Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wampir z hacjendy La Calma - cap. 11 (18.02)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19227
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:34:45 13-01-13    Temat postu:

Odcinek 6 bardzo ciekawy. Kim jest ta Elsa? Mnie także nurtuje to pytanie.
Odcinek 7 także bardzo ciekawy. Vicky dowiedziała się co nieco o Wampirze ;D I ciekawi mnie po co przyjechał ten kumpel Davida i co to za kobieta. No i co się stało ?
Czekam na kolejny odcinek i zapraszam na moje, bo chyba nie zauważyłaś lub nie miałaś okazji poczytać i skomentować ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:51:41 17-01-13    Temat postu:

Dziękuję za komentarze i zapraszam na kolejny odcinek.


Capitulo 8


- Rodrigo przyjechał, bo… później ci wyjaśnię… - urwał, patrząc na drzwi frontowe. Pojawiła się w nich kobieta. Szczupła blondynka w czarnym, niemal pogrzebowym stroju, nieświadoma swojego rozmazanego tuszu na policzku, starała się uśmiechnąć. Jednak resztki wymuszonego humoru znikły z jej twarzy, kiedy zauważyła mnie.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry – odpowiedziała bez przekonania, patrząc na mnie z wyrazem zakłopotania. – Octavio też tu jest? – wydusiła wreszcie.
- Nie, jestem sama.
- Szkoda – mruknęła, choć widziałam, że jej ulżyło. – Gdzie Elsa? – zwróciła się do Davida.
- W kuchni, z Dianą.
- Rodrigo, jedziesz już? Odprowadzę cię, musimy się umówić. Zostawiam cię z ukochaną. Dbaj o nią.
- Elsa na pewno będzie się tu świetnie czuć. Nie martw się – powiedział David do wychodzącej kobiety.
- Zostaje tu?
- Tak, na dzień albo kilka. Chce z nami porozmawiać.
- O czym? – popatrzyłam z zaciekawieniem – Myślałam, że mnie nie lubi.
- Daj spokój. Przecież nie chodzi o ciebie. Nie wiem o czym.
- Skoro zostaje, to jutro – burknęłam zdawkowo i już chciałam wyjść, ale usłyszałam za sobą pytanie Davida.
- Coś się stało?
- Nie, po prostu boli mnie głowa i jestem zmęczona. Idę spać. Zaopiekuj się Elsą.



Nie bolała mnie głowa, ani nie byłam zbytnio zmęczona, a na sen miała jeszcze nadejść pora. Najzwyczajniej nie miałam ochoty siedzieć z nimi. Elsę pewnie jeszcze zdążę poznać, a pani Moreno raczej nie przepada za moim towarzystwem. Żeby się nie nudzić, chwyciłam w ręce pamiętnik. Im dalej, tym mniejsza ilość błędów i ładniejsze pismo, a to sprawiało, że czytało się szybciej i przyjemniej. Tego wieczoru doszłam prawie do 1940 roku, czyli 10 roku życia babci. Dowiedziałam się, że na początku jej pokojem był obecny pokój Davida, z którego jednak się wyprowadziła na prośbę jakiegoś wuja, który z nimi mieszkał, a który złamał nogę i nie mogąc chodzić po schodach, potrzebował pokoju na parterze. Wywnioskowałam, że hacjenda musiała być wtedy dużo większa. Prawdopodobnie łączyła się ze stajnią. Tylko dlaczego została przebudowana?



W salonie siedział David z ciotką Vanesą. Szeptali coś między sobą. Delikatnie usiadłam na fotelu.
- Witam was. A Elsy znowu nie ma? Miałam nadzieję ją wreszcie poznać? – zagadnęłam. Naprawdę byłam jej ciekawa, ale byłam też pewna, że się nie polubimy. Sama nie wiedziałam, dlaczego.
- W ogrodzie. Pewnie zaraz tu przybiegnie – odpowiedział David, uśmiechając się.
- Dobrze, że przyszłaś – zaczęła jego matka. – Muszę wam coś powiedzieć… Prawdopodobnie… - trzęsącą się dłonią dotknęła twarzy. Kiedy już opanowała zdenerwowanie, powiedziała: - Prawdopodobnie… Amelia mogła zostać zamordowana.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19227
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:29:54 19-01-13    Temat postu:

Odcinek bardzo ciekawy. Ta Elsa strasznie mnie zaciekawiła. Vanessa uważa, że prawdopodobnie Amelia została zamordowana. Ciekawe ciekawe.
Czekam na kolejny odcinek i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:20:54 19-01-13    Temat postu:

O, jesteś! Elsa Cię jeszcze zaskoczy. Zobaczysz. Pewnie w tym odcinku. A jaka Vicky będzie zaskoczona.. hehe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:40:24 22-01-13    Temat postu:

Capitulo 9


- Dobrze, że przyszłaś – zaczęła jego matka. – Muszę wam coś powiedzieć… Prawdopodobnie… - trzęsącą się dłonią dotknęła twarzy. Kiedy już opanowała zdenerwowanie, powiedziała: - Prawdopodobnie… Amelia mogła zostać zamordowana. Ona się bała. David – kobieta rzuciła na mnie okiem, jakby sprawdzała, czy jej wierzę i dotknęła ręki syna – pamiętasz, jak cię namawiałam, żebyś odwiedził babcię? Dzwoniła do mnie. Prosiła, żebym przyjechała. Powiedziała, że jej bezpieczeństwo zależy od tego, czy ktoś tu z nią będzie… i że pierwszy raz w życiu boi się własnego domu. Ja musiałam pracować i poprosiłam ciebie… Boże, a jeśli naprawdę ktoś jej coś zrobił? – zasłoniła twarz dłońmi.
W pierwszej chwili miałam ochotę ceremonialnie parsknąć śmiechem, ale na szczęście w porę się zastanowiłam. Ciotka miała różne wady. Można jej było zarzucić brak obowiązkowości wobec rodziny, pracoholizm, a nawet nieschludność, ale nigdy nie pomyślałabym, że mogłaby stroić sobie żarty na temat śmierci, w szczególności kogoś tak bliskiego. Widziałam, jak wczoraj płakała. Nie. Nie byłaby zdolna do wymyślenia czegoś takiego. Raczej nie miała też skłonności do przesady, chociaż… przecież właściwie niewiele ją znałam. Musiałam uwierzyć w jej słowa. Co nie znaczy oczywiście, że uwierzyłam w morderstwo. Kto miałby to zrobić?
- Może chodziło o coś innego. Pewnie źle zrozumiałaś… - z otępienia wyrwał mnie głos Davida. - Babcia była najlepszą kobietą na świecie. Z pewnością nie miała wrogów.
Rozmowa prawdopodobnie jeszcze by się nie skończyła, gdyby nie hałas samochodu parkującego na wysypanym kamieniami podjeździe.
- Rodrigo… Już po mnie przyjechał. Muszę iść.
Wszyscy troje wstaliśmy. Vanesa zaczęła się czule żegnać z Davidem. Szeptała mu coś do ucha. Do salonu wszedł Rodrigo. - Cześć! - uśmiechnął się tylko do mnie, ale tym razem nie byłam w nastroju, żeby mu odpowiedzieć.
Cześć – burknęłam tylko.
Ciotka już zbierała się do wyjścia. Stanęła przede mną. Wahała się. Myślałam, że tego nie zrobi, ale podeszła i pocałowała mnie w policzek.
- Pomyślcie o tym, co powiedziałam.
- Odprowadzę was.
David wyszedł z nimi. Ja zostałam w salonie. Jeszcze przy samochodzie o czymś rozmawiali. Usłyszałam tylko, jak mój przyjaciel powiedział kierowcy, że jestem zajęta. Zastanowiło mnie to. Nie mógł znać Matt’a. Odkąd tu przyjechałam, nawet się nie kontaktowaliśmy ze względu na brak zasięgu.
- Victoria. Dzwoni twój ojciec. – Sofia podała mi słuchawkę.
- Halo!

- Victoria, co się z tobą dzieje? Co cię przedtem tak zdenerwowało?– David usiadł obok mnie na kanapie i chwycił moją dłoń.
- Nic. Naprawdę. Po prostu… przejęłam się tym, co powiedziała twoja mama o babci. – podniosłam wzrok na niego i wychwyciłam niedowierzające spojrzenie. – Wiesz, myślałam o tym. Na początku uważałam, że to głupota, ale teraz… Martha powiedziała mi coś dziwnego. Dlaczego, kiedy byłam mała, mówiłeś mi, że Arturo jest wampirem? Skąd to wziąłeś?
- Słyszałem – uśmiechnął się. – Ludzie we wsi tak go nazywali, ale nie wiem, dlaczego do tego wracasz.
- Martha opowiadała mi o nim. Wracając do babci. Wierzysz w wersję twojej mamy?
- Nie wiem. Tak naprawdę nie wiemy, co tu się stało. A Amelia była w świetnej formie i nigdy nie miała problemów z sercem. Jednak z drugiej strony, kto miałby to zrobić?
- Więc po kolei. Stajenni raczej nie mieli powodów, choć nie możemy ich wykluczyć. Diany nie lubię, ale nic na nią nie mam, Sofia? Została tu panią i gdyby nie my…
- Przestań, Sofia jest dobrą kobietą. Poza tym pamiętaj, że nie odziedziczyła hacjendy. Testament nie został odnaleziony. Nie wiadomo, co jest w nim napisane, ale babcia miała rodzinę i wątpię, żeby zostawiła majątek służącej. Sofia została panią, bo nie było właściciela. Tak naprawdę nic nie zyskała, bo nie mogła liczyć, że nikt się nie zajmie hacjendą.
- Masz rację. Sofia odpada. Ale dwie osoby są naprawdę podejrzane. Po pierwsze Arturo.
- Arturo? A co on ci zrobił?
- Martha mi o nim opowiadała. Ludzie we wsi uważają go za wampira. Podobno są jakieś dwa niewyjaśnione zabójstwa, których mógł dokonać, a ktoś widział, jak oczy zmieniły się mu na czerwone. I wychodzi nocą, zauważyłeś?
- Vicky, opanuj się. – śmiał się. Nie miałam mu za złe, że nie wierzył. W końcu na początku ja też przyjęłam tę wiadomość sceptycznie, ale teraz… - Nie masz już pięciu lat. Wampiry nie istnieją i dobrze to wiesz. A poza rozdzierającym głodem, jaki mógł mieć motyw?
- Może nie wiemy wszystkiego. Martha mówiła też, że po śmierci babci nikt nie widział. Dziwne, prawda?
- A druga opcja?
- Hektor. Diana mówiła, że on tu często sypia, i że ma nie po kolei w głowie. Może jest niebezpieczny.
- Dziś znów tu spał, a ty nawet nie wiedziałaś. Jakoś wszyscy żyją. Przestań już.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19227
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:48:50 23-01-13    Temat postu:

Odcinek bardzo ciekawy. Coś mi się wydaje, że to Arturo stoi za śmiercią Amelii. David zapewne będzie cały czas ignorował domysły Vicky a ona może mieć rację. Z jednym się z nią nie zgadzam. Hektor nie mógł zabić babci.

Czekam na kolejny odcinek i pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:21:39 23-01-13    Temat postu:

No zobaczymy. Dlaczego uważasz, że Hektor nie mógł zabić Amelii? Może staruszek nie jedno ma za uszami?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19227
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:59:40 23-01-13    Temat postu:

Nie wiem. Jakoś tak mi to do niego nie pasuje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:47:35 26-01-13    Temat postu:

Odcinek 10.
Przy takiej okrągłej liczbie muszę go za dedykować.
mina107 i Ania:D - dziękuję, że czytacie i na dodatek chce wam się jeszcze zostawić komentarz.

Capitulo 10



- Dziś znów tu spał, a ty nawet nie wiedziałaś. Jakoś wszyscy żyją. Przestań już.
- Jak miło, że dopiero teraz się o tym dowiaduję! – wstałam.
- Znowu zrobiłabyś z tego problem, a ja nie chciałem wyrzucać staruszka w nocy! To nie jego wina, że jest chory! – David też podniósł głos.
- No właśnie! Chory! I może być niebezpieczny! Ale ty nigdy nie zwracasz uwagi na to, co ja mówię! Ale uważaj, bo nie wiemy, do czego on jest zdolny, a twojej Elsie też mogło się coś stać! I ciekawe, kto by cię budził?! – rzuciłam z drwiącym uśmieszkiem i nie chcąc ciągnąć dłużej tej „rozmowy”, wybiegłam na werandę.
Stałam tam przez chwilę zastanawiając się, co miał znaczyć pobłażliwy uśmiech Davida. Najwyraźniej nie specjalnie przejął się bezpieczeństwem ukochanej. Jego mina wyrażała raczej, że powiedziałam coś głupiego. Obyśmy nie musieli przekonywać się, że miałam rację.
Nie bardzo wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Poszłam więc do stajni po Bagatelę. Pojechałam do Marthy, ale jej nie zastałam. „Amelia” była zamknięta. Na drzwiach wisiała kartka informująca o przerwie obiadowej właścicielki. Pewnie poszła do siebie. Błąkałyśmy się przez jakiś czas po okolicy. Nawet nie wiem, kiedy zawędrowałyśmy nad jezioro. Kiedyś przychodziliśmy tu prawie codziennie. Czasami we trojkę – z Marthą. Patrzyłam jak klacz zachłannie pije wodę i poczułabym się pewnie jak dawniej, gdyby nie to, że byłam sama. Żałowałam, że czasy naszej trójki już nie powrócą. Zostałam tu, bo chciałam przeżyć jeszcze jedne takie wakacje, ale moje miejsce zajął ktoś inny. Jedna panienka ze stolicy i David latał za nią, zapominając o mnie. W dodatku zostałam tu uwięziona. Nie mogłam już wrócić do miasta. Nie miałam po co. Siedziałam nad brzegiem, wspominałam nasze zabawy w tym miejscu. Nadal nie rozgryzłam jednego z sąsiadów, młodego Reyesa, który, zawsze, gdy nas tu spotkał, dość wulgarnie dawał nam do zrozumienia, że mamy się wynosić, bo przyjaźń sąsiedzka się skończyła, a jezioro należy do nich. Z kolei to miejsce, odkąd pamiętam było wodopojem dla zwierząt z sąsiednich hacjend i granicą, pomiędzy naszą La Calmą, La Tormentą - Reyesów, La Bonitą – Monterów i Alemaną – Shmidtów. Nie rozumiałam i nie rozumiem, dlaczego Reyesowie rościli sobie do niego prawa. Do powrotu na hacjendę skłoniło mnie zniecierpliwione prychanie konia.



Wyszłam na zewnątrz, boso. Nie mogłam się powstrzymać. Jedna z rzeczy, której najbardziej brakowało mi w mieście. Nocny spacer po rosie. Zeszłam ze schodka. Moje stopy dotykały chłodnej, mokrej trawy. Fantastyczne uczucie. Poszłam tam, gdzie zawsze chodziliśmy na piesze spacery. Wąską ścieżynką w stronę lasu. Właściwie ścieżki już nie było - nieużywana zrównała się z trawnikiem – ale znałam ją na pamięć. Po pewnym czasie doszłam do rozwidlenia. Droga rozchodziła się na trzy części. W prawo (północ) można było dojść do wodospadu, albo jeszcze dalej do hacjendy Shmidtów. Wodospad mieścił się mniej więcej w połowie drogi. Na wyrównanym placyku obok postawiono stolik z dwiema ławeczkami. Acostowie i Shmidtowie często spotykali się w tamtym miejscu. Czasami piekłyśmy z babcią sernik i częstowałyśmy nim sąsiadów. Ścieżka w lewo (na południe) prowadziła skrótem do drogi głównej. Nie była to najprostsza droga, ale na pewno krótsza i szybsza. Podążyłam jednak prosto (wschód). Szeroka, bezpieczna, wolna od błota droga zawsze była idealna na moje bose spacerki. Właściwie nie wiedziałam, czy i gdzie się kończyła. Po prostu wiodła przez las. Szłam tylko chwilę. Nie mogłam zajść daleko. Jednak straciłam chęci do dalszego wędrowania, kiedy zauważyłam to coś. Ciemność i odległość nie pozwalały mi rozpoznać intruza. Z pewnością było to jakieś zwierze. Przez myśl przemknęło mi, że sprawcą tajemniczych ataków, o które Martha posądzała naszego zarządcę, mogło być to coś. Nie jestem w stanie stwierdzić, jak szybko pobiegłam z powrotem. Nim zdążyłam ochłonąć, ujrzałam zostawione na werandzie światło. Na hamaku siedział David. Wzięłam kilka głębszych oddechów i, nie dając po sobie poznać strachu, podeszłam z nadzieją, że już zapomniał o porannych krzykach.
- David…
- Chcesz się na mnie wydrzeć? – dopiero teraz zauważył moją obecność.
- Nie – powiedziałam cicho, klękając na hamaku bokiem do niego. - Ale powinieneś mnie chociaż spróbować zrozumieć. Boję się go – dodałam bardziej nerwowo.
- Vicky, on śpi w komórce za kuchnią. Nie wychodził z niej aż do rana. Przestań panikować – powiedział z naciskiem.
- Ja nie…!
- Ciii – przyłożył mi palec do ust. – Znowu będziemy się kłócić?
- Nie. A po co przyjechał ten twój przyjaciel? – wolałam zmienić temat.
- Właśnie. Nie miałem okazji ci wytłumaczyć. Dzięki temu wspaniałemu człowiekowi mamy tu Internet.
- Jak on to zrobił na tym zadupiu?
Wzruszył ramionami.
- Nie jest najszybszy, ale ważne, że działa. Będzie mi bardzo potrzebny, kiedy tu zostanę.
- Chcesz tu zostać? Tak… na zawsze?
- Obiecałem postawić hacjendę na nogi, a tego nie zrobię w wakacje.
- A studia? – zaabsorbowana rozmową przysunęłam się jeszcze bliżej.
- La Calma od dawna stoi nad przepaścią i albo się cofnie, albo spadnie. Jeśli spadnie, i tak będę musiał wrócić do stolicy. Na razie wezmę dziekankę. A potem wszystko się rozwiąże.. Już wcześniej myślałem o rzuceniu studiów, a teraz, gdy mam możliwość tu, najchętniej zestarzałbym się na tym hamaku, ale nie wiem, czy wytrzymam sam.
- A Elsa? Wraca do miasta? – zapytałam, zawzięcie wbijając palce w sznurki hamaka i spuszczając głowę. Pozwoliłam, by włosy spadły mi na twarz i ukryły smutek widoczny na mojej twarzy. Chociaż w tym mroku i tak by pewnie nic nie zauważył.
- Nie, po co. Tu ma więcej miejsca i mnie. Ale Elsa to nie to samo, co ty – powiedział z uśmiechem.
Podniosłam na niego wzrok. Nie bardzo wiedziałam, co do mnie mówi. Myślałam, że ukochana osoba zawsze jest najlepszym towarzystwem.
- A jeśli tu zostanę na dłużej?
- Tylko w jakim celu? Ty musisz się uczyć i rozwijać karierę. Wystarczy, jak czasem do nas wpadniesz… - powiedział, odgarnując mi włosy z czoła. – Ty pasujesz do tego wielkiego świata. Zanudziłabyś się tu.
Zostawiłam hamak w spokoju. Przez chwilę patrzyłam na jego oczy i szczery, słodki uśmiech.
- Widziałaś już Elsę?
- Właśnie, kiedy mi ją przedstawisz? – ocknęłam się.
- Teraz. Proszę bardzo, biegnie do nas.
Odwróciłam głowę w stronę, z której wcześniej sama przyszłam. Z trudem powstrzymałam się, żeby nie otworzyć ust. Więc to była Elsa???
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19227
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:32:57 26-01-13    Temat postu:

Na sam początek chciałam podziękować za dedykację.

Odcinek bardzo ciekawy. Kogo zobaczyła Vicky? To nurtujące pytanie. I coś mi się wydaje, że ta Elsa to może być pies. Nie wiem czemu, ale mam takie przeczucie.

Czekam na kolejny odcinek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:45:19 26-01-13    Temat postu:

Vicky zobaczyła psa. Rozgryzłaś mnie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19227
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:31:21 26-01-13    Temat postu:

Tak? O proszę ;DD Hehe :d Miałam nosa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:57:04 18-02-13    Temat postu:

CAPITULO 11

- Jest śliczna – nadal zszokowana siliłam się na entuzjazm.
- Wiem… - odpowiedział z uśmiechem.
Pies wyskoczył na hamak, wciskając swoje wielkie łapy między moje kolana, a udo swojego pana i zaczął mnie obwąchiwać czarnym nosem. Ostrożnie pogładziłam jej kremowe gęste futro, a pies zamerdał ogonem.
- Przepraszam, że nie zapytałem, ale wiem, że lubisz psy.
- No pewnie. Nie ma sprawy.
- Szukałem przedtem jakichś ciekawych zawodów jeździeckich. W miasteczku są organizowane wyścigi za miesiąc. Zdążysz się przygotować?
- No co ty! Nawet nie mam konia. Bagatela jest za stara… A ty?
- Ja od dawna nie jeździłem, musiałbym wrócić do formy. Poszukam czegoś w późniejszym terminie… Teraz muszę nakarmić Elsę.
- To ja idę poczytać.


„Odwiedzaliśmy dziś hacjendę Acostów. Tata bardzo lubi tę rodzinę. Mi podobają się trochę mniej. Ciągle tylko grają w karty i piją. Mama mówi, że powinniśmy się z nimi przyjaźnić, bo mają dużo pieniędzy, są ważnymi i wpływowymi ludźmi, a jedna z ich córek, Lucia wyszła za polityka ze stolicy. Skoro z nim zamieszkała, pewnie już jej nie zobaczę, a szkoda, bo akurat ją polubiłam. Jest bardzo sympatyczna. Zabierała mnie na spacery i opowiadała o swoim rodzeństwie, kiedy przyjeżdżaliśmy. Urodziła się jako przedostatnia. Ma jeszcze młodszego brata, Sergio oraz dwóch starszych – Diego i Alonso. Najstarszemu niedawno urodziła się córka. Między innymi z tego powodu ich odwiedziliśmy. Mała Elisa jest taka śliczna. Chciałabym mieć kiedyś taką córeczkę.”

„Tak bardzo martwię się o babcię. Jest chora i od tygodnia nie wstaje z łóżka. Ciągle ma gorączkę. Mama robi jej zimne okłady, ale nic nie pomaga. Wczoraj był u nas lekarz, jednak nie wiem, co powiedział. Mama kazała mi iść do siebie. Cały czas modlę się, żeby babcia wyzdrowiała.”

Siedziałam na czarnym, drewnianym krzesełku wpatrując się w napis będący nazwą restauracji. Słonko tak pięknie przygrzewało, że miałam nieodpartą ochotę pójść nad jezioro. Jednak David miał własne sprawy, a Martha nie mogła zostawić „Amelii”. Spojrzałam na dziewczynę niosącą dwie kawy. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Wiem, że długo, ale musiałam obsłużyć taką jedną panią. Jej nie da się tak po prostu spławić. Potrafi gadać godzinami. Największa plotkara w miasteczku. No, ale teraz możemy już pogadać. Co tam? – zapytała, poprawiając frotkę na swoim długim czarnym warkoczu.
- Panienko, skąd jesteś? Nie znam cię, ale jakbym już gdzieś widziała… - grubawa kobieta w średnim wieku podeszła do naszego stolika. Kilka sekund wcześniej wyszła ze środka i przystanęła, nie kryjąc utkwionego we mnie wzroku. Usiadła na krzesełku między mną, a Marthą. – Ty od Monterów? Nie mów, że jesteś…
- Pani Navarro…. Proszę – przerwała jej właścicielka lokalu.
- Ale, Martho, o co ci chodzi. Chciałam tylko zapytać skąd panienka jest, bo znam wszystkich tutaj, więc musiałaś niedawno przyjechać, prawda?
- Nie, nie jestem od Monterów. Jestem wnuczką Amelii Acosty. Mieszkam na La Calmie – poinformowałam. Obserwowałam jak ciekawskie oczy kobiety zmieniają się w przerażone i jakby… zatroskane?. Nerwowo spojrzała w czerwień bluzeczki, którą miała na sobie.
- Mieszkasz na La Calmie? Dziecko – powiedziała z litością – uciekaj stamtąd. Szybko. Arturo jest wampirem. Nie wiedziałaś o tym?
- Proszę pani… nie wierzę w takie rzeczy.
- Nie wiesz, co mówisz. Nikt nie wierzył, dopóki nie poznaliśmy jego prawdziwego oblicza. To groźne stworzenie. Nieprzewidywalne. Skrzywdzi cię albo nawet zabije jak twoją babcię. – Ostatnią część zdania wypowiedziała nerwowym półszeptem. – Dobrze ci radzę.
- Może nas pani odwiedzi i przekona się pani, że Arturo nie jest groźny? – zapytałam. Nigdy nie lubiłam Arturo, ale czysta przyzwoitość kazała mi powiedzieć cokolwiek w jego obronie.
- Ja już muszę iść.
Kobieta pospiesznie wstała, podniosła siatkę pełną zakupów i odeszła, nawet się nie żegnając.
- To plotkara, ale może mieć rację w tej sprawie. – Martha upiła łyk kawy, patrząc na mnie, jakby chciała powiedzieć, że nikt nie potrafi lepiej odróżnić fikcyjnej części plotki od prawdziwej niż ona.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Mocno wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4006
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:30:13 07-03-13    Temat postu:

Hej, czytam każdy rozdział, ale z braku czasu nie mam czasu na komentowanie. Obiecuję wszystko nadrobić niedługo.

Pozdrawiam, Ewka
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:53:42 07-03-13    Temat postu:

Miło, że wpadłaś.
Nie martw się, nie tylko ty masz zaległości. Ja ostatnio ze wszystkimi telkami jestem do tyłu. Prubuję nadrabiać w weekendy, ale nie wyrabiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 3 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin