chyba nigdy nie dojrzeje…

***

Sen miała bardzo spokojny. Nigdy jeszcze tak dobrze nie spała. Śnił się jej Jose, jej ukochany i czuła, że osiąga pełnię szczęścia. Wiedziała, że i ten sen nie długo stanie się realem. Czuła to przez sen. Jednak nie chciała się obudzić. Ale mimo wszystko poczuła dziwny zapach. Zakrztusiła się mimowolnie i przebudziła, psując sobie tym humor.
- Co tu tak brzydko pachnie?? Skąd dochodzi ten duszący zapach?? – zapytała sama siebie, przekręcając się z boku na bok. Po chwili wstała z łóżka i zauważyła unoszącą się parę dymu. Przeraziła się – Co to jest? – zapytała sama siebie i ubrała kapcie, otwierając drzwi na korytarz. Nagle przed jej oczami pojawiła się wielka masa dymu i ogień – Mamo! Tato! – zaczęła krzyczeć Sara w niebogłosy – Genesis!!!
- Panienko, pali się! Pali się! – usłyszała głos służącej, wybiegającej z pokoju – Niech panienka ucieka! Zawiadomię pracowników! – po czym zniknęła w kłębach dymu. Sara od razu pobiegła w kierunku pokoju rodziców, ale nie mogła do niego dobrnąć, gdyż były obtoczone ogniem. Po chwili usłyszała za sobą głos matki.
- Sarita, kochanie. Tam jest tata, on jest w środku – płakała, chcąc dostać się do środka, ale Sara kategorycznie jej tego zabroniła.
- Nie możesz sama tam wejść! Zaraz przyjdzie pomoc! – krzyknęła, gdy podbiegło kilku pracowników, wyłaniając się z dymu – Zabierzcie moją matkę, szybko! – krzyknęła do nich, a oni mimo sprzeciwów Elizabeth Rodriguez zabrali ja ze sobą. Sara w pośpiechu pobiegła do pokoju Genesis, jednak i tam nie mogła wejść, ponieważ drzwi się zatrzasnęły. Słyszała tylko rozpaczliwe nawoływanie ratunku swojej siostry.
- Posłuchaj mnie, Geni. Zachowaj spokój. Zaraz tu kogoś zawołam – powiedziała by ją uspokoić i pobiegła na dół, dławiąc się dymem. Gdy nagle wszystko zaczęło się walić, a ogień pochłaniał barierki i cenne rzeczy.
- Sara! Kochanie!!!! Uciekaj stąd szybko!!! – krzyknął do niej znajomy głos. Odwróciła się i zobaczyła Jose – swojego ukochanego.
- Tam jest mój ojciec i siostra – musisz ich uratować! Błagam! – wykrztusiła w rozpaczy. Na co on podszedł do niej i pocałował ją resztkami sił – Zrobię co w mojej mocy. Kocham cię.
Dziewczyna nie wiedziała co ma robić. Nie chciała opuszczać tego miejsca dopóki nie zobaczy swojego ojca, siostry i Jose.
- Proszę panią. Niech pani mi da rękę. Wyprowadzę panią – powiedział jeden z pracowników, chwytając ją za rękę.
- Nie, ja nie mogę! – krzyknęła, gdy w oddali zobaczył sylwetkę mężczyzny niosącego jej siostrę. Miała nadzieję, że to Jose, ale to nie był on – A gdzie Jose? Gdzie Jose i mój tata? – zaczęła obsypywać go pytaniami.
- Jose poszedł po twojego ojca. Musimy jak najszybciej się stąd ewakuować! – krzyknął i udał się do wyjścia. Ona też miała zamiar uciekać z zadymionego i płonącego domu, gdy nagle spadła na nią deska, a ona straciła przytomność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:34:23 13-07-11    Temat postu:

Miłość Jose i Sary kwitnie, nawet matka ich zaakceptowała.
Ten pożar i zemsta w zamyśle Diega mają jakiś związek, prawda? Jeśli tak to zdanie matki o Diegu powinno ulec zmianie, nie wyszedł na "dobrego człowieka".
Mam nadzieję, że Jose, Geni i ojciec dziewczyn jakoś z tego wyjdą, inaczej cudny Diego będzie miał ludzi na sumieniu.
Czekam na dalsze odcinki, na pewno tu wrócę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Denisse
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 39481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:08:18 14-07-11    Temat postu:

AllSins napisał:
Miłość Jose i Sary kwitnie, nawet matka ich zaakceptowała.
Ten pożar i zemsta w zamyśle Diega mają jakiś związek, prawda? Jeśli tak to zdanie matki o Diegu powinno ulec zmianie, nie wyszedł na "dobrego człowieka".
Mam nadzieję, że Jose, Geni i ojciec dziewczyn jakoś z tego wyjdą, inaczej cudny Diego będzie miał ludzi na sumieniu.
Czekam na dalsze odcinki, na pewno tu wrócę.


To na pewno sprawka Diego...no może nie Diego tylko tego którego przekupił. Ale coś czuję, że jednak im się nie uda przeżyć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:34:23 14-07-11    Temat postu:

Cudny Diego, dobrze to ujęłaś. W sumie nie trudno zaprzeczyć, że to nie jego sprawka. Nie jest to tak czarno na białym napisane, ale można się domyśleć, że maczał w tym palce. Tak jak i jego kolega. Ale zawsze na drodze do szczęścia musi pojawić się jakiś klops i sielanka się skończyła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Iwi.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 13088
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:28:06 14-07-11    Temat postu:

o nie ;x po trupach do celu ;x żal mi ich
no i zajarało się ;x też mi się coś kmini, że Jose i stary Rodriguez zrobią kaput xD
hmm, rodzina zje.banego Diegita wydaje się w porządku, Ricky to typ wariata, dlatego już go lubię

Waiting
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:08:30 15-07-11    Temat postu:

Dziękuję za komentarz.

Wiele nie będę zdradzać - wasze przypuszczenia mogą być prawdziwe albo błędne, ale to z czasem wyjdzie na jaw więc trzeba czekać z cierpliwością ; )

Ale cieszę się że już "lubicie" Diegito, hihi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:16:15 17-07-11    Temat postu:

            3 ODCINEK


Po środkach nasennych spała jak zabita. Gdy w szpitalu dowiedziała się, że jej ojciec i Jose zginęli w pożarze była zrozpaczona i krzyczała na cały głos, zrywając z siebie kroplówkę i łkając. Nie było w tym nic dziwnego bo zginęło dwóch najważniejszych mężczyzn w jej życiu.
- Nawet nie wiesz jak ulżyło mi gdy tylko przyjechałaś – powiedziała Elizabeth, ściskając rękę nadal śpiącej córki.
- Po tej informacji nie mogłam zostać w Meksyku – odezwała się cicho jedna z trzech sióstr, Carmen, stojąc przy oknie i wpatrując się w krople deszczu spływające po szybie. Wydawała się być taka spokojna, ale nie mogła opanować szybko biegnących myśli i złamanego serca – Mamo… ja mam wyrzuty sumienia…
- Dlaczego? Przecież ty nic nie zrobiłaś – powiedziała Elizabeth, spoglądając na Carmen.
- Chodzi o to, że mnie wtedy nie było. Przy was…
- To co się stało nie jest niczyją winą. Spłonęła nasza hacjenda. Zostałyśmy bez dachu, ale to nie twoja wina. Gdybyś tam była to nic by nie uległo zmianie.
- Ale dlaczego ona spłonęła? – poruszyła nagle bolesny temat.
- Nie wiem, kochanie. Być może ktoś coś zostawił lub stało się coś co wznieciło pożar. Na razie nie mam bladego pojęcia – mówiła cicho Elizabeth, a jej serce łkało z bólu. Nie mogła znieść tego, że straciła ukochanego męża, a jej dwie córki są w takim stanie.
- Ale… najgorsze jest to, że taty już z nami nie ma – powiedziała, zaciskając dolną wargę i ledwo wstrzymując płacz. Była oczkiem w głowie ojca. Zawsze była przywiązana bardziej do taty niż do matki. Dlatego teraz tak bardzo cierpiała, szukając odpowiedzi w swoim sercu na wszystkie trudne pytania.

***

Minął dzień albo dwa. Czas biegł nieubłagalnie, a co najgorsze – w sercach pozostawała pustka i ból po tym co się wydarzyło.
- Tam jest mój ojciec i siostra – musisz ich uratować! Błagam! – wykrztusiła w rozpaczy. Na co on podszedł do niej i pocałował ją resztkami sił – Zrobię co w mojej mocy. Kocham cię.
Słowa tkwiły w jej sercu i wciąż przewijał się jej obraz z tego koszmarnego dnia. Najgorsze było jednak to, że mimo iż w myślach i głowie przewijały się różne obrazy to w oczach tkwiła pustka. Utrata wzroku zabolała ją bardzo.
- Dobrze się czujesz?? Potrzebujesz może czegoś?? – zapytała Carmen, spędzając całe dnie w sali u swojej siostry – Mama rano przyniosła trochę owoców i świeży sok. A może wolisz coś ciepłego? Zaraz pójdę po herbatę – powiedziała, chcąc wychodzić z sali.
- Nie, nie potrzebuję niczego – szepnęła niemal Sara – Chcę tylko świętego spokoju.
- Wiem, że nie lubisz mojego towarzystwa, ale ktoś musi przy tobie być.
- Nie powiedziałam, że nie lubię – odpowiedziała Sara, tak jakby spoglądając w jakąś otchłań – Nie układało nam się nigdy dobrze, ale nigdy nie powiedziałam, że cię nie kocham – mówiła, a jej niewidome oczy nadal były przepełnione smutkiem. Jednak wywołała uśmiech u swojej siostry.
- Cieszę się, że jednak jest szansa na to by… - nie skończyła, gdy Sara wcięła jej się w połowę zdania.
- Mama jest u Genesis? Jak ona się czuje?
- Nadal się nie wybudziła. Lekarze mówią, że śpiączka może potrwać kilka dni, czasem miesięcy, a czasem i dłużej. Niektóre przypadki trwały nawet kilka lat. Ale najważniejsze, żeby mieć nadzieję. Genesis musi z tego wyjść.
- Biedna – westchnęła – Pamiętam naszą ostatnią rozmowę jak…
- Chodzi o to, że jakiś miesiąc temu był tu nasz sąsiad, syn starego Meyer’a. Chciał wykupić ziemię, która jest położona przy jeziorku. Proponował dużą sumę, ale mama się nie zgodziła. Ostatnio też tu był. Ale tym razem mamy nie było więc rozmawiał z tatą. Podsłuchiwałam i słyszałam jak groził ojcu…
- Sara! Ziemia do Sary! – krzyknęła Carmen, gdy ta zamilkła z niewyraźną miną.
- Już wiem kto jest winien śmierci naszych bliskich! – usłyszała odpowiedź.

***

Kilka miesięcy później…

Posiłek w tym domu przebiegał w przerażającej ciszy. Nikt nie rozmawiał. Wszyscy byli pogrążeni we własnych myślach. Dopiero po krótkiej chwili Sara przerwała ciszę.
- Ja i Carmen wracamy do Santa Clary – powiedziała stanowczym głosem.
- Co? Przecież to nierozważne! Nie miałybyście gdzie tam zamieszkać, bo cała hacjenda spłonęła. Zresztą tutaj u cioci jest nam dobrze. Nie możemy tak wrócić bez niczego.
- Powiedziałam, że ja i Carmen wracamy. Ty mamo zostaniesz, bo ktoś musi czuwać w razie gdyby Genesis się przebudziła. A decyzja już została podjęta i nie zmienię jej w żadnym wypadku.
- Ale mi nic o tym nie wspominałaś – obruszyła się nagle Carmen – Poza tym mama ma rację. Mi jest tu dobrze, zdawało mi się, że tobie też.
- Nie pytałam się ciebie o zdanie – powiedziała, ignorując jej słowa i wyciągając dłoń po swoją laskę. Po chwili uważnie wstała z krzesła, wychodząc od stołu wolnym krokiem by nie wpaść na nic. Coraz bardziej była przyzwyczajona do chodzenia z laską, dzięki której niewidomość nie była już tak wielkim problemem, a przynajmniej tak sama uważała. Carmen odłożyła talerz i spoglądając na matkę znacząco pobiegła za siostrą.
- Oszalałaś, tak?? – zapytała szeptem, siadając wraz z nią na kanapie w salonie – Wracasz tam by zemścić się na Bóg wie kim! I co? Myślisz, że ci się to uda? Nawet nie jesteś pewna czy to ci bracia są winowajcami!
- Jakaś ty naiwna droga siostrzyczko – powiedziała z ironią w głosie – Ja to wiem i czuję. A śmierć Jose i ojca nie może ujść im płazem.
- Zwariowałaś na tym punkcie. Masz chorą obsesję, ale zejdź na ziemię. Oni są silniejsi niż ty i nawet gdyby to oni odpowiadali za to wszystko to jakby cię przejrzeli to byś miała przechlapane. Nie masz z nimi szans – mówiła wciąż szeptem.
- Może i silniejsi tak – odpowiedziała, uśmiechając się – Ale nie sprytniejsi.
- A jak chcesz to osiągnąć? Gdzie będziemy mieszkać? Nadal chcesz wykorzystać Carlosa?
- Kto mówił o wykorzystaniu go?
- A jak mówiłaś? – zapytała Carmen – Sama powiedziałaś, że ożenisz się z nim po to by mieć gdzie mieszkać i móc się mścić na jego sąsiadach. Nie tak powiedziałaś? Wykorzystujesz fakt, że on się w tobie zakochał jak szaleniec. A jemu wmówiłaś, że chcesz wyjść za niego by prowadzić nowe życie i nie chcesz, żeby ktokolwiek wiedział, że jesteśmy siostry Rodriguez.
- Bo nie chcę, głupia – warknęła do siostry – Ten cały Diego i jego braciszek znali tylko Genesis a jej z nami nie ma. Nikt nie będzie nawet podejrzewał, że nazywamy się Rodriguez. Ja będę mieć nazwisko po Carlosie, a tobie się zmieni.
- Ale to jest chore, a co najgorsze niebezpieczne!
- W takim razie zostań tutaj i ciesz się życiem. Ciekawe czy będziesz spokojna wiedząc, że morderca taty, którego tak kochałaś chodzi na wolności – powiedziała, wiedząc, że tym przekona siostrę i wstając od kanapy.
- Dobra. Pojadę tam z tobą, ale nie licz, że będę wspierać twój szalony plan.
- Wystarczy, że tam będziesz. Ze mną – odpowiedziała jej Sara, zatrzymując się na chwile z uśmiechem na twarzy i odchodząc.
- Nie wiem dlaczego, ale mam złe przeczucia…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Denisse
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 39481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:28:13 17-07-11    Temat postu:

oj dodaj już 4 nie bądź taka haha
i tak jak mówiłam umarli... no ale to było do przewidzenia :] tylko jeszcze nie kojarzę ich po imionach i trzeba co jakiś czas na 1 str wracać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Iwi.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 13088
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:25:18 17-07-11    Temat postu:

yyy... Sara niewidoma? Ominęło mnie coś??

hmmm, ostro się porobiło. 2 trupy i jedna roślinka i pojawił się motyw z Gorzkiej Zemsty
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:22:23 18-07-11    Temat postu:

Dziękuję za komentarze.

4 Odcinek pewnie pojawi się na dniach więc cierpliwości, Ewelin.

Nie, nie. Sara po uderzeniu w głowę utraciła wzrok, takie skutki.

Dokładnie - tak jak wcześniej było można wyczuć, że telenowela moja ma taki smak Gorzkiej zemsty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:20:04 22-07-11    Temat postu:

            4 ODCINEK


Gdy na zegarach pojawiła się późna godzina w barze „La Estrella” rozbrzmiała głośna muzyka, a na salę wparowały skąpo ubrane tancerki. Taniec był żywy, energiczny i przede wszystkim seksowny. Poruszał serca, a już przede wszystkim ciała mężczyzn. Jednak nie tylko płeć męska odwiedzała to miejsce, które otwarte było od rana do samej nocy. Każdy mógł przyjść, wypocząć i napić się czegoś lub zjeść coś smacznego. Każdy znalazłby o każdej porze coś dla siebie. Rankiem i w południe był to zwykły bar, a nawet restauracja. Zaś wieczorem rozgrywały się występy. David Vergas zapracował sobie na szacunek ludzi a już szczególnie na sympatię mieszkańców Santa Clary. Nikt jednak nie wiedział jakie może mieć na sumieniu grzechy człowiek na ogół uczynny i pracowity. Nie mający czasu dla siebie, poświęcony całkowicie swojemu barowi.
Tym razem scenę rozgrzewały nie tylko tancerki, ale i jednak z piosenkarek – Julieta Nawarro. Dziewczyna o buntowniczym charakterze, ale i uwielbiana przez publiczność. Śpiewała tu wraz ze swoją koleżanką. O ile można było nazwać Angelicę koleżanką Juliety. Gdyż nie od dziś dziewczyny darły ze sobą koty.
Nie długo piosenka dobiegła końca, a tancerki na czele ze śpiewającą Julietą ukłoniły się, opuszczając scenę. Po chwili były już w garderobie.
- No dziewczyny, należą wam się gratulację. Występy z dnia na dzień są coraz lepsze – pochwalił je, wchodząc za nimi ich szef – David Vergas, a na jego słowa Julieta spojrzała na niego wymownie.
- Przepraszam… byłaś świetna, kochanie – powiedział, całując ją w policzek – Ale teraz poproszę jedną pannę na bar. Brakuje kelnerki, która pomogła by Margaricie. Dziewczyna przy takiej ilości klientów sobie nie radzi.
- Za chwilę pójdę jej pomoc. Wezmę tylko szybki prysznic i przebiorę się w coś wygodniejszego – odpowiedziała Julieta.
- Nie ma mowy, odpoczywaj, bo widać, że jesteś wyczerpana.
- Nie chcę, żeby dziewczyny myślały, że ze względu na to, że jestem twoją dziewczyną mam jakieś specjalne względy – szepnęła mu na ucho, odchodząc pod prysznic. Wzruszył na to ramionami i sam wrócił na swoje miejsce.

***

- Jak ten czas szybko leci – westchnęła, wychodząc na balkon i wpatrując się w widoki pięknej i wciąż takiej samej Santa Clary – Jeszcze nie tak dawno temu byłam w Puebli, a teraz znowu jestem tutaj – mówiła, jakby przygaszonym głosem. Nie wiedziała czy się cieszyć czy płakać z tego powodu. Po chwili zamknęła balkon i wróciła do swojego nowego pokoju. Był całkiem ładny. Nawet ładniejszy niż ten, który zajmowała we własnej hacjendzie. Wielkie łóżko, kosztowne meble i dużo miejsca. Usiadła na wygodnym posłaniu, rozpakowując swoje rzeczy z torby. Pierwsze co wyjęła zdjęcie, oprawione w ramkę, na którym widniała cała rodzina – ona, Sara, Genesis, mama i tata. Już nic nie było tak samo. Mama została w Puebli z ciotką i z nadal nieprzytomną Genesis, jej ukochany tata zginął w pożarze, a ona przebywała tu ze swoją siostrą, z którą nigdy się nie dogadywała. Co za ironia, że akurat z nią przystało jej mieszkać. Co najdziwniejsze Sara była żoną Carlosa Moralesa. To właśnie w jego hacjendzie zamieszkały. Carmen znała Carlosa od zawsze. Był dobrym sąsiadem i rodzice zawsze utrzymywali z nim dobre stosunki. Dobry człowiek o złotym sercu, ale wpadł w sidła Sary. Miała nadzieję, że jej siostra nie wyrządzi mu krzywdy. Zresztą Sara nie potrafiłaby nikogo skrzywdzić. Miała gołębie serce, ale Carmen obawiała się, że ta chęć zemsty może ją jednak zgubić. Z rozmyślań wyrwało ją pukanie do drzwi.
- Panienko, pani siostra i pan Carlos proszą panią o zejście na kolację.
- Powiedz im, że nie jestem głodna. Chciałabym się już położyć.
- Ale pani Sara nalegała – powiedziała nieugięta jedna z zaufanych służących Barbara, która służyła w tym domu od kilkudziesięciu lat.
- Proszę jej przekazać, że naprawdę jestem zmęczona – powiedziała Carmen.
- Dobrze, przekażę – odpowiedziała służąca, odchodząc z pod pokoju dziewczyny.
- Teraz już nic nie będzie tak samo. Moje życie się zmieniło, ale to nie znaczy, że mam być podporządkowana planom Sary. Nie mam zamiaru słuchać jej rozkazów – powiedziała do siebie, kładąc się na wygodnym łóżku, wtulona w poduszkę.

***

Mimo, że czuła się tutaj na początku nieswojo to po kilku dniach była coraz bardziej przywiązana do tego domu. Była wdzięczna, że Ricardo Meyer przyjął ją tutaj z otwartym sercem i zaopiekował się nią gdy odnalazł ją pobitą i zakrwawioną w lesie. Odtąd traktował ją jak własną siostrę, pilnując by wracała do zdrowia.
W nocy nadal nie mogła spać – nie wiedziała czy przez fakt, że śpi w nowym otoczeniu czy przez to, że nadal jej duszę ogarniał strach. Dlatego gdy poczuła jak powoli zasycha jej w gardle zeszła na dół do kuchni by napić się czegoś. Wyjęła z lodówki wodę i nalała sobie do szklanki, popijając i siadając przy stole.
W tym wielkim domu wprawdzie była wielka pustka. Mieszkało tutaj dwóch braci, z których Ricardo zdołała dobrze poznać i pokochać jak brata. Zaś drugiego z nich widziała tylko kilka razy, jednak nie zamieniła z nim żadnego słowa. Wiedziała, że nie jest on zadowolony z jej pobytu tutaj i już nie raz słyszała jego kłótnie z Ricardo. Poza nimi były tylko dwie zaufane służące i na hacjendzie kilku robotników. Ale mimo to brakowało tu szczęścia i radości. Było szaro, smutno i czasem aż przerażająco. Dolores nigdy nie pytała gdzie są ich rodzice. Z czystej grzeczności? Czy może nie wyczuwała takiej potrzeby? Sama nie znała na to pytanie odpowiedzi.
Po kilku minutach drgnęła na krześle, gdy usłyszała kroki. Nie podniosła się krzesła, ale ze strachem kurczowo trzymała się stołu – tak jakby bała się i nie wiedziała gdzie się ma skryć. Po chwili zauważyła w drzwiach tego drugiego, jak wcześniej go nazywała – Diego, który bacznie jej się przyglądał.
- Nie śpisz?? – zapytał, po prostu, wchodząc do kuchni i wyciągając z lodówki zimne piwo, które zawsze tam chował. Po chwili zasiadł naprzeciwko niej – Czemu nie śpisz? Nie podoba ci się tu? Wydawało mi się, że mój wielkoduszny braciszek dał ci spory pokój.
- Po prostu zaschło mi w gardle – powiedziała, spuszczając wzrok – Ale zaraz wracam do pokoju.
- Jej, nie chciałem cię przecież wyganiać – powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy, którego nie mogła zinterpretować – Zostań, nie mieliśmy jeszcze szansy porozmawiać.
- Ale o czym? – zapytała nieco cicho, jakby nieśmiało.
- Chciałem ustalić z tobą zasady przebywania w moim domu – powiedział głośniej od niej, na co ona spojrzała na niego bacznie – w moim domu, nie przesłyszałaś się. Nie tolerowałem nigdy jakiejś specjalnej gościnności, ale jak już tu jesteś to może i ja na tym skorzystam.
- Nie rozumiem o co chodzi.
- Lolita, nie bądź głupia – roześmiał się lekko, drapiąc się po kilkudniowym zaroście.
- Nazywam się Dolores.
- Chciałem być miły, ale ty tego nie doceniasz – powiedział Diego i wstał z krzesła, kierując się w jej stronę. Po chwili już stał za nią i podparł dłonie o stół – To nie Ricardo tu rządzi, a ja. Dlatego jeśli chcesz tu zostać to nie możesz być bezużyteczna. Wiesz co mam na myśli?
- Mam sprzątać? Dla mnie praca to nic wielkiego. Z chęcią… - nie skończyła, gdy Diego jej przerwał.
- Nie, nie, nie, nie – powtórzył – Źle mnie zrozumiałaś. Chodzi o to, że każdy mężczyzna ma od czasu do czasu ochotę się zabawić – szepnął jej do ucha, a ona poczuła nieopisany strach i ból w sercu, gdyż nie od dziś tak bardzo bała się mężczyzn. Ale jednak coś ją uratowało i była wdzięczna, że w tym momencie w kuchni pojawił się Ricardo.
- Diego, co ty kombinujesz?! – niemal krzyknął na co jego brat odskoczył od dziewczyny, która podbiegła do Ricardo, wtulając się w niego, niemal z płaczem.
- Nic, po prostu nic – odpowiedział z ironią w głosie – Ale to chyba ty zapominasz, że nie jesteś jedynym panem tego domu.
- Powiem ci coś raz a dobrze – jeszcze raz zbliżysz się do niej to urwę ci łeb! – krzyknął, kierując się ku niemu, ale Lola pociągnęła go za rękę, nie chcąc by przez nią wywołała się kolejna kłótnia między braćmi. Diego na jego słowa roześmiał się bezczelnie i skierował się do wyjścia.
- Nie przejmuj się, Ricky. Jak nie ta to inna – powiedział i wyszedł z kuchni.
- Przepraszam, to moja wina, nie powinnam tu być – powiedziała Dolores z ciągłym strachem w oczach. Na co Ricardo ponownie ją objął i pogłaskał po głowie.
- Nie przejmuj się nim, to idiota. Musisz się nauczyć jak postępować z takimi ludźmi. Jesteś bardzo nieśmiała przez coś co się spotkało, ale zobaczysz, że jeszcze będziesz pełna życia. Obiecuję ci, że odzyskasz radość życia – powiedział, na co Dolores poczuła ulgę w sercu. Zawsze marzyła by być taką jak kiedyś – bezproblemową i śmiałą kobietą.

***

- Panienka Sara odmówiła zejścia na kolację. Powiedziała, że jest zmęczona – powiedziała służąca w jadalni, po czym zwróciła się w kierunku drzwi – Przepraszam.
- Udaje obrażoną, bo nie chciała tu przyjeżdżać, a raczej wracać – skwitowała Sara, zabierając się wraz z niedawno poślubionym mężem do kolacji.
- Zrozum ją. Jeszcze się nie pozbierała po tym pożarze. Wiesz jaką ona miała słabość do ojca. Był dla niej największym autorytetem – stwierdził Carlos.
- A dla mnie nie? Ja także bardzo kochałam i szanowałam tatę.
- Ale ty stratę przeżywasz inaczej niż ona. Ona się buntuje przed całym światem, a ty po prostu przyjmujesz to bardziej na spokojnie i starasz się wymazać z pamięci to co było złe. To jest normalne – na jego słowa Sara uśmiechnęła się. Nie wiedział bowiem, że dziewczyna nie przyjęła tego na spokojnie, a wręcz przeciwnie planuje zemstę.
- Przepraszam. Muszę skorzystać z toalety – powiedziała nagle, porywając swoją laskę w dłonie.
- Pomóc ci? – zapytał, zrywając się z krzesła.
- Nie jestem sparaliżowana. Po prostu nic nie widzę – powiedziała, jakby to była całkiem normalna rzecz. Po chwili poruszając się o swojej lasce zmierzała w kierunku toalety, gdyż już od kilku tygodni udało jej się poznać zakamarki tego domu. Na początku nieco z trudnością się poruszała, ale szybko się uczyła. Nie minęła chwila gdy stała już przy lusterko, którego i tak nie mogła zobaczyć. Przemyła wodą twarz, by móc ochłonąć.
- To nie będzie takie proste. Moja zemsta nie będzie słodka. To będzie krwawa zemsta – uśmiechnęła się triumfalnie, jakby spoglądając w dal – A kto stanie mi na drodze zostanie wyeliminowany. Bez skrupułów zniszczę każdego… dla ciebie kochanie… - powiedziała, wpatrując się jakby psychopatycznym wzrokiem w dal – Dla ciebie…


Ostatnio zmieniony przez Rainbowpunch dnia 12:20:39 22-07-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Iwi.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 13088
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:14:15 22-07-11    Temat postu:

Ta powaga i dyscyplina naprawę dodaje Saricie wieku, i szczerze mówiąc - trudno jest mi sobie wyobrazić Maite w tej roli Jak na razie, jedyne, co podoba mi się w tej postaci to to, iż kształtuje się jej charakterek
Hmm, jakoś brakuje mi tej "przebojowości" Carmen z obsady W chwili obecnej widzę tylko cichą, zagubioną dziewczynkę
Przypadła mi do gustu scena Lola vs. Diego xD Ciekawa jestem, co by się stało, gdyby Richie nie pojawił się na czas ; ] Glupia, głupia ta Lolita, ja bym tam go brała <3 xD
Ostatnia scena niczym z filmu grozy Zdaje się, ze Sara zaczyna tracić zmysły, ahaha Ale podoba mi się, podoba, jak najbardziej ; )

Pzdr ; )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Denisse
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 02 Sty 2009
Posty: 39481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:43:08 22-07-11    Temat postu:

Wreszcie pojawiła się Lola to mnie najbardziej interesuje ciekawe co jej się stało

Iwi ja bym takim Diego tym bardziej nie pogardziła haha i pewnie nie umiała się nawet opanować


Ostatnio zmieniony przez Denisse dnia 13:47:10 22-07-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:57:50 22-07-11    Temat postu:

Dziękuję dziewczyny za cudowne komentarze ;* Aż miło się czyta.

No cóż Sara się zmienia z dnia na dzień i zobaczymy co z nią dalej będzie. Jak na razie jest poważna i pała zemstą - tak z charakterkiem bardziej.

Co do Carmen to jak na razie może wydać się zagubiona, bo wróciła do miejsca w którym straciła ukochanego ojca. Ale obiecuję, a raczej zaświadczam, że nie długo odzyska swoją werwę

Diegito wykazał się tu jak najbardziej, ale z niego to taki playboy. A sama Lolita napędziła sobie strachu.


Do następnego razu!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 23, 24, 25  Następny
Strona 3 z 25

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin