Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dibujas - Rozdział 8 - 02/07/2017
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:36:24 30-05-17    Temat postu:

Matko... a co tu taka cisza? Za swoje gapiostwo przepraszam, bo rozdział 6 to już całkiem dawno przeczytałam, a 7 mi gdzieś zupełnie umknął Ale mam nadzieję, że będziesz kontynuować to opowiadania, bo nie wyobrażam sobie teraz nie poznać zakończenia
Pierwsze co, to muszę pochwalić Jules, za to, w jaki sposób przeprowadziła tą rozmowę z Santosem, choć pewnie wiele nerwów ją to kosztowało.
Po drugie - who's Sara? I dlaczego Santos upił się do jej zdjęcia? Chyba muszę się cofnąć i przypomnieć sobie poprzednie rozdziały Zaraz to uczynię, zanim znowu mi coś umknie.
I po trzecie z Lisą i Danielem, to przywaliłaś Natuś z grubej rury - ni grzmiało, ni błyskało a tu proszę Lisa się po mistrzowsku wymknęła, chciała się z wszystkiego wymiksować, ale Daniel i tak ją dopadł I teraz pytanie za milion punktów - co dalej? Oboje będą udawać, że tak naprawdę nic się nie stało? Nie mogę się doczekać ciągu dalszego, więc mam nadzieję, że wkrótce się tu coś pojawi
I jeszcze jedno, tak na marginesie, przy fragmencie Daniela - Rosa i Juan czy Rosa i Miguel? W sensie czy Juan i Miguel to jedna i ta sama osoba? Wydaje mi się, że tak, ale wolę się upewnić
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:47:33 30-05-17    Temat postu:

Staram się wrócić. Choć na razie pisze dla siebie, to niedługo coś powinno się urodzić.
Sara - to dopiero była wzmianka, jeszcze na dłużej się nie pojawiła
Upsss oczywiście, że tak Już wszystko poprawione
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:01:26 30-05-17    Temat postu:

Wracaj, proszę Trzymam kciuki, by wkrótce się coś urodziło
Uff... a już myślałam, że coś mi umknęło
Oj tam, zawsze mógł być Juanem Miguelem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:42:32 30-05-17    Temat postu:

Już powoli jest, muszę jednak poczekać na koniec sesji żeby móc w spokoju się skupić choć moja wena najbardziej się uaktywnia właśnie w sesji
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:01:32 30-05-17    Temat postu:

Ok, to ja tu grzecznie czekam Ha, znam to, też tak miałam, jakoś wtedy chyba nasze mózgi podświadomie szukają ucieczki od zakuwania no i takie są efekty
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:07:10 02-07-17    Temat postu:

To aż wstyd, że tak długo mnie tutaj nie było, ale w końcu jest

    |8| Primeros encuentros


______Czuła, że sobie z nią pogrywa i że zapędzanie jej w kozi róg wyjątkowo bardzo mu się podoba. A ponieważ już dawno przestała być grzeczną dziewczynką, postanowiła podjąć jego grę, choć zdecydowanie nie na jego warunkach.
______Uśmiechnęła się leniwie, pozwalając by jego dłonie nadal spoczywały na jej biodrach, gdy ona zbliżyła twarz do jego twarzy, obserwując jego rosnące zaskoczenie
- Może mi przypomnisz – rzuciła szeptem, przygryzając zębami dolną wargę, czekając na jego reakcję
- Mógłbym spróbować, ale … - rzekł schrypniętym głosem, oczami wodząc jak koniuszek jej języka oblizuje spierzchnięte wargi
- Ale? – spytała wyzywająca
- Ale nie wiem czy się uda – dokończył szybko jeszcze mocniej przyciągając ją do siebie.
______Nawet nie wiedziała kiedy z głupiej gry na to kto kogo bardziej podpuści, przeszli do momentu, w którym obydwoje myśleli tylko o jednym. I to wcale nie o tym kto wygra w tej rozgrywce. Czuła jak serce mocno bije jej w piersi, czuła jego oddech otulający jej szyje i wdzierający się do nozdrzy zapach. Sosna i pomarańcza. Marzyła jedynie o tym, żeby w końcu ją pocałował. Choćby miało się to skończyć najgorszym w życiu kacem moralnym.
- Ekhm – usłyszała za sobą i dopiero gdy dźwięk dotarł do jej mózgu, odskoczyła jak poparzona od niego, oblewając się czerwienią na całej twarzy. Wzięła kilka głębokich wdechów, mając nadzieję, że zdoła uspokoić swoje roztrojone nerwy, zanim odwróci się zmierzyć z osobą która przyszła. Kimkolwiek by ona nie była.
- Cześć misiaczku – powiedział spokojnie, podchodząc do niej i całując ją czule w policzek. Odetchnęła głęboko, wypuszczając powietrze z płuc niemal ze świstem. Uśmiechnęła się do niego, wtulając się w jego ciepłe ciało, dające jej schronienie przed światem – [link widoczny dla zalogowanych] – przedstawił się Danielowi, wyciągając w jego stronę dłoń. Ten przyjął ją z zaciekawieniem przemieszanym z zaskoczeniem. Nawet nie wiedział jakim cudem w jednej chwili stał obok niej z przemożną chęcią pocałowania, a w drugiej ona stała wtulona w innego faceta. Który jak się wydawało był jej facetem.
- Daniel – odparł schrypniętym głosem – To ja już pójdę. Będziemy w kontakcie – dodał na koniec uśmiechając się do niej tajemniczo.
Victor odsunął się od niej, jak tylko drzwi szczeknęły charakterystycznie świadcząc o odejściu Daniela i o tym, że zostali sami. Nawet nie wiedziała co miałaby mu powiedzieć. Przebywanie z Danielem było koszmarem, ale tłumaczenie to później Victorowi było jeszcze gorsze.
- A więc to jest ten facet, w którym moja mała Lini kochała się jako podlotek? – Lisa przewróciła oczami, prychając pod nosem przy jego ubawionym spojrzeniu
- Po pierwsze mój ty poeto, podlotkiem nie byłam, po drugie się nie kochałam
- No tak podziwiałaś z daleka – skwitowała krótko – A dla Twojej świadomości podlotek to…
- Och przestań – jęknęła głośno, przewracając ostentacyjnie oczami – Jeżeli przyszedłeś tu rozmawiać na takie tematy, to możemy już to zakończyć, bo nie jestem zainteresowana – rzuciła wściekle, kończąc swoje przemówienie, opadając na krzesło.
- Uhmmm a kto Cię tak dzisiaj pogryzł księżniczko? Czyżby ten królewicz, co przed chwilą wyszedł? – rzuciła na niego mordercze spojrzenie, nie otwierając ust – Dobra, dobra. Już się zamykam – dodał szybko podnosząc dłonie w geście poddania – Miło Cię widzieć księżniczko – rzucił w końcu uśmiechając się do niej i całując w policzek
- Ciebie też – powiedziała, wypuszczając powietrze z wyraźną ulgą.
- No a teraz, skoro ciśnienie już z Ciebie zeszło, powiedz mi czego dotyczył ten czerwony kod alarmowy z dzisiejszego poranka, który nie tylko nie pozwolił mi się wyspać, ale i nacieszyć leżącym obok nagim ciałem.
______Cały Victor. I w sumie za to lubiła go najbardziej. Oczywiście nie dlatego, że co noc miał inną dziewczynę i jeszcze więcej problemów na głowie, gdy nie bardzo rozumiały, że jedna, dzika noc (jak sam zaznaczał) nic jeszcze nie znaczy. Zwykle ona wtedy wkraczała do akcji, udając zdradzoną, wściekłą żonę/dziewczynę/narzeczoną. Ale najbardziej lubiła w nim to, że choćby ze złości go zwyzywała, to on i tak nie brał tego do siebie, kilkoma słowami niszczył mur, który wzniosła.
- Sama nie wiem – rzuciła w końcu zrezygnowana, ukrywając twarz w dłoniach
- To teraz już wszystko rozumiem – mruknął sarkastycznie, opierając się biodrami o ramę biurka i wyczekując aż się przełamie i powie coś więcej
- Pamiętasz … - zaczęła po chwili, biorąc głęboki oddech i prostując się na krześle – mówiłam Ci kiedyś o Danielu
- No tak pamiętam – odparł spokojnie, przywołując w myślach historie, którą kiedyś od niej usłyszał – Ten facet, który szalał za Twoją siostrą był najlepszym kumplem jej faceta, ale z którym Twoja siostra poznała się wcześniej i w którym ty się zakochałaś – przygryzła policzek od środka, słysząc skróconą wersję prawie jej całego życia. Opowiedzianą beznamiętnie, wyciągając najważniejsze fakty.
- No więc … to właśnie był Daniel – dodała zanim zdołał zadać jej pytanie
- Ale … jak wszedłem to byliście dość zaabsorbowani sobą – powiedział, dobierając powoli słowa, starając się nie brzmieć zbyt dosadnie
- Ughh właśnie o to chodzi! – rzuciła ostro, wstając z krzesła i przechodząc na drugi koniec pokoju. Przeczesała włosy dłonią, mocno zastanawiając się jak może mu to powiedzieć. Już samo myślenie o tym brzmiało głupio, co dopiero jak powie te słowa na głos – Piłam wczoraj w barze, przyszedł Daniel, graliśmy i … nie pamiętam co było potem – dokończyła szybko, spuszczając wzrok
- Czekaj, czekaj – powiedział cicho, siadając na krześle – Nie pamiętasz co się stało znaczy, że coś brałaś?! Że niby Cię wykorzystał?!
- Nie, nie, nie, nie – rzuciła szybko – Chodzi o to, że … jak graliśmy to piliśmy. Ostatnie to pamiętam to jak po wyjściu z baru zaczęliśmy się całować, a potem pustka. Dopóki nie obudziłam się rano. Z nim w łóżku
- I co w tym złego? – spytał się Victor z szelmowskim uśmiechem. Jęknęła głucho. Z kim ona na ten temat rozmawia. Przecież Victor uwielbiał jednonocne przygody i na pewno nie uważał, że zrobiła coś paskudnego. Wprost przeciwnie.
- Nie wiem czy Twój pełen romantyzmu móżdżek to pojmie, ale jakbyś wcześniej nie załapał Daniel jest zakochany w mojej siostrze! Ja tu jestem jedynie zbędnym dodatkiem
- Zachowujesz się jak niepoprawna romantyczka. Czy to przypadkiem nie ty mówiłaś mi, że już dawno Ci przeszło? Skoro tak to co Ci szkodzi raz się z nim zabawić?
______Miał rację. A przynajmniej w pewnej części. Zdecydowanie nie powinna się tym przejmować. To że Daniel nadał był zakochany w jej siostrze to nie była jej sprawa, a to co się między nimi stało … cóż mogło zaraz iść w zapomnienie. Problem tkwił jednak w tym, że ona nie potrafi się jedynie bawić. A przynajmniej nie jeżeli chodzi o Daniela.
- Słuchaj Linnie – zaczął po chwili Victor, biorąc jej dłonie w swoje ręce i spoglądając jej w oczy – Nie przejmuj się tym tak. Jeżeli nie chcesz nie musisz się w ogóle z nim spotykać, to przecież kolega Twojej siostry nie Twój. Uszy do góry
I jak zwykle łatwo mówić trudniej zrobić.


_______________________________________***


______Miała złe przeczucia już, gdy spojrzała na wyświetlacz telefonu, wiedziała że to on. Choć pokazywał się jedynie ciąg cyfr, który mogła przypisać komukolwiek. Mógł to być konsultant z propozycją jeszcze lepszej ceny przy tych samych parametrach. Mógł to być nawet nowy klient, przecież jej numer kontaktowy wisiał na ich stronie internetowej. I choć mogła znaleźć jeszcze wiele innych powodów, choćby zwykła pomyłka, to czuła gdzieś w środku, że to był on. Choć nie miała na to żadnego racjonalnego uzasadnienia.
- Słucham – rzuciła do telefonu, znajdując się pośrodku ruchliwej ulicy. Zastanawiała się, a może raczej szybko, mało składna myśl przemknęła jej przez głowę, czy ktokolwiek w tym tłumie zwraca na nią uwagę. Jej życie (nie tylko zresztą jej) wywracało się do góry nogami, ale świat żył dalej. Ludzie nadali biegli w sobie tylko znanym kierunku, spiesząc się gdzieś, czas płynął dalej tak jakby nic się nie stało, tylko ona zatrzymała się, być pomyśleć. Nie do końca wiedząc o czym. Swoim przyszłym życiu?
- To ja – usłyszała w odpowiedzi i choć jakaś zbuntowana cząstka siedząca w środku jej ciała, chciała się zapytać „to znaczy kto”, to doskonale znała ten głos.
______Milczała nie wiedząc co ma odpowiedzieć i żadne słowa nie były odpowiednie. I żadne nie chciały jej przejść przez gardło
- Ustaliłaś coś? – spytał w końcu po przedłużającej się ciszy
______Zrobiła jeden krok naprzód. A potem kolejny i jakoś dalej poszło. Szła zwyczajnie przed siebie. Uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę, że to ona kieruje swoim życiem. I może być małą mrówką w wielkim mrowisku, której istnienie nikogo nie obchodzi. Ale nadal potrafiła iść naprzód. Choćby nie wiem co. Świat się kręcił, a ona razem z nim.
- Tak. Przyjdź do mojego mieszkania dziś o 19. Nie spóźnij się. Jeżeli nie przyjdziesz to znajdę Cię, chćbyś schował się w samym piekle. Pamiętaj, że to dziecko, które nie tylko ufa bezgranicznie, ale którego uczucia bardzo łatwo zranić
- Będę – odpowiedział krótko
- Dobrze. A teraz przepraszam, ale muszę zmierzyć się z małym potworkiem i przygotować go na dzisiejszy wieczór.
- Mamoooooooo!!!!!! – tylko tyle usłyszał zanim się rozłączyła. Jego syn miał już 6 lat, a on nie wiedział jak wygląda czy co lubi. Ale przynajmniej udało mu się go usłyszeć. Ten chłopięcy, wesoły głos na zawsze wyryję mu się w pamięci. I wiedział już – choć nie do końca skąd – że zrobi wszystko, by chłopca nie rozczarować, żeby widzieć na jego twarzy uśmiech, by niczego mu nie brakowało. Może to właśnie to duszące w gardle uczucie, ludzie nazywali bezgraniczną rodzicielską miłością. Może. Jeszcze sam nie bardzo wiedział.

______Kucnęła, tuląc syna do siebie i mierzwiąc jego kręcone włosy.
- Ale dziś było super – powiedział przejęty – Pani Fernandez zrobiła się czerwona ze złości, dokładnie tak jak ty mamo, gdy się dowiedziałaś, że wcale nie jadam tych Twoich, okropnych brukselek. Okazało się, że Luis wcale nie jadł swojego drugiego śniadania, tylko schował je w jej torebce. Zrobił to w poniedziałek – dodał w tonie wyjaśnienia, uśmiechając się do niej ukazując uśmiech i brakujące zęby – Znalazła to dopiero dzisiaj, bo coś strasznie śmierdziało.
Uśmiechnęła się do syna, zdając sobie sprawę jaką ogromną ilością szczęścia ją obdarowywał. Kłopotów też, ale je jakoś łatwo było zapomnieć patrząc na jego wesołe iskierki w oczach.
- Masz ochotę na lody? – spytała, choć doskonale wiedziała jaka będzie odpowiedź. Jej syn był lodowym pożeraczem i nigdy nie przepuściłby możliwości zjedzenia słodyczy, a już na pewno nie lodów i gdyby tak się stało, wiedziałaby, że coś jest nie tak.
- Taaaak – krzyknął radośnie. Wyprostowała się i chwyciła go za rękę prowadząc do jednego z ich ulubionych miejsc.
______Miała naprawdę duże wyrzuty sumienia, że zabiera go na lody, by wiadomość o ojcu przyjął w lepszym nastroju, niż gdyby kazała mu jeść brukselkę na obiad, której nienawidzi. Ale nie znała innego sposobu, żeby mu to powiedzieć. Czuła jak z każdym kolejnym krokiem paskudna gula rośnie jej w gardle, podczas gdy jej syn tryskał energią i najchętniej poruszałby się skacząc po ścianach budynków.
- Mamo, mamo mogę smerfowe, czekoladowe i malinowe? – spytał głośno jak tylko weszli do środka, wlepiając oczy we wszystkie rodzaje lodów jakie ofiarował sklep – albo nie pistacjowe, śmietankowe i może truskawkowe – dodał szybko, przelatując wzorkiem po wszystkich propozycjach.
- Miki – upomniała go spokojnie, nawet na moment nie zwracając jego uwagi, ręce opierał o szybę, a oczy były intensywnie wlepione w prostokątne pudełka lodów. Wiedziała doskonale, że gdyby tylko mógł to by zjadł je wszystkie po kolei, nie przejmując się tym, że później bolałby go brzuszek – Pamiętasz co ustalaliśmy ostatnim razem? Tylko 2 kulki – jęknął z zawodem, rzucając na nią błagalny wzrok.
______Patrzyła jak jej syn zajada się lodami z całą wysmarowaną buzią. Nie wiedziała jak zacząć. Nie wiedziała co powiedzieć. Czuła jak serce ją ściska, a słowa nie chcą przejść przez ściśnięte gardło. Gdyby mogła uciekłaby. Ale doskonale wiedziała, że musi przez to przejść.
- Kochanie – zaczęła spokojnie, starając zwrócić na siebie jego uwagę. Podniósł wzrok z kubeczka, wlepiając w nią swoje ciemne oczy – Pamiętasz jak mnie pytałeś o tatę? I jak powiedziałam Ci, że tata wyjechał – spojrzała na niego, oczekując potwierdzenia, gdy kiwnął głową, kontynuowała dalej – Powiedziałam Ci wtedy również, że wkrótce wróci. I właśnie dzisiaj wraca do domu – jego oczy zrobiły się niczym spodki od filiżanek do kawy, plastikowa łyżka do lodów zawisła w powietrzu, a ona czekała aż coś jej powie. Cokolwiek. Widziała wyraźnie jak przetrawia informacje, aż w końcu najzwyczajniej w świecie skinął głową na znak zgody. A ona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że choć nigdy tego nie chciała to go skrzywdziła. Żadne dziecko nie powinno wychowywać się bez ojca. Ta reakcja pozbawiona jakiegokolwiek uczucia uświadomiła jej, że jej własny syn nie ma pojęcia co to znaczy mieć ojca. Nie rozumie, że to jest jedna z najważniejszych osób w jego życiu. Osoba która go stworzyła. Zanim się zorientowała łzy powoli spływały jej po polikach, gdy wpatrzona w Micki’ego, analizowała swoje życie.

______Nie mogła usiedzieć spokojnie. Słyszała jak za ścianą Micki wesoło bawi się z Andresem w swoim pokoju. I była mu za to stokrotnie wdzięczna. Ręce jej drżały, nie panowała w ogóle nad głosem, serce biło w piersi niespokojnie i nawet gdyby starała się oszukać Micki’ego że wszystko z nią w porządku, to by jej się to nie udało.
______Zerknęła na zegarek, uświadamiając sobie, że jeszcze tylko kilka minut. Podeszła do okna, wyglądając na ulicę, szukając wzrokiem jego samochodu. W końcu postanowiła otworzyć okno na oścież, wpuścić trochę powietrza i uspokoić swoje rozstrojone nerwy.
______Podskoczyła na dźwięk dzwonka do drzwi zupełnie tak jakby się go nie spodziewała. Podeszła do drzwi powoli i spokojnie, wygładzając jeszcze czarną bluzkę. Wstrzymała oddech, gdy drzwi otwierały się na oścież. Zanim zdążyła podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy, znany jej głos wdarł się do jej świadomości
- Cześć siostrzyczko – powiedziała Lisa, wchodząc od razu do środka – Przyszłam podtrzymać Cię na duchu – dodała, przyciągając Julie do siebie i obejmując ją ramionami – Wszystko będzie dobrze
______I choć Julia powtarzała to sobie jak mantrę, to wiedziała że wcale tak nie będzie. I to nie dlatego, że kompletnie nie ufała Santosowi i bała się, że coś wywinie. Nie. Nawet on nie był jej zmartwieniem. Po prostu zdała sobie sprawę, że nic już nie będzie takie jak dawniej. I to przerażało ją najbardziej. Bo choć mogło być lepiej, to doskonale zdawała sobie sprawę, że wszystko może stoczyć się jak klocek po równi pochyłej.
Andres z Mickim przyszli z pokoju, zapewnię zaalarmowani dzwonkiem do drzwi. Lisa uśmiechnęła się promiennie do siostrzeńca, obcałowując jego buzią przy jego wesołym chichocie. A gdy w końcu go puściła, chwycił ją za rączkę, prowadząc do swojego pokoju, mówiąc, że musi jej pokazać co ostatnio zrobił, bo mama nie docenia jego artystycznego ducha.
- Jak się trzymasz? – spytał Andres podchodząc do niej, delikatnie dłońmi podnosząc jej podbródek, żeby spojrzała mu w oczy.
- Nie trzymam – odpowiedziała zgodnie z prawdą, wtulając się w jego ciepło ciało, szukając potrzebnego schronienia w jego ramionach. Wtuliła twarz w jego klatkę piersiową, wsłuchując się w miarowy i spokojny rytm bicia jego serca, który zaskakująco nawet dla niej samej przyniósł jej chwilowe ukojenie. Czuła jak czule gładzi ją po włosach, nie siląc się na zbędne słowa pocieszenia. Zbyt dobrze ją znał, żeby kusić się na coś takiego.
______Stali tak obydwoje, ona wtulona w niego, gdy ponowny dzwonek rozległ się w mieszkaniu. Wzięła głęboki oddech, mobilizując siły, jednak to on wyręczył ją w tym ciężkim zadaniu i poszedł otworzyć dzwi.
______Widziała zaskoczone spojrzenie Santosa, gdy zamiast niej w drzwiach ujrzał Andresa. Widziała jego pytający wzrok spoczywający na niej po chwili.
- Cześć – powiedziała spokojnie – To Andres – mężczyźni wymienili silny uścisk ręki spoglądając sobie w oczy
- Santos
- Andres
______Nie zamierzała komentować słowem zachowania obydwojga. Nie było dla niej zbyt istotne, zwłaszcza gdy po chwili wszedł Micki w towarzystwie Lisy. Jej syn nigdy nie był przesadnie wstydliwy, nawet wprost przeciwnie zwykle szedł pierwszy ciągnąc innych za sobą. Tym razem jednak stanął obok niej, chwytając ją za rękę.
- Cześć – powiedział Santos, podchodząc powoli do nich, kucnął by zrównać się wzrostem z Mickim – Jestem Santos – dodał, wyciągając w jego stronę dłoń______
Micki spoglądał na niego z zaciekawieniem, lustrując go od góry do dołu, gdy Santos nadal czekał z wyciągniętą ręką
- Ty jesteś moim tatą? – spytał po chwili
- Tak – odparł Santos spokojnie, czekając na reakcje chłopca, a jej serce rozpadło się na milion kawałków, gdy jej syn podał Santosowi rękę.


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 23:17:43 02-07-17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin