Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

,,Zakazany Owoc " Los A (+18) Rozdział 26 NEW !!!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
P@Tk@
Idol
Idol


Dołączył: 26 Gru 2007
Posty: 1744
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:09:34 17-02-12    Temat postu:

jak matka może być tak okrutna dla swojego dziecka jest gotowa je zabić to okropne
biedna Karen nie dość że nie może iczyć na rodziców gdyż to nie są rodzice którzy potrafią tylko karać a nie chcą zrozumieć to jeszcze taki cios ze strony ukochanego tylko szoda że blondynka nie wie że on też cierpi i to wszystko dla jej dobra
czkam na new
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:10:21 25-02-12    Temat postu:

Rozdział 19


,, Nawet niebo płacze..."

No może nie zachował się tak jak powinien i powiedział kilka słów za dużo. Ale to nie był powód do tego by go ciągle unikała. Był tylko człowiekiem i jak każdy popełniał błędy, dlatego też chyba miał prawo zostać wysłuchany. Niestety Mariana widać uważała inaczej skoro za każdym razem, gdy do niej dzwonił nie odbierała, a kiedy wpadali na siebie szybko go zbywała. Taka ignorancja z jej strony bolała go bardziej niż gdyby dała mu w twarz. Miał jednak już tego dość i tym razem nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Jak tylko drzwi jej domu się otworzyły bez zaproszenia wszedł do środka?
- Jest Mari? – Zapytał z lekką zdziwioną matkę dziewczyny.
- Na górze…, ale Miguel ja nie sądzę by ona chciała…
Zaczęła mówić, lecz nie zdążyła skończyć gdyż blondyn zignorował jej słowa i czym prędzej wbiegł na górę. Do sypialni dziewczyny nawet nie zapukał tylko od razu wszedł wiedząc, że inaczej by go nie wpuściła.
- Musimy pogadać! – Poinformował jak tylko zamknęły się za nim drzwi.
Zaskoczona brunetka spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Ja wiem, że masz prawo być zła, ale do cholery Mari…
- Masz rację jestem zła, co więcej bardzo zła! – Rzekła wchodząc chłopakowi w zdanie. – Wpadasz tu jak do siebie i żądasz rozmowy, a czy nie przyszło ci do głowy, że ja nie mam ci już nic do powiedzenia?! – Zapytała oburzona stając naprzeciw blondyna.
- Kochanie posłuchaj mnie, choć przez chwilę …
- Nie Miguel! Nie będę cię słuchała ani przez sekundę to, co miałeś powiedzieć już powiedziałeś, a teraz żegnam! – Powiedziała wskakując palcem na drzwi.
Jej ton głosu był tak stanowczy, iż wiedział, że nie ma szans na przekonanie jej do siebie. Nie zamierzał jednak tak po prostu wyjść nie zastanawiając się dłużej czy to, co zrobi będzie właściwe wyciągnął dłoń i już po chwili jego ręka spoczęła na jej tali. Przyciągnął ją tak szybko do siebie, że nie zdążyła nawet się cofnąć, kiedy jego usta wpiły się w jej wargi z namiętnością. Jego mogła oszukiwać, że ich rozstanie wcale nią nie wstrząsnęło. Jemu mogła wmawiać, że za nim nie tęskni, ale sobie nie potrafiła. Dlatego tak łatwo uległa jego słodkim ustom. Odwzajemniając pocałunek i przed nim przyznała się do swojej słabości. Słabości, która był dla niej on.
**************
Łatwo jest sobie mówić, że już więcej się nie uroni łzy przez kogoś, kto nas zawiódł. Lecz trudniej jest spełnić tą obietnicę tym bardziej, że tego kogoś się kocha ponad życie. Miliony łez wylane przez Pabla nadal spływały po jej policzkach czasem miała wrażenie, że ten ból nigdy nie ustąpi. Tak bardzo starała się o nim zapomnieć, ale na próżno. Tym bardziej, że całe dnie siedziała w pokoju. Z nakazu rodziców, którzy próbowali na nowo załatwić jej szkołę. W obecnej sytuacji cieszyła się, że nie musiała chodzić do szkoły, bo teraz nawet nie dałaby rady. Skupić się w chwili, kiedy jej serce rozpadło się na miliony miliardy cząsteczek było by nie lada zadaniem. Jej jedynym zajęciem było siedzenie w oknie i spoglądanie jak krople deszczu spływają po szybie. Odkąd Cygan z nią zerwał nie tylko ona płakała, niebo płakało razem z nią. Carmen i Jorge nawet nie zauważyli, że córka od trzech dni nie opuszcza pokoju nawet na posiłki. Tak naprawdę zaglądali do niej tylko po to by sprawdzić czy siedzi nadal w swoim pokoju czy może zwiała. Ich wizyty trwały sekundę… otwierali drzwi spoglądali czy blondynka jest i tyle. Osamotniona czuła się jeszcze gorzej. Co dziwniejsze nawet Mariana przestała ją odwiedzać?
************
Dali mu dwa dni na to by się otrząsnął po stracie blondynki gdyby nie to, że potrzebowali szefa pewnie jeszcze pozwoliliby mu się nad sobą po użalać. Ale był im potrzebny i dlatego całą czwórką wybrali się do niego z wizytą. To, co tam zastali wbiło ich w osłupienie. W całym domu walały się ubrania, puszki po piwie m butelki po wódce, kartony po pizzy lub po chińskim żarciu. Muzyka grała na full, a ich pół przytomny szef spał jak zabity na kanapie.
- No to macie, co chcieliście! – Warknęła Erin podnosząc i opuszczając dłoń pijanego jak bela Pabla. – Zadowoleni?!!! – Zapytała mierząc każdego z nich piorunującym spojrzeniem.
- Oj tam kochanie nie panikuj … upiły się i tyle. Weźmiemy go pod zimny prysznic i po sprawie. – Odparł niczym nieprzejęty Andre.
- Wiesz, co ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz Puno?! – Warknęła w jego stronę.
- Rany, co ty się ty się tak ciskasz?! – Zapytał jak nie rozumiejąc jej oburzenia.
- Wiesz, co mam dość … po prostu dość! Myślicie tylko o sobie i o tym cholernym gangu, nie obchodzi was ani on, ani to, co czuje! Kanalie z was, a nie przyjaciele! – Krzyknęła, po czym wybiegła z mieszkania bruneta.
Zszokowany Andre, czym, prędzej pobiegł za ukochaną. Jednak, kiedy ją zatrzymał szybko go odepchnęła.
- Idź do diabła Puno! – Krzyknęła wściekła.
- Skarbie proszę uspokój się…- mówił próbując ją uspokoić.
- Nie … nie mam zamiaru i wiesz, co ci powiem? – Zapytała dźgając go paznokciem w klatkę piersiową. -To koniec Andre … koniec! – Wykrzyknęła mu prosto w twarz.
-, O czym ty mówisz? – Zapytał nie do końca rozumiejąc.
- O tym, że to koniec między nami. Zrozumiałeś?!!!
Powiedziała, po czym wyszła z klatki schodowej o zatrzasnęła mu przed nosem drzwi. Zacisnął pięść, po czym z całej siły walną w drzwi.
- Cholerny Pablo! – Zaklął pod nosem.
**************
Czuł, że Mariana go kocha, mimo, że próbowała to ukryć. Pocałował ją by sprawdzić czy naprawdę zapomniała już o wszystkim, co ich do tej pory łączyło. Odwzajemniony pocałunek dał mu dowód. I nawet, kiedy go odepchnęła uśmiech na jego twarzy nie znikł.
- Wyjdź! – Rozkazała udając, że nic się nie stało.
- Nie. – Odparł ze spokojem w głosie. – Nie dopóki nie powiem tego, co chcę. – Dodał widząc jej wściekłe spojrzenie.
- Miguel ja już powiedziałam…
- Tak wiem, ale … cholera Mari ja cię kocham to, co wtedy powiedziałem było głupstwem.
- Było minęło Miguel. – Odparła odwracając się do niego plecami gdyż chciała ukryć napływające łzy do jej oczu.
Słysząc te słowa blondyn zbliżył się do niej i objął wtulając w jej plecy.
- Czy to znaczy, że mi wybaczasz i wrócisz do mnie słonko? – Zapytał zaciągając się zapachem jej perfum.
- Nie Miguel … nie wrócę do ciebie ani teraz ani nigdy! – Krzyknęła szybko wyswabadzając się z jego objęć.
Powiedziała to tak szybko, bo czuła, że jeśli da sobie, choć chwilę namysłu postąpi wbrew temu, co sobie obiecała. A przecież nie mogła go skazać na cierpienie tylko, dlatego, że sama bardzo mocno za nim tęskniła. Jednak jeden głupi błąd przekreślił szansę na to by znowu byli razem. Miguel sądził, że chodzi o przykre słowa, jakie wtedy do niej skierował, jednak powód był inny. Namiętna noc, którą spędziła u boku nieznanego jej mężczyzny zaowocowała kłopotami. I by nie wciągać to blondyna musiała go ewidentnie odrzucić.
***********
NASTĘPNEGO DNIA
Jak widać wpływy i pieniądze mogą zdziałać wszystko? Bynajmniej w przypadku Karen cud się stał i ponownie przyjęto ją do szkoły, z której to wcześniej sami rodzice ją wypisali. Tak w ogóle to nie żaden cud, a ich kasa wpłynęła na dyrektora. Taki obrót sprawy jednak nie ucieszył blondynki. Jak kiedyś była przeciwna wyjazdowi zagranicę tak teraz to była jedyna rzecz, o jakiej marzyła? Na razie jednak postanowiła zostawić to tak jak jest ze względu na nadal wkurzonych rodziców za jej wcześniejszy występek. Tak, więc nie chętnie dokładnie o 7.00 Rano wstała z łóżka i poczłapała pół przytomna pod prysznic. Pół, bo jak zwykle nie spała całą noc. Zimna woda troszkę ją rozbudziła i ożywiła. Podpuchnięte oczy zamaskowała dość sporą warstwą podkładu i pudru oraz resztą makijażu zakryła z lekka swój stan ducha. Jednak zaczerwień w środku oczu nie dało się niczym ukryć. Smutek na twarzy znikłby jedynie za sprawą papierowej torby na łożonej na głowę. Po dość długiej akcji, makijaż” ubrała się w dżinsy i szarą bluzę z kapturem, po czym zeszła na dół wprost do limuzyny, która od piętnastu minut już na nią czekała. Szofer jak zawsze podwiózł ją pod samą szkołę. Wysiadła i poczekała aż odjedzie, a gdy została już zupełnie sama usiadła na pierwszym stopniu i czekała na cud, który pozwoli przetrwać jej ten dzień. Ze względu na to, że było już po dzwonku przed szkołą jak i w niej panowała totalna cisza i spokój. Spokój, który zburzył jej sam Santos.
- Hej, a ty, co nie na lekcjach? – Zapytał posyłając jej uśmiech.
- Jak widać nie tylko ja. – Odparła spoglądając na niego.
- Zaspałem. – Wyjaśnił.
- To nie spałeś w szkole? – Zapytała zdziwiona, że w środku tygodnia chłopak nocował w domu.
- Nie. – Odparł z radosnym uśmiechem na twarzy.
- Dobra gadaj, czemu się tak szczerzysz? – Zapytała widząc, że chłopak aż cały promieniej ze szczęścia.
-, Bo widzisz …
Zaczął, lecz niedane było mu skończyć, gdyż blondynka widząc jak pod szkołę podjeżdża nie, kto inny jak Cygan wpiła się Santosowi w usta. Zaskoczony chłopak nawet nie zdążył pomyśleć jak już język Karen penetrował jego wnętrze. Zaś brunet, który początkowo nie zauważył nawet pary siedzącej na ów schodach, spokojnie zaparkował motor. Dopiero, kiedy z niego zszedł i zdjął kask ujrzał jak jego ukochana namiętnie całuje się z innym. Wściekły zacisnął pięść i już miał podejść by mu przestawić nos za sama bycie w pobliżu blondynki. Jednak w ostatniej chwili powstrzymał się wiedząc, że wtedy zaczęłaby zadawać pytania. A on przecież nie mógł jej powiedzieć, że po mimo tego jak ją potraktował kocha ją nad życie i szlag go trafia, gdy widzi ją w ramionach innego. Musiał ją chronić przed tym, co złe, a szczególnie przed jej rodzicami, dlatego też musiał trzymać się od niej jak najdalej. Z bólem serca wsiadł na motor i odjechał z piskiem opon odkładając na później rozmowę z gościem, który wisiał im kasę.

Rozdział 20

,, Moja miłość do ciebie..."


Kiedy zobaczyła, że odjechał natychmiast puściła zszokowanego Santosa? Chłopak nie był zadowolony, że Karen postąpiła w ten sposób i od razu na nią naskoczył.
- Do cholery Karen nie możesz tak robić! – Krzyknął oburzony do granic wytrzymałości podrywając się do pionu. – Ja rozumiem chciałeś utrzeć mu nosa, ale na litość boską nie moim kosztem. – Rzekł ponownie siadając obok niej.
- Przepraszam. – Wybąkała spuszczając głowę ze wstydu i po to by ukryć łzy.
- Nie podoba mi się to, że robię za twoją zabawkę, co więcej mam dziewczynę i gdyby to widziała było by po mnie. – Dodał nie słysząc jej przeprosin.
- Powiedziałam przepraszam i obiecuję, że to się nigdy więcej nie powtórzy. – Dodała spoglądając tym razem mu w oczy.
Mimo wolnie łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Santos nie móc znieść, że jego koleżanka tak cierpi natychmiast przytulił ją do siebie.
- Czy ja nie mogłam zakochać się w kimś normalnym? – Zapytała bardziej siebie, jednak wystarczająco głośno by Santos to usłyszał.
- Ostrzegałem cię. – Rzekł z troską w głosie.
- Wiem, ale ja byłam na tyle głupia by nie posłuchać. – Odparła ze smutkiem.
- Żałujesz? – Zapytał sam nie wiedząc, dlaczego.
Czy żałowała? Nie, chociaż sprawił jej dużo bólu i teraz z jej serca pozostały tylko strzępy, a w przyszłości nie będzie potrafiła nikomu zaufać i nikogo więcej pokochać. To jednak tego, że poznała Pabla i spędziła z nim tych kilka pięknych chwil nie żałowała. Nie chcąc dalej drążyć tego tematu otarła zły i wstała.
- Chodź na lekcje tak będzie najlepiej.
Zrozumiał, że koniec gadki na ten temat i uszanował to. Wstał i razem z nią wszedł do budynku.
- No to może teraz opowiesz mi coś o tej swojej dziewczynie. – Zagadnęłaby zagłuszyć myśli o ukochanym.
*************
Po przyjściu do kanciapy nie spodziewała się zastać takiego widoku. Cygan siedząc na Punie okładał go pięściami i chociaż Jack i Ivan próbowali ich rozdzielić na nic się to zdało. Przez chwilę patrzyła zszokowana zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi. Jednak widząc jak Andre wyciągną nóż postanowiła sama zakończyć tą bez sensowną bójkę. Rzuciła się na plecy Pabla.
- Zostaw go! Cholera jasna Pablo zostaw go! – Warknęła wprost do ucha swojego szefa.
Wystarczyło brunet natychmiast puścił kolegę. Erin zeszła mu z pleców i szybko złapała Puna za rękę, w której zabłysnął nóż.
- Powiedziałam spokój! – Wrzasnęła spoglądając z piorunami w oczy byłego chłopaka.
Ten natomiast szybko wyszarpał dłoń i wstał ocierając krew z rozbitego nosa.
- Czy wyście z ch*jem na rozumy się pozamieniali?! – Zapytała mierząc raz jednego raz drugiego wzrokiem. – Jesteście przyjaciółmi, pracujecie razem i ku*wa mać skaczecie sobie do gardeł?!!!
- Już nie!!! – Odkrzyknęli obaj spoglądając sobie ze wściekłością w oczy.
-, Co już nie? – Zapytała nie bardzo rozumiejąc.
- Już nie jesteśmy przyjaciółmi. – Odparł Cygan.
- Że ku*wa, co?! – Zapytała z niedowierzaniem.
- To, co słyszałaś. – Powiedział Andre trzymając się za obolały nos.
- Jack, albo ty Ivan wytłumaczcie mi, co tu się stało, bo te debile chyba za mocno trzaskali się po głowie i teraz sami nie wiedzą, co mówią. – Poprosiła spoglądając na dwóch pozostałych panów.
- Nie ma takiej potrzeby … ja ci wyjaśnię. – Wtrącił się nagle czekoladow Oki.
- No, więc słucham.
- Znosiłem jego humory, uganianie się za tą smarkulą oraz to, że nas olewał. Ale po tym jak cię bzyknął przestał być moim kumplem, a stał się dla mnie jedynie śmieciem! – Wysyczał zaciskając dłoń na rączce od noża myśliwskiego. – To samo tyczy się ciebie kotku … od dziś jesteś dla mnie zerem! Zawsze myślałem, że świetna z ciebie dziewczyna, ale po tym jak wskoczyłaś temu palantowi do łóżka już wiem, że nie jesteś nic warta. – Wycharczał zły, a jednocześnie rozgoryczony i zdruzgotany.
Pierwsze, co zrobiła to podeszła i zdzieliła go z całej siły w twarz.
- Jedynym zerem jesteś ty! Nie wiem, kto naopowiadał ci tych głupot, ale nie spaliśmy ze sobą. Jednak mam gdzieś, co myślisz tym bardziej, że ty już wydałeś wyrok. Jesteś głupkiem i pieprzonym egoista wiesz?! Dlatego zabieraj swoje manatki i wynocha stąd! – Krzyknęła na koniec.
- Z przyjemnością! – Rzekł śmiejąc się w jej oczy.
- Rozczarowałeś mnie Andre. – Powiedział nagle brunet spoglądając na byłego przyjaciela.
- Ty mnie bardziej. A ty … przestań wreszcie oszukiwać siebie i wszystkich dookoła i przyznaj szczerze, że się w nim kochasz. – Dodał spoglądając na czerwono włosa.
- Wyjdź! – Powiedziała wskazując palcem na drzwi.
Nie powiedział już nic tylko zrobił to, co kazała. Cała się trzęsła z nerwów i jak tylko zatrzasnął za sobą drzwi klęknęła na kolana i zaczęła płakać. Ivan nic nie mówiąc wyszedł, Pablo zaś klękną obok niej i mocno ją do siebie przytulił. Jack, jako jedyny stał nadal i patrzyła w jeden punk próbując przyjąć do wiadomości, co się przed chwilą stało.
************
Przez wszystkie zajęcia szkolne zastanawiała się jak ma sobie poradzić z bólem po stracie ukochanego. I pomysł, na który wpadła wydał był dość ryzykowny tym bardziej, że kiedy jej rodzice się o tym dowiedzą nie spodoba się to im. Miała to jednak gdzieś, tak jak i tego by ciągle robić tak jak oni sobie tego życzą. I tak po szkole pojechała do domu. Zjadła szybki obiad, wzięła odświeżający prysznic i zadzwoniła do Mariany. Tym razem miała szczęście przyjaciółka nie tylko odebrała telefon, ale i zgodziła się iść z nią do nocnego klubu. Zadowolona wzięła się za przygotowania. Najpierw farbowanie włosów, potem mocny makijaż, skąpe ciuchy, fryzura i gotowe. Nim skończyła przygotowania nadeszła godzina 20.00. Na jej szczęście rodziców nie było w domu, dlatego też bez kłopotu wyszła jak tylko przyjaciółka podjechała na parking.
- O matko Karen, coś ty z siebie zrobiła?! – Zapytała brunetka spoglądając na nią zaskoczona, a w głosie było słychać przerażenie.
- Postanowiłam przestać być grzeczną dziewczynką … od dziś Mari nie ma dla mnie żadnych ograniczeń. – Powiedziała z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
- Piłaś coś? - Zapytała Mariana czując lekki powiew alkoholu z ust byłej blondynki, gdyż teraz kolor jej włosów przypominał brąz.
- Lampkę wina na rozluźnienie. – Odparła tak jak by nic się nie stało. – Dobra przestań to swoje przesłuchanie i zapal wreszcie to auto jedziemy się zabawić! – Krzyknęła uradowana.
**************
Nadszedł wieczór, ale on nadal był wściekły na Andre jednak widząc płaczącą Erin zapomniał o tym jak bardzo kumpel zaszedł mu za pazury i skupił się na pocieszaniu przyjaciółki. A kiedy się uspokoiła rozmówił się z Jackiem by poszukał nowych ludzi do gangu, bo obecnie stracili dwie osoby. Wyjście Ivana ewidentnie dało do zrozumienia brunetowi, że chłopak jest po stronie Puna. I chociaż wolałby by nie doszło do awantury jak i rozpadu ich gangu to jednak to przynajmniej pozwoliło mu zapomnieć o swoim złamanym sercu. Resztę dnia spędził w towarzystwie czerwono włos ej próbując jakoś poprawić jej humor. Niestety na nic się to zdało. Zrezygnowany miał ochotę krzyczeć ze złości i nagle Kocica sama zaproponowała rozrywkę, która być może pomoże jej się wyluzować. Nie miał ochoty szwędać się akurat dziś po klubach jednak dla dobra, Erin zgodził się z nią iść do nocnego klubu. Sadził, że chociaż ten wieczór da mu spokój od własnych problemów. Mylił się. Będąc już w klubie zamówili piwo i siedząc gadali na tematy motorów, a także wyścigów by tylko odrzucić na bok sprawy o związkach i o tym, co zaszło. Jednak jak widać los chciał inaczej, bo godzinę później do tego samego klubu weszła Karen i jej przyjaciółka. Widząc nowy imag blondynki o mało nie zakrztusił się piwem.
- Ej, co jest? – Zapytała Erin klepiąc go w plecy.
- To. – Rzekł spoglądając w stronę byłej dziewczyny.
- Cholera! – Zaklęła czerwono włosa. – Czy ona wszczepiła w ciebie gprs? W tym mieście jest tyle klubów, a wy ciągle na siebie wpadacie.
- I co teraz? Wychodzimy? – Zapytał sam nie wiedząc, co robić.
-, Jeśli chcesz, ale moim zdaniem to błąd, bo wtedy pokażesz jej, że cierpisz.
- Racja. No, więc czeka nas kolejne udawanie. - Rzekł smutno.
Nim Erin odpowiedziała Karen nagle dostrzegła ich i pewnym krokiem ruszyła w stronę przeciwników. Przez chwilę łudzili się, że dziewczyna idzie w inną stroną, jednak, kiedy stanęła na wprost nich zrozumieli, że czekają ich kłopoty.
- Cześć Pablo. – Powiedziała spoglądając na niego zaczepnie. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy zapomniałam ci coś dać. – Rzekła cwaniacko się uśmiechając.
Był zbyt zszokowany jej wyglądem by jej słuchać, a tym bardziej zrozumieć, co mówi. Dlatego strzelił od niechcenia.
- Telefon możesz zatrzymać. - Powiedział nadal lustrując ją wzrokiem.
- Nie oto chodzi. – Skwitowała krótko, po czym wymierzyła mu siarczysty policzek. – Po raz ostatni mnie oszukałeś i zakpiłeś ze mnie Cygan! – Syknęła spoglądając z piorunami w oczach. – A ty … lepiej dawaj mu d**y codziennie, bo inaczej cię zostawi jak nie będzie miał, co bzykać. – Poradziła patrząc kpiąco na Erin.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale Pablo złapał ją za nadgarstek chcąc dać znać by się powstrzymała.
- Skończyłaś? – Zapytał chcąc by jak najszybciej zniknęła mu z oczu, gdyż bał się stracenia nad sobą kontroli.
- Tak… a co do telefonu to już dawno spłoną w moim kominku tak samo jak moja miłość do ciebie. – Dodała kierując się w stronę baru, przy którym czekała na nią Marina.
************
Dwie godziny później była już porządnie pijana. Mimo to zamierzała nadal pić, Marina próbowała ją przekonać, co do tego by zakończyła ową szopkę i by wróciły do domu. Jednak zbyt dobrze się bawiła w towarzystwie dwóch przystojnych i sporo starszych od siebie mężczyzn, dzięki którym czuła się jak kobieta, a nie dziewczynka. Dzięki nim mogła pić, bo tylko pełnoletnia osoba mogła kupić alkohol. Zasypywali ją komplementami, tańczyli na przemian prawie kłócą się oto, który pierwszy. Brunet cały czas kątem oka przyglądał się temu, co wyczynia jego była ukochana i chociaż skręcało go ze złości i zazdrości to nie zrobił nic by to zmienić. Nie chciał dawać jej nadziei, których nie mógłby spełnić po, mimo, że bardzo chciał z nią być. Zaciskał zęby i siedział udając, że nic go to nie rusza i najbardziej interesuje go Iren. Jednak, kiedy jeden z mężczyzn wpił się bez uprzedzenia w usta blondynki Pablo nie wytrzymał wstał i w pośpiechu opuścił klub. Czerwono włosa zapłaciła za piwo i pobiegła za kumplem. Właśnie oboje wsiadali na swoje motory, kiedy nagle z baru wybiegła zdyszana i przestraszona Mariana.
- Cygan! – Krzyknęła najgłośniej jak się dało.
Chłopak spojrzał na nią pytająco.
- Błagam cię pomóż mi… tych dwóch przykleiło się do niej na siłę i nie chcą odpuścić! – Rzekła spoglądając na niego błagalnym wzrokiem.
- Dziwisz się? Sama ich prowokowała, … więc teraz niech radzi sobie sama. – Odparł oschle, chociaż serce pękało mu z bólu.
- Myślałam, że ci na niej zależy, a przynajmniej zależało, ale widzę myliłam się. – Skwitowała krótko lodowatym głosem mając żal, że brunet odmówił pomocy.
Odwróciła się napięcie i ruszyła w stronę klubu zastanawiając się jak pomóc Karen dopóki jeszcze nie doszło do tragedii. Nim otworzyła drzwi Pablo stanął koło niej.
- Gdzieś ją zostawiła? – Zapytał otwierając drzwi.
Brunetka weszła do środka i rozejrzała się po parkiecie, na którym powinna być jej przyjaciółka jednak w tym tłumie niedane było jej dostrzec. Cygan postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i rozdzielił się z dziewczynami w poszukiwaniu zaginionej. Iren, która zawsze była gotowa pomóc swojemu szefowi bez zastanowienia dołączyła do nich. W czasie, kiedy one przeszukiwały parkiet i kąty w Sali, brunet szukał w toaletach i szatni. Niestety dziewczyny nigdzie nie było. Wściekły i zmartwiony podszedł do jednego z kelnerów.
- Jest tu jeszcze jakieś wyjście? – Zapytał wręczając mu kilka banknotów.
-, Jeśli szukasz tej małolaty to poszła z moim szefem do jego biura. – Odparł, po czym wskazał palcem kierunek, w którym powinien ruszyć Cygan.
Nie zastanawiając się ani chwili pobiegł w ów stronę. Kiedy dotarł w wyznaczone miejsce bez pukania wtargnął do środka? Widząc jak starszy mężczyzna leży na zapłakanej i przestraszonej blondynce rzucił się jej na ratunek. Złapał gościa za tył marynarki i odciągnął od Karen z całej siły, po czym odwrócił go w stronę swojej twarzy i z całej siły przyłożył mu pięścią w mordę. Tamten będąc zaatakowanym zaskoku padł jak długi. Wtedy Pablo wziął blondynkę za rękę i wyprowadził na korytarz.
- Idź na salę do dziewczyn … ja zaraz wrócę. – Rzekł, a gdy ruszyła w danym kierunku ponownie wszedł do gabinetu. – Teraz się z tobą policzę skurwysyni … odechce ci się podrywania niewinnych dziewczyn. – Warknął rzucając się z pięściami na ów mężczyznę po, mimo, że miał o wiele większą posturę od Cygana.
***************
Rankiem, kiedy otworzyła oczy ból głowy był tak potworny, że ledwo uniosła głowę znad poduszki. Przetarła oczy i na tyle ile była wstanie rozejrzała się po pokoju. Chociaż wszystko wydawało się jej znajome to jednak nie był to jej pokój jednak zbyt silny ból głowy powodował, że trudno było blondynce przypomnieć sobie skąd zna owe miejsce. Dopiero, kiedy w drzwiach pokoju pojawił się brunet zrozumiała, kto jest właścicielem mieszkania.
- Jak się czujesz? – Zapytał opierając się o futrynę głosem na tyle obojętnym na ile był wstanie obojętność udawać.
- Katastroficznie. – Odparła próbując zachować zimny ton i spokój.
- Zrobiliśmy śniadanie, jak weźmiesz prysznic zapraszam do kuchni. – Powiedział, po czym znikł tak szybko jak się pojawił.
Ze względu na stan, w jakim się znajdowała machnęła ręką na pytania, które cisnęły się jej do ust i czym prędzej poszła do łazienki zamiast pobiec za Pablem w zamiarze dowiedzenia się, co tu robi i z kim ma jeść śniadanie? Chłodna woda przynajmniej jej mięśnie doprowadziła troszkę do porządku oraz postawiła deczko na nogi. Nie mając żadnych ubrań narzuciła szlafrok i z jeszcze mokrymi włosami wkroczyła do kuchni. Zastała tam jedynie bruneta, spojrzała, więc na niego pytająco gdyż ponoć nie byli sami, a tym czasem jednak byli sam na sam.
-, Kogo miałeś na myśli mówiąc, przygotowaliśmy śniadanie „? – Zapytała widząc, że chyba nie bardzo chłopak wie skąd to spojrzenie.
- Marina. – Odparł nalewając jej czarnej kawy.
- W takim razie gdzie ona jest? – Zapytała siadając do stołu.
- Pojechała do siebie po jakieś ciuchy dla ciebie, bo…
- Dobra nie kończ. – Rzekła wchodząc mu w zdanie gdyż sama doskonale wiedziała, że tamte ubranie nie nadaje się już do założenia.
Po tych słowach zapadła nie miła cisza. Blondynka nie mając ochoty na rozmowę i modląc się o jak najszybsze opuszczenie mieszkania bruneta w ciszy popijała nalaną przez niego czarną ciecz. On zaś robił dokładnie to samo tyle, że stojąc tyłem do niej i spoglądając w okno. Żadne nie wspominało o wczorajszym zajścia, o zerwanym związku, ani nawet o złej pogodzie, która szalała za oknem. Deszcz był jedyną rzeczą, którą dało się słyszeć. Siedziała pogrążona we własnych myślach starając się nie zwracać uwagi na mężczyznę, którego kochała całym sercem. Jednak nie było to łatwe gdyż każdy kąt przypominał jej o wspólnie spędzonych chwilach. Jego zapach, który mimo[/align]wolnie docierał do jej nozdrzy, chociaż brunet stał jakiś metr od niej pogłębiał jej smutek. Na dokładkę przypomniała sobie o tym jak bardzo ją zranił i o tym, co się wczoraj stało. Była tak zła i załamana, że zapomniała o tym ile ma lat i z jakiego domu pochodzi. Całkiem zapomniała o tym by użyć rozumu, a to tylko, dlatego, że ból złamanego serca był nie do zniesienia. Dlatego ubrała się wyzywająco i upiła na Maksa. A widząc Pabla w towarzystwie Erin całkiem zapomniała o ostrożności i by zrobić mu na złość chętnie przyjęła towarzystwo o piętnaście lat starszych mężczyzn. Początkowo dzięki nim czuła się wyjątkowo i nawet zaczęła wierzyć, że taki Cygan nie jest jej do niczego potrzebny skoro może mieć każdego faceta. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Panowie upili ją z zamiarem wykorzystania, jeden z nich nie miał okazji się zabawić gdyż dostał pilny telefon i opuścił lokal. Zaś drugi szybko skorzystał z okazji. Najpierw bez uprzedzenia ją pocałował na oczach wszystkich, a następnie zaproponował ciche miejsce na pogawędkę. Była tak pijana, że wierzyła w każde jego słowo i bez kłopotu udała się z nim do gabinetu. I to był błąd, bo jak tylko drzwi za Dannym się zamknęły rzucił się na nią. Odpychała go czując, że ma złe zamiary, ale na nic się to nie zdało gdyż był silniejszy i bardziej trzeźwy niż ona. Zaczął macać ją po piersiach i udach, całował jej szyję i usta. I pewnie gdyby nie Cygan doszłoby do czegoś więcej, ale na szczęście były ukochany zjawił się w porę. Zamyślona nawet nie poczuła jak łza za łza spływa po jej policzkach. Dopiero dotyk jego kciuka na jej policzku wy budził ja z transu. Spojrzała nie całkiem przytomnym wzrokiem na niego i poczuła jak jej serce zaczyna przyspieszać, kiedy tak patrzył na nią z miłością i zatroskaniem w oczach. Zadrżała, kiedy nagle jego palec niechcący otarł się o jej wargę. Nie potrafił patrzeć na jej łzy i chociaż obiecał sobie trzymać się od niej z daleka dla jej własnego dobra to w tej chwili zapomniał o owym postanowieniu widząc jak bardzo jest załamana. Klęknął przed nią i otarł łzy, a kiedy poczuł, że zadrżała pod wpływem dotyku nie wytrzymał i pochylił się by ją pocałować.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
P@Tk@
Idol
Idol


Dołączył: 26 Gru 2007
Posty: 1744
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:21:09 25-02-12    Temat postu:

chociaż niech do tego pocałunku dojedzie
czekam na new
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:14:14 02-05-12    Temat postu:

Rozdział 21

,,Byłaś tylko eksperymentem"


Jego usta były tak blisko ,że czuła ciepły oddech na swoich wargach. Mimowolnie rozchyliła swoje czekając z niecierpliwością aż jego język wtargnie w jej wnętrze. Niestety tą piękną chwilę przerwał dzwonek do drzwi. Oboje drgnęli i odskoczyli od siebie jak by przed chwilą popełnili jakieś przestępstwo.Słysząc ponowny odgłos dzwonka Pablo jękną i ruszył do drzwi by je otworzyć zaś Karen pobiegła do sypialni. Była pewna ,że to Marina więc szybko złapała swoją torebkę i buty po czym ponownie wróciła do kuchni. Tam zamierzała się przebrać i jak najszybciej opuścić mieszkanie bruneta. Wymusiła uśmiech by przyjaciółka nie spostrzegła się ,że blondynka dopiero co płakała.
- Przyniosłam twoje ubranie które ostatnio u mnie zostawiłeś. - Usłyszała i radosny uśmiech zastygł jej na ustach widząc czerwono włosą.
Erin widząc stojąca za plecami byłą dziewczynę swojego szefa zamilkła. Wtedy Cygan odwrócił się i ponownie zobaczył łzy w oczach ukochanej. Miał dość tego ,że Karen tak cierpi i postanowił jednak przyznać się dlaczego z nią zerwał. Jednak jak tylko postawił krok w jej kierunku odepchnęła go i wybiegła na zewnątrz tym samym taranując zaskoczoną Kocicę. Serce które nie zdążyło się zagoić ponownie krwawiło ból był tak silny ,że w tej chwili nie liczyło się dla niej ,iż biegnie na bosaka i jedynie w szlafroku w dodatku w tak duży deszcz. Torebka jak i buty zostawiła w jego mieszkaniu w chwili kiedy wybiegała tak więc teraz nawet gdyby chciała wezwać taksówkę to i tak nie miała by z czego zapłacić ,ani jak ją zamówić. Gdyż pieniądze jak i telefon zostały w torebce. Spływające łzy mieszały się z kroplami deszczu , bose stopy marzły z powodu lodowatego deszczu i zimnej ziemi. Biegnąc napotykała się na kamienie i błoto ,ale to było niczym w porównaniu do tego co przeżywało jej serce i dusza. Zrozpaczona nie zwracała uwagi w którą stronę biegnie i tak samo nie usłyszała nadjeżdżającego samochodu po mimo ,że kierowca zawzięcie trąbił kiedy przebiegała przez jezdnię. I gdyby nie to ,że w ostatniej sekundzie czyjeś silne ramiona pochwyciły ją w pasie i odciągnęły na chodnik pewnie teraz nawet karetka nie była by wstanie jej pomóc. Przez chwilę leżała przygnieciona czyimś ciałem zszokowana słyszała jedynie szybkie bicie dwóch serc. Kiedy pierwszy szok minął ,a mężczyzna odsunął się od niej uniosła głowę by spojrzeć mu w twarz. Siedział tam ze spuszczoną głową opierając się jedną dłonią o chodnik , drugą zaś trzymał na kolanie.
- Pablo... - Zdołała wykrztusić , gdyż sama nie wiedziała co ma w tej chwili powiedzieć.
Powinna podziękować za uratowanie życia tyle ,że ona sama nie wiedziała czy chce żyć nie mogąc być z nim. Zaś wszystkie przekleństwa jakie cisnęły się jej wcześniej na język znikły. Uniósł głowę by spojrzeć w jej oczy. Serce wciąż biło jak szalone , w środku trząsł się jak galareta. Nie było mu zimno ,ale strach oto ,że o mało co jej nie stracił wręcz zawładną jego ciałem.
- Nie chcę byś cierpiała za to ,że mnie pokochałaś. - Wyszeptał nagle ze łzami w oczach. - Chciałem cię chronić ... myślałem ,że jak cię zostawię to... to nigdy więcej nie będziesz musiała znosić takich katuszy. - Rzekł tym razem ze złością w głosie uderzając pięścią w chodnik przypominając sobie jej poranione plecy. - Chciałem dobrze , ale teraz już sam nie wiem czy to było dobre.
- O czym ty do cholery jasnej mówisz ?! - Zapytała nagle nic ,a nic nie rozumiejąc.
Dłuższy czas zastanawiał się czy powinniem wyznać jej prawdę. Doskonale wiedział co się stanie kiedy Karen dowie się ,iż nie spał z Erin ,a jedynie to zaaranżował by dziewczyna myślał o nim jak najgorzej. Wiedział ,że mu wybaczy i będzie chciała za wszelką cenę walczyć o szczęście po między nimi. Strach ,że może ją stracić był tak silny ,iż postanowił jednak powiedzieć jej o wszystkim. Otworzył już usta kiedy nagle podjechało czarne BMV prawie przy ich nogach. Zaskoczeni oboje natychiast skoczyli na równe nogi. Akcja toczyła się na tyle szybko ,że nawet nie zdążyli wymienić spojrzeń jak wysoki i dość barczysty mężczyzna wciągnął blondynkę do samochodu po czym odjechał z piskiem opon. Sekundę póżniej z drugiego wozu wysiadło dwóch dużo większych i wciągnęło do środka Cygana. Chłopak dopiero wtedy się ocknął i zaczął starać się uciec ów napastnikom. Niestety jeden z nich zdzielił go pistoletem w tył głowy na tyle mocno ,że brunet stracił przytomność.
****************
Od samego początku nie lubiła Pabla sama nie wiedziała co było tego powodem jednak było jak było. Widząc jednak jak bardzo chłopak kocha jej przyjaciółke i ile jest w stanie dla niej poświęcić po woli zaczęła zmieniać o nim zdanie. Nie żeby od razu go polubiła ,lecz zaczęła spoglądać na niego dużo łaskawszym okiem niż przedtem. Chociaż nadal by wolała by skończył z zawodem którym się zajmował wtedy na pewno nie miała by nic przeciwko ,iż jest z Karen. No ,ale wracając do blondynki to w chwili kiedy jej najlepsza przyjaciółka spała po przeżyciach ostatniego koszmarnego wieczoru Mariana postanowiła pojechać po jakiś strój dla niej gdyż obecne wdzianko Karen nie nadawało się do noszenia po tym jak ten drań o mało co jej nie zgwałcił. Za nim jednak wyruszyła w drogę pomogła Cyganowi robić śniadanie chcąc jednocześnie zamienić z chłopakiem kilka słów. To pomogło brunetce trochę go poznać chociaż nie wydawała się zbyt otwarty na zwierzenia. Kiedy już skończyli w jego towarzystwie zjadła ów posiłek i wyruszyła w drogę zostawiając porcję dla blondynki. Matka jak zwykle nie zapytała nawet gdzie Mari spędziła poprzednią noc ,a jedynie poinformowała o wizycie Miguela. Ta nie mając jednak czasu na rozmowy wzięła szarą sportową bluzę , dzinsy ,adidasy i wyszła z domu nie cały kwadrans po tym jak do niego weszła. Nie zdążyła jednak dojść do auta jak przed nią nie wiadomo skąd wyrósł blondyn.
- Czy możemy porozmawiać ? – Zapytał zagradzając jej drogę do samochodu.
- A ty znowu swoje czy ja ostanim razem nie wyraziłam się jasno ? – Zapytała z lekka oburzona.
- Mari ile jeszcze zamierzasz mnie karać co ? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
Owszem zdawał sobie sprawę ,że poważnie nabroił ,ale takie unikanie i ignorancja z jej strony była nie do zniesienia. Wolałby gdyby zdzieliła go w twarz niż zachowywała się w ten sposób. Postanowił przepraszać ją dotąd dopóki mu nie wybaczy. Sprawa nie była jednak prosta gdyż dziewczyna wydawała się nie ugięta.
- Posłuchaj pogadamy o tym innym razem teraz się bardzo spieszę okej ? – Odezwała się po chwili zrezygnowana.
Tak naprawdę nie zamierzała umawiać się z nim na pogawędkę jednak by go zbyć udała ,że ma taki zamiar. Mężczyzna nie zamierzał jednak dać za wygraną wiedząc ,iż nie raz już to słyszał.
- Skończ z tymi wymówkami i powiedz mi w końcu o co do cholery jasnej chodzi ?! – Krzyknął mając już dość tego zbywania. – Jeśli już mnie nie kochasz wystarczy powiedzieć ,a przysięgam dam ci spokój. Ale na litość boską powiedz mi to w oczy ,a nie ciągle uciekasz.
**************
Z uwagą stał i od dziesięciu minut przyglądał się mu jak jakiemuś wynalazkowi. Nie był pewny ,że chłopak żartuje czy tylko go wkręca. Czy może jednak to co mu przed chwilą oznajmił było prawdą. Sam zainteresowany czyli Andre mając już dość tego ,że dziesięciu chłopaków patrzy na niego jak na marsjanina pukał z nerwów palcami w blat obdrapanego biurka z lat osiemdziesiątych.
- No więc jak… przyjmiesz mnie czy mam sobie poszukać innej roboty ?! – Zapytał z wolna tracąc resztki cierpliwości jaka mu pozostała.
- Wyjaśnim mi jedno. – Odezwał się szatyn wstając na wysokoś swojego przeciwnika. – Jak zamierzasz pracować u mnie i jednocześnie u Cygana ?
- Tobie jestem potrzebny tylko w soboty czyli resztę tygodnia spędzę z Pablem.
- I na serio chcesz na niego kablować … czy może jednak to on cię tu wysłał i chce byś się wkupił by kablować na nas ?! – Zapytał z sykiem zaciskając swoją dużą silną dłoń na szyi Puna.
Chłopak szybko odtrącił rękę przyszłego szefa.
- Jeśli mi nie wierzysz wyślij kogoś od siebie by przez kilka dni mnie szpiegował , możesz też popytać gdzie chcesz i każdy ci powie ,że ja i Cygan to stara bajka … ten śmieć wolał jakąś małą sukę niż swoich ludzi ! – Warknął zaciskając pięści ze złości. – A kiedy było mu mało bzyknął moją laskę czy sądzisz ,że po czymś takim chcę być jego przyjacielem i spełniać rozkazy ?!
Słowa jak i postawa Andre była dość przekonująca jednak mimo to Rafael nie bardzo chciał uwierzyć mu tak na ładne oczy. To był człowiek z sąsiedniego gangu który im zagrażał. I chociaż nie ufał mu to jednak po dłuższym namyśle postanowił dać szansę.
- Dobra robota jest twoja ,ale… tylko zdradzisz ,a zginiesz gorzej niż pies !
- Ma się rozumieć ! – Odparł zadowolony z ubitego targu.
Po czym podał rękę swojemu nowemu szefowi na znak szacunku i całkowitej przynależności do jego bandy. Kiedyś był gotów oddać zycie za Pabla teraz pragną odebrać mi nie tylko życie ,ale wszystko to co chłopak zdobył dzięki sobie samemu.
*************
Kiedy się ocknął leżał na zimnej betonowej podłodze ,a nad nim stało dwóch dryblasów nie wyglądających za miło. Uzmysłowiwszy sobie jak się tu znalazł natychmiast próbował się poderwać do góry i bez względu na konsekwencji walczyć z ów osiłkami by im uciec. Był jednak problem związane dłonie z tyłu pleców nie ułatwiły sprawy. Zaś stojący mężczyżni widząc ,że chłopak się obudził szybko złapali go pod pachy i postawili na nogi. Po czym jeden z nich puścił bruneta i zaczął okładać pięściami w brzuch , żebra i twarz. By brunet był wstanie ustać kolega napastnika podtrzymywał go za obie ręce. Pablo chociaż próbował się bronić to nie miał zbyt wielkich szans. Gaston tak długo bił Cygana aż chłopak ponownie starcił przytomność dopiero wtedy rzucili go na ziemię. Sprawdzili puls który był dość słaby i wepchnęli do bagażnika samochodu którym wcześniej go tu przywieźli.Kilka kilometrów od magazynu przystanęli i wyrzucili na jezdnię po czym odjechali z piskiem opon.
***************
Być może nie powinna na niego czekać ,a bynajmniej nie w jego domu to jednak czekała. To ,że wybiegł za blondynką która po raz kolejny uznała ,iż są razem było jej winą. Gdyby wiedziała ,że laska w tej chwili jest u niego pranie o które ją poprosił przyniosła by potem. Niestety stało się , więc teraz kiedy oboje wybiegli jak szaleni zostawiając ją bez kluczy i z otwartymi drzwiami usiadła i postanowiła zaczekać. Po pół godziny zaczeła się martwić o przebieg rozmowy po między tą zdenerwowaną dwójką ,ale kiedy minęło trzy godziny była totalnym kłebkiem nerwów. Chciała zadzwonić do Cygana jednak jego komórka została w domu tak jak i rzeczy blondyny. Sześć godziny później będąc prawie na granicy utraty zmysłów zwołała chłopaków i kazała im szukać szefa. Reakcja Puna ani trochę jej nie zdziwiła kiedy chłopak oznajmi , iż nie kiwnie nawet palcem w tej sprawie. Zdana jedynie na Jacka i Ivana modliła się o cud czekając w domu bruneta. W czasie kiedy oni szukali , Andre udał się do domu ,a Erin cała w nerwach obgryzała paznokcie chodząc od kąta w kąt. Dwie godziny później prawie nie umarła na zawał kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Pobiegła szybko by je otworzyć i doznała szoku. W drzwiach stał ,a raczej opierał się o futrynę ledwo żywy Pablo. Zakrwawione dłonie , twarz , koszulka jaki i spodnie nie ukryło nawet błoto.
- Pomóż mi. – Wyszeptał nim padł przed nią na kolana z braku sił.
Była tak wstrząśnięta ,że prawie spanikowała jednak dość szybko otrząsnęła się z szoku i z całej swojej posiadanej siły wzięła go pod ramię i zaciągnęła do łóżka. Kiedy już go na nim ułożyła pobiegła po apteczkę , potem wodę , ręcznik , mydło i czyste ubrania.
- Kto ci to zrobił ?! – Zapytała zdenerwowana zdzierając z niego i tak już podarte ciuchy.
- Nieee… nie ważne. – Wyszeptał z ledwością krzywiąc się z bólu.
Obmyła go na tyle ile pozwoliły jej rozległe rany , opatrzyła to co sama była wstanie i pomogła założyć czyste spodenki oraz koszulkę. Wiedziała jednak ,że lepiej by było gdyby przyjaciel zgłosił się do szpitala choćby po to by sprawdzić czy nie ma zewnętrznych obrażeń. Brunet nawet nie chciał o tym słyszeć.
- Czy ty nie rozumiesz ,że możesz mieć jakiś wewnętrzyn krwotok ?! – Wrzasnęła widząc jego zawziętość oraz to jak zwijał się z bólu.
- Powiedziałem nie ! – Krzyknął po czym wydarł się kiedy poczuł ból w obrębie żeber.
Dyskusja nie miała sensu. Odpuściła jednak zamierzała siedzieć przy nim na w razie czego. Kiedy zasnął posprzątała papierki po plastrach , gazach i bandażach. Na koniec wzięła worek na śmieci z zamiarem wyrzucenia ubrań które miał wcześniej na sobie. Podnosząc je do góry zobaczyła jak z kieszeni bluzy wypada kartka , podniosła ją.
Gdybyś jednak przeżył Cwaniaczku. Pamiętaj Karen jest dla ciebie zakazanym owocem więc lepiej trzymaj się od niej jak najdalej inaczej następnym razem śmieciu nie będę aż tak miły ! Jorge
Ze wściekłości zgniotła kartkę i razem z brundą garderobą wrzuciła do worka po czym szybko wyniosła do śmietnika.
************
Znowu została zamknieta za to ,że nie wróciła na noc i ojciec przyłapał ją w towarzystwie Pabla. Ona przywykła już do tych kar i nawet wykminiła jak może urwać się z domu by ani ojciec ,ani matka się nie zorientowali. Ucieczka była dość ryzykowana dlatego postanowiła odczekać dwa dni. Zawsze w pierwszej dobie zaglądali do jej pokoju praktycznie co kwadrans widząc ,że jest w środku następnego dnia rygor sprawdzania zostawał odwieszony kara jednak nadal była karą. Wtedy tylko czekała aż ochroniarze pójdą na obiad i balkonem wymykała się na zewnątrz. To co wtedy usłyszała od bruneta ciąglę chodziło jej po głowie , tak więc musiała dowiedzieć się tego co zamierzał tamtego dnia jej powiedzieć. System uciekania opanowała już do perfekcji dlatego też teren posiadłości opuściła w nie całe pięć minut. Wcześniej zamówiona taksówka już czekała kilka metrów od domu. Wsiadała jak najszybciej i kazała się zawieść pod samą kamienicę Pabla. Jeszcze nim dotarła na miejsce starała się po raz chyba setny do niego dodzwonić ,ale na marne. Będąc na miejscu zapłaciła za przewóz i czym prędzej pobiegła na górę. Przed drzwiami wzięła kilka głebszych oddechów i zapukała modląc się by chciał z nią rozmawiać. Serce biło jej jak szalone ,a kiedy drzwi się wreście otworzyły na chwilę zamarło widząc Erin jedynie w krótkiej koszulce z potarganymi włosami. Czerwono włosa początkowo jej nie dostrzegła gdyż przecierała oczy ziewając ,a kiedy już spojrzała na ów gościa była nie mniej zdzwiona niż sama Karen.
- Czego chcesz ?! – Zapytała wściekła widząc blondynkę.
- Pogadać z nim. – Wykrztusiła z ledwością gdyż czuła jak jej gardło się zacisnęło ,a oczy zaczynały piec od myśli jakie nasówały się do głowy.
- Nie ma go… a nawet gdyby to i tak by cię olał. Zrozum dziewczynko Pablo jest mój i tylko mój … może mnie zdradzać ,ale zawsze wiem ,że wróci do mnie bo mnie kocha ,a ty. Ty byłaś tylko eksperymentem więc wbij to sobie do głowy i daj mu wreszcie spokój ! – Krzyknęła na koniec zatrzaskując jej drzwi przed nosem.
**************
Gapił się w monitor już dłuższy czas i zamiast pisać raport który powinnien być gotowy na wczoraj zastanawiał się nad tym co usłyszał od brunetki.
- Kocham cię Miguel i chociaż powiedziałeś o kilka słów za dużo nadal cię kocha ,ale… ale nie mogę być z tobą. – Usłyszał kiedy opornie prosił by powiedziała co do niego czuje.
Miłość czy nienawiść. Na każdą ewentualność był przygotowany ,ale nie na wyznanie które padły z jej ust.
- Prawdopodobnie jestem w ciąży i byś nie robił sobie nadzieji od razu powiem ,że ono nie jest twoje.
W pierwszej chwili pomyślał o zdradzie ,ale zaraz wyjaśniła mu jak doszło do tego ,że być może nosi pod sercem dziecko innego mężczyzny. Ulżyło mu po części jednak mimo wszystko czuł się dziwnie ze świadomością ,że jego ukochana po ich rozstaniu zachowała się w sposób nie podobny do siebie. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Nie wiedział co ma począć. Mariana chociaż go wciąż kochała nie chciała wracać do niego wiedząc ,że być może zostanie matką. A ojcem nie jest Miguel. On sam nie wiedział czy potrafił by być z kobietą która poczęła dziecko w ten sposób , czy kochał by je gdyby nawet Mari dała mu szansę ?
***************
Jego stan jak i wygląd nie był najlepszy czuł to. Żebra nadal bolały poza tym pojawiła się gorączka. Oczy napuchły tak ,że ledwo dał radę unieść powieki , usta spękały mu od gorączki i ledwo dał radę mówić. Dziwił się sam ,że jeszcze jako tako kontaktuje. Pewnie gdyby nie Erin już dawno by skonał , ale dziewczyna jak zwykle stanęła na wyskości zadania. Nie zawiozła go do szpitala tak jak prosił , jednak kiedy jego stan się pogarszał z minuty na minutę wezwała lekarza do domu i zapłaciła mu za wizytę ze swojej odłożonej gotówki. Dostał leki , złamane żebra zostały lepiej zabandażowane , rana na ramieniu zaszyta szecioma szwami. Na opuchlizny dostał okłady. Naprawdę wyglądał okropnie to był jeden z powodów dla których nie chciał by Karen widziała go w takim stanie. Kiedy zapukała do drzwi chociaż nie był w stu procentach pewny ,ze to własnie ona obudził śpiąca przy jego łozku Erin. Poprosił by otowrzyła i za żadne skarby nie wpuściła do środka dziewczyny. I tak też zrobiła.
- Co jej powiedziałaś ? – Zapytał kiedy Kocica wróciła do pokoju.
- To było na tyle przykre ,że chyba tym razem zrozumiała. – Odpowiedziała zagryzając wargę targana wyrzutami sumienia ,ze tak nakłamała niewinnej dziewczynie.
- Czy ona …
- Była cała więc chyba żadna krzywda ją niespotkała tak jak ciebie. – Powiedziała wiedząc o co chciał zapytać.
Co prawda stała z nią ledwo kilka sekun oko w oko ,ale zdążyła zerkąć na ciało dziewczyny będącej jedynie w cienkiej sukience na ramiączka ,iż nie posiada na ciele żadnych śladów znęcania się. No chyba ,że blizny na jej plecach też miała wziąć pod uwagę ,ale nie były za świeże więc raczej nie spotakał ją kara tak surowa jak Cygana.
- To dobrze. – Szepnął oddychając z ulgą. – A czy płakała kiedy ty…
- Nie. – Odparła siadając na brzegu łóżka.
Skłamała. Gdyby powiedziała ,że blondynka płakał jak tylko drzwi zamknęły się przed jej nosem Pablo prawdopodobnie nie zważając na swój stan chciałby za nią pobiec. A to nie było by zbyt dobrym posunięciem. Nie czuła się z tym najlepiej jednak nie miała wyjścia chcąc go chronić przed kolejnym atakiem osób które wcześniej go tak urządziły. Teraz nawet zachowanie Andre nie miało dla niej znaczenia ,ani to że zerwali.
****************
Wtedy na ulicy obudziła się w niej iskierka nadzieji ,że jednak między brunetem ,a czerwono włosą nie ma nic poważnego. Dziś jednak fakty mówiły za siebie. Dziewczyna znowu była w jego mieszkaniu , wygladała na zaspaną oraz jak by wcześniejszą noc spędziła dość intensywnie. On sam nie odbierał od Karen telefonów więc sprawa była jasna. Była tylko eksperymentem ! jak to nazwała ją Ruda. Wracając do domu łzy spadały jak groch jedna za drugą. Dusza jak i serce ponownie cierpiały tym razem ze zdwojoną siłą. Nie miała sił walczyć. Nie posiadała chęci życia. Myśl ,że będzie musiała mieszkać z tym mężczyną w jednym mieście , widywać go nawet przypadkiem przerażała ją tak mocno jak kiedyś cieszyła na myśl ,że go spotka. I wtedy podjęła decyzję tą samą co kiedyś tyle ,że tym razem ostateczną i nie odwracalną choćby nie wiadomo jak jej życie do tego czasu się zmieniło. Wyjedzie do Europy. Tam skończy szkołę , studia , znajdzie pracę i tam zacznie żyć od nowa na tyle na ile da radę się podnieś po tym co zrobił jej Pablo. I nawet gdyby jakimś cudem on sam błagał ją o pozostanie tym razem nie zamierzała mu ulegać.



Rozdział 22


Kiedy wkroczyła do jego gabinetu bez pukania podniósł głowę z nad papierów i spojrzał na nią pytająco. Całą drogę do domu myślała o swoim postanowieniu. Potem wiele godzin przesiedziała w sypialni i rozważała wszystkie za i przeciw ,a kiedy podjęła decyzję postanowiła poinformować o tym ojca. Stojąc teraz przed nim zadała sobie jeszcze raz pytanie ; Czy naprawdę tego chce ? ,a kiedy rozum i serce podpowiedziały ,że TAK. Wzięła głęboki oddech i przemówiła.
- Załatw mi szkołę w Europie i zadzwoń do cioci Zoe by poinformować ją ,że zamierzam u niej mieszkać na czas nauki. – Wypowiedziała te słowa tak szybko jak by się obawiała zmiany zdania.
Zdziwione spojrzenie ojca przeszyło ją na wylot. Milczał krótką chwilę analizując czy aby na pewno się nie przesłyszał. Widząc wahanie na jego twarzy zrozumiała ,że jej nie wierzy.
- Tym razem wyjadę , obiecuję. – Dodała siadając na przeciwległym fotelu i podkulając nogi pod brodę.
- Skąd ta nagła zmiana Karen ? – Zapytał podejrzliwie.
- Sądziłam ,że cię to ucieszy i nie będziesz pytał o powody. – Odparła zgodnie z prawdą.
- Owszem cieszy ,ale po twoich ostatnich wybrykach mam prawo podejrzewać ,że to kolejna gra z twojej strony. – Rzekł szczerze.
- Dobrze… skoro gramy w otwarte karty tato powiem ci jaki jest prawdziwy powód. – Powiedziała spoglądając prosto w jego oczy. – Rzucił mnie , wystarczy ? – Zapytała unosząc do góry brwi.
Nie chciał okazać radości i triumfu w jej obecności ,ale ta informacja była jak balsam dla jego duszy i ciała. Tak więc mimowolnie na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Widzę ,że tylko na to czekałeś. – Rzuciła oburzona podnosząc się do pionu.
- Nie zaprzeczę moje dziecko , bo ten facet naprawdę nie był dla ciebie. Ja to wiedziałem , twoja matka też ,a teraz …
- A teraz i ja to wiem. – Syknęła chociaż serce pękało jej na pół. – Ale , mógłbyś dla mnie samej powstrzymać się od okazywania zadowolenia. Bo w przeciwieństwie do Pabla ja go kochałam i boli mnie jego zdrada. – Odparła starając się za wszelką cenę pochamować łzy.
- Karen w twoim wieku człowiek nie wie co to miłość. Jeszcze zobaczysz ,że …
- Tato daruj sobie. – Powiedziała powstrzymując go gestem dłoni. – Załatw szkołę i mieszkanie , od reszty trzymaj się z daleka. – Dodała ruszając do wyjścia.
Zachowywała się karygodnie ,ale darował jej i ton i sposób w jaki z nim rozmawiała tylko dlatego ,że szalał z radości ,iż jego jedynaczka w końcu przejrzała na oczy. Nie zważając na późną porę od razu wziął słuchawkę do ręki i wykręcił numer do Zoe. Co prawda jego młodsza siostra nie bardzo nadawała się na opiekunkę dla nastolatki. Jednak wolał by Zoe wzięła ją pod swoje skrzydła niż gdyby blondynka miała wrócić do tego bandziora z piekła rodem. Po 30 minutowej rozmowie , odłożył słuchawkę i spojrzał na stojącą w drzwiach żonę.
- Czy ja dobrze słyszałam , wysyłasz Karen do Zoe ? – Zapytała wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi.
- Tak ,kochanie. – Odparł z uśmiechem na twarzy.
- Ale ona ją rozpuści …
- Lepsza ona niż ten obdarty nic nie warty gówniarz. A poza tym nasza córka sama tego chciała , gdyż ponoć jej ukochany okazał się łachudrą. – Wyjaśnił z niekłamaną satysfakcją.
- Mówisz poważnie ?! – Zapytała nagle ożywiona siadając mężowi na kolana.
- Tak. – Odparł składając pocałunek na jej szyi.
No to mam cię z głowy , mała suko i tego palanta. Pomyślała wtulając się z czułością w męża.
**************
Całą noc nie spał zastanawiając się nad tym czy jego związek z Marianą rozpadł się ostatecznie ?Kochał ją i jeszcze do wczoraj zamierzał walczyć dotąd aż dziewczyna mu wybaczy. Jednak dziś już sam nie był pewien niczego. Nie potrafił odpowiedzieć sobie na proste pytanie. Czy pokochał by dziecko obcego mężczyzny ? To ,że kochał ją nie podlegało żadnej dyskusji. Pragnął także mieć z nią dzieci i to wiele ,ale swoich. Zdenerwowany i znużony ciągłymi pytaniami kłębiącymi się w jego głowie pospiesznie wstał z łóżka. Następnie poczłapał pod prysznic ,a kiedy kwadrans później wyszedł orzeźwiony , ubrał się i ruszył do pracy. Nim jednak tam dotarł Jorge zdążył wezwać go do siebie. Zawrócił więc i kilka minut później stał już w jego gabinecie.
- Czego chcesz wujku ? – Zapytał od razu przechodząc do sedna sprawy , gdyż bardzo się mu spieszyło.
- Chcę byś zadzwonił do matki i poinformował ją ,że Karen jednak zjawi się wcześniej niż za trzy tygodnie. – Odparł mężczyzna z zadowoleniem na twarzy. – Od razu jej przekaż by przygotowała dla niej pokój , gdyż moja córka jedzie tam na czas nauki czyli dobre pięć lat.
Ta informacja zaskoczyła go. Nie wchodził jednak w szczegóły z powodu braku czasu ,a także własnych problemów. Ten pomysł mu się jednak nie podobał. Zoe była najsłodszą osobą pod słońcem i Miguel doskonale wiedział ,że Karen zazna tam dużo lepszego życia niż tu. Jednak był pewien kłopot ; jego ojciec , który niczym się nie różnił od Carmen. Chociaż byli całkiem obcymi dla siebie osobami to charakterki mieli identyczne. Wiecznie wymagali nie dając niczego poza pogardą w zamian. To właśnie przez ojca Miguel wyniósł się tak szybko z domu nie mogąc znieść ciągłej krytyki. Karen nie była jego córką ,ale blondyn obawiał się czy czasem ojciec nie zacznie wtrącać się w życie blondynki tak jak kiedyś w jego. Niestety na decyzję wuja czy też samej Karen nie mógł wpłynąć. Jedyne co mógł zrobić to pogadać z matką by na tyle na ile będzie wstanie chroniła Karen.
****************
Majaczył , jęczał i syczał z bólu przez całą noc. Erin siedziała i za wszelką cenę próbowała zbić mu gorączkę ,a także podawała środki przeciwbólowe by choć trochę ulżyć mu w bólu. Najchętniej zawiozła by go do szpitala , tam gdzie zajęto by się nim jak należy. Ale Cygan jak zawsze uparty i twardy nie ustępował i zabraniał jej zrobienia czegoś takiego. Były chwile kiedy siedziała ,a łzy same płynęły po jej policzkach widząc jak skręca się z bólu , jak majaczy krzycząc imię ; Karen. Z miłości do tej dziewczyny cierpiał podwójne katusze. On to wiedział ,a ona nie tylko wiedziała ,ale i widziała na własne oczy. I czuła jak serce pęka jej z bólu , jak zazdrość zżera od środka każdą cząstkę jej ciała. Nie o niego ! Lecz o miłość jakiej doświadczył. Ileż ona Erin dała by za to by Andre kochał ją tak mocno jak Pablo kochał Karen. Niestety Puno zapatrzony w siebie i swoje potrzeby zapomniał o niej. I potraktował jak dziwkę. Czując jak ponownie zbiera się jej na płacz wstała i poszła zaparzyć sobie kawy. W tej chwili była 8.00 rano ,a brunet wykończony po dość ciężkiej nocy wreszcie zasnął. Tak więc bez problemy mogła go zostawić i wyjść do kuchni. Nastawiła czajnik , nasypała kawy i usiadła na parapecie w oknie. Nie zdążyła podkulić nóg pod brodę kiedy zadzwonił telefon. Szybko wyjęła komórkę z kieszeni dżinsów.
- Czego ? – Zapytała chłodno widząc na wyświetlaczu ,że rozmówcą jest nie kto inny jak Andre.
- Musimy się spotkać. – Rzucił krótko.
Już chciała zaprotestować kiedy nagle wszedł jej w słowo.
- Chodzi o sprawy dotyczące gangu , nie nas.
Tyle wystarczyło by się zgodziła. Pablo teraz nie nadawał się na to by cokolwiek nadzorować , tak więc na czas jego nieobecności trzeba było ustalić kto zajmie jego miejsce. W innych okolicznościach posłała by Puna do diabła. Po zakończonej rozmowie , zeskoczyła z parapetu zalała kawę i wróciła do pokoju zajmując swoje wcześniejsze miejsce przy łóżku. Pablo teraz spał spokojnie tak jak by najgorsze minęło. Ona sama padała na twarz ,ale z obawy ,że stan ponownie ulegnie pogorszeniu bała się zasnąć. Skuliła się więc w wielkim fotelu i zaczęła czytać gazety w oczekiwaniu aż Jack przyjdzie ją zmienić.
****************
W oczekiwaniu na swoją kolej z nerwów ściskała w rękach pasek od torebki. Minuty dłużyły się nieskończenie. Pacjentka za pacjentką wychodziły co kilka minut z gabinetu ,a ona wciąż czuła się jak by kolejnych pięć osób stało przed nią. I modliła się … gorąco , żarliwie się modliła. By test okazał się błędny … by ciąża którą podejrzewa nie była ciążą. Niech okaże się to przemęczeniem , jakąkolwiek chorobą , tylko nie ciążą. Myśl ,że jedna noc mogła by zaowocować czymś takim przerażała ją. Gdyby ojcem był Miguel sprawa wyglądała by inaczej. Wtedy na pewno by się ucieszyła. A tak tylko stała skamieniała ze strachu i odliczała czas czując się jak by szła na ścięcie. Tak bardzo się bała ,że w ostatniej chwili chciała już uciekać , jednak wtedy nadeszła jej kolej. Na drżących nogach weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Lekarz najpierw zrobił krótki wywiad ,a potem kazał położyć się na tak zwany samolot. Badanie było dość delikatne i krótkie ,ale dla Mari wydawało się wiecznością. Na myśl ,że zaraz pozna okrutną prawdę mdliło ją. Z ledwością zsunęła się z fotela ginekologicznego kiedy badanie dobiegło końca. Trzęsąc się jak osika usiadła ponownie na krześle i cała w nerwach oczekiwała diagnozy. Lekarz umył dłonie i dopiero wtedy usiadł naprzeciw niej.
- Tak jak myślałem , jest pani w ciąży.
Po tych słowach łzy stanęły jej w oczach , a nadziej umarła tak szybko jak szybko się zatliła na chwilę w jej głowie. Czyli test mówił prawdę ? A ona straciła ostatnią szansę na to by wrócić do ukochanego. Nie miała siły pytać o nic więcej. Po prostu wstała i wyszła jak gdyby nigdy nic.
***************
Dzień od samego rana wlókł się strasznie powolnie po mimo ,że co chwila wymyślała sobie jakieś zajęcia by tylko zapomnieć o brunecie. Niestety jej starania szły na marne. Jedynym plusem było to ,że już nie płakała. Łzy ,albo wyschły z nadmiaru ich wylewania. Albo po prostu jej serce przyjęło do wiadomości ,że taki facet jak Pablo nigdy nie był dla niej przeznaczony. Tak czy owak sprzątanie , zakupy , spacer , grzebnie w ogródku , pływanie i wiele innych rzeczy jakie dziś robiła. Nie pomogły zniknąć wspomnieniom i tęsknocie za nim. Dopiero kiedy zrozpaczona Mariana zadzwoniła do niej i poprosiła o spotkanie udało się jej odgonić swoje kłopoty. Za bardzo zmartwiona rzuciła się na ratunek przyjaciółce. Najszybciej jak się dało doprowadziła się do ładu i pojechała do niej. Brunetka od razu rzuciła się w jej ramiona wykrzykując swoją wstydliwą tajemnicę. Karen na wszelkie sposoby próbowała ją pocieszyć ,ale na marne. W końcu nie wytrzymała i na siłę zaciągnęła Mari do baru tam obie upiły się do upadłego. Żadna z nich nie była wstanie dojść samodzielnie do domu. Wezwały więc taksówkę , tak przynajmniej im się wydawało. Rankiem jednak okazało się , iż obie śpią nie u siebie. A pustka w głowach obydwu dziewczyn nie pozwalała na przypomnienie sobie czegokolwiek. Gdy otworzyły powieki i zobaczyły najpierw siebie śpiące na jednym łóżku jeszcze zachowały spokój. Lecz kiedy usiadły i uznały ,że dom chociaż wydaje się znajomy to jednak nie należy do żadnej z nich wpadły w panikę.
- Co ja znowu odwaliłam ?! – Krzyknęły obie jak na zawołanie po czym szybko spojrzały na siebie.
- Nie ty , tylko ja ?! – Krzyknęła zdruzgotana Karen ,że być może znowu zrobiła coś co mogło doprowadzić do tragedii tak jak wtedy w barze kiedy to szef owego klubu chciał ją zgwałcić.
- Nie ty Karen , tylko ja ! – Odpowiedziała załamana nie mniej niż blondynka Mariana.
- Tym razem obie. – Nagle usłyszały za swoimi plecami głos Miguela.
Kiedy ich spojrzenia spoczęły na jego twarzy od razu spuściły głowy w dół czując wstyd po mimo ,że jeszcze nie wiedziały jakiego tym razem złego czynu się dopuściły poza schlaniem się na maksa.
- To ,że się upiłyście to jest pikuś. Chociaż zachowanie należałoby zaliczyć też do karygodnych zważywszy ,że ty panno Karen jesteś niepełnoletnia. – Powiedział spoglądając karcąco na blondynkę. – A ty , nie tylko niepełnoletnia to jeszcze w ciąży. – Rzekł tym razem patrząc na brunetkę. – Najgorsze jednak jest to ,że wplątałyście się w bójkę i zdemolowałyście pół lokalu. Jego właściciel wezwał policję …
- Świetnie … jeszcze tego mi brakowało przed wyjazdem. – Odezwała się nagle blondynka.
- Policję ?! – Zapytała zszokowana Mariana.
- Tak. Na wasze szczęście byłem w tym czasie na posterunku i zająłem się tą sprawą. Wam pozostaje zachować to w tajemnicy , doprowadzić się do ładu i wrócić do domu. – Dodał szybko widząc przerażenie w oczach obu dziewczyn.
- Jasne , już się robi. – Odpowiedziała Mari zsuwając się w pośpiechu z łóżka.
- Dzięki Miguel i…
- Po pierwsze nie dziękujcie. Po drugie weźcie prysznic i zapraszam do kuchni na śniadanie , a po trzecie … Mari chcę zamienić z tobą kilka słów.
Godzinę później kiedy zostali sami , usiadła ponownie przy stole kuchennym w oczekiwaniu na to co zaraz usłyszy. Co prawda nie miała ochoty wysłuchiwać morałów , jednak tylko dlatego ,że wyciągnął je z tarapatów. Została i postanowiła posłuchać tego jak to znowu wytyka jej jak jest nieodpowiedzialna. On zaś jak tylko skończył rozmawiać z Carmen której wyjaśnił czemu jej córka spała dziś u niego wrócił do kuchni.
- Czyś ty kompletnie oszalała ?! – Zapytał wzburzony na wspomnienie wczorajszego wieczoru. – Przecież jesteś w ciąży ,a nie dość ,że pijesz , palisz to jeszcze wdajesz się w bójki ?! Mari do cholery co się z tobą dzieje ,skoro masz gdzieś fakt ,że niszczysz sobie zdrowie … to chociaż pomyśl o tym dziecku ! – Krzyknął wskazując na jej jeszcze płaski brzuch.
- Posłuchaj Miguel , jestem ci wdzięczna za pomoc ,ale mam dziś kaca i naprawdę nie mam ochoty się kłócić. Więc daruj sobie te gadki i od razu powiedz jaka to ja jestem głupia , nieodpowiedzialna idiotka , wtedy oboje zaoszczędzimy czas. A i nie rozumiem czemu interesuje cię moje dziecko , skoro jego ojcem jest jakiś facet którego ja sama dobrze nie pamiętam ! – Wrzasnęła , gdyż krzyk to był w tej chwili jedyny akt obrony przed tym by się nie rozpłakać.
Po tych słowach zapadła cisza. Wstała więc i ruszyła do wyjścia , nim jednak przekroczyła próg kuchni złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Bo cię kocham głuptasie. I chcę byś do mnie wróciła bez względu na to ,czy dziecko jest moje ,czy nie. – Wyszeptał spoglądając w jej czekoladowe oczy.
*******************
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
To były najgorsze dni w jej życiu. Chociaż od tamtej pory kiedy brunet wyciągnął ją spod kół samochodu nie miała okazji go spotkać to jednak tęsknota zabijała ją od środka jak trucizna dawkowana w dużych ilościach lecz z powolnym skutkiem. Bywały dni ,że pragnęła umrzeć by tylko nie czuć tej pustki , jednak z pomocą Mariany jakoś udało się jej wytrwać do dnia wyjazdu. I właśnie teraz stała na lotnisku i żegnała się z najbliższą rodziną i przyjaciółmi. Matka już w domu dała jej do zrozumienia jak bardzo cieszy się z jej wyjazdu ,dlatego też nie dziwił jej fakt ,iż nie odwiozła ją na lotnisko. Ojciec zaś pożegnał się z nią jednak zbyt zajęty kazał Miguelowi zająć się odwiezieniem córki na lotnisko. Ona sama cieszyła się ,że to właśnie Miguel , Mariana i Santos towarzyszą jej tu teraz. Uściskała najpierw chłopaków dziękując im za wszelką pomoc , po czym wtuliła się w ramiona brunetki.
- Uważaj na siebie Mała i dbaj o malucha , a także Miguela. – Powiedziała mocno tuląc ją do siebie.
- To ty uważaj tam na siebie. – Odparła przyjaciółka ze łzami w oczach.
- Zoe nie pozwoli by Karen się nudziła. – Rzekł blondyn puszczając do Karen oczko.
- A ty , dbaj o nią … bo jak wrócę skopię ci zadek , jasne ?- Zwróciła się po chwili do blondyna jak tylko Mariana wypuściła ją z objęć.
- Tak jest ! – Odparł przygarniając natychmiast do siebie brunetkę.
- Tobie Santos życzę powodzenia na egzaminach i oby ta twoja nigdy nie zamieniła cię na innego. Ba taki facet jak ty to skarb. – Dodała ostatni raz ściskając kolegę z klasy.
- Dzięki. Ja zaś wierzę ,że ty też w końcu trafisz na kogoś kto pokocha cię tak mocno jak na to zasługujesz. – Powiedział całując ją w policzek na pożegnanie.
- Dobra , koniec tego dobrego. Mykam na samolot … Pa. – Powiedziała szybko odwracając się do nich plecami , gdyż czuła zbliżające się łzy.
Odlot co prawda miała dopiero za jakiś kwadrans ,ale nie chcąc rozpłakać się przy nich musiała uciec. Stanęła więc w kolejce , gdzie stewardesa odbierała bilety i czekała z nadzieją ,że przyjaciele już dawno opuścili lotnisko. Nagle czyjaś dłoń dotknęła jej ramienia. Sądząc ,że to Miguel lub Santos gdyż ręka była zbyt duża i silna by należała do Mariany nachmurzyła się.
- Idźcie już dam sobie … - Zaczęła lecz odwróciwszy się słowa ugrzęzły jej w gardle na widok stojącego naprzeciw niej bruneta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
P@Tk@
Idol
Idol


Dołączył: 26 Gru 2007
Posty: 1744
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:41:52 03-05-12    Temat postu:

a mogła już wszystko wiedzieć dlaczego wybiegła z jego domu
tyle cierpień a oni ciągle chcą być razem
czekam na new
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 8:07:53 18-05-12    Temat postu:

Proszę oto nowy rozdział , nie jest długi i rewelacyjny ,ale jeszcze nie wpadłam w trans. Za błędy jakiekolwiek przepraszam. Za długie czekanie też. Liczę na szczere komy i życzę miłego czytania. Buziaki.


Rozdział 23

,, Kochałam ... już nie kocham "

Jeszcze nie doszedł do siebie, ale na wieść o wyjeździe blondynki wybiegł z domu tak szybko jak by się paliło. Połamane żebra czy inne obrażenia nie przeszkodziły mu w tym by zerwać się najszybciej jak tylko mógł. Co więcej jeszcze usiadł na motor i popędziła na nim jak szalony? Erin wiedząc, że jego stan nadal nie jest najlepszy i z obawy, że chce popełnić jakieś głupstwo? Zaraz po jego wyjściu, sama wzięła motor i pojechała jego śladem. Skąd wiedziała, dokąd się udał? Wystarczyło, że usłyszała imię należące do przyjaciółki blondynki już wiedziała, że nie zwiastuje to niczego dobrego. I nie myliła się, chwilę później … brunet wyskoczył z lóżka i jak w ukropie zaczął się ubierać.
-, Co robisz?! – Zapytała czerwono włosa nic nie rozumiejąc.
- Muszę ją zobaczyć. – Odpowiedział zarzucając niezdarnie bluzę na grzbiet.
-, Kogo? – Zapytała po raz kolejny nadal nie kojarząc, gdyż samo jego wyjście z łóżka bardzo ją zaskoczyło.
- Karen! – Odpowiedział i nim zdążyła zareagować już go nie było.
Kłopoty! Kłopoty i jeszcze raz kłopoty! Powtarzała sobie w myślach jadąc w stronę lotniska. Może i ją kochał, ale ta laska sprowadza na niego same nieszczęścia. Takie było zdanie Kocicy. Życzyła brunetowi jak najlepiej, bo bardzo dużo mu zawdzięczała i w sumie on był jej jedyną, rodziną”. Tak, więc, pragnęła jego szczęścia, ale obawiała się też utraty ostatniej osoby, na którą może liczyć. Niestety spotkanie bruneta z blondynką było ryzykowne. I dlatego uznała, że jest mu potrzebna. W razie gdyby po raz kolejny tatuś, Karen chciał przemówić Pablowi, do rozumu.
************
Na jego widok łzy mimowolnie napłynęły jej do oczu. Chciała się odwrócić i pójść przed siebie całkowicie go ignorując, pragnęłaby poczuł to samo odrzucenie, które czuła ona, gdy w jego mieszkaniu zastała czerwono włosa. Niestety jakaś nieznana jej siła nie pozwalał ruszyć się jej z miejsca. Gardło miała zaciśnięte i jakiekolwiek pytanie nie było wstanie przejść jej przez krtań. Serce szalało z radości, ale i rozpaczy. Starała się ze wszystkich sił zachować obojętność. Milczenie, które trwało ledwo kilka sekund coraz bardziej ją przerażało. Jego cudowne oczy, które tak kochała, wpatrywały się w nią poszukując niewiadomo, czego? Prawdopodobnie Pablo, wiedział, co chce ujrzeć wpatrując się w jej twarz. Ona zaś pragnęła usilnie stamtąd uciec. W końcu wezbrała się w sobie, wzięła głęboki oddech i nic nie mówiąc odwróciła się do niego plecami. Nie uszła jednak kroku, kiedy jego dłoń po raz kolejny spoczęła na jej ramieniu.
-Zaczekaj. – Szepnął prawie nie słyszalnie.
- Nie mam ochoty. – Odpowiedziała nawet się do niego nie odwracając.
- Daj mi tylko dwie minuty, proszę. – Dodał zsuwając dłoń wzdłuż jej ramienia aż dotarł na jej szczupłej i delikatnej dłoni.
- Minuta! – Odpowiedziała chłodno, odwracając się w jego stronę.
Tym razem jej oczy były puste, zero łez, bólu … tylko pustka. Jej postawa zabolała go. Nawet trochę zaskoczyła i dlatego ponownie zamilkł.
- Mówisz?! Bo czas ucieka. – Dodała wskazując na zegarek.
Jej pogardliwy, obojętny ton głosu przeszywał go na wskroś. Ten chłód z jej strony bolał go dużo bardziej niż jego obrażenia.
- Chciałem… - Zaczął, lecz nie skończył, bo nagle weszła mu w słowo.
- Wiesz, co?! W sumie, to za dużo już dla ciebie poświęciłam. Za wiele też przez ciebie straciłam … nie mam ochoty na więcej. – Rzekła tak swobodnie jak by był nikim i tak też się po czuł. – Wróć do swojego życia, ja wrócę do swojego … wyjeżdżam. Więc możesz uznać, że nigdy się nie poznaliśmy. – Powiedziała z całych sił zachowując spokój i wymuszając uśmiech na twarzy by uznał, że jej przyszło to z łatwością. – Żegnam! – Dodała odwróciwszy się w stronę wejścia do odpraw.
- Karen?! – Zawołałby ją zatrzymać. Nie odwróciła się, nie zwolniła ani nie zatrzymała. Szła udając, że to nie ją woła.
- Karen … mam wyrwać sobie serce, by o Tobie zapomnieć? – Usłyszała nagle.
W tej chwili jej serce zabiło ze zdwojoną siłą, z taką samą pojawiły się łzy. Zatrzymała się. Podszedł i stanął za jej plecami, kiedy poczuła ciepły oddech na swoim policzku, przez całe ciało przeszedł jej dobrze znany dreszcz.
-, Jeśli, mam zapomnieć. Musisz najpierw wyrwać, moje serce, Karen. Bym, nie czuł. – Wyszeptał do jej ucha głosem po wskroś przepełnionym bólem i rozpaczą. – Musisz zabrać mój umysł, który doskonale pamięta, każdą spędzoną z Tobą chwilę. – Mówił, a w jej oczach pojawiało się coraz więcej łez. - A także zatruć mi krew, która nasączona jest każdym twoim pocałunkiem. – Dodał drżącym głosem, starając się przełknąć ogromną gulę drażniącą jego krtań. - Jeśli tego nie zrobisz … nie zapomnę. – Mówił coraz ciszej, gdyż przepełniający go ból coraz bardziej mu to uniemożliwiał. - Nie wymażę cię ze swojego życia od, tak! – Rzekł pstrykając dwoma palcami, przed jej oczyma, z których z wolna toczył się po policzkach łza za łzą. – Nie zrobię tego, bo cię kocham. – Wyszeptał na koniec czując, że za chwilę nie da rady powiedzieć nic więcej. Po tych słowach i jemu łzy zaczęły spływać po policzku.
Nagle jego dłonie oplotły się wokoło jej tali, wtuliła się w nie. Tylko na chwilę … na sekundę, bo potem … wyswobodziła się. Odwróciła w jego stronę i położyła swoją maleńką dłoń na jego policzku tym samym ocierając spływająca łzę.
- Ja ciebie też … - Powiedziała głęboko wpatrując się w jego oczy, tym razem nie ukrywając swoich łez. - Kochałam…, ale już nie kocham. – Dodała, po czym szybko otarła swoje policzki. Wzięła do ręki, walizkę i tym razem szybkim i pewnym krokiem ruszyła przed siebie.
***********
Kilka godzin później.
Przez cały lot, chociaż próbowała zasnąć to nie mogła. Wciąż w jej głowie huczały jego słowa, widniały obrazy jego smutnych oczu. Czuła ciarki, kiedy przypomniała sobie jego oddech na swoim policzku oraz zapach jego perfum, które przesiąkły na nią w chwili, kiedy pozwoliłaby na sekundę wziął ją w ramiona. Łzy, które próbowała powstrzymać samotnie spływały po jej policzkach. Idąc w stronę czekającej na nią limuzyny otarła je szybko. Przed ludźmi w samolocie mogła pokazać sław końcu jej nie znali. Przed ciotką nie zamierzała. Owszem Zoe była jej dużo bliższa, bardziej sympatyczna i wyrozumiała niż jej matka. Jednak to ciotka, poza tym przyleciała tu by zapomnieć, a nie rozpamiętywać i użalać się nad sobą.
- Zapomnisz Karen… zapomnisz. – Powtarza sobie pod nosem jak by to mogło w jakiśkolwiek sposób ukoić jej ból.
Przed wejściem do auta wzięła jeszcze kilka głębszych oddechów. W drodze do rezydencji zdążyła uspokoić się na dobre i zapanować nad sobą. Jak tylko samochód stanął pod domem w drzwiach ukazała się Zoe?
- Kara słonko! – Usłyszała wysiadając z auta, a zaraz potem poczuła jak ramiona ciotki przyciągają ją do siebie. – Kochanie nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego przyjazdu. – Mówiła tuląc ją do siebie coraz to mocniej. – Wreszcie opuściłaś to więzienie.
- Ciociu…
- No, co?! Przecież to prawda, twój ojciec i ta jego szkap… to znaczy twoja matka to niczym Hitler. – Powiedziała spoglądając dziewczynie w oczy.
Tak Zoe była jej ciotką i siostrą jej ojca, ale całkowicie się od niego różniła. Jorge nie zbyt utrzymywał kontakty z siostrą, gdyż w jego mniemaniu przynosiła ona tylko wstyd rodzinie. A także była nie dojrzała emocjonalnie. W czasie, kiedy ojciec blondynki zajmował się poważnymi sprawami takimi jak polityka, Zoe chodziła na dyskoteki i randki mając lat trzydzieści osiem. W jej domu panowało wolność słowa, swoboda jednym słowem rób ta, co chce ta tylko nie rozpierdolcie mi chałupy! Karen wiedziała, że tu będzie mogła sobie pozwolić na wiele, liczyła się jednak z częstymi telefonami od matki lub ojca. Oraz niezapowiedzianymi wizytami. Po wyściskaniu i wycałowaniu przez cioteczkę wreszcie weszły do środka. Gaviota czyli służąca Zoe zaprowadziła ją do pokoju, który od dziś miał być jej. Rozpakowała się w przeciągu trzydziestu minut. Potem razem z Eleną osiemnastoletnią córką Zoe poszła zwiedzać całą posiadłość. Przez cały czas uśmiechała się, prowadziła rozmowy … grała szczęśliwą chcąc ukryć ból. Sądziła, że się udało, ale wieczorem, kiedy usiadła na tarasie chcąc powdychać świeżego powietrza i popatrzeć na gwiazdy, ciotka przyłączyła się do niej. I od razu zaskoczyła ją swoim pytaniem;
-, Co ci zrobił, że aż tu przed nim uciekłaś?
Początkowo uznała, że ciotka pyta o ojca, ale po chwili jej wątpliwości się rozwiały.
- Tato …
- Kara nie mówię o ojcu, tylko o facecie, który zabrał ci ten wesoły blask z oczu.
Oczy … jedyna rzecz, nad którą nie da się zapanować, gdyż są zwierciadłem duszy. Mogła się uśmiechać, robić najróżniejsze miny, ale smutku w oczach nie da się tak po prostu zasłonić. Spuściła głowę chcąc ukryć napływające łzy.
- Pokazał mi raj, a potem sprowadził do piekła. – Powiedziała na koniec zalewając się łzami.
***********
Dość długo go szukała po całym lotnisku, aż wreszcie się udało. Jednak to, co zobaczyła rozdarło jej serce na pół. Siedział na ławce ze spuszczoną głową, spoglądając najprawdopodobniej na swoje buty lub podłogę. Z jego dłoni sączyła się krew, skapywała kropla po kropli, a razem z nią spływały jego łzy. Obok stało dwóch gliniarzy. Podbiegła, lecz kiedy chciała przy nim kucnąć jeden z policjantów ją powstrzymał.
- Proszę odejść, on jest niebezpieczny. – Rzekł trzymając ją za ramiona.
- Puszczaj debilu to mój przyjaciel!- Krzyknęła wyrywając się mu i przy kucając obok bruneta.
- Cygan, co się stało? – Zapytała z drżeniem w głosie.
- Wiesz jak czuje się ktoś, kto został sto razy dźgnięty nożem? – Zapytał rękawem ocierając łzy z jednego z policzków. Nie spojrzał jednak na nią, nie wiedziała nawet czy miał świadomość, że są tu też gliniarze. Zaskoczona nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć.
- Nie wiesz, ale uwierz mi Erin … boli dużo mniej, niż kiedy osoba, za którą gotowy jesteś oddać życie powie ci, że cię nie kocha. – Dopiero wtedy podniósł głowę, a jego smutne i zaczerwienione oczy, z których wciąż spływały łzy przebiły ją na wskroś. Było jej go żal, potwornie żal, wyciągnęła dłonie by go przytulić. Nie zdążyła, bo zaraz psy wzięli go pod pachy i postawili na nogi. Jeden z nich założył mu kajdanki, drugi zaś sprawie zarecytował.
- Jesteś aresztowany za wandalizm w miejscu publicznym.
- Ochujeliście?! – Zapytała wkurzona czerwono włosa nie zwracając nawet uwagi, z kim ma do czynienia. – Przecież…
- Daj spokój Erin. – Wtrącił się Pablo. – Niech mnie zabierają… pudło nie może być gorsze od piekła w mojej duszy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
P@Tk@
Idol
Idol


Dołączył: 26 Gru 2007
Posty: 1744
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:57:30 20-05-12    Temat postu:

Co ten Pablo zrobił czy on nie widział żę Karen płakała że jej słowa to były tylko słowa dlaczego po co mu było to wszystko nie łątwiej było powiedzieć jej prawdę wcześniej ?
czekam na new
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Karolfcia
Komandos
Komandos


Dołączył: 16 Mar 2007
Posty: 624
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nisko :)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:51:00 29-05-12    Temat postu:

Ta telenowela jest cudowna <3 czekam z niecierpliwoscia na kolejny odcinek!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CamilaDarien
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 4083
Przeczytał: 12 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Cieszyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:30:40 23-06-12    Temat postu:

Czekam na next

Ostatnio zmieniony przez CamilaDarien dnia 17:47:14 23-06-12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:14:40 10-07-12    Temat postu:

Nowe Postacie;
Andrea - To jedyna dziewczyna z którą brunet odważył się spróbować związku. Trwał on tylko dwa miesiące , gdyż potem ona wyjechała robić karierę modelki. Z powodu nie odniesionego sukcesu wraca sądząc ,że Cygan nadal należy do niej.

Tegan - Ma 19 lat i tak jak Karen mieszka w Meksyku. Obecnie przebywa na wakacjach we Włoszech. Jego jedynym przyjacielem jest suczka Coco. Od pierwszego spotkania z Karen jest nią zauroczony.

Rozdział 24
,,Jestem Tegan , a Ty"


Kilka Dni Późnej.
Zoe to najlepsza ciotka pod słońcem. Gdyby była jej matką życie Karen na pewno było by dużo łatwiejsze. Była tu zaledwie kilka dni, ale już zdążyła się odprężyć i zwierzyć ze wszystkiego, co przez ostatni okres się jej przytrafiło. Opowiedziała jej nie tylko o złych, ale także dobrych chwilach spędzonych z brunetem. Opowiedziała także o tym jak matka i ojciec podchodzą do wychowywania jej. Ciotka nie ukrywała ani złości, ani nie szczędziła obelg w ich kierunku szczególnie, kiedy usłyszała, jaka kara ją spotkała ze strony Carmen, gdy blondynka uciekła z brunetem. Widok blizn na placach dziewczyny wywołał u niej furię i już była gotowa wsiąść w samolot i polecieć tam by dokopać znienawidzonej bratowej. Powstrzymały ją prośby Karen. Tu nie tylko miała wsparcie, opiekę, ale i wolność. Mogła śpiewać i tańczyć, kiedy tylko miała na to ochotę. Chciała wyjść na imprezę, do baru, dyskoteki czy gdziekolwiek nikt jej tego nie zabraniał, co więcej była jeszcze zachęcana. Uśmiech na jej twarzy powrócił dzięki wyjazdowi z domu, w którym czuła się więźniem, ale serce nadal miało się kiepsko. Chciała zapomnieć, przestać czuć jednak im dłużej była z dala od niego tym bardziej tęskniła. Wciąż zamykając oczy widziała jego zielono – piwne oczy, które tak strasznie kochała. Uśmiech zawadiacki, cwany… słodki. Nocą, gdy wtulała się w poduszkę wyobrażała sobie, że tuli się do Pabla. To nie był sposób na zapomnienie, ale czy ktokolwiek taki sposób zna? Tęsknota rozrywała jej duszę. Pragnęła wrócić, powiedzieć jak bardzo go kocha, jak tęskni…, Ale, nie mogła. To, co zrobił za bardzo bolało. Poza tym właśnie tu, uświadomiła sobie, że ich miłość nigdy nie miała prawa bytu. Zbyt wiele przeciwności, zbyt wiele różnic by miało to szansę na przetrwanie.
****************
Obolałe żebra, plecy i dłonie pokaleczone od masakry, której dopuścił się na lotnisku było niczym w porównaniu z bólem i tęsknotą, jaką czuł od rozstania z Karen. Więzienie… tyle razy był blisko trafienia tu, ale zawsze się migał. Szczęście i jego cwaniarstwo potrafiło go wyciągnąć z największych kłopotów. Tym razem było inaczej. Tym razem nie walczył, poddał się i dlatego przegrał. Nie chciał, bo uważał, że nie ma, po co walczyć, dlatego odpuścił. Erin jak i reszta załogi na wszelkie sposoby próbowała go wydostać z paki, ale na próżno. Sędzia nie chciał iść na żadne ustępstwa. Największą radość, chociaż tego nie okazał miał Andre. Bo teraz to on przejął pieczę nad wszystkim i nie dość, że sprawował władzę, o jakiej gdzieś w podświadomości marzył to jeszcze swobodnie mógł dostarczać informacje konkurencji. Dawnie rozkazów nie było prostym zadaniem szczególnie, kiedy chodziło o Kocicę. Ich relacje od czasów zerwania stawały się coraz gorsze. Jakakolwiek rozmowa kończyła się gigantyczną awanturą połączoną z rękoczynem. Puno wściekła się, wiedząc jak ukochana angażuje się w wyciągnięcie bruneta z paki. Ona zaś widząc jak mało obchodzi go czy Cygan wyjdzie na wolność czy nie. Sam poszkodowany miał gdzieś, co z nim będzie, blondynka odeszła, więc jego życie straciło sens.
**************
Stosunki Mariany i rodziców Karen nie były najlepsze gdyż tamci mieli za złe, że brunetka pomagała ich córce w spotykani się z tym, którego tak nienawidzili. Niestety Miguel był ich rodziną i czy chciała czy nie musiała znosić ich towarzystwo, a oni jej. By nie zrobić ukochanemu przykrości zgodziła się iść z nim na bankiet zorganizowany przez ojca Karen. Co więcej rodzice brunetki jak i blondynki mieli ze sobą niezły kontakt, więc choćby z ich powodu musiała pojawić się na ów przyjęciu? Ubrała czerwoną sukienkę na cieniutkich ramiączkach nie dłuższa niż przed kolana. Szpilki, lekki makijaż i włosy opadające na ramiona i była gotowa na coś, na co nie miała ochoty. Będąc już na miejscu przywitała się na tyle grzecznościowo na ile wymagała tego sytuacja, a potem cały czas trzymała się ramienia ukochanego. Było nudno i sztywno, ale uśmiechała się dla zachowania pozoru. Ciąża jednak po kilku godzinach zaczęła dawać się jej we znaki. Więc kiedy zaproszono ich na posiłek, a podano na początek zupę z krabów zemdliło ją. Przeprosiła zebranych i jak szybko mogła udała się do łazienki. Spędziła tam cały kwadrans, a kiedy wyszła jedynie, o czym marzyła był sen. Opuściła łazienkę i drgnął na widok stojącego na wprost blondyna.
- Jak się czujesz? – Zapytał z troską w głosie widząc jej pobladłą twarz.
- Bywało lepiej. – Odparła zgodnie z prawdą.
- Chcesz do domu? – Zapytał obejmując ją ramieniem w tali.
- Szczerze to marzę o tym. – Odpowiedziała posyłając mu błagalny uśmiech.
- Okej, to jedziemy do domu. – Rzekł całując ją troskliwie w usta.
Nie mogli jednak wyjść bez uprzedzenia weszli, więc do sali jadalnej i pożegnali się jak przystało na kulturalnych ludzi. Kilka minut później stali już przy aucie. Niestety pojawił się kłopot, blondynowi zaginęły klucze. Przetrząsną kieszenie i nic. Pusto.
- Może zgubiłeś je w domu. – Podpowiedziała ukochana.
Nie myślał dłużej, tylko szybko pobiegł ich poszukać. Oparła się o samochód i czekała. Cicha noc sprawiła, że każdy dźwięk był bardziej wyraźny i dlatego głosu z tarasu nie tylko mogła zrozumieć, co do słowa, ale też rozpoznać. Jeden należał do Carmen drugi zaś do Jorge.
-, Czyli ten chuligan już na wieki zostanie w pudle?
-, Jeśli się oto postaram to owszem.
- To się postaraj! To, że Karen nie ma nie oznacza, że ta łajza nie ze chce jej odnaleźć. By znowu nie związała się z tym śmieciem musisz go udupić na wieczność.
- Nie rozkazuj mi, doskonale wiem, co mam robić! Wiem dobrze, że moja córka nie może już nigdy więcej spotkać się z tym całym Cyganem.
- To dobrze, że masz tego świadomość. Liczę, że ten Pablo, Cygan czy jak mu tam zdechnie w tym więzieniu jak najszybciej.
Mari zbladła słysząc ową rozmowę. Okej, ukochany jej przyjaciółki może nie zaskarbił sobie jej sympatii, ale też nie życzyła mu nigdy źle. Nie wiele mieli wspólnego i być może, dlatego Mariana nigdy nie dogadywała się z Cyganem, ale wystarczało jej to, że Karen go kocha by go tolerowała. Słysząc rozmowę jej rodziców zawrzała. Nie mogła pojąć, że chociaż córka była daleko od bruneta oni i tak zamierzali zniszczyć mu życie. Z niewyjaśnionych i nie zrozumiałych dla niej powodów uznała, że nie może do tego dopuścić. Jeszcze nie wiedziała, jak, ale za wszelką cenę postanowiła pomóc Pablowi. Z rozmyślań wyrwał ja głos blondyna.
- Znalazłem, możemy jechać.
Ocknęła się, ostatni raz spojrzała na taras, który teraz był pusty i wsiadła posłusznie do samochodu.
**************
Osiem godzin lekcyjnych potrafią wykończyć każdego, dlatego zaraz po zajęciach wróciła do domu, wzięła prysznic i udała się na plażę. Spokój tego miejsca działał na nią kojąco. Gdyby to była jedyna plaża, pewnie teraz cała zawalona by była ludźmi. Na szczęście ta należała tylko i wyłącznie do Zoe. Karen zdjęła sandałki i w białej letniej sukience ruszyła wzdłuż plaży przy samym brzegu tak by woda mogła obmywać jej stopy. Lekki wiaterek rozwiewał jej włosy, stopy odpoczywała dzięki falom dotykającym jej nóg, co jakiś czas. Zamyślona szła z opuszczoną głową, odprężyła się, ale tym samym przywołała wspomnienia. Miłe, ale zarazem bolesne gdyż były już przeszłością. Nagle coś mocno w nią uderzyło i padła jak kłoda na piasek, a przed jej oczyma ukazał się biały golden retriever. Zaskoczona i przestraszona nawet nie drgnęła, mimo, że pies lizał ją po twarzy i nie wykazywał żadnego zagrożenia.
- Coco, do nogi! – Usłyszała nagle polecenie skierowane w stronę zwierzaka.
Suka natychmiast odpuściła i podbiegła do właściciela. Karen wciąż oszołomiona wstała i otrzepując sukienkę już szukała słów, jakie mogłyby przemówić nieodpowiedzialnemu właścicielowi czworonoga. Jednak, kiedy podniosła wzrok, a jej oczom ukazał się przystojny bruneta zaniemówiła.
- Najmocniej przepraszam, Coco na ADHD i czasem trudno jest ją utrzymać. – Rzekł stając naprzeciw niej z psem na smyczy.
- Żyję, czyli jest okej. – Wykrztusiła.
- Jestem, Tegan, a Ty? – Zapytał wyciągając do niej dłoń.
- Karen. – Odparła spoglądając raz na niego raz na czworonoga, który najwidoczniej ją polubił.
- Czy mój pupil nic ci nie zrobił? – Zapytał z troską.
- Nie. Jednak lepiej jakbyś trzymał ją na smyczy, bo wiesz nie każdemu podoba się jak obcy pies rzuca się na niego i liże jakby znał od zawsze. – Skomentowała z uśmiechem.
- Tak wiem, jest za bardzo ufna i szalona, ale łagodna. – Odparł głaszcząc Coco.
- Nie wątpię. – Skwitowała sama głaszcząc zwierzaka.
- Dasz się zaprosić na kawę lub lody w ramach przeprosin? – Zapytał brunet spoglądając w jej błękitne oczy na tyle głęboko, że nie potrafiła odmówić.
Już otwierała usta by odmówić, ale nagle uświadomiła sobie, że być może los zsyła jej rozwiązanie problemu, jakim był Pablo. Chciała o nim zapomnieć ani taniec, ani śpiew, szkoła nowe otoczenie nie potrafiło tego sprawić. Więc może nowy facet będzie potrafił? Nie wiedziała czy to dobra drogą, która zamierza iść, ale postanowiła zaryzykować. Wstała i z uśmiechem na twarzy przyjęła zaproszenie.
***************
Zostało dwa dni do rozprawy, jeszcze tylko 48 godzin i jego los zostanie przesądzony. Trzy do pięciu lat mu groziło. Dużo jak na czyn, jakiego się dopuścił. Jednak owa kara miała być nie tylko za to, ale także za inne sprawki, które nagle zaczęły wychodzić na światło dzienne. Dzięki anonimowemu informatorowi, który dostarczył policji wystarczające dowody by posadzić bruneta na te pięć lat. I nagle stała się dziwna rzecz zaraz po obiedzie, jeden z klawiszy oznajmił mu, że wychodzi na wolność. Zaskoczony brunet zaczął zadawać pytania, ale funkcjonariusz nawet na jedno z nich nie odpowiedział. Uzyskał odpowiedź dopiero, kiedy znalazła się po drugiej stronie bramy więziennej.
- No wreszcie, wsiadaj! – Usłyszał głos brunetki opartej o czarne BMV.
-, Co do cholery…
- Wsiadaj to dowiesz się wszystkiego. – Wtrąciła się nie dając mu skończyć.
Był zdziwiony nagłą wolnością, ale jeszcze bardziej tym, że to Marianna, przyjaciółka jego ukochanej czekała na niego przed bramą. Chcąc poznać odpowiedzi na dręczące go pytania wsiadł bez słowa. Lecz po chwili znowu doznał szoku na widok siedzącego za kierownicą blondyna.
- Zapnij pasy. – Usłyszał nim jeszcze usadowił się dobrze na tylnym siedzeniu.
- Czy ktoś mi powie, co jest ku*wa grane?! – Zapytał zniecierpliwiony. – Skąd wiedziałaś i dlaczego mnie wyciągnęłaś?
- Dowiedziałam się przypadkiem i nie ja, a mój narzeczony cię wyciągnął. – Wyjaśniła pospiesznie widząc zdenerwowanie na twarzy Cygana.
- A, po cholerę? Prosiłem oto?! – Zapytał wściekły.
- Ej kolego… trochę szacunku. Uratowała ci dupę, więc chyba wypadałoby podziękować. To po pierwsze, po drugie nie prosiłeś, ale moja przyszła żona uznała, że trzeba ci pomóc. Po trzecie Karen, by nam nie wybaczyła gdybyśmy ci nie pomogli.
Karen! Karen, jako pierwsza byłaby uradowana widząc go za kratkami. Pomyślał na wspomnienie o blondynce. Nienawidziła go i skreśliła. To przez jej odrzucenie chciał spędzić resztę życia w pace. Pamiętając jak go potraktowała i powiedziała nim wsiadła do samolotu jakoś nie potrafił uwierzyć, że chciałaby jego wolności. Poza tym chciał zapomnieć, zrobić tak jak mu kazała. Nie wnikając w temat, podziękował brunetce, chociaż to nigdy nie było w jego zwyczaju. Zapiął pasy i opierając głowę o chłodną szybę pozwoliłby zawieźli go do domu. Jakieś dwadzieścia minut później, auto stanęło. Rozpiął pas i już miał wysiadać, kiedy usłyszał.
- Uważaj na rodziców Karen wygląda na to, że nie pragnął mieć takiego zięcia jak Ty.
- Mam ich w d***e, ale dzięki za ostrzeżenie. – Odparł i szybko otworzył drzwi.
Odjechali jak tylko zatrzasnął drzwi. Wyciągnął z kieszeni dżinsów papierosy i odpalił jednego. Zaciągnął się dwa razy i ruszył w stronę kamienicy. Nie doszedł do klatki jak ktoś skoczył mu na plecy oplatając dłońmi jego szyję.
-, Co jest ku*wa?! – Zaklął łapiąc ów napastnika za ręce.
Już miał go zrzucić z całej siły ze swoich pleców, jednak głos osoby go powstrzymał.
- Cukiereczku to ja… Andrea.
Usłyszał i już po chwili ujrzał długonogą brunetkę o piwnym spojrzeniu, które kręciło go jak nic. Zlustrował ją od dołu do góry i zagwizdał.
- No… No nic się nie zmieniłaś, nadal seksowna jak zawsze.
- Seksowna i do tego TWOJA. – Wyszeptała mu w ucho, po czym wpiła się mu w usta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
P@Tk@
Idol
Idol


Dołączył: 26 Gru 2007
Posty: 1744
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 8:39:36 01-08-12    Temat postu:

szybko szukają pocieszenia w ramionach innych choć w sumie oni tłumaczą to sobie jako przeznaczenie, pomoc w zapomnieniu ale czy można tak po prostu zapomnieć wymazać z pamięci?
czekam na nowy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
anetta418
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:12:49 01-08-12    Temat postu:

Rozdział 25


,,On za Tobą tęskni"

Wszedł do mieszkania zapalił światło i gestem dłoni zaprosił Andrę do środka. Gdy tylko zamknęła drzwi i postawiła walizki rzuciła się brunetowi ponownie na szyję.
- Kociaku widzę, że nasze gniazdko nic a nic się nie zmieniło. – Zagruchała bawiąc się jego włosami.
- Nie nasze, tylko moje. – Poprawił wyswabadzając się z jej objęć.
- Teraz nasze skoro znowu tu mieszkam. – Zaszczebiotała podniecona jak gdyby wygrała w totka. – A właśnie gdzie sypialnia? Może od razu tam wskoczymy i powitamy się jak należy. – Powiedziała ściągając z siebie dżinsowa kurtkę.
- Sypialnia jest twoja, a ja będę spał na kanapie w kuchni. – Rzucił krótko wyciągając schłodzone piwo z lodówki.
- Pablo to żart? – Zapytała zdziwiona nie przestając rozpinać dość kusej bluzeczki.
Spojrzał kątem oka na dziewczynę, upił łyk, po czym odstawił napój alkoholowy na stół i podszedł do niej. W tej samej chwili bluzeczka razem ze staniczkiem opadły na podłogę. Cygan nie spuszczając z niej wzroku schylił się i podniósł ową garderobę.
- Ubierz się. – Rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Dla jasności pozwoliłem ci zamieszkać u mnie, gdyż nie masz, dokąd iść. Masz tydzień na znalezienie nowego lokum do tego czasu ode mnie trzymaj się z daleka. – Powiedział zasłaniając jej nagie ciało zebranym ubraniem.
- Rzucasz mnie? – Zapytała zaskoczona.
Uśmiechnął się kpiąco pod nosem i usiadł na kancie stołu.
- Czy cię rzucam… Już dawno cię rzuciłem jak tylko spie*doliłaś z tym gogusiem od modelingu.
- Pablo to nie tak, ja…
- Andrea nie wysilaj się i tak nie płakałem po twoim odejściu. Wątpię by którykolwiek facet uronił, choć łzę za taką szma*a jak Ty! – Rzekł z pogardą, po czym załapał za piwo i ruszył do łazienki.
Po wejściu do środka oparł się o drzwi, dopił piwo i w kilka sekund zrzucił z siebie łachy. Bo jak nazwać ubranie, które się nosiło kilka dni w pierdlu. Następnie wszedł pod prysznic, odkręcił zimną wodę i stanął pod samym strumieniem. Zamknął oczy chcąc się odprężyć i wtedy zobaczył jej twarz. Ten cudowny uśmiech taki słodki i niewinny. Piękne błękitne oczy spoglądające na niego z miłością, a czasem zawstydzeniem. Pamiętał nawet jak rumienią się jej policzki, kiedy dotykał jej ciała we wrażliwe miejsca. Ta kruchość, wrażliwość, niewinność oraz to, że w jej spojrzeniu było widać szczerą miłość i oddanie sprawiła, że tak bardzo ją pokochał. A teraz… Teraz stał pod wachlarzem zimnej wody sam… Zupełnie sam i tęsknił. Tak bardzo, tak strasznie, że niemal boleśnie. Nigdy w życiu nie sądził, że na pozór zwykła szesnastolatka skradnie mu serce. On nawet nie brał pod uwagę tego, że kiedykolwiek się zakocha, a tym bardziej zwiąże i to z młodszą od siebie dziewczyną. Jednak teraz pragnął tego jak nigdy. Być z nią, niestety było zapóźni. Nie wiedział, czemu i jak to się stało, że ją stracił, ale stało się. Karen tak łatwo jak się zakochała tak samo łatwo o nim zapomniała.
- Kochałam, ale już nie kocham.
Jak tylko te słowa ponownie zabrzmiały w jego głowie otworzył szeroko oczy i zaczął się myć? Bolało … Cholernie bolało to, co usłyszał wtedy, mimo, że minął jakiś czas od owego spotkania na lotnisku. Skoro zapomniała on też musiał. Tylko jak, skoro stała się już cząstką jego duszy.
***************
Nie miała ochoty na siedzenie w kawiarni nawet, jeśli stolik znajdował się na zewnątrz. Poza tym z Coco nie było łatwo zająć stolika gdziekolwiek. Tak, więc Tegan zakupił po dwa duże lody w pobliskiej lodziarni i ruszyli na spacer brzegiem plaży, na której się spotkali.
- Pytałaś, czemu Coco to Coco? – Zapytał chcąc upewnić się, iż dobrze usłyszał pytanie nim wszedł do lodziarni.
- Yhym.
- No, więc moja mam uwielbiała Coco Chanel i nim umarła kazała tak nazwać naszego psa. – Odpowiedział krzywiąc się, gdyż uważał, że to głupi pomysł by tak nazywać pupila.
- Dziwny powód, ale jej się chyba podoba. – Odparła wskazując na biegającego psa nieposiadającego się ze szczęścia.
- Szczerze to jestem zdziwiony, bo Coco od śmierci mamy stała się spokojna i ponura. To twój widok wprawił ją w taki nastrój.
- Naprawdę? – Zapytała szczerze zdziwiona.
- Tak. Może, dlatego, że jesteś tak samo piękna jak moja mama. I dobra. – Powiedział posyłając jej uśmiech.
Zarumieniła się. Czuła się bardzo dziwnie słysząc takie komplementy z ust innego chłopaka niż Pablo. Sam Tegan bardzo ją onieśmielał i nie wiedziała czy dlatego, że był obcy czy dlatego, że był cholernie przystojny?
- Dziękuję. – Powiedziała nieśmiało.
- Dobra teraz moja kolej na pytanie. No, więc jak długo tu mieszkasz? – Zapytał idąc ramię w ramię z nowo poznaną koleżanką.
- Nie całe dwa tygodnie. – Rzuciła od niechcenia.
- Z rodzicami?
- Z ciotką. Moim rodzice teraz pewnie skaczą z radości, że pozbyli się kłopotu. – Odpowiedziała przewracając oczami na myśl o ich radości.
- Jak to? – Zapytał zaskoczony.
- To długa historia, może kiedyś ci ją opowiem. Dziś wolałbym o nich nie rozmawiać.
- Okej, rozumiem.
- A, Ty, co tu robisz? – Zapytała siadając na piasku, gdyż miała dość spaceru.
- Przyjechałem na wakacje.
Pochłonięci w rozmowie siedzieli tak kilka dobrych godzin, nawet pies zmęczony, bieganiem położył się obok i słuchał z uwaga dość ożywionej rozmowy. Musiała przyznać, że towarzystwo Tegana pozwoliło jej zapomnieć, po co tu uciekła. Kiedy rozmawiali nie myślała o tym jak bardzo jej młode serce krwawi po zawodzie ze strony ukochanego? Może też, dlatego było jej smutno, gdy nowo poznany chłopak poszedł do domu. Co prawda nie została sama, miała, Zoe? Ona jednak już spała, więc Karen nie pozostało nic innego jak zrobić to samo. Wzięła, więc szybki prysznic i wskoczyła do łóżka. I nagle usłyszała dźwięk komórki. Serce podskoczyło jej z radości z nadzieją, że to Cygan. Szybko jednak ta cudowna euforia opadła przypominając sobie, że zmieniła numer i tylko Miguel i Mariana mają nowy kontakt do niej. Mimo to wzięła telefon do ręki i nacisnęła odczytaj wiadomość.
- On za Tobą tęskni.
Tylko tyle i aż tyle było napisane w esemesie od Mariany. O kim mowa? Nie musiała pytać z jakiś powodów wiedziała, że przyjaciółka ma na myśli Pabla.
*************
Siedziała w łóżku spoglądając wciąż na wysłaną wiadomość. Wciąż nie była do niego przekonana, ale fakt, że dał dużo więcej szczęścia Karen niż jej rodzice sprawił, iż uznała, że trzeba im pomóc być razem. Dobra ten związek nie zaliczał się do najłatwiejszych, przeszkody zapewne będą wciąż rosły. Szczególnie najwięcej będzie kłopotu z rodzicami blondynki. I chociaż jeszcze jakiś miesiąc temu sama uważała, że dla ich dobra powinni się rozejść teraz zamierzała zrobić wszystko by się pogodzili. Zamyślona drgnęła, gdy ukochany pogłaskał ją po ramieniu.
- Powiedz, dlaczego mu pomagasz?
-, Bo on pragnie jej szczęścia, bo on jej go daje.
- No nie wiem czy taki ktoś jak on może ją uszczęśliwić.
- Miguel, Ty i Ja jesteśmy z tej samej bajki, a też mieliśmy kłopoty. To, że on jest biedny nie znaczy, że…
- Kochanie, ale mnie jego bieda nie obchodzi. Naprawdę. Chodzi mi tylko oto, że on zarabia na życie nielegalnie. Bo to, że jest starszy od niej, wytatuowany i bezczelny mogę pominąć. Jednak tego, że łamie prawo nie. – Rzekła kładąc się obok ukochanej.
- No fakt to jest kłopot, ale może, kiedy się pogodzą on dla niej…
- Się zmieni? – Dokończył za nią.
- Właśnie. – Odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Moja mała marzycielka. – Powiedział całując ją w nosek. – Ty zawsze widzisz dobre zakończenie, niestety życie to nie bajka kotek. Pablo nie stanie się rycerzem na białym rumaku, bo tak wychowało go życie.
- Wiesz Miguel, idź lepiej spać, bo psujesz mi i maluchowi fajną zabawę. – Rzekła odpychając od siebie blondyna. I robiąc przy tym obrażoną minkę.
- Wyganiasz mnie?- Zapytał zaskoczony.
- Owszem, realisto! – Bąknęła wciąż udając obrażoną.
Kiedy odrzucił kołdrę była pewna, że wziął jej słowa na poważnie i chce uciec na kanapę? Jednak zaraz się przekonała, że to była zmyłka, gdyż blondyn złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie.
- Masz ochotę pomarzyć o rycerzu… Ja mogę nim zostać. – Rzekł składając pocałunek za pocałunkiem na jej szyi.
- Cwaniak, czy Ty zawsze wiesz jak mnie udobruchać? – Zapytała rozpinając guziki przy jego koszuli.
Niestety odpowiedzi się nie doczekała, gdyż jej ukochany wolał poświęcić się na pieszczeniu jej delikatnej skóry niż odpowiadać na oczywiste pytania. Ona zaś nie protestowała tylko bez cienia zahamowania poddawała się tym cudownym pocałunkom muskającym jej ciało. Sama też chętnie obdarowywała go pocałunkami. I tak oto całą noc spędzili na miłosnych uniesieniach.
***************
Po wjechaniu na teren bazy od razu jej humor uległ pogorszeniu na widok uśmiechniętej od ucha do ucha gęby Andre. Ten facet, którego tak bardzo kochała od dłuższego czasu strasznie działał jej na nerwach. Nie dość, że okazał się kiepskim partnerem gdyż sam chciał od niej wiele. Lecz w zamian nie dał nic. To jeszcze na koniec posadził ją niesłusznie i obraził. Na dokładkę okazał się skończonym dupkiem, bo nawet przyjaźni nie potrafił uszanować. Erin widziała, że od czasu konfliktu Puna i Cygana w bandzie nie dzieje się najlepiej. Jednak w głębi duszy miała nadzieję, że poza Andre reszta chłopaków będzie wiedziała, po której stronie stanąć gdyby doszło do krwawej bójki. Ustawiła motor i całkowicie ignorując jego osobę weszła do budynku. Nie zdążyła domknąć drzwi jak znalazła się w ramionach Puna i nim otworzyła usta on zmiażdżył je brutalnym pocałunkiem. Zaskoczona początkowo odwzajemniła jednak zorientowawszy się, co jest grane kopnęła go w kroczę. Jedyny i szybki i łatwy sposób na pozbycie się intruza.
- Pieprzony deklu coś Ty sobie myślał?! – Zapytała wściekła. – Jeszcze raz wytniesz mi taki numer, a przysięgam twoimi jajami zacznę grać w pin ponga! – Warknęła
Andre czując potężny ból od kopniaka leżał na deskach i pod nosem klął jak szewc czekając aż ból ustąpi. W myślach układał sobie już w jakiż to sposób czerwono włosa zginie z jego rąk. Kocica nie zamierzała jednak czekać aż jej eks przestanie trząść się z bólu. Wzięła towar i ruszyła do wyjścia nie uszła daleko jak złapał ja za nogę i pociągnął, co sprawiło, że padła na podłogę obok niego. Szybko położył się na niej w taki sposób, iż uniemożliwił jej jakikolwiek ruch.
- Puść mnie, bo od jutra będziesz sobie szukał nowego motoru! – Zagroziła wijąc się pod nim by odnaleźć drogę ucieczki.
- Powiedz kochasz mnie?
Zamarła. Tym pytaniem całkiem zbił ja z tropu. Próbowała wyczytać z jego oczu, o co tak naprawdę chodzi czy to jakiś podstęp czy głupia gra z jego strony. Jednak patrząc w nie widziała ciepło. Miłość, cierpienie. Nie chciała mimo to odpowiadać, lecz jej usta mimowolnie same zaczęły się poruszać.
- Kocham.
Po wypowiedzeniu tych słów ugryzła się w język, ale było za późno usłyszał.
-, Więc wróć do mnie i wybacz mi to, o co cię posądziłem.
Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. I pewnie skakałaby z radości gdyby owa prośba padła dużo, dużo wcześniej teraz jednak było za późno. Nie ufała mi, nie wierzyła w ani jedno słowa wszędzie węszyła jakiś podstęp.
- Zejdź ze mnie. – Poprosiła.
A on o dziwno spełnił prośbę. Wstała a razem z nią Andre.
- Dasz mi szanse czy nie? – Zapytał stając naprzeciw niej.
- Nie. – Odpowiedziała bez cienia wątpliwości.
- Erin skarbie…
- Puno daruj sobie, okej? Nie ufam ci i nie zaufam, a bez tego żaden związek nie ma sensu. – Powiedziała licząc, że zrozumie i pojmie, w czym problem.
- No jasne mi nie ufasz, ale temu dupkowi owszem! – Warknął zaciskając pięści.
-, Bo na niego można liczyć, a na Ciebie nie! – Syknęła.
- Musiał za****ście ci dogodzić skoro tak go ku*wa bronisz.
Miała dość przemawiania mu do rozumu, którego jak widać nie posiadał. Miała dość obelg tym bardziej, że nie były prawdziwe. Wściekła strzeliła go w twarz zaciśnięta pięścią.
- za****ście by było gdybyś zniknął z mojego życia!
****************
Mijały dni, tygodnie a ona, chociaż każdą chwilę spędzała w doborowym towarzystwie nie potrafiła zapomnieć. Zoe stawała na głowie by dostarczyć jej zajęć lub rozrywki i oderwać od myślenia na nic się to zdało. Tegan, który stał się jej stałym kompanem był chyba jedyną osobą, przy której na jakiś czas zapominała o tęsknocie za Pablem, ale kiedy znikał wszystko wracało ze zdwojoną siłą. Kryła się wtedy na plaży i pozwalała płynąc łzom. Potem wracała do domu i z przyklejonym uśmiechem do twarzy udawała, że wszystko gra. Niestety tylko głupi nabrałby się na jej grę. Zoe nie dało się oszukać. Kobieta mając dość cierpienia nastolatki uznała, że czas by Karen wróciła do tańca i śpiewu. Ale i ten plan poniósł porażkę, gdyż stając na parkiecie czy scenie blondynka uświadomiła, że razem z miłością brunet zabrał też jej duszę i to, co kiedyś kochała teraz nie miało dla niej znaczenia. Nie umiała już ani przez taniec ani śpiew wyrażać uczuć. Odżyła dopiero dwa miesiące później, kiedy Tegan oficjalnie poprosił ją by została jego dziewczyną. Co prawda spotykali się od dawna, jednak dopiero teraz oboje wiedzieli, że zaczęli jakiś nowy etap w swoim życiu? I chociaż przystojniak z plaży okazał się opiekuńczy, inteligentny, troskliwy i kochany ona wciąż nie potrafiła wrócić do tego, co kocha. Serce bolało coraz mniej, łzy z czasem wyschły, wspomnienia zaczęły blednąć to i tak gdzieś w głębi duszy czuła pustkę. A może to brak duszy sprawiał to wrażenie pustki zalewającej całe jej ciało. Mimo wszystko każdego dnia zaraz po wstaniu z łóżka powtarzała sobie, że za jakiś czas Pablo stanie się tylko bladym wspomnieniem, a ona zakocha się na nowo. Starała się i to bardzo tylko jak na razie poza ogromną sympatia do Tegana nie czuła nic więcej. Nie czuła, ale miała czas i to dużo czasu by się zakochać. Tak bynajmniej sądziła nim dostała telefon od Miguela. Ten telefon zmienił jej plany, a może to los postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i ponownie sprowadził ją do domu.
***************
Od początku dnia nic mu się nie układało. W rezultacie to od trzech miesięcy nic nie było takie jak być powinno. Chociaż rzucił się w wir pracy i skupiła na tym, co kiedyś było dla niego najważniejsze to i tak nie zapomniał. Zajmował się tym, co zwykle handlował prochami, doglądał interesu, odbierał długi, nabywał nowych dostawców i klientów. Wieczorami chadzał do baru czy klubu by się zabawić jednak jedyna rozrywka, jaka przynosiła mu jakiekolwiek zapomnienie była gra w bilard. Bo nawet kobiety, które kiedyś traktował jak zabawki przestały go interesować. Taka Andrea choćby miała pomieszkać u niego kilka dni, a zrobiło się z tego kilka tygodni. Nie wygnał jej, bo tak naprawdę nawet nie zauważał jej obecności. Wychodził wcześnie z domu i wracał tak późno, że dziewczyna spała. A, on …On nie sypiał zbyt dobrze od czasu, kiedy Karen go zostawiła. Nie jadał jak trzeba i nie bardzo też zależało mu na wyglądzie. Całe jego życie straciło sens. To, że nadal istniał zawdzięczał jedynie swojemu honorowi, który jasno mówił, Moja rodzina jest dla mnie ważniejsza niż ja sam” taka przysięgę składał w chwili założenia gangu. Składał ją on i cała załoga. Myśl, że Erin lub któryś z chłopaków mógł doznać jakiejś krzywdy, gdyby go zabrakło dawała mu siłę na dalsze funkcjonowanie. To, co jednak działo się z jego duszą i sercem wiedział on sam. Ten dzień był najcięższy ze wszystkich od rana napotykał przeszkody. Najpierw zepsuł mu się prysznic, co doprowadziło go do furii, bo w chwili, kiedy postanowił się ogolić, czego nie robił przez owe dwanaście tygodni zabrakło wody. Potem na domiar złego zepsuł mu się motor. Wściekły na maksa musiał na piechotę zasuwać do bazy. Tam dopiero pozwolił sobie na prysznic i zabrał zapasowy motor. Zaraz potem pojechał po kasę do klienta, który wisiał mu ją od dwóch tygodni. Nie obeszło się bez przeszkód. Cwany Darien otoczył się ludźmi sądząc, że to powstrzyma Pabla od ściągnięcia długu. Nie powstrzymało Cygan będąc w euforii wściekłości rzucił się na nich. Czterech na jednego wydawać by się mogło, że miał małe szanse na wyjście z owej trudnej sytuacji. Jednak wyszedł … może nie całkiem cały, ale żywy. W drodze powrotnej ścigała go policja na szczęście udało mu się ich wykiwać i zwiać. Mając dość przygód pojechał w swoje ukochane miejsce i tam siedział do wieczora. Koło 22.00 Uznał, że czas wracać miał też nadzieję, że pech dręczący go od rana wreszcie go opuścił, mylił się. Na głównej autostradzie gdzie o tej godzinie zawsze jeździł jak szalony teraz stała masa samochodów. I pewnie nie zdziwiłoby go to, gdyby nie fakt, że nawet kierowcy bryk wysiedli i stali spoglądając gdzieś w dal. Pierwsza myśl, jaka przeszła mu przez głowę był UFO. Zobaczyli Ufo i gapią się jak zahipnotyzowani, on zaś nie wierząc w takie debilostwa zszedł z motoru i chcąc czy nie ruszył pieszo u boku swojego cacka. Dopiero, kiedy dostrzegł trzy auta a każde z nich do połowy zmiażdżone zrozumiał powagę sytuacji. Nie mógł tylko pojąć jak taka masa widowni może stać spokojnie i patrzeć na owy koszmar zamiast próbować pomóc poszkodowanym. Z drugiej zaś strony nie był zdziwiony ową znieczulicą. Wychowała go ulica, zdążył zrozumieć, jacy są ludzie. Egoiści mający tylko własne dobro na względzie. Nie miał najlepszego dnia, dlatego też tak samo jak reszta uznał, że lepiej ominąć przeszkodę. Sumienie jednak nie pozwoliło mu całkiem odejść spokojnie wyciągnął komórkę i wezwał karetkę. Wiedział, że to także sprawa policji, ale glin miał dość postanowił to zadanie zostawić dla ratowników medycznych. Sam zaś Po wezwaniu pomocy ruszył do przodu chcąc ominąć balast ze zmiażdżonych aut i pojechać do domu. Minął jeden, potem drugi wbity w ten pierwszy i widząc kątem oka już wiedział, że zamiast karetki powinien zjawić się tu karawan. Trzeci samochód miał więcej szczęścia z jakiś powodów nie zgniótł poprzednich dwóch aut, lecz uderzył w barierkę miażdżąc własny przód. Z niewiadomych dla niego przyczyn kobieta znajdując się w samochodzie wzbudziła w nim ciekawość. Być może, dlatego, że widział jak się porusza, rzucił motor i podbieg do auta. Otworzył z ledwością drzwi od strony pasażera i zamarł widząc jej twarz. Zakrwawiona czy nie pozna ją zawsze. Zbladł po raz pierwszy w życiu zbladł.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
P@Tk@
Idol
Idol


Dołączył: 26 Gru 2007
Posty: 1744
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:43:20 13-08-12    Temat postu:

czekam na new
Powrót do góry
Zobacz profil autora
reniuzka
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 20 Gru 2007
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:56:03 05-10-12    Temat postu:

A kiedy tutaj można się spodziewać jakiegoś newika??;-))
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ChristopherowaRozkosz
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 21 Lis 2012
Posty: 11
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:09:02 22-11-12    Temat postu:

Świetne opowiadanie, czytam je z zapartym tchem.
Mama nadzieję, że szybko tu się coś pojawi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 5 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin