Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

,,Zakazany Owoc " Los A (+18) Rozdział 26 NEW !!!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anetta418
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 24 Maj 2009
Posty: 3096
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Siedlce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:56:18 29-11-12    Temat postu:

Przepraszam za błędy jakiekolwiek. Życzę miłego czytania.

Rozdział 26



,, Za mało mnie znasz"


Trzymając ją za rękę siedział ze łzami w oczach i ciągle się zastanawiał, czemu to właśnie ją spotkała taka krzywda? Dlaczego Bóg postanowił ją aż tak doświadczyć przecież była taka młoda? Zawsze pomagała, wspierała, nastawiała własną głowę, a zapłata za jej dobroć spotkała ją koszmarna kara. Zamiast nagrody dostała potężnego kopa od losu. Miał ochotę krzyczeć, płakać za niesprawiedliwość losu. Jego serce pękało na miliardy drobnych kawałeczków za każdym razem, gdy spoglądał na jej twarz. On silny mężczyzna nigdy nie płakał nigdy. Teraz jednak łzy non stop spływały po jego policzkach widząc jej poranioną twarz. Nie wiedział, co bardziej sprawia mu ból to, że straciła dziecko, na które tak bardzo czekali czy blizny oszpecające jej śliczną niegdyś buzię czy fakt, że jej noga w połowie była zmiażdżoną. Teraz spała nie będąc niczego świadoma i chociaż bardzo pragnąłby szybko odzyskała przytomność to z drugiej strony obawiał się tego momentu, gdyż wiedział, że dopiero wtedy jego ukochana przeżyje koszmar. Gładził jej drobną dłoń, całował i modlił się by dała radę to wszystko znieść. I chociaż po raz pierwszy w życiu był zły na Boga, że tak podle potraktował Marianę, mimo, że to dobra, szlachetna dziewczyna to z drugiej strony dziękował, że w ogóle żyła. Nie mógł znieść myśli, że gdyby nie Pablo …Tak ten sam Pablo, do którego całkiem niedawno czuł niechęć uratował brunetkę. Gdyby nie on, jego przyszła żona nie leżałaby teraz na intensywnej terapii a w kostnicy. I chociaż dla Miguela, Cygan nadal był przestępcą to zawdzięczał mu życie swojej ukochanej chciał czy nie był mu wdzięczny. Co prawda nie zdążył mu jeszcze podziękować, ale przy najbliżej okazji zrobi to? Teraz nawet nie miał głowy do takich rzeczy, bo jak tylko zobaczył Mari w takim stanie wpadł w szał, potem przyszła rozpacz i wściekłość na okrutny los.
******************
Następnego dnia w południe
Biegła korytarzem jak szalona starając się nie staranować chodzących pacjentów i pielęgniarki snujące się po wskazanym przez ochroniarze piętrze. Wypadek Mariny był czymś okropnym, jak tylko zadzwonił blondas i poinformował ją o tym natychmiast zapomniała o swoich kłopotach, rzuciła wszystko spakowała walizkę i pierwszym samolotem wróciła do Meksyku. Nie powiadamiała rodziców, nie powiadomiła Tegana o swoich planach. Jedyna osoba, jaka wiedziała, gdzie i dlaczego wraca była Zoe. Nawet Miguel nie wiedział, że przylatuje. Dla niej w tej chwili najważniejsza była Marina, reszta nie miała znaczenia. Będąc już przy właściwych drzwiach, zatrzymała się by uspokoić oddech na chwilę i przygotować się na najgorsze. Jednak czy można na takie coś się przygotować? Sądziła, że uda się jej zapanować nad łzami i jakoś pocieszyć Miguela, ale myliła się. Jak tylko weszła do środka i zobaczyła miliony aparatury przypiętej do jej drobnej przyjaciółki poczuła jak łzy stają w jej oczach mimowolnie? Podchodząc coraz bliżej było coraz gorzej. Poraniona twarz brunetki wyglądała strasznie, zabandażowana noga i brzuch… Płaski, jak deska. Kobieta w prawie szóstym miesiącu ciąży raczej nie ma płaskiego brzucha. Coraz bardziej zrozpaczona i przerażona podeszła do Miguela, który jak widać spał wtulony w dłoń jej przyjaciółki. Dotknęła go lekko, drgnął i szybko podniósł głowę. Na jej widok wstał z miejsca i rzucił się w jej ramiona.
- Miguel tak mi przykro. – Wyszeptała tuląc go do siebie. – Co z dzieckiem … gdzie ono jest? – Zapytała nie chcąc wyciągać z byt pochopnych wniosków i mając nadzieję, że jednak i maluchowi udało się z tego wyjść.
Niestety kuzyn nie odpowiedział tylko jeszcze mocniej przytulił ją do siebie i zaczął płakać jak małe dziecko. Wtedy zrozumiała to, czego tak bardzo nie chciała dopuścić do swoich myśli. Dziecko zmarło. Nie dała rady to było za dużo jak na nią i także zaczęła płakać. Tuliła go sama, tuląc się do niego jak najmocniej, gładziła po plecach dając znać, że jej z nim. Nie wiedziała jak długo tak stali, próbując zapanować nad sobą. Jednak cichuteńki szept z ust Mariany sprawił, że natychmiast oderwali się od siebie i znaleźli przy łóżku.
- Dziecko… Gdzie jest dziecko?
Pytała, a może jedynie majaczyła gdyż oczy nadal miała zamknięte. Miguel spojrzał na nią z pytaniem oraz przerażeniem w oczach. Ona sama zastanawiała się, co teraz, czy powinni się odezwać by sprawdzić czy przyjaciółka majaczy czy też stać w ciszy i czekać na dalszy bieg wydarzeń. W końcu uznali zachować milczenie do czasu, kiedy Mari nie powtórzy pytania. Nie zrobiła tego, czyli nadal spała, a to były majaki. Karen uspokojona na tyle by wreszcie zamienić z kuzynem kilka słów poprosiłaby wyszli na korytarz.
- Powiedz mi jak do tego doszło? – Zapytała jak tylko drzwi sali zamknęły się za nimi.
- Nie wiem byłem w pracy.
- Widząc jej obrażenia to i tak szczęście, że żyje. – Powiedziała ocierając z policzków wysychające już łzy.
- To, że żyje nie zawdzięcza nawet Bogu, a Pablowi. – Rzekł przecierając rękoma zapłakaną twarz.
- Pablowi? – Zapytała czując jak jej serce przyspiesza na sam dźwięk tego imienia.
***************
Tego dnia, kiedy zastał ją w mieszkaniu Cygana prawie nagą wściekł się. Nie dość, że jego przyjaciel okazał się śmieciem bzykając jego laskę to jeszcze ona udowodniła mu tym postępkiem, że nadal kocha Pabla, a on był tylko zastępczą zabawką. I chyba to właśnie najbardziej doprowadziło go do furii. Bo może nie był jakoś specjalnie wylewny, ale jednego był pewien kochał ją. Kochał, a ona potraktowała go jak śmiecia. Od tego dnia relacje z Erin stały się ostre. Ciągle się kłócili, zaś Pablo stał się jego najgorszym wrogiem. Czas upływał, on starał się zapomnieć, przestać ją kochać, ale było to trudne zadnie zważywszy, że należeli do jednego gangu i ciągle się widywali. Gdy pierwsze emocje opadły zaczął dostrzegać coś jeszcze. Erin jak i Pablo chodzili własnymi ścieżkami. Od tamtego dnia nie widziałby się całowali, dotykali czy cokolwiek robili w takim sensie jak to robią zakochani w sobie ludzie lub kochankowie. Ta dwójka zachowywała się wobec siebie bardziej po przyjacielsku. Wcześniej nie widział tego, bo emocje wzięły górę, teraz po odkryciu faktów i wyciągnięciu wniosków wiedział już, że ocenił ich źle. Postanowił to naprawić zaczynając od Erin. Niestety ona będąc nieugięta nie dała mu szansy po, mimo, że wyraźnie dała mu do zrozumienia, iż nadal go kocha. Dostając kosza, znowu nie zapanował nad nerwami i powiedział jej coś, czego powiedzieć nie powinien.
- Musiał ci za****ście dogodzić skoro go tak ku*wa bronisz.
Te słowa jak strzała same wystrzeliły z jego ust bez zastanowienia. Żałował teraz bardzo żałował, że to powiedział. W tamtej chwili chciał ją zranić tak samo jak ona zraniła jego odmawiając mu szansy. Lecz teraz żałował, bo wiedział, że po raz kolejny zawalił. Pragnął to naprawić kłopot w tym, że nie wiedział jak? Nie wiedział, ale zamierzał coś wymyślić.
****************
Nie powinien tu przychodzić, bo kim, że był dla tych ludzi? Nikim ani przyjaciel ani znajomy. Był obcy, a to, że uratował życie Marianie nie dawało mu prawa ot tak pojawiać się w szpitalu i sprawdzać czy dziewczyna wciąż żyje. A może jednak miał takie prawo skoro własnymi rękoma wyciągnął ją z auta, które kilka minut później eksplodowało. Idąc korytarzem nadal miał wątpliwości w ogóle dziwił się sam sobie, że los brunetki, która ewidentnie za nim nie przepadała obchodził go. Kiedyś też nie miałoby dla niego znaczenia, że pomogła mu wyjść z pudła teraz patrzyła na wszystko inaczej. Dzięki Karen stał się innym człowiekiem bardziej ludzkim i pewnie, dlatego teraz zamiast zajmować się swoim interesem szedł przez szpitalny korytarz w stronę intensywnej terapii, na której leżał Mariana. Obawiał się, co prawda, że jej rodzina, a szczególnie blondyn, który pałał do niego ostra niechęcią wyrzucą go z Sali. Nie należał jednak do tchórzy i postanowił zaryzykować. Nim jednak dotknął klamki drzwi same się otworzyły cofnął się lekko do tyłu by nie dostać nimi w nos. Jednak osoba wychodząca z sali z jakiś przyczyn wypadła stamtąd jak burza i to wprost w jego ramiona. Zaskoczony mechanicznie objął ją w tali. Pierwszy uderzył w niego zapach dobrze znanych mu perfum, następnie jego oczy zatonęły w spojrzeniu tego cudownego błękitu, który kochał od dawna. Samo jej spojrzenie wystarczyłoby wiedzieć, kogo trzyma w ramionach. Ona będąc zaskoczona nie mniej niż brunet też przez chwilę stała oniemiała wpatrując się w jego oczy. Nagle odsunęła się od niego na bezpieczną odległość.
- Wróciłaś? – Zapytał starając się zapanować nad głosem, gdyż serce biło mu jak szalone.
- Chwilowo. – Odparła dość chłodnym tonem sądząc, że w ten sposób ukryje wszystkie uczucia, jakie wzbudził w niej samą swoją osobą.
- Z jej powodu? – Zapytał wskazując na drzwi od sali, z której wypadła blondynka.
- Tak.
Po tych słowach ten lekki uśmiech błąkający się na jego twarzy znikł. Czemu miał nadzieję, że wróciła dla niego skoro wtedy na lotnisku jasno dała mu do zrozumienia, że on jest dla niej już nikim? Czemu łudził, że to było kłamstwo i tak naprawdę blondynka nadal go kocha? To była głupota z jego strony myśląc tak szczególnie, kiedy tak stała i patrzyła na niego zimnym wzrokiem.
-, Co z nią? – Zapytał chcąc zmienić temat i odsunąć od siebie myśli by nie czuć tego rozrywającego bólu w okolicy serca.
- Kiepsko. Ma pokiereszowaną twarz, zmiażdżoną nogę, straciła dziecko, majaczy cud, że w ogóle żyje. – Odpowiedziała łamiącym się głosem. – Dobrze, że … Że tam byłeś. – Dodała spoglądając na niego już innym spojrzeniem. Wdzięczność. Lepsze to niż chłód, ale nie tego się spodziewał wolał ujrzeć tam miłość.
- Przypadek. – Odparł wzruszając ramionami.
- Możliwe, ale przecież nie musiałeś, mogłeś odejść obojętnie i pozwolić by umarła.
- Wiesz może drań ze mnie, ale nie mogłem pozwolić jej umrzeć. Nie chcę jednak byś mi za to dziękowała czy była wdzięczna, bo nie zrobiłem tego po to by się Tobie przypochlebić, a dlatego iż uważałem, że tak trzeba. – Jego ostry ton z deka ją zaskoczył.
Pablo sam był zaskoczony, czemu nagle zaczął ją atakować. Po chwili jednak zrozumiał atak zawsze był obroną przed zranieniem. On jednak nie chciał jej atakować, nie chciał też zostać zraniony i dlatego najprościej było szybko się wycofać.
- Dowiedziałem się, czego chciałem, a teraz spadam. Nara Karen! – Rzucił odwracając się do niej i ruszając do wyjścia.
- Nie zapytasz czy ona z tego wyjdzie?! – Rzuciła nagle chcąc jeszcze przez chwilę go zatrzymać.
Przystanął, odwrócił się i podszedł bliżej niż przedtem. Pochylił się do jej ucha. Zadrżała czując jego ciepły oddech na swojej szyi.
- Nie zapytam, bo wiem, że z tego wyjdzie. – Szepnął pewny swego.
- Skąd ta pewność? – Wymamrotała starając się zachować panowanie nad sobą, co nie było łatwe mając go tak blisko. Czując jego wodę po goleniu, oddech i szybkie bicie serca.
- Ma Ciebie to wystarczy. – Rzekł znowu szeptem. - Poza tym jest silna. – Dodał puszczając do niej oczko, po czym odszedł.
Nie chciał odchodzić, pragnął zostać, pocałować ją i powiedzieć, że wciąż jest jego po, mimo, iż go odtrąciła. I cholernie dużo kosztowało go powstrzymanie się od owych czynów. Jednak zmuszanie jej też nie było by czymś dobrym, dlatego się wycofał. Opuścił szpital najszybciej jak potrafił, wsiadł na motor i odjechał czując jak nadal jego serce wariuje na myśl o blondynce.
*****************
Wiadomość o tym, że Karen wróciła do Meksyku i to bez pożegnania z nim zasmuciła go, ale i zmartwiła. Po opowieściach o jej rodzicach miał prawo martwić się o swoją dziewczynę i oto czy znowu nie zamknął ją w tym więzieniu nazywany domem. Nie chciał tego, jednak doskonale rozumiał powody, dla których blondynka na złamanie karku pojechał słysząc o wypadku przyjaciółki. Sam postąpiłby podobnie gdyby chodziło o Rafaela, z którym przyjaźnił się od młodzieńczych lat. Przykro mu jednak było, że nawet nie dała mu znać. Poza tym bardzo za nią tęsknił, mimo, że dopiero, co dziewczyna poleciała w swoje rodzinne strony. Jego wakacje miały trwać jeszcze dwa miesiące, lecz teraz uznał, że dobrze będzie jak je skróci i dotrzyma Karen towarzystwa w tak trudnych chwilach. Dobę po jej wylocie, spakował walizki i tak jak ona wrócił do swojego domu. Teraz pozostało mu tylko odnaleźć blondynkę i oznajmić, że zamierza razem z nią przejść ten trudny okres.
******************
Wciąż drżąc stała na korytarzu oparta o chłodną szpitalną ścianę. Spotkanie z nim wstrząsnęło nią do głębie. Wracając do Meksyku liczyła się z tym, że prędzej czy później wpadnie na Pabla jednak nie wzięła pod uwagę, że aż tak szybko. Poza tym przez te trzy miesiące pobytu u ciotki sądziła, że wystarczająco stłamsiła swoją miłość do Cygana by teraz dzielnie stanąć z nim oko w oko i nie dać po sobie poznać, że wciąż go kocha i cholernie za nim tęskni. Myliła się, bo gdy tylko wpadła w jego ramiona serce od razu zaczęło bić jak szalone. Nogi miała jak z waty, a w brzuchu uśpione motylki znowu zaczęły latać. A, kiedy pochylił się do jej ucha i szeptał jedyne, o czym wtedy myślała to by ją pocałował. Pragnęła zarzucić mu ręce na szyję i wpić się w jego usta. Przeprosić za głupoty, które mu nawciskała na lotnisku na szczęście się powstrzymała. Gdyby teraz uległa potem znowu by żałowała, bo przecież on jej nie kochał. Dla niego była tylko zabawką, z której skorzystał, a potem rzucił w kąt zastępując nową. Dodatkowo nie chciała ranić uczuć, Tegana który był naprawdę świetnym facetem, kochał ją. Owszem nie odwzajemniała jego uczuć, ale nie oznaczało to, że będzie tak przez cały czas. W głębi duszy miała nadzieję, że pewnego dnia Pablo stanie się tylko wspomnieniem, a Tegan mężczyzną jej życia. A jeśli nie on to ktoś inny w końcu była jeszcze młoda i nie musiała ograniczać się do jednego faceta. Potrząsnęła wreszcie głową chcąc wyrzucić z głowy bruneta i ruszyła do automatu z kawą, po którą to właśnie wyszła jak burza z sali, na której jej przyjaciółka spała wciąż nieprzytomna.
***************
Obudziwszy się pierwsze, co poczuła był to ból głowy i twarzy. Dodatkowo pole widzenia miała ograniczone gdyż z nie jasnych dla niej powodów jedno oko miała czymś zasłonięte. Rozejrzała się, więc na tyle na ile było to możliwe widząc tylko jednym okiem. Za oknem panowała ciemność, na parapecie stały czerwone róże, które tak bardzo kochała. Przy oknie stał fotel, na którym spała jej matka, ktoś, kto trzymał jej dłoń widać także spał, bo poza dźwiękami z aparatury nie słyszała nic. Nie wyciągnęła ręki nie chcąc obudzić tego kogoś. Niewiele pamiętała, co się stało i dlatego też nie bardzo rozumiała, czemu jest w szpitalu. Pewnie gdyby nie aparatura i kable nawet by nie skojarzyła gdzie jest. Denerwowało ją to, że wszystko ją boli oraz jej oko jest zasłonięte. Uniosła, więc druga dłoń, która była wolna i dotknęła twarzy, macała chcąc rozpoznać, co na niej ma. Bandaż… to na pewno był bandaż. Już chciała się delikatnie unieść na łokciu by zobaczyć swoje odbicie w szybkie okna, ale ból przeszył nie tylko jej głowę, ale i dół brzucha oraz nogi. Zawyła z bólu budząc przy tym śpiącą matkę i ukochanego. Oboje natychmiast pochylili się nad nią, poza nimi zobaczyła twarz Karen. Uśmiechnęła się lekko ze szczęścia, że widzi przyjaciółkę i już miała zapytać, co się stało i nagle obie dłonie spoczęły na jej płaskim brzuchu. Płaski, dlaczego był płaski? Myślała, a obrazy z wypadku jak na zawołanie zaczęły pojawiać się w jej głowie. Z coraz większym przerażeniem patrzyła na zgromadzonych obok niej. A, gdy wspomnienia ustały zapytała;
- Gdzie dziecko?
Jej matka natychmiast odwróciła się do niej tyłem. Karen i Miguel jak na zawołanie złapali ją za ręce.
- Kochanie… - Zaczął ostrożnie blondyn.
- Gdzie jest dziecko?! – Zapytała deczko głośniej chcąc znać odpowiedź jak najszybciej.
- Mariana posłuchaj … - Tym razem odezwała się blondynka. – Dziecko… ono… - Jąkała się, gdyż słowo umarło nie chciało przejść jej przez gardło.
- Kochanie lekarze robili, co mogli, ale… - Miguel wtrącił się, mimo, że jemu nie było łatwiej o tym mówić, ale wiedział, że ktoś musi. I najlepiej gdyby to był on.
Nim jednak skończył zdanie brunetka wpadła w szał. Zaczęła się rzucać na łóżku, krzyczeć, płakać.
- Moje dziecko ja chcę moje dziecko! Oddajcie mi je! Słyszycie oddajcie mi moje dziecko! – Krzyczała szarpiąc się z blondynką i blondynem, którzy próbowali ją uspokoić.
Matka, która nie dała rady znieść cierpienia swojej córki w pośpiechu opuściła salę zanosząc się płaczem. Mari nie słuchała żadnych prób uspokojenia ani pocieszenia.
- Ono żyje!Żyje … Słyszysz Miguel ono żyje, błagam oddaj mi je oddaj.
Patrzył na nią z bólem w oczach z policzków spływały łzy. Milczał. Ona szarpała się wciąż prosząc by przyniósł jej dziecko, Karen, która razem z nim próbowała ją uspokoić w końcu także puściła jej dłoń i wyszła. Wtedy blondyn usiadł na brzegu łóżka i mocno wtulił się w zanoszące się spazmatycznym płaczem ciało brunetki.
- To była córka. Nasza mała córeczka. – Szepnął tuląc ją do siebie najmocniej jak tylko mógł, lecz na tyle ostrożnie by nie urazić poobijanych części jej ciała. Po tych słowach oboje pogrążyli się w rozpaczy.
Niestety utrata dziecka i szok, jaki z tego powodu przeżyła Marina był początkiem jej drogi przez mękę. Bo gdy dziewczyna się uspokoiła lekarz poinformował ją o oszpeconej twarzy, która by wyglądała jak kiedyś musi przejść ze dwie operacje plastyczne, które i tak nie dają stu procentowej szansy, że nie pozostaną blizny. A także pozostawała jeszcze sprawa operacji zmiażdżonej nogi, bez której Mari już nigdy nie będzie chodziła. Szok wywołany owymi informacjami sprawił, że lekarze musieli wstrzyknąć jej środek uspokajająco – usypiający. Zasnęła chwilę później. Załamany Miguel sam był bliski szaleństwa na szczęście Karen starała się jak mogłaby podtrzymać go na duchu. Dodatkowo jego matka jak i ojciec zjawili się w szpitalu chcąc wesprzeć nie tylko syna, ale i matkę jego narzeczonej. Koło północy matka blondyna namówiła matkę Mariany by ta pojechała do domu trochę odpocząć. Rodzicielka brunetki nie chciała, ale po długiej namowie zgodziła się pojechać do domu rodziców blondyna. Karen zaś namówiła Miguela by się przespał na kozetce obok łóżka Mariany ona zaś obiecała przy niej czuwać. On tak samo jak matka jej przyjaciółki bronił się, ale wreszcie koło 3 nad ranem zasnął w fotelu. Blondynka przykryła go kocem, a sama z książką w ręku usiadła i cichutko czytała najukochańszą książkę Mariany pod tytułem, Nigdy i Na Zawsze”.
*****************
Dwa dni tyle minęło od spotkanie z Karen i chociaż za wszelką cenę starał się trzymać się od niej z daleka nie potrafił. Miał już więcej nie przychodzić do szpitala po, mimo, że jego samego interesował los Mariany jednak by, choć na chwilę ujrzeć blondynkę złamał swoje postanowienie. Dowiedzenie się o stan brunetki nie do końca był wymówką by zobaczyć Karen, bo faktycznie stan jej przyjaciółki bardzo go obchodził. Szedł właśnie korytarzem, kiedy nagle przystanął widząc, że z sali wychodzi blondynka w towarzystwie blondyna i jeszcze jakiegoś bruneta. Cała trójka zaraz usiadła na krzesła stojące na korytarzu zawzięcie rozmawiając na jakiś poważny temat. Zawahał się przez chwilę nie wiedząc czy w takiej sytuacji powinien tam podejść, jednak spojrzenie blondynki, które nagle padło na jego postać dało mu do zrozumienia, że już nie ma odwrotu. Ruszył, więc pewnym krokiem w ich stronę. Nim dotarł do końca Miguel już stał nie zdążył się wytłumaczyć, czemu przyszedł jak blondyn wyciągnął dłoń.
- Dziękuję i przepraszam, że robię to dopiero teraz. – Rzekł spoglądając na zdziwionego Pabla. – Jestem ci wdzięczny i wiem, że zwykłe dziękuję nie wystarczy ze uratowanie jej życia, dlatego…
- Daj spokój zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Nie chce podziękowań ani zapłaty w żadnym stylu. No może poza jednym… Chcę wiedzieć jak ona się czuje? – Powiedział brunet nim Miguel skończył swoją wypowiedź.
Karen widząc jak ciężko blondynowi mówić o tym, co przechodzi teraz Mariana wstała.
- Miguel idź zapytaj czy znaleźli już tą krew, a ja porozmawiam z Pablem. – Rzekła kładąc dłoń na ramieniu kuzyna.
Mężczyzna spojrzał na nią z wdzięcznością, po czym odszedł. Zaś brunet, o którego istnieniu Karen całkiem zapomniała wstał i stanął obok niej.
- Ja tymczasem pójdę po kawę. – Powiedział i nim zareagowała odszedł.
Było jej głupio, że na widok Cygana zapomniała o istnieniu Tegana jednak tym postanowiła pozawracać sobie głowę później, a także jakoś naprawić tą sytuację. Będąc sam na sam usiedli na tych samych krzesłach. Karen na swoim miejscy zaś brunet usiadł w miejsce blondyna.
- No, więc jak ona… - Zaczął, lecz nie dała mu skończyć.
- Źle …Bardzo źle. Wieść o śmierci dziecka załamała ją, a wiadomości o oszpeconej twarzy i niewładnej nodze dobiła ją jeszcze bardziej. Non stop jest na środkach uspokajających, nie je, nie odzywa się ciągle płacze lub śpi. – Powiedziała, po czym zamilkała ocierając łzy, który mimowolnie potoczyły się po jej policzkach.
- Nawet nie staram się wyobrazić sobie, co ona czuje. I chociaż nie znam jej zbyt dobrze to wiem, że da sobie radę. Upadnie wiele razy, ale w końcu podniesie się z tego. – Odparł obejmując blondynkę ramieniem. Nie odepchnęła go, nie miała siły i nawet nie chciała gdyż potrzebowała wsparcie z każdej strony by mieć siłę wspierać Miguela.
- Nie wydaje mi się. Znam ją i wiem, że jest silna, ale zbyt dużo spadło na nią jak na jeden raz. Poza tym to nie koniec jej koszmaru.
- Jak to? – Zapytał zatroskany.
- Czeka ją mnóstwo operacji, rehabilitacja, a i tak w psychice ten cały koszmar pozostanie. By przez to wszystko przejść musi być silna psychicznie, a w tej chwili psychicznie jest gorzej niż fizycznie. – Odpowiedziała spoglądając na niego z bólem w oczach. To cierpienie i łzy sprawiły, że serce pękało mu na pół. Chętnie odebrałby ten ból gdyby to było możliwe. Niestety nie było, musiał, więc postarać się jakoś by ją podnieść na duchu. Nigdy nie był w tym dobry, nie umiał przemawiać. Wiedząc jednak jak Karen silnie związane jest z Marianą i jak bardzo ją kocha powiedział to, co dla niego było oczywiste. Miłość ona uleczy każdego bez względu na to, jakiego rodzaju jest.
- Dzięki waszemu wsparciu i miłości jej stan psychiczny się poprawi. Nie za dzień czy dwa być może dopiero za rok, ale zobaczysz jeszcze kiedyś wspomnisz moje słowa.
- Nie wiedziałam, że z Ciebie taki optymista. – Rzuciła wyswabadzając się z jego ramion, które szczelnie ją obejmowały sprawiając, że czuła się bezpiecznie i spokojnie.
- Za mało mnie znasz.
- Całkiem niedawno okazało się, że w ogóle Cię nie znam. – Palnęła słysząc jego uwagę.
-, Co masz na myśli? – Zapytał z zainteresowaniem.
Już miała mu wygarnąć jak to myślała, że ją kocha, a on tym czasem zabawił się jej kosztem by potem wrócić do tej rudej małpy. Jednak w chwili, kiedy otworzyła usta usłyszała głos Miguela.
- Nie mają tej krwi ani w tym ani w pięciu innych szpitalach.
- I co teraz? – Zapytała przestraszona.
- Będą dalej szukać, ale kazali też pytać znajomych, dalszej rodziny o taką grupę krwi gdyż im dłużej ona leży z niezoperowaną nogą tym bardziej jej szanse na odzyskanie w niej władzy maleją. – Wyjaśnił blondyn.
-, Jakiej grupy krwi potrzebujecie? – Zapytał Pablo, który chwilowo został zignorowany.
- AB, (Rh-) - Odpowiedzieli oboje.
-, Do którego pokoju mam iść, żeby ją oddać? – Zapytał podnosząc się do pionu.
- Masz taką grupę krwi? – Zapytał zaskoczony blondyn.
- Ja też mam taką. – Usłyszeli nagle głos Tegana stojącego za plecami Pabla.
Brunet mechanicznie się odwrócić przodem do rywala i zmierzył go morderczym wzrokiem. Tamten zaś uśmiechnął się ironicznie i bez większego kłopoty minął Cygana udając się w stronę blondynki.
- Twoja kawa, kochanie. – Rzekł wręczając jej kubek z ciepłym napojem kofeinowym jednocześnie całując ją w policzek.

Powrót do góry
Zobacz profil autora
reniuzka
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 20 Gru 2007
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 13:02:53 30-11-12    Temat postu:

W końcu sie doczekałam!;-) Odcinek świetny i oczywiście czekam na new;D;-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin