Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Calma antes de la tormenta [9]
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:03:00 14-02-15    Temat postu: Calma antes de la tormenta [9]

Sygnaturki i stare odcinki dodam popołudniu w tym samym poście



Opis fabuły

Kiedy kilka lat wcześniej wykorzystał ją, by ukryć się przed wymiarem sprawiedliwości (i nie tylko), nie sądził, że wyraz jej oczu, gdy wszystko wyszło na jaw, będzie go prześladował przez lata. Nie miał zamiaru spotkać jej nigdy więcej. Ale pewnego dnia rozpoznaje ją w przyszłej żonie jednego ze swoich mocodawców i wszystko wraca jak bumerang. "Pia" Piedad Castanon alias Rebeca Sanchez, wkracza w środowisko polityki i mafii, by pomścić śmierć swojego ojca, a na swoje nieszczęście trafia na mężczyznę, do którego miłość sama w sobie była absurdem. A którego znajomość może teraz przypłacić życiem...
Gdy Isabel trafia w ręce handlarzy żywym towarem, zaczyna bardzo szybko żałować, że uciekła z domu. Przerażona czekającym ją losem, w którym miałaby być zabawką w rękach coraz to nowych facetów, nie wierzy, gdy syn nadrzędnego "przedsiębiorcy", chce ją mieć na własność. Tylko czy to lepsza czy gorsza perspektywa?




Sergio - Sergio Goyri
Antonia - Daniela Castro
Monica - Gaby Espino
El Lobo - Salvador Zerboni
Christian - Horacio Pancheri


    Prolog


Sergio uniósł głowę znad papierów walających się po jego biurku, gdy drzwi jego gabinetu uchyliły się, a on zobaczył jedynego człowieka, któremu ufał w swoich interesach, Ramona "El Lobo" Valdeza.
- Szefie, mamy nową sprawę - Sergio skinął na niego dłonią, upewniając El Lobo, że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby ich usłyszeć.
- Masz jej dokumenty? - Lobo skinął głową, nie spodziewając się po swoim szefie niczego innego. Zgodnie z jego wolą podał Sergio wszystkie papiery, które dziewczyna miała przy sobie i usiadł naprzeciwko biurka. Ich "interesy" nie ograniczały się tylko do handlu narkotykami, niedawno wkroczyli na rynek zbytu kobiet, a ta mała, którą znaleźli dzisiaj nadawała się idealnie. Siedemnastoletnia, o kształtach w pełni rozwiniętej kobiety. Nie żeby miał szanse to zbadać własnoręcznie, bo do jego zadań należało wyszukiwanie i sprowadzanie dziewczyn w miarę nienaruszonym stanie. O ile ogłuszenie poprzez wprowadzenie środka nasennego mogło świadczyć o nienaruszonym stanie. Ale ta mała miała jeszcze jedną niespodziankę.
- Isabel Sandoval Navarro - Sergio z uznaniem spojrzał na zdjęcie przy paszporcie i wrócił wzrokiem do El Lobo, który aż wyrywał się, by podzielić się ze swoim szefem posiadanymi informacjami. Sergio jedynie uniósł brew widząc jego podekscytowanie.
- To nowalijka, możemy sprzedać ją znacznie drożej. Dziewice są w cenie - Sergio uśmiechnął się i przygładził wąs, ale uśmiech zamarł mu na ustach, gdy zobaczył za przeszklonymi drzwiami twarz swojego syna.
- Chcę ją - Conrado uśmiechnął się tym uśmiechem, który nawet w zaprawionym w twardych negocjacjach o wysoką stawkę Sergiu, wywoływał dreszcz. Doskonale wiedział, że jego syn nie był do końca normalny, dlatego też, choć nigdy nie krył przed nim, co działo się w tym gabinecie, to nigdy nie pozwolił sobie na coś tak pochopnego, by wprowadzić go do działalności czynnej. Conrado prowadził całkowicie legalną firmę tuningującą samochody, którymi się fascynował i obaj wiedzieli, że tak było najlepiej.
- Nawet nie widziałeś jej na oczy - Sergio odpowiedział spokojnie, starając się wybadać, czy próba odmowy jest w jego zasięgu. Conrado nawet nie mrugnął.
- Chcę ją - powtórzył młodszy brunet i Sergio powstrzymał westchnienie.
- Możesz przynajmniej wytłumaczyć dlaczego? - Conrado uśmiechnął się szerzej.
- Nie lubię, gdy ktoś dotyka moich rzeczy - nawet El Lobo nie próbował wtrącać się do tej wymiany zdań, choć aż się w nim gotowało ze złości, że pieniądze, które zdążył już w myślach wydać, uciekają mu z rąk. - Jeśli nikt jej nie dotknął to może być moja na własność - dokończył Conrado, a Sergio skinął głową. - Skoro ty możesz kupować sobie nowe zabawki, to ja też - dodał jeszcze brunet, mając na myśli nową zdobycz ojca, która miała tak mgliste pojęcie o jego interesach, że można była powiedzieć, że była zupełnie nieświadoma roli, jaka na nią czekała. Miała dwadzieścia pięć lat, czyli była dokładnie o połowę młodsza od swojego narzeczonego i pracowała jako konserwatorka w muzeum sztuki. A nazywała się Rebeca Sanchez Najera...
***
Pia patrzyła w lustro przeciągając szczotką po swoich gęstych włosach w kolorze mlecznej czekolady i zastanawiała się jakim cudem dotarła do tego punktu. Rebeca Sanchez Najera, jej alter ego, nie miałoby pewnie takich rozterek. Pia postarała się, by Rebeca była jak najbardziej odległa od jej osobowości, dzięki czemu łatwiej było jej udawać, że to wcale nie ona musi spędzać noce z zabójcą jej ojca. A raczej z człowiekiem, który był za tą śmierć odpowiedzialny. Pamiętała z docierającą do serca dokładnością ostatnie słowa jej ojca. "Spraw, żeby nie zapomniał". Miała zamiar dotrzymać tej obietnicy, choć prawdopodobieństwo, że podąży za ojcem w ostatnią podróż gdzieś po drodze do wypełnienia tej obietnicy, ją przerażało. Cóż i tak nie miała już dla kogo żyć, więc przynajmniej mogła za kogoś umrzeć...

    Odcinek 1


Dla Piedad wszystkie przyjęcia na wysokim szczeblu wyglądały tak samo. Bezimienne, naciągnięte liftingiem twarze żon, kochanek, oficjalnych metres znamienitych gości Sergia Costy. Senator, dyrektor, prezes jakiegoś banku... I wszyscy tacy nieświadomi sznurków, które odpowiadały za każdy ich ruch. Zręczna polityka mężczyzny, który nie zawahałby się przed zabiciem czy też porwaniem dziecka, matki czy nawet ukochanego psa danego możnego, by osiągnąć swój cel. Naiwność, zbożność celów, dobroczynność... Dla Piedad jedno wiązało się z drugim, Rebeca zaś uśmiechała się i kokietowała coraz to nowych gości, ignorując jawnie pogardliwe spojrzenia ich towarzyszek. Kim była nowa zabawka Costy? Nikt nie wiedział, a w tym świecie niewiedza nigdy nie była pożądana... Wiedza to władza, dlatego Rebeca znała biografię każdego z przedstawianych jej gości, choć dla nich była nikim - kolejną pupilką Sergia Costy, kandydata na posła. Przecież to było takie oczywiste, że się z nią nie ożeni, nie była materiałem na żonę deputowanego, szeptali po kątach goście, sądząc, że jest zbyt ładna, by być mądra. A żona posła powinna mieć koneksje i inteligencję, ale przede wszystkim nie rzucać się w oczy. O Rebece dało powiedzieć się dużo, ale na pewno nie to, że nie rzucała się w oczy. Ciemna karnacja, jasnobrązowa chmura włosów, zielone oczy i pociągnięte szminką w kolorze wina usta. Nie, nie było możliwości, żeby ją przeoczyć. Rebeca czuwała, nie - katalogowała emocje widziane na twarzach gości i wiedziała, że nie są jej przychylne. Jednak czym była nieprzychylność ludu wobec nowej królowej, zwłaszcza, gdy król nie mógł zdjąć z niej gorącego spojrzenia. Tak, król na tej sali był tylko jeden i nikt nie miał wątpliwości, że był nim Sergio Costa.
- Szefie, mamy mały problem - Rebeca podążyła za narzeczonym, uczepiona do jego ramienia, gdy ten obracał się w kierunku jednego ze swoich najbardziej zaufanych "sługusów". El Lobo nie wyglądał na bardziej zaniepokojonego niż zwykle, ale Rebeca podejrzewała, że była to maska wyuczona poprzez lata działania w szarej strefie, gdzie najmniejsza zdrada prawdziwych uczuć mogła kosztować życie. Sergio skinął dłonią w kierunku przeszklonych drzwi przywołując kogoś, zapewne z ochrony, Rebeca podejrzewała, że nie zostawi jej samej sobie na pożarcie harpiom. Jednak nie spodziewała się spotkać właśnie tego człowieka. Cristobal Mondragon, a przynajmniej pod takim nazwiskiem go znała. Szatynka szybko opanowała emocje przywdziewając maskę godną najlepszej aktorki. On nie był na tyle szybki, w jego oczach mignęło rozpoznanie zanim zdołał to zatrzymać. Rebeca, a raczej Piedad miała ochotę uciekać, zdemaskowanie przez tego właśnie człowieka mogło ją kosztować nie tylko życie, ale również godność i odbudowywane latami poczucie własnej wartości. Ale właśnie dlatego nawet nie drgnęła, gdy miejsce u jej boku zajął Cristobal lawirując razem z nią na taras, gdzie przyjęcie miał bardziej kameralny charakter i choć nadal znajdowali się pod obstrzałem ciekawskich oczu, to byli już poza zasięgiem ich uszu.
- Pia... - Jej imię było jedynie szeptem, ale w jej uszach zabrzmiało jak huk wystrzału.
- Pan wybaczy, ale moje nazwisko to Rebeca Sanchez Najera - oboje wiedzieli, że nie dał się zwieść.
- A więc, Rebeco - zaczął zaznaczając szyderczym tonem jej zmyślone imię. - Co tutaj robisz?
- Mogłabym zapytać o to samo - stwierdziła Pia, kokieteryjnym tonem Rebeci, sprawiając, że w opanowaniu Cristobala zaczęły pojawiać się pęknięcia. Boi się, zauważyła Pia, czyżby miał tyle samo do stracenia co ja? Ciekawe. Dziewczyna uśmiechnęła się do wnętrza swojego kieliszka, zanim ponownie podniosła wzrok na jego twarz. Na wszystkie świętości, wciąż wyglądał jak grecki posąg, chciało się go pożerać po kawałku, aż do pełni nasycenia. Kłamca. - Ale ponieważ zapytałeś pierwszy - Rebeca zaczęła grać w grę, w którą tylko jedno z nich mogło wygrać. - To jestem narzeczoną Sergia Costy. Chyba jest twoim szefem, prawda? - Uśmiechnęła się słodkim, obłudnym uśmiechem, który tyle razy ćwiczyła na potrzeby tej roli, sprawiając, że Cristobal się wzdrygnął. Nie jestem już małą naiwną dziewczynką, który oszukałeś siedem lat temu, skarbie, zdawał się mówić ten uśmiech. Cristobal wyciągnął papierosa z metalowej papierośnicy, którą trzymał w kieszeni na lewej piersi. Czyżby dodatkowa ochrona, w razie próby postrzału? Zapytała się w myślach Piedad. Wciąż pamiętała gorejącą ranę na jego ramieniu, którą opatrywała. Pewnie wciąż miał tę bliznę.
- Dlaczego? - To pytanie wypłynęło z jego ust wraz z obłokiem dymu, którego Pia nienawidziła z równą siłą, co siedem lat wcześniej, a do którego Rebeca musiała się przyzwyczaić, więc nawet się nie wzdrygnęła, gdy dotarł do jej dróg oddechowych.
- Och, skarbie, pieniądz rządzi światem - westchnęła lekceważącym tonem kładąc dłoń na jego ramieniu, gdy zatrzymała usta tuż przy jego uchu. - Jeśli to cię pocieszy, to byłeś znacznie lepszy w łóżku - dodała szeptem, zanim strzepnęła niewidzialny pyłek z jego marynarki i ruszyła rozkołysanym krokiem w kierunku kochanki senatora. Rebeca uśmiechnęła się z triumfem, łapiąc spojrzenie mężczyzny, ale Piedad w jej wnętrzu aż dygotała ze strachu.
***
Isabel oddychała ciężko w post-narkotycznym transie. Zamazane twarze zaczęły się wyostrzać jakieś pół godziny wcześniej, dając jej możliwość zobaczenia pół tuzina półnagich kobiet, nachylających się nad nią z minami wyrażającymi od współczucia po irytację.
- Nie rozumiem dlaczego kazali nam się nią zając... Powinna zostać nieprzytomna, słyszałam co mówił lekarz, byłoby dla niej lepiej, gdyby została nieprzytomna... Może ją uśpią, słyszałam, jak El Lobo mówił, że sprzedadzą ją za granicę... Więc dlaczego kazali ją przebrać, nie bądź głupia! Tu też dostaną swoją cenę... Antonia mówiła, że nikt jej nie dostanie, bo szef tak powiedział... Antonia nie wie co mówi, sama żyję cały czas na haju... - Głosy w jej głowie mieszały się, ale mimo bólu głowy i otępienia wywołanego przez kolejne dawki narkotyku, domyślała się, że jest w nieciekawej sytuacji. Pierwszy raz przebudziła się w ciężarówce, gdzie jakiś facet głaskał ją po twarzy, zanim poczuła igłę w ramieniu i znowu odpłynęła. Potem z wannie, jak przez mgłę widziała niemłodą już blondynkę z papierosem w długim czarnym ustniku, która przyglądała się jej jakby oceniała towar na półce. Tamtym razem zemdlała już bez kolejnej dawki środka odurzającego. Gdy obudziła się poprzednim razem, usłyszała poprzez niedomknięte drzwi rozmowę między kobietą a mężczyzną, ustalającymi jakąś cenę. Teraz te dziewczyny w niekompletnych strojach. Ze wszystkich tych faktów wysnuwał się dla niej jedyny, choć dość przerażający wniosek - została porwana, by pracować na ulicy. Nagle głosy wokół niej ucichły, zrobiło się poruszenie, kobiety rozpierzchły się w różne krańce pomieszczenia. Isabel postarała się ruszyła rękoma, usiłując zlikwidować ich drżenie, gdy jednym pociągnięciem silnej ręki została przygwożdżona do ściany.
- O, kolejny słodki kwiatuszek do kolekcji - dłoń bez twarzy zacisnęła się na jej szyi odbierając jej oddech i utrzymując w jednej pozycji, gdy palce drugiej ręki szarpnęły krawędź jej koronkowej koszulki, bezceremonialnie rwąc ją na strzępy. - Ciekawe dlaczego cię tak pilnują, co? - Oddech na twarzy, Isabel wciąż nie chciała patrzeć. Zacisnęła mocniej powieki, szykując się na najgorsze, ale wtedy nagle wszystko się skończyło. Palce na jej szyi rozluźniły się, sprawiając, że opadła na podłogę z głuchym łoskotem i dopiero wtedy ośmieliła się otworzyć oczy. Jakiś młody brunet przykładał lufę pistoletu do skroni mężczyzny bezpośrednio naprzeciw niej.
- Jest pod ochroną, bo należy do mnie - warknął brunet, a Isabel zmusiła się do przełknięcia resztki wilgoci, która została je w ustach, by nawilżyć palące gardło.
- Po moim trupie - warknął zwalisty mężczyzna, który wyglądał jakby palce świerzbiły go do wyciągnięcia własnej broni, ale brunet nie dał mu na to najmniejszych szans.
- To da się załatwić, Gaston - mruknął brunet, a na jego usta wypłynął maniacki uśmiech. Isabel poprawiła ułożenie dłoni, którymi usiłowała zasłonić to, co było widoczne przez porwany materiał koszulki. Spojrzenie bruneta zsunęło się z mężczyzny nazwanego Gastonem na nią i złagodniało. Isabel zacisnęła mocniej palce na krańcach koronki, podskórnie wyczuwając, że pod tą pozorną łagodnością nie kryję się nic, prócz szaleństwa. W tej chwili do pomieszczenia wpadło jeszcze dwóch mężczyzn i dziewczyny zaczęły piszczeć, robiąc straszne zamieszanie.
- Cisza! - Warknął starszy mężczyzna w garniturze, poprawiając wąsy zirytowanym gestem. - Conrado, przestań mierzyć do tego śmiecia, nie chcemy tu strzałów, gdy na górze bawi się setka gości z najwyższych kręgów - nie zdradzające żadnych uczuć spojrzenie mężczyzny prześlizgnęło się po skulonej na podłodze postaci blondynki, po czym wróciło do Conrada, który opuścił broń, oddając Gastona w ręce mężczyzny z tatuażem głowy wilka na karku, który natychmiast go wyprowadził. - Zabierz ją do siebie, jeśli nie chcesz, żeby ktokolwiek jej dotykał - warknął jeszcze na odchodnym elegancki mężczyzna, zanim podążył w jego ślady. Brunet, który ją uratował, choć nie sądziła, że zrobił to z dobroci serca, schylił się do poziomu jej oczu, nie wykonując żadnego gwałtownego ruchu, gdy skuliła się jeszcze bardziej i w panice zaczęła rozglądać po twarzach zszokowanych zajściem kobiet. Było oczywiste, że żadna z nich nie kiwnęłaby nawet palcem, by jej pomóc w potyczce z Gastonem, a wręcz oczekiwały, że zgwałci ją na ich oczach. Prawdopodobnie nie ją pierwszą.
- Mam na imię Conrado - powiedział brunet ściągając koszulkę przez głowę, czym wywołał jeszcze większe przerażenie u obejmującej się ramionami dziewczyny. - Nie bój się, zawsze dbam o to, co należy do mnie - i z tymi słowami przeciągnął jej swoją koszulkę przez głowę i nasunął w całości na ramiona, do talii, aż przypominała kokon. Isabel nie będąc w stanie otrząsnąć się z szoku wywołanego zdarzeniami całego dnia i jego niespodziewanymi działaniami, bez sprzeciwu dała się wynieść z tego pokoju pełnego przerażonych kobiet, w ramionach mężczyzny, który dał jej choć pozory godności.

    Odcinek 2


Stany Zjednoczone, San Diego, Kalifornia, mieszkanie Christiana Diaconou
- Jak to Louise uciekła z domu? - Christian warczał do słuchawki słuchając wywodu swojego ojca. Nigdy nie byli w dobrych stosunkach z ojcem, ale siostrę uwielbiał ponad wszystko na świecie i gdyby nie fakt, że miał niebezpieczną pracę, to chętnie zabrałby ją ze sobą do Stanów od tej wariatki, ich macochy. Lian była piękną Japonką, która ojciec poznał na jednej ze swoich misji dyplomatycznych i przywiózł do domu, gdy Louise miała pięć lat. Lian od razu odkryła w małej talent muzyczny i zaczęła ćwiczyć z nią grę na skrzypcach. Wynajdowała coraz to nowych nauczycieli, sprawiając, że dziewczynka nie miała żadnych szans na normalne dzieciństwo. Po kolejnej kłótni z ojcem, który w tym czasie stacjonował w Stanach Zjednoczonych, dwudziestoletni wówczas Christian spakował swoje rzeczy i wyjechał na drugi koniec kraju, zostawiając sześcioletnią Louise na pastwę Lian. Jedenaście lat później, Christian wciąż miał do siebie pretensje, za każdym razem dzwoniąc do siostry i słuchając jak pogodzona z losem opowiada o kolejnym koncercie. Nigdy w jej głosie nie słyszał radości czy choćby odrobiny entuzjazmu. Nigdy nie słyszał też o koleżankach, chłopakach czy szkole, wciąż tylko skrzypce, koncerty i ćwiczenia. Wcale nie dziwił się, że wszystko w końcu pękło.
- Jesteś policjantem, powinieneś nam pomóc - Christian potarł czoło starając się nie wybuchnąć, gdy po raz kolejny chciał uświadomić ojcu, że jego praca policjanta w Stanach nie oznacza posiadania kontaktów w innych krajach, w których do tej pory mieszkał ojciec z Lian i Louise. Tym razem padło na Meksyk. Christian, zważając na charakter swojej pracy, nie mógł nawet uświadomić ojca, że jego praca zdecydowanie nie opiera się na szorowaniu krawężników i wlepianiu mandatów. Był agentem DEA* i wszystko co robił, musiał zachowywać w tajemnicy.
- I pomogę, wykopię ją spod ziemi, o ile wciąż żyje. To Meksyk, tato, nienajszczęśliwsza lokalizacja na ucieczki z domu - westchnął blondyn do słuchawki. - Zwłaszcza dla tak ładnej dziewczyny jak Louise... - Christian sięgnął po ramkę ze zdjęciem stojącą na jego biurku. Przedstawiało jego i śliczną blondynkę obejmującą go w pasie. Zdjęcie zostało zrobione rok wcześniej w dniu jej urodzin, mieszkali wtedy w Argentynie. Louise Isabelle Diaconou Navarro, najważniejsza osoba w jego życiu. Musi ją znaleźć, choćby miał przeszukać cały świat... Christian spisał wszystkie dane odnośnie lokalizacji, w których ostatnio przebywała Louise z rodziną i przerwał połączenie, po czym zadzwonił do swojego szefa i wyjaśniając sytuację zaczął się pakować.
***
W tym samym czasie, Culiacan, Sinaloa, rezydencja Sergio Costy
Conrado zatrzasnął za sobą drzwi swojego pokoju, nie zważając na protesty Cataliny, która podążała tuż za nim starając się go odwieźć od zabrania dziewczyny z "haremu" ojca do siebie. Dla niego liczyła się obecnie jedynie roztrzęsiona blondynka spoczywająca w jego ramionach. Jej błękitne przerażone oczy, długie proste blond włosy, miękka skóra pod jego palcami i zaskakująco spracowane dłonie, jak na tak delikatne stworzenie. Dziewczyna, Isabel, upomniał się w myślach, powiodła przerażonym spojrzeniem po jego sypialni, gdy posadził ją na skraju łóżka, w założeniu uspokajająco głaszcząc ją po głowie.
- Nic Ci tu nie grozi, nikt nie ma prawa wchodzić do tego pokoju bez mojego pozwolenia - dziewczyna jak zastraszone zwierzątko wzdrygnęła się, gdy jego dłoń spoczęła na jej ramieniu. Była słodka, z tą porcelanową cerą i szeroko otwartymi oczami, jak laleczka, a najważniejsze była cała jego. - Nie bój się mnie, jak długo należysz do mnie, nikt inny Cię nie dotknie - dodał spokojnie przyklękając naprzeciw niej, z jedną dłonią na jej ramieniu, drugą zaś asekuracyjnie położył na pościeli po jej drugiej stronie. Isabel zamrugała nerwowo, jakby przetrawiała jego słowa. Widziała coraz wyraźniej, mgła spowodowana narkotykami, która przysłaniała jej racjonalne myślenie, rozpływała się powoli.
- To znaczy, jak długo? - Od razu dotknęła sedna sprawy, w końcu, jeśli ma zostać jego na jedną noc, to jej to nie ratuje, jeśli na zawsze to była zupełnie inna sprawa. Nigdy nie sądziła, że będzie musiała podejmować takie decyzje i to niemal w trybie natychmiastowym. Wydostanie się z jednej klatki, by zaraz utkwić w drugiej, nie było jej zamiarem, ale klatki akurat były środowiskiem, które znała i po którym umiała się poruszać. Conrado objął dłonią jej policzek i uśmiechnął się szeroko, a Isabel przeszedł kolejny dreszcz, dostrzegła ten sam rys szaleństwa, który zauważyła wcześniej, gdy wyrwał ją z rąk tego mężczyzny, który chciał ją zgwałcić.
- Na zawsze. Nikt inny nigdy Cię nie dotknie - Isabel uspokoiła drżenie rąk i przejechała językiem po suchych ustach, nadal ją mdliło od chemikaliów, którymi ją naszpikowali, ale była już w stanie w miarę logicznie składać fakty. Ten człowiek, uratował ją przed gwałtem i na razie nie zdradzał żadnych objawów agresji, rościł sobie do niej prawa, to prawda, ale i tak była już w niewoli, więc szanse na lepszy los były niewielkie. Isabel zawsze musiała podejmować szybko decyzje, a teraz prawdopodobnie nie miała żadnego innego wyjścia, mogła oddać swoje życie w jego ręce, albo... No właśnie albo co? Spróbować uciec, tylko po to by wpaść w ręce kogoś takiego jak Gaston? Na pewno nie był jedynym, który pilnował dziewczyn z "haremu" i prawdopodobnie nawet nie najgorszym. A Conrado nie robił jej krzywdy... Przynajmniej na razie.
- Czy mogę dostać wody? - Zapytała dziewczyna starając się utrzymać pozycję siedzącą, choć nie miała już na to siły. Conrado skinął głową i zniknął za drzwiami, jednak nie tymi, którymi tu trafili, więc prawdopodobnie poszedł do łazienki. Isabel przestała walczyć z ogarniającą ją chęcią położenia się na łóżku i gdy mężczyzna wrócił do pokoju, zastał ją zwinięta w kulkę na środku łóżka. Nie spała, wciąż patrzyła na niego tymi wielkimi oczami, w których teraz jednak odbijało się zrozumienie, choć strach pozostał.
- Twoja woda - spróbowała się podnieść, ale ręce ją zawiodły i upadła z powrotem na materac. Conrado pokręcił głową i zastanowił się czy ilość narkotyków, czy cholera wie czego, cokolwiek im wstrzykują, aby na pewno jest bezpieczna, po czym usiadł za jej plecami i pomógł jej się podnieść na tyle, by mogła się napić.
- Dziękuję - powiedziała Isabel starając się wykręcić tak, by mieć jak najmniejszą ilość punktów stycznych z ciałem mężczyzny.
- Mam na imię Conrado - powtórzył Conrado, pamiętając, że już jej to mówił.
- Pamiętam - stwierdziła cicho dziewczyna. - Dziękuję, Conrado - dodała, myśląc, że tego właśnie od niej oczekuje. Mężczyzna potrząsnął głową z uśmiechem.
- Mam na imię Conrado, a ty? - Blondynka zamrugała zastanawiając się, czy mógł tego nie wiedzieć, przecież zabrali jej dokumenty, fałszywe, ale jednak. Potem dotarło do niej, że nie o to mu chodziło. On się przedstawiał, jakby spotkali się w normalnych okolicznościach, choć zakrawało to na parodię. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, zanim dołączyła do jego gry.
- Ja mam na imię Isabel - powiedziała cicho dziewczyna, starając się wytrzymać jego spojrzenie.
- Miło mi Cię poznać, Isabel...

*Drug Enforcement Administration- amerykańska agencja rządowa utworzona w 1973, której zadaniem jest egzekwowanie prawa zawartego w Controlled Substances Act z 1970 roku i "walka z narkotykami", w tym sprawy narkotykowe związane z USA, odbywające się poza granicami kraju.

    Odcinek 3


Co z nią było nie tak? Rebeca zapytała samą siebie opierając się dłońmi o balustradę balkonu w sypialni Sergia. Powinna zniknąć stąd tak szybko, jak tylko zauważyła obecność Cristobala, ale nie... Spokojnie poczekała w towarzystwie tych silikonowych laleczek na powrót Sergia, a potem zniknęła za drzwiami jego sypialni, bawiąc się w bycie najlepszą narzeczoną pod słońcem. Powinna się bać, to zrobiłaby Pia. Pia nie wdałaby się w potyczkę słowną z byłym kochankiem, który w każdej chwili mógł ją zdemaskować. Pia rzuciłaby się mu w ramiona, pragnąc, by chwila, w której ją zostawił, nigdy się nie wydarzyła. Nie była tą kobietą, nie miała prawa nią być. Słabość jest słabością, zwłaszcza wtedy, gdy gra toczy się o tak wysoką stawkę, a jednak... Coś kazało jej spojrzeć w dół i wziąć głęboki oddech, gdy dotarło do niej czyja sylwetka ukrywa się w mroku. Cristobal patrzył w górę wprost na nią, a jego spojrzenie parzyło, mimo tego, nie potrafiła oderwać wzroku. Nie! Coś krzyknęło w jej umyśle. Żadnych sentymentów. Powoli, wciąż patrząc mu w twarz rozwiązała poły szlafroka i wiedząc, że nawet z tej odległości dostrzeże jej uśmiech zrzuciła go z ramion ukazując nagą skórę. Figlarnie przekrzywiła głowę, zanim obróciła się na pięcie i wróciła do sypialni Sergia doskonale wiedząc, że mężczyzna od dawna już śpi.
***
- Niech to szlag - warknął Cristobal, gdy Piedad zniknęła mu z oczu. Ręce trzęsły mu się tak bardzo, że papieros, którego odpalał, o mało nie wypadł mu z ręki. Kim była ta kobieta? Bo z jego Pii niewiele w niej zostało. Piedad była wesoła, spokojna, opiekuńcza, czuła i wrażliwa. Miała wszystkie najlepsze cechy. Zaledwie osiemnastoletnia, gdy wkroczyła w jego życie, a raczej to on wtoczył się zakrwawiony do jej chaty. Zajęła się jego raną po postrzale i o nic nie zapytała. Dopiero po paru dniach, gdy odzyskał pełnię świadomości dostrzegł kim była osoba, która się nim zajęła i uznał, że może wyciągnąć z tej znajomości znacznie więcej. Zawrócił jej w głowie, sprawił, że podała mu swoje życie na srebrnej tacy, oferując dach nad głową, wyżywienie i miejsce w swoim łóżku bez pytań. Chciała tylko by ją kochał, a on nawet tego nie potrafił jej zaoferować, a przynajmniej tak wtedy myślał... Była zupełnie niewinna, była cudem, który zbezcześcił, a teraz... Teraz to ona niszczyła jego. Żyła pod jego skórą, wypalając ogniem niewidoczne ślady, gdy myślał o niej w ramionach swojego szefa. Kim była kobieta o twarzy jego Pii i charakterze diabła? Nie miał pojęcia, ale planował się tego dowiedzieć...
***
Conrado wrócił do swojego pokoju z tacą resztek jedzenia pozostałego po bankiecie i zmarszczył brwi na widok, który zastał w sypialni. Nie chodziło o to, że coś było nie na swoim miejscu, a raczej o to, że kogoś na tym miejscu nie było. Gdy wychodził zostawił śpiącą Isabel na środku łóżka, a teraz jego pokój wydawał się pusty.
- Isabel? - Zapytał spokojnie rozglądając się po sypialni w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia, jednak gdy nie spostrzegł ani śladu dziewczyny, odstawił tacę na komodę i szybkim krokiem ruszył do łazienki. Przejrzał wszystkie zakamarki, zanim z przekleństwem na ustach wrócił do sypialni i łapiąc się za głowę, zastanowił się chwilę dokąd mogła zwiać ta dziewczyna. Przecież dokładnie wytłumaczył jej, co może jej grozić za puszczenie tego pokoju i to nie z jego strony, ale ze strony przydupasów jego ojca. Gdyby była mądra, nie ruszyłaby się stąd nawet na krok.
- Conrado? - Brunet obrócił się gwałtownie w kierunku łóżka, skąd dobiegał przytłumiony kobiecy głos. Mężczyzna opadł na kolana, gdy dotarło do niego, gdzie mogła ukryć się dziewczyna i zajrzał pod łóżko. Istotnie, Isabel leżała na podłodze zwinięta w kulkę, starając się zajmować jak najmniej miejsca i patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, jakby spodziewała się, że jest jedynie zjawą. Kiedy zrozumiała, że to naprawdę on, westchnęła z ulgą i wyczołgała się ze swojej kryjówki przysiadając na piętach obok niego, choć widział w jej oczach, że miała ochotę rzucić mu się na szyję. Nie mógł powstrzymać się przed wyciągnięciem ręki i odgarnięciem splątanych włosów z jej oczu.
- Czemu się ukryłaś? - Zapytał siląc się na spokój, gdy zobaczył ślady lęku wciąż kryjące się w jej oczach.
- Ktoś zaczął szarpać klamką, więc schowałam się pod łóżko, zanim wszedł. To były ciężkie kroki, inne niż twoje, więc starałam się oddychać jak najciszej, nie wiem kto to, starałam się jedynie schować - mówiła szeptem, jakby bała się, że jej słowa lub głośniejszy ton mógłby go rozjuszyć. Conrado zaklął w myślach, zastanawiając się kto mógłby być na tyle głupi i/lub na tyle odważny, żeby wejść do jego pokoju. Rzadko który ze sługusów jego ojca ośmielał się wdawać z nim w potyczkę, znając jego reputacje szaleńca i wiedząc, że ojciec pozwala mu na niemal wszystko.
- Dobrze zrobiłaś - dziewczyna wyraźnie się odprężyła słysząc jego słowa, wciąż jednak widział jej strach. - Chodź - Conrado wyciągnął dłoń w jej kierunku, patrząc jak zawahała się zanim podała mu swoją. - Wiem, że w tym momencie uważasz, że moje obietnice, że w tym pokoju Ci się nic nie stanie, są niewiele warte, ale naprawię to - stwierdził, a Isabel skinęła szybko głową, jakby sprzeciw mógł wywołać jego gniew. Miała rację, że się go bała, sam nie wiedział, co mógłby zrobić, gdyby coś mu się nie spodobało. Wiedział, co wywoływało jej strach, w końcu czasem też bał się samego siebie...

    Odcinek 4


Isabel zacisnęła mocniej dłonie na trzymanej książce, gdy klamka od pokoju Conrada się poruszyła. Minęły już trzy tygodnie od dnia, w którym została porwana i od tamtej pory ani razu nie powtórzyła się sytuacja, że ktoś inny oprócz Conrada przekroczył próg jego ich pokoju. Dziewczyna zamrugała i spięła się wciskając kręgosłup we fragment ściany, o który się opierała, siedząc na parapecie. Jedynie ktoś, kto dobrze ją znał mógłby rozpoznać nieznaczne rozluźnienie jej ramion, gdy zobaczyła ciemną głowę swojego "właściciela". Trzy tygodnie i nic. Nie zrobił jej żadnej krzywdy, nie mogła powiedzieć, że nie dotknął jej nawet palcem, bo byłoby to bzdurą, ale nie zdarzyło się dotąd to, czego obawiała się najbardziej. Nalegał (oględnie mówiąc), by spała w tym samym łóżku co on, zaplatając się wokół niej, jak wokół misia przytulanki z dzieciństwa, ale to było wszystko. Isabel wielokrotnie budziła się w środku nocy, przyduszona jego ramieniem, gdy śnił mu się kolejny koszmar. Dziewczyna wciąż nie umiała dotrzeć, nie chciała dotrzeć, do tego, czy jego sny to tylko sny, czy wspomnienia. Nie była pewna, czy poradziłaby sobie z prawdą. Jednak dzięki temu, wbrew własnej woli, pod szaleńcem zaczęła dostrzegać człowieka i być może tego bała się bardziej niż myśli, że istnieje możliwość, że nigdy jej nie znajdą. Isabel porzuciła rozmyślania, gdy skupiła się na twarzy mężczyzny i zauważyła, że coś jest nie tak. To znaczy, bardziej nie tak niż zwykle. Skuliła się w sobie czekając aż Conrado zacznie rozmowę. Wyczekała moment, aż jego wzrok zatrzymał się na niej i zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna zacząć uciekać. Wtedy, jakby burza w jego oczach ucichła i nastał spokój.
- Isa... - Westchnął i przetarł dłońmi oczy. Gdy znów mogła zobaczyć jego twarz był całkowicie spokojny. - Jak Ci minął dzień? - Isabel powstrzymała odruch potrząśnięcia głową. Jak on to robił? Jakim cudem udawało mu się zachowywać pozory relacji w normalnym związku, kiedy ona była jego zakładniczką i nie wolno było jej nawet wyściubić nosa poza ten pokój.
- Spokojnie - stwierdziła Isabel odkładając książkę na bok. Poprawiła na sobie jego koszulkę, którą miała na sobie i opuściła nogi na ziemię. Tak bardzo chciałaby mieć chociaż swoje jeansy. Jednak, gdy zapytała o nie Conrada powiedział jej, że zostały zniszczone, była to u nich normalna procedura. Nie zostawiali żadnych prywatnych przedmiotów, które znajdywali przy porwanej dziewczynie, a które mogłyby naprowadzić na nich trop. Isabel nawet to rozumiała, jej jeansy były dziełem sztuki. Jej koleżanka ze szkoły artystycznej wyszyła na nich wzór zaprojektowanego specjalnie dla Isy tatuażu, który czekał na zrobienie, gdy tylko nadejdą jej osiemnaste urodziny. Jaskółka zrywająca się z łańcucha... Jaki ten los bywa przewrotny. Jednak wzór był unikatowy, to oczywiste, że gdyby wszystkie dziewczyny nosiły tak oryginalne rzeczy, byłoby je dużo łatwiej znaleźć. Isabel oplotła się ramionami, wciąż nie mogąc przemóc się do czucia komfortowo w jego towarzystwie. - A Tobie? - Odważyła się zapytać, choć wiedziała, że jej nie odpowie.
- Nie mogę powiedzieć - stwierdził ku jej zaskoczeniu Conrado opadając na łóżko i przysłaniając oczy ramieniem. Isabel wzięła głęboki oddech i odbijając się od parapetu przemierzyła parę kroków dzielących ją od łóżka, po czym usiadła obok niego. I tak mieszkała z tym człowiekiem, nie z własnej woli, ale jednak, mogła przynajmniej spróbować uczynić ich kontakty łatwiejszymi.
- To nie tak, że mam komu powiedzieć, Conrado - mężczyzna spiął się na jej słowa i odsunął rękę łapiąc z kontakt wzrokowy z blondynką. Isabel niemal odpuściła widząc zamieszanie jakie wywołała w jego umyśle, ale po chwili Conrado zaczął mówić. O braku zaufania ze strony ojca, o tym, że nie ma najmniejszej ochoty wykorzystywać swojego interesu do dziwnych machlojek ojca i o tym, ze zanim tu przyszedł, widział po drodze jedną z dziewczyn z podpuchniętym okiem.
- Gdybyś to była Ty, ta łajza, która to zrobiła, byłaby martwa - Isabel powinna oburzyć się na jego słowa, powiedzieć, że reszta tych kobiet ma tak samo serce i duszę jak ona, ale wiedziała, że Conrado, mimo że jest lepszy od większości tych gnojków poruszających się po tym wielkim domu, to nie najlepiej przyjmuje jakiekolwiek pouczenia. Nie żeby kiedykolwiek próbowała to robić, słyszała jednak wystarczająco dużo jego rozmów przez telefon, by zrozumieć to w porę. Isabel niemal przegapiła delikatny dotyk na swoim ramieniu, ale jej skóra zareagowała samoistnie gęsią skórką. Conrado zmarszczył brwi, po czym dotarło chyba do niego, w co tak naprawdę ubrana jest jego kobieta przez cały czas jej pobytu. I że czasami może być jej zimno.
- Jutro zabiorę Cię na zakupy - Isabel otworzyła szeroko oczy zastanawiając się, czy się nie przesłyszała. - Nie możesz cały czas chodzić w moich ciuchach, zabiorę Cię do paru naszych prywatnych butików, wybierzesz co tylko będziesz chciała.
- Ja... - Zacięła się Isa. - Dziękuję - dodała z uśmiechem, który po raz pierwszy nie był udawany. Conrado odwzajemnił gest i podniósł się do pozycji siedzącej muskając ustami miejsce, w którym jeszcze przed chwilą gościły jego palce i zniknął za drzwiami łazienki. Isabel powstrzymała odruch potarcia ramienia w miejscu, w którym ją dotykał, nie będąc do końca pewną, czy jej nie obserwuje i zwinęła się na łóżku ziewając. Nie było sensu się chować czy udawać, że ma szansę spać w jakimkolwiek innym miejscu. Podobno człowiek potrafi przystosować się do wszystkiego, pomyślała Isabel i z tą myślą zasnęła. W kwadrans później w pokoju zjawił się Conrado, wycierając włosy w ręcznik uśmiechnął się widząc dziewczynę śpiącą po tej stronie łóżka, która od niedawna zaczęła być jej.
- Moja - mruknął brunet przyciskając usta do jej skroni, zanim ułożył się obok niej i wciągnął na nich nakrycia. Sam nie wiedział, dlaczego wciąż nie sięgnął po nią, w sposób, w który na trwałe uczyniłby ją jego własnością, ale czekał. Czekał, bo po raz pierwszy miał dokąd wracać. Do kogo wracać. Nie chciał tego psuć, a przede wszystkim nie chciał jej wystraszyć. Chciał wierzyć, że sama do niego przyjdzie, jednak wiedział, że to jego czcze mrzonki. Poczeka. Jeszcze trochę, aż będzie czuła się na tyle bezpiecznie, by mu na to pozwolić. To nie był jeszcze ten moment, na potwierdzenie czego poczuł jak przez sen się spięła, gdy zaplótł wokół niej ramiona, jak robił to każdej nocy. Poczeka.


    Odcinek 5


Conrado otworzył drzwi od strony pasażera spoglądając na dziewczynę siedzącą w samochodzie. Isabel zaciskała nieświadomie dłonie obserwując bacznie otoczenie, w którym się znalazła. Hałaśliwa ulica, po tygodniach zamknięcia w czterech ścianach, wydawała się jeszcze bardziej nieprzystępna niż zazwyczaj.
- Isabel? - Conrado przykucnął przy siedzeniu pasażera, zaraz po tym jak otworzył jej drzwi i położył dłoń na jej udzie, patrząc na nią z pytaniem w oczach. Blondynka mrugnęła raz i drugi, zanim położyła własną dłoń na jego i pozwoliła się wyciągnąć z samochodu. Miała na sobie jego podkoszulek i jeansowe szorty, które po spięciu ich paskiem na wysokości talii nawet jej nie spadały. Conrado powstrzymał uśmiech, starając się nie myśleć o tym, że już dawno powinien kupić jej jakieś ubrania. Choć nie mógł ukrywać, nawet przed sobą, że fakt, że dziewczyna cały czas chodziła w jego ubraniach, w jego głowie czynił ją jeszcze bardziej jego. - Pamiętasz co ustaliliśmy? - Zapytał, zbliżając usta do jej ucha, dziewczyna skinęła głową, starając się wyglądać na mniej przerażoną niż była naprawdę. - Dobrze - mężczyzna wziął ją za rękę i pociągnął w stronę jednego z butików po drugiej stronie ulicy. - Nie musisz się tak stresować, Monica znajdzie wszystko co będziesz chciała, ma katalogi i wszystko, co tylko chcesz. Od tego jest - skwitował starając się tonem sprawić, by blondynka przestała być tak przerażona.
- Czego będę potrzebowała? - Zapytała Isabel starając się za nim nadążyć. Conrado przystanął na rogu ulicy, tuż przy sklepie, do którego miała zamiar wejść i obrzucił dziewczynę uważnym spojrzeniem. Wydawało się, że blondynka analizuje jak wielu sztuk odzieży będzie potrzebowała, skoro i tak nie wyściubia nosa poza jego pokój, ale Conrado miał zamiar niedługo to zmienić.
- Możesz wziąć wszystko, co Ci się spodoba - blondynka otworzyła szeroko oczy i zacisnęła dłonie wbijając paznokcie w skórę, nie zauważając przy tym, że jedna ręka wciąż znajduje się w uścisku
mężczyzny.
- Ale... - Conrado uśmiechnął się i nachylił się nad dziewczyną omiatając oddechem jej policzek.
- Będziesz potrzebowała sukienki, niedługo ojciec wydaje jakieś kolejne bezsensowne przyjęcie. Butów, jeansów, koszulek, swetrów i bielizny... I ma być to coś, co naprawdę Ci się podoba, bo wtedy spodoba się również mnie, prawda? Pewność siebie, Kotku - z ostatnim słowem trącił jej podbródek palcem wskazującym, sprawiając, że poczuła się jak dziecko. - I oddychaj, jesteś moją dziewczyną, pamiętasz? Nie wolno dać Ci po sobie poznać, że coś jest nie tak, rozumiesz? - Isabel pokiwała głową, doskonale rozumiejąc, że powinna być grzeczna i posłuszna, akurat w tej kwestii. Jej szanse na ucieczkę były mniejsze od zera, a naprawdę nie chciała denerwować mężczyzny, który miał nad nią pełną kontrolę. Nie byłoby to zbyt mądre posunięcie. - Uśmiech, Kotku... - Blondynka uśmiechnęła się posłusznie, na co Conrado zareagował tym samym, zanim pociągnął ją w stronę sklepu. Isabel bardziej poczuła niż zobaczyła, że nagle się zatrzymał, gdy na niego wpadła.
- Szlag! - Dziewczyna zesztywniała w obliczu jego gniewu, ale gdy obróciła twarz w jej kierunku, zorientowała się, ze jego złość nie była wymierzona w nią. - Kotku, w środku jest narzeczona mojego ojca, naprawdę nie chcę, żebyś jakkolwiek zdradziła się z tym w jaki sposób dostałaś się w moje ręce, rozumiesz? - Isabel skierowała oczy w stronę witryny, za którą ujrzała niesamowicie piękną szatynkę w wieku dwudziestu kilku lat i musiała przygryźć wargę, by nie wyskoczyć z pytaniem co taka kobieta robiła z jego ojcem.
- Rozumiem - powiedziała zamiast tego. - Jestem twoją dziewczyną, przyleciałam niedawno, na lotnisku zaginął mój bagaż. Mam się do niej nie odzywać? - Zapytała dziewczyna dla pewności. Conrado pokręcił głową i pomyślał z zachwytem, że zabranie Isabel z haremu jego ojca było prawdopodobnie najlepszą decyzją w jego życiu. Była taka... idealna. Potrafiła dostosować się do wymogów sytuacji, choć jej postawa "zrobię wszystko, czego zażądasz" zaczynała go już trochę męczyć. Ale nie mógł spodziewać się czegokolwiek innego, w końcu była jego zakładniczką na miłość boską! I doskonale o tym wiedziała.
- Nie, musisz być sobą. Im bardziej będziesz sobą, tym naturalniej wypadniesz - dziewczyna zatrzymała dla siebie komentarz, że bycie sobą w tej sytuacji zakrawało na parodię.
- Rebeca! - Zawołał z udawaną radością Conrado wciągając Isabel do butiku. Szatynka obróciła się na pięcie z uśmiechem tak szerokim, że mogłaby porazić wszystkich bielą swoich zębów.
- Witaj, Conrado. Nie wiedziałam, że tu będziesz - stwierdziła kobieta schodząc z podestu, na którym jedna ze szwaczek poprawiała ułożenie jej sukni za pomocą szpilek, biorąc miarę do ostatecznych poprawek. Wzrok Rebeki padł na stojącą obok Conrada dziewczynę i na jej twarzy pojawił się znak zapytania. Mężczyzna zagrał swoją rolę znakomicie zarzucając ramię na blondynkę i uśmiechając się szeroko.
- To jest Isabel, moja dziewczyna - powiedział przyciągając Isabel bliżej siebie.
- Miło mi Cię poznać - Rebeca przybrała pozę "i tak nie możesz się ze mną równać" zasłaniając to za pomocą uśmiechu, ale Isabel takie gesty nigdy nie umykały, nauczyła się rozpoznawać, gdy ktoś traktuje ją z pogardą. - Sergio nie mówił, że masz dziewczynę - powiedziała Rebeka, a niewypowiedziane pytanie zawisło w powietrzu.
- Isabel przyleciała dzisiaj z Kanady, poznaliśmy się w... - Conrado zawiesił głos szukając z desperacją nazwy jakiegokolwiek kanadyjskiego miasta.
- W Montrealu - podpowiedziała usłużnie Isabel nadając swojemu głosowi francuskiego akcentu, by ich bajeczka trzymała się kupy.
- W angielskich szkołach chyba inaczej uczą hiszpańskiego, prawda? - Isabel nie miała pojęcia jakim cudem dopatrzyła się obelgi w tym niewinnym zdaniu, ale zabrzmiało to jakby Rebeca sugerowała, że Isabel nauczyła się hiszpańskiego jedynie po to, by poderwać jakiego faceta.
- Montreal znajduje się we francuskiej części Kanady, ale tak mówię biegle po angielsku i hiszpańsku, ale wychowałam się mówiąc po francusku - powiedziała Isabel starając się wypaść jak najlepiej, choć w środku niej się gotowało. Ta kobieta właśnie pod pozorem miłej rozmowy nazwała ją dziwką, nie wprost, ale jednak, a teraz wyglądała, jakby nie miała pojęcia, o co jej chodzi.
- Miło było Cię poznać - westchnęła Rebeca poprawiając sukienkę. - Do zobaczenia Conrado, niestety moja przerwa na lunch właśnie się skończyła. A ja znowu nie zdążyłam nic zjeść - żachnęła się szatynka znikając za drzwiami ekskluzywnej przymierzalni.
- Mówisz biegle po angielsku i francusku? - Zapytał Conrado szeptem przy jej uchu. Isabel zadrżała, nie wiedząc przy tym czy to ze strachu czy z powodu jego bliskości, choć zapewne to właśnie połączenie tych wrażeń wywołało jej reakcje. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć obok nich pojawiła ciemnowłosa kobieta, którą Conrado przedstawił jako Monicę.
- To moja dziewczyna Isabel, daj jej wszystko, co będzie chciała. Na mój rachunek - powiedział Conrado do kobiety. - I kiedy mówię wszystko, naprawdę mam to na myśli. Ma dostać wszystko, czego tylko zapragnie - Isabel zamrugała i zastanowiła się jakim cudem z więzienia przeniosła się do snu każdej nastolatki. Wokół niej nagle pojawiły się półki, wieszaki, stojaki ze sztuczną biżuterią, a nawet gablota z kosmetykami. Isabel zamrugała i chwyciła coś, czego brakowało jej najbardziej w ciągu ostatnich kilku tygodni - szczotkę do włosów z naturalnego włosia, jak się później okazało. Czesanie jej długich włosów grzebieniem, który znajdował się w łazience Conrada było koszmarem. Po czasie, który obliczała na około dwie godziny (Cornado nie opuszczał jej ani na krok, zostawiając ją w spokoju jedynie wtedy, gdy szła do przymierzalni), miała wszystko, a nawet więcej niż potrzebowała, choć tak naprawdę jedyną rzeczą, której pragnęła było wybiegnięcie z tego cholernego butiku i odzyskanie wolności. Często marzyła w tych ostatnich tygodniach, że znajduje się na ulicy, a nieopodal stoi budka telefoniczna, z której mogłaby zadzwonić do brata i poprosić, by ją stad zabrał. Jednak nawet teraz, gdy była tak blisko wolności, nie ośmieliła się nawet myśleć o ucieczce. Zbyt dużo mogłoby ją to kosztować, gdyby Corado ją złapał, a nie wierzyła, że by tego nie zrobił. Był znacznie szybszy i silniejszy od niej, a konsekwencje byłyby straszne. Dlatego też spokojnie stała, gdy kolejna bezimienna kobieta podała jej naręcze wieszaków upewniając się, czy podała odpowiedni rozmiar.


Niby nic, ale wstawię zakupy Isy, zawsze lubiłam ubierać swoje postacie w prawdziwe ciuchy, dzięki temu wydają mi się bardziej realne:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


    Odcinek 6


Isabel wybudził z głębokiego snu krzyk. Dziewczyna jednocześnie poczuła jak otaczające ją ramiona zakleszczają się wokół niej odbierając oddech. Wciągając powietrze małymi porcjami, zastanowiła się nad możliwościami wybrnięcia z tej sytuacji. Raz, mogła spróbować się poluzować uchwyt i odsunąć się od mężczyzny, który trzymał ją w uścisku, udając, że nic się nie stało, tak jak robiła to wiele razy przedtem. Dwa, mogła spróbować obudzić Conrada i zapytać go o sen, jednak nie była pewna, czy jest gotowa na odpowiedź. Prawie na pewno nie była. Miała siedemnaście lat, została porwana i więziona przez około miesiąc przez tego właśnie mężczyznę, który w tym momencie miotał się we śnie jak w malignie przyciskając ją do siebie jak ostatnią deskę ratunku. Nie miała żadnych podstaw chcieć zmierzyć się z jego demonami, ale mimo wszystko... Nie umiała przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia, nawet jeśli cierpiącym był to jej oprawca.
- Conrado - powiedziała na granicy słyszalności, gdy się nie ruszył powtórzyła jego imię z większą dozą śmiałości, jednak dopiero za piątym czy szóstym razem mężczyzna drgnął. Isabel poczuła jak jego ramiona na ułamek sekundy zaciskają się wokół niej jeszcze mocniej niż wcześniej, ale nie odważyła się nawet syknąć z bólu, który uderzył w jej żebra, po czym uwolnił ją zupełnie przewracając się na plecy. Isabel zawahała się przed obróceniem w jego kierunku, lecz gdy wreszcie się na to zdecydowała, miała szansę by zaledwie dostrzec jego przerażone spojrzenie, zanim zerwał się z łóżka i ruszył w kierunku łazienki. Isabel nawet nie zauważyła, że uniosła się do pozycji siedzącej, jakby była gotowa za nim ruszyć, zanim zastygła pośrodku łóżka, zastanawiając się co zrobić. Po dłuższej chwili, gdy nie wracał, zdecydowała się w końcu opuścić stopy na dywan i cicho jak mysz przemierzyła odległość dzieląca ją od łazienki. Niedomknięte drzwi rzucały smugę światła na dywan, a jej oczom ukazał się widok opierającego się na dłoniach o krawędzi umywalki Conrada, który patrzył z nienawiścią w swoje odbicie. Tego uczucia, kłębiącego się w jego oczach, nie można było pomylić z niczym innym. Isabel zrobiła krok w kierunku wejścia do łazienki, a potem kolejny, zanim mogła dosięgnąć ręką drzwi, żeby je popchnąć. Niespodziewany ruch za jego plecami wybudził Conrada ze stagnacji. Wykonał szybki obrót w kierunku potencjalnego zagrożenia, ale jedyne, co zobaczył, to dziewczynę w różowej koszuli nocnej z potarganymi włosami i przestraszonymi oczami, wyglądającą, jakby miała zamiar rzucić się do ucieczki, gdyby tylko wykonał jakiś niepokojący ruch. Mężczyzna potrząsnął głową, starając się tym ruchem odgonić obrazy przewijające mu się przed oczami, ale to nie pomagało. Nigdy nie pomagało, więc dlaczego miałoby pomóc teraz? Isabel nie zdążyła zareagować, gdy na nowo znalazła się w ramionach Conrada, który przyciskał ją do swojej klatki piersiowej, sprawiając, że czuła się cała otoczona nim. Jego ciepłem, zapachem, dotykiem... Dziewczyna wzięła drżący oddech, zanim powolnymi ruchami zaczęła gładzić jego plecy, starając się go uspokoić jak wystraszone dziecko wyrwane z koszmaru.
- Ciiii.... Jestem tutaj, już dobrze... - Powtarzała w kółko nie starając się wyrwać z jego uścisku. Gdy udało jej się doprowadzić do tego, że przestał drżeć, choć wciąż nie uniósł głowy z zagięcia jej szyi, gdzie czuła jego gorący niespokojny oddech, zaczęła prowadzić ich w stronę łóżka. Krok za krokiem, aż tył jej kolan uderzył o materac. Odsunęła się na tyle, by złapać jego zdezorientowane spojrzenie, zanim obróciła ich tak, że mogła zmusić go za pomocą dotyku, żeby usiadł na łóżku. Podążał bezwolnie za jej niewypowiedzianymi instrukcjami, aż całe jego ciało znalazło się na łóżku. Wtedy Isabel zabrała dłonie z jego ramion, gdzie utknęły, tylko po to, by złapał ją za nadgarstek, gdy starała się odsunąć.
- Nie odchodź - mruknął Conrado zachrypniętym głosem, a jego oczy na nowo stały się dzikie.
- Zaraz wrócę, zgaszę tylko światło w łazience - mężczyzna spojrzał na nią z niedowierzaniem, ale rozgiął palce wiążące jej nadgarstek na tyle by mogła się uwolnić. Faktycznie, zanim się obejrzał, była z powrotem przy łóżku, obeszła je dookoła wracając na swoją stronę, czując jak w ciemności jego niespokojne oczy wędrują za każdym jej ruchem. Isabel odsunęła przykrycia, zanim ułożyła się twarzą do niego spotykając się z nim spojrzeniem. Zawahała się na sekundę, zanim przesunęła się bliżej i ułożyła głowę na jego ramieniu.
- Nigdzie się nie wybieram - obiecała i dopiero wtedy poczuła jak jego ciało się rozluźniło. Conrado osunął się niżej na posłaniu i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie bliżej, zanim pozwolił sobie na odpłynięcie w krainę snu.


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 18:56:24 06-07-15, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:33:40 14-02-15    Temat postu:


Cudownie
I gdzie ty się nauczyłaś robić takie super plakaty ja do swojego próbuję podejść i nijak mi wychodzi
Czekam na całość, żeby sobie przypomnieć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:41:42 14-02-15    Temat postu:

Nauczyć, nauczyłam się metodą prób i błędów Wciąż widzę w nim niedociągnięcia, ale uznałam, że już może być i nie będę kombinować
Będę kombinować z sygnaturkami i walczyć z przecinkami pewnie jeszcze jakiś czas, więc jeszcze chwila
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Generał


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:57:44 14-02-15    Temat postu:

Jednak wróciłaś do tego opowiadania? Bardzo się cieszę. I widzę, że zaszły pewne zmiany - dokonałaś odświeżenia obsady Ale jeśli mam być szczera to Osvaldo chyba lepiej pasuje do tej roli niż Jen.

Plakat jest świetny - taki mroczny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:08:37 14-02-15    Temat postu:

Dziękuję Osvaldo to akurat zasługa Stokrotki*, poszukiwałam partnera do Michi
Ja też się cieszę, że wróciłam do tego pomysłu, teraz czeka mnie jeszcze wybór szefa, na razie mój typ to Miguel Varoni, ale wciąż kombinuje


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 12:09:49 14-02-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Generał


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:13:00 14-02-15    Temat postu:

Osvaldo nie ma urody typowego amanta telenowel, ale myślę, że w tej roli będzie idealny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:46:39 14-02-15    Temat postu:

Ale ma w oczach coś takiego, że kobiety mogłyby dla niego oszaleć, nawet jeśli stałby obok typowego amanta
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:48:50 14-02-15    Temat postu:

To ja mogę tylko powiedzieć, że jest genialny i właśnie mroczny
A ja Osvaldo jestem zauroczona od LQLVMR i uważam, że idealnie sprawdzi się w tej roli
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:32:44 14-02-15    Temat postu:

Uzupełnione
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Generał


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:09:31 14-02-15    Temat postu:

Plakat i sygnaturki są zabójcze
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:29:26 14-02-15    Temat postu:

Cieszę się, że się podobają
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:28:20 15-02-15    Temat postu:

Nadrobiłam! I zdecydowanie czekam na więcej A już na pewno Pii/Rebeci którą uwielbiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
fantasma
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Sty 2011
Posty: 3815
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:57:06 16-02-15    Temat postu:

Przepraszam Osvaldo gra tutaj pierwsze skrzypce i ja tego jeszcze nie przeczytałam?? jakim cudem??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 26 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:35 16-02-15    Temat postu:

Pewnie dlatego, że Osvaldo od niedawna gra pierwsze skrzypce w tym opowiadaniu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
fantasma
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 21 Sty 2011
Posty: 3815
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:55:06 18-02-15    Temat postu:

Jest to jakies wyjaśnienie. Musze nadrobic pewnie w weekend się za to zabiorę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin